W drodze 02/2019 - Wydanie zbiorowe - ebook
Opis

Miesięcznik dominikański z 40-letnią tradycją. Pomaga w poszukiwaniu wiary i pogłębianiu życia duchowego. Porusza na łamach problemy współczesności, perspektywę religijną poszerza o tematykę psychologiczną, społeczną i kulturalną.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 181

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wstępniak

Drodzy Czytelnicy,

•••

Roman Bielecki OP

tolerancja, akceptacja, obojętność – to tylko przykładowa lista spraw, które ogniskują nasze chrześcijańskie podejście do świata. Mówimy: Kościół nikogo nie wyklucza, ale miłosierdzie to nie naiwność. Jezus rozmawiał z grzesznikami, ale był szalenie krytyczny wobec obłudy faryzeuszów. Grzech trzeba nazywać po imieniu i nie można rozwadniać nauczania. Tak brzmią przykładowe zdania, które codziennie zdarza nam się słyszeć lub wypowiadać. Zgrabnie się nimi przerzucamy. Mają być dowodem na to, że zasadniczo jesteśmy wyrozumiali i otwarci, ale… I tu zaczyna się długa lista wymogów, które powinna spełnić druga strona. Nie chcę nikogo namawiać do tego, by w imię świętego spokoju przymykać oko na dziejące się wokół nas zło i grzech. Myślę jedynie o tym, że nasze szybkie sądy bywają niejednokrotnie krzywdzące, nieprawdziwe, odzierające z godności i szacunku. A przecież ten należy się każdemu człowiekowi – także temu, który myśli zupełnie inaczej niż my. Nie oznacza to przecież, że musimy być wrogami. Zwłaszcza że tym inaczej myślącym nie zawsze jest obcy człowiek – może się zdarzyć, że jest to ktoś nam najbliższy. Co wtedy? Święty Paweł mówi: „Znoście siebie nawzajem w miłości”. To zdanie nie jest zachętą do tego, byśmy w imię źle pojmowanej tolerancji na wszystko się zgadzali i rezygnowali z własnych przekonań i poglądów. W mówieniu o prawdzie i dochodzeniu do niej mamy być wyraziści jak sól, nic nie tracąc z jej smaku. Dodajmy jednak dla pełnego obrazu, że prawda, nawet najbardziej przejmująca, bez miłości stanie się okrucieństwem.

Roman Bielecki OP – ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu.

W numerze:

Drodzy Czytelnicy,

Rozmowa w drodze

ŻYJ I POZWÓL ŻYĆ INNYM

Czy mamy być tolerancyjni?

INACZEJ

PLUDRY, CZYLI SZTUKA (NIE)TOLERANCJI

ODZYSKAĆ ZAUFANIE LUDZI

Jak wyrazić wiarę?

MIŁOSIERDZIE NĘDZNYCH

POKORNY BÓG

ZAMIENIONE W ZŁOTO

Ciebie prosimy, wysłuchaj nas

WSZYSTKO A NAWET WIĘCEJ

MODLĘ SIĘ, JAK UMIEM

Co robimy podczas mszy świętej?

PANIE, NIE JESTEM GODZIEN

Orientacje

PRZYJEMNOŚĆ JAZDY

WYJEŻDŻAMY. JESTEM ŻYDÓWKĄ

Pytania w drodze

TO NIE MÓJ PROBLEM

Dominikanie na niedziele

ZWYKŁE - NIEZWYKŁE

SIŁA I WIARA

NASZE TERAZ

KONKRETNY GEST

Felietony

ZIMOWA OPOWIEŚĆ

FRONKANIE

KOBIETY NA ZAKRĘCIE

NIECH ŻYJĄ PARÓWKI

ŻÓŁTE KALENDARZE

Rozmowa w drodze

ŻYJ I POZWÓL ŻYĆ INNYM

•••

Wmówiliśmy sobie, że bez mięsa nie możemy żyć, że mięso jest fundamentem, na którym opiera się całe nasze biologiczne istnienie. A przecież to bzdury.

Z SZYMONEM HOŁOWNIĄ, dziennikarzem, publicystą, autorem książki "Boskie zwierzęta", rozmawia Roman Bielecki OP

FOT. SAM CARTER / UNSPLASH.COM

Roman Bielecki OP: „Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka”. To cytat z twojej książki. Prawdę mówiąc, po takim zdaniu miłośnicy mięsa i rzeźnicy powinni się spakować i wyjechać na koniec świata.

Szymon Hołownia: To nie jest moja myśl. To cytat z Izaaca Bashevisa Singera, który w Polsce jest znany przede wszystkim ze swojej działalności literackiej, a przecież był to człowiek, który miał niezwykle rozwinięty zmysł wrażliwości na świat przyrody, dziś powiedzielibyśmy, że był wręcz prozwierzęcym aktywistą. Jak zaznaczyłem w książce, moralne prawo do sformułowania takiej metafory miał wyłącznie Żyd.

Podpisujesz się pod nią?

On miał, ja nie mam takiego moralnego prawa. Zresztą – od metafor wolę liczby. Człowiek zabija rocznie 76 miliardów zwierząt na mięso, z czego 12 miliardów kończy w koszu jako przeterminowana, źle wyeksponowana czy nie tak opakowana żywność. Chów przemysłowy to etyczna makabra, potencjalna bomba epidemiologiczna, koszmarna uciążliwość społeczna (w samym powiecie żuromińskim w Polsce żyje dziś 20 milionów kur i ponad pół miliona świń, proszę sobie wyobrazić ilość ich odchodów). Wymieranie gatunków odbywa się dziś około tysiąca razy szybciej, niż wynikałoby to z normalnych procesów. Wniosek? Z pana stworzenia człowiek stał się jego oprawcą. Bóg – to przecież stoi jak wół w Księdze Rodzaju – wpisał nas we wspólnotę, w genialnie pomyślany system. A my ogłosiliśmy się despotą, zaczęliśmy stosować względem siebie przemoc domową.

Przemoc domowa to jednak pewien margines, a nie norma. Czy z przykładami, które podajesz odnośnie do złego traktowania zwierząt, nie jest podobnie? Po co od razu podważać zasadność istnienia całego przemysłu burgerowego?

Bo tu nie chodzi tylko o to, że podczas rozładunku ktoś kopnął świnię czy krowę. Zło jest w DNA całego tego systemu. Tu nie ma już więzi między człowiekiem – opiekunem stworzenia i poddanym mu stworzeniem, w wielkich rzeźniach czy farmach wszystkim steruje komputer, wszystko robi się na tempo. A my się zgadzamy na to, bo daliśmy sobie wmówić, że tak po prostu musi być. Nie musi. W swojej pracy coraz częściej mam do czynienia z ofiarami handlu ludźmi (biznesu dziś bardziej dochodowego niż handel bronią i narkotykami razem wzięte). Czytałem ostatnio sporo o niewolnictwie i o tym, jak bardzo opornie szło jego znoszenie. Przecież jeszcze w XIX wieku byli politycy – brytyjscy czy amerykańscy – którzy twierdzili, że jego brak zdemontuje cały system społeczny. To przecież jest usankcjonowane od wieków i daje ludziom zarobić na chleb. Przecież w Piśmie Świętym też mamy niewolnictwo i nawet św. Paweł nakazuje niewolnikom, żeby byli posłuszni swoim panom. Czego się czepiamy, przecież zawsze tak było.

Tymczasem świadomość etyczno-moralna ludzkości doszła do odkrycia, że niewolnictwo jest czymś, czego nie da się pogodzić z moralnością człowieka. Podobnie jest z naszą recepcją objawienia Bożego. Coraz więcej wiemy o świecie, Bóg pozwala nam coraz głębiej rozumieć jego złożoność. Ja nie chcę, żeby rodziny rzeźników umarły teraz z głodu. Wydaje mi się, że spokojnie moglibyśmy dać im zarobić na chleb, prosząc, by oprócz coraz większej ilości coraz mniej odżywczego mięsa produkowali nam bardziej zróżnicowaną i przyjazną wszystkim żywność. Rozwijamy się na tak wielu różnych polach, a w tym jednym, dotyczącym naszej wygody związanej z jedzeniem mięsa, okopaliśmy się i nie ma na ten temat żadnej rozmowy.

Dlaczego ten temat wzbudza tyle emocji?

Bo wyjście z nałogów kosztuje. Jeśli człowiek uzależnia się od seksu czy od pieniędzy, będzie tworzył nieprawdopodobne konstrukcje myślowe, byleby tylko dostać to, czego domaga się nałóg. Z jedzeniem jest podobnie, dlatego że mięso nam smakuje. Wprowadzenie zmian wiąże się z pewnym wysiłkiem, który trzeba byłoby wykonać, a my tego nie chcemy. Łatwiej nam powiedzieć, że weganie to idioci i ekstremiści. Zapraszam do rzeźni i do fabryki tofu, a później porozmawiajmy o tym, kto sponsoruje ekstrema. To po pierwsze. Po drugie – w ciągu paru ostatnich dekad dostaliśmy szereg oczywistych dowodów, że mięsożerna obsesja rosnącej z roku na rok ludzkości nie pozbawia życia wyłącznie zwierząt, ale bardzo konkretnie zabija też człowieka. Powtórzę: Bóg nie stworzył świata osobno, a człowieka osobno, pomyślał to jako system. Człowiek, niszcząc stworzenie, piłuje gałąź, na której sam siedzi. Nie mamy zapasowej Ziemi.

Tobie mięso nie smakuje?

Nie.

A co się stało?

Zmienił mi się smak, ale nie tak, jak wszyscy sądzą, z dnia na dzień. To był proces. Nawet wtedy, kiedy już nie jadłem mięsa, gdy byłem na przykład w trasie i umierałem z głodu, zdarzało mi się wstępować na Big Maca.

I jak wrażenia?

Kiedyś pojawiła się taka myśl: Boże, wreszcie, po tylu miesiącach poszczenia zjem mięso. I nic. Nic się nie wydarzyło, nie było żadnej chemii. Oczywiście poza tą, którą napakowany był burger.

A co było momentem przełomowym, po którym powiedziałeś: Nie jem i koniec?