Szkoła przy cmentarzu (28). W sieci pająka - Tom B. Stone - ebook

Szkoła przy cmentarzu (28). W sieci pająka ebook

Tom B. Stone

0,0

Opis

[PK] 

 

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

... Ari stała obok lustra. Po kolei przesunęła swe osiem stóp i obróciła ciało, żeby się przejrzeć. Mel też patrzył w lustro. Z trudem przełknął ślinę. - Ari - wychrypiał. Ale kiedy się do niego odwróciła, nie była to już Ari. 
[Fragment]  

 

Cykl: Szkoła przy cmentarzu, t. 28 

 

/Szkoła przy cmentarzu. W sieci pająkaTom B. Stonecop. 2001 rok, ISBN 8371574762, wydanie I, Da Capo/ 

 

Książka dostępna w zasobach:  

Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Lubowidzu 
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Barcin im. Jakuba Wojciechowskiego (2) 
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Jarocin (2) 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Tomaszewskiego w Kościanie 
Miejska Biblioteka w Mszanie Dolnej 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu 
Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Słupcy 
Biblioteka Publiczna w Stęszewie 
Biblioteka Publiczna im. H. Święcickiego w Śremie (2) 
Miejska Biblioteka Publiczna w Wągrowcu (2) 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Stefana Żeromskiego w Zakopanem (2) 
Biblioteka Publiczna i Dom Kultury Gminy Zduny (Łódzkie) 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 71

Rok wydania: 2001

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



SZKOTA PRZY CMENTARZU

Rozdział 11

W sieci pająka

Tom B. Stone

SZKOTA PRZY CMENTARZU

Rozdział 11

SZKOTA PRZY CMENTARZU

W sieci pająka

Przełożył

Filip Ginalski

DC

DIQ4RD

Wydawnictwo Da Capo Warszawa

Tytuł oryginału THE SPIDER BESIDE HER

Copyright © 1999 by Tom b. Stone Cover art copyright © 1999 by Mark Nagata Ali right reserved. Published by arrangement with Bantam Doubleday Dell Books for Young Readers, a division of Bantam Doubleday Dell Publishing Group, Inc.

OpracowajHuj^raftB^je okładki

*ład.i łamanie

Rpli&hH^laOCn

Copyright ©        '^Wyt^rffict wo Da Capo

For the Kolisty edftion

Copyright © 2001 by Wydawnictwo Da Capo

Wydanie I

Rozdział 1

- Łał! Ładne... a co to jest? - spytał Park Addams w pracowni plastycznej Szkoły przy Cmentarzu, pochylając się nad stołem, przy którym siedział John Melvin West.

- To jest moje dzieło - odparł Mel. Wziął kawałek węgla i zamaszyście naniósł ostatnią krechę na swoją pracę. Potem podniósł ołówek i w prawym dolnym rogu kartki napisał małymi drukowanymi literami: MEL.

- A tak konkretniej? - dopytywał się Park.

- Pokaz - powiedziała Stacey Carter. Pochyliła się nad stołem i przyjrzała kartce pomazanej wszystkimi kolorami tęczy, oczywiście jeżeli tęcza może być czarno-szara z odcieniami zgniłej zieleni.

- No i? - Mel chciał poznać jej zdanie.

- Hmmm - mruknęła Stacey wymijająco. Spojrzała na martwą naturę, którą klasa miała narysować: jabłko, pomarańczę i kiść winogron w gładkiej białej misce ustawionej na środku zielonej serwety. Przeniosła wzrok na swój szkicownik. Ukazywał jabłko, pomarańczę, kiść winogron i kawałek białej miski. Nie doszła jeszcze do serwety. Lubiła rysować od góry.

Mel zerknął na szkicownik Stacey i skrzywił się, jakby widok kłuł go w oczy.

- Jak wam idzie, dzieciaki? - Panna Bea-mer, dzwoniąc kolczykami i bransoletami, podeszła do stołu, przy którym siedzieli Mel, Stacey, Park, Maria Medina, Algie Green i Ari Spinner.

Pracownia plastyczna była jedną z największych klas w Szkole przy Cmentarzu, z wielkimi oknami, przez które wpadało do środka światło dzienne. Jedyną jej wadą był widok starego cmentarza na wzgórzu za szkołą. Po części jemu szkoła zawdzięczała swą potoczną nazwę, po części zaś temu, że była to mała szkoła dreszczowiec, Archiwum X do kwadratu. Tutaj koszmary rozgrywały się nie w snach, lecz jak najbardziej na jawie.

Być może to ów cmentarz był przyczyną niezwykłych wydarzeń, które niczym lawina nieustannie spadały na uczniów. Kto wie?

Mel tego nie wiedział. W szkole lubił tylko plastykę i kiedy wyglądał przez okna, nie zwracał uwagi na cmentarz; widział jedynie światło, kształty i kolory: szare wyszczerbione nagrobki, jaskrawy blask polnych kwiatów, czasami jakiś ruch, który ustawał, gdy mu się zbyt długo przyglądał. A zresztą lepiej się zbyt uważnie nie przyglądać staremu cmentarzowi. Dlatego Mel dystansował się od tego widoku. W końcu artysta nie jest szkolnym egzorcystą.

- Bardzo precyzyjne, Stacey - pochwaliła panna Beamer, opierając o stół długie palce z różowymi paznokciami. - Park, dobrze oddałeś kolor winogron.

Obejrzała prace Marii i Algiego.

- Ładnie, ładnie...

Zatrzymała się przy Melu i podniosła szkicownik pod światło.

- A to co? - zapytała.

- To, co czuję na widok miski owoców, to, co widzę w wyobraźni - wyjaśnił Mel. -Poza tym ćwiczę rysowanie lewą ręką. Znam możliwości prawej, bo jestem praworęczny. Myślę jednak, że moja twórczość będzie bardziej wartościowa, gdy zostanę artystą leworęcznym.

Przy sąsiednim stole Polly Hannah, chodząca doskonałość i klasowy koszmar, parsknęła.

Maria odgarnęła czarną grzywkę i otworzyła szeroko oczy.

- Przez te pomarańcze zgłodniałam -mruknęła do Stacey.

Algie poprawił okulary, jakby spodziewał się, że pomogą mu zobaczyć coś, czego nie ma.

- Och! - bąknęła panna Beamer. Oglądała pracę w takim skupieniu, że nie dzwoniła. Kolczyki w jej uszach i bransolety na lewej ręce ani drgnęły. Wreszcie odłożyła rysunek na stół. - Bardzo dobry - oceniła. Jej głos nie był tak radosny i świergotliwy jak zwykle. Był poważny. Zwracała się do Mela jak do dorosłego. - Nie myśl jednak, że czarny kolor mówi sam za siebie. Wielu młodych artystów tak sądzi... i oczywiście wszyscy z Nowego Jorku. Ale to nie tak.

- Nie rozumiem - jęknęła Polly.

Mel zignorował ją.

- Dobrze - rzekł, próbując ukryć dumę. Został nazwany artystą, nawet jeśli tylko przez pannę Beamer. - Dziękuję.

Nauczycielka skinęła głową, wprawiając w ruch kolczyki. Z powrotem przywdziała minę wesołej belferki, spojrzała na pracę Ari Spinner, odskoczyła i jęknęła:

- Ojej!

Ari nie zaszczyciła jej wzrokiem. Taka już była. Ze wszystkich uczniów najmniej się przejmowała dorosłymi. Mała i szczupła, miała świdrujące czarne oczy i proste czarne włosy, ostro przycięte na wysokości jej równie ostro zarysowanej szczęki. Jej zwinne palce były zawsze w ruchu, choć często siedziała nieruchomo, patrząc przed siebie: w jakiś punkt na ścianie, w ciemny kąt, w szybę.

- Ari...? - powiedziała łagodnie panna Beamer.

Ari spojrzała na nią i uniosła cienkie brwi. Mel obserwował, jak unoszą się, gdy dziewczynka skrzyżowała wzrok ze spojrzeniem nauczycielki.

- Ari... twój rysunek...

Ari podniosła swoją pracę.

- Oż ty w życiu! - krzyknął Park.

- Łaał! - wyrwało się Marii.

- Fuuuuuuj! - pisnęła Polly Hannah przy sąsiednim stole.

Mel nie musiał patrzeć na stół Polly, by wiedzieć, że jej miska z owocami jest taka sama jak ona: doskonała i kompletnie bezpłciowa. Niektórzy, na przykład Maria, ze wszystkich koszmarów w Szkole przy Cmentarzu stawiali Polly na pierwszym miejscu. Melowi było jej żal, taka kukła! Mimo to unikał jej tak jak inni.

Jednowyrazowa krytyka dzieła w wykonaniu Polly nie obchodziła go. Odgarnął z oczu ciemnokasztanowe włosy i odetchnął głęboko. Poczuł dreszcz obrzydzenia i silne ukłucie zazdrości.

Bo choć talenty plastyczne Ari pozostawiały wiele do życzenia i zdecydowanie nie było jej pisane wygranie konkursu na przyjemny i uroczy obrazek, to miała żywą, bujną wyobraźnię.

Owoce z jej rysunku wręcz pulsowały jaskrawym, nienaturalnym kolorem: krwistoczerwone jabłko, winogrona w odcieniu peleryny Drakuli, pomarańcza o barwie węża koralowego... I silnie kontrastująca z resztą srebrzysta pajęczyna, przesłaniająca pół rysunku.

Mel wiedział, że ta pajęczyna nie odzwierciedla jakichś szczególnych upodobań artystycznych Ari, lecz spełnia konkretne zadanie: na wierzchu pomarańczy siedział bowiem wielki, czarny włochaty pająk z obrzydliwym napęczniałym odwłokiem i czymś na kształt pary papuzich dziobów po obu stronach paszczy, rozdziawionej poniżej wielu złowrogich oczu.

- Fuuuj! - powtórzyła Polly.

Ari odwróciła się. Jej małe przenikliwe oczy rozbłysły.

- Coś ty powiedziała? - Choć niższa od Polly, zbliżając się do niej, wyglądała groźnie.

- Pająk. - Polly wzdrygnęła się. - Nie znoszę pająków.

- Nie... znosisz... pająków... - Oczy Ari zwęziły się. Jej palce nagle zacisnęły się w pięść.

- Są brzydkie! Mają za dużo nóg! Jedzą padlinę! - krzyknęła Polly.

- Nie są brzydkie. Z ich punktu widzenia jesteś tylko głupim dwunogiem, a za każdym razem, kiedy jesz hamburgera, pożerasz padlinę - odparowała Ari i uniosła pięści. -Czy pająk coś ci kiedyś zrobił?

„Przeminęło z wariatem” - pomyślał Mel. Po raz pierwszy, odkąd na początku roku zauważył ją snującą się po szkole, zwrócił na Ari baczną uwagę.

Nikt nie wiedział, kim jest i skąd właściwie pochodzi. Ale szczerze mówiąc, tak samo było z większością uczniów i nauczycieli w Szkole przy Cmentarzu.

Polly wyczuła zagrożenie ze strony Ari. Cofnęła się o krok.

- Nawet się nie waż mnie tknąć! - szepnęła. - Bo poskarżę się mamie!

W odpowiedzi Ari zamachnęła się.

Panna Beamer eksplodowała dzwonkami.

- Ari, nie! - krzyknęła i skoczyła, by zapobiec nieszczęściu.

Polly wrzasnęła i zrobiła unik. Ale obie się spóźniły.

Ari zamachnęła się w mgnieniu oka. Nie uderzyła jednak Polly. W ostatniej chwili rozluźniła pięść...

Wielki włochaty pająk poleciał w powietrze i wylądował na twarzy Polly.

Rozdział 2

- AAAŁAŁAŁAŁAAAAA!

Krzyk Polly pewnie było słychać na cmentarzu.

Panna Beamer wrzeszczała jeszcze głośniej, a połowa klasy poszła w jej ślady.

Polly, oszalała ze strachu, puściła się biegiem, szarpiąc twarz paznokciami. Zderzyła się z krzesłem i zaliczyła stół. Wywijając rękami, dźgnęła Parka w oko.

Ten zatoczył się.

- Uderzyła mnie! - wychrypiał z niedowierzaniem.

- Zabierzcie go, zabierzcie go, zabierz-cie! - wyła Polly.

Panna Beamer doszła wreszcie do siebie i zaczęła gonić dziewczynkę. Nim jednak zdążyła ją złapać, Polly, wirując niczym różowy bąk, strąciła książki z półki, wywróciła jakiś eksponat i zderzyła się z szafą.

W końcu nauczycielka ją złapała.

- Polly! Polly! - krzyczała, potrząsając dziewczyną jak gruszą. - Nie ma już pająka! Poszedł sobie. Uspokój się, już dobrze.

Polly trzepotała się jak ryba na haczyku. Wreszcie przestała maltretować twarz i wtuliła się w nauczycielkę. Jej policzki i szyję znaczyły czerwone ślady paznokci, a jasne utrefione włosy, zazwyczaj ściągnięte różową gumką, wyglądały jak po burzy.

Mel odniósł wrażenie, że trochę włosów jej ubyło.

Różowy sweter z kołnierzykiem w kwiatowy wzorek miała okręcony wokół szyi, białe rajstopy podziurawione, a idealny połysk jej różowych pantofli pozostał tylko wspomnieniem.

Polly chlipnęła, przełknęła ślinę i wymamrotała coś niewyraźnie. Mel zrozumiał tylko „poskarżę” i „mamie”.

Park opuścił dłoń. Pod prawym okiem wyrastał mu piękny fioletowy siniak.

- Uderzyła mnie! - powtórzył zdumiony. - Sierpowym!

- Chyba będziesz miał śliwę - orzekł Al-gie, nasuwając na nos okulary niczym ochronne gogle.

- Na pewno - przytaknęła Stacey.

Mel zignorował ich. Podniósł ołówek i zaczął rysować Polly z fryzurą a la grzyb atomowy, dzikimi oczami i małymi wykrzywionymi ustami. Dorobił jej długie zęby, niczym u królika mutanta, i nos tak zadarty, że można było zajrzeć w jego głąb.

Nie był to uroczy portrecik.

- Wszyscy na miejsca - rozkazała panna Beamer. - Ale już! Jej bransoletki zabrzęczały, kiedy klasnęła w dłonie.

Uczniowie, wciąż rozprawiając z ożywieniem, wykonali polecenie... to znaczy wszyscy oprócz Ari i Polly.

Mel podniósł wzrok, prawą ręką kończąc karykaturę. Zauważył, że Ari ani drgnęła, odkąd rzuciła pająka. Stała jak posąg, wpatrując się w Polly. Lekki uśmiech, który wykrzywiał jej usta, przyprawił chłopca o zimny dreszcz.

Przestał rysować.

Panna Beamer przygładziła Polly włosy, próbując przywrócić im dawny wygląd. Ale dziewczynka doszła już do siebie. Odepchnęła rękę nauczycielki, ściągnęła włosy gumką, poprawiła sweter i rajstopy i wyprostowała się.

Uniosła rękę i wskazała na Ari.

- Wywalcie ją! - nieomal krzyknęła. Z wściekłości białka jej oczu zrobiły się, jak ona cała, różowe. - Natychmiast! Chcia-ła mnie zabić!

- Tym pająkiem? Nie sądzę - prychnęła Ari pogardliwie. - Gdybym chciała cię zabić, wybrałabym innego.

- Ty... ty... - Polly zakrztusiła się.

- Teraz już masz powód, żeby nie lubić pająków - dodała chłodno Ari.

- Polly podbiła mi oko - wtrącił się Park. - Więc chyba też powinna wylecieć.

- To był wypadek! - wrzasnęła Polly, ruszając ku niemu. - Zamachnęłam się niechcący!

Usta Ari drgnęły wesoło.

- Ja też.

Mel zdusił śmiech.

Polly odwróciła się ku niemu jak furia.