Skazani na mrok - Ewa Maciejczuk - ebook

Skazani na mrok ebook

Ewa Maciejczuk

0,0

12 osób interesuje się tą książką

Opis

Nigdy nie poznasz nikogo na sto procent. Poznasz tylko tyle, na ile ci pozwoli.

Ethan prowadzi podwójne życie, które na pierwszy rzut oka jest perfekcyjnie poukładane. Mocno stąpa po ziemi, a swoich współpracowników trzyma krótko. W nielegalnych interesach nie ma miejsca na sentymenty – liczą się konsekwencja i kontrola. Wszystko zaczyna się komplikować w chwili, gdy zabiera z domu publicznego Avę, zmuszoną do spłaty długu swojego brata.

Ava, mimo traumatycznych doświadczeń, nie zamierza być potulna. Choć nie ma wyboru i wykonuje zlecenia swojego szefa, coraz głębiej pogrąża się w mroku, który zaczyna pochłaniać nie tylko jej sumienie, ale i serce.

On – władczy i bezkompromisowy. Ona – pyskata i nieobliczalna. Dwoje ludzi o silnych charakterach zostaje zmuszonych do życia pod jednym dachem, choć żadne z nich nie cofnie się przed niczym, by chronić swoje tajemnice.

Jak daleko posuną się bohaterowie, by nikt nie odkrył ich prawdziwego oblicza?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 208

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ostrzeżenie!

Powieść stanowi całkowitą fikcję literacką i jest przeznaczona wyłącznie dla czytelników powyżej 18. roku życia. Książka zawiera sceny przemocy oraz wulgarny język i może być nieodpowiednia dla osób wrażliwych. Opisywane treści mogą wywoływać dyskomfort podczas lektury. Autorka nie popiera przedstawionych w książce zachowań ani drastycznych scen. Postawy bohaterów nie powinny być naśladowane ani traktowane jako wzór.

Rozdział 1

Ava

Taniec ognia na pochodni jest magiczny. Przyciąga wzrok i hipnotyzuje swoją mocą. Potężny żywioł, który zabiera wszystko w jednej sekundzie, aby pozostawić same zgliszcza i popiół. Płomień oświetla mrok, ale mrok to ja. Zaklęta dusza, która straciła wszystko i stała się niebezpieczna. Jeśli człowiek nie ma nic do stracenia, nie cofnie się przed niczym, co stanie mu na drodze. Życie przestaje mieć sens, a każdy dzień zlewa się z poprzednim, tworząc spójną całość.

Cisza szaleje w mojej głowie, mimo że widzę, jak zdrajca porusza ustami i zapewne błaga o swoje życie, gdy celuję w niego z broni z tłumikiem, centralnie między oczy. Wytropiłam go tutaj, w lesie, gdy liczył, że się ukryje w cieniu drzew i pod osłoną nocy. Nic bardziej mylnego. Zwyczajnie ułatwił mi zadanie, bo nie będzie trzeba przenosić zwłok w inne miejsce, tylko od razu zakopią go chłopaki w leśnym runie na wieki. Dla mnie jest nikim, jest moim kolejnym zleceniem, które dostałam i o którym szybko zapomnę. Mężczyzna jest dla mnie częściową spłatą długu u Ethana, którego nienawidzę, bo przesiąknięty jest identycznym mrokiem w duszy jak ja. Widzę w nim to samo, czym ja się stałam, choć on się lepiej maskuje. A może przywykł do takiego życia? Ja nie. Może jednak to lubi… bycie panem życia i śmierci. Tylko dlaczego zrobił sobie ze mnie zabaweczkę, którą steruje i kształtuje na swoje podobieństwo? Jest na tyle bogaty, że mój dług nie robi na nim wrażenia. Zadłużenie, które zrobił mój brat i za które zginął z rąk jednego z ludzi Ethana, teraz spłacam ja – aż uzna, że odpracowałam jego pieniądze i mogę iść własną drogą. Nie wiem tylko, dlaczego mnie nie zabili. Mieli wiele okazji… Chyba że czekają, aż odpracuję wszystko, i wtedy to zrobią.

Odchyliłam lekko głowę na bok, po czym zrobiłam krok w tył, gdy mężczyzna padł u moich stóp i zaczął się czołgać w moją stronę. Zmieniłam położenie broni, aby dalej celować mu między oczy. Palec trzymałam cały czas na spuście, jednak nie wiedząc czemu, nadal za niego nie pociągnęłam. Może miałam tę świadomość, że gdy tylko to zrobię, od razu dostanę wytyczne na kolejną osobę – tak jest za każdym razem. A mnie coraz bardziej męczy to, co muszę robić, bo zwyczajnie nie mam innego wyjścia.

To była chwila. Nie zdążyłam zareagować – mężczyzna wyrwał mi broń z dłoni, wycelował we mnie i pociągnął za spust. Nie miałam żadnego odruchu obronnego.

– Wolność – wyszeptałam sama do siebie, czując metaliczny smak krwi w ustach, nim upadłam na ziemię.

***

Kilka miesięcy wcześniej…

– To ona! – usłyszałam męski głos, mimo krążących w krwiobiegu narkotyków. – Ethan, jest tutaj! – Zamknęłam powieki, zwijając się w pozycję embrionalną, złudnie myśląc, że to zniechęci kolejnych gwałcicieli.

Mój otumaniony mózg nie był w stanie walczyć, a ciało było wiotkie i łatwo się poddawało moim oprawcom. Ja sama miałam problemy, aby mnie słuchało i wykrzesało siły, żeby móc się postawić kolejnemu cuchnącemu mężczyźnie.

– Kurwa!

Ten głos był inny. Twardszy, wściekły. Nie musiałam widzieć twarzy, by wiedzieć, że to Ethan – ten, po którego wołał pierwszy z nich. Jego też nie znałam.

– Kurwę to z niej zrobili – zauważył pierwszy i cmoknął przy tym irytująco.

Szurał butami, a zaraz potem szufladą, w której miał zapas kondomów i innych środków odurzających, przeznaczonych na wypadek, gdybym była „niegrzeczna”.

– Żyje? – dopytywał Ethan.

Po chwili palce zacisnęły się na mojej tętnicy szyjnej, aż skuliłam się jeszcze bardziej. Ogarnął mnie wstręt – do siebie i do kolejnego faceta, który śmiał mnie dotykać bez mojej zgody. Niestety, tutaj wszyscy mają głęboko w poważaniu to, czego ja chcę. Robili wszystko, co im się podobało, i to, za co zapłacili, a na mnie nie zwracali uwagi. Tutaj nie było normalnych ludzi, w tym miejscu były same bezlitosne potwory bez krzty empatii.

– Ledwo, ale tak, jeszcze dycha. Nieźle ją skatowali, ktoś najwyraźniej lubi hardcorowe pieprzenie. – Mężczyzna zaśmiał się, a mi popłynęła mimowolna łza, a żołądek zacisnął się w jeszcze większy supeł, powodując koszmarny ból.

Hardcorowe pieprzenie to nic, byłam bita, przypalana, razili mnie prądem i wkładali we mnie wszystko, co możliwe. Modliłam się tylko o śmierć, która uparcie nie nadchodziła. Byłam zabawką w czyichś łapach, bo nawet nie dbali, czy mnie przy tym zabiją. A że sama o to prosiłam, uparcie nie chcieli mnie wykończyć. Sprawiałam im swoim błaganiem tylko większą frajdę.

– Bierzemy ją, musi spłacić dług za Liama – odrzekł lodowato Ethan ze słyszalnym wstrętem w głosie.

– Masz tyle fajnych lasek, a to coś chcesz ruchać?

Nagle zrobiło się zamieszanie, które mogłabym wykorzystać, żeby uciec, tylko problem w tym, że byłam obolała i ledwo mogłam się poruszać. Nawet oddychanie sprawiało mi ból. Byłam zdana na ich łaskę i niełaskę.

– Nie twój zasrany interes, co będę ruchał! Chcę ją i masz ją całą i żywą dowieźć na miejsce, John! – rozkazał stanowczo.

Usłyszałam kaszel, jakby mężczyzna numer jeden został przed chwilą podduszony, a teraz walczył o każdy oddech. Zrozumiałam, że wyrwano mnie z jednego koszmaru do drugiego. Nikt nie zamierzał pozwolić mi odejść. Nie wiedziałam tylko, co zrobi kolejna osoba, by do reszty odebrać mi resztki sił do życia, którego już nie chciałam, ale którego nie potrafiłam też zakończyć.

Ethan

Zleciłem Avie zabójstwo chuja, który sprzedawał dzieci pedofilom. Ona nie wiedziała, czym naprawdę zajmuje się jej cel, zleceniodawca. Wybierałem jej osoby, z którymi wiedziałem, że sobie poradzi: życiowe pizdy i niedorajdy. A mimo to nigdy nie była sama. Zawsze miała obstawę, na wypadek gdyby coś poszło nie tak. Pozwalałem jej dać sobie upust złości, która w niej rosła z dnia na dzień coraz bardziej, chociaż ona myślała, że spłaca długi za swojego brata. Nawet gdyby całe swoje życie dla mnie pracowała, nie zdołałaby tego zrobić. Prawda jednak była taka, że tamta noc w burdelu zmieniła wszystko – i dla mnie, i dla niej. Wszedłem wtedy do tego cuchnącego pomieszczenia w celu zlikwidowania jej, aby zmusić jej brata do spłaty długu, skoro ona go nie zabiła za to, że przez niego trafiła do burdelu. Tylko gdy ją zobaczyłem z bliznami, całą we krwi, nagą i zwiniętą w kłębek, nasze oczy na sekundę się ze sobą zetknęły, nim zamknęła powieki, coś się zadziałało. Coś, czego nie rozumiałem, ale kazało mi ją oszczędzić. Jakby świadomość, że odbierając jej życie, zrobię jej przysługę, a ja nie po to tam się udałem, aby spełniać jej życzenia. To była wymówka, że ma spłacić dług brata. Fakt był taki, że chciałem zrobić jej na przekór. Głupie, ale to było silniejsze ode mnie. Zawsze lubiłem robić na przekór wszystkim.

Zapewniłem jej prywatnego lekarza oraz pielęgniarkę, którzy codziennie dbali o jej zdrowie. Lekarz pozszywał jej wszystkie otwarte rany, pielęgniarka założyła opatrunki i nawet wtedy wyglądała jak kupka nieszczęścia. Mumia, to określenie bardziej do niej w sumie pasowało, bo prawie całe ciało miała pokryte bandażami.

Czułem wstręt do niej, ale także satysfakcję, że dalej będzie się męczyć na tym okrutnym świecie. Zabiłem z zimną krwią jej brata za to, co jej zafundował. W dupie miałem forsę, choć to nie była mała suma. Od tamtego dnia nie widziałem jej na oczy. Nawet gdy lekarz z pielęgniarką oświadczyli mi, że wróciła do pełni sił. Wszystko, co miałem jej przekazać, robiłem przez Johna, moją prawą rękę. On ją szkolił na zabójcę, on z nią przebywał i choć wiele razy pytał, ja sam nie umiałem odpowiedzieć, dlaczego tak naprawdę trzymam Avę w jednym ze swoich domów. I co z tego, że wiedziałem, że nie chce tam być. Chciałem sprawdzić, jak daleko jeszcze się posunie, aby ktoś odebrał jej życie. Próbowała wiele razy, prowokując chłopaków, ale oni byli świadomi, że jak jej włos z głowy spadnie, to im łeb ukręcę.

Najbardziej byłem ciekawy, dlaczego sama nie skończy ze sobą, skoro miała do tego narzędzie w postaci broni. Mogła przystawić sobie lufę do głowy i pociągnąć za spust, jednak nigdy tego nie zrobiła. Szybko zrozumiałem, że Ava nie myśli jak każdy człowiek, ona robi to na jakiś swój pokręcony sposób, a ja nie potrafię rozszyfrować, co tak naprawdę nią kieruje.

***

Byłem niespokojny. Zlecenie Avy się przedłużało. Biegałem na bieżni, coraz szybciej przebierając nogami. Cały czas o niej myślałem, choć tylko raz widziałem ją na własne oczy. Nie chciałem też, żeby znała moją twarz. Nadal się zastanawiałem, co zrobić z tą dziewczyną. Gdyby wiedziała, jak wyglądam, musiałbym ją zabić, a tak zawsze miałem w zanadrzu zwrócenie jej wolności. Problem w tym, że nie chciałem jej tego dać.

No, w końcu – pomyślałem, gdy zobaczyłem imię Johna na wyświetlaczu telefonu. Złapałem za ręcznik, gdy tylko wyłączyłem bieżnię, i odebrałem połączenie.

– Dostała kulkę – powiedział bezceremonialnie, a w tle usłyszałem dźwięk krztuszenia się krwią.

Tego się nie spodziewałem, zwłaszcza że to nie jest pierwsze jej zlecenie, które ode mnie otrzymała.

– Kurwa! – wrzasnąłem, przeczesując mokre włosy. – Masz zrobić wszystko, aby przeżyła! Już jadę – rzuciłem, po czym pobiegłem do auta.

Miałem adres z GPS-a zamontowanego w aucie. Wykonałem szybki telefon do lekarza, że ma się stawić na miejscu i uratować Avę, jeśli chce jutro oddychać, i wysłałem mu pinezkę z ich dokładną lokalizacją. Wciskałem gaz do dechy, żeby dostać się tam jak najszybciej.

Dotarłem do celu kilkanaście minut później. Szybko zorientowałem się w sytuacji i w tym, co się tam dzieje. Lekarz już zajmował się Avą i tamował krwawienie. John był cały umazany czerwoną substancją, a dwóch moich ludzi kopało dół na zwłoki chuja, którego miała zabić Ava.

– Co z nią? – zapytałem, gdy tylko wysiadłem z auta.

Podszedłem bliżej i kucnąłem przy jej ciele. Gdyby nie krew, pomyślałbym, że przeszła ogromną przemianę i stała się piękną kobietą. Nie przypominała już tej samej osoby skatowanej niemalże na śmierć, którą widziałem kilka miesięcy temu. Cała opuchlizna zeszła, a jej skóra zyskała naturalny odcień. Przybrała też trochę na wadze i nie wyglądała już jak zombie.

– Jest nieprzytomna, ale będzie żyła – odpowiedział lekarz, nawet na mnie nie patrząc. – Powinna trafić do kliniki… – zaczął, lecz nie pozwoliłem mu dokończyć.

Wstałem z klęczek, odsunąłem się lekko w tył, aby dać mu przestrzeń do działania. Doskonale znał moje zdanie na temat szpitali, więc nie rozumiałem, po co porusza ten temat.

– Żadnej kliniki i żadnych śladów – rzuciłem hardo. – Poskładaj ją i przywieź do mnie. – Spojrzałem na Johna. – A ty masz zjawić się w moim gabinecie w pierwszej kolejności! – rozkazałem, a jego jabłko Adama poruszyło się, gdy przełykał ślinę.

Przytaknął. Wiedział, że ma przejebane za to, co się stało. Miał jej, kurwa, pilnować i nie dopuszczać właśnie do takich sytuacji, a nie wykonywać zadanie, gdy było już za późno, bo dziewczyna oberwała.

Wsiadłem do auta i ruszyłem do domu. Nie powiem, że nie chciałem zostać, bo chciałem, ale nie mogłem pokazać, że mam do niej słabość, bo stałaby się łatwym celem dla moich wrogów. Dlatego też nigdy nie poznała mojej twarzy i nie wiedziała, kim jestem. Fakt, raz nasze spojrzenia się spotkały, ale wtedy była ostro naćpana i na pewno nie poznałaby mnie teraz.

Rozdział 2

Ava

Myślałam, że umieranie jest łatwe oraz spokojne, a przede wszystkim bezbolesne. Myliłam się, i to bardzo, bo całą sobą czułam przeszywający mnie ból. Koszmarny ból. Mój oddech przyspieszył. Próbowałam otworzyć oczy. Udało się dopiero za trzecim razem. Przekręciłam głowę na bok, widząc przed sobą szerokie plecy mężczyzny. To nie był John, ten tutaj był lepiej zbudowany, umięśniony i wyższy. Miał na sobie czarne spodnie od garnituru oraz czarną koszulę z podwiniętymi rękawami. Był brunetem, a John jest ciemnym blondynem.

– Wody – zachrypiałam, nie zważając na ból, a mężczyzna, nie wiedzieć czemu, cały się spiął. Jednak nie odwrócił się w moją stronę twarzą.

– Nie patrz na mnie! – rozkazał ostrym tonem.

Byłam pewna, że już gdzieś kiedyś go słyszałam, ale to było dawno. Nie potrafiłam sobie teraz przypomnieć, gdzie to było i do kogo ta barwa głosu należała. Nie posłuchałam go. Miałam w dupie, czy się wkurwi, czy nie. I tak samo, czy mi coś zrobi, czy nie. Wyciągnął z kieszeni telefon i przyłożył go do ucha.

– Obudziła się właśnie – powiedział tylko i zakończył połączenie. – Nigdy nie powtarzam poleceń – burknął do mnie. – A jeśli będę musiał to zrobić, to prędzej ci skręcę kark, niż powtórzę, co masz zrobić – zagroził, dalej używając tego nieprzyjemnego i ostrego tonu głosu.

Chyba myślał, że się go wystraszę, ale słyszałam takie groźby w moim kierunku niemalże codziennie. Nie działały zatem na mnie żadne słowa, nawet te najbardziej obrzydliwe i straszne.

– A to jeszcze nie jestem w piekle? – zachrypiałam po raz kolejny, a on się gorzko zaśmiał. Nie odpowiedział nic, bo drzwi do pokoju się otworzyły.

– Daj jej wodę – nakazał lekarzowi, który już kiedyś się mną zajmował. Przychodził czasami sprawdzić, jak się wszystko goi.

Mężczyzna wyszedł, a ja nadal nie znałam jego twarzy. Miałam jednak przypuszczenie, że to on rządzi w tym domu.

– Jak się czujesz? – zapytał Mike i lekko się uśmiechnął. Zwilżył waciki wodą. – Tylko tyle możesz dostać – dodał, kładąc mi je na usta i lekko przecierając moje suche wargi.

Już tak długo się mną zajmował, że dawno zaczęliśmy mówić sobie po imieniu. Lubiłam jego towarzystwo. On był inny… zawsze życzliwy i uśmiechnięty, dbał o mnie, jak tylko potrafił, i był przy tym bardzo delikatny. Przede wszystkim zawsze ze mną rozmawiał, nawet na błahe tematy, i nigdy mnie nie straszył ani mi nie groził, w przeciwieństwie do innych mężczyzn, których od dawna spotykałam na swojej drodze.

– Kto to był? – zapytałam z zaciekawieniem o faceta, który opuścił to pomieszczenie.

Myślałam, że w końcu się uwolnię poprzez śmierć, a tu życie znów ze mnie zadrwiło i kazało dalej się męczyć na tym padole. Taka życiowa ironia… Ja odbierałam życie, a mi nikt nie chciał zrobić tego samego w ramach karmy.

– Nikt ci nie powiedział? – Przestał zginać mi rękę i automatycznie popatrzył na drzwi, za którymi zniknął tajemniczy mężczyzna.

– Nie pytałabym, gdybym wiedziała, kim jest – odpowiedziałam i lekko się skrzywiłam, gdy zaczął zginać moją nogę. Nie zrobiłam tego z bólu, ale na widok tych wszystkich blizn.

– Trafna uwaga, ale niestety ja też ci nie powiem, skoro nikt inny tego nie zrobił. – Podłączył mi kroplówkę, do której dodał jakieś leki. – To uśmierzy ból i pomoże ci odpocząć, abyś szybciej się zregenerowała.

Moje powieki stały się ciężkie i już wiedziałam, że dostałam jakiś środek nasenny. Odpłynęłam, nawet nie wiem kiedy.

Ethan

Stałem pod drzwiami jak idiota, podsłuchując ich rozmowę. Oparłem się plecami o ścianę ze skrzyżowanymi rękami, dopóki nie skończyli o mnie gadać. Musiałem wytężyć słuch, gdy Ava mówiła. Było słychać po jej głosie, że jest bardzo słaba. Strzały postrzałowe są bardzo bolesne i dosyć długo się goją, ale to wszystko też zależy, gdzie się dostanie kulkę. Dopiero gdy lekarz stwierdził, że nic jej nie powie, poszedłem do swojego gabinetu. Ma szczęście, że nie puścił pary z gęby, bo musiałbym szukać nowego doktorka na zastępstwo. Wystarczy, że musiałem sprzątnąć burdel po Johnie, bo niechcący go połamałem za to, co się stało Avie. Zdyskwalifikowałem go z pracy na przynajmniej kilka miesięcy. Noga mu się zrośnie nawet szybko, ale że w dwóch miejscach i do tego też w kolanie, to musiał przejść operację i trochę potrwa rehabilitacja. Przyznaję, nie przemyślałem tego, gdy chwyciłem za kij bejsbolowy i okładałem go nim w swoim gabinecie. Dobrze, że jedynie pomyślałem, żeby go nie walić w głowę. Chciałem dać mu nauczkę, a nie go zabić. Zadziałałem impulsywnie, a jego tłumaczenie sprawiło, że krew mi zawrzała w żyłach. Zrehabilitowałem się na tyle, że ma opiekę świetnych specjalistów na mój koszt.

Nie zdążyłem nalać sobie wody do szklanki, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Zaprosiłem doktorka do środka, po czym usiadłem wygodnie w fotelu.

– Jeszcze trochę i wyjdzie z tego. – Zajął miejsce naprzeciwko. – Myślę, że to już ostatnia dawka leków usypiających i ból na tyle powinien zelżeć, że wystarczą doustne. Generalnie nigdy takich leków nie podaję po postrzale… – Urwał, bo dobrze wiedział, że mam gdzieś jego opinię.

To mnie na tym zależało. Lepiej dla niej będzie, jak to prześpi. Sam bym zastosował ten lek, gdy mnie postrzelono, ale nie mogłem. W tej kwestii jego opinia mnie nie interesowała.

– A jak z Johnem? – zmieniłem temat. Zaczynałem żałować, że go nie ma, bo teraz sam wszystko musiałem ogarniać.

Mimo wszystko należało mu się. I takie myślenie powodowało, że nie narzekałem na większą ilość pracy. Drugi raz pewnie zrobiłbym to samo, albo gorsze byłyby konsekwencje, bo bym go zabił, a tak powinien mi jeszcze podziękować, że żyje.

– Tutaj też potrzeba czasu, ale nie narzeka na opiekę – odparł, podchodząc do drzwi. – Przyjdę jutro sprawdzić, co u Avy. Jakby co, to leki doustne zostawiłem na jej szafce nocnej, gdyby były potrzebne.

– Dobrze – mruknąłem, po czym rozmasowałem skronie, gdy opuścił w końcu mój gabinet.

Zerknąłem jeszcze na barek, ale stwierdziłem, że nie mam ochoty na nic mocniejszego.

Poszedłem pobiegać na bieżni przed snem, aby rozładować napięcie. Byłem zmęczony psychicznie, ale nie fizycznie. Wiedziałem, że jeśli nie wyładuję się na bieżni, to szybko nie zasnę i będę się kręcił w łóżku sfrustrowany. Biegałem, mając przed oczami śpiącą Avę, którą niemalże w każdej wolnej chwili podglądałem. Ta kwestia zmieniła się w momencie, gdy dostrzegłem w niej piękną kobietę, a nie zombie, które widziałem w burdelu. Wyglądała coraz lepiej, a ja nadal nie potrafiłem podjąć żadnej decyzji dotyczącej jej i tego, co z nią zrobić.

Zaczynało mi to coraz bardziej ciążyć. Nie lubiłem otwartych spraw, wolałem mieć wszystko poukładane i dokończone. Ona jednak pozostawała tą jedną „sprawą”, która mnie irytowała, a jednocześnie nie potrafiłem jej zamknąć ani podjąć konkretnej decyzji.

Rozdział 3

Ava

Obudził mnie potworny ból. Zagryzłam kołdrę, ale to nie pomagało. Mimowolne syknięcie wydobyło się spomiędzy moich warg. Chciało mi się też okropnie pić. Gdy w ciemności macałam po szafce czegoś, co zawierało wodę, przez przypadek strąciłam metalowe naczynie. W nocnej ciszy dźwięk wydał się znacznie głośniejszy, niż był w rzeczywistości. Usłyszałam hałas na korytarzu, a chwilę później szczęk zamka w drzwiach.

– Dlaczego nie śpisz? – zapytał mężczyzna zaspanym głosem, zapewne niezbyt zadowolony z faktu, że go obudziłam.

Krzyknęłam, widząc przez przebijające się przez okno światło księżyca, że mężczyzna jest w kominiarce. Takich nocnych atrakcji to ja się nie spodziewałam.

– Dlaczego masz kominiarkę? – zapytałam, dopiero teraz w pełni sobie uświadamiając, kim jest ten mężczyzna.

Był tu wcześniej – wtedy, gdy się przebudziłam, zanim lekarz znów uśpił mnie lekami. Teraz myślałam już wyraźniej. Gdy odezwał się chłodnym tonem, połączyłam fakty i zrozumiałam, z kim mam do czynienia. Nie przyniosło mi to jednak ulgi. Ta wiedza i tak nie wróżyła nic dobrego.

– Bo tak lubię, a skoro postawiłaś cały dom na nogi, to może mi wyjaśnisz, dlaczego to zrobiłaś? – dopytywał, zbliżając się.

Tym sposobem lepiej mogłam mu się przyjrzeć. Miał na sobie tylko bokserki i tę nieszczęsną kominiarkę. Podniósł, jak się okazało, metalową nerkę, którą zrzuciłam przez przypadek, gdy szukałam wody, i położył ją z powrotem na szafce nocnej.

– Chciałam się napić, ale jak masz coś przeciwbólowego, to też chętnie wezmę.

Starałam się ukryć przed nim, jak bardzo mnie boli. Miałam wrażenie, że z każdą minutą coraz bardziej.

– Tylko mały łyk na połknięcie tabletki – odparł, po czym odkręcił butelkę i wyłuskał z opakowania lek. Podał mi go, lekko podciągając mnie do pozycji siedzącej, żebym się nie zakrztusiła.

– Dziękuję. Nie spodziewałam się, że dasz mi to, o co poprosiłam – mruknęłam, krzywiąc się lekko, gdy pomagał mi się z powrotem położyć.

Nasze oczy spotkały się na ułamek sekundy.

Przez to, że miał na sobie kominiarkę, ciężko było rozszyfrować, co sobie pomyślał. Jego oczy jedynie troszeczkę się zwęziły. Światło księżyca wpadające przez okno dosyć dobrze oświetlało pomieszczenie.

– Nie znasz mnie i niech tak pozostanie – warknął niezbyt przyjaźnie, znów przybierając ten chłodny ton głosu. Odwrócił się na pięcie i już łapał za klamkę, gdy wypaliłam:

– Jesteś Ethan McKing – oświadczyłam i ugryzłam się w język. Szkoda, że za późno…

On odwrócił się szybko i znów podszedł do łóżka. Lekko mnie zmroziło, bo myślałam, że zaraz skoczy mi do gardła, ale nic takiego się nie stało.

– Ten lekarz ci to powiedział? – zapytał, a ja zaprzeczyłam ruchem głowy. – To kto?

– Mój brat. Pamiętam, że byłeś w tamtym miejscu i po co. Wiem także, że to dzięki tobie znalazłam się tutaj – wyjaśniłam, zamykając oczy i czekając, aż ból minie.

– Nie nazywam się tak – skłamał gładko, a ja wiedziałam, że to ja mam rację. – Śpij dobrze i mnie więcej już, kurwa, nie budź. Jutro ciężki dzień przede mną i nie mam ani czasu, ani ochoty cię niańczyć.

Trzasnął drzwiami, aż mimowolnie się wzdrygnęłam. Moje myśli galopowały nieustannie, gdy zastanawiałam się, dlaczego mnie tu trzyma. Nie stanowię dla niego żadnej wartości.

Tej nocy już nie zasnęłam. Stało się to dopiero nad ranem, gdy wzięłam kolejną tabletkę i przestało mnie tak boleć. Tym razem starałam się nic nie zwalić z szafki.

Ethan

Wie, kim jestem. Kurwa, nie tak miało być! Prawie wybiłem zęby, nakładając sobie kominiarkę i biegnąc do niej. Wszystko na nic. Utrzymywałem ją przy życiu, a teraz muszę jej wpakować kulkę między oczy, bo chuj wie, skąd zna moje nazwisko. Nie tak miało być. Decyzja sama się podjęła bez mojego udziału.

Walnąłem pięścią w poduszkę, która nie chciała się ułożyć tak, jak powinna, żeby było mi wygodniej. Do rana przekręcałem się z boku na bok, planując jej zabicie. Stwierdziłem w końcu, że ściągnę rano lekarza, który poda jej środki nasenne, i wtedy pociągnę za spust, żeby nie dokładać jej cierpienia.

– Pieprzony Samarytanin z ciebie się zrobił, Ethan! – warknąłem sam do siebie, kolejny raz zmieniając bok. Westchnąłem ciężko.

Sen jednak uparcie nie nadchodził, a ja byłem coraz mocniej poirytowany. Wstałem więc z łóżka i zacząłem pracę, robiąc tylko przerwę na śniadanie oraz kawę. Nic mi nie wychodziło. Dziewczyna cały czas siedziała mi w głowie i nie chciała z niej wyjść. Nie chciałem o niej myśleć ani nic, ale to samo się działo. Starałem się liczyć cyferki, bo do tego potrzebowałem pełnego skupienia, ale gdy przeliczyłem po raz trzeci jedną kolumnę i za każdym razem wychodził mi inny wynik, dałem sobie spokój. Rozparłem się wygodnie w fotelu, patrząc w sufit, i roztarłem skronie. Wiedziałem, że gdy tylko pociągnę za spust, myśli ustąpią i w końcu wszystko wróci do normy. Przynajmniej taką miałem nadzieję. Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi.

– Proszę – rzuciłem od niechcenia.

Nawet na nie nie spojrzałem, bo miałem to gdzieś, kto do mnie przyszedł i po co. Prowadziłem nielegalną działalność w postaci ściągania długów z osób, które migały się od płacenia różnych zobowiązań, ale także miałem legalną działalność, budowałem różne lokale do wynajęcia i sprzedawałem je z dużym zyskiem. Pieniążek sam się kręcił.

– Pisałeś, żebym przyjechał wcześniej – oznajmił doktorek, nie bawiąc się w powitania.

No i dobrze. Lubię konkretnych ludzi. Nie mam czasu bawić się w gadki szmatki.

– Tak, chcę, żebyś podał dziewczynie mocny lek nasenny – rzuciłem wypranym z emocji głosem, jakbym mówił o pieprzonej pogodzie za oknem.

To był rozkaz, nie zamierzam się tłumaczyć z moich planów i pomysłów. Mam ludzi od tego, aby się mnie słuchali. Koniec i kropka.

– Ale… – zaczął, lecz spojrzałem na niego z mordem w oczach, więc powstrzymał się od komentarza.

Dobrze, zna swoje miejsce w szeregu – pomyślałem.

– Nie wkurwiaj mnie, miałem wystarczająco kiepską noc.

Przytaknął, nadal stojąc w drzwiach, jakby się bał wejść do jaskini lwa. W sumie byłem lwem – metaforycznie i zodiakalnie.

– Dobrze, podam jej – odparł zrezygnowany, zaciskając usta w cienką linię, pokazując swoje niezadowolenie. – Mogę zapytać, w jakim celu?

Powstrzymałem się, aby nie warknąć na niego i nie wydrzeć gęby. Nie jego wina, że dziewczyna nie pozwoliła mi spać w nocy, ale jego, bo zadaje głupie pytania, a ja ostatnio jestem bardzo nieobliczalny i porywczy. Jakby tak się głębiej zastanowić, wszystko to się zaczęło, gdy zobaczyłem Avę postrzeloną. Mimo postrzału była w lepszej kondycji niż kiedyś. I tak się stało, że wpadła mi w oko, co przyznaję z żalem.

– Zapytać możesz, ale nie dostaniesz odpowiedzi innej niż taka, że od jutra będziesz zajmował się tylko Johnem – powiedziałem, po czym skrzyżowałem dłonie na piersi.

Doktorek nie jest głupi, na pewno szybko połączy kropki. Widzę jednak, że już to zrobił, bo się skrzywił. Na szczęście nie zaczął mnie przekonywać do zmiany zdania, bo tego już bym nie wytrzymał.

– Rozumiem, za dwadzieścia minut środek będzie już działał. Jeśli to wszystko, to podam lek i jadę do Johna – oświadczył i wyszedł z gabinetu.

W końcu, kurwa – przemknęło mi przez myśl.

Odsunąłem się lekko od biurka, żeby otworzyć dolną szufladę. Przekręciłem kluczyk, który wyciągnąłem z kieszeni, i sięgnąłem po broń, tłumik oraz naboje. Załadowałem tylko jeden nabój, założyłem tłumik i spojrzałem na zegarek. Położyłem broń na blacie i czekałem. Kroki doktorka na korytarzu były sygnałem. Wsuwając zabezpieczoną broń za pasek na plecach, wyszedłem z gabinetu, gotów zrobić to, co planowałem od wczoraj, gdy wypowiedziała moje imię i nazwisko. Dziewczyna już powinna mocno spać, więc nie bawiłem się w zakładanie kominiarki.

Plan był prosty: wejść do jej pokoju, zrobić to, co trzeba, a sprzątanie zostawić chłopakom. Rzadko robiłem to sam. Miałem od tego ludzi. Po broń sięgałem tylko wtedy, gdy sprawa była wyjątkowa. A ona taka właśnie była.

Redakcja: Ola Juryszczak Korekta: Elżbieta RożkiewiczProjekt okładki: Tomasz BiernatSkład: Tomasz Biernat

Copyright by Ewa Maciejczuk 2026Copyright for the Polish Edition by Wydawnictwo Nocą,Warszawa 2026

Druk i oprawa:Drukarnia Sowa

ISBN: 978-83-68657-31-9

WYDAWNICTWO NOCĄul. Filipiny Płaskowickiej 46/8902-778 WarszawaNIP: 9512496374www.wydawnictwonoca.ple-mail: [email protected]

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3