Wydawca: MiND Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2012

Szanujący rodzice, szanujące dzieci. Jak zamienić rodzinne konflikty we współdziałanie? ebook

Victoria Kindle Hodson, Sura Hart

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 203 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Szanujący rodzice, szanujące dzieci. Jak zamienić rodzinne konflikty we współdziałanie? - Victoria Kindle Hodson, Sura Hart

 

Książka Sury Hart i Victorii Kindle Hodson, doświadczonych trenerek Porozumienia bez Przemocy (Nonviolent Communication – NVC), to pozycja dla rodziców gotowych zmieniać swój sposób myślenia, działania i słuchania. Jest ona świetnym wprowadzeniem do komunikacji empatycznej z dzieckiem, która pomaga w rozwiązywaniu konfliktów i wspiera współdziałanie wszystkich członków rodziny. Może stanowić pomoc dla rodziców i dzieci, szukających wyjścia z błędnego koła krytyki, nieporozumień i niezaspokojonych potrzeb. Przedmowę do niej napisał twórca i wielka postać Porozumienia bez Przemocy ‒ dr Marshall B. Rosenberg. 

Ta niezwykle ważna, ale i bardzo praktyczna książka nauczy cię, jak naprawdę przygotować dziecko do życia w świecie. (Marshall B. Rosenberg, twórca Porozumienia Bez Przemocy)

Autorki tej bardzo potrzebnej polskim rodzicom książki, doświadczone trenerki NVC, pokazują, na czym polega pełna wzajemnego szacunku relacja z dziećmi. Oprócz pytań skłaniających do refleksji przekazują mnóstwo prostych wskazówek i zabaw, które pomagają budować kontakt i bezpieczeństwo w domu, o jakim każdy marzy. (Zofia Aleksandra Żuczkowska, trenerka Porozumienia bez Przemocy)

 

Opinie o ebooku Szanujący rodzice, szanujące dzieci. Jak zamienić rodzinne konflikty we współdziałanie? - Victoria Kindle Hodson, Sura Hart

Cytaty z ebooka Szanujący rodzice, szanujące dzieci. Jak zamienić rodzinne konflikty we współdziałanie? - Victoria Kindle Hodson, Sura Hart

albo głupie, wyrażajcie po prostu swoje obserwacje na temat ich zachowania i tego, jak ono was dotyka. Zamiast mówić, że wasz syn jest nieodpowiedzialny, opiszcie zachowanie, które sprawiło, że chcieliście użyć tego słowa.
Wypowiadanie dwóch słów – „ale” i „musisz” – może drastycznie wpłynąć na reakcję dziecka na to, co do niego mówisz. Zastanów się, kiedy ich używasz i jakie odpowiedzi wtedy otrzymujesz. Wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem i słyszysz następujące słowa: „Zabawa z tobą sprawiła mi prawdziwą radość, ale… Wiem, że lubisz się bawić, ale. Słyszę, co mówisz, ale…”. Dzieci wiedzą, co następuje po „ale”: coś, co powinno zostać zrobione inaczej. I będzie
jedyna część wypowiedzi, którą zauważą i zapamiętają. Słowo „ale” jest jak gąbka: wymazuje wszystko, co zostało powiedziane wcześniej. Słowo „musisz” jest jeszcze bardziej niebezpieczne. Kiedy go używasz – albo któregoś ze słów o podobnym znaczeniu – „powinieneś (powinnaś), masz zrobić” – dajesz dziecku następujący przekaz: „Wiem, co jest dla ciebie najlepsze, nawet cię o to nie pytając. Powiem ci, co masz zrobić”. Nic szybciej nie wywołuje dziecięcego cierpienia niż takie żądania rodziców. Kiedy dziecko je słyszy, czuje lęk, a w jego mózgu wyłączają się obszary odpowiedzialne za racjonalne myślenie.
potrzeby. Uczucia informują nas o zaspokojonych lub niezaspokojonych potrzebach i jeśli rodzice potrafią je interpretować – wiążąc uczucia z określonymi potrzebami dzieci – oraz odróżnić je od dziecięcych strategii ich zaspokajania, to dzieci doświadczają, że są dostrzeżone i rozumiane.

Fragment ebooka Szanujący rodzice, szanujące dzieci. Jak zamienić rodzinne konflikty we współdziałanie? - Victoria Kindle Hodson, Sura Hart

Ty­tuł ory­gi­na­łu

RE­SPECT­FUL PA­RENTS, RE­SPECT­FUL KIDS

7 KEYS TO TURN FA­MI­LY CON­FLICT INTO CO-OPE­RA­TION

Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki

KA­RO­LI­NA TOL­KA

Ry­sun­ki

KA­RO­LI­NA TOL­KA (stro­ny: 120, 121, 131, 193, 201, 214, 215)

MAR­TIN MEL­LE­IN (po­zo­sta­łe)

Prze­kład

DA­RIUSZ SY­SKA

Kon­sul­ta­cja me­ry­to­rycz­na i au­to­ry­za­cja Cen­ter for No­nvio­lent Com­mu­ni­ca­tion

ZO­FIA ALEK­SAN­DRA ŻUCZ­KOW­SKA

Ko­rek­ta

HAN­NA RY­CHLIK

© 2006 Pud­dle Dan­cer­Press

Trans­la­ted from the book Re­spect­ful Pa­rents, Re­spect­ful Kids, ISBN 13/10: 9781892005229/1892005220 by Sura Hart & Vic­to­ra Kin­dle Hod­son, Co­py­ri­ght © Fall 2006 Pud­dle­Dan­cer Press, pu­bli­shed by Pud­dle-Dan­cer Press. All ri­ghts re­se­rved. Used with per­mis­sion. For fur­ther in­for­ma­tion abo­ut No­nvio­lent Com­mu­ni­ca­tion (™) ple­ase vi­sit the Cen­ter for No­nvio­lent Com­mu­ni­ca­tion on the Web at www.cnvc.org.

© 2012 for the Po­lish trans­la­tion and edi­tion by Wy­daw­nic­two MiND

ISBN 978-83-62445-24-0

Wy­daw­nic­two MiND

ul. Sar­nia 21

05-807 Pod­ko­wa Le­śna tel./fax 22 729 02 82

tel. 505 455 151

www.wy­daw­nic­two­mind.pl

mind@wy­daw­nic­two­mind.pl

Wy­da­nie pierw­sze

Skład i ła­ma­nie: Ma­te­usz Sta­szek

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

De­dy­ku­je­my tę książ­kę dzie­ciom. Są po to, by po­ka­zać nam, jak moż­na żyć uczci­wie, au­ten­tycz­nie, z cie­ka­wo­ścią, wraż­li­wo­ścią, od­wa­gą i en­tu­zja­zmem.

W szcze­gól­no­ści po­świę­ca­my ją Bria­no­wi, Ky­rze i Ma­rie­ce.

SŁO­WO WSTĘP­NE

W 2003 roku na­pi­sa­ły­śmy książ­kę Em­pa­tycz­na kla­sa. Re­la­cje, któ­re po­ma­ga­ją w na­uce1. Jej ce­lem było po­dzie­le­nie się z na­uczy­cie­la­mi pew­ną tech­ni­ką po­ro­zu­mie­wa­nia się sfor­mu­ło­wa­ną przez dr. Mar­shal­la B. Ro­sen­ber­ga, zna­ną jako Po­ro­zu­mie­nie bez Prze­mo­cy (No­nvio­lent Com­mu­ni­ca­tion, w skró­cie NVC). Chcia­ły­śmy na­pi­sać książ­kę, ja­kiej bra­ko­wa­ło nam, kie­dy same pra­co­wa­ły­śmy w szko­le, po­szu­ku­jąc sku­tecz­nych spo­so­bów na stwo­rze­nie uczniom przy­ja­zne­go śro­do­wi­ska do współ­dzia­ła­nia. Wie­dzia­ły­śmy, że musi być ono w ja­kiś spo­sób moż­li­we. Od chwi­li uka­za­nia się książ­ki czę­sto mia­ły­śmy oka­zję sły­szeć od na­uczy­cie­li z róż­nych czę­ści świa­ta, że po­mo­gła im za­mie­nić sale szkol­ne w miej­sce, gdzie waż­ne są wza­jem­ne re­la­cje.

W ni­niej­szej książ­ce rów­nież dzie­li­my się na­szą wie­dzą o Po­ro­zu­mie­niu bez Prze­mo­cy, jed­nak tym ra­zem z ro­dzi­ca­mi. Je­ste­śmy ro­dzi­ca­mi dłu­żej niż na­uczy­ciel­ka­mi, dla­te­go te­mat ten głę­bo­ko nas do­ty­ka i bu­dzi żywe wspo­mnie­nia wcze­sne­go ro­dzi­ciel­stwa. Głów­ne za­gad­nie­nia, o któ­rych pi­sze­my, są w przy­bli­że­niu po­dob­ne do pro­ble­mów ro­dzi­ciel­skich, któ­re same prze­ży­wa­ły­śmy w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych, choć w cią­gu tych lat znacz­nie zmie­ni­ła się kul­tu­ra ży­cia, przez co ro­dzi­ciel­stwo sta­ło się więk­szym wy­zwa­niem niż być może kie­dy­kol­wiek wcze­śniej.

Kie­dy my­śli­my o na­szych do­świad­cze­niach, czu­je­my wdzięcz­ność za to, że uda­ło nam się spę­dzić kil­ka lat, opie­ku­jąc się dzieć­mi w domu. W tam­tych cza­sach ro­dzi­na z kla­sy śred­niej mo­gła utrzy­mać się z jed­nej pen­sji i po­wszech­nie ak­cep­to­wa­no mat­ki, któ­re re­zy­gno­wa­ły z pra­cy za­wo­do­wej na rzecz dzie­ci – bo opie­ki nad dziec­kiem nie uwa­ża­no wte­dy jesz­cze za „praw­dzi­wą pra­cę”. W nie­któ­rych kra­jach roz­wi­nię­tych nadal po­ma­ga się ko­bie­tom po­zo­stać z dziec­kiem przez pierw­sze trzy lata jego ży­cia, cho­ciaż, na przy­kład, nie do­ty­czy to Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Poza tym kosz­ty utrzy­ma­nia wzro­sły tak znacz­nie, że stan­dard ży­cia kla­sy śred­niej wy­ma­ga za­zwy­czaj dwoj­ga pra­cu­ją­cych ro­dzi­ców.

Oprócz pro­ble­mów fi­nan­so­wych dzi­siej­sze ro­dzi­ny sto­ją tak­że w ob­li­czu ro­sną­ce­go tem­pa ży­cia i za­le­wu in­for­ma­cji po­cho­dzą­cych z In­ter­ne­tu, pocz­ty elek­tro­nicz­nej czy cią­głej ko­mu­ni­ka­cji te­le­fo­nicz­nej. Je­ste­śmy dzi­siaj w sta­nie wy­ko­nać wię­cej czyn­no­ści w krót­szym cza­sie niż kie­dyś. Wy­ko­nu­je­my wie­le za­dań rów­no­cze­śnie, żeby osią­gnąć tak dużo, jak tyl­ko się da. Tech­ni­ka mia­ła za­pew­nić nam wię­cej wol­no­ści i wię­cej cza­su dla ro­dzi­ny, hob­by i od­po­czyn­ku, tym­cza­sem stwo­rzy­ła nowe stan­dar­dy ja­ko­ści i wy­wo­ła­ła wzrost ocze­ki­wań wo­bec su­per­firm, su­per­pra­cow­ni­ków, su­per­mam, su­per­ta­tu­siów i su­per­dzie­ci. Rów­nież re­ak­cje emo­cjo­nal­ne u lu­dzi do­zna­ły przy­spie­sze­nia, tak że roz­stro­ić nas mogą na­wet nie­wiel­kie uster­ki, opóź­nie­nia czy ob­jaz­dy na dro­dze. Prze­ła­do­wa­nie emo­cjo­nal­ne i men­tal­ne od­bie­ra nam ener­gię, czy­niąc nas zmę­czo­ny­mi i nie­zno­śny­mi.

Jed­nak te „złe wia­do­mo­ści” to nie wszyst­ko. Na­sza książ­ka przy­no­si rów­nież do­bre wie­ści na te­mat sku­tecz­nej ko­mu­ni­ka­cji opar­tej na wza­jem­nym sza­cun­ku, któ­rej ce­lem jest za­spo­ko­je­nie po­trzeb każ­de­go człon­ka ro­dzi­ny i prze­kształ­ce­nie kon­flik­tów we współ­dzia­ła­nie. Pi­sząc tę książ­kę, mamy na­dzie­ję wes­przeć czy­tel­ni­ków w dą­że­niu do ro­dzi­ciel­stwa zbu­do­wa­ne­go na ich naj­głę­biej ży­wio­nych war­to­ściach i pra­gnie­niu wszyst­kie­go, co naj­lep­sze, dla dzie­ci.

PRZED­MO­WA

Dr Mar­shall B. Ro­sen­berg2

Upły­nę­ło już spo­ro lat od cza­su, kie­dy wy­cho­wy­wa­łem swo­je dzie­ci, ale wciąż zgła­sza­ją się do mnie ro­dzi­ce z ca­łe­go świa­ta, opi­su­jąc swo­je kło­po­ty i wy­zwa­nia, ja­kie sta­wia przed nimi ro­dzi­ciel­stwo. Nie są one zresz­tą mi obce, jed­nak z pew­no­ścią bar­dziej nie­po­ko­ją­ce niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej ze wzglę­du na prze­ła­do­wa­ne pla­ny za­jęć dzie­ci i wpływ, jaki wy­wie­ra na nie świat ze­wnętrz­ny. Każ­de­go dnia są kon­fron­to­wa­ne z in­for­ma­cja­mi na te­mat prze­mo­cy czy róż­ne­go ro­dza­ju kon­flik­tów. Na do­da­tek, na ro­dzi­cach cią­ży bar­dzo sil­ny wy­móg, aby de­fi­nio­wać swo­ją in­dy­wi­du­al­ność bar­dziej przez to, co mają, niż przez to, co ce­nią. Za­gu­bie­ni, szu­ka­ją po­mo­cy i wspar­cia – i naj­wyż­szy czas, aby­śmy im ich udzie­li­li.

Ni­niej­sza książ­ka ma być wła­śnie ta­kim wspar­ciem – prze­ko­nu­ją­cym i przy­cho­dzą­cym w szcze­gól­nym okre­sie, po­nie­waż nig­dy wcze­śniej ro­dzi­na nie była tak waż­na dla przy­szło­ści na­szych spo­łe­czeństw i do­bro­by­tu pla­ne­ty. Wska­zów­ki w niej za­war­te po­mo­gą ro­dzi­com stać się sku­tecz­ną siłą spraw­czą zmian w ro­dzi­nie, spo­łecz­no­ści, a na­wet w szer­szym krę­gu. Zga­dzam się z au­tor­ka­mi, kie­dy mó­wią: „Typ two­je­go ro­dzi­ciel­stwa ma wpływ nie tyl­ko na two­je dziec­ko, ale rów­nież na ży­cie se­tek, a może i ty­się­cy lu­dzi, z któ­ry­mi ze­tkną się w przy­szło­ści. Nie mo­żesz unik­nąć tego wpły­wu, ale mo­żesz zde­cy­do­wać, jaki on bę­dzie”.

Książ­ka Sury Hart i Vic­to­rii Kin­dle Hod­son to coś wię­cej niż zwy­kły po­rad­nik dla ro­dzi­ców, któ­ry ma po­móc w szyb­kim roz­wią­za­niu do­raź­nych pro­ble­mów albo prze­ka­zać pew­ne tech­ni­ki wy­cho­waw­cze. Do­star­cza pod­staw ko­mu­ni­ko­wa­nia się i bu­do­wa­nia wię­zi w ro­dzi­nie, dzię­ki cze­mu moż­na zde­cy­do­wa­nie po­pra­wić ja­kość wspól­ne­go ży­cia dzie­ci i do­ro­słych. Z jej po­mo­cą ro­dzi­ce mogą prze­kształ­cić swo­je na­wy­ko­we spo­so­by po­ro­zu­mie­wa­nia się z dziec­kiem, któ­re sto­ją w sprzecz­no­ści z pra­gnie­niem wspie­ra­nia ich roz­wo­ju. Dzię­ki no­wym umie­jęt­no­ściom będą w sta­nie stwo­rzyć bez­piecz­ne i wspie­ra­ją­ce śro­do­wi­sko, w któ­rym dzie­ci w peł­ni zre­ali­zu­ją swój po­ten­cjał.

Wszy­scy przy­cho­dzi­my na świat z wła­ści­wym na­szej ludz­kiej na­tu­rze zmy­słem współ­za­leż­no­ści oraz po­trze­bą ży­cia we wspól­no­cie i ko­rzy­sta­nia z wza­jem­ne­go wspar­cia. Po­sia­da­my tak­że wro­dzo­ną zdol­ność em­pa­tii. Do­pie­ro na­sze do­świad­cze­nia – „owe chwi­le, gdy w do­mach, szko­łach i in­nych miej­scach lek­ce­wa­ży się na­sze po­trze­by” – po­wo­du­ją, że wbrew na­tu­rze za­czy­na­my wy­bie­rać dro­gę prze­mo­cy, na przy­kład w po­sta­ci żą­dań czy przy­mu­su, jako naj­sku­tecz­niej­szą tak­ty­kę osią­ga­nia ce­lów i za­spo­ka­ja­nia swo­ich po­trzeb. Albo, jesz­cze go­rzej, za­po­mi­na­my, że na­sze po­trze­by mają ja­kie­kol­wiek zna­cze­nie.

Ni­niej­sza książ­ka przy­no­si nowe ro­zu­mie­nie dzie­cię­ce­go za­cho­wa­nia i nowy spo­sób re­ago­wa­nia na nie. Je­śli uży­jesz przed­sta­wio­nych w niej na­rzę­dzi, zbu­du­jesz moc­ną pod­sta­wę za­ufa­nia w re­la­cjach z dziec­kiem. A dzie­ci do­ra­sta­ją­ce w za­ufa­niu – w śro­do­wi­sku, w któ­rym ich po­trze­by są re­spek­to­wa­ne – mają więk­sze szan­se na zdro­we i twór­cze ży­cie. Za­ufa­nie jest bo­wiem pod­sta­wą po­czu­cia wła­snej war­to­ści u dziec­ka, a tak­że wię­zi z do­ro­sły­mi opar­tej na wza­jem­nym sza­cun­ku i mi­ło­ści.

Ta nie­zwy­kle waż­na, ale i bar­dzo prak­tycz­na książ­ka na­uczy cię, jak na­praw­dę przy­go­to­wać dziec­ko do ży­cia w świe­cie. Nie­za­leż­nie od tego, co je spo­tka w ży­ciu, mo­żesz spra­wić, że zmie­rzy się z tym jako oso­ba doj­rza­ła emo­cjo­nal­nie i świa­do­ma swo­je­go po­wią­za­nia z in­ny­mi. Bu­du­jąc dom pe­łen za­ufa­nia i sza­cun­ku dla po­trzeb wszyst­kich miesz­kań­ców, wzmoc­nisz dzie­ci w od­kry­wa­niu swo­je­go po­ten­cja­łu oraz spra­wisz, że w przy­szło­ści chęt­nie wnio­są swój wkład w ży­cie ro­dzi­ny, wspól­no­ty i na­szej pla­ne­ty.

Prze­czy­ta­nie tej książ­ki to jesz­cze nie wszyst­ko: trze­ba sta­rać się też żyć we­dług za­sad, któ­re pro­pa­gu­je. Po­sta­raj się po­dzie­lić się nimi z mał­żon­kiem, przy­ja­ciół­mi i dzieć­mi. Od jed­ne­go ro­dzi­ca do dru­gie­go, od jed­ne­go domu do na­stęp­ne­go – stop­nio­wo stwo­rzy­my świat, w któ­rym po­trze­by lu­dzi są za­spo­ka­ja­ne w po­ko­jo­wy spo­sób.

WPRO­WA­DZE­NIE

Książ­ka ta wzię­ła się z prze­świad­cze­nia, że by­cie ro­dzi­cem to naj­waż­niej­sza, naj­le­piej na­gra­dza­na, ale i naj­bar­dziej wy­ma­ga­ją­ca ak­tyw­ność ludz­ka. Kła­dąc na­cisk na bu­do­wa­nie wza­jem­ne­go sza­cun­ku i współ­dzia­ła­nia ro­dzi­ców z dzieć­mi, przed­sta­wia­my w niej sie­dem klu­czo­wych kro­ków do od­blo­ko­wa­nia i in­spi­ro­wa­nia ty­po­wo ro­dzi­ciel­skich umie­jęt­no­ści. Wśród nich znaj­du­ją się: ja­sność co do ce­lów ro­dzi­ciel­stwa, ro­zu­mie­nie po­trzeb dziec­ka ukry­tych za okre­ślo­ny­mi za­cho­wa­nia­mi i ak­tyw­ne two­rze­nie oko­licz­no­ści oraz po­dej­mo­wa­nie dzia­łań ma­ją­cych na celu za­spo­ko­je­nie owych po­trzeb.

Wciąż pa­mię­ta­my czas, kie­dy w wie­ku dwu­dzie­stu paru lat zo­sta­ły­śmy mat­ka­mi, a po­tem, ma­jąc trzy­dzie­ści kil­ka, pro­wa­dzi­ły­śmy dzie­ci naj­pierw do szko­ły pod­sta­wo­wej, a tro­chę póź­niej do śred­niej. Bra­ko­wa­ło nam wte­dy zro­zu­mie­nia, ja­sno­ści i wspar­cia. Na­sze do­świad­cze­nia nie od­po­wia­da­ły ów­cze­snym po­ję­ciom o re­la­cjach ro­dzi­ców i dzie­ci: by­ły­śmy prze­ko­na­ne, że dzie­ci są isto­ta­mi do­sko­na­ły­mi, in­te­gral­ny­mi we­wnętrz­nie, i chcia­ły­śmy z nimi współ­dzia­łać, za­chwy­cać się nimi i uczyć się od nich. Wie­dzia­ły­śmy, że moż­na doj­rze­wać wraz z dziec­kiem, ucząc się na­wza­jem od sie­bie i zdo­by­wa­jąc dzię­ki temu głęb­sze zro­zu­mie­nie świa­ta. Wte­dy – w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych – nie po­ma­ga­no jed­nak ro­dzi­com li­kwi­do­wać ro­dzin­nych kon­flik­tów i znaj­do­wać ra­do­ści w by­ciu ra­zem, lecz pro­pa­go­wa­no kon­tro­lę nad dziec­kiem jako naj­lep­szą me­to­dę roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów.

Po­dej­ście to jest żywe rów­nież dzi­siaj. Po­wsta­ją set­ki ksią­żek o tym, jak skło­nić dziec­ko do ro­bie­nia tego, na czym nam za­le­ży, wy­wo­łu­jąc w nim po­czu­cie winy, za­wsty­dza­jąc je, chwa­ląc, stra­sząc ka­ra­mi albo obie­cu­jąc na­gro­dy. Co praw­da, w ostat­nich la­tach po­dej­ście to ule­gło pew­ne­mu zła­go­dze­niu – bo za­czę­to mó­wić o kon­se­kwen­cjach, za­miast ka­rach, oraz o time-outach i po­zy­tyw­nej mo­ty­wa­cji – jed­nak cel po­zo­stał ten sam: kon­tro­la nad dzie­cię­cym za­cho­wa­niem.

Więk­szość ro­dzi­ców, z któ­ry­mi mia­ły­śmy stycz­ność, pró­bo­wa­ła tych me­tod – lecz uzna­ła je za wy­so­ce nie­za­do­wa­la­ją­ce. Było tak dla­te­go, że ko­rzy­ści, ja­kie z nich pły­ną, są krót­ko­trwa­łe – na przy­kład, zmniej­sze­nie licz­by kon­flik­tów na ja­kiś czas – za to oku­pio­ne du­żym kosz­tem. Im bar­dziej ro­dzi­ce sta­ra­ją się wpro­wa­dzić w domu okre­ślo­ne za­sa­dy, wy­cią­gać kon­se­kwen­cje i mo­ty­wo­wać za po­mo­cą na­gród, tym wię­cej po­ja­wia się wal­ki, krzy­ków, trza­ska­ją­cych drzwi, lo­do­wa­tych spoj­rzeń i łez. Wie­lu ro­dzi­ców skar­ży­ło się nam, że trud­no im wdra­żać tego ro­dza­ju tech­ni­ki wy­cho­waw­cze, po­nie­waż nie zga­dza­ją się one z ich ro­dzi­ciel­ską in­tu­icją oraz chę­cią zbu­do­wa­nia ser­decz­nych re­la­cji z dziec­kiem.

Two­je ży­cie zde­cy­du­je o tym, cze­go na­uczą się dzie­ci

Ni­niej­sza książ­ka ofe­ru­je po­dej­ście al­ter­na­tyw­ne do ro­dzi­ciel­stwa ba­zu­ją­ce­go na kon­tro­li. Chce­my prze­ka­zać w niej do­brą wia­do­mość: nie mu­si­cie wy­my­ślać spo­so­bów na skła­nia­nie wa­sze­go dziec­ka do zmia­ny za­cho­wa­nia i nie mu­si­cie ni­cze­go kon­tro­lo­wać, aby po­sta­wić tamę kon­flik­tom. Ro­dzi­ciel­stwo, któ­re pro­pa­gu­je­my, jest w wie­lu aspek­tach prost­sze i bar­dziej in­tu­icyj­ne, a tak­że bar­dziej efek­tyw­ne, je­śli cho­dzi o za­spo­ka­ja­nie po­trzeb do­ro­słych i dzie­ci – za­rów­no w krót­kim, jak i w dłuż­szym okre­sie. Jego pod­sta­wą są po­zy­tyw­ne uczu­cia, ja­kich do­świad­cza­ją ro­dzi­ce i dzie­ci w chwi­lach naj­więk­szej bli­sko­ści. A je­śli mó­wi­my o zmia­nie czy­ichś za­cho­wań, to przede wszyst­kim na­szych wła­snych – po­nie­waż są je­dy­ny­mi, na któ­re mamy wpływ. Pięk­no tego po­dej­ścia po­le­ga na tym, że je­śli zmie­ni­my swój spo­sób po­stę­po­wa­nia, rów­nież po­stę­po­wa­nie dziec­ka się zmie­ni.

Po­wszech­nie uwa­ża się, że za­da­niem ro­dzi­ca jest prze­ka­za­nie dziec­ku pew­nych war­to­ści, zwy­kle za po­mo­cą ta­kich środ­ków, jak wy­ja­śnie­nia, wska­zów­ki, sta­wia­nie wy­ma­gań i ko­ry­go­wa­nie. Nie­ste­ty, ro­dzic w roli na­uczy­cie­la szyb­ko po­pa­da we fru­stra­cję, a na dzie­ci dzia­ła iry­tu­ją­co, co w su­mie pro­wa­dzi do wie­lu kon­flik­tów. W tym sa­mym bo­wiem cza­sie, kie­dy my sta­ra­my się wszel­ki­mi spo­so­ba­mi prze­ka­zać dziec­ku okre­ślo­ne war­to­ści na­szej kul­tu­ry, ono robi wszyst­ko, aby roz­wi­nąć swo­je wła­sne we­wnętrz­ne ukie­run­ko­wa­nie w ży­ciu i zbu­do­wać sza­cu­nek do sa­me­go sie­bie. Dla­te­go czę­sto po­zo­sta­je głu­che na na­sze ka­za­nia, a jed­no­cze­śnie uni­ka wszel­kich re­ak­cji, któ­re mo­gły­by wy­wo­łać ko­lej­ny wy­kład, stro­fo­wa­nie lub ul­ti­ma­tum, po­nie­waż wszyst­ko to uświa­da­mia mu tyl­ko, że nie speł­nia ja­kichś na­szych ocze­ki­wań.

Oczy­wi­ście, jako ro­dzic chce­cie mieć wpływ na dziec­ko, chce­cie prze­ka­zać mu swo­je war­to­ści i pro­wa­dzić je w spo­sób, któ­ry przy­czy­ni się do jego szczę­ścia i suk­ce­su w przy­szło­ści. Py­ta­nie jed­nak brzmi: kie­dy ro­dzic ma naj­więk­szy wpływ na dziec­ko? Czy kie­dy robi mu wy­mów­ki i pra­wi ka­za­nia, czy też kie­dy sam żyje w zgo­dzie z war­to­ścia­mi, któ­re chce prze­ka­zać?

Każ­dy wie, że czy­ny mó­wią gło­śniej niż sło­wa. Ba­da­nia po­ka­zu­ją, że tyl­ko pięć pro­cent wie­dzy, któ­rą po­sia­da­my, zdo­by­wa­my na dro­dze abs­trak­cyj­nych wy­ja­śnień – resz­ta po­cho­dzi z in­te­rak­cji z in­ny­mi ludź­mi3. W pew­nym mo­men­cie sami prze­ko­na­cie się, że dziec­ko uczy się wię­cej z wa­szych czy­nów niż z wa­szych słów: szyb­ko roz­po­zna­cie sie­bie w spo­so­bie, w jaki trak­tu­je ro­dzeń­stwo, albo w spo­so­bie ar­gu­men­ta­cji, któ­re­go uży­wa wo­bec was.

Za­sta­nów­cie się przez chwi­lę, cze­go na­uczy­li­ście się od swo­ich ro­dzi­ców: czy słu­cha­li­ście cho­ciaż po­ło­wy tego, co do was mó­wi­li? A może wię­cej zy­ska­li­ście, ob­ser­wu­jąc ich za­cho­wa­nie i spo­sób ży­cia? Wie­lu do­ro­słych twier­dzi, że głów­ną na­uką były dla nich bo­le­sne do­świad­cze­nia, dzię­ki któ­rym do­wie­dzie­li się, ja­ki­mi ro­dzi­ca­mi nie chcą być. Dla­te­go – po­zy­tyw­ny czy ne­ga­tyw­ny – wpływ ro­dzi­ców sta­no­wi za­wsze wiel­ką siłę kształ­tu­ją­cą czło­wie­ka: jego wła­sne ro­dzi­ciel­stwo i spo­sób ży­cia.

Dzie­ci po­trze­bu­ją ro­dzi­ców, któ­rzy żyją w spo­sób szcze­ry i zgod­ny ze swo­imi war­to­ścia­mi – wte­dy mają szan­sę zo­ba­czyć w nich wzór do na­śla­do­wa­nia. Moż­na po­trak­to­wać to jako do­brą spo­sob­ność – albo wręcz sil­ną mo­ty­wa­cję – do wy­ja­śnie­nia so­bie, co jest dla mnie waż­ne i ja­kie są moje cele, a na­stęp­nie zro­bie­nia wszyst­kie­go, co w na­szej mocy, aby żyć w zgo­dzie z nimi.

Ja­sność co do wła­snych prio­ry­te­tów i ży­cie w zgo­dzie z nimi nie po­le­ga jed­nak na dą­że­niu do per­fek­cji. Re­zy­gna­cja z tego ostat­nie­go może wręcz przy­nieść dużą ulgę: kie­dy bo­wiem oka­że się, że nie sto­icie na wy­so­ko­ści za­da­nia, któ­re so­bie sami wy­zna­czy­li­ście, to za­miast po­pa­dać w sa­mo­kry­ty­kę, mo­że­cie wy­ko­rzy­stać oka­zję do po­ka­za­nia dziec­ku, na czym po­le­ga szcze­rość wzglę­dem sie­bie i in­nych. I - co tak­że waż­ne – kto nie ocze­ku­je per­fek­cji od sie­bie, nie bę­dzie jej ocze­ki­wał od dziec­ka.

Obudź w so­bie umie­jęt­ność stwo­rze­nia ko­cha­ją­ce­go domu

Dom jest miej­scem, w któ­rym wa­sze dzie­ci od­bio­rą naj­bar­dziej pod­sta­wo­wą lek­cję ży­cia: jak dbać o wła­sne po­trze­by i jak po­móc in­nym za­dbać o ich po­trze­by. Dom jest pod­sta­wą dla przy­szłych re­la­cji wa­sze­go dziec­ka z mę­żem lub żoną, part­ne­rem lub part­ner­ką, z wła­sny­mi dzieć­mi, wnu­ka­mi, przy­ja­ciół­mi, przy­ja­ciół­ka­mi, współ­pra­cow­ni­ka­mi czy człon­ka­mi spo­łecz­no­ści. Po­wi­nien być świą­ty­nią, w któ­rej dziec­ko może roz­wi­jać się bez­piecz­nie i w swo­im tem­pie – ma­jąc świa­do­mość wa­sze­go wspar­cia, sza­cun­ku i prze­wod­nic­twa.

W ko­cha­ją­cym domu nie ma stra­chu – źró­dła wszyst­kich kon­flik­tów. Jest to miej­sce, w któ­rym po­trze­by dziec­ka są rów­nie waż­ne jak po­trze­by po­zo­sta­łych miesz­kań­ców – i wszyst­kie są w mia­rę moż­li­wo­ści za­spo­ka­ja­ne. Dziec­ko ma tego świa­do­mość, dla­te­go może spo­koj­nym kro­kiem wejść w ży­cie, któ­re tak sil­nie je przy­zy­wa, i po­szu­kać w nim swo­je­go miej­sca w sie­ci da­wa­nia i bra­nia, któ­ra skła­da się na ro­dzi­nę, spo­łecz­ność, na­ród i świat.

Książ­ka ta trak­tu­je przede wszyst­kim o re­la­cjach mię­dzy ro­dzi­ca­mi i dzieć­mi. Na­sze su­ge­stie do­ty­czą­ce współ­dzia­ła­nia i bu­do­wa­nia wza­jem­ne­go sza­cun­ku sto­su­ją się do dzie­ci w każ­dym wie­ku. Mogą być tak­że sku­tecz­ne w od­nie­sie­niu do do­ro­słych człon­ków ro­dzi­ny. Każ­da z trzech czę­ści książ­ki ma za za­da­nie przy­czy­nić się do roz­wo­ju ro­dzi­ciel­skiej zdol­no­ści two­rze­nia ko­cha­ją­ce­go domu.

Część I. Pod­sta­wa sza­cun­ku i współ­dzia­ła­nia

Trzy roz­dzia­ły tej czę­ści do­ty­czą ukry­tej dy­na­mi­ki sza­cun­ku i współ­dzia­ła­nia – dwóch rze­czy, któ­rych ro­dzi­ce pra­gną naj­bar­dziej.

Część II. Sie­dem kro­ków do współ­dzia­ła­nia

Owych sie­dem kro­ków do współ­dzia­ła­nia ma po­móc ro­dzi­com stop­nio­wo za­mie­nić dom w Stre­fę bez Prze­mo­cy, gdzie po­trze­by wszyst­kich miesz­kań­ców są rów­nie waż­ne, a dą­że­nie do ich za­spo­ko­je­nia za­stę­pu­je kary, na­gro­dy i wza­jem­ną kry­ty­kę.

Część III. Za­ba­wy dla ca­łej ro­dzi­ny i hi­sto­rie ze Stre­fy bez Prze­mo­cy

Ta część za­wie­ra sze­reg za­baw, gier i za­jęć roz­wi­ja­ją­cych róż­ne umie­jęt­no­ści, a tak­że słu­żą­cych do przy­jem­ne­go spę­dze­nia cza­su. Na koń­cu znaj­du­ją się opo­wie­ści ro­dzi­ców, któ­rzy wdra­ża­ją za­sa­dy przed­sta­wio­ne w książ­ce. Mogą one być in­spi­ra­cją dla czy­tel­ni­ków. (Wszyst­kie imio­na bo­ha­te­rów zo­sta­ły zmie­nio­ne).

Uwa­ga na te­mat Po­ro­zu­mie­nia bez Prze­mo­cy (NVC)

Ta książ­ka opie­ra się na za­ło­że­niach Po­ro­zu­mie­nia bez Prze­mo­cy, ale sta­no­wią one je­dy­nie śro­dek do jesz­cze waż­niej­sze­go i głęb­sze­go celu: osią­gnię­cia okre­ślo­ne­go sta­nu umy­słu i ser­ca. Pod­sta­wo­we po­ję­cia Po­ro­zu­mie­nia bez Prze­mo­cy zo­sta­ną wpro­wa­dzo­ne w Kro­ku 5., jed­nak w książ­ce tej kła­dzie­my na­cisk nie tyle na ję­zyk wza­jem­nej ko­mu­ni­ka­cji, ile na we­wnętrz­ną po­sta­wę i ro­dzi­ciel­stwo zbu­do­wa­ne na sza­cun­ku. Po­ro­zu­mie­nie bez Prze­mo­cy prze­kształ­ca du­ali­stycz­ne i kon­fron­ta­cyj­ne my­śle­nie – któ­re ba­zu­je na stra­chu i jest źró­dłem we­wnętrz­nych i ze­wnętrz­nych kon­flik­tów – w peł­ną sza­cun­ku i mi­ło­ści świa­do­mość cu­dzych po­trzeb, któ­re leżą u pod­staw wszel­kich za­cho­wań.

CZĘŚĆ IPOD­STA­WA SZA­CUN­KU I WSPÓŁ­DZIA­ŁA­NIA

Trzy roz­dzia­ły Czę­ści I do­ty­czą ukry­tej dy­na­mi­ki sza­cun­ku i współ­dzia­ła­nia – dwóch rze­czy, któ­rych ro­dzi­ce pra­gną naj­bar­dziej.

Roz­dział 1. Sza­cu­nek i współ­dzia­ła­nie. Cze­go chcą ro­dzi­ce i jak mogą to zdo­być?

W któ­rym opi­su­je­my współ­dzia­ła­nie jako dro­gę dwu­kie­run­ko­wą i wy­ja­śnia­my, na czym po­le­ga róż­ni­ca mię­dzy spra­wo­wa­niem wła­dzy nad dziec­kiem a za­an­ga­żo­wa­niem w re­ali­za­cję wła­dzy ra­zem z dziec­kiem.

Roz­dział 2. Sza­cu­nek dla sa­me­go sie­bie. Ro­dzi­ce tak­że mają po­trze­by

W któ­rym pod­kre­śla­my, jak waż­ne jest, by ro­dzi­ce dba­li o swo­je po­trze­by.

Roz­dział 3. Co nisz­czy współ­dzia­ła­nie?

W któ­rym pre­zen­tu­je­my na­wy­ki my­ślo­we i ję­zy­ko­we, któ­re pod­ko­pu­ją współ­dzia­ła­nie.

ROZ­DZIAŁ 1.SZA­CU­NEK I WSPÓŁ­DZIA­ŁA­NIE. CZE­GO CHCĄ RO­DZI­CE I JAK MOGĄ TO ZDO­BYĆ?

Jak wy­glą­dał­by świat, gdy­by cho­ciaż jed­no po­ko­le­nie zo­sta­ło wy­cho­wa­ne w idei sza­cun­ku i bez prze­mo­cy?

Glo­ria Ste­inem

Sza­cu­nek i współ­dzia­ła­nie zaj­mu­ją wy­so­kie miej­sce na ro­dzi­ciel­skiej li­ście ży­czeń. Być może i wy je­ste­ście w gru­pie, któ­rej włą­cza się co ja­kiś czas – w trak­cie spo­ru z dziec­kiem – sy­gnał alar­mo­wy: „Na­praw­dę chcia­ła­bym (chciał­bym) tro­chę wię­cej sza­cun­ku i współ­dzia­ła­nia z jego stro­ny!” Być może je­ste­ście jed­nym z ro­dzi­ców, któ­rzy za­sta­na­wia­ją się, co ta­kie­go nie po­zwa­la wam tego do­stać. Czy na­praw­dę trze­ba pro­sić o coś tak zwy­kłe­go, sko­ro robi się tyle dla swo­je­go dziec­ka? No cóż, i tak, i nie. Sza­cu­nek i współ­dzia­ła­nie to pro­ste rze­czy – po­nie­waż są to wa­sze pod­sta­wo­we po­trze­by. Z dru­giej stro­ny, stwo­rze­nie oko­licz­no­ści, któ­re umoż­li­wią dziec­ku sza­no­wa­nie i współ­dzia­ła­nie, wy­ma­ga wię­cej wy­sił­ku, niż mo­gło­by się wy­da­wać.

We­dług na­szych ob­ser­wa­cji, żeby wy­zwo­lić po­ten­cjał wza­jem­ne­go sza­cun­ku i współ­dzia­ła­nia u dziec­ka, na­le­ży:

• Pa­mię­tać, że dzie­ci uczą się na przy­kła­dzie ro­dzi­ców.

• Współ­dzia­łać z dziec­kiem.

• Na rów­ni ce­nić po­trze­by swo­je i dziec­ka.

• Zwe­ry­fi­ko­wać swo­je za­ło­że­nia na te­mat dziec­ka.

• Prak­ty­ko­wać sie­dem za­sad ro­dzi­ciel­stwa zbu­do­wa­ne­go na sza­cun­ku.

Choć mat­ki i oj­co­wie mó­wią wie­le o sza­cun­ku i współ­dzia­ła­niu, za­uwa­ży­ły­śmy w tym wzglę­dzie wiel­kie po­mie­sza­nie po­jęć. Kie­dy spy­tać o szcze­gó­ły, ro­dzi­ce nie za­wsze wie­dzą, co mają na my­śli. Zda­rza się na­wet, że w róż­nym cza­sie mają na my­śli coś in­ne­go. Na do­kład­kę, me­to­dy, ja­kie sto­su­ją, aby wpo­ić dzie­ciom sza­cu­nek i zmu­sić do współ­dzia­ła­nia, czę­sto od­bi­ja­ją się ry­ko­sze­tem, po­nie­waż sami nie są zdol­ni do oka­za­nia dzie­ciom sza­cun­ku lub współ­dzia­ła­nia z nimi – przy­najm­niej w tym sen­sie, w ja­kim mówi o tym ni­niej­sza książ­ka.

Współ­dzia­ła­nie to dro­ga dwu­kie­run­ko­wa

Ra­zem mo­że­my być mą­drzej­si niż każ­dy z nas od­dziel­nie.

Mu­si­my na­uczyć się czer­pać z tej mą­dro­ści.

Tom Atlee

Oka­zu­je się, że wie­lu ro­dzi­ców my­śli o współ­dzia­ła­niu jak o dro­dze jed­no­kie­run­ko­wej – dzie­ci mają ro­bić to, cze­go się od nich ocze­ku­je – za­miast jak o re­la­cji dwu­kie­run­ko­wej. I gdy dziec­ko nie robi tego, cze­go ocze­ku­je ro­dzic, na­zy­wa­ją je „nie­po­słusz­nym”, od cze­go już tyl­ko mały krok do przy­kle­ja­nia ety­kie­tek, kry­ty­ko­wa­nia, oskar­ża­nia, kłót­ni i spo­rów. Póź­niej­sze pró­by opa­no­wa­nia sy­tu­acji pro­wa­dzą do kom­pro­mi­sów, ne­go­cja­cji i tar­gów, któ­re rzad­ko za­spo­ka­ja­ją po­trze­by wszyst­kich za­in­te­re­so­wa­nych.

Czy po­wie­dzie­li­ście kie­dyś do swo­je­go dziec­ka coś ta­kie­go: „Co za ba­ła­gan! Chcę, że­byś po­sprzą­tał po­kój, za­nim pój­dziesz się ba­wić!” Dzi­wi­li­ście się po­tem, że nie wy­ko­na­ło po­le­ce­nia od razu i z uśmie­chem na twa­rzy? Pod­ję­li­ście jed­no­stron­ną de­cy­zję, zgod­nie z któ­rą dziec­ko mia­ło speł­nić wa­sze ocze­ki­wa­nia w wy­zna­czo­nym przez was cza­sie. „W koń­cu ja tu je­stem ro­dzi­cem!” – mo­gli­by­ście po­wie­dzieć. Zgo­da, jed­nak ta­kie po­dej­ście nie bie­rze pod uwa­gę punk­tu wi­dze­nia dziec­ka! I je­śli bę­dzie­cie lek­ce­wa­żyć jego uczu­cia, my­śli i po­trze­by – w tym tak­że po­mysł na roz­wią­za­nie pro­ble­mu z ba­ła­ga­nem – ry­zy­ku­je­cie utra­tę jego sza­cun­ku i do­brej woli. Dzie­cię­cy mru­kli­wy opór bywa wte­dy na­tu­ral­ną kon­se­kwen­cją wa­sze­go wy­bo­ru, żeby dzia­łać bez wzglę­du na jego zda­nie.

Przed­ro­stek „współ-” w sło­wie „współ­dzia­ła­nie” wska­zu­je na czyn­ność wy­ko­ny­wa­ną ra­zem – po­dob­nie jak w sło­wach: współ­twór­ca, współ­au­tor czy współ­pra­cow­nik. Współ­dzia­łać zna­czy więc: dzia­łać ra­zem. Nie jest to coś, co moż­na za­de­kre­to­wać lub na­ka­zać. Je­śli w domu bra­ku­je ele­men­tu wspól­no­ty w dzia­ła­niu – na przy­kład w usta­la­niu re­guł do­ty­czą­cych ży­cia dziec­ka, w roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów czy po­dej­mo­wa­niu de­cy­zji – moż­na ocze­ki­wać na­tu­ral­nych tego kon­se­kwen­cji, czy­li: opo­ru, kłót­ni, zra­nio­nych uczuć, chę­ci po­sta­wie­nia na swo­im i ko­niecz­no­ści ucie­ka­nia się do kar i na­gród. Fun­da­men­tal­ne pra­wo ludz­kich re­la­cji mówi, że brak wspól­no­ty w dzia­ła­niu wy­wo­łu­je opór, któ­ry z ko­lei pro­wa­dzi do sto­so­wa­nia kar i na­gród – aby zmu­sić do po­słu­szeń­stwa – co zno­wu wy­wo­łu­je opór i tak da­lej. Ro­dzi­ce za­po­mi­na­ją­cy o owym „współ-” we współ­dzia­ła­niu wcze­śniej czy póź­niej będą mu­sie­li za to za­pła­cić. Je­śli nie dzia­łasz ze swo­im dziec­kiem, ono nie bę­dzie dzia­łać z tobą.