Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Co wykluwa się z jaj? Brrrr!
Szkoła przy Cmentarzu organizuje poszukiwania jajek wielkanocnych. Richie znajduje na boisku tęczowe jajko. Ma nadzieję, że coś się z niego wykluje. David ma złe przeczucia. Nie pomylił się. Po pewnym czasie z jajka wykluwa się wielkanocny królik, który nie jest przyjaźnie nastawiony do ludzi.
Cykl: Szkoła przy cmentarzu, t. 23
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Gminna Biblioteka Publiczna w Lubowidzu
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Barcin im. Jakuba Wojciechowskiego
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 76
Rok wydania: 2000
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Niesamowitapisanka
Dotychczas w seriiukazały się tomiki:
ZEMSTA DINOZAURÓWJEZIORO SZLAMNO
HORROR W STOŁÓWCEOBÓZ DRAKULAMÓJ MAŁY WILKOŁAKDUCH NA DESKOROLCEROWERZYSTA BEZ GŁOWYOPERACJA „UPIÓR”ŚNIEŻNY POTWÓRNAWIEDZONA ŁAZIENKAODDAJ MI MOJE CIAŁO!PRZERAŻAJĄCA DRUŻYNAOPOWIEŚCI Z CIEMNEGO LASUAUTOBUS WIDMOPRZEKLĘTY MIKOŁAJJAK POLUBIĆ MUMIĘZACHŁANNE PNĄCZEBASEBALL ZDECHLAKÓWW PASZCZY ALIGATORANAUCZYCIELKA DRĘCZYCIELKAZEMSTA DUCHASYLWESTER Z DUCHAMI
Tom B. Stone
Niesamowitapisanka
Przełożył
Tomasz Wilusz
Wydawnictwo Da CapoWarszawa
Tytuł oryginału
THE EASTER EGG HAUNT
Copyright © 1998 by Tom B. StoneCover art copyright © 1998 by Mark NagataAli rights reserved. Published by arrangementwith Bantam Doubleday Dell Books for Young Readers,division of Bantam Doubleday Dell Publishing Group, Inc.
New York, New York, USA
Opracowanie graficzne okładkiSławomir Skryśkiewicz
Skład i łamanie
„Kolonel”
For the Poksh translation
Copyright © 2000 by Wydawnictwo Da Capo
For the Polish edition
Copyright © 2000 by Wydawnictwo Da Capo
Wydanie I
ISBN 83-7157-592-0
DRUKARNIA GS
Kraków, tel. (012)65 65 902
Z boku sceny dobiegł głos, chrapliwy jak zgrzyt szkła przeciąganego po żwirze.
W audytorium zapadła głucha cisza; tylko jakiś pierwszoklasista z któregoś z przednich rzędów rozbeczał się ze strachu.
Doktor Morthouse powoli opuściła głowę. Jej oczy wpiły się w twarz przerażonego dziecka.
Łkanie natychmiast ucichło.
Ten nie odpowiedział. Osunął się na krześle i skrzyżował ramiona. Nie mógł się zdecydować, czy uznać takie zebrania jak to za pożyteczne, czy nie. Z jednej strony omijała go część lekcji. Z drugiej - zmuszony był przebywać niebezpiecznie blisko doktor Morthouse, która prawdopodobnie była dyrektorką nie tylko szkoły, ale i świata upiorów.
David tak naprawdę nie wierzył, że pani Morthouse ma srebrny kieł, śpi, zwisając z krokwi do góry nogami jak nietoperz, czy ucina sobie drzemki w specjalnej trumnie schowanej w piwnicy. Nie wierzył też jednak, że jest ona w stu procentach człowiekiem. Nawet siedząc w ostatnim rzędzie, uważał, że znajduje się za blisko doktor Morthouse. Ta kobieta uosabiała czyste zło.
Przy ciszy, jaka zaległa w audytorium, nawet grób wydałby się hałaśliwy.
Nikt nie drgnął. Nikt nie mrugnął. Nikt się nie odezwał. Uczniowie potrafili wyczuć, kiedy im się grozi. Nie bez kozery nazywali to miejsce „Szkołą przy Cmentarzu”. (Tylko ciemni dorośli używali jej oficjalnej nazwy: szkoła podstawowa w Grove Hill).
Pan Lucre wskoczył z powrotem na podium i obdarzył swoich znieruchomiałych ze strachu słuchaczy obrzydliwym uśmiechem. Był typem człowieka, który błyszczy od stóp do głów: błyszczące buty, błyszczący garnitur, błyszcząca twarz, trzy błyszczące ciemne kosmyki, zaczesane na łysinę.
Chłopcy parsknęli śmiechem. Stacey zawtórowała im, a jej przyjaciółka spojrzała na nich przez ramię i uśmiechnęła się z zadowoleniem.
Doktor Morthouse odwróciła głowę i powiodła zmrużonymi oczami po sali.
Maria zamarła. Uśmiech zastygł na jej twarzy, a z oczu wyzierał paniczny strach. Stacey zesztywniała. Raul i David osunęli się jeszcze niżej na krzesłach.
Po chwili, która wydawała się wiecznością, świdrujące spojrzenie pani dyrektor powędrowało dalej.
Stacey, znana z tego, że nie traciła zimnej krwi prawie w żadnej sytuacji, odetchnęła z ulgą. Z twarzy Marii znikął uśmiech.
Wzrok Davida padł na okno. Z sali roztaczał się przerażający widok na stare cmentarzysko, rozciągające się na stoku wzgórza za szkołą. Wyszczerbione, omszałe nagrobki niepodzielnie królowały nad malowniczą okolicą.
A pewnie i nad szkołą. Lepiej było o tym nawet nie myśleć. David osobiście przeżył parę bliskich spotkań zabójczego stopnia. Może cmentarz nie był przyczyną wszystkich okropności w Szkole przy Cmentarzu, ale sporej ich części na pewno.
„Wystarczy trzymać się z dala od cmentarza, dyrektor Morthouse, kłopotów i dożyć ukończenia szkoły” - myślał David.
To wcale nie musiało być takie trudne. Wspominając ostatni rok, chyba najstraszniejszy w jego życiu, był przekonany, że najgorsze ma już za sobą.
Raul nachylił się do kolegi.
David zmrużył oczy. Rzeczywiście.
David nie musiał patrzeć w stronę podium, by wiedzieć, że znaleźli się na celowniku doktor Morthouse. Podniósł głowę i spojrzał niewidzącym wzrokiem na pana Lucre’a.
„Nie boję się jej - pomyślał z bijącym sercem. - Co może mi zrobić?”
Mimo woli zadrżał, gdy przyszło mu do głowy kilka przerażających odpowiedzi na to pytanie.
Z najwyższym wysiłkiem woli skupił się na słowach zastępcy dyrektora.
Znów zawiesił głos.
W jednym z przednich rzędów rozległ się odgłos podejrzanie przypominający szloch.
Doktor Morthouse wychyliła się do przodu, obnażając zęby niczym rozjuszony wilk.
Siedząca przed nim Polly Hannah odwróciła się. Zmrużyła bladoniebieskie oczy, doskonale naśladując doktor Morthouse.
David nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Kolega mu zawtórował.
Po cichu.
Ostatnia część mowy pana Lucre’a była zbitkiem poleceń, zasad i obietnic nagród za udział w czymś, co dość szumnie nazwał „pierwszymi dorocznymi poszukiwaniami jajek wielkanocnych”. Nauczyciele zaczęli rozdawać uczniom informatory.
Zgromadzenie dobiegło końca.
Raul spojrzał na swój informator, złożył go w mały kwadracik, schował do kieszeni i potrząsnął głową.
Raul spojrzał na nią kątem oka.
Polly zaróżowiła się.
Obaj chłopcy odprowadzili ją wzrokiem. W różowo-żółtym stroju i różowych butach wyglądała jak jakiś obłąkany królik wielkanocny.
David i Raul wymienili zadowolone spojrzenia. Ten pierwszy potrząsnął głową.
W tej chwili obok nich jak spod ziemi wyrósł młodszy brat Davida, Richie. Jego zazwyczaj blada twarz była rumiana z emocji.
Raul uniósł brew.
Richie oczywiście nawet nie drgnął.
Richie, marszcząc czoło, przeniósł wzrok z Raula na Davida i z powrotem.
Richie nachmurzył się jeszcze bardziej.
- Ale będą jaja - rzucił David i zaśmiał się ze swojego żartu.
Na cmentarzu dwa duże, wąskie nagrobki, przypominające zajęcze uszy, przez chwilę zdawały się czegoś nasłuchiwać.
A potem znów zapanował niezmącony spokój.
Pani Pike zatrzymała samochód.
David westchnął ciężko, wysiadł z wozu i przeszedł przez opustoszały parking. Trener drużyny brata pomachała mu i wskazała palcem szczyt wzgórza, po czym dalej ładowała sprzęt do starego zdezelowanego volvo.
Do uszu Davida dobiegł szelest opuszczanej szyby.
David ruszył w ślad za swoim cieniem pod górę, w kierunku boiska do gry w baseball. Jego zdaniem, znajdowało się zdecydowanie za blisko cmentarza. Wszystkie dzieci wiedziały, że organizowanie treningów w pobliżu szkoły to zły pomysł.
Tylko rodzice nie mieli o tym pojęcia. „To świetne miejsce”, powiedziała matka Davida, kiedy zapisała młodszego syna do dziecięcej drużyny baseballowej.
David przyłożył dłonie do ust.
Omiótł spojrzeniem boisko. Ach, więc to tam się schował ten mały dziwak. Kucał za linią pierwszej bazy i wpatrywał się w coś w trawie.
