Spór o istnienie świata, t. 2, cz. I - Roman Ignarden - ebook

Spór o istnienie świata, t. 2, cz. I ebook

Roman Ignarden

0,0

Opis

[PK]

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejsko-Powiatowa Biblioteka Publiczna w Rypinie

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 959

Rok wydania: 1987

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



DZIEŁA FILOZOFICZNE

SPÓR O ISTNIENIE ŚWIATA

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe

33 Przy jakościowej samodzielności lub niesamodzie

§ 43. Samoistny przedmiot indywidualny i całość

112 Nie potrafię powiedzieć, gdzie jest jej ostate

Wśród naszych aktów świadomości istnieją więc — ja

Nie jest rzeczą pewną, czy Husserl w ogóle pierwsz

Wysuwając zagadnienie zachodzenia (resp. istnienia

<13 Takie, które dałyby się same dla siebie ustali

XIII. Istota samoistnego przedmiotu indywidualnego

50 Ktoś traktujący podane tu określenia poszczegól

13 Mogą tu występować jeszcze różne przypadki, w k

XIV. Zagadnienie tożsamości czasowo określonego pr

SPÓR O ISTNIENIE ŚWIATA

ROMAN INGARDEN

DZIEŁA FILOZOFICZNE

SPÓR O ISTNIENIE ŚWIATA

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe

33 Przy jakościowej samodzielności lub niesamodzie

§ 43. Samoistny przedmiot indywidualny i całość

112 Nie potrafię powiedzieć, gdzie jest jej ostate

Wśród naszych aktów świadomości istnieją więc — ja

Nie jest rzeczą pewną, czy Husserl w ogóle pierwsz

Wysuwając zagadnienie zachodzenia (resp. istnienia

<13 Takie, które dałyby się same dla siebie ustali

XIII. Istota samoistnego przedmiotu indywidualnego

50 Ktoś traktujący podane tu określenia poszczegól

13 Mogą tu występować jeszcze różne przypadki, w k

XIV. Zagadnienie tożsamości czasowo określonego pr

DZIEŁA FILOZOFICZNE

PAŃSTWOWE WYDAWNICTWO NAUKOWE

ROMAN INGARDEN

SPÓR O ISTNIENIE ŚWIATA

TOM II

ONTOLOGIA FORMALNA

Część 1

FORMA I ISTOTA

Wydanie III zmienione przygotowała i partie tekstu z języka niemieckiego przetłumaczyła

Danuta Gierulanka

WARSZAWA 1987

Okładkę projektował Janusz Ingarden

Redaktor

Hanna Marciniak

Redaktor techniczny Teresa Skrzypkowska

Korektor Danuta Borzęcka

© Copyright by Państwowe Wydawnictwo Naukowe Warszawa 1961, 1987

ISBN 83-01-06117-0 całość

ISBN 83-01-08073-6 t. II cz.

Rozdział VII

ESENCJALNE ZAGADNIENIE FORMY I JEJ PODSTAWOWE POJĘCIA

§ 34 ROZRÓŻNIENIE PODSTAWOWYCH POJĘĆ FORMY I MATERII (TREŚCI)

Sformułowania pytań egzysten-cjalno-ontologicznych naszego sporu i już nawet pierwsze usiłowania, by uzyskać przegląd ich możliwych rozwiązań, wskazują, że pytania te stoją w ścisłym związku z zagadnieniami formalno- i materialno-ontologiczny-mi. Nie jest tak, żeby coś, co jest w dowolny sposób uformowane i materialnie uposażone, mogło istnieć w sposób dowolny. Przeciwnie, panują tu prawidłowości ścisłe o charakterze koniecznym — jak to pokażą nasze dalsze badania. Szczególnie dobranym formom przedmiotu i jego uposażeniu odpowiadają całkiem określone sposoby istnienia. Toteż nasuwa się myśl, by o sposobie istnienia pewnego przedmiotu rozstrzygnąć nie wprost, lecz niejako okolną drogą przez zbadanie jego formy. Okólna droga nie zawsze jest dalszą, a może się czasem okazać jedyną. Dlatego nie zrażając się nowymi trudnościami musimy na nią wstąpić. Dokładne studium dziejów sporu o istnienie

Zadaniem, jakie stoi przed nami, jest przeprowadzić z jednej strony formalno-, z drugiej materialno-ontolo-giczne rozważania związane z naszym naczelnym zagadnieniem. Wychodzimy od podstawowego przeświadczenia, że nie jest tak, aby dowolnie ukształtowane i dowolnie materialnie określone istności mogły istnieć w zupełnie dowolny sposób, lecz że tu zachodzą konieczne związki pomiędzy sposobem istnienia a formą i materią tego, co istnieje. Te związki właśnie trzeba odkryć, zwłaszcza jeżeli chodzi o sposób istnienia świata, który nie musi koniecznie być identyczny ze sposobem istnienia poszczególnych przedmiotów należących do świata, na co dotychczas nie zwracaliśmy uwagi. Kierujemy się przy tym myślą, że ewentualnie wykryte różnice formy doprowadzą nas do różnic w sposobie istnienia.

Dotychczas zadowalaliśmy się pewnym przybliżonym odróżnieniem onto-logii formalnej od ontologii materialnej. W rozważaniach fenomenologicz-

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

świata — przeprowadzone na podstawie wyników uzyskanych w tej książce — pokazałoby, że m.in. właśnie nieuwzględnienie w sposób systematyczny zagadnień dotyczących formy przedmiotu realnego i w ogóle formy świata realnego przyczyniło się niejednokrotnie nie tylko do niedoskonałości aparatury pojęciowej i zatarcia zagadnienia, ale w ogóle do stworzenia pewnego rodzaju sytuacji bez wyjścia. Można się z niej wydostać jedynie z cierpliwością rozsupłując zagużlenia kwestii, jakie się przez wieki nagromadziły.

Musimy jednak usunąć najpierw pewien brak, jaki się może już dawał odczuć w dotychczasowych rozważaniach. Chodzi mianowicie o wyjaśnienie pojęcia formy przedmiotu (czegokolwiek). Pojęcie to znajduje się w stanie wielkiego chaosu, a jego wyjaśnienie może stworzyć jasne podstawy i nadać jednoznaczny sens badaniom formalno-ontologicznym.

Zagadnienia formy przedmiotu indywidualnego i pierwsze próby ich rozwiązania pojawiły się jeszcze u Arystotelesa. Potem przez przeciąg wieków niejednokrotnie je podejmowano czy to w chęci rozbudowania rozważań Arystotelesowskich, czy też w walce z jego poglądami, ale zawsze tylko przy okazji rozważań innych zagadnień. Prawie w każdym systemie nowożytnej filozofii europejskiej znajdujemy u podstaw szereg założeń z tej dziedziny. Tak jest zarówno u racjonalistów, np. u Spinozy, Leibniza czy Wolffa, jak i u empirystów, np. u Locke'a. „Ontologia” Wolffa jest książką, która niejako resumuje wy-nych miarodajne dla tego rozróżnienia Husserlowskie pojęcie formy nie jest jednak całkiem wolne od zarzutów. Jeżeli jednak zwrócimy się do innych autorów, aby uzyskać odpowiednie pouczenia, natrafimy na wprost niewiarygodny zamęt w kształtowaniu pojęć i niesłychane pomieszanie ze sobą rozmaitych pojęć formy. Toteż przede wszystkim konieczne jest uzyskanie jasności w tym punkcie i trzeba dążyć do jednoznacznego określenia pojęcia formy, z którego musi wyniknąć jednoznacznie ustalenie przeciwieństwa pomiędzy formą a materią. W ten sposób wypełnimy też dotkliwą lukę w naszych dotychczasowych rozważaniach. Nic dziwnego, że nie rozporządzamy żadną precyzyjną definicją formy, gdyż wątpliwe jest, czy coś takiego jak .forma” czegoś da się w ogóle zdefiniować. Nie dążymy też tutaj do uzyskania jakiejś definicji formy. Nie znaczy to, żebyś-my się musieli pogodzić z używaniem stale pojęć formy i materii w coraz to innym sensie. Podejmujemy tu jedynie próbę odróżnienia rozmaitych, zwykle ,,wrzucanych do jednego worka”, pojęć i w ten sposób staramy się wyjaśnić i ustalić to pojęcie, które leży u podłoża nowoczesnych badań formalno-ontolo-gicznych.

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć fortny i materii (treści)

niki uzyskane w tej dziedzinie w ciągu wieków. W systemie kategorii Kan-towskich, a potem w badaniach logicznych Hegla pojawiają się pewne echa tych poglądów. Po załamaniu się heglizmu przez dłuższy czas i te echa zamilkły na prawie 2/3 wieku XIX. Dopiero na początku wieku XX zainteresowania dotyczące formy przedmiotu indywidualnego na nowo się ożywiły i zaczęto je z różnych stron traktować jako osobny dział badań filozoficznych, doszukując się w nich z jednej strony podstaw logiki, z drugiej zaś podstaw matematyki. Badania prowadzone w tym kierunku były bowiem m.in. związane z przesileniem, jakie przeszła matematyka europejska w drugiej połowie w. XIX, i stanowią pewną część wysiłków zmierzających do wyjaśnienia podstaw matematyki i nauk dedukcyjnych w ogóle i do stworzenia ich aksjoma-tyki. Prowadzono je z różnych punktów widzenia i różnymi metodami, od analityczno-opisowych z jednej strony, po logistyczno-formalne z drugiej. Powstała w ten sposób m.in. najpierw tzw. „nauka o całościach i częściach” Husserla, potem zwana „formalną ontologią”, nieco później tzw. „teoria przedmiotu” Meinonga i różne próby badań nad „całościami”, z drugiej strony te wszystkie formalne badania, które są związane z nazwiskiem B. Russella i zależnych od niego badaczy, m.in. szereg dociekań prowadzonych przez logistyków w Polsce, przede wszystkim zaś rozważania przedwcześnie zmarłego St. Leśniewskiego.

We wszystkich tych badaniach

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

przewija się, począwszy od Arystotelesa, pojęcie „formy” i jej przeciwieństwa „materii” (resp. „treści”). Nie jest ono należycie sprecyzowane i kryje w sobie raczej szereg pojęć z sobą związanych i nigdy należycie nie rozróżnionych. Można wprawdzie powiedzieć, że badania przeprowadzone w tym kierunku w ciągu w. XX coraz bardziej koncentrują się na „formie” w pewnym specjalnym znaczeniu i że poszczególne momenty tak rozumianej „formy” podlegają opracowywaniu, mimo to jednak nie dochodzi do wyraźnego zdefiniowania jej pojęcia ani nawet do jednoznacznego wyodrębnienia tego pojęcia spośród innych pojęć „formy”. Że nie rozporządzamy do dziś definicją pojęcia formy, temu nie należy się dziwić, bo można mieć uzasadnione wątpliwości, czy pojęcie „formy” da się w ogóle zdefiniować. Operowanie jednakże pojęciem, którego treść w trakcie badań wciąż się przesuwa, jest bardzo niekorzystne dla rozwoju badań „ontologicznych”, a odbija się także w sposób dotkliwy na innych dziedzinach dociekań filozoficznych. Jest przeto rzeczą niezbędną podjąć próbę rozróżnienia wielu mieszanych ze sobą pojęć „formy” — i korektywnie pojęć „materii”, wzgl. „treści”. Pozwoli nam to wyodrębnić spośród różnych pojęć „formy” to właśnie, które leży u podstaw współczesnej teorii przedmiotu. Stanowić ono będzie wytyczną w dalszych naszych badaniach nad „formą”, potrzebnych dla wyjaśnienia sporu o istnienie świata.

Rozważania nad „formą” można przeprowadzić tylko w związku z roz-

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

waźaniami nad „materią” („treścią”). Pojęcia ich przynależą ściśle do siebie. Stanowią one pary, których człony dadzą się wyjaśnić i określić jedynie przez przeciwstawienie.

Pragnąc ustalić różne pojęcia „formy” (resp. „treści” czy „materii”), stawiamy sobie pytanie: „co to jest forma czegoś w ogóle?” w przeciwstawieniu do „treści”, resp. „materii” tego czegoś. Nazywam je ogólnym esencja 1 n y m zagadnieniem formy czegoś i przeciwstawiam szczegółowym analitycznym zagadnieniom, którym poświęcone są dalsze moje wywody. W tych analitycznych zagadnieniach chodzi o to, jaka jest ferma czy to czegokolwiek bądź w ogóle, czy też przedmiotów tego czy owego typu. Jaka jest forma, a więc jakie pierwotne i pierwotniejsze jej momenty dadzą się wyróżnić w formie danego przedmiotu. W szczegółowych wypadkach może tu chodzić np. o wyjaśnienie formy dzieła sztuki w ogóle albo też formy przedmiotu realnego w ogóle, formy przedmiotu indywidualnego w przeciwstawieniu do formy idei lub do formy stanu rzeczy itp. Tym dwu typom zagadnień „formalnych” należy przeciwstawić zagadnienie określenia formy (resp. „treści”). Chodzi w nim o pytanie typu: „Co jest formą przedmiotu X?” Pytania te nie będą tu dla nas wchodzić w rachubę, więc nie zajmuję się bliżej ich wyjaśnieniem.

Przechodząc do traktowania esencjalnego zagadnienia formy czegoś w ogóle, muszę zaznaczyć, że chodzi mi tu wyłącznie o zagadnienie ontologiczne, natomiast poza nawiasem mych rozważań pozostawiam wszelkie rozważania metafizyczne, zwłaszcza te, które w dziejach filozofii europejskiej wiązano tak często z pojęciem formy.

I. U Platona po raz pierwszy doszło do wyłonienia się podstawowego przeciwieństwa bytowego, a mianowicie między „ideą” a „rzeczą jednostkową”. Nie ma ono wprawdzie samo w sobie nic wspólnego z przeciwieństwem między „formą” a „treścią” czegokolwiek. Jednakże dzięki pojęciu tzw. [xeOe^to mówi Platon, jak wiadomo, nieraz o idei jako o „formie” rzeczy jednostkowej. Ale także o samych ideach — bez względu na ich stosunek do rzeczy jednostkowych — mówi Platon nieraz jako o „formach” (elJoę). Toteż wydaje się dość naturalne, że gdy Arystoteles wystąpił przeciw Platońskiemu dualizmowi rzeczy jednostkowej i idei, ale zarazem nie zdołał się całkowicie wyzwolić z Platońskiej aparatury pojęciowej, to w świecie rzeczy jednostkowych natrafił na nową dwoistość: „formy” i „materii” (ptopę-r; — uX-q). Zmienił się właściwie tylko stosunek między członami tego przeciwstawienia. „Forma” w tym związku to tyle, co moment kwalifikujący coś, co jako podlegające kwalifikacji, określaniu, jest „materią”.

Gdy staramy się to pojęcie „formy” bliżej wyjaśnić, to natrafiamy na

10

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

pewne trudności, które prowadzą do innych pojęć „formy”1. Mianowicie na pytanie, co w pewnym konkretnym wypadku jest „formą”, a więc owym czymś określającym, kwalifikującym, można otrzymać różne odpowiedzi. Mamy np. przed sobą pewną określoną czerwoną, gładką, drewnianą kulę. Wszystko, co jest w niej momentem określającym, jest „formą”2 lub też należy do „formy” tej kuli w zależności od tego, czy za formę uważamy poszczególne momenty kwalifikujące, czy też ogół momentów kwalifikujących coś. Czy się opowiemy za pierwszym, czy za drugim, to sprawa raczej natury terminologicznej, jakkolwiek związany z tym jest także problemat rzeczowy, mianowicie problemat istoty przedmiotu jako jego „formy”3. Ważniejsze jest w tej chwili wyjaśnić, co należy rozumieć przez moment czy czynnik kwalifikujący (określający) coś. Czy jest to konkretny moment np. czerwieni w swej indywidualności wzięty, lecz bez swej „funkcji” określania, kwalifikowania, którą spełnia wobec przedmiotu, czy też przeciwnie — tenże moment w tej funkcji wzięty? W pierwszym wypadku „forma” nie byłaby „określaczem” jako takim, lecz jedynie tym, co dostarcza konkretnego materiału, żeby fungować jako „określacz”. Natomiast w drugim wypadku „określacz” jako całość, która zawiera w sobie moment czerwieni i funkcję określania, kwalifikowania, należałoby uważać za „formę” czegoś. O tym, że ona jest określaczem, rozstrzygałaby dopiero owa „funkcja”. I analogicznie: Przysługująca naszej kuli „gładkość”, która „sprawia”, że ona jest „gładka”, nie jest jako gładkość sama dla siebie, lecz dopiero w swej „funkcji” kwalifikowania „określaczem” kuli, a więc jej „formą”. Jako gładkość jest ona w porównaniu np. z czerwienią czymś całkowicie odmiennym, różnym. Natomiast w swej funkcji określania, kwalifikowania, jest blisko pokrewna czerwieni, która tejże kuli przysługuje. Mianowicie „materiał” jakościowy jest odmienny, spełniana przezeń „funkcja” ta sama4.

Mowa o „funkcji” kwalifikowania czy określania jest w tym wypadku naturalnie przesadą. Raczej należałoby tu mówić o samej „formie”, w której

1 Jest przeto rzeczą naturalną, że i te inne pojęcia znajdują się u Arystotelesa, choć nie odróżnione wyraźnie od siebie. Żeby to w szczegółach pokazać, trzeba by przeprowadzić czysto historyczno-interpretacyjne rozważania, które wychodzą poza ramy naszych zainteresowań. Nawiązanie do Arystotelesa służy nam tu tylko jako wygodny środek pomocniczy do wprowadzenia w nasze własne rozważania.

2 W podanym właśnie znaczeniu.

3 Chodzi tu o zagadnienie, czy poszczególne momenty określające pewien przedmiot dadzą się«wszystkie zupełnie swobodnie odłączyć lub uzmiennić, czy też istnieje wśród nich pewien dobór momentów, które nie dadzą się oddzielić ani od siebie nawzajem, ani też od danego przedmiotu bez jego unicestwienia. Stanowią one pewną pierwotną a w przedmiocie wyróżniającą się jedność, w której dadzą się jedynie abstrakcyjnie odróżnić. Do sprawy tej jeszcze powrócę.

4 To nie ma oczywiście znaczyć, jakoby istniała tylko jedna taka „funkcja” jakości w przedmiocie. Przeciwnie, mogą istnieć jeszcze inne, jakkolwiek z sobą spokrewnione, tego rodzaju, sit venia verbo, „funkcje”. To się niebawem pokaże.

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

11

występują różne momenty jakościowes. Ta to forma wydaje się w stosunku do takich momentów, jak np. „czerwień”, „gładkość”, „miękkość”, „twardość”, „ciężkość” itp. czymś całkowicie be z jakościowym (czy niejakościowym), i to w tym radykalnym znaczeniu, w którym np. „wielkość”, „małość”, „szybkość”, „powolność” itp. są także jeszcze jakościami. Pomiędzy tą „formą” a tym, co w niej stoi, zachodzi najbardziej zasadnicza (radykalna) różność, jaka w ogóle jest możliwa.

W ten sposób otrzymaliśmy trzy odmienne pojęcia „formy” czegoś. Każde z nich było miarodajne dla innego, historycznie znanego punktu widzenia, jakkolwiek żadne z nich nie było w nich dostatecznie ostro przeciwstawione innym i pojęciowo ściśle ujęte. A mianowicie:

1. „Forma” to'to, co samo w sobie jest czysto jakościowe6 w najszerszym tego słowa znaczeniu, a co występując w funkcji „określania” czegoś, „przysługiwania” czemuś, określa owo coś, ale co tutaj należy rozważać bez tej „funkcji”. Wówczas (tzn. wzięta sama w sobie, bez tej funkcji) byłaby „forma” w tym znaczeniu niejako zatopionym w sobie, pozbawionym wszelkiego związku z rzeczami jednostkowymi, istniejącym pozaczasowo „pierwo-wzorem” wszechrzeczy7 — Platońską ideą (iSća), o ile by właśnie było możliwe istnienie „idei” bez „funkcji” określania. To byłby nowy aspekt sporu między Platonem i Arystotelesem. To byłaby także „czysta forma” w sensie Arystotelesowym, gdyby proces „formowania” dobiegł do końca — co wedle Arystotelesa „nigdy” się nie stanie.

2. „Forma” to to samo, co „określacz”, a więc to, co czysto jakościowe, w najszerszym znaczeniu, wzięte w funkcji określania czegoś i wraz z nią. To jest owa występująca w indywidualnym przedmiocie „forma” rzeczy w sensie Arystotelesa, która wedle niego ma jedynie istnieć w skończoności procesu formowania, i to zawsze jako określenie jakiejś rzeczy. Na stanowisku bowiem Arystotelesa — posługując się tu wprowadzonym sposobem mówienia — to, co czysto jakościowe, n i e da się odłączyć od funkcji określania.

3. Forma to to, co radykalnie niejakościowe, co jednak jakby „dołącza” się do tego, co jakościowe, i obejmuje je z koniecznością jako „forma”, jeżeli ów moment jakościowy ma występować in concreto, a więc w przedmiocie. W szczegółowym wypadku jest to samo „określanie” czegoś przez „przysługiwanie” czemuś. Forma w ogóle w tym znaczeniu to „forma”

5 Oczywiście „formie” — w całkiem nowym znaczeniu.

6 Zgodnie ze sposobem wyrażania się fenomenologów: „czyste jakości” (,,rcine Washed”) albo „Wesenheit”. Por. J. Hering: „Ueber das Wesen, die Wesenheit und die Idee”, „Jahrb. f Philos.” IV

7 Zarówno jednak ujęcie jako „pierwo-wzoru”, jak i jako „czystej formy” jest już w istocie interpretacją metafizyczną, która dla nas nie ma znaczenia. Jeżeli na nie wskazujemy, to tylko dlatego, że to historyczne nawiązanie może ułatwić zrozumienie sprawy, jakkolwiek także wiedzie ze sobą pewne niebezpieczeństwa.

12

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

nowożytnej ontologii formalnej, która dopiero u Husserla uzyskała stosunkowo najlepsze ujęcie pojęciowe8, ale już u Arystotelesa, a później także u Kanta, zaczyna się zarysowywać w pojęciu kategorii. Już u Arystotelesa jest jednak jasne, że w tym znaczeniu istnieją rozmaite formy. Trzeba je bliżej zanalizować. Przy próbach ich bliższego wyjaśnienia dochodzimy do nowych pojęć „formy”. Do tego jeszcze powrócę.

Zgodnie z Husserlowską terminologią nazywam tę „formę”, której specjalny wypadek stanowi „określanie” (w szczególności „przysługiwanie”), formą „analityczną" albo formą kategorialną przedmiotu w sensie formalnej ontologii.

Wypadek specjalny „formy” w znaczeniu Arystotelesowskim stanowi ograniczenie przestrzenne, kształt przestrzenny rzeczy, a to z uwagi na zawarty w nim moment ograniczania, określania rozumianego w sensie przestrzennym. Fakt, że zachodzi możliwość rozmaitego rodzaju ograniczenia przestrzennego, wydobywa na jaw swoiście jakościowy moment tego rodzaju „formy”9. Ogólne pojęcie „formy” w znaczeniu Arystotelesowskim natomiast nie zawiera w sobie żadnego momentu przestrzennego.

Podobnie jak pojęcie formy, dla którego wytyczną stanowi moment „określania”, „ograniczania”, „przysługiwania” (cechowania), tak i kore-latywne pojęcie „materii” jako tego, co jest ograniczane, kwalifikowane, określane, prowadzi do trudności, które dadzą się usunąć dopiero przez rozróżnienie różnych pojęć „materii”.

Powróćmy do naszego przykładu czerwonej, gładkiej, drewnianej kuli. Nasuwa się wówczas pytanie, co stanowi w tym wypadku „materię”? Co jest tutaj tym, co jest „określane”, „kwalifikowane”, co podlega ukwalifikowaniu przez „czerwień”, „gładkość” itd.? Kula ta jest czymś ukwalifikowanym, w określony sposób wyposażonym jakościami. Jest indywidualną rzeczą, w której trzeba i można „wyróżnić „formę” i „materię”. Jest ona owym „ró8e ti” w sensie Arystotelesowskim, nie zaś „materią”, nie jest więc czymś, co wprawdzie podlega określeniu, kwalifikacji, ale samo nie jest niczym określonym, zawierającym w sobie kwalifikacje. Więc może „materią” jest raczej drewno, z którego zrobiona jest dana kula? Powstała ona z niego przez to, że nadano mu pewien kształt, pewną określoną „formę”. Pierwotnie było ono — jak to się nieraz mówi — „bezkształtnym” kawałkiem drewna i dopiero przez to, że narzucono mu pewną określoną „formę”, stało się całkiem określoną, indywidualną kulą. „Drewno” to jest „materiałem” („surowcem”) —jak to się

' Mam jednak wątpliwości, czy droga, na której Husserl doszedł do tego pojęcia formy, jest słuszna. Lecz to sprawa dla siebie.

9 W związku z tym można by powiedzieć, że geometria nie jest nauką czysto formalną, „analityczną", lecz „materialną", „syntetyczną”, zgodnie zresztą ze stanowiskien Kanta w jednym ze znaczeń jego tak wieloznacznego pojęcia „syntetyczności" i niezależnie od Kantowskiej transcendentalnej teorii przestrzeni.

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

13

zwykle mówi. Jednakże i to drewno jako materiał czegoś, lub materiał na coś, jest czymś, co samo w sobie jest określone, wykazuje kwalifikacje te, które go właśnie robią „drewnem”. Jest ono także rzeczą, w której trzeba wyróżnić „formę” i „materię” i do której „formy” wprawdzie nie należy kształt kuli, ale za to inne jakościowe momenty, które wszystkie razem sprawiają, że dane „tóSc ti” jest właśnie „drewnem”. Czym więc jest to, co samo w sobie jest pozbawione wszelkiej kwalifikacji, a tylko może przyjmować kwalifikacje, co ma kwalifikowaniu podlegać? Czym jest owo coś całkowicie bezjakościowe, radykalnie niejakościowe10, co mogłoby być przeciwstawione temu, co je określa (określaczowi), a więc „formie” w znaczeniu Arystotelesa? Czym jest owa czysta czy „pierwsza” w sensie Arystotelesowskim?

Być może, że Arystoteles powołałby się tu na swe twierdzenie, że tej czystej materii właśnie nie ma, albowiem ona jest czystą możliwością. Taka odpowiedź jest jednak już pewnym szczegółem z metafizycznej teorii dziejów „materii”, teorii, którą — jak wiadomo — Arystoteles skonstruował. Nie należy ona jednak do pierwotnego pojęciowego określenia „materii”. Arystoteles starałby się, być może, w ten sposób uniknąć trudności, do jakiej wiedzie nasze pytanie, iż odrzuciłby je jako nietrafne. Zakłada ono bowiem przysługiwanie „materii” tego właśnie, czego jej należy odmówić. Słówko „co” lub „czym” wskazuje mianowicie na pewne jakościowe określenie, które w „materii” ma być w sposób radykalny nieobecne. I z pewnością, jeżeliby przez „co” miało się rozumieć pewną jakość, to nie można by w odniesieniu do materii ani zadać naszego pytania, ani też na nie odpowiedzieć. To jednak tylko dowodzi, że trzeba „materii” szukać w całkiem innym kierunku, i to nie tylko w przeciwieństwie do Arystotelesowskiej „formy” jako czynnika określającego (określacza), lecz także w przeciwieństwie do „określania” jako jednej z form w znaczeniu formalnej ontologii. Wówczas przez „czystą materię” można rozumieć albo pewną całkiem specjalną „formę” w sensie kategorialnym formalnej ontologii,. a mianowicie to, co zdolne jest do przyjmowania określeń, czyli „podmiot określeń” (w szczególności podmiot „cech” lub „własności”)11, albo też pewien moment abstrakcyjny zawarty w „formie” Arystotelesowskiej, mianowicie konkretną jakość, która stoi w „formie” określania czegoś. „Materia” zarówno w pierwszym, jak i w drugim sensie jest koniecznym pojęciem korelatywnym (uzupełniającym) do pojęcia „określania” („przysługiwania”). Do bliższego wyjaśnienia tych pojęć trzeba będzie jeszcze powrócić.

10 Arystoteles zresztą sam nie zdołał konsekwentnie utrzymać się przy tej radykalnej, w duchu jego wywodów leżącej koncepcji „materii”, przypisuje jej bowiem różne własności, jak np. że jest powodem i podstawą indywidualności rzeczy.

11 Por. niżej rozdz. VIII: ,,Forma I samoistnego przedmiotu indywidualnego".

14

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

W ten sposób uzyskujemy trzy różne pojęcia „materii”. A mianowicie:

1. „Materia” w sensie pewnej indywidualnej rzeczy, którą jako całość przeciwstawiamy jej poszczególnym własnościom. Tak rozumiane pojęcie „materii” stanowi odpowiednik pojęcia „formy” jako czystej jakości. „Formą” jest wówczas Platoński „pierwowzór” (idea) rzeczy, „materią” natomiast „odtworzenie” tego pierwowzoru: indywidualna rzecz.

2. „Materia” w sensie „materiału” („surowca”), z którego jest „zrobiona” pewna rzecz indywidualna.

3. „Materia” w sensie pewnej szczególnej formy kategorialnej, mianowicie „podmiotu określeń” (cech, własności). Ten to podmiot stanowi „formę” z koniecznością przynależną do formy własności (cechy), do „określania” czegoś. Wraz z nią tworzy podstawową strukturę formalną przedmiotu w ogóle12.

Nie tak łatwo ustalić w chwili obecnej stosunek „materii” w sensie „materiału” do „formy” w sensie Arystotelesowym. Pojęcie „materiału” jest bowiem zbyt nieokreślone: trzeba będzie mu poświęcić osobne rozważania. Na razie można powiedzieć tylko to, co następuje: Materiat13 w sensie „materiału” (surowca) należy tylko o tyle do rozważanego obecnie szeregu pojęć formy i materii, wyznaczonego przez parę pojęć: „określające” — „określane”, że można ją odnieść jako odpowiednik do formy określającej. Przedmiot indywidualny (rzecz), np. kawałek drewna, który służy za „materiał” (za „tworzywo”) czegoś lub na coś i jest rozważany wyłącznie pod tym kątem widzenia, zostaje przede wszystkim ujęty nie w pełni swego określenia, lecz tylko w pewnym wyborze swych kwalifikacji, a mianowicie w tych, które go konstytuują np. jako „drewno” (w innym wypadku jako „kamień”, „żelazo” itp.), a więc jako coś, co pozostaje takie samo w różnych „obróbkach”. Jego pozostałe, faktycznie istniejące określenia uważa się za obojętne, za prowizoryczne i tym samym jakby za nieistniejące. Po wtóre: „materiał” na coś („tworzywo”) ujmuje się jako coś, co pod pewnym z góry obranym względem ma być dopiero „bliżej”, „dokładniej”, określone i co właśnie dlatego jest zdolne do przyjęcia tych bliższych określeń. W przeciwieństwie do tego określenia, które ma się dopiero dołączyć do cech materiałowych, które więc ma się dopiero dokonać na materiale (ma być w nim „wydobyte”) i które ma być wytworem przyszłej „obróbki” i jest pojęte jako „forma”, ujmuje się ów „materiał” jako prosty „surowiec”. Można by może powiedzieć, że tak rozumiejąc „materię” i „formę”, przeciwstawia się jedynie dwie różne „formy” w znaczeniu Arystotelesa i zestawia się je w pewien szczególny stosunek,

12 Dziwnym trafem pierwsze z tych pojęć znajduje się także u Arystotelesa. Jest to owo „Ó7toxe(p.evov”. Jest jednak bardzo trudno ustalić u Arystotelesa jednoznaczny stosunek u7coxe£(jlevov do czystej materii.

13 Bliżej tę sprawę wyjaśniam w rozdziale VIII.

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

15

w którym jeden człon jest „formą” służącą za podstawę (czy podłoże14) do dalszego określenia, natomiast drugi stanowi nową „formę”, która tamtą uzupełnia i daną konkretną rzecz nie tylko w jej określeniu dopełnia, lecz co więcej nadaje jej nową istotę. I gdy pierwsza stanowi to, co podlega bliższemu określeniu, druga zaś jest określaczem, ujmujemy pierwszą z nich jako „materię”, drugą w przeciwstawieniu do tamtej — jako „formę”. Ale „formami” Arystotelesowskimi, ściśle biorąc, są obie. Wprawdzie zarysowuje się przy tym zupełnie nowe pojęcie „formy”, które stanowi szczegółowy wypadek formy Arystotelesowskiej i jest równoznaczne jego ,,-rt elvat”, ale nie zmienia w niczym tej próby pojmowania stosunku „materii/’ do „formy”. Zajmiemy się tym jeszcze później (por. rozdz. VIII — „Forma I samoistnego przedmiotu indywidualnego”).

Jak widzimy, relatywizują si-ę w tym wypadku pojęcia „formy” i „materii”. Bez względu na to, czy coś jest już samo w sobie tak lub inaczej określone (a więc „uformowane”), uchodzi ono w przeciwstawieniu do czegoś innego za „materię”, jeżeli tylko mu służy za podłoże bliższego określenia. Tak np. może pewna barwa być bliżej określona przez pewien kształt przestrzenny — z uwagi na to staje się „materią”, zaś dany kształt staje się „formą” owej barwie nadaną. Z drugiej strony może ta barwa sama w stosunku do kawałka drewna, który bliżej określa, uchodzić za „formę”, gdy natomiast to drewno występuje w tym stosunku jako „materia”. Tego rodzaju relatywnemu sposobowi pojmowania formy i materii nie można nic zarzucić. Nie można jednak tego relatywnego pojęcia „materii” zabsolutyzować i brać w sensie „materii”, która sama nie domaga się już żadnego innego przedmiotu jako swej podstawy określania, a więc w sensie „materii” absolutnej (czystej).

Pokaże się w dalszych wywodach, że przeciwieństwo: „materiał” (surowiec) — „forma” jest wyznaczone przez całkiem inne zasadnicze pojęcie „formy” niż to, które było miarodajne w mych dotychczasowych rozważaniach.

Jeżeli natomiast wyjdziemy od pojęcia „formy” w sensie Arystotelesa i szukamy jego radykalnego przeciwieństwa, to nie tak łatwo je znaleźć — o ile nie ma to być „pusta” forma w rozumieniu pewnej specjalnej formy kategorial-nej w sensie formalnej ontologii. Nie istnieje mianowicie taki przedmiot konkretny (więc eo ipso uformowany), który nie byłby uformowany w sensie Arystotelesowskim. Jeżeli się domagamy, żeby nie był „uformowany”, a zarazem przypisujemy mu —jak to czyni Arystotelesowska metafizyka — różne specjalne funkcje w obrębie rzeczywistości, wówczas operujemy pojęciem obarczonym wewnętrzną sprzecznością, które może nas jedynie uwikłać w

14 W związku z tym staje się zrozumiałe, że u niektórych badaczy (np. u niektórych angielskich empirystów) pojęcie „materii” (substancji materialnej) pokrywa się z pojęciem „substratu”.

16

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

nierozwiązalne trudności. Angielscy empiryści mieli rację, gdy zwalczali tzw. „substancję” jako „substrat”, który byłby zupełnie bezjakościowy, a zarazem konkretny15. Nie uczynili też w gruncie rzeczy niczego innego, jak to, że wykryli zaznaczoną właśnie sprzeczność. Mylili się natomiast, jeżeli sądzili, że tym samym wykazali niepoprawność pojęcia „formy” w sensie pewnej specjalnej formy kategorialnej (por. wyżej pod 3). Żeby to zrozumieć, trzeba rozróżnić mieszane zazwyczaj z sobą pojęcia formy i materii i bliżej je wyanalizować.

W związku z tym, że „materia” jako radykalne przeciwieństwo „formy” Arystotelesowskiej nie jest niczym konkretnym, nie można też powiedzieć — jak to niestety dość często czynił Arystoteles — że konkretny przedmiot indywidualny (a w szczególności rzecz materialna) składa się z materii i formy. Mowa o „składaniu się” jest bowiem tylko tam na miejscu, gdzie „składniki” są tworami z „formalnego” punktu widzenia jednorodnymi, a mianowicie są oddzielonymi, a przynajmniej dającymi się oddzielić częściami („kawałkami” w sensie podanym przez Husserla16). Zegar np. „składa się” z wielu drobnych kółek, sprężyny, kopert, tarczy, wskazówek itd. Natomiast nie „składa się” z formy i materii (treści) i to w żadnym wypadku z dotychczas omówionych znaczeń. Z drugiej strony nie jest możliwe dobrać do Arystotelesowskiej formy człon przeciwny, z którym razem forma tworzyłaby całość konkretnej rzeczy, o ile to nie ma być kategorialna forma „podmiotu cech” (własności). Ale także z takiej „formy” nic nie może się „składać”.

Byłoby wprawdzie możliwe znaleźć inne przeciwieństwo do formy w sensie Arystotelesowskim, które jako to, co określane (podlegające określeniu), mogłoby być jako „materia” przeciwstawione czynnikowi określającemu (określaczowi). Trzeba by jednak wtedy równocześnie zacieśnić w sposób istotny pojęcie formy Arystotelesowskiej i rozumieć przez to tylko te „formy”, które są własnościami czegoś (cechami) (to, co wchodzi w'skład tego, co Arystoteles nazywa „notov ewat”). Wówczas można jako „materię” (jako to, co podlega określaniu) wziąć podmiot własności określony pewną specjalną jakością jako jego naturą, jako jego „rt”. W szczegółowym wypadku jest to „kula” wzięta w sensie tego, co jest wyłącznie w swej naturze określone przez „kulistość” i co zarazem jako „kula” jest przeciwstawione ogółowi jej (dalszych) własności jako ich „podmiot”, „substrat”. Na pierwszy rzut oka takie postawienie sprawy nie wydaje się niczym innym jak tylko pewnym rozróżnieniem w obrębie zakresu pojęcia formy Arystotelesowskiej, które pokrywa się z rozróżnieniem między „tcoiov elvat” a ,,-ń elvou”. W rzeczywistości jednak sprawa tak się nie ma, ponieważ przez „materię” nie rozumie się tutaj samego ,,-rf elvat” jako specyficznego jakościowego momentu natury

15 Por. np. J. Locke, „Essay concerning human understanding”, ks. II, rozdział 23.

16 Por. E. Husserl, „Log. Unters.”, II t., III rozprawa.

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

17

wziętego w funkcji konstytuowania przedmiotu, lecz to, co przez ten moment jest ukonstytuowane (wraz z tym momentem): „Forma” w formalno--ontologicznym sensie podmiotu określeń musi niejako być „wypełniona” przez określoną naturę. Żeby trafnie ująć wchodzące tu w rachubę pojęcie „materii”, trzeba w ten sposób powstałą „materię” pewnej rzeczy wziąć pod aspektem właśnie wymienionej „formy” i przeciwstawić ją własnościom (cechom17), przysługującym tak zbudowanej całości18. W każdym razie jest ona czymś, co ma już w sobie zawartą pewną szczegółową formę w znaczeniu Arystotelesowskim, nie jest przeto czystą, czy pierwszą, materią w jego rozumieniu, która byłaby wolna od wszelkiego określenia. Owa „pierwsza materia” natomiast jest w gruncie rzeczy tylko pewnym pojęciem, które wypłynęło raczej z zakłopotania teoretycznego niż z krytycznie przemyślanego rozważania. Jego odpowiednik przedmiotowy w ścisłym tego słowa znaczeniu samodzielnie nie istnieje — jak to zresztą słusznie sam Arystoteles twierdził, głosząc, że „pierwsza materia” jest czystą możliwością. Ale na to właśnie nie można się zgodzić. Albowiem odpowiednik pojęcia sprzecznego nie jest nawet możliwy.

II. Wśród dotychczas rozróżnionych pojęć formy znaleźliśmy jedno, które pozostaje w bliskim związku z „formą” kategorialną w rozumieniu dzisiejszej formalnej ontologii, jak ją pojmował Husserl. „Forma” podana wyżej pod 3 stanowi mianowicie szczegółowy wypadek kategorialnej formy przedmiotu indywidualnego, natomiast „materia” podana wyżej pod 3 stanowi inny wypadek tejże „formy”. Istnieją jednak nie tylko inne momenty, lecz i inne odmiany tej formy. Chodziłoby teraz o to, żeby odnaleźć ogólne pojęcie, które obejmowałoby wszystkie te wypadki, a zarazem miało pewne nowe pojęcie „materii” za człon przeciwstawny. To ostatnie można uzyskać, gdy wyjdziemy od tego, co nazwałem wyżej formą w sensie Arystotelesa. Rozróżniłem mianowicie w „określaczu” z jednej strony moment jakościowy, z drugiej zaś „funkcję” „określania”, „przysługiwania”. Ten to moment jakościowy w przeciwstawieniu i w stosunku do „określania” nazywam teraz „materią” w znaczeniu formalnej ontologii. Jest ona — rozważana sama w sobie, ale in concreto — abstrakcyjnym momentem całości, którą nazwałem „formą” w sensie Arystotelesowskim. Tak samo pozostały, w tejże formie wyróżniony, radykalnie niejakościowy moment „określania” („przysługiwania”, „cechowania”) tworzy drugi moment abstrakcyjny tejże samej całości. „Abstrakcyjny” znaczy tu tyle, co „dający się wyróżnić”, ale zarazem „z istoty swej nie dający się oddzielić”. Jeżeli zastanawiamy się nad związkiem tych obydwu momentów z sobą, to nie można powiedzieć, jakoby to, co tutaj nazywa się „formą”, w jakimkolwiek sensie „określało” to, co tu nazywa się „ma-

17 ^Dokładniej: ogółowi własności.^

18     rozdziale VIII będę omawiał formę przedmiotu indywidualnego, wówczas to, co tu jest powiedziane w wielkim skrócie, stanie się łatwiej zrozumiałe.^

18

VI1. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

terią” Z tego to powodu nie można ich pojąć jako członów przeciwieństwa „określacz — to, co podlega określeniu”. Tylko dzięki temu, że pewna jakość, np. „czerwień”, stoi w formie określania, jedno i drugie razem wzięte „określa” pewną rzecz, np. pewną kulę, czerwień jednak sama nie jest określana przez „określanie”. I korelatywnie: tylko przez to, że pewna rzecz (np. kula) zawiera w sobie formę „podmiot określeń” (w szczególności podmiot własności), jest ona zdolna przyjąć pewne określenia i tworzyć z nimi jednostkę przedmiotową. Nie jest ona jednakże w żaden sposób „określona” przez formę: „podmiot własności” (nie jest to jej własnością, iż w takiej formie stoi). Inaczej powiedziawszy: „forma” w sensie kategorialnym nie jest „własnością” (cechą) własności (cechy). Kto ją próbuje w ten sposób pojmować, ten popada w nonsens, w regressus in infinitum, w antynomię. Forma ta jednak nie jest też własnością (cechą) przedmiotu, którego jest formą. To jest może słuszny, jakkolwiek wyraźnie przez Russella nie wypowiedziany rdzeń myśli, która kryje się poza tzw. „teorią typów”.

Jakżeż jednak można pozytywnie określić nową parę pojęć formy i treści (materii) i ich wzajemny stosunek? Gdy staramy się to uczynić, nie znajdujemy lepszej odpowiedzi, jak tylko ta, że „materia” — w sensie formalnej ontologii — jest czynnikiem jakościowym w najszerszym tego słowa znaczeniu, który z istoty swej nie może in concreto istnieć inaczej, jak tylko tak, że w pewien swoisty sposób „stoi” w formie (kategorialnej) jako w tym, co jest radykalnie niejako śc i owe20.

Istotną rzeczą jest przy tym zrozumieć, iż te obydwa pojęcia nie dadzą się dalej zanalizować i że także związek między formą a materią w obecnie ustalonym rozumieniu nie da się pojęciowo bliżej określić, o ile w obu wypadkach chodzi o to, co najogólniejsze. Albowiem szczegółowe formy i szczegółowe materie, jak też i ich prawidłowe istotne przynależenie do siebie, można w poszczególnych typowych wypadkach wyróżnić i przy pomocy analitycznej metody fenomenologicznej doprowadzić do bezpośredniego ujęcia. To jednak, co jest najogólniejsze w formie i materii, w sensie kategorialnym formalnej ontologii, jest czymś ostatecznym, pierwotnym i tym samym nie dającym się pojęciowo definiować, jakkolwiek jest rzeczą możliwą uwidocznić je na tle poszczególnych wypadków jako niesamodzielne momenty. Nie jest to żaden brak lub wada teorii, lecz

19 „Określać” może tylko całość: forma Arystotelesowska; wówczas jednak określa ona odpowiedni podmiot własności (cech), z którym razem tworzy pewną konkretną rzecz indywidualną. Może ona jednak tylko dlatego ją określać, ponieważ zawiera w sobie „formę” (kategorial-ną): „określanie” czegoś.

20 Czy „forma” ta koniecznie musi być „określaniem”, resp. „cechowaniem” czegoś i czy przeto jeden z punktów sporu między Arystotelesem a Platonem — wyrażony w nowoczesnych pojęciach — trzeba rozstrzygnąć na rzecz Arystotelesa, tego nie chcę jeszcze przez to powiedzieć, ale z dalszych mych wywodów wynika, że tak nie jest.

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

19

przeciwnie, właśnie w tym, że tak jest, pokazuje się najlepiej, iż mamy tu rzeczywiście do czynienia z pewną ostateczną różnością w bycie w ogóle, a korelatywnie z rzeczywiście „pierwszymi” pojęciami formy i materii. Scep-tyczno-pozytywistyczny relatywizm głosi, że te pierwotne pojęcia uzyskujemy z dowolnej konwencji lub też, że można je uzyskać — bez odwoływania się do naoczności istotnościowej — z aksjomatów jako z pewnej (rzekomej) odmiany nie wyeksplikowanej definicji. Za daleko by to mnie zaprowatMło, gdybym chciał rozprawić się tutaj z tymi oboma poglądami. Trzeba jednak w przeciwieństwie do nich podkreślić, że tylko przez odwołanie się do bezpośredniej naoczności istotnościowej jest rzeczą możliwą sensownie utworzyć pierwotne pojęcia ogólne formy i materii w rozumieniu formalnej ontologii, resp. z danych tej naoczności zaczerpnąć prostej treści dla tych pojęć. Inny środek do tego, żeby te pojęcia ustalić, leży w przeciwstawieniu ich innym, często używanym pojęciom „formy” i „materii” (treści), które już nie posiadają tej pierwotności i dadzą się przeto łatwiej określić. Tą właśnie pośrednią drogę obrałem w niniejszych rozważaniach, jakkolwiek ona sama nie wystarcza. Przeprowadzenie jednak fenomenologicznego rozważania, które zdołałoby nam unaocznić „formę” i „materię” w tym znaczeniu, zabrałoby mi tu zbyt wiele miejsca.

III. Inny sposób pojmowania „formy” i „treści” („materii”) stoi w ścisłym związku z „klasową” koncepcją przedmiotu21. Od czasów Hobbesa, u którego po raz pierwszy wyraźnie występuje22, koncepcja ta jest charakterystyczna dla wszelkiego sensualizmu, sensualistycznego empiryzmu lub pozytywizmu. Wedle niej utożsamia się przedmiot z mnogością (klasą) elementów (części, składników). Te „części” tworzą wówczas „treść” („materię”), zaś stosunki między nimi tworzą „formę” tak pojmowanego przedmiotu23. Części (elementy), które stoją w tych lub innych stosunkach do siebie i od których wyboru zależy m.in. także „forma” zbudowanej z nich całości, mogą naturalnie same być już uformowane w rozważanym w tej chwili znaczeniu, jeżeli same składają się z dalszych, tak lub inaczej ustosunkowanych do siebie części. Forma jest tu względna w stosunku do części pewnej całości, a więc do odpowiedniej „treści” (materii). Jeżeli tę samą całość podzielimy raz w ten, drugi raz w inny sposób na różne mnogości części, to otrzymujemy za każdym razem inną formę, ale zarazem i inną treść danej

21 Por. moją rozprawę „Vom formalen Aufbau des individuellen Gegenstandes", IV rozdz., „Studia Philosophica", 1.I, Leopoli 1935. Także w §42 niniejszego wydania.

22 ^Lecz zaczątki jej można znaleźć i u Descartes’a w jego „Prawidłach kierowania umysłem”. >

23 Z nowszych autorów wysuwa tę koncepcję pojęć „formy” i „materii” K. Twardowski. Por. „Zur Lehre vom Inhalt und Gegenstand der Vorstellungen”, Vien 1894, s. 48 i n.. Z dawniejszych autorów można je znaleźć np. zarówno u Descartes’a, jak i u Kanta. U Kanta występuje jednak więcej różnych pojęć .formy" i „materii" nie odróżnionych od siebie ostro.

20

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

całości. Na ogół jednak „forma” w tym znaczeniu nie jest jednoznacznie określona przez „treść”, mimo jej względności w stosunku do tej treści. Przy tej samej mnogości części są możliwe różne formy (np. rozmaite przestrzenne uporządkowania pewnej mnogości cegieł prowadzą raz do tej, drugi raz do innej formy i do innej całości). Jakie i jak liczne możliwości uporządkowania istnieją w poszczególnych wypadkach, to zależy od wyboru części i ich własności i jest przez nie z góry wyznaczone. Wypadek graniczny zachodziłby wówczas, gdyby części były tak dobrane, żeby istniał tylko jeden układ stosunków między nimi: wówczas „forma” byłaby jednoznacznie określona przez „treść”. <^Nie rozstrzygam tu, czy taki wypadek jest możliwy.

Istnieje tu pewna hierarchia form, resp. treści (materii), w zależności od tego, którego stopnia części i którego stopnia całości weźmiemy pod uwagę. Tak np. pewna armia dzieli się na dywizje, które są wszystkie równorzędne, jakkolwiek jeszcze różnego rodzaju, zależnie od typu broni reprezentowanego w danej dywizji. Jako dywizje składają się one znowu z poszczególnych „jednostek”, które zależnie od rodzaju broni i przeznaczenia, jakie mają spełniać w obrębie dywizji, są wprawdzie odmiennie zorganizowane, ale zarazem jako „bezpośrednie” części dywizji są jej bezpośrednio podporządkowane, podlegają bezpośrednio jej dowódcy itp. Na każdym stopniu organizacyjnym istnieją tu inne „jednostki”, tzn. inne części bezpośrednio przynależne całości, a także inne stosunki między nimi. Z uwagi na te stosunki, „jednostki” te są albo równorzędne, albo nad-, resp. podrzędne wedle dokładnie ustalonych, a w danym wypadku celowych prawideł. Jeżeli hierarchia między „jednostkami” zostanie przełamana, wówczas wszystko popada w nieporządek: budowa armii jako armii zostaje zburzona, armia nie tylko nie może spełniać celów jej nadanych, lecz — co z punktu widzenia rozważań formalnych przede wszystkim nas interesuje — przestaje w ogóle być „armią” i zamienia się w „gromadę” (kupę) ludzi, zwierząt, sprzętu. Naturalnie ta „kupa” ma także swoje części i posiada stosunki między nimi, jednakże porządek charakterystyczny dla armii, tudzież ustalona w niej hierarchia części i stosunków już nie istnieje.

Czy ta hierarchia form jest i czy może być zawsze „od dołu” ograniczona, to zależy ostatecznie od tego, czy w danym wypadku istnieją „ostateczne”, bezwzględnie proste części (ostateczne elementy) i czy w ogóle mogą istnieć takie części. Jeżeli tak, to istnieją części, które rozważane same w sobie i osobno dla siebie nie są już więcej „uformowane” w obecnie rozważanym sensie. Zresztą części te — same w sobie — nie miałyby także żadnej „treści”. Albowiem pewna całość posiada treść tylko o tyle, o ile da się ją rozłożyć na mnogość części. Tego rodzaju części ostateczne tworzyłyby treść dla pewnej całości nadrzędnej, która z nich byłaby zbudowana. Natomiast „materię” i „formę” w znaczeniu kategorialnym, a także „formę” w znaczeniu Arystotelesowskim zawsze posiadałyby owe części „ostateczne”

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

21

Oczywiście powstaje także pytanie korelatywne, czy hierarchia między częściami, resp. między stosunkami (formami) może być ograniczona także „ku górze” i czy to jest w każdym wypadku możliwe. Jest to znowu pytanie równoważne pytaniu, czy istnieją „ostateczne” całości, a więc takie, które z uwagi na swą istotną strukturę nie dadzą się więcej włączyć jako części w żadną całość jeszcze wyższego rzędu.

Te i inne tego rodzaju pytania, jak też i przeprowadzone tu przeciwstawienie między „formą” i „treścią”, posiadają wszystkie ten sam brak, mianowicie posługują się pojęciami „części” i „całości”, które nie zostały dotychczas wyjaśnione w sposób zadowalający, choć poświęcono im w ostatnich dziesięcioleciach podstawowe i doniosłe rozważania24. Istotną rolę odgrywało zarówno zagadnienie tzw. części „samodzielnych” i „niesamodzielnych”, jak i zagadnienie ewentualnej różności części efektywnych i tylko możliwych (potencjalnych). Również pojęcie „całości” wymaga wyjaśnienia, ponieważ treść jego rozstrzyga w poszczególnych przypadkach o tym, co za części należą do pewnej określonej całości. Między innymi rozstrzyga ono także o „formie”, która ma być określona w poszczególnych przypadkach. W szczególności chodzi tu o pytanie, czy mogą istnieć całości samodzielne wewnętrznie zwarte i jaka by musiała być ich istota, która umożliwiałaby ich istnienie. Takie całości przeciwstawiałyby się całościom, które są pozbawione wewnętrznej zwartości, a tym samym są w swym odgraniczeniu od innych całości, a nawet w samym swym istnieniu, względne w stosunku do pewnych podmiotowych operacji je konstytuujących. W pierwszym wypadku chodzi o całości, których części byłyby ze swej istoty tego rodzaju, żeby do siebie „przynależały” i były ze sobą połączone (powiązane) i które wskutek tego przynajmniej w pewnym stopniu przestawałyby być częściami efektywnymi: w powiązaniu tego rodzaju części miałaby swą podstawę całość, której granice byłyby wyznaczone przez związek części. Organizm, kryształ mogą służyć za przykład tego rodzaju całości. Co jednak może wystarczająco warunkować tego rodzaju powiązanie części ze sobą realiter i jaki wpływ ma takie powiązanie na ich formę w znaczeniu kategorialnym — oto dwą pytania, które trzeba rozwiązać. W drugim przypadku natomiast nie istnieje żaden istotny związek między częściami, a przynajmniej żaden taki związek, który byłby wystarczającym warunkiem ich współistnienia i wzajemnego przynależenia do siebie, a tym samym i istnienia zbudowanych z nich całości. Potrzeba tedy pewnego czynnika zewnętrznego, mógłby nim być w szczególności czynnik podmiotowy, który prowadziłby do ukonstytuowania się danej całości

24 Podstawową w tym kierunku była przede wszystkim III Rozprawa w II tomie „Badań logicznych” E. Husserla. Od tego czasu ogłoszono — zwłaszcza z kół związanych z Meinongiem — szereg rozpraw na ten temat. Zagadnienie części i jej stosunku do całości wymaga jednak dalszych dociekań, a wyniki ich trzeba by założyć przy naukowo odpowiedzialnym przeciwstawieniu „formy” i „treści” w obecnie rozważanym znaczeniu.

'22

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

przez swobodne rozstrzygnięcie. Kiedy, przy jakich częściach mamy do czynienia z taką całością pozbawioną wewnętrznej zwartości, a tym samym bytowo zależną, a być może nawet w swych cechach, choć nie w swej podstawie bytowej, niesamoistną? Czy np. klasa przedmiotów, która jest ukonstytuowana przez ich tożsamość rodzajową lub przez jakieś pokrewieństwo, jest całością pierwszego czy drugiego typu? „Części”, tzn. w tym wypadku elementy klasy, nie są z pewnością z sobą powiązane. Czy jednak polega to wyłącznie na pewnym subiektywnym rozstrzygnięciu, że w danym wypadku właśnie te a nie inne indywidua stanowią elementy pewnej klasy? Czy nie jest to uzasadnione w sposób czysto przedmiotowy przez przysługujące im momenty rodzajowe? Czy nie trzeba by odróżnić klas wyznaczonych przez momenty rodzajowe ich elementów od klas, dla których podstawą odgraniczenia od innych klas jest dowolna „cecha wspólna” elementów klasy?25 Jeżeli by jednak nawet istniały klasy „naturalne”, to jeszcze istnieje istotna różnica między tego rodzaju klasą a organizmem. Jak można ją bliżej określić? Naturalnie, w obu tych typach musiałaby zarówno „treść”, jak i „forma” być całkiem inna, żeby jeden lub drugi wypadek mógł zachodzić. Można by tu mówić o formie „wewnętrznej”, „organicznej” w przeciwstawieniu do formy „przypadkowej”, „nieorganicznej”. Ale powiedzenia te pozostaną tak długo pustym słowem, dopóki nie potrafimy podać istotnej różnicy między obiema odróżnionymi „formami”. Często zresztą mówi się w pierwszym wypadku po prostu o „formie”, natomiast w drugim zamiast o formie „nieorganicznej” mówi się o braku formy. Gdyby ten sposób wyrażania się był uzasadniony, to uzyskalibyśmy tym samym pewne nowe pojęcie „formy” dotychczas nie wyjaśnione, a często mieszane z innymi pojęciami formy.

Do powiększenia zamieszania pojęciowego przyczynia się jeszcze fakt, że często zlewają się z sobą różne koncepcje całości, resp. przedmiotu. Ponieważ każdy przedmiot w sensie podmiotu własności tworzy ze swoimi własnościami szczególnego rodzaju całość — o czym będzie jeszcze mowa — więc wielu badaczy uważa się za uprawnionych do pojmowania przedmiotu jako całości złożonej z części i przechodzi potem niepostrzeżenie do utożsamienia własności (cechy) przedmiotu z częścią całości. Wskutek tego nie odróżnia się rozważanego teraz przeciwieństwa formy i treści od przeciwstawienia formy i materii w sensie formalnej ontologii. Także Arystotetesowskie pojęcie formy odgrywa przy tym pewną rolę i powiększa jeszcze zamieszanie. Ażeby te przeciwstawienia poodróżniać od siebie nie tylko rzeczowo, lecz także terminologicznie, będę w przypadku, w którym chodzi o stosunki między częściami pewnej całości, zamiast o formie mówił o „uporządkowaniu” części

2S ^Por. do tego moje „Essentiale Fragen”. w szczególności rozdział poświęcony zagadnieniu klasyfikacji.

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

23

całości, natomiast w miejsce używanego tu terminu „treść” będę używał wyrażenia „dobór części” pewnej całości.

IV. Całkiem inna para pojęć „formy” i „treści” („materii”) jest związana z rozróżnieniem między „co” (np. istnieje) i „jak” (np. coś jest nam dane). Przy tym owo „co” ma być „treścią”, zaś owo ,jak” ma być „formą”. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest łatwo podać przykład na to przeciwstawienie, ale wcale tak nie jest, ponieważ rozróżnienie między „co” a „jak” jest niejasne i wieloznaczne. W szczególności nie jest jasne, co należy rozumieć przez owo „co”. Z rozważań badaczy, którzy na tej drodze próbowali przeciwstawić pojęcia ,formy” i „treści”, można odgadnąć, że najczęściej rozumie się przez nie po prostu pewien przedmiot, w szczególności rzecz. Tak np. na pytanie: „Co stoi w ogrodzie przed naszym domem?” — odpowiada się: „Sosna”, lub równie dobrze „Człowiek”, np. „Paweł” (jakkolwiek w tym wypadku użylibyśmy nie słowa „co”, lecz „kto”, ale i człowiek jest „coś”). Słówko „co“ może jednak odnosić się równie dobrze do pewnego zdarzenia, stanutzy procesu. Np.: „Co stało się wczoraj po południu?”. „Przeszła burza”. „Co przeszkadza ci w pracy?”—„Ból zęba” itp. Często jednak słówko „co” nie oznacza żadnego przedmiotu tej lub owej odmiany kategorialnej, lecz wskazuje na coś w przedmiocie, co odgrywa w nim szczególnie ważną rolę, mianowicie czyni go przedmiotem pewnego rodzaju (niezależnie od tego, czy chodzi przy tym o tzw. najniższy rodzaj, czy też o wyższy rodzaj lub gatunek) albo też nawet konstytuuje przedmiot jako całkiem określone indywiduum. Na innym miejscu26 nazwałem ów moment, który przedmiot konstytuuje w jego rodzaju lub w jego indywidualności, „naturą” (a w szczególności „naturą indywidualną”) przedmiotu (t( eivat w sensie Arystotelesa). Z pewnością nie sam ten moment, lecz przedmiot przezeń ukonstytuowany oznaczamy pewną nazwą, gdy odpowiadamy na pytanie: „Co to jest?”. Widzimy np. w ogrodzie botanicznym pewne drzewo i pytamy ogrodnika, co to jest. Otrzymujemy odpowiedź np., że to jest dąb japoński. Oznaczając jednak tą nazwą samo dane drzewo (a nie „rodzaj”), podajemy implicite to, co nas w tym drzewie właśnie interesowało: rodzaj, do którego ono należy, resp. moment jego natury. To staje się jasne w przypadku, w którym owo „co” w przedmiocie przeciwstawiamy jego „jak”: jego własności czy ogólniej: określeniu. Np. gdy już dowiedzieliśmy się, że mamy w danym wypadku do czynienia z dębem japońskim, pytamy dalej, jakie on ma własności, w szczególności, jakie własności odróżniają go od dębu europejskiego itp. W tym wypadku więc chodzi przy przeciwstawieniu „co” i ,jak” w przedmiocie o dwie różne „formy” w sensie Arystotelesowskim, które faktycznie niegdyś odróżniano, mianowicie o tzw. „formę substancjalną” i „formę akcydentalną” pewnej rzeczy (a więc chodzi o różnicę między „tć elvat” a „rcoiov elvai” w sensie Arystotelesa).

“ Por. „Essentiale Fragen", s. 27.

24

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

„Formy” te mają z jednej strony różne „materie” w sensie nowoczesnej formalnej ontologii (mają w sobie zawarte różne czysto jakościowe momenty), z drugiej zaś zasadniczo odmienne formy kategorialne — mianowicie z jednej strony określanie samego podmiotu cech, a tym samym konstytuowanie danego przedmiotu przez pewne „co” (naturę), z drugiej zaś przysługiwanie jako własność (cechowanie) pewnemu już w swej naturze określonemu przedmiotowi. Używając jednak w tym związku słówka „co”, mamy zazwyczaj raczej na myśli jakościowy moment natury pewnej rzeczy, nie zaś jego kategorialną formę27. Widać to wyraźnie, gdy porównujemy dwie rzeczy co do ich „rodzaju”, tak że wówczas nacisk spoczywa na jakościowym momencie rodzajowym.

W trojakim znaczeniu może więc występować słowo „treść” przy przeciwstawieniu owego „co” i „jak”. Może ono oznaczać:

1. pewien przedmiot indywidualny jakiejkolwiek kategorialnej odmiany;

2. konstytutywną naturę pewnego rodzaju przedmiotu (w szczególności rzeczy) wziętą w jej formie kategorialnej

(ewentualnie w szerszym znaczeniu, (albo też jakiejś konstytutywnej zawarty w naturze przedmiotu jakoś- własności przedmiotu).

ciowy moment gatunkowy lub rodzajowy przedmiotu).

Zazwyczaj jednak miesza się to wszystko ze sobą.

Jeszcze większa wieloznaczność zaznacza się w owym , jak” w zależności od tego, czemu je przeciwstawiamy, w szczególności, w jakim znaczeniu występuje owo „co”, któremu przeciwstawiamy „jak”. ^Ale i w obrębie jednego z tych przeciwstawień zaznaczają się nowe wieloznaczności.^ Jeżeli „jak” przeciwstawiamy „co” w pierwszym z właśnie podanych znaczeń, to chodzi wówczas albo a) o sposób istnienia przedmiotu (np. o rzeczywistość, istnienie zjawiskowe, idealne itp.), albo b) o sposób, w jaki przedmiot jest nam dany w poznaniu (np. spostrzeżeniowo, wyobrażeniowo, pojęciowo itp.) lub wreszcie c).o sposób, w jaki przedmiot zostaje przedstawiony. W ostatnim przypadku może np. pewna rzecz być przedstawiona w systemie zjawisk wzrokowych („wyglądów”) lub też w pewnym doborze znaków, lub w pewnej mnogości stanów rzeczy —jak to np. zachodzi w dziele literackim. W każdym z tych przypadków to samo „co” jest lub ma być przeciwstawione wielu różnym „jak”.

Pewnemu „co” w sensie natury konstytutywnej jakiejś rzeczy (jako pewnej treści) może być także przeciwstawiona jako jej „jak” rola konstytutywna tejże natury w przedmiocie (a więc jej „forma” w sensie kategorial-nym).

Mimo że wieloznaczności terminów „co” i „jak”, a tym samym i przy-

27 Por. do tego dalsze wywody w rozdziale VIII, § 40.

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

25

należnych pojęć „formy” i „treści”, są stosunkowo znacznie niezależne od siebie, można pojęciu „co” w pewnym określonym znaczeniu przyporządkować tylko odpowiednio dobrane pojęcia „jak” („formy”). Przy rozważanym obecnie przeciwstawieniu „formy” i „treści” zazwyczaj się przyjmuje, że jednemu i temu samemu „co” („treści”) odpowiadają lub też mogą odpowiadać różne „formy” w odpowiednim doborze. Tak np. ta sama rzecz może być przedstawiona w różnych zjawiskach (wyglądach). Jednakże nie zawsze jest to konieczne. Tak np. momentowi jakościowemu natury konstytutywnej może być przeciwstawione tylko jedno „jak” (jedna „forma”), a mianowicie zawsze tylko forma konstytuowania przedmiotu indywidualnego. Odwrotnie, przeciwstawić można jednemu i temu samemu „jak” wiele różnych „co”; np. wiele rzeczy ma ten sam sposób istnienia itp. Sądzi się przy tym zwykle, że owo „co” nie ma ulegać żadnej zmianie przy zmianie ,,jak”. W ten sposób przyjmuje się pewnego rodzaju ograniczoną jakościową niezależność obu członów przeciwstawienia28. Są one tak pomyślane, że zawsze pewne „co” istnieć musi w całości jednego przedmiotu z jakimś możliwym dlań „jak”, a każde , jak” z pewnym możliwym „co”. Są one więc nawzajem bytowo niesamodzielne29.

V. Związki między „co” i „jak”, przed chwilą zaznaczone, prowadzą nas do nowego pojęcia „formy”. Gdy mianowicie jednemu , jak” przeciwstawiamy wiele różnych „co”, uważamy często za „formę” czegoś to, co stałe; natomiast to, co zmienne, przeciwstawiamy wówczas jako „treść”. Jest jednak jasne, że to, co stałe, nie musi być owym „jak”. Często zdarza się, że „co” jest stałe, zaś „jak” się zmienia. Tak np. ma się sprawa, jeżeli jedną i tę samą rzecz przeciwstawiamy mnogości jej wciąż nowych stanów lub zjawisk, przez które się przejawia. W ten sposób uniezależnia się ta nowa para pojęć formy i treści od przeciwieństwa „co” i „jak” i zaczyna odgrywać rolę nowej pierwotnej koncepcji formy i treści. W następstwie tego za „formę” uchodzi wiele różnych spraw, o ile tylko dadzą się podciągnąć pod pojęcie tego, co stałe. Tak np. uważa się nieraz stałą prawidłowość za „formę” zmiennych zjawisk, i to nie dlatego, że jest prawidłowością, lecz że jest stałą. „Stałe” w szerszym znaczeniu jest jednak także to, co się powtarza w wielu poszczególnych indywiduach. W ten sposób uważa się tzw. „wspólne” własności (cechy), w dalszym następstwie zaś momenty rodzajowe i gatunkowe za „formę”, natomiast to, co indywidualne, swoiste, odróżniające jedno od drugiego, uchodzi za „treść”. W tym ostatnim zabarwieniu zbliża się ta koncepcja formy do pewnej

28 Zresztą nie wszyscy to przyznają. Istnieją wybitni badacze (m. in. wśród estetyków), którzy przyjmują ścisłą wrażliwość „co” na zmianę ,jak”. Twierdzą przeto, że „treśtf’ zmienia się z koniecznością wraz ze zmianą „formy”.

29 Posługując się później wprowadzonymi pojęciami Jedności istotnej” i Jedności funkcjonalnej”, można by powiedzieć, że „co” i Jak” pozostają z sobą w jedności istotnej, natomiast spór istnieje co do tego, czy pozostają z sobą w jedności funkcjonalnej.

26

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

określonej interpretacji formy u Arystotelesa, a mianowicie pod wpływem pewnego przesunięcia, które u Arystotelesa dokonało się dzięki Platonowi.

VI. Z pojęciami formy omówionymi w punkcie III i V stoi w pewnym pokrewieństwie jeszcze jedno pojęcie formy. Jest to pojęcie formy jako pewnej prawidłowości. Pojęcie to ujmuje się nie w sensie każdej, lecz tylko w sensie całkiem specjalnych prawidłowości. Godne uwagi jest przy tym to, że przeciwstawia się „formę” w tym nowym znaczeniu nie tyle „treści” lub „materii”, co brakowi formy. Temu, co „uformowane”, przeciwstawia się to, co „pozbawione formy” („bezkształtne”).

„Prawidłowość” jest sama pewnym stosunkiem lub też ma podstawę swego bytu w stosunkach. O tyle zbliża się obecnie rozważane pojęcie formy do pojęcia omówionego w punkcie III. Tam jednak za formę uchodziły jedynie stosunki między częściami całości, przy tym mogły to być (w tych ramach) jakiekolwiek stosunki. Teraz natomiast wchodzą w rachubę jako człony stosunków niekoniecznie części całości, lecz także np. własności, jakości, procesy, stany itp. Z drugiej strony istnieją stosunki między elementami także w wypadkach, w których nie zachodzi żadna prawidłowość: np. w „nieregularnych” stosunkach zaznacza się, że w danym wypadku nie „panuje” żadne prawo. Muszą to być przeto stosunki szczególnego rodzaju, jeżeli w pewnej całości ma zachodzić pewna prawidłowość. Na podstawie uwag, które znajdujemy u różnych badaczy, w szczególności u wielu estetyków, nasuwa się myśl, że i prawidłowość nie może być całkiem dowolna, jeżeli ma dojść do „formy” w pewnym specjalnym, w estetyce często używanym, znaczeniu. Prawidłowość musi wówczas wprowadzać w mnogość zjawisk, zdarzeń, procesów lub jakości, w obrębie której zachodzi, pewną przynależność elementów do siebie. Dzięki temu pojawia się w tej mnogości pewna szczególna jedność. W tym „ujednoliceniu”, „ujednieniu” — które może być jeszcze różnego rodzaju — leży właśnie „forma” w poszukiwanym obecnie znaczeniu. Jej szczegółowy wypadek stanowi forma często rozważana w estetyce. Występuje ona tam, gdzie ujednolicenie wprowadzone przez pewną prawidłowość w mnogość jakichś elementów wyraża się w pewnej naocznej pierwotnej postaci, i to w postaci, w której — bez względu na jej specyficzność i prostotę — daje się wyczuwać przynależność wielu momentów i rodzaj ich splecenia w jedną całość. Nazwę ją później postacią harmoniczną. Zamiast owej u podstaw leżącej prawidłowości — dokonując pewnego przesunięcia pojęciowego — uważa się często za „formę” samą ową naoczną postać.

Skoro jednak tylko wprowadzamy do pojęcia formy moment postaci, choćby nawet mającej swą podstawę w pewnej prawidłowości, pojęcie formy wychodzące z idei prawidłowości zbliża się do pojęcia formy w znaczeniu A r y s t o t e 1 e s a, i to w ten sposób, że stanowi jego szczegółowy wypadek.

Jako przeciwieństwa do obecnie rozważanej „formy” należy rozróżnić dwa

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

27

wypadki: 1) brak formy (bezkształtność), resp. to, co formy pozbawione, 2) „treść”. Notabene pojęcie „treści” pozostaje w tym wypadku zazwyczaj nie opracowane. Można ją jednak pojąć jako to, co podlega prawidłowości, co jest przez nią opanowane, a więc jako pewną różnorodność podlegającą ujednoliceniu przez pewną prawidłowość. Musi ona jakoś wiązać się z „formą” <^w obecnie rozważanym znaczeniu^, jeżeli ma w ogóle dojść do aktualnego zachodzenia pewnej prawidłowości lub do pojawienia się harmonicznej postaci30. „Brak formy” (bezkształtność) natomiast jest przede wszystkim tym, co się z formą radykalnie wyklucza, gdzie więc nie ma żadnej prawidłowości ani żadnej postaci harmonicznej. To, co absolutnie nieprawidłowe, chaotyczne, przypadkowe, jest zarazem nieuformowane. Skoro jednak tylko w tym pojęciu formy zaczyna odgrywać rolę także moment ujednolicenia, a tym bardziej moment postaci, która ujednolica i niejako obejmuje sobą pewną całość, wówczas to, co pozbawione formy, nie jest po prostu tym, co nieprawidłowe, lecz może nim być także to, co bezkształtne (nieukształ-towane). Brak formy może więc jednak kryć poza sobą pewną prawidłowość, ale tylko taką, która nie prowadzi do żadnego naocznie uwydatniającego się ujednolicenia, a w szczególności do żadnej postaci harmonicznej, wiążącej i obejmującej sobą pewną całość. Wówczas to, co pozbawione formy, a kore-latywnie i to, co uformowane, może mieć różne stopnie i odmiany nieufor-mowania, resp. uformowania. Dzięki temu są możliwe przejścia od pewnej formy do „nieformy”; w szczególności formy więcej związane, ścisłe, sztywne, z drugiej zaś strony swobodniejsze, bardziej luźne, które w granicznym wypadku prowadzą do „nie-formy”, do „braku formy” sensu stricto.

Będziemy później musieli zająć się bliżej tą „formą”. Dla odróżnienia jej od innych pojęć „formy” będziemy ją nazywali „formą prawidłowościową” lub <£(w szczegółowym wypadku)^ po prostu „postacią” lub „postacią harmoniczną”.

VII. W pewnym związku z parą pojęć omówionych w punkcie IV stoi nowe przeciwstawienie „formy” i „treści”. Znajdujemy je w szczególności często u estetyków. Przeprowadza się je z uwagi na dwa różne „jak” sposobu poznania lub sposobu przedstawienia. Powiada się mianowicie: to, co spostrzegamy zmysłowo, to jest „forma”; co zaś na podstawie tego, co spostrzegamy, domniemywamy (myślimy), to „treść”. Lub to samo z innego punktu widzenia: to, co zmysłowo spostrzeżone i co funkcjonuje jako wyraz czegoś niezmysłowego31, to „forma”; to

30 «Jeżeli zauważymy, że Kant stale przeciwstawia mnogość (różnorodność) jako materię i jedność mnogości jako jej formę, to wydaje się, że dla Kanta miarodajne było teraz rozważane pojęcie formy. Trzeba by to jednak pokazać w szczegółach, przy przytoczeniu i wyinterpretowaniu odpowiednich miejsc tekstu „Krytyki czystego rozumu”. Zresztą na pewno jeszcze inne pojęcia „formy” występują u Kanta.

31 Można by także powiedzieć: „środek wyrażania”

28

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

natomiast, co zostaje przez nią wyrażone, przedstawione, to „treść” (czasem także „zawartość”, „materia”).

To przeciwstawienie „formy” i „treści” odgrywało istotną rolę w sporze między heglistami a herbartianami. Laurila32 np. uważa je za jedynie uzasadnione i proponuje, żeby je przyjąć w dziedzinie sztuki, resp. w dziedzinie przedmiotów estetycznych. Ale i ono nie jest jednoznaczne. Przede wszystkim w rozmaitym znaczeniu używa się wyrażenia „zmysłowo spostrzeżony”. Stoi to m.in. w związku z tym, że badania spostrzeżenia zmysłowego nie doprowadziły dotychczas do jednolitego wyniku. Wskutek tego istnieją różne koncepcje spostrzeżenia zmysłowego, poczynając od radykalnie sensualistycznej aż po stanowiącą jej przeciwieństwo koncepcję fenomenologiczną. Pierwsza z nich utożsamia spostrzeżenia zmysłowe z prostym posiadaniem wrażeń zmysłowych (tak np. już u J. Locke’a); wszystko, co w konkretnym spostrzeżeniu wychodzi poza wrażenie zmysłowe, uchodzi wówczas za czynnik zanieczyszczający spostrzeżenie, czynnik jedynie skojarzony, pochodzący z wyobrażeń, przypomnień lub z czystego myślenia. Wedle koncepcji fenomenologicznej, której myśl istotna po raz pierwszy doszła do głosu w szkole szkockiej,w spostrzeżeniu zmysłowym dane są cieleśnie i samo-obecnie same rzeczy w ich pełnym, wszechstronnym, zmysłowo dostępnym uposażeniu. Między tymi dwiema skrajnymi koncepcjami leży zaś szereg teorii, które w rozmaity sposób pojmują to, co- zmysłowo spostrzeżone. Naturalnie, że odpowiednio do koncepcji, którą bierzemy za punkt wyjścia, pojęcia „formy” i „treści” — wedle tej nowej zasady tworzone — przybierają całkiem inną treść. Przy przyjęciu sensualistycznej koncepcji spostrzeżenia „formą” byłaby jedynie mnogość dat wrażeniowych, doznawana przez spostrzegającego, „treścią” natomiast byłaby rzecz spostrzeżona, jakkolwiek, wedle tej koncepcji, nie dana w spostrzeżeniu. Na stanowisku fenomenologicznym natomiast trzeba by rzeczy spostrzeżone uważać za „formę”, natomiast „treść” musiałaby tworzyć coś całkiem innego, ale co, to zależałoby od dalszych okoliczności. Np. w dziele malarskim (obrazie) trzeba by za „treść” uważać przedmiot przedstawiony na obrazie, „formę” natomiast stanowiłby wygląd w obrazie zrekonstruowany za pomocą jakości barwnych, albo ogólniej mówiąc: to, co przedstawiające jako takie. Ale i przy tym określeniu „treści” obrazu musimy walczyć jeszcze z pewną wieloznacznością. Wieloznaczne jest bowiem wyrażenie: „przedmiot przedstawiony” na (lub w) obrazie, jeżeli się przez to rozumie w sposób bliżej nieokreślony wszystko, co jest „pojęte” na podstawie zmysłowo doznawanego w obrazie zrekonstruowanego wyglądu. Można przez to rozumieć np. przedstawione rzeczy i ludzi, albo też stan psychiczny (ewent. duchowy) ludzi, albo pewną sytuację życiową, w jakiej ci ludzie właśnie biorą udział, albo

32 Por. Laurila, „Asthetische Streitfragen”.

§ 34. Rozróżnienie podstawowych pojęć formy i materii (treści)

29

wreszcie — jak to nieraz powiedziano — pewną określoną „ideę”, która zostaje „wyrażona” przy pomocy przedstawionej w dziele sytuacji lub zdarzenia. Często jednak rozumiano przez to, co jest w dziele sztuki malarskiej przedstawione, a więc co ma stanowić jego „treść”, przedmiot tylko „odtwarzany”, więc realny model, realnego człowieka, którego się portretuje. W ten sposób można w tym wypadku przeciwstawić jednej i tej samej „formie” całkiem różne „treści”33. Gdyby się chciało uzyskać jakieś bardziej precyzyjne ujęcie obecnie rozważanych pojęć formy i treści, to trzeba by w każdym z przytoczonych tu wypadków wyraźnie powiedzieć, o którą z tutaj naszkicowanych możliwości w danym razie chodzi, i trzeba by go wówczas ściśle pojęciowo określić. Nasze uwagi służą jedynie do tego celu, żeby czytelnikowi postawić przed oczy bogactwo nasuwających się tu możliwości.

VIII. Pewnego rodzaju odwrócenie właśnie omówionej koncepcji formy i treści stanowi para pojęć, którą wysunął m.in. neokantyzm. Przez „treść” rozumie się w tym wypadku to, co jest dane, co jest zastane, znalezione, natomiast za „formę” uchodzi to, co jest „zadane”, to więc, co mamy dopiero tak lub inaczej wytworzyć, „ukształtować”, „osiągnąć”34. Skoro jednak owo coś, co jest „zadane”, zostanie już osiągnięte i mamy z nim do czynienia jako z czymś „gotowym”, wówczas staje się ono samo „treścią” i staje się punktem wyjścia nowych „zadań”, nowych „kształtowań” lub „form”. Mamy tu więc znowu do czynienia z koncepcją relatywistyczną. „Forma” i „treść” są tu zupełnie relatywne w stosunku do pewnej fazy procesu formowania, przy czym proces ten — wedle przedstawicieli szkoły mar-burskiej — ma być w zasadzie nieskończony. Wszystko może tu więc być w pewnej fazie „formą”, a zarazem także wszystko może być „treścią”, jakkolwiek z innego punktu widzenia. ^Właściwie tylko ten punkt widzenia rozstrzyga o tym, czy coś jest „treścią”, czy „formą”.

Jest rzeczą jasną, że ta koncepcja formy i treści wynikła z pewnego specjalnego rozumienia Kantowskich kategorii i ich transcendentalnej dedukcji. Przedstawia ona więc raczej pewne czysto teoretyczne przesunięcie pojęciowe niż pierwotne ujęcie stanów rzeczy, które zastajemy przed wszelką teorią.

IX. Specjalny wypadek właśnie omówionej koncepcji, a zarazem i pewną jej odmianę stanowi ta koncepcja formy i treści, wedle której treść stanowi tzw. „materiał” (surowiec), a więc to, co dopiero przez osobną obróbkę ma stać się pewną określoną rzeczą. Natomiast wytworzony z surowca przedmiot ma być „formą”. W szczególności więc „formą” jest w tym wypadku dzieło sztuki wytworzone przez artystę w pewnym materiale. Dokładniej powiedziawszy <£— choć w odchyleniu od utartego

33 Por. do tego analizę obrazu w II tomie moich „Studiów z estetyki”. Warszawa 1958.

34 Por. np. P. Natorp, „Allgemeine Psychologie” (1912). U nas posługiwał się tym pojęciem J. Kleiner w rozprawie o formie i treści w dziele literackim („Przegląd Warszawski”).

30

VII. Esencjalńe zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

sposobu mówienia —» za „formę” należałoby uważać nie samo dzieło sztuki, lecz jedynie ogół nowych własności, które artysta wydobywa w materiale, a które odróżniają dzieło sztuki od materiału. Dokonuje się przy tym jeszcze pewne przesunięcie pojęciowe, mianowicie „formą” nazywa się — zwłaszcza przy rzemieślniczym lub fabrycznym wytwarzaniu „produktów” („fabrykatów”) — „model”, „wzorzec”, wedle którego sporządza się wiele egzemplarzy pewnego „fabrykatu”.

Na pojęcie „treści”, resp. „materii” w sensie „surowca” natknęliśmy się już wcześniej, przy analizie różnych pojęć Arystotelesowskich. Wówczas jednak stało się to pod całkiem innym kątem widzenia. Obecnie miarodajne jest pojęcie „wytwarzania”, „obróbki”. Wytwarzanie pojmuje się tu w sensie „formowania” (kształtowania), przyjmując po cichu, że ludzka wytwórczość jest w gruncie rzeczy nietwórcza; wszystko, co człowiek może zrobić, to jedynie przetworzyć, przekształcić, „uformować” to, co zastaje. Wskutek tego, to, co działalność ludzka zastaje i do czego nawiązuje, uważa się za „pozbawione formy”, „bezkształtne” i przeciwstawia się je „formie” jako „materiał” („treść”, tworzywo). Natomiast, formą" jest to, na czym kończy się „proces formowania".

Przeprowadzone właśnie rozróżnienie aż dziewięciu par pojęć „formy” i „treści” („materii”, „zawartości”), Cnie licząc już różnych bardziej specjalnych odmian^, świadczy najlepiej, jak rozmaite przedmioty i stany rzeczy czy ich momenty, czy „strony” nazywa się Cw praktyce codziennego życia i w nauce^> tymi samymi dwoma wyrazami. Jest zarazem oczywiste, że zależnie od znaczenia, w jakim używa się tych słów, ważne są inne twierdzenia o stosunkach i związkach między „formą” i „materią” (treścią). Wskutek tego także i twierdzenie, przez niektórych badaczy przyjmowane, jakoby nie istniała żadna różnica między „formą” i „treścią”, nie ma dopóty żadnej wartości naukowej, dopóki nie odróżni się poszczególnych pojęć formy i treści i nie powie się wyraźnie, przy jakim sensie obu tych terminów znikać ma różnica między ich przedmiotami i dlaczego35.

Musi też być rzeczą dziwną, w jaki sposób doszło do tego, że się słów „forma” i „treść” („materia”) używa w tak rozmaitych znaczeniach. Czy to tylko pewna swawola, przypadek lub niedbalstwo pojęciowe, czy też istnieją jakieś rzeczowe powody, które do tego doprowadzają? Pytanie to prowadzi nas do zagadnienia, jakie stosunki zachodzą między różnymi „formami” w przeciwstawionych tu znaczeniach (resp. między odpowiednimi „materiami” czy „treściami”) — pytanie, które w dotychczasowych rozważaniach już tu i ówdzie poruszałem. Teraz trzeba się jednak nim zająć dokładniej, ponieważ od odpowiedzi na nie zależy nie tylko lepsze zrozumienie całego esencjalnego zagadnienia formy i treści, lecz także i możliwość sprowadzenia przeciwstawionych tu pojęć do pewnej mniejszej ich ilości.

35 Zob. „Studia z estetyki”, t. II „O formie i treści dzieła sztuki literackiej”.

§ 35. Stosunki między różnymi pojęciami formy, resp. materii

31

§ 35. STOSUNKI MIĘDZY RÓŻNYMI POJĘCIAMI FORMY, RESP. MATERII. ZREDUKOWANIE ICH DO KILKU POJĘĆ ZASADNICZYCH

Zestawmy przede wszystkim pojęcia formy i treści (materii), które uzyskaliśmy w dotychczasowych rozważaniach. Są one następujce:

I. a) Forma: czysta jakość sama w sobie (Platońska idea)36, materia: rzecz jednostkowa (przedmiot jednostkowy);

b) Forma: określacz jako taki (forma Arystotelesowska).

materia:

Szczegółowy wypadek: „forma substancjalna”, istota czegoś, i jej przeciwieństwo: „forma akcydentalna”;

albo 1) to, co pozbawione wszelkiego określenia, lecz co

c) Forma:

podlega określeniu (czysta materia ,,pierwsza” w sensie Arystotelesa);

lub 2) podmiot własności określony co do swej natury37; określanie czegoś, samo w sobie bezwzględnie niejakościo-we (szczegółowy wypadek formy w znaczeniu formalnej ontologii);

materia: czysty podmiot określeń (własności) — w terminologii

II. Forma:

Arystotelesa „ró U7toxetp.ewv” (inny szczegółowy wypadek formy w sensie formalnej ontologii, konieczne pendant do „określania” (cechowania».

w sensie formalnej ontologii (kategorialnej): to, co radykalnie niejakościowe, a w czym stoi wszelkie jakościowe określenie (wypełnienie); istnieje wiele różnych form w tym rozumieniu, m.in. „forma” pod I c;

materia:

w sensie formalnej ontologii: to, co jakościowe w najszerszym tego słowa znaczeniu (czysta jakość), jako wypełnienie

III. Forma:

pewnej formy, stosunek lub ogół stosunków między częściami pewnej

materia: IV. Forma:

całości (uporządkowanie części); szczegółowy wypadek: „forma organiczna” pewnej całości;

ogół części pewnej całości (dobór części).

„jak” czegoś, a mianowicie albo: a) istnienia, lub b) zja

materia:

wiska (jawienia się), lub c) przedstawienia itd.;

(treść) „co”, a mianowicie albo a) rzecz (przedmiot), lub b) konstytutywna natura przedmiotu (tć eivai), lub c) jakościowy moment natury konstytutywnej przedmiotu (tł).

C36 Gdy się ją rozważa w stosunku do rzeczy jednostkowej i w funkcji, którą ukonkretniona spełniałaby w tej rzeczy, idea Platońska nabiera znaczenia formy Arystotelesowskiej.^

37 W tym przypadku trzeba by korelatywnie zacieśnić pojęcie formy, żeby z niego wykluczyć wszystkie określenia natury przedmiotu.

32

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia

V. Forma:

to, co stałe (niezmienne); szczegółowy wypadek: momenty rodzajowe i gatunkowe;

materia:

to, co zmienne; szczegółowy wypadek: momenty indywidualne przedmiotu.

VI. Forma:

prawidłowość czegoś lub też postać mająca swą podstawę w pewnej prawidłowości; szczegółowy wypadek: postać harmoniczna;

materia:

to, co podlega prawidłowości, lub to, na czym występuje pewna postać; brak formy: to, co nieprawidłowe, to, co przypadkowe, lub w szczególności to, co pozbawione postaci harmonicznej.

VII. Forma:

to, co zmysłowo spostrzeżone, a mianowicie w zależności od koncepcji spostrzeżenia albo a) mnogość wrażeń zmysłowych, lub b) rzecz spostrzeżona lub itd. Szczegółowy wypadek: zmysłowo dany czynnik przedstawiający coś;

materia:

to, co tylko pomyślane (domniemane), co zależnie od przyjmowanej teorii spostrzeżenia może być jeszcze rozmaite; szczegółowy wypadek: to, co przedstawione, co znów w zależności od koncepcji może być jeszcze rozmaite.

VIII. Forma:

to, co zadane;

materia:

to, co dane (w szczególności, co dane zmysłowo); jedno i drugie zrelatywizowane w stosunku do każdorazowej fazy poznania lub procesu formowania.

IX. Forma:

wytwór sporządzony z pewnego materiału (surowca) lub ogół własności odróżniających wytwór (dzieło) od materiału, lub wreszcie: model;

materia:

materiał, surowiec <^, z którego jest lub ma być sporządzone pewne dzieło^.

Nie wszystkie te pojęcia są czysto przedmiotowe. Mianowicie para pojęć VII i VIII jest wyraźnie pochodzenia poznawczego (epistemologicznego), jakkolwiek używa się ich również w estetyce. Na utworzenie VII pary pojęć wpływa także inny punkt widzenia, który pozwala zrozumieć, dlaczego używa się tych pojęć właśnie przy zagadnieniach estetycznych, a mianowicie przeciwieństwo między „zewnętrzną postacią” (kształtem) — a więc „formą” — a „wewnętrzną istotą”, która kryje się poza formą, lecz przejawia się przez nią przynajmniej do pewnego stopnia. Przy tej parze pojęć odgrywają pewną rolę także różnice bytowe.

Wśród pozostałych, czysto bytowych pojęć najbardziej podstawowe są te, które omówiłem pod I i II. Należą one w sposób istotny do siebie, a zarazem stanowią odpowiednik podstawowej formy sądzenia, którą stanowi przypisywanie czemuś pewnej cechy (własności). Inaczej powiedziawszy: są one związane z tą strukturą przedmiotową, w jakiej przedmioty dane nam są

§ 35. Stosunki między różnymi pojęciami formy, resp. materii

33

w poznaniu38. O tyle też są to najogólniejsze pojęcia formy i materii. Arystotelesowskie pojęcie formy jest mimo pewnego odwrócenia, które się w nim dokopuje, tworem pochodnym39 pojęć formy i materii w rozumieniu formalnej ontologii.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że także pojęcia formy i treści (materii) omówione pod III, które u swych podstaw mają przeciwstawienie całości i jej części, posiadają taką samą ogólność, jak pojęcia formalno-ontologiczne, a różnią się tylko tym od nich, że wypływają z całkiem innego, choć równie pierwotnego stosunku podmiotu świadomości do rzeczywistości, a mianowicie, że stanowią wynik zajęcia postawy czynnej, technicznej wobec rzeczywistości40. Jednakże ta tak daleko idąca ogólność jest tylko złudnym pozorem. Nie wszystko jest „całością”, która by dała się rozłożyć na „części”. „Całością” w ścisłym, ale zarazem relatywnym znaczeniu jest tylko to, co przy pomocy realnej czynności41 można rozłożyć na części efektywne, same dla siebie istniejące42, i co realiter przestaje istnieć, skoro tylko ulegnie podziałowi; w jego miejsce istnieje wówczas pewna mnogość innych „całości” — już wydzielonych „części”. W tym znaczeniu „całościami” są, jak się zdaje, przestrzenne rzeczy materialne, tzw. „martwa” materia. Natomiast np. przeżycie świadome nie jest, jak się zdaje, całością w tym znaczeniu, ponieważ nie może być rozłożone na tego rodzaju części. Nie wszystkie przeto w ogóle przedmioty są „uformowane” w sensie ustalonym pod III, nie wszystkie też posiadają „treść” (materię) w sensie stanowiącym korelat tej „formy”. Tylko pomieszanie, resp. nieuzasadnione utożsamienie formalno--ontologicznej struktury przedmiotowej, dla której jest charakterystyczna zasadnicza struktura przeciwieństwa: „podmiot własności (cech) — własność (cecha)”43, ze stosunkiem: „całość — część” prowadzi do mylnego poglądu, jakoby wszystko było „uformowane” lub też posiadało „treść” w ustalonym pod III znaczeniu. We wszystkich przypadkach formalno-ontologiczna forma przedmiotowa, a także forma Arystotelesowska jest zupełnie różna od

38 Czy ta struktura jest immanentnie zawarta w rzeczywistości, czy też jest jedynie „formą" narzuconą na rzeczywistość (byt) przez operacje poznawcze, resp. przez poznanie, to stanowi podstawowe zagadnienie Kanta. Jak wiadomo, Kant rozwiązał je w sensie drugiej ewentualności. Na innym miejscu (por. moją rozprawę o intuicji u Bergsona) starałem się pokazać, że jest niemożliwe zrelatywizować tę strukturę, a przynajmniej pewien dobór form pierwotnych (ogół kategorii w ścisłym tego słowa znaczeniu), w odniesieniu do czegokolwiek, w szczególności zaś zsubiektywizować ją w stosunku do operacji poznawczych.

39 Oczywiście nie w znaczeniu historycznym.

40 Notabene, samo pojęcie bytu w sensie „rzeczywistości" należy z istoty do tego nastawienia.

41 „Realną" zaś jest pewna czynność, jeżeli rzeczywiście wywołuje zmiany w pewnym przedmiocie samoistnym.

42 „Części" w tym znaczeniu nazywa Husserl „kawałkami" („Stucke"), por. „Log. Untersu-chungen", z. II, „Unters. III". Do analizy „całości" i „części" powrócę w § 43.

43 Por. niżej rozdz. VIII.

34

VII. Esencjalne zagadnienie formy i jej podstawowe pojęcia