Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Czy wypada drażnić gada?
Algie spędza wakacje poza domem u rodziny, którą widział w dzieciństwie. Na miejscu wydaje mu się, że coś krąży wokół domu. Kuzynka Louisa daje mu do zrozumienia, że towarzyszy im duch aligatora...
[Opis]
Cykl: Szkoła przy cmentarzu, t. 19
/Szkoła przy cmentarzu. W paszczy aligatora, Tom B. Stone, cop. 1999 rok, ISBN 8371572700, wydanie I, Da Capo/
Książka dostępna w zasobach:
Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Lubowidzu
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Barcin im. Jakuba Wojciechowskiego
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Jarocin (3)
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Tomaszewskiego w Kościanie
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna im. Marii Fihel w Miechowie
Miejska Biblioteka w Mszanie Dolnej
Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu
Biblioteka Publiczna w Stęszewie
Biblioteka Publiczna im. H. Święcickiego w Śremie
Miejska Biblioteka Publiczna w Wągrowcu
Miejska Biblioteka Publiczna im. Stefana Żeromskiego w Zakopanem
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 74
Rok wydania: 1999
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
W paszczyaligatora
Dotychczas w seriiukazały się tomiki:
ZEMSTA DINOZAURÓW
JEZIORO SZLAMNOHORROR W STOŁÓWCEOBÓZ DRAKULAMÓJ MAŁY WILKOŁAKDUCH NA DESKOROLCEROWERZYSTA BEZ GŁOWYOPERACJA „UPIÓR”ŚNIEŻNY POTWÓRNAWIEDZONA ŁAZIENKAODDAJ MI MOJE CIAŁO!PRZERAŻAJĄCA DRUŻYNAOPOWIEŚCI Z CIEMNEGO LASUAUTOBUS WIDMOPRZEKLĘTY MIKOŁAJJAK POLUBIĆ MUMIĘZACHŁANNE PNĄCZEBASEBALL ZDECHLAKÓW
Tom B. Stone
SZKOŁA PRZY CMENTARZU
W paszczyaligatora
Przełożyła
Maciejka Mazan
Wydawnictwo Da CapoWarszawa
Tytuł oryginałuTHE GATOR ATE HER
Copyright © 1997 by Tom. B. StoneCover art copyright © 1997 by Mark NagataAll right reserved. Published by arrangement with Bantam Doubleday Dell Books for Young Readers,a division of Bantam Doubleday Dell Publishing Group, Inc.New York, New York, U.S.A.
RedaktorMirosław Grabowski
Opracowanie graficzne okładkiSławomir Skryśkiewicz
Skład i łamanie
„Kolonel”
For the Polish translation
Copyright © 1999 by Wydawnictwo Da Capo
For the Polish edition
Copyright © 1999 by Wydawnictwo Da Capo
Wydanie I
ISBN 83-7157-270-0
Druk: DRUKARNIA GS
Kraków, tel. (012) 65 65 902
Chłopak nie miał wątpliwości, że ojciec chciał powiedzieć „śmieszny”, ale matka w porę dała mu szturchańca. Uśmiechnęła się do syna przez ramię.
Uwięziony na tylnym siedzeniu samochodu pomiędzy dwiema walizkami i plecakiem, Algie trwał z ponurą miną.
Matka uśmiechała się niewzruszenie.
Odwrócił się do okna. Prawie dojechali na lotnisko. Tam rodzice mieli go powierzyć opiece stewardesy. Pomachają mu i pójdą sobie. Takim to dobrze.
Nie chodziło o to, że krewni byli aż tak paskudni. Ale lato poza domem oznaczało lato bez baseballa i tych paru groszy ekstra za rozwożenie gazet.
A także lato bez przyjaciół, spędzone w towarzystwie ludzi, których nie widział od dzieciństwa.
Minęło tyle lat, że pewnie ich nie pozna, kiedy stanie na płycie lotniska. Płyta lotniska. Prawie jak płyta nagrobna. To w sam raz pasowało do jego wakacji.
Kiedy tylko wysiadł z samolotu, upał uderzył go niczym gorący, wilgotny ręcznik. Fale ukropu rozbijały mu się o nogi, a on brnął w stronę wyjścia.
Algie skrzywił się niechętnie. Matka mówiła z takim samym miękkim akcentem. Ale jej głos mu się podobał.
Spojrzał. Stali tam wszyscy - rodzina Broussardów w komplecie - stłoczeni za bramką dla wychodzących. Machali mu jak wściekli. Całkiem jakby był gwiazdą rocka. Inni podróżni rozglądali się zaciekawieni, kto wywołuje taką sensację.
Algie ukradkiem uniósł rękę i pomachał szybko, czerwony jak burak.
Potem go otoczyli. Ogromny wujek Jim, młodszy brat mamy, poderwał go chyba ze dwa metry nad ziemię.
„Zbyt krótko” - pomyślał Algie wściekły, bezradnie dyndając nogami wysoko nad podłogą. Kiedy wujek Jim go puścił, chłopak gruchnął na ziemię i zatoczył się do tyłu.
Ciocia Lib, bliska kuzynka mamy, chwyciła go w objęcia i wdusiła w potężne piersi. Potem odsunęła na odległość ramienia i zmierzyła świdrującym spojrzeniem.
Ciocia Leesie, żona wujka Jima, odgarnęła rudy lok i delikatnie poklepała Algiego po drugim ramieniu.
Algie uśmiechnął się do niej ze szczerą wdzięcznością, po czym odwrócił się, by stawić czoło kuzynom.
Gordon miał już szesnaście lat i wcale nie wyglądał inaczej niż wtedy, kiedy był w wieku Algiego. Kawał chłopa. Wrodził się w ojca, wujka Jima, od długich ciemnych włosów po ciemnopiwne oczy i śniadą cerę. Nawet w zwykłym ubraniu robił takie wrażenie, jakby był w stroju maskującym i lada chwila miał się wtopić pomiędzy drzewa.
Jego uśmiech mówił: „Spoko, mały”.
Algie pamiętał, że dla Gordona nie było żadnych trudnych spraw. Nic go nie martwiło. Nigdy się nie dziwił, nigdy nie był złośliwy ani podły.
Złośliwość i podłość opuściły go i wcieliły się w jego siostrę Louisę, o dwa lata młodszą od Gordona.
- Cześć, Algie - powiedziała i wyszczerzyła zęby.
Algie spojrzał w zielone przenikliwe oczy. Louisa była od niego wyższa i miała krótko obcięte, czarne jak węgiel włosy. Wyglądała przez to na starszą i groźniejszą.
Algie poczuł, że po plecach pełznie mu dreszcz. Już widywał takie uśmiechy - na przykład na twarzy dyrektorki z piekła rodem.
Ale uśmiech Louisy miał w sobie coś wyjątkowego. Wyjątkowo podłego. Wyjątkowo złośliwego. Wysokooktanowe niebezpieczeństwo.
Algie z wysiłkiem wyszczerzył zęby. Miał nadzieję, że wygląda przy tym, jakby mówił: „Nie boję się ciebie”. I modlił się, by nie poznała, że to kłamstwo.
Louisa uśmiechała się sztywno.
Przez chwilę rozważał, czyby nie odpowiedzieć: „Tak, a ty ciągle nadajesz się tylko na żarcie dla psów”, ale szybko odrzucił ten pomysł. Nie trzeba chodzić do Szkoły przy Cmentarzu, by wiedzieć, że wszczęcie wojny z Louisą na samym początku wakacji to bardzo głupi krok.
Joe Mac (którego pełne imię i nazwisko brzmiały: Joseph Maximilian Broussard) wystąpił naprzód i uścisnął mu rękę. Algie z entuzjazmem odwzajemnił uścisk. Joe Mac był starszy od niego o niespełna rok i zawsze fajnie się razem bawili.
Dotarli do okienka, w którym wydawano bagaże. Lotnisko było tak maleńkie, że nawet nie miało pasa transmisyjnego, na którym wyjeżdżają walizki. Urzędniczka po prostu przenosiła je z wózka na kontuar.
Chwyciła mocno wielką płócienną torbę w kwiaty i pognała ich przed sobą jak kierdel owiec wprost do gigantycznego samochodu wujka Jima.
Już po chwili mknęli autostradą. Algie pomyślał, że jazda samochodem wujka przypomina rejs. Niespecjalnie przepadał za statkami. Zawsze na nich dostawał choroby morskiej. Jak teraz.
Mocno zacisnął powieki.
Jakiś ostry łokieć wbił mu się między żebra.
Algie uniósł powieki. Louisa obserwowała go przenikliwie niczym pająk czekający na ofiarę.
Jechali przez płaskie pastwiska i pola trzciny cukrowej. Od czasu do czasu mijali młyny. Słońce paliło żywym ogniem.
Trudno było wyobrazić sobie szaleńca, który chciałby się pętać po bagnach, a w dodatku jeszcze za to płacić.
W pierwszej chwili Algie zamierzał kategorycznie odmówić. Myśl o dobrowolnym spędzaniu wakacji na bagnach jakoś mu się nie spodobała. Ale potem przypomniał sobie utracony zarobek z roznoszenia gazet i zmienił zdanie. Poczeka i zorientuje się w sytuacji. Są gorsze sposoby zarabiania pieniędzy. Kto wie? A nuż będzie można się przy tym zabawić.
Wuj Jim skręcił w węższą drogę. W miejsce pól i wiejskich gospodarstw pojawiły się drzewa, często obrośnięte wielkimi zwisającymi brodami mchu. Potem droga zmieniła się w wąziutką jak wstążeczka ścieżkę, wijącą się pomiędzy papirusami, cyprysami i podłużnymi ciemnymi kałużami, które wyglądały jak czarne palce.
Bagno.
Algie przyjrzał mu się z bliska. „Nie wygląda aż tak źle” - pomyślał.
I wtedy Louisa powiedziała:
- Tak, w tym roku interes dobrze idzie. Zwłaszcza odkąd na Wyjących Bagnach zaczął się pojawiać duch aligatora.
Była bardzo z siebie zadowolona.
Ale wierzył. Już parę razy zdarzyło mu się stanąć twarzą w twarz z duchem.
Tak, ta wycieczka mogła mu popsuć lato, ale przynajmniej znalazł się w bezpiecznej odległości od Szkoły przy Cmentarzu i dziejących się w niej koszmarnych historii. W każdym razie tak mu się wydawało do tej pory.
