W drodze 11/2018 - Wydanie zbiorowe - ebook
Opis

Miesięcznik dominikański z 40-letnią tradycją. Pomaga w poszukiwaniu wiary i pogłębianiu życia duchowego. Porusza na łamach problemy współczesności, perspektywę religijną poszerza o tematykę psychologiczną, społeczną i kulturalną.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 175

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wstępniak

Drodzy Czytelnicy,

•••

Roman Bielecki OP

wielokrotnie słyszeliśmy, że mamy siebie dobrze traktować i polubić swoje życie, tyle że łatwiej się o tym mówi, niż się to realizuje w praktyce.

Być może jednym z powodów naszych zahamowań jest słuszna obawa, że takie nastawienie prowadzi do narcyzmu rodem z łamów kolorowych magazynów, w których celebryci ze swadą opowiadają, że przecież chcieć to móc. Wystarczy tylko pozytywne myślenie na swój temat, a wszystko stanie się prostsze, czego ich życie jest najlepszym dowodem.

Odzywa się w nas też rozdarcie pomiędzy ewangelicznymi Marią i Martą, uosabiającymi z jednej strony to, co jest w życiu modlitwą, a z drugiej strony to, co jest w nim pracą. Rozterka tym większa, że wzmocniona słowami Pisma, mówiącymi wprost, że zasłuchana w to, co mówił Jezus, jedna z sióstr wybrała lepszą cząstkę, a więc, w domyśle, zaangażowanie w codzienność drugiej siostry jest zajęciem mniej ważnym.

Nasi autorzy zwracają uwagę, że wielu tych trudności i rozterek udałoby się uniknąć, gdybyśmy pośród rzeczy ważnych umieli wybierać to, co jest dla nas ważniejsze. A także zgodzili się na to, że wszystkiego w życiu mieć nie będziemy. Nie przeczytamy wszystkich ważnych książek, nie zobaczymy wszystkich kościołów Rzymu, Paryża i Wenecji. Nie obejrzymy wszystkich filmów i wszystkich obrazów w galeriach świata. Być może owo polubienie siebie to – jak pisała kiedyś amerykańska poetka Emily Dickinson – zgoda na to, że zamiast oceanu mamy jedną kroplę, zamiast całego lasu kawałek wrzosu. Tylko taka perspektywa może nas uratować przed smutkiem i złością na samych siebie.

Roman Bielecki OP – ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu.

W numerze:

Drodzy Czytelnicy,

Rozmowa w drodze

DUCHOWY ŚLUSARZ

Polubić siebie

IDEAŁ NIEIDEALNY

ŻEGNAJ, MARTO!

GDZIE JEST MOJE MIEJSCE?

MASZ TALENT - MASZ PROBLEM

100-lecie odzyskania niepodległości

HISTORIA I MIT

RUSKA ZABIERZE CI MĘŻA

BÓG ZBAWIA OSOBY

Reportaż

MOŻE TAK JEST ŁATWIEJ

Intrygujące karty Kościoła

ENTLICZEK, PENTLICZEK

Pytania w drodze

KŁOPOT Z DZIĘKCZYNIENIEM

Orientacje

TRAUMA OŻYWIONA

PO SŁONECZNEJ STRONIE ULICY

Dominikanie na niedziele

IDŹ I KOCHAJ

SZLABANY I ROZKŁADY

W RĘKACH BOGA

PRZECIERANIE OCZU

ZUPEŁNIE INNA WŁADZA

Felietony

KAMIENNE SCHODKI SIENY

CZASEM LEPIEJ NIE WIEDZIEĆ

MY TU TYŻ SOM

W BOŻYM OGRÓDKU: ANNA MARIA OD POKUTY

OKAZJA DO NAWRÓCENIA

Rozmowa w drodze

DUCHOWY ŚLUSARZ

•••

Jeśli ktoś ma powołanie, to zostanie tak czy owak, zawalczy o nie. A jeśli nie ma, to będzie nieszczęśliwy. To tak, jakby się ożenił z kobietą, której nie kocha, bo matka mu powiedziała, że ta miłość kiedyś nadejdzie.

Z trapistą MICHAŁEM ZIOŁO rozmawiają Katarzyna Kolska i Roman Bielecki OP

FOT. ARCHIWUM REDAKCJI

Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: Obudziło mnie bicie dzwonów o piątej rano.

Michał Zioło OCSO: Pierwszy raz biją za piętnaście czwarta. Widocznie pani nie słyszała. Potem o czwartej i o piątej.

Dzwon wyznacza rytm waszego życia?

Tak. Siedem razy w ciągu dnia zbieramy się na modlitwę, więc najpierw dzwon nas zwołuje – jest pierwsze uderzenie, a potem drugie, kiedy już jesteśmy w kościele – to znak, żeby rozpocząć.

Ktoś ciągnie za sznurek na dzwonnicy?

Zasłonię się regułą św. Benedykta jak tarczą. Mówi ona, że do opata należy troska o zwoływanie mnichów na godziny służby Bożej. Może się tym zająć sam albo powierzyć to zadanie jakiemuś sumiennemu bratu, który dopilnuje, żeby modlitwy odbywały się o właściwej porze. Nasz opat wybrał opcję sztucznej inteligencji i na dzwonnicy wszystko jest zaprogramowane. Pamiętam jednak czasy, kiedy sznury od dzwonów z naszej prowansalskiej dzwonnicy były spuszczone do wnętrza kościoła i każdy nowicjusz musiał opanować bardzo trudną sztukę tego boskiego telegrafu, bo my uważamy, że dzwon jest głosem Boga.

Wyobraźmy sobie, że dzwonnik zaspał albo że mechanizm się zepsuł…

Święty Benedykt przewidział procedury na wypadek takiej katastrofy, choć podkreślał też, że należy się pilnować, aby takie rzeczy nie miały miejsca; ktoś, kto dopuści się zaniedbania, musi w oratorium odpowiednio zadośćuczynić Bogu. Dlatego punktem honoru każdego mnicha jest przyjść nieco wcześniej do chóru. Gdyby jednak wspólnota zaspała, to należy „przeciągać nieco Psalm 66, aby wszyscy zdążyli się zejść na Psalm 50…” – czytamy w regule.

Bez tych dzwonów nie dałoby się funkcjonować? Przecież każdy ma zegarek.

Głos dzwonu przychodzi do nas z góry, czasami jak piorun, wcale nie jest dyskretny, to informacja dla nas, że zaraz będzie przechodził Ktoś cichy i pokornego serca i warto oddać Mu chwałę. I zrobić Mu przyjemność. Jest to też znak dla ludzi, że jesteśmy i czuwamy. Poza tym, jak świat światem, nigdy nie słyszano, a Biblia o tym zaświadcza, żeby Izrael gromadził się sam. To Bóg gromadzi swój lud. Jego głos.

Czy ten dzwon was budzi?

O nie, my się budzimy dużo wcześniej. W Pożegnaniu z Afryką jest taka scena, kiedy służący widzi palące się wokół trawy i budzi właścicielkę farmy słowami: Msabu, wstawaj, myślę, że Bóg nadchodzi. My też budzimy się nieco wcześniej, bo Bóg nadchodzi.

A dlaczego ten dzwon musi bić już przed czwartą?

Już powiedziałem: żeby nas ostrzec, że On już nadchodzi. To pytanie przypomina mi skargę bohatera Dnia świra, który wychyla się przez okno i woła do skuwających asfalt robotników: Panowie, czy wy musicie tym młotem tak wcześnie napier… To, że ja nie wstaję o szóstej rano, nie znaczy, że ja nie pracuję!

Ale o siódmej rano też można chwalić Pana.

Hm… można, ale są takie momenty, które Ewangelia uważa za uprzywilejowane do kontaktu z Panem Bogiem. Jezus wstawał przed innymi i szedł na pustynię, na ubocze, i tam się modlił do swojego Ojca. Poza tym to jest dar. Jeżeli sobie odmawiam snu i zaczynam czuwanie, to chcę przez to pokazać, że jest Ktoś, dla Kogo warto z tego snu zrezygnować. Kiedy dwoje zakochanych ludzi nie może się ze sobą rozstać i przedłużają ten moment, ile tylko się da, to nikt się nie dziwi. Każdy powie: To normalne, oni się kochają. A kiedy mówimy o Panu Bogu, to zaraz pytamy: A dlaczego wstajemy tak wcześnie? A czemu ma to służyć? Jeśli w klasztorze wszystko zostanie zracjonalizowane, to należy zamknąć klasztor i się rozejść.

Wy chcecie czuwać wtedy, kiedy inni śpią?

Czuwamy nad tymi, którzy śpią, a przede wszystkim z tymi, którzy nie mogą spać: z chorymi, z tymi, którzy cierpią, umierają…

Wstając rano, myślicie o tych, którzy nie mogą spać?

No nie, nie oszukujmy się, nie wyskakuję z łóżka o trzeciej piętnaście ze świadomością, że teraz się łączę duchowo ze wszystkimi nieszczęśnikami, którzy cierpią na bezsenność. Poza tym ja nie mam się nad tym zastanawiać. Moje chcenie czy niechcenie, moje emocje – pozytywne czy negatywne – nie mają aż tak wielkiego znaczenia. Dzwon dzwoni, woła, wstaję, idę.