Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
... Ari stała obok lustra. Po kolei przesunęła swe osiem stóp i obróciła ciało, żeby się przejrzeć. Mel też patrzył w lustro. Z trudem przełknął ślinę. - Ari - wychrypiał. Ale kiedy się do niego odwróciła, nie była to już Ari.
[Fragment]
Cykl: Szkoła przy cmentarzu, t. 28
/Szkoła przy cmentarzu. W sieci pająka, Tom B. Stone, cop. 2001 rok, ISBN 8371574762, wydanie I, Da Capo/
Książka dostępna w zasobach:
Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Lubowidzu
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Barcin im. Jakuba Wojciechowskiego (2)
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Jarocin (2)
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Tomaszewskiego w Kościanie
Miejska Biblioteka w Mszanie Dolnej
Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu
Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Słupcy
Biblioteka Publiczna w Stęszewie
Biblioteka Publiczna im. H. Święcickiego w Śremie (2)
Miejska Biblioteka Publiczna w Wągrowcu (2)
Miejska Biblioteka Publiczna im. Stefana Żeromskiego w Zakopanem (2)
Biblioteka Publiczna i Dom Kultury Gminy Zduny (Łódzkie)
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 71
Rok wydania: 2001
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
W sieci pająka
Tom B. Stone
SZKOŁA PRZY CMENTARZU
W sieci pająka
Przełożył
Filip Ginalski
Wydawnictwo Da CapoWarszawa
Tytuł oryginałuTHE SPIDER BESIDE HER
Copyright © 1999 by Tom b. StoneCover art copyright © 1999 by Mark NagataAll right reserved. Published by arrangementwith Bantam Doubleday Dell Books for Young Readers,a division of Bantam Doubleday Dell Publishing Group, Inc.
Opracowanie graficzne okładkiSławomir Skryśkiewicz
Skład i łamanie
„Kolonel”
For the Polish translation
Copyright © 2001 by Wydawnictwo Da Capo
For the Polish edition
Copyright © 2001 by Wydawnictwo Da Capo
Wydanie I
ISBN 83-7157-476-2
Mel zerknął na szkicownik Stacey i skrzywił się, jakby widok kłuł go w oczy.
Pracownia plastyczna była jedną z największych klas w Szkole przy Cmentarzu, z wielkimi oknami, przez które wpadało do środka światło dzienne. Jedyną jej wadą był widok starego cmentarza na wzgórzu za szkołą. Po części jemu szkoła zawdzięczała swą potoczną nazwę, po części zaś temu, że była to mała szkoła dreszczowiec, Archiwum X do kwadratu. Tutaj koszmary rozgrywały się nie w snach, lecz jak najbardziej na jawie.
Być może to ów cmentarz był przyczyną niezwykłych wydarzeń, które niczym lawina nieustannie spadały na uczniów. Kto wie?
Mel tego nie wiedział. W szkole lubił tylko plastykę i kiedy wyglądał przez okna, nie zwracał uwagi na cmentarz; widział jedynie światło, kształty i kolory: szare wyszczerbione nagrobki, jaskrawy blask polnych kwiatów, czasami jakiś ruch, który ustawał, gdy mu się zbyt długo przyglądał. A zresztą lepiej się zbyt uważnie nie przyglądać staremu cmentarzowi. Dlatego Mel dystansował się od tego widoku. W końcu artysta nie jest szkolnym egzorcystą.
Obejrzała prace Marii i Algiego.
Zatrzymała się przy Melu i podniosła szkicownik pod światło.
Przy sąsiednim stole Polly Hannah, chodząca doskonałość i klasowy koszmar, parsknęła.
Maria odgarnęła czarną grzywkę i otworzyła szeroko oczy.
Algie poprawił okulary, jakby spodziewał się, że pomogą mu zobaczyć coś, czego nie ma.
Mel zignorował ją.
Nauczycielka skinęła głową, wprawiając w ruch kolczyki. Z powrotem przywdziała minę wesołej belferki, spojrzała na pracę Ari Spinner, odskoczyła i jęknęła:
Ari nie zaszczyciła jej wzrokiem. Taka już była. Ze wszystkich uczniów najmniej się przejmowała dorosłymi. Mała i szczupła, miała świdrujące czarne oczy i proste czarne włosy, ostro przycięte na wysokości jej równie ostro zarysowanej szczęki. Jej zwinne palce były zawsze w ruchu, choć często siedziała nieruchomo, patrząc przed siebie: w jakiś punkt na ścianie, w ciemny kąt, w szybę.
Ari spojrzała na nią i uniosła cienkie brwi. Mel obserwował, jak unoszą się, gdy dziewczynka skrzyżowała wzrok ze spojrzeniem nauczycielki.
Ari podniosła swoją pracę.
Mel nie musiał patrzeć na stół Polly, by wiedzieć, że jej miska z owocami jest taka sama jak ona: doskonała i kompletnie bezpłciowa. Niektórzy, na przykład Maria, ze wszystkich koszmarów w Szkole przy Cmentarzu stawiali Polly na pierwszym miejscu. Melowi było jej żal, taka kukła! Mimo to unikał jej tak jak inni.
Jednowyrazowa krytyka dzieła w wykonaniu Polly nie obchodziła go. Odgarnął z oczu ciemnokasztanowe włosy i odetchnął głęboko. Poczuł dreszcz obrzydzenia i silne ukłucie zazdrości.
Bo choć talenty plastyczne Ari pozostawiały wiele do życzenia i zdecydowanie nie było jej pisane wygranie konkursu na przyjemny i uroczy obrazek, to miała żywą, bujną wyobraźnię.
Owoce z jej rysunku wręcz pulsowały jaskrawym, nienaturalnym kolorem: krwistoczerwone jabłko, winogrona w odcieniu peleryny Drakuli, pomarańcza o barwie węża koralowego... I silnie kontrastująca z resztą srebrzysta pajęczyna, przesłaniająca pół rysunku.
Mel wiedział, że ta pajęczyna nie odzwierciedla jakichś szczególnych upodobań artystycznych Ari, lecz spełnia konkretne zadanie: na wierzchu pomarańczy siedział bowiem wielki, czarny włochaty pająk z obrzydliwym napęczniałym odwłokiem i czymś na kształt pary papuzich dziobów po obu stronach paszczy, rozdziawionej poniżej wielu złowrogich oczu.
- Fuuuj! - powtórzyła Polly.
Ari odwróciła się. Jej małe przenikliwe oczy rozbłysły.
„Przeminęło z wariatem” - pomyślał Mel. Po raz pierwszy, odkąd na początku roku zauważył ją snującą się po szkole, zwrócił na Ari baczną uwagę.
Nikt nie wiedział, kim jest i skąd właściwie pochodzi. Ale szczerze mówiąc, tak samo było z większością uczniów i nauczycieli w Szkole przy Cmentarzu.
Polly wyczuła zagrożenie ze strony Ari. Cofnęła się o krok.
W odpowiedzi Ari zamachnęła się.
Panna Beamer eksplodowała dzwonkami.
Polly wrzasnęła i zrobiła unik. Ale obie się spóźniły.
Ari zamachnęła się w mgnieniu oka. Nie uderzyła jednak Polly. W ostatniej chwili rozluźniła pięść...
Wielki włochaty pająk poleciał w powietrze i wylądował na twarzy Polly.
Krzyk Polly pewnie było słychać na cmentarzu.
Panna Beamer wrzeszczała jeszcze głośniej, a połowa klasy poszła w jej ślady.
Polly, oszalała ze strachu, puściła się biegiem, szarpiąc twarz paznokciami. Zderzyła się z krzesłem i zaliczyła stół. Wywijając rękami, dźgnęła Parka w oko.
Ten zatoczył się.
Panna Beamer doszła wreszcie do siebie i zaczęła gonić dziewczynkę. Nim jednak zdążyła ją złapać, Polly, wirując niczym różowy bąk, strąciła książki z półki, wywróciła jakiś eksponat i zderzyła się z szafą.
W końcu nauczycielka ją złapała.
- Polly! Polly! - krzyczała, potrząsając dziewczyną jak gruszą. - Nie ma już pająka! Poszedł sobie. Uspokój się, już dobrze.
Polly trzepotała się jak ryba na haczyku. Wreszcie przestała maltretować twarz i wtuliła się w nauczycielkę. Jej policzki i szyję znaczyły czerwone ślady paznokci, a jasne utrefione włosy, zazwyczaj ściągnięte różową gumką, wyglądały jak po burzy.
Mel odniósł wrażenie, że trochę włosów jej ubyło.
Różowy sweter z kołnierzykiem w kwiatowy wzorek miała okręcony wokół szyi, białe rajstopy podziurawione, a idealny połysk jej różowych pantofli pozostał tylko wspomnieniem.
Polly chlipnęła, przełknęła ślinę i wymamrotała coś niewyraźnie. Mel zrozumiał tylko „poskarżę” i „mamie”.
Park opuścił dłoń. Pod prawym okiem wyrastał mu piękny fioletowy siniak.
Mel zignorował ich. Podniósł ołówek i zaczął rysować Polly z fryzurą a la grzyb atomowy, dzikimi oczami i małymi wykrzywionymi ustami. Dorobił jej długie zęby, niczym u królika mutanta, i nos tak zadarty, że można było zajrzeć w jego głąb.
Nie był to uroczy portrecik.
Uczniowie, wciąż rozprawiając z ożywieniem, wykonali polecenie... to znaczy wszyscy oprócz Ari i Polly.
Mel podniósł wzrok, prawą ręką kończąc karykaturę. Zauważył, że Ari ani drgnęła, odkąd rzuciła pająka. Stała jak posąg, wpatrując się w Polly. Lekki uśmiech, który wykrzywiał jej usta, przyprawił chłopca o zimny dreszcz.
Przestał rysować.
