Aberracja mroku - FortunateEm - ebook

Aberracja mroku ebook

FortunateEm

0,0
54,90 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Miłość, która odbiera rozum. Piękno, które więzi

Renese Astor ma wszystko, czego pragną inni, i nienawidzi każdego spojrzenia, które zatrzymuje się na jej twarzy. Dla mężczyzn jest zdobyczą, dla kobiet zagrożeniem, a dla samej siebie zakładniczką własnego ciała. Wykorzystuje swoją urodę, by kupić jedyną rzecz, która ma znaczenie: niezależność. Dla Renese bowiem najważniejsza jest wolność. Niestety, wszystko wskazuje na to, że na pozór beztroski okres jej życia właśnie dobiega końca.

Niespodziewanie pomoc nadchodzi ze strony tajemniczego Jasvera Langforda. Mężczyzna oferuje Renese z pozoru idealne rozwiązanie: udawany związek, dzięki któremu dziewczyna będzie w stanie wreszcie wyrwać się spod wpływu ojca tyrana. Z początku ten układ działa doskonale. Z czasem jednak granice między prawdą a kłamstwem zaczynają się zacierać.

Zaufanie staje się ryzykiem.

Uczucia okazują się zagrożeniem, którego nikt się nie spodziewał.

Bo Jasver jest wszystkim, czego Renese nie powinna pragnąć.

A zarazem to jedyny mężczyzna, którego nie potrafi odrzucić.

Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 543

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



FortunateEm

Aberracja mroku

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.

Opieka redakcyjna: Barbara Lepionka

Redakcja i korekta: Beata Stefaniak-Maślanka

Rysunki w środku książki: Monika Marszałek FortunateEm

HELION S.A.

ul. Kościuszki 1c, 44-100 GLIWICE

tel. 32 230 98 63

e-mail: [email protected]

WWW: editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Drogi Czytelniku!

Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres

editio.pl/user/opinie/aberra_ebook

Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

ISBN: 978-83-289-4101-4

Copyright © FortunateEm 2026

Copyright © Helion S.A. 2026

Kup w wersji papierowejPoleć książkę na Facebook.comOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » Nasza społeczność

Dla każdej zranionej duszy – czasem najciemniejszy mrok skrywa najjaśniejsze światło.

No i dla mnie, bo dzięki tej książce odzyskałam radość z pisania.

Prolog

Te oczy, choć kompletnie pijane, były najpiękniejszymi, jakie kiedykolwiek widział. Jedna tęczówka w kolorze lodowego błękitu, niespotykanym, zimnym, zachwycającym, druga w kolorze głębokiej zieleni, tak żywym i nasyconym jak lato, którego nienawidził.

Przerwanie kontaktu wzrokowego nie wchodziło w grę. Przyciąganie było zbyt intensywne.

Otrzeźwienie przyniósł mu nagły dotyk. Zamrugał, czując, jak całe jego ciało trawi ogień, którego iskrzący początek znalazł w małym palcu, muśniętym jej dłonią. Krew zawrzała, serce przyspieszyło. Czuł, jak jego oddech się rwie. Jak cały świat się kurczy, zawęża do tych oczu i niewinnego, ledwo wyczuwalnego dotyku.

To było jak porażenie prądem. Wstrząs. Odchylenie od normy, do której przywykł. Coś, czego nie da się zapomnieć.

Nagle zniknęła. Odsunęła się, więc znów znalazł się na środku parkietu z setką ludzi, którymi gardził. Rozejrzał się dookoła. Stała kilka kroków dalej, uśmiechała się. Przygryzła pełną wargę, błysnęły idealnie proste zęby. Poczuł mrowienie w dole brzucha. Krew zawrzała po raz kolejny, gwałtownie płynąc w dół.

Wyciągnęła dłoń. Bladą, kruchą, tak boleśnie piękną.

Nie zamierzał ulec pokusie. To byłoby zbyt niebezpieczne. Zbyt destrukcyjne.

Uśmiechnęła się lekko, niemal nieśmiało, choć kokieteryjnie zmrużyła powieki.

Serce zerwało się do galopu. Pociemniało mu przed oczami. Oddech uwiązł w gardle. Pragnienie, które go ogarnęło, było przemożne, niemal bolesne. Te oczy. Te cholerne, więżące go oczy.

Ruszył w jej kierunku.

Tak narodziła się choroba.

Destrukcyjna, odbierająca rozum, niszcząca rutynę, niebezpieczna.

Rozdział pierwszy

Las Vegas, lipiec

Wolność. Jedno proste słowo na określenie czegoś tak potwornie ważnego. Chciałabym być wolna. Nie mieć żadnej obroży zaciśniętej wokół szyi, żadnego bata nad głową. Chciałabym budzić się każdego ranka z myślą, że mam czas, którym mogę dysponować według własnego uznania.

Zamykam z trzaskiem pojemnik z sypkim pudrem do twarzy i odkładam go na toaletkę. Spoglądam w lustro. Nałożyłam makijaż, który w idealny sposób podkreśla moją urodę i nie czyni mnie przy tym sztuczną. Nie jestem próżna, choć mam świadomość, że na mój widok każdy zamiera z wrażenia. Moja uroda wręcz zapiera dech w piersi. Kobiety mnie nienawidzą, a mężczyźni pragną do szaleństwa.

Nienawidzę tego. Nienawidzę każdego najmniejszego skraweczka siebie. Piękno jest przekleństwem. I niedługo przyjdzie mi za nie słono zapłacić.

– Nessie, jak ci idzie? – pyta mnie Sienna, moja najlepsza i jedyna przyjaciółka.

Staje w progu mojego pokoju, opierając się ramieniem o framugę drzwi. Ma na sobie swoją ulubioną czarną sukienkę z głębokim dekoltem, który uwielbia, bo eksponuje to, co trzeba. Nie włożyła stanika, w końcu idziemy do klubu nocnego, w którym jak zawsze nie będzie go potrzebować. Zapewne nie ma też majtek, bo nie lubi tracić czasu, gdy walczy o dotyk. Przenoszę wzrok z cycków na twarz Sienny i posyłam jej delikatny, współczujący uśmiech. Nie potrafię nad tym zapanować. Chyba nigdy nie pogodzę się z tragedią, której doświadczyła moja przyjaciółka.

– Gotowa? – pyta.

Widzę w jej oczach ekscytację, dlatego nie mówiąc nic więcej, podnoszę się z miękkiego fotela i ruszam ku niej. Staję naprzeciwko i delikatnym ruchem poprawiam jej grzywkę. Dzisiaj postawiła na perukę w kolorze gorzkiej czekolady, którą ostatnio stylizowałyśmy. Jestem zadowolona z efektu końcowego, choć Sienna uważa, że przycięłam jej grzywkę za krótko.

– Spakowałam rzeczy, a taksówka będzie za piętnaście minut – mówi, uśmiechając się diabelsko. – Dawno nie byłam tak podekscytowana łowami. Wyprawy w nowe miejsca prowokują mojego demona.

Śmieję się cicho, ale nic nie mówię. Nasza działalność klubowa jest… dość niekonwencjonalna. Jesteśmy żywiołem, któremu nie da się oprzeć. Współpracujemy, by każda z nas osiągnęła swój cel, i choć nie jest to moralne, bawimy się doskonale. Ja potrzebuję pieniędzy, Sienna dotyku i poczucia bycia pożądaną. Dlatego ja zdzieram z idiotów pieniądze, a ona ubrania. I obie jesteśmy szczęśliwe.

– Chodź, po drodze opowiesz mi o tym miejscu – mówię.

Opuszczamy mój pokój, zbieramy potrzebne rzeczy i kierujemy się do wyjścia z naszego małego gniazdka. Mieszkamy w spokojnej części dzielnicy Arts District, co od zawsze było moim małym marzeniem. Gdy doczekałam się swoich „wakacji” od obowiązków – czyli okresu między skończeniem szkoły a rozpoczęciem „dorosłego życia” pod dyktando ojca – postanowiłam, że to idealna okazja, by poznać tę część Las Vegas. Wynajęłyśmy ze Sienną kawalerkę w niewielkiej kamienicy, w której na parterze znajduje się urocza kawiarnia. Czynsz jest niewysoki, a klimat wyjątkowy, więc idealnie.

Wychodzimy i od razu kierujemy się na tył budynku, skąd zawsze zgarniają nas taksówki. Czasu mamy na tyle dużo, że Sienna wyciąga paczkę papierosów. Widzę, że jej dłonie lekko drżą, co może oznaczać ekscytację bądź jej trudny do wytłumaczenia głód bliskości. Moja przyjaciółka jest uzależniona od dotyku. Uwielbia seks i czasem mam wrażenie, że zrobiłaby dla niego wszystko. Nasiliło się to po wypadku, przez który straciła swój ogromny atut – piękną twarz.

Trzy lata temu Sienna znalazła się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Zwykły niezobowiązujący seks zamienił się w piekło, i to dosłownie. Zajęci igraszkami kochankowie nie zauważyli, że w pokoju rozprzestrzenia się ogień. Zapalili za dużo świeczek i byli zbyt odurzeni, by dostrzec niebezpieczeństwo. Poruszona podmuchem wiatru zasłona zapłonęła, ogień szybko się rozprzestrzenił. Do dzisiaj dziękuję niebiosom, że Sienna żyje. Jej partner nie miał tego szczęścia. Zginął. Sienna próbowała mu pomóc, wtedy ogień zajął jej włosy i nim się obejrzała, płomienie dotarły do twarzy. Dzisiaj, kilka operacji plastycznych później, wygląda dobrze, ale najwyraźniej nie na tyle, by atrakcyjni mężczyźni odwzajemniali jej zainteresowanie. Z tego powodu ja wabię dla niej ofiary swoją twarzą, a ona wyciska z nich nie tylko przyjemność, ale i mnóstwo gotówki. Jestem pewna, że niejedna prostytutka mogłaby się uczyć od Sienny. Seks jest jej żywiołem. A kiedy za długo go nie uprawia, zachowuje się jak ćpunka na głodzie. Czyli dokładnie tak jak w tej chwili – drżą jej ręce, ma rozbiegany wzrok i szybko spala papierosy. Jest w potrzebie.

Taksówka zatrzymuje się przy nas sekundę po tym, jak pet Sienny upada na chodnik. Zajmujemy miejsca z tyłu i witamy się z kierowcą w średnim wieku, który najpierw przygląda się mojej przyjaciółce, a potem jego wzrok zatrzymuje się na mnie. Nienawidzę tego momentu. Jego oczy się rozszerzają i rozbłyskuje w nich podziw, który szybko zostaje zastąpiony przez pożądanie. Zupełnie jakbym była pieprzonym cudem natury. Kierowca oblizuje wargi i już ma coś powiedzieć, ale moja przyjaciółka traci cierpliwość.

– Jedźmy, do cholery, spieszę się – mówi uszczypliwym tonem. – A jak chcesz się pogapić, to zapłać, ale najpierw wysadź mnie przed klubem.

Mężczyzna otrząsa się z zamroczenia i szybko rusza. Czuję, że na mnie zerka, ale staram się go ignorować. W końcu mu się znudzi.

– Może pan włączyć jakąś muzykę? – odzywa się ponownie Sienna. – Na tyle głośno, byśmy mogły w spokoju rozmawiać?

Koleś spina ramiona, ale włącza składankę na telefonie połączonym z autem przez Bluetooth. Podkręca głośność na tyle, że na pewno nie zrozumie, o czym będziemy rozmawiać, ale patrzy przy tym prosto w moje oczy. Przechodzi mnie dreszcz, bo ta nachalność przekracza wszelkie granice. Krzywię się, co powinno dać mu do zrozumienia, że czuję się niekomfortowo, ale on, zamiast przestać, mruga do mnie. Mam dość. Zsuwam się niżej na siedzeniu, by uciec przed jego paskudnymi gadzimi oczami, i dopiero to go otrzeźwia. Skupia się na drodze i wierci na siedzeniu, jakby miał owsiki. I dobrze, dupku.

– To co mi powiesz o tym klubie? – pytam Siennę po kilku minutach spokojnej jazdy. – Jak się nazywa?

– Jedziemy do Nocturne. To ostatni lokal przed wylotówką na pustynię – odpowiada, nachylając się ku mnie. – Bardzo specyficzne, wręcz elitarne miejsce, w którym pojawia się sama śmietanka. Niewiele osób o nim wie.

– A my skąd mamy wiedzę?

Sienna uśmiecha się diabolicznie, ale jednocześnie jej delikatna dłoń obejmuje moją. Wie, jak podziałało na mnie zainteresowanie kierowcy i jak bardzo nienawidzę zwracać na siebie uwagi mężczyzn. W ogóle nie cierpię mężczyzn. Sprawiają, że czuję się mała, bezbronna i zależna. A to najgorsze gówno, jakie można czuć przy drugiej osobie.

– Poznałam przez internet kolesia, który sra pieniędzmi i jest jednym z członków honorowych. Powiedział mi o tym miejscu w tajemnicy, gdy wysłałam mu zdjęcia cycków. Jest przystojny, ale dużo starszy od nas.

Krzywię się.

– Co to znaczy „dużo starszy”?

– Cztery dychy stuknęły mu już jakiś czas temu.

Mam ochotę jęknąć, ale się powstrzymuję, by nasz kierowca nie dostał wylewu. Wciąż czuję jego nachalność, choć nie może mnie zobaczyć w lusterku.

– Wiem, wiem – wzdycha moja przyjaciółka, sięgając po swój telefon. – Ale jest naprawdę gorący. Ma kasę i dba o siebie, a jego sprzęt zdecydowanie bije na głowę sprzęt wielu naszych ostatnich kolesi.

Sienna odblokowuje telefon i stuka w ekran, po czym odwraca go do mnie. Przed moją twarzą pojawia się zdjęcie ogromnego członka trzymanego w dużej, zadbanej dłoni. Facet ma na palcach złote sygnety, co sugeruje, że może być naprawdę bogaty. Na kolejnym zdjęciu widzę biust swojej przyjaciółki, a potem kolesia w odbiciu lustrzanym. Ma szpakowate, dość gęste włosy, dobrze przystrzyżony zarost i naprawdę niezłą sylwetkę. I jest ubrany w garnitur Brioni, co od razu wywołuje mój uśmiech.

– Na co się umówiliście? – pytam.

Sienna chowa telefon i nachyla się do mojego ucha.

– Powiedziałam mu, że może zrobić ze mną wszystko, ale musi mieć zakryte oczy.

Czyli standard. Przeważnie działamy według sprawdzonego schematu. Sienna znajduje ofiarę wcześniej, na jakimś portalu, i ustala miejsce spotkania. Mężczyzna musi spełniać dwa kryteria – ma być zamożny i jej się podobać. Gdy docieramy do klubu, lokalizujemy go, po czym ona znika załatwić pokój, a ja czaruję faceta. Flirtujemy i przechodzimy do konkretów. Czasem negocjujemy kwotę i pragnienia, a gdy wszystko jest już dogadane, udajemy się do pokoju, w którym czeka Sienna. Kiedy drzwi się za nami zamykają, biorę pieniądze i obiecuję, że oddam, jeśli nieszczęśnik nie będzie usatysfakcjonowany, a potem rzucam mu opaskę na oczy. Kiedy ją zakłada, Sienna wkracza do akcji i przenosi siebie i naszą ofiarę na inną planetę. Po wszystkim uciekamy z pokoju, gdy facet jest na poorgazmowym haju. Jeszcze nam się nie zdarzyła reklamacja ani niesubordynacja. Mężczyźni, których wybiera moja przyjaciółka, lubią tego typu zabawy, podoba im się to, że mają wyłączony zmysł wzroku, bo wtedy inne bodźce są intensywniejsze. Nierzadko Sienna po jednej akcji ma ochotę na więcej, więc kolejną ofiarę znajdujemy już w klubie. Wtedy jest trudniej, bo muszę wyjść z inicjatywą i poderwać kolesia.

– A kasa?

– Powiedział, że da mi dodatkowy tysiąc dolców, jeśli skończy na moich cyckach, i jeszcze jeden, jak zrobię mu zdjęcie na pamiątkę.

Krzywię się. Wolę nie zostawiać po sobie żadnych śladów, bo choć to nie moje piersi zostaną umazane nasieniem i sfotografowane, w głowie tego kolesia pozostanie wspomnienie mojej twarzy. Nigdy się nie dowie, że pieprzył moją przyjaciółkę zamiast mnie.

– To łącznie trzy tysiące dolców, Nessie – mówi, szturchając mnie ramieniem. – Za jednego gościa, a mam dzisiaj w sobie demona pragnącego o wiele, wiele więcej.

Przygryzam wargę. Naprawdę nie chcę, by ktokolwiek miał po nas pamiątki. Nigdy nie wiadomo, na kogo trafimy, a myśl, że mój ojciec mógłby kiedyś jakimś cudem do tego dotrzeć, przyprawia mnie o mdłości. Dostałby niepodważalny dowód, że miał rację co do mnie. No ale trzy tysiące za jedną noc? A w zasadzie za kilkanaście minut czy tam godzinę? Szkoda nie skorzystać.

– W porządku – ulegam w końcu. – Ale musimy być ostrożne. Jeśli to jakiś znany gość, może mnie kiedyś przez przypadek rozpoznać, bo wiesz, że moja wolność…

Sienna zakrywa mi usta dłonią.

– Nie myślimy dzisiaj o problemach, tylko o dobrej zabawie. Wyluzuj, Nessie. Jesteśmy profesjonalistkami.

Do profesjonalistek jeszcze wiele nam brakuje, ale nie mówię tego na głos. Zamiast się zamartwiać, próbuję wyluzować i zastanawiam się nad tym, jakiego drinka wypić. Nie chcę się upić, zamierzam się jedynie delektować.

Taksówkarz zatrzymuje się w zatoczce niedaleko wysokiego, słabo oświetlonego budynku wyglądającego jak nowoczesny magazyn. Jestem zaintrygowana. Znajdujemy się na pograniczu miasta i pustyni, dalej za lokalem nie ma już dosłownie nic poza ciemnością. Subtelną wskazówkę, że miejsce nie jest zamknięte na cztery spusty, stanowi przygaszony neon w kształcie księżyca, który wisi nad masywnymi łukowymi drzwiami. Okna to lustra weneckie pokryte jakąś powłoką. Czuję, jak wzdłuż mojego kręgosłupa przechodzi subtelny dreszcz. Podoba mi się ten klimat.

Wychodzimy z samochodu bez pożegnania, odprowadzone obleśnym spojrzeniem. Czuję wzrok kierowcy przez całą drogę do celu i kusi mnie, by się odwrócić i pokazać facetowi środkowy palec. Nie robię tego tylko dlatego, że wiem, jak tacy mężczyźni reagują na zaczepki – atakiem. Moje czterocalowe szpilki nie nadają się do ucieczki przed napalonym samcem.

– Jesteś gotowa? – pyta Sienna, gdy stajemy przed wejściem.

Z jednej strony jestem bardziej niż gotowa, z drugiej trochę się stresuję. Zawsze wybieramy miejsca mające specyficzny klimat i jeszcze bardziej specyficznych gości, ale dzisiaj czuję, że to coś więcej niż zwykły klub dla bogaczy. Aura tego lokalu jest niepokojąca, więc co nas czeka po przekroczeniu progu?

– Uznam to milczenie za potwierdzenie – mówi moja przyjaciółka.

Łapie za masywną klamkę i ciągnie drzwi ku sobie. Przed oczami mamy teraz krótki, pogrążony w mroku hol, na którego końcu przed drzwiami stoi postawny mężczyzna w garniturze palący papierosa. Na drzwiach wisi tabliczka z nazwą klubu pisaną kursywą. Bardzo ładnym fontem.

Sienna, jakby była stałą bywalczynią, prze do przodu, a ochroniarz – ku mojemu zaskoczeniu – bez słowa otwiera przed nią drzwi. Depczę jej po piętach, by nie wyjść na dziwadło, ale zatrzymuję się przy mężczyźnie, który nie raczy mnie ani jednym spojrzeniem. Jest wpatrzony w drzwi wejściowe, czujny do przesady. Nie powinno mi się podobać jego lekceważące podejście, ale niech mnie, mam ochotę podziękować mu za brak pożądliwych spojrzeń. To bardziej wyzwalające, niż sądziłam.

Przyjaciółka łapie mnie za nadgarstek i ciągnie dalej w paszczę lwa. Przechodzimy przez dłuższy hol, na którego końcu wiszą bordowe kotary. Źródłem światła są maleńkie diody przytwierdzone do ścian. Czuję zapach papierosów i czegoś piżmowego, przez co mój oddech zwalnia. Docierają do mnie pierwsze dźwięki zmysłowej melodii, mocny bas zaczyna uderzać w klatkę piersiową. Czuję się jak w transie, moje ciało zaczyna się budzić do życia.

Za ciężką kotarą wita nas serce klubu. Rozległa, niezatłoczona przestrzeń z wyraźną, rytmiczną muzyką. Ściany obite czarnym welurem, czarna szklana posadzka i przygaszone światła padające prosto z góry, z małych reflektorów. Naprzeciwko wejścia widzę subtelnie doświetlony bar, za którym na lustrzanej ścianie stoją setki butelek najróżniejszych alkoholi. Nad nim znajduje się balkon, z którego spoglądają mężczyźni o potężnych sylwetkach. Prawdopodobnie tam są stoliki VIP, choć nie jestem tego pewna. Wszystko w tym miejscu wygląda, jakby było dla wybranych. Na głównej sali stoliki poustawiano wzdłuż ścian, oddzielają je przepierzenia również obciągnięte welurem. Dzięki temu zabiegowi goście mają namiastkę prywatności.

– Widzę tylu potencjalnych kandydatów do pieprzenia, że zaczynam pulsować – mruczy mi do ucha Sienna. – A fakt, że uwaga wszystkich koncentruje się na tobie, tylko potęguje moje podniecenie.

Uśmiecham się lekko i dyskretnie rozglądam. Większość gości to mężczyźni, ale liczbowo nie dominują nad kobietami aż tak jak w innych klubach. Na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że na jedną kobietę przypada dwóch, może trzech facetów, co rzadko się zdarza w miejscach tego typu. Widzę, że sporo oczu rzeczywiście skierowało się na mnie, ale ignoruję to. Nie czuję dyskomfortu, tylko lekkie, jakby majaczące gdzieś w oddali podniecenie. Dawno tego nie doświadczyłam. Ba, tak naprawdę czuję to dopiero drugi raz w życiu i nie mogę powiedzieć, że mnie to nie ekscytuje.

– Szukaj swojego faceta, a ja idę do baru – mówię do przyjaciółki.

Rozdzielamy się, by nie wzbudzać podejrzeń. Gdy tylko docieram do celu, materializuje się przede mną wysoki, przystojny barman w czarnej satynowej koszuli rozpiętej do połowy torsu. Ma tatuaże, ale przez przygaszone światło nie jestem w stanie rozpoznać, co przedstawiają. Na pewno robią duże wrażenie na klientkach.

– Cześć, pierwszy raz u nas? – pyta, posyłając mi zadziorny uśmiech, więc powoli kiwam głową.

Nie mam pojęcia, skąd wie, że nigdy tutaj nie byłam, ale postanawiam nie panikować. Może jest jedynym barmanem i zna wszystkich bywalców? Może rzeczywiście przychodzi tutaj tylko garstka wybranych? Nie wiem. Siadam na obitym welurem stołku barowym i kładę łokcie na blacie. Uśmiecham się, patrząc na alkohole, ale wciąż nie mam pomysłu na to, czego chciałabym się dzisiaj napić. Chłopak prawdopodobnie wyczuwa moje niezdecydowanie, bo opiera przedramię na ladzie i się nachyla, zarzucając ściereczkę na bark.

– Mocniej czy słabiej? – pyta.

– Umiarkowanie.

– Słodko, gorzko czy…

– Umiarkowanie.

– Jasne.

Posyłam mu uśmiech. Odwraca się, by przygotować mi drinka, a ja sięgam po swój telefon. Nie mam żadnych nowych wiadomości od Sienny, więc obstawiam, że nadal szuka swojej dzisiejszej ofiary. Chowam komórkę, okręcam się na stołku i opieram łokcie na krawędzi baru. Rozglądam się po sali, próbując zlokalizować przyjaciółkę lub kogoś ciekawego, ale nikt nie rzuca mi się w oczy. Wszyscy wydają się zajęci własnymi sprawami, czyli podrywaniem.

Nagle czuję, jak przechodzi mnie dreszcz. Ciepło, które ma swój początek w dole brzucha, pnie się w górę, jakbym miała nagły, palący atak zgagi. Przełykam ślinę, zaskoczona tym doznaniem, i jeszcze raz rozglądam się po pomieszczeniu, ale nikogo nie dostrzegam. Nikt otwarcie na mnie nie patrzy. Chociaż… Odchylam głowę do tyłu, tak że moje włosy smagają blat baru, i nagle uczucie ciepła wręcz kipi. Widzę osobę o szerokich ramionach, która wychyla się z balkonu ustawionego centralnie nade mną. Nie dostrzegam twarzy, żadnych znaków szczególnych czy oczu, ale wiem, że patrzy wprost na mnie. Czuję to całą sobą. Oddech mi zwalnia, puls delikatnie przyspiesza. Nie wiem, kim jest ten ktoś, ale wiem, że uczucia, które we mnie wzbudza, są mi obce. Chcę…

– Hej! – piszczy podekscytowana Sienna, łapie mnie niespodziewanie za ramiona i prostuje. Jej oczy są pełne żądzy i radości. – Znalazłam i mamy cholerne szczęście, bo pożera cię wzrokiem.

Nie rozumiem, o czym mówi. Krzywię się i chcę coś powiedzieć, ale to dziwne uczucie w moim wnętrzu, zamiast słabnąć, jeszcze się nasila. Osoba, nie, mężczyzna, który patrzy na mnie z góry, sprawia, że moja skóra mrowi. Nie rozumiem tej reakcji.

– Skup się, Nessie. Znalazłam go i jest boski!

Ignorując jej entuzjazm, znów odchylam głowę i spoglądam w górę, ale tajemnicza postać zniknęła. Wygląda na to, że ja też kogoś znalazłam, ale już zdążyłam go zgubić.

Wybranek Sienny rzeczywiście jest niezły. Wysoki, barczysty i z przyjemną twarzą, której czas jedynie dodał charakteru. Ciemne, brązowe oczy z psotnym błyskiem, wypielęgnowany zarost przyprószony siwizną i idealne uzębienie, które mogłoby reklamować usługi dentystyczne. Do tego ma na sobie jakieś sto tysięcy dolarów w ubraniach i drugie tyle na nadgarstku. Koleś jest dziany. Bardzo dziany.

– Więc jesteś z Toronto, zgadza się?

Marszczę brwi, zaskoczona tym pytaniem. Kilka minut temu przysiadłam się do niego, kokieteryjnie odwzajemniając jego uśmiech, i poinformowałam, że to ze mną się kontaktował. Często widzę na męskich twarzach zachwyt wywołany moją urodą, ale ten delikwent wydawał się wręcz wniebowzięty. Jakbym była jego ostatnim posiłkiem przed śmiercią albo skrzynią pełną skarbów. Zdążyliśmy zamienić kilka niezobowiązujących zdań, ale pytanie o moje pochodzenie wytrąca mnie z równowagi. Po pierwsze dlatego, że ani ja, ani Sienna nie jesteśmy z Toronto, a po drugie, jestem pewna, że moja popieprzona przyjaciółka nie informowała go o czymś takim.

– Nie dałabym sobie ręki uciąć, ale raczej ci nie mówiłam, skąd jestem – moduluję głos tak, by był niższy, bardziej podobny do głosu Sienny, która będzie się z nim bawić za zamkniętymi drzwiami.

– Strzelałem – odpowiada, pochylając się ku mnie. Jego palec ozdobiony platynowym sygnetem delikatnie muska moje ramię, przez co przechodzi mnie dreszcz obrzydzenia. Nienawidzę, gdy ktoś narusza świętość mojego ciała. – Moja rodzina pochodzi z Toronto i wymarzyłem sobie, że może taka piękność jak ty również.

Uśmiecham się z ulgą. Powinnam przystąpić do działania i jak najszybciej zaciągnąć go do pokoju, którego numer wysłała mi Sienna, ale coś mnie blokuje. Prawdopodobnie to niesłabnące uczucie w brzuchu, które pojawiło się przez spojrzenie mężczyzny z balkonu. Mam wrażenie, że wciąż na mnie patrzy, ale nie potrafię go zlokalizować. Czuję też wzrok innych, to jednak nie to samo. Uch, nie potrafię tego zrozumieć ani wytłumaczyć, ale coś jest, cholera, nie tak.

Wibracja telefonu w torebce przywołuje mnie do porządku. To na pewno moja niewyżyta przyjaciółka. Gdy tylko przekażę jej faceta, który aktualnie gapi się na moje cycki, poszukam przyczyny swojego dziwnego samopoczucia. Opieram łokieć na barze, a policzek o dłoń, przyglądając się mężczyźnie z ukosa. Przybieram najniewinniejszą minę i powoli, zmysłowo oblizuję górną wargę. Oczy naszej ofiary śledzą ten ruch z namaszczeniem.

– Za marzenia nie karzą – mruczę. – Ale to niestety się nie spełni.

– A jakieś inne się spełni? – pyta, wracając spojrzeniem na mój biust.

Przypominam sobie, co mówiła Sienna, i pokazowo przesuwam paznokciem po rowku między piersiami. Koleś wygląda, jakby sekundy dzieliły go od samozapłonu lub ślinotoku.

– Zrób to jeszcze raz, a pominę grę wstępną – mówi niższym, groźniejszym głosem.

Nie podoba mi się ten ton, ale odpowiadam uśmiechem. Pochylam się ku niemu jeszcze odrobinę, łapiąc jego spojrzenie.

– Nie potrzebuję gry wstępnej.

Jego oczy płoną żądzą. Leniwym ruchem zsuwa się ze stołka, więc korzystam z okazji i zerkam na jego spodnie. Kształt przyrodzenia rysuje się pod materiałem i zapowiada doskonałą zabawę. Sienna będzie w siódmym niebie.

– Dam ci pięć – odzywa się, odwracając mnie do siebie. Góruje nade mną z ciężkim spojrzeniem i resztkami samokontroli. – Pierdolę, nawet dziesięć za to zdjęcie.

Jezu, to naprawdę mocny zawodnik. Jeszcze nigdy facet nie zaproponował mi tak horrendalnej kwoty za usługi seksualne. A za zdjęcie to już w ogóle. Ten klub może się okazać kopalnią złota.

Wyciągam dłoń przed siebie i patrząc mu prosto w oczy, bez cienia zawahania przejeżdżam paznokciem wzdłuż jego penisa. Najpierw w górę, potem w dół, a mężczyzna zaczyna drżeć. Jest tak napalony, że nie mogę się oprzeć pokusie, by spróbować naciągnąć go bardziej.

– Piętnaście za zdjęcie, dwadzieścia za filmik.

Jego źrenice się rozszerzają. Widzę, że zrobi wszystko dla tego kretyńskiego filmiku.

– Dwadzieścia i kręcisz go w momencie wytrysku.

– Stoi – mówię, zsuwając się ze stołka. Przygryzam wargę i po raz trzeci przejeżdżam paznokciem po jego kroczu. – Nie tylko umowa, jak widzę.

– Kotku, jestem twardy od chwili, gdy tu weszłaś. – Zbliża się o krok, przez co muszę się cofnąć. Trafiam plecami na krawędź blatu, a mężczyzna pochyla się z głodnym spojrzeniem. – Nigdy nie widziałem tak pięknej kobiety. Wydajesz się wręcz nierealna.

Przełykam z trudem ślinę, słysząc te słowa. Nie będę kłamać, mówiono mi to już wiele razy. Przez mój wygląd każdy mężczyzna widzi we mnie obiekt, który może mu sprawić przyjemność jak pusta sekszabawka. Jakbym nie miała do zaoferowania nic więcej. A to gówno prawda, do cholery, choć dokładnie tak twierdzi mój ojciec… Ale ja wiem, że mam do zaoferowania o wiele, wiele więcej. Jestem wykształconą kobietą, której pasją jest sztuka. Potrafię śpiewać i grać na kilku instrumentach. Jestem świetną kucharką. Piekę genialne ciasta. Skończyłam studia z wyróżnieniem i dostawałam stypendia naukowe. Ale nie. Nie mam do zaoferowania nic poza wyglądem. Pieprzeni faceci.

– Nie lubisz komplementów? – pyta mężczyzna, którego twarz zdecydowanie narusza moją przestrzeń osobistą. Czuję jego ciężkie perfumy i alkohol, którym się raczył. – Mówię prawdę, Sienno. Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem.

– Pamiętasz, że seks ze mną odbywa się na moich warunkach, prawda?

Oblizuje wargę i powoli, niechętnie się odsuwa.

– Za dwadzieścia tysięcy może zrobisz dla mnie jakiś wyjątek?

– Filmik jest wyjątkiem.

– Chcę na ciebie patrzeć, gdy będziesz szczytować.

Mam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale się hamuję. Kolejne ciekawe, a jednocześnie krzywdzące przekonanie mężczyzn zachwyconych moim wyglądem jest takie, że jestem wybitnie uzdolnioną i wyuzdaną kochanką. Gdy słyszę te wszystkie obleśne teksty o tym, co facet ze mną zrobi, albo hasła, że wyglądam na taką, która dobrze ciągnie, mam ochotę wymiotować. Jestem czysta. Moje ciało jest moją świątynią, nienaruszoną przez żadnego mizogina. Ale nikt o tym nie wie. I się nie dowie.

– Taka opcja nie wchodzi w grę.

– Zapłacę każde pieniądze – mruczy i znów się ku mnie pochyla. – Każde.

– Przykro mi, kochanie, ale nie ma takich pieniędzy – mówię twardo. – Nie kręci mnie to. Albo zakładasz opaskę na oczy i jej nie zdejmujesz, albo możesz odejść.

Widzę upór w jego spojrzeniu. Wyczuwam w tym mężczyźnie coś, co odrobinę mnie niepokoi, jakby miał sporo za uszami, z pewnością więcej niż niezobowiązujący seks za pieniądze. Prawdopodobieństwo, że jest szemranym typem, wydaje się niewielkie, ale nie określiłabym go jako zerowego. Niby do tej pory nie trafiłyśmy na żadnego popaprańca…

– Dobra, niech będzie – mówi w końcu. Unosi dłoń i delikatnie przejeżdża palcem od mojego gardła do brody. Wzrok ma utkwiony w moich wargach. – Ale obiecaj, że jeśli ci się spodoba, dasz mi więcej.

Nie składam obietnic bez pokrycia, więc jedynie się uśmiecham. Błysk w oczach mojego rozmówcy sugeruje, że uznał to za potwierdzenie, a ja nie wyprowadzam go z błędu. Chwytam jego dłoń i ciągnę go w kierunku krętych schodów prowadzących na górę. Gdy mijam przejście, za którym jest balkon, znów czuję to, co czułam wcześniej. Włoski stają mi dęba, a dziwne mrowienie w brzuchu przybiera na sile.

Zatrzymujemy się przed odpowiednimi drzwiami. Klucz po ich zewnętrznej stronie sugeruje, że pokój jest pusty. Wchodzę ostrożnie, bardzo powoli, na wypadek gdyby Sienna nie była jeszcze dobrze ukryta. Na moje szczęście okazuje się, że wszystko idzie zgodnie z planem.

Nabieram powietrza w płuca, przełykam ślinę i przybieram maskę napalonej kochanki. Ćwiczę to przed lustrem każdego dnia, więc mam wprawę. Wciągam swojego gościa do środka, zatrzaskuję za nami drzwi i przekręcam klucz. Kolejny uspokajający oddech i zwracam się do mężczyzny twarzą. Stoi tuż za mną, ciężko dysząc z podniecenia. Widzę żądzę w jego oczach i gdybym nie była przyzwyczajona do takich reakcji, śmiertelnie by mnie przeraził.

– Pieniądze, kochanie – mówię, wyciągając rękę.

– Gdybyś nie była taka piękna, twój ton mocno by mnie wkurzył.

Posyłam mu słodki uśmiech.

– Ale jestem, więc miejmy to za sobą. Za chwilę przeciekną mi majtki, a dużo za nie zapłaciłam.

Facet jęczy. Dosłownie, cholera, jęczy. To takie przewidywalne. Poprawia członek w spodniach, po czym wyciąga z kieszeni zwitek banknotów i mi je podaje.

– Dwadzieścia dwa tysiące.

– Wiedziałeś, że będziesz negocjować coś więcej? – pytam, chowając kasę do torebki.

Czuję jej rozkoszny ciężar. Gdy w końcu opuszczę to miejsce i będę mogła zdjąć maskę zainteresowanej kokietki, wybuchnę płaczem. Tyle pieniędzy za cholerny seks i filmik to rozbój.

– Wyciągnąłem je z bankomatu na wszelki wypadek.

Uśmiecham się.

– Dobry chłopiec – szepczę.

Przystępuję do tej najmniej lubianej części teatrzyku. Zbliżam się do mężczyzny i delikatnie kładę dłonie na jego torsie. Przesuwam nimi w dół, na jego brzuch, po czym napieram całą sobą, by się ruszył. Posłusznie stawia kroki w stronę łóżka, na które bezceremonialnie pada. Jest tak napalony, że nie widzi już nic innego poza mną.

– Jakieś ostatnie życzenie, zanim przeżyjesz najlepszy seks w swoim życiu? – pytam bezczelnie, wchodząc na jego uda.

– Nie oszczędzaj mnie, ślicznotko.

Prycham. Wyciągam z torebki opaskę na oczy i pochyliwszy się, zakładam mu ją. Potem sięgam po kajdanki, którymi unieruchamiam jego ręce przy ramie łóżka, i jestem wolna. Nachylam się nad jego twarzą i zmysłowo kręcę biodrami, by pożądanie doszczętnie wypaliło mu szare komórki. Wierzga i jęczy, więc misja została zrealizowana.

– Teraz leż spokojnie, a ja włączę nam odpowiedni podkład muzyczny.

– Kurwa, nie wiedziałem, że dominująca kobieta będzie mnie tak kręcić – mruczy.

– Obyś nie skończył przede mną.

Schodzę z niego z ulgą i podchodzę do panelu przytwierdzonego do ściany, by włączyć muzykę. Normalnie puściłabym coś na głośniku przenośnym, ale dzisiaj nie musiałam go brać. Sienna dowiedziała się o tych technicznych udogodnieniach podczas urabiania naszego dzisiejszego sponsora. Kocham technologię. Odpalam muzykę maksymalnie głośno i zanim zdążę ją przyciszyć, Sienna wyłania się zza drzwi łazienki. To kolejne boskie udogodnienie w tym klubie, nie musiała kombinować, gdzie się schować, byśmy mogły się zamienić. Ściszam muzykę, na migi życzę przyjaciółce dobrej zabawy i znikam w łazience.

Rozdział drugi

Budzę się przed szóstą rano. Rzadko zdarza mi się wstać przed budzikiem, ale dzisiaj robię to z nietypową dla siebie radością. Przepełnia mnie zadowolenie spowodowane nieoczekiwanym zastrzykiem gotówki. Dwadzieścia dwa tysiące dolarów leżą majestatycznie na mojej szafce nocnej w ręcznie robionej miseczce z pieskami, którą dostałam od Sienny na urodziny w zeszłym roku. Przed snem układałam sobie listę zakupów, które mam zamiar dzisiaj zrobić, i doszłam do wniosku, że jeśli kupię wszystko, co sobie zapisałam na liście życzeń na lipiec, nadal będę kilkanaście tysięcy do przodu. Kocham takie życie. Kocham mieć pieniądze, o które nie muszę nikogo prosić.

Podnoszę się do siadu i przeciągam, by rozluźnić mięśnie po śnie. Zwykle budzę się spięta, jednak dzisiaj to również się zmieniło. Czuję, że to będzie mój dzień, i aż nie mogę się doczekać, by go rozpocząć. Dlatego wstaję z łóżka i idę prosto do łazienki. W mieszkaniu panuje idealna cisza, co oznacza, że moja przyjaciółka odsypia. Prawie godzina zabawy z facetem odpowiedzialnym za mój dobry humor, a potem jeszcze dwa razy po pół godziny z innymi. Dawno nie miała tak intensywnej nocy, więc obstawiam, że będzie spać przynajmniej do południa. Dobrze, że dzisiaj nie musi iść do pracy.

W łazience załatwiam swoje potrzeby i biorę długi, gorący prysznic, który jeszcze bardziej mnie rozluźnia. Dodatkowym źródłem przyjemności są obrzydliwie drogie kosmetyki, których używam do pielęgnacji ciała. Kończą się, więc dzięki uprzejmości mężczyzny z nocy z wielką radością zamówię sobie zapas. Jestem zachwycona tym, jak hojny się okazał. Albo raczej głupio napalony, ale to już nie jest mój problem. Jeśli stać go na takie rzeczy, to dlaczego miałby się ograniczać? Ja skorzystałam, Sienna skorzystała i on również był wniebowzięty. Moja przyjaciółka dała mu tyle przyjemności, że przez najbliższy miesiąc na pewno będzie myślał tylko o niej. Ich świntuszenie i jęki mówiły same za siebie.

Wychodzę z łazienki po wykonaniu wszystkich etapów koreańskiej pielęgnacji twarzy. Mam na sobie ulubiony jedwabny szlafrok, który dostałam od jednego z kochanków Sienny. Czasem, gdy spotykamy się z kimś więcej niż raz, dostaję prezenty, które chętnie przyjmuję. Szlafrok ze sklepu Kiki de Montparnasse? O tak, poproszę. Uczucie, które daje, jest nie do opisania. Uwielbiam luksusowe życie.

W kuchni przygotowuję sobie kawę oraz dwa tosty z awokado i jajkiem o płynnym żółtku. Iście instagramowe śniadanie, ale bardzo mi smakuje. Jest pożywne i ładnie wygląda, a ja lubię, gdy to, co mam włożyć do ust, prezentuje się apetycznie. Z gotowym śniadaniem przenoszę się na sofę i włączam telewizor, by posłuchać porannego programu informacyjnego. To jedna z dziwniejszych rzeczy, za którymi przepadam. Jedni oglądają jedzących youtuberów, inni jakichś wyczynowców, a ja słucham wiadomości. Sienna się śmieje, że to moja wewnętrzna staruszka domaga się takiego gówna, ale jakimś cudem zawsze do mnie dołącza. Wiem, że w głębi duszy kocha to tak bardzo jak ja.

Do szóstej brakuje trzech minut, więc cierpliwie jem, oglądając reklamy. W chwili, gdy zaczyna się mój ulubiony program, pieczywo staje mi w gardle. Zamiast prowadzącej wygłaszającej standardowe przywitanie na ekranie pojawia się zdjęcie. Nie byłoby to nic nadzwyczajnego, gdyby na zdjęciu nie widniała twarz mężczyzny, którego wczoraj zaciągnęłam do łóżka Sienny. Zwiększam głośność, a moje serce zaczyna bić szybciej. Mam złe przeczucia.

– Z ostatniej chwili! – odzywa się pełen napięcia głos mojej ulubionej prowadzącej. – Dziś w nocy, to jest z piątego na szóstego lipca, Charles Winston trzeci w ciężkim stanie został przewieziony do prywatnej kliniki w centrum Las Vegas. Mężczyzna został brutalnie pobity i porzucony w bramie własnej rezydencji. Gdyby nie szybka reakcja ochroniarza, prawdopodobnie informowalibyśmy państwa o zgonie miliardera.

– Warto przybliżyć sylwetkę poszkodowanego – mówi drugi prowadzący. – Charles Winston trzeci jest spadkobiercą imperium Winstonów z Nowego Jorku. Jego ojciec założył sieć hoteli Winston & Wine, które aktualnie możemy odwiedzać na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Charles jest czterdziestoośmioletnim mężczyzną z rodziną jak z obrazka. Jego żona, Flora Winston, wyznaczyła nagrodę za wskazanie sprawcy tego brutalnego pobicia.

Przez szok nie trafiam tostem do ust i połowa awokado zostaje na moim policzku. Jestem… W zasadzie sama nie wiem, co czuję. Z jednej strony przerażenie, że akurat zaraz po naszym spotkaniu koleś został brutalnie pobity, a z drugiej na myśl, że przystawiałam się do żonatego mężczyzny, ogarnia mnie wściekłość. Jak można być taką świnią? Może byłoby mi go szkoda, gdyby nie to, że zdradził żonę. Niedobrze mi na samą myśl o tym, że go dotykałam.

Odkładam na wpół zjedzone śniadanie i wciskam się głębiej w sofę. Prowadzący rozwodzą się nad tym, kto, jak i z jakiego powodu skatował Charlesa, podają też miejsca, w których mężczyzna często bywa, i spekulują, czy i jakie może mieć konotacje ze światem przestępczym, ale nie pada ani jedno słówko na temat Nocturne. To mnie zastanawia. Bo przecież taki klub na obrzeżach miasta powinien być jednym z tropów, skoro facet spędził w nim noc. Ja od razu podałabym to miejsce do sprawdzenia. No, chyba że naprawdę nikt o nim nie wie. A w szczególności żona poszkodowanego dupka.

Czekam cierpliwie, aż wątek się skończy, a kiedy prowadzący zaczynają się przerzucać najświeższymi informacjami ze świata sztuki, mój dobry humor wraca. Sięgam też po śniadanie i kawę.

– Podsumowując ostatni tydzień, możemy stwierdzić, że mocno obrodził – mówi prowadząca.

– Zdecydowanie, Jill – odpowiada jej partner. – Pozwoliłem sobie stworzyć zestawienie najdrożej sprzedanych w tym tygodniu dzieł sztuki. Na piątym, czwartym i rekordowo trzecim miejscu abstrakcje naszego ulubieńca Iksa. – Na ekranie pojawiają się trzy płótna zamalowane na czerwono. Na pierwszym kolorowe plamki układają się w kobiecą twarz, na drugim wykropkowana dłoń obejmuje męskie genitalia, a na ostatnim widzę mistyczne oko w szarościach. Pod obrazami wyświetla się informacja o cenie sprzedaży, kolejno sto jedenaście tysięcy dolarów, sto osiemnaście i dwieście. – Na miejscu drugim Kim JC, która zgarnęła rekordowe dwieście pięćdziesiąt tysięcy. – Obraz przedstawia mglisty, ciemny las i niewielką kobiecą postać, która unosi się kompletnie naga nad drzewami. To jeden z piękniejszych obrazów tej artystki, jakie widziałam. – A rekord tygodnia po raz nie wiem który ląduje u Sable’a. Trzysta tysięcy dolarów!

Dzieło tajemniczego Sable’a przedstawia to, co zawsze – piękny, w pewnym sensie abstrakcyjny akt kobiecy. Śledzę tego gościa od lat i jestem niemal pewna, że za każdym razem maluje tę samą kobietę. Nakłada farbę warstwowo, nie wykorzystuje subtelnych przejść i oczywistych linii. Używa kolorów w postaci smug, które po nałożeniu na siebie warstwami układają się w kobiecą sylwetkę. Uwielbiam jego prace. Albo jej, bo nikt nie potwierdził, jakiej płci jest artysta, ale wszyscy mówią o nim jak o mężczyźnie. Dzieło, które właśnie sprzedał, ukazuje kobietę leżącą na czerwonej sofie. Górna połowa jej ciała zsuwa się na podłogę, przez co w moim odczuciu obraz emanuje namiętnością. Jakby kobieta była odurzona rozkoszą. Ma długie, ciemne włosy i smugę różowej farby zakrywającą twarz – znak rozpoznawczy Sable’a. Nigdy nie maluje szczegółów twarzy.

– Czekam na dzień, w którym zgarnie milion za tę kobietę – mówi prowadząca, wyrywając mnie z zamyślenia. – Z każdym miesiącem jego prace stają się bardziej zmysłowe. W niektórych szkicach, które publikuje na swojej stronie internetowej, prócz kobiety pojawia się także mężczyzna. Gdyby któryś z tych obrazów został namalowany, jestem pewna, że milion wybuchłby Sable’owi przed twarzą jak konfetti.

– Zdecydowanie tak – zgadza się współprowadzący. – Chodzą słuchy, że jego obraz ma zostać wystawiony na wakacyjnej gali charytatywnej na początku sierpnia.

Krztuszę się ostatnim kęsem tostu.

– Myślisz, że Sable pojawi się osobiście i ujawni swoją tożsamość?

– Nie, nie ma szans. Obstawiam agenta, ale może Sable będzie tam incognito.

– Cóż, nie zaszkodzi pomarzyć. Będę go wypatrywał w tłumie.

Kobieta parska śmiechem, a ja z trudem opanowuję kaszel. Nie miałam pojęcia, że Sable przekaże na aukcję jakieś dzieło. Nigdy – z tego, co mi wiadomo, a wiem o sztuce naprawdę dużo – nie wystawiał swoich prac na tego typu wydarzeniach. Ekscytacja wywołuje dreszcz, który przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa. Z racji tego, że mój ojciec jest senatorem i dba o swój nieskazitelny wizerunek, od czasu do czasu towarzyszę mu na imprezach tego typu. Dzięki temu poznałam wielu hollywoodzkich celebrytów, artystów, muzyków, aktorów i polityków. Obracałam się w świecie, o którym nawet nie śniłam. I mogłabym się w nim zakręcić, gdyby nie krótka smycz, na której trzyma mnie ojciec. Nasza relacja jest skomplikowana i trudna, choć nie zawsze tak było. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy mama odeszła i na wizerunku ojca pojawiła się skaza.

Potrząsam gwałtownie głową. To nie jest dobry moment na tego typu rozważania. Miałam mieć dobry dzień.

Będę mieć dobry dzień. Kropka.

Wyłączam telewizor, dopijam kawę i zbieram naczynia, a potem wkładam je do zmywarki. Porywam z szafki z łakociami ulubione ciastko Sienny, czyli moją autorską, o wiele zdrowszą wersję crumble cookie, i wracam do swojej sypialni. Zjadam deser, myję zęby i nakładam na twarz krem nawilżający. Zegar w moim telefonie wskazuje wpół do siódmej, więc nie widząc innej opcji, wciskam się w strój do biegania i wychodzę na poranny trening.

Na dzisiejszą uroczystą kolację wybrałam dla nas Le Soufflé, czyli elegancką francuską restaurację serwującą menu degustacyjne. Mamy ze Sienną taką tradycję, że po wyjątkowo udanej transakcji rozpieszczamy się jedzeniem w drogim lokalu. Nasz dzisiejszy wybór przyprawił mnie o orgazm żołądka, więc odpuściłam sobie deser. Sienna jednak pokusiła się o spróbowanie specjalności szefa kuchni. A raczej przystojny kelner ją do tego namówił. Z racji tego, że jej mózg nie działa poprawnie, prawdopodobnie zjadłaby mu z ręki nawet pieprzony kamień.

Czując się jak intruz podczas podrywu, postanawiam się usunąć na kilka minut. Przepraszam przyjaciółkę, która nie zwraca na mnie uwagi, zapatrzona w barczystego chłopaka w smokingu, i odchodzę. Kieruję się do łazienki, skanując wzrokiem ekran telefonu, na którym kilka minut temu pojawiła się wiadomość od Sofii. Sofia jest asystentką mojego ojca, więc to nic dobrego. Klikam czat z sercem w gardle i zatrzymuję się w przyciemnionym korytarzu prowadzącym do łazienek. Opieram się o ścianę.

Sofia:

Dobry wieczór, Renese, piszę do Ciebie w imieniu ojca. Jutro wieczorem pojaw się w domu rodzinnym. Będzie również Twoja matka. S.

Krzywię się. Obecność mamy w naszym domu rodzinnym może oznaczać tylko jedno – kończy mi się czas. Dreszcz biegnie wzdłuż mojego kręgosłupa, a w skroniach zaczyna pulsować. Nie chcę odbywać tej rozmowy, nie chcę widzieć swoich rodziców w jednym pomieszczeniu razem. Nie chcę znów czuć się jak dziecko bez praw. Ale nie mogę odmówić. Jemu nie można odmawiać. Szlag by to trafił.

– Co to za ponura mina? – pyta mnie ktoś niskim głosem.

Z gardła wyrywa mi się krzyk. Odskakuję z przerażeniem, upuszczając telefon. Jednocześnie w moim brzuchu pojawia się to dziwne, niepasujące do niczego uczucie, które nawiedziło mnie w Nocturne. Dłonie mi drżą, a serce pędzi szaleńczo w piersi. Przede mną stoi mężczyzna na oko w wieku mojego ojca. Ma na sobie garnitur Prady. Uśmiecha się, a ja dostrzegam przynajmniej dwa złote zęby. Odbija się od nich światło maleńkiej ozdobnej lampki.

– Wybacz, skarbie, nie chciałem cię przestraszyć.

Robi krok w moją stronę, więc zapobiegawczo się cofam. Chowam się w ciemnej przestrzeni między jedną a drugą lampką. Błysk w oczach mężczyzny nie wróży niczego dobrego. Jestem wytrącona z równowagi przez wiadomość od Sofii, a to, co czuję, nie pomaga mi w odzyskaniu pewności siebie i spławieniu delikwenta. Nie wiem, co robić. Ciemne korytarze kojarzą mi się z bólem i traumą, choć nikt nigdy nie skrzywdził mnie w ten sposób.

– Jak masz na imię? Jesteś tutaj sama, kochanie?

Wzdrygam się. Uwielbiam słowo „kochanie”, w jego ustach jednak brzmi obleśnie. Chcę się postawić, ale nie potrafię. Całe moje ciało pokrywa gęsia skórka. Strach ściska mi trzewia.

– Jesteś niemową? – pyta z nutą irytacji.

– Jestem przekonany, że jeśli kobieta patrzy na ciebie z niesmakiem i nie potrafi wydusić z siebie słowa, to po prostu nie ma ochoty na rozmowę – odzywa się kolejny głos.

Niski, chropowaty, seksowny. Zabarwiony groźbą i mrokiem. Moje serce gwałtownie przyspiesza i tym razem niemal tracę oddech. Wnętrzności zaciskają mi się tak mocno, jakby ktoś wsadził we mnie rękę i wykręcił je jak mokre pranie. Włoski na moim ciele stoją dęba. Coś… Coś dziwnego się ze mną dzieje przez ten głos. Albo może to strach?

Facet stojący przede mną, ten starszy i obleśny, otwiera szeroko oczy i kuli się w sobie. Niepewnie odwraca się w kierunku mężczyzny, który mu przeszkodził. Ja również na niego spoglądam, ale tak jak ja skrywa się w ciemności. Lampy na ścianach dają bardzo mało światła. Jedyną dobrze widoczną osobą jest mój niedoszły prześladowca.

– Panie Langford – mówi niepewnie – co za niespodziewane spotkanie.

Mężczyzna skryty w mroku nie odpowiada, ale czuję całą sobą napięcie, którym emanuje.

– Jak się mają interesy? – zagaja kolejny raz starszy mężczyzna.

– Zejdź mi z oczu – odpowiada niski głos.

Starszy koleś bez słowa znika. Jestem oszołomiona tym dziwnym pokazem siły i dominacji. Nie mam odwagi wyłonić się z cienia, choć jestem potwornie ciekawa, kto przyszedł mi na ratunek. Mężczyzna, jakby czytając mi w myślach, robi krok w moją stronę. Pojawia się w blasku lampki, a mnie zasycha w ustach.

– Wszystko w porządku? – pyta o wiele łagodniej.

Jestem tak oszołomiona jego wyglądem, że nie potrafię nic z siebie wydusić. Mężczyzna jest ode mnie o wiele wyższy. Ma potężną posturę, ciemne, delikatnie falowane włosy, które opadają mu na czoło i dodają chłopięcego uroku. I to jedyne, co jest w nim… miękkie i subtelne. Reszta wydaje się… surowa. Męska, silna. Mocno zarysowana szczęka, krótki, zadbany zarost i prosty nos. Do tego grube, ciemne brwi, okazałe rzęsy i nieprzeciętnie jasne szare oczy. Są… wow, niesamowite, jakby wyblakły. Jakby straciły kolor wraz z całym ciepłem. Chcę spojrzeć niżej, na jego ramiona, ale nie potrafię się zmusić, by przerwać nasz kontakt wzrokowy. Wiem, że on nie widzi mnie dobrze, ale ja widzę go doskonale. I jestem zachwycona.

– Mam powtórzyć? – znów się odzywa.

To mnie otrzeźwia.

– Nie – odpowiadam cicho.

– Nie, czyli nie muszę powtarzać, czy nie, nie jest w porządku?

Przygryzam wargę, bo z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie samej powodu pragnę się uśmiechnąć. Dlaczego chcę się uśmiechnąć? Do obcego mężczyzny?

– Nie musisz powtarzać – odpowiadam powoli. – Przepraszam. I dziękuję.

Niepewnie robię krok w jego stronę. Teraz na nas oboje pada światło lampki. Spodziewam się standardowej reakcji, jaką jest błysk w oku albo lubieżny uśmieszek, po którym następuje obcinanie mnie wzrokiem, ale nic takiego się nie dzieje. Zimne, piękne oczy mężczyzny są utkwione w moich. Na jego twarzy nie pojawia się najdrobniejsza emocja świadcząca o tym, że jest mną zainteresowany.

– Nie ma za co – mówi. – Nie spodziewałem się takiego prostactwa w tak ekskluzywnej restauracji, ale Las Vegas jak zawsze potrafi zaskoczyć.

– Tak, cóż, to miasto ma wiele twarzy.

Przygląda mi się w kompletnej ciszy. Jego oczy wciągają mnie w swoją głębię, więżą. Nie potrafię tego przerwać. Jednocześnie nie potrafię się odezwać. Mam pustkę w głowie.

– Uważaj na siebie – odzywa się po długiej chwili. – Większość z tych twarzy jest niebezpieczna.

Chcę mu odpowiedzieć, ale on się odwraca. Nim zbiorę się na odwagę, odchodzi, zostawiając mnie w osłupieniu i poczuciu, że właśnie straciłam coś ważnego. Nie rozumiem tego. Za cholerę nie rozumiem, bo to już trzeci raz w moim życiu, kiedy się tak czuję. I dokładnie tak samo jak za pierwszym i drugim, nie mam pojęcia, co to znaczy.

Telefon brzęczy na ziemi, sprowadzając mnie do rzeczywistości. Potrząsam głową i schylam się, by go podnieść. Na wyświetlaczu widnieje twarz Sienny, więc odbieram.

– Gdzie ty jesteś? – pyta oskarżycielsko.

– W łazience.

– Od pół godziny?! Seks uprawiasz czy co?

Marszczę brwi. Pół godziny?!

– Nie, po prostu… – Łapię się za grzbiet nosa i nabieram powietrza głęboko w płuca, po czym powoli je wypuszczam. – Już idę.

– Jasne.

Rozłącza się, więc opuszczam rękę z telefonem wzdłuż ciała i ignorując pęcherz, wracam do przyjaciółki. Idąc, rozglądam się po całej sali w poszukiwaniu swojego wybawiciela, ale nigdzie go nie widzę.

Langford. Nazwisko to jedyne, co mi po nim zostało.

Rozdział trzeci

Dom, w którym się wychowałam, jest willą wartą kilka, a może nawet kilkanaście milionów dolarów. Z racji tego, że mój ojciec od najmłodszych lat obracał się w kręgu polityków i grzał sobie w nim miejsce, szybko doszedł na szczyt. Pieniądze, status i przede wszystkim władza to trzy rzeczy, które stanowią jego atrybuty. Nie mogę powiedzieć, że się z tego cieszę. Mój ojciec jest dyktatorem, który przed światem nosi maskę prawego człowieka, idealnego rodzica i byłego męża. Nie ożenił się po raz drugi, choć od rozwodu z mamą minęło już prawie dziesięć lat. Moim zdaniem mimo wszystko nadal kocha kobietę, która mnie urodziła. Mimo jej haniebnego czynu, mimo swojej nienawiści nie potrafi być z kimś innym. Chciałabym go za to szanować, ale w jego przypadku złe uczynki zdecydowanie przeważają nad dobrymi.

Jestem ubrana w elegancki ciemnobrązowy garnitur, a pod marynarką mam przylegającą do ciała białą koszulkę. Przywykłam do tego, by stawać przed ojcem tylko w formalnym stroju. Bardzo nie lubi, gdy wyglądam zbyt wyzywająco bądź dziewczęco. Uważa, że podstawą mojej wartości jest wygląd, ale muszę o niego dbać, pielęgnując wizerunek idealnej i eleganckiej damy. Bo przecież – jak twierdzi – w sukience z odkrytymi ramionami kobieta o mojej urodzie i ciele automatycznie kojarzy się z dziwką. Jakież to urocze. Brązowe włosy spięłam na karku złotą klamrą, a za makijaż służy mi jedynie odrobina różu. Jestem z natury bardzo blada, cerę mam wręcz alabastrową, więc odrobina koloru na policzkach jest przez mojego rodzica akceptowana.

Wzdycham z rezygnacją i z przyklejonym na twarz sztucznym uśmiechem dzwonię do drzwi. Mogłabym użyć kluczy, ale ojciec nie lubi, gdy ktoś wchodzi do jego domu bez głośnego obwieszczenia tego. Dlatego zawsze dzwonię i czekam, aż ochroniarz o imieniu Murphy otworzy. Gdy to robi, kłania się z szacunkiem, a potem wchodzę do posiadłości i pozwalam, by Amanda, gosposia ojca, zaprowadziła mnie do pokoju kawowego. Ku mojemu szczęściu siedzi w nim tylko moja mama. Wstaje na mój widok i otwiera ramiona, a ja się w nie wtulam. Dawno jej nie widziałam.

– Świetnie wyglądasz, skarbie – mówi, ujmując moją twarz. – Jak się czujesz? Jesteś zdrowa?

– Wszystko w porządku. A u ciebie?

W odpowiedzi zaciska wargi i wzrusza ramionami, czym napędza mi trochę strachu.

Kiedy miałam dwanaście lat, mama wdała się w romans z ochroniarzem taty. Zdradzała męża przez trzy i pół roku, aż została przyłapana. Wybuchł skandal, który nadszarpnął reputację mojego ojca. Media nie zostawiły na nim suchej nitki, bo wraz z ujawnieniem romansu upubliczniono także nagrania, na których widać, jak przez ostatnie lata związku, gdy czuł, że coś jest nie tak, znęcał się psychicznie nad mamą. Kryzys wizerunkowy trwał przez wiele miesięcy, a kariera ojca wisiała na włosku. Przed aferą był pierwszym kandydatem na gubernatora stanu, więc taka wtopa stała się kołem napędowym dla jego rywali. Dopiero gdy zawarł umowę z kimś, o kim nigdy nie chciał mówić, wszystko nagle ucichło, a tata dostał immunitet. Wyrzucił mamę z domu, zrujnował jej biznes i sprawił, że nie miała czego szukać w Las Vegas i w okolicznych stanach. Musiała się wyprowadzić i próbować szczęścia gdzie indziej, a on mścił się na mnie za jej błędy. Moja uroda działała na niego jak płachta na byka. Wmówił sobie i powtarzał głośno, że skoro jestem tak piękna i podobna do matki, czeka mnie jedynie upodlenie, że prędzej czy później „zmienię się w zdradzającą kurwę, bo mam to we krwi”. Widział we mnie dziwkę, odkąd skończyłam szesnaście lat, a ja dostałam przez niego paranoi na punkcie związków i bliskości. Boję się mężczyzn, bo od ładnych kobiet chcą tylko jednego. Na samą myśl, że ktoś spróbuje mnie posiąść, mam dreszcze i mdłości. Nienawidzę dotyku. Nienawidzę pożądliwych spojrzeń. Jeśli własny ojciec miał mnie za pomiot szatana nadający się jedynie do seksu i skłonny do zdrad, czy mogłam wierzyć, że ktoś, kogo pokocham, pomyśli o mnie inaczej? Wolałam się tego nie dowiedzieć. Męczy mnie to, bo wcale nie uważam, by współżycie było czymś złym, w głębi serca marzę o bliskości i czułości z kimś, dla kogo stanę się całym światem. Może gdybym potrafiła zaufać, gdyby mężczyźni byli inni, gdyby nie chodziło im tylko o seks… może chciałabym się do kogoś zbliżyć. Problem w tym, że… Tak bardzo się boję, że słowa ojca okażą się prawdą. Ktoś mnie wykorzysta, złamie, a ja naprawdę poczuję się jak dziwka. Albo coś w mojej naturze sprawi, że uzależnię się od seksu i… Nie zamierzam na to pozwolić. Dlatego nie wchodzę w głębsze relacje z mężczyznami. To ja ich wykorzystuję, bo nimi gardzę, ale żaden z nich nigdy mnie nie posiądzie i nie upokorzy. Dla Sienny nauczyłam się prowokować i flirtować, ale prawdziwą dziwką nigdy nie będę. Kuszę, uwodzę, ale nigdy, przenigdy nie pozwolę się zbrukać.

– Może już wystarczy tych mdlących czułości? – Głos ojca niczym ostrze przecina powietrze.

Odsuwamy się od siebie z mamą, a on ostentacyjnie przechodzi pomiędzy nami do ulubionego fotela. W ręce ma szklankę z bursztynowym alkoholem. Siada na swoim tronie, mierząc nas surowym wzrokiem. Choć kontroluje emocje niemal do perfekcji, widzę w jego oczach błysk tęsknoty, gdy przygląda się twarzy mojej matki. Mógłby się zapierać rękami i nogami, a ja i tak nie uwierzę, że przestał ją kochać. Dotąd nie potrafi się pogodzić z tym, że ją utracił. Równocześnie przez dziesięć lat nie był w stanie jej wybaczyć. Może to i lepiej, bo ona i tak nie chciałaby do niego wrócić.

– Siadajcie – mówi.

Wykonujemy polecenie, zajmując miejsca na dwóch krańcach sofy. Nim ojciec rozpocznie rozmowę, do pomieszczenia wchodzi Amanda z tacą zastawioną drogą porcelaną. Stawia ją na stoliku kawowym przed nami i nalewa herbaty do dwóch misternie zdobionych filiżanek. Dziękuję jej po cichu, na co nie odpowiada, a potem wychodzi. Cisza się przeciąga, więc sięgam po herbatę i upijam łyk. Jest gorzka, dokładnie tak samo jak moja rodzina.

– Walterze, po co nas tutaj ściągnąłeś? – pyta mama.

Jego ciężkie spojrzenie wisi na jej twarzy przez kilka sekund, po czym skupia się na mnie. Cierpnę i prawie upuszczam filiżankę. Wiem, co zaraz powie.

– Twój czas dobiegł końca.

Cztery słowa, a bolą jak tysiące noży.

– Renese kończy… – zaczyna mama, ale ojciec ucisza ją podniesioną dłonią.

– Dałem ci wystarczająco dużo czasu na znalezienie partnera. A z tego, co mi wiadomo, nikt godny nie pojawił się w twoim życiu. Nie wierzę, że w ciągu tych ostatnich tygodni cokolwiek się zmieni.

Chcę krzyczeć. Chcę rzucić mu się do gardła. Chcę wyznać, że go nienawidzę, bo karze mnie za błąd matki. Chcę powiedzieć tak wiele, ale nie mogę. W moim gardle pojawia się gula przypominająca kamień, której nie umiem przełknąć.

– Mój dobry przyjaciel ma syna zaledwie kilka lat starszego od ciebie. Ma status i dobrą reputację, jest też przystojny – odzywa się ojciec, przerywając potok moich myśli.

Kręcę głową, oczy zaczynają mnie szczypać od powstrzymywanych łez. Dał mi czas. Obiecał, że nie będzie mnie nękał, dopóki nie skończę dwudziestu czterech lat. Zostały mi prawie trzy miesiące. Trzy miesiące! To niesprawiedliwe. Podłe, okrutne.

– Twoje łzy nie robią na mnie wrażenia – dodaje gorzko.

– Mieliśmy umowę – wtrąca mama.

Ojciec znów przenosi na nią wzrok i uśmiecha się w podły, bezduszny sposób. Wiem, że zaraz powie coś paskudnego, co jak zawsze obnaży jego głęboko skrywany żal do niej.

– My także mieliśmy umowę. Nawet sobie przysięgaliśmy, ale ty przecież masz gdzieś takie rzeczy. Jeden rodzic ma prawo do niesubordynacji, ale drugi już nie? Nie bądź żałosna, Christino.

– Popełniłam błąd – mówi matka, drżąc ze złości.

– W dupie mam twoje tłumaczenia.

– Popełniłam błąd, przyjmując twoje oświadczyny, wychodząc za ciebie, spędzając z tobą swój bezcenny czas – kontynuuje niezrażona jego tonem. Jest tak wściekła, że straciła hamulce. – Jesteś egoistą i tyranem. Zawsze nim byłeś! Nie rań naszego dziecka przez to, że cię skrzywdziłam. To niesprawiedliwe.

W oczach ojca szaleje sztorm. Zaciska dłoń na szklance tak mocno, że bieleją mu palce, ale nic nie mówi. Pozwala matce na wybuch. Pierwszy w jej życiu, tak dla ścisłości. Odkąd pamiętam i rozumiem, mama nigdy, przenigdy nie postawiła się ojcu. Zabrał jej wszystko i musiała zaczynać od zera, ale jakoś sobie poradziła. Boję się jednak, że to złudne. Jeśli doprowadzi go do szału, zniszczy ją po raz kolejny. Bez skrupułów. Bez zastanowienia. Spełni wszystkie swoje groźby, którymi więzi mnie przy sobie, odkąd odeszła.

– Renese nie stanie się zasranym poręczeniem twoich interesów. Wiem, z kim współpracujesz, i wiem, jak upublicznienie tego wpłynęłoby na twoją karierę.

Zamieram. O czym ona mówi? Dlaczego go straszy? Grozi mu? I najważniejsze – dlaczego mój bezwzględny ojciec wygląda na zaskoczonego?

– Wystarczy jeden telefon i całe twoje gówniane życie w Vancouver rozpadnie się jak domek z kart. Twoja śmieszna piekarnia może spłonąć, twój dom może spłonąć, mogę obrócić w proch wszystko, co masz – cedzi tata. – Myślisz, że mnie zastraszysz?

– Myślisz, że jestem tak głupia, by się nie zabezpieczyć?

To wytrąca ojca z równowagi. Niespodziewanie rzuca szklanką z resztką szkockiej przez całą długość pomieszczenia. Szkło roztrzaskuje się na podłodze kilka cali przed ścianą. Atmosfera jest paskudna.

– Zawsze byłaś kurwą, Christino – mówi przez zęby ojciec. – I twoja córka również jest pieprzoną kurwą. – Patrzy na mnie wściekle, jakbym to ja odpowiadała za to gówno. – Wypierdalaj z mojego domu. Nie chcę cię widzieć – zwraca się do mnie. – A ty – mierzy palcem w moją matkę – pożałujesz tego, że grzebiesz w moich interesach.

Wstaje ze swojego miejsca i gwałtownie rusza w kierunku wyjścia z pokoju. Jego kroki niosą się echem po pogrążonej w przerażającej ciszy przestrzeni. Są coraz cichsze, więc powoli wraca mi zdolność oddychania. Czuję, jak moje serce obija się o żebra. Ostrożnie spoglądam na mamę, ale nim zdążę otworzyć usta, ojciec wraca.

– Masz czas do pierwszego września. A jeśli do pierdolonego pierwszego września nie przedstawisz mi mężczyzny godnego wejścia do mojej rodziny, wyjdziesz za Nolana Pierce’a. I będziesz najszczęśliwsza na świecie z tego powodu.

Słyszę, jak się zbliża. Staje przede mną, niespodziewanie chwyta mnie za brodę i odchyla mi głowę z niepotrzebną gwałtownością.

– Zrobisz to, czego oczekuję, albo zniszczę tę bezwartościową sukę, która cię urodziła. Mówiłem ci wielokrotnie, jakie będą konsekwencje niesubordynacji.

– Walter! – krzyczy mama, odpychając go ode mnie.

Ojciec się cofa, zaskoczony jej porywczością, a potem robi coś, przez co moje serce się zatrzymuje. Unosi dłoń, bierze zamach i z zaciśniętymi zębami zamiera. Patrzy na moją mamę ze wściekłością, z żalem… i z tęsknotą. Z bólem, który uderza we mnie o wiele mocniej niż to, jakim człowiekiem się stał. Po chwili walki na spojrzenia opuszcza dłoń i zaciska powieki. Robi krok do tyłu.

– Nienawidzę cię, Christino. Nienawidzę cię tak, kurwa, bardzo.

Mama nie odpowiada.

– Żałuję, że cię nie zabiłem, gdy miałem okazję. Może to wszystko byłoby prostsze, gdybym wiedział, że cię tu po prostu nie ma.

Po tych słowach odwraca się i odchodzi. Tym razem na dobre.

Nie potrafię się zmusić, by wstać i wyjść, tak samo jak nie potrafię podejść do mamy. Mogę tylko patrzeć, jak się łamie. Jej ramiona opadają, ciałem wstrząsa szloch i osuwa się na kolana. Chowa twarz w dłoniach. Płacze po cichu, ale każdy odgłos, jaki do mnie dociera, sprawia, że moje serce krwawi.

Miłość jest potworem. Okrutnym, toksycznym potworem, który odbiera mężczyznom rozum.

Wizyta w domu rodzinnym wywołała we mnie tak wiele negatywnych emocji, że postanowiłam o niej zapomnieć. A nie ma nic lepszego niż zapominanie przy dobrym drinku. Wybrałam się do Nocturne, bo wydało mi się najbezpieczniejszą opcją. Oddalone od centrum, ciche i owiane tajemnicą. Idealne.

Włożyłam obcisłą, butelkowozieloną sukienkę przed kolano, a na nią designerską kurtkę, którą zamówiłam u lokalnej artystki malującej ubrania. Dałam jej wolną rękę, a ona stworzyła dla mnie przepiękne dzieło na bazie mojego ulubionego obrazu Klimta, Śmierci iżycia. Byłam i wciąż jestem zachwycona jej pracą. Dzisiaj ta kurtka osłania moje ciało przed agresywnością męskich spojrzeń.

– Masz ochotę na jeszcze jednego? – pyta kelner, przystając naprzeciwko.

Spoglądam na swoją pustą szklankę, a potem na jego przyjazną twarz. Uratował mnie przed niechcianym towarzystwem już z dziesięć razy. Jestem mu za to niezmiernie wdzięczna. No i za to, że ze mną nie flirtuje. Jest miły i profesjonalny, a to rzadkość wśród kelnerów w takich miejscach jak Nocturne.

– A który to już będzie? – odpowiadam powoli, nieco bełkotliwie.

– Chyba szósty.

– O matko. – Śmieję się wesoło, po czym wzdycham. Zerkam na godzinę na swoim telefonie. Zostało sześć minut do północy. – A niech się dzieje – mówię. – Jeszcze jeden.

– A jaki?

– Taki, jakiego jeszcze nie piłam.

Chłopak zabiera pustą szklankę i odchodzi z uśmiechem. Wracam do swojego poprzedniego zajęcia, czyli przyglądania się sobie w lustrze umieszczonym za butelkami. Moje włosy wciąż są ciasno spięte, a makijaż delikatny i profesjonalny, ale nie czuję się już tak paskudnie jak w chwili, gdy się tu pojawiłam. Nastrojowa muzyka i dobre drinki pozwoliły mi wrócić do normalności po przedstawieniu, które urządził ojciec. Boże, jak ja go nienawidzę. To niepojęte.

Sięgam po telefon, by napisać Siennie, żeby po mnie przyjechała za jakąś godzinę, ale nim moje palce zaczynają pisać, znów pojawia się to dziwne uczucie. Jest tak nagłe i tak ostre, że cała się spinam. Moje serce przyspiesza, a ciało pokrywa gęsia skórka. Z nadzieją spoglądam w górę, na balkon, bo może to osoba, którą przyłapałam tu ostatnio, ale nikt się nie pochyla nad balustradą.

Kelner wraca z drugiego końca baru z dwukolorowym drinkiem, jestem pewna, że to Sex on the Beach. Stawia go przede mną i życzy smacznego, na co odpowiadam wymuszonym uśmiechem. Przez chwilę patrzy na mnie pytająco, a potem dzieje się coś, co rozkłada mnie na łopatki. Po mojej lewej pojawia się wysoki mężczyzna. Opiera na blacie lewe przedramię, a mój kelner natychmiast tam podchodzi. Nie mogę się powstrzymać i obracam się w kierunku nowego klienta. Oddech zamiera mi w płucach.

– Dobry wieczór, szefie – mówi kelner. – To, co zawsze?

Mężczyzna potakuje. Chłopak odchodzi, by przygotować trunek, a obiekt, który poddaję obserwacji, leniwie wyciąga telefon z kieszeni marynarki i skupia na nim całą uwagę. W ogóle mnie nie widzi. Jego wzrok nawet na sekundę nie przenosi się na moją twarz, choć wpatruję się w niego tak bezczelnie, że na pewno to czuje.

Langford. Tak brzmi jego nazwisko. To ten sam mężczyzna, którego spotkałam w restauracji. Uratował mnie przed lepkimi łapami jakiegoś starego obleśnego faceta. Znów ma włosy w nieładzie, a jego ubranie jest nienaganne. Na jego twarzy maluje się skupienie, światło z ekranu oświetla go od dołu, przez co wyczuwam w nim mrok. Ale jest też… pociągający. Przystojny, elegancki mężczyzna z fantazyjnie rozwichrzonymi włosami. Ma w sobie coś kuszącego. Coś, co sprawia, że wszystkie moje postanowienia idą w zapomnienie. Nie umiem się powstrzymać przed zainicjowaniem kontaktu. Moja życiowa dewiza o nienawidzeniu facetów z niezrozumiałego dla mnie powodu przestaje obowiązywać.

Zsuwam się z krzesła barowego, a potem podchodzę o dwa kroki w kierunku Langforda. Nie rusza się, ignoruje mnie całym sobą, przez co robię się coraz bardziej zaintrygowana. Nie rozumiem ani jego nietypowego braku zainteresowania mną, ani mojego zainteresowania nim.

– Pański drinki – mówi kelner, wyrywając mnie z zamroczenia.

Langford podnosi głowę i spogląda najpierw na kelnera, a potem na szklankę. Jest w niej coś, co przypomina Colę.

– Dziękuję – odpowiada niskim, przyjemnym głosem.

Boże, Renese, ty kretynko.

Siadam na krześle obok niego. Tak blisko, że naruszam jego przestrzeń osobistą. Dzieli nas kilka cali, jeśli się pochylę, moje ramię dotknie jego torsu. A on wciąż na mnie nie patrzy. Jakbym była niewidzialna. Zaraz dokonam samozapłonu, a on tego nie zauważy! Wiem, że emanuję nadmiernym ciepłem, wiem, że mam czerwone policzki. Wiem to doskonale. Więc dlaczego on tego nie wie?

– Hej – wyrywa mi się.

Wpatruję się w jego surową twarz. Bladoszare oczy w końcu leniwie przenoszą się na mnie. Langford wydaje się nieporuszony tym, jak blisko niego siedzę.

– Hej – odpowiada.

Posyłam mu nieśmiały uśmiech, jeden z tych, przez które mężczyźni padają mi do stóp. On tego nie robi. Wpatruje się we mnie bez cienia emocji.

– No więc… – Przygryzam wargę. – Czyli to twoje miejsce?

– Tak.

Spuszczam wzrok na swoje palce. Bezwiednie pocieram kciukiem o paznokieć drugiego kciuka. Jestem zdenerwowana. Przez mężczyznę. Co za koszmar!

– Ładny – mówię.

– Klub czy ja?

Podrywam gwałtownie głowę. Zażartował sobie ze mnie? Nie mam pojęcia. Jego mina jest niezmienna, pozbawiona jakiejkolwiek dozy humoru. A jednak nie potrafię się powstrzymać i delikatnie unoszę kąciki ust. Znowu.

– W zasadzie to i klub, i ty – przyznaję nieśmiało.

Może to efekt za dużej ilości alkoholu, a może moje czcze życzenie, ale widzę w jego oku błysk humoru. Pochyla się, nie na tyle, by mnie przerazić, ale na tyle, by do moich nozdrzy dotarł zapach jego skóry. Jest intensywny, ale nie drażni. Podoba mi się.

– Jesteś pijana.

Śmieję się. Nie głośno, ale też nie cicho. Bardziej kretyńsko niż subtelnie, co wcale mi nie przeszkadza. Opanowanie bijące od mężczyzny i jego wręcz uwłaczający brak zainteresowania moją osobą sprawiają, że wzbiera we mnie odwaga. Nigdy, poza pracą ze Sienną, nie inicjuję kontaktu z facetami, ale ten mężczyzna… Uch, on mnie do tego zmusza. Powoli unoszę dłoń do jego podbródka. Muskam go ugiętymi palcami. Gdy ponownie patrzę mu w oczy, nie widzę już jasnej szarości. Widzę czerń tak głęboką, że zasycha mi w gardle.

– Jestem Renese – szepczę.

– Jasver – odpowiada równie cicho.

– To ładne imię. Nigdy nikogo o takim nie poznałam.

Opuszczam dłoń. Mrowią mnie opuszki, a w brzuchu czuję dziwne napięcie.

– Cieszę się, że mogę być twoim pierwszym.

Przygryzam wargę. Wiem, że nie mówi o seksie, ale mam w głowie tylko to.