Spór o istnienie świata, t. 2, cz. II - Roman Ignarden - ebook

Spór o istnienie świata, t. 2, cz. II ebook

Roman Ignarden

0,0

Opis

[PK]

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejsko-Powiatowa Biblioteka Publiczna w Rypinie

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 534

Rok wydania: 1987

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



DZIEŁA FILOZOFICZNE

SPÓR O ISTNIENIE ŚWIATA

§ 70. PRZEDMIOT INDYWIDUALNY JAKO CZŁON ŚWIATA

• Por. „Spór...”, t. III, Warszawa 1981. (Przyp. w

«’7 Zob. t. I, s. 111»

XVI. Zagadnienia formy czystej świadomości

§ 78. Formalne zagadnienie samodzielności strumien

dzielnymi w stosunku do ciała i nie wypływając ewe

§81. Perspektywy na możliwe ontologiczne rozwiązan

SPÓR O ISTNIENIE ŚWIATA

ROMAN INGARDEN

DZIEŁA FILOZOFICZNE

SPÓR O ISTNIENIE ŚWIATA

§ 70. PRZEDMIOT INDYWIDUALNY JAKO CZŁON ŚWIATA

• Por. „Spór...”, t. III, Warszawa 1981. (Przyp. w

«’7 Zob. t. I, s. 111»

XVI. Zagadnienia formy czystej świadomości

§ 78. Formalne zagadnienie samodzielności strumien

dzielnymi w stosunku do ciała i nie wypływając ewe

§81. Perspektywy na możliwe ontologiczne rozwiązan

DZIEŁA FILOZOFICZNE

PAŃSTWOWE WYDAWNICTWO NAUKOWE

ROMAN INGARDEN

SPÓR O ISTNIENIE ŚWIATA

TOM II

ONTOLOGIA FORMALNA

Część 2

ŚWIAT I ŚWIADOMOŚĆ

Wydanie III zmienione

przygotowała i partie tekstu z języka niemieckiego przetłumaczyła

Danuta Gierulanka

WARSZAWA 1987

Okładkę projektował

Janusz Ingarden

Redaktor

Hanna Marciniak

Redaktor techniczny Jolanta Cibor

Korektor

Danuta Borzęcka

©Copyright

by Państwowe Wydawnictwo Naukowe Warszawa 1961, 1987

ISBN 83-01-06117-0 całość

ISBN 83-01-08074-4 t. II cz. 2

PAŃSTWOWE WYDAWNICTWO NAUKOWE

Wydanie III. Nakład 5000 + 280 egzemplarzy. Arkuszy wydawniczych 22,5. Arkuszy drukarskich 17,0. Papier druk. sat. kl. III, 80 g. 70 x 100 cm. Oddano do składania we wrześniu 1984 r. Podpisano do druku w maju 1987 r. Druk ukończono we wrześniu 1987 r. Zamówienie nr 619/85 Al 1-1107. Cena zł 540—

DRUKARNIA NARQDOWA

Rozdział XV

FORMA DZIEDZINY PRZEDMIOTOWEJ I FORMA ŚWIATA

§ 66. WSTĘP

Nasze dotychczasowe rozważania formalno-ontologiczne dotyczyły wyłącznie formy przedmiotu indywiduałnego bez uwzględnienia ewentualnej wielości takich przedmiotów i wynikających stąd nowych podstawowych pytań o formę i prawidłowości formalne tej wielości, a zwłaszcza całej dziedziny przedmiotowej, resp. świata, zawierającego w sobie nieograniczone mnogości przedmiotów indywidualnych. Tych zagadnień jednak nie wolno pominąć, gdyż spór pomiędzy idealistycznymi a realistycznymi rozwiązaniami zagadnienia istnienia świata odnosi się właśnie do świata, a więc do dziedziny przedmiotowej Szczególnego rodzaju. Na tej formie może się pokazać, czy nie tylko poszczególne przedmioty są samoistne bytowo albo tylko heteronomiczne, lecz i cała dziedzina bytowa kryjąca h’ sobie owe przedmioty o tym lub owym sposobie istnienia istnieje w sposób bytowo samoistny. Przy tym nie jest z góry oczywiste, że dziedzina przedmiotowa, a w szczególności świat, musi wykazywać tę samą strukturę formalną co pojedynczy przedmiot indywidualny. Mogą tu zachodzić całkiem nieoczekiwane osobliwości formalne, które wprawdzie zakładają, być może, formę poszczególnych przedmiotów indywidualnych stanowiących składniki świata, ale ponadto stanowią pewne novum, które samo dla siebie należy wyjaśnić. Nie jest wykluczone, że dziedzina, resp. świat jest pod względem formalnym po prostu tylko przedmiotem indywidualnym wyższego rzędu. Być może jednak w formie jej występują pewne momenty, które mają rozstrzygające znaczenie dla stosunków i związków egzystencjalnych między różnymi dziedzinami. O te zaś stosunki chodzi także w rozważanym przez nas sporze, gdyż wchodzi w grę stosunek świata do czystej świadomości, przy czym nie wiadomo, czy czysta świadomość stanowi pewną dziedzinę przedmiotową, czy też tylko pewien szczególny przedmiot indywidualny. Możliwe jest zaś, że forma świata dopuszcza zasadniczo tylko niektóre z możliwych stosunków między dwoma jestestwami, i to bez względu na to, czy drugim członem jest przedmiot indywidualny, czy też cała dziedzina. Wyjaśnienie więc formy dziedziny przedmiotowej świata wyznaczy nam możliwości, w obrębie których muszą się trzymać próby rozwiązań sporu o istnienie świata, aby nie popaść w konflikt z formalną ontologią.

Forma dziedziny, a w szczególności jej ewentualna odmienność od formy

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

przedmiotu indywidualnego, jest jeszcze z innego punktu widzenia ważna dla ogólnej formalnej ontologii. Nie odgrywa on większej roli w naszym sporze, ale trzeba o nim wspomnieć, albowiem nasuwa się tu niebezpieczeństwo niektórych antynomii, a w szczególności tzw. antynomii klasy klas. Jest to — jak wiadomo — związane z teorią typów B. Russella. Chodzi mianowicie o to, czy zasadnicza forma przedmiotu indywidualnego — jako podmiotu własności stanowiącego wraz z własnościami jedną konkretną całość i ukwalifikowanego przez naturę konstytutywną — jest formą bezwzględnie ogólną, tak iż wszystko, cokolwiek jest, a więc m.in. także dziedzina przedmiotowa, resp. świat, jest przedmiotem indywidualnym, czy też przeciwnie: jest to forma wprawdzie „ogólna” — tzn. występująca we wszystkich przedmiotach indywidualnych — ale mimo to tylko jedna z możliwych form I obok innych form I. <^W drugim wypadku forma I dziedziny przedmiotowej i świata mogłaby być o tyle od niej odmienna, że już nie można by ich uważać za przedmioty indywidualne. I podobnie: forma I dziedziny dziedzin (więc jak się na razie wydaje „klasy klas”) znów zasadniczo różniłaby się od formy I dziedziny przedmiotowej, itd.> Jak wiadomo, Russell, chcąc uniknąć tzw. antynomii klasy klas, zaproponował wprowadzenie swej teorii typów, która ustanawia między poszczególnymi typami zasadniczą różnicę, ale bliżej nie precyzuje, na czym ona ma polegać. Jeżeli Russell ma rację1, to dziedzina przedmiotowa nie byłaby przedmiotem indywidualnym — i to nawet przedmiotem wyższego rzędu — lecz byłaby czymś formalnie całkiem odmiennym. Jak jest naprawdę, tego w tej chwili nie chcę jeszcze rozstrzygać. Tym, o co będzie chodzić w dalszych rozważaniach, jest stopień, resp. typ, ewentualnej różności pierwotnej podstawowej formy przedmiotowej i formy dziedziny bytowej, resp. świata. Jeżeliby świat nie byl przedmiotem w formalnym sensie, to nie można by o nim orzekać żadnych własności, z czego naturalnie wynikałyby bardzo wielkie trudności dla poznawczego traktowania świata. Stawiałoby to również pod znakiem zapytania sens ogólności formalnej ontologii, resp. domagałoby się jego dokładniejszego sprecyzowania. Nie o błahostkę tedy toczy się obecnie gra.

§ 67. FORMA DZIEDZINY PRZEDMIOTOWEJ W OGÓLE I ZAGADNIENIA Z TYM ZWIĄZANE

Możliwe są, jak się zdaje na pierwszy rzut oka, różne dziedziny2. Jest ich wiele, i to nawet takich, które nie mają z sobą nic wspólnego, a więc całkowicie

C1 Pojmowanie twierdzeń Russella, podane w tekście, można uważać za możliwą interpretację jego poglądów. Nie jest jednak wykluczone, że dopuszczalne jest inne rozumienie jego wywodów na ten temat.»

2 Sformułowania „dziedzina przedmiotowa” używam na razie w sposób dość swobodny,

§ 67. Forma dziedziny przedmiotową w ogóle

się wykluczają. Tak np. mamy „dziedzinę” liczb rzeczywistych, dziedzinę tworów geometrycznych (określonego typu, np. euklidesowego), dziedzinę dzieł sztuki, np. dzieł sztuki literackiej, malarskiej, rzeźby, architektury, muzyki itd., dziedzinę wartości, i to jeszcze różne dziedziny zasadniczo różnych wartości: moralnych, estetycznych, ekonomicznych itd.; dziedzinę przedmiotów rzeczywistych, bez rozstrzygania na razie^ czy są dwie zasadniczo różne dziedziny: przedmiotów fizycznych i psychicznych indywiduów, czy też obydwie one są jedynie dziedzinami częściowymi jednej dziedziny: przedmiotów realnych. Są to na razie tylko przypuszczalne dziedziny przedmiotowe, albowiem jeszcze w tej chwili nie wiadomo, jakie warunki musi spełniać coś, żeby móc być dziedziną przedmiotową, po wtóre zaś nie wiadomo, co należy do istoty np. liczb rzeczywistych, dzieł sztuki, wartości itp., a więc czy one są takie, iż mogą tworzyć dziedzinę przedmiotową. O dziedzinie przedmiotowej pewne wydaje się na razie to jedno, że musi się w niej znajdować pewna wielość samodzielnych przedmiotów. Czy jednak odwrotnie: każda taka wielość jest dziedziną przedmiotową? Cały zespół własności pewnego przedmiotu nie jest dziedziną przedmiotową. Także nie jest nią mnogość abstrakcyjnie potraktowanych własności dowolnych przedmiotów. Ale czy wielość mieszkańców pewnego miasta jest eo ipso dziedziną przedmiotową? Nie jest też jasne, co właściwie konstytuuje taką wielość samodzielnych przedmiotów, co zatem rozstrzyga o tym, jakie przedmioty należą do jednej i tej samej, a jakie do dwóch różnych dziedzin przedmiotowych. Lub inaczej powiedziawszy: Co wyznacza granice dziedziny przedmiotowej? Jest to pierwsze zagadnienie formalne, którym musimy się bliżej zająć.

Pod wpływem poglądów, które w ostatnich dziesiątkach lat pojawiły się przy aksjomatyzacji matematyki, a także w logice współczesnej, wydaje się, że najłatwiejsze, a zarazem najbliższe prawdy jest konwencjonalistyczne rozwiązanie analogicznych zagadnień. Wielu współczesnych badaczy powiedziałoby mianowicie, że o granicy dziedziny przedmiotowej rozstrzyga jedynie nasza umowa: granice idą tam, gdzie je dowolnie wyznaczamy naszą decyzją. Możemy przy tym tworzyć zupełnie dowolne dziedziny; nie musimy tworząc je nawet trzymać się zasady, iż do dziedziny przedmiotowej (do „klasy” — jak by zapewne powiedziano) mają należeć przedmioty jednego rodzaju. Możemy — powiedziano by — tworzyć dziedziny w jak najbardziej fantastyczny sposób, zaliczając do jednej i tej samej dziedziny przedmioty najrozmaitsze. Wprawdzie, jeżeliby to miały być „dziedziny” o nieskończonej ilości elementów, wówczas zachodzi ta trudność, że przy takich „fantastycznych” dziedzinach trzeba wymieniać poszczególne elementy (żeby nie wymagać ich jednoro-bliski codziennemu jego użyciu. Dopiero w trakcie rozważań znaczenie jego (jak też i pojęcie „świata”) zostanie sprecyzowane. Wskutek tego wiele z tego, co na razie nazywam „dziedziną”, okaże się później tylko dowolnie odgraniczaną „klasą” lub pewnym podzbiorem do odpowiedniej dziedziny należącym.

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

dności), a tego nie dałoby się nigdy doprowadzić do końca. Ale i wtedy można by sobie poradzić przez wymienianie jedynie całych rodzajów, tak że do „klasy” należałaby pewna skończona ilość wymienionych expressis verbis rodzajów, natomiast w obrębie każdego rodzaju byłoby nieskończenie wiele elementów, dziedzina więc byłaby ostatecznie nieskończona.

Cóż na to trzeba odpowiedzieć? Otóż nie ulega wątpliwości, że możemy dowolnie tworzyć klasy różnego rodzaju przedmiotów, a nawet nieprzed-miotów; nasze sic iubeo nie jest tu niczym ograniczone.^» Ale klasy w ten sposób powstałe są jedynie czysto intencjonalnymi przedmiotami i to nawet wtedy, jeżeli to, co stanowi ich elementy, jest bytowo autonomiczne. W tym kierunku nie otwiera się tu nic zasadniczo nowego, albowiem i formę tego rodzaju dziedzin możemy swobodnie dyktować, nie mogąc jednak w ten sposób uzyskać nic innego niż jedynie pewne czysto intencjonalne twory zawdzięczające swe istnienie wytwarzającym je operacjom. Gdyby były tylko dziedziny przedmiotowe nie będące niczym innym niż takimi intencjonalnymi klasami, to cały spór o istnienie świata byłby z góry rozstrzygnięty i nie trzeba by było przeprowadzać całego transcendentalnego badania. Jeżeli mamy szukać innego rozwiązania naszego naczelnego zagadnienia, to ważnym dla nas pytaniem pozostaje jedynie, czy są możliwe dziedziny, które by bytu swego nie zawdzięczały domniemaniu intencjonalnemu, lecz istniały w jakiś sposób bytowo autonomicznie — znowu bez względu na to, czy to, co stanowi ich elementy, jest samoistne, czy nie^>. Można zresztą mieć wątpliwości, czy możliwe są dziedziny bytowo autonomiczne, w których wszystkie elementy są bytowo heteronomiczne. Będzie to trzeba później rozważyć. Chwilowo jednak jest dla nas najważniejsze, czy pewna mnogość określonego rodzaju bytowo samoistnych przedmiotów jest wystarczająca dla istnienia utworzonej z nich samoistnej bytowo dziedziny przedmiotowej, czy więc w ogóle są nie tylko same bytowo heteronomiczne dziedziny przedmiotowe. Wszystkie te przypadki będę musiał rozważyć. Będę się starał przy tym pokazać, że możliwe są dziedziny przedmiotowe bytowo samoistne, a zwlasz-csa bytowo samoistny świat, nie rozstrzygając tutaj, czy jakakolwiek taka dziedzina przedmiotowa faktycznie istnieje.

Jeżeli tedy ma być prawdą, że wśród różnych dziedzin mogą być także dziedziny bytowo autonomiczne, to warunkiem tego jest, by ich własności — o ile w ogóle jako dziedziny posiadają one własności— zawierały w sobie materie, które w nich immanentnie występują, a nie jedynie dzięki przypisaniu w akcie intencyjnym. Ale tak samo przysługiwanie własności takim dziedzinom musi być efektywne, a nie jedynie pozorne, przypisane intencjonalnie. W takim razie w jakimś bycie autonomicznym, niezależnym od naszych rozstrzygnięć intencjonalnych, musi leżeć podstawa bytowa zarówno przysługiwania pewnych własności danej dziedzinie, jak też i efektywnej immanentności ich materyj.

§ 67. Forma dziedziny przedmiotowej w ogóle

Na razie rozstrzygnęliśmy więc tylko to, że dziedzina przedmiotowa występuje tam i tylko tam, gdzie jest pewna mnogość — być może nieskończona — samodzielnych bytowo przedmiotów, które leżą u jej podłoża i w nią niejako wchodzą. W tym stwierdzeniu właśnie tkwi istotne rozstrzygnięcie, to mianowicie, że każda dziedzina przedmiotowa jest bytowo pochodnym przedmiotem wyższego — i na ogól bardzo wysokiego — rzędu. Zatem forma dziedziny należałaby do zbadanych już przedtem form przedmiotowych. Wydaje się to bardzo doniosłym w skutkach rozstrzygnięciem. Czy musimy je powziąć? Czy dziedzina przedmiotowa w swej formie nie może być czymś całkiem nowym, dotychczas nie zbadanym?

Bez względu na to, jak by było, jedno wydaje się niewątpliwe. Jeżeliby forma dziedziny była różna od formy przedmiotu wyższego rzędu, to w każdym razie ta różność nie może iść tak daleko, żeby dziedzina nie.była w ogóle żadnym przedmiotem wyższego rzędu. Co najwyżej może chodzić o to, w czym forma dziedziny, a zwłaszcza świata, różni się ewentualnie od formy innych przedmiotów wyższego rzędu, które nie stanowią dziedzin. A to zalezy naturalnie tak od rodzaju i formy tych przedmiotów indywidualnych, które tworzą fundament bytowy przedmiotu wyższego rzędu, jak i od sposobu ich ewentualnego wiązania się ze sobą czy pozostawania mniej lub bardziej niezależnymi od siebie, a więc od uporządkowania (Anordnung), tv jakim współistnieje to, co stanowi ów fundament bytowy danego przedmiotu wyższego rzędu, a w szczególności dziedziny. Innymi słowy: od formy III i materii III dziedziny jako całości sumatywnej o częściach efektywnych albo też od materiału^, z którego dana dziedzina jest zbudowana, i jego uporządkowania zależy me tylko to, jakie własności jej jako przedmiotowi przysługują, ale nadto i to, że je efektywnie posiada i że ich uposażenia jakościowe są im efektywnie immanentne. Zachodzi tylko pytanie, czy zależy to od całej formy III i materii III, czy też od jakichś specjalnych ich momentów, a jeżeli zachodzi ten drugi wypadek, to od jakich.

<^Otóż — jak to już zaznaczałem przy rozważaniu całości sumatywnej o częściach efektywnych —wydaje się, że możliwość pewnej dziedziny przedmiotowej (resp. jej istnienia) jest zależna od pełnej materii III odpowiedniej całości sumatywnej. Ona to bowiem rozstrzyga o tym, które przedmioty do danej dziedziny należą. Ściśle biorąc, jest to twierdzenie tautologiczne. Materia III bowiem to nic innego jak tylko ogół przedmiotów będących elementami pewnej dziedziny (całości). Lecz to, które to są te przedmioty, to zależy w dalszym ciągu od ich gatunku, a więc od abstrakcyjnego momentu zawartego w naturze tych przedmiotów i im wszystkim „wspólnego”3. Chodzi przy tym w każdym poszczególnym wy-

3 Odnosi się to jednak tylko do całości sumatywnych, które zawierają w sobie wyłącznie jedno-gatunkowe przedmioty, a więc są w tym sensie jednorodne. Ale na razie pozostaje sprawą otwartą, czy

10

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

padku nie o jaki bądź, lecz o najwyższy możliwy gatunek (genus4) materialnie określony. Co to znaczy, to jeszcze później będę się starał wyjaśnić. Łatwo tutaj prześlizgnąć się do innego pojęcia materii. Mógłby np. ktoś powiedzieć: Nie cała materia, lecz tylko pewna wyodrębniona jej część rozstrzyga o ukonstytuowaniu się danej całości sumatywnej, a więc pewnej określonej dziedziny przedmiotowej. Tymczasem słowo „materia” oznaczałoby wtedy materię I, której tylko wyodrębnione momenty odgrywają rolę dla ukonstytuowania się całości sumatywnej, natomiast materia III, a więc ogół indywidualnych przedmiotów należących do danej całości, funduje tę całość i determinuje ją co do jej zasięgu.

Ale jak się przedstawia sprawa z formą III (tzn. z ogółem stosunków między przedmiotami indywidualnymi tworzącymi materię III) całości sumatywnej? Czy w całej swej rozpiętości odgrywa ona istotną rolę przy wyznaczaniu całości sumatywnej, a więc cala forma III, czy tylko niektóre jej momenty? Naturalnie chodzi nam chwilowo tylko o dziedziny przedmiotowe, które mogą istnieć autonomicznie. Wydaje się, że pod tym względem zachodzą znaczne różnice pomiędzy dziedzinami. Przy niektórych dziedzinach —jak się wydaje — tylko niektóre stosunki między fundującymi je przedmiotami są decydujące dla ukonstytuowania się dziedziny. Natomiast w innym przypadku wszystkie te stosunki mają rozstrzygające znaczenie. Należy przy tym także uwzględnić pytanie, czy zmiana formy III wywołuje unicestwienie, czy tylko analogiczną zmianę dziedziny, albo przeciwnie: dziedzina pozostaje tożsama i niezmienna, choć jej forma III się zmieniła.

Na razie pozostawiam wszystkie te możliwości i pytania bez odpowiedzi i dopiero później będę się starał wyjaśniać odpowiednie sytuacje.

Każda dziedzina autonomiczna, o ile ma być jako dziedzina możliwa, musi być wewnętrznie jednolita i dostatecznie odrębna od pozostałych dziedzin5. Dziedzina złożona np. z wierszy lirycznych, kałamarzy i wielorybów mogłaby być najwyżej dziedziną bytowo heteronomiczną, czyli —jak się będę potem wyrażał — „klasą” intencjonalnie określaną, byłaby bowiem pozbawiona wewnętrznej jednolitości. Łatwo jednak podać zupełnie pewne przykłady negatywne, znacznie trudniej jest ustalić ścisły warunek wewnętrznej jednolitości, tudzież dać niezawodny przykład pozytywny dziedziny. Jeżeli bowiem powiemy, że wszystkie przedmioty należące do jednej dziedziny muszą

mogą także istnieć wielorodne (heterogeniczne) całości sumatywne, a więc całości, do których fundamentu bytowego należą przedmioty różnych gatunków.

4 Słowem „gatunek” posługuję się tu — zgodnie z etymologią — jako odpowiednikiem łacińskiego „genus”, „rodzaj” zaś oznacza — jako odpowiednik łacińskiego „species” — podpadającą pod pewien gatunek odmianę: wiele „rodzajów” tego samego „gatunku”, a nie odwrotnie, jak to się zwykło u nas popularnie mówić.

<^5 W dalszym ciągu tego rozdziału mówiąc „dziedzina” mam na myśli wyłącznie dziedzinę bytowo autonomiczną. Tam, gdzie będzie chodzić o dziedzinę bytowo heteronomiczną, wyraźnie to zaznaczę.^*

§ 67. Forma dziedziny przedmiotowej w ogóle

11

być tego samego gatunku, to nasuwa się wątpliwość, czy to istotnie niezbędne i także wystarczające-, z drugiej strony zaś powstaje zaraz pytanie, jakiego rzędu ma to być gatunek. Bo przecież chyba trudno się zgodzić, żeby każdy gatunek przedmiotów tworzył osobną dziedzinę6. Innymi słowy: każda dziedzina jest wielością przedmiotów samodzielnych, ale nie każda wielość takich przedmiotów — nawet jednogatunkowych — stanowi od razu dziedzinę. Muszą się do tego dołączyć jakieś dalsze warunki. Tak np. trudno byłoby uważać za dziedzinę pewien określony gatunek kanarków. Może jednak bylibyśmy już skłonni uważać za dziedzinę ogół wszystkich zwierząt lub ogół wszystkich istot żywych, a to nie tylko z uwagi na to, że ogół wszystkich istot żywych tworzy gatunek dość wysoki, względnie zbiór stosunkowo obszerny, ile ze względu na to, że mimo wszelkich różnic, jakie zachodzą np. między zwierzętami a roślinami, pokrewieństwo między wszelkimi istotami żywymi wydaje się bardzo istotne, a zarazem bardzo zasadnicze wydaje się przeciwieństwo między nimi a tzw. przyrodą „martwą”. Nie tylko więc wewnętrzna jednolitość, ale i wspomniana już odrębność odgrywały tu rolę istotną. Postulat zaś odrębności wydaje się znacznie lepiej spełniony, gdy chodzi o ogół istot żywych, niż przy przeciwstawieniu zwierząt i roślin. Czy jednak wystarcza to już do tego, by ogół istot żywych stanowił dziedzinę? Czy muszą tu być spełnione jeszcze dalsze warunki? Czy nie chodzi tutaj o całkiem specyficzne, dotychczas nie wyjaśnione momenty formalne dziedziny przedmiotowej?

Nasuwa się tu myśl, że tak samo, jak są gatunki różnej wysokości, także mogą być dziedziny różnego rzędu, tak że jedna dziedzina byłaby podporządkowana drugiej. Albo jedna może jakoś być złożona z kilku innych dziedzin. I jeżeli przy konstytuowaniu pewnej dziedziny mówi się o jakimś „najwyższym” gatunku, to zachodzi pytanie, w jakim sensie należy rozumieć słowo „gatunek” i do czego ma się to pojęcie odnosić, gdy chodzi o elementy dziedziny przedmiotowej. Nie jest bowiem jasne, czy w szystkie elementy pewnej dziedziny muszą być tego samego rzędu gatunkowego, czy też to nie jest konieczne albo jest zgoła wykluczone, tak że każda dziedzina przedmiotowa musi mieć za swe elementy przedmioty należące do gatunków różnego rzędu.

Że nie można tu mówić o gatunku w znaczeniu biologicznym <C(który zresztą, jak wiadomo, sprawia biologom wciąż jeszcze znaczne i nieprzezwyciężone trudności7)^, albo w każdym razie nie tylko w tym znaczeniu, to

6 Utożsamienie więc dziedziny z „klasą” jest już z tego względu niedopuszczalne, albowiem jest niewątpliwe, że każdy gatunek przedmiotów wyznacza pewną klasę. Toteż już przed chwilą zaznaczyłem, że to ma być najwyższy możliwy materialnie określony gatunek. Chodzi teraz o bliższe wyjaśnienie i o uzasadnienie tego twierdzenia.

Zazwyczaj do jednego gatunku zaliczają biologowie osobniki, które ceteris paribus mogą wydać wspólne potomstwo nie pozbawione płodności. Zob. Fr. Nardi, „Organismus und Gestalt” i wątpliwości tam zaznaczone.^

12

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

wydaje się pewne, albowiem w takim razie nie moglibyśmy się posługiwać pojęciem gatunku przy określaniu dziedzin, do których nie należą istoty żywe. Ale i pojęcie gatunku podawane zazwyczaj w różnych podręcznikach logiki, w myśl którego do jednego gatunku zalicza się wszystkie przedmioty posiadające jakąkolwiek cechę wspólną lub pewien dowolny dobór takich cech, nie jest zadowalające. To pojęcie „gatunku” wyrastające z pozytywistycznego sceptycyzmu ma za podstawę odrzuconą już przeze mnie koncepcję przedmiotu jako „klasy” albo „zbioru cech” (elementów). Przy tej koncepcji każdy dowolny, materialny, formalny, albo nawet egzystencjalny moment pewnego przedmiotu może być wybrany za moment wyznaczający jakiś tak rozumiany „gatunek”. Każdy przedmiot może wówczas należeć do dowolnej ilości „gatunków”. Nie ma wtedy właściwie żadnych z istoty przedmiotów wynikających „wyższych” albo „niższych” „gatunków", gdyż ranga gatunku zależy tu jedynie od wyboru kolejności, w jakiej się określa coraz nowe rodzaje albo gatunki. W najlepszym wypadku są wówczas tylko gatunki różniące się większym lub mniejszym zakresem podpadających pod nie elementów.

Jeżeli mówiąc tymczasowo o formie dziedziny przedmiotowej posłużyłem się pojęciem „najwyższego” możliwego, materialnie określonego „gatunku”, to wykluczyłem przez to właśnie tę możliwość, żeby jakikolwiek dowolny gatunek mógł wyznaczać dziedzinę przedmiotową. Przez to jednak jeszcze nie zostało wyjaśnione ani dostatecznie ściśle określone użyte tu pojęcie gatunku, tak że w ten sposób nawet nie zostało jeszcze wykluczone pozytywistyczne klasowe pojęcie gatunku. Wprawdzie zastrzeżenie, że mą to być gatunek „materialnie” określony (w sensie materii I) zapobiega temu, by — jak to tylokrotnie w różnych logikach i ontologiach robiono8 — za ów „najwyższy gatunek” uważać „coś”, „wszystko, cokolwiek istnieje”, „byt”, „przedmiot” itp. Pojęcia te bowiem są pojęciami albo czysto formalnymi, albo egzystencjalnymi, a w każdym razie nie uwzględniają one żadnego określonego momentu materialnego, który by o gatunku przedmiotu rozstrzygał. Ale nawet przy zastrzeżeniu, że o gatunku przedmiotu rozstrzyga wyłącznie coś w obrębie materii I przedmiotu, wydaje się, że do danego gatunku można zawsze znaleźć wyższy; np. do gatunku zwierząt gatunek istot żywych, do gatunku istot żywych — gatunek przedmiotów fizycznych, do tego znów z kolei gatunek przedmiotów przestrzenno-czasowo określonych, itd., tak że ostatecznie pojęcie „gatunku najwyższego” miałoby sens jedynie jako pojęcie względne w stosunku do każdego z podrzędnych gatunków i jako tymczasowy wynik operacji uogólnia-

8 Spośród znanych mi autorów pierwszy A. Pfander w swej „Logice” wystąpił przeciwko tego rodzaju uogólnianiu pojęcia gatunku, które pomija moment materialnego określenia przedmiotu. Por. 1. c., s. 284.

Sprzeciw ten stoi niewątpliwie w związku z dokonanym przez Husserla rozróżnieniem między uogólnianiem a formalizowaniem („Ideen”, § 13).

§ 67. Forma dziedziny przedmiotowej w ogóle

13

nia. Natomiast byłoby to pojęcie sprzeczne, gdybyśmy słowo „najwyższy” brali w sensie bezwzględnym, wykluczającym uzyskanie gatunku jeszcze wyższego. Sprzyja temu poglądowi — jak przed chwilą zaznaczyłem — powszechnie pod wpływem pozytywizmu przyjmowana koncepcja przedmiotu jako zbioru cech, w którym wszystkie elementy są równorzędne. Cokolwiek więc bądź z zakresu momentów materialnych przedmiotu weźmiemy za wytyczną, to może, z tego punktu widzenia, służyć do utworzenia odpowiedniego „gatunku”. Wychodząc od pewnego przedmiotu możemy niejako iść w nieskończenie wielu kierunkach — wedle poszczególnych cech — i tworzyć coraz to nowe „gatunki”. Wówczas wyrażenie „najwyższy materialnie określony gatunek” staje się istotnie pewnym ogólnikiem, który by nam nie mógł dopomóc w poszukiwaniu tego, co jest podstawą wewnętrznej jednolitości dziedziny.

Jednakże wywody nasze o formie I przedmiotu indywidualnego pokazały, że wspomniana właśnie koncepcja przedmiotu jest fałszywa i że niepodobna pojmować przedmiotu inaczej, jak przy uwzględnieniu jego natury konstytutywnej jako momentu materialnego bezwzględnie w nim nadrzędnego. To pojęcie natury musimy teraz wziąć za punkt wyjścia dla uchwycenia gatunku przedmiotu. Natura przedmiotu — i tylko ona — jest tym właśnie w przedmiocie, co — o ile są na to spełnione dalsze warunki — wyznacza jednoznacznie system gatunków, pod które dane indywiduum podpada. Spośród wspomnianych zaś warunków najważniejszy jest ten, żeby natura przedmiotu nie była bezwzględnie prosta i monadyczna <^, żeby więc nie domagała się tego, by przedmiot przez nią ukonstytuowany był jeden jedyny^. O gatunku, do którego należałby pewien przedmiot indywidualny, nie może być, ściśle biorąc, mowy tam, gdzie naturą przedmiotu jest lub rozstrzyga o niej haecceitas w rozumieniu Dunsa Szkota. Nie może być więc gatunku np. Adamów Mickiewiczów. Naturalnie, Adam Mickiewicz należy do gatunku ludzi, jest jednym z ludzi. Specyficzność jego natury w niczym nie przeszkadza zaliczyć go do jednego z gatunków przedmiotów indywidualnych. Tak jest istotnie, ale tylko pod warunkiem, że pominiemy w Mickiewiczu jego „mickiewiczowość” i z góry traktujemy go tylko jako „człowieka”. W tym wypadku quasi-natura nie jest prosta, lecz zawiera w sobie pewną mnogość momentów jakościowych z sobą wprawdzie ściśle zespolonych, ale mimo to zachowujących swą odmienność i dających się odróżnić od siebie. Również właściwe natury mogą być tego rodzaju, przy czym niektóre jeszcze stanowią jakościowe jedności harmoniczne, w których dominuje pewna postać (Gestalt). Mnogość zawartych w naturze (resp. w quasi-naturze) syntetycznie zespolonych elementów, zasadniczo może być skończona albo nieskończona. Jeżeli jest skończona, a zarazem da się ułożyć w taki ciąg jakościowy ab a2, a3 ... am, że każdy z elementów tego ciągu z wyjątkiem ostatniego jest jednoznacznie niesamodzielny w stosunku do następnego elementu, natomiast odwrotnie: każdy z jego elementów z wyjątkiem pierwsze-

14

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

go jest wieloznacznie niesamodzielny w stosunku do poprzedniego, wówczas natura przedmiotu N wyznacza system gatunków Ab A2, A3... Am, z których Am (ukonstytuowany przez moment natury jest najwyższym materialnie określonym gatunkiem, pod który podpada dany przedmiot P(N). Każde z tych Ax jest ukonstytuowane przez odpowiednie ax, występujące jako moment jakościowy (gatunkowy) w naturze konstytutywnej N.

Jeżeli tak pojmiemy konstytuowanie się gatunków przedmiotów indywidualnych9, to nie ma mowy o dowolnym tworzeniu przez nas gatunków; do każdego przedmiotu, którego natura spełnia zaznaczone właśnie warunki, przynależy ściśle określony i uporządkowany system gatunków, pod które on kolejno podpada. Wśród nich zaś znajduje się ów „najwyższy materialnie określony gatunek”, ukonstytuowany przez ostatni człon szeregu momentów gatunkowych. Gatunek ten wyznacza pewną naturalną grupę przedmiotów, w sposób istotny sobie pokrewnych. Czy grupa ta stanowi już eo ipso dziedzinę przedmiotową, to zależy od tego, czy spełnia ona zarazem dalsze warunki charakterystyczne dla dziedziny.

Jeżeli natomiast natura przedmiotu indywidualnego nie jest taką syntetycznie stopioną jednością harmoniczną jakościowych momentów, to może być albo całkiem prosta, albo prosta i monadyczna, albo może stanowić syntetycznie stopioną jedność momentów należących do nieskończonej mnogości. W pierwszym przypadku przedmiot taki podpada tylko pod jeden gatunek, wyznaczony właśnie przez ową prostą naturę. I ten gatunek nie rozpada się już na żadne rodzaje, jest —jeżeliby ktoś chciał — najniższym, zarazem jednak najwyższym gatunkiem. Jako gatunek jest niejako monadyczny, nie da się więc sam zaszeregować do żadnej mnogości materialnie określonych gatunków. Jeżeli przedmiot indywidualny jest ukonstytuowany przez naturę prostą i mona-dyczną, to nie podpada w ogóle pod żaden materialnie określony gatunek, stanowi indywiduum w bezwzględnym sensie, co jednak nie wyklucza, że ujęty w aspekcie pewnej quasi-natury może przecież podpadać pod pewien dla niego niewłaściwy gatunek. Może być także rozważany pod aspektem swojej formy i wtedy znów powstaje pytanie, czy nie wolno odróżniać pewnych gatunków i rodzajów form, które wówczas można by wziąć pod uwagę, aby dany przedmiot rozpatrywać w aspekcie pewnego formalnego gatunku. To jednak jest osobne zagadnienie, którego nie chciałbym tu bliżej rozważać. W każdym razie tę ewentualnie dającą się wyróżnić grupę „gatunków” należy przeciwstawić wszystkim materialnie określonym gatunkom i nie traktować jej jako gatunku wobec nich nadrzędnego10.

< 9 Tak rozumiany gatunek przedmiotów indywidualnych będę nazywał gatunkiem naturalnym lub istotnościowym.^

,0 Obstaję przy tym solidaryzując, się z przeprowadzonym przez E. Husserla odróżnieniem uogólniania i formalizowania („Id." / § 13).

§ 67. Forma dziedziny przedmiotowej w ogóle

15

Jak wiadomo, nieraz się zdarza, że ujmujemy przedmioty pod aspektem natury pozornej, czy to dlatego, że zachodzi po prostu błąd w pojmowaniu danego przedmiotu, czy też że przedmiot nie jest rozważany sam dla siebie, lecz w stosunku do pewnego innego przedmiotu. Wskutek tego dochodzi do pozornych, intencjonalnych przesunięć w naturalnej^ hierarchii jego własności i pewna jego własność nabiera (intencjonalnie) charakteru natury konstytutywnej. Wówczas oczywiście — o ile tylko materia tej pozornej natury spełnia podane wyżej warunki — otwiera się też perspektywa na całkiem inny system hierarchicznie uporządkowanych „gatunków” (lub może lepiej powiedziawszy: quasi-gatunków), z których „najwyższy” może wyznaczać całkiem inną dziedzinę przedmiotów niż ta, która by się nasuwała, gdybyśmy rozważali dany przedmiot pod aspektem jego rzetelnej („prawdziwej”) natury. Uwzględnienie możliwości takich pozornych dziedzin lub też dziedzin relacjonalnych jest z tego powodu ważne, ponieważ w praktyce poznawczej wielokrotnie nie dochodzi do wykrycia rzetelnej natury konstytutywnej przedmiotu, a jedynie zadowalamy się ustaleniem pewnych ważnych dla niego cech, które uchodzą za naturę przedmiotu. Wówczas też tworzymy quasi-gatunki i quasi-dziedziny, a dopiero dalszy postęp badań przynosi wykrycie czy to bardziej istotnych własności, czy też rzeczywistej natury przedmiotu, a tym samym i przesunięcie w wyznaczeniu granic nowej dziedziny. Na ogół z postępem wiedzy idzie w parze tendencja do tworzenia dziedzin coraz to obszerniejszych, a więc, inaczej mówiąc, do wykrywania związków i pokrewieństw między dziedzinami, które pierwotnie były ostro odgraniczone11. Czy to jest zawsze uzasadnione z punktu widzenia autonomicznie istniejących („naturalnych”) dziedzin przedmiotowych, tego nie można ogólnie powiedzieć. Trzeba by to w każdym poszczególnym wypadku poddawać osobno badaniu. Przy tych stopniowych przesunięciach granic poszczególnych dziedzin ważne jednak dla nas jest to, że odgrywa przy tym często rolę nie tylko pokrewieństwo gatunkowe między pierwotnie rozgraniczonymi dziedzinami, lecz także zachodzenie różnych związków bytow ych, a w szczególności istnienie procesów rozgrywających się między przedmiotami dwu różnych (na razie rozgraniczonych), a potem w jedną łączonych dziedzin. Wydaje się więc, że przy „tworzeniu” dziedziny (przy określaniu jej granic) rozstrzyga nieraz, albo przynajmniej współdziała, całkiem inny punkt widzenia niż dotychczas przez nas wysunięty.

Trzeba, jak się zdaje, rozróżnić co najmniej dwa typy dziedzin przedmiotowych: jeden, w którym o istnieniu dziedziny rozstrzyga wyłącznie jakościowe pokrewieństwo między jej elementami, w szczególności to, że wszystkie jej

11 Tak się np. stało w ostatnich dziesiątkach lat z dziedzinami badania fizyki, chemii i astronomii. Tak stało się dzięki Kartezjuszowi z geometrią i algebrą.

16

XV. iForma dziedziny przedmiotowej i forma świata

elementy są jednego i tego samego „najwyższego materialnie określonego” gatunku — drugi natomiast, w którym między elementami dziedziny zachodzą różnego rodzaju związki bytowe, w szczególności związki przyczynowe, których zachodzenie wyznacza granice dziedziny12. Pierwszy przypadek wydaje się charakterystyczny dla przedmiotów idealnych (np. dla przedmiotów badań geometrycznych), drugi natomiast dla przedmiotów realnych. W szczególności wydaje się, że dziedzina przedmiotowa, którą nazywamy światem realnym, jest dziedziną, do której należą przedmioty najrozmaitszych „najwyższych” gatunków, ale która mimo to jest jedną dziedziną i zachowuje swą zwartość właśnie dzięki należeniu wszystkich przedmiotów realnych do jednego systemu związków przyczynowych13. Czysto gatunkowo biorąc, nie byłby więc świat realny wewnętrznie jednolity <^,a jednolitość taka nie byłaby warunkiem niezbędnym tego, żeby pewna mnogość przedmiotów stanowiła dziedzinę przedmiotową^. Ale z drugiej strony można przypuszczać, że związki przyczynowe są tylko tam możliwe, gdzie zachodzi jakieś zasadnicze pokrewieństwo między przedmiotami, które stoją w tych związkach. Toteż było stałym usiłowaniem filozofów, żeby w ramach świata realnego wynaleźć to zasadnicze pokrewieństwo. Ściśle biorąc, ta sama tendencja charakteryzuje współczesną fizykę. Do sprawy tej jeszcze powrócę.

Nasuwa się tu jednak jeszcze myśl, czy o jednolitości dziedziny nie rozstrzyga także (a być może, tylko) jednolity charakter egzystencjalny przedmiotów należących do danej dziedziny. Świadczyłaby za tym okoliczność, że często mówimy o dziedzinie przedmiotów idealnych, o dziedzinie przedmiotów realnych, o dziedzinie przedmiotów fikcyjnych, itp. Myśl ta nasuwa się zwłaszcza w naszych rozważaniach, gdzie od samego początku sprawa się toczy o świat scharakteryzowany wyłącznie egzystencjalnie, świat, o którego materialnym uposażeniu prawie się nie mówi, a jeżeli nawet się to czyni w niektórych rozwiązaniach naszego sporu — jak np. w materializmie — to jednak wydaje się, że nie to materialne uposażenie jest tym, co rozstrzyga o odgraniczeniu całej dziedziny14.

Trzy byłyby przeto różne punkty widzenia, które mają znaczenie dla jednolitości dziedziny przedmiotowej: a) pokrewieństwo gatunkowe (rzeczywiste) wszystkich członów dziedziny, b) przynależność do jednego systemu związków bytowych (w szczególności przyczynowych), c) jednolity modus existentiae. Rozstrzygałyby one albo każdy z nich z osobna, albo też w jakiejś ich kombinacji. Wiele jest więc, jak się zdaje, możliwych rozwiązań tej sprawy.

Trzy te względy stoją ze sobą w ścisłym związku, o ile tylko wszystkie trzy

Zgadzałoby się to z rozróżnionymi przez nas typami całości sumatywnych o efektywnych częściach.^

13 Czy tak jest istotnie, to będzie jeszcze stanowić przedmiot rozważania.

14 Materializm bowiem głosi, że wszystko, cokolwiek istnieje, jest materialne, nie odgranicza więc jednej dziedziny przedmiotowej od drugiej, bo tylko jedną dziedzinę uznaje.

§ 67. Forma dziedziny przedmiotowej w ogóle

17

mogą mieć w pewnej dziedzinie zastosowanie15. Nie są one jednakże wszystkie sobie równorzędne. Okoliczność, iż do pewnej dziedziny należą różne „najwyższe'’ materialnie określone gatunki, które nie dają się do siebie sprowadzić, a dziedzina mimo to zachowuje swą jednolitość dzięki związkom bytowym między jej elementami, jest może tylko pewnym zewnętrznym czy powierzchownym objawem, poza którym kryje się mimo wszystko jakieś gatunkowe pokrewieństwo. Jaka jest podstawa przypuszczenia tego rodzaju? To mianowicie, że — jak już wspomniałem — równocześnie zachodzi ścisła jedność związków bytowych między elementami danej dziedziny. Czy mogłyby bowiem działać na siebie dwa przedmioty, które pod względem gatunkowym są sobie bezwzględnie obce? Jeżeli działają na siebie, jeżeli zachodzą między nimi związki przyczynowe, to — jak nieraz podnoszono — wydaje się to tylko dlatego możliwe, że są one pod jakimś ^istotnym dla siebie^ względem sobie pokrewne, a więc ostatecznie należą do jednego i tego samego najwyższego gatunku, który tylko na razie nie został wykryty <C, ale którego należy właśnie dlatego się domyślać i poszukiwać, że zachodzi między nimi system związków przyczynowych^. Tam, gdzie różność „materialna” (w sensie materii I) wydawała się tak bardzo zasadnicza, że niepodobna było jej usunąć —jak to w dziejach wiedzy europejskiej niejednokrotnie wydawało się odnośnie różnicy między przedmiotami fizycznymi a psychicznymi — tam też co najmniej powątpiewano o możliwości działania między przedmiotami obu typów. Jeżeli chodziło o utrzymanie jednolitości całej dziedziny, starano się związek przyczynowy zastąpić jakimś całkiem innym związkiem albo wprowadzano jakiś czynnik zewnętrzny, utrzymujący jej jednolitość (zwartość) — np, ingerencję boską, wyrażającą się w „harmonii z góry ustanowionej” — albo też po prostu odrzucano tę jednolitość, albo wreszcie starano się jedną z dziedzin jakoś egzystencjalnie zdegradować. Tak np. w odniesieniu do przedmiotów fizycznych i przedmiotów psychicznych na miejsce związku przyczynowego ustanawiano albo tzw. paralelizm psychofizyczny (np. u Spinozy, u psycho-fizjologów XIX wieku), albo wprowadzano koncepcję okazjonalistyczną16, albo wreszcie sprowadzano świat materialny (ewentualnie cały świat realny) do czysto intencjonalnych wytworów aktów świadomości —jak to się stało np. w wieku XX u Husserla — lub też odwrotnie: sprowadzano świadomość do „epifenomenów”, egzystencjalnie słabszych od materii — jak to się stało u wielu materialistów.

<g15 Zastrzeżenie to należy zrobić dlatego, że w niektórych dziedzinach materia I ich elementów może wykluczać zachodzenie związków bytowych między elementami.^

16 Jest rzeczą niewątpliwą, że zarówno u okazjonalistów, jak u Spinozy odgrywała przy tym rolę jeszcze inna sprawa, mianowicie pewna koncepcja „substancji", która wykluczała działanie substancji na inną substancję. Dlatego okazjonaliści zaprzeczyli zachodzeniu związku przyczynowego między res extensa i res cogitans, zaś Spinoza przyjmując paralelizm psychofizyczny równocześnie odmówił obu sferom charakteru substancjalnego. Jedno jednak nie przeszkadza drugiemu.

18

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

Występowanie więc w pewnej dziedzinie systemu związków bytowych (w szczególności związku przyczynowego), które wiążą ze sobą ostatecznie wszystkie elementy pewnej dziedziny przedmiotowej (świata) i wyznaczają na pozór całkiem samodzielne granice tejże dziedziny, jest — jak się zdaje — jedynie zjawiskiem pochodnym, którego ostateczne źródło tkwi w pewnym podstawowym pokrewieństwie gatunkowym między wszystkimi elementami danej dziedziny. Tak samo i jednolity charakter egzystencjalny stoi — zgodnie z tym, co dawniej powiedziałem — w ścisłym związku z zachodzeniem związku przyczynowego, może on bowiem zachodzić tylko między przedmiotami jednego modus existentiae. Tak przeto tym, co ostatecznie decyduje o jednolitości dziedziny, jest materialne (w sensie materii I) określenie jej elementów, a w szczególności jakiś moment ich natury. Pozostawałoby oczywiście do wyjaśnienia, w jaki sposób jedność gatunkowa materialnego określenia wszystkich elementów dziedziny godziłaby się z ewentualnym występowaniem w jej obrębie wielości niesprowadzalnych do siebie „najwyższych” gatunków. Niebawem się tym zajmę.

W związku z tym staje się zrozumiałe owo w dziejach wiedzy europejskiej tylokrotnie pojawiające się uporczywe poszukiwanie jakiegoś momentu wspólnego, który charakteryzowałby wszystkie przedmioty należące do świata rzeczywistego, owa tendencja monistyczna przejawiająca się czy to w rozwiązaniu materialistycznym, czy też w rozwiązaniu spirytualistycznym zagadnienia istoty świata realnego. Ale nawet tam, gdzie, jak u Descartes’a, utrzymuje się ostatecznie teza dualistyczna — res extensa i res cogitans — i tam w obrębie jednej hemisfery rzeczywistości poszukuje się jakiegoś jednego momentu — a więc czy to rozciągłości, czy świadomościowośd — który uważa się za istotny dla tych rzeczy, za ich moment „substancjalny”. Wszystko inne w przedmiocie wydaje się wówczas czymś podrzędnym, wtórnym, nieistotnym i przemijającym, a Cna czoło (lub jeżeli kto woli, u samej „podstawy” bytu — stąd „substancja”) tych przedmiotów^ wysuwa się ów wszystkim wspólny moment, podnosząc go do roli „atrybutu", substancji. I tylko zachodzi pytanie, czy jest on istotnie pewnym najwyższym, do niczego więcej już niesprowadzalnym momentem określenia natury konstytutywnej tych przedmiotów, czy też może jest to jakiś jakościowy moment jednej z własności przysługujących im? Ale nie jest też wykluczone, że sprawa ostatecznego pokrewieństwa między przedmiotami jednej i tej samej dziedziny da się postawić jeszcze całkiem inaczej. Mianowicie nie w sensie tożsamości pewnego szczególnego momentu, występującego w konstytutywnej naturze elementów dziedziny, lecz w sensie momentu materiałowego. Może przy tym wchodzić w rachubę zarówno materjał3 jako pewna szczególna warstwa własności przedmiotu, jak też i material jako pierwotny przedmiot indywidualny stanowiący podstawę bytową pewnych przedmiotów indywidualnych wyższego rzędu. W pierwszym wypadku ów moment konstytuujący dziedzinę występuje

§ 67. Forma dziedziny przedmiotowej w ogóle

19

bezpośrednio wśród własności elementów tej dziedziny —jak np. moment rozciągłości lub moment cogitationis — w drugim natomiast wynalezienie jego domaga się przejścia od przedmiotów wyższego rzędu do przedmiotów pierwotnie indywidualnych, stanowiących ich podstawę bytową, i wyszukania dopiero wśród momentów natury tych przedmiotów, czy też wśród ich momentów materiałowych, owej ostatecznej, najbardziej prostej jakości, która by w jakiś sposób przysługiwała wszystkim pierwotnie indywidualnym elementom dziedziny. Przy tym drugim sposobie pojmowania momentu jednogatunkowego, konstytuującego dziedzinę przedmiotową, byłoby zarazem zrozumiałe, jak wielość niesprowadzalnych momentów „najwyższych” materialnie określonych gatunków może się godzić z jednorodnością wszystkich elementów pewnej dziedziny: mianowicie pierwsza — czyli owa wielość gatunków — występuje wśród przedmiotów wyższego rzędu, należących do danej dziedziny, natomiast druga pojawia się wśród stanowiących ich podstawę bytową przedmiotów pierwotnie indywidualnych. Przy tym, że się tak wyrażę, i ten „materiałowy2” sposób określania dziedziny bytowej sprowadzałby się ostatecznie do poprzednio już omówionej koncepcji, wedle której momentem decydującym o wewnętrznej jednolitości dziedziny jest ostatecznie pewien „najwyższy” moment gatunkowy występujący w naturach konstytutywnych wszystkich elementów danej dziedziny17, tylko że za takie elementy należałoby wówczas uważać jedynie przedmioty pierwotnie indywidualne, służące za podstawę bytową innym przedmiotom, także pojawiającym się w obrębie danej dziedziny, ale już tylko pochodnym, przedmiotom wyższego rzędu, które same należą do różnych najwyższych materialnie określonych gatunków.

Z tego punktu widzenia interesujące byłoby może porównanie „filozoficznej”, a zarazem metafizycznej koncepcji jednolitości świata materialnego, którą znajdujemy u Descartes’a — a więc określenia wszystkiego, co materialne, jako res extensa — z koncepcją „naukową”, „przyrodniczą” i zarazem zazwyczaj namiętnie odżegnującą się od wszelkiej „metafizyczności”, która występuje we współczesnej fizyce, mianowicie ze sprowadzeniem wszystkich przedmiotów i „zjawisk fizycznych” ostatecznie do dwu postaci nabojów elektrycznych (czy też składników atomu: elektronów i protonów), wzajemnie się bytowo warunkujących18. Można by rzec, że Descartes, wysuwając

17 Za jeszcze jeden przykład z historii filozofii może tu służyć próba Bergsona przeprowadzenia wywodu jednolitości świata przy pomocy pojęcia „napięcia trwania”, które stanowiąc najwyższy. moment materialno-gatunkowy tego, co rzeczywiste, doppszcza różne stopnie czy odmiany. Prowadzą one ostatecznie do różnorodności typów przedmiotów realnych od „martwej” materii poczynając, poprzez różne twory życia organicznego, aż po najwyższe struktury duchowe wraz ze swym maksimum owej „tension de la duree”: w Bogu. U podłoża więc wszędzie ten sam moment określenia materialnego, który w swych różnych odmianach prowadzi do wielości różnorodnych gatunków indywiduów należących do jednego świata.

18 Nota bene w ostatnich latach ilość tych ostatecznych podstawowych elementów zwiększyła

20

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

moment extensionis jako moment „substancjalny” (resp. jako „substancję” wszystkiego tego, co fizyczne), poszukiwał właściwie wobec zmienności i różnorodności, a zarazem (wedle swych przeświadczeń) i wobec subiektywności wszelkich jakościowych określeń przedmiotów fizycznych — por. słynne rozważania nad woskiem w „Meditationes de prima philosophia”! —jakiegoś stałego „materiału”, z którego by były „zrobione” wszystkie przedmioty' fizyczne. W swych poszukiwaniach zaś dał się wieść pojęciu materiału3 —jako pewnej szczególnej warstwy czy momentu wśród jakościowego („materialnego”) określenia własności przedmiotów fizycznych19. Natomiast współczesna fizyka idzie w swych dociekaniach nad budową atomu za pojęciem materiału2 i ona to raczej (a nie Descartes) poszukuje ostatecznej substancji przedmiotów i zjawisk fizycznych — substancji jako przedmiotu pierwotnie indywidualnego, stanowiącego podstawę bytową przedmiotów wyższego rzędu {ciał stałych, cieczy i gazów fizyki makroskopowej). Z tego więc punktu widzenia wysiłki fizyki współczesnej, która zazwyczaj chlubi się swym „antymetafizycznym” stanowiskiem i w szczególności lubi się powoływać na Hume’a lub — z późniejszych — np. na Macha <^, tępiąc ich śladem różne pojęcia „metafizyczne”, m.in. pojęcie „substancji” X są nie mniej metafizyczne niż różne koncepcje filozofów nowożytnych. De facto fizyka współczesna odrzuca jedynie pewne, nie dość wyjaśnione pojęcie „substancji”, które stanowiło jabłko niezgody między filozofami XVII w., a daje się wieść innemu pojęciu „substancji”, którego treści sobie nie uświadamia i z którego stosowania nie zdaje sobie sprawy, a które tkwi korzeniami w najstarszej tradycji filozofii europejskiej, a zwłaszcza greckiej. W poszukiwaniach swych jednak fizyka współczesna pozostaje pod wpływem nie tylko pojęcia „materiału”, ale nadto tendencji do wykrycia ostatecznej podstawy jednolitości świata fizykalnego (materialnego) <^jako pewnej szczególnej dziedziny przedmiotowej^, jakkolwiek znowu nie uświadamia sobie, że posługuje się przy tym milcząco pojęciem tego rodzaju dziedziny nie przeprowadziwszy jego analizy.

Z uwagi jednak na to, że każda dziedzina przedmiotowa <^(w szczególności świat realny)^ jest pewną mnogością przedmiotów samodzielnych, niezmiernie ciekawe jeszcze z innego względu staje się porównanie stanowiska Descartes’a ze stanowiskiem współczesnej fizyki <^, i to właśnie fizyki kwantowo--korpuskulamej^. W następstwie wysunięcia przez Descartes’a rozciągłości jako momentu określającego substancję wszystkich rzeczy fizycznych dokonuje się u niego nie tylko geometryzacja świata fizycznego, ale nadto i utożsamienie

się, ale to nie jest istotne i to już jest rzeczywiście ćoś, co jest zależne od każdorazowego zasobu naszych doświadczeń.

19 Nie można oczywiście twierdzić, że Descartes świadomie wypracował to pojęcie materiału^ i przeciwstawił je innym odróżnionym przeze mnie pojęciom materiału. Nie wyklucza to jednak, że myśl przewodnia wyróżnienia extentio jako atrybutu rzeczy fizycznych tkwiła właśnie w wyprecyzo-wanym przeze mnie pojęciu materialu3.

§ 67. Forma dziedziny przedmiotowej w ogóle

21

materii z jedną ciągłą przestrzenią. Indywidualność poszczególnych rzeczy przez to właściwie znika20, a w każdym razie staje się czymś niezrozumiałym lub przynajmniej czymś, co nie wynika z rozciągłości rzeczy, o ile ją się w ogóle jeszcze uznaje. Dopiero u Spinozy pojawiają się na nowo tzw. modi jako poszczególne rzeczy, ale także te modi są czymś jak deus ex machina, gdyż nie zostają wyprowadzone z atrybutów, resp. z istoty substancji, czego przecież w dedukcyjnym systemie Spinozy należałoby się domagać21. Wielość indywiduów należących do świata <^, nie zatarta przez jedność „atrybutu”,^ pojawia się wśród filozofów XVII w. dopiero u Leibniza. Jej przyjęcie jednak prowadzi tu właściwie do rozbicia świata na pozamykane monady. Ale tam też, żeby utrzymać jedność świata, trzeba pewnego pozaświatowego czynnika (harmonii z góry ustanowionej przez Boga); z drugiej zaś strony, żeby zróżnicować te monady, trzeba apelować do fikcyjnego pojęcia petites perceptions i hipotezy różnych stopni świadomości. We współczesnej fizyce natomiast zarówno teoria atomistyczna materii (ostatecznie. teoria budowy atomu), jak i kwantowa koncepcja, wprowadzająca zasadniczą nieciągłość w obręb świata materialnego, wyraźnie odróżnia ciągłą przestrzeń od nieciągłej, ziarnistej materii. Wprawdzie ta przestrzeń nie jest we wszystkich swych częściach zupebtie jednorodna, gdyż w różnych częściach ma mieć inny stopień zakrzywienia i w tej swej osobliwości staje się zarazem zależna od obecności w niej nagromadzeń materii. Dzięki temu jednak z jednej strony zostaje zachowany charakter dziedziny przedmiotowej jako mnogości samodzielnych przedmiotów (całkiem w naszym sensie), z drugiej strony dzięki zależności własności przestrzeni od materii zostaje znaleziona zasada jedności całej dziedziny przedmiotowej zwanej światem materialnym. Ta jedność zostaje jeszcze wzmocniona przez wprowadzenie ścisłych związków pomiędzy cząstką materialną a przynależnym do niej, resp. wytwarzanym przez nią polem, które charakteryzuje się za pomocą określonego układu tensorów. Zasadnicza nieciągłość dziedziny przy jej równoczesnej ugruntowanej wewnętrznej jednolitości (jednorodności) to istotny, konstytutywny moment jej formalnej budowy, wynikający z tego, że u podłoża jej leży wielość pierwotnie indywidualnych przedmiotów samodzielnych (lub lepiej: że ona stanowi pewną wielość takich przedmiotów). Tę charakterystyczną nieciągłość w rzeczywistości świata materialnego nauczyła się wykrywać dopiero współczesna fizyka atomowa. Zarazem zaś mechanika kwantowa stara się tak pojąć właściwości ostatecznych elementów atomów <^, stanowiących podstawę bytu materialnego^, żeby z nich wypływały w zrozumiały sposób prooesy wewnątrz-i międzyatomowe, utrzymujące powszechną jednolitość tego świata, a zarazem

20 Wprawdzie istnieją u Descartes'a centra ruchów wirowych, aie ich istnienie nie wynika z rozciągłości materii i jest nowym, niezrozumiałym czynnikiem materialnego świata. Poza tym jest niejasne, czy te centra ruchów wirowych można utożsamić z poszczególnymi ciałami jako indywidualne rzeczy.

21 Należałoby tę sprawę u Spinozy bliżej zbadać.

22

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

żeby stawały się zrozumiale pochodne od nich zjawiska empirycznie wykrywane. Nie to jest dla nas przy tym w tej chwili ważne, czy właściwości przypisywane przez fizykę elementom atomowym są czymś, co rzeczywiście autonomicznie istnieje, czy też są jedynie pewną konstrukcją naukową hipotetycznie przyjmowaną, gdyż ani nie zakładamy tu wyników fizyki doświadczalnej, ani nie podejmujemy rozstrzygnięcia metafizycznego. Ważne jest natomiast to, że poszukiwanie przez fizykę tych własności zakłada tacite pewne onto-łogiczne pojęcie dziedziny, nie uchwyciwszy zresztą jej szczególnej formy. To czyni dopiero nasze formalno-ontologiczne rozważanie.

W koncepcji materii, jaka przejawia się w mechaniće kwantowej, mamy dobry przykład na dziedzinę przedmiotową pewnego szczególnego rodzaju formalnego, a mianowicie przykład dziedziny, w której panuje swoista hierarchia występujących w niej tworów: z jednej strony mnogość wszystkich cząstek elementarnych, które należą do jednego najwyższego materialnie określonego gatunku i jako przedmioty pierwotnie indywidualne stanowią materiał2 wyżej zorganizowanych rzeczy makrofizyki, z drugiej zaś — właśnie te przedmioty wyższego rzędu (w określony sposób zbudowane systemy atomów, należące do różnych podstawowych gatunków i pozostające ze sobą w wielorakich związkach). Te związki wypływają, by się tak wyrazić, wprost z uposażeń owych systemów atomów, a pośrednio i ostatecznie z charakterystycznej właściwości najwyższego gatunku pierwotnie indywidualnych przedmiotów, tego jednorodnego materiału2.

Mówiąc całkiem ogólnie i już bez odwoływania się do przykładu fizyki, można wyróżnić dwa zasadniczo odmienne typy formalne dziedzin przedmiotowych: z jednej strony dziedziny, w których najwyższy jednorodny gatunek podstawowych elementów (materiału2) dziedziny jest tego rodzaju, że konkretna istota tych elementów jest ścisła, co uniemożliwia im posiadanie własności nabytych i zewnętrznie uwarunkowanych; z drugiej strony zaś dziedziny, gdzie ’ elementy podstawowe mają istotę, która pozwala im mieć wyżej wymienione własności. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z dziedziną przedmiotową, której przykładu może dostarczyć dziedzina idealnych przedmiotów geometrycznych albo w ogóle matematycznych; w drugim natomiast — z dziedziną przedmiotową, jakiej przykład stanowi „świat”, w którym pomiędzy elementami zachodzą pewne związki, a w szczególności przyczynowe związki bytowe. Te obydwa formalne typy dziedzin przedmiotowych będziemy musieli poddać bliższej analizie.

Można by zapytać, czy może być dziedzina przedmiotowa, której elementy stanowiłyby przedmioty o istocie radykalnej. Na to jednak trzeba odpowiedzieć przecząco. Taka dziedzina jest niemożliwa: wyklucza to okoliczność, że istota takiego przedmiotu jest monadyczna. Gdyby, zaś miała istnieć wielość takich monadycznych przedmiotów, to nie mogłyby one tworzyć dziedziny przedmiotowej właśnie dlatego, że te przedmioty nie mogłyby podpadać pod żaden

§ 67. Forma dziedziny przedmiotowej w ogóle

23

materialnie określony najwyższy gatunek. Każdy taki przedmiot stanowiłby wtedy jedno indywiduum nieporównywalne z żadnym innym, które nie mogłoby nawet działać na pozostałe: substancję w sensie Spinozy. Nie chcąc rozstrzygać tego, czy mogą istnieć tego rodzaju ,,substancje’’, trzeba jednak na nie zwrócić uwagę, po pierwsze dlatego, aby je odrzucić jako możliwy material pewnej dziedziny przedmiotowej, po drugie, ponieważ istnieje pewna problematyka metafizyczna — jak to pokazuje historia metafizyki zachodnioeuropejskiej — w której ingeruje pojęcie ,,substancji”.

Granice, a zarazem' bogactwo dziedziny są wyznaczone nie tylko przez najwyższy moment gatunkowy, ale zarazem przez to, jaka jest rozpiętość zmienności poszczególnych momentów rodzajowych (niższych gatunków) i jak wiele jest niższych momentów gatunkowych. Od tego zależy — inaczej mówiąc —różnorodność odmian należących do danej dziedziny i wielość (moc mnogości) przedmiotów stanowiących jej elementy. Nie jest wykluczone, że momenty jakościowe konstytuujące niższe gatunki w obrębie dziedziny dopuszczają ciągłe przejścia od jednego gatunku do drugiego gatunku tego samego rzędu. Nie wydaje się to jednak konieczne i jest raczej zależne od danego najwyższego gatunku. Natomiast istotne dla budowy dziedziny jest, żeby moment jakościowy, który konstytuuje najwyższy gatunek, <^a tym samym i daną dziedzinę, był nie tylko specyficzny, ale nadto żeby między nim a innymi momentami jakościowymi nie było ciągłego przejścia, żeby więc między nim a innymi momentami jakościowymi istniał radykalny skok. Tylko istnienie takiego skoku jakościowego może zapewnić dziedzinie wystarczającą odrębność w stosunku do innych dziedzin <^, która zapewnia, iż nie ma przejścia między jej elementami a elementami jakiejś innej dziedziny^. Wówczas dopiero granice dziedziny są ostro wyznaczone, o każdym przedmiocie x można wówczas rozstrzygnąć, czy należy, czy też nie należy do danej dziedziny. Ta ostrość granic wydaje się warunkiem niezbędnym dla tego, by pewna mnogość przedmiotów była dziedziną. Ów skok w jakości konstytuującej najwyższy gatunek może też być powodem, dla którego niemożliwe mogą się stać związki bytowe (w szczególności związek przyczynowy) między elementami danej dziedziny a przedmiotami należącymi do innych dziedzin, o ile z góry mamy do czynienia z dziedziną, w której obrębie są możliwe tego rodzaju związki. Wreszcie: w tej specyficzności i nieciągłej odmienności najwyższego gatunku od innych najwyższych gatunków może leżeć także powód różnicy egzystencjalnej między daną dziedziną a innymi dziedzinami. Są to jednak na razie tylko przypuszczenia, które dałyby się potwierdzić lub odrzucić jedynie na podstawie badań materialno-ontologicznych. < To też będzie to jedno z pytań, którymi będziemy się musieli w przyszłości zająć.

Jeżeli przypuścimy, iż pewna dziedzina przedmiotowa jest ukonstytuowana przez najwyższy gatunek <^nie przedmiotów wyższego rzędu, lecz^> materiału2, «a więc ostatecznie przedmiotów pierwotnie indywidualnych,^ to nasuwa się

24

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

możliwość, iż gatunek ten jest tak określony, że dopuszcza tworzenie przedmiotów wyższego rzędu o wielce rozmaitych momentach gatunkowych ich natur przez rozmaite sposoby układów owych przedmiotów pierwotnie indywidualnych, cząstek materiału2, z którego zbudowane są przedmioty indywidualne wyższego rzędu. Toteż istnieją, by tak rzec, dwa różne kierunki poszukiwań przy zajmowaniu się dziedziną przedmiotową: pierwszy, który wychodzi od uchwycenia różnych przedmiotów wyższego rzędu i szuka ich materiału? — w przypadku współczesnej fizyki: cząstek elementarnych; oraz drugi kierunek badań, który wychodząc od ostatecznych elementów stanowiących materiał? stara się wtórnie zrekonstruować mnogość przedmiotów wyższego rzędu w ich różnych gatunkach i odmianach. I tutaj powstaje pytanie, jak daleko może prowadzić ta rekonstruująca tendencja badawcza. Jako przykład, który nadawałby się do rozważenia w tej chwili, może posłużyć znana z nauki tendencja do wyprowadzenia z ostatecznych cząstek elementarnych nie tylko ciał fizycznych, lecz także organizmów i, idąc dalej, także indywiduów psychofizycznych, i do zrozumienia ich ■ na tej drodze tak, żeby całe bogactwo występujących w naturalnym doświadczeniu typów przedmiotów należących do świata można było wyprowadzić z jednej zasady. Gdyby się to udało, to wtedy zasadnicza jednolitość tej — zrazu tak wielorodne przedmioty obejmującej — dziedziny przedmiotowej byłaby wykazana na podwójnej drodze: od rzeczy makroskopowych do cząstek elementarnych, które tylko myślowo mają być wyznaczone, i od tych cząstek elementarnych wychodząc z powrotem znów ku różnobarwnej wielości makroskopowo doświadczanych rzeczy i istot żywych, i ludzi, i całej otaczającej człowieka i charakterystycznej dla niego humanistycznej rzeczywistości. Wtedy odsłaniałaby się zarazem i stawałaby się dostępna badaniu skomplikowana struktura pewnej kryjącej w sobie tak różnorodne momenty dziedziny przedmiotowej, w szczególności świata. Przy tym potwierdzałoby się również, iż przedmioty pierwotnie indywidualne — w szczególnym przypadku fizykalne cząstki elementarne — byłyby co do swej formy I właśnie przedmiotami, a więc pewnymi podmiotami cech.

Na zakończenie tego rozważania nawiążmy jeszcze do określenia dziedziny (Region), jakie Husserl podaje w swych „Ideen zu einer reinen Phänomenologie”: „Region ist nichts anderes als die gesamte zu einem Konkretum gehörige oberste Gattungseinheit, also die wesentliche Verknüpfung der obersten Gattungen, die den niedersten Differenzen innerhalb des Konkretums zugehören. Der eidetische Umfang der Region befasst die ideale Gesamtheit konkret vereinheitlicher Komplexe von Differenzen dieser Gattungen, der individuelle Umfang die ideale Gesamtheit möglicher Individuen solcher konkreter Wesen”22.

<C22 Por. 1. c. s. 30 i n. Do tego trzeba jeszcze uwzględnić następujące określenia: „Ein unselbständiges Wesen.heisst ein Abstraktum, ein absolut selbständiges ein Konkretum. Ein Dies-

§ 67. Forma dziedziny przedmiotowej w ogóle

25

Porównując to określenie z przeprowadzonymi wyżej rozważaniami nad jednolitością dziedziny, widzimy, iż istnieje pewne zasadnicze pokrewieństwo między nim a stanowiskiem, które tu staram się uzasadnić. Mianowicie w obu wypadkach wzięty jest pod uwagę „najwyższy gatunek”, przy czym nie ulega wątpliwości, że Husserl ma tu na myśli gatunek materialnie określony. ^Wynika to z uwag jego o „formalnej ontologii”, tudzież z posługiwania się terminem „sachhaltig”, który w przybliżeniu odpowiada memu pojęciu materii

I.^> Mimo tego pokrewieństwa obu stanowisk nie należy ich jednak utożsamiać. I to nie tylko dlatego, że Husserl nie wyjaśnia, co należy rozumieć przez „najwyższy” gatunek, pozostawiając to domysłowi czytelnika, ja zaś staram się to bliżej określić, przy czym posługuję się pojęciem natury przedmiotu, którego Husserl nie wprowadza23. Istotna różnica polega na tym, że Husserl przez „Region” rozumie albo sam najwyższy gatunek, albo też (wnosząc po sposobie wyrażania się) pewną jedność tego gatunku, jako „powiązanie” „najwyższych gatunków”, które odpowiadają najniższym różnicom w obrębie danego concretum, ja zaś staram się tu wyjaśnić formę tego, co przez taki najwyższy gatunek jest konstytuowane. Można by przypuszczać, że dziedziną w moim znaczeniu jest to, co Husserl ma na myśli mówiąc o „individueller Umfang” najwyższego gatunku jako o „ideale Gesamtheit möglicher Individuen solcher konkreter Wesen”. Jednakże to byłoby słuszne tylko w odniesieniu do dziedzin idealnych przedmiotów indywidualnych, wyznaczonych przez pewną „regionalną” ideę (czyli ów „najwyższy gatunek” w rozumieniu Husserla); natomiast w zastosowaniu do dziedzin przedmiotów czasowo określonych (w szczególności do świata realnego) to o tyle nie zgadza się, że ja, mówiąc tu np. o „świecie realnym” jako o jednej z dziedzin, mam na myśli nie ogół tylko możliwych indywiduów, wyznaczonych przez pewną regionalną ideę, lecz ogół rzeczywiście istniejących przedmiotów indywidualnych (nie przesądzając w ramach rozważań ontologicznych, czy tego rodzaju dziedzina „naprawdę” faktycznie istnieje, czy nie). Wreszcie: Husserl nie położył nacisku na to, że dziedzina .musi być odrębna w stosunku do innych dziedzin lub przedmiotów indywidualnych, do niej nie należących, że więc najwyższy gatunek konstytuującą go jakością musi różnić się jakościowo w sposób nieciągły od innych gatunków. Z tego powodu można by powiedzieć, nie odrzucając wcale określenia pojęciowego tego, co Husserl nazywa „Region”, że dziedzina w znaczeniu tu rozważanym odpowiada jako jednostkowe uszczególnienie („Vereinzelung” w terminologii Husserla) idealnemu zakresowi

-da, dessen sachhaltiges Wesen ein Konkretum ist, heisst ein Individuum” (por. 1. c. s. 29). Pojęcie „samodzielności” jest u Husserla pojęciem czysto formalnym, jednakże da się zastosować w sytuacji, którą obecnie rozważamy.^

C23 W „Essentiale Fragen** starałem się wskazać na różnice, jakie zachodzą między moim ujęciem „istoty przedmiotu” a Husserlowskim „Wesen”, którego pojęcie stanowi punkt wyjścia, a zarazem wcześniejszą fazę współczesnych badań nad istotą przedmiotu.^

26

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

niektórych „regionów” Husserlowskich. Zgodnie z ogólną tendencją podanego tu określenia „dziedziny” staje się zarazem zupełnie zrozumiałe, że Husserl mimo postawienia formalnej ontologii na jednym poziomie obok ontologii materialnych nie decyduje się jednak uznać osobnego „regionu” formalnego, równorzędnego „regionom” materialnym. I w moim rozumieniu nie ma osobnej dziedziny form I — wszystkie one bowiem są w istocie swej niesamodzielne. Można też powątpiewać, czy istnieje osobna dziedzina idej formalnych. Idee formalne (idee form przedmiotowych) stanowią tylko szczególną grupę w obrębie dziedziny idej w ogóle.

§ 68. RÓŻNE ZAGADNIENIA DOTYCZĄCE FORMY I SPOSOBU ISTNIENIA ŚWIATA (DZIEDZINY PRZEDMIOTOWEJ)

Tymczasowy wynik naszych rozważań nad zasadą określenia dziedziny jest jednakże jeszcze z różnych względów niezadowalający i nasuwa szereg bardzo istotnych trudności, które już nieraz były powodem sporów między różnymi kierunkami filozoficznymi, jakkolwiek nie uświadamiano sobie tego, że co najmniej jedno ze źródeł tych sporów tkwi w niewyjaśnionym pojęciu dziedziny i jej formy. Postaramy się zdać sobie sprawę z tego, jakie to są te trudności. Oczywiście nie znaczy to jeszcze, że nam się uda je usunąć.

1. Przede wszystkim wciąż jeszcze nie odpowiedziałem na pytanie, czy każdy najwyższy materialnie określony gatunek, którego moment konstytutywny w sposób nieciągły różni się od innych momentów jakościowych konstytuujących inne gatunki wyznacza osobną dziedzinę, czy też nie — a jeżeli nie każdy gatunek to czyni, to co jeszcze musi być spełnione, żebyśmy wyznaczoną przezeń wielość przedmiotów mieli prawo uważać za ^(autonomicznie istniejącą)» dziedzinę.

2. Czy w obrębie jednej dziedziny mogą istnieć przedmioty różnych modi existentiae, czy też muszą one wszystkie istnieć w ten sam sposób? W szczególności pytanie to dotyczy dziedziny przedmiotów realnych, a mianowicie sprawy, czy w jej obrębie obok „rzeczywistych” mogą istnieć także stany rzeczy empirycznie możliwe, a nadto, o ile ta dziedzina (resp. jej elementy) rzeczywiście znajduje się w czasie, to czy do niej należą także przedmioty przeszłe i przyszłe, czy też tylko teraźniejsze?

3. W związku z formą dziedziny nasuwają się dwa zagadnienia egzystencjalne jej dotyczące:

a) Czy dziedzina jest samodzielna? Innymi słowy: Czy stąd, że na dziedzinę składa się pewna wielość prźedmiotów samodzielnych, wynika, że i ta dziedzina jest zawsze, samodzielna, czy też przeciwnie, że może być bytowo niesamodzielna? Pytanie to trzeba jednak jeszcze zróżnicować, a przez to i bliżej sprecyzować. Mianowicie trzeba powiedzieć, w stosunku do których przedmio-

§ 68. Różne zagadnienia dotyczące formy i sposobu istnienia świata

27

tów należy rozważać bytową samodzielność dziedziny: czy w stosunku do tych, które wchodzą w jej skład, czy też w stosunku do przedmiotów, które do niej nie należą, czy wreszcie w stosunku do innych dziedzin. Wszystkie te wypadki należy rozważyć.

b) Jeżeliby prawdą było, że dziedzina jest bytowo samodzielna w stosunku do innych dziedzin (choćby do niektórych), trzeba by dalej pytać, czy jest lub mogłaby być zarazem w stosunku do nich bytowo zależna, czy też niezależna. Nie jest wykluczone, że na to pytanie nie można dać całkiem ogólnej odpowiedzi, tzn. że z samej formy dziedziny pod tym względem nic nie wynika. Być może więc, że dziedzina może zależnie od wypadku — a więc od tego, co to jest za dziedzina, przez jakie przedmioty ukonstytuowana — raz być nieżależna od wszystkich innych dziedzin, w innym wypadku — tylko od niektórych z nich, albo wreszcie może być zawsze tylko zależna bytowo. Zależność bytową dziedziny od innej dziedziny należy jednak odróżnić od zależności bytowej elementów dziedziny od elementów innej dziedziny i rozważyć, jaki jest stosunek między obu tymi bytowymi zależnościami.

4. Pokrewne zagadnieniu egzystencjalnemu samodzielności dziedziny jest następujące zagadnienie formalne: Czy dziedzina z istoty samej swej <^formy^> jest w sobie zamknięta, czy też mogą być zarówno dziedziny zamknięte, jak i otwarte?

Co to jednak znaczy, że dziedzina jest „zamknięta” lub „otwarta”?

Dziedzinę można rozważać z dwu różnych punktów widzenia: albo jako całość sumatywną o częściach efektywnych, albo też jako przedmiot wyższego rzędu konstytuujący się na podłożu tego rodzaju całości. Jako przedmiot wyższego rzędu dziedzina jest całością w sensie bezwzględnym, jest więc w podanym poprzednio znaczeniu (por. § 39) zawsze zewsząd zamknięta. Dla naszych celów jednakże znacznie ważniejsze jest zagadnienie, czy dziedzina jest „zamknięta” lub „otwarta” jako całość sumatywna o częściach efektywnych. Wówczas chodzi o to, czy możliwe jest dołączyć do pewnej dziedziny pewną inną dziedzinę, a przynajmniej pewien zbiór przedmiotów lub choćby nawet jakiś poszczególny przedmiot. Jeżeli tak, wówczas mówimy, że dziedzina jest otwarta, jeżeli nie, to jest zamknięta. Jednakże owo „dołączenie” do dziedziny należy odróżnić od powstawania w obrębie dziedziny nowych jej elementów; w tym wypadku nie mówimy, że dziedzina jest otwarta. Innymi słowy: dołączenie pewnych przedmiotów, o które chpdziłoby przy dziedzinach otwartych, dotyczy przedmiotów zasadniczo odmiennego gatunku niż ten, który konstytuuje daną dziedzinę.

To, że dziedzina jest zamknięta lub otwarta, stanowi z pewnością pewien rys formalny. Zachodzi jednak pytanie, czy rys ten należy z koniecznością do formy I dziedziny, czy też nie. Jeżeliby były możliwe zarówno dziedziny zamknięte, jak otwarte, to znaczyłoby to, że rys ten albo wypływa z materialnego uposażenia dziedziny zależnie od wypadku, albo też że jest

28

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

związany z poszczególnymi typami formalnej budowy dziedziny, budowy, która wtedy musiałaby być niezależna od jej materii. W szczególności wydaje się możliwe, że dziedziny, w których przedmioty są nie tylko jednorodne, ale nadto związane ze sobą jednolitym systemem związków przyczynowych (lub innych związków bytowych), są zarazem zamknięte, natomiast dziedziny, które nie wykazują tego rodzaju związku międży swymi elementami, mogą być otwarte. Ale to jest tylko przypuszczenie, które by trzeba w osobnych rozważaniach potwierdzić albo też odrzucić.

5. W ścisłym związku z zagadnieniem właśnie poruszonym pozostają zagadnienia formalnych stosunków między dwiema dziedzinami. Na czoło wysuwa się zagadnienie, jakie w ogóle stosunki są możliwe między dwiema dziedzinami. Czy muszą się one zawsze wykluczać (tzn. nie mieć żadnego elementu wspólnego), czy też mogą, nie przestając być dwiema, być w stosunku pod-, resp. nadrzędności, czy też wreszcie mogą się krzyżować? Gdyby dziedziny były klasami, to nie ulega wątpliwości, że wszystkie te stosunki byłyby możliwe (por. np. klasę wieloboków foremnych i klasę równoległobo-ków), ale wszakże odróżniliśmy dziedziny od klas i wobec tego wydaje się wątpliwe, czy dopuszczają one te stosunki. <CI odwrotnie: jeżeli tylko niektóre z tych stosunków byłyby możliwe dla dziedzin, to znaczyłoby to równocześnie, że zachodzi jakaś bardzo istotna różnica między dziedziną a klasą, i wówczas trzeba by dokładnie pokazać, na czym ona polega.^ To właśnie przyczyniłoby się zarazem do głębszego uzasadnienia tego odróżnienia.

Zagadnienie dopuszczalnego stosunku formalnego między dwiema dziedzinami nasuwa się przy rozważaniu poszczególnych dziedzin, w których znamy materialne określenie ich elementów i wiemy, że pomiędzy elementami jednej dziedziny a elementami drugiej dziedziny zachodzą pewne określone stosunki bytowe. Weźmy np. dzieła sztuki. Tworzą one, jak się zdaje, osobną dziedzinę. Zarazem jednak szereg okoliczności wskazuje na to, że między nimi a niektórymi przedmiotami realnymi zachodzą różnego rodzaju stosunki bytowe. Tak np. zostały one wytworzone ;— o ile w ogóle istnieją — przez twórców , którzy należą do świata realnego i są sami przedmiotami realnymi. Nadto będąc same przedmiotami bytowo heteronomicznymi, mają za podstawę bytową pewne przedmioty realne (rzeźby — np. bryły marmuru, obrazy — płótno i farby, dzieła literackie — np. papier i czemidło drukarskie itp.). Wreszcie biorą one udział w losach pewnych przedmiotów realnych (np. twórców, odbiorców dzieł sztuki, wykonawców utworów muzycznych itp.), wpływają na nie, a przez to i same ulegają różnym zmianom (por. np. życie dzieła literackiego)24. Wszystko to sprawia, że dzieła sztuki pojawiają się w

24 Wszystko to starałem się pokazać częściowo w książce mej „O dziele literackim”, częściowo w rozprawach ,,Zagadnienie tożsamości dzieła muzycznego”, „O budowie obrazu” i „O dziele architektury”, zebranych obecnie w „Studiach z estetyki”

§ 68. Różne zagadnienia dotyczące formy i sposobu istnienia świata

29

obrębie świata realnego, choć nie są realne. Jakżeż więc sprawa się przedstawia: czy dziedzina dzieł sztuki należy do świata realnego jako pewnego rodzaju jego poddziedzina, czy też tylko przynależy do niego? Trzeba przy tym pamiętać, że żaden elernent jednej dziedziny nie jest elementem drugiej i odwrotnie, a jedynie — jak się zdaje — zachodzą między ich elementami wspomniane stosunki bytowe. Czy dwie dziedziny, w ten sposób się wykluczając, mogą zarazem niejako przetykać się swymi elementami, tak iż elementy jednej dziedziny są porozmieszczane między elementami drugiej i stoją z nimi w zaznaczonych stosunkach egzystencjalnych?

Nie jest to jedyny wypadek. Na inny, który stoi w związku z zagadnieniem wewnętrznej jednolitości dziedziny, i dlatego na innym miejscu musi być omówiony, niebawem wskażę.

6. Wśród różnych dziedzin szczególne miejsce, dla nas specjalnie ważne, zajmują dziedziny, których elementy pozostają z sobą w rozmaitych związkach bytowych, w szczególności stanowią człony jednolitego zespołu związków przyczynowych. Dziedziny, w których to zachodzi, będziemy nazywali światem25. Do nich — jak się zdaje — należy świat realny. Analiza ich struktury jednak nasuwa pewne trudności. A mianowicie: jak np. jest możliwe, żeby elementy świata zachowywały swą samodzielność, a zarazem stały w związkach bytowych, w szczególności, żeby były członami związku przyczynowego? Czy jedno nie wyklucza drugiego?

7. Istnieją, jak się zdaje, dziedziny, których elementy podlegają w toku swego istnienia różnym zmianom i które m.in. powstają i giną. Czy dziedzina, w której to zachodzi, «w szczególności świat realny,^ jest —jako dziedzina — „wrażliwa” na tego rodzaju fakty? „Wrażliwa”, tzn. czy fakty tego rodzaju mają wpływ na istnienie i na własności samej dziedziny czy też pozostaje ona zupełnie niezmienna, mimo iż tego rodzaju fakty zachodzą w jej obrębie? A jeżeli jest wrażliwa, to np. jakie rozmiary mogą przybrać fakty <— jeżeli tak można powiedzieć — „wymierania” jej elementów,^ żeby to jeszcze nie odbiło się na jej istnieniu i jej tożsamości? I jakiego rodzaju są ewentualne zmiany dziedziny? Czysto formalne, czy także materialne? Czy też ich może w ogóle nie ma? Lub inne zagadnienie: jeżeli dziedzina jest wrażliwa na zmiany zachodzące w jej elementach lub wśród jej elementów, to zachodzi pytanie, czy sama dziedzina istnieje w czasie, czy też czas jest czymś, co występuje jedynie w obrębie dziedziny, w której dokonują się zmiany elementów.

8. Sprawę całkiem specjalną, a mającą wielkie znaczenie dla sporu między idealizmem a realizmem, stanowi zagadnienie stosunku przedmiotów materialnych (rzeczy i procesów fizycznych) do przedmiotów psychicznych (osób i psychicznych procesów, a zwłaszcza przeżyć świadomych). Samo to

25 Nie należy zresztą przypuszczać, że ten rys formalny wyczerpuje istotę świata. Por. niżej § 71.

30

XV. Forma dziedziny przedmiotowej i forma świata

zagadnienie wykracza poza zasięg obecnie rozważanych formalno-ontolo-gicznych pytań, gdyż co najmniej opiera się na zagadnieniach materialno--ontologicznych. Poza tym naturalnie da się wyinterpretować jako zagadnienie metafizyczne albo czysto empiryczne. A jednak zarazem wiąże się najściślej ze sprawą wewnętrznej jednolitości świata i może się ewentualnie przekształcić w zagadnienie możliwych związków pomiędzy dwiema dziedzinami przedmiotowymi.

Istnieją różne próby rozwiązań tych zagadnień podejmowane w dziejach filozofii europejskiej. Można dziedzinę przedmiotów fizycznych przeciwstawiać drugiej dziedzinie, tego, co psychiczne, i stąd od razu powstaje pytanie o ich wzajemny związek bytowy (np. wzajemnego oddziaływania przyczynowego elementów jednej dziedziny na elementy drugiej, albo tylko ,,równoległego” przyporządkowania tych elementów, itd.). Ale jest także możliwe, że przedmioty fizyczne i psychiczne należy po prostu zaliczyć do tej samej dziedziny. Zgodnie z stwierdzeniem o gatunkowej jednorodności wszystkich elementów tej samej dziedziny trzeba wtedy pytać o podstawowy jednoczący moment gatunkowy przeciwstawionych przedmiotów. Tę jednorodność można pojmować w różny sposób: albo w sensie materialistycznym — że tym podstawowym momentem gatunkowym jest właśnie „materialność”, albo w sensie spirytualistycznym — że to, co psychiczne czy też duchowe, zawiera w sobie ową podstawową jakość gatunkową, która później tylko w sposób wtórny odciska się czy wyraża w tym, co fizyczne. Wreszcie możliwe byłoby także trzecie rozwiązanie, które widziałoby ten moment gatunkowy w czymś różnym zarówno od tego, co psychiczne, jak i od tego, co fizyczne, ale zarazem czyniłoby zrozumiałym istnienie w tej samej dziedzinie tego, co psychiczne, i tego, co fizyczne, jako jego następstwa czy sposobu przejawiania się.

Jeżeliby się tu miało rzeczywiście do czynienia z dwiema różnymi dziedzinami, to musiałoby się od razu wyjaśnić, w jaki sposób między elementami jednej dziedziny a elementami drugiej możliwe są tak ścisłe związki bytowe, jak ścisłe wydają się związki między tym, co fizyczne, a tym, co psychiczne, chociaż dotychczas nie zostały one jeszcze w swej istocie wyjaśnione. O ile nie mylą nas doświadczenia codziennego życia, to wydaje się nie tylko, że te związki są szczególnie ścisłe, lecz także, że dochodzi do pewnego szczególnego przetykania jednej dziedziny — w szczególności materialnego świata — elementami drugiej dziedziny, tak że występują one wśród przedmiotów materialnych w szczególnym powiązaniu z pewnymi ciałami fizycznymi. Jak to jest możliwe — to należałoby wykazać na podstawie istoty przedmiotów wchodzących tu w rachubę.

Gdyby natomiast to, co fizyczne, i to, co psychiczne, należało do jednej dziedziny, w takim razie trzeba by koniecznie wyjaśnić zagadnienie ich ostatecznego pokrewieństwa, umożliwiającego nie tylko przynależenie do jednej dziedziny, ale i zachodzenie między jednym a drugim ścisłych związków bytowych. Jak wiadomo, wszelkie dotychczasowe próby rozwiązania tych

§ 68. Różne zagadnienia dotyczące formy i sposobu istnienia świata

31

zagadnień nie doprowadziły do zadowalającego wyniku. Nie zwracano przy tym dostatecznie uwagi na zagadnienia formalne z tym związane, a w szczególności na zagadnienie formy dziedziny i płynących z niej możliwych stosunków między dziedzinami. Im ściślejsze jest powiązanie, resp. związek bytowy, między tym, co psychiczne, a tym, co fizyczne, tym trudniejsze i bardziej palące są zagadnienia, na które ostatnio wskazaliśmy. Wszystkie pośtępy fizyki, fizjologii i psychologii ostatnich wieków ukazują z jednej strony coraz ściślejszy związek bytowy pomiędzy tym, co psychiczne, a tym, co fizyczne, z drugiej zaś strony równocześnie w żaden sposób nie zmniejszyły zasadniczej różnorodności tych obydwu typów przedmiotów. Człowiek, ale także każda istota żywa, wydaje się tym bardziej tajemniczy, im bardziej odkrywa się poszczególne fakty wzajemnych zależności tych obydwu czynników i im trudniej zrozumieć sens, resp. istotę, wewnętrznej koniecznej jedności tego, co zasadniczo heterogeniczne.

Zagadnienie to staje się dla nas piekące w chwili, gdy uświadomimy sobie, jak bliski związek zachodzi między tym, co psychiczne, a czystą świadomością. Jest to sprawa, którą trzeba będzie się w przyszłości zająć jak najszczegółowiej. W tej chwili nie jesteśmy do niej jeszcze przygotowani. Uwzględniając jednak na razie tylko to, co się dotychczas pojawiło w dziejach filozofii jako prawdopodobne przypuszczenie, można powiedzieć, że albo jest tak, iż — jak to można by twierdzić» na stanowisku np. Berkeleya — czysta świadomość i to, co psychiczne, to po prostu jedno i to samo, albo też że przeżycia świadome stanowią pewien rodzaj faktów w obrębie tego, co psychiczne, albo wreszcie, że czysta świadomość znajduje się całkowicie poza obrębem tego, co psychiczne, i stanowi zarówno w stosunku do niego, jak i do tego, co fizyczne, czynnik całkowicie odmienny i odrębny, który jednakowoż pozostaje w jakimś szczególnie bliskim, choć niewyjaśnionym stosunku bytowym do obu tych sfer przedmiotów. Ten to stosunek stanowi właśnie centralne nasze zagad-

Caly ten zespól zagadnień — który, jak zaznaczyłem, wykracza poza problematykę formalnej ontologii i dlatego nie może być teraz zaatakowany — posiada dla naszego naczelnego zagadnienia (sporu pomiędzy tzw. realizmem a idealizmem o istnienie świata) zasadnicze i decydujące znaczenie, ponieważ istota tego, co psychiczne, wiąże się —jak się wydaje — najściślej z istotą świadomości. Jeśli to, co psychiczne, jest — jak to często twierdzono — identyczne ze świadomością, to zagadnienie stosunku bytowego między realnym, materialnym światem a (czystą) świadomością jest właśnie tym zagadnieniem, o które ostatecznie chodzi w całym sporze. Jeżeli jednak to, co psychiczne, jest z istoty różne od (czystej) świadomości, choć ewentualnie jest z nią bytowo blisko związane, to wówczas komplikuje się nasze naczelne zagadnienie sporne. Może bowiem tak być, że wtedy chodzi o zagadnienie związków bytowych między trzema różnymi dziedzinami: między światem materialnym, światem tego, co psychiczne, i czystą świadomością. I znów zagadnienie rozdwaja

32

XV. Forma dziedziny przedmiotową i forma świata

nienie. I znowu przy wszelkich próbach jego rozwiązywania trzeba uwzględnić (być może pozorny) fakt, że przeżycia świadome — bez względu na to, która z zaznaczonych właśnie możliwości ich stosunku do tego, co psychiczne, istotnie zachodzi — zdają się podobnie jak to, co psychiczne, pojawiać wśród tego, co fizyczne, a ogólniej: w obrębie świata realnego, jak gdyby stanowiły jeden z jego elementów. Ale być może, że to tylko błędny pozór, a w istocie przeżycia czystej świadomości stanowią całkiem odrębną dziedzinę, którą należy — zgodnie z dotychczasowym punktem wyjścia naszych rozważań — radykalnie przeciwstawić dziedzinie świata realnego. Wówczas pozostawałoby jeszcze do rozwiązania zagadnienie, jaki jest stosunek bytowy między tymi obu dziedzinami, a w tym celu trzeba by rozporządzać przeglądem możliwych zasadniczo stosunków między dwiema dziedzinami, dopuszczających m.in. owo „przeplatanie” elementów jednej dziedziny elementami drugiej.

Poruszone wyżej zagadnienia formalne dotyczące formy I dziedziny, resp. świata tudzież możliwych stosunków między dziedzinami stoją w jak najściślejszym związku z centralnymi zagadnieniami sporu o idealizm. Musimy się więc przynajmniej niektórymi z nich zająć bardziej szczegółowo.

się na: zagadnienie stosunku egzystencjalnego między samymi dziedzinami i zagadnienie egzystencjalnego związku bytowego między elementami należącymi do tych różnych dziedzin. Te ostatnie związki bytowe są — jak się wydaje — tak ścisłe, że przynależenie trzech przedmiotów każdego do innej dziedziny czynią bardzo nieprawdopodobnym i raczej wskazują na istnienie jednej dziedziny: realnego świata. Gdyby faktycznie tak było, to musieli-byśmy przyznać, że początkowe radykalne przeciwstawienie czystej świadomości i realnego świata — tak, jak gdyby chodziło przy tym o dwie wzajemnie zamknięte dziedziny przedmiotowe — mimo wszelkich argumentów przemawiających za tym, nie da się (