Opis

Nie jest łatwo być legendą. Zwłaszcza największą w całym mieście. A co z miłością? Co z uczuciami? Pijąc kawę tego ranka nie myślał, że coś się wydarzy – a zwłaszcza coś takiego. Piękna i inteligentna kobieta, praktycznie zrobiła z niego zagubionego chłopca, rozpracowując go w pięć minut. A czy wspominaliśmy, że wziął ją za małolatę?

Nie jest to zwykłe love story i pokazuje konsekwencje głębokiej miłości i cenę jaką trzeba ponieść za sławę. Cała książka doprawiona jest szczyptą błyskotliwych myśli i poczucia humoru, które czynią „Zaspokojone marzenia” jeszcze barwniejszą powieścią. Dużo ciepła, wielkie uczucie i jeszcze większe emocje sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko.

 

Oddajemy w Państwa ręce trzecią książkę Dragony Rock. Autorka to zwyczajna, dwudziestoparoletnia kobieta, która zadebiutowała powieścią „Odnaleziona odwaga”. Od najmłodszych lat zainteresowana magią – zarówno tą mistyczną, jak i tą, która tworzy się gdy dwie osoby spotykają się po raz pierwszy i czują „to coś”. Wielbicielka psów i kawy z mlekiem. Bibliofilka, która każdą ulubioną książkę najchętniej widziałaby na swojej półce. Zaczynała od pisania wierszy w szkole – teraz jednak skupiona jest na pisaniu książek o magii i miłości, którą każda kobieta chciałaby przeżyć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 116

lub

Dragona Rock

Zaspokojone marzenia

Copyright © by Karolina Janik; 2016 Copyright © Wydawnictwo Witanet; 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone

Skład tekstu oraz pro­jekt okład­ki: Ryszard Maksym

Fotografia na okładce: © by Alena Root (Depositphotos)

ISBN: 978-83-65482-03-7

Wydawca:

Wydawnictwo WITANET   tel.: +48 601 35 66 [email protected]

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Książka ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w jakikolwiek inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

Skład wersji elektronicznej:

Prolog

Spojrzała na siedzącego po drugiej stronie pokoju Subaru i zastanawiała się, co by się stało, gdyby poznali się w innych okolicznościach. Gdyby on nie był czarodziejem, a ona byłaby już znaną pisarką. Pomysły zaczęły tak gwałtownie atakować jej umysł, że stwierdziła:

– Idę popisać.

– Ale mieliśmy… – urwał, gdy pognała do góry do sypialni.

Usłyszał tylko trzaśnięcie drzwiami.

Spojrzał rozbawiony, ale i zirytowany na kotkę Morrigan.

– Musisz jej wybaczyć, panie – stwierdziła. – Wie pan, że kiedy ją najdzie, powinna pisać.

– Wiem – rzucił, nie wiedząc, czy się śmiać, czy płakać. – Ale jesteśmy umówieni… – znów zamilkł, i w końcu wybrał śmiech. – Dobra, rozumiem – chichocząc sięgnął po telefon.

Wybrał numer i czekał.

– Subaru? – usłyszał głos Generała. – Mam nadzieję, że to nie jest telefon odwołalny. Muszę porozmawiać z wami…

– Niestety, ale tak jest – powiedział. – Lina nie może teraz przyjść.

– Pracuje? – zapytał.

Uniósł brwi. Skąd wiedział?

– Tak, właśnie ją naszło.

– W takim razie dobrze, ale macie tu być w ciągu tygodnia czasu. Wiem, że jej praca jest ważna, ale ja też mam wam coś ważnego do powiedzenia.

– Oczywiście. Przyjdziemy – rozłączył się.

Poszedł do góry i zapukał do pokoju. Odpowiedział mu tylko dźwięk stukania w klawisze.

Uchylił drzwi i zajrzał. Lina pracowała jak szalona. Nie wiedział, czy w ogóle się odezwać, czy zostawić ją w spokoju, kiedy nagle powiedziała:

– To będzie nasza opowieść. Mam tyle pomysłów, żeby o nas opowiedzieć.

– To będzie historia o nas?

– Tak – na moment oderwała się od laptopa. – W innej rzeczywistości. W innym czasie. W innym kraju. Obsadzę to w Irlandii. Pomyślałam, że z ciebie zrobię kucharza i…

– Świetny pomysł – przerwał jej. – Mogę patrzeć?

– Chodź – zrobiła miejsce obok siebie.

Subaru spojrzał na nie i pojawił się tam fotel z jego domowego biura. Usiadł na nim i nachylił się.

Zaczął czytać…

Rozdział 1

Szedł z rękami w kieszeniach czarnej, skórzanej kurtki, słuchając muzyki z odtwarzacza schowanego w kieszeni czarnych dżinsów, które opinały jego długie, muskularne nogi. Choć kurtka była zapięta, nie maskowała jego szerokiej piersi i aury siły, która go otaczała – wręcz ją nasilała.

Czarne włosy, tak grube, że aż sztywne, były obcięte krótko, lecz nie za krótko, dzięki czemu nie wyglądały jak ulizane, lecz prezentowały się jak z pokazu mody. Co dziwne, nie nadawało mu to wyglądu doskonałego, próżnego modela, lecz zadbanego, nieokrzesanego pirata.

Zwłaszcza gdy zobaczyło się szelmowski błysk w jego błyszczącym, szafirowym wzroku. Wzroku, który przyprawiał o bicie serc każdą napotkaną kobietę. Od dziesięcioletniej dziewczynki, po starszą kobietę po siedemdziesiątce.

Jego chód przypominał krok czarnej pantery lub tygrysa, a drapieżność surowej, męskiej twarzy dodawała mu pazura. Przypominał prastarego celtyckiego wojownika, czarnego rycerza lub niebezpiecznego najemnika.

Jego spojrzenie jednak, mimo aparycji, było całkowicie obojętne, gdy szedł zatłoczoną ulicą irlandzkiego miasteczka. Jego wyciosana twarz o niebezpiecznych rysach, była spokojna i równie obojętna co oczy.

Patrzył przed siebie, pilnując się by nie zwracać na nikogo uwagi. Z doświadczenia wiedział, że wystarczy jedno nieuważne zerknięcie, by przyciągnąć na siebie uwagę. Czasami mu to pomagało. Ale zazwyczaj – nie.

Nienawidził tej uwagi jaką ludzie mu poświęcają.

Słuchał muzyki, by nie słyszeć ludzi dookoła – miał po dziurki w nosie plotek o nim, a także tych rozhisteryzowanych westchnień i prób kobiet, by go poderwać. W końcu to on był facetem prawda? To on powinien uderzać, gdy jakaś mu się spodoba.

Ale to – jak zauważył smętnie – nie zdarzyło się już dawno.

Kochał kobiety. Kochał je dotykać, smakować, czuć… Ale prawdą było to, że to już mu nie wystarczało. Miał trzydzieści lat – odpowiedni czas, by się ustatkować. Choć patrząc na niego, nikt nie odważył by się tego powiedzieć w obawie, że dostanie w zęby.

Westchnął lekko i wszedł po schodkach prowadzących do jego ulubionej kawiarni. Zobaczył, że kiosk jest otwarty i postanowił kupić gazetę – będzie co czytać przy sączeniu kawy.

Rozsiadł się przy stoliku, ulokowanym przy małym murku odgradzającym kawiarnię od ulicy i rozłożył gazetę.

Według najświeższych doniesień, jedna z najbardziej rozchwytywanych pisarek – Lina Kusakabe – zniknęła z niewyjaśnionych przyczyn. Mimo zaniepokojenia świata literackiego, po kraju pisarki krążą plotki, że autorka „Berła Białego Smoka” oraz wielu innych dzieł, po prostu wyniosła się ze swojego rodzinnego kraju w poszukiwaniu spokoju.

Według źródeł polskich dziennikarzy, autorka przechodziła załamanie nerwowe. Zdenerwowana rodzina najprawdopodobniej wysłała ją do miejsca, gdzie mogła odpocząć.

Pod spodem zobaczył zdjęcie autorki i aż uniósł brwi.

Choć zdjęcie było czarno-białe, kobieta była zachwycająca. Piękny uśmiech, długie jasne włosy poprzetykane ciemnymi pasmami, oraz te oczy – otoczone ciemnymi cieniami, duże i wyraziste. Niemal widział w nich jej duszę.

Śliczna. Do schrupania. Szkoda, że zniknęła. Najprawdopodobniej nie wytrzymała presji najbardziej rozchwytywanej pisarki. Nawet tu, w Irlandii, jej książki były hitami, sam miał wszystkie jej książki na półce w domu.

– Czym mogę służyć? – usłyszał przesłodzony, rozmarzony głos.

Zerknął w bok i zobaczył kelnerkę, która przyciskała tacę do piersi niczym kochanka, patrząc na niego z rozmarzeniem.

Jęknął w duchu.

– Kawę, czarną z cukrem – rzekł obojętnie, wracając do lektury.

– Oczywiście – westchnęła i ruszyła przesadnie kręcąc biodrami.

Nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem.

Wyciągnął czarną słuchawkę z ucha, potem drugą i wyłączył odtwarzacz. Od razu dobiegł go hałas ulicy i rozmowy przy stolikach.

Wrócił do gazety, ale coś wytrąciło go z równowagi. Zerknął w bok i oniemiał.

Bogini.

Przechodziła obok niego, właściwie widział tylko jej tył, ale to co zobaczył dosadnie przykuło jego uwagę. Zgrabne pośladki opięte jasnymi dżinsowymi spodniami, biała bluzeczka trzy-czwarte, i włosy… długie, ciemnoblond, związane czarną wstążką w warkocz sięgający połowy pleców. Słońce padające na nie wydobywało z nich złote błyski, rozjaśniając je do jasnego blondu.

Obserwował ją zafascynowany. Przystanęła parę stolików dalej i rozejrzała się, potem podeszła do murku i wychyliła się przez niego.

Zobaczył jej profil i stwierdził zaskoczony, że to jakaś nastolatka. Nastolatka mogła mieć tak powabną, krągłą pupę, być tak wysoką i tak… działać na niego?

Zmarkotniał. Cholera, kiedy coś zaczęło go kręcić, okazało się to być jakąś małolatą. Odbiło mu?

Wrócił do gazety rozczarowany. Nie jest pedofilem. A gapienie się na dzieci podchodzi pod tę kategorię.

Nie mógł jednak sobie tego odmówić i zerkał na nią.

Usiadła dwa stoliki przed nim, zwrócona w jego stronę. Rozglądała się zaciekawiona i przejechała po nim wzrokiem… Z obojętnością.

Zesztywniał. Ciągle się rozglądała, nie poświęciła mu większej uwagi niż ptaszkowi, który właśnie chodził między krzesłami. O co tu, do diabła, chodzi?

Mimowolnie zerknął na siebie. Nawet przejechał ręka po twarzy. Był ogolony – niczego nie miał na twarzy; ubranie w porządku. A więc dlaczego…

– Hej, mała!

I on i dziewczyna spojrzeli w kierunku głosu i zobaczyli wielkiego faceta o wyglądzie młodocianego playboya, jak puszcza jej oko.

Dziewczyna zakręciła oczami i odwróciła wzrok, patrząc w menu.

Playboy niezrażony zawołał jeszcze raz:

– Baby!

– Co pani podać? – do dziewczyny podeszła kelnerka, ta sama co obsługiwała naszego bohatera.

– Latte, poproszę – rzekła z uśmiechem i kelnerka odeszła.

Wtedy zobaczył, że miała w uszach zielone słuchawki. Wyciągnęła je i wyłączyła odtwarzacz.

Nagle pochwyciła jego wzrok. Zobaczył, jak unosi brwi, ale nie odwraca wzroku. Patrzyli na siebie przez chwilę, dopóki nie zakręciła oczami i postukała się w głowę, patrząc na niego z politowaniem.

Zamiast go to rozzłościć, czy zdumieć, zaciekawiło go to. Zdecydowanie nie zachowywała się jak małolata. A to jej ciało… Boże, zdecydowanie nie było to ciało dziecka. Choć biust mogła mieć odrobinę większy, to jej figura była bez zarzutu. Uwielbiał kobiety takie jak ona. Nie za duże, ani nie za małe. No i ten wzrost…

W tym momencie podeszła kelnerka z jej kawą. Kiedy postawiła ją i odeszła, dziewczyna wzięła łyżkę, nabrała trochę piany i włożyła do ust. Przekręciła ją w dół i wyjęła, przymykając oczy.

Jego wnętrzności zwariowały. Szybko wrócił do gazety.

Boże, jak mógł reagować pożądaniem na dziecko? Ale to ciało… Jezu, czy przez całe życie nie wiedział, że jest zboczeńcem?

– Hej, mała! – uniósł wzrok i zobaczył, że playboy najwyraźniej miał dość wołania i ruszył do ataku.

Stał oparty o jej stolik i patrzył na nią z góry.

– Mała, nie potrzebujesz towarzystwa? Z chęcią z tobą posiedzę i pokażę ci, jak przyjemne jest moje towarzystwo.

Dziewczyna uniosła brwi, oparła brodę o rękę i stwierdziła obojętnie:

– Wybacz chłopcze, ale nie szukam towarzystwa.

– Chłopcze? – zdumiała go, ale zaraz się otrząsnął i zaśmiał. – Och, kochaniutka, taka słodka, a mówi takie rzeczy. Pozwól tatusiowi się sobą zająć.

– Wybacz maleńki – uśmiechnęła się. – Ale mam tatusia. Znajdź sobie kogoś w swoim wieku.

Zbiła go z tropu. W tym momencie ktoś ścisnął go za ramię.

Boleśnie.

Jęknął i spojrzał w bok.

Nasz bohater miał dość tej gadki.

– Nie słyszałeś co mówiła? – rzekł łagodnie, przez co wydawał się jeszcze groźniejszy.

Playboy jęknął, gdy ucisk się zwiększył.

– Cholera jasna, puść – wyjęczał.

– Pójdziesz grzecznie i nie będziesz już pani niepokoił. Rozumiemy się?

Niemal krzyknął od siły nacisku.

– Tak – wydukał.

Puścił go i tamten odszedł pocierając ramię.

Czarnowłosy spojrzał na dziewczynę i przechylił głowę.

– Wszystko w porządku?

– Tak – odetchnęła. – Dzięki.

– Nie jesteś stąd prawda? – zapytał.

– Nie – przyznała z bladym uśmiechem. – Ale jak widać faceci wszędzie są tacy sami.

Usłyszeli gwizdy i zobaczyli, że paru facetów gapi się na nią lubieżnie.

Jęknęła i przewróciła oczami.

Znał to aż za dobrze.

– Mogę się dosiąść? – zapytał.

– Dosiąść? Po co?

Uśmiechnął się.

– Nie będą cię niepokoić.

– Och – zaskoczona tym miłym gestem powiedziała: – Dobrze.

Poszedł po swoją kawę i po chwili siedział naprzeciw niej. Gwizdy urwały się jak ręką odjął, gdy spojrzał groźnie na mężczyzn.

Popatrzyła na niego z uśmiechem.

– Groźny wygląd się przydaje – rzekła rozbawiona.

– Tak – przyznał, odwzajemniając uśmiech. – Ale to też czasami przekleństwo.

– Wolałabym wyglądać groźnie, niż tak jak teraz – odparła. – Przekleństwem jest wyglądać jak dzieciak.

– A ile masz lat?

– Zgadnij – uśmiechnęła się niewesoło. – Na pewno nie trafisz, a jak ci powiem, to nie uwierzysz.

Strzelił:

– Jesteś pełnoletnia.

Znów zakręciła oczami.

– Bravo Sherlocku. Zasłużyłeś na to, żeby nie dostać w zęby.

Zaśmiał się. Czyżby była starsza niż się wydaje? Na pewno była pełnoletnia, ale…

– Widzę, że temat wieku jest dla ciebie drażliwy.

– A dla ciebie by nie był, gdyby wszyscy brali cię za gimnazjalistkę?

– No cóż, nigdy nie byłem gimnazjalistką, więc nie wiem – rzekł śmiertelnie poważnie.

Zachichotała.

– To fakt. Strzelaj dalej. Ale ostrzegam, jeśli mnie wkurzysz, polecisz na księżyc.

Uśmiechnął się. Była naprawdę fascynująca. I taka odświeżająca po tych wszystkich kobietach, które się mu podlizują…

Jednak zmarkotniał, gdy zdał sobie sprawę, że tak czy siak nie może jej mieć. Nie mogła być starsza niż dwadzieścia lat. A on nie miał zamiaru startować do dziewczyny dziesięć lat młodszej, nawet jeśli była taka piękna i taka zabawna jak ona. Chociaż… Nie. Nie, i jeszcze raz nie.

– Nie możesz mieć więcej niż dwadzieścia – westchnął przygnębiony.

– Skąd to rozczarowanie? – zapytała.

Uznał to za odpowiedź twierdzącą.

Wzruszył ramionami i zajął się kawą.

– Spodobałam ci się, ale jestem dla ciebie za młoda – usłyszał rozbawiony głos.

Spojrzał na nią.

– Chłopie, ile ty masz lat? – zapytała go, nadal rozbawiona.

– Na pewno więcej niż ty. O wiele – odparł.

– Nie masz więcej niż trzydzieści – odparła.

– Zgadza się – wycedził. – Mam dokładnie trzydzieści.

– Ach – rozbawiona poruszyła brwiami. – Przestraszyłeś się prawda?

– Niby czego? – burknął.

– Że spodobał ci się dzieciak – odparła od razu.

– Może – przyznał szczerze.

Westchnęła nagle i wypiła łyka Latte. Po chwili znów zajęła się pianką, wyjadając ją łyżeczką. I znów wkładała ją do buzi, przekręcała i wyciągała powoli z rozmarzonym wzrokiem. Jego żołądek zacisnął się z pożądania.

Cholera.

– Znów to samo – mruknęła.

– To znaczy? – zapytał.

– Nie zrozumiesz – odparła.

– Sprawdź, a się przekonasz – rzekł z lekkim naciskiem.

– Dobra – nadal wyjadała piankę. – Wyobraź sobie, że już od jakiegoś czasu jesteś dorosłym osobnikiem, a masz twarz nastolatka. I przez to żadna dziewczyna nie zwraca na ciebie uwagi, bo myśli, że jesteś dzieckiem.

– Z tego co zauważyłem, faceci zwracają na ciebie uwagę.

– A zauważyłeś jacy? – odparła. – Albo dzieciaki, albo jakieś staruchy – przygnębiona wypiła kawę duszkiem i wstała. – Muszę zjeść loda.

– Je też poproszę – powiedział.

– Dobra – poszła zamówić dwa lody w pucharkach.

Gdy wróciła rzekła:

– Jak widzisz, jestem w absolutnie patowej sytuacji jeśli chodzi o facetów. Większość nie zwraca na mnie uwagi.

– Ja zwróciłem – odparł, poruszony jej przygnębieniem.

– Ale ciągle masz mnie za dzieciaka, prawda? Widzę to w twoich oczach. Myślisz, że masz skłonności pedofilskie. A prawda jest taka, że mam niewiele mniej od ciebie.

Niewiele…

– Więc masz więcej niż dwadzieścia? – zapytał.

Sięgnęła do torebki ze smutnym uśmiechem i podała mu dowód.

Jego serce skoczyło i zalała go ulga. Ulga i… nadzieja. Spojrzał na nią ze spokojem.

– Masz dwadzieścia sześć lat.

– Tak i zapewniam cię, że to nie jest podrabiany dowód.

– Państwa lody – usłyszeli rozmarzony głos.

Jęknął w duchu. To była ta sama kelnerka.

– Dziękujemy – odrzekła dziewczyna, doskonale widząc jego reakcję. – Dla mnie ten z czekoladą, dla mojego tygryska te kawowe – rzekła z uśmiechem.

Kelnerka wybałuszyła oczy.

Nasz bohater podjął grę.

– Dziękuję kochanie – powiedział głosem ciepłym niczym słońce. – Ty zawsze wiesz, co najbardziej lubię.

– A może zabierzesz mnie w ramach rekompensaty na spacer? – zapytała z uśmiechem chochlika.

– Z prawdziwą przyjemnością.

Kelnerka, oklapnięta niczym pęknięty balon, odeszła niepocieszona.

Czarnowłosy spojrzał na kobietę siedzącą przed nim i rzekł z wdzięcznością:

– Dziękuję.

– Nie ma sprawy – uśmiechnęła się.

Wzięła porcję lodów, włożyła do ust, i przekręciła tak jak w przypadku pianki od kawy.

Jęknął cicho i żar zalał jego podbrzusze.

– A tak właściwie – zaczął, starając się opanować. – Skąd wiedziałaś, że lubię lody kawowe?

– Zgadłam, patrząc na twoją kawę – idealnie czarną.

– Właściwie to z cukrem – odparł szczerze. – Ale nie mów nikomu.

Zachichotała.

– Ja też nie lubię czarnej kawy – wyznała.

– Pewnie jesteś miłośniczką mleczka – powiedział.

– Zgadłeś – rzekła zaskoczona. – Skąd wiesz?

– Ta Latte wszystko wyjaśniła – odparł. – A ty lubisz kawę tak ogólnie?

– Ubóstwiam – wyznała. – Każdy rodzaj, ale muszę mieć śmietankę.

– Wiesz, że to zabija smak kawy?

– Wiem, ale ja bardziej mogę się nim nacieszyć ze śmietanką – wyznała.

Zaśmiał się.

– Lubisz słodkie rzeczy – stwierdził.

– Tak, jestem fanką słodkości – wyznała. – Od dziecka.

– Wiesz, że to potęguje wrażenie twojego wyglądu?

– Nie jestem dzieckiem – burknęła.

– Wiem. I widzę – przyznał.

– Nie mów, że widzisz, bo nie widać – odparła zrezygnowana. – Żaden facet nie widzi.

– Ja widzę – odparł. – Nie zachowujesz się jak dziecko. Jesteś stanowczo za inteligentna.

– Dzięki – uśmiechnęła się ironicznie. – Bo inteligencja mi pomagała przez te wszystkie lata.

– Dlaczego mówisz, jakby to było coś złego? – zaciekawił się. – Teraz ze świecą szukać takich kobiet.

– Z taka twarzą? – zapytała. – Żaden facet się ze mną nie umówi, widząc jak wyglądam.

– Ja się z tobą umówię – rzekł do razu, nim się opanował.

– Dzięki, nie potrzebuję litości – odparła.

Zirytował się.

– To