Zamknij oczy - Adam Szustak OP - ebook

Zamknij oczy ebook

Adam Szustak OP

4,5

Opis

Adam Szustak OP przeprowadzi Cię przez drogę, dzięki której zatrzymasz hałas świata i poszukasz odpowiedzi na najważniejsze pytania w głębi siebie. Wreszcie usłyszysz siebie i Tego, który mówi ciszej niż powiadomienia. 

Poznaj biblijnego Samsona – człowieka, który odważnie podążał za swoimi najgłębszymi pragnieniami i mimo nieokiełznanych emocji oraz uwikłań, zasmakował prawdziwej wolności w Bogu, zwycięzcy każdej śmierci.

Przeczytaj książkę „Zamknij oczy”! Wejdź na drogę ku wewnętrznej sile, pokonywaniu słabości i odnajdywaniu sensu życia.

 

Bóg stworzył nas jako wolnych ludzi, przed którymi rozciągają się wspaniałe perspektywy. Jednak coś po drodze poszło nie tak. Spotykają nas różne nieszczęścia i gdzieś to pierwotne szczęście nam się rozmywa. Ale wcale tak nie musi być! 

Możemy rozpoznać w sobie mechanizmy, które nas blokują. Rozpoznać je odpowiednio wcześnie i zacząć im przeciwdziałać, bo to one nie pozwalają nam żyć pełnią życia.

Książka „Zamknij oczy” to zaproszenie do podjęcia próby zbadania samego siebie i pójścia drogą – od uzależniania się, wchodzenia w tysiące pragnień, różnorodnych przyzwyczajeń i impulsów do wolności oraz szczęścia.

 

 

CZEGO KONKRETNIE DOWIESZ SIĘ Z KSIĄŻKI?

  • Poznasz 4 etapy wychodzenia z różnorodnych przywiązań i nawyków
  • Zrozumiesz pętlę nawyku i nauczysz się z niej wychodzić
  • Odkryjesz, dlaczego popełniasz wciąż te same błędy i zaczniesz sobie z tym radzić
  • Przeczytasz o kluczowym mechanizmie w kwestii nawrócenia
  • Otrzymasz ćwiczenia, dzięki którym lepiej poznasz siebie, zrozumiesz swoją sytuację i zaczniesz działać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 138

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (122 oceny)
80
30
10
2
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Goha67

Nie oderwiesz się od lektury

Mogłabym wiele napisać po tym jak przeczytałam ta książkę Ale najbardziej zazdroszczę (oczywiście po Bożemu i chwała Bogu)za dar odczytywania i przedstawiania Starego i Nowego Testamentu Polecam wszystkim którzy chcą popracować nad sobą i zobaczyć jacy są naprawdę i jak widzi ich Bóg
10
Itka81

Nie oderwiesz się od lektury

Duża mądrość, która daje szansę na wgląd w siebie. Dziękuję.
10
rudamaria

Nie oderwiesz się od lektury

Chyba najlepsza książka Szustaka. Może trochę za dużo streszczania zacytowanych już fragmentów, ale bardzo przemówił do mnie tak przystępny wykład psychologii w służbie samodoskonalenia i wiary:) Serdeczne dzięki!
00
AdaBad

Nie oderwiesz się od lektury

Rzeczywiście każdego droga opisana jest w Biblii, a dzięki O.Adamowi choć w części mogę poznać symbolikę i treść,której nigdy nie umiałam pojąć.
00
Agnieszka369

Nie oderwiesz się od lektury

Ojciec Adam jak zawsze daje "popalić ". Prostym, szczerym językiem dociera do najgłębszych zakamarków nas samych. Na mnie to działa, it to nie pierwszy raz. Polecam również inne książki o. Adama, ale i inne formy kontaktu z tym wyjątkowym Dominikaninem.
00



a { color: inherit; /* przejmie kolor z otaczającego tekstu */ text-decoration: none; /* usuwa podkreślenie */ }

Spis treści

Od Autora

Wstęp. Wokół Biblii

Część I. Manoach i jego żona

To jest twoja historia

Samson – Słoneczko

Otwarte oczy

Oszukujecie się

Gniew Samsona

Część II. Siła nawyku

Pętla i pragnienie

Przejrzyj swoje życie

Nie usuniesz nałogu

Podmień środek

Część III. Rozerwany lew

Śmiertelne znużenie

Trzy związania

Zamknij oczy!

O Autorze

Jestem Legendą

OD AUTORA

Nie chodź na rynek, wejdź w siebie,

we wnętrzu człowieka mieszka prawda.

św. Augustyn z Hippony

1.

Nie wiem, czy masz podobnie, ale jednym z moich ulubionych zajęć jest wpatrywanie się w rozgwieżdżone nocne niebo. Najlepiej w miejscu, do którego nie docierają światła miasta, gdzie żadne inne światło nie przyćmiewa blasku bijącego od roziskrzonego nieboskłonu. I najlepiej leżąc na miękkiej trawie w wysokich górach. Takie noce, kiedy chmury nie przysłaniają nieba, kiedy jest ciepło i nie ma się na głowie żadnych pilnych spraw, zdarzają się bardzo rzadko, ale ich wspomnienie zostaje mi w pamięci na długo. Ja mógłbym tak leżeć godzinami, przesuwając wzrokiem od gwiazdy do gwiazdy, od jednego skupiska świateł do następnego, przez wielkie wozy, panny i inne koziorożce, aż po polarne krańce świecących punktów. Najbardziej zaś lubię przesuwać wzrokiem w głąb, zanurzając oczy coraz dalej i dalej, aż lekko kręci mi się w głowie i muszę wracać do jakiegoś punktu zaczepienia, od którego znów mogę odbić się dalej, w nieskończoność. Coś nieodparcie ciągnie mnie w tamtą stronę, w niezbadaną dal, ciągnie tak mocno, że trudno oderwać się od patrzenia i gdyby noc się nie kończyła dniem, mógłbym tak leżeć latami. Kiedy długo wpatruję się w takie niebo, zazwyczaj zaczynam zadawać lekko śmieszne, czyli tzw. fundamentalne pytania. Co tam jest? Czy jest jakiś koniec? Co by było, gdyby polecieć tam aż na krańce, jeśli takie w ogóle istnieją? I co jest za nimi? Co to znaczy nieskończoność? Jednej z takich nocy nawet ukułem dowód na nieistnienie poza Ziemią życia we wszechświecie, dowód, który nazwałem wyrażeniem „z rozrzutności Bożej”. Otóż, jeśli popatrzymy na zwyczaje Boga działającego w historii, okaże się, że jest On zawsze nieproporcjonalnie hojny, żeby nie powiedzieć – rozrzutny w obdarowywaniu człowieka. Zawsze daje więcej, nieskończenie więcej, niż bylibyśmy w stanie wymyślić. Jeśli więc taka jest stała cecha Boga, to nie godzi się, żeby podarował ten ogromny wszechświat komuś innemu poza nami – gdyby chciał tak zrobić, stworzyłby inny wszechświat, równie wspaniały. Jego hojność sprawia, że ten świat jest tylko dla nas. Tak rozrzutny jest Bóg. Jak widać, w takich momentach nie wspinam się na wyżyny intelektualnej sprawności i błyskotliwości. Nie przejmując się tym zupełnie, przyznaję, że w takim wpatrywaniu się w gwiazdy najbardziej lubię efekt, który powstaje, kiedy po długim patrzeniu wreszcie zamknie się powieki. Oczy, przyzwyczajone do oświetlających je punktów, odbijają gwiazdy na wewnętrznej stronie powiek, jakby w głowie istniało moje własne, wewnętrzne nocne niebo. Kiedy ruszam gałkami ocznymi pod zamkniętymi powiekami, ten wewnętrzny kosmos porusza się razem ze mną, trochę ospale, jakby nie mógł nadążyć za szybkością oczu, które pędzą nie wiadomo dokąd.

Po co ten długi i nudny wstęp? Żebyś zamknął oczy. Największe tajemnice, najważniejsze prawdy, odpowiedzi na wszystkie nurtujące cię pytania i wyjaśnienie odwiecznych niewiadomych zaczynają się właśnie od zamknięcia oczu. Można przemierzyć cały świat albo – gdyby się dało – cały wszechświat, można pogadać z niewiarygodną liczbą ludzi albo – gdyby się dało – nawet ze wszystkimi, i choć w ten sposób można poznać mnóstwo ciekawych rzeczy i nasłuchać się niesamowitych opowieści, to i tak nie zaspokoi to największych pragnień i nie da odpowiedzi na najważniejsze pytania. Ta droga ukojenia zaczyna się dopiero wtedy, kiedy zamkniesz oczy i spojrzysz dokładnie w przeciwnym do zewnętrznego kierunku. I bynajmniej nie jest to patrzenie na samego siebie.

2.

Na co zatem patrzeć? Można się tego nauczyć tylko od jednego Mistrza – od Jezusa. W wielu miejscach Ewangelii można znaleźć ślady niezwykłej relacji Pana Jezusa z Bogiem Ojcem (a podążając w ten sposób za słowem Bożym, można stworzyć fantastyczną ścieżkę czytania Biblii). Trzeba być jednak uważnym czytelnikiem, żeby ich nie przegapić. Pan Jezus mówi o Ojcu bardzo oszczędnie, nie podaje wielu szczegółów, jakby nie chciał zdradzać tajemnicy, jakby nie chciał pokazywać publicznie zbyt wiele, wystawiając tym samym tę niezwykłą relację na drwiny, mylne osądy czy zwykłą ludzką głupotę. Tak jest chyba z każdą bliską, intymną relacją. Nie sposób o niej zbyt wylewnie opowiadać, bo coś człowieka powstrzymuje przed takim ekshibicjonizmem.

droga ukojenia zaczyna się dopiero wtedy, kiedy zamkniesz oczy i spojrzysz dokładnie w przeciwnym do zewnętrznego kierunku. I bynajmniej nie jest to patrzenie na samego siebie.

Adam

Szustak OP

Mimo to w Ewangelii można odnaleźć wypowiedzi, w których Jezus mówi, co usłyszał od Ojca i czego się od Niego nauczył. Dzieje się tak wtedy, gdy Jezus powołuje się na jakiś specjalny, niedostępny dla innych sposób bycia z Ojcem, na intymną więź, która Go z Nim łączy. I chociaż bardzo często można odnieść wrażenie, że mówi o czasach sprzed Wcielenia, kiedy przebywali razem w łonie Trójcy, to Pan Jezus prawdopodobnie ma też na myśli te wszystkie fascynujące noce, które spędził na modlitwie. Wtedy, gdy odchodził na bok sam, bez uczniów, po to, by wsłuchiwać się w głos swojego Ojca. Trochę tak, jakby wracał na chwilę do domu. Lubię wyobrażać sobie, jak musiał wyglądać rano, gdy po takiej nocy przychodził do uczniów. Co musiało być w Jego oczach i na Jego twarzy? Jak widzieli Go wtedy uczniowie? Czy udawało im się rozpoznać i odczytać coś z blasku tych nocnych spotkań? Przypuszczam, że zawsze wyglądał trochę dziwnie, jakby wracał z bardzo daleka – i nawet nie chodzi o to, że był niewyspany czy zmęczony długim czuwaniem. Może za każdym razem musiał jakby na nowo przyzwyczajać się do tego świata, do bycia człowiekiem, do funkcjonowania po ludzku. Może to było tak, jakby za każdym razem na nowo się wcielał…

Musiała też istnieć ogromna dysproporcja między Nim, pełnym Ojcowskiej obecności, rozświetlonym wpatrywaniem się w oblicze Ojca, a uczniami, którzy pewnie wyglądali tak, jak mówi Izajasz – jak ludzie z ciemności, którzy przychodzą z północy i z zachodu (por. Iz 49,12). On był z południa, gdzie jest ciepło. On był ze wschodu, gdzie jest słońce. Oni pochodzili z zimna i braku światła, bo tym w języku biblijnym symbolicznie są północ i zachód. Myślę, że wtedy w uczniach budziła się ogromna tęsknota za tym, co widzieli na twarzy Pana Jezusa. Może, drżąc z zimna, myśleli o cieple bijącym od Niego, w swojej wewnętrznej ciemności mrużyli oczy przed Jego blaskiem. Na pewno pragnęli spotkać się z Tym, z którym On przebywał.

A gdzie spotykał Go Jezus? Na pewno nie patrzył w gwiazdy, nie patrzył w niebo, choć – jak przypuszczam – z pewnością był nimi niesłychanie zachwycony, w końcu to dzieła Jego Ojca. Te nocne rozmowy Jezusa musiały być niezwykłym, bo nieobarczonym żadnymi przeszkodami, grzechami i kłamstwami spojrzeniem w głąb siebie, zgłębianiem do samego dna tego, kim był. Bo Ojciec zawsze był z Nim jedno. Jezus pewnie zamykał oczy i dawał głębokiego nura w swoje JA, które okazywało się jednocześnie TY Ojca. Tak długo i intensywnie przebywał w sobie, że później, kiedy spotykali Go ludzie, to jedno Jego spojrzenie ocalało, uzdrawiało i zbawiało.

3.

Jeśli chcesz się tego wszystkiego nauczyć od Jezusa, musisz zrobić dokładnie to, co On. Zamknąć oczy i popatrzeć głęboko w swoje wnętrze. Oderwać uwagę od wszystkiego, co na zewnątrz, co wydaje się pociągające, a co – doskonale o tym wiesz – nie może w żaden sposób cię wypełnić, zaspokoić, dać satysfakcji ani poczucia pełni. Musisz oderwać uwagę nie tylko od rzeczy, świata i doznań, ale przede wszystkim od ludzi, w których ciągle szukasz wypełnienia. Ludzi, których kurczowo się trzymasz albo za którymi tęsknisz, jakby byli zdolni dać ci to, czego ciągle ci brakuje. Zamknij wreszcie oczy i długo, naprawdę długo ich nie otwieraj.

Oczywiście pierwsze, co po chwili poczujesz, co „zobaczą” twoje zamknięte oczy, to pustka i przerażenie. Bo za zamkniętymi oczami nic się nie czai, nic się nie kryje, nie objawia się zaraz jakaś olśniewająca pełnia. Jest pustka, poczucie bezsensu i znużenia oraz coraz bardziej nasilające się poczucie, że koniecznie trzeba otworzyć oczy, czymś się zająć, czymkolwiek wypełnić tę pustkę, żeby tylko nie trwać w tym „niczym” schowanym za powiekami. Nie daj się temu zwieść, nie odpuszczaj, nie otwieraj nawet minimalnie oczu. Niech pozostaną zamknięte, niech nie znajdują żadnego punktu oparcia ani fundamentu. Zamknij oczy i długo ich nie otwieraj.

Jeśli będziesz wytrwały, jeśli nie ulegniesz tej pokusie, jeśli nie zajmiesz swoich oczu jakimś wypełnieniem, w końcu – nie oszukujmy się, po długim czasie – zaczniesz dostrzegać w sobie niezwykłego i niespodziewanego Mieszkańca. On nie mieszka w niebie, nie mieszka poza wszechświatem, w ogóle nigdzie nie mieszka – jest w tobie, to Jego jedyne mieszkanie. Możesz Go znaleźć tylko na dnie swojego serca, swojej tożsamości, tam, gdzie pustka twojego JA staje się już nieznośnie przerażająca swoją marnością i bezproduktywnością. Nagle zobaczysz Go tuż za tą granicą – Jego trwającego tam od zawsze, czekającego na ciebie. Bo „Bóg jest duchem” (J 4,24), jak pisze św. Jan, i tylko głęboko we własnym duchu można Go spotkać. Ale żeby tego doświadczyć, trzeba zamknąć oczy.

Gdy zaś już się spotkacie, On zacznie ci opowiadać o tobie. Zacznie odpowiadać na wszystkie pytania, które w sobie nosisz, zaspokajać wszelkie tęsknoty, które cię gnębią, oraz wypełniać sobą wszelką pustkę, która w tobie zalega. Jeśli doświadczasz duchowego albo emocjonalnego zimna, jeśli siedzisz w ciemnościach, jeśli czujesz, że nawet twoja matka o tobie zapomniała (por. Iz 49,15) – wyciągną się do ciebie ciepłe i świetliste ramiona Ojca. I jednocześnie nie wyobrażając sobie, że mógłbyś to miejsce opuścić, koniecznie będziesz chciał otworzyć oczy, bo cały świat wyda ci się inny, każdy człowiek będzie jakby zupełnie nowy, wszystko, co znałeś do tej pory, objawi się niespodziewanie w zaskakująco nowym świetle. Wtedy twoje oczy będą szeroko otwarte, choć już nigdy nie przestaną być zamknięte.

Więc jedyne, co musisz zrobić, aby wyruszyć w tę najbardziej niezwykłą drogę świata, to wreszcie zamknąć oczy!

Adam Szustak OP

Wstęp

Wokół BibliI

Gdyby to była normalna książka motywacyjna, to po jej przeczytaniu miałbyś poczucie, że wszystko w twoim życiu się ułoży, że zmienisz świat, a jego możliwości staną przed tobą otworem. Ale to nie jest normalna książka motywacyjna! Jej cel jest zupełnie odwrotny. Jeśli, kończąc czytać te kilkadziesiąt stron, będziesz miał poczucie totalnej wewnętrznej dewastacji lub sromotnej życiowej klęski, to całe to czytanie miało sens. Dlaczego? Bo właśnie takie przeżycia są doświadczeniem biblijnego Samsona, któremu wspólnie będziemy towarzyszyć. I właśnie takie, a nie inne poczucie może nas doprowadzić do odkrycia kształtu własnej duszy.

CZĘŚĆ I

MANOACH I JEGO ŻONA

Najpierw słowo Boże, bo tylko czytanie go potrafi sprawić, że będziemy prawdziwie żyli. Historia Samsona opisana jest w Księdze Sędziów, więc zacznijmy wspólnie od przeczytania fragmentu z jej trzynastego rozdziału:

”

Gdy znów zaczęli Izraelici czynić to, co złe w oczach Pana, wydał ich Pan w ręce Filistynów na czterdzieści lat. W Sorea, w pokoleniu Dana, żył pewien mąż imieniem Manoach. Żona jego była niepłodna i nie rodziła. Anioł Pana ukazał się owej kobie­cie, mówiąc jej: „Otoś teraz niepłodna i nie rodziłaś, ale poczniesz i porodzisz syna. Lecz odtąd strzeż się: nie pij wina ani sycery i nie jedz nic nieczystego. Oto poczniesz i porodzisz syna, a brzytwa nie dotknie jego głowy, gdyż chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia. On to zacznie wybawiać Izraela z rąk filistyńskich”. Poszła więc kobieta do swego męża i tak rzekła do niego: „Przyszedł do mnie mąż Boży, którego oblicze było jakby obliczem Anioła Bożego – pełne dostojeństwa. Nie pytałam go, skąd przybył, a on nie oznajmił mi swego imienia. Rzekł do mnie: «Oto poczniesz i porodzisz syna, lecz odtąd nie pij wina ani sycery, ani nie jedz nic nieczystego, bo chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia aż do swojej śmierci»”. 

Wówczas modlił się Manoach do Pana, mówiąc: „Proszę cię, Panie, niech mąż Boży, którego posłałeś, przyjdzie raz jeszcze do nas i niech nas nauczy, co mamy czynić z chłopcem, który się narodzi!”.

A Bóg wysłuchał głosu Manoacha: Anioł Boży przyszedł jeszcze raz do tej kobiety, kiedy siedziała na polu. Męża jej Manoacha nie było przy niej. Pobiegła więc kobieta skwapliwie do swego męża z wiadomością: „Oto ukazał mi się ten mąż, który owego dnia przybył do mnie”. Manoach wstał, poszedł za swoją żoną i przyszedł do owego męża, zwracając się do niego słowami: „Czy to ty jesteś owym mężem, który rozmawiał z moją żoną?”. Odpowiedział: „Ja”. Rzekł więc Manoach: „A gdy się spełni twoje słowo, jakie zasady i jakie obyczaje winien mieć chłopiec?”. Rzekł Anioł Pana do Manoacha: „Niech się twoja żona wystrzega tego wszystkiego, co jej powiedziałem. Niech [syn] nie używa nic z tego, co pochodzi z winorośli, niech nie pije wina ani sycery, ani też niech nie spożywa nic nieczystego, lecz niech zachowuje to, co jej poleciłem”. 

Rzekł jeszcze Manoach do Anioła Pana: „Pozwól, że cię zatrzymamy i przygotujemy ci koźlątko”. Nie wiedział bowiem Manoach, że to był Anioł Pana. Jednakże Anioł Pana rzekł do Manoacha: „Nawet gdybyś mnie zatrzymał, nie będę spożywał twojego chleba. Natomiast jeśli chcesz przygotować całopalenie, złóż je dla Pana”. Wówczas rzekł Manoach do Anioła Pana: „Jakie jest imię twoje, abyśmy, gdy spełni się słowo twoje, mogli cię uczcić”. Odpowiedział mu Anioł: „Dlaczego pytasz się o moje imię: ono jest tajemnicze”. Następnie Manoach przyniósł koźlę oraz ofiarę pokarmową i na skale ofiarował je Panu, który działa tajemniczo. A Manoach i jego żona patrzyli. Gdy płomień unosił się z ołtarza ku niebu, Anioł Pana wstąpił w płomień ołtarza, a Manoach i jego żona, widząc to, padli twarzą na ziemię. Odtąd nie ukazał się już więcej Anioł Pana Manoachowi i jego żonie. Wówczas poznał Manoach, że to był Anioł Pana. Potem rzekł Manoach do żony: „Z całą pewnością pomrzemy, bowiem ujrzeliśmy Boga”. Żona mu odpowiedziała: „Gdyby Pan miał zamiar pozbawić nas życia, nie przyjąłby z rąk naszych całopalenia i ofiary pokarmowej ani też nie okazałby nam tego wszystkiego, ani też nie objawiłby nam teraz takich rzeczy”.

Porodziła więc owa kobieta syna i nazwała go imieniem Samson. Chłopiec rósł, a Pan mu błogosławił.Duch Pana zaś począł na niego oddziaływać w Obozie Dana między Sorea a Esztaol.

Sdz 13,1–25

To jest początek historii Samsona, ale żeby ją dobrze zrozumieć – jak to zwykle w Biblii bywa – trzeba się trochę cofnąć. Na chwilę przeniesiemy się więc do czasów, których nikt z nas nie pamięta, ale które są chyba pierwszym historycznym okresem, czyli do czasów potopu.

Jak pewnie wiesz, wszystkie biblijne historie przed potopem (stworzenie świata, grzech pierwszych rodziców itd.) to opowieści, które można nazwać pewnego rodzaju przypowieściami. Nikogo bowiem nie było przy stworzeniu świata, a skoro nikt z ludzi tego nie widział, nikt nie mógł tego zapisać. Teksty z początku Księgi Rodzaju są zatem obrazowym opisem tego, co wydarzyło się u zarania dziejów. Natomiast pierwszym historycznym wydarzeniem – nie przypowieścią czy mitem, ale prawdziwym faktem historycznym pojawiającym się w Biblii – jest potop. Co ciekawe, wzmianki o tej zagładzie świata można znaleźć w przekazach niemalże każdej religii. Tym bardziej można więc przypuszczać, że skoro potop znany był jako fakt historyczny w innych kulturach, regionach czy zupełnie odmiennych konstelacjach myślowych, to mamy tutaj do czynienia z pierwszą historią, którą jakiś kronikarz zapamiętał i zapisał, z pierwszą znaną nam historią o naszym świecie. Posłuchajmy jej zatem:

”

Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się.Wreszcie Pan rzekł: „Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem”.

[Tylko] Noego Pan darzył życzliwością. 

Oto dzieje Noego. 

Noe, człowiek prawy, wyróżniał się nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi; w przyjaźni z Bogiem żył Noe. 

A Noe był ojcem trzech synów: Sema, Chama i Jafeta. 

Ziemia została skażona w oczach Boga. Gdy Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie, rzekł do Noego: 

„Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia jest pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z ziemią. Ty zaś zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego, uczyń w arce przegrody i powlecz ją smołą wewnątrz i zewnątrz. A oto, jak masz ją wykonać: długość arki – trzysta łokci, pięćdziesiąt łokci – jej szerokość i wysokość jej – trzydzieści łokci. Nakrycie arki, przepuszczające światło, sporządzisz na łokieć wysokie i zrobisz wejście do arki w jej bocznej ścianie; uczyń przegrody: dolną, drugą i trzecią. Ja zaś sprowadzę na ziemię potop, aby zniszczyć wszelką istotę pod niebem, w której jest tchnienie życia; wszystko, co istnieje na ziemi, wyginie, ale z tobą zawrę przymierze. Wejdź przeto do arki z synami twymi, z żoną i z żonami twych synów. Spośród wszystkich istot żyjących wprowadź do arki po parze, samca i samicę, aby ocalały wraz z tobą od zagłady. Z każdego gatunku ptactwa, bydła i zwierząt pełzających po ziemi po parze; niechaj wejdą do ciebie, aby nie wyginęły. A ty nabierz sobie wszelkiej żywności – wszystkiego, co nadaje się do jedzenia – i zgromadź u siebie, aby była na pokarm dla ciebie i na paszę dla zwierząt”.

I Noe wykonał wszystko tak, jak Bóg polecił mu uczynić.

A potem Pan rzekł do Noego: „Wejdź wraz z całą twą rodziną do arki, bo przekonałem się, że tylko ty jesteś wobec mnie prawy wśród tego pokolenia. Z wszelkich zwierząt czystych weź z sobą siedem samców i siedem samic, ze zwierząt zaś nieczystych po jednej parze: samca i samicę; również i z ptactwa – po siedem samców i po siedem samic, aby w ten sposób zachować ich potomstwo dla całej ziemi. Bo za siedem dni spuszczę na ziemię deszcz, który będzie padał czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyniszczyć wszystko, co istnieje na powierzchni ziemi – cokolwiek stworzyłem”. 

I spełnił Noe wszystko tak, jak mu Pan polecił.