To jedno kłamstwo - Małgorzata Kasprzyk - ebook
NOWOŚĆ

To jedno kłamstwo ebook

Kasprzyk Małgorzata

5,0

227 osób interesuje się tą książką

Opis

Edyta jest studentką, która w weekendy dorabia sobie, pracując w pubie jako kelnerka. Pewnego dnia poznaje tam Patryka – młodego żołnierza, który szykuje się do wyjazdu na misję. Chociaż mają dla siebie tylko tydzień, zaczynają się spotykać, a początkowa fascynacja szybko zmienia się w poważniejsze uczucie. Przed rozstaniem Patryk zapewnia Edytę, że do niej wróci i już zawsze będą razem. Niestety dwa miesiące po jego wyjeździe dziewczyna otrzymuje smutną wiadomość: jej chłopak został poważnie ranny i zmarł w szpitalu. Wkrótce potem przekonuje się, że jest z nim w ciąży.

Kilkanaście lat później Daria – córka Edyty i Patryka – zupełnie przypadkowo wpada na ślad swojego ojca. Powoli zaczyna odkrywać prawdę o tym, co się z nim stało. Ta prawda okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana, niż początkowo przypuszczała. Czy Patryk rzeczywiście zginął w Afganistanie? A jeśli tak, to dlaczego nie ma go na liście poległych...?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 255

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (3 oceny)
3
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
KBryl

Nie oderwiesz się od lektury

Książka rewelacyjna, trudno mi było oderwać się od niej i iść spać.
00
Heske

Nie oderwiesz się od lektury

Ciekawa lektura na zimowy wieczór . Polecam serdecznie
00



Copyright © by Małgorzata Kasprzyk, 2026Copyright © by Wydawnictwo Inedita, 2026 All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Adriana Rak

Projekt okładki: Patrycja Kiewlak

Zdjęcia w środku i na okładce: Adobe Firefly

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

E-book zgodny z dyrektywą o dostępności cyfrowej WCAG 2.2

Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w Internecie

ISBN 978-83-68462-13-5

Wydawnictwo IneditaGniewinoWydawca: Adriana [email protected]

CZĘŚĆ PIERWSZA ROK 2008

EDYTA

Gdyby mi ktoś powiedział, że ten dzień zmieni całe moje życie, to z pewnością bym mu nie uwierzyła. Nic tego przecież nie zapowiadało…

Byłam wtedy na trzecim roku studiów i w weekendy dorabiałam sobie, pracując w pubie jako kelnerka. Nie lubiłam tego zajęcia, ale musiałam przyznać, że miało pewne zalety – oprócz pensji dostawałam napiwki od klientów, a po wyjściu nie musiałam się niczym przejmować. Zupełnie inaczej niż moja przyjaciółka, Klaudia, która dorabiała sobie korepetycjami z matematyki i zawsze martwiła się, czy jej uczniowie zaliczą kolejny szkolny sprawdzian. A ja po wyjściu z pubu po prostu zapominałam o robocie i wracałam do studenckiego życia.

Rodzice od czasu do czasu przypominali mi, że w zasadzie nie muszę pracować. Byłam ich ukochaną jedynaczką – późnym dzieckiem, którego doczekali się tuż przed czterdziestką. Nie żałowali mi na nic pieniędzy, ale ja chciałam mieć choć trochę swoich, aby czuć się niezależną i nie musieć tłumaczyć mamie, dlaczego kupiłam taki drogi tusz do rzęs. Ona, jako oszczędna kobieta, zawsze zadowalała się kosmetykami ze średniej półki, więc nieco dziwiły ją moje upodobania do Diora i Chanel. Ja zaś nie miałam specjalnych wymagań, jeśli chodziło o ubrania, które kupowałam w popularnych sieciówkach. Kosmetyki natomiast lubiłam mieć dobrej jakości, bo czułam, że nie ma bardziej żałosnego widoku niż spływający tusz czy rozmazana szminka. Ot, taka mała słabostka…

Pracowałam zatem w śródmiejskim pubie w każdą sobotę i niedzielę, dzięki czemu miałam trochę grosza na swoje ekstrawaganckie upodobania. Dniem, który zmienił całe moje życie, była niedziela. Miałam wtedy pierwszą zmianę, co bardzo mnie cieszyło. W godzinach porannych i wczesnopopołudniowych było bowiem w pubie znacznie mniej gości niż wieczorami, dzięki czemu wracałam do domu mniej zmęczona. No i mogłam chociaż trochę odpocząć przed poniedziałkowymi zajęciami, które zaczynałam o ósmej rano.

Został mi już tylko kwadrans do końca zmiany, gdy nagle zdarzył się przykry wypadek: szłam do kuchni z tacą pełną szklanek i kufli, a wtedy poczułam lekkie szturchnięcie w plecy. Pod jego wpływem taca przechyliła się i wszystkie stojące na niej naczynia spadły na podłogę. Kiedy to zobaczyłam, aż jęknęłam. Co za pech! Teraz będę musiała zapłacić za szkodę, co oznacza, że przez cały dzień pracowałam za darmo. Zrobiło mi się ogromnie przykro, ale nic nie mogłam poradzić: za takie wypadki kierownictwo zawsze obwiniało kelnerów i kelnerki. Znaczące spojrzenie, jakie rzucił mi barman, sugerowało, że mnie też nie ominie konieczność sfinansowania strat. Westchnęłam zatem ciężko i wtedy usłyszałam dźwięczny męski głos.

– To nie była wina kelnerki. Potrącił ją ten pan…

Chłopak siedzący samotnie przy stoliku nad niedopitym piwem wskazywał ręką winowajcę.

Tamten nawet nie próbował zaprzeczać.

– Przepraszam, to było niechcący – wymamrotał głosem sugerującym, że wypił już co najmniej kilka piw.

– W porządku, trzeba tylko posprzątać – oznajmił łaskawie nasz menadżer.

Szybko pozbierałam rozbite naczynia, a potem pobiegłam do kuchni po mop, aby zetrzeć podłogę. Dopiero gdy umyłam ręce i wróciłam na salę, podeszłam do stolika, przy którym siedział chłopak, który się za mną ujął.

– Dziękuję – powiedziałam cicho.

– Nie ma za co – odparł spokojnie. – Przecież to naprawdę nie była twoja wina.

Mógł być w moim wieku lub trochę starszy, pewnie dlatego zwrócił się do mnie per ty. Nie obsługiwałam go, bo stolik, przy którym siedział, nie należał do mojego rewiru. Za to teraz zauważyłam krótko obcięte, ciemne włosy, regularne rysy i smutne oczy w kolorze orzechów laskowych.

– Siądziesz ze mną na chwilę? – zapytał. – Umówiłem się z kumplem na piwo, ale w ostatniej chwili dał znać, że nie przyjdzie, bo coś mu wypadło.

– Nie wolno nam siadać z gośćmi – wyjaśniłam krótko.

Wyraz rozczarowania, jaki odbił się na jego twarzy, sprawił, że spontanicznie dodałam:

– Ale za dziesięć minut kończę pracę, więc jeśli chcesz, możemy zmienić lokal.

Teraz jego twarz rozjaśnił uśmiech.

– Świetnie, w takim razie dopiję piwo, zapłacę i zaczekam na ciebie przed wejściem.

Skinęłam głową i poszłam na zaplecze, aby się rozliczyć. Moja zmienniczka była już przebrana i gotowa do podjęcia obowiązków. Kiedy zakończyłam formalności i zdejmowałam służbowy fartuch, nagle zadałam sobie pytanie: czy nie zrobiłam czegoś głupiego? W końcu umówiłam się z zupełnie nieznanym chłopakiem… Wprawdzie był miły i stanął po mojej stronie, chociaż nie musiał, ale…

Po chwili jednak dotarło do mnie, że za późno na wątpliwości. Chłopaka nie było już przy stoliku, co oznaczało, że faktycznie zapłacił, wyszedł i właśnie czekał przed pubem. Nie mogłam wystawić go do wiatru tak jak ten kumpel, z którym był umówiony. A swoją drogą ciekawe, czemu tak się tym przejął? Gdyby chodziło o randkę, to co innego, ale w tym przypadku…?

Wszystko wskazywało na to, że niebawem się dowiem, bo nieznajomy rzeczywiście czekał już na mnie przed wejściem do pubu.

– Nie jesteś głodna po pracy? – zapytał swobodnie. – Właśnie przyszło mi do głowy, że chętnie bym coś zjadł, a idąc tutaj, mijałem po drodze uroczą wietnamską knajpkę.

Te słowa skierowały moje myśli na inne tory. Oczywiście byłam głodna po kilku godzinach biegania między stolikami, poza tym uwielbiałam kuchnię azjatycką. Skinęłam zatem głową z zapałem, a potem ruszyliśmy. Restauracja Hanoi znajdowała się raptem pięćset metrów od pubu, więc już kilka minut później zasiedliśmy przy stoliku pod oknem, wybierając kolejne dania.

– Sajgonki wegetariańskie…

– Zupa pho…

– Kurczak po wietnamsku…

– Banany w cieście…

Uznaliśmy, że tym się najemy, a jeśli nie, to najwyżej domówimy coś później. Gdy kelner odszedł, mój towarzysz powiedział:

– Właściwie powinniśmy wreszcie się zapoznać.

– No tak…

– Patryk Kostrzewa.

– Edyta Rasecka.

Uścisnęliśmy sobie dłonie i wymieniliśmy uśmiechy – teraz można było nas już uznać za znajomych.

Kiedy na naszym stole pojawiły się zamówione sajgonki, spontanicznie powiedziałam:

– Jak to dobrze, że przez następne pięć dni nie będę musiała biegać między stolikami!

Patryk od razu skojarzył, że kelnerowaniem zajmuję się tylko w weekendy.

– A co robisz w dni powszednie? – zapytał.

– Studiuję iberystykę – wyjaśniłam. – Chciałabym w przyszłości uczyć hiszpańskiego. Na pewno znajdę pracę, bo jest coraz więcej chętnych. W końcu to drugi najpopularniejszy język na świecie. Nie licząc chińskiego oczywiście.

– No tak…

– A czym ty się zajmujesz?

Po twarzy Patryka przebiegł cień.

– Jestem zawodowym żołnierzem.

Sposób, w jaki to powiedział, zniechęcił mnie do zadawania kolejnych pytań. Na szczęście on sam poczuł się zobligowany do udzielenia dalszych wyjaśnień.

– Poszedłem w ślady ojca, ale niekiedy tego żałuję. Już jakiś czas temu przekonałem się, że służba wojskowa nie jest dla mnie. Nie potrafię się odnaleźć w żołnierskim życiu, nie czuję żadnej pasji, nie marzę nawet o awansie…

– To dlaczego nie rzucisz tego w diabły? Też możesz skończyć studia, zdobyć zawód…

– Ja w zasadzie mam zawód, który mógłbym wykonywać w cywilu. Skończyłem Wojskową Akademię Techniczną, jestem inżynierem, znam się na komputerach… Czekam tylko na właściwy moment, aby powiedzieć ojcu, że chcę odejść z wojska. Dla niego to będzie prawdziwy cios…

Nie miałam pojęcia, jak skomentować te słowa. Przyszło mi tylko do głowy, że sama jestem szczęściarą – rodzice nigdy nie sugerowali mi wyboru zawodu. Co więcej, cieszyli się, że mam konkretne zainteresowania i pomysł na życie.

Nagle przyszło mi do głowy pewne pytanie.

– Jesteś jedynakiem?

– Nie, mam starszą siostrę. Dlaczego pytasz?

– Bo pomyślałam, że może ktoś inny mógłby spełnić marzenie twojego ojca o kontynuowaniu rodzinnej tradycji.

– Niestety! Moja siostra skończyła ekonomię i pracuje w banku.

W tym momencie kelner przyniósł nasze zupy pho.

Nie kontynuowałam zatem tematu, widząc, że Patryk nie ma na to ochoty.

On też nic nie mówił, tylko od czasu do czasu na mnie spoglądał. W jego oczach było coś, czego nigdy nie widziałam u żadnego chłopaka: jakieś ciepło czy czułość… Podobno byłam ładną dziewczyną, więc przedstawiciele płci przeciwnej często obrzucali mnie zainteresowanymi spojrzeniami, ale w ten sposób nie patrzył nikt – aż do tego wieczoru.

– Mam jeszcze tydzień urlopu przed powrotem do jednostki – powiedział, gdy skończyliśmy zupy. – Może w tym czasie wybierzemy się gdzieś razem? Chociażby do kina?

– Dlaczego nie?

Moja odpowiedź nie była bynajmniej podyktowana litością. Patryk naprawdę mi się podobał, choć to, co mówił o sobie, mogło sugerować, że jest mięczakiem. Nie rozumiałam, czemu wcześniej nie zdobył się na to, aby powiedzieć ojcu, że chce przejść do cywila. Miał przecież konkretny zawód, który spokojnie mógłby zapewnić mu utrzymanie!

– To może pójdziemy na coś wesołego – zasugerował. – Chciałbym się pośmiać i odprężyć.

– Świetny pomysł, bardzo lubię komedie!

– W takim razie na pewno będziemy się dobrze bawić. A jak wyjadę, będę miał co wspominać.

Tym razem uległam ciekawości.

– Służysz w innej części Polski? – zapytałam.

Patryk pokręcił głową.

– Nie o to chodzi. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam na misję do Afganistanu.

Zamurowało mnie. Czyli to były dla niego ostatnie dni beztroski… Pewnie dlatego poczuł się rozczarowany, gdy jego kumpel nie przyszedł na piwo.

– Postanowiłem, że to będzie końcowy etap mojej kariery wojskowej. Za pół roku wrócę i przejdę do cywila, niezależnie od opinii mojego ojca czy kogokolwiek innego.

– Ale przecież tam jest niebezpiecznie – jęknęłam. – Nie możesz darować sobie tego wyjazdu i zrezygnować już teraz?

Patryk uśmiechnął się lekko, chyba po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia rozmowy na ten temat. Potem pochylił się nad stolikiem i pogładził mnie po ręku.

– Nie mogę – powiedział stanowczo. – Jeśli zrezygnuję teraz, wyjdę na tchórza i mięczaka.

***

Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć. Poznany w pubie chłopak wprowadził duży zamęt w moje myśli. Z jednej strony był miły i delikatny – dowodził tego sposób, w jaki na mnie patrzył, dotykał mojej ręki czy się uśmiechał. Jednocześnie chyba za bardzo ulegał wpływom innych osób, czego z kolei dowodził wybór zawodu zgodny z oczekiwaniami ojca. Jednak stanowczo nie mogłam uznać go za mięczaka! Zdecydował się przecież na udział w niebezpiecznej misji, a w każdym razie nie odmówił udziału w niej. Co więcej, postanowił po powrocie wprowadzić duże zmiany w swoim życiu. Czyli potrafił wykazać się odwagą i stanowczością. Wszystko razem wskazywało na to, że jest pełen sprzeczności…

Oczywiście ta analiza przemawiała za tym, aby dać mu szansę i zobaczyć, co wyniknie z naszej znajomości. Tyle że to miała być znajomość zaledwie siedmiodniowa, więc mimo wszystko zadawałam sobie pytanie, czy warto się w nią wplątywać. A jeśli się zakocham i zostanę sama ze złamanym sercem? Nie mam przecież żadnej gwarancji, że po zakończeniu misji Patryk zechce do mnie wrócić. Może pragnie tylko zabawić się przed wyjazdem, a potem po prostu o wszystkim zapomni?

Rozmyślałam nad tym aż do północy. Później zmęczenie wzięło górę i wreszcie usnęłam. W końcu miałam za sobą ciężki dzień w pracy i emocjonujący wieczór. W ostatniej chwili pomyślałam jeszcze, że obiecałam mu kino, więc powinnam dotrzymać słowa. Potem zdecyduję, co dalej.

W poniedziałek omal nie zaspałam na zajęcia. Nie usłyszałam budzika, a w domu nie było nikogo, kto mógłby mi to uświadomić, ponieważ rodzice – jak co roku o tej porze – wyjechali w odwiedziny do cioci Bogusi. Prowadziła ona mały pensjonat w Beskidach i zawsze powtarzała, że przełom października i listopada to martwy okres, więc rodzina może korzystać. No, ja niestety nie mogłam, bo nigdy nie miałam ferii w tym okresie, ale moi rodzice skwapliwie brali urlopy i wyjeżdżali, powtarzając, że darmowe zakwaterowanie to rzecz nie do pogardzenia. Poza tym lubili ciocię i chętnie spędzali z nią czas.

Wyskoczyłam zatem z łóżka w ostatniej chwili, darowałam sobie śniadanie i pobiegłam na przystanek autobusowy. Przez całe pierwsze zajęcia starałam się zwalczyć chęć ziewania. Dopiero w czasie przerwy między pierwszymi a drugimi kupiłam sobie kawę w bufecie i poczułam się trochę lepiej.

– Chyba nieźle zabalowałaś w weekend – skomentowała Iza, moja koleżanka z grupy. – A mówiłaś, że będziesz pracować…

– Bo pracowałam. Tylko potem miałam jeszcze randkę.

Nie byłam do końca pewna, czy moje spotkanie z Patrykiem można w ten sposób określić, ale chciałam zaimponować Izie, która zawsze chwaliła się powodzeniem u chłopaków.

– Poznałaś kogoś? – zapytała teraz, nie kryjąc ciekawości.

Skinęłam głową i już miałam odejść, gdy dobiegło mnie jej kolejne pytanie.

– Gdzie?

– Właśnie w pracy.

– W pubie?

– Tak.

– A kto to jest?

– Zawodowy żołnierz. Niestety długo się nim nie nacieszę, bo wyjeżdża na misję do Afganistanu.

Iza na moment zaniemówiła. A kiedy odzyskała głos, zaskoczyła mnie całkowicie.

– I tak ci zazdroszczę – powiedziała. – Ja też chciałabym poznać prawdziwego faceta, takiego odważnego, z charakterem… A dookoła same ofermy w rurkach.

Po tych słowach rozejrzała się, jakby chciała mi dać do zrozumienia, że za takich uważa naszych kolegów z uniwerku. Nie skomentowałam tego, bo zrobiło się późno.

– Chodź, musimy iść na zajęcia.

– Niestety – westchnęła w odpowiedzi i zrezygnowała z zadawania dalszych pytań.

Jej reakcja trochę zmieniła moje nastawienie do sprawy. Uświadomiłam sobie, że moje życie było dotąd beznadziejnie nudne: składało się głównie z nauki i pracy. Jako osoba obowiązkowa dawałam tym sprawom pierwszeństwo, rzadko bywałam na imprezach i jeszcze rzadziej spotykałam się z chłopakami.

Dlaczego zatem nie miałam sobie teraz pozwolić na odrobinę szaleństwa, nawet jeśli miało potrwać tylko siedem dni? Zwłaszcza że spotkałam ciekawego chłopaka, który naprawdę mi się podobał? Przecież jeszcze zanim zaczął mówić o sobie, uległam urokowi jego pięknych, smutnych oczu, tajemniczego uśmiechu i postawnej sylwetki. Spodobało mi się też jego kulturalne zachowanie, w którym nie było ani odrobiny szpanu czy chęci szybkiego zaimponowania nowo poznanej dziewczynie. No i doceniłam szczerość, z jaką przyznał się do życiowych dylematów. Cokolwiek by o nim mówić, na pewno stanowił ciekawszą możliwość na spędzenie kolejnych siedmiu dni niż jakiś… Zaraz, jak Iza powiedziała? Mięczak w rurkach!

Na skutek wyciągnięcia tych wniosków stawiłam się na wieczorne spotkanie w dobrym nastroju. Ostatecznie przyjęłam założenie, że co ma być, to będzie. Postanowiłam więcej nie analizować sytuacji, tylko cieszyć się wspólne spędzonym czasem. Radość, jaka zabłysła na twarzy Patryka, gdy mnie zobaczył, dowodziła słuszności tego podejścia, a zachwyt w jego oczach stanowił dodatkowe potwierdzenie. Najbardziej zaś ucieszyłam się z tego, że te oczy już nie były tak smutne jak poprzedniego wieczoru, przeciwnie – migotały w nich wesołe iskierki.

Wybraliśmy się na polską komedię To nie tak, jak myślisz, kotku. Chyba był to film, jakiego potrzebowaliśmy oboje: prosty, głupiutki, ale naprawdę śmieszny. Mnie zaś dodatkowo rozbawiło to, że stawiał facetów w nie najlepszym świetle…

– Dlaczego wy tak często uciekacie się do kłamstwa? – zapytałam wprost, gdy wyszliśmy.

– Bo tak jest łatwiej. – Patryk się roześmiał.

– Na początku owszem – przyznałam. – Ale potem? Jedno kłamstwo pociąga za sobą drugie i sprawa robi się coraz bardziej skomplikowana. Spójrz na głównego bohatera, tego lekarza: przecież on się w końcu tak zaplątał, że nie miał żadnego dobrego wyjścia.

– No tak, jedno kłamstwo często wymaga kolejnych i zanim się człowiek zorientuje, fałszywa sieć oplata go coraz mocniej.

– Czy nie powinien o tym pomyśleć, zanim skłamie pierwszy raz?

Patryk skinął głową.

– Powinien, ale mężczyźni rzadko wybiegają myślami tak daleko w przyszłość. Może kobiety bardziej…

– O tak, my mamy dużą skłonność do analizowania tego, co może się zdarzyć!

– Sama widzisz.

Teraz roześmialiśmy się oboje, a Patryk znowu u mnie zapunktował. Podobało mi się to, że ma pewien dystans do wad swojej płci, bo sama też taki miałam. Niestety uważałam wiele kobiet za fałszywe i skłonne do snucia intryg.

Zapewne przyczyniła się do tego moja koleżanka z gimnazjum, Sylwia, która zasugerowała swego czasu innym koleżankom, że stale o nich plotkuję. Powodowała nią zazdrość o chłopaka, który mnie wtedy podrywał. Chciała mi dokopać i niestety udało jej się: koleżanki z klasy odsunęły się ode mnie, więc z radością przyjęłam zakończenie nauki w gimnazjum i przejście do liceum.

A ten chłopak i tak nie zwrócił na Sylwię żadnej uwagi. Ja też nie spotykałam się z nim zbyt długo, bo okazał się pewnym siebie zarozumialcem, a tacy zawsze prędzej czy później wzbudzali moją niechęć.

Na szczęście Patryk robił wrażenie zupełnie innego…

Po kinie poszliśmy jeszcze na kawę, ale tym razem mój towarzysz nie poruszał już poważnych tematów – może to film tak na niego wpłynął? Pochwalił się za to, że… zostanie wujkiem.

– Moja siostra jest w ciąży. To już oficjalnie potwierdzone, dzisiaj była u lekarza, a potem obdzwoniła całą rodzinę ze szczęśliwą nowiną.

– Rozumiem, że to jej pierwsze dziecko?

– Tak, dotąd bardziej skupiała się na karierze zawodowej, ale teraz postanowiła zrobić sobie krótką przerwę. W sumie słusznie, nie samą pracą człowiek żyje.

– Wasi rodzice też pewnie się cieszą?

– Jeszcze jak! Myślę, że przyjście na świat wnuka albo wnuczki osłodzi im gorycz spowodowaną zakończeniem mojej kariery w wojsku.

– Czyli nie bierzesz pod uwagę zmiany decyzji?

– Zdecydowanie nie!

Pewność w jego głosie bardzo mi się podobała. W głębi duszy uważałam, że dobrze robi, stawiając na swoim – w końcu to o jego życie chodziło!

– No ale dość już o mnie, porozmawiajmy teraz o tobie – zasugerował Patryk. – Dlaczego zdecydowałaś się zostać nauczycielką? Praca w szkole to harówka.

– Ależ ja się nie upieram przy pracy w szkole. W zasadzie nawet wolałabym być lektorką na kursach dla dorosłych. Oni z reguły wiedzą, czego chcą, a jeśli zaczynają się uczyć języka, to znaczy, że jest im potrzebny.

– No tak, dziś znajomość języków to podstawa. Bez niej trudno zrobić karierę.

– Poza tym lubię kontakt z ludźmi, rozmowy… Nie wyobrażam sobie siedzenia w papierach przez cały dzień.

– To chyba dobrze wybrałaś…

– Też tak myślę.

– A dlaczego akurat hiszpański?

– Bo ze wszystkich języków, których zaczynałam się uczyć, ten mi się najbardziej podobał.

– Aż tyle ich było?

– Tak, znam jeszcze podstawy niemieckiego i francuskiego. Poza tym w szkole miałam angielski i łacinę.

– Jestem pod wrażeniem!

– Bez przesady, w końcu trudno mnie uznać za poliglotkę. Gdybym wszystkimi władała biegle, to może…

Tego wieczoru Patryk odprowadził mnie do domu – jak po prawdziwej randce. A kiedy stanęliśmy przed wejściem do klatki schodowej mojego bloku, nagle powiedział:

– Bardzo się cieszę, że cię poznałem. Nawet nie wiesz, ile radości wniosłaś w moje życie.

Zanim zdążyłam zareagować, pochylił się i delikatnie musnął moje wargi swoimi, zupełnie jakby chciał spytać, czy nie mam nic przeciwko pocałunkowi. Nagle poczułam zawrót głowy, więc nie zaprotestowałam. Ciepło jego ust i zapach cedrowej wody toaletowej zupełnie mnie oszołomiły. Dopiero gdy próbował pogłębić pocałunek, na moment odzyskałam świadomość.

– Posłuchaj, ja wiem, że ty chciałabyś przeżyć piękną przygodę przed wyjazdem… – wyszeptałam.

Patryk nie pozwolił mi dokończyć.

– Nie chcę tylko przygody – odparł stanowczo. – Chcę być z tobą.

Potem znów mnie pocałował – tym razem zdecydowanie i namiętnie – a ja poczułam jeszcze silniejszy zawrót głowy niż za pierwszym razem. Przez moment nawet przestraszyłam się, że upadnę, więc przylgnęłam do niego mocniej, a on zamknął mnie w czułym, lecz jednocześnie silnym uścisku.