Waleczne serca - Ewa Maciejczuk - ebook

Waleczne serca ebook

Ewa Maciejczuk

2,3

43 osoby interesują się tą książką

Opis

Malwina jest córką właściciela stajni i ma opinię prawdziwej zołzy. Kolejni trenerzy, którzy próbują okiełznać jej charakter i poprowadzić ją oraz jej konia na wyższy poziom, szybko przekonują się, że współpraca z nią nie należy do łatwych. Malwina pozbywa się ich bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Do czasu, aż w stajni pojawia się on. Nieustępliwy, wymagający i przyzwyczajony do tego, że zawsze osiąga zamierzony cel. Dzięki ciężkiej pracy zdobył uznanie w świecie jeździectwa, a od swoich uczniów wymaga dokładnie tego samego zaangażowania. Malwina szybko odkrywa, że tym razem trafiła na mężczyznę, którego nie da się tak łatwo pozbyć. Problem w tym, że ona również nie zamierza odpuścić. Dwoje upartych ludzi. Dwa zupełnie różne cele. I coraz więcej napięcia, którego żadne z nich nie potrafi kontrolować. Czy ich wspólna praca okaże się początkiem katastrofy… czy czegoś, czego oboje będą pragnąć znacznie bardziej?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 33

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
2,3 (3 oceny)
1
0
0
0
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
AnikaAnika

Nie oderwiesz się od lektury

fajnie sie czyta
00



Waleczne

serca

Ewa Maciejczuk

Wydawnictwo Motylewnosie

Poznań 2026

Copyright © Ewa Maciejczuk

Copyright @ Motylewnosie 2026

Wydanie I

Poznań 2026

Ebook ISBN 978-83-66821-89-7

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejsze pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

Wydawnictwo:

motyleWnosie

[email protected]

Ebooki i książki kupisz na stronie:

www.motylewnosie.pl

www.sklep.motylewnosie.pl

1.

Wjeżdżam właśnie na teren stajni Galop, której właścicielem jest mój ojciec. Gdy tylko wysiadam z auta uderza mnie ciepły wietrzyk i zapach lasu, który jest zaraz za murami stadniny. Pierwsze kroki skierowałam w stronę małego domku, w którym imprezowaliśmy, gdy ojca nie było, choć to bywało góra dwa razy do roku, jak wybierał się na wakacje. W takie zwyczajne dni jak dziś, po prostu urzędował tam ojciec, a my co najwyżej mogliśmy tam napić się kawy czy herbaty ze znajomymi. Mój ojciec jest zasadniczy, a ode mnie wymaga niestworzonych rzeczy. Najlepiej, żebym wygrywała wszystkie zawody na moim ogierze Emausie, w skokach przez przeszkody. Przy ojcu nawet nie mogłam mieć własnego zdania, bo ukochana córeczka tatusia powinna być posłuszna. Odkąd pamiętam, musiało być tak, jak chciał ojciec. Dużo inwestował we mnie i w mojego ogiera. Jednak wszyscy trenerzy wymiękali przy mnie. Nie obiecywałam im posłuszeństwa i z zasady mnie denerwowali. Wystarczyło kilka treningów ze mną i szybko rezygnowali z dobrze płatnej posady.

– Cześć tatusiu – powiedziałam wchodząc do małej kuchni. Szybki rzut oka utwierdził mnie, że ojca nie ma w kuchni, więc ruszyłam dalej.

– Tutaj jestem – odrzekł, składając gazetę i odkładając ją na stolik. Musiał przysnąć bo przecierał oczy. Od lat w tym pokoju nic się nie zmieniło. Standardowe wyposażenie, czyli dwa fotele kanapa, ława, duże dwuosobowe łóżko oraz regał. Jedyne co wyróżniało to pomieszczenie, to tradycyjny kominek, a nie jakaś tandetna imitacja. W zimowe wieczory, ogrzewaliśmy się przy nim, pijąc grzane piwo.

– Przyszłam się jedynie przywitać, ale widzę, że nie w porę – mówię, stojąc nadal w drzwiach.

– Przysnęło mi się, jak czytałem informacje sportowe – tłumaczy się, wstając z fotela i rozciągając zastane mięśnie, uwydatniając przy tym swój duży brzuch. – Napijesz się herbaty córcia?

– Nie teraz, może później. – Odwracam się i już mam wychodzić, gdy się do mnie zwraca, patrząc na zegarek.

– Niedługo, przyjedzie twój nowy trener. – Ostatkiem sił staram się, nie skrzywić, jak po zjedzeniu cytryny. – Możesz spróbować być dla niego milsza? W końcu zostaniesz bez trenera, jak tak dalej będziesz się zachowywać.

– Dobrze tatusiu – mruczę przez zaciśnięte zęby. Miałam ochotę na chwilę oddechu i po prostu pojeździć w spokoju i się zrelaksować po ciężkim tygodniu, ale nie… ojciec zawsze musiał mi popsuć plany. Zabieram po drodze z auta jabłuszko i marchewkę, po czym wchodzę do stajni. Mój ogier stoi w pierwszej stajni i nie wiem, jak to robi, ale wie, że to ja idę i już rży nim zdążę dojść do jego boksu. Zostawiam nagrody na pace, która stoi obok boksu i idę przywitać się z moim ogierem.

– Cześć malutki – mówię do niego, chociaż wcale taki mały nie jest. Głaszczę go po jego latarni na grzbiecie nosa, wkładając rękę za kraty. Przymyka przymilnie oczy. Pieszczoch wpycha nos w moją dłoń, abym kontynuowała. – Już cię biorę, tylko założę oficerki. – Rozmawiam z nim, jak z człowiekiem. Nic nie rozumie, ale to nie zmienia faktu, że lubię z nim gadać. Z kieszonki wyjęłam kluczyk, po czym otworzyłam pakę i wyjęłam oficerki. Piekielnie były niewygodne do chodzenia, ale za to na koniu idealnie trzymały nogę w strzemieniu. Wzięłam uwiąz i przypięłam do skórzanego kantaru, który wisiał na klamce. – Popracujemy troszkę? – zapytałam mojego wierzchowca otwierając boks. Założyłam mu kantar, gdy usłużnie schylił łeb. Wyprowadziłam go na korytarz, po czym uwiązałam do kółka. – Ale żeś się wytarzał – mruknęłam kręcąc głową z dezaprobatą. Emaus to hanower o eleganckiej postawie i o ciemnogniadym umaszczeniu. Metr siedemdziesiąt w kłębie, ale najbardziej podobały mi się jego skarpetki na nogach i latarnia na grzbiecie nosowym. Jak zobaczyłam go w gazecie „Koński targ” musiałam go mieć. Okazał się kochanym i oddanym przyjacielem, do tego zawsze dawał z siebie wszystko. Tatuś na koniec Polski pojechał po niego, ale czego się nie robi dla ukochanej córeczki. Nie liczył się dla mnie papier, ale tatuś lubił chwalić się jego rodowodem. Na boksie nawet powiesił tabliczkę z jego niemalże całym drzewem genealogicznym.