W drodze 08/2018 - Wydanie zbiorowe - ebook
Opis

Miesięcznik dominikański z 40-letnią tradycją. Pomaga w poszukiwaniu wiary i pogłębianiu życia duchowego. Porusza na łamach problemy współczesności, perspektywę religijną poszerza o tematykę psychologiczną, społeczną i kulturalną.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 146

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wstępniak

Drodzy Czytelnicy,

•••

Roman Bielecki OP

kiedy się słyszy o skali internetowych kłamstw i oszustw, aż trudno nie pomyśleć, jak dziś skończyłaby się historia strażników pewnego grobu w pobliżu Jerozolimy. Prawdopodobnie zamiast biec ze strachem do swoich przełożonych, usiedliby do tabletów, tworząc fałszywe konta i rozpędzając machinę dezinformacji, że ktoś wykradł w nocy ciało ukrzyżowanego kilka dni wcześniej Jezusa. Wiadomość lotem błyskawicy dotarłaby na krańce świata, a potem, nie dochodząc prawdy, powtarzano by ją z ust do ust. Niemożliwe? Możliwe. Tak właśnie rodzą się fake newsy. Wszak internet, jak każda dziedzina ludzkiej aktywności, jest podatny na manipulacje. A skala zjawiska jest gigantyczna.

Chrześcijanie powiedzieliby, że to robota antychrysta, czyli antyprawdy, kogoś, kto sam z siebie nic nie może. Potrafi jedynie małpować to, co już jest, i zwodzić innych, bo żyje z udawania.

Może więc w ramach prewencji duchowej warto zrobić użytek ze starej angielskiej zasady, w myśl której „widzieć to znaczy wierzyć”, i raz na jakiś czas zrezygnować z opalania się przed ekranami. Oczywiście tak długo, dopóki ktoś nie wymyśli sposobu na to, żeby sfotoszopować rzeczywistość. Ale do tego czasu błogosławieni będą ci, którzy mniej widzieli i mniej słyszeli, bo to, co dziś rozgrzewało do czerwoności internet, jutro już leżeć będzie na śmietniku historii. Z tą myślą zostawiam Państwa, zachęcając do przeczytania najnowszego numeru miesięcznika.

Roman Bielecki OP – ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu.

W numerze:

Drodzy Czytelnicy,

Rozmowa w drodze

NIE ZASTANAWIAM SIĘ NAD LICZBAMI

Kontrowersje

ULGA CZY ROZCZAROWANIE

Kłamstwo ma się dobrze

NIE WIERZCIE

PRZESIADKA Z LEKTYKI

INTERNET ZRODZIŁY POTWORY

MÓWI I PISZ TAK, BY CI UFANO

Włoskie smaki

WINO DO ROSOŁU

Intrygujące karty Kościoła

PAN PAPIEŻ

Kiedy się modlisz

CHLEB, KTÓRY DAJE SIŁĘ

Pytania w drodze

PIĘKNO NIEPOKALANEJ

Orientacje

MASKARADA

DO SAMEGO KOŃCA

Dominikanie na niedziele

CHLEBA I NIEBA

KAWAŁEK ZWYKŁEGO PLACKA

KRÓLOWANIE

PRZEDZIWNY POKARM

IKONA MATKA

Felietony

FUSBALORZE

NOWA ANTOLOGIA UMARŁYCH

ZARAZ WYJEŻDŻAM

WAKACJE

SĄDNE DNI

Rozmowa w drodze

NIE ZASTANAWIAM SIĘ NAD LICZBAMI

•••

Nie jest dla mnie problemem odprawić liturgię Wielkiego Czwartku w więzieniu. Natomiast umyć nogi tym, z którymi się na co dzień spotykam, z którymi się pokłócę, z którymi nie zawsze jest mi po drodze - to już wyczyn.

Z prymasem Polski abp. WOJCIECHEM POLAKIEM rozmawiają Katarzyna Kolska i Roman Bielecki OP

FOT. BP KEP

Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: Czy był ksiądz prymas kiedyś w Irlandii?

abp. Wojciech Polak: Tak, kilka razy. Odwiedzałem środowiska polonijne, ponieważ odpowiadałem w Episkopacie za kontakty z Polonią. Przy tej okazji bierzmowałem młodzież, byłem również w więzieniu, by spotkać się z Polakami, którzy z różnych powodów się tam znaleźli.

Miał ksiądz prymas poczucie, że wraca z kraju ludzi wierzących?

Nie potrafiłbym tego powiedzieć, ponieważ nie kontaktowałem się bezpośrednio z irlandzkimi parafiami. Zwykle spotykałem się z polskimi wspólnotami czy to u dominikanów w Dublinie, czy w kościele księży chrystusowców na High Street. To są mimo wszystko grupy w pewien sposób odizolowane od kontekstu tamtejszego Kościoła. Widać było natomiast otwartość i życzliwość, z jaką Irlandczycy przyjęli Polaków.

Jeszcze dwadzieścia lat temu mówiono, że Irlandia to kraj katolicki. Po wprowadzeniu tam kilka lat temu zgody na małżeństwa osób tej samej płci i liberalizacji ustawy antyaborcyjnej w ostatnich tygodniach rodzą się pytania, czy w Polsce dojdzie do podobnych zmian.

Nie czuję się upoważniony, by przewidywać przyszłość. Kościół musi odpowiadać na bieżące wyzwania i próbować im sprostać.

Z badań CBOS-u przeprowadzonych w latach 2016-2017 wynika, że 70 procent wierzących w Polsce chodzi do spowiedzi wielkanocnej, a 83 procent pości w Wielki Piątek. To jest chyba powód do zadowolenia.

Liczba osób chodzących do spowiedzi nic nie mówi. Ważniejsze jest to, jak przełożyć doświadczenie świąteczne na codzienność życia. To jest moja ogólna diagnoza dotycząca polskiego Kościoła.

Musimy intensywnie pracować nad ludzkimi sumieniami, tak by wiara przestała być wyłącznie deklaracją statystyczną, a stała się osobistym wyborem Boga. Jeżeli się zastanawiamy nad procesami społecznymi i ich rozwojem, to pamiętajmy, że ludzie nie porzucą chrześcijańskiego źródła tylko wówczas, jeśli będą do niego przekonani. Gdy spowiadam w Wielki Piątek w katedrze w Gnieźnie, to słyszę, że ludzie nie dają sobie z tym rady. Z jednej strony chcą nawrócenia i pojednania z Bogiem, a z drugiej zatrzymują się na poziomie spełnienia obowiązku, bo trzeba przyjść raz do roku, tak jak ich nauczono.

Może dobrze, że robią to chociaż raz do roku?

Mamy do czynienia z bardzo silną polaryzacją. Są osoby, dla których związek z Kościołem jest luźny i nie wykracza poza okolicznościowe spotkanie z Bogiem przepisane prawem, ale są też tacy, którzy szukają pogłębionego życia duchowego. Mogę to zaobserwować na przykładzie Centrum Edukacyjno-Formacyjnego w Gnieźnie. Pewnie można byłoby powiedzieć, że nie ma tam tłumów, ale z drugiej strony tematy podejmowanych sesji też nie są łatwe – jak przeżyć utratę dziecka, jak pogłębić swój kontakt z Biblią czy jak budować swoją dojrzałość uczuciową. Takie warsztaty nigdy nie będą się odbywały z udziałem tłumów. Nawet bardziej pomaga im atmosfera kameralności.

Czy słyszy ksiądz prymas deklaracje typu: Do Kościoła nie chodzę, ale w Boga cały czas wierzę?

Tak, oczywiście.

Czy to nie jest dowód na prywatyzację wiary, duchowość bez sakramentów i wspólnoty?

Kontakt z Panem Bogiem musi być konkretny, oparty na słowie, sakramentach i wspólnocie. Stwierdzenie, że Pan Bóg jest i ja w Niego wierzę, to zdecydowanie za mało.

Wspominał ksiądz prymas o formowaniu sumienia. Coraz częściej pojawiają się jednak sytuacje, w których ktoś mówi, że się nie spowiada, bo sumienie mu niczego nie wyrzuca, albo uznał w sumieniu, że coś nie jest grzechem.

Kiedy człowiek powołuje się na sumienie, to musi wiedzieć, czym ono jest i jak je kształtować. Nie może być tak, że za jego pomocą uzasadnia się swoje zachowanie, nie dopuszczając żadnych korekt, mówiąc: To moje sumienie, koniec, kropka.

To przejaw wybiórczej mentalności w podejściu do Dekalogu.

Zdaję sobie sprawę, że współczesnemu człowiekowi trudno jest się podporządkować zasadom, bo się boi, że utraci swoją wolność. Dlatego papież Franciszek często mówi o drodze rozeznawania decyzji, co za każdym razem jest związane z jakimś wysiłkiem. W wypadku sumienia mówimy nie tyle o rozpoznaniu swojego subiektywnego odczucia, ile wewnętrznego głosu Boga.

To bardzo wysoko ustawiona poprzeczka. Chcemy, żeby ludzie, mając na głowie tyle obowiązków, jeszcze dokonywali rozeznania?

No tak, ale to jedyna szansa, żeby uniknąć pułapek – z jednej strony bezrefleksyjnego podporządkowania się zewnętrznemu prawu, które, gdy staje się ciężarem, to człowiek się z niego zwalnia, nie widząc w nim sensu, a z drugiej strony pozostawania na poziomie stwierdzenia: Bo ja tak uważam. Wydaje mi się, że to jest zadanie nas, księży, pokazywać szersze spojrzenie na życie i podpowiadać, że nie warto iść na moralną łatwiznę.

To wszystko świetnie brzmi, ale kto jest w stanie temu sprostać? Wracając do sytuacji irlandzkiej: może powinno nastąpić oczyszczenie i test prawdy wspólnoty Kościoła w Polsce, po którym przejdziemy od katolicyzmu masowego do świadomego? Nie będzie nas wtedy 90 procent, ale dajmy na to – 30?

Szczerze mówiąc, nie zastanawiam się nad liczbami. Tym, co zaprząta moją głowę, nie jest pytanie, ilu przyjdzie, a ilu nie, tylko to, w jaki sposób prowadzić ludzi od wiary odziedziczonej po rodzicach do wiary świadomej. Podczas wizyty na Jasnej Górze papież Franciszek mówił, że puste jest świętowanie, jeżeli się nie dokona pascha serca. I to jest prawda.

Ale żeby się to stało, potrzebujemy świadków. Stara łacińska maksyma mówi: Słowa uczą, przykłady pociągają. Ludzie niejednokrotnie nie widzą spójności między tym, czego księża uczą, a tym, jak sami żyją.

To prawda, ale decyzja wiary nie może się opierać na księdzu, tylko powinna się opierać na Bogu. Duszpasterza zabraknie i co wtedy, koniec wiary? Nieraz mówię do młodzieży podczas bierzmowania, że trzeba zaryzykować i zaufać Bogu, który mnie przeprowadzi przez życie.

Ktoś nam musi jednak tego Chrystusa pokazać.

Zgadza się. I często zamiast nieustannego mówienia o potrzebie nawrócenia trzeba pokazać, że ja też to robię. Niech ludzie widzą, że ja, prymas, też staję w kolejce do konfesjonału, żeby się wyspowiadać.

Kilkakrotnie wspomniał ksiądz prymas w naszej rozmowie papieża Franciszka. Kogoś, kto pokazuje Ewangelię i nawrócenie swoim życiem. I co?

Niestety często chwytamy tylko urywki, które nie mają wiele wspólnego z całością przesłania. To, co mówi papież, jest przefiltrowane medialnie i naprawdę trzeba uważać, żeby nie wpaść w pułapkę uproszczonego opisu pontyfikatu. Franciszek niekiedy używa chwytliwych i zaskakujących obrazów i nie boi się mocnych sformułowań. Przyznam jednak, że nie wywołuje to we mnie obaw czy dyskomfortu. Wręcz przeciwnie, czuję mobilizację do pracy.

Wielu ludzi – w tym także niektórzy duchowni – patrzy na to krytycznie.

Papież wybija nas z utartych schematów myślenia. Najłatwiej jest powiedzieć, że zawsze tak było, i nic nie zmieniać. O wiele trudniej jest otworzyć się na pewną nową perspektywę. Mówiłem ostatnio w jednym z wywiadów o geście papieża Franciszka z Wielkiego Czwartku – dla mnie nie jest problemem odprawić liturgię Wielkiego Czwartku w więzieniu. To jest miejsce, do którego przychodzę, pokazuję moją solidarność, moją miłość. Tylko że ja stamtąd wychodzę, bo nie jestem skazany. Natomiast umyć nogi tym, z którymi się na co dzień spotykam, z którymi się pokłócę, z którymi nie zawsze jest mi po drodze – to już wyczyn.

Czyli ksiądz prymas nieco krytycznie odnosi się do tego, co zrobił papież Franciszek?

Pokazuję, co by mnie więcej kosztowało. Chodzi o to, by gest papieża potraktować jako inspirację do osobistego działania, a nie teatr. Mój Wielki Czwartek i moje obmywanie nóg to ludzie, z którymi żyję na co dzień. Tu muszę się nawracać.

Fajny ten Kościół, gdyby nie ci ludzie, prawda?

I gdyby nie okropny ja w relacjach z tymi ludźmi. Bo w gruncie rzeczy to nie sztuka umyć komuś nogi. Trudniejszą rzeczą jest pozwolić, by ktoś umył mi nogi.

Ksiądz prymas zachęca księży do gestu mandatum w parafiach?

Będąc we Włoszech, zniosłem mandatum w parafii, w której pełniłem funkcję niedzielnego proboszcza. Polegało to na umywaniu nóg małym dzieciom, które się przy tym świetnie bawiły. Ale nie miało to żadnego związku z liturgią. Mówił kiedyś o tym ksiądz Janusz Pasierb, zwracając uwagę na to, że chętnie przeżywamy wiarę poprzez nasze dzieci, samemu pozostając na nią obojętnym.

Zwykle powtarzam księżom, by nie robili tego tylko dlatego, że biskup tak chce. Zależy mi bardziej na tym, by zrozumieć ten gest, a nie żeby odhaczyć wykonanie zadania.

Czyli katecheza dla dorosłych.

To jest nasz wielki deficyt, o którym nieraz humorystycznie mówimy, że robimy dokładnie odwrotnie niż Pan Jezus – błogosławimy dorosłych, a uczymy dzieci.

Nie powinno być katechezy w szkole?

Powinna być, ale jednocześnie potrzebna jest solidna katecheza dla rodziców, chociażby przy okazji przygotowania ich dzieci do pierwszej komunii.

Kto miałby przeprowadzać taką katechezę? Księża, którzy są obłożeni obowiązkami od rana do wieczora?

Sami widzą taką potrzebę i o tym mówią. Czują się sfrustrowani tym, że wkładają dużo wysiłku w przygotowanie dzieci do przyjęcia sakramentu, a chwilę później już ich nie ma w kościele, bo rodzice o to nie dbają. I cała praca katechetyczna sypie się jak domek z kart.

Mówimy o braku katechezy dla dorosłych, ale przyznajmy, że dość często niedzielne 20-minutowe kazania to zmarnowany czas, bo księża zamiast ewangelizować dzielą się swoimi przemyśleniami albo zajmują się polityką.

To duża strata i szkoda, tym bardziej że najczęściej jest to jedyny kontakt wiernego ze słowem Bożym i z możliwością jego wyjaśnienia.

Prosi ksiądz prymas księży, by przykładali się bardziej do głoszenia kazań?

Księża nie różnią się od innych ludzi i też bywają odporni na słowne zachęty. Moje doświadczenie jest takie, że warto mówić od siebie, może nieudolnie, ale od siebie. To przemawia o wiele bardziej niż najlepiej przygotowany tekst czytany. To świadectwo, którego potrzebujemy.

A co z listami pasterskimi? Ten temat powraca od lat. Listów jest za dużo, są za długie i pisane językiem, który zupełnie nie trafia do ludzi.

Mogłoby być ich mniej. Jestem całym sercem za tym. Sam kieruję do diecezjan najwyżej dwa listy w ciągu roku.

Diecezjanie muszą księdza prymasa uwielbiać.

Tego nie wiem. Natomiast staram się, by te listy były swego rodzaju homilią biskupa do wiernych, a nie tylko zbiorem informacji. Te można znaleźć w internecie lub przeczytać na tablicy ogłoszeń w kruchcie kościoła.

Czego te listy dotyczą?

Pierwszy jest z reguły na początek adwentu jako duchowe wprowadzenie w ten okres. Drugi w Niedzielę Dobrego Pasterza dotyczy powołań, nie tylko w kontekście ich deficytu, ale także próby spojrzenia na swoje życie jako na plan Boga, a nie jedynie zbiór przypadkowych wydarzeń.

To są listy księdza prymasa jako zwierzchnika diecezji, ale oprócz tego są jeszcze komunikaty Episkopatu.

Uważam, że musimy je ograniczyć do niezbędnego minimum. I powinny mieć charakter nie tyle informacyjny, ile formacyjny – tylko wtedy będzie to miało sens. Muszę powiedzieć, że na poziomie krajowym udało się już zrezygnować chociażby z listu odnośnie do Tygodnia Wychowania czy Tygodnia Trzeźwości. Jest na ten temat tyle materiałów, że można spokojnie powiedzieć coś od siebie.

A kiedy rozmawia ksiądz prymas z księżmi, to co dla nich, z punktu widzenia parafii, jest problemem?

Nie ma jednej odpowiedzi. Wszystko zależy od specyfiki parafii, od miejsca, w którym dany ksiądz żyje i od tego, jaka jest jego wspólnota. Niektórzy księża narzekają na przykład na duże obciążenie w szkole, co się potem odbija na zaangażowaniu w parafii. Staram się wtedy rozmawiać z proboszczem, żeby miał to na uwadze.

Ktoś powie, że to jest konkretny dochód dla parafii.

Co ciekawe, nie jest to dla księży pierwszorzędny powód pójścia do szkoły. Nie ma w naszej diecezji przymusu dydaktycznego. Mówi się i zaleca, żeby wikariusz nie miał więcej niż etat, ale coraz częściej widzę, że kończy się na połowie etatu, chociażby ze względów organizacyjnych. Są też miejsca, w których proboszcz wprost mówi, że wikary musi się bardziej zaangażować w pracę parafialną i ograniczyć liczbę godzin w szkole.

Wracając do Irlandii. Czy nie fundujemy sobie podobnego losu – wiele osób liczy na zaostrzenie obecnie obowiązującej ustawy antyaborcyjnej, są jednak tacy, którzy się obawiają, że gdy się zmieni władza, wahadło społeczne wychyli się w drugą stronę.

Dlatego trzeba bardzo mocno ostrzegać przed ewentualnymi konsekwencjami takich działań w przyszłości. Na razie nie znajduję jednego głosu z grupami pro-life, które przekonują mnie, że jestem w błędzie, i że to właśnie milczenie Kościoła spowodowało zliberalizowanie ustawy w wielu państwach. Dostaję w tej sprawie dużo listów w dość ostrym tonie, nie będę ich jednak teraz cytował, bo nie wypada.

Może za bardzo wykorzystujemy przychylność rządzących w stosunku do Kościoła i jego nauczania?

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest to związek, który nie służy Kościołowi i powoduje osłabienie wolności głoszenia, wikłając Kościół w doraźne układy. Dobitnie wyraził to papież Benedykt XVI w Jezusie z Nazaretu, rozważając proces Chrystusa i Barabasza. Pisał wtedy, że jeżeli odwołamy się dla obrony siebie do świeckich instytucji, zawsze wybierzemy Barabasza przeciw Chrystusowi. To są mocne słowa, ale w tym wypadku nigdy dość ostrzegania. Oczywiście jest jeszcze druga strona medalu: jako ludzie Kościoła możemy być ostrożni, ale są tacy, którzy chcą nas zawłaszczyć mimo naszego sprzeciwu.

Trzeba by to przypominać politykom.

Nie jestem odpowiedzialny za polityków, ale jako biskup jestem odpowiedzialny za księży i diecezję i będę przestrzegał przed tym, żeby się nie dać wmanewrować w doraźną politykę. W Kościele mamy ludzi o różnych poglądach i musimy o tym pamiętać.

Patrzy ksiądz prymas na Kościół ze smutkiem czy z nadzieją?

Jestem w środku i widzę, że słabości, które w nim są, stanowią lustrzane odbicie moich słabości, a jego nadzieje są moimi nadziejami. Tak to oceniam i staram się przekazywać ludziom. Mówię w parafiach, by ludzie zwrócili uwagę na to, co nas łączy: wspólna krew? wspólne zamieszkanie? Wcale nie, tylko wiara i chrzest. To jest fundament, na którym możemy budować coś więcej.

I nie ma ksiądz prymas obaw, że za 20 lat w gnieźnieńskiej katedrze w niedzielę zamiast sześciu mszy będzie jedna?

Nie jestem niewolnikiem liczb. Zdarza mi się wizytować parafie i odprawiać mszę, w której uczestniczy 20 osób. Oczywiście można powiedzieć, że to jest dzień pracy, wszyscy są zajęci. Ale ja wolę dostrzegać w tym początek wyzwań, przed którymi stajemy. Już teraz brakuje mi w diecezji księży i dlatego musiałem rozpocząć proces mianowania jednego proboszcza dla dwóch wspólnot. To dla wszystkich jest trudne. Nie tylko dla mnie. Ludzie się przyzwyczaili, że proboszcz zawsze był, a teraz już go nie będzie. I muszą część odpowiedzialności za wspólnotę wziąć na siebie. Niejednokrotnie się przekonałem o tym, że im bardziej ludzie są dopuszczeni do współdecydowania o lokalnym Kościele, tym są bardziej aktywni. Trudniej jest, kiedy wszystko jest oparte wyłącznie na proboszczu. Chyba właśnie takie czasy przed nami.

abp Wojciech Polak – ur. 1964, doktor teologii moralnej Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego w Rzymie, w latach 2003-2014 biskup pomocniczy diecezji gnieźnieńskiej, przez trzy lata był Sekretarzem Generalnym Konferencji Episkopatu Polski (2011-2014); od czerwca 2014 roku jest arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim - prymasem Polski.

Katarzyna Kolska – dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo "W drodze 2016"). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu.

Roman Bielecki OP – ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu.

Kontrowersje

ULGA CZY ROZCZAROWANIE

•••

Papież Franciszek zobowiązał biskupów na całym świecie, by przygotowali szczegółowe wytyczne do adhortacji "Amoris laetitia". Kilka tygodni temu ukazał się polski dokument.

wytyczne Episkopatu Polski do "Amoris laetitia"

FOT. NATALIE THORNLEY / UNSPLASH.COM

ks. Adam Sikora

Zarówno piszący, jak i czytający ten tekst ma świadomość, jak wielkie emocje wywołuje adhortacja Amoris laetitiapapieża Franciszka. Dla jednych to dokument bez konkretnej treści normatywnej. Dla innych to przewrót kopernikański w doktrynie i praktyce duszpasterskiej Kościoła w odniesieniu do małżeństw, zwłaszcza tych „nieuporządkowanych” – czytaj: niesakramentalnych. Dla jeszcze innych to odejście od scentralizowanej doktryny Kościoła uosabianej przez papieża oraz Stolicę Apostolską i pójście w kierunku decentralizacji, która oznaczałaby danie poszczególnym episkopatom czy wręcz pojedynczym biskupom prawo do definiowania doktryny dotyczącej sakramentów. Papież Franciszek otwiera niejako furtkę do przedmiotowej dyskusji, albo – jak chcą niektórzy – otwiera drogę ku takiemu myśleniu, pisząc w adhortacji:

„Pragnę podkreślić, iż nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium. Oczywiście w Kościele konieczna jest jedność doktryny i działania, ale to nie przeszkadza, by istniały różne sposoby interpretowania pewnych aspektów nauczania lub niektórych wynikających z niego konsekwencji. (…) Poza tym w każdym kraju lub regionie można szukać rozwiązań bardziej związanych z inkulturacją, wrażliwych na tradycje i na wyzwania lokalne. Ponieważ kultury bardzo różnią się między sobą i każda ogólna zasada (…) potrzebuje inkulturacji, jeśli ma być przestrzegana i stosowana w życiu” (AL 3).

Gdzie przebiega granica między praktyką duszpasterską związaną z kulturowymi i cywilizacyjnymi uwarunkowaniami Kościołów lokalnych a doktryną dotykającą dogmatu czy sakramentu, który przecież nie jest elementem lokalnej kultury?1 Papież Franciszek napisał: „Poszczególne wspólnoty będą musiały wypracować propozycje bardziej praktyczne i efektywne, uwzględniające zarówno naukę Kościoła, jak i lokalne potrzeby i wyzwania” (AL 199) – zachęcając tymi słowami, czy wręcz zobowiązując episkopaty krajowe do podjęcia tego problemu.

Realizując to zalecenie, Konferencja Episkopatu Polski zajęła się sformułowaniem wytycznych pastoralnych. Prace nad dokumentem trwały dosyć długo. Ostatecznie na 379. zebraniu plenarnym 8 czerwca 2018 roku przyjęto dokument zatytułowany Wytyczne pastoralne do adhortacji „Amoris laetitia”.

To samo, ale inaczej

W dokumencie polskich biskupów czytamy, że duszpasterska troska o narzeczonych, małżonków i rodziny jest obecnie jednym z ważniejszych zadań Kościoła. Dlatego adhortacja Amoris laetitia wpisuje się w działania Kościoła w tym zakresie, tak jak i wcześniejsze dokumenty: Humanae vitae Pawła VI czy Familiaris consortio Jana Pawła II, poświęcone bezpośrednio tematowi rodziny. Nie można nie wspomnieć o jeszcze dwóch innych dokumentach o szerszej tematyce, czyli Veritatis splendorJana Pawła II i Deus caritas est Benedykta XVI, których treść wiąże się z tematyką poruszoną w adhortacji papieża Franciszka.

Biskupi zwracają uwagę na to, że papież Franciszek w adhortacji Amoris laetitia w żaden sposób nie podważa nauczania swych poprzedników. Wyraźnie uznaje konieczność istnienia w Kościele jedności doktryny i działania, która jednak nie wyklucza „różnych sposobów interpretowania pewnych aspektów nauczania lub niektórych wynikających z niego konsekwencji” (AL 3)2. Biskupi podkreślają też tzw. „hermeneutykę ciągłości”, która, będąc nawiązaniem do zadań stawianych przez Jana XXIII przed Soborem Watykańskim II, ma zmierzać do tego, aby „depozyt wiary był przekazywany w sposób pogłębiony, bardziej dojrzały i odpowiadający potrzebom naszych czasów”3.

W swoim dokumencie skupiają się na ważnych pojęciachideach, które przyświecają papieżowi Franciszkowi w Amoris laetitiai które są widoczne w ciągu całego jego pontyfikatu, takich jak „czułość i bliskość”, zasada stopniowalności drogi do świętości i „misyjne nawrócenie” oznaczające bycie przy ludziach i rodzinach znajdujących się w trudnych sytuacjach4.

Następnie, nawiązując do tytułowego określenia „Radość miłości”, podkreślają, że działania duszpasterskie Kościoła w Polsce powinny przygotowywać i uwrażliwiać na takie właśnie przeżywanie miłości małżeńskiej. Mają im przyświecać wskazane przez Franciszka idee, takie jak: przyjęcie, towarzyszenie, rozeznanie czy integracja. Dwa pierwsze pojęcia oznaczają przenikniętą duchem miłosierdzia postawę bliskości względem człowieka będącego w jakiejkolwiek „biedzie”. Łatwo tu dostrzec ducha Franciszkowego pontyfikatu widocznego w jego wcześniejszych dokumentach, takich jak Misericordiae vultus.

Szczególnego znaczenia dopatrują się biskupi polscy w pojęciu „rozeznanie”. Podkreślają, że zostało ono użyte w Amoris laetitia aż 50 razy. Jest to wyrażenie obecne również w adhortacji Franciszka poświęconej tematowi powszechnego powołania do świętości Gaudete et exsultate i „stanowi »narzędzie walki do lepszego podążania za Panem. Jest nam potrzebne zawsze: abyśmy byli zdolni do rozpoznawania czasów Boga i Jego łaski, abyśmy nie marnowali natchnień Pana, aby nie odrzucać Jego zachęty do rozwoju« (GE 169)”5. Tak pojęte rozeznanie ma zmierzać do integracji człowieka ze sobą i wspólnotą Kościoła.

Duszpasterska troska

Na bazie takich założeń Episkopat Polski mówi o nowych impulsach duszpasterskich w odniesieniu do małżeństwa i rodziny. Pierwszą kwestią jest duszpasterstwo narzeczonych, które ma przygotować młodych do zawarcia małżeństwa sakramentalnego. Biskupi polscy stwierdzają: „W duszpasterstwie narzeczonych trzeba pomóc młodym ludziom w odkryciu wartości i bogactwa małżeństwa. Trzeba przypomnieć o znaczeniu cnót, zwłaszcza czystości, która jest warunkiem autentycznego rozwoju oblubieńczej miłości. Zarówno przygotowanie bliższe, jak i towarzyszenie bezpośrednie powinny przekonać narzeczonych, aby nie postrzegali pobrania się jako końca drogi i aby podjęli małżeństwo jako powołanie, które wymaga stanowczej i realistycznej decyzji, aby wspólnie przejść przez wszystkie próby i trudne chwile (por. AL 211)”6.

Duszpasterstwo małżonków ma być dynamiczne, jak dynamiczna jest rzeczywistość samego małżeństwa. „Zadaniem duszpasterzy jest ukazywanie każdego małżeństwa jako »historii zbawienia«, która wychodzi niejednokrotnie od tego, co kruche, a dzięki Bożemu darowi stopniowo przekształca się w związek coraz bardziej solidny i piękny (por. AL 221)”7.

Na szczególną uwagę zasługuje duszpasterska troska o osoby znajdujące się w trudnych sytuacjach. Jest to pojęcie wieloznaczne. Oznaczać może małżonków przeżywających trudy wdowieństwa, opuszczonych przez współmałżonka, osoby, które same opuściły rodzinę, rozwiedzione żyjące samotnie i wreszcie rozwiedzione, które zawarły kolejny związek cywilny. Nie będzie odkrywcze stwierdzenie, że stan psychiczny, duchowy, a także sytuacja duszpasterska tych ludzi są bardzo zróżnicowane.

Co z rozwiedzionymi?

Szczególnie drażliwą, wręcz elektryzującą rozmaite środowiska kwestią jest sposób traktowania osób zawierających kolejny związek – tym razem tylko cywilny. Biskupi zauważają, że papież Franciszek, „powołując się na ojców synodalnych, zachęca, aby osoby ochrzczone, które się rozwiodły i zawarły ponowny związek cywilny, były bardziej włączane we wspólnoty chrześcijańskie na różne możliwe sposoby, zważając jednak na to, aby nie powodować zgorszenia. »Oni nie tylko nie muszą czuć się ekskomunikowani, ale mogą żyć i rozwijać się jako żywe członki Kościoła, odczuwając, że jest on matką, która ich zawsze przyjmuje, troszczy się o nich z miłością i wspiera ich na drodze życia i Ewangelii« (AL 299)”8.

Niejako na marginesie warto zauważyć, że wątek ten nie jest ani nowy, ani tym bardziej rewolucyjny. O duszpasterskiej trosce o małżonków żyjących w związkach cywilnych pisał już prawie 40 lat temu Jan Paweł II w Familiaris consortio (nr 84).

W Wytycznych… zwraca się uwagę jeszcze na kilka kwestii. Pierwszą jest „rozeznanie”. „Mając na uwadze złożoność sytuacji duszpasterskiej wiernych związanych węzłem małżeńskim i nie mogących z tego powodu – pomimo ogromnego pragnienia – zawrzeć małżeństwa sakramentalnego z osobą, z którą pozostają w związku pozasakramentalnym, należałoby rozważyć w poszczególnych przypadkach możliwość wnikliwego rozeznania ich sytuacji”9.

Powstaje pytanie, ku czemu to rozeznanie ma zmierzać i do jakich rozwiązań doprowadzić. Pierwszą odpowiedzią, jaką znajdujemy w Wytycznych… jest kwestia kanoniczna. „To rozeznanie powinno najpierw prowadzić do udzielenia na drodze kościelnego procesu sądowego odpowiedzi na pytanie, czy można stwierdzić nieważność pierwszego związku małżeńskiego”10. Takie rozwiązanie może prowadzić do nadania nowemu związkowi formy kanonicznej. Nie można jednak zapominać, że nie każde nieudane i zerwane małżeństwo jest kanonicznie nieważne.

Ku czemu ma wtedy prowadzić Franciszkowe „rozeznanie” – w rozumieniu polskich biskupów? „Trzeba bowiem rozeznać, czy osoby żyjące w nieuregulowanych związkach zachowują wierność, poświęcają się dla dzieci, angażują się w życiu chrześcijańskim, świadome są nieprawidłowości swego związku i życia w grzechu, pragnęłyby zmienić sytuację, w której się znajdują, lecz nie mogą tego uczynić bez zaciągnięcia kolejnej winy (np. kwestia odpowiedzialności za wychowanie dzieci, por. AL 298)”11. Nie ma dobrego rozwiązania: pozostać w związku i wychowywać dzieci, czy – w imię wierności poprzedniemu małżonkowi – opuścić ten związek i porzucić dzieci?

„Podjęte rozeznanie może prowadzić do różnych, coraz głębszych form integracji ze wspólnotą kościelną. Powinno ono mieć formę indywidualnego i konsekwentnego, długotrwałego kierownictwa duchowego. Podjęcie odpowiedniej decyzji – wspólnie przez kierownika duchowego i zainteresowaną osobę – powinno być owocem procesu rozeznania, a nie jednego czy nawet kilku powierzchownych spotkań. Wymaga ono także konsultacji z kompetentnym duszpasterzem posługującym przy sądzie biskupim lub w diecezjalnym ośrodku duszpasterstwa rodzin. Przy tym kierownik duchowy powinien mieć przede wszystkim to na względzie, aby pomóc zainteresowanej osobie, w jej trudnej i skomplikowanej sytuacji, postępować na drodze wiary we wspólnocie Kościoła”12. Jak widać, nie ma jednej, gotowej odpowiedzi. Czy mogłaby być? Chyba nie. Bo przecież każda sytuacja jest indywidualna. Spójrzmy chociażby na poruszony problem dzieci. Przecież w pierwszym małżeństwie też one niekiedy były. Czy dzieci z drugiego związku mają większe prawo do rodzica niż te z pierwszego? A może odwrotnie?

Komunia dla rozwiedzionych?

I na koniec problem, do którego niektórzy sprowadzają synod biskupów i adhortację papieża Franciszka – dopuszczenie do komunii świętej małżonków żyjących w powtórnych związkach niesakramentalnych.

Wytyczne… nie podejmują tego zagadnienia. Trudno bowiem się dopatrzyć w cytowanych przed chwilą słowach rozwiązania tego drażliwego tematu. Ani „integracja ze wspólnotą”, ani „odpowiednia decyzja” nie muszą oznaczać, i z pewnością nie oznaczają, dopuszczenia osób żyjących w związku niesakramentalnym do Stołu Pańskiego. Ulga czy rozczarowanie? Wszystko zależy od oczekiwań – zwłaszcza tych, którzy znajdują się w takiej sytuacji. Pojawia się pytanie, czy Ewangelia, a za nią Kościół muszą odpowiadać na wszystkie oczekiwania człowieka? Słuchacze Jezusa pewnie często spodziewali się czegoś innego. A On głosił zbawcze orędzie o królestwie Bożym. Być może też inaczej wyobrażali sobie Jego osobistą historię. A On umarł na krzyżu – z miłości dla nas i dla naszego zbawienia. A do zaskoczonych uczniów powiedział: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10,11b–12). Chyba trochę tych słów Zbawiciela w Amoris laetitia brakuje…

1 „Nie jest rzeczą stosowną, żeby Papież zastępował lokalne Episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej »decentralizacji«”. Franciszek, Evangelii gaudium, 16.
2 Konferencja Episkopatu Polski, Wytyczne… nr 1.
3 Tamże.
4 Por. tamże.
5 Tamże, nr 2.
6 Tamże, nr 3.
7 Tamże.
8 Tamże.
9 Tamże, nr 4.
10 Tamże.
11 Tamże.
12 Tamże.

ks. Adam Sikora – ur. 1957, kapłan archidiecezji poznańskiej, moralista, wykładowca teologii moralnej na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu.