Opis

Czy wilki potrafią mówić? – dotąd to pytanie nie zaprzątało głowy żadnemu z bohaterów opowieści. Jednak zobaczyć ogromne wilki i do tego mówiące niczym ludzie? To wystarczy, żeby zachwiać światem niejednej osoby.

Dlaczego przywódca wilków wydaje jej się znajomy? – to pytanie zadała sobie główna bohaterka powieści – Lina, która do tej pory widziała tylko jednego. Tego w swojej głowie – przywódcę Wilków, które potrafią zmieniać postać.

I o co chodzi z tym facetem? – zastanawiała się, poznając czarnowłosego, i szafirookiego Subaru. Oboje zostali wezwani do tego świata – świata Wilków. Tylko co się z tym facetem działo? Walczył jak rasowy rycerz, do tego czasem jego oczy zmieniały się… i były tak gorące i pragnące, że Lina nie potrafiła pozostać na niego obojętna. Lecz czy była przy nim bezpieczna, kiedy jego wilcza natura zaczęła przejmować nad nim kontrolę? I czy była w stanie oprzeć się jego delikatnej, a zarazem, dzikiej stronie?

Dragona Rock – zwyczajna, dwudziestoparoletnia kobieta, która zadebiutowała powieścią „Odnaleziona odwaga”. Od najmłodszych lat zainteresowana magią – zarówno tą mistyczną, jak i tą, która tworzy się gdy dwie osoby spotykają się po raz pierwszy i czują „to coś”. Wielbicielka psów i kawy z mlekiem. Bibliofilka, która każdą lubianą książkę najchętniej widziałaby na swojej półce. Zaczynała od pisania wierszy w szkole – teraz jednak skupiona na pisaniu książek o magii i miłości, którą każda kobieta chciałaby przeżyć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 94

lub

Dragona Rock

Głos wilka

Copyright © by Karolina Janik; 2015 Copyright © Wydawnictwo Witanet; 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone

Skład tekstu oraz pro­jekt okład­ki: Ryszard Maksym Fotografie na okładce: © by http://www.wallpowper.com © by Irina Okuneva - Fotolia

ISBN: 978-83-64343-50-6

Wydawca:

Wydawnictwo WITANET tel.: #48 601 35 66 [email protected]

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Książka ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w jakikolwiek inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

Skład wersji elektronicznej:

Prolog

– Jak tam prace nad książką? – zapytał Subaru, gdy Lina uniosła wzrok znad klawiatury.

– Właśnie ją piszę. – wyznała.

– Żartujesz… – podszedł do niej szybko. – O czym to będzie? Może…

– No cóż, to jest historia o nas… ale obsadziłam nas inaczej. Wiesz, mam tyle pomysłów by pisać o naszej dwójce.

– To znaczy? – spojrzał zaintrygowany.

– No cóż, w tej historii umieściłam Wolthanga i… – zamilkła i nagle spojrzała chytrze z uśmiechem chochlika. – Czytaj, a zobaczysz.

Spojrzał na zegarek. Nie zastanawiając się odparł:

– Z chęcią. Chyba się wyrobię w trzy godziny?

– Nie wiem. – rzekła tajemniczo.

– Wstręciucha. – pocałował ją w skroń, przysunął sobie krzesło i zagłębił w jej drugiej historii…

– Wiesz, – przerwał na chwilę. – jeśli to będzie podobne choć trochę do „Berła”…

– Czytaj, a się dowiesz. – powiedziała tylko.

Wzruszył ramionami i zaczął od początku.

„Zebrali się w parku, w czasie gdy zegar zbliżał się do godziny siódmej wieczorem…”.

Rozdział 1

Zebrali się w parku, w czasie gdy zegar zbliżał się do godziny siódmej wieczorem. Jeden z nich wziął gitarę, drugi przenośne radio i w piątkę rozsiedli się na ławce.

Patrząc na nich można było pomyśleć dwie rzeczy. Pierwsza: Co za przystojniaki! Druga: Lepiej do nich nie podchodzić.

Bo faktycznie tak wyglądali.

Jeden z nich – ten, który wziął gitarę – miał piaskowo blond włosy, postawione do góry i piękne, zielono–niebieskie oczy osadzone w szlachetnej twarzy, która trochę przypominała twarz arystokraty z czasów średniowiecza.

Drugi – ten z radiem – miał krótkie, kręcone, brązowe włosy i serdeczną twarz, w której błyszczały śliczne, ciepłe, czekoladowe oczy.

Trzeci – najniższy z grupy gigantów – miał krótkie czarne włosy i kocie, złotawe oczy, w lekko podłużnej twarzy przywodzącej na myśl elfa.

Czwarty – zbudowany niczym gladiator – swe długie do ramion, wręcz granatowe włosy, miał zaczesane do tyłu, by odsłonić ostro rzeźbioną, śniadą twarz o regularnych rysach, odziedziczoną po przodkach Hiszpanach.

Jednak to piąty – mimo zachwycającego i niebezpiecznego wyglądu całej czwórki – wyglądał najgroźniej.

Prawie dwumetrowy, o szerokich ramionach i muskularnej, lecz nie przesadnej prezencji przypominał wyglądem czarną panterę. Kiedy się poruszał, wokół niego wibrował spokój i wdzięk. Jego krótkie, proste, sztywne i niewiarygodnie gęste czarne włosy, według wielu ludzi wołały o strzyżenie, lecz kobiety, które widziały tą grzywę, z zazdrości zaciskały zęby.

Jego twarz promieniała surową siłą – ostro zarysowane kości policzkowe, wydatne, skore do uśmiechu usta z pełniejszą dolną wargą i oczy głębokie niczym morze, o kolorze niesamowitego, kobaltowego błękitu, które zmieniały barwę po granat, gdy wściekłość gościła w jego sercu, i szafir, gdy mocne, niewiarygodnie silne emocje szalały w jego ciele. Była to twarz wojownika – silnego i bezwzględnego.

I bezsprzecznie pięknego.

Mężczyzna o blond włosach zaczął grać na gitarze. Wpierw jeden z jego towarzyszy zaczął śpiewać, potem drugi. W końcu cała piątka wzięła we władanie park, śpiewając niczym dzikie, nieprzejednane anioły.

Ludzie zebrali się wokół nich, pogwizdując do rytmu, klaszcząc i dołączając do śpiewu. Dzieci, zachwycone występem, tańczyły z rodzicami.

Kiedy była przerwa po pierwszej piosence, Subaru rozejrzał się po tłumie z uśmiechem.

Uwielbiał śpiewać. Miał to szczęście, że jego przyjaciele podzielali jego pasję.

Napotkał wzrok kilku kobiet, które uśmiechnęły się do niego seksownie. Zlekceważył je, udając, że tego nie zauważył. Nie napotkał w ich wzroku niczego poza kokieterią i uznaniem, a naoglądał się w swym dwudziestoośmioletnim życiu masę takich spojrzeń.

Nim obrócił się do swego przyjaciela Reya, spostrzegł głodny wzrok seksownej kobiety o burzy purpurowych włosów.

No nie. Znowu ona. Ta kobieta nie wiedziała kiedy się poddać.

Spotkał ją po raz pierwszy tydzień temu, gdy był z przyjaciółmi w kręgielni. Zaczepiła go gdy wychodził z łazienki. Jasno dała mu do zrozumienia, że jeśli postawi jej drinka, zgarnie całą pulę.

Spojrzał wtedy tylko na nią obojętnie i wrócił do przyjaciół.

Wiele było takich sytuacji w jego życiu. Wiedział, że jego wygląd przyciąga kobiety – zwłaszcza ta cholerna twarz anioła piekieł. Miał tego serdecznie dość. Jak facet, który szuka dla siebie towarzyszki na całe życie, ma odnaleźć dla siebie kobietę, kiedy wszystkie zainteresowane panie chcą go tylko zobaczyć w swoim łóżku, a nie życiu? Gdyby miał inny charakter, byłby zachwycony, ale za dużo miał w swoich żyłach genów ojca, który mimo że był z wyglądu twardzielem, w środku był ciepły niczym słońce. Geny matki też wiele mu dały, gdyż tak jak ona, cenił sobie przywiązanie i więzi między ludźmi.

Westchnął w duchu i skupił się na śpiewaniu.

Szła parkiem, kiedy nagle usłyszała muzykę. Jej siostra, jedenastoletnia Will, powiedziała:

– Słyszycie? Ktoś śpiewa.

– I to bardzo ładnie. – zawyrokowała ich matka, Liliana. – Może chodźmy zobaczyć.

– Ja jestem za. – stwierdził ojciec, Kris.

Will złapała siostrę za rękę i pociągnęła.

– Lina, chodź.

– Dobra, dobra. – mruknęła. – Idziemy.

Mimo obojętności chciała zobaczyć właścicieli głosów.

Kiedy skręcili ku obrzeżnej promenadzie parku, zobaczyli tłum ludzi tańczących do wtóru śpiewu piątki mężczyzn siedzących na ławce.

Will zaśmiała się i pognała ku małej grupce, która stała przed mężczyznami i klaskała.

Lina bez zastanowienia podeszła tam i stanęła za Will. Objęła ją za szyję i położyła brodę na jej głowie. Zachwycona nie wiedziała gdzie podziać oczy. W życiu nie widziała równie przystojnych facetów.

Choć każdy był zupełnie inny, widać było, że to zgrana grupa. Wszyscy byli mocarnie zbudowani, a wokół nich czuć było rozgorączkowaną energię. Porwali zachwycony tłum swymi głosami.

Jej wzrok spoczął na mężczyźnie siedzącym na środku ławki. Boże… co za ciacho. Był po prostu piękny.

Czarne włosy, śniada, rycerska twarz, długie czarne rzęsy. Ciekawa była, jakie ma oczy.

Puściła Will i ruszyła bardziej na środek – czuła irracjonalną potrzebę zobaczenia jego oczu.

Nagle spojrzał prosto na nią. Ich wzrok się spotkał, a jej serce zadrżało. Niebieskie. Piękne, niebieskie oczy, niczym niebo, lecz odrobinę ciemniejsze – piękne i ciepłe.

Nie spuszczał z niej wzroku, a ona nagle oblała się rumieńcem i odwróciła wzrok. Zachowywała się jak małolata. Jak cholerny dzieciak.

Weź się w garść dziewczyno.

Znów spojrzała na niego i odkryła, że nadal uważnie na nią patrzy. Zmusiła się, by wytrzymać ten wzrok, ale zaraz znów poczuła falę rumieńców na twarzy i odwróciła wzrok, zasłaniając policzki.

Mężczyzna uśmiechnął się leniwie.

A ona przepadła.

– Lina, co ci jest? – zapytała Will, wyrywając ją z opresji.

– Co? A nic. – powiedziała lekko piskliwym tonem.

Will zauważyła, że jeden z mężczyzn na nie patrzy.

– Tamten przystojniak się na ciebie gapi. – szepnęła. – Chyba mu się podobasz.

– Mało prawdopodobne. – wymamrotała, nagle przybita. – Ty jak chcesz to oglądaj, ja idę pozaglądać przez barierkę.

– Okej.

Lina po raz ostatni zerknęła na mężczyznę i odeszła.

Subaru nie mógł oderwać wzroku. W życiu nie widział takiej dziewczyny. Nigdy nie widział kobiety z tak zachwycającym ciałem – była spełnieniem jego fantazji.

Nigdy nie lubił chudych kobiet. Tak jak ojciec, uwielbiał kobiety o pełnych biodrach, które można było porządnie złapać i przytulić nie bojąc się, że się je zgniecie. A ta dziewczyna…

Górowała wzrostem nad większością zebranych w kółko kobiet – musiała mieć jakieś metr siedemdziesiąt. Była nie za duża, ani nie mała – wyobrażał sobie, jakby to było przytulić to miękkie, ciepłe ciało.

Kiedy spojrzał na jej twarz, zachwyt zmienił się w zdumienie.

Nie mogła mieć więcej niż osiemnaście lat.

Cholera.

Spojrzał jej w oczy, bo nie mógł opanować tego odruchu. Nie widział dobrze ich koloru, lecz jej spojrzenie wprawiło go w osłupienie.

To nie był wzrok, który zawsze widywał. W jej oczach, nawet mimo odległości, dostrzegł ciepło i zdumienie. Patrzyła na niego, a na jej lekko zaokrąglonych policzkach pojawił się rumieniec, na który uśmiechnął się, czym wprawił ją w jeszcze większe zawstydzenie.

Był zachwycony.

Nawet jak zaczepiła ją dziewczynka o prawie głowę niższa, nie mógł oderwać od niej wzroku.

– Kogo tak pożerasz wzrokiem? – usłyszał szept swego przyjaciela Sunna.

– Tamtą blondynkę. – odparł.

Sunny przyjrzał się dziewczynie.

– Ona nie może mieć więcej niż osiemnastkę. Nie wiedziałem, że gustujesz w małolatach.

– Spójrz na jej ciało, – odparł tylko. – to zrozumiesz.

Sunny przyjrzał się.

– No tak. – zaśmiał się lekko. – Twój typ. Ale muszę przyznać, że jest w niej coś intrygującego. Masz zamiar spytać ją o numer?

Subaru westchnął.

– Chciałbym, ale to jeszcze dziecko. – mimo swoich słów, miał wrażenie, że jednak tak nie jest.

– Twój wybór.

Subaru patrzył z bijącym sercem, jak dziewczyna odchodzi. Co robić?

Lina oparła się o poręcz, patrząc niewidzącym wzrokiem w dół na miasto. Zaraz jednak spojrzała na zachodzące słonce.

Miała wrażenie, jakby pulsowało. Niemal słyszała bicie uderzeń każdej sekundy, która zbliżała się do… czego? Znów ponosiła ją wyobraźnia.

Słońce chowało się za horyzont, a ona patrzyła na to oczarowana. W momencie, gdy schowało się za linią miasta, ujrzała błysk i ziemia zatrzęsła się w posadach. Rozległy się krzyki, a ona poleciała do tyłu. Ktoś złapał ją i schował jej twarz w swoją pierś, zmusił ją, by usiedli na ziemi.

W panice myślała o rodzinie. Czy są bezpieczni?

Poczuła silny podmuch wiatru, miała wrażenie, że wszystko się rusza. Usłyszała nad sobą cichy głos:

– Nie bój się, trzymam cię.

O dziwo, mimo że nie znała tego głosu, uspokoiła się. Wtuliła się w silną pierś i czekała, aż skończy się ten horror.

Nikt się nie spodziewał, że stanie się to, co się stało.

Rozdział 2

Drżenie ustało, świat się uspokoił. Lina otworzyła oczy i wzięła głęboki oddech. Serce kołatało jej niebezpiecznie. I to nie tylko z powodu tego dziwnego trzęsienia ziemi. Tulące ją ramiona była więcej niż silne, były… zaborcze.

– Wszystko w porządku? – usłyszała znów ten głęboki głos z pewną dozą miękkości.

– Tak… – odparła, próbując się odsunąć, by spojrzeć kim jest mężczyzna, który zasłonił ją własnym ciałem. – Tak, wszystko w porządku.

Udało jej się odsunąć, lecz mężczyzna nadal trzymał ją mocno. Zobaczyła niebieskie oczy i twarz czarnego rycerza.

– Na pewno? – zapytał Subaru.

Patrzył na nią tak intensywnie i z taką troską, że znów poczuła zdradziecki rumieniec wypełzający na policzki.

– Tak – rzekła piskliwie.

Uśmiechnął sie leniwie.

– To dobrze… – jego słowa przerwały zdumione głosy:

– Co to ma być?

– Gdzie my jesteśmy?

Subaru i Lina w końcu zobaczyli co się stało.

Tam gdzie byli, gdzie siedzieli, wszystko wyglądało normalnie, lecz za barierką…

Za barierką rozciągały się drzewa. Niektórzy ludzie podeszli tam, by zobaczyć, o co tu chodzi.

– Co to ma być?! – krzyknęła jakaś kobieta.

Subaru wstał, ciągnąc Linę za sobą.

– O co tu chodzi? – zapytał.

Rozejrzała się.

– Wygląda to tak, jakby cały park przeniósł się gdzie indziej. – powiedziała.

– Lina!

Z ulgą ujrzała swoją rodzinę. Will podbiegła i uściskała ją mocno.

– Linuś, nic ci nie jest?

– Nie, a tobie? – odgarnęła jej włosy z twarzy. – Wszystko okej? A mama i tata?

– Nic nam nie jest. – Liliana przytuliła ją mocno. – Martwiłam się o ciebie.

– Ktoś mnie zasłonił. – powiedziała.

Cała czwórka spojrzała na Subaru.

– Dziękuję. – Kris wyciągnął do niego rękę.

– Nie ma za co. – uścisnął ją. – To była przyjemność.

Spojrzał Linie w oczy.

Zielono-brązowe. – skonstatował. – Piękne niczym kora i liście drzew. Ukryte za okularami w prostokątnej, czarnej oprawce.

Tymczasem Kris spojrzał na niego podejrzliwie.

– Przyjemność?

Dostrzegł spojrzenie córki. I wzniósł oczy do nieba.

– Ja chyba…

– Kris – wtrąciła Liliana, widząc doskonale wzrok tej dwójki.

Lina wyrwała się z hipnotycznego niebieskiego wzroku i poszła w stronę barierki.

– Lina, nie podchodź tam. – powiedział Kris.

– Daj spokój. – odparła i wyjrzała za balustradę.

Rozciągała się za nim łąka z pojedynczymi drzewami. Wszyscy byli oszołomieni, dzieci płakały ze strachu. Nikt nie wiedział gdzie byli, ani co się stało.

– Chcę do domu! Natychmiast! – piekliła się jakaś kobieta przy poręczy, o purpurowych, wijących się włosach. – Co to, kurna, ma być!

– Hej, kobieto, wszyscy jesteśmy zdenerwowani, nie musisz się drzeć, straszysz dzieci. – odezwał się jakiś starszy mężczyzna.

– Pocałuj mnie w dupę. – warknęła tylko i nagle spostrzegła, że Lina patrzy na nią krzywo. – Co się gapisz gówniaro?

Lina wyszczerzyła zęby z wściekłości, a jej wzrok zaczął miotać błyskawice.

– Słuchaj paniusiu, lepiej naucz się manier, bo ktoś w końcu tak ci przyleje, że się nie pozbierasz z podłogi.

Kobieta prychnęła i podeszła do niej. Zaskoczona zobaczyła, że są tego samego wzrostu. To jednak nie przeszkodziło jej w drwinach.

– Proszę, proszę. Małolata umie odszczeknąć. Słuchaj dzieciaku, może wrócisz do mamusi, żeby zmieniła ci pieluchy?

Lina uśmiechnęła się zimno.

– Lepiej