Tanio przez świat. Podróżuj [wy]godnie nawet za 1/3 ceny! - Maciej Dutko - ebook

Tanio przez świat. Podróżuj [wy]godnie nawet za 1/3 ceny! ebook

Maciej Dutko

0,0

Opis

Przestań przepłacać. Podróżuj za 1/3 tego, co inni!

 

Statystyczny człowiek wyszukuje lot i hotel, rezerwuje i leci. „Trochę drogo” – myśli sobie, racjonalizując: „No tak, ale przecież wszystko drożeje”. Prawdopodobnie nie zastanawiał się nigdy, że można inaczej: sprytniej i taniej, choć nadal komfortowo. A jeśli nawet słyszał, że ktoś gdzieś kiedyś kupił bilet albo wycieczkę all inclusive 70% taniej lub upolował 4-gwiazdkowy hotel za cenę hostelu, to na pewno była to jakaś ściema, a co najwyżej – jednorazowa promocja albo fuks.

 

Chcesz regularnie latać, spać i jeździć za ułamek oficjalnej ceny?

Poznaj 150 zasad sprytnego podróżowania!

 

„Tanio przez świat” to zbiór gromadzonych przez autora od ponad 20 lat sposobów, trików, zasad i patentów na legalne, etyczne, niezwykle skuteczne, ale przede wszystkim powtarzalne obniżanie kosztów podróżowania. Bez hakowania systemów rezerwacyjnych, bez mitycznych „błędów taryfowych” czy innych nierealnych kombinacji. Bez zdawania się na ślepy los i bez rezygnacji z komfortu.

 

Dowiedz się:

  • jak latać od 10-20 do nawet 70-80% taniej od pierwotnej ceny biletu,
  • w jaki sposób zmniejszać koszty noclegów nawet o 1/2 (lub więcej),
  • dlaczego czasami warto wybrać mniej oczywisty środek transportu,
  • czy istnieją sposoby, aby jeść 3-5 razy taniej niż zwykli turyści,
  • jak podróżować budżetowo również mając rodzinę i pracę etatową,
  • na co zwrócić uwagę przy wynajmie auta lub skutera, by nie dać się skroić,
  • czym pamiętać w kontekście wiz, wymiany walut, ubezpieczenia i internetu,
  • co powinien zawierać „lekki plecak” i jakie daje korzyści,
  • jak nie tylko oszczędzać, ale wręcz... zarabiać na wyjazdach,
  • jakie są podstawowe i najbardziej skuteczne zasady negocjowania,
  • na jakie częste pułapki w podróży uważać, by nie stracić pieniędzy.

 

O Autorze:

Maciej Dutko – przedsiębiorca, inwestor, audytor e-ofert, wykładowca, szkoleniowiec. Autor ok. 20 książek (m.in. „Mucha w czekoladzie”, „Targuj się!”, „Efekt tygrysa”, „Nieruchomościowe seppuku”). Pomysłodawca „Biblii e-biznesu” – prawdopodobnie największego na świecie książkowego projektu e-commerce.

 

Twórca Evolu.pl (blog), Audite.pl (poprawa skuteczności e-ofert), Korekto.pl (firma edytorska nr 1 w Polsce). Propagator etyki w biznesie, inteligencji negocjacyjnej i zwiększania efektywności dzięki nieszablonowym działaniom. Przez serwis WhitePress.pl uznany za jedną ze 100 najbardziej inspirujących osób branży interaktywnej.

 

Wieczny włóczęga. W ciągu ostatnich 20 lat odwiedził ok. 70 krajów, wydając na to ułamek kwot, jakie płacą inni (np. loty do Sri Lanki za 999 albo do Indii za 799 zł, oczywiście w obie strony). Udowadnia, że nie trzeba czekać do emerytury, by spełniać marzenia o intensywnym, a zarazem ekonomicznym i komfortowym podróżowaniu po naszej pięknej Kulce. 

 

Więcej o Autorze: Dutko.pl & Wikipedia

Facebook: https://www.facebook.com/maciejdutko/

Wersja drukowana: https://evolu.pl/produkt/tanio-przez-swiat/

 

Książki w tej serii:

 

„Tanio przez świat. Podróżuj [wy]godnie!”

Dlaczego ludzie drastycznie przepłacają za loty i noclegi? Ponieważ nie mają elementarnej inteligencji podróżniczej, nie znają zasad linii lotniczych oraz hoteli, nie myślą o alternatywnych sposobach przejazdów, brakuje im elastyczności.

Podróżuj nawet 70% taniej! >>>

 

„Mucha w czekoladzie. Zen sukcesu”

Świat to nieskończony bufet możliwości. Cała sztuka, to otworzyć umysł, widzieć szerzej, dokonywać wyborów i łapać okazje. Być jak mucha w morzu czekolady – gdzie nie popłynie, tam dobrobyt.

Bądź bardziej Wolny i efektywny! >>>

 

„Targuj się! Zen negocjacji”

Negocjacje towarzyszą nam każdego dnia: w domu, szkole, w pracy, w biznesie, na zakupach, w podróży… Poznaj najbardziej skuteczne zasady, techniki oraz porady, popraw swoją inteligencję negocjacyjną i otrzymuj więcej od życia! Czytelnicy twierdzą, że to najlepsza książka o negocjacjach, jaką czytali:)

Negocjuj skuteczniej od 80% ludzi! >>>

 

„Efekt tygrysa. Puść swoją osobistą markę w ruch!”

To książka dla młodych i mniej młodych, chcących wyróżnić się dzięki własnej marce osobistej: bez układów, pieniędzy i wyścigu chomików. Personal branding bez tajemnic. „Efekt tygrysa” to prawdopodobnie pierwsza polska książka poświęcona tematyce budowania marki osobistej.

Buduj markę i efektywność! >>>

 

„Nieruchomościowe seppuku”

Chcesz tworzyć ekstremalnie skuteczne oferty wynajmu i sprzedaży nieruchomości? Nie zabijaj swojej oferty, lecz poznaj 15 najczęstszych błędów i osiągaj zwroty nieosiągalne dla innych! Wbrew pozorom, to książka nie tylko dla nieruchomościowców, lecz także dla wszystkich e-sprzedawców.

Twórz ultra-skuteczne oferty! >>>

 

„Fly in chocolate. Zen of success”

The world is an infinite buffet of possibilities. The whole art is to open your mind, see broader, make choices, and seize opportunities. Be like a fly in a sea of chocolate – wherever it flows, there’s prosperity.

Be more Free and effective! >>>

 

„Go and bargain! Zen of negotiations”

An extraordinary book on ordinary negotiations! (english version of „Targuj się! Zen negocjacji”). Thanks to this book, you will learn how to negotiate in a smart and conscious way, so as instead of taking the advantage and winning at all cost reach the balance and profits for each of the parties.

Negotiate more effectively than 80% of people! >>>

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 271

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



tanio

przez świat

maciej dutko

tanio

przez świat

– podróżuj [wy]godnie nawet za 1/3 ceny!

150 trików, które hotele i linie lotnicze wolałyby ukryć

poradnik przygodowy

Pomysły i porady zawarte w tej książce wynikają z prywatnych doświadczeń autora i jego najlepszej wiedzy w chwili jej pisania. Nie są to wyczerpujące instrukcje ani obowiązkowe zalecenia – traktuj je raczej jako inspirację i punkt wyjścia do własnych eksploracji (w przenośni i w dosłowności): wybieraj, modyfikuj i sprawdzaj ich aktualność (która w tej branży jest zmienna), dopasowując do swoich potrzeb, preferencji i możliwości.

Jeśli znajdziesz w tej książce błąd (także językowy – wprawdzie jako właściciel firmy Korekto.pl nie powinienem ich popełniać, ale gonitwa za uciekającymi terminami robi swoje…), daj mi znać, pisząc na [email protected] – pozwoli mi to usunąć go z kolejnego wydania (jeśli takie kiedyś powstanie). To samo dotyczy ewentualnych niejasności, usterek logicznych czy potknięć w wyliczeniach albo faktach – mądrzy mawiają, że błędów nie robi tylko ten, kto… jest bezbłędny;), a ja bynajmniej nie jestem.

Dzięki i dobrej – notabene – podróży!

Wydawca: Evolu.pl(Dutko Group Ltd.)

Unit 10 Enterprise Court, Farfield Park

Rotherham, England S63 5DB

Company No.: 08664043

ISBN: 978-83-64845-27-7

© Copyright: Maciej Dutko & Evolu.pl 2026

Korekta: Anna Dutko, Dominika Zakrzewska,

Maciej Dutko (Korekto.pl)

Skład: Korekto.pl (Dutko Group Ltd.)

Grafika główna: Dominika Zakrzewska (Korekto.pl)

Nawet najdalszą podróż zaczyna się od…

pierwszej wydanej złotówki.

– Dutko

Jak to się zaczęło?

Ludzie uwielbiają przepłacać.

Kiedy słyszę, że skromnie zarabiający znajomy, który szczególnie powinien liczyć każdą złotówkę, leci z synem na parę dni do Turcji za „jedyne” 3000 zł za osobę (loty + noclegi), chce mi się płakać. Przecież tygodniowy wyjazd na Riwierę Turecką w formule all inclusive bez większego wysiłku można mieć za mniej niż 1/3 tej kwoty!

Lub gdy ktoś, kto przez całe życie odkładał, by na wczesnej emeryturze polecieć na 2 tygodnie wakacji przy basenie w Kenii (oczywiście plus safari), płaci za taką przyjemność 24 tys. zł za dwie osoby.

Albo gdy siedzę w samolocie z Warszawy do Bangkoku, a podekscytowani sąsiedzi z wypiekami na twarzy opowiadają, że kupili bilety po 5400 zł, kiedy mój kosztował 1470. Gryzę się więc w język, żeby się tym nie pochwalić i nie zepsuć miłym skądinąd ludziom wyjazdu, uświadamiając im, że mogli zaoszczędzić w sumie prawie 8 tys. zł.

Lub gdy podczas zupełnie innego lotu siedzę koło dziewczyny, która jest podekscytowana, bo właśnie kupiła „niedrogi” według niej (3 tys. zł) bilet do Indii (składak tanich linii z kilkoma przesiadkami i prawie 30–godzinną podróżą), podczas gdy sam niedawno leciałem na trasie Warszawa – Mumbaj – Warszawa, wygodnie i bezpośrednio LOT–em, dolatując na miejsce w 7,5 godziny, za 1699 zł (w obie strony, oczywiście).

Albo gdy na jednym z forów dla podróżujących po Sri Lance ktoś z powodu zmiany planów ogłasza, że chce odstąpić 11–dniową wycieczkę, za którą zapłacił prawie 13 tys. zł za dwie osoby, podczas gdy za podobny wyjazd w dokładnie tym samym terminie (z tą różnicą, że dogodne noclegi skomponowałem sobie samodzielnie) zapłaciłem 2275 zł, czyli 65% mniej (oszczędność: 4225 zł za jedną osobę).

Dlaczego „normalni” lubią przepłacać, zamiast korzystać na przykład z last minute (które samo w sobie jest banalne, no ale zacznijmy od czegoś prostego)? Powody są różne:

Pewność terminu. Wakacje muszą wpasować się w urlop lub grafik rodziny, a okazje, które wyskakują jak nowe podatki z konopi, bywają nieprzewidywalne.Wąskie okno decyzyjne. Planowanie wyjazdu kojarzy się… no właśnie, z planowaniem. Tymczasem wybitnie atrakcyjne cenowo oferty pojawiają się zwykle na krótko i wymagają szybkiej decyzji. A to trudne, zwłaszcza jeśli trzeba zgrać towarzyszy podróży.

Przykład? Fenomenalna oferta lotów do Meksyku za 649 zł w dwie strony, która została rozszarpana przez smart travelerów w mniej niż pół godziny:

Inna sprawa, że to akurat nie było last minute, lecz promocja ogłoszona z niemal miesięcznym wyprzedzeniem, można więc było sprawnie kupić bilet, a później na spokojnie dopinać plany.

Większy wybór hoteli. Im wcześniej, tym szerszy wachlarz miejsc noclegowych. Promocje first minute. Rzadko bardziej opłacalne niż „lasty”, ale tego ludzie podróżujący sporadycznie nie wiedzą.Potrzeba spokoju. Wczesna rezerwacja eliminuje gorączkowe polowanie na oferty i ryzyko braku miejsc w danym terminie. Bonusy early bird. Darmowe ubezpieczenie, raty, lepszy pokój, bezpłatne śniadania czy transfer lotniskowy przy zakupie wycieczki z odpowiednim wyprzedzeniem. Kto nie dałby się skusić (mimo że jest drożej…)?Wczesne i staranne zaplanowanie programu. Wyjazdy na ostatnią chwilę mogą być romantycznie spontaniczne, ale jeśli planujesz intensywne zwiedzanie, wcześniejsze precyzyjne ułożenie programu, zwłaszcza z uwzględnieniem preferencji kompanów podróży, wymaga czasu. Unikanie kompromisów. Coś za coś: spontaniczne wyjazdy, często na ostatnią chwilę, niekiedy wymagają poświęceń: wyboru innego, mniej sprzyjającego terminu, bardziej odległego lotniska, mniej wygodnego połączenia, gorszego hotelu itp. Obawa o wzrost cen. Polityka cenowa przewoźników, hoteli i biur podróży bywa różna. Jedne firmy obniżają ceny w miarę zbliżania się terminu, inne – odwrotnie – utrzymują stałe stawki, a w przypadku dużego popytu stosują strategię sukcesywnego ich podnoszenia.Komfort psychiczny. Spokój i radość z zaplanowanego wypoczynku bez obawy, że coś nam ucieknie lub nas ominie (słynne FOMO). Inna sprawa, że przecież do czasu wyjazdu tyle może się wydarzyć…Zachowania stadne. Abstrahując od urlopów czy wolnego w szkole, większość osób po prostu czuje się lepiej w schematach i jeździ na wakacje wtedy, kiedy inni (wakacje, święta, długie weekendy). Stąd dzikie tłumy w lipcu nad morzem albo w majówkę na Krupówkach.Przyzwyczajenia („strefa komfortu”, jeśli wolisz). Ulubiona linia lotnicza, sprawdzona sieć hoteli albo serwis rezerwacyjny, który już znają i lubią. Nie mówiąc o „syndromie jastrzębiogórskim” (albo w moim przypadku: „mumbajskim”), czyli uporczywym wracaniu co roku w to samo miejsce: średnio seksowne, jednak już znane… A wystarczy przełamać schemat: wybrać innego przewoźnika albo aplikację do rezerwacji noclegów lub nową destynację, a dostępność atrakcyjnych opcji może przyprawić o zawrót głowy.Konieczność bycia w konkretnym miejscu i czasie. Typowe przy wyjazdach, kiedy to Ty musisz dopasować wszystko do spotkania biznesowego, konferencji, meczu czy koncertu, a nie odwrotnie. Choć i tu jest pewien trik, dzięki któremu i przy takich okazjach oszczędności liczyłem w tysiącach. Szczegóły – wkrótce. Poczucie lepszości. I należysizmu! Przekonanie, że co droższe, to lepsze. Albo że droższe wakacje są nagrodą za oszczędne gospodarowanie przez większą część roku i że nam się należą.I najważniejsze: brak świadomości i wiedzy, że przy zastosowaniu pewnych sposobów i zasad, bez większego wysiłku i poświęceń, na każdej podróży można naprawdę sporo zaoszczędzić.

I z tym ostatnim będę starał się w niniejszej publikacji powalczyć, budując coś, co roboczo nazwałem (trochę na wzór modnej „inteligencji emocjonalnej”)

inteligencją podróżniczą.

Jak to było u mnie? Przeczytaj, jeśli jesteś ciekaw; albo – jeżeli nie interesuje Cię moja droga do wolności podróżowania – od razu przeskocz do konkretnych porad.

– Dutkoń, gdzie cię znowu niesie? – zakrzyknęła pewnego poranka sąsiadka, widząc mnie drepczącego z plecakiem.

– Do Tajlandii.

– A weź, spier…!

Nie dosłyszałem końcówki, bo pędziłem na tramwaj (większość podróży właśnie zaczynam od tego środka), ale zapewne chciała powiedzieć: „Z pierwszej miejscówki wyślij mi zdjęcia!”

Znajomi i e–znajomi nierzadko złoszczą się na mnie (oczywiście z czułością i humorem), że ciągle gdzieś jeżdżę i publikuję zdjęcia, na których ciężko pracuję z komputerem pod palmą, kiedy oni siedzą w biurach. Odpowiadam im wtedy, że kiedyś funkcjonowałem tak samo, a dopiero z czasem zacząłem stopniowo odkrywać, że można inaczej. Chociaż… pełne dojście do tego wniosku zajęło mi ponad 20 lat, bo nie wszystko było tak dostępne, łatwe, oczywiste i tanie, jak dziś. A dziś, dzięki tanim liniom, walczącym o serca i portfele klientów platformom hotelowym, ale też setkom blogów i grup podróżniczych, a także książek o tym, jak mądrze(j) podróżować, wszystko staje się bajecznie proste. A podróżowanie nigdy nie było tak dostępne dla każdego z nas, jak dziś.

Mój pierwszy lot: Katowice – Rzym, 2005. Nawet nie pomyślałbym wtedy, że

cena biletu to nie wyrok śmierci,

lecz wstępna oferta, którą można modyfikować.

Zapłaciłem. Poleciałem. Zobaczyłem Rzym i uznałem (nieco myląc miasta), że już mogę umierać. I było mi dobrze, bez większego pytania o pieniądze (których akurat wówczas miałem wybitnie niewiele; wszak jakoś to będzie).

Kiedy dwa lata później czekała mnie pierwsza naprawdę długa podróż do Vancouver, ktoś, kto był bardziej doświadczony, podrzucił: „Możecie lecieć z Warszawy, jak planowaliście, za 3500 zł, ale bilety z Berlina są po 2500 zł”.

Rok 2007 i pierwsze zaskoczenie: „To tak można?! Oszczędzić tysiąc złotych za dwie osoby, lecąc po prostu z innego miasta, do którego mamy taką samą odległość, co do Warszawy? Eureka!”. Dodajmy: chwilę wcześniej pracowałem w pewnej stacji telewizyjnej, zarabiając właśnie około 1000 zł miesięcznie – a więc tylko ta jedna drobna zmiana dawała mi oszczędność równą miesięcznej pensji! Aaa!

Okazało się, że to, co jest nam podawane na tacy życia, nie zawsze jest najlepszym, co możemy otrzymać. I że warto pytać o inne możliwości, negocjować, schodzić z utartych ścieżek i łamać schematy. Wystarczy otworzyć dodatkowe okienko w mózgu, a nagle okazuje się, że można żyć znacznie efektywniej i bogaciej, a taniej!

W szukaniu własnego, możliwie nieszablonowego pomysłu na życie, łączącego pracę z możliwościami podróżowania, motywowało mnie odwieczne marzenie o zwiedzaniu naszej pięknej Kulki. Zrodziło się jednak pytanie: „Jak zrobić, aby nie chodzić do pracy, lecz by praca przychodziła do mnie?”; a raczej, abym mógł ją zabrać ze sobą, dokądkolwiek zechcę. Do poszukiwania rozwiązania zainspirował mnie „Brunet wieczorową porą” – obejrzany w wieku bodaj 9 czy 10 lat genialny film Stanisława Barei, w którym główny bohater, korektor, pracuje w domu. Koncepcja spodobała mi się tak bardzo, że po 10 latach, wybierając kierunek studiów i późniejszą specjalizację, postawiłem na edytorstwo. Tak z czasem powstała firma Korekto.pl (www.korekto.pl), chociaż już wcześniej, pracując w Redakcji Telegazety w TVP we Wrocławiu, kombinowałem, co zrobić, aby móc zarządzać tym serwisem, pracując zdalnie (były to lata 2002–2006, kiedy łączom internetowym daleko było do doskonałości, a praca przez tzw. zdalny pulpit nie należała do nadmiernie płynnych). Dość powiedzieć, że kiedy w sobotni wieczór w kwietniu 2005 trzeba było pilnie wrzucić informację o śmierci papieża Polaka, sprawniej było mi wskoczyć na rower i przejechać pół Wrocławia, by dostać się do komputera w redakcji, niż łączyć się z nim zdalnie.

W 2006 w ramach jednego z projektów unijnych odbywał się cykl bardzo praktycznych konferencji promujących telepracę – dla wielu osób w naszym kraju był to przełom w pojmowaniu „miejsca pracy”. Możliwością wykonywania zadań niezależnie od fizycznej lokalizacji zachłysnąłem się tak, że już rok później na zlecenie Allegro sam prowadziłem szkolenia nt. telepracy dla sprzedawców tej platformy, ale też wykłady dla studentów jednej z wrocławskich uczelni, zarażając młodych ludzi świadomością, że praca nie musi równać się siedzeniu w jednym miejscu (choć praca na odległość to oczywiście nie tylko same plusy, o czym pisałem później m.in. w artykule „Telepraca – cienie i ciernie”: www.evolu.pl/e-biznes/telepraca-cienie-i-ciernie).

Z kolei rok 2007 – oprócz znamiennych zmian w przepisach, legalizujących pojęcie „telepracy” – przyniósł kolejne doświadczenie: wspomnianą już podróż do Kanady i USA, kiedy – w przerwach od prowadzenia samochodu – pracowałem, pisząc na zlecenie Wydawnictwa PWN swoją pierwszą książkę „Domeny internetowe” oraz szykując zajęcia z dziennikarstwa internetowego, które miałem zacząć prowadzić po powrocie w jednej z uczelni. Ta przygoda dodatkowo utwierdziła mnie w przekonaniu, że przy odrobinie sprzyjających warunków (i oczywiście przy wykonywaniu zadań, które na to pozwalają), pracować można gdziekolwiek. A zatem można też podróżować!

Przez następnych kilkanaście lat czerpałem pełnymi garściami z tego odkrycia: wykonywałem audyty ofert sprzedażowych Allegro, podróżując od Australii po Spitsbergen i od Zambii po Tajlandię. W międzyczasie pracowałem nad kolejnymi książkami, z których w zasadzie wszystkie powstawały właśnie w podróży. Włącznie z największą z nich, „Biblią e–biznesu”, której struktura rodziła się podczas podróży po prawdziwej, Czarnej Afryce.

Prawdziwy przełom w masowym uświadamianiu ludziom możliwości i zalet pracy zdalnej (choć szkoda, że pod przymusem…) nastąpił w roku 2020, w którym duża część uległej populacji dała się zamknąć na długie miesiące w domach pod pretekstem wypromowanej przez media „pandemii”. Gdy koronapsychoza opadła, świadomość innego modelu pracy została z ludźmi – podróżując dziś po rozmaitych zakątkach świata, znacznie częściej niż przed rokiem 2020 spotykam wszelkiej maści specjalistów (graficy, marketingowcy, konsultanci, korektorzy, tłumacze, copywriterzy, terapeuci, programiści, e–sprzedawcy, e–asystenci, twórcy cyfrowi itd.), dla których praca w dowolnym miejscu na tej planecie stała się standardem. Zawody, takie jak wspomniane wyżej, pozwalają nawet na 100–procentową wolność od miejsca, i to ich przedstawiciele mogą cieszyć się największą wolnością podróżowania. Istnieje jednak szereg profesji, które – pozornie związane z fizycznym miejscem – pozwalają przynajmniej częściowo na wykonywanie obowiązków zawodowych również z innego miejsca niż biuro pod konkretnym adresem: księgowi, nauczyciele czy szkoleniowcy online, specjaliści obsługi klienta i telekonsultanci, prawnicy, rekruterzy, testerzy, administratorzy baz danych itd.). Inaczej mówiąc:

cyfrowi nomadzi.

Naturalnie pozostaje wiele zajęć, których nadal praktycznie nie da się oderwać od ściśle określonego miejsca: chirurdzy, elektrycy czy hydraulicy, służby ratunkowe i mundurowe, klasyczni nauczyciele, murarze czy dekarze, osoby sprzątające, masażyści, operatorzy maszyn i pojazdów, ale też tradycyjni artyści: malarze, rzeźbiarze, performerzy… Chociaż zapewne kwestią czasu jest, kiedy dzięki dalszemu rozwojowi technologii, stomatolog z Turcji będzie mógł za pomocą zautomatyzowanych narzędzi przeprowadzić ekstrakcję zęba lub montaż implantu u pacjenta w Polsce. Wszak mechanicy samochodowi od lat dysponują już możliwościami zdalnej naprawy samochodów – choć nie jest to jeszcze powszechne, mimo iż już w 2009 r. podczas konferencji na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu z wypiekami na twarzy oglądałem prezentację, której bohater – zwykły kierowca, bez żadnego doświadczenia w mechanice samochodowej – dzięki specjalnym goglom połączonym ze specjalistą BMW w Niemczech instruowany jest, którą część i w jaki sposób ma wymienić. Swoją drogą, ciekawe, że to, co kiełkowało już kilkanaście lat temu, gdzieś zniknęło…).

Albo weźmy zawód kierowcy, który wciąż trudno skojarzyć z pracą na odległość. A jednak 19 lat temu w Vancouver po raz pierwszy widziałem pociąg bez maszynisty. Ba! Jako szeregowy pasażer siedziałem w miejscu, gdzie w tradycyjnym pociągu znajduje się jego centrum zarządzania wszechświatem; ale maszynisty tam nie było – skład prowadzony był zdalnie przez osobę nadzorującą pociąg na odległość dzięki systemowi kamer i czujników. Minęły dwie dekady, a z jednej strony, samojezdne pociągi nie są jeszcze standardem, z drugiej zaś mamy już samojezdne, autonomiczne samochody (bynajmniej niewymagające zdalnego operatora w skórze żywego człowieka).

Tak czy inaczej, dziś, dzięki technologiom, ale i dzięki zmianom mentalnym, paradygmaty nie tyle się zmieniają, co szaleją. A skoro tak, oczywistością jest dla mnie, że już niedługo wybitny neurochirurg z Kanady czy z innych Chin nie będzie musiał mitrężyć bezcennego czasu na przelot z jednego kontynentu na drugi, by zoperować tego czy innego pacjenta, lecz zrobi to zdalnie. A zdalna mechanika, być może połączona z haptyką (a może nie, bo i po co?) oraz wspierana przez wszelkie inne technologie wystarczą, by wizja z tak przecież staaarego filmu, jak „Surogaci” stała się normą.

Jak widzisz, wiele aspektów naszego życia, które jeszcze kilka lat temu uchodziły za science fiction, dziś stają się rzeczywistością. A pomyśl, co będzie jutro! Mimo to, kiedy piszę lub mówię o możliwości łamania schematów, życia innego niż wiedli nasi dziadkowie, pracy z dowolnego miejsca i podróżowania, wciąż i wciąż spotykam się z negacją, a niekiedy nawet z wrogością i hasłami w rodzaju: „Tobie się udało”, „Nie każdy tak może”, a wręcz: „Dutko, jesteś odklejony od rzeczywistości!”…

Temu ostatniemu nie przeczę – Lem też był. Jeśli dany element rzeczywistości z jakiegoś powodu mi nie odpowiada, to tak – staram się od niego oderwać, „odkleić”, jeśli ktoś woli; czyli zmienić go, by był bardziej wygodny. Nie wychodzić ze „strefy komfortu”, lecz czynić ją… większą!

Nikomu niczego nie narzucam, nie oceniam i nie krytykuję. Ale chcę pokazać, że można inaczej. I że bynajmniej nie trzeba wierzyć w hasła, iż nie należy dopasowywać świata do siebie, tylko odwrotnie. Bo to hasła dobre dla beneficjentów chowu klatkowego, a nie dla tych, którzy chcą Żyć.

Nie twierdzę, że „możesz wszystko, zawsze, wszędzie oraz w każdej sytuacji”, lecz tylko, że czasami wystarczy otworzyć jedno, małe okienko w głowie, by zacząć dostrzegać to, co zwykle jest przesłonięte przez rutynę, codzienność, ograniczające nawyki i przekonania. Które – jak mało gdzie – widoczne są u zwykłych ludzi właśnie podczas podróżowania. Korzystając z trwającej właśnie rewolucji mobilności, ale też sięgając do zmian światopoglądowych i mentalnych, zapraszam Cię więc do wykorzystania tych dobrodziejstw w zakresie mądrej i sprytnej optymalizacji kosztów. Na przykład poprzez łączenie (a nie, jak radzą niektórzy: oddzielanie!) pracy z życiem osobistym i podróżami.

Jeśli w tym miejscu odpowiesz: „Dutko, ale nie po to jadę na wakacje, by brać pracę ze sobą!”, jak najbardziej szanuję taki argument. Pokazuję po prostu możliwość – ja osobiście uwielbiam mieszać pracę z życiem prywatnym: obsługiwać zlecenia, kiedy są, odpoczywać, kiedy jest przerwa, czasami pisać książkę albo robić korektę w samolocie lub – zaszyw–szy się w jakiejś samotni – robić sobie przerwę w pracy na półdniową wycieczkę skuterową po okolicy. Ale tak, wiem, że wiele osób (zwłaszcza pracujących dla kogoś) woli ścisłą higienę pracy, godziny i dni „od – do”, nieotwieranie komputera w łikendy czy święta albo podczas wyjazdów właśnie – w żadnym stopniu tego nie kwestionuję ani nie oceniam; po prostu pokazuję, że można inaczej, osiągając przy tym konkretne korzyści.

Co nie znaczy, że trzeba.

Zastrzeżenia

Czasami słyszę sceptyczne pytanie: „Skoro kupujesz bilet do Indii i z powrotem za 799 zł albo do Włoch poniżej 20 euro, to jakim cudem linie lotnicze nie bankrutują?”.

Sekret polega na tym, że (poza mistrzowską optymalizacją kosztów własnych, której fascynujące przykłady znajdziesz na YouTube w filmie Macieja Skałby, „Cała prawda o firmie Ryanair”), aby ktoś mógł lecieć tanio, ktoś inny leci drogo. Większość ludzi nie wie, że można inaczej. Bo nie znają zasad, trików i narzędzi; bo koniecznie muszą lecieć w tym a nie w innym terminie; bo im się nie chce poszukać i pomanewrować (to wysiłek!); bo wygodniej jest kliknąć w pierwszą ofertę, którą dostaną, bez porównywania czy negocjowania; bo brakuje im elementarnej elastyczności…

Powodów, dlaczego normalni ludzie uwielbiają przepłacać, jest wiele. Niezależnie od nich, mam dobrą wiadomość dla Ciebie: skoro czytasz tę książkę, należysz do niewielkiego ułamka społeczeństwa, który pochyla się nad tą tematyką, a więc już na starcie wygrywasz z innymi. Czyli tak samo, jak w każdej innej dziedzinie – wszak wiedza (oczywiście pod warunkiem, że wykorzystywana w praktyce) daje przewagę, a za ignorancję się płaci.

Ale uwaga: nie zastępujmy ignorancji – naiwnością. Kiedy słyszę, że ktoś próbuje przekonywać, że dzięki znajomości tajnych sposobów można zhakować dowolny system rezerwacyjny i lecieć dokądkolwiek „za mniej niż 100 euro” lub „spać w hotelach 5–gwiazdkowych za cenę taniego hostelu”, to maczeta mi się otwiera w kieszeni. W ostatnich latach miałem niewątpliwą okazję przyjrzeć się z bliska, jak tego rodzaju „zawsze działające metody”… prawie nigdy nie działają, a wprowadzeni w błąd naiwniacy słyszą: „Widocznie tanie bilety już się wyprzedały”.

Z mojej obecnej wiedzy wynika, że cudowny, uniwersalny sposób na magicznie tanie loty i noclegi, który zadziała zawsze i w każdej sytuacji jest mitem.Jak najbardziej prawdziwe i skuteczne są natomiast liczne – bynajmniej nie magiczne – pomniejsze triki i zasady, których umiejętne i sumaryczne stosowanie realnie może pomóc obniżyć koszty o 2/3, a nawet więcej. Oczywiście biorąc pod uwagę kilka warunków i uświadomień.

Sposoby, które omawiam w tej książce, działają, ale nie w każdej sytuacji i nie bezwarunkowo. Zwykle towarzyszy im jakieś „ale”, jednak co do zasady da się wychwycić ich schemat i wykorzystać powtarzalność. Pamiętaj jednak, że:

Wiele z nich to sposoby tyle genialne, co banalne (w rodzaju: „aby oszczędzić połowę ceny, leć w innym terminie albo wybierz inne lotnisko docelowe”). Choć z praktyki wiem, że te najbardziej oczywiste rozwiązania często są najmniej widoczne (w myśl zasady, że najciemniej… no wiesz, gdzie; i tak, ta druga odpowiedź, która Ci się nasunęła, też jest nieprzypadkowa). Każdy z nas ma różne doświadczenia: jedni olbrzymie, inni dopiero zaczynają. Dlatego jeśli ten czy inny patent na obniżenie kosztów lotów, noclegów czy przejazdów albo zwiedzania jest Ci już znany, nie gniewaj się, że o nim wspominam, tylko przeskocz dalej. Wierz mi, że dla mniej doświadczonych podróżników nie będzie oczywiste to, co dla nas jest.Książka ta ma dotyczyć podróżowania [wy]godnego, a nie „studenckiego” czy a la backpacker, czyli jak najniższym kosztem przy jak najniższych oczekiwaniach. Dlatego nie znajdziesz tu rad w rodzaju: „Jeśli chcesz maksymalnie oszczędzić, śpij w najtańszych hostelach, jedz zupki chińskie i podróżuj na stopa”. Oczywiście, jeśli ktoś ma naprawdę ograniczony budżet, a do tego niestraszny mu nocleg na plaży czy w kilkunastoosobowej sypialni, jest to jak najbardziej ok. Główną grupą docelową tej publikacji są natomiast osoby, które – owszem – lubią oszczędzać, ale nie dziadować. Innymi słowy

oczekujmy wiele, niewielkim kosztem.

Bazą naszego sprytnego podróżowania będą pewne powtarzalne zasady i wzorce, ale też nieszablonowe podchodzenie do codziennych sytuacji, elastyczność i kreatywność. Brzmi tajemniczo? Cierpliwości! Oprócz rad, co i jak robić, by nie przepalać budżetu, w poszczególnych rozdziałach tematycznych znajdziesz też przestrogi, czego nie robić i na jakie częste pułapki uważać, aby nie stracić pieniędzy. Nie każdy Czytelnik skorzysta z zawartej tu wiedzy w takim samym stopniu. Ludzie mocno ograniczeni co do miejsca i sposobu funkcjonowania (uwięzieni etatem i nieelastyczną siatką urlopów, ale też obowiązkami rodzinnymi czy firmowymi) nie zawsze będą mogli sko–rzystać z tego czy innego rozwiązania, które może być świetne dla kogoś innego. I odwrotnie: osoby maksymalnie wolne (wolne zawody, brak lokalnych „uwiązań”) i elastyczne czasowo, a także sprawnie posługujące się dobrodziejstwami dzisiejszego e–pracowania (praca zdalna, zarządzanie na odległość, delegowanie uprawnień i outsourcing, dropshipping itp.) – zapewne skorzystają najbardziej.

Większość z przytaczanych w tej książce rad to coś, co nie tylko przetestowałem na własnej skórze, ale przede wszystkim, co i Ty możesz powtórzyć. Ale – raz jeszcze, aby wybrzmiało to wyraźnie – to nie znaczy, że zadziała zawsze i w każdej sytuacji. Zwykle musisz spełnić jakiś dodatkowy wymóg, podjąć nieco wysiłku, by poszukać alternatywy, zgodzić się na jakiś kompromis, a – nierzadko – mieć też odrobinę szczęścia. Innymi słowy: jeżeli coś działa u mnie, może, ale nie musi zadziałać u Ciebie. I odwrotnie. Jeśli więc któraś z rad totalnie Ci nie pasuje, zostaw ją, a przetestuj inne. Selektywnie, jak przy bufecie w formie szwedzkiego stołu, gdzie nakładasz tylko to, na co masz ochotę.

Nie znam wszystkich możliwości, bo katalog sztuczek podróżnych jest otwarty. Dlatego jeśli masz sprawdzone, praktyczne i legalne metody, których nie uwzględniłem w tej książce, wejdź na stronę www.evolu.pl/produkt/tanio-przez-swiat i koniecznie napisz o nich w komentarzu. Jeśli będą dobre i jeżeli nie będziesz miał nic przeciwko, z przyjemnością przytoczę je w kolejnym wydaniu tej książki. Pracuję głównie na przykładach własnych, które nie gwarantują identycznych efektów – oferty, systemy i okoliczności się zmieniają, być może więc Twoje wyniki będą gorsze, a może lepsze od moich. Nie chodzi tu o dokładne ich odwzorowanie, lecz o pokazanie uniwersalnej mechaniki, zasad i trików. Każdą z rad zatem zawsze przyłóż i przymierz do aktualnej sytuacji i kontekstu. I przetestuj w praktyce!Wszystkie podawane tu metody obniżania kosztów są metodami legalnymi i etycznymi. W moim życiu, a więc i w tym poradniku, nie ma miejsca na wyszarpywanie komukolwiek czegokolwiek – owszem, są negocjacje, jest polowanie na okazje czy aktywne szukanie alternatyw, ale w żadnym razie nie jest to oszukiwanie czy wykorzystywanie cudzych błędów. A wiem, że istnieją książki i blogi, które do tego zachęcają…

I jeszcze jedno: nie świadczę usług szukania tanich biletów lotniczych, noclegów ani innych opcji, na których w podróży można „urwać” jakąś kwotę. Ta książka ma Cię zainspirować do samodzielnych działań w tym zakresie, z góry dziękuję więc za wszelkie zapytania: „Dutko, znajdź mi bilet do Nowego Jorku za 100 euro, a dam ci drugie 100”.

Dla kogo – nie?

Książkę tę kieruję w szczególności do podróżników średnio–początkujących, jeśli tak mogę się wyrazić. A zwłaszcza dla klasycznych nielotów, którzy albo są dopiero na począ–tku swojej podróżniczej drogi, ale podróżują, lecz na tyle rzadko, że nie poznali jeszcze wielu ważnych zasad – takie osoby odniosą z lektury ogrom korzyści.

Książka może natomiast nie dać aż tak spektakularnych efektów, jeśli:

Już jesteś doświadczonym wojażerem, masz na koncie setki lotów, odwiedziłeś dziesiątki krajów, doświadczyłeś niejednej wpadki i doskonale wiesz, jak polować na tanie bilety, niedrogo noclegować i mądrze zwiedzać. Jeśli tak, prawdopodobnie większość rad, które tu znajdziesz, nie będzie dla Ciebie wielkim odkryciem (choć ufam, że choć część jednak Cię zainspiruje).Jesteś człowiekiem bardzo mocno rodzinnym i etatowym. Tajnikiem wielu patentów, które omawiam w „Tanio przez świat”, jest elastyczność co do terminu i czasu podróży, ale też miejsc startów i lądowań. Zdaję sobie sprawę, że istnieją osoby dzieciate czy ograniczone ścisłymi terminami urlopów, opiekujące się starszymi rodzicami czy niepełnosprawnym członkiem rodziny, właściciele wymagających nadzoru czworonogów czy przedsiębiorcy, którzy na co dzień muszą doglądać swojej firmy – im wszystkim po prostu trudniej będzie skorzystać z patentów wymagających dużej elastyczności czasowej i szybkiego podejmowania decyzji.Uwielbiasz komfort, nie lubisz zaś „kombinowania”. Ja sam od zawsze lubiłem łamać schematy i stereotypy, także w zakresie podróżowania. Przy tym mam szerokie spektrum akceptacji rzeczywistości podczas wyjazdów: sypiałem w hotelach 5–gwiazdkowych czy w luksusowych willach (i było fajnie), ale także w cuchnącej kozami jurcie w Mongolii (i też było fajnie), pod namiotem w Polsce (mniej fajnie), w bambusowym domku z zim–ną wodą i dziurawą podłogą w Tajlandii czy w skromniutkim pokoju z łuszczącą się prosto na łóżko farbą z sufitu w Sri Lance. Nierzadko pokój współdzieliłem z mrówkami czy innymi karaluszkami (a wczorajszą noc, kiedy piszę te słowa, nawet z myszką), które – zwłaszcza w krajach ciepłych – są zwykłym elementem codziennego życia i nie ma się co na nie obrażać. Jeżeli oczekujesz na wyjeździe wyłącznie sterylnych warunków i standardu 4– czy 5–gwiazdek, to jest jak najbardziej ok, ale wiele z moich podpowiedzi nie będzie miało zastosowania. Ale inne będą miały!Chcesz mieć wszystko z głowy: płacisz i wymagasz, nie martwisz się szukaniem alternatyw. I znów: jak najbardziej rozumiem taki „leniwy” model, sam nieraz po prostu kupowałem bilet czy wręcz jakiś ol–inkljuziw, i potrafiłem bardzo docenić ten przyjemny brak myślenia o wszystkim tym, co zwykle w podróży bardzo obciąża procesor (taki reset to dobra sprawa, zwłaszcza gdy na co dzień również pracuje się głową). Ale i tu również wyłączenie mięśnia kreatywności, czyli mózgu, oznacza rezygnację z niektórych rozwiązań, które jednak wymagają zaangażowania ze dwóch szarych komórek. Wreszcie: masz nadmiar pieniędzy, a przy tym zupełnie nie kręci Cię polowanie na okazje i obchodzenie systemów. Jeden z moich dobrze zarabiających przyjaciół stwierdził z niejaką pogardą, że nie rozumie, jak ktoś może czatować, aby lot był tańszy o paręset złotych czy parę tysięcy – on po prostu, gdy chce gdzieś polecieć, kupuje bilet i leci. I tu również: pełne spoko, zwłaszcza, że podróżuje z żoną i dzieciakami, a więc każda akrobacja z rodzaju tych, do których będę Cię w tej książce zachęcał, totalnie nie jest w ich stylu.

Jesteś leniwy, nie chce Ci się wysilać i kombinować, masz na karku rodzinę, psa, kota czy inny inwentarz żywy, masz wystarczająco pieniędzy lub po prostu nie czujesz tego całego smart travelingu? Mimo że ja sam uwielbiam tę formę sportu (i pewnie nie zrezygnuję z takich polowań nawet mając 100 milionów na koncie), w 100% rozumiem człowieka, który ma odwrotnie. A jeśli tak jest, to już teraz polecam, byś przekazał tę książkę raczej komuś, kto bardziej z niej skorzysta.

Acz coś mi mówi, że skoro dotarłeś do tego miejsca, a nie doczekałeś się jeszcze literalnie żadnej konkretnej rady, to zdałeś pierwszy test i jesteś na dobrej drodze.

Aha, drobne zastrzeżenia techniczne (dla porządku):

Waluty. W książce żongluję różnymi walutami, zawsze wszak starając się odnieść je do polskiej złotówki. Nie zdziw się jednak, że przy opisie jednego przypadku rupię indyjską (a przykładów z Indii będzie sporo) przeliczam wg innego kursu niż w innym, poszczególne „kejsy” pochodzą bowiem z kilkunastu różnych wypraw – i tak podczas mojej pierwszej wizyty w kraju momosów jedna indyjska rupia oscylowała w okolicach 5 polskich groszy, a dziś, kiedy piszę te słowa zaszywszy się gdzieś w Goa – już tylko 4 (w ciągu niespełna 3 lat straciła nominalnie 20% siły nabywczej; albo – innymi słowy i licząc w drugą stronę – za jedną złotówkę w styczniu 2026 możesz kupić o 25% więcej). Miejsca. Nad tą książką pracowałem w kilku krajach i w kilkunastu miejscach, dlatego nie zdziw się, kiedy – jak choćby przed chwilą – w jednym fragmencie piszę, że jestem właśnie na Sri Lance, a w innym – że teraz akurat w Indiach. Szczegóły. Podczas pracy nad książką, wielokrotnie łapałem się na wątpliwościach: „to było w 2015 czy w 2016?”; „ten przypadek miał miejsce w Tajlandii czy w Kambodży?”; „to był hotel X czy Y, wypożyczalnia A czy B?”. Ze względu na ogrom podróży i przeżytych przygód, pamięć często płata mi figle i podmienia szczegóły – starałem się odtwarzać je jak najdokładniej, weryfikować miejsca i fakty (porównując metadane zdjęć czy dopytując towarzyszy wypraw), ale na pewno tu i ówdzie popełniłem niejeden błąd. I pewnie nieraz w przyszłości pochrzanię jeden kraj z innym, podobnie jak na co dzień regularnie zdarza mi się mylić obecnie miesiąc z poprzednim (albo – tak jak parę godzin temu – marzec z październikiem…). Dla jasności: detale – detalami, ale chodzi przede wszystkim o omówienie ogólnych zasad, których przytaczane historie są tylko (i aż) ilustracjami. Kody zniżkowe i linki referencyjne. W książce przytaczam sporo narzędzi, których na co dzień używam w podróży (choć precyzyjniej byłoby: „korzystam” – bo odnoszę z nich korzyści, a nie tylko „użytkuję”): systemy do kupna biletów, platformy do rezerwowania noclegów czy przejazdów, operatorzy internetu mobilnego itp. Na pewno nie jest to przegląd kompletny, ponieważ narzędzi takich jest ogrom i nie sposób omówić wszystkie – dlatego przedstawiam je selektywnie i subiektywnie, wyłącznie w ramach egzemplifikacji i zakładając, że w ramach danej kategorii możesz swobodnie wybrać również zupełnie inne rozwiązania. Te, które tu opisuję, sprawdziłem osobiście – jeśli je polubiłem, niekiedy podam kod lub link afiliacyjny, z którego jeśli skorzystasz, otrzymasz jakiegoś rodzaju bonus, a ja – drobną prowizję czy punkty do wykorzystania. Pojawią się też moje subiektywne antyrekomendacje firm, któ–re mnie zawiodły. Nikt nie płaci mi za ich krytykę, a zakładam też, że Ty – jako ich ewentualny użytkownik – możesz mieć zgoła odmienne doświadczenia, a więc także ich ocenę. Nie narzucam więc swojego „jedynie słusznego” punktu widzenia, lecz po prostu dorzucam go na stół do puli argumentów „za” lub „przeciw” –każdy z nas ma swoją wagę w głowie i zapewne podejmie swój własny, mądry wybór.95% przykładów własnych. Absolutna większość z przytaczanych w tej książce kejsów to przykłady z własnych podróży. Sporadycznie tylko, aby zilustrować omawianą technikę, sięgałem po przykłady hipote–tyczne, ale zawsze sprawdzane i wyliczane w danym momencie w oparciu o rzeczywiste systemy rezerwacyjne czy inne narzędzia, w celu upewnienia się, że dany mechanizm wciąż działa. Tu i ówdzie pojawią się też przykłady z podróży moich znajomych – ale jest ich zaledwie garstka.

No dobra, koniec z tym przydługim wstępem, historią historii i zastrzeżeniami. Do konkretów!

Elementarz: zasady ogólne

Duża część podpowiadajek, które przytoczę na wstępie, dla bardziej doświadczonych Czytelników będzie kwestiami oczywistymi – to takie przedszkole albo elementarz podróżnika. Ale dla porządku – być muszą, bo po książkę tę sięgną głównie początkujący w podróżowaniu, dla których nawet podstawy za pierwszym razem mogą okazać się odkryciem Ameryki. A i może któremuś ze starych wyjadaczy co nieco się przy okazji przypomni. Na początek zatem – ów swoisty elementarz. Ale obiecuję, że im głębiej w morze, tym więcej solidnych ryb.

1 Stosuj arbitraż geograficzny

Jak głośno nie skandowaliby komuniści i innej maści egalitaryści, ludzie byli, są i będą różni – i to pod każdym możliwym względem. To samo dotyczy krajów: zgaduję, że i za 1000 lat na tej planecie – jeśli przetrwa inwazję h. sapiens – nadal będą istniały państwa bogatsze i biedniejsze, lepsze do życia i gorsze, tańsze i droższe. Mając tego pełną świadomość, już jednym z pierwszych sposobów mądrego oszczędzania na podróżach może być stosowanie arbitrażu geograficznego. Czyli po prostu wybierania miejsc, które są tańsze niż inne (a przynajmniej niż Twój rodzimy kraj).