Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
158 osób interesuje się tą książką
Dla wszystkich, którzy wierzą w miłość z happy endem.
W najgorsze walentynki swojego życia Olga nauczyła się, że miłość bywa bolesna. Lata później ma jednak szansę znowu je polubić.
Gdy jej życie, z poukładanego i do bólu schematycznego, niespodziewanie zmienia się pod wpływem korespondencji z nieznajomym, który podpisuje się jako X, dziewczyna musi zdecydować, czy jest gotowa zapomnieć o bólu i otworzyć się na nowe. Listy Iksa są delikatne, uważne i pełne słów, których nie da się nie poczuć. A momentami także lekko pikantne i przyprawiające o szybsze bicie serca. Gdy jednak Olga postanawia się z nim spotkać, odkrywa gorzką prawdę, która rujnuje jej serce.
Czy po ciosie, który wymierzyło jej życie, uda jej się jeszcze zaufać i uwierzyć w miłość? I czy randka czternastego dnia każdego miesiąca może odczarować przeszłość i dać szansę na szczęśliwe jutro?
Ta historia jest naprawdę SWEET. Sugerowany wiek: 18+
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 341
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redaktorka prowadząca i wydawczyni: Olga Gorczyca-Popławska Redakcja: Olek Zawisza Korekta: Patrycja Klempas Projekt okładki: Wojciech Bryda Zdjęcia na okładce: © mizina, © Anna / Stock.Adobe.com Grafiki na stronie przedtytułowej: © cobaltstock / Stock.Adobe.com
Copyright © Anna Langner, 2026
Copyright © 2026, Papierowe Serca an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.
Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie elektroniczne
Białystok 2026
ISBN 978-83-8417-575-0
Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotowała Katarzyna Ossowska
Dla wszystkich, którzy dostali drugą szansę. Nie spieprzcie tego.
Kiss Me ★ Sixpence None the Richer
Kyoto ★ Kuban ft. Zalia
Dancing In The Moonlight ★ Jubel ft. Neimy
The Show ★ Lenka
Still Falling For You ★ Ellie Goulding
Złamane serce jest OK ★ Daria Zawiałow
Bubbly ★ Colbie Caillat
The Best Part ★ Gardenstate & Bien
Soak Up the Sun ★ Sheryl Crow
A Thousand Miles ★ Vanessa Carlton
X. Ta jedna niewinna litera stała się moją obsesją. Poprawka: ten, kto się nią podpisuje, stał się moją obsesją. Pożyczoną od przyjaciółki, ale do tego przejdziemy później.
Ja, dziewczyna twardo stąpająca po ziemi, matematyczka, w której świecie wszystko da się zmierzyć, zważyć i wyliczyć, zafiksowałam się na chłopaku, którego nawet nie widziałam na oczy. Szaleństwo. Czyste, niemierzalne szaleństwo, na które nie znajduję lekarstwa.
Jeszcze niedawno śmiałam się z przyjaciółki tracącej głowę dla facetów z prędkością, której nie powstydziłby się foton opuszczający atom podczas emisji spontanicznej. A teraz to ja wpadłam po same uszy. Nie żebym rozpaczała, miło czuć motyle w brzuchu i uśmiechać się zaraz po przebudzeniu, ale nie chcę angażować się w coś, co prawdopodobnie nie ma przyszłości. To tylko facet, z którym koresponduję. Nie wiem, jak wygląda, ani czy to, co pisze, jest prawdą. Być może nie jestem jedyną, z którą wymienia listy. A może ma żonę i dzieci albo jest samotnym pięćdziesięciolatkiem, przy którym Al Bundy wygląda jak młody bóg. Kimkolwiek jest mężczyzna podpisujący się w listach literą X, wiąże się z nim zbyt dużo niewiadomych, a mój analityczny mózg ich nie lubi, za to kocha jasne i klarowne sytuacje.
Wzdycham ciężko i wskakuję do tramwaju. Dlaczego ten mężczyzna tak utkwił mi w głowie? Siadam przy oknie i zauważam, że miejsce naprzeciwko mnie zajmuje przystojny chłopak w skórzanej kurtce. A co, jeśli to X? Poznań jest duży, a rachunek prawdopodobieństwa bezlitosny – to niemal na pewno nie on. A jednak moje serce przyspiesza, kiedy pomyślę sobie, że być może dziś minęłam na ulicy chłopaka od listów albo przypadkiem otarłam się o niego w zatłoczonym przejściu podziemnym. Może jemy w tych samych knajpach albo chadzamy tymi samymi uliczkami. Mówiłam już, że ogarnęło mnie szaleństwo, które przeczy wszelkiej logice? Moje myśli tylko to potwierdzają.
Szybko odwracam wzrok od faceta w ramonesce i patrzę przez okno. Jest szesnasty stycznia, zima w pełni, ale gdzieś tam, daleko i nieśmiało, za horyzontem czai się wiosna. Oczywiście na sklepowych wystawach rozgościła się już na całego, widziałam kwieciste sukienki, a nawet ozdoby wielkanocne. Zanim jednak przyjdzie era puchatych zajączków i kolorowych jajek, nastanie inne święto – nieuniknione i bezlitosne dla singli, słodko-różowe, lepkie od cukru, wypełnione po brzegi komercją.
Gdybym mogła wymazać z kalendarza jedną datę, nie byłoby to pożyczone z Zachodu Halloween, tylko walentynki. I to wcale nie dlatego, że jako singielka pałam obrzydzeniem do zakochanych par. Nie znoszę czternastego lutego, bo właśnie tego dnia zostałam zraniona i to tak spektakularnie, jak to zazwyczaj dzieje się w filmach. Wprawdzie nie porzucono mnie przed ołtarzem, ale wystawiono do wiatru. Moja pierwsza miłość, chłopak, któremu ufałam, nie przyszedł na umówioną randkę, tylko tak po prostu wyprowadził się, wyjechał, zniknął. I złamał mi serce.
Odganiam od siebie smutne wspomnienia i wyciągam z torebki kopertę. Miałam przeczytać list dopiero, gdy wrócę do domu, ale nie mogę się powstrzymać. Drżą mi dłonie, gdy z zapartym tchem ostrożnie rozdzieram papier. Wcześniej jak zwykle sunę palcem po literze X znajdującej się w prawym dolnym rogu koperty – to taka moja mała wstydliwa (okej, raczej popieprzona) tradycja. Zniecierpliwiona wyciągam z koperty kartkę i ją rozprostowuję. Ktoś, kto patrzy na mnie z boku, mógłby powiedzieć, że wyglądam, jakbym była na głodzie. Przezornie się rozglądam – na szczęście w tramwaju nikt nie zwraca na mnie uwagi, więc wracam do listu, który jest dla mnie niczym Święty Graal albo ostatnia puszka zimnej coli w automacie do napojów stojącym na środku pustyni.
Uśmiecham się pod nosem, kiedy widzę starannie wykaligrafowane pismo. Mężczyzna, który potrafi władać piórem w ten sposób, musi mieć naprawdę zwinne palce… Czerwienię się na tę myśl, a potem szybko przywołuję się do porządku. Ostatnie, co powinnam robić, to snuć erotyczne fantazje na temat nieznajomego faceta.
A jednak mój uśmiech staje się szerszy, kiedy czytam pierwsze słowa listu.
Droga Niezapominajko!
Mogę starać się być obojętna, ale nic na to nie poradzę – moje serce fika koziołka, a gdzieś w podbrzuszu wystrzeliwuje konfetti za każdym razem, gdy on zwraca się do mnie w ten sposób.
Kręcę nieznacznie głową, by powściągnąć emocje. To tylko list, do cholery! Śmiałam się z własnej przyjaciółki, że ekscytuje się głupią korespondencją, a teraz robię dokładnie to samo. Biorę głęboki wdech i czytam dalej:
Zastanawiam się, czy wyczekujesz już wiosny. Jestem niemal pewny, że tak, biorąc pod uwagę, jakiego używasz pseudonimu. Zdradzę Ci w sekrecie, że wymyśliłem sobie challenge. Nie wiem, skąd wytrzasnę niezapominajki, ale znajdę je specjalnie dla Ciebie, daj mi tylko trochę czasu.
Czy to zakamuflowane: Chcę się z tobą spotkać?! A skoro niezapominajki kwitną dopiero w kwietniu, czy to oznacza, że X chce się ze mną zobaczyć wcześniej? W marcu albo lutym?!
Mój analityczny mózg pracuje na podwójnych obrotach, ale ciekawość jest silniejsza, więc czytam dalej:
Muszę Ci coś wyznać. Poczułem ulgę, kiedy odpisałaś mi po dłuższej przerwie. W poprzednich listach zgrywałem przed Tobą twardziela, ale kiedy milczałaś, spanikowałem, pomyślałem, że mnie olałaś i że już nigdy się nie odezwiesz. Możesz nazwać to, co jest między nami, tylko korespondencyjną znajomością, ale dla mnie to o wiele więcej. Szalałem z nerwów, gdy czekałem na Twój list. Nawet pizza z podwójnym serem nie smakowała tak samo, a wierz mi, smak pizzy to doskonały detektor mojego nastroju. Przesadzam? Może powinienem udawać luzaka, macho, którego drugie imię brzmi „Wcale Mi Nie Zależy” (podobno kobiety takich lubią), ale nie potrafię, wolę być z Tobą szczery.
Zagryzam usta i czuję, że piecze mnie pod powiekami. Do diabła, płakać przez faceta, którego nawet nie widziało się na oczy? To do mnie niepodobne, nawet na Zielonej mili nie uroniłam łzy.
Pamiętasz, wspominałaś kiedyś, że chciałabyś, aby między nami było bardziej niegrzecznie. Nie do końca wiem, co masz na myśli, ale pytałaś o moje łóżkowe preferencje, a ja obiecałem, że odpiszę Ci w kolejnym liście, a więc… trochę się denerwuję, ale biorę głęboki wdech i zaczynam. Lubię dominować w łóżku.
Przełykam ślinę i robi mi się gorąco. Moje serce przyspiesza. Spoglądam przez ramię i upewniam się, że nikt za mną nie siedzi, a potem czytam dalej.
Oczywiście, kiedy kobieta chce dominować, to jestem jak najbardziej za. Co jeszcze, żeby nie zdradzić zbyt wiele? Podobno kobiety lubią tajemniczych mężczyzn ;) O, już wiem! Nigdy nie wystarcza mi jeden raz. Zawsze dbam o przyjemność partnerki, nie wyobrażam sobie inaczej.
Przerywam czytanie i mam ochotę się powachlować. Nie wystarcza mu jeden raz? To znaczy, że ile razy potrzebuje? Mój matematyczny mózg rozważa wszystkie opcje. Zaczynam intensywnie myśleć o seksie. Kiedy ostatnio to robiłam? Do diabła, myślę o seksie – poprawka: mam ochotę na seks – przez faceta, którego nigdy nie widziałam, po prostu wspaniale. Biorę głęboki wdech i kontynuuję.
Nie lubię mieć wszystkiego podanego na tacy. Wolę dziewczynę, która mnie zaintryguje i z którą nie będzie prosto, niż taką, która odkrywa całą siebie już na pierwszej randce.
Oho, a więc pasowałabym do niego idealnie. Jeden z facetów, z którym kiedyś się spotykałam, powiedział, że jestem jak skomplikowane równanie z wieloma niewiadomymi – trzeba się nieźle natrudzić, by poznać wynik. Chyba nie muszę mówić, że ta metafora trafiła prosto w moje matematyczne serce.
Wracam do początku listu i czytam go ponownie, tym razem spokojniej. Wciąż jestem podekscytowana, a moje policzki płoną. Nie wiem, co X ze mną robi, ale to o wiele lepsze niż wszystkie znane mi legalne substancje uzależniające, z czekoladą na czele. Jestem tak zaabsorbowana treścią listu, że omal nie przegapiam przystanku, na którym powinnam wysiąść.
Kiedy w końcu wyskakuję z tramwaju i oczywiście wpadam w kałużę z lodowatą wodą, przypominam sobie, jak doszło do tego, że zaczęłam korespondować z nieznajomym. Gdyby ktoś kilka tygodni temu powiedział mi, że zadurzę się w mężczyźnie, którego nigdy nie spotkałam, popukałabym się w czoło. Ja i pisanie listów?! Ja i stan zakochania?! Prędzej uwierzyłabym, że zjem pizzę hawajską bez odruchu wymiotnego i dobrowolnie obejrzę wszystkie komedie z Lesliem Nielsenem. A jednak stało się, wpadłam po uszy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się bardzo niewinnie… No dobra, może nie do końca niewinnie – wszystko zaczęło się od tego, że zwinęłam przyjaciółce jej miłosną korespondencję.
Kilka tygodni wcześniej
Być może jestem zbyt śmiały, ale zastanawiam się, w czym lubisz spać. Sensualna koszulka nocna? Rozciągnięty T-shirt? A może nie zawracasz sobie tym głowy i śpisz nago?
– Powtórz jeszcze raz, błagam. – Popędzam ruchem dłoni moją przyjaciółkę.
Czyta fragment listu ponownie, a kiedy dociera do słów „śpisz nago”, zerka na mnie wymownie i sugestywnie porusza brwiami.
– On naprawdę to napisał? – Patrzę na Julię, a potem na list, który trzyma w dłoni.
– Naprawdę. Niezłe, co?
– Niezłe?! „Być może jestem zbyt śmiały?!” Czy on mentalnie żyje w osiemnastym wieku? Kto teraz pisze w taki sposób?! Zresztą już to, że piszecie listy, a nie wiadomości w komunikatorze, świadczy o tym, że z tym typkiem jest coś nie tak.
– Oj, przecież mówiłam ci, że pisanie tradycyjnych listów to był mój pomysł. Poza tym to przecież takie romantyczne! – Julia wypowiada te słowa i wygląda jak ja, kiedy ładuję sobie do ust łyżkę lodów o smaku solonego karmelu.
Jednym słowem jest wniebowzięta.
– Mhm, facet użył zwrotu „sensualna koszulka”… To jakiś zbok, mówię ci. – Przewracam oczami, bo jak zwykle jestem sceptyczna.
– A ja tam się cieszę, że nasze listy stały się trochę bardziej niegrzeczne. Ile można pisać o ulubionych filmach i o tym, jak minął ci tydzień.
– A kto pierwszy przeniósł je na taki poziom?
– Jeszcze pytasz?! Przecież mnie znasz. – Moja przyjaciółka uśmiecha się diabelsko i znów przypomina tę wariatkę, którą kilka lat temu ratowałam z objęć facetów podczas szalonych imprez.
Julka to ten typ dziewczyny, który spełni twoją każdą seksualną fantazję, a jednocześnie śmiało powie, czego oczekuje w łóżku i nie tylko tam. I to pewnie z tego powodu niektórzy mężczyźni się jej boją – moja przyjaciółka daje z siebie w związku sto procent, ale tego samego oczekuje od drugiej strony, kiedy więc przychodzi co do czego, zawsze słyszy to magiczne i znienawidzone: „Nic między nami nie będzie, zasługujesz na kogoś lepszego”.
Właśnie siedzimy w jej pstrokatym pokoju, który przypomina amerykański bar fast food w stylu retro, taki z lat pięćdziesiątych, gdzie kelnerki na wrotkach z włosami à la Marylin Monroe podają mleczne koktajle. Ja i Julia wynajmujemy razem mieszkanie i chociaż nasze charaktery (i pokoje) są zupełnie różne, świetnie się dogadujemy.
Zatapiam się w ognistoczerwonej kanapie i wpatruję w wirującą nad głową dyskotekową kulę, gdy moja przyjaciółka czyta ciąg dalszy listu.
– Ty naprawdę poznałaś tego faceta w grupie mieszkańców Poznania? – dopytuję, kiedy przypominam sobie, co mi mówiła jakiś czas temu.
– Tak, a dokładnie dla fanów fotografowania Poznania. Świetna społeczność, naprawdę. Dlatego odważyłam się wrzucić na grupę post z propozycją pisania tradycyjnych listów. W sumie to pomysł kompletnie od czapy, ale wiesz, że bywam zwariowana. Nie przypuszczałam, że ktokolwiek będzie chciał ze mną pisać, a tu proszę!
– Niesamowite… ale czy to nie dziwne, że ty i ten chłopak mieszkacie w jednym mieście i piszecie ze sobą tradycyjne listy?
– Och, nie, to jest właśnie najbardziej ekscytujące! Świadomość, że on jest gdzieś tutaj, być może bliżej, niż mi się wydaje… Prędzej czy później spotkamy się w realu, ale póki co podoba mi się ta niewiadoma. Ale lepiej słuchaj zakończenia, jest najlepsze. – Julia patrzy na mnie podekscytowana, a potem skupia się na tekście.
Wierzysz w teorię dwóch połówek? Niektórzy mówią, że to bzdura, ale ja wierzę, że po świecie chodzą dusze, które są sobie przeznaczone, i kiedy się odnajdą, ich miłość przetrwa wszystko.
– Dwie połówki, rozumiesz?! To takie romantyczne! – Moja przyjaciółka przyciska list do piersi, a ja mam ochotę zatkać uszy, kiedy wydaje z siebie dziewczyński pisk.
Uśmiecham się z wysiłkiem i z trudem powstrzymuję, by znów nie rzucić jakiegoś kąśliwego komentarza.
Uwielbiam Julkę, naprawdę, ale ta dziewczyna zakochuje się mniej więcej z taką prędkością, z jaką ja pożeram dużą tubę solonych Pringlesów, a każdy, kto mnie zna, wie, że jestem w tym najlepsza. W dodatku Julka, kiedy w kimś się zadurzy, to zawsze na dwieście procent i po same uszy, co, choć brzmi uroczo, jest bardzo niebezpieczne, oznacza bowiem, że zupełnie nie widzi wad swojego wybranka. Tak samo jest teraz – pisze listy z facetem poznanym na jakiejś facebookowej grupie i darzy go niemal bezgranicznym zaufaniem. Jestem podejrzliwa. Kto go tam wie, może to żaden wysportowany, zabawny i elokwentny dwudziestokilkuletni przystojniak, tylko jakiś typ spod ciemnej gwiazdy, który spędza całe dnie w przepoconym podkoszulku, a jego jedyną rozrywką jest podrywanie młodych i naiwnych dziewczyn w internecie.
– Tak właściwie, to od kiedy wy ze sobą piszecie? – pytam i jakoś nie podzielam jej zachwytu nad uduchowionym zakończeniem listu.
Dwie połówki?!
Kto jeszcze wierzy w takie bzdury?!
– Ponad dwa miesiące. I czuję, że to jest to, Olga! – Julka patrzy na mnie z błyskiem szaleństwa w oku i ściska moje ramię tak mocno, że zaraz będzie wymagało amputacji.
– Spokojnie, przecież nawet się nie spotkaliście. – Staram się ostudzić jej zapał, ale kiedy widzę te zaróżowione policzki i roziskrzone spojrzenie, dobrze wiem, że już przepadła.
– JESZCZE się nie spotkaliśmy, ale w końcu to nastąpi, przecież mamy tyle wspólnych tematów! Ty wiesz, że my lubimy w Poznaniu dokładnie te same miejsca? Zresztą w tej grupie, w której się poznaliśmy, on był jedynym facetem, który poparł mój pomysł pisania tradycyjnych listów, jedynie on napisał do mnie w tej sprawie na priv, rozumiesz? A tylko ktoś uduchowiony i wrażliwy może chcieć pisać listy w dwudziestym pierwszym wieku!
– Albo ktoś psychopatyczny i skrzywiony…
– Olga, nie psuj mi tego! Dlaczego twoja szklanka musi być zawsze do połowy pusta, co? Wciąż zakładasz najgorsze. – Uśmiech znika z jej twarzy, a ja natychmiast mam wyrzuty sumienia.
– Przepraszam, masz rację, po prostu się o ciebie martwię. To obcy facet, poznany w internecie, w dodatku zna twój adres… Sama wiesz, jak czasami kończą się takie historie.
– Wiem, ale jestem dorosła i mam głowę na karku, nawet jeśli chwilowo straciłam ją dla Iksa. – Julia chichocze, a ja mam ochotę włożyć sobie palec do gardła.
W ciągu ostatnich tygodni moja współlokatorka wypowiedziała literę X więcej razy niż jej słynne: „Jezu, chce mi się kawy”. Poza tym X? Serio? Czy ten facet myśli, że jest bohaterem książki dla dorosłych, takiej z relacją pan–uległa i zabawkami sado-maso? Co za durny pseudonim, jakby nie mógł podpisać się jakimś fikcyjnym imieniem.
– O, właśnie, a czy ten twój tajemniczy przyjaciel od listów ma jakieś imię? – dopytuję. – To znaczy jasne, że ma, chodzi mi o to, czy ci je wyjawił.
– Nie, ale to tylko sprawia, że nasze pisanie jest jeszcze bardziej wciągające! Jest taki tajemniczy! Zresztą ja sama podpisuję się tym nickiem, który dla mnie wymyśliłaś.
– Niezapominajka?
– Mhm. Ja jestem Niezapominajką, on tajemniczym Iksem.
– Na Facebooku też?
– Tak, jestem tam całkiem incognito, on tak samo. Nie znamy swoich prawdziwych imion, ale może to i lepiej, ten jego pseudonim działa na wyobraźnię.
Przewracam oczami. Mam ochotę powiedzieć, że X kojarzy się ze stronami porno, nie z kimś tajemniczym.
– Przecież to tylko litera – oznajmiam i nie wypowiadam reszty swoich myśli.
– Nie tylko! X brzmi wyniośle i elegancko. Wyobrażam go sobie jako eleganckiego postawnego bruneta w smokingu z maską na twarzy…
– Lepiej powściągnij wyobraźnię, bo możesz się rozczarować – mamroczę pod nosem, bo wciąż mam przed oczami faceta w podkoszulce.
– Dlaczego ty zawsze tak twardo stąpasz po ziemi? – Julka głośno wzdycha i patrzy na mnie z ukosa, uśmiechając się pod nosem.
– Nie wiem, może dlatego, że uczę matematyki. A w matematyce piękne jest to, że niemal wszystko można obliczyć i zmierzyć, zero domysłów, tylko twarde fakty.
– Ale właśnie ta niepewność i domysły są najlepsze! To, że nie wiem, jak wygląda ten, który ze mną pisze, nasze słowne gierki, kontekst, który rozumiemy tylko ja i on. Te emocje, kiedy wyciągasz ze skrzynki kopertę z wykaligrafowanym w dole znakiem X, drżenie rąk, gdy rozprostowujesz kartkę i widzisz znajomy charakter pisma…
Julia nie musi mi tego tłumaczyć, przecież widzę ją taką przynajmniej raz w tygodniu – wpada zziajana do mieszkania i drżącymi dłońmi rozrywa kopertę.
– To wszystko brzmi pięknie, ale co, jeśli ten cały X okaże się jednym wielkim rozczarowaniem?
– A co, jeśli nie? – Moja przyjaciółka marzycielsko się uśmiecha. – Czy nie na tym właśnie polega matematyka, rachunek prawdopodobieństwa? Mam pięćdziesiąt procent szans, że piszę z mężczyzną moich marzeń!
Chcę jej powiedzieć, że to tak nie działa, ale nie mam serca sprowadzać jej z nieba na ziemię. Przypominam sobie, jak sama się zachowywałam, kiedy byłam zakochana, choć mam wrażenie, że od tamtego czasu minęły wieki. Może i byłam nieco bardziej zachowawcza niż ona, ale też idealizowałam facetów, z którymi się spotykałam, i też byłam gotowa robić głupoty w imię miłości. I choć długo musiałam leczyć złamane serce, nie żałuję emocji, które czułam na samym początku tamtych znajomości. Przyspieszony oddech, motyle w brzuchu… nawet tak racjonalnie myśląca matematyczka jak ja je miewa. Może i Julia jest nierozsądna i zamiast twardo stąpać po ziemi, woli nad nią fruwać, ale co do jednego ma rację – miłość to emocje nie do podrobienia, a ja, choć w życiu się do tego nie przyznam, trochę zazdroszczę jej, że znów ma okazję je poczuć.
Nagle mnie olśniewa. A co, jeśli właśnie dlatego tak często sprowadzam moją przyjaciółkę na ziemię, bo gdzieś w głębi serca sama pragnę takiego stanu? Zakochać się bez pamięci, bez analizowania za i przeciw, dać się ponieść emocjom… Kiedy ostatni raz tak się czułam? Zaciskam powieki i przypominam sobie, co wydarzyło się osiem lat temu. Nastoletnia miłość, trochę naiwna, a jednocześnie intensywna, taka, która zapiera dech w piersi. To tamten chłopak skradł mi pierwszy pocałunek, to on był pierwszym, z którym spacerowałam za rękę i obmacywałam się na ławce w parku. A potem, dokładnie w walentynki, wszystko się skończyło. Żaden inny mężczyzna nie wywołał w moim sercu takiego tsunami. I żaden tak mocno go nie złamał.
– Halo, ziemia do Olgi! A podobno to ja bujam w obłokach. – Przyjaciółka macha mi dłonią przed oczami, co sprawia, że przytomnieję.
Mrugam szybko, przyłapana na gorącym uczynku.
– Pewnie masz mnie za zakochaną kretynkę, co? – Julia spuszcza głowę, a mnie robi się głupio.
– Nieprawda, po prostu cię znam. Jak kochasz, to intensywnie, ale krótko – mówię z rozbrajającą szczerością, bo wiem, że akurat ona się o to nie obrazi.
– Może coś w tym jest… – Milknie na moment i wygląda, jakby się nad czymś zastanawiała. – Ale Olga, przysięgam ci, teraz to coś innego! Kiedy czytam jego listy, czuję te wszystkie rzeczy, no wiesz… to, co w romansach nazywa się iskrami i trzęsieniem ziemi!
– To wspaniale, ale dokładnie to samo mówiłaś w Halloween, kiedy na imprezie poznałaś tego, jak mu tam było… Bartka? – Brutalnie sprowadzam ją na ziemię.
– Przepraszam bardzo, ale okazało się, że Bartek wciąż mieszka z mamą, która robi mu pranie. To wcale nie byłoby najgorsze, gdyby nie jego przekonanie, że to właśnie mamusia jest najważniejszą kobietą w jego życiu i że zostanie tak nawet po ślubie. W dodatku jego zdaniem kobieta powinna urodzić przynajmniej dwoje dzieci, taki z niego fan ratowania demografii. Chyba nic dziwnego, że szybko się odkochałam?
– Okeeej, ale jaką masz pewność, że tym razem nie będzie podobnie? Przecież ten tajemniczy X w rzeczywistości może okazać się beznadziejny. – Kolejny raz wypowiadam na głos swoje wątpliwości, choć obiecałam sobie siedzieć cicho.
– Bo tym razem czuję to głęboko, o tutaj! – Julka z natchnionym wyrazem twarzy przykłada dłoń do piersi, przymyka oczy i głęboko wzdycha.
Mam ochotę uświadomić jej, że akurat w przypadku Bartka z halloweenowej imprezy też podobno czuła to dokładnie w tym samym miejscu i dokładnie tak samo głęboko, ale gryzę się w język. To moja przyjaciółka i powinnam ją wspierać, a nie podcinać jej skrzydła.
– Ale co to znaczy, że nic nie czujesz?! Jeszcze tydzień temu mówiłaś mi, że czujesz to głęboko, o tutaj! – Uderzam się w lewą pierś i patrzę oskarżycielsko na Julkę, która robi minę niewiniątka.
– Poznałam kogoś innego. – Wzrusza ramionami i robi te swoje niewinne oczy kota ze Shreka.
– Dlaczego mnie to nie dziwi…
– Daj mi skończyć. Tym razem to było jak grom z jasnego nieba, przysięgam! Zobaczyłam go w Ikei, podał mi ostatnią torbę na zakupy i… tadam! Wszystko wskoczyło na swoje miejsce, zupełnie jakby był puzzlem w mojej brakującej układance!
– Julia, serio, cieszę się twoim szczęściem, ale co z Iksem?
– Jak to co z Iksem?
– No… czy zamierzasz wciąż z nim pisać?
– Żartujesz?! Gdybym wciąż z nim pisała, to tak, jakbym zdradziła Filipa.
– O, a więc tym razem Filip… – Notuję sobie to imię w myślach, chociaż mam przeczucie, że najdalej za miesiąc, może dwa, będę mogła je zapomnieć.
– Tak, i mam swoje zasady, nie mogę pisać z jednym i spotykać się z drugim. – Moja przyjaciółka unosi dumnie głowę.
– A więc napiszesz do Iksa i poinformujesz go, że to koniec, tak? – upewniam się.
– Nie, nic nie będę pisać.
– Ale… jak to?! Po dwóch miesiącach intensywnej korespondencji chcesz to zakończyć bez słowa wyjaśnienia?!
– Mniej więcej. – Julia jest zadziwiająco mocno wyprana z emocji, biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno, kiedy mówiła mi o Iksie, wyglądała, jakby miała gorączkę.
– Czy ty przypadkiem przed chwilą nie wspominałaś o zasadach? – Patrzę na nią z ukosa. – Czy człowiek z zasadami nie powinien zakończyć znajomości uczciwie, wszystko wyjaśniając?
– Nie próbuj wywołać we mnie poczucia winy, nie chcę zawracać sobie tym głowy. X to inteligentny facet, kiedy przestanę odpisywać na jego listy, załapie, że to koniec.
– A pomyślałaś o jego uczuciach? Chciałabyś, żeby ciebie ktoś tak potraktował? – drążę dalej.
– Och, daj spokój, sama nie jesteś bez skazy. – Julka patrzy na mnie wymownie, a ja zastanawiam się, jaki mój grzeszek ma na myśli. – Nie chcę już z nim pisać i skończmy ten temat, błagam. A jeśli o skazach mowa, pamiętasz tamtą błękitną sukienkę, którą zareklamowałam, bo miała wadę? Chodź, pokaże ci, co wybrałam sobie w sklepie w zamian.
Julia ciągnie mnie za rękę do swojego pokoju, a ja jestem tak zaskoczona, że nic nie mówię i na wszystko jej pozwalam.
Wciąż nie mogę uwierzyć w to, jak się zachowała. Myślałam, że ją znam, w końcu się przyjaźnimy i razem mieszkamy. Jasne, zawsze lubiła skakać z kwiatka na kwiatek, ale nie sądziłam, że będzie potrafiła zakończyć znajomość tak perfidnie. I to z mężczyzną, w którym niedawno podobno była zakochana.
– Co myślisz? Zielony to ulubiony kolor Filipa! – Moja przyjaciółka przyciska sukienkę do piersi, a potem obraca się dookoła własnej osi.
Jest szczęśliwa i zakochana… kolejny raz. Uśmiecham się do niej, a potem komplementuję kieckę. I tylko jakaś malutka część mnie wciąż myśli o tajemniczym chłopaku od listów, którego serce lada dzień być może roztrzaska się na kawałki.
– Możesz sprawdzić skrzynkę na listy? Daję słowo, ostatni raz biorę mojego siostrzeńca na weekend, przecież ja oszaleję! – Julia wręcza mi mały kluczyk.
W drugiej ręce trzyma ogromną reklamówkę pełną zabawek. Przez ramię ma przewieszoną torbę z dziecięcymi gadżetami i kolorowymi książeczkami. Wygląda, jakby właśnie obrabowała Smyka.
– Twoja siostra idzie na wesele, tak? – dopytuję, kiedy wchodzimy na klatkę schodową.
– Tak, i tylko ja zgodziłam się zająć Marcelem.
Zerkam na chłopca, który cherubinka przypomina jedynie z wyglądu, w żadnym razie z charakteru. Właśnie drze się w niebogłosy, bo bardzo chce jechać windą.
– Skarbie, ciocia mieszka na pierwszym piętrze, to byłoby bez sensu – tłumaczy Julia.
– To czterolatek. Czterolatki zjadają błoto i rozsmarowują brokuły na ścianach, bo tak. W ich słowniku nie ma takiego sformułowania jak „bez sensu” – wyjaśniam.
– No to mnie pocieszyłaś. Boże, dlaczego wziąłeś tyle zabawek?! – Na klatce schodowej echem niesie się wrzask mojej przyjaciółki, kiedy z torby zawieszonej na jej ramieniu wypada jakaś grająca, wściekle kolorowa kostka.
– Czekasz na jakiś ważny list? – dopytuję, gdy zatrzymujemy się przy skrzynkach.
– Mhm, na nową kartę z banku. – Julia nawet na mnie nie patrzy, tylko próbuje okiełznać torbę i wrzeszczącego Marcela.
Ani słowa o liście od Iksa? Dziwne.
Wkładam klucz do zamka, przekręcam go, a potem otwieram skrzynkę, z której wysypuje się stos korespondencji.
– O kurczę, ależ się tego nazbierało. – Chwytam w locie kilka kopert.
– Nie zaglądałam tam od kilku dni. – Julia wzdycha i wyciera siostrzeńcowi łzy.
– Ja też nie, wiecznie o tym zapominam.
– Marcel, do diabła, nie jedziemy windą, wracaj tu!
W końcu, jakimś cudem, docieramy do mieszkania. Marcel uspokaja się, kiedy dostaje swoje zabawki, więc ja i Julia mamy chwilę, by dojść do siebie.
– Odsunęłaś moją myśl o posiadaniu dzieci na kolejne kilka lat – stwierdzam, kiedy zamykam za nami drzwi.
– Podziękuj Marcelowi. A czy w tym stosie jest list z banku? – Julia z głośnym westchnieniem ulgi odkłada torbę na podłogę i zdejmuje buty.
– Zaraz sprawdzę. Jest katalog z ciuchami… Jakim cudem listonosz upchnął go do skrzynki? Są jakieś ulotki, rachunek za prąd… Aż boję się sprawdzić, ile musimy zapłacić – gderam pod nosem, gdy przeglądam korespondencję. – O, ale pięknie wykaligrafowany adres. – Przyglądam się kremowej kopercie i starannemu pochyłemu pismu.
W prawym dolnym roku widnieje litera X.
– Wiem, od kogo to. Możesz wywalić. – Julia zabiera mi z dłoni listy, wszystkie poza tym jednym. – No proszę, jest i z banku! W końcu mam nową kartę! – Uśmiecha się, przeglądając korespondencję, a potem ze zniecierpliwieniem rozrywa kopertę.
– Chwila… nie jesteś ciekawa, co napisał X? – Patrzę na nią zdziwiona. – Swoją drogą minęły dwa tygodnie, od kiedy powiedziałaś mi, że zerwiesz z nim kontakt, bo poznałaś Filipa, a jednak on wciąż do ciebie pisze. Trochę to dziwne.
– Taaa, to już chyba czwarty list, którego nie przeczytałam.
– I ty to mówisz tak spokojnie?! Może ten facet się o ciebie martwi?! Naprawdę nie zasłużył na choćby zdanie wyjaśnienia? Może odezwij się do niego na Facebooku.
– Przestań, przecież ja nawet nie widziałam tego typa na oczy. Dlaczego tak się nim przejmujesz? Wywal ten list, wrzuć do pudełka z makulaturą.
Chcę coś powiedzieć. Na przykład to, że ten „typ” to ktoś, w kim kochała się jeszcze kilka tygodni temu. To ktoś, dzięki komu miała roziskrzone spojrzenie i zaróżowione policzki. I prawdopodobnie ktoś, kto sprawił, że zrzuciła kilka kilogramów, bo była tak zakochana, że nie mogła normalnie jeść i funkcjonować.
Zanim jednak zdążę otworzyć usta, rozlega się wrzask Marcela, więc Julia rzuca mi przerażone spojrzenie, a potem pędzi do salonu. W pierwszym odruchu chcę iść za nią, by pomóc, ale ponieważ nie jestem dobra w egzorcyzmach i nie mam instrukcji obsługi czterolatków, odpuszczam. Stoję w przedpokoju, patrzę na panujący dookoła rozgardiasz i wciąż trzymam w dłoni kopertę od nieznajomego. Sunę palcem po literze X i zastanawiam się, jaki jest mężczyzna, który ma tak piękny charakter pisma. Wrażliwy i romantyczny? Albo wręcz przeciwnie, może to umysł ścisły, który słucha rozumu, a nie serca, zupełnie jak ja… Szybko kręcę głową. Nie powinno mnie to interesować.
Podchodzę do pudełka z makulaturą, by wyrzucić list, ale gdy zaglądam do środka, okazuje się, że wśród stosu papierów leży kilka białych kopert. Listy od niego… jakim cudem nie widziałam ich wcześniej? Leżą tu, zapomniane, nieotwarte, kryjące zawartość, której być może nikt nigdy nie pozna, no chyba że…
– Marcel, nie moja wina, że urwałeś mu głowę! Nie, nie da się tego naprawić. Błagam, nie płacz, przytul się do cioci.
Choć w tle rozlegają się dźwięki niczym z pola bitwy, moje myśli krążą wokół tajemniczego mężczyzny. Koperty kuszą swoją zawartością, która może być dostępna tylko dla mnie. Czy zrobię coś złego, jeśli wezmę te listy? Julia i tak chce je wyrzucić. A co z tajemnicą korespondencji? Wyciągam z pudełka cztery koperty, dokładam je do piątej, którą niedawno wyjęłam ze skrzynki, i toczę wewnętrzną walkę. Przecież nie zrobię nic złego, po prostu sprawdzę, czy ten cały X bardzo rozpacza, kiedy Julia mu nie odpisuje. Upewnię się, że jakoś sobie radzi, w końcu chodzi o zdrowie psychiczne żywego człowieka, nawet jeśli to ktoś kompletnie obcy. Mój mózg intensywnie szuka usprawiedliwienia tego, co zamierzam zrobić, ale prawda jest taka, że już podjęłam decyzję.
– Nie uwierzysz, ale Marcel zasnął na dywanie. Marudził, wrzeszczał, a nagle położył się i odpłynął. Nie jestem wierząca, ale Bogu niech będą dzięki! Nie wiem, jak przeżyję jutro. – Julka nagle wyłania się z pokoju.
– Chciałaś powiedzieć: jak przeżyjemy jutro. A wiesz, co jest najgorsze? On obudzi się za jakieś dwie godziny. Pomyśl lepiej, jak przeżyjemy wieczór i noc – odpowiadam i szybko chowam koperty za plecami.
– Powinnam poprosić o pomoc Filipa, on ma dobre podejście do dzieci, sam oferował mi wsparcie.
– Uuu, czyli między wami jest poważnie? No wiesz, skoro chciał ci pomóc przy siostrzeńcu… może to znak, że jest gotów się zaangażować?
– Tak myślisz? Oby tak było! – W oczach Julki pojawia się znajomy błysk szaleństwa.
– Choć oczywiście uważam, że ta znajomość jest zbyt świeża, by jakiekolwiek zaangażowanie…
– Olga, błagam!
– Dobra, już dobra, nie marudzę.
– A co ty tam tak chowasz? – Julka próbuje zajrzeć mi przez ramię.
Do diabła, a więc zauważyła!
Skruszona i czerwona ze wstydu pokazuję jej listy.
– Olga, dlaczego wyciągnąłeś je z pudła na makulaturę? – Marszczy brwi.
– Pomyślałam… pomyślałam, że może jednak zmienisz zdanie i je przeczytasz. – Plącze mi się język.
– Mówiłam ci, spotykam się z Filipem. X już mnie nie interesuje.
– Ale on o tym nie wie i pewnie będzie się zastanawiał, dlaczego do niego nie piszesz. To okrutne potraktować go w ten sposób.
– Naprawdę aż tak ci go szkoda? – Julia patrzy na mnie ze sceptycyzmem wypisanym na twarzy.
– Nic na to nie poradzę, może mam zbyt dobre serce.
– Nie zawracaj sobie tym głowy. Zresztą jeśli bardzo chcesz, możesz do niego napisać.
– Napisać?! Ja?!
– Jeśli tak ci szkoda Iksa, to napisz do niego i wyjaśnij, że kończę tę znajomość. Oczywiście nie musisz tego robić, nie chcę obarczać cię czarną robotą, ale skoro sprawa tego faceta ma spędzać ci sen z powiek…
– Wyjdzie dziwnie, no bo jakby to miało brzmieć? Moja przyjaciółka cię nie chce, więc napisałam do ciebie, bo mi cię żal. Ten facet, kimkolwiek jest, będzie wściekły, jeśli nagle napisze do niego jakaś obca dziewczyna.
– No to udawaj mnie. – Julia wzrusza ramionami.
– Słucham?!
– Genialne w swojej prostocie. Napisz do niego list albo dwa i stopniowo oswajaj go z myślą, że wasze drogi się rozchodzą, że nie chcesz już z nim pisać. Tylko pamiętaj, musisz pisać uroczo, lekko i zabawnie, w końcu będziesz udawać mnie.
– Bardzo śmieszne, panno skromna! Poza tym on od razu zorientuje się, że nie jestem tobą, mam inny charakter pisma.
– Jestem pewna, że coś wymyślisz. – Julia uśmiecha się pod nosem. – O ile oczywiście masz na to ochotę. Naprawdę nie musisz zgrywać dobrej samarytanki.
– Może nie tyle mam ochotę, co czuję, że nie mogę tego tak zostawić.
– A widzisz, miękkie serce przysparza wielu problemów. Zrobisz, jak uważasz, tylko pamiętaj, do niczego cię nie namawiałam. Chociaż jak sobie tak teraz powspominam to moje pisanie z Iksem… – Wzdycha rozmarzona. – Jest taki milutki i zabawny.
– Mhm, na pewno będzie milutki i zabawny, kiedy napiszę mu, że to koniec.
– Oj, może nie będzie tak źle. Poczekaj, chyba słyszałam Marcela, muszę tam zajrzeć.
Biorę głęboki wdech, kiedy Julka idzie do salonu. Naprawdę chcę to zrobić? Napisać do obcego faceta, bo mi go szkoda? Wyręczyć przyjaciółkę, chociaż jest dorosła i tak właściwie to jej sprawa, nie moja.
– Uff, na szczęście tylko mi się wydawało. Nadal śpi. – Julia wraca na paluszkach do przedpokoju.
– Okej, to ja może skoczę na zakupy. Dla nas coś na kolację, a dla Marcela jakaś przekąska bez cukru? – upewniam się i chowam listy do torebki.
– Tak, tak. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak by go nosiło, gdyby wieczorem zjadł coś słodkiego.
Uśmiecham się, zapinam kurtkę i otwieram drzwi.
– Olga…
Zatrzymuję się w progu i oglądam za siebie.
– Zbyt rzadko ci to mówię, ale jesteś najlepszą współlokatorką i przyjaciółką na świecie. – Julka uśmiecha się do mnie tak, że mięknie mi serce.
– I taką, która zawsze marudzi, kiedy w kimś się zakochasz, co? Powinnam cię przeprosić, wciąż studzę twój zapał, jeśli chodzi o facetów.
– Daj spokój, po prostu twardo stąpasz po ziemi. Ty kierujesz się w życiu rozumem, ja sercem, doskonale się uzupełniamy.
– Masz rację, na tym między innymi polega przyjaźń. – Uśmiecham się do niej, a potem zbiegam po schodach.
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
