Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
W szkole przy cmentarzu pojawia się nowa nauczycielka - panna King. Okazuje się ona znakomitym pedagogiem oraz miłą i sympatyczną osobą. Od razu zdobywa szacunek i sympatię uczniów. Nawet Bentley Jeste, uczeń znany powszechnie w szkole jako wróg nauczycieli, uwielbiający robić im kawały, zmienia się na lepsze pod jej wpływem.
Pewnego dnia panna King zostaje wezwana do gabinetu złowrogiej dyrektorki Morthouse. Wychodzi z niego zmieniona na gorsze. Staje się surowa, bezduszna i wymagająca. Uczniowie są zdumieni jej niespodziewaną metamorfozą. Bentley Jeste postanawia wyjaśnić przyczynę tej gwałtownej zmiany...
Cykl: Szkoła przy cmentarzu, t. 20
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Gminna Biblioteka Publiczna w Lubowidzu
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Jarocin
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 71
Rok wydania: 1999
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tom B. Stone
SZKOŁA PRZY CMENTARZU
Nauczycielka dręczycielka
Przełożyła
Natalia Wiśniewska
Wydawnictwo Da Capo
Warszawa
Tytuł oryginału
CREATURE TEACHER
Copyright © 1997 by Tom b. Stone
Cover art copyright © 1997 by Mark Nagata
Ali right reserved. Published by arrangement
with Bantam Doubleday Dell Books for Young Readers,
a diviasion of Bantam Doubleday Dell Publishing Group, Inc.
Redaktor
Mirosław Grabowski
Opracowanie graficzne okładki
Sławomir Skryśkiewicz
Skład i łamanie
Kolonel
For the Polish translation
Copyright © 1999 by Wydawnictwo Da Capo
For the Polish edition
Copyright © 1999 by Wydawnictwo Da Capo
Wydanie I
ISBN 83-7157-400-2
Drukarnia GS
Kraków, ul. Zabłocie 43
tel. (012) 65-65-902
Rozdział 1
Nauczycielka nie żyła. Spod biurka wystawały jej chude nogi w pasiastych pończochach i ogromnych czarnych trzewikach, które mierzyły gdzieś w sufit.
Bentley pochylił się nad ciałem. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Umarła z przerażenia. To wszystko stało się z jego winy...
Obudził się z krzykiem.
– Bentley! Hej, Bent!
Kiedy zapaliło się światło, zmrużył oczy. Do pokoju wszedł ojciec, a jego mina nie wróżyła niczego dobrego.
– Czy to jeden z twoich dowcipów,
Bent? – zapytał pan Jeste. Najwyraźniej ani trochę nie zmartwił się o syna. Był na niego wściekły.
– Nie – odparł Bentley. – Po prostu przyśnił mi się koszmar.
Ojciec z niedowierzaniem zmarszczył czoło.
– Przykro mi, ale mimo wszystko postaraj się zasnąć. I zrób nam przysługę: nie śnij koszmarów.
Pan Jeste zgasił światło, po czym wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Bent opadł ciężko na poduszkę.
Czy to jego wina, że stale nawiedza go ten sam sen?
Przecież nie chciał, żeby tak się stało. Skąd mógł wiedzieć, że nauczycielka może być taka... wrażliwa?
Po krachu operacji „Upiór” wszyscy mieli nadzieję, że Bent zmieni się na lepsze. Przez kilka pierwszych dni zachowywał się poprawnie.
Niestety, życie w Szkole przy Cmentarzu było zbyt ponure bez głupich dowcipów. Dlatego Bent szybko nadrobił stracony czas. Na początku powtarzał znane mu od dawna niewinne żarciki, takie jak wrzucanie plastikowych oczu do stołówkowej zupy. Nie mógł uwierzyć, że jeszcze ktoś nabrał się na ten dowcip.
Krzyk przerażenia Polly Hannah i śmiech reszty uczniów bardzo go cieszył.
Nazajutrz Bentley postanowił wypróbować dowcip z imitacją wymiotów i po raz kolejny się nie zawiódł.
Na dobre powrócił do gry. Cieszył się, kiedy ponownie zaczęto nazywać go bestią, złośliwym żartownisiem czy królem dowcipów.
Na domiar złego stawał się coraz lepszy.
Co z tego, że nikt mu nie ufał? Co z tego, że nawet rodzina Bentleya nie wierzyła w ani jedno jego słowo?
Dobra zabawa była tego warta.
W Szkole przy Cmentarzu można było albo się śmiać, albo umrzeć.
A Bent Bestia nie miał zamiaru pożegnać się z życiem.
Przekręcił się na drugi bok, po czym uderzył pięścią w poduszkę. Tak bardzo chciał, żeby już nigdy więcej nie nawiedził go ten koszmar. Dla swojej pasji był w stanie poświęcić wszystko... no, może prawie wszystko. Lecz senne widziadła... Tego nie był w stanie znieść.
Musi się uspokoić. Najlepiej będzie, jeśli pomyśli o czymś innym, o czymś przyjemnym. Nagle przypomniał sobie, że następnego dnia w szkole pojawi się nowa nauczycielka.
To znaczy, że od jutra będzie mógł dręczyć kolejną ofiarę. Ona nawet się nie domyśla, że ktoś taki jak Bent istnieje, a tym bardziej nie wie, jaki z niego kawalarz. Przez pewien czas będzie mógł bezkarnie jej dokuczać.
Ta myśl go pokrzepiła. Zasypiając, obmyślał plan przestraszenia nowej nauczycielki.
Resztę nocy przespał spokojnym snem. Nie cierpiał i nie miał dreszczy. Nie nawiedzały go żadne koszmary.
Nawet nie przypuszczał, że już niedługo tak wiele zmieni się w jego szkole, a śmiech stanie się tylko wspomnieniem.
Podstawówka stała samotnie na skraju miasta Grove Hill, a nieopodal na wzgórzu znajdował się cmentarz. Właśnie z tego powodu szkoła zyskała swój przydomek.
Rodzice uczniów nie wierzą w duchy, które nawiedzają szkolne łazienki. Nie dziwi ich, że kolejni nauczyciele znikają w tajemniczych okolicznościach. A w zachowaniu dyrektorki, pani Morthouse, nie dostrzegają niczego przerażającego.
– To nonsens. – Tymi słowami każdego roku uspokajają pierwszoklasistów. – Pani Morthouse nie jest ludożercą ze srebrnym kłem.
Już w drugiej klasie większość uczniów nie wpada w panikę, kiedy dyrektorka się do nich uśmiecha.
Natomiast rok później srebrny uśmiech przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Po trzech latach spędzonych w Szkole przy Cmentarzu każdy z uczniów ma swoje własne problemy.
Jedno jest pewne: każdy stara się przeżyć za wszelką cenę.
W świetle dnia szkolny budynek wygląda całkiem zwyczajnie: szerokie schody, frontowe kolumny, odpowiednia liczba drzwi i okien. Obok znajduje się boisko, parking dla nauczycieli oraz przystanek, na który co dzień rano autobus przywozi dzieci do szkoły, a po lekcjach je odbiera.
Może właśnie dlatego nowa nauczycielka uśmiechała się przyjaźnie, wstępując na szkolne schody.
Ubrana była w spodnie i kamizelkę. Jej rude włosy lśniły w blasku słońca. Na twarzy widniało kilka bladych piegów. Miała zielone oczy, a w uszach połyskiwały małe złote kolczyki.
W niczym nie przypominała dyrektorki. Na widok jej uśmiechu psy nie uciekały w popłochu do budy, a dzieci nie wybuchały głośnym płaczem. Sprawiała wrażenie przyjaznej i właśnie dlatego nie pasowała do Szkoły przy Cmentarzu.
Ale ona o tym nie wiedziała. Uśmiechała się, kiedy przekraczała drzwi budynku.
Była nowicjuszką.
Nie miała pojęcia, co ją tutaj czeka.
Rozdział 2
– Cześć, dzieciaki! – powiedziała pogodnie nauczycielka.
Kilkanaście zdziwionych twarzy zwróciło się w jej stronę. Niektórzy z uczniów wymamrotali coś, co mogło być odpowiedzią na to życzliwe powitanie.
– Jak się macie?
Nadal nikt nie zdobył się na nic więcej, prócz niewyraźnego bełkotu.
Ale nawet takie zachowanie nie wytrąciło jej z równowagi. Uśmiechała się łagodnie.
Kilkoro uczniów siedzących w pierwszych ławkach cofnęło się, a inni wyglądali na zaskoczonych. Jedna z uczennic, która miała na sobie spódnicę w kwiaty, żółtą bluzkę i odpowiednio dobrane rajstopy, spojrzała zdziwiona i energicznie uniosła rękę.
– Tak? Jak się nazywasz? – zapytała nauczycielka, wciąż się uśmiechając.
– Polly Hannah – odparła dziewczyna nosowym głosem. – Przepraszam, że pytam, ale dlaczego pani się uśmiecha?
Dopiero to wytrąciło nauczycielkę z równowagi. Zamyśliła się na chwilę, po czym odzyskała pogodny wygląd.
– Ponieważ cieszę się, że was widzę.
Inna uczennica, o ciemnych oczach, ubrana w dżinsy i za dużą bluzę z emblematem drużyny rugby, również podniosła rękę.
– Maria Medina – przedstawiła się. – Dlaczego pani się cieszy, że nas widzi?
Nauczycielka rozejrzała się szybko po klasie, zdziwiona zachowaniem uczniów. Nie była przygotowana do odpowiedzi na takie pytania. Jakie to dziwne!
– Pozwólcie, że najpierw się przedstawię. Jestem panna King. – Odwróciła się, żeby zapisać swoje nazwisko na tablicy. – Jak się zapewne domyślacie, będę zastępować nieobecną panią Beakman aż do jej powrotu. Nauka o języku, który będziemy wspólnie poznawać, zawsze była moim ulubionym przedmiotem. Gdybyście jednak chcieli mnie zapytać o przedmioty ścisłe, uprzedzam, że w niczym wam nie pomogę. Szczerze mówiąc, liczby mnie przerażają. Jeśli więc nie chcecie przestraszyć mnie na śmierć, nie pytajcie o nie.
Ktoś westchnął.
Nauczycielka rozejrzała się po klasie.
Ku jej zdumieniu wszyscy patrzyli na chłopca siedzącego w ostatniej ławce. Na pierwszy rzut oka wyglądał całkiem zwyczajnie. Był szczupły, miał brązowe oczy i kasztanowe włosy.
Dlaczego tak przyciągał uwagę innych uczniów, a sam ich ignorował?
Kiedy spojrzała mu prosto w oczy, na jego ustach pojawił się przebiegły, wyzywający uśmieszek.
Panna King odchrząknęła. Wszyscy spojrzeli na nią czujnie.
– Najwyższy czas zapoznać się z waszymi imionami – oznajmiła łagodnie.
Podczas czytania listy dowiedziała się, że dziewczyna siedząca za Marią Mediną to Stacey Carter. Pannie King szczególnie spodobał się jej francuski warkocz. Algernon Green wyglądał na spokojnego chłopca i nosił okulary. Na kark opadał mu śmieszny kosmyk włosów. Inny uczeń, w czapce z daszkiem, nazywał się Parker Addams i podobno prowadził dział sportowy w szkolnej gazetce. Przez całą lekcję zasłaniał się notatnikiem. Sympatyczny grubas, który zdawał się wszystko pożerać oczami, to Aleksander Bennett. Kiedy panna King wyczytała jego nazwisko, w klasie rozległ się stłumiony śmiech.
Polly podniosła rękę.
– Wszyscy mówią na niego Szczęki – wyjaśniła. – On potrafi zjeść wszystko. – Spojrzała na chłopaka z obrzydzeniem. Grubas tylko się uśmiechnął i na potwierdzenie słów koleżanki skinął głową.
– Niech będzie Szczęki – zgodziła się panna King, zapisując coś w notatniku.
Chłopiec, który uśmiechał się do niej chytrze, nazywał się Bentley Jeste. Zaglądając do dziennika, zauważyła, że jego frekwencja jest zadowalająca. Kiedy wyczytany odparł: „Jestem”, nauczycielka uśmiechnęła się do niego.
Postanowiła zignorować duży czerwony krzyżyk widniejący przy jego nazwisku. Cokolwiek zrobił w przeszłości, u niej rozpocznie naukę z czystym kontem, tak samo jak każdy inny uczeń. Nie interesowała ją opinia, jaką miał u poprzedniej nauczycielki.
Zamknęła dziennik.
– Dawno, dawno temu – zwróciła się do klasy dźwięcznym głosem – ludzie wierzyli, że rymy mają magiczną moc. Wydawało im się, że poezja może posłużyć do rzucania zaklęć.
Te słowa przyciągnęły uwagę wszystkich uczniów, tak jak na to liczyła.
Polly ponownie podniosła rękę.
– Czy mamy to zanotować? – zapytała. – Czy to będzie na teście?
