Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Może jesteś właśnie w takim momencie, w którym próbujesz ogarnąć swoje życie. Z pewnością jest w Tobie jeszcze coś nieuporządkowanego, z czym próbujesz się zmierzyć i nie umiesz z tym wygrać.
Skoro tutaj jesteś, być może Pan Bóg przez swoje Słowo chce pokazać Ci prawdę o Tobie i Twoim życiu. Chce pomóc Ci pokonać wszelkie rozgoryczenie, że Twoje życie nie jest takie, jak pragniesz, żeby było.
Teraz pora na Twój ruch. Przeczytaj ,,Garnek strachu” – dowiedz się, jak pokonać strach i uwolnić się od tego wszystkiego, co utrudnia Ci życie i wywołuje niezadowolenie.
„Garnek strachu” to spotkanie ze słowem Bożym. Wspólnie z ojcem Adamem Szustakiem przeczytasz trzy rozdziały Księgi Sędziów, w których została opisana historia Gedeona.
Po co? Bo słowo Boże ma moc. Tylko ono jest w stanie Cię zmienić, zainspirować, doprowadzić do dojrzałości. Tylko ono potrafi wywrócić do góry nogami nasze życie.
„Zapraszam cię więc do (prawdopodobnie) innego niż do tej pory czytania Słowa. Czytania które jest przykładaniem słowa do życia, do każdego obszaru naszego istnienia, do „obrzucania” nim wszystkiego, co jest w nas, by ono mogło zmienić w nas wszystko, stworzyć nas na nowo i pobudzić do życia.”
Adam Szustak OP
Może często czujesz się przytłoczony pasmem porażek. Pamiętaj jednak, że szczęście i „sukces jest wierzchołkiem góry porażek”.
Gedeon często jest postrzegany jako postać gwałtowna, zwycięska dzięki swojej wierze. Niestety tylko nieliczni pamiętają, że chwalebne momenty to zaledwie mały procent jego historii. To wyłącznie skutek tego, co zrobił w nim Pan Bóg. On ma moc przemiany również Twojego życia. Pytanie tylko czy chcesz?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 146
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
GARNEK STRACHU. Droga do dojrzałości.Lekcje Gedeona
Adam Szustak dla RTCK SA
Autor: Adam Szustak OP
Produkcja: RTCK SA
Nowy Sącz 2025
Materiał pt. „Garnek strachu. Droga do dojrzałości. Lekcje Gedeona” autorstwa Adama Szustaka OP jest zgodny z nauką Kościoła katolickiego.
Bp Wiesław Lechowicz
WIKARIUSZ GENERALNY
Fragmenty Pisma Świętego za:
Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu[online], Pallotinum,
wyd. IV, Poznań2003,
www.biblia.deon.pl.
Wydanie III, poprawione
© RTCK SA 2025
ISBN: 978-83-68230-20-8
978-83-68230-21-5 – EPUB
978-83-68230-22-2 – MOBI
978-83-68230-23-9 – PDF
Redakcja
Zuzanna Marek
Korekta
Magdalena Król
Hanna Miera
Skład i łamanie
Adam Gutkowski
Projekt okładki
Katarzyna Halota
Fotografia autora
Dorota Czoch
Wersje epub i mobi
Barbara Wrzos;
RTCK Rób to co kochasz
RTCK S.A.
ul. Grunwaldzka 17
33-300 Nowy Sącz
tel. 531 009 119
www.rtck.pl
Dołącz do społeczności ludzi, którzy chcą robić to, co kochają. Zapisz się na www.rtck.pl, a będziemy Cię wspierać na tej drodze, wysyłając wartościowe materiały!
Jestem zagorzałym przeciwnikiem wszelkiego rodzaju spotkań motywacyjno-formacyjnych i tego typu książek. Nie cierpię wszelakich seminariów, szkoleń, programów samorozwojowych czy najróżniejszych metod motywowania i tak dalej, i tak dalej. W związku z tym, jeżeli oczekujesz, że ta książka będzie miała taki charakter, to najlepiej od razu ją zamknij i oddaj komuś innemu. Po co zatem powstało te kilkadziesiąt stron?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Piszę to wszystko, bo jestem psem Pańskim. Tak mówią o dominikanach – Domini canes to „psy Pańskie”. Moim jedynym zadaniem życiowym jest więc „łażenie” po świecie, spotykanie różnych ludzi i wykonywanie roboty psa. Polega zaś ona na tym, że wszystkim, wszędzie i na różne sposoby opowiada się słowo Boże. To właśnie chcę też zrobić w tej książce. Nie chcę cię inspirować ani zapraszać do jakiegokolwiek rozwoju. Nie chcę pokazywać ci drogi do pokonania własnego strachu czy osiągnięcia dojrzałości. Zamierzam za to – na każdej stronie – „obrzucać” cię słowem Bożym. Tak, dosłownie! Przeczytamy wspólnie trzy rozdziały Księgi Sędziów, w których została opisana historia Gedeona. Będę do niej wracał i wracał, cytował, komentował i znów wracał do słowa, by ono dotknęło cię z każdej strony i w każdy możliwy sposób.
Dlaczego? Bardzo głęboko wierzę − i to jest jedno z najważniejszych przekonań w moim życiu − że słowo Boże ma moc. Tylko ono jest w stanie nas zmienić, zainspirować, doprowadzić do dojrzałości. Tylko ono potrafi wywrócić do góry nogami nasze życie. Słowo to zaś ma tysiąc różnych znaczeń, stąd czytając, w niektórych momentach prawdopodobnie będziesz się nudził i myślał, że to wszystko jest jak suchar – nijakie, za twarde i bez smaku. Kiedy indziej, gdy będziesz czytał słowo, coś cię strasznie zaboli, będziesz się czuł tak, jak gdyby ktoś wbijał ci miecz prosto w serce albo mózg. Innym razem – bo słowo ma i taką zdolność – doznasz pocieszenia i ukojenia. A może będzie i tak, że zupełnie nie będziesz wiedział, co z nim zrobić, jak je czytać i rozumieć. To nic! Pozwól się „obłożyć” słowem z każdej możliwej strony, byś był opatulony nim, najmocniej i najgrubiej, jak się tylko da.
To jednak nie wystarczy. Samo przeczytanie Garnka strachu nic ci nie da, jeśli potraktujesz tę lekturę jako kolejną książkę informacyjną czy inspirującą do życiowych refleksji. Ważne, co z tą treścią zrobisz dalej, a przede wszystkim, czy słowo, które usłyszysz, będziesz dalej w sobie nosił, chodził z nim wszędzie. Nie łudź się, że zaraz po skończeniu ostatniego rozdziału w twoim życiu nastąpi przełom, wszystko radykalnie się odmieni, a twoje największe lęki znikną. No dobrze, może u kilku osób tak się stanie, jeśli od razu przyjmą słowo. Ale większość z nas tego nie doświadczy. Dlaczego? Bo jesteśmy ludźmi, a to oznacza, że nasza chłonność słowa Bożego jest bardzo ograniczona. Przyznam, że Księgę Sędziów czytam już od wielu lat i ciągle mam wrażenie, że wchłonąłem jakiś jeden procent tego, co może ona wnieść w życie. Mimo to i tak chcę zaprosić cię, byś pozwolił się „obrzucić” słowem – słowem różnego rodzaju: czasem obraźliwym, pocieszającym, zadającym ból, otulającym, nudnym, każdym − jakiekolwiek w tej księdze znajdziesz. Tylko od ciebie zależy, co z nim zrobisz.
Może być też tak, że przeczytasz te kilkadziesiąt stron bez większych emocji i nic się nie wydarzy, a ty nawet nie kiwniesz palcem, by jakoś przyjąć to zaproszenie ukryte w słowie. Czy to możliwe, skoro ono ma moc? Tak, bo ma również właściwości Tego, który je wypowiedział. Bóg zaś posiada cudowną cechę, którą można nazwać „nienarzucaniem się”. Zawsze więc, kiedy coś robisz i to ci się strasznie narzuca, coś lub ktoś próbuje cię przekonać, że to czy tamto musi się w tobie wydarzyć, to nie jest to Duch Boży. On tak ma – i to jest w Nim absolutnie niesamowite! – że przychodzi, stawia coś przed oczy, a potem pyta (tak jak zawsze pytał Pan Jezus): ,,Chcesz?”. Nigdy nie robi nic więcej. To fakt, że czasem Duch Boży jest natarczywy w pokazywaniu nam, jak Mu na nas zależy. Potrafi uderzać z każdej możliwej strony i dobijać się do nas na wszelkie sposoby, ale nigdy nie przekroczy granicy, którą jest pytanie: ,,Czy chcesz?”. Pomyśl o tym, proszę, zanim zaczniesz czytać dalej, bo On będzie działał w tobie właśnie w taki sposób. Ja będę próbował – na tyle, na ile potrafię i Duch Święty pozwoli – „obkładać” cię w tej książce słowem, a ty spróbuj być otwarty na Boże przychodzenie.
Współcześnie istnieje tendencja do czytania historii biblijnych w heroiczno-wojowniczym kluczu. Coraz więcej entuzjazmu wywołuje wśród chrześcijan bohaterskie „zabieranie się” za swoją wiarę czy swoje życie. I choć to dobre, to jednak nie można się na tym zatrzymać. Gedeon często jest postrzegany jako postać gwałtowna, zwycięska dzięki swojej wierze. Niestety tylko nieliczni pamiętają, że chwalebne momenty to zaledwie mały procent jego historii, to wyłącznie skutek tego, co zrobił w nim Pan Bóg. Gedeon to postać negatywna – końcówka jego życia i to, co stało się z nim po tych wszystkich osławionych zwycięstwach, jest zupełną antytezą życiorysu bohaterskiego Bożego wojownika. Gedeon to facet, który przegrał, i właśnie dlatego chcę ci o nim opowiedzieć. To mężczyzna, który poniósł życiową porażkę i nie wyciągnął z niej żadnych wniosków. Jego klęska nie uruchomiła w nim niczego dobrego. Jego historia po prostu kończy się źle − kropka. W sensie amen.
Komentując historię Gedeona, chciałbym więc inaczej podejść do tematu całej serii wydawniczej RTCK noszącej tytuł „Jestem legendą”. Oczywiście ta historia jest niesamowitą opowieścią i ma w sobie coś z heroicznie pojętej legendarności, ale według mnie nie to jest w niej najważniejsze. Życie Gedeona to historia w pewnym sensie podobna do historii Pana Jezusa, który niewątpliwie jest największą i najwspanialszą legendą świata, ale który także poniósł porażkę, przegrał najbardziej, jak to tylko możliwe.
Zapraszam cię więc do (prawdopodobnie) innego niż do tej pory czytania słowa. Czytania nie ku inspiracji, motywacji czy rozwojowi, ale czytania, które jest przykładaniem słowa do życia, do każdego obszaru naszego istnienia, do „obrzucania” nim wszystkiego, co jest w nas, by ono – które naprawdę ma moc – mogło zmienić w nas wszystko, stworzyć nas na nowo i pobudzić do życia.
Izraelici [znów] czynili to, co złe w oczach Pana, i Pan wydał ich na siedem lat w ręce Madianitów. A ręka Madianitów zaciążyła nad Izraelitami tak, że przed Madianitami kopali sobie schronienia w górach, jaskinie i miejsca obronne. Zdarzało się, że ledwie Izraelici co zasiali, przychodzili Madianici i Amalekici oraz lud ze wchodu słońca i napadali na nich, a rozbijając obozy naprzeciwko nich, niszczyli plony ziemi aż ku granicom Gazy. Nie pozostawiali Izraelowi żadnych środków do życia − ani owiec, ani wołów, ani osłów. Zjawiali się bowiem wraz ze stadami i namiotami, a przychodzili tak tłumnie jak szarańcza: liczba ich wielbłądów była niezwykle wielka. Tak wpadali do kraju, aby go pustoszyć. Madianici wtrącili więc Izraela w wielką nędzę. Poczęli zatem Izraelici wołać do Pana.
Sdz 6,1-6
Jak widać, początek szóstego rozdziału Księgi Sędziów nie mówi nam nic o Gedeonie. Odwróćmy więc na chwilę uwagę od głównego bohatera tej historii, aby lepiej skupić się na tle wydarzeń i głębiej wejść w świat, w którym żyje Gedeon. Popatrzmy jednak na tę opowieść nie jak na historyczny opis faktów, tego, co wydarzyło się w życiu jakiegoś konkretnego człowieka czy w dziejach jego narodu, ale opis sytuacji, która mogła mieć miejsce w życiu każdego człowieka. Bo tak przecież działa słowo Boże – ono zawsze rzuca nam światło na to, kim jesteśmy. Pewnie, że posługuje się różnymi historiami czy wydarzeniami, ale robi to tylko po to, żeby nam pokazać prawdę o nas samych i naszym życiu.
Okres sędziów (bo tak nazywa się ten czas w historii narodu wybranego) trwał w Izraelu przez około dwieście lat. Obejmował wydarzenia od wejścia Izraelitów do Ziemi Obiecanej – po wcześniejszym wyjściu z Egiptu i czterdziestoletniej wędrówce przez pustynię. Skończył się więc czas Mojżesza, który wyprowadził ich z niewoli. Skończył się czas Jozuego, który był ich drugim przewodnikiem po pustyni i wprowadził ich do Kanaanu. Izraelici zostali sami. Nie mieli króla, nie mieli też żadnego przewodnika ani wodza. Zaczął się więc okres, który miał się skończyć dopiero w chwili, kiedy zostanie ustanowiony pierwszy król w Izraelu. Gedeon żył więc w czasie, w którym naród wybrany był trochę „bezpański”.
Postaraj się wczuć w sytuację Izraelitów tamtych czasów. Żyją w Kanaanie, w swojej Ziemi Obiecanej, którą zamieszkuje mnóstwo wszelkiej maści narodów pogańskich. Część z tych plemion Izraelici pokonali lub wygnali, ale część z nich została. I przez te dwieście lat naród wybrany próbuje się pozbierać. Myślę, że jest to doskonały obraz tego, jak wygląda życie większości z nas. Może jesteś właśnie w takim momencie, w którym próbujesz ogarnąć swoje życie, bez względu na to, ile masz lat. Może jesteś na drodze ku dojrzałości trochę dalej, może jesteś trochę bliżej, ale skoro otworzyłeś tę książkę, to z pewnością jest w tobie jeszcze coś nieuporządkowanego, z czym próbujesz się zmierzyć. Czy nie jest tak, że opisana sytuacja Izraela to nic innego, jak obraz nas samych? Może nie żyjemy już w totalnej niewoli, ale jednocześnie nie weszliśmy jeszcze w okres królewski, czyli taki czas, kiedy wszystko mamy poukładane i jest król, który wszystkim rządzi i dzięki któremu wszystko gra. Jestem przekonany, że w wielu z nas – o ile nie w każdym – dzieje się dokładnie to, o czym czytamy w Księdze Sędziów, mianowicie jest w nas Madianita.
Kim byli Madianici? Otóż było to dzikie plemię zamieszkujące w tamtych czasach okolice Kanaanu, które sprowadzało z okolicy przedstawicieli innych ludów, by razem z nimi na tej spokojnej ziemi robić pewnego rodzaju „rozpierduchę”. Madianitą w nas można więc nazwać wszystko to, co nie pozwala nam się życiowo ogarnąć. Często bowiem, gdy powoli zaczynamy doświadczać dobra w swoim życiu, osiedlać się i rozwijać, nagle pojawia się coś, co przypomina Madianitę – wpada z impetem, mąci wszystko, a na dodatek trudno określić, czym to coś dokładnie jest i co z nim zrobić. Co więcej, Madianita po hebrajsku oznacza kogoś kłótliwego, swarliwego i kontrowersyjnego. Jest to zatem taki „sąsiad”, który cały czas nas irytuje, doprowadza do szału. To coś, co nieustannie stwarza problem – problem trudny do nazwania, uchwycenia, skonkretyzowania, o którym jednak wiadomo, że robi spore zamieszanie. Przypuszczam, że i ty masz w sobie coś podobnego, co po prostu niemiłosiernie cię irytuje, czego nie potrafisz naprawić albo coś, na co nie potrafisz się zdobyć. To właśnie jest twoim wewnętrznym Madianitą.
Słowo midian, od którego wzięła się nazwa plemienia, to również imię. Należało ono między innymi do jednego z synów Abrahama, którego urodziła mu Ketura, drugorzędna żona patriarchy. Takie wtedy były czasy, że Abraham mógł mieć wiele żon – z tych kobiet najważniejsza była Sara, która urodziła Izaaka, resztę nazywano drugorzędnymi. Midiam zatem to jeden z synów Abrahama, od którego bierze się ród Madianitów.
Jak to się stało, że z Madiama wziął się ród nieprzyjazny Izraelowi? Otóż, jak się łatwo domyślić, skoro Izaak był dla Abrahama najważniejszym synem, wszyscy inni zostali potraktowani po macoszemu. Każdy z nich dostał wyprawkę (coś à la plecak z kosztownościami i bonami na przyszłość), a do tego nakaz, by odejść do innego kraju, czyli na tyle daleko, by przypadkiem nie mieszkać tam, gdzie Izaak. Oczywiście ojciec życzył im powodzenia i dostatniego życia, ale jednocześnie mieli wynieść się z domu na tyle daleko, by przypadkiem ich powodzenie nie przeszkadzało wybranemu Izaakowi w jego szczęściu. Jak się łatwo domyślić, większość problemów Izraelitów wzięła się właśnie stąd, że po świecie rozeszło się mnóstwo plemion, które zostały potraktowane „z buta” i które żyły w rozgoryczeniu, żalu. Wracając więc do Kanaanu, nosiły w sobie silne poczucie odrzucenia i ono było ich motywacją do walki z Izraelem.
Madianici to zatem jeden z rodów drugorzędnych, pokrzywdzonych, a więc wkurzonych na potomków Izaaka, bo ich praojciec nigdy nie był tak kochany i doceniany jak syn Sary. Jak się łatwo domyślić, te same cechy ma Madianita, który żyje w każdym z nas. Po pierwsze jest w nas coś, co strasznie nas denerwuje – jakaś sprawa, rzecz, z którą nie wiadomo, co zrobić i jak ją rozwiązać. Po drugie, to coś nazywa się midiam, czyli podążając za historią syna Ketury, prowokuje ono w nas myśl, że zasługujemy na coś więcej. Midiamsą wszystkie te momenty, gdy mówimy sobie: „Coś mnie omija”, „Coś jest nie tak, jak bym chciał”, „Inni mają lepiej, dlaczego ja mam gorzej?”, „Ciągle czegoś mi brakuje”, „Dlaczego innym się powodzi, a ja mam wiecznie niepoukładane życie?”, „Czemu Bóg im bardziej błogosławi?” itd. Madianita to wszelkie rozgoryczenie w nas, to powracające na różne sposoby pytanie: „Dlaczego nie jestem jak Izaak? W końcu mam tego samego tatę. Tak, to prawda, miałem inną mamę, ale co to za problem, przecież to też była jego żona. Dlaczego ja dostałem plecak i usłyszałem, że mam uciekać na wschód i więcej się nie pokazywać w kraju Izaaka? Dlaczego Izaak jest taki cudowny? Przecież to on okazał się straszliwie niedojrzałym i maminsynkowatym dziedzicem. Jestem od niego lepszy”. Każdy człowiek – także ja i ty – nosi w sobie takie rozgoryczenie, coś, co nie gra. Dobrze więc to odnaleźć, zobaczyć i nazwać, bo tylko w ten sposób możemy zlokalizować swojego wroga.
Czym zajmują się Madianici? Co złego właściwie robią? Przypomnę raz jeszcze: wkraczają w granice Izraela i robią „rozróbę”. W Biblii napisano, że najczęściej zjawiali się wtedy, gdy zaczynały się zbiory. Gdy więc Izraelitom udało się zebrać z pól plony, wpadali Madianici i wszystko im zabierali, doprowadzając potomków Izaaka do rozpaczy i totalnej nędzy. Przez te niespodziewane ataki Izraelici byli zmuszeni do podejmowania różnych, niejednokrotnie dziwnych, form obrony − chowali się w jaskiniach i szczelinach lub włóczyli się po wąwozach, posuwając się aż do Gazy.
Co ciekawe, gdy ten fragment Księgi Sędziów czyta Żyd, oprócz znaczenia dosłownego dostrzega on jeszcze jeden istotny wymiar tych wydarzeń, dzięki znajomości szczególnych właściwości znaczeniowych języka hebrajskiego. Bo trzeba pamiętać, że każde słowo tego języka ma wiele znaczeń i często nie wiadomo dokładnie, jaką treść przekazuje. Oczywiście w pewnym momencie jego kształtowania się ustalono pewien kanon odczytywania poszczególnych słów, dzięki któremu możemy dziś zrozumieć ich znaczenie. Mimo to z prawie każdego hebrajskiego słowa da się wyprowadzić piętnaście innych słów. Są to bowiem słowa zbudowane na samych spółgłoskach, do których w różny sposób dodaje się samogłoski. Stąd każdemu Izraelicie brzmienie poszczególnych wyrazów otwiera wiele różnych znaczeń. Oczywiście zna on sens dosłowny danego tekstu, ale jednocześnie widzi go szerzej, dostrzega nowe, inne znaczenia tych samych słów. Myślę, że właśnie dlatego Pan Bóg wybrał sobie ten język, by przekazać w nim treść objawienia.
Gdy czytamy historię Gedeona, to także w niej oprócz dosłownego sensu słów Księgi Sędziów, w których mowa o szczelinach, wąwozach czy jaskiniach, mamy nawarstwione inne znaczenia – w tym konkretnym fragmencie tematem, wokół którego równolegle krąży ta historia, jest zagadnienie dostatku, sytości, bogactwa, wypełnienia i obfitej miary. Gaza, w kierunku której przesuwali się Izraelici, ukrywając się przed Madianitami, w dosłownym tłumaczeniu oznacza „wyżywić”. Widocznie było to miejsce, do którego jeździło się na targ, by kupować żywność. Każdy Żyd jadący do Gazy wiedział, że jedzie do „miasta, które żywi i syci”. Z kolei słowo „szczelina” jest tym samym wyrażeniem, którego Jezus użył, mówiąc o uchu igielnym (por. Mt 19,24). Pamiętasz ten fragment z Nowego Testamentu, w którym Jezus mówi o bogactwie i o tym, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do nieba? Właśnie w podobny sposób opisana zostaje sytuacja uciemiężenia Izraelitów w Księdze Sędziów.
Jak zatem można rozumieć wspomnianą ucieczkę Izraelitów? To ucieczka w chęć powodzenia. Skoro każdy z nas ma w sobie tego wkurzającego Madianitę, który go nieustannie irytuje, doprowadza do rozpaczy, a także sączy jad rozgoryczenia, to naturalnie dążymy do tego, by to się skończyło, by wreszcie móc usiąść w obfitym, pełnym bogactwa i dobrej strawy miejscu. I nie chodzi mi tu tylko o pieniądze, ale o wszelkiego rodzaju bogactwa, czyli życie pełne satysfakcji i szczęścia. Z pewnością i ty masz w sobie taką chęć „ucieczki w powodzenie”, chęć doświadczania bogactwa, które w końcu cię zaspokoi. Jak widzisz, opowieść z Księgi Sędziów to też historia o tobie.
I jeszcze jedna myśl. O Madianitach czytamy w Biblii, że w granice Izraela przybywali z ogromną liczbą wielbłądów oraz że byli niczym szarańcza. To ważna wskazówka, ponieważ hebrajskie słowo „wielbłąd” dosłownie oznacza „odstawić od piersi”. Kiedy więc słyszymy o wielbłądach, to przedziwny w swej strukturze język hebrajski odsłania nam przed oczami obraz dziecka odstawionego od piersi. A czym jest odstawienie od piersi? To taki moment w życiu człowieka, gdy wchodzi on w pierwszą fazę dojrzałości. Kiedy dziecko przestaje być karmione, przechodzi z całkowitej zależności od swojej mamy do uczenia się samodzielności w kwestii żywienia. Gdy połączymy więc ze sobą te dwa obrazy: mnogość madianickich wielbłądów i odstawienie dziecka od piersi, to możemy dostrzec, że Madianitą jest też taki moment naszego życia, gdy z całych sił pragniemy, by odstawiono nas od piersi, żebyśmy mogli zacząć żyć niezależnie, dojrzale.
Jestem przekonany, że dla wielu z nas – o ile nie dla większości – to jest punkt wyjścia na dziś. Tkwimy w zależności i lęku wobec naszych Madianitów, więc nie doświadczamy życia w obfitości. Czas więc rozprawić się z nimi, czyli zawalczyć o pragnienie spełnienia, życia w satysfakcji i dojrzałości. Czas zmierzyć się z tym wszystkim, co nie pozwala nam w końcu samodzielnie stanąć na nogi i funkcjonować jako człowiek dojrzały, który ma to, czego mu potrzeba. Oczywiście problemem, którego nie da się zbagatelizować, jest też fakt, że Madianitów jest tak dużo jak szarańczy – mnóstwo w nas spraw, sytuacji, trudności, które niszczą nas niczym Madianici. Najczęściej przecież nie jest to jakaś jedna, najważniejsza sprawa, która szczególnie cię denerwuje i destrukcyjnie wpływa na twoje życie, ale cała chmara pomniejszych sytuacji, które są niczym wspomniana szarańcza. Przypuszczam też, że już nieraz zadawałeś sobie pytania: „Co mam z tym zrobić? W jaki sposób mam się uwolnić od tego wszystkiego, co mi utrudnia życie i doprowadza mnie do szewskiej pasji? Jak wreszcie stanąć na nogi? Jak się za to zabrać?”. Zapraszam cię, byśmy w kolejnych rozdziałach razem poszukali tej odpowiedzi.
A gdy Izraelici wołali do Pana z powodu Madianitów, Pan wysłał Izraelitom proroka, który im rzekł: „To mówi Pan, Bóg Izraela: Oto Ja was wyprowadziłem z Egiptu i Ja was wywiodłem z domu niewoli. Ja was wybawiłem z rąk Egipcjan i z rąk tych wszystkich, którzy was uciskali. Ja ich wypędziłem sprzed was i Ja wam dałem ich kraj. Powiedziałem wam: Ja jestem Pan, Bóg wasz: nie oddawajcie czci bogom Amorytów, których kraj zamieszkujecie, lecz wyście nie usłuchali mego głosu”.
Sdz 6,7-10
Co robi Pan Bóg, słysząc wołanie Izraelitów? Wysyła do ciemiężonego przez Madianitów narodu proroka bez imienia. To jeszcze nie jest Gedeon. Napisano tylko, że Bóg posłał jakiegoś człowieka, by przekazał im Jego słowa. Co to są za słowa? „Macie nie bać się bogów Amorytów, Amalekitów i Madianitów, czyli wszystkich narodów, wśród których mieszkacie”. Prorok zostaje więc posłany, by powiedzieć Izraelitom, że choć zamieszkali w Ziemi Obiecanej, to jednak jest w nich pewien lęk. Mimo to mają nie oddawać czci bogom Amorytów, bo ich Bogiem jest Jahwe.
W języku hebrajskim wyrażenie „oddawać cześć” znaczy dosłownie „bać się”. Bóg mówi zatem swojemu ludowi, że ma nie stawać wobec pogańskich narodów w taki sposób, w jaki staje się przed kimś, komu oddaje się cześć, kogo się boi. Po hebrajsku dosłownie czytamy: „Wy się boicie tych bogów”, dlatego Jahwe posyła proroka, by pokazać Izraelitom źródło ich problemów. Jasno i dobitnie ukazuje, że chodzi o lęk przed Madianitami. Ich przekleństwem jest bowiem strach przed obcymi ludami.
To słowo, które usłyszeli Izraelici z ust bezimiennego proroka, to ważna informacja także dla nas. Abyśmy wreszcie mogli wyjść zwycięsko z naszego madianickiego oblężenia, musimy zlokalizować w nas ten strach, a potem coś z nim zrobić (co wcale nie oznacza pokonania go, ale do tego jeszcze dojdziemy). Najpierw musimy więc zadać sobie pytanie, z czym konkretnie wiąże się ten strach i skąd się wziął. Strach to bowiem jedno z pierwszych uczuć, których doświadczyli ludzie już na samym początku istnienia świata. Lęk nie pojawił się dopiero w historii Gedeona, ale towarzyszy ludziom od momentu popełnienia grzechu pierworodnego. Co więcej, wydaje się, że właśnie strach ściśle wiąże się z tym, czym w ogóle były konsekwencje grzechu pierworodnego. Wczytajmy się zatem razem we fragment trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju, który przypomni nam to wydarzenie.
A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga, przechadzającego się po ogrodzie, w porze, kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: „Gdzie jesteś?”. On odpowiedział: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”. Rzekł Bóg: „Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?”.Mężczyzna odpowiedział: „Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem”. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: „Dlaczego to uczyniłaś?”. Niewiasta odpowiedziała: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam”.
Rdz 3,7-13
To pierwszy moment w historii człowieka, w którym pojawia się strach – na samym początku, niedługo po stworzeniu! Właśnie wtedy ludzie po raz pierwszy doświadczają stanu, w którym czegoś lub kogoś się boją. Gdy bowiem coś się psuje, pojawia się lęk. Skąd zatem dokładnie się wziął?
Strach to skutek kłamstwa, ono jest jego źródłem. Wszyscy dobrze znamy historię z wężem na drzewie, z owocem, Adamem, Ewą i kuszeniem. Ważne jest w niej jednak to, aby zobaczyć, na czym właściwie polegał grzech pierworodny. Otóż grzech pierwszych rodziców wynikał z tego, że uwierzyli kłamstwu, które szatan sprytnie wymyślił i potem wszystkim nam je wkręcił. Z pewnością pamiętasz ten moment w historii stworzenia świata, gdy Bóg umieszcza Adama w ogrodzie Eden i zaprasza go, by ze wszystkiego, co się tam znajduje, korzystał. Dodaje jednak: „Tylko z jednego drzewa nie możesz jeść owoców, bo gdy to zrobisz, umrzesz”. Na czym więc polegało pierwsze kuszenie w historii świata? Otóż do ludzi przyszedł Zły i podrzucił im kłamstwo. Zapytał: „Czy to prawda, że Bóg zabronił wam jeść ze wszystkich drzew tego ogrodu?”. Nie! Przecież Bóg powiedział o jednym drzewie, a przyszedł szatan i nagle mówi o wszystkich. Co w ten sposób osiągnął? Zasiał kłamstwo, stąd grzech pierworodny polegał na tym, że Ewa przyjęła to kłamstwo. Oczywiście na początku była trochę zdziwiona, próbowała powiedzieć, że to nieprawda, że Bóg powiedział tylko o jednym drzewie. Ale uwaga! Właśnie w tym miejscu pojawiło się też pierwsze kłamstwo człowieka. Ewa bowiem wcale nie słyszała tych słów Boga, bo to Adamowi Bóg powiedział, że nie może jeść owoców z drzewa poznania dobra i zła, a nie jej, i je przeinaczyła. To jest właśnie to, czego szukamy.
Czy podobnie nie dzieje się także w naszym życiu? Przychodzi Zły i rozpoczyna się pewien proces. Wrzuca nam mały fałsz, a my ten „fałszyk” odbieramy i dalej sami produkujemy nowe kłamstwa. Ten proces doskonale widać w postępowaniu Ewy: najpierw powiedziała coś, czego nie słyszała, czyli skłamała, a potem dodała kolejne kłamstwo o tym, że Bóg zakazał im nawet dotykać drzewa poznania dobra i zła (por. Rdz 3,2-3). Za jednym kłamstwem poszło więc drugie i w ten sposób rozpoczął się upadek człowieka polegający głównie na tym, że je przyjęliśmy i wzięliśmy za prawdę. W tym momencie naszych rozważań warto więc, byśmy spróbowali popatrzeć na całe zło, które dzieje się w naszym życiu, a które często związane jest z jakąś porażką lub grzechem, jako na coś, co zostało zbudowane na kłamstwie. Właśnie ono jest jedyną, odwieczną techniką działania Złego – dlatego Pan Jezus nazywał go ojcem kłamstwa (por. J 8,44).
Co dzieje się dalej w historii z Księgi Rodzaju? Otóż po grzechu pierworodnym Pan Bóg szuka Adama i Ewy, mówiąc: „Adamie, gdzie jesteś?”, a ten Mu odpowiada: „Przestraszyłem się, bo zobaczyłem, że jestem nagi” (por. Rdz 3,9-10), co w domyśle oznacza: „Przestraszyłem się Ciebie”. W tym lęku przed Bogiem widać jedną ważną rzecz – Adam uwierzył, że jest tym, kim nie jest. Słowo „nagi” bowiem, które zostało tam użyte, ma dokładnie ten sam rdzeń, co słowo „wąż”. Pierwszy człowiek stoi więc przed Bogiem i mówi: „Jestem taki jak ten, który mnie zwiódł, czyli jest we mnie kłamstwo”. Jak reaguje Pan Bóg? Odpowiada: „Adamie, kto ci powiedział, że jesteś nagi?” (por. Rdz 3,11), czyli: „Adamie, kto ci powiedział, że ty jesteś jak wąż?”. Adam brnie dalej: „Ewa mi powiedziała”, więc Pan Bóg nie daje za wygraną, idzie do Ewy i pyta: „Ewo, kto ci to powiedział?”. Ona na to: „Wąż mi to powiedział”. Bóg idzie zatem do węża, a on już nie miał na kogo zwalić.
Historia ludzkiego grzechu to zatem nic innego, jak łańcuch wydarzeń, w których do ludzi przyszło głupie stworzenie, które nie przyjęło faktu, że jest piękne (bo na tym przecież polegał upadek szatana, że nie uwierzył w piękno wszystkich dzieł Bożych) i wmówiło to samo ludziom. Jak widać, grzech pierworodny zbudowany jest na kłamstwie i właśnie z tego kłamstwa wziął się wszelki strach w naszym życiu. Gdy bowiem Adam uwierzył w nie i spojrzał na siebie, zobaczył, że jest nagi – czytaj: podobny do węża – natychmiast schował się przed Bogiem. Przestraszył się tego, kim jest, choć naprawdę wcale tym kimś nie był.
Historia Gedeona, którą w kolejnych rozdziałach wspólnie krok po kroku przejdziemy, pokaże nam, w jaki sposób Bóg potrafi to wszystko odkręcić. Gedeon jest człowiekiem, który od samego początku żyje w kłamstwie. Podobnie zresztą jak my wszyscy. Bo nasze porażki, słabości, wszystkie życiowe „wtopy” czy inne trudności są zbudowane na fałszywym obrazie człowieka. Zły nieustannie powtarza wobec nas swoją taktykę z raju. To jedyne jego zadanie. Ty jednak daj się poprowadzić słowu, by Bóg mógł w tobie to wszystko wyprostować.
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
