TRZECIA FALA. O Twojej roli w Kościele - kard. Grzegorz Ryś - ebook

TRZECIA FALA. O Twojej roli w Kościele ebook

kard. Grzegorz Ryś

0,0

Opis

Książka „Trzecia fala” pomoże Ci odkryć, jak żyć autentycznym chrześcijaństwem w codziennym życiu. Dzięki niej dowiesz się, jak godzić życie rodzinne i zawodowe z posłaniem do misji w Kościele.

Czy wiesz, że trzecia fala ewangelizacji właśnie trwa? Kardynał Grzegorz Ryś mówi wprost – to teraz jest ta godzina, w której Duch Święty wzywa świeckich do działania! To Ty jesteś kluczową częścią tej fali. Czy jesteś gotów odpowiedzieć na to zaproszenie?

Czy wiesz, że Duch Święty ma dla Ciebie szczególne zadanie? W książce „Trzecia fala” kardynał Grzegorz Ryś wyjaśnia, jak odkryć swoją wyjątkową rolę w Kościele. Nie jesteś tylko obserwatorem. Jesteś powołany do działania. Jesteś częścią Bożego planu!

Kościół przeżywa trzecią falę ewangelizacji. Tym razem to my, ludzie świeccy, jesteśmy w centrum wydarzeń. Każdy z nas ma misję do wypełnienia, nie tylko w Kościele, ale w całym świecie – w pracy i w rodzinie, w przestrzeni kultury, polityki, gospodarki. To Duch Święty kieruje nas, abyśmy głosili Ewangelię tam, gdzie żyjemy i w tym, co robimy na co dzień.

Kardynał Grzegorz Ryś zaprasza Cię do odkrycia swojego posłania w Kościele. Nie chodzi tylko o aktywność we wspólnocie parafialnej. Dzięki tej książce dowiesz się:

  • jak Duch Święty może posługiwać się Tobą w codziennym życiu,
  • w jakie działania w Kościele możesz się zaangażować,
  • co możesz z siebie dać innym, aby zbliżać ich do Jezusa i Kościoła.

Gotowy, by odkryć swoje miejsce w trzeciej fali ewangelizacji?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 99

Rok wydania: 2024

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



TRZECIA FALAO Twojej roli w Kościele

kard. Grzegorz Ryś

dla RTCK SA

Autor: kard. Grzegorz Ryś

Produkcja: RTCK SA

Nowy Sącz 2024

Wydanie I

© RTCK SA 2024

ISBN: 978-83-68230-10-9

978-83-68230-11-6 – EPUB

978-83-68230-12-3 – MOBI

978-83-68230-13-0 – PDF

Redakcja:

Krystyna Sadecka

Korekta:

Edyta Buff

Hanna Miera

Skład i łamanie:

Adam Gutkowski

Projekt okładki:

Katarzyna Halota

Zdjęcie Autora:

Dorota Czoch

Wersje epub/mobi:

Barbara Wrzos, Graphito, graphito.pl

Fragmenty Pisma Świętego za: Biblia Tysiąclecia Online, Pallotinum, Poznań 2003, www.biblia.deon.pl.

Niniejszym, na podstawie „nihil obstat” z 19 sierpnia 2024 roku, udzielonego mi przez ks. prof. dra hab. Janusza Królikowskiego, delegata Biskupa Diecezjalnego, do oceny ksiąg treści religijnej zezwalam na druk publikacjiTrzecia fala. O Twojej roli w Kościele. Autorem tekstu jest kardynał Grzegorz Ryś.

Z pasterskim błogosławieństwem

† Stanisław Salaterski

wikariusz generalny

RTCK wydawnictwo książki, ćwiczenia rozwojowe, kursy

RTCK SA

ul. Zielona 27, WSB, bud. B

33-300 Nowy Sącz

tel. 531 009 119

[email protected]

www.rtck.pl

Dołącz do społeczności ludzi, którzy chcą robić to, co kochają.

Zapisz się na www.rtck.pl, a będziemy Cię wspierać na tej drodze, wysyłając wartościowe materiały!

przedmowa

Trzecia fala?

Po raz pierwszy usłyszałem to wyrażenie przed kilkoma laty z ust naszego ówczesnego duszpasterza, o. Wojciecha Kowalskiego SJ, który z kolei – jak sam przyznał – usłyszał o trzeciej fali w czasie jakiegoś wystąpienia księdza arcybiskupa Grzegorza Rysia. Pomyślałem wówczas: „Wow! A więc żyjemy w czasach, gdy Duch Święty w sposób szczególny posługuje się w dziele ewangelizacji osobami świeckimi? Czy to znaczy, że świeccy mają dzisiaj do odegrania w Kościele jakąś szczególną rolę?”. Razem z przyjaciółmi z RTCK poczuliśmy się nagle ważni i zaproszeni do działania, choć prawda jest taka, że nie bardzo wiedzieliśmy jeszcze wówczas, co konkretnie mielibyśmy robić. Zaczęliśmy jednak modlić się, uwielbiać, rozeznawać i tak kilka miesięcy później powstała Wspólnota RTCK.

Drugi raz o trzeciej fali usłyszałem z relacji prof. Aleksandra Bańki, który dzielił się swoimi refleksjami po wystąpieniu, a jakże, księdza arcybiskupa Grzegorza Rysia podczas modlitewnego spotkania „ChwałaMU” zorganizowanego przez fundację Rozpal Wiarę Marcina Zielińskiego w Łodzi w 2022 roku. Ksiądz arcybiskup (to było miesiąc przed tym, jak papież Franciszek podniósł go do godności kardynała) powiedział wówczas m.in. takie słowa: „Jesteśmy tutaj dzisiaj z wielu kościołów, ale tak naprawdę z jednego Kościoła, bo w jednym Bogu przez chrzest jesteśmy zjednoczeni (…). Dzisiaj mamy takie fajne doświadczenie Kościoła, w którym to pasterze idą za owcami. Chwała Bogu, że tak jest!”.

Po wysłuchaniu relacji Aleksandra Bańki moje serce rozgrzało się do czerwoności i poczułem się – jako lider Wspólnoty, ale także założyciel Wydawnictwa, które chce pomagać ludziom odkrywać ich powołanie i budować szczęśliwe relacje z Bogiem i ludźmi – jeszcze mocniej zainspirowany do działania.

Trzeci raz usłyszałem o trzeciej fali od zaprzyjaźnionego z naszą wspólnotą Andrzeja Dubiela, organizatora starosądeckiej „Strefy Chwały”. W jakiejś niezobowiązującej rozmowie wspomniał, że słyszał od księdza kardynała Grzegorza Rysia, iż w Kościele trwa obecnie trzecia fali ewangelizacji, w której biorą udział ludzie świeccy. Po tej rozmowie nie wytrzymałem. Wsiedliśmy z kolegami w samochód i pojechaliśmy do Łodzi, aby spotkać się z księdzem Kardynałem i dowiedzieć się bezpośrednio od niego, o co dokładnie chodzi z tą trzecią falą, o której tyle już słyszeliśmy z ust różnych ludzi. Piszę to oczywiście trochę żartem. Naprawdę było tak, że zaczęliśmy o tym rozmawiać w RTCK i zgodnie uznaliśmy, że choć o trzeciej fali mówi się coraz więcej, to jest ogromna potrzeba, by dogłębnie wyjaśnić genezę tego pojęcia, jego znaczenie dla Kościoła, by wskazać szanse, jakie za sobą niesie oraz by pokazać ludziom świeckim kierunki i pola ewangelizacji we współczesnym świecie. A któż mógł zrobić to lepiej niż ksiądz kardynał Grzegorz Ryś?

Szczerze mówiąc, nie liczyliśmy na wiele – spodziewaliśmy się, że kalendarz księdza Kardynała wypełniony jest szczelnie na wiele miesięcy do przodu. A jednak udało się! Ksiądz Kardynał przyjął nas z ogromną otwartością i zgodził się wygłosić konferencję pod tytułem Trzecia fala. O roli świeckich w Kościele. Konferencja odbyła się 25 września 2023 roku w Centrum Teatru Muzyki i Tańca w Kutnie.

Rok po tym wydarzeniu oddajemy w ręce Czytelników książkę: Trzecia fala. O Twojej roli w Kościele. Dla mnie to wielka radość. Wierzę, że dzięki tej publikacji wielu wspaniałych chrześcijan dowie się, co mogą zrobić dla Kościoła i – a może przede wszystkim – dla świata, bo jak się okazuje, winnicą jest cały świat.

Co to znaczy być posłanym oraz kogo i gdzie posyła dzisiaj Duch Święty? Kogo mamy ewangelizować i jak to robić mądrze? Jak powinny się układać relacje między świeckimi a duchownymi? – Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi w tej książce. Zapraszam do czytania!

Kamil Zbozień

założyciel RTCK

Wprowadzenie. trzy fale Kościoła

Kiedy po raz pierwszy rozmawialiśmy o temacie tej książki, pojawiały się różne propozycje podtytułu dla niej. Jedna z nich brzmiała: „Świeccy jako motor ewangelizacji”. W tej książce faktycznie będziemy próbowali odpowiedzieć na pytanie o rolę świeckich w Kościele i – jak się okaże – będzie to rola niebagatelna, ale jedno powinniśmy jasno na samym początku powiedzieć: Z całą pewnością świeccy nie są motorem ewangelizacji. Duchowni zresztą też nie. Motorem ewangelizacji zawsze jest Duch Święty. Proszę, miejmy się na baczności przed wszystkimi „motorami ewangelizacji”, które nie są podłączone do Ducha Świętego. Tym – powtórzę – który jest w Kościele protagonistą i pierwszym ewangelizatorem, jest zawsze Duch. Ewangelizacja zatem jest zawsze najpierw działaniem Ducha Świętego. Jeśli nie mamy przed oczami tej prawdy, to znaczy, że najpewniej błądzimy co do istoty tego, czym jest Kościół i jak funkcjonuje.

Po tym wyjaśnieniu wypada zastanowić się i poszukać odpowiedzi na nieco inne pytanie, a mianowicie: kim Duch Święty posługuje się w Kościele w dziele ewangelizacji albo jeszcze inaczej: kto w Kościele wydaje się dzisiaj najbardziej otwarty na inspirujące działanie Ducha Świętego. I tu rzeczywiście możemy odnieść się do intuicji ojca Raniero Cantalamessy1, który powiedział, że w dziejach Kościoła, pomijając ewangelizację przeprowadzoną przez pierwsze pokolenie uczniów, czyli apostołów, można mówić o trzech falach ewangelizacji.

Początki pierwszej fali sięgają IV stulecia, choć w zależności od tego, o jakiej części Europy mówimy, możemy je datować nieco później, na VI, a nawet X wiek. Autorami ewangelizacji byli wówczas najczęściej mnisi, którzy w średniowiecznym Kościele cieszyli się tak ogromnym autorytetem społecznym, że często u kresu swojego życia zostawali biskupami, a wielu z nich po śmierci dość szybko było zaliczanych w poczet świętych Kościoła.

Przykładem ewangelizatora pierwszej fali, mnicha, a zarazem biskupa, jest św. Marcin. Po swoim nawróceniu Marcin prowadził życie monastyczne, to znaczy, że żył w odosobnieniu. Dla ludzi jemu współczesnych był jednak tak niezwykłym świadkiem Ewangelii, że został wybrany biskupem Tour.

Innym przykładem, być może jeszcze bliższym dla nas, jest postać św. Wojciecha, misjonarza, który choć z ducha był benedyktynem, został biskupem najpierw w Pradze, a potem podjął decyzję, by ewangelizować tereny pogańskich Prus i tam poniósł śmierć męczeńską.

Podobne biografie ma także wielu innych świętych tamtych czasów, jak choćby św. Bonifacy, apostoł Niemiec: mnich, mianowany w 734 roku arcybiskupem Germanii, który prowadził działalność ewangelizacyjną na terenach dzisiejszych Niemiec, Danii i Holandii i tam poniósł śmierć męczeńską.

Wczytując się w dzieje Kościoła, możemy próbować uchwycić pewną logikę rządzącą tzw. pierwszą falą ewangelizacji. Oto mamy człowieka, który imponuje radykalnym świadectwem życia. Nie tylko przepowiada Ewangelię, ale żyje słowem, które głosi – i tym samym dla swoich współczesnych jest żywym obrazem Ewangelii. Jego misja owocuje. Na terenie jego ewangelizacyjnych działań tworzą się lokalne struktury kościelne, zostaje więc wybrany, by wziąć za nie odpowiedzialność. Tym samym można powiedzieć, że pierwsza fala ewangelizacji przebiega od świadectwa i misji do struktury.

Kolejną falę ewangelizacji datuje się na koniec XII wieku i cały wiek XIII, a wiąże się ona z tzw. zakonami żebrzącymi. W pewnym sensie druga fala ewangelizacji jest podobna do pierwszej, gdyż u jej początku stoją niezwykle charyzmatyczne jednostki, przede wszystkim św. Franciszek i św. Dominik. Ci dwaj wielcy charyzmatycy jako pierwsi dostrzegają kryzys Kościoła swoich czasów i nie wahają się na niego zareagować. I jeden, i drugi gromadzą wokół siebie wspólnoty, które z czasem przybierają formę zakonów. W ślad za ich wyczuciem, za tą ich reakcją, podąża następnie tzw. Kościół urzędowy. W efekcie „spotkania” zakonów powołanych przez Franciszka i Dominika z papiestwem, począwszy od papieża Innocentego III, przez cały trzynastowieczny Kościół europejski przechodzi potężna fala odnowy ewangelizacji – fala, którą możemy dziś nazwać falą drugą.

A co z trzecią falą? Jak mówi o. Raniero Cantalamessa, trzecia fala trwa właśnie teraz. Tym razem ludźmi, którymi Duch Święty w sposób szczególny się posługuje w dziele ewangelizacji, nie są ani biskupi, ani zakonnicy. Są nimi ludzie świeccy.

W refleksji o. Raniero Cantalamessy ważne jest nie tyle odnotowanie faktu, że tak po prostu jest, ile zaproszenie do refleksji teologicznej, to znaczy do „przeczytania” tego faktu jako jednego z tzw. znaków czasu. Oto wypada nam zaufać, że zjawiska, jakie obserwujemy we współczesnym Kościele, nie są czymś przypadkowym, tylko dzieją się z natchnienia Bożego i z inicjatywy Ducha Świętego. W związku z tym winniśmy się poczuć wezwani, żeby te fakty „czytać”.

Jakie to są fakty? Otóż fakty są takie, że mamy dzisiaj w Kościele ogromną rzeszę zaangażowanych ludzi świeckich, rozbudzonych do działań ewangelizacyjnych. Weźmy choćby inicjatorów bliskiej mi drogi neokatechumenalnej: Carmen Hernández i Kiko Argüello2. Carmen miała jeszcze za sobą studia teologiczne, ale Kiko? Zawsze fascynowało mnie to, że Kiko nie był teologiem i nie miał specjalistycznej wiedzy właściwej teologom, a jednak znakomicie wyczuwał najważniejsze intuicje Soboru Watykańskiego II, tak istotne dla współczesnego Kościoła.

Podobnych przykładów ludzi świeckich, którzy mocno i trwale zapisali się w działaniach ewangelizacyjnych współczesnego Kościoła, można by wymieniać naprawdę wiele. Wskażmy kilka najbardziej znanych: Chiara Lubich3, założycielka Ruchu Focolari; mistyczka Marta Robin4 albo José Prado Flores5, który stworzył ogromną sieć szkół Nowej Ewangelizacji pod wezwaniem św. Andrzeja (obecnie setki tysięcy ludzi korzystają z działań prowadzonych przez te szkoły, biorąc udział w rozmaitych kursach formacyjnych, rekolekcjach, przechodząc kolejne etapy formacji).

A sięgnijmy do nieco innego nurtu, jakim jest odnowa charyzmatyczna. Gdybyśmy poszukali osób najmocniej zaangażowanych w ten ruch, niemal zawsze będą to osoby świeckie, jak choćby Mary Healy6, Charles Whitehead7 albo też Donald Tarbit – strażak, założyciel ruchu Mężczyzn Świętego Józefa, człowiek o niesłychanym potencjale ewangelizacyjnym, zaś u nas w Polsce Andrzej Sionek8.

Tak więc mamy obecnie w Kościele falę świeckich ludzi, którzy są przez Ducha Świętego uposażeni do działania w Kościele i robią to w sposób przepiękny oraz niesłychanie owocny. Wracam jednak do myśli Cantalamessy: nie chodzi wyłącznie o to, aby ten fakt odnotować. Chodzi o to, żeby go „przeczytać” na sposób teologiczny. Co Duch Święty chce nam powiedzieć, pokazując tych ludzi?

Być może nie wszyscy pamiętają, że w 2012 roku odbył się w Rzymie Synod biskupów poświęcony nowej ewangelizacji dla przekazu wiary. Owocem tego Synodu jest adhortacja papieża Franciszka pt. Evangelii gaudium [dalej: EG]9. Ta adhortacja to najważniejszy, jak dotąd, dokument opublikowany przez papieża Franciszka w czasie jego 11-letniego pontyfikatu – i nie chodzi tu jedynie o moje zdanie, gdyż sam papież określa go mianem dokumentu programowego. (Tak na marginesie, ludzie pasjonują się rozmaitymi wypowiedziami papieża Franciszka i „wałkują je” na wiele sposobów, a ten dokument, mam wrażenie, ciągle jest bardzo mało znany, chociaż został napisany już dziesięć lat temu).

Wspomniany Synod, zwołany jeszcze – co warto odnotować – przez papieża Benedykta XVI, zakończył się, podobnie jak wszystkie inne synody, tak zwanymi propositiones, czyli zestawem uwag i refleksji, które ojcowie synodalni przekazali papieżowi. W owych propositiones uwagę przykuwa nietypowa kolejność synodalnych propozycji dotyczących ewangelizacji. Mianowicie 45. punkt jest o ludziach świeckich, 46. traktuje o kobietach, zarówno świeckich, jak i konsekrowanych, 47. jest o potrzebie formacji, 48. jest o rodzinie, 49. – o kapłanach, a 50. o osobach życia konsekrowanego. Ta kolejność i te proporcje są wręcz uderzające! Zadaniem ojców synodalnych było opisanie rzeczywistości ewangelizacyjnej w Kościele oraz przeczytanie jej w kluczu teologicznym. I co się okazało? Kto jest najbardziej czynny w tej ewangelizacji? Do kogo trzeba odnieść się najpierw, kiedy mówimy o ewangelizacji? Oto okazuje się, że na pierwszym miejscu są ludzie świeccy, zaś kapłani i osoby konsekrowane – na ostatnim. (Wyjaśnijmy od razu, że w tej kolejności nie chodzi bynajmniej o wartościowanie roli jednych czy drugich – jest to jednak dla nas informacja, w jaki sposób winniśmy „czytać” rzeczywistość współczesnego Kościoła).

W takiej, a nie innej kolejności soborowych propositiones kryje się eklezjologia Soboru Watykańskiego II. Pobrzmiewają w niej przede wszystkim echa Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium [dalej: LG]10, gdzie bodaj po raz pierwszy Kościół powiedział o sobie najpierw i przede wszystkim jako o ludzie Bożym, a zatem wspólnocie osób świeckich i duchownych, bez marginalizowania tych pierwszych, a wyróżniania drugich.

Jeśli mamy mówić o roli świeckich w ewangelizacji, to dobrze jest sobie uświadomić, że pojęcie „ewangelizacji” pojawiło się w Kościele katolickim stosunkowo niedawno, a zostało ono zaczerpnięte z Kościołów protestanckich. Pierwszym dokumentem, w którym Kościół katolicki mówi wprost o ewangelizacji, jest adhortacja papieża Pawła VI Evangelii nuntiandi11 [dalej: EN], która była podsumowaniem Synodu biskupów poświęconego właśnie ewangelizacji we współczesnym świecie.

Pojęcie ewangelizacji z całą pewnością jest dziś jednym z kluczowych dla Kościoła katolickiego pojęć. Nie tylko weszło na stałe do naszego języka, ale robi we współczesnym Kościele zawrotną karierę. Wcześniej Kościół katolicki dla opisania tego, co dziś rozumiemy pod pojęciem ewangelizacji, posługiwał się innymi terminami: „propaganda wiary” albo „rozszerzanie wiary”.

Relatorem części dogmatycznej wspomnianego Synodu był kardynał Karol Wojtyła. Dziś już mało kto o tym pamięta, a jest to bardzo istotne. Oto kardynał Wojtyła okazuje się jednym z tych, co stali u początków myśli, która znalazła swój kształt w adhortacji Evangelii nuntiandi. Wiedząc to, łatwiej jest nam dostrzec i zrozumieć pewną ciągłość i spójność, jaka niewątpliwie istnieje między nauczaniem Pawła VI a myślą Jana Pawła II. Oni przez lata bardzo blisko ze sobą współpracowali. Karol Wojtyła był obecny na wszystkich posiedzeniach Synodu biskupów. Nawet jeśli nie był tam delegowany jako przedstawiciel polskiego Kościoła, Paweł VI zawsze wówczas powoływał go na Synod jako ojca synodalnego. Wojtyła był więc przy całej refleksji Kościoła, pierwszej wielkiej refleksji po Soborze na temat ewangelizacji. Znał wszystkie głosy, jakie w kontekście ewangelizacji napływały z całego Kościoła, i analizował je od strony dogmatycznej.

Drugim, jeszcze istotniejszym dla nas dokumentem u progu rozważań o trzeciej fali w Kościele, będzie więc dokument Jana Pawła II z 1988 roku pt. Christifideles laici, co można przetłumaczyć jako „Wierni świeccy”12. Adhortacja Christifideles laici [dalej: ChL] powinna być lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce na poważnie zgłębić temat roli świeckich w Kościele. Jest ona bowiem, podobnie jak inne przywołane wyżej adhortacje, także pokłosiem Synodu, tym razem poświęconego stricte tematowi powołania i misji świeckich w Kościele i świecie.

Celowo przywołałem datę opublikowania adhortacji Christifideles laici. Chciałem tym samym uzmysłowić czytelnikom, że temat roli świeckich w procesie ewangelizacji nie jest w Kościele żadnym novum, jak mogłoby się niektórym wydawać. Kościół zajmuje się tym zagadnieniem już od ponad trzydziestu pięciu lat! Pytanie, na ile my dzisiaj znamy tę naukę Kościoła i na ile potrafimy ją „przyłożyć” do realiów naszych czasów.

Jeśli ktoś nie miał okazji czytać Christifideles laici, warto, by sięgnął do tego dokumentu, gdyż jest to jeden z najbardziej genialnych tekstów Jana Pawła II. Doprawdy, kiedy zgłębia się dzisiejszą refleksję o Kościele, zwłaszcza o Kościele w procesie ewangelizacji, można mocno się zdziwić, jak wiele podobnych myśli pojawiło się już przed ponad trzydziestu pięciu laty, właśnie we wspomnianej adhortacji.

Wskazaliśmy wyżej kilka źródeł, z których mamy prawo i obowiązek korzystać, jeśli chcemy podjąć refleksję na temat miejsca świeckich w Kościele. Dla przypomnienia, w porządku chronologicznym są to: adhortacja papieża Pawła VI Evangelii nuntiandi (1975), adhortacja Jana Pawła II Christifideles laici (1988) oraz adhortacja papieża Franciszka Evangelii gaudium (2013). Jest i czwarte źródło, które koniecznie należy przywołać jako źródło najbardziej aktualne, a mianowicie dokumenty związane z ostatnim Synodem o synodalności.

Te cztery źródła będą wracać i rezonować – z różnym natężeniem – w kolejnych rozdziałach tej książki. Najczęściej będziemy sięgali do adhortacji Christifideles laici, która wprost została poświęcona osobom świeckim. Dziś ludzie świeccy stają w Kościele w pełnej gotowości. Chcą być posłani, pragną się angażować i brać na siebie odpowiedzialność za losy ewangelizacji. Kościół najpełniej moim zdaniem odpowiada na tę ich gotować właśnie we wspomnianej adhortacji sprzed ponad trzydziestu pięciu lat. Znajdziemy w niej teologiczną refleksję na temat zjawiska, które o. Raniero Cantalamessa nazwał trzecią falą w Kościele.

1 Raniero Cantalamessa OFMCap to jeden z najbardziej cenionych współczesnych teologów, duszpasterzy i kierowników duchowych. Jest doktorem nauk teologicznych i literatury klastycznej, wykładowcą historii początków chrześcijaństwa na Katolickim Uniwersytecie w Mediolanie. Od 1980 roku jest też kaznodzieją domu papieskiego.

2 Carmen Hernández (1930–2016) i Kiko Argüello (ur. 1939) spotkali się w latach 60. w ubogich dzielnicach na obrzeżach Madrytu i tam głosili kerygmat – dobrą nowinę o Chrystusie umarłym i zmartwychwstałym. Zapoczątkowane i prowadzone przez nich dzieło odnowy Kościoła ostatecznie przyjęło formalne ramy tzw. Drogi Neokatechumenalnej, która została oficjalnie uznana przez Jana Pawła II w 1990 roku. Dziś na wszystkich kontynentach działa ponad 21 tys. wspólnot neokatechumenalnych, z których każda liczy średnio od 20 do 50 osób.

3 Chiara Lubich (1920–2008), właściwie Silvia Lubich, była włoską nauczycielką, zafascynowaną radykalizmem ewangelizacyjnym św. Klary. Założyła Ruch Focolari. Od lat czterdziestych prowadziła ewangelizację w najbardziej zniszczonych wojną dzielnicach Trydentu, dzieląc się tym, co miała, z ubogimi w myśl ewangelicznej zasady: „Dawajcie, a będzie wam dane”. Obecnie trwa jej proces beatyfikacyjny. Statut Ruchu Focolari został zaaprobowany przez Jana Pawła II w 1990 roku.

4 Marta Robin (1902–1981) to francuska tercjarka franciszkańska, mistyczka i stygmatyczka, duchowa matka świeckich wspólnot zwanych Ogniskami Miłości, uznanych w 1986 roku przez Stolicę Apostolską za międzynarodowe stowarzyszenie wiernych (w Polsce działają obecnie dwa takie ogniska). W 2014 roku papież Franciszek wydał dekret o heroiczności jej cnót.

5 José Prado Flores (ur. 1947), meksykański świecki teolog, biblista; w 1980 roku założył międzynarodową sieć Szkół Nowej Ewangelizacji, która obecnie obejmuje ok. 2000 placówek w 82 krajach. Żonaty, ma czworo dzieci.

6 Mary Healy, profesor w Głównym Seminarium Biblijnym w Detroit, mówczyni, ewangelizatorka, autorka książek o uzdrowieniu i życiu duchowym. Jest równocześnie przewodniczącą Doktrynalnej Komisji ds. Międzynarodowej Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej działającej w Rzymie – jedną z pierwszych trzech kobiet, które usługiwały w ramach Papieskiej Komisji Biblijnej. Jest też konsultorem watykańskiej Dykasterii ds. kultu i sakramentów.

7 Charles Whitehead, świecki kaznodzieja i charyzmatyk, posługujący w Wielkiej Brytanii. Uważany jest za mentora wspólnot męskich; poprzednik Mary Healy w ogólnokościelnych strukturach Odnowy.

8 Andrzej Sionek (1953–2022), z wykształcenia fizyk jądrowy, od młodości związany z Ruchem Światło-Życie, założyciel i dyrektor Stowarzyszenia EnChristo – katolicy w służbie ewangelizacji, odnowy życia i jedności chrześcijan; razem z żoną Sanitą poświęcił całe życie osobiste i zawodowe na służbę Bogu; organizator niezliczonych seminariów i wyjazdów misyjnych oraz kursów ewangelizacyjnych (m.in. kursów Alfa), na stałe był związany z Krakowem.

9 Pełny tytuł tego dokumentu (ogłoszonego na zakończenie Roku Wiary, 24 listopada 2013 roku) brzmi: Adhortacja apostolska Evangelii gaudium Ojca Świętego Franciszka do biskupów, prezbiterów i diakonów, do osób konsekrowanych, do wiernych świeckich o głoszeniu Ewangelii we współczesnym świecie.

10 Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium została uchwalona w 19٦4 roku przez Sobór Watykański II i w tym samym roku oficjalnie ogłoszona przez papieża Pawła VI. 

11 Pełny tytuł dokumentu brzmi: Adhortacja apostolska papieża Pawła VI Evangelii nuntiandi, O ewangelizacji w świecie współczesnym. Adhortacja ta została ogłoszona w 1975 roku.

12 Pełny tytuł dokumentu brzmi: Posynodalna Adhortacja Apostolska Ojca Świętego Jana Pawła II Christifideles laici, O powołaniu i misji świeckich w Kościele i w świecie dwadzieścia lat po Soborze Watykańskim II. Do biskupów, kapłanów i diakonów, zakonników i zakonnic oraz wszystkich katolików świeckich. Dokument został opublikowany 30 grudnia 1988 roku.

Kanwą dla naszych rozważań na temat roli świeckich w Kościele stanie się przypowieść o robotnikach w winnicy, pochodząca z Ewangelii św. Mateusza. Ta sama przypowieść jest osnową adhortacji Jana Pawła II Christifideles laici, do której będziemy się wielokrotnie odwoływać w tej książce.

Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli.

Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?”. Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy!”.

A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”. Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.

Mt 20,1-16

nadajesz się do tej roboty!

Przypowieść o robotnikach w winnicy można komentować na różne sposoby. Ja chciałbym szerzej rozwinąć tu dwie myśli, które wydobył z tej przypowieści Jan Paweł II jako autor Christifideles laici w związku ze swoim nauczaniem o misji świeckich w Kościele.

Pierwsza myśl jest następująca: Przypowieść o robotnikach w winnicy jest skierowana dzisiaj głównie do świeckich, a nie do duchownych. Skąd taki wniosek? Jan Paweł II wyczytuje go w poleceniu: „Idźcie i wy do winnicy”.

Gospodarz winnicy, wypowiadając te słowa, jest zdeterminowany, żeby do pracy w swojej winnicy wysłać każdego. Można by wręcz powiedzieć, że gospodarz zawziął się, aby każdego namówić do zaangażowania się na rzecz jego winnicy. Przejawem uporczywej gorliwości gospodarza jest jego pojawianie się na rynku parokrotnie w ciągu dnia, co kilka godzin. Oto wychodzi, by znaleźć do pracy jeszcze kogoś.

Determinacja gospodarza zdaje się narastać w miarę upływu czasu. Najlepiej widać ją, gdy dzień się już chyli ku wieczorowi. W przypowieści czytamy, że gospodarz wyszedł na rynek około godziny jedenastej i spotkał tam ludzi, którzy stali bezczynnie. Polski tłumacz użył tu słowa „spotkał”, ale grecki czasownik heuren, który się pojawia w tym miejscu w tekście oryginalnym, można by przetłumaczyć także jako „znalazł”. A zatem gospodarz nie tyle spotkał stojących na rynku ludzi, co on ich znalazł!

Nie ma tu mowy o żadnym zbiegu okoliczności czy o przypadku. Nie było tak, że gospodarz wyszedł z domu i natknął się na bezrobotnych albo że akurat przechodził tamtędy, zobaczył stojących ludzi i przyszło mu spontanicznie do głowy zapytać, czy nie zechcieliby iść popracować w winnicy. Nie! Nasz gospodarz wychodzi na rynek, bo chce znaleźć sobie pracowników. Mamy tu kogoś, kto aktywnie szuka, rozgląda się, wypatruje. I znajduje tego, kogo szuka. Znajduje człowieka, który nie był tego dnia zaangażowany w żadną pracę – można powiedzieć, że nie był zaangażowany w nic. Takiego właśnie człowieka gospodarz posyła do swojej winnicy i – co więcej – jemu pierwszemu wypłaci denara.

Kiedy zaczynamy przyglądać się bliżej postawie gospodarza, rodzą nam się w głowach najróżniejsze pytania i te pytania powinniśmy sobie zadawać. Przede wszystkim wypadałoby zapytać: Na ile współczesny Kościół ma w sobie tego samego ducha, co gospodarz z przypowieści, i na ile naśladuje tego ewangelicznego gospodarza, który jest figurą Jezusa? Czy Kościół ma w sobie podobną determinację, by wciąż i wciąż, niestrudzenie wychodzić i szukać ludzi, którzy nie są w nic zaangażowani? Na ile Kościołowi chce się wypatrywać takich właśnie ludzi w przekonaniu, że jakaś forma zaangażowania jest potrzebna przede wszystkim im samym?

To przecież jasne, że robotnicy pozyskani przez gospodarza do pracy w ostatniej godzinie dnia nie zrobią już zbyt wiele w winnicy, bo słońce zachodzi i czas pracy dobiega końca. Gospodarz z pewnością o tym wie! Ale wie on także, że największym dramatem człowieka jest nie być w nic zaangażowanym. Najmując robotników do swojej winnicy, gospodarz nie myśli kategoriami biznesowymi. On odpowiada na potrzebę ludzi bezczynnie stojących na rynku, która wybrzmiewa w słowach: „Bo nas nikt nie najął”.

To nie przypadek, że św. Hieronim tłumaczy określenie „gospodarz” jako „pater familias”. My w postaci gospodarza jesteśmy czasem skłonni widzieć kogoś na kształt przedsiębiorcy, ale – powtórzmy – gospodarz z przypowieści nie myśli jak przedsiębiorca. On myśli po ojcowsku. Gdyby gospodarz kierował się kategoriami biznesowymi, to robotnik, który pracował przez jedną godzinę, otrzymałby na koniec dnia co najwyżej kilka srebrników – z pewnością nie dostałby za swoją pracę denara. Jaki biznes gospodarz robi na tym, że człowiekowi, który pracował przez godzinę, wypłaca pełną dniówkę?! Zatem jasne jest, że gospodarzowi nie chodzi o biznes. Jemu chodzi o dobro tego konkretnego człowieka.

Gospodarz ma zatem w sobie ducha ojcowskiego. Wychodzi i szuka. Szuka każdego, bo nie ma wątpliwości, że każdy się do tej roboty nadaje. W jakimś sensie można by powiedzieć, że on nikomu nie przepuści, gdyż w każdym widzi potencjał.

Zwróćmy uwagę na to, co dla gospodarza wydaje się oczywiste: Oto różne mogą być powody takiego stanu rzeczy, że jakiś człowiek w nic się dotąd nie zaangażował. Być może stało się tak właśnie dlatego, że „nikt go nie najął” – tzn. nikt nie zauważył jego predyspozycji, nikt nie dostrzegł jego zdolności, nikt nie powiedział mu: „Nadajesz się”.

Kiedy byłem w drugiej klasie liceum, przyszedł do naszej szkoły nowy polonista, młody człowiek, który dopiero odbywał staż. Dyrektor szkoły poprosił go, by przygotował z uczniami przedstawienie na święto szkoły. Nasz nauczyciel napisał fantastyczny scenariusz pt. „Polaków portret własny” (w dziesięciu odsłonach). Zapowiadało się duże przedstawienie.

Któregoś dnia tenże nauczyciel przyszedł do naszej klasy i powiedział tak: „Słuchajcie, mam gotowy scenariusz. Mogę z nim chodzić po całej szkole i znaleźć sobie trzydziestu chętnych świetnych aktorów, którzy mi to zrobią. Ale możemy też podejść do tego inaczej. Możemy to przedstawienie przygotować sami: tylko nasza klasa. Co wy na to?”. Zainspirował nas tym wyzwaniem. Pociągnął do działania. W efekcie każdy uczeń w naszej klasie w coś się zaangażował. Każdy. Oczywiście nie oznacza to, że wszyscy grali pierwszoplanowe role! Bynajmniej! Niektórzy z nas zostali obsadzeni w rolach drugo- i trzecioplanowych, inni robili dekoracje, jeszcze inni obsługiwali światła albo włączali muzykę. Nie zapomnę, jak w którymś momencie, gdy wszystkie zadania zostały już rozdzielone, okazało się, że jest jeszcze dwóch uczniów, którzy pozostali „bezrobotni”. Co zrobił wtedy nasz polonista? Wpadł na pomysł, że wejście na to przedstawienie będzie biletowane, a dwaj nasi koledzy będą stać na bramkach i wpuszczać widzów. W efekcie w dniu uroczystości ci uczniowie stali się jednymi z najważniejszych osób w szkole! Każdy musiał przejść obok nich i okazać bilet, by móc wejść na salę.

To szkolne wspomnienie wróciło do mnie stosunkowo niedawno właśnie w kontekście przypowieści o robotnikach z winnicy. Uzmysłowiłem sobie bowiem, że myślenie mojego nauczyciela sprzed wielu, wielu lat było właśnie myśleniem gospodarza winnicy. Tak jak biblijny gospodarz, on w każdym swoim uczniu zobaczył kogoś, kto może się zaangażować. I wcale nie przejmował się tym, że w przypadku niektórych to zaangażowanie trwało zaledwie godzinę. To było nieważne! Liczyło się samo zaangażowanie.

Gospodarz z przypowieści patrzy na człowieka i widzi w nim predyspozycje. Czyta te predyspozycje. Rozpoznaje, co dany człowiek może zrobić. To jest niezwykle piękne w gospodarzu.

W Christifideles laici Jan Paweł II dostrzega owo ojcowskie patrzenie Boga na człowieka i przypomina, że każdy jest zaproszony do pracy w winnicy. Widzi też determinację Boga, który szuka człowieka. Jan Paweł II pisze wręcz o „natarczywości” gospodarza, która wzrasta w miarę upływającego dnia. Jego zdaniem gospodarz zachowuje się tak, jakby musiał zaprosić każdego.

Jedenastą godzinę dnia, tę, w której owa „natarczywość” gospodarza jest najsilniejsza, papież identyfikuje jako godzinę Soboru Watykańskiego. Jego zdaniem to jest właśnie ta godzina, w której Duch Święty wysyła ludzi świeckich do każdego miasta i miejscowości, dokąd Jezus sam przyjść zamierza:

W naszych czasach, które wraz z Soborem Watykańskim II otrzymały nowe tchnienie Ducha Pięćdziesiątnicy, Kościół osiągnął bardziej żywą świadomość swojej misyjnej natury i raz jeszcze wsłuchał się w głos Pana […].

Idźcie i wy. To wezwanie dotyczy nie tylko biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnic, ale wszystkich, także świeckich, których Bóg wzywa osobiście, powierzając im do spełnienia misję w Kościele i w świecie. […] „Święty Sobór wzywa więc usilnie w imię Pana wszystkich świeckich, by chętnie, wielkodusznie i skwapliwie odpowiedzieli na wołanie Chrystusa, który w tej godzinie natarczywiej ich zaprasza, i na natchnienie Ducha Świętego. […]; wysyła On ich znowu do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam ma przyjść (por. Łk 10,1) [Sobór Watykański II, Dekret o apostolstwie świeckich, Apostolicam actuositatem, 33]”.

ChL, 2

Pojawia się tu bezpośrednie nawiązanie do polecenia Jezusa, które zostało opisane przez św. Łukasza w rozdziale dziesiątym Ewangelii. Mowa o rozesłaniu siedemdziesięciu dwóch uczniów po dwóch do miast i miejscowości, do których Jezus zamierzał sam przyjść. Zdaniem Jana Pawła II właśnie to „zobaczył” Sobór: Oto Jezus zaczyna dziś niejako od nowa wędrówkę po wszystkich miastach i miejscowościach świata i posyła przed sobą ludzi świeckich, a Duch Święty jest tym, kto wyposaża ludzi świeckich do tego posłania.

jesteś ochrzczony? – jesteś posłany

Chrystusowe posłanie, o którym mówimy, jest zawarte w sakramencie Chrztu. To w nim należy szukać fundamentów naszego zaangażowania w Kościół. W Chrzcie Jezus dzieli się z nami trzema godnościami, czyniąc nas ich uczestnikami. I tak od momentu przyjęcia Chrystusowego Chrztu każdy z nas jest kapłanem, każdy jest prorokiem i każdy jest królem. Na te podstawowe godności nakładają się zaś rozmaite dary i charyzmaty, które aktualizują w nas łaskę Chrztu i uzdalniają do konkretnych posług podczas realizowania misji.

Podejrzewam, że dziś w Kościele dość łatwo przyjmuje nam się prawdę, że w Chrzcie jest zawarte Boże posłanie, i uważamy za pewną oczywistość stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy posłani „do winnicy”, ale warto pamiętać, że takie myślenie Kościoła jest owocem dopiero Soboru Watykańskiego II.

Zauważmy, że kiedy Jezus powołuje pierwszych uczniów, to od razu zapowiada im: „Będziecie rybakami ludzi” (por. Mt 4,19). Widać zatem, że posłanie jest wpisane w sam fakt uczniostwa i że ta misja nie jest związana wyłącznie np. z godnością apostolską.

Każdy, kto zostaje uczniem, niejako automatycznie zostaje też wezwany do misji i nie potrzebuje do tego specjalnego posłania przez ręce apostołów. Zwracam na to uwagę, gdyż przed Soborem Watykańskim II w Kościele panowało przekonanie, że jeśli człowiek świecki chce się zaangażować w misję, może to zrobić jedynie z upoważnienia Kościoła. Przed Soborem bez upoważnienia Kościoła jakakolwiek misja byłaby niemożliwa, gdyż owo upoważnienie było źródłem i fundamentem samego istnienia misji. Od czasów Soboru wszyscy papieże mówią jednym głosem, że fundamentem zaangażowania świeckich w misję jest Chrzest.

To, że świeccy nie potrzebują już upoważnienia Kościoła, aby zaangażować się w misję głoszenia Ewangelii, nie oznacza bynajmniej nawoływania ich do buntu przeciw księżom i biskupom, bowiem – i będziemy o tym mówić więcej w kolejnych rozdziałach książki – ewangelizacja zawsze winna odbywać się w ramach wspólnoty Kościoła, który ma określoną strukturę. Z pewnością jednak nie jest tak, że jakiś duchowny robi łaskę osobom świeckim, otwierając im przestrzeń do działania. Świeccy mają obowiązek i współodpowiedzialność, gdy chodzi o misję Kościoła. Ten ich obowiązek i ta ich współodpowiedzialność są wpisane w Chrystusowy Chrzest, a więc w działanie Jezusa i w łaskę Jezusa. Podejmują je z mandatu Jezusa – a nie biskupa czy proboszcza.

Na tym – najkrócej mówiąc – polega przewrót, jaki dokonał się w Kościele posoborowym, jeśli chodzi o rozumienie roli świeckich. Warto natomiast podkreślić jedną rzecz: Gdy Jan Paweł II mówi o roli świeckich w Kościele, przytacza wypowiedzi wcześniejszych papieży i – co charakterystyczne – sięga także do czasów przedsoborowych. Przywołuje np. stwierdzenie, które pojawiło się już w pismach Piusa XII, a zatem na początku XX wieku, że „świeccy są Kościołem”. Nie są w Kościele, tylko są Kościołem. Odnowa Kościoła dokonuje się zawsze w dyscyplinie ciągłości – nie zrywa z przeszłością, lecz z niej czerpie. Tym bardziej nie ucieka od Tradycji (!); porzuca natomiast stare błędy.

Myśl o tym, że ewangelizacja jest wpisana w uczniostwo, pojawia się także w Evangelii gaudium, czyli – jak pisałem we wstępie – programowym dokumencie papieża Franciszka. Co warto podkreślić, dla papieża mniej ważne jest, czy ewangelizuje człowiek świecki, czy duchowny – bardziej istotne jest, czy ten człowiek jest uczniem.

Papież Franciszek zauważa, że bycie uczniem i bycie misjonarzem jest dla człowieka niczym dwa profile twarzy. Ten dopiero ma całą twarz, kto ma dwa profile – jednocześnie jest i uczniem, i misjonarzem. Ktoś, kto jest uczniem, ale nie jest misjonarzem, ma dopiero pół twarzy – podobnie jak ten, kto jest misjonarzem, a nie jest uczniem (ten wariant jest chyba nawet jeszcze gorszy). Kto zatem chce mieć całą twarz, ten musi pamiętać o tym, że misja zawsze jest pokłosiem uczniostwa, a uczniostwo ma przechodzić w misję. Innymi słowy, gdy ktoś jest naprawdę w misji, ten chce być dalej uczniem, a jeśli ktoś nie jest uczniem, ten nie wyrywa się do misji, bo wie, że nie ma nic mądrego do przekazania drugiemu człowiekowi. I powtórzmy raz jeszcze: Zasada połączenia uczniostwa z misyjnością i misyjności z byciem uczniem winna dotyczyć każdego – niezależnie od jego stanu: tak osoby świeckiej, jak i duchownego czy osoby konsekrowanej.

godziną powołania jest godzina modlitwy

Zwróćmy na koniec uwagę na to, w jakich godzinach są powoływani robotnicy do pracy w winnicy. Najpierw gospodarz wychodzi wcześnie rano, potem o godzinie trzeciej, potem o szóstej, potem o dziewiątej i w końcu o jedenastej. Te godziny odpowiadają łacińskim godzinom modlitwy brewiarzowej, poczynając od jutrzni, a kończąc na nieszporach. Taki właśnie model modlitwy uświęcania czasu Kościół przejął od Synagogi, bowiem pobożny Żyd modlił się pięć razy w ciągu dnia.

Gospodarz wychodzi na rynek w godzinach modlitwy, bo ufa, że godzina modlitwy będzie przestrzenią powołania dla kolejnych robotników, którzy wejdą do winnicy, żeby w niej pracować. Dlatego modlitwa powinna być sercem każdego rodzaju chrześcijańskiej formacji, która służy posłaniu i wyjściu na misję. Powołanie dokonuje się w przestrzeni modlitwy.

Jeśli ktoś mówi, że jego modlitwa go do niczego nie powołuje, że nie pokazuje mu żadnej drogi, żadnego zaangażowania, to powinien zadać sobie pytanie o jakość tej modlitwy. Jeśli modlitwa zamyka kogoś na nim samym, to wypadałoby mu postawić pytanie: „Z kim ty w takim razie rozmawiasz w czasie modlitwy? Bo jeśli rozmawiasz z Panem, to On ci zawsze pokaże braci”. Może być jednak tak, że ktoś myśli, że rozmawia z Panem, a ciągle rozmawia sam ze sobą. I w dodatku czuje się bardzo nieszczęśliwy, kiedy mu się wątek urywa i kiedy jego emocje nie odpowiadają na jego pytania. Twierdzi wówczas, że jest w kryzysie modlitwy, a być może jest tak, że nigdy jeszcze naprawdę się nie modlił…

Modlitwa nie jest rozmową ze sobą. Modlitwa jest rozmową z Bogiem. Kiedy rozmawiamy z Bogiem, On zawsze nam pokazuje rzeczywistość dookoła nas. I to nic, że może wybiła już dla nas godzina jedenasta. To nie problem, że nie spotkamy się z Nim o trzeciej, o szóstej, o dziewiątej… Może być i o jedenastej! Na spotkanie z Bogiem nigdy nie jest za późno.

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej