Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
15 osób interesuje się tą książką
Pięć minut wystarczyło, by spośród dziesięciu głosów zapamiętał właśnie ten jeden. Bez twarzy, bez szczegółów, bez przeszłości.
Randka w ciemno miała być tylko grą – krótką, niewinną rozmową w anonimowym świecie. Nie przypuszczali, że po jednym spotkaniu będą chcieli więcej.
Zaczynają pisać. Z każdą kolejną wiadomością coraz trudniej udawać, że to tylko przypadek. Przychodzi chwila, w której Dawid uświadamia sobie, że to nie jest zwykła znajomość.
Bo są wspomnienia, które miały nigdy nie wrócić…
Czy moment, w którym Paula ściągnie opaskę, będzie początkiem, a może końcem ich wspólnej historii?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 326
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © 2026 by Nathalie K. Flower
ISBN: 978-83-981380-0-0 (print)
ISBN: 978-83-981380-2-4 (ePub)
Wydanie pierwsze, Miechów 2026
Redakcja: Barbara Łukaszewska
Korekta: Marlena Roszkiewicz
Opracowanie e-booka: Leszek Kwiatkowski
Projekt okładki: Magdalena Batko – Tak się składa (FB: @skladasie)
Zdjęcie autorki: Jakub Gołąb
Źródła zdjęć na okładce: Adobe stock
Spotkania autorskie: [email protected]
Wszelkie prawa zastrzeżone. Książka ani jej części nie mogą być przedrukowywane ani w żaden inny sposób reprodukowane lub odczytywane w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody autora. Wszystkie zdarzenia, imiona i nazwy niektórych firm są fikcyjne, a ich zbieżność z istniejącymi – przypadkowa.
Premiera tej książki zbiega się z czterdziestą rocznicą moich urodzin, dlatego Zobaczymy się później dedykuję właśnie czterdziestolatkom.
Czterdzieści lat to ciekawy wiek – mamy jeszcze wiele sił na to, by podbijać świat, ale mamy też doświadczenie i ten cudowny rodzaj dystansu, dzięki któremu wiemy, że nie każdą bitwę trzeba stoczyć. Możemy naprawiać błędy, spełniać marzenia, snuć szalone plany… Myślę, że to najpiękniejszy czas (choć mam nadzieję, że na pięćdziesiątkę zmienię zdanie). Korzystajmy z niego w pełni. Zarażajmy innych dobrem i żyjmy tak, aby młodsze pokolenie patrzyło na nas z podziwem, a nie z troską.
Niech ta magiczna granica stanie się początkiem wielu wspaniałych przygód, przyjaźni i historii, które będziemy mogli opowiadać przy winie, udając, że wszystko było dokładnie zaplanowane.
Nathalie K. Flower
Teoria „trzech miłości” głosi, że w życiu zakochujemy się trzykrotnie. Każda miłość uczy nas czegoś innego – zwykle zaczynamy od miłości romantycznej, potem przychodzi miłość skomplikowana i trudna, wreszcie miłość dojrzała i bezwarunkowa, która uświadamia nam, czego naprawdę pragniemy w związku.
Pierwsza miłość bywa wyidealizowana, oparta na nierealistycznych wyobrażeniach o związku i partnerze. To miłość młodości, która pokazuje, że rzeczywistość nie zawsze odpowiada naszym oczekiwaniom.
Druga miłość jest intensywna i burzliwa, często naznaczona cierpieniem i walką o związek. Zwykle to czas popełniania błędów i uczenia się na nich. Dzięki tej miłości dojrzewamy emocjonalnie i budujemy swój światopogląd.
Wreszcie trzecia miłość – bezwarunkowa, dojrzała i prawdziwa. Pojawia się, gdy jesteśmy samoświadomi, szczęśliwi i spełnieni życiowo. To miłość oparta na akceptacji – bez udawania czy dopasowywania się do cudzych oczekiwań. Partnerzy doceniają wspólnie spędzony czas i chcą się razem zestarzeć.
No cóż… Nawet to potrafiłam skomplikować! Pierwszą miłość zaliczyłam – w teorii i w praktyce – celująco. Od przedszkola marzyłam o Danielu. W swoich wyobrażeniach stawałam z nim na ślubnym kobiercu nieskończenie wiele razy – nieprzerwanie, aż do końca podstawówki. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy ten chłopak zainteresował się mną. Moment, w którym pocałował mnie po raz pierwszy (i ostatni), był niczym skok ze spadochronem… bez spadochronu – bolesny i cholernie rozczarowujący. Daniel ślinił się niczym buldog w czasie upału, a mnie dźgało coś intensywnie w okolicach brzucha. Ocierał się o mnie swoim niewyrośniętym penisem, aż usłyszałam głośne stęknięcie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co ono oznaczało. Na wspomnienie tamtych wydarzeń zamykam z zażenowania oczy i – nie ukrywam – uśmiecham się pod nosem za każdym razem, gdy widzę tego faceta w sklepie niedaleko rodziców. Teraz już z żoną i dzieckiem. Zastanawiam się wtedy, ile śliny pozostaje na jej ciele po miłosnych igraszkach. I wyrzucam sobie, że straciłam osiem lat młodzieńczych marzeń na tego człowieka.
Druga i trzecia miłość to jeszcze większe komplikacje. To miłości, które łamią serce na poważnie. Po nich nie powiesz już tylko: „Boże, co ja sobie myślałam”. One zostawiają bliznę na zawsze – i choć zarzekasz się, że już nigdy… to jednak masz nadzieję. Dla mnie to były uczucia, które uczyły dojrzałości. W pewnym momencie utknęłam w miejscu, w którym bałam się spróbować po raz kolejny.
Na szczęście był w moim życiu ktoś, kto dążył do tego, bym zmieniła zdanie. Kto nie wierzył w moje „już nigdy”. Tym kimś była moja najlepsza przyjaciółka, która wpadła na najbardziej postrzelony na świecie pomysł. I tak oto stałam teraz przed knajpą, do której udało mi się dotrzeć dzięki wysłanej przez Kaśkę pinezce. Uliczka ani trochę nie przypominała typowych krakowskich zaułków. Wyglądała jak wycięta z małego, zapomnianego przez świat miasteczka. Właściwie stałam pośrodku niczego. Słaba latarnia oświetlała to miejsce nieznacznie. Nad jednym z lokali dostrzegłam szyld księgarni. Zapewne została zamknięta już jakiś czas temu, o czym świadczyły płyty pilśniowe osadzone w miejscu szyb. Zawsze czułam nostalgię na myśl o zmieniającym się świecie książek. Tu, w Krakowie, wciąż można było spotkać małe, urocze księgarenki, ale z pewnością musiały one walczyć o przetrwanie w wielkim, korporacyjnym świecie.
– No hej. Gdzie jesteś? Ja już przyjechałam – powiedziałam przez telefon, świadoma tego, że miejsce nie jest przypadkowe. Miałam dziś urodziny, a moja przyjaciółka była ekstremalnym przypadkiem, jeśli chodzi o przygotowywanie niespodzianek.
– No bo wiesz… – zaczęła, a ja właśnie w tej chwili zrozumiałam, że to będą naprawdę niecodzienne urodziny. – Uznałam, że czas na czwartą miłość. Ta na pewno będzie prawdziwa.
– Kaśka, pewnie wiesz, że powtarzam w myślach najbardziej znane w polskim słowniku przekleństwo… I odmieniam je przez wszystkie przypadki! Coś ty znowu wymyśliła?! Nie bawię się w żadne randki w ciemno. Chyba zdajesz sobie sprawę, że wyczerpałam już limit wpadek? To nie dla mnie. Nie mam zamiaru zaliczać kolejnej.
– Wiem. Dlatego teraz nie zaliczysz wpadki. Kocham cię i zadbałam o to, żeby tym razem było jak należy.
– Możesz jaśniej? Im bardziej będziesz owijać w bawełnę, tym trudniej będzie ci się z tego wyplątać. – Dreptałam w miejscu w oczekiwaniu na rozwinięcie tematu.
– Okej. Do brzegu w takim razie. Wejdź do baru. Musisz tylko podać swój nick, który brzmi PDFIPB.
– PDF… co?
– Może lepiej wyślę ci go SMS-em, żebyś nie zapomniała, bo bez tego cię nie wpuszczą.
– Ale co ja mam tam robić? – westchnęłam znacząco, wyrażając konsternację i negatywne nastawienie.
– Wszystkiego dowiesz się na miejscu. Idź już, bo dochodzi dwudziesta. Zaraz się zaczyna. Pa!
Rozłączyła się. Chwilę później dostałam SMS-a ze zlepkiem liter:
Kaśka: PDFIPB
Paulina: Co to znaczy?
Dopytałam, bo obawiałam się, że to będzie miało wpływ na rozwój sytuacji. Ale Kaśka nie odpisała. Czułam, że ten skrót nie ma nic wspólnego z dokumentem PDF.
Wrzuciłam telefon do torebki i skierowałam wzrok na niepozorny bar o nieco dziwnej nazwie „SPUST”. Zastanawiałam się, czy na pewno chcę przekroczyć jego próg. Gdy podeszłam bliżej, okazało się, że między literami „U” i „S” jest jeszcze małe „i”. Poza tym na szyldzie, pionowo w dół, widniały mniejsze litery będące rozwinięciem skrótu: „Szybki Pojedynek Uczuć i Selekcji Towarzyskiej”. Wiedziałam, że moja przyjaciółka miewała pogrzane pomysły, ale raczej nie wpakowałaby mnie na minę. Chociaż może… na taką z opóźnionym zapłonem – żebym miała pięć sekund na ucieczkę. Tymczasem zastanawiałam się, co mam robić. Stałam jak ten osioł przed wejściem, aż w końcu przypomniałam sobie pewną radę ze szkolenia motywacyjnego: „Jeśli bardzo się czegoś boisz i jesteś w niekomfortowej sytuacji, potraktuj to jako wyzwanie. Zrób to, czego się najbardziej obawiasz, i powiedz sobie: A chuj tam, zobaczymy, co się wydarzy”. To były bardzo nietypowe warsztaty, ale może właśnie dlatego wyniosłam z nich sporo niecodziennych rad, które wykorzystywałam w praktyce. I dobrze na tym wychodziłam. Może i tym razem? – pomyślałam.
– A chuj tam, zobaczymy, co się wydarzy – westchnęłam pod nosem i zrobiłam krok w przód, potem kolejny, aż w końcu chwyciłam za klamkę i przekroczyłam próg „SPUiST-u”.
– Dzień dobry – powitała mnie młoda dziewczyna ubrana w służbowy uniform. – Mogę prosić o nick?
– Dzień dobry. Już podaję. – Wpatrzona w telefon przeliterowałam nazwę.
Pani odhaczyła na karcie moją obecność i poprosiła o przejście do sali po prawej stronie. Chciałam jeszcze zapytać, co się tam będzie działo, ale kolejna osoba, która właśnie weszła, mi to uniemożliwiła. Wzruszyłam więc ramionami i podążyłam we wskazanym kierunku. Przy małych stolikach, ustawionych w rzędzie, w pewnej odległości od siebie, siedziało kilka kobiet.
– Dzień dobry – przywitała mnie następna osoba w uniformie. Znów poprosiła o nick i wskazała miejsce przy stoliku numer osiem.
Co ta Kaśka wymyśliła? – zastanawiałam się. Zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, dlatego po prostu usiadłam przy wyznaczonym stoliku. Sięgnęłam po karafkę, nalałam wody do szklanki i… czekałam. Kiedy wszystkie miejsca były zajęte, odezwała się pani, którą spotkałam przy wejściu.
– Witam serdecznie wszystkie panie na pięciominutowych randkach w wersji „ślepa miłość”.
W tym momencie w mojej głowie zaczął kiełkować całkiem realistyczny plan morderstwa. Ofiarą oczywiście miała być moja przyjaciółka. Przysięgam, że choć ją kocham, to wsadzę jej łeb do szamba. Takiego nieopróżnianego przez trzy miesiące – przemknęło mi przez głowę. Tylko skąd ja wezmę szambo w bloku?! – zreflektowałam się. Trudno, będzie musiała wystarczyć kratka ściekowa.
– W naszych spotkaniach wzięło udział już ponad siedem tysięcy osób. Wielu z nich pomogliśmy znaleźć drugą połówkę. Mamy nadzieję, że i wam się to uda. Dziękujemy za skrupulatne wypełnienie formularzy, które pomogły nam dopasować kandydatów. To właśnie z nimi za chwilę będziecie miały okazję porozmawiać.
Zaśmiałam się ukradkiem na wzmiankę o wypełnionych dokumentach. Znam Kasię – osoby, które to czytały, musiały mieć niezły ubaw.
Szukaj plusów – powtarzałam w myślach. Za godzinę będzie po wszystkim. W mojej głowie nadal wirowały odcinki Śmierci na 1000 sposobów i zastanawiałam się, który zafundować przyjaciółce.
– Zasady są proste – kontynuowała prowadząca. – Na stole macie cegiełki ze swoimi numerami. Podajecie je rozmówcom po każdej rozmowie. Możecie ich też zapytać o numer, jeśli będziecie chciały skojarzyć rozmowę z odpowiednim mężczyzną. Macie również koszyczki. Ten w kształcie serca jest na numery rozmówców, którymi się zainteresujecie, a ten okrągły na pozostałe. Jeśli przychylność będzie obustronna, po spotkaniu przekażemy wam kontakty do siebie. A ponieważ jest to edycja „ślepa miłość”, proszę was teraz o założenie opasek na oczy, żebyście nie widziały, z kim rozmawiacie.
Tak, ten odcinek, w którym kobieta zostaje staranowana przez maszynę do ugniatania śmieci, wydał mi się w tym momencie najodpowiedniejszy. Telefon poinformował mnie cichym piknięciem o nowej wiadomości. Przeczytałam ją ukradkiem.
Kasia: PDFIPB to skrót od „Potrzebuję dużego fiuta i porządnego bzykanka”. Buziaki.
Aż przymknęłam oczy. Żenada… Od tej pory PDF już nigdy nie będzie mi się kojarzył z formatem pliku, tylko z dużymi fiutami – pomyślałam. Wyciszyłam telefon i schowałam go do torebki. Jako ostatnia założyłam opaskę na oczy. Byłam gotowa na bieg wydarzeń.
– Panowie z naszą pomocą będą zmieniać miejsca, a wy pozostajecie przy swoich stolikach – dodała jeszcze prowadząca. – Pamiętacie swoje numery?
– Tak – potakiwały inne dziewczyny. Sama też kiwnęłam głową.
– No to zaczynamy.
Chwilę później zrobiło się małe zamieszanie. Słyszałam otwieranie drzwi, szybkie kroki, a potem szuranie krzeseł.
– Wszyscy są już na miejscach. Macie pięć minut na rozmowę. Czas start.
W tym momencie zadzwonił dzwonek i przy sąsiednich stolikach rozpoczęły się ciche rozmowy.
– Cześć – usłyszałam głos z naprzeciwka.
To zapewne mój kandydat numer jeden – przemknęło mi przez głowę.
– Witaj – odpowiedziałam.
– Jestem Maciej.
– Paulina. Miło mi.
Byłam tak wytrącona z równowagi, że nie miałam absolutnie żadnego pomysłu na temat rozmowy. Na szczęście mój towarzysz chyba miał większe doświadczenie.
– Czym się zajmujesz? – zapytał.
– Jestem nauczycielką – odpowiedziałam ogólnikowo. – A ty?
– Ja chwilowo jestem bezrobotny – wyznał, a w mojej głowie zapaliła się pierwsza lampka ostrzegawcza. – Ale to tylko tymczasowa niedogodność, mam nadzieję.
– A czym się zajmowałeś wcześniej? – Postanowiłam dać mu szansę.
– Pracowałem w firmie budowlanej. Robiłem wszystko: od fundamentów aż po wykończenia.
– W dzisiejszych czasach nie powinieneś mieć problemu ze znalezieniem nowej pracy.
– Tak się tylko wydaje. Niby pracodawców dużo, ale takich, którzy doceniliby pracownika, ze świecą szukać.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o liczbę szans, które mu dałam.
– Chyba nie jest aż tak źle. – Mimo wszystko podtrzymywałam rozmowę, bo nie bardzo uśmiechało mi się siedzieć w ciszy przez kolejne cztery minuty. A mniej więcej tyle nam zostało.
– Nawet sobie nie wyobrażasz, jak jest ciężko. Przez ostatnie trzy lata miałem sześciu pracodawców i uwierz mi: ani jeden był godny polecenia.
Zrozumiałam, że to nie z szefostwem był problem, tylko z nim. Obstawiałam nawet powód zwolnienia, ale na wszelki wypadek postanowiłam się jeszcze upewnić.
– Czemu zwolnili cię z ostatniej pracy?
– Kumpel po fachu wyprawił urodziny i akurat wpadła kontrola z alkomatem.
– W czasie pracy te urodziny?
– No tak – odparł, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
– Wiesz, jakoś tak się przyjęło, że picie w pracy nie jest powszechnie akceptowane… Szczególnie w miejscach, w których może dojść do wypadków. A budowlanka raczej jest takim miejscem.
– Mówisz jak moja była.
Zamknęłam oczy pod opaską i tylko jednym uchem słuchałam, jak narzekał na kobietę, która czepiała się go za każdym razem, gdy wracał do domu po kilku głębszych. Gryzłam się w język, by nie dorzucić trzech groszy od siebie. Gdy usłyszałam dźwięk dzwonka, odetchnęłam z ulgą. Podałam facetowi swoją cegiełkę, a tę od niego wrzuciłam do okrągłego pojemnika. Trafiony zatopiony.
– Witaj – odezwał się kolejny mężczyzna po zmianie miejsca.
– Cześć. Jestem Paulina. – Nabrałam głęboko powietrza, strofując się w myślach za to, że już po pierwszej porażce uznałam całą tę szopkę za stratę czasu. Potrzebowałam kilku sekund, żeby przestawić się na bardziej pozytywne myślenie i nie skreślić przypadkiem kogoś godnego uwagi.
– Karol.
I cisza. No dobra, tym razem chyba ja będę musiała zagaić rozmowę – uznałam.
– Czym się zajmujesz? – zaczęłam podobnie jak poprzedni rozmówca.
– Jestem policjantem. Pracuję w drogówce.
Okej. Za mundurem panny sznurem. Lubiłam zawiesić oko na przystojniaku w uniformie, aczkolwiek jednego policjanta, który pod Kielcami wlepił mi mandat za brak świateł i trójkąta ostrzegawczego, nie wspominałam zbyt miło. Typowy służbista, którego nie przekonał nawet ładny uśmiech. Co nie zmienia faktu, że naprawdę był całkiem przystojny. Nawet mimochodem spojrzałam wtedy na jego dłoń. Obrączka. Spalony.
– Ja jestem nauczycielką języka angielskiego.
– Ooo, a znasz francuski?
– Nie. Hiszpański i angielski.
– Słyszałem kiedyś taką fraszkę: „Moja pani mówi dobrze po francusku, a najlepiej w łóżku” – rzucił i zarechotał przy tym jak żaba. – Dobre, nie?
Wierszokleta się znalazł – pomyślałam z przekąsem.
– Raczej kiepski tekst jak na pierwszą randkę. I to taką pięciominutową – powiedziałam szczerze i w myślach już wrzucałam kartonik do okrągłego pudełka. Ten tekst miał potencjał, ale został zmarnowany, bo facet wygłosił go w pierwszej minucie rozmowy.
– Wiesz przecież, że to żart.
– Raczej kiepski.
Jemu nie dałam już żadnej szansy, chociaż próbował ratować sytuację opowieściami z miejsc wypadków. Świetnie. Jeszcze chwila i puszczę pawia, jeśli wspomni o kolejnym trupie rozjechanym przez tira na autostradzie.
Na razie dźwięk dzwonka podobał mi się najbardziej dzisiejszego wieczoru.
– Cześć – odezwał się kolejny rozmówca.
– Witaj. Jestem Paulina.
– Grzegorz – powiedział nieco znudzonym głosem. – Jak poprzednie spotkania? – Zaczął nieco inaczej. I w sumie to dobrze.
– Mam już za sobą rozmowę z alkoholikiem i wielbicielem francuskiej miłości.
– To jeszcze nie tak źle. Jedna kandydatka opowiedziała mi, jaki pierścionek zaręczynowy jej się marzy, a druga zapytała, czy jestem na tyle majętny, żeby jej zapewnić wakacje minimum trzy razy w roku. I to gdzieś dalej niż w Turcji czy Egipcie.
– Uuu… Czyli dwa zero dla okrągłego pojemnika.
– Dokładnie. Pierwszy raz na pięciominutówkach?
– Tak. Wkręcona przez koleżankę.
Rozmowa wydawała się nawet ciekawa. Jeśli tak dalej pójdzie, to może nawet wrzucę cegiełkę do serduszka – przemknęło mi przez głowę.
– U mnie też pierwszy raz. Mama mnie namówiła.
– Mama? – szepnęłam z zawodem.
– Tak. Bardzo się o mnie martwiła po tym, jak narzeczona zerwała zaręczyny. Chciała mi pomóc w znalezieniu kogoś nowego.
Na kilometr śmierdziało mi to nieodciętą pępowiną. Postanowiłam więc bezpardonowo sprawdzić, czy mam rację.
– Opowiedz mi o swojej mamie.
Wiedziałam, że jedyną poprawną odpowiedzią w tej chwili powinno być: „Daj spokój, nie będziemy gadać o mojej matce”. Tymczasem usłyszałam:
– Miło, że pytasz. Moja mama to wspaniała kobieta. Zawsze stawiała mnie na pierwszym miejscu i dbała o mnie najlepiej na świecie.
– Mieszkasz z nią?
– Tak. Nie ma sensu się wyprowadzać, bo mamy duży dom.
Kiwnęłam głową. Wiedziałam, że kolejna pięciominutówka jest spalona.
– Ja bym wolała mieszkać tylko z partnerem. Chyba nikt w dzisiejszych czasach nie chce mieszkać z teściami.
– Ale z moją mamą nie byłoby problemów. Moja żona nie musiałaby gotować ani sprzątać, bo mama robi to z ochotą. I przede wszystkim jest świetną kucharką. Jestem święcie przekonany, że nigdy nie jadłaś lepszych pierogów.
– Chyba nie będę miała okazji ich spróbować – wypaliłam prosto z mostu.
– Nie lubisz pierogów?
Raczej nie załapał aluzji – pomyślałam z przekąsem.
– Nie, ale nie byłabym w stanie pakować się w związek z facetem, który nie odciął pępowiny od mamy. Powiedz szczerze: co było powodem zerwania zaręczyn?
– Narzeczona powiedziała, że albo ja, albo moja mama. I że nie zgadza się na mieszkanie we trójkę.
– Ani trochę się jej nie dziwię. Zastanów się nad tym. Z mamą u boku zostaniesz starym kawalerem.
Dźwięk dzwonka zakończył naszą rozmowę. Stopniowo traciłam nadzieję na to, że spotkam tu kogoś sensownego. W tym przekonaniu utwierdziły mnie kolejne rozmowy. U innego kandydata zaraz po mamusi na pierwszym miejscu plasowała się konsola. Następny zaproponował mi szybki numerek po wyjściu. Jeden był trzydziestoletnim prawiczkiem, a drugi pochwalił się zaliczeniem stu trzydziestu sześciu kobiet. Prowadził nawet zeszyt, w którym notował swoje doświadczenia, by rozwijać się „w tych sprawach”.
Gdy przy moim stoliku usiadł ostatni kandydat, byłam emocjonalnie wykończona.
– Cześć – odezwałam się pierwsza.
– Cześć – odpowiedział mężczyzna. Miał nawet przyjemny dla ucha głos, ale i tak nie potrafiłam się wyzbyć negatywnego nastawienia.
Siedziałam podparta na ręce, z nosem spuszczonym na kwintę. Gdyby ktoś z boku miał coś o mnie powiedzieć, pewnie uznałby, że siedzę tu za karę. Dobra, kończmy tę szopkę – zebrałam się na odwagę i wystrzeliłam:
– Mam trzydzieści sześć lat. Stan wolny, bezdzietna – wyrzuciłam z siebie z prędkością karabinu maszynowego i nie dałam rozmówcy dojść do słowa. – Dziewięciu facetów trafiło już do okrągłego pojemnika, dlatego chcę to mieć za sobą. Jestem stabilna finansowo i umysłowo. Moja obecność tutaj to sprawka przyjaciółki, którą zabiję zaraz po powrocie. Ta randka to jej prezent urodzinowy dla mnie. Tak, nadal jestem stabilna umysłowo. Nie zwiążę się z alkoholikiem, pracoholikiem, hipochondrykiem, maminsynkiem, narcyzem, socjopatą ani psychopatą. Wiem, że bywam wredna przed okresem, ale uważam, że nie jest tragicznie. Mam pracę i potrafię się z niej utrzymać. Umiem skręcić meble i wymienić uszczelkę, ale miło by było, gdyby ktoś robił to za mnie. Czego oczekuję od mężczyzny, z którym ewentualnie mogłabym się związać? – W tym momencie się zatrzymałam, bo dotarło do mnie, że właściwie nie wiem, co powinnam powiedzieć. W końcu wypaliłam: – Wszystkiego i niczego w różnym czasie, ale naraz, czasami i nigdy… ale zawsze – wydusiłam w końcu. Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale zabrzmiało jak cała ja. Zamknęłam usta i czekałam na ripostę, że jestem niezrównoważona psychicznie.
Nastała cisza. Zastanawiałam się nawet, czy mój rozmówca już sobie nie poszedł. W końcu jednak usłyszałam jego głos:
– Dawid, czterdzieści lat, od trzech lat wdowiec, ojciec wiecznie naburmuszonej nastolatki, której nie sposób ujarzmić. Mam firmę i radzę sobie całkiem nieźle. Trafiłem tutaj, bo przegrałem zakład z bratem. Dziewięć kobiet przed tobą również wrzuciłem do okrągłego pudełka. Mam nadzieję, że nie jestem przedstawicielem wymienionych przed chwilą gatunków mężczyzn. Potrafię gotować i wiem, czego kobieta potrzebuje w czasie okresu. Umiem też kupić odpowiednie rzeczy. Czego oczekuję od kobiety? Kobiecości, czułości i tego, żeby była tylko moja. Nie spodziewam się, że zostanie mamą dla mojej córki, ale miło by było, gdyby pomagała jej w różnych sprawach, na przykład związanych z okresem… – Zatrzymał się, a po chwili westchnął: – Chryste, totalnie to spaliłem. To chyba tyle w największym skrócie – odpowiedział w takim samym stylu jak ja. I, cholera jasna, to było naprawdę dobre!
Na moment zapadła cisza, a ja czułam się szczerze zainteresowana.
– Muszę to wiedzieć, bo nie wytrzymam. Co zrobiłeś, gdy twoja córka dostała okres?
– Błagam, nie każ mi tego mówić na pierwszej randce…
Byłam święcie przekonana, że zawstydzony przeciera twarz i dziękuje w myślach za opaski na oczach.
– No, dajesz, bo wrzucę cię do okrągłego pojemnika i kolejnej szansy nie będzie.
– Powiedzmy, że to, co jej powiedziałem, nie było do końca dopasowane do jej wieku.
– Wyduś to z siebie.
– Wraz z podpaskami i tamponami kupiłem jej paczkę prezerwatyw i dałem książkę Seks dla opornych, którą kiedyś dostałem od mojego ojca. I zrobiłem wykład na temat dni płodnych i niepłodnych.
– Ile ma lat? – pytałam, trzymając dłoń przy ustach, bo bałam się, że mogę wybuchnąć śmiechem.
– Czternaście.
Wypuściłam powoli powietrze. Przez chwilę zastanawiałam się, co odpowiedzieć.
– No dobrze, naprawmy, co się da. Może książki jeszcze nie przeczytała, chociaż w to akurat wątpię. Zapytaj ją o to, wytłumacz, dlaczego jej ją dałeś, i poproś o zwrot. Potrzebuje czegoś lepszego niż wiedza, którą karmiono nas dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. Podobnie z tamponami, szczególnie jeśli wybrałeś te w rozmiarze XL. Przecież taka młoda dziewczyna może mieć spory problem z ich wyciągnięciem. Wiesz, co mam na myśli? Chociaż biorąc pod uwagę edukację seksualną, którą przeprowadziłeś, problem błony dziewiczej możesz mieć już z głowy.
– Nie pomagasz… – Po jego głosie wyczułam, że chyba był jednocześnie załamany i rozbawiony.
– Ale za to wykład na temat dni płodnych możesz co jakiś czas powtarzać. To jej się na pewno przyda. A pyskuje, bo potrzebuje twojej uwagi. Wiem, co mówię. Kiedy ja pyskowałam mamie, to na mnie skupiała się jej uwaga. Tego właśnie chciałam. Żebym była dla niej ważna, choć przez chwilę… Tylko ja, a nie wszystko inne dookoła.
Dźwięk dzwonka przerwał naszą randkę. Akurat tym razem miałam ochotę ją przedłużyć – chociaż o kolejne pięć minut.
– Cześć – powiedziałam z lekkim zawodem, że to już koniec.
– Cześć – usłyszałam ostatnie słowo i dźwięk odsuwanego krzesła.
Po omacku wyszukałam pudełko w kształcie serca i bez namysłu wrzuciłam do niego ostatnią cegiełkę. Kiedy panowie wyszli, poproszono nas o ściągnięcie opasek. Prowadząca rozdała nam tablety, na których miałyśmy wypełnić ankiety i podać numery osób, z którymi chciałybyśmy wejść w dalszą interakcję. Było też miejsce na wpisanie wiadomości, które później zostaną przekazane odpowiednim mężczyznom. Zastanawiałam się przez chwilę, czy coś wpisać. W końcu wystukałam jedno zdanie: „Przytoczę słowa z filmu Notting Hill: to było miłe… irracjonalne, acz miłe”. Uśmiechnęłam się sama do siebie i uznałam, że ten wieczór był stracony w dziewięćdziesięciu procentach. Ostatnie dziesięć nawet mi się podobało.
Opuściłam lokal z głupkowatym uśmieszkiem na ustach i wpadłam wprost w objęcia Kaśki, która czekała pod drzwiami. W jednej dłoni trzymała butelkę wina, a w drugiej małą torebkę prezentową.
– Wszystkiego najlepszego z okazji osiemnastych urodzin netto – powiedziała dokładnie to samo co rok temu.
– No tak, podatki coraz wyższe. I tak cię zabiję.
– Oj tam, oj tam. Idziemy do mnie, bo jest bliżej. Poza tym mam już wszystko przygotowane.
Kiwnęłam głową i ruszyłyśmy w stronę jej osiedla.
– Opowiadaj. Jak było?
Przyłożyłam palec do ust i udałam, że się zastanawiam.
– Ciekawe doświadczenie. Każdy facet był inny i teraz mam problem, którego wybrać.
– Wow, serio? – Z ekscytacji prawie podskoczyła. – Bałam się, czy chociaż jeden cię zainteresuje, a tu taki dylemat. Jakie mamy opcje? – Wpatrywała się we mnie z absolutnym przekonaniem, że zaraz opowiem jej o co najmniej pięciu gorących rozmowach rodem z najlepszych romansów.
– Mówiąc o wyborze, miałam na myśli zwycięzcę w rankingu na życiowych nieudaczników.
– Aha, o to ci chodziło. – Jej ramiona nieco opadły, ale po dwóch sekundach odzyskała rezon. – No dobrze, przepuśćmy to przez moje sito. Może nie jest tak źle.
– Skoro nalegasz… Numer jeden: „Ale o co ci chodzi? Przecież to tylko butelka wódki”. Zwolennik picia w pracy, chwilowo bezrobotny. Może się za to pochwalić doświadczeniem u wielu pracodawców. Zaliczył ich aż sześciu w ciągu trzech lat – mówiłam tonem Zbigniewa Suszyńskiego, tego lektora, który w Shreku przedstawiał Farquaadowi kandydatki na żonę.
– Nie. Tego odrzuć. Nie będziesz go utrzymywać – przerwała Kasia, niezainteresowana poznaniem szczegółów.
– To może pan, który na piedestale postawił swoją mamusię. Miałabym zagwarantowane obiadki i codzienne sprzątanie, bo oczywiście mieszkalibyśmy razem z nią.
Kaśka chyba zaczęła przeczuwać, co się działo, ale nie dawała za wygraną.
– Kusząca propozycja, ale nieodciętym pępowinom mówimy stanowcze „nie”. Kolejna bramka?
– Pan, który potrafił wyznaczyć granicę i otwarcie powiedział o najważniejszych wartościach.
– Kontynuuj. – Chyba tliła się w niej iskierka nadziei, że jednak nie wszystko stracone.
– Na pierwszym miejscu uplasował się najnowszy model PlayStation. Odpadłam w przedbiegach.
– Uuu. Po czymś takim musimy cię wyprostować alkoholem – powiedziała, udając zafrasowanie.
– Sama mi to zafundowałaś.
– Bo myślałam, że organizatorzy zrobią wstępną selekcję – próbowała się tłumaczyć.
Weszłyśmy do mieszkania. Spojrzałam na stół. Faktycznie – wszystko było gotowe.
– Zaraz będzie pizza. Siadaj. Naleję wina. – Wskazała na salon, a sama zajęła się rozlewaniem alkoholu do kieliszków.
– Czy na tym świecie nie ma normalnych facetów? – spytałam zrezygnowana.
Może i uznawałam pomysł tych randek za głupi, ale gdy tam wchodziłam, naiwnie wciąż miałam nadzieję na ciekawe rozmowy.
– Są, są. Tylko trzeba cierpliwości. Z facetami jak z grzybami. Chodzisz godzinami po lesie, spotykasz same psiaki albo, jak to mawia moja mama, „wkurwiacze”, które udają jadalne okazy, a gdy chcesz wracać, trafia ci się najlepszy w życiu prawdziwek.
– Który okazuje się dziwkiem, a nie prawdziwkiem, bo w ostatecznym rozrachunku dowiadujesz się, że zaliczył… Uwaga: sto trzydzieści sześć kobiet. To kolejny poznany dzisiaj kandydat.
– Nie, to ten wkurwiacz właśnie.
– Chyba kurwiarz – roześmiałam się.
– Zwał, jak zwał. – Sięgnęła po torebkę, której mi jeszcze nie wręczyła. – Myślę, że czas przerzucić się na Tindera. Nie ma na co czekać. Twoja psiapsi tam, na dole, potrzebuje męskiego towarzystwa, bo ci zarośnie. A że cię znam, to wiem, jakie masz podejście do przypadkowego seksu. Dlatego postanowiłam ci pomóc. Wszystkiego najlepszego! Ten prezent jest bardziej sentymentalny niż drogi, ale takie są teraz w cenie. Tym bardziej że to coś, czego teraz mocno potrzebujesz. – Dała mi buziaka i w końcu wręczyła podarunek.
Wyciągnęłam z torebki niewielką książeczkę, a gdy przeczytałam tytuł, wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. Trzęsło mną tak, że Kaśka zapytała niepewnie, czy nie mam przypadkiem ataku epilepsji. Seks dla opornych – tylko ona mogła mieć takie wyczucie czasu!
– Skąd ją wzięłaś? – zapytałam po dłuższej chwili. Widziałam, że egzemplarz ma już swoje lata.
– No co? Ukradłam bratu, jak miałam ze trzynaście lat. I jakoś tak ostatnio wpadła mi w ręce.
– Dobra, coś ci opowiem. Pośmiejemy się razem. – Rozsiadłam się wygodnie na kanapie i sięgnęłam po lampkę wina.
– Dajesz. – Kasia podniosła swoją i stuknęłyśmy się szkłem. – Twoje zdrowie. Do dna!
Opowiedziałam jej przebieg ostatniej randki. Moja przyjaciółka patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami. Zaciskała przy tym mocno usta, by nie wtrącić swoich trzech groszy.
– No, a teraz pytanie za sto punktów: jaką książkę facet dał córce z okazji pierwszego okresu?
– Tę? – Kaśka w odpowiedzi podniosła mój egzemplarz, choć wiedziała już, że ma rację. Kiwnęłam głową, na co ona uderzyła dłonią w czoło. – Czternastolatce?! Ojciec roku!
– Jako jedyny trafił do pudełka z serduszkiem. – Poruszyłam sugestywnie brwiami i upiłam łyk wina w oczekiwaniu na reakcję.
– Chyba żartujesz?!
– Nie. Tylko on wydawał się… normalny – wyznałam po chwili namysłu.
– Ale ma dziecko.
– A ja mam trzydzieści sześć lat. Może się okazać, że pozostali mi już tylko faceci z odzysku. A dziecko może być nieocenionym prezentem od losu, jeśli się okaże, że moje jajniki poszły na wcześniejszą emeryturę.
– Czekaj. Zobaczmy w aplikacji, czy on też się tobą zainteresował.
Chwyciła za telefon i w okienku logowania wpisała abstrakcyjny nick i hasło: OdJutraZajeta1*. Tylko ona mogła to wymyślić!
– Jest już podsumowanie spotkania. Wow, tobą zainteresowało się sześciu facetów, ale tylko jedno połączenie świeci się na zielono. Numer…
– Sześć – dokończyłam.
– Jest i on. Login D3dQ86. Bardzo oryginalne. To jakiś łamacz Enigmy? Co to w ogóle za nick?
– Brat wkręcił go w randkę. Jeśli ma takie samo poczucie humoru jak ty, to wolę nie wiedzieć.
– Mam nadzieję, że osiemdziesiąt sześć to nie jego IQ – stwierdziła z ironią. – Zostawił notkę w ankiecie: „Jeżeli nadal się uśmiechasz po naszej randce, to może to powtórzymy?” – Kaśka podniosła głowę i spojrzała na mnie. – Boże, Paula, ty się śmiejesz jak głupi do sera. Czyli jednak coś zaiskrzyło.
Wzruszyłam ramionami. Trudno było mi to przyznać, ale ten facet faktycznie wywarł na mnie dobre wrażenie.
– Skoro on też się tobą interesuje, możecie się skontaktować przez aplikację.
– Nie odezwę się pierwsza – zaoponowałam.
– No ja myślę. To nie mysz ma gonić kota. Zasada numer jeden.
Przybiłyśmy sobie piątki.
– Dokładnie tak – powiedziałam i w tym momencie poczułam lekkie ukłucie w okolicach serca. Być może wtedy, ten jeden raz, to ja powinnam zawalczyć o faceta. Szybko otrząsnęłam się z tych myśli i wróciłam do teraźniejszości. – Zdrowie. – Ponownie uniosłam kieliszek.
– Zainstaluj sobie aplikację na telefonie. Login i hasło znasz.
– Dobra. – Po chwili ściągnęłam apkę i od razu się zalogowałam. Momentalnie zmieniłam hasło. – Wyloguj się.
– Ej, nie bądź taka. Pozwól mi poczytać.
– Nie ma szans. Znając ciebie, podszywałabyś się pode mnie i sama coś do niego pisała.
– Ech, za dobrze mnie znasz. Dobra, wylogowuję się.
– A co z tobą? Może tobie też by się przydała taka randka?
– Nie, to nie dla mnie. Byłam już chyba na pięciu i nic z tego nie wyszło.
Kaśka miała za sobą trudny rozwód i złe wspomnienia. Jej mąż, jak się później okazało, zdradzał ją przed ślubem, po ślubie, a co najgorsze – nawet podczas ich wesela. Po tym wszystkim zbierała się dobre dwa lata. W końcu jednak zamknęła ten etap z przytupem: rozwód z orzeczeniem o winie małżonka i unieważnienie ślubu kościelnego. Facet miał na tyle oleju w głowie, że bez walki oddał jej mieszkanie, które wspólnie kupili. Niestety, to wydarzenie zmieniło ją na zawsze. Przy mnie żartowała, wygłupiała się – właściwie jak dawniej. Ale dla świata była już zupełnie inna. Bardzo ostrożna w relacjach damsko-męskich, często nieufna. Wierzyłam jednak, że spotka jeszcze kogoś, kto stanie na wysokości zadania.
– Na pewno gdzieś tam, na świecie chodzą dwa idealne okazy, które pasują do nas jak ulał. Musimy tylko poczekać, aż wreszcie się spotkamy. – Starałam się rozbudzić w niej nadzieję, tak jak ona zrobiła to dzisiaj.
– Dokładnie tak. Tego się trzymajmy.
Stuknęłyśmy się kieliszkami i, oparte o siebie, wyzerowałyśmy ich zawartość.
Do domu dotarłam Uberem. Byłam w stanie lekko wskazującym, marzyłam tylko o łóżku. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i zakopałam się pod kołdrą. Wtedy myślami wróciłam do rozmowy z Dawidem. Ten dzień był nawet udany – uśmiechnęłam się do siebie. W tym momencie zawibrował telefon, informując o nowej wiadomości w aplikacji. Natychmiast po niego sięgnęłam.
Dawid: Nie zdążyłem złożyć Ci życzeń urodzinowych, więc robię to teraz. Życzę Ci na Twojej drodze jak najmniej alkoholików, hipochondryków, psychopatów, narcyzów, socjopatów i pracoholików. Poza tym spełnienia marzeń i jak najwięcej uśmiechu, który sobie wyobrażałem podczas rozmowy z Tobą. Na pewno wyglądasz wtedy pięknie. Dawid.
Spojrzałam na zegarek. Była dwudziesta trzecia trzydzieści. Zastanawiałam się przez chwilę, czy odpisać teraz, czy poczekać do rana. I choć miałam cholerną ochotę wysłać wiadomość, odłożyłam telefon na półkę.
– Poczekaj – szepnęłam sama do siebie. – Niech chociaż raz to się ułoży tak, jak powinno.
– Kaśka, niezależnie od tego, jak bardzo chcesz mnie namówić, muszę mierzyć siły na zamiary. Nie jestem w stanie funkcjonować w twoim trybie, bo któregoś dnia zasnę na kasie.
Nie wiem, jak ona to robiła, ale potrafiła studiować dziennie, pracować wieczorami i weekendami, a nocami chodzić na imprezy. Spania i odpoczynku w ogóle nie było w jej grafiku. Ja studiowałam zaocznie, a w tygodniu pracowałam na kasie w hipermarkecie i dorabiałam, udzielając korepetycji. Jedna impreza w tygodniu to był szczyt moich możliwości, a teraz zostałam siłą wyciągnięta na kolejną. Worów pod oczami nie potrafiłam już ukryć – nawet najbardziej cudownym kosmetykiem.
– Dasz radę. Jutro idziesz do pracy na dziesiątą, to zdążysz odespać. Ja mam zajęcia od ósmej.
– Zostaję maksymalnie do jedenastej i spadam. Co to w ogóle za impreza?
– Poznasz resztę mojej paczki ze studiów. Fajni ludzie, żadnych zgredów. Będą tańce i na pewno się pośmiejesz.
– Jak nie zasnę w trakcie.
– Moja babcia ma więcej energii niż ty.
– Pozdrów ją i zapytaj, czy nie potrzebuje towarzystwa. W wolnych chwilach chętnie porobiłabym na drutach.
– My też możemy porobić na drutach. – Poruszyła brwiami, zadowolona z szybkiej riposty.
– To może we dwie dotrzymamy towarzystwa twojej babci? – rzuciłam, ale ona tylko machnęła ręką.
– Gdybyśmy przyszły do mojej babci z naszymi drutami – zrobiła w powietrzu znak cudzysłowu – wykazałaby dużo większy entuzjazm niż ty.
– W to nie wątpię.
Znałam babcię Kaśki i byłam pewna, że nie mijałyśmy się z prawdą. Jeśli o nas momentami można było powiedzieć, że jesteśmy zboczone, to jej babcię należałoby nazwać perwersyjną do kwadratu. No bo komu nawlekanie nitki na igłę kojarzy się z seksem? Właśnie jej. Wspomina przy tym swój pierwszy raz, po czym kilkukrotnie ślini nić i próbuje trafić do dziurki. I dodaje przy tym, że igła powinna mieć dwie dziurki – bo wtedy znacznie łatwiej byłoby trafić przynajmniej w jedną z nich.
– Nie może być inaczej. To ten bar. Wchodzimy.
Pchnęła mnie w stronę starych, drewnianych drzwi i weszłyśmy do zatłoczonego pomieszczenia. Spojrzałam na migoczącą żarówkę i wzięłam głęboki oddech. Miałam czasem przeczucie, że coś się wydarzy – i przeważnie tak było. Wtedy poczułam to samo – że to wyjście nie jest przypadkowe, tylko wpisane w harmonogram mojego życia. Że zmieni jego bieg na zawsze. Wzruszyłam ramionami, otrząsając się z tych myśli, i ruszyłam za Kaśką w głąb sali. Zamiast stołów była tam cała masa poduszek, na których siedzieli ludzie. Skierowałyśmy się w stronę grupy, która właśnie do nas machała.
– Cześć, brygada. To Paula. Paula, Pawła i Gucia już znasz. To Konrad, Gumiś, Igo, Karolina i Krzysiu. – Kaśka przedstawiała mi kolejne osoby, podając ich imiona albo ksywy. Każdy machał do mnie na powitanie. – Nie przejmuj się, jak nie zapamiętasz. Nauczysz się w trakcie. Siadaj tutaj. – Wskazała mi wolne miejsce, a sama usiadła naprzeciwko.
W międzyczasie z toalety przyszedł jeszcze jeden facet. Zajął miejsce obok mnie. Byłam kiepska w szybkim nawiązywaniu znajomości, dlatego czułam się nieswojo. Ściągnęłam kurtkę, uśmiechając się nieśmiało do reszty ekipy.
– O, a to Mati – odezwała się Kasia. – Siema. To moja przyjaciółka.
– Cześć. Miło mi. – Chłopak wyciągnął do mnie rękę.
– Paula. Cześć. – Uśmiechnęłam się blado, czując przy tym charakterystyczny stres, który towarzyszył mi zawsze, gdy przebywałam w nowym środowisku. Potrzebowałam chwili, by się przyzwyczaić i trochę poznać ludzi. Sprawdzić, czy pasuję do reszty.
– To twoja przyjaciółka? – zapytał i wskazał na Kasię, a ja kiwnęłam głową. – Jak ty z nią wytrzymujesz? Przecież ona gada non stop i robi wokół siebie totalny chaos.
– Dlatego nie mieszkamy razem. Czasem i ja muszę odpocząć – powiedziałam zgodnie z prawdą.
– Ej, nie bądź wredna. – Kaśka pogroziła mi palcem, a reszta się roześmiała.
– Też studiujesz na AGH?
– Nie, na Jagiellońskim. A ty? – spytałam, bo wyglądał na nieco starszego od innych.
– Na AGH, jak reszta, tylko że ja jestem już na wylocie. A znam się z tą ekipą, bo to mój brat. – Wskazał na Pawła, którego miałam okazję poznać podczas innej imprezy.
W tym momencie podeszła do nas kelnerka. Przyjęła zamówienie na dziesięć piw, ignorując przy tym dodatkowe uwagi od męskiej części ekipy, oczywiście niezwiązane z jej pracą.
– Cześć wszystkim. – Podeszła do nas jeszcze jedna dziewczyna. – Sorry za spóźnienie. Mama, której dzieckiem się opiekuję, jak zwykle się spóźniła. Dobrze, że płaci za nadgodziny, bo inaczej już bym tam nie pracowała. – Spojrzała na mnie i podała mi dłoń. – My się nie znamy. Gośka jestem.
– Paula. – Przedstawiłam się i zerknęłam na nią ukradkiem.
Była śliczna. Taka książkowa piękność. Brązowe, błyszczące włosy, dołeczki w policzkach, które uwydatniały się podczas uśmiechu, kształtne usta i super figura. Ja na swoją nie narzekałam, ale przy takich kobietach jak ona czułam, że jestem daleko w tyle.
Zgarnęła spod ściany wolną poduszkę i wcisnęła się między mnie a Matiego.
– Jak tam Fryderyk? Wykaraskał się? – spytała swojego sąsiada.
– Tak. Jeszcze trochę kuleje, ale jest dobrze.
– A co mu się stało? – spytał chłopak, który siedział obok Kaśki.
– Samochód go potrącił.
Nie miałam pojęcia, o kim mówią, ale rozmowa wydawała się interesująca.
– Uuu, ale jest okej?
– Tak. Nie wytrzymał długo w domu. Po trzech dniach ruszył w miasto. Na bank coś zaliczył, bo aż mlaskał, jak wrócił.
– Pierdolony lowelas. Żeby, kurwa, pies miał lepsze życie erotyczne niż ja.
– O Boże. – Przyłożyłam dłoń do czoła. – Byłam przekonana, że rozmawiacie o człowieku – powiedziałam, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
– No bo tylko taki dzban jak on daje psu na imię jak człowiekowi. – Paweł wskazał ręką na brata.
– Miał szopę jak Chopin. – Mati wzruszył ramionami, jakby nie rozumiał, o co im chodzi. To imię wydawało mu się oczywistym wyborem.
– To trzeba było nazwać go Chopin.
– Mając na uwadze jego popęd seksualny, powinien nazywać się Alfons – wtrącił chłopak z burzą blond włosów.
– Jaki właściciel, taki pies – odgryzł się Mati, zerkając wymownie na brata.
– Przypominam ci, że to też twój pies. – Paweł uśmiechnął się przebiegle.
– Ja tam już praktycznie nie mieszkam.
– Co nie oznacza, że nie przejął twoich nawyków.
– Ode mnie gonienia za wszystkim, co się rusza, na pewno się nie nauczył.
– Wie, co dobre. – Paweł poruszył sugestywnie biodrami w przód i w tył.
– Też łapiesz choroby weneryczne jak on pchły po tych swoich przygodach? – Mati nie odpuszczał.
Nie było szans, żeby się nie śmiać z tych braterskich przepychanek. O ile Paweł faktycznie uchodził za lowelasa, bo i do mnie już próbował zagadywać, o tyle Mati wydawał się spokojniejszy. Z wyglądu też lepiej trafiał w mój gust. Był od nas starszy i bardziej przypominał prawdziwego mężczyznę. Inni prezentowali się przy nim jak wyrośnięte podrostki.
Przyglądałam mu się ukradkiem, gdy rozmawiał swobodnie z innymi. Miał inteligentny żart i trafne uwagi na poważne tematy.
– Ten układ wydaje mi się podejrzany – wtrącił, gdy jeden z facetów, na którego wołali Igo, zaczął opowiadać o planach zainwestowania oszczędności w nową grę internetową. – To wszystko, co mówisz, jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Sądzę, że ten koleś szuka naiwniaka, który zainwestuje w tę jego wielką niewiadomą swoje pieniądze. Czy on w ogóle daje coś od siebie?
– Ma pomysł, ale nie ma kasy.
– Czyli w razie czego ty tracisz kasę, a on pomysł.
– Ale to jest naprawdę fajna gra. Widziałem projekty i demo.
– Zastanów się i spisz umowę z prawnikiem. Niejeden popłynął na takich marzeniach. Zrobisz, co zechcesz, ale ja bym w to nie wchodził. Już te bitcoiny, o których mówiłeś ostatnio, wydają się bardziej rozwojowe.
Kiedy kobieta zaczyna się interesować mężczyzną? Może wtedy, gdy orientuje się, że ma on coś sensownego do powiedzenia. W tamtym momencie poczułam zainteresowanie. Potem jest czas obserwacji: sprawdzania, czy błysk inteligencji to tylko okazjonalna strona jego osobowości, czy może cecha charakteru. A on był inteligentny, spokojny, męski i… taki, że z każdą mijającą godziną coraz bardziej rozbudzał moje zainteresowanie.
Po dwóch piwach zaszumiało mi w głowie. Spojrzałam na zegarek – było po jedenastej. Uznałam, że pora zbierać się do domu. Jeśli jutro w pracy mam być przytomna, to czas najwyższy.
Podniosłam się z poduszki i podeszłam do Kaśki.
– Będę się zbierać.
– Zostań jeszcze trochę. Fajnie jest.
– Jutro będę nieprzytomna.
Miałam ochotę zostać, ale wiedziałam, że przypłacę to kiepskim samopoczuciem i brakiem produktywności w pracy, a to mogłoby się skończyć mankiem. Jako niemajętna studentka nie mogłam sobie na to pozwolić. Zarabiałam dosłownie grosze, jak prawie każdy z nas, ale te pieniądze dawały mi możliwość skromnego utrzymania.
– Dobra, ale pamiętaj, że mamy takie spotkania co tydzień, więc szykuj się na następny wtorek. I ustaw grafik tak, żebyś mogła zostać dłużej.
– Jasne, zdzwonimy się. – Pocałowałam ją w policzek.
– Ooo – jęknął Paweł. – Ja też tak chcę. – Nadstawił się, żebym i jemu dała buziaka.
– Następnym razem. – Zbyłam go i poklepałam po ramieniu.
– Trzymam cię za słowo.
– Do zobaczenia.
– Cześć. Wpadnij za tydzień! – krzyknął ktoś z zebranych.
Pomachałam im na pożegnanie i ostatni raz, zanim ruszyłam w stronę drzwi, spojrzałam na Matiego. Patrzył na mnie z lekkim, może nic nieznaczącym uśmiechem, i również unosił rękę. Opuściłam wzrok, bo nie byłam dobra w przedłużaniu takich chwil. Moja romantyczna dusza podpowiadała mi jednak, że to krótkie spojrzenie mogło znaczyć coś więcej.
Wróciłam do domu i po szybkiej toalecie padłam na łóżko. Doskonale wiedziałam, o kim będę myśleć, zasypiając. Uśmiechałam się sama do siebie i na pewno się rumieniłam. Jak to jest, że poznajesz w życiu setki osób, aż tu nagle trafia się ktoś, o kim nie przestajesz myśleć? Znałam Matiego dopiero od kilku godzin, a już zdążyłam zapamiętać jego sposób poruszania się, kształt dłoni i skupione spojrzenie, gdy kogoś uważnie słuchał. Ach, idź spać, kobieto, bo nie wyśpisz się na jutro – westchnęłam. Ale sen żył własnym życiem i odciął mnie od jawy dopiero około trzeciej. A mogłam posiedzieć jeszcze w barze – strofowałam się w myślach, rzucając z boku na bok.
Wyłączyłem budzik, który przestawiałem już dwa razy. Przetarłem zaspane oczy i usiadłem na łóżku. Sięgnąłem po telefon, by sprawdzić, czy dostałem wiadomość od kobiety, którą zainteresowałem się wczoraj. Moja skrzynka odbiorcza jednak świeciła pustkami. Miałem cichą nadzieję, że skoro ona również wrzuciła mnie do odpowiedniego pojemnika, to wkrótce się odezwie.
– Ania, wstawaj.
Otworzyłem drzwi do pokoju córki, a ona odskoczyła i schowała się za skrzydłem szafy. Była w samej bieliźnie.
– Tato, nie właź tutaj. Ile razy mam ci powtarzać, żebyś pukał?
Zamknąłem szybko drzwi.
– Przepraszam! – krzyknąłem.
Uznałem, że faktycznie będę musiał zmienić nawyki. Moja córka dorastała, ale dla mnie wciąż była małą dziewczynką. Nie potrafiłem się przestawić. I na pewno nie czułem się gotowy na to, by wychowywać nastolatkę. Po prostu były momenty, w których całkowicie się gubiłem. Na wspomnienie książki, którą jej wręczyłem, przymknąłem oczy z zażenowania. Przemknęło mi przez głowę, że muszę znaleźć sposób, żeby odebrać jej ten egzemplarz. Przestałem być prawiczkiem w wieku szesnastu lat, z dziewczyną o rok młodszą, dlatego sądziłem, że czternaście lat to odpowiedni wiek na rozpoczęcie edukacji seksualnej. Ale po rozmowie z panią PDF uświadomiłem sobie, że popełniłem błąd.
Wstawiłem wodę na kawę i rozpocząłem codzienny rytuał przygotowywania śniadania do szkoły. Ja i Ania jesteśmy śpiochami. Kiedy była jeszcze z nami Gosia, budziła naszą córkę wcześniej, żeby zjadła w domu. Jednak odkąd zostaliśmy we dwójkę, ten zwyczaj zaczął zanikać. Początkowo próbowałem go utrzymać, ale tamten czas był trudny. Ania często prosiła mnie, żebym zrobił jej więcej jedzenia do szkoły. Dzięki temu mogła dłużej pospać. Doskonale wiedziałem, że chodzi nie tylko o sen, ale przede wszystkim o czas, w którym nie myślisz, nie tęsknisz i nie musisz być silny. Godziłem się więc bez gadania. A potem już tak zostało.
– Mamy wycieczkę do Zakopanego. Koszt dwieście pięćdziesiąt złotych. Mogę jechać? – zapytała, gdy wyszła z łazienki. Oczywiście z miną typową dla obrażonej nastolatki.
– Pewnie. – Wzruszyłem ramionami. – Weź sobie pieniądze z mojego portfela.
– Mogę jeszcze dwie dychy? – zapytała, wyciągając banknoty.
– Dostałaś kieszonkowe.
– Odłożyłam je na wakacje.
– To podziel pieniądze na wakacje i bieżące wydatki. Na tym polega mądre gospodarowanie zasobnością portfela.
– Ale ty jesteś sknerą. – Odłożyła z fochem mój portfel i zmierzyła mnie kolejnym wrednym spojrzeniem.
– Uczę cię odpowiedzialnego wydawania pieniędzy. Nie jestem sknerą, tylko ojcem, który chce, żeby jego córka wyniosła z domu odpowiednie nawyki.
– Mówi to człowiek, który ma w garażu trzy grille, bo kupował kolejne z lepszym rusztem – sarknęła.
– Nieprawda. Dwa już nie nadają się do niczego.
– Tak? – Przyłożyła palec do ust i zastanawiała się przez chwilę. – To następny przykład. Kupienie nowego telewizora, bo, cytuję – w tym momencie zrobiła znak cudzysłowu w powietrzu – ma lepszy dźwięk ptaków w tle.
– Gdybyś częściej chciała ze mną rozmawiać, a nie zamykała się ciągle w swoim pokoju, nie szukałbym takich rozwiązań.
Broniłem się przed jej argumentami, ale w moim głosie można było wyczuć prośbę, żeby naprawdę spędzała ze mną trochę czasu.
– Gdybyś się wiecznie nie czepiał, może bym z tobą rozmawiała.
Wziąłem głęboki oddech. Nie chciałem już tego ciągnąć. Dobrze wiedziałem, że ta potyczka do niczego nie doprowadzi.
– Panie Boże, daj mi cierpliwości do tego dziecka… – szeptałem sam do siebie. Niestety, okazało się, że trochę za głośno.
– Przykro mi, tato. Jak Bóg rozdawał cierpliwość, ty pewnie stałeś w kolejce po grille.
Dobrze, że odwróciłem się w stronę blatu, bo nie widziała, jak się uśmiecham. To – mimo wszystko – było dobre.
– Wiem, że się śmiejesz i jesteś ze mnie dumny – zaświergotała zwycięsko.
– Zawsze – odpowiedziałem z nadzieją na to, że atmosfera nieco się rozluźni.
– Idę. Na razie.
– Śniadanie! – krzyknąłem i zaniosłem jej pudełko z kanapkami. Odebrała je i schowała do plecaka. – Kocham cię – wypowiedziałem słowa, które chyba zbyt rzadko padały ostatnio z moich ust.
– Umierasz? – spytała zdziwiona.
– Kiepski żart.
– Zaskoczyłeś mnie. – Wzruszyła ramionami i wyszła.
Spojrzałem na zamknięte drzwi i odpowiedziałem sobie sam:
– Ja ciebie też kocham, tato.
