Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Opowieść o tym, jak sztuka staje się Biblią.
Biblia Dorégo rozgrywa się na północy Szwecji, w Västerbotten, rodzinnej prowincji autora. Traktuje ona o bezimiennym starszym mężczyźnie, który mieszka samotnie na szczycie góry Avaberget i tam — jako że nie potrafi pisać ani czytać — nagrywa opowieść swojego życia na dyktafon.
Narrator od dziecka jest maniakalnie wręcz przywiązany do specjalnego wydania Biblii, bogato ilustrowanego przez francuskiego XIX-wiecznego malarza i grafika Gustave’a Dorégo. Gdy wskutek różnych okoliczności traci swój egzemplarz, postanawia wszystkie ilustracje odtworzyć dzięki swojej fotograficznej pamięci.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 212
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Torgny Lindgren
Biblia Dorégo
Przełożył
Dawid Jabłoński
ArtRage Warszawa 2026
Ich beschreibe hier einen Ort, das ist wahr,aber es könnten Leute kommen, die am selbenOrt waren und mir vorwerfen, das stimme nicht.Das aber wäre nicht wahr, und so sage ich es gleich,der Ort, den ich beschreibe, liegt in mir.
Erwin Strittmatter
Opisuję tu jedno miejsce, to prawda,ale pewni ludzie, którzy w tym miejscu byli,mogliby mi wytknąć: wcale tak nie jest. To jednak nie byłaby prawda, powiem wprost:miejsce, które opisuję, znajduje się we mnie.
Tu zaczyna się moja opowieść o Biblii Gustave’a Dorégo. Nagrywam ją na dyktafon marki Sony MZN 710. Gdy powstanie z niej książka, będą ją zdobiły przepiękne kartusze i iluminacje.
Mam nadzieję, że ujrzy światło dzienne na wielki jubileusz dorowski, ku mojemu uwolnieniu i na cześć Dorégo oraz Ojca.
Staram się opisać wyłącznie swoje życie z Biblią Dorégo, z owym rzadko spotykanym wydaniem, które zawiera tylko ilustracje. Opisać, jak z nią dorastałem, jak ją straciłem, ale mimo to dalej z nią żyłem. I jak ją w końcu, jak gdyby cudem, odnalazłem czy też na nowo zdobyłem, tak że mam ją teraz znowu otwartą przed sobą.
Jezus siedzi u Marty i Marii i opiera się plecami o ceglany mur u wejścia do domu. Wyciąga do obu sióstr pustą prawicę – właśnie opowiedział im historię o pasterzu, który odnalazł zagubioną owcę. Cieszcie się razem ze mną, mówi, bo odzyskałem wszystko, co straciłem.
Ludzkim bytem rządzą niezmienne prawa, powiedziałby mój ojciec. I prawa te są znacznie prostsze, niż sobie myślimy.
Współpraca z Kościołem Szwecji? Nie mam bynajmniej nic przeciwko temu. Tak, jestem na nią przygotowany.
Staram się mówić powoli i wyraźnie. Ten dźwięk, który czasem się odzywa w tle, wydaje potok Avabäcken pod moim domem. W rzeczywistości jest zupełnie niepozorny, ale kiedy się nagra, huczy jak potop Dorégo.
Gdy moja opowieść dobiegnie końca i zamieni się w książkę, również wszystkie znaki przestankowe zajmą swoje miejsca, wielkie litery odróżnią się od małych, wszystko, co nadmierne, skurczy się i, jeśli to konieczne, powstaną nowe rozdziały.
Wszyscy, którzy mi w przeszłości czytali na głos, tu i tam zaznaczali: Nowy rozdział. Nigdy tak do końca nie rozumiałem, co mają na myśli. Czy w rzeczywistości istnieją jakieś rozdziały?
Przez lata, kiedy pracowałem w muzeum, obejrzałem bezlik obrazów, na których ludzie czytają książki. O ile dobrze rozumiałem, na ani jednym z nich nie występowały prawdziwe litery. Strony rozwartych książek były białe lub niebiesko czy szaro cieniowane i pozbawione jakichkolwiek znaków. Wymieńmy na przykład Madonnę rodziny Pesaro Tycjana, Caravaggia portret Mateusza Ewangelisty, obraz Bertila Almlöfa Ingrid czyta Aspenströma lub Zarząd przytułku Fransa Halsa. Czy Zorna Królową Zofię z Biblią. Albo Czytającą kobietę w kostiumie kąpielowym Hoppera. Żadnych istotnych liter.
Między mną a światem nigdy nie znajdowały się żadne litery.
Oto moje absolutnie pierwsze wspomnienie – prawdopodobnie leżałem jeszcze wtedy w kołysce:
Obok mnie siedziała matka, a w ręce trzymała otwartą książkę, którą podniosła w moją stronę. Była to Biblia Dorégo w czerwonej oprawie całoskórzanej. Za matką stał dziadek wsparty o jej krzesło.
Pewnie!, zawołał. Pokaż mu jeszcze Śmierć na koniu z Apokalipsy! I wojsko faraona, jak się topi w Morzu Czerwonym!
W ręce trzymał pióro, trzymał je zawsze. Jak gdyby pewnego pięknego dnia miał coś napisać. Ale do niczego takiego nie doszło.
Znacznie później zapytałem matkę: Dlaczego zmuszałaś mnie do patrzenia na te potworne obrazki? Przecież byłem noworodkiem! Nie potrafiłem pomyśleć o świecie nic złego. Wystarczyłoby mi patrzenie na ciebie. Na twoje smutne, trochę skośne oczy! Albo na zmarszczki niepokoju na twoim czole!
Chciałam się tylko upewnić, że widzisz, odpowiedziała. Że twoje oczy funkcjonują tak, jak powinny.
Tak, funkcjonowały!
Widziałem! Ten obrazek zapłonął we mnie. Jak ogień. Właśnie tak: jak ogień.
Na jednej stronie widziałem, jak Nabuchodonozor każe zabić synów Sedecjasza w jego obecności. Jakiś żołnierz rozpruł dziecięcą pierś włócznią. Obok leżało inne uśmiercone dziecko. Sedecjasz odwrócił głowę i krzyczał w niebo.
Nigdy tego nie zapomnę.
Na drugiej stronie, także zwróconej w moim kierunku, Samson obalał kolumny świątyni. Wszyscy ludzie starali się uciec. Ale oczywiście zostali zmiażdżeni. Zmiażdżenie człowieka trwa najwyżej kilka sekund. Ten, kto będzie zmiażdżony, ma jednak dość czasu, by zdążyć pomyśleć: Teraz zostanę zmiażdżony.
Niczego wówczas nie rozumiałem, wyjaśniłem matce. A od tych obrazków nic mnie nie oddzielało. Nie mogłem się bronić, kiedy leżałem w kołysce. Paliły mnie.
Nie leżałeś w kołysce, zaprzeczyła, tylko w łóżeczku z zielonymi szczebelkami. A kiedy nauczysz się czytać, zrozumiesz.
Kiedy nauczę się czytać?, zapytałem.
Najwyższa pora, oświadczyła. Niedługo będziesz miał siedem lat.
Tak, zgodziłem się. Aż trudno uwierzyć, jak ten czas leci.
Gdy czytamy, kontynuowała matka, żadne obrazki już nie są niebezpieczne. Gdy czytamy, wszystko się wyjaśnia. Ktoś zawsze opisze zarówno przyczyny, jak i skutki.
Chcesz przez to powiedzieć, spytałem, że to, co napisane, jest jeszcze wyraźniejsze i jaśniejsze?
Tak, potwierdziła. Pismo odzwierciedla samą rzeczywistość. Jeśli chcesz znać całą prawdę, musisz się nauczyć abecadła i znaków przestankowych.
Muszę znać całą prawdę?, spytałem jeszcze.
Chcemy przecież, żeby ci się dobrze wiodło, odrzekła matka. Żeby ci się w życiu poszczęściło. Bez prawdy nigdy nie będziesz szczęśliwy. Spójrz na ojca!
Następnie wyciągnęła drugą Biblię, tę, która zawierała litery, i zaczęła głośno czytać. Miała miękki i ciepły głos, a kiedy mi czytała, często usypiałem. W tych latach prąd elektryczny był na przydział, włókno w żarówce zapłonęło jak knot świeczki. Matka pochyliła się nad książką i czytała na przykład to:
Anioł stanął po prawej stronie ołtarza kadzidlanego. Gdy Zachariasz go ujrzał, bardzo się przestraszył. Ale anioł powiedział do niego: Nie bój się. Bóg wysłuchał twoich modlitw. Twoja żona urodzi ci syna, on będzie dla ciebie rozkoszą i szczęściem, a wielu będzie podskakiwać z radości, kiedy się narodzi.
Następnie pokazała mi to również na obrazku w Biblii Dorégo z czerwoną oprawą całoskórzaną. Było naprawdę tak, jak mi przeczytała: ludzie rzeczywiście podskakiwali.
Urodziłem się szesnastego czerwca tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku. Ojciec był nadleśniczym, zarządzał północnym rewirem Åman, a nasza rodzina mieszkała we dworze zwanym Posiadłość. Tego dnia, kiedy się urodziłem, cały naród świętował osiemdziesiąte pierwsze urodziny króla Gustawa V. Ojciec sam wciągnął flagę, jedyną flagę w rewirze. Dumnie powiewała w kierunku świerkowego lasu na górze Avaberget, ciemnych obłoków nad rewirem południowym i – po drugiej stronie – deltowatego ujścia potoku Avabäcken, który wpływał do cieśniny Rentjärnssundet.
Posiadłość ojciec postawił sam, nie chciał mieszkania służbowego we wsi. Nie, nie postawił, kazał ją postawić. Zbudowali ją z drewna, ześrubowali i zbili chałupnicy z zagród Szczęście, Koniec Świata, Łaska, Błogosławieństwo i Odkupienie. Według jego rysunków. To także umiał: rysować.
Powinienem wspomnieć również o zagrodzie Wieczność. Ta stała aż na samym końcu rewiru, właśnie dlatego tak się nazywała.
Dziadek mieszkał w najmniejszym pokoju, tym za kuchnią, można powiedzieć – pod największymi świerkami.
Ach, dziadek!
Gdy stał obok matki przy pianinie, powoli, powolutku i jak gdyby chwiejnie kiwał ciężką głową, głową, która właściwie powinna być lekka jak piórko! Słuchał muzyki, a ona mu się przy tym kołysała na boki. Niekiedy przemawiał do nas pastorskim, nauczycielskim głosem, którego głęboki tembr wzmacniały unikalne jamy w czaszce.
W historii literatury, mówił czasem, nigdy nie pytaliśmy o prawdy, a tylko o zagadki i tajemnice.
Uczył języka szwedzkiego i literatury. Przedtem, zanim spotkało go to nieszczęście.
Sam nigdy nie używał słowa nieszczęście, mawiał: niemiła przygoda. Albo: śmieszny epizod. Czy: jak mi wtedy zgasło.
Nie było mnie jeszcze na świecie. Dziadek dopiero co owdowiał i ojciec zdecydował, że spędzi on Boże Narodzenie w spokojnej atmosferze Posiadłości, chroniony przed samotnością. Na gwiazdkę dostał – skoro babcia nie mogła mu już grać – pianolę marki Hupfeld. Na Trzech Króli wyprawił się do lasu, w kierunku na Hattstensborg. Ojciec akurat patrzył na termometr za kuchennym oknem i skonstatował: minus czterdzieści. Odejścia dziadka nikt nie zauważył, zaczęto go szukać dopiero przy wieczornej herbacie. Matka założyła focze futro, biegała po domu i nawoływała. Doszło do tego, że nawet ojciec stanął na schodach i w stronę potoku wołał dziadka po imieniu. Daremnie.
Gdy sobie wyobrażam, jak musiał stać w ciemności na schodach, łzy nabiegają mi do oczu.
Kiedy dziadek w końcu wrócił, był zupełnie pokryty szronem, z nosa i ust zwisały mu wielkie sople, a palce miał przymarznięte do kieszeni – rodzicom w głowie się nie mieściło, jakim cudem zrobił ostatnie, decydujące kroki. Był po prostu pionowym blokiem zmarzliny, posągiem, który powstał z wiecznej marzłoci.
Ileż to razy mi tę historię powtarzali! Ojciec chciał, żebym był dla dziadka wyrozumiały. Nawet nie przypuszczał, jak dogłębnie i wewnętrznie się rozumiemy.
Widzę całą tę scenę żywo przed sobą, jak na czarno-białym drzeworycie:
Dziadek stoi pośrodku, jest ze wszystkich trzech postaci najwyższy i skrzy się światłem, które odbija się od lodowych kryształów, jego obrys jak gdyby się rozpływa. Ojciec stoi nieco za nim, pytająco i sceptycznie dotyka jego głowy, być może właśnie w tym momencie oddzielają się od niej włosy, by zostać ojcu w palcach. Przed dziadkiem stoi matka, na ugiętych kolanach, podnosi złożone ręce ku jego białej sparaliżowanej twarzy. W tle, za oknami, przebłyskuje gwiaździste niebo. Może też para unosząca się z potoku.
Dziadek topniał kilka godzin. Dwie, mówiła matka. Według ojca cztery godziny i siedemnaście minut.
Zupełnie na końcu odtajała mu bardzo zwarta dawniej głowa.
Potem nie było już najmniejszych wątpliwości co do tego, że z dziadkiem znów wszystko jest w najlepszym porządku. Jadł i pił, do jedzenia wychylił nawet dwie szklanki piwa z browaru w Malå, członki miał sprężyste i ruchliwe i potrafił zaśpiewać Już wzeszła gwiazda na niebie. Gdy matka mu akompaniowała. Wszystkie jego zdolności zatem przetrwały.
Dopiero nazajutrz uświadomiliśmy sobie, że coś się z nim stało. Zauważył to sam, kiedy próbował czytać gazetę, „Półnoną Västerbotten”. Litery stały się niezrozumiałe, straciły treść. Nie potrafił odróżnić jednego znaku od drugiego. To ty tego nie widzisz?, dziwiła się matka. Tu możesz przeczytać, jak w Niemczech spalili całą górę książek. A tu nagłówek tłustym drukiem ogłasza pojawienie się kry lodowej w Kåge i Skelleftehamn!
Nie, odpowiedział dziadek, ja nic nie widzę.
Nic?
Widzę równie dobrze, jak dawniej. Ale nie litery. Cała „Północna Västerbotten”wygląda jak wieczorne niebo. Wykonał je rylcem jakiś drzeworytnik. Na samej górze widzę horyzont.
Spróbuj czegoś innego, doradził ojciec. „Północna Västerbotten”to prowincjonalny szmatławiec, nie nadaje się do czytania. Tu masz „Gazetę Szwedzką”!
To jednak nie pomogło.
Jednolita kultura nordycka?, rzucił ojciec. Dumne dziedzictwo? Okres potęgi Szwecji?
Nie, odparł dziadek. Tego wszystkiego już nie ma.
Następnie spróbowali z książkami – z Dantem, Svenem Hedinem, Heidenstamem, Ollem Hedbergiem i z Dyskomfortem w kulturze. Wszystko też na darmo.
Dziadek nie rozróżniał liter. Zamarzły mu.
Później niejednokrotnie słyszałem, jak ojciec tłumaczył, co się stało:
Mózg dziadka się zliofilizował.
W procesie liofilizacji, wyjaśniał, komórki i ich zawartość mogą zostać utrwalone w stanie bardzo zbliżonym do ożywionego. Inne metody konserwacji są pod tym względem dalece niedoskonałe – w komórkach zachodzi szereg zmian morfologicznych i chemicznych. Przy liofilizacji następuje zaś natychmiastowe przerwanie procesów życiowych, wszystkie rozpuszczalne w wodzie substancje pozostają tam, gdzie znajdowały się w momencie utrwalania. Ulatnia się tylko para wodna, nic innego. Gdy liofilizowany obiekt lub preparat odtaje i dodamy do niego ciecz, odkryjemy, że w zasadzie zachował on wszystkie pierwotne właściwości. Ta odrobina, która wyparowała, jest przeważnie całkowicie nieistotna. Można nawet twierdzić, że przez liofilizację zostało usunięte to, co było zbyteczne i niepotrzebne.
W przypadku dziadka wyparował alfabet, ciągnął ojciec. To trochę niefortunne. Ale mogło się skończyć gorzej. Mogły ucierpieć wzrok, słuch, miłość do bliźniego, zmysł sprawiedliwości i prawdy lub czucie w rękach i nogach. Bez wsparcia liter dziadek może żyć. Nawiasem mówiąc, to, co się stało, można całkiem banalnie wytłumaczyć tym, że podczas tajania dziadka zastosowano nieodpowiedni płyn – możliwe, że zamiast piwa z Malå lepiej byłoby użyć zwykłej wody mineralnej.
Trzeba jednak zadowolić się osiągniętym rezultatem. Zresztą starzejący się człowiek nie musi umieć czytać i przyswajać nowej wiedzy, w końcowej fazie życia powinien raczej medytować nad tym, co przeczytał wcześniej. Starość sama w sobie i z natury powinna być czasem duchowego i intelektualnego trawienia.
Natomiast młody człowiek musi umieć czytać i pisać, litery to jedyne niezawodne znaki na naszej mapie drogi przez życie. Bez znaków pisarskich nikt nie jest w stanie interpretować mapy istnienia.
Ten, kto nie umie pisać i czytać, nie może na przykład zostać nadleśniczym.
W dużym, największym pokoju matka każdego dnia ćwiczyła przez kilka godzin na czarno lakierowanym pianinie. I chciała, żebym się nauczył tytułów poszczególnych kompozycji:
To było Przy kościele we Frösö.
To były Noce późnego lata.
To był Wesoły chłop.
To była Etiuda rewolucyjna.
Często siedziałem z Biblią rozwartą przed sobą. Już kiedy miałem pięć lat, zaczęły wypadać z niej kartki.
Gdy ojciec wyjeżdżał w podróż służbową do Umeå albo do Sztokholmu, zachodził do nas chałupnik Pettersson z Hugnaden.
Pana nadleśniczego nie ma w domu?, spytał.
Niestety, odpowiedziała matka. Jest w podróży służbowej. Będzie przeglądał wszystkie wykazy drzew przeznaczonych do wycinki.
Myślałem, że to już zrobione, powiedział Pettersson z Hugnaden.
A w Sztokholmie spotka się z dyrektorem generalnym, dodała matka.
To wszystko wyjaśnia, przyznał Pettersson z Hugnaden.
Ale może pan wejść, zaprosiła matka.
Potem wróciła do pianina. Chałupnik i ja usiedliśmy obok siebie na podłodze.
Tyle czytasz, że ta książka zaczyna ci się rozpadać, zauważył.
Nie szkodzi, odpowiedziałem. Można czytać tylko jedną stronę naraz.
Czytaliśmy moim chudym, spiczastym palcem wskazującym. Jego palce nie były tak wyraźne jak moje, były grube i tępe, a paznokcie miał obgryzione aż do mięsa. Judasz akurat zdradzał Jezusa. Gdyby nie to, że po ich lewej stronie, to jest po prawej stronie obrazka, jakiś sługa trzymał pochodnię, nie byłoby nic widać. Jezus miał na sobie jednoczęściowe tkane ubranie. Piotr się odwrócił; albo nie chciał mieć z tym nic wspólnego, albo obrzucał żołnierzy wyzwiskami.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Kontakt:
Cymelia – seria przybliżająca kultowe dzieła literatury światowej: te niesłusznie zapomniane, które chcielibyśmy przywrócić do czytelniczego obiegu, i te, które nigdy nie doczekały się przekładu na język polski.
W serii ukazały się dotychczas:
Henry Roth,
Nazwij to snem
, tłum. Wacław Niepokólczycki
Kay Dick,
Oni
, tłum. Dorota Konowrocka-Sawa
Juan Emar,
Wczoraj
, tłum. Katarzyna Okrasko
Pierre Boulle,
Planeta małp
, tłum. Agata Kozak
Walter Kempowski,
Wszystko na darmo
, tłum. Małgorzata Gralińska
Dashiell Hammett,
Sokół maltański
, tłum. Tomasz S. Gałązka
Marlen Haushofer,
Ściana
, tłum. Małgorzata Gralińska
Dola de Jong,
Strażniczka domu
, tłum. Jerzy Koch
Torgny Lindgren,
Legendy
, tłum. Tomasz Feliks
Jacqueline Harpman,
Ja, która nie poznałam mężczyzn
, tłum. Katarzyna Marczewska
Kjell Askildsen,
Ostatnie zapiski Thomasa F. dla ogółu. Nowele
, tłum. Maria Gołębiewska-Bijak
Jens Bjørneboe,
Chwila wolności
, tłum. Karolina Drozdowska
Thomas Pynchon,
49 idzie pod młotek
, tłum. Piotr Siemion
Italo Svevo,
Zeno Cosini
, tłum. Zofia Ernstowa
Juan José Saer,
Pasierb
, tłum. Barbara Jaroszuk
Kingsley Amis,
Alteracja
, tłum. Przemysław Znaniecki
Torgny Lindgren,
Przepis doskonały
, tłum. Dawid Jabłoński
Robert W. Chambers,
Król w Żółci
, tłum. Tomasz S. Gałązka
Pierre Boulle,
Most na rzece Kwai
, tłum. Jacek Giszczak
Leonard Gardner,
Fat City
, tłum. Tomasz Antosiewicz
Anna Kavan,
Lód
, tłum. Agata Ostrowska
Halldór Laxness,
Dzwon Islandii
, tłum. Jacek Godek
María Luisa Bombal,
Spowita całunem
, tłum. Mateusz Lamch
Etienne Leroux,
Siedem dni u Silbersteinów
, tłum. Jerzy Koch
Aleksandar Tišma,
Kapo
, tłum. Magdalena Petryńska
Sven Holm,
Termush
, tłum. Iwona Zimnicka
Walter Kempowski,
Prima sort
, tłum. Małgorzata Gralińska
Thomas Pynchon,
Tęcza grawitacji
, tłum. Robert Sudół
Jacqueline Harpman,
Orlanda
, tłum. Katarzyna Marczewska
Prusy Wschodnie, styczeń 1945 roku. Wojska niemieckie są w odwrocie, nadciąga Armia Czerwona. Dworek rodziny von Globig, Georgenhof, popada w ruinę. Ciocia zarządza majątkiem najlepiej, jak potrafi, odkąd Eberhard von Globig, oficer specjalny niemieckiej armii, poszedł na wojnę, zostawiając w domu piękną żonę Katharinę i dwunastoletniego syna Petera. Niemcy uciekają z okupowanych terytoriów i w Georgenhof pojawiają się kolejni nieoczekiwani goście: nazistowska skrzypaczka, malarz, bałtycki baron, a nawet żydowski uchodźca. Ale życie rodziny toczy się dalej tak samo banalnie jak zawsze.
Wszystko na darmo to najpełniejszy obraz zagłady niemieckiego świata w Prusach Wschodnich, jego moralnej, kulturowej i materialnej klęski. Kempowski przedstawia ją bez patosu i sentymentalizmu, nieraz z sarkastycznym poczuciem humoru, stawiając fundamentalne pytania o winę, odpowiedzialność i stopień uwikłania przedstawicieli elit – mieszczan, posiadaczy ziemskich, urzędników, nauczycieli, duchownych – w narodowy socjalizm.
W chłodny wiosenny wieczór kobieta w średnim wieku przygotowuje risotto w skromnej kuchni domku myśliwskiego, zjada je samotnie i nakłada porcję dla psa. Nazajutrz rano z zaskoczeniem odkrywa, że przez noc pojawiła się niewidzialna bariera, która oddziela ją od reszty świata. Nazywa ją po prostu „ścianą”. Bohaterka, której imienia nie poznamy, zostaje w towarzystwie samych zwierząt. U boku psa Luchsa, krowy Belli i kotów rozpoczyna przerażającą walkę o przetrwanie, stając na czele „niezwykłej rodziny”.
Ściana, wydana dwa lata po wzniesieniu muru berlińskiego, należy do najbardziej zagadkowych, a jednocześnie wielowymiarowych i przejmujących austriackich powieści XX wieku. Można ją czytać jako nową wersję Robinsona Crusoe, można w niej widzieć postapokaliptyczny klasyk doby wyścigu nuklearnego, lecz można w niej także dostrzec alegoryczną przypowieść o XX-wiecznych kataklizmach. Nie dziwi więc, że w ostatnich latach twórczość Haushofer przeżywa prawdziwy renesans.
Zbiór utworów szwedzkiego mistrza formy o niepohamowanej fantazji i niezwykłym darze opowiadania.
Legendy to trzynaście opowieści, mitów, apokryfów, anegdot zasłyszanych, gruntownie przetworzonych albo całkiem zmyślonych. Pośród nich znalazły się historie rolnika, który tak kochał swoje gospodarstwo i ziemniaki, że postradał zmysły i wybrał przemoc, noblistów Selmy Lagerlöf i Vernera von Heidenstama, Buddy krojącego swoje ciało na kawałeczki, piłkarza, który nigdy nie podawał do tyłu, a gdy to zrobił, połamano go kołem, pana i niewolnika, którzy zamienili się rolami, czy wreszcie trudnej i bolesnej miłości olbrzyma i bogini.
Wybitna powieść o samotności, kobiecej przyjaźni i świecie bez mężczyzn.
Bezimienna dziewczyna spędza całe swoje życie wraz z trzydziestoma dziewięcioma innymi kobietami w podziemnym więzieniu. Pod nieustannym nadzorem uzbrojonych strażników, którzy nigdy nie wypowiadają do nich choćby słowa, więźniarki nie wiedzą nawet, jak się tam znalazły, nie mają pojęcia o upływie czasu i jedynie niejasno pamiętają swoje wcześniejsze życie. Bohaterka nie wie, czym zasłużyła sobie na swój los ani jak wygląda świat na zewnątrz, wyobraża go sobie tylko mgliście na podstawie opowieści współwięźniarek. Jednego dnia rozlega się alarm, nadzorcy znikają, a ona musi wymyślić siebie na nowo, przytłoczona pełną niepewności i niebezpieczeństw wolnością. Ale czym w tej powieści jest wolność i skąd wziął się ten dystopijny świat? Czy został porzucony? Zniszczony przez wirusa? Najechany?
Tytuł oryginału: Dorés bibel
Redaktor inicjujący: Michał Michalski
Redaktor prowadzący: Krzysztof Cieślik
Koordynacja produkcji: Szczepan Kulpa
Projekt okładki: Łukasz Piskorek
Projekt makiety: Mimi Wasilewska
Redakcja: Maria Wirchanowska
Korekta: Katarzyna Górniak-Prasnal, Michał Trusewicz
© Torgny Lindgren, first published by Norstedts, Sweden, in 2005
© Copyright for the Polish edition by ArtRage, 2026
© Copyright for the Polish translation by Dawid Jabłoński, 2026
Wydawca dziękuje za wsparcie Kulturrådet, Szwedzkiej Radzie Sztuki, która sfinansowała powstanie niniejszego przekładu.
Seria Cymelia
Wydanie I, Warszawa 2026
Wydawnictwo ArtRage
wydawnictwo.artrage.pl
ISBN 978-83-68295-24-5
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
