Toporowo. Opowiadania dla miłośników czarnego humoru - Jacek Kotarbiński - ebook

Toporowo. Opowiadania dla miłośników czarnego humoru ebook

Jacek Kotarbiński

0,0

Opis

Jeśli masz słabość do czarnego humoru, który nie przeprasza za to, że jest czarny to „Toporowo” Jacka Kotarbińskiego jest dla Ciebie. To nie jest zestaw ładnych opowiadań na dobranoc. To wnikliwa podróż przez emocje i pragnienia, także te, które zwykle zamiata się pod dywan i udaje, że dywan sam się nie rusza. Autor bez lęku zagląda w tabu, sięga po apokaliptyczne wizje i groteskowe przeobrażenia, dzięki czemu historie potrafią jednocześnie wstrząsnąć i trafić w czuły punkt. Taki, który boli, ale śmieszy. I to jest ten niepokojący luksus. Narracja jest gęsta od obrazów i metafor. Nie po to, żeby było ładnie, tylko żebyś po kilku minutach złapał się na tym, że tropisz sensy ukryte pod powierzchnią. Ono się wgryza mocno w naszą codzienność. W tle jest autor, który zjechał świat pociągami i samolotami, i ma poczucie humoru czarne jak kawa, którą najbardziej lubi.

Sprawdź, czy śmiech może być jednocześnie odruchem i ostrzeżeniem.

toporowo.kotarbinski.com

Rekomendacje

Piotr Bratkowski (1955-2021): Czytając te świetne, aforystyczne opowiadania, będziecie się często śmiać. Ale w pewnym momencie ten śmiech ugrzęźnie w gardle. I zaczniecie się bać, włączając internet lub telewizor.

Michał Rusinek: Po lekturze tych krótkich form, balansujących z gracją na granicy literatury i publicystyki, czujemy się trochę jak po oglądaniu serialu „Black Mirror”: niby wiemy, że to fikcja, a jednak niepokój pozostaje.

Andrzej Saramonowicz: Groteska i czarny humor, czyli ulubione przyprawy Rolanda Topora, wrzucone przez Jacka Kotarbińskiego w bigos spraw polskich. Smakuje wybornie.

Małgorzata Kalicińska: Oto ciasteczka. Każde inne, inaczej zrobione doprawione i ozdobione. Każde o innym smaku. Topor by się roześmiał i poszedł z Jackiem na piwo. A do piwa, na nudny czas, na smutny czas, na ten czas owe ciasteczka, jak znalazł, bo smaczne! Polecam.

Piotr Moszyński: Jacek Kotarbiński rzucił się z Toporem na polską rzeczywistość. Poczuła się trochę odrzucona, ale nie rzuciła się na kolana, z których nieustannie wstaje. Kotarbiński nie porzucił ani Topora, ani myśli o okiełznaniu polskiej rzeczywistości. Będzie zatem lepiej. W oczekiwaniu na tę chwilę rzućmy się do czytania, bo warto.

Współtwórcy „Toporowa”

Andrzej Pągowski | Projekt okładki

Andrzej Pągowski to polski artysta grafik, znany przede wszystkim z projektowania plakatów. Urodzony w 1953 roku w Warszawie, Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych polskich grafików. Zaprojektował plakaty do wielu polskich i zagranicznych filmów, a także do przedstawień teatralnych, koncertów i innych wydarzeń kulturalnych. Jego styl jest charakterystyczny i często zawiera silne, wyraziste elementy wizualne, które przyciągają uwagę i wywołują emocje.

Magdalena Masny | Redakcja i korekta

Magdalena Masny jest absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie Szczecińskim oraz studiów PR w Warszawie. Karierę zawodową rozpoczęła jako modelka, współpracując ze znanym fotografem Markiem Czudowskim. Jej przełomowym momentem było jednak dołączenie do zespołu teleturnieju „Koło Fortuny” w 1992 roku, gdzie jako hostessa zyskała dużą popularność. Magda Masny prowadziła dwie kwiaciarnie „Ogrody Magdy Masny” w Trójmieście. Mieszka w Sopocie.

dr Joanna Wrycza-Bekier | Posłowie

Joanna Wrycza-Bekier to doktor nauk humanistycznych, autorka publikacji dotyczących efektywnego pisania. Specjalizuje się w webwritingu i storytellingu. Prowadzi warsztaty oraz prelekcje z zakresu pisania tekstów internetowych i copywritingu. Autorka zarówno książek pomagających w pisaniu, jak i beletrystyki.

 

O autorze

Jacek Kotarbiński

toporowo.kotarbinski.com

Facebook: facebook.com/toporowo

Autor, który w życiu nabił tysiące kilometrów w pociągach i samolotach, ma poczucie humoru czarne jak kawa, po którą sięga najczęściej. Krótkie formy pisane w drodze stały się dla niego nie tylko pasją, lecz także rytuałem. Notuje, gdy drży wagon, i dopisuje puenty, gdy kabina łapie turbulencje. Z tych obserwacji rodzą się historie, w których śmiech miesza się z niepokojem, a absurd ociera się o codzienność.

Cykl opowiadań wyrasta z fascynacji twórczością Rolanda Topora (1938–1997) — artysty wielu talentów, którego styl bywa określany jako surrealistyczny, przesiąknięty groteską i absurdalnym humorem. Topor zderzał realność z fantastyką, budując wizje jednocześnie mroczne i przenikliwie ironiczne, zmuszające do namysłu nad ludzką naturą i społeczeństwem. W tej estetyce „Toporowo” znajduje swój punkt odniesienia, nie jako naśladownictwo, lecz jako dialog.

„Toporowo” jest bowiem próbą wejścia w głąb emocji i pragnień, także tych wypartych, niewygodnych, „zbyt ludzkich”. Autor bez wahania dotyka tabu, sięga po apokaliptyczne obrazy i groteskowe przeobrażenia, dzięki czemu opowiadania potrafią wstrząsnąć, ale nie poprzestają na efekcie szoku. Ich siła bierze się z wnikliwości: z umiejętności rozcinania codzienności i pokazywania, co pracuje pod powierzchnią.

Ważne miejsce zajmuje tu również satyryczna krytyka społeczna i polityczna, podana nie wprost, lecz w formie, która śmieszy i uwiera jednocześnie. Autor, wyczulony na absurdy rzeczywistości, buduje teksty prowokujące, a przy tym zaskakująco czułe na człowieka. Wydanie „Toporowa” wcześniej niż przed 2024 rokiem nie było możliwe.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 72

Rok wydania: 2024

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



JACEK KOTAR­BIŃ­SKI
TO­PO­ROWO
GDY­NIA 2024

Wy­da­nie tej książki przed 2024 ro­kiem ze względu na nie­które tek­sty nie było moż­liwe

Co­py­ri­ght © 2024 Ja­cek Ko­tar­biń­ski

Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wych: AN­DRZEJ PĄ­GOW­SKI

Re­dak­cja i ko­rekta: MAG­DA­LENA MA­SNY

Po­sło­wie: JO­ANNA WRY­CZA-BE­KIER

Skład i ła­ma­nie: JA­CEK KO­TAR­BIŃ­SKI

Wy­da­nie 1

Gdy­nia 29 lu­tego 2024 r.

ISBN 978-83-953829-2-5

Książka jest ob­jęta ochroną prawa au­tor­skiego.

Wszel­kie udo­stęp­nia­nie oso­bom trze­cim, upo­wszech­nia­nie i upu­blicz­nia­nie, ko­pio­wa­nie oraz prze­twa­rza­nie jest nie­le­galne i pod­lega wła­ści­wym sank­cjom.

Czy­ta­jąc te świetne, afo­ry­styczne opo­wia­da­nia, bę­dzie­cie się czę­sto śmiać. Ale w pew­nym mo­men­cie ten śmiech ugrzęź­nie w gar­dle. I za­cznie­cie się bać, włą­cza­jąc in­ter­net lub te­le­wi­zor.

PIOTR BRAT­KOW­SKI (1955-2021)

Po lek­tu­rze tych krót­kich form, ba­lan­su­ją­cych z gra­cją na gra­nicy li­te­ra­tury i pu­bli­cy­styki, czu­jemy się tro­chę jak po oglą­da­niu se­rialu „Black Mir­ror”: niby wiemy, że to fik­cja, a jed­nak nie­po­kój po­zo­staje.

MICHAŁ RUSI­NEK

Gro­te­ska i czarny hu­mor, czyli ulu­bione przy­prawy Ro­landa To­pora, wrzu­cone przez Jacka Ko­tar­biń­skiego w bi­gos spraw pol­skich. Sma­kuje wy­bor­nie.

ANDRZEJ SARA­MO­NO­WICZ

Oto cia­steczka. Każde inne, ina­czej zro­bione do­pra­wione i ozdo­bione. Każde o in­nym smaku. To­por by się ro­ze­śmiał i po­szedł z Jac­kiem na piwo. A do piwa, na nudny czas, na smutny czas, na ten czas owe cia­steczka, jak zna­lazł, bo smaczne! Po­le­cam.

MAŁ­GO­RZATA KALI­CIŃ­SKA

Ja­cek Ko­tar­biń­ski rzu­cił się z To­po­rem na pol­ską rze­czy­wi­stość. Po­czuła się tro­chę od­rzu­cona, ale nie rzu­ciła się na ko­lana, z któ­rych nie­ustan­nie wstaje. Ko­tar­biń­ski nie po­rzu­cił ani To­pora, ani my­śli o okieł­zna­niu pol­skiej rze­czy­wi­sto­ści. Bę­dzie za­tem le­piej. W ocze­ki­wa­niu na tę chwilę rzućmy się do czy­ta­nia, bo warto.

PIOTR MOSZYŃ­SKI

Dla Jo­anny, Do­mi­niki i Maćka oraz wszyst­kich mi­ło­śni­ków czar­nego hu­moru

KOT AU­TO­MA­TION

Rano zo­ba­czy­łem na stro­nie www piękne zdję­cie kota. Klik­ną­łem. Po­więk­szy­łem. Wes­tchną­łem z za­chwytu i za­mkną­łem okno. Aż tu na­gle wy­sko­czyło okienko, ta­kie wy­ska­ku­jące, i ka­zało mi oce­nić kota, dać mu gwiazdki i zo­sta­wić mail, żeby zo­ba­czyć, czy in­nym też się po­do­bał. Zo­sta­wi­łem. Za­raz przy­szedł ko­lejny mail: piękne zdję­cia koni i ku­pon zniż­kowy na karmę. Karma dla koni? Czego te star­tupy dziś nie wy­my­ślą... Przy­szedł trzeci mail, na­pi­sali, że wy­lo­so­wali mnie w kon­kur­sie. Mam do­stać bez­płatne próbki karmy dla koni. Pro­blem w tym, że nie mam ko­nia, ale może ja­kiś zna­jomy ma? Zro­bię do­bry uczy­nek.

W po­łu­dnie przy­je­chał ku­rier z bez­płatną próbką. Wniósł wo­rek 15 kg + do­dat­kowa próbka 10 kg. Zrzu­ci­łem na ta­ras (prze­cież nie mam ko­nia) i py­tam na fej­sie, kto ma. Przy­szedł czwarty mail. Skoro mam już karmę, to na pewno po­trze­buję mnó­stwa koń­skich ak­ce­so­riów. Wy­wa­li­łem do spamu. Mam dwa koty, a nie ko­nia! Za­uwa­żyli, że nie otwo­rzy­łem ma­ila, i za­dzwo­nili. Buka wie, skąd znali te­le­fon. Po­wie­dzieli, że o 15 bę­dzie dla mnie nie­spo­dzianka i że­bym był w domu. Po­wie­dzia­łem, że mam już 25 kg karmy dla ko­nia i po­łowa fejsa szuka go­rącz­kowo ko­nia, więc niech się nie tru­dzą. Od­po­wie­dzieli, że nie są od karmy, nie wie­dzą o co cho­dzi, a ja na pewno się ucie­szę. O 15 przy­wie­ziono mi ko­nia, jako dar losu i gra­tis do gra­ti­so­wej karmy. Nie mo­głem dys­ku­to­wać z kie­rowcą, bo gość przy­wią­zał zwie­rzę do klamki i zwiał. Koń był oban­de­ro­lo­wany moim na­zwi­skiem, ad­re­sem, www spon­sora i czer­wo­nymi pom­po­nami. Za­bra­łem go na ta­ras, ze względu na te pom­pony. Te­raz sie­dzimy z ko­tami na ta­ra­sie. Wci­nają karmę dla ko­nia, aż im się uszy trzęsą. Koń ma ją w głę­bo­kim po­wa­ża­niu. Za­miata ogo­nem i rży na są­sia­dów.

Za­dzwo­nili o 22, ci od ko­nia. Prze­pro­sili. Ja­kiś prak­ty­kant się rąb­nął i na zdję­ciu miał być koń, a nie kot. Taka tam kon­wer­sja na wła­ści­cieli koni. Źle ce­low­nik na­sta­wili i tak ja­koś po­szło. Au­to­ma­tion. Mar­ke­ting. Czy cuś. Ko­nia za­biorą rano. Dają w ra­mach re­kom­pen­saty do­dat­kowo 25 kg karmy dla ko­nia gra­tis. Na fej­sie nikt ze zna­jo­mych nie zna­lazł żad­nego ko­pyt­nego. Na­wet osła. Ale może karmę zje­dzą koty przy­ja­ciół z fejsa? Tylko jak ich prze­ko­nać, że moje sier­ściu­chy żrą tę karmę dla ko­nia jak dzi­kie? Idę spać. Ale jak spać jak ten wciąż rży na ta­ra­sie...

SHOW

Pań­stwo miało już po dziurki w no­sie rosz­cze­nio­wego i ka­pry­śnego Na­rodu. Dość! Niech Na­ród w końcu ule­gnie i za­de­kla­ruje wieczną po­korę. Ale jak Na­ród zmu­sić do po­kory? Pań­stwo za­py­tało Do­rad­ców.

– Pań­stwo musi z Na­ro­dem roz­ma­wiać – pod­po­wie­dział Pierw­szy Do­radca.

Jego głowa szybko spa­dła w ot­chłań.

– Pań­stwo musi Na­ród okieł­znać – bły­ska­wicz­nie do­dał Drugi Do­radca.

– Jak? – znu­dzo­nym gło­sem za­py­tało Pań­stwo.

Zbyt dłu­gie za­sta­no­wie­nie Dru­giego Do­radcy za­koń­czyło się od­cię­ciem głowy.

– Trzeba Na­ród tor­tu­ro­wać i zmu­sić do ule­gło­ści – Trzeci Do­radca pa­trzył Pań­stwu głę­boko w oczy.

Pań­stwo po­kra­śniało. Trzeci Do­radca zo­stał ob­sa­dzony na wa­ka­cie Pierw­szego Do­radcy. Za­rzą­dzono Tor­tury Na­ro­dowe. Wszy­scy oby­wa­tele mo­gli oglą­dać je na żywo, w te­le­wi­zji, in­ter­ne­cie, i na wiel­kich, pań­stwo­wych te­le­bi­mach. Urzą­dzono dzień wolny i każdy miał obo­wią­zek do­kład­nie przyj­rzeć się tor­tu­rom. Spraw­dzano li­sty obec­no­ści.

Na­ród le­żał cia­sno przy­pięty na Na­ro­do­wym Łożu Tor­tur. Obie ręce i nogi tkwiły w me­ta­lo­wych ob­rę­czach. Śro­dek tu­ło­wia na wszelki wy­pa­dek opla­tał gąszcz sznu­rów.

Pań­stwo w zło­tym fo­telu ski­nęło głową. Gwizd prze­szył po­wie­trze i to­pór kata ob­ciął Na­ro­dowi lewą rękę. Try­snęło po­soką, a prawa dłoń, wy­gięta z bólu, wy­pro­sto­wała środ­kowy pa­lec. Na­ro­dowa te­le­wi­zja wy­emi­to­wała re­klamy, a wą­tek sta­ran­nie wy­cięto. Za­nim Oby­wa­tele się­gnęli po drugą paczkę chip­sów, to­pór prze­szył po­wie­trze po raz drugi, od­ci­na­jąc prawą dłoń. Po­now­nie wy­emi­to­wano re­klamy, al­bo­wiem lewa i prawa noga, dzia­ła­jąc wspól­nie i w po­ro­zu­mie­niu, wbrew sce­na­riu­szowi trans­mi­sji kop­nęły kata w pod­brzu­sze. Po­moc­nicy ob­cięli na­tych­miast obie agre­sywne nogi, do­dat­kowo ka­rząc je po­ćwiar­to­wa­niem.

Jed­nak Na­ród wal­czył do sa­mego końca. Z całą siłą wal­cząca Głowa Na­rodu splu­nęła Pań­stwu w twarz, a ohydna plwo­cina roz­lała się Pań­stwu cen­tral­nie mię­dzy oczami. Tym ra­zem Pań­stwo nie wy­trzy­mało ta­kiej po­twa­rzy i oso­bi­ście, zło­tym ta­sa­kiem, od­cięło Głowę Na­rodu. Te­le­wi­zja tak udra­ma­ty­zo­wała tę wy­jąt­kową chwilę, by ża­den z wi­dzów nie mógł jej za­po­mnieć do końca ży­cia.

Na za­krwa­wio­nym stole tor­tur zo­stał już tylko kor­pus. Usa­tys­fak­cjo­no­wane Pań­stwo zbie­rało się do wyj­ścia z sa­lonu. Na­gle wi­dzo­wie usły­szeli na­ra­sta­jący, ryt­miczny ło­mot. To wal­czące Serce Na­rodu nada­wało al­fa­be­tem Morse’a pro­ste słowo: – Wol-ność, wol-ność! Oby­wa­tele, po­ru­szeni tra­ge­dią Na­rodu, za­częli po­wta­rzać je jak man­trę. Serce biło co­raz moc­niej i moc­niej, a Oby­wa­tele krzy­czeli co­raz gło­śniej. Pań­stwo w pa­nice ob­ser­wo­wało, jak sy­tu­acja wy­myka się spod kon­troli.

Ostatni raz za­świ­stał to­pór pod­nie­siony przez kata. Tu­łów spadł w cze­luść. Serce za­mil­kło.

Na stole zo­stał tylko zwy­kły, po­spo­lity Chuj.

Chuj pró­bo­wał po­wstać ostat­kiem sił, ale bez Mó­zgu i Serca Na­rodu nie był ni­czym wię­cej po­nadto, czym w isto­cie był.

Pań­stwo po­kra­śniało z za­chwytu.

– Wszystko go­towe do klo­no­wa­nia?

Na­ukowcy na­tych­miast i bez szem­ra­nia ski­nęli gło­wami.

– To za­pier­da­lać!!

PO­RZĄ­DEK

Bur­mistrz miał dość.

Za­śmie­co­nego wszę­dzie mia­sta.

Wy­le­wa­ją­cych się ze­wsząd ulo­tek i re­klam. Przy­kle­ja­nych na drze­wach kar­te­czek. Wy­wie­sza­nych na krza­kach wi­zy­tó­wek. Okrę­ca­nych obrzy­dliwą, prze­zro­czy­stą ta­śmą stu­let­nich dę­bów. Smęt­nych klo­nów z przy­bi­ja­nymi wstręt­nymi ta­blicz­kami, opa­trzo­nymi krzy­kli­wymi ha­słami fa­st­fo­odów, po­ży­czek i utaj­nio­nych bur­deli. Fo­to­ko­dów me­wek. Wle­pek ge­jów. Fru­wa­ją­cych ka­wał­ków pa­pieru z na­uką ma­te­ma­tyki, tańca zbój­nic­kiego, jogi i tre­sury ko­tów bo­jo­wych. Wró­żek, wró­żów, astro­lo­gów, ma­gów, i tre­ne­rów wi­ze­runku oso­bi­stego.

Miał już tego ca­łego ta­ła­taj­stwa po­wy­żej uszu.

Chwy­cił te­le­fon. Wy­stu­kał nu­mer Zie­leni Miej­skiej.

– Tu bur­mistrz. Wy­ciąć wszyst­kie drzewa w mie­ście. Tak, do ju­tra.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Ja­cek Ko­tar­biń­ski

Au­tor, który w swym ży­ciu prze­mie­rzył wiele ki­lo­me­trów ko­le­jami i sa­mo­lo­tami, uwiel­bia uni­ka­towe po­czu­cie hu­moru, czarne jak kawa, którą lubi.

Pi­sa­nie krót­kich form pod­czas po­dróży stało się dla niego nie tylko pa­sją, ale rów­nież nie­od­łącz­nym ry­tu­ałem. Ob­ser­wa­cja ludz­kich emo­cji pod­czas drże­nia wa­gonu czy tur­bu­len­cji stała się in­spi­ra­cją do kre­owa­nia hi­sto­rii, w któ­rych śmiech mie­sza się z prze­ra­że­niem, a ab­surd su­spen­sowy z co­dzien­no­ścią.

Cykl opo­wia­dań jest in­spi­ro­wany twór­czo­ścią Ro­landa To­pora (1938-1997) – ar­ty­sty wielu ta­len­tów, któ­rych styl li­te­racki czę­sto ka­te­go­ry­zo­wany jest jako sur­re­ali­styczny, z sil­nymi wpły­wami ab­sur­dal­nego hu­moru i gro­te­ski. Cha­rak­te­ry­styczne dla jego twór­czo­ści było mie­sza­nie re­al­no­ści z fan­ta­styką, co pro­wa­dzi do two­rze­nia nie­po­ko­ją­cych, czę­sto mrocz­nych wi­zji świata, które zmu­szają czy­tel­nika do re­flek­sji nad ludzką na­turą i spo­łe­czeń­stwem.

„To­po­rowo” to głę­boka ana­liza emo­cji i pra­gnień, czę­sto tych naj­ciem­niej­szych. Au­tor nie boi się eks­plo­ro­wać tabu, wi­zji apo­ka­lip­tycz­nych, czy też gro­te­sko­wych prze­kształ­ceń, przez co opo­wia­da­nia po­zo­stają nie tylko szo­ku­jące, ale rów­nież wy­jąt­kowo wni­kają w psy­chikę ludzką. Jego nar­ra­cja, pełna za­ska­ku­ją­cych ob­ra­zów i me­ta­for, spra­wia, że tek­sty nie są tylko li­te­rac­kim do­świad­cze­niem, ale rów­nież po­wo­dem do po­szu­ki­wa­nia ukry­tych me­ta­for.

W tek­stach opo­wia­dań ważne miej­sce zaj­muje rów­nież kry­tyka spo­łeczna i po­li­tyczna, po­dana w spo­sób sa­ty­ryczny, co po­tę­guje efekt nie­po­koju i za­sko­cze­nia. Au­tor wraż­liwy na ab­surdy rze­czy­wi­sto­ści, two­rzy pro­wo­ku­jące tek­sty, które są jed­no­cze­śnie głę­boko ludz­kie.

Wy­da­nie „To­po­rowa” przed 2024 ro­kiem nie było moż­liwe.