Rider - Anna Langner - ebook + książka
BESTSELLER

Rider ebook

Anna Langner

4,4

156 osób interesuje się tą książką

Opis

Nielegalne wyścigi, uzależnieni od adrenaliny rajdowcy i namiętności, którym nie sposób się oprzeć

Kiedy los stawia na drodze bogatej, trzymanej pod kloszem dziewczyny chłopaka o złej reputacji, to musi skończyć się historią pełną emocji. W wyniku zakładu, który przegrał jej brat, Ivy jest zmuszona spędzić dziesięć godzin w towarzystwie bezczelnego i aroganckiego Ridera. Dziewczyna nie jest z tego zadowolona, więc postanawia jak najbardziej uprzykrzyć życie zwycięzcy.

Okazuje się jednak, że nie ona jedna nosi maskę, a ocenianie po pozorach to nawyk, którego trudno się pozbyć. Bez widowni, stereotypów i uprzedzeń zakłócających osąd tajemniczy chłopak okazuje się kimś zupełnie innym, niż Ivy się zdawało.

Czy lokalna księżniczka i typ spod ciemnej gwiazdy mają prawo do wspólnego szczęścia? Kochający ryzyko i gotowi na wszystko motocykliści często tylko na pozór są twardzielami, a delikatne kobiety mają w sobie więcej mocy, niż najsilniejsza maszyna. Zawrotna prędkość gwarantowana.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 472

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (286 ocen)
182
57
32
13
2
Sortuj według:
malachowskala

Z braku laku…

niesamowicie infantylna i przewidywalna. wieje wattpadem na kilometr, nie musiałam czytać słów od autorki żeby to wiedzieć.
30
mychamarsz

Nie oderwiesz się od lektury

Kolejne cudo od Ani, uwielbiam! Ale tatuaż na dwulatce zrobił cały mój weekend 😊😊😊 od dzisiaj Świnka Peppa ma dla mnie inny wymiar 😉
20
flamenco88

Nie polecam

Czytając tą książkę miałam wrażenie, jakbym cofnęła się w czasie i czytała Fanfiki. Jest to bardzo słabe, postacie są nudne i kartonowe, a fabuła to dramat. Nie polecam.
10
sisters

Nie oderwiesz się od lektury

super👌
10
MARZEC1992

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam🙂
10

Popularność




Dla moich pierwszych Czytelników.

Rozdział 1

To lato będzie do bani.Całe wakacje będą do bani.

Przedostatni dzień roku szkolnego upłynął mi na gapieniu się w sufit. Tym razem nici z zagranicznego wyjazdu, opalenizny i oglądania przystojnych turystów. Może faktycznie byłam zepsuta i rozpuszczona, skoro narzekałam, że po raz pierwszy od wielu lat spędzę wakacje w domu?

Poza oczywistymi plusami bycia nadzianym – było też kilka minusów. Najczęściej ludzie oceniali mnie przez pryzmat portfela rodziców. Większość widziała we mnie tylko zadufanego w sobie dzieciaka, któremu wpływowi starzy wszystko załatwiają. Gdyby tylko wiedzieli, że to nie jest tak piękne, jak się wydaje.

Rodzice co roku stawali na głowie, by nasze wakacje były wyjątkowe. Tym razem miało być inaczej. Dostali duże zlecenie dla znanego magazynu mody i czekały ich całe dwa miesiące w podróży. Byli parą fotografików, a praca dla dużej marki oznaczała prestiż i zawodowe wyzwanie. Często wyjeżdżali służbowo, więc nie powinnam być zaskoczona. Problem w tym, że chodziło o wakacje – czas, który zawsze spędzaliśmy razem. Byłam sfrustrowana, ale nie miałam wyjścia, musiałam jakoś przeżyć lato w Huntley – miasteczku, w którym kompletnie nic się nie działo. O ile wcześniej nie pozabijam się z Dougiem.

Mój starszy brat cieszył się, że przez dwa miesiące będzie mieć wolną chatę, a ja tylko modliłam się o to, by nie zamienił jej w imprezowy dom orgii. Naprawdę dziwiłam się rodzicom, że tak bardzo mu ufają. Ja na ich miejscu bałabym się, że po powrocie zamiast domu zastanę wielki krater.

Doug zawsze miał zresztą szczęście. Z nas dwojga to ja byłam tym grzeczniejszym i spokojniejszym dzieckiem. Jednak to jemu zawsze wszystko uchodziło na sucho, mimo że kochał imprezy, zimne piwo i zaliczanie panienek. Ostatnio dostał od rodziców wypasiony motor w nagrodę za dobre wyniki egzaminów. Ja oczywiście nie dostałam nic, bo moje wzorowe oceny były normą, jego – wydarzeniem na miarę całkowitego zaćmienia Księżyca.

W związku z wyjazdem rodziców miałam chytry plan, by doczepić się do Douga, który w przeciwieństwie do mnie nie narzekał na brak towarzystwa. Musiałam postawić sprawę jasno: „Jesteś moim bratem i powinieneś się mną zaopiekować. Najlepiej w miejscu z dobrą muzyką, piwem i twoimi przystojnymi kumplami”. Był mi to winien za sprzątanie syfu, który wiecznie zostawiał w całym domu. Doug miał magiczną zdolność wysypywania chipsów z opakowań i wciskania ich w fotele. Potrafił też strącać puszki z piwem wprost na dywan. Oczywiście nigdy nie miał zamiaru niczego z tym dalej robić.

Miałam nawet konkretny plan na jutrzejszy wieczór, który dla mojego brata zapowiadał się ciekawie. Musiałam tylko przekonać go, by zabrał mnie ze sobą. Postanowiłam od razu zacząć działać. Na szczęście znalazłam go tam, gdzie zwykle, czyli na kanapie w salonie, grającego w Fifę. Na stole też było tak jak zwykle – walające się puszki po coli i kawałki czegoś, co jeszcze wczoraj było pizzą, tworzyły malowniczy nieład.

– Mogę posprzątać to za ciebie, jeśli weźmiesz mnie wiesz gdzie. – Uśmiechnęłam się uroczo i usiadam obok niego.

– Nie ma takiej opcji. Sto razy już ci to mówiłem. – Nawet na mnie nie spojrzał.

– Ale tylko ten jeden raz. Proooszę!

Nieczęsto go o coś prosiłam, ale tym razem schowałam dumę do kieszeni. Desperacko potrzebowałam wyjścia z domu i towarzystwa innego niż laptop i paczka chipsów.

– Ivy, czy ty nie rozumiesz po ludzku?! Wyścigi to nie jest miejsce dla ciebie. No i jak sądzisz, co pomyślą moi znajomi, kiedy zobaczą, że cię przyprowadziłem? – Doug rzucił pada na stół i spojrzał na mnie zniecierpliwiony.

– Że jesteś troskliwym starszym bratem?

– Nie. Że jestem frajerem, który niańczy własną siostrę.

– Będę sprzątać po tobie przez cały miesiąc, jeśli weźmiesz mnie ze sobą. – Wskazałam na stolik, na którym zresztą trzymał nogi.

– Chyba śnisz. Poza tym i tak będziesz sprzątać. Nie możesz znieść takiego bałaganu. – Mój brat posłał mi swój słynny głupi uśmiech, wziął łyk coli, po czym zgniótł puszkę i rzucił ją na dywan. Wprost pod moje nogi. Jeśli chciałam go przekonać, musiałam grać ostrzej.

– Zawsze mogę opowiedzieć rodzicom, jak rok temu, codziennie przez tydzień, nocowała u ciebie Sylvia, największa dziwka w okolicy.

– Nieźle, młoda, ale nie sądzę, żeby obchodziło ich, z kim spałem rok temu. To, co robi mój fiut i w czyich ustach bywa, to nie ich sprawa. Wymyśl coś lepszego.

– Okej, żałuję, że zaczęłam ten temat. – Skrzywiłam się. Ostatnie, o czym chciałam rozmawiać, to jego życie seksualne.

– Nie zabiorę cię ze sobą. Nie ma mowy.

– Błagam, ja tu umrę z nudów! Upiekę ci nutellowy tort. Będę go piekła co tydzień! – Brzmiałam jak szalona desperatka, ale perspektywa samotnego oglądania powtórek Plotkary wydawała się przerażająca.

Musiałam spojrzeć prawdzie w oczy – byłam mentalnym emerytem. Wiedziałam, że jeśli nie przekonam Douga, to czeka mnie kolejny nudny i samotny wieczór, a przecież nie tak wyobrażałam sobie początek wakacji.

– Dobra, wezmę cię ze sobą jeden jedyny raz, ale nigdy więcej mnie o to nie proś. Nie będziesz mnie gnębić i przeszkadzać mi, gdy gram. I w weekend chcę największy nutellowy tort, jaki w życiu upiekłaś! – Doug zrobił udręczoną minę, jakby zabranie mnie gdziekolwiek było heroicznym wyczynem na miarę podbicia Troi.

Pisnęłam triumfalnie i miałam ochotę go przytulić, ale szybko się opamiętałam. W końcu to Doug. Kto wie, z kim się dzisiaj obściskiwał.

– Tylko masz się wmieszać w tłum, za dużo nie odzywać, a najlepiej nie chwalić, że jesteś moją siostrą. – Po tych słowach mój brat podniósł się, strząsnął z siebie miliony okruszków i ostentacyjnie wyszedł. – Teraz możesz to posprzątać – usłyszałam jego głos dobiegający z holu.

Uśmiechnęłam się szelmowsko. Wyścig miał się odbyć jutro po zachodzie słońca i choć to brzmiało jak scenariusz taniego westernu, rajcowałam się jak nigdy.

Doug ścigał się w tajemnicy przed rodzicami. Robił to raczej dla adrenaliny niż dla kasy, choć ta była konkretna. Za całą organizacją wyścigów i ustalaniem zasad stał jakiś podejrzany koleś o ksywce Rider. Tylko ktoś z wielkim motocyklem i jeszcze większym ego mógł mieć tak głupkowaty pseudonim. Doug za nim nie przepadał i pewnie z wzajemnością. Jeśli wierzyć plotkom, Rider nie trawił bogatych dzieciaków. Wpuszczał całą „elitę” na tor tylko dlatego, że chciał zarobić. Wszyscy mówili, że jest dobry w te klocki, a sądząc po tym, ile razy moja koleżanka bazgrała słowo „Rider” w zeszycie, robiąc przy tym maślane oczy, musiał być też dobry w kilku innych sprawach.

Aura tajemniczości otaczająca wyścigi i świadomość, że to coś zakazanego, sprawiały, że cały dzień byłam podekscytowana, a do tego przesadnie miła dla swojego brata. Miałam też słowotok i nadużywałam słowa „wow”, zupełnie jak Cassie ze Skinsów. Zanim jednak na dobre miałam zasmakować wakacyjnej wolności, pozostało mi jeszcze jedno do zrobienia – musiałam przeżyć zakończenie roku szkolnego.

* * *

Dochodziła ósma, gdy stałam przed lustrem i patrzyłam krytycznym wzrokiem na swoje odbicie. Miałam na sobie ten przeklęty mundurek. Uczęszczałam do żeńskiej klasy i na ważne uroczystości kazano nam wkładać na siebie tę modową masakrę – plisowaną, bordową spódniczkę, białą bluzkę z kołnierzykiem i zakolanówki. Ten strój plus moje blond włosy i wielkie oczy dawały efekt trzynastoletniej bohaterki mangi. Zero kobiecości. Czułam się jak przedszkolak.

Przemówienie dyrektora trwało całe wieki. Starałam się myśleć o wakacjach i ignorować pot spływający po czole, bo w szkole oszczędzano na klimatyzacji. Na szczęście nie musiałam skupiać się na nudnej ceremonii. Mogłam odpłynąć myślami daleko – do toru wyścigowego, zapachu spalin i lśniących motocykli.

Po powrocie do domu padłam na łóżko wykończona upałem. Nie mam pojęcia, jak długo spałam, ale gdy się obudziłam, słońce już zachodziło.

– Ivy, do cholery! Tak chciałaś jechać, a teraz co?! – z dołu dobiegł do mnie głos Douga.

Spojrzałam zaspana na zegarek, po czym zerwałam się z łóżka i pognałam do łazienki. Przeczesałam palcami włosy i przelotnie zerknęłam w lusterko, by upewnić się, że mój tusz do rzęs jest na swoim miejscu. Na nic więcej nie miałam czasu. Wybiegłam przed dom, gdzie czekał mój brat na swoim motocyklu.

– Jedziesz w TYM? – Spojrzał na mnie posępnie i zmarszczył brwi.

Dopiero wtedy zauważyłam, że nadal mam na sobie mundurek. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.

– Teraz już nie mamy czasu, ale chyba nie muszę ci mówić, że narobisz mi wstydu. – Przewrócił oczami i niechętnie podał mi kask. – Mam zamiar dziś coś wyrwać, więc trzymaj się na uboczu – dodał, po czym uruchomił motocykl.

Skoro mój brat chciał dziś złapać coś w swoje sidła, to oznaczało tylko jedno – skrzypiącą kanapę i konieczność użycia zatyczek do uszu. Doskonale wiedziałam, że Doug ma powodzenie u kobiet. Nie szukał związku, bo jak mówił, wtedy nie mógłby wykorzystać tych wszystkich „okazji”, które same pchały mu się do łóżka. W tej kwestii on i ten tajemniczy Rider mogli podać sobie ręce. Z plotek zasłyszanych na szkolnych korytarzach wiedziałam, że ten chłopak tak samo jak kolejne zakręty lubi zaliczać kolejne panienki. I zarówno jedno, jak i drugie ponoć świetnie mu wychodzi.

– Trzymaj się, bo spadniesz! – Doug przyspieszył, a ja w ostatniej chwili objęłam go mocniej w pasie.

Miejsce wyścigów często było zmieniane i mój brat dowiadywał się o nim w ostatniej chwili. Wszystko po to, aby zapewnić sobie maksimum poufności i uniknąć nalotu policji. Tym razem jechaliśmy na nieukończony miejski stadion. Po przegranej burmistrza, który obiecał przed wyborami budowę dużego obiektu sportowego, zabrakło pieniędzy i to miejsce zostało zapomniane. Doug mówił, że to doskonały tor wyścigowy, tym bardziej że ochroniarzy można było łatwo przekupić.

Gdy dotarliśmy do celu, słońce właśnie schowało się za horyzontem. Mój brat wprowadził ostrożnie motocykl przez rozciętą metalową siatkę. Poszłam za nim, choć on kompletnie mnie ignorował i ani razu się nie obejrzał.

Kiedy schodziłam po trybunach, zauważyłam kilka osób. Większość mężczyzn miała na sobie skórzane kurtki, z kolei dziewczyny wyglądały jak własne klony – wszystkie w krótkich szortach i tank topach, z mocną opalenizną i makijażem. Spojrzałam na swoje blade nogi i grzeczny mundurek. Nie ma co, chyba jednak nie uda mi się wmieszać w tłum, tak jak chciał tego Doug.

Z chwilą gdy szliśmy w stronę ludzi, rozmowy cichły i już wiedziałam, że skupiliśmy na sobie całą uwagę.

– Hej, stary! Co ty odpierdalasz?! – Jakiś chłopak klepnął mojego brata w ramię i wskazał na mnie. Miał dziwną fryzurę – rude, sterczące we wszystkie strony włosy. Do tego całą masę kolczyków i tatuaży.

– Musiałem ją zabrać. Jeden jedyny raz. – Doug obdarzył mnie wściekłym spojrzeniem.

– Spoko, mnie to nie przeszkadza. Jeśli jakimś cudem jeszcze mnie nie znasz, to jestem Barry. – Chłopak mrugnął do mnie. – Tylko żebyś za dużo nie paplała. Im mniej osób wie, co tutaj robimy, tym lepiej.

– Ona nic nie powie. – Doug patrzył przed siebie, jakby szukał kogoś wzrokiem. – Gdzie Rider?

– Spóźnia się jak zawsze. – Rudowłosy chłopak chciał dodać coś jeszcze, ale w tym momencie podeszły do nas dwie dziewczyny – jedna wysoka, mocno umalowana i druga – niższa, drobna, z krótkimi włosami.

– A to co za cyrk? Co ona tutaj robi?! – Nieznajoma z mocnym makijażem zwróciła się do chłopaków, jakby mnie wcale nie było obok.

– A co? Zabolało, że nie jesteś już najpiękniejszą kicią na wyścigach? – Barry obdarzył ją cynicznym uśmiechem. Chyba za sobą nie przepadali.

Dziewczyna była ładna, mimo wyzywającego stroju i mocnego makijażu. Moje zupełne przeciwieństwo – wysoka, z dużym biustem, czekoladową opalenizną i natapirowanymi ciemnymi włosami. Wyglądała, jakby zeszła z okładki „Playboya”. Choć całość była tandetna, nie można było jej odmówić uroku. Miała wszystko to, czego mnie brakowało.

– Zazdrosna o NIĄ?! Chyba kpisz. – Uśmiechnęła się z wyższością, zaszczycając mnie pogardliwym spojrzeniem.

– Barry, wyluzuj. Wiesz, jaka jest Becky – odezwała się jej koleżanka, wpatrując się w niego cielęcym wzrokiem. Ktoś tu chyba miał słabość do wytatuowanych rudowłosych przystojniaków.

Nieznajoma była drobna i niska, co przy wzroście tej wytapetowanej zdziry i jej dziesięciocentymetrowych szpilkach bardzo rzucało się w oczy. W przeciwieństwie do niej była cicha i wycofana. A do tego bardzo ładna. Miała ciemne włosy, ostrzyżone na nowoczesnego long boba, i mroczny typ urody. Takie połączenie Małej Mi ze złym elfem.

Becky była za to oczywista do bólu: jej usta ociekały różowym błyszczykiem, a kilometrowe sztuczne rzęsy musiały ważyć tonę. Wolałam nie wiedzieć, ile butelek lakieru wylała na swoje włosy. Krótkie dżinsowe spodenki odsłaniały połowę jej opalonych pośladków, a czarny tank top ledwo utrzymywał piersi.

– To moja siostra. Będzie siedziała cicho. – Doug spojrzał na nią wrogo.

– Nie sądzę, żeby Riderowi spodobało się, że przyprowadzasz małolaty. – Becky wykrzywiła swoje usta w sarkastycznym uśmiechu.

– Nie twoja sprawa, kto z kim tu przychodzi – odparowałam, bo nie byłam w stanie powstrzymać buzujących we mnie emocji. – Poza tym nie jestem małolatą. Za to ty wyglądasz na typową blacharę.

Zazwyczaj byłam spokojna, ale zdarzały się pewne wyjątki. Na przykład teraz, gdy jakaś bezczelna wywłoka rzucała w moją stronę obelgi.

Becky aż zatkało, a Barry i Mała Mi spojrzeli na mnie zdziwieni. Miałam wrażenie, że dziewczyna się lekko uśmiechnęła.

– Weźcie ją stad, bo jej przywalę! – Królowa Solarium ruszyła w moją stronę. Sprawy zaczynały wymykać się spod kontroli i wiedziałam, że jeśli mój brat nie interweniuje, zaraz stanę się ofiarą damskiej wersji Freddy’ego Kruegera.

Niespodziewanie naszą kłótnię przerwał warkot silnika. Odwróciłam się w stronę boiska i zaważyłam, że na tor wjechał czarny motocykl. Kierowca miał na sobie kombinezon i kask w tym samym kolorze. To wyglądało niesamowicie, jakby był połączony ze swoją maszyną w jedną spójną całość. Motocykl był piękny – pokryty czarnym, matowym lakierem. Kompletnie nie znałam się na motoryzacji, ale byłam pewna, że cacko, które właśnie podziwiam, jest stworzone do wyścigów. Miało opływowy kształt i minimalistyczny design, jedynie przód zdobiły trzy srebrne gwiazdy. Bez dwóch zdań motor wzbudzał respekt – zupełne przeciwieństwo szpanerskiego stylu Douga, który woził się yamahą z błyszczącym detalami.

Kierowca ruszył w naszą stronę. Gdy był już blisko, zwróciłam uwagę na jego oczy – jedyne, co było widać przez kask. Wpatrywały się w każdego z nas po kolei. Były zimne, przeszywające, w kolorze lodowego błękitu. Patrzył na mnie tak, jakby chciał poznać wszystkie moje tajemnice. To pewnie tylko moje wrażenie, ale zaczynałam czuć się nieswojo.

– No w końcu! – Becky uśmiechnęła się i pobiegła w jego stronę. Wyszło komicznie, bo jej szpilki grzęzły w żwirze. – Wyobraź sobie, że Collins przyprowadził swoją zafajdaną siostrzyczkę! Zrób z tym porządek albo wyrwę jej te blond kłaki! – krzyczała, machając przed nim rękami jak jakaś wariatka.

Miałam wrażenie, że kompletnie jej odbiło. Była żywym dowodem na to, że za dużo lakieru i błyszczyka jednak ma wpływ na mózg. Kierowca, pełen stoickiego spokoju, zdjął powoli kask i patrzył na nią przez chwilę obojętnym wzrokiem.

– Za dużo gadasz. Jeśli coś ci nie pasuje, to zjeżdżaj – zgasił ją jednym zdaniem i zerknął na mnie tak samo obojętnie, jak na nią.

Spięłam się, gdy usłyszałam, jak się do niej odzywa. Miał się za nie wiadomo kogo. To musiał być ten, który zajmuje się organizacją wyścigów. Rider.

Becky przez moment się dąsała, ale po chwili, jak gdyby nigdy nic, przytuliła się do niego. Musiała być naprawdę beznadziejnie zakochana, skoro zamiast wbić mu te swoje szpony w gardło i żądać przeprosin, po prostu odpuściła.

– Przepraszam, ja tylko chciałam…

– Pogadamy później, okej? – przerwał jej. – Idźcie z Amy po coś do picia. Ja muszę porozmawiać z Collinsem. – Klepnął ją niedbale w tyłek, jakby była krową, którą można pogonić, a potem ruszył w naszą stronę.

Co za palant! Na kilometr było widać, że traktuje kobiety jak kolejne stacje do zaliczenia. Becky oczywiście usatysfakcjonowały jego słowa. Zawołała swoją koleżankę i razem ruszyły w stronę wyjścia, zapewne spełnić życzenie Pana i Władcy.

Teraz dopiero mogłam przyjrzeć się mu z bliska. Niebieskie oczy, gęste brwi, ostre rysy i do tego pełne usta. Ciemne włosy były w nieładzie, zapewne zmierzwione od kasku. Zauważyłam, że w dolnej wardze ma kolczyk, a na dłoniach tatuaże. Nie mogłam się na niego tak bezceremonialnie gapić, więc wbiłam wzrok w swoje buty.

– Co tam, Collins? Upolowałeś Czarodziejkę z Księżyca? – Zaśmiał się i spojrzał na mnie. Poczułam, jak zapiekły mnie policzki. Wiedziałam, że to aluzja do mojego mundurka.

– Moja siostra, jeśli cię to pocieszy, jest tu pierwszy i ostatni raz. – Doug westchnął, najwyraźniej zmęczony tłumaczeniem mojej obecności każdemu po kolei. – Kto jeszcze się ściga?

– Tylko ty i ja. Reszta nie miała dziś hajsu.

Z tego co mówił Doug, zawsze w wyścigach brało udział przynajmniej trzech zawodników, do tego sporo obserwatorów. Jednak dziś poza nami, Barrym, Becky i Amy było tylko kilka osób.

– Okej, jaka jest stawka? – Mój brat sięgnął po portfel.

– Dwa tysiące. – Rider uśmiechnął się bezczelnie i uważnie obserwował jego reakcję.

– Ciebie do reszty powaliło?! Zawsze ścigamy się o tysiąc, maks tysiąc dwieście, a ty wylatujesz z dwoma?! Nie ma opcji, nie mam tyle przy sobie!

– Spokojnie, Collins. – Chłopak podniósł ręce w obronnym geście, a ja przyglądałam się uważnie jego tatuażom. – Nie wszyscy mają nadzianych starych, tak jak ty. Wyścigi to moje główne źródło dochodów, a zbieram na ważny cel. Muszę zwiększyć przypływ gotówki – wyjaśnił i poklepał go po ramieniu. Był oazą spokoju, czego nie można było powiedzieć o moim bracie. – Ale w sumie… – Przejechał palcami po dolnej wardze, zahaczając o swój kolczyk. Nie mogłam oderwać wzroku od jego dłoni. Przyłapał mnie na tym i uśmiechnął się leniwie, jak wilk na widok Czerwonego Kapturka. – Ale w sumie nie musimy zawsze grać o kasę – dodał. Miał w oczach dziwny błysk, jakby wpadł na jakiś genialny plan.

– No, stary. Przed chwilą mówiłeś, że potrzebujesz kasy, a teraz nie chcesz o nią grać?! Nic nie rozumiem. – Barry wtrącił się do rozmowy.

– Collins ma coś, o co chcę się dziś ścigać.

– O nie! Twoje lepkie łapy nie dotkną mojej maszyny! Umawialiśmy się kiedyś, że nie ścigamy się o motocykle, pamiętasz? – Doug miał dziś nerwowy dzień. Poza tym jego yamaha była dla niego jak rodzone dziecko i nikomu nie pozwalał jej dotykać.

– Nie chcę twojej kupy złomu. Chcę jej. – Rider wskazał na mnie.

– Czy cię, kurwa, pogrzało?! – krzyknął Doug, wyrzucił ręce do góry i naprawdę zaczynałam obawiać się o jego zdrowie psychiczne. – To moja siostra, stary! Pieprz sobie Becky i wszystko inne, ale ją zostaw w spokoju!

– A kto powiedział, że chcę ją pieprzyć? – Rider wydawał się rozbawiony nerwową reakcją mojego brata. Gadali o mnie jak o przedmiocie albo o kawałku mięsa, o który chcą się targować. – Mam inny gust, jeśli chodzi o dziewczyny. Twoja mała siostrzyczka nie jest w moim typie.

– Och, co za komplement! Skoro wolisz wytapetowane, tępe panny, to powodzenia! Dla mnie to żadna strata. – W myślach zwyzywałam go od najgorszych, ale nie potrafiłam rzucić żadnej błyskotliwej riposty.

– Nie tykam takich niepokalanych dziewic jak ona. Może chcę, żeby mi wysprzątała dom, podlała kwiatki albo po prostu mam ochotę ci zrobić na złość, Collins. – Rider oparł się niedbale o motocykl, obserwując z rozbawieniem nasze zaskoczone twarze.

Drażniło mnie, że to on tu rządzi i ciągle jest panem sytuacji. Irytowały mnie jego pewność siebie i spokój. Tak jakby grał w jakąś grę, której nieświadomie byłam częścią.

– Przepraszam, czy wy jesteście normalni? – W końcu zebrałam się na odwagę, by coś powiedzieć, choć nie zabrzmiało to zbyt elokwentnie. – Stoję tu, a wy negocjujecie mnie jak działkę koksu! Czy ktoś spytał mnie, co o tym sądzę? Oczywiście, że nie, i oczywiście, że wam powiem: nie zgadzam się!

– Widzę, że twoja grzeczna siostrzyczka pokazuje pazurki. – Rider wyglądał na zadowolonego z tego, że udało mu się mnie sprowokować. – Tym bardziej chcę ją mieć. Lubię denerwować takie zadzierające nosa cnotki. – Poszedł bliżej i złapał kosmyk moich włosów.

– Łapy przy sobie! – Odskoczyłam jak oparzona, onieśmielona jego bliskością. – Do twojej wiadomości: sama decyduję o sobie. Poza tym mój brat w życiu nie zgodzi się na twój popaprany pomysł! Powiedz mu, Doug, co o tym myślisz i spadajmy stąd – dodałam pewnym głosem i po raz pierwszy miałam odwagę spojrzeć Riderowi prosto w oczy.

Chłopak uniósł brwi i wyglądał na rozbawionego, co zaczynało mnie coraz bardziej irytować. Nie wziął na poważnie ani jednego mojego słowa.

– Jeśli wygram, porywam ją jutro. Na całą noc. Zero dotykania i seksu. No chyba że sama będzie chciała. – Wyszczerzył się w uśmiechu, całkowicie ignorując mój wcześniejszy monolog. Pokazałam mu środkowy palec. To też zignorował. – Nic jej się nie stanie, odwiozę ją o wschodzie słońca. Jeśli przegram, daję trzy tysiące.

– O ja pierdolę! Kupa hajsu! Stary, nie wahaj się! – wyrwało się Barry’emu, ale gdy zauważył moje mordercze spojrzenie, jego entuzjazm osłabł.

– Chyba śnisz! Chcesz mnie kupić za trzy kawałki?! – Zaśmiałam się. – Zakończ to, Doug. Wracajmy do domu. – Spojrzałam na brata i zaczęłam się niecierpliwić.

Po chwili przestało mi być do śmiechu. Sądząc po minie Douga, rozważał w myślach tę absurdalną propozycję. Kiedy posłał mi spojrzenie pełne skruchy, już wiedziałam, że przepadłam.

– Wiesz, ile rzeczy można za to kupić? Starzy dają nam kasę, ale nie tyle. Taka okazja się nie powtórzy! A poza tym masz jak w banku, że nie przegram – mówił szybko, jakby chciał się usprawiedliwić.

– Jaja sobie robisz?! Ty naprawdę chcesz w to wejść?! – Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – Poza tym mówiłam już, że się nie zgadzam.

Usłyszałam śmiech Ridera i nabrałam ochoty, by wydrapać mu oczy. A jednak nie byłam jak Becky – nie chciałam robić z siebie wariatki.

– A nawet jeśli przegram, co jest niemożliwe, to włos ci z głowy nie spadnie, słyszałaś. To porządny koleś. – Doug mówił do mnie prawie szeptem. – No i nie jesteś w jego typie – dodał, a ja słysząc te ostatnie słowa, zagotowałam się ze złości. Pewnie, że nie jestem. On lubi dziwki, które można klepać w tyłek, kiedy tylko ma się na to ochotę.

– Jak wygram, to odpalę ci trzy stówy. – Mój brat uśmiechnął się niewyraźnie, bo chyba w końcu zauważył, że nie podzielam jego radości.

– Trzy stówy?! Skoro gra toczy się o mnie, to powinnam dostać minimum połowę! – wydarłam się na niego, a Barry i Rider spojrzeli na siebie zaskoczeni i po chwili zaczęli się histerycznie śmiać.

– Mam powiedzieć matce o Liamie i o tym, dlaczego zerwaliście? Wiesz, że jak się dowie, wyśle cię do psychologa i inne takie. – Doug mówił na tyle głośno, że jego kumple zaczęli słuchać z zaciekawieniem. Chęć zwycięstwa naprawdę zachwiała jego zdolnością logicznego myślenia, skoro zagrał tak nieczysto.

– Dupek z ciebie – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. – Jedź i lepiej to wygraj. I ani słowa rodzicom o tym, co się wtedy wydarzyło, jasne?

Byłam zmęczona i zaczynało być mi wszystko jedno. Wspomnienia tamtych mrocznych dni znów zaczynały mnie tłamsić. Czułam się tak, jakby w jednej chwili uszło ze mnie całe powietrze. Miałam już gdzieś, co zrobi Doug i czy weźmie udział w wyścigu. Znów byłam tamtą Ivy, która nie mogła zapomnieć o Liamie i koszmarze, jaki jej zgotował.

– O, robi się ciekawie. Rodzinka Collinsów wcale nie jest taka idealna, jak by się wydawało. – Rider stanął pomiędzy nami. – W takim razie umowa stoi. Szykuj się na jutro, czarodziejko. – Puścił do mnie oko, a ja znów pokazałam mu środkowy palec. Tylko na tyle było mnie stać. W jego obecności traciłam zdolność tworzenia rozbudowanych zdań. O byciu asertywną nawet nie wspomnę.

Nagle pojawiły się Becky i Amy niosące puszki coli.

– O ile dziś wchodzicie? – zapytała Chodząca Reklama Rzeżączki.

– O trzy tysiące dla Collinsa i tę małą dla mnie.

– Jak to, kurwa, dla ciebie?! – Wyskubane do cienkich kresek brwi Becky podjechały wysoko. Gdyby jej spojrzenie mogło zabijać, już byłabym martwa.

– Wyluzuj. Po pierwsze nie mamy siebie na wyłączność i nie jesteśmy razem, pamiętasz? Po drugie chcę ją wygrać dla czystej satysfakcji dowalenia Collinsowi. To takie kolejne moje trofeum. – Rider uśmiechnął się do niej rozbrajająco, a ja tylko pokręciłam z niedowierzaniem głową. – A po trzecie przecież wiesz, że jesteś gorąca i tylko ciebie chcę przelecieć – dodał i klepnął ją w tyłek, a ona oczywiście połknęła ten bajer i odpuściła.

Obserwowałam z obrzydzeniem, jak całuje go po szyi. Jednak on zamiast na nią patrzył wprost na mnie. Nie miałam pojęcia, w co gra. Może liczył, że będę zazdrosna? W takim razie czekało go rozczarowanie. Nie leciałam na zapatrzonych w siebie frajerów. Nie leciałam na nich od czasów Liama.

– No dalej, Becky, na co czekasz? Rusz swój zgrabny tyłek, idź na start. – Usłyszałam odgłos klepnięcia w pośladek. Przewróciłam oczami. To już robiło się nudne.

Uradowana dziewczyna pomaszerowała na linię startu z biało-czarną chorągiewką w dłoni, kręcąc przy tym idiotycznie pupą. Motocykliści stanęli w wyznaczonym miejscu, a ona dała znak do startu z takim namaszczeniem, jakby była co najmniej papieżem.

Zacisnęłam mocno kciuki, aż rozbolały mnie dłonie. Oby Doug wygrał, inaczej już po mnie. I po nim. Już ja tego dopilnuję. Nie wytrzymam nawet godziny z tym zapatrzonym w siebie dupkiem, a co dopiero całą noc.

Barry przeżywał wszystko jeszcze bardziej niż ja, bo gadał coś do siebie i przeczesywał nerwowo dłońmi swoje sterczące włosy. Uspokoiłam się, gdy zobaczyłam, że mój brat jest na prowadzeniu. Mieli do zrobienia pięć okrążeń. Robili już trzecie, a Rider ani razu go nie wyprzedził.

– Mówię ci, wygra ten hajs. – Barry patrzył na tor z rozmarzoną miną. Chyba liczył, że Doug się z nim podzieli. – Jak ci na imię, mała?

– Ivy! – Starałam się przekrzyczeć ryk silników.

Było dobrze: Doug nadal prowadził. Dopiero przy ostatnim okrążeniu coś zaczęło się psuć. Rider go wyprzedził, ale po chwili mój brat znów przejął prowadzenie. Odetchnęłam z ulgą i już oczyma wyobraźni widziałam minę tego zarozumiałego frajera, gdy przegra.

Szczęście nie trwało jednak długo. Mój uśmiech zamienił się w grymas, gdy motocykle były na ostatniej prostej. Rider przyspieszył i minął Douga. Potem przez chwilę szli łeb w łeb. Ostatecznie to nie mój brat pierwszy przekroczył linię mety.

Grupa zebrana na trybunach zaczęła wiwatować. Jakaś dziewczyna, i to nie Becky, krzyknęła: „Jestem twoja, Rider!”. Zacisnęłam dłonie na oparciu plastikowego krzesełka, by nie stracić równowagi. Szumiało mi w uszach, a oczy łzawiły od dymu i kurzu. Gorączkowo analizowałam w myślach cały wyścig. Jakby to miało cokolwiek zmienić.

Uświadomiłam sobie, że Rider od początku mógł prowadzić, ale dawał Dougowi fory, żeby wytrącić go z równowagi i na końcu pokazać, kto tu rządzi. A może to nie chodziło wcale o Douga?

Barry spojrzał na mnie z niedowierzaniem i nie musiał nic mówić, wiedziałam to aż za dobrze – mój brat przegrał, a jutrzejsza noc miała być najgorszą w moim życiu.

Rozdział 2

Doug rzucił kaskiem o ziemię, po czym zaczął szukał mnie wzrokiem, rozglądając się po trybunach. Gdy napotkałam jego spojrzenie, od razu się odwróciłam. Jak mógł mi to zrobić?!

Byłam wściekła, i to tak, że nawet Barry, widząc, w jakim jestem stanie, ulotnił się bez słowa. Po chwili zauważyłam, że wszedł na tor i rozmawiał z moim bratem, żywo przy tym gestykulując. Tymczasem Rider stał oparty nonszalancko o motocykl, spokojny i pewny siebie. Patrzył na mnie. Jego zimne, niebieskie oczy wywiercały we mnie dziurę. Znów mnie prowokował. Uśmiechał się ironicznie, jakby chciał powiedzieć: „Wiedziałem, że wygram. Jesteś moja”.

To na niego powinnam być wściekła. To on wszystko wymyślił, a jednak całą frustrację przelałam na swojego brata. Rider zbyt mnie rozpraszał, bym mogła być na niego zła. Kolczyk w jego wardze aż prosił się o dotknięcie…

Zerwałam z nim kontakt wzrokowy i się odwróciłam. Nie chciałam pokazać, jak bardzo byłam skołowana grzesznymi myślami krążącymi w mojej głowie. Wiedziałam, że nadal mnie obserwuje, więc pospiesznie skierowałam się w stronę wyjścia. Miałam dość Ridera, dość Douga i dość tego – jakże spektakularnego – początku wakacji. Postanowiłam wrócić do domu na piechotę.

* * *

Gdy leżałam na kanapie, próbując zabić depresyjny nastrój paczką laysów, zauważyłam Douga. Stał w progu salonu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. W ręku trzymał pudełko moich ulubionych lodów. Musiało być mu naprawdę przykro, bo kto jak kto, ale on nie dzieli się słodyczami, a już na pewno nie lodami ciasteczkowymi.

– Ivy, nawaliłem. Jesteś zła? – zapytał, wpatrując się w swoje dłonie.

– A jak myślisz?! – Zerwałam się z kanapy. Kilka chipsów wylądowało na dywanie i obiecałam sobie, że tym razem to nie ja będę sprzątać.

– Przepraszam. Byłem pewny, że jestem górą. – Doug spojrzał w końcu na mnie tymi swoimi oczami, które łamią wszystkie damskie serca.

– Taaa… widziałam, jak bardzo byłeś górą, gdy przegrywałeś. Mam dość dzisiejszego dnia. – Minęłam go i ruszyłam po schodach na górę.

– Przecież wiesz, że nie musisz tego robić.

– Dogadałeś się z nim? – Przystanęłam na moment.

– Nie, chyba żartujesz. Jara się tą wygraną, jak żadną inną dotąd. Widać dziewczyna jest lepsza niż trzy kafle, nawet jeśli tą dziewczyną jesteś ty.

– Dzięki, że tak bardzo mnie cenisz. – Przewróciłam oczami. – Powiedziałeś, że nie muszę tego robić, więc co będzie, jeśli się wycofam?

– Dla ciebie nie będzie żadnych konsekwencji, to jasne. Ja na zawsze mogę pożegnać się z wyścigami i prestiżem. Będę ofiarą losu, która nie dość że wystawiła własną siostrę, to jeszcze nie wywiązała się z umowy. – Doug starał się brzmieć beztrosko, jednak w jego głosie było słychać napięcie. – Ale to ty decydujesz. Przecież do niczego cię nie zmuszę.

Wiedziałam, że wyścigi są dla niego wszystkim. To dzięki nim pozbierał się po rozstaniu ze swoją dziewczyną i to dzięki nim nie był wyalienowany jak ja. Miał znajomych i pasję. Dla mnie sprawa była jasna – nie mogłam mu tego zrobić i zrezygnować, nawet jeśli on zachował się wobec mnie nie fair.

Poza tym, choć nie chciałam tego przyznać przed nim ani przed sobą, byłam ciekawa tego spotkania. Rider mnie intrygował. No i nie mogłam tak po prostu stchórzyć. Nie po tym, jak rzucił mi wyzywające spojrzenie i potraktował jak rozkapryszoną małolatę.

– Okej, pójdę. Poradzę sobie. W końcu to tylko kilka godzin – powiedziałam pewnym siebie głosem, choć w głowie miałam mnóstwo wątpliwości.

– Ja wiem, że on cię nie skrzywdzi, rozumiesz? To nie ten typ faceta, chociaż zgrywa tego najgorszego. Ale będę całą noc pod telefonem i w każdej chwili, gdyby coś się działo…

– Dam sobie radę. Będę go ignorować. Zobaczysz, po godzinie będzie miał mnie dosyć.

Jeszcze niedawno zrobiłabym wszystko, aby uniknąć spotkania z Riderem. Teraz byłam podekscytowana jak dziecko, które czeka na świąteczny poranek, by odpakować prezent.

Robię to dla Douga. Tylko i wyłącznie. No dobra. Robię to także trochę dla siebie…

– Postaraj się dobrze bawić. Nie wiem, co on planuje, ale może potraktujesz to jak nagrodę? W końcu każda dziewczyna w tym mieście marzy, by Rider zabrał ją swoim motorem na randkę. – Mój brat był przesadnie entuzjastyczny, tak jakby na siłę próbował mnie pocieszyć.

– Po pierwsze: to na pewno nie będzie randka. Po drugie: to, że ci wybaczyłam, nie znaczy, że nie jestem zła, więc zejdź mi z oczu. Pozwól mi się wyspać przed najgorszą nocą mojego życia. – Minęłam go i poszłam do swojego pokoju.

Doug tylko głupio się uśmiechnął. Dla niego wszystko było zawsze takie proste.

Rider i dobra zabawa. Rider i randka. Mój brat chyba zwariował.

* * *

Dzień wlókł się niemiłosiernie, a ja ciągle spoglądałam na zegarek. Czułam się jak przed wyczekiwaną imprezą – nie mogłam znaleźć sobie miejsca i byłam podekscytowana. To irracjonalne, bo przecież dobrze wiedziałam, jak Rider traktuje kobiety. Myśl o spędzeniu z nim czasu powinna budzić we mnie co najwyżej odruch wymiotny.

Po przeanalizowaniu tego, jak powinnam, a jak nie powinnam wyglądać, w końcu włożyłam czarne rurki i szary T-shirt. Włosy upięłam w niedbałego koka. Żadnej ekstrawagancji, zero seksownych ciuchów. Nie chciałam się stroić, bo nie miałam zamiaru być jedną z panienek, które padały temu facetowi do stóp.

O dziewiętnastej usłyszałam pod domem warkot silnika. Doug krzyknął, żebym się pospieszyła. Szepnął mi do ucha, że w razie czego będzie gotowy, by w każdej chwili mnie uratować. Taaa, już to słyszałam. Nadal miał wyrzuty sumienia.

Gdy zeszłam na dół, ogarnęła mnie panika. Miałam ochotę wrócić, zaszyć się pod kołdrą i udawać, że nic się nie wydarzyło, ale na to było już trochę za późno. Rider stał przy swoim motocyklu, ściągnął kask i omiótł mnie wzrokiem w typowy dla siebie sposób, jakby od niechcenia.

– Pamiętaj, co mi obiecałeś. – Doug patrzył na niego wrogo.

– Odstawię ją przed piątą rano. Nie zdążysz się nawet zdrzemnąć, tatuśku, a już będzie w domu. – Chłopak uśmiechnął się krzywo. – Wsiadaj, nie mamy czasu – zwrócił się do mnie.

Był zimny, obojętny i jakby… zły. Zupełnie inny niż wczoraj, gdy prowokował mnie i cieszył się z wygranej. Może żałował, że musi spędzić tyle czasu z nudną siostrą swojego rywala?

Z ociąganiem wsiadłam na motocykl. Podał mi kask. Czułam się niepewnie, będąc tak blisko niego. Zaśmiał się: seksownie i ironicznie. Jakby wiedział, jak bardzo jestem onieśmielona, i jakby go to bawiło.

– Musisz mnie objąć, jeśli mamy ruszyć. Nie udawaj, że nie wiesz, jak to się robi – rzucił drwiącym tonem. – Chyba się mnie nie boisz, co? Wiele dziewczyn oddałoby wszystko, by tutaj siedzieć i mnie dotykać.

Parsknęłam śmiechem, gdy usłyszałam jego przechwałki. Miałam wrażenie, że jego ego zajmuje więcej miejsca na motocyklu niż my dwoje razem wzięci.

– Nie jestem jedną z nich. I wcale nie boję się ciebie dotknąć – odburknęłam, po czym niechętnie objęłam go w pasie. Patrzyłam, jak Doug wraca do domu, nerwowo oglądając się za siebie.

Ruszyliśmy powoli, ale z czasem nabraliśmy tempa. Lubiłam jazdę motocyklem. Doug średnio dwa razy w tygodniu musiał znosić moje błagania o to, by wziął mnie na przejażdżkę. Sama nigdy nie odważyłam się kierować, chociaż miałam na to coraz większą ochotę. Rodzice pewnie padliby na zawał, gdyby usłyszeli, że chcę pójść w ślady brata. To przecież nie pasowało do idealnej, dobrze ułożonej panienki Collins.

Gdy jechaliśmy ulicami, rozkoszowałam się ciepłem zachodzącego słońca, powiewem wiatru i twardymi mięśniami Ridera. Nie powinnam czerpać z tego ostatniego przyjemności, ale przecież nikt poza mną nie musiał o tym wiedzieć.

W końcu zatrzymaliśmy się przed niewielką restauracją z szyldem „50’s”. To musiała być jedna z knajp w stylu retro. Lubiłam takie klimaty – kelnerki w uroczych fartuszkach, szafa grająca i waniliowe koktajle. Zupełnie jak w Grease.

– Jesteś głodna? – Rider ściągnął kask i spojrzał na mnie pytająco.

– Od kiedy to obchodzi cię, co mam do powiedzenia? – Zrobiłam urażoną minę, à la nadęta primadonna. Nadszedł czas, by obrzydzić mu wygraną.

– W co ja się wpierdoliłem… – Przewrócił oczami. – Wiedziałem, że z takimi jak ty bywa ciężko, ale nie, że aż tak.

– Z takimi jak ja?! – Udałam zdziwioną i zdegustowaną. – Mogłeś wybrać sobie inną nagrodę, skoro wiedziałeś, na jakie męki się ze mną skazujesz.

Może to nie jest taki zły pomysł? Będę małomówna i znudzona. Kto wie? Może sam zrezygnuje i odstawi mnie wcześniej do domu?

– Chciałem dokopać twojemu bratu, bo za bardzo się panoszy. Tyle. A skoro już mamy spędzić razem kilka godzin, to może trochę się postarasz i będziesz grzeczna, co? – Przyglądał mi się uważnie, a przez jego usta przemknął uśmiech. – Mają tu najlepsze koktajle w mieście. No chyba że takie bogate paniusie jak ty nie jadają w tego typu miejscach.

Tym razem nie dałam się sprowokować. Zignorowałam jego zaczepkę, choć nie znosiłam, gdy ktoś oceniał mnie w ten sposób. Na samą myśl o jedzeniu zaburczało mi w brzuchu.

– Zaraz poznasz najcudowniejszą kobietę na tej planecie – mruknął do mnie i tajemniczo się uśmiechnął. Przewróciłam oczami. Nie miałam ochoty zadawać się z kolejną zdzirą w stylu Becky.

Gdy weszliśmy do środka, oniemiałam z zachwytu. Lokal był niesamowity. Wszystko przywodziło na myśl starą, dobrą Amerykę. Boksy wyłożone czerwonymi obiciami, a na ścianach oldskulowe reklamy Coca-Coli i koszulki lokalnej drużyny futbolowej. Zajęliśmy miejsce w rogu sali. Wzięłam do ręki menu i udawałam, że jest bardzo interesujące.

Nie patrz na niego za dużo i nie odzywaj się niepotrzebnie – strofowałam się w myślach. – Ten seksowny kolczyk w jego wardze tylko będzie cię rozpraszał.

– Kogo ja widzę?! Kochaniutki, przedstaw mi tę młodą damę!

Spojrzałam na kobietę, która właśnie podeszła do naszego stolika. Spodziewałam się młodej kelnereczki, robiącej maślane oczy do Ridera. Tymczasem przede mną stała uśmiechnięta, na oko sześćdziesięcioletnia kobieta o obfitych kształtach. Ubrana w czerwono-biały uniform, z burzą kręconych siwych włosów i z wpiętym w nie sztucznym kwiatem. Sprawiała sympatyczne wrażenie.

Rider wyglądał na zmieszanego. Wstał i pocałował ją w policzek, a potem wskazał na mnie.

– Molly, to Ivy, moja znajoma. Ivy, poznaj Molly, najlepszą kucharkę i kelnerkę na świecie. – Posłał jej swój uwodzicielski uśmiech.

Ćwiczy to przed lustrem czy jak?! Nie wiem, jak on to to robi, ale działa chyba na każdą kobietę, niezależnie od wieku.

– Jak zawsze czarujący! – Molly machnęła na niego ręką. – Dobrze, że w końcu przyprowadziłeś tu normalną dziewczynę. Wcześniej przychodziły z nim same lafiryndy – zwróciła się do mnie teatralnym szeptem, jednak na tyle głośno, że słyszał to nie tylko Rider, ale i kilka osób siedzących niedaleko.

– Molly, nie przesadzaj… – mruknął zmieszany. Jego zabójcza pewność siebie rozsypała się jak domek z kart.

– Wiem, co mówię! Każda z nich miała więcej pudru niż ja zmarszczek. Do tego te szpilki!

Zakryłam usta, tłumiąc śmiech. Wypisz, wymaluj: Becky.

– Opiekuj się tą ślicznotką. – Kobieta rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie, a on wpatrywał się w swoje dłonie jak mały chłopiec, który musi słuchać kazania swojej matki.

– Przecież wiesz, że to ty zawsze będziesz tą jedyną. – W końcu podniósł głowę i puścił do niej oko.

– Umiesz prawić kobiecie komplementy, kochaniutki. – Molly wzięła się pod boki, a potem zwróciła do mnie: – Uważaj na jego sztuczki. Niezły z niego flirciarz.

– Myślę, że świetnie sobie z nim poradzę. – Uśmiechnęłam się i szybko skierowałam wzrok na menu, bo Rider zaczął intensywnie mi się przyglądać.

– I tak trzymać! Jemu jest potrzebna kobieta z jajami! A skoro jesteśmy już przy jajkach… Nie zamawiajcie jajecznicy. Richard dzisiaj wszystko przesala i przypala boczek.

– W takim razie poproszę krem pomidorowy. Robisz najlepszy na świecie. – Rider znów czarująco się uśmiechnął. Prawienie komplementów miał chyba we krwi.

– Wezmę to samo.

– Doskonale. Do tego dwa koktajle czekoladowe. Na koszt firmy. – Molly mrugnęła do nas i odeszła, kręcąc tyłkiem.

– Jest niemożliwa – szepnęłam zaskoczona.

Rider uśmiechnął się na te słowa. Po raz pierwszy od początku naszego spotkania wyglądał na rozluźnionego i zadowolonego.

– Właśnie dlatego lubię tu przychodzić. Dla niej i jej pysznego żarcia – stwierdził i rozsiadł się wygodnie w boksie. Uciekłam spojrzeniem w bok, gdy zauważyłam, że nadal lustruje mnie wzrokiem. – Molly ma rację. To dobrze, że się nie stroisz. Gdy dziewczyna za bardzo się stara, to trąci desperacją – dodał i zaczął wpatrywać się w swoje pokryte tatuażami dłonie.

Miałam ochotę zapytać go, co oznaczają te tajemnicze symbole i inicjały. Zamiast tego uporczywie patrzyłam na wzorzysty obrus i modliłam się o to, by Molly przyniosła jak najszybciej nasze zamówienie i rozładowała tę niezręczną atmosferę.

Po kilkunastu minutach moje modlitwy zostały wysłuchane, a na stole wylądowały dwa talerze z gorącą zupą, która pachniała obłędnie i jeszcze lepiej smakowała. Tak samo koktajl czekoladowy – był ogromny i mimo pełnego brzucha nie mogłam się mu oprzeć. Zdecydowałam, że będę przychodzić tu regularnie.

Podczas posiłku niewiele rozmawialiśmy. Rider od czasu do czasu mówił coś na temat lokalu, a ja tylko potakiwałam. Jego obecność nadal mnie onieśmielała. Właśnie rozmyślałam o nim, mieszając słomką w resztce koktajlu, gdy poczułam, że mi się przygląda.

– Rozważam, czy cię tu nie zostawić – powiedział poważnym głosem.

Spojrzałam na niego zaskoczona.

– Chyba musisz tu zostać – kontynuował, a na jego ustach błąkał się uśmiech. – Boję się, że po tym wszystkim, co zjadłaś, moja honda nie wytrzyma takiego ciężaru. Nie pozwolę, byś rozwaliła mój ukochany motocykl. Sama rozumiesz. – Zaczął się śmiać, a ja znów zrobiłam się czerwona.

– Palant z ciebie. Wcale nie zjadłam dużo! A nawet jeśli, to byłam po prostu głodna. – Rzuciłam w niego serwetką, zgrywając obrażoną.

– W takim razie rusz swój wielki tyłek i jedźmy dalej – powiedział, nadal się śmiejąc, a na widok mojego groźnego spojrzenia dodał: – Nie jest wielki. Jest bardzo zgrabny i na pewno to wiesz, Ivy.

Kolejny raz poczułam się nieswojo. Nie potrafiłam przyjmować komplementów. Tym bardziej od niego. A moje imię w jego ustach brzmiało tak, że robiło mi się dziwnie gorąco.

– Niby skąd mam to wiedzieć? – burknęłam, unikając jego spojrzenia. Wyszliśmy na zewnątrz. Chłodne wieczorne powietrze sprawiło, że odruchowo potarłam ramiona dłońmi.

– Nie żartuj sobie. Większość moich kumpli ślini się na twój widok. Poza tym zawsze sprawiałaś wrażenie takiej, która ma wysokie mniemanie o sobie. Wiesz, jak o tobie mówią? Panna idealna, co to nie zadaje się z byle kim.

– Takie oceny są bardzo krzywdzące. – Spojrzałam na niego przelotnie. – Czasami mam ochotę pogadać z kimś ze szkoły, tak po prostu, ale wtedy ta druga osoba zazwyczaj się wycofuje. Kiedyś powiedziałam jednej dziewczynie, że ma świetny sweter, a ona była pewna, że się z niej naśmiewam, bo kupiła go w sieciówce. To ludzie odgradzają się ode mnie murem, nie ja od nich – stwierdziłam i odgarnęłam z twarzy włosy targane przez wiatr.

– Bo boją się takich osób jak ty i Doug. – Rider wzruszył ramionami, jakby to, co powiedział, było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. – Dlaczego ktoś bogaty i idealny miałby chcieć zadawać się z kimś szarym i zwyczajnym? Większość właśnie tak to sobie tłumaczy.

– Bo jestem człowiekiem, tak jak cała reszta. Też mam problemy, niezależnie od tego, ile nowych, wypasionych aut stoi w garażu mojego ojca – powiedziałam trochę zbyt nerwowo.

– Roztaczasz wokół siebie aurę niedostępności, może nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Trudno się dziwić, że ludzie trzymają dystans. – Rider nie patrzył na mnie, tylko wsiadł na motocykl. Miałam wrażenie, że jeśli się nie pospieszę i nie dołączę do niego, to odjedzie beze mnie. Znów był zdystansowany i niedostępny.

– Po prostu jestem ostrożna. Nie powinnam ci tego mówić, ale Doug miał złamane serce, bo jedna dziewczyna leciała tylko na jego kasę, a on liczył na coś poważnego. Fajnie jest mieć pieniądze, ale trudno wtedy odróżnić, komu zależy na tobie, a komu na twoim portfelu – stwierdziłam gorzko i usiadłam za nim, obejmując go w pasie.

– Kiedyś chciałem umówić się z jedną dziewczyną, ale bałem się, że potraktuje mnie jak śmiecia, na zasadzie: jesteś w porządku, ale nie z mojej ligi – odezwał się po dłuższej chwili ciszy, a jego głos był dziwnie ochrypnięty. – Prawda jest taka, że nie miałem u niej szans. W sumie nie dziwi mnie to. Pomyśl, jak by to wyglądało w jej idealnym życiu? Jak przedstawiłaby mnie swoim nadzianym, wpływowym rodzicom? „Mamo, tato! Mój chłopak to wydziarany motocyklista, bez perspektyw na przyszłość”. – Rider zaśmiał się, ale to nie był szczery śmiech. Raczej próba rozładowania napięcia. – Kumple wybili mi ją z głowy – dodał i odpalił silnik.

– Jeśli faktycznie tak by cię oceniła, to nie była warta zachodu. Ale nigdy się tego nie dowiesz, bo nawet nie spróbowałeś do niej podbić. Od kiedy jesteś takim tchórzem, co? – zapytałam. Patrzyłam na jego plecy, bo nawet nie odwrócił się w moją stronę.

Nie odpowiedział. Włożył kask i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Rozdział 3

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:

Okładka
Karta tytułowa
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30

Redaktorka prowadząca: Ewa Pustelnik

Wydawczyni: Joanna Pawłowska

Redakcja: Ida Świerkocka

Korekta: Małgorzata Denys

Projekt okładki: Marta Lisowska

Zdjęcie na okładce: © LightField Studios /Shutterstock.com

Copyright © 2021 by Anna Langner

Copyright © 2021, Niegrzeczne Książki an imprint of Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2021

ISBN 978-83-67014-55-7

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek