Tajemnice Sharafu - SanMari - ebook
NOWOŚĆ

Tajemnice Sharafu ebook

SanMari

4,1

338 osób interesuje się tą książką

Opis

W świecie, w którym sharaf – rodzinny honor – jest ważniejszy od miłości, jedno uczucie może doprowadzić do wojny.

Wyjazd do Dubaju miał być tylko służbową podróżą. Dla Róży staje się początkiem historii, która zmieni całe jej życie. Omar Al-Harim jest dziedzicem arabskiego imperium naftowego. Bogaty, bezwzględny i przyzwyczajony do tego, że zawsze dostaje to, czego chce. Za kilka miesięcy ma poślubić kobietę wybraną przez rodzinę, ale jedno spotkanie burzy wszystkie jego plany. 

Między Różą i Omarem rodzi się uczucie, którego oboje powinni unikać. W tle zakazanej relacji rozgrywają się mafijne interesy, rodzinne układy i walka o kontrolę. Róża musi zdecydować, czy zaufać mężczyźnie, który może stać się zarówno jej największym pragnieniem, jak i największym zagrożeniem. To historia o obsesji, pożądaniu i złotej klatce, z której trudno uciec.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 168

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,1 (9 ocen)
5
2
0
2
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
MarzenaZarzycka15

Nie oderwiesz się od lektury

Wspaniala historia. Naprawdę goraco polwcam.
10
OlaRzonca

Dobrze spędzony czas

😁
10
Olazd

Dobrze spędzony czas

Naiwna, relacja rozwinęła się zbyt szybko, nie przekonała mnie .
10
MagdalenaRegula1977

Nie oderwiesz się od lektury

Super polecam proszę o ciąg dalszy 🥰
00
PaulinaAdamiec97

Z braku laku…

W tej książce wszystko działo się za szybko, zbyt chaotycznie. Opis książki jak najbardziej przyciąga, ale to co mamy w środku pozostawia wiele do życzenia.
00



TAJEMNICE SHARAFU

© Copyright 2026 by SanMari

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, rozpowszechniana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, elektroniczny lub mechaniczny, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, z wyjątkiem cytatów wykorzystywanych w recenzjach lub omówieniach zgodnie z obowiązującym prawem.

Redakcja: Olga Smolec-Kmoch

Korekta: Aleksandra Wrońska correctly.pl

Skład i łamanie: Emilia Baczyńska-Majchrzycka EMQ Design

Projekt okładki: Emilia Baczyńska-Majchrzycka EMQ Design, SanMari

Zdjęcia wykorzstane na okładce oraz grafiki: Designed by © magnific.com

Wydawca: Sanmari Publishing

Wydanie I

ISBN: 978-83-981190-1-6

Rok wydania: 2026

Instagram: @sanmari_loves

Niniejsza książka jest utworem fikcyjnym. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób, wydarzeń lub miejsc jest przypadkowe.

OSTRZEŻENIE

Ta książka zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla dorosłych czytelników (18+).

„Tajemnice sharafu” to dark romance osadzony w świecie władzy, luksusu i niebezpiecznych zależności. Występują w nim motywy, które mogą być trudne lub niekomfortowe dla części odbiorców, w tym:

porwanie oraz przetrzymywaniegroźby, zastraszanie i działania przestępczemotywy mafijne/przestępczość zorganizowanatoksyczne relacje i zachowania obsesyjnezazdrość, zaborczość i potrzeba kontroliaranżowane małżeństwo/ograniczona swoboda wyborusceny erotyczne oraz intensywne napięcie seksualnedominacja i manipulacja emocjonalnawulgarny językmoralnie niejednoznaczni bohaterowie.

Prosimy o świadomy wybór lektury i zadbanie o własny komfort psychiczny.

Dla kobiet, które potrafią być grzeczne…

ale tylko wtedy, kiedy same tego chcą.

1. Róża

To była moja pierwsza podróż do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tata zwykle robił interesy w Europie i to tam zabierał mnie oraz moje rodzeństwo na wycieczki. Mama w tym czasie zostawała w domu – pretekstem zawsze była migrena, a tak naprawdę spotykała się ze swoimi kochankami, korzystając z nieobecności taty. Małżeństwo moich rodziców było toksyczne od zawsze. Tata wiecznie uganiał się za młodszymi asystentkami. Zmieniał je co kilka miesięcy, a żadnej jakoś szczególnie nie próbował ukrywać. Poznawałam, że jest nimi zajęty, po śmiechu dobiegającym z gabinetu, po krzykach w domu i w końcu po ciszy, która zapadała między nim a matką.

Nigdy nie rozumiałam, dlaczego mama od niego nie odejdzie.

Początkowo znajdowała pocieszenie w wypijanej co wieczór butelce wina, którą sprzątałam po tym, jak okrywałam ją kocem, kiedy usnęła na kanapie. Z czasem – chcąc się zapewne dowartościować – sama zaczęła zdradzać tatę. Od zawsze była piękną kobietą, a może raczej powinnam powiedzieć, że miała środki, by nią być. Nie musiała pracować, od kiedy urodziła mnie, mojego starszego brata Maxa oraz młodszą siostrę Józefinę, ale jej kalendarz był wypełniony zabiegami upiększającymi. Korzystała z usług najlepszych specjalistów, dzięki czemu nie wyglądała karykaturalnie. Ja jednak wolałabym starzeć się z godnością, a nie z botoksem.

Gdy samolot wylądował na prywatnym lądowisku VIP w Dubai South, a stewardessa oznajmiła, że na zewnątrz jest ponad czterdzieści stopni, od razu zaczęłam marzyć o wskoczeniu do basenu.

Mój brat, świeżo upieczony absolwent AGH na Wydziale Energetyki i Paliw, miał wkrótce zostać prawą ręką taty.

– Hej, Rosie, rozchmurz się. Jesteśmy w Dubaju, a jak będziesz grzeczna, to któregoś wieczoru wybierzemy się do klubu, w którym pracuje Tariq. Kojarzysz go na pewno z moich studiów, był na wymianie w Polsce. I kilka razy wpadł do nas do domu – powiedział mi na ucho, tak aby nasza młodsza siostra, która dopiero chodziła do liceum, nie usłyszała.

Wiedział, że tata zabiłby go za zabranie Józefiny do klubu. Chociaż miała już siedemnaście lat, wciąż była pod opieką naszej nianio-cioci, czyli siostry mojego taty – Laury, która zazwyczaj jeździła z nami, gdy mama nie chciała. A to zdarzało się prawie zawsze.

Tata nie miał dla nas czasu ani w domu, ani na wyjazdach służbowych. Laura była mi od dziecka bardzo bliska. Choć miałam oboje rodziców, czasem czułam się jak sierota. Ona nie zdecydowała się na dzieci i całą swoją miłość przelała na mnie i moje rodzeństwo. Nigdy nie wyszła za mąż – wolała życie singielki i towarzystwo swoich kotów: dwóch dużych, grubych i przede wszystkim uroczych brytyjczyków.

Zajmowała się w firmie taty księgowością i finansami, więc często jej obecność podczas negocjacji była pomocna. To właśnie jej, jako pierwszej i jedynej, powiedziałam o tym, jak straciłam dziewictwo na pierwszym roku studiów z moim ówczesnym chłopakiem – o doświadczeniu, którego nie wspominam najlepiej.

Po wyjściu na płytę lotniska uderzył w nas żar. Samolot był oczywiście klimatyzowany, więc przeskok z dwudziestu do ponad czterdziestu stopni był jak wejście do piekarnika. Natychmiast zdjęłam bluzę i szybkim krokiem ruszyłam wraz z resztą rodziny do terminala.

Po odebraniu bagaży i kontroli paszportowej udaliśmy się na postój taksówek, gdzie czekał na nas czarny Cadillac, zapewne wynajęty przez partnera biznesowego taty. On sam, mimo sporego majątku, oglądał każdą złotówkę, zanim ją na nas wydał.

– No, dzieciaki, zaznajcie trochę darmowego luksusu. Może nie ma mnie często w domu, ale wakacji to niejeden może wam pozazdrościć – powiedział, zapraszając nas gestem do auta, jakby było jego.

Sam jeździł nowym Bentleyem, ale my poruszaliśmy się komunikacją miejską, bo – jak mawiał – „od przybytku głowa boli”. Wiem, że to była jego metoda, by nas nie rozpuścić, ale czasem było mi przykro, gdy znajomi jeździli starymi Golfami od rodziców zarabiających znacznie mniej niż mój ojciec, a ja marzłam na przystanku, czekając na autobus.

Droga do hotelu minęła spokojnie, choć panowały ogromne korki. Według wcześniejszych informacji podróż z lotniska do Atlantis The Royal powinna zająć około czterdziestu minut, tymczasem jechaliśmy prawie półtorej godziny. Nie byłam na tyle zmęczona, by zasnąć – widoki za oknem były zbyt zachwycające. Szczególnie wieżowiec Cayan Tower, który uznałam za prawdziwą architektoniczną perełkę.

– Rosie, zobacz, jaki fajny skręcony budynek! – krzyknęła Józefina. – Możemy jutro pojechać na zakupy do Dubai Marina, jeśli tata się zgodzi – dodała po chwili i choć ja nie interesowałam się modą tak jak Józefina, to nie będę udawać, że nie lubiłam czasem zaszaleć.

Podczas wyjazdów służbowych tata był dla nas bardziej hojny i ogólnie przyjemniejszy. Jakby dopiero poza biurem, z dala od wszystkich pokus, łatwiej mu było po prostu być ojcem.

Późnym popołudniem dotarliśmy do Atlantis The Royal.

Hotel był ogromny. Nasze pokoje znajdowały się na dwudziestym szóstym piętrze. Tylko Józefina dzieliła pokój z Laurą. Ja, Max i tata mieliśmy osobne pokoje z balkonami i widokiem na ocean.

– Rosie, Max, chciałbym, żebyście towarzyszyli mi dziś na imprezie z kontrahentem w klubie Nobu na terenie hotelu. Zaczyna się o dwudziestej pierwszej, więc macie chwilę, żeby odpocząć i się przygotować.

Nie byłam w nastroju na imprezy, ale z drugiej strony nie przyleciałam do Dubaju po to, żeby siedzieć w pokoju.

Najpierw zdrzemnęłam się przez godzinę. Potem starannie wykonałam makijaż. Uwielbiałam się malować – raczej nie za mocno, ale usta zawsze musiały być czerwone. Dziś wybrałam intensywny, lekko pomarańczowy odcień.

Włożyłam zwiewną, beżową sukienkę z koronką. Nie lubiłam swoich krągłości, dlatego unikałam obcisłych ubrań. Do tego dobrałam wysokie szpilki – przy moim niskim wzroście (tylko sto sześćdziesiąt centymetrów) mogłam sobie na nie pozwolić. Laura pożyczyła mi czerwoną kopertówkę, idealnie pasującą do butów i szminki.

Włosy lekko pofalowałam – ich złoty odcień pięknie współgrał z sukienką. Byłam nawet zadowolona z efektu.

– No dobra, lepiej nie będzie. Zabawmy się.

Kilka minut po dwudziestej pierwszej weszliśmy do Nobu. Mimo wczesnej godziny klub był pełny. Przy większości kobiet wyglądałam skromnie. Typowa bywalczyni miała platynowe włosy (a raczej perukę), przesadzone usta i ciężki makijaż. Półnagie, pijane, naćpane. Zbyt łatwe.

Moja rodzina nie była idealna, ale wpajano mi jedno: jeśli będę szanować siebie, mężczyźni też będą mnie szanować.

Truizm? Być może. Ale tamtego wieczoru czułam w kościach, że żadna z zasad,z którymi dorastałam, nie będzie miała znaczenia. Że ta noc, a może ten cały wyjazd nie skończy się spokojnie.

2. Omar

Spotkanie z Romanem Witkowskim miało być kluczowym punktem mojego tygodnia. Ten człowiek trzymał w rękach WiTech: zakłady chemiczne i starą, choć częściowo zmodernizowaną rafinerię na południu Polski. Idealny cel.

Holding Al-Harim Oil & Energy oficjalnie szukał nowych dróg inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej, by dywersyfikować portfel. Nieoficjalnie? Potrzebowaliśmy przykrywki do prania pieniędzy z czarnorynkowego handlu ropą. Jeśli dopnę ten interes, umocnię pozycję i zamknę usta wszystkim, którzy widzą we mnie tylko rozpieszczonego dziedzica. Jeśli zawalę, stracę coś więcej niż pieniądze, stracę autorytet. A w moim świecie reputacja jest walutą cenniejszą od ropy.

Kiedy dwa lata temu przejąłem stery po ojcu, nie czułem euforii. Jako najstarszy syn byłem przygotowany na ten ciężar, ale szczerze mówiąc – życie w cieniu Khalida Al-Harima po prostu mi odpowiadało. Mój ojciec, wpływowy szejk z Abu Zabi, dorobił się fortuny w latach osiemdziesiątych. Był człowiekiem wykutym z granitu – twardym, religijnym i boleśnie nieprzekupnym.

Pamiętam jednak dzień, w którym te jego „zasady” ostatecznie wygrały z życiem. Miałem szesnaście lat, kiedy z sypialni wynieśli ciało mojej matki. Odebrała sobie życie, a zapach jej ulubionych perfum – jaśminu zmieszanego z ciężkim oudem – jeszcze przez wiele dni unosił się w korytarzach, jakby jej duch nie potrafił pogodzić się z tym, co zrobiła. Ojciec nie zapłakał. Stał w drzwiach sypialni, wyprostowany, z twarzą nieruchomą niczym maska. Dla niego jej samobójstwo było obrazą. Skazą na honorze. Błędem w starannie zaplanowanym układzie, którego nie dało się już skorygować. Tydzień później wysłał mnie do szkoły z internatem w Londynie. Bez słowa wyjaśnienia. Stałem się dla niego zbędnym bagażem; żywym dowodem porażki, której nie potrafił kontrolować.

Londyn szybko mnie uleczył. Nauczył mnie, że moje jedyne zmartwienia to zaliczenie egzaminów i jak największej liczby koleżanek. Tam zrozumiałem, że kobiety to tylko trofea – piękne przedmioty, które można zdobyć, użyć i wymienić na nowszy model, zanim zaczną stawiać jakiekolwiek żądania.

Choć mój ojciec działał na pozór legalnie, branża rafineryjna od zawsze ocierała się o półświatek. Nigdy jednak nie brudził rąk krwią – od tego mieliśmy ludzi. Mieliśmy też własny dekalog, od którego nigdy nie odstępowałem: „Nie zabijam bez potrzeby. Nie ufam nikomu. Uprawiam seks, a nie miłość”. Tych zasad trzymałem się od lat i byłem przekonany, że nic ani nikt tego nie zmieni. W moim świecie dawało to przewagę – dopóki trzymałem się twardych reguł, to ja miałem kontrolę. To ja rozdawałem karty. I nikt nie miał nade mną władzy.

Po przejściu ojca na emeryturę moim jedynym celem stało się uniezależnienie od polityki Zatoki. Chciałem przenieść operacje do Europy, a Polskę traktowałem jak bramę. Tani przemysł, niskie ryzyko, skorumpowane władze. Nie trzeba być mędrcem, by dostrzec szansę na przepuszczanie ropy z objętych sankcjami krajów, takich jak Iran czy Syria, przez biedniejszych członków Unii.

A Witkowski? Wyglądał, jakby ostatnie dwie dekady spędził na negocjacjach z urzędnikami, którzy łykali łapówki równie szybko jak wódkę. Był tłusty, chciwy i przewidywalny. Czyli idealny.

WiTech było też w idealnym miejscu – geograficznie i moralnie. Stare rurociągi, tania siła robocza, skorumpowani inspektorzy. Rafineria aż prosiła się o „inwestora” z gotówką bez historii.

– Omar, mój przyjacielu, jak dobrze cię widzieć!

Mój ochroniarz od razu się poruszył, stając między nami, by ocenić sytuację. Kiwnąłem głową, aby dać mu do zrozumienia, że panuję nad wszystkim.

– Panie Witkowski, jak przebiegła podróż?

– Omar, po co te formalności, mów mi Roman. Podróżpierwsza klasa, dosłownie i w przenośni, bardzo dziękujemy za tę gościnność. Hotel Atlantis zapiera dech w piersiach, moje dzieci są zachwycone, naprawdę jeszcze raz bardzo dziękujemy za zaproszenie, a przede wszystkim za chęć inwestycji w mój biznes.

– Roman, zdajesz sobie sprawę z tego, że taka inwestycja to nie tylko kwestia liczb – zawiesiłem głos, pozwalając, by cisza zawisła między nami ciężka jak tureckie złoto.

Witkowski uśmiechnął się niepewnie, po czym wypił do dna kieliszek wódki, który wcześniej kazałem dla niego przygotować.

– Oczywiście. Biznes to nie zawsze matematyka – zażartował. – Czasem trzeba zaufać intuicji.

– Albo umieć czytać między wierszami.

Pochyliłem się lekko nad stołem, nadal z uśmiechem, ale spojrzenie miałem chłodne.

– Rafineria, którą posiadasz, ma świetne położenie. Dostęp do infrastruktury, transport kolejowy, ale przede wszystkim ma jeszcze jedną zaletę – urwałem.

Roman zapytał już poważnie:

– Jaką?

– Umie znikać z radarów. I to w dzisiejszym świecie jest bezcenne.

Zawiesił na mnie wzrok i słychać było, jak przełyka ślinę, po czym wyciągnął papierosa. Po raz pierwszy milczenie nie było grą towarzyską, ale decyzją: czy chce wiedzieć więcej, czy woli nie pytać.

– Zakład potrzebuje modernizacji – odezwał się w końcu. – A ty… Ty potrzebujesz partnera z lokalnymi kontaktami.

– Cieszę się, że się rozumiemy, Roman. – Odchyliłem się wygodnie w fotelu. – I z odpowiednim poziomem dyskrecji.

Uśmiechnąłem się. Tym razem bez cienia uprzejmości.

– O jakim poziomie dyskrecji mówimy, Omar?

– Takim, który pozwala twojemu zakładowi przetwarzać surowiec, który oficjalnie nigdy nie przekroczył granicy.

Sięgnąłem po butelkę wódki i nalałem mu kolejny kieliszek. Ja w pracy nigdy nie piję. Wyznaję zasadę, że trzeźwy umysł pomaga podejmować lepsze decyzje.

Roman milczał, ale jego twarz zdradzała, że już się domyśla.

– Potrzebuję miejsca niezależnego, stabilnego, z dostępem do europejskiej sieci dystrybucji – zacząłem mówić – które będzie „legalizować” surowiec pochodzący z kierunków, powiedzmy… politycznie napiętych.

– Iran? Syria? – zapytał półgłosem, jakby samo wypowiedzenie tych słów mogło go oparzyć.

– Nie potrzebuję, żebyś znał źródło. Potrzebuję, żebyś potrafił zinterpretować dokumenty.

Zrobiłem pauzę, by po chwili kontynuować:

– I przepuścił przez swój zakład surowiec, który zarejestrujecie jako mieszankę przemysłową z Azerbejdżanu.

– Czyli chcesz prać ropę w moich zakładach. W Polsce nazywamy rzeczy po imieniu, nie pierdolimy dookoła jak Brytyjczycy, Omar. Jeśli mamy robić razem interes, to bądź ze mną szczery.

– To zależy, kto pyta. Dla ciebie to tylko surowiec do obróbki. Dla mnie – rozwiązanie pewnego logistycznego problemu.

Nachyliłem się lekko.

– Twój zakład zyska finansowanie, sprzęt, ochronę. A ty znacznie więcej niż unijną dotację. Plus dziwki z Dubaju może bardziej ci się spodobają niż te z Polski. Tutaj mamy całą paletę egzotyki do wyboru.

Prześwietliłem go i wiedziałem o jego słabościach do młodszych kobiet, więc nie mogłem sobie darować tego komentarza.

Roman spojrzał na mnie już bez udawanego luzu. Teraz był tylko biznesmenem w grze, której reguł nie pisał. Ale coś w jego oczach mówiło, że nie odmówi.

– A jeśli ktoś się zacznie interesować? Służby? Media?

– Od tego właśnie masz mnie, moje pieniądze i moją ochronę.

Uśmiechnąłem się i podsunąłem mu czek z pierwszą transzą na zachętę.

– To co, brudzio? A teraz przedstawię cię swoim dzieciom, skoro oficjalnie zostaliśmy partnerami – wycedził Roman częściowo po polsku, czego za chuja nie zrozumiałem, częściowo po angielsku, i schował jedną ręką czek, a drugą chwycił kieliszek i wychylił wódkę... (c.d. w pełnej wersji książki)

Playlista

Love In The Dark – AdeleDesert Rose – StingDręczacy śpiew – Tina Kris, PattyKiss from a Rose – SealTe Amo – RihannaObejmuję noce – PezetIt Must Have Been Love – RoxetteI See Red – Everybody Loves an OutlawSay It Right – Nelly FurtadoGata Only – FloyyMenor, Cris Mj

Spis treści

OSTRZEŻENIE 5

1. Róża 7

2. Omar 13

3. Róża 20

4. Omar 24

5. Róża 27

6. Omar 29

7. Róża 35

8. Omar 42

9. Róża 48

10. Omar 54

11. Róża 58

12. Omar 64

13. Róża 72

14. Omar 82

15. Róża 92

16. Omar 95

17. Róża 101

18. Omar 109

19. Róża 115

20. Omar 124

21. Róża 127

22. Omar 140

23. Róża 144

24. Omar 152

25. Róża 159

26. Omar 167

27. Róża 171

28. Omar 173

29. Róża 178

30. Omar 191

31. Róża 196

32. Róża 202

33. Omar 212

Kilka słów od autorki 215

Playlista 218