Słaby punkt #2 - Kinga Tatkowska - ebook
NOWOŚĆ

Słaby punkt #2 ebook

Kinga Tatkowska

5,0

166 osób interesuje się tą książką

Opis

Marti i Wilku cieszą się wspólnym życiem i od nowa odbudowują swój świat. Jednak spokój nie trwa długo, bo na horyzoncie pojawia się Oleg Iwanienko…

 

Kiedy Marta przypadkowo zwraca na siebie uwagę rosyjskiego gangstera, Kamil wie, że musi trzymać ukochaną z dala od szemranych interesów półświatka. A gdy stawką jest jej bezpieczeństwo, to nie zawaha się przed niczym – będzie nawet gotów spalić dla niej cały świat.

 

Co się wydarzy, kiedy Marta odnajdzie w sobie siłę, by zaryzykować i wkroczyć w to niebezpieczeństwo, z którym wcześniej nie chciała mieć nic wspólnego?

 

Czy razem będą w stanie przezwyciężyć wszystkie przeszkody, jeśli uświadomią sobie, że jedynym słabym punktem w tej rozgrywce jest ich miłość?

 

Drugi tom trylogii to jeszcze więcej emocji i niebezpiecznych zwrotów akcji, od których nie sposób się oderwać.

 

Wkrocz do świata pełnego intryg, sekretów i miłości, która nie zna żadnych zasad.

Motywy:

- romans

- mafijne powiązania

- rollercoaster emocji

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 274

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (3 oceny)
3
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
AliceRe

Nie oderwiesz się od lektury

Trzymała w napięciu do samego końca, a to zakończenie…nieprzewidywalne! Oj coś czuję, że po tej rozmowie z końca książki Wilk i Marti niestety będą rozdzieleni. Życzę im szczęśliwego zakończenia, od razu sięgnę po finałową część. Jak tu nie kochać Wilka, ta miłość i pasja aż się wylewa z każdej niemalże strony. 🫠
00
Adrianka90

Nie oderwiesz się od lektury

❤️
00
Viki94

Nie oderwiesz się od lektury

🔥❤️
00



PROLOG

Dla niektórych mogło to być przerażające. Dla mnie takie nie było.

Doskonale wiedziałem, że to wojna uodporniła mnie na odczuwanie takich emocji. Widziałem tam śmierć i krew każdego dnia, więc teraz, kiedy pociągnąłem za spust, a z celu przede mną w jednym momencie uleciało życie, nie czułem zupełnie nic.

Takie było moje zadanie, którego na razie jeszcze w pełni nie zrealizowałem. Miałem czas, żeby je ostatecznie wykonać, i zrobię to, bo na taki układ przecież poszedłem.

Przed oczami nagle pojawił mi się obraz Marti, ale czym prędzej go odgoniłem. Nie mogłem pozwolić, żeby nawet w taki sposób była przy tym obecna.

Dla niektórych zabicie drugiego człowieka jest niedopuszczalne. Dla mnie nie.

Ja wiedziałem, po co to robiłem. I dla kogo.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Marta

Żar lał się z nieba, klimatyzacja przestała działać, a ja toczyłam się przez zakorkowaną Warszawę, błagając w myślach, by zdążyć na umówione spotkanie.

– No, dalej – mruknęłam do kierowcy jadącego przede mną i zerknęłam na zegarek.

Za dziesięć minut powinnam być w siedzibie wydawnictwa Nowe Smaki, żeby zobaczyć się z redaktorką, z którą od kilku dni korespondowałam.

Po procesie Roberta od razu zajęłam się swoimi sprawami, bo wreszcie mogłam odetchnąć i przestać się zastanawiać, czy kolejnego dnia nadal będę przy życiu, czy też nie. Jedną z wielu kwestii do załatwienia było na przykład wysłanie mojej książki kucharskiej do wydawnictw, które polecił mi Artur – chłopak Staszka. Akurat Nowe Smaki odezwały się dość szybko i w ogóle jako pierwsze, poza tym wydawały się warte uwagi, więc teraz jechałam do siedziby, by omówić szczegóły umowy i prawdopodobnie ją podpisać.

Choć „jechałam” to pojęcie względne.

Nagle poczułam szarpnięcie, a po sekundzie wszystkie kontrolki zgasły i mój samochód odmówił posłuszeństwa. Wokół rozległy się dźwięki klaksonów, przez co zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco.

– Cholera – warknęłam. – Akurat teraz?!

Próbowałam kilka razy odpalić, nerwowo manewrując kluczykiem w stacyjce, ale nic z tego nie wyszło.

Trąbienie nie ustawało, co zaczęło mnie coraz bardziej wkurzać. Inni kierowcy zaczęli mnie omijać, patrząc gniewnie w moją stronę, jakby to moja wina, że rozkraczyłam się na środku Marszałkowskiej w godzinach szczytu.

Chwyciłam za telefon, zastanawiając się, czy najpierw powinnam zadzwonić do wydawnictwa i poinformować, że na pewno nie zdążę na umówioną godzinę, czy do Kamila, żeby jak najszybciej pomógł mi ogarnąć to, co się wydarzyło.

W pierwszej kolejności postawiłam na wydawnictwo i w ciągu niespełna minuty przesunęliśmy termin spotkania o dwie godziny. Miałam nadzieję, że w tym czasie wszystko uda się załatwić i w końcu się tam pojawię.

Potem zadzwoniłam do Wilka.

Za pierwszym razem nie odebrał, ale po chwili do mnie oddzwonił.

Wiedziałam, że ostatnio przyjął jakieś nowe tajne zlecenie, więc nie widzieliśmy się tak często jak jeszcze kilka tygodni temu i nie miałam go stale obok siebie, jednak mogłam się założyć, że czego by nie robił, zawsze byłam z tyłu jego głowy.

On znajdował się w moich myślach nieustannie i nic nie mogło sprawić, że się to zmieni.

Żyliśmy, starając się zapomnieć o poprzednich ośmiu latach, o naszej rozłące i całkowitym braku kontaktu. I udawało nam się, a raczej Kamilowi udawało się naprawiać to, co w swoim mniemaniu zepsuł. Był wszystkim, czego potrzebowałam. Wszystkim, za czym tak długo tęskniłam.

– Co tam, Marti? – odezwał się.

– Mam problem, kochanie. – Westchnęłam. – Samochód umarł w korku na środku ulicy. Trzeba chyba zadzwonić po jakąś lawetę, bo nie mogę odpalić.

– Nic ci się nie stało? – zapytał od razu, a ja pokręciłam głową, zupełnie jakby mógł mnie teraz zobaczyć.

– W nic nie przydzwoniłam, we mnie też nikt nie wjechał, więc jest okej.

– Wyślij mi pinezkę, gdzie dokładnie jesteś. Zajmę się wszystkim.

I tak po niecałej godzinie mój samochód odjechał do warsztatu na lawecie, którą załatwił, a ja wsiadłam w tramwaj i pojechałam spotkać się z redaktorką.

Tym, czy yariska przeżyje, będę się martwić później.

*

Wchodząc do biura, trochę się stresowałam, bo nie chciałam przeżywać déjà vu. Poprzednio byłam w wydawnictwie, które ewidentnie chciało jedynie zarobić na aferze z Robertem, a nie wydać dobrą książkę. Na szczęście echo tamtej sprawy w życiu publicznym przygasło, a jeśli chodziło o moje życie prywatne – ono praktycznie układało się idealnie.

Przywitałam się z Julitą Kowalik i po kilku pierwszych minutach złapałyśmy wspólny język. Przebrnęłyśmy przez całą umowę, naniosłyśmy drobne poprawki, dopytałam o wszystkie szczegóły i wkrótce na dole dokumentu znalazł się mój podpis.

– Naprawdę bardzo się cieszę z naszej współpracy, Marto – powiedziała. – Twój blog ma coraz więcej fanów, więc książka będzie świetnym dopełnieniem twojej pracy. Na pewno zrobi furorę.

Julita miała rację, bynajmniej nie były to z jej strony nieszczere pochlebstwa. Mój blog miał obecnie o wiele więcej odsłon – w porównaniu chociażby z poprzednim rokiem – przybyło sporo nowych obserwujących na Instagramie oraz TikToku, a niektóre propozycje warsztatów musiałam wręcz odrzucać, bo się nie wyrabiałam.

– Mam taką nadzieję. – Uśmiechnęłam się. – Jeszcze kilka miesięcy temu nie spodziewałabym się, że ktoś byłby nią zainteresowany.

– Jeszcze dziś ogłosimy w naszych mediach społecznościowych, że podpisałaś z nami umowę. Sama zobaczysz, jaki będzie pozytywny odzew. Gdybyś miała jakiekolwiek pytania, to dawaj znać. Jestem do twojej dyspozycji.

– Na pewno znajdą się pytania! – Zaśmiałam się. – Jeśli chodzi o proces wydawniczy, to na razie jestem w tym temacie zielona.

– Zajmij się tylko, albo aż, przepisami do książki, a ja ogarnę całą resztę.

Po spotkaniu wyszłam z budynku i odetchnęłam głęboko.

Wszystko zaczęło się układać i wskakiwać na właściwe tory.

*

Późnym wieczorem włączyłam płytę Ralpha Kamińskiego z piosenkami Kory i zasiadłam na kanapie w salonie. Byłam w mieszkaniu sama i przeglądałam swoje notesy z przepisami. Niektóre z zapisków nie stanowiły nawet przepisów na dania, były zaledwie połączeniem kilku składników, które moim zdaniem mogłyby do siebie pasować i w efekcie stworzyć pyszną potrawę.

Na przykład feta i imbir. Czy ktoś w pierwszej chwili zdecydowałby się na takie sparowanie? Większość na starcie by podziękowała, a ja miałam zamiar zrobić risotto, które powinno smakować nawet mojej mamie, która w kuchni była tradycjonalistką.

Nagle komórka zaczęła uporczywie pikać, więc szybko po nią sięgnęłam.

Miałam kilka wiadomości od mojej redaktorki.

JULITA:

A nie mówiłam?:)

JULITA:

Tylko spójrz na to!

Wyświetliłam screeny, które mi wysłała. Były to wzmianki na profilach społecznościowych wydawnictwa o podjęciu ze mną współpracy. Na widok liczby polubień i komentarzy szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia.

Od razu jej odpisałam.

JA:

Wow! To się naprawdę dzieje? :)

Cieszyłam się, że ludzie czekali na moją książkę. To uczucie naprawdę było jedyne w swoim rodzaju. Świadomość, że to, co robiłam, sprawiało frajdę nie tylko mnie, ale też innym, dodawała mi energii i jeszcze bardziej motywowała do działania.

Kolejna wiadomość jednak trochę mnie przeraziła.

JULITA:

Nie myślałaś o swoim kanale na YT? To byłaby dodatkowa petarda.

JA:

Ja i kamera to raczej nie są byty, które mogłyby współdziałać.

JULITA:

Każdy tak mówi :) Na spokojnie, Marta. Wszystko w swoim czasie. Trzymam kciuki za pyszne przepisy!

Odłożyłam komórkę, oparłam się wygodnie o kanapę i przymknęłam oczy.

Ostatnio wszystko działo się z prędkością światła i choć nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie, to wiedziałam, że powinnam trochę zwolnić – albo chociaż nie dokładać sobie więcej pracy. Teraz już nie chodziło tylko o mnie…

Przyłożyłam dłonie do brzucha i spokojnie oddychałam, a na moich ustach pojawił się uśmiech.

Wiedziałam, że rósł we mnie mały człowiek, jednak jeszcze go nie czułam, a nawet nie widziałam u siebie jakichkolwiek oznak ciąży. Na początku męczyły mnie nudności, ale już dawno przeszły. Trzeci miesiąc mijał, a ja praktycznie nic nie przytyłam, brzuch także się nie zaokrąglał. Ktoś, kto nie wiedział o moim stanie, nie rozpoznałby, że jestem w ciąży. Moja mama powiedziała, że u niej ciążę dość wyraźnie było widać dopiero w piątym miesiącu, więc może miałam to po prostu w genach. Na ostatniej wizycie u lekarza dostałam potwierdzenie, że wszystko przebiega prawidłowo, więc w to wierzyłam, ale jakiś procent strachu cały czas we mnie tkwił. Nie miałam pewności, czy ten niepokój spowodowany był niewidoczną ciążą, czy może myślą, że na wolności ciągle pozostawały bestie, które wiedziały o naszym istnieniu.

Wiktora Milewicza ostatni raz widziałam na rozprawie Roberta. Od tamtego czasu więcej nie pojawił się w zasięgu mojego wzroku, nie nasłał też swoich zbirów, żeby za niego wykonali brudną robotę. To powinno stać się dla mnie potwierdzeniem bezpieczeństwa.

Po części nim było. Tylko po części.

*

Poczułam, jakbym unosiła się w powietrzu. Otworzyłam zaspane oczy i się uśmiechnęłam.

– Znów usnęłaś na kanapie – powiedział Kamil, niosąc mnie do sypialni.

– Nie lubię zasypiać w łóżku bez ciebie.

Ostatnimi czasy bardzo często wracał do domu wieczorem albo nawet w nocy, dlatego starałam się pracować w salonie do późna, żeby na niego zaczekać, choć nie zawsze udawało mi się dotrwać. Nierzadko zasypiałam na kanapie, a wtedy brał mnie na ręce i przenosił do łóżka.

Wtuliłam się w szyję Kamila i zaciągnęłam charakterystyczną wonią. Musiał być już po prysznicu, bo z jego włosów skapywały kropelki wody i bosko pachniał.

Położył mnie na materacu i po chwili znalazł się obok. Nakrył nas kołdrą i przytulił mnie mocno do siebie. Nikt nie potrafił przytulać tak jak on oraz sprawić, że wszystko wokół przestawało istnieć i liczyliśmy się tylko my. Znajdowaliśmy się w swojej bańce, do której nikt inny nie miał dostępu.

*

Robiłam właśnie śniadanie, kiedy zadzwonił mój telefon.

– No wreszcie – przywitałam się, kładąc komórkę na blacie. Zaraz włączyłam tryb głośnomówiący. – Dzwoniłam wczoraj kilka razy, ale nie raczyłeś odebrać. – Starałam się mówić wkurzonym tonem, ale przy tym facecie rzadko mi się to udawało.

– Przepraszam, kochana – odezwał się Staszek. – Byliśmy wczoraj z Arturem w kinie i wyłączyłem telefon, a później tak nas poniosło, że zapomniałem go z powrotem odpalić.

Zaśmiałam się, słysząc to.

– Okej – rzuciłam. – Czyli wygląda na to, że u was wszystko w jak najlepszym porządku.

– Nie da się ukryć – przyznał i dałabym słowo, że się uśmiechnął.

Mój przyjaciel nadal był w związku z Arturem i miałam nadzieję, że tak już pozostanie. Staszek nigdy wcześniej nie spotykał się z kimś tak długo i tak na poważnie jak teraz. Z reguły były to tylko przelotne znajomości, bez perspektywy na jakąkolwiek wspólną przyszłość, dlatego mocno trzymałam za nich kciuki.

– A co u ciebie i małego wilczątka? – zapytał.

Kamil, siedzący w salonie przed laptopem, parsknął, słysząc to stwierdzenie. Spojrzałam na niego i dostrzegłam w jego policzkach dołeczki, które uwielbiałam.

– Ja, małe wilczątko i duży wilk czujemy się bardzo dobrze.

– Kamil daje radę?

Patrzyłam na swojego faceta i nie mogłam oderwać od niego wzroku.

– Jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało – powiedziałam.

– Hej! – obruszył się Staszek. – A ja to niby co?

– Oczywiście zaraz po tobie. – Zaśmiałam się. – Ty nie masz żadnej konkurencji.

– Taka odpowiedź mi się podoba! – Ucieszył się. – A z jakiego to powodu bombardowałaś mnie wczoraj telefonami?

– Chciałam ci tylko powiedzieć, że podpisałam umowę na pierwszą książkę.

Przez moment w słuchawce panowała cisza, a zaraz potem wydobył się z niej pisk i popłynęły gratulacje.

To właśnie Staszek chyba najbardziej popychał mnie w kierunku wydania własnej książki. Gdyby nie on i jego codzienne namawianie mnie do zajęcia się tym tematem, najpewniej tak szybko bym się na to nie zdecydowała.

– Tak jest, kochana! – krzyknął. – Chyba będziemy musieli zaktualizować status gwiazdy w naszym związku.

Roześmiałam się.

– Daleko mi do gwiazdy, Staszek.

– Jeszcze się przekonamy – powiedział. – Musimy to koniecznie oblać! Przyjdę jutro z butelką bezalkoholowego wina, a ty zrób lazanię. Taką z podwójnym beszamelem. I żeby było dużo mięsa, bo już mi się przeżarły te wegepapki, którymi raczy nas Artur.

– Jaka byłaby ze mnie przyjaciółka, gdybym ci odmówiła? Wpadaj i przynieś dwie butelki.

Uśmiechnęłam się na myśl o spotkaniu i po krótkiej wymianie zdań w końcu się rozłączyłam.

– Czyli jutro świętujecie? – odezwał się Kamil.

– My – poprawiłam go. – My świętujemy.

Miałam nadzieję, że też będzie obecny, ale po jego minie zorientowałam się, że raczej nie powinnam na to liczyć. Rozumiałam, że miał kolejną robotę, o której absolutnie nic nie wiedziałam, bo nie mógł mi powiedzieć. I tak właściwie chyba nawet nie chciałam, żeby to robił, ale to sprawiało, że od dłuższego czasu nie spędziliśmy ze sobą praktycznie żadnego wieczoru, nie mówiąc już o spotkaniu naszej trójki muszkieterów.

Kamil podszedł, przytulił się do moich pleców i objął mnie w talii.

– Postaram się być – powiedział, muskając ustami moją szyję.

– Dziękuję – szepnęłam.

– Za godzinę jestem umówiony z szefem ekipy. Chcesz jechać ze mną?

– No jasne!

*

Opierając się plecami o ścianę, przypatrywałam się, jak Kamil rozmawia z panem Michałem. Stali w naszej przyszłej kuchni, pochylali się nad planem i dokładnie ustalali, co miało się znaleźć w którym miejscu, a ja nie byłam w stanie uwierzyć, że to działo się naprawdę. Przecież jeszcze miesiąc temu wychodziłam z sądu na drżących nogach, a teraz stałam w naszym mieszkaniu na Woli, na nowo wybudowanym osiedlu. Co prawda jeszcze było w stanie deweloperskim, ale wszystko działo się w takim tempie, że nasza przeprowadzka niedługo miała stać się faktem.

Kamilowi praktycznie od razu udało się sprzedać swoje mieszkanie po ciotce, na które chętnych nie brakowało, ale postanowiliśmy, że mojego nie będziemy się pozbywać, tylko je wynajmiemy.

– Ale tutaj nie da rady tego zrobić – powiedział pan Michał. – Trzeba będzie kuć ścianę, dorabiać nowe…

– To właśnie tak zrobicie – przerwał mu Kamil. – Nie widzę w tym żadnego problemu. Wszystko ma wyglądać dokładnie tak, jak pan tutaj widzi.

Stuknął w projekt przed nimi, który sam przygotował. Zadawał mi przy tym jedynie pytania, na które musiałam odpowiedzieć tak lub nie. I rzeczywiście tak jak obiecał, obyło się bez jedzenia ostrych papryczek.

Uśmiechnęłam się pod nosem, słysząc jego nieznoszący sprzeciwu ton. Doskonale rozumiałam, że robił to tylko dlatego, ponieważ ten projekt był dla mnie wprost idealny i marzyłam, aby mieszkanie tak wyglądało w rzeczywistości. Trochę jednak współczułam panu Michałowi, bo wiedziałam, że razem ze swoją ekipą będzie się musiał dostosować do tej żołnierskiej musztry. Miałam nadzieję, że prędko nie zrezygnuje z roboty u nas i wykona wszystko tak, jak Kamil mu przekaże, żebyśmy niedługo mogli tutaj zamieszkać i czekać na nasze dziecko.

Zostawiłam ich samych i zaczęłam chodzić po innych pomieszczeniach, wizualizując sobie w głowie projekty.

W mieszkaniu na Pradze żyło nam się bardzo dobrze, ale tutaj będziemy mieć poczucie, że jest to coś tylko naszego, wspólnego, co od początku do końca stworzyliśmy razem – i gdzie będziemy się czuć jak w prawdziwym domu.

W końcu weszłam do pokoju dziecięcego, który na razie był jedynie pustą przestrzenią z białymi ścianami, ale już wkrótce miało się to zmienić.

Niby do porodu zostało jeszcze sporo czasu, ale biorąc pod uwagę fakt, że ostatnie dni wprost przelatywały nam przez palce, miałam świadomość, że te kilka przyszłych miesięcy zleci równie szybko.

– Marti? – Obróciłam się w stronę Kamila, a wtedy podszedł bliżej, objął mnie w talii i uśmiechnął się szeroko. – Już poszedł. Jutro ma tutaj wejść z ekipą.

– No nie wiem! – Zaśmiałam się. – Możliwe, że się ciebie przestraszył i już nie wróci.

– Tylko by spróbował – mruknął i zbliżył swoje usta do moich, a potem pocałował mnie delikatnie. – To kiedy chrzcimy nasz zamek? – szepnął.

– Chciałabym powiedzieć, że teraz, ale za niecałą godzinę zaczynam warsztaty, więc muszę się już zbierać.

Kamil zerknął na zegarek.

– Podwieźć cię?

Mechanik się nie odzywał, więc ciągle byłam bez samochodu.

– Wezmę Ubera – powiedziałam i ostatni raz go pocałowałam. – O której dziś wrócisz?

– Jeszcze nie będziesz wtedy spać. Obiecuję.

Uśmiechnęłam się szeroko, bo właśnie na to liczyłam.

*

Po intensywnych warsztatach marzyłam już tylko o tym, żeby znaleźć się w domu i odpocząć. Pożegnałam się z dziewczyną z recepcji i wyszłam ze Studia Kulinarnego z zamiarem pójścia na tramwaj, ale okazało się, że przed budynkiem czekał na mnie Kamil.

– Co tutaj robisz? – zdziwiłam się, podchodząc do niego.

– Czy chociaż raz nie możesz się ucieszyć na mój widok, Marti? – Zaśmiał się i mnie pocałował.

– Zawsze się cieszę, kiedy cię widzę, Wilku. – Uśmiechnęłam się szeroko. – Ale co tutaj robisz? – powtórzyłam.

Jakieś trzy godziny temu mówił, że zobaczymy się wieczorem w domu, ale najwyraźniej coś się pozmieniało.

– Zabieram cię na obiad – odparł.

– Wiesz, ile ja właśnie zjadłam? – Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – Nie ma opcji, że cokolwiek jeszcze zmieszczę.

– Teraz musisz jeść za dwoje, więc na pewno coś wciśniesz.

– Jeśli chcesz mieć w domu grubą kobietę, to oczywiście zabierz mnie na kolejne jedzenie.

Ze śmiechem pokręcił na to głową i po chwili wsiedliśmy do samochodu.

– Kochanie, po tobie nawet jeszcze nie widać, że jesteś w ciąży – powiedział, gładząc moje nagie udo pod materiałem sukienki.

– Może nie dość dokładnie się przyglądasz – rzuciłam ostrzej, niż zamierzałam. Właściwie nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam.

Przez moment w samochodzie panowała cisza, w tle leciała tylko Eska Rock, i już miałam się odezwać, ale Kamil mnie ubiegł.

– Przepraszam. – Westchnął i sięgnął po moją dłoń, a potem ją pocałował. – Powinienem być częściej przy tobie. Troszczyć się o ciebie i wszystkim zajmować, a tymczasem…

– A tymczasem przyjąłeś nowe zlecenie – przerwałam mu. – Rozumiem to, Kamil, serio. Oczywiście, że chciałabym spędzać z tobą każdą sekundę, ale wiem, że tak się nie da.

Cały czas patrzył przed siebie na jezdnię i trzymał moją rękę w swojej, a ja wciąż go obserwowałam. Z wyrazu jego twarzy widziałam, że chciał coś jeszcze dodać, ale ostatecznie tego nie zrobił.

– Wilku?

– Hm? – Zerknął w moją stronę.

– Dzisiaj już jesteśmy tylko my – postanowiłam, a wtedy się uśmiechnął i kiwnął głową.

Jakimś cudem udało nam się szybko znaleźć miejsce parkingowe na Podwalu i przespacerowaliśmy się na Stare Miasto do restauracji Bazyliszek. Usiedliśmy na zewnątrz, pod parasolami, a kelner przyniósł nam karty. Wybrałam sałatkę i świeżo wyciskany sok z pomarańczy, a potem zaczęłam się wachlować. Pod względem temperatury ostatnie dni były nie do zniesienia. Teraz też termometr wskazywał chyba ponad trzydzieści stopni.

– Wziąłbym piwo. Poprowadzisz później? – zapytał Kamil, gdy zaczęłam rozpinać górne guziczki sukienki. – Jezu, Marti, zaczekaj chwilę. Niedługo cię rozbiorę, obiecuję.

– To będziemy musieli się pośpieszyć, bo tyle nie wytrzymam. – Zaśmiałam się. – Możesz sobie wziąć to piwo.

Kelner znów do nas podszedł, przyjął zamówienie i po chwili zostawił nas samych. Wtedy zapytałam:

– Czy są jakieś wieści od Roberta? Niczego nie kombinuje?

W momencie kiedy go skazano, poczułam się naprawdę wolna – i już nie tkwił stale w mojej głowie jak wcześniej. Jednak nie zmieniało to faktu, że był nieobliczalnym człowiekiem, który mógł się posunąć do wszystkiego. Do tej pory nie wiedziałam, co takiego na niego wpłynęło, że postanowił uratować mnie przed Wiktorem Milewiczem. Miałam tylko nadzieję, że nie okaże się to jakąś kolejną grą w jego wykonaniu.

– On już nic nie zrobi, Marti – powiedział Kamil, wpatrując się we mnie ze spokojem. – Został prawomocnie skazany i nie ma możliwości wyjścia z więzienia. Naprawdę już się tym nie martw. To przeszłość.

Skinęłam powoli głową i upiłam łyk soku, który mi właśnie podano, a Kamil sięgnął po piwo.

– Lepiej zmieńmy temat i opowiedz mi wszystko o książce – odezwał się.

Każdy inny temat niż Robert i jego odsiadka był o niebo lepszy, więc po chwili ze szczegółami zrelacjonowałam spotkanie w wydawnictwie z Julitą i nasze kolejne kroki. W najbliższym czasie musiałam oczywiście wymyślić wszystkie przepisy, ale również ugotować potrawy i sfotografować każdy etap ich przygotowania. Czekała mnie też sesja zdjęciowa na okładkę i do materiałów promocyjnych.

– Nie bierzesz na poważnie tego pomysłu z kanałem na YouTubie? – zapytał, kiedy powiedziałam mu o wiadomości Julity.

Przewróciłam oczami i się zaśmiałam.

– Żartujesz? Wyobrażasz mnie sobie przed kamerą?

Widziałam, że już chciał odpowiedzieć, lecz nagle zobaczył coś ponad moją głową i jego ciało się napięło.

– Kurwa! – warknął pod nosem. – Niewiarygodne.

– Co się stało? – zapytałam i od razu chciałam się odwrócić w tamtym kierunku, lecz mnie powstrzymał.

– Nie ruszaj się, Marti – powiedział, patrząc mi prosto w oczy. – Za chwilę będziesz musiała udawać moją siostrę.

– Co? – Zaśmiałam się, nie dowierzając w to, co właśnie usłyszałam. – To jakaś twoja nowa gra wstępna? Będziemy odgrywać role? Bardziej podnieciłaby mnie zabawa w Wilka i Czerwonego Kapturka, więc może…

– Mówię serio – przerwał mi poważnym tonem, a wtedy odruchowo poprawiłam się na krześle. – Za chwilę podejdzie tu pewien facet, a ty będziesz udawać przed nim moją siostrę. Proszę cię.

To chyba były jakieś kpiny.

Wpatrywałam się w niego zszokowana, ale nic nie powiedziałam, a po chwili rzeczywiście do naszego stolika podszedł obcy mężczyzna. Miał na sobie dżinsowe spodnie i koszulkę polo, a przy dekolcie zawiesił okulary przeciwsłoneczne. Wyglądał trochę jak młodszy Colin Farrell i byłam pewna, że Staszek by się tu ze mną zgodził, a w takich porównaniach był mistrzem.

– Kogo ja widzę? – odezwał się, patrząc na Kamila. Ledwie uniósł kąciki ust. – Warszawa rzeczywiście jest mała.

Miał zagraniczny akcent, nie byłam do końca pewna, czy rosyjski, czy ukraiński, ale bardzo dobrze mówił po polsku.

– Cześć, Oleg. Co tutaj robisz?

Uścisnęli sobie dłonie, a Kamil momentalnie się rozluźnił, choć byłam przekonana, że z jego strony to jedynie gra. Mnie by na to nie nabrał. Zbyt dobrze go znałam.

– Byłem niedaleko na spotkaniu – odparł mężczyzna. – Nic ważnego. – Machnął lekceważąco dłonią. – Nie przedstawisz mnie swojej towarzyszce? – zapytał po chwili i przeniósł na mnie wzrok, w którym kryło się coś nieodgadnionego. Na pozór wydawał się bardzo uprzejmy, jednak jego oczy wyrażały coś zupełnie innego.

– No właśnie, Kamil – powiedziałam, szeroko się uśmiechając. – Nie przedstawisz nas sobie?

Skoro tak chcesz się bawić, to bardzo proszę.

– To moja siostra Marta – powiedział w końcu, a ja nieomal parsknęłam śmiechem z powodu absurdalności tej sytuacji. – A to jest Oleg, mój…

– Partner w interesach – dokończył za niego. – Oleg Iwanienko. Miło mi.

Mężczyzna ujął moją dłoń i przyłożył ją sobie do ust. Kątem oka zobaczyłam, że Kamilowi w ogóle się to nie spodobało.

– Nie wspominałeś, że masz siostrę – odezwał się. W ogóle nie spojrzał przy tym na Wilka, bo ciągle spoglądał na mnie, co coraz bardziej mnie krępowało.

– Bo nie pytałeś – odparł lekko.

– Mój brat nie lubi się mną chwalić. – Zaśmiałam się, a wtedy Kamil zgromił mnie wzrokiem, jednak tak, by nieznajomy tego nie dostrzegł.

– A powinien – zauważył Oleg i wreszcie oderwał ode mnie spojrzenie. – Chętnie bym się dosiadł, ale nie będę wam przeszkadzał – powiedział w końcu. – Miło było cię poznać, Marto. – Uśmiechnął się do mnie. – Do następnego, Kamil.

Odwrócił się i zostawił nas samych, a po chwili zniknął za rogiem budynku.

– Co to miało znaczyć? – zapytałam, patrząc na Wilka. – Chyba należą mi się wyjaśnienia.

– To się, kurwa, w ogóle nie powinno wydarzyć. – Westchnął, przeczesując dłonią włosy.

– Kto to był?

Jednak zamiast odpowiedzieć, chwycił komórkę i szybko wystukał na niej jakąś wiadomość.

– Ktoś, kogo chcemy przymknąć.

Domyślałam się, że ten człowiek był powiązany ze sprawą, którą teraz zajmował się Wilku, ale nie przypuszczałam, że stanowił główny cel.

Odłożył telefon na stolik i wreszcie na mnie spojrzał.

– Udajesz przed nim tak, jak to było z Robertem?

– Coś w tym stylu.

– Co on robi? – spytałam i zaczęłam się zastanawiać, jakim potworem mógł być Oleg.

– Naprawdę nie musisz tego wiedzieć, Marti – odparł wymijająco. – Zapomnij o tym, że w ogóle go poznałaś. To się więcej nie powtórzy.

– Jasne – prychnęłam. – Do czasu, kiedy będę musiała udawać na przykład twojego wymyślonego brata. Tylko wcześniej musisz mi załatwić operację zmiany płci, żeby to było w miarę wiarygodne.

Chyba chciał się roześmiać, lecz ostatecznie tego nie zrobił. Po chwili kelner przyszedł z naszymi daniami i zabraliśmy się do jedzenia.

– A tak w ogóle, to dlaczego musiałam udawać twoją siostrę, a nie po prostu dziewczynę, którą de facto jestem? Przecież sam mi kiedyś opowiadałeś, że w tej robocie najlepiej jest mówić tyle prawdy, ile tylko można.

– W tej sytuacji to nie było możliwe – rzucił, nie patrząc na mnie.

– Jak to nie było możliwe? – spytałam. – Przecież to wyglądałoby bardzo naturalnie, bo jest prawdą, i dodatkowo… – Urwałam w połowie zdania.

Zamarłam, bo coś sobie właśnie uświadomiłam. Kamil ciągle nie podnosił na mnie wzroku, a ja zaczęłam kręcić głową z niedowierzaniem.

– Ktoś już udaje twoją dziewczynę, prawda? Spójrz na mnie – rozkazałam, a wtedy w końcu to zrobił.

– Kochanie. – Patrzył na mnie przepraszająco z miną zbitego szczeniaka. – To jest moja praca.

– Twoja praca?! – wybuchłam i rzuciłam widelec w swoją niedokończoną sałatkę. – Rżnięcie kogoś na boku nazywasz pracą?

Miałam gdzieś, że ktokolwiek mógł nas teraz usłyszeć. Nie interesowało mnie, że właśnie robiłam scenę. Moje cholerne prawo!

– Jezu, Marti, nikogo nie rżnę na boku. Nawet jej nie pocałowałem – usprawiedliwiał się.

– I mam ci, kurwa, za to podziękować? – Wściekła wstałam z krzesła. – Straciłam apetyt, braciszku – rzuciłam na odchodne.

Zabrałam swoją torebkę i czym prędzej wyszłam z ogródka restauracji.

– Marti, zaczekaj! – rzucił za mną, a potem krzyknął do kelnera, żeby natychmiast podał mu rachunek.

Gwałtownie stukałam obcasami o kostkę brukową, modląc się, żebym przypadkiem zaraz nie połamała sobie nóg. Gdyby ten cały Oleg się nie napatoczył, to najpewniej nigdy bym się nie dowiedziała, że mój facet, niby w godzinach pracy, spotykał się ze swoją udawaną dziewczyną. Musieli spędzać ze sobą mnóstwo czasu, chodzić wspólnie na jakieś nielegalne spotkania. Ostatnio Kamil kilka razy nie wrócił do domu na noc. Tłumaczył, że musiał zostać w kolejnym wynajętym na potrzeby akcji mieszkaniu. Czy wtedy był z tą kobietą? Spędzał z nią całe noce? Może on wszystko to uznawał za normalne, ale ja na pewno nie. Nie miałam zamiaru godzić się na takie rzeczy.

Starałam się odganiać od siebie wszelkie przerażające wizje, ale napływały lawinowo i nie miały końca.

– Marti, daj mi to wytłumaczyć. – Usłyszałam.

Kamil dogonił mnie, kiedy zbliżałam się do samochodu, i złapał za rękę.

– Dla mnie to w ogóle nic nie znaczy. To jedynie zadanie, które muszę wykonać i nic więcej. Sara ma zupełnie takie samo podejście do sprawy

– Powiedziałbyś mi teraz wszystko, co tylko chciałabym usłyszeć – wytknęłam mu, podchodząc do auta. – Daj mi kluczyki.

Wyciągnęłam przed siebie otwartą dłoń, a Wilku po chwili położył na niej klucze. Wsiedliśmy do wozu, choć najchętniej zostawiłabym teraz Kamila na środku ulicy i wróciła do domu sama.

– Ona ma męża, Marti. – Kiedy ruszyłam, znów zaczął się usprawiedliwiać. – To naprawdę tylko gra i oboje znamy jej reguły.

– Ładna jest? – spytałam.

– Mnie się nie podoba – odpowiedział od razu.

– Oczywiście! – prychnęłam. – Gdybyś musiał się z nią przespać, zrobiłbyś to?

– Nie muszę tego robić. – Westchnął.

– To co w takim razie musisz? – warknęłam.

– Udajemy parę przed Olegiem i innymi. Możliwe, że kilka razy ją dotknąłem jakoś na pokaz, ale z mojej strony to naprawdę nic nie znaczyło, Marti.

Zerkałam na niego kątem oka i widziałam, jak błagalnie na mnie patrzył. I po jego głosie wywnioskowałam, że rzeczywiście mówił prawdę.

Boże, jaka jestem przy nim łatwa. Albo to moje hormony dają konkretnie o sobie znać.

– A poza tym to Sara musi się dobrać do Olega, więc nasza relacja naprawdę nie jest w żadnym stopniu…

– Co to znaczy, że musi się do niego dobrać? – przerwałam mu.

– Musi się do niego zbliżyć, żeby wyciągnąć więcej informacji, bo inne opcje na razie nam nie zagrały.

Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia.

– Będzie musiała z nim pójść do łóżka?

– Istnieje taka ewentualność i ona jest na to przygotowana – odparł.

Pokręciłam głową z niedowierzaniem, wyobrażając to sobie.

– Można w ogóle się na coś takiego przygotować? To, co robicie, jest popieprzone, Kamil – stwierdziłam zgodnie z prawdą.

– Ale skuteczne.

Mówił o tym tak spokojnie, że naprawdę w pewien sposób podziwiałam go za to opanowanie. Jednak dla mnie ich zadania były czymś niewyobrażalnym. Nigdy bym się nie widziała w takiej roli – kiedy za zdobycie cennych informacji musiałabym pójść do łóżka z jakimś kryminalistą. Od razu przypomniałam sobie związek z Robertem, lecz to była całkiem inna sytuacja, więc czym prędzej przepędziłam te obrazy ze swojej głowy.

Podjechaliśmy przed kamienicę. Zgasiłam silnik, obróciłam się w stronę Kamila i spojrzałam mu prosto w oczy.

– Powiedziałbyś mi, gdybyś na potrzeby takich akcji musiał się przespać z jakąś inną kobietą, pocałować ją albo zrobić z nią cokolwiek, co by mi się nie spodobało? – zapytałam. I oczekiwałam od niego bardzo szczerej odpowiedzi. – Gdy mówię o tym na głos, wydaje mi się to jeszcze bardziej absurdalne – mruknęłam.

– Powiedziałbym – przyznał po dłuższej chwili. – Choć nie powinienem tego robić, bo już i tak za dużo wiesz.

Podejrzewałam, że to, czego się właśnie dowiedziałam, to dopiero początek, a za dużo było jeszcze przede mną.

ROZDZIAŁ DRUGI

Marta

– A gdzie się podziewa Wilku? – zapytał Staszek.

– Podobno jest w pracy – odparłam, zabierając brudne talerze do zlewu.

Mój przyjaciel zaraz po przyjściu wpakował w siebie z prędkością światła podwójną porcję makaronu. I najwyraźniej dopiero teraz się zorientował, że w mieszkaniu byliśmy sami.

Godzinę temu dzwoniłam do Kamila, chcąc zapytać, kiedy i czy w ogóle ma zamiar wrócić do domu, ale nie odebrał, a kilka minut później wysłał wiadomość, że będzie za kilka godzin, że bardzo mnie przeprasza i mi to wynagrodzi.

Mogłam jedynie myśleć o tym, że teraz był z tą całą Sarą.

– Podobno? Co to za dziwny ton wyczuwam w twoim głosie, mała? – Zmarszczył brwi i wpatrywał się we mnie intensywnie, kiedy wróciłam do niego na kanapę i sięgnęłam po bezalkoholowe wino, które ze sobą przyniósł. – Co się dzieje? Pokłóciliście się?

– Nie. – Westchnęłam i pokręciłam głową. – Po prostu… – Urwałam, bo za bardzo nie wiedziałam, co mogłabym mu powiedzieć, więc w końcu zdecydowałam się na prawdę. – Po prostu nie zdawałam sobie sprawy, że czasami na przykład musi udawać parę z jakąś inną kobietą. I robi to właśnie teraz.

Staszek spojrzał na mnie z niedowierzaniem.

– O czym ty mówisz?

Powiedziałam mu wszystko, czego się wczoraj dowiedziałam, choć nie powinnam tego robić, ale mój przyjaciel na pewno nie miał zamiaru nikomu tego powtórzyć, a ja potrzebowałam się wygadać.

– Już nawet pomijam tę całą Sarę i ich udawany związek, choć rozwala mnie to konkretnie – wyznałam. – Ale co się stanie, jeśli któryś z tych kryminalistów się zorientuje, że to jest ustawka? Przecież Kamil jest w ciągłym niebezpieczeństwie. Obraca się wśród ludzi, którzy nie mają żadnych granic.

Jeszcze teraz miałam przed oczami Wiktora Milewicza. Ten mężczyzna nie musiał nic robić, i tak przerażał mnie samą swoją obecnością.

– Ale przecież tak samo było przy sprawie z Robertem – zauważył Staszek. – Wtedy też musiał udawać kogoś, kim nie jest.

– Wiem – przyznałam. – Ale w tamtym momencie nie byłam tego świadoma, a teraz jestem.

Upiłam łyk wina, wyobrażając sobie, że miało prawdziwe procenty, które pozwoliłyby mi się wyluzować.

Rzeczywiście przy tamtej sprawie wszystko wyglądało podobnie, też udawał, jednak ja od samego początku o tym nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia, że coś mu groziło, bo byłam przekonana, że grają z Robertem do tej samej bramki, a w ostateczności okazało się zupełnie inaczej. Może skoro wtedy zdołał tak dobrze odegrać swoją rolę nawet przede mną – przed innymi też nie miał z tym żadnego problemu?

– Zabrzmi to głupio… – zaczął Staszek – ale to jest jego praca, mała. Niebezpieczna i niestandardowa, ale jednak praca, do której jest dobrze przygotowany. Wystarczy tylko na niego spojrzeć. To cholerny terminator, który nie da sobie w kaszę dmuchać. – Zaśmiałam się na jego słowa, a on mi zawtórował. – Nie przejmuj się tym, Marta. Nawet gdyby się waliło i paliło, on zawsze do ciebie wróci, możesz być tego pewna. Przecież na kilometr widać, że świata poza tobą nie widzi. Daj na wstrzymanie i nie martw się.

Mówił o tym z taką pewnością w głosie, że naprawdę chciałam mu uwierzyć. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że Kamil przetrwał prawdziwą krwawą wojnę i w końcu do mnie wrócił, lecz czy to znaczyło, że teraz każdego kolejnego dnia znów mieliśmy balansować na takiej huśtawce w obawie przed niebezpieczeństwem? A raczej czy ja miałam żyć w taki sposób, bo dla niego to przecież była codzienność?

*

Kiedy Staszek wyszedł, zmyłam wszystkie naczynia i wysprzątałam kuchnię tak, że aż lśniła. Teraz było dobrze po północy, a ja od pół godziny leżałam w łóżku, próbując zasnąć, jednak nie udawało mi się to. Co chwilę spoglądałam w ciemności na elektroniczny zegarek stojący na szafeczce nocnej, zastanawiając się, kiedy Kamil wróci do domu, bo już dawno powinien przy mnie być.

Chyba wolałam tkwić w nieświadomości wobec tego, czym na co dzień się zajmował, bo wtedy się tak nie stresowałam. A teraz, kiedy myślałam o Kamilu spotykającym się z Olegiem i jakimiś innymi niebezpiecznymi osobami, ściskało mnie w brzuchu i wyobrażałam sobie same najgorsze scenariusze, choć wiedziałam, że nie powinna mu się stać żadna krzywda, bo ze wszystkim by sobie poradził.

Przecież robił to nie raz.

Kiedy zastanawiałam się nad tym, czym mógł zajmować się Oleg, bo Kamil ostatecznie nie chciał mi tego wyjawić, usłyszałam dźwięk przekręcania klucza w drzwiach wejściowych i w tym momencie zaczęłam spokojniej oddychać. Wilku wszedł do mieszkania i chwilę krzątał się po kuchni, a potem poszedł do łazienki, skąd po pewnym czasie dobiegł odgłos wody spod prysznica.

Nareszcie przymknęłam oczy i już powoli odpływałam.

– Marti?

Nie wiedziałam, kiedy znalazł się obok mnie w łóżku, bo chyba musiałam przysnąć, jednak teraz czułam, jak delikatnie odgarniał moje włosy i szeptał do ucha:

– Śpisz, kochanie?

Czułam go tuż za sobą przytulającego się do moich pleców.

– Nie – odpowiedziałam cicho, otwierając oczy. – Czekałam na ciebie.

– Przepraszam, że tak długo.

Zaczął całować mnie po szyi i wolną dłonią sunąć pod kołdrą po moim ciele, a kiedy nie protestowałam, podwinął mi koszulkę nocną i znalazł sobie drogę do mojego wnętrza. Gdy wsunął we mnie palec, cicho jęknęłam.

– Co ty robisz, Wilku? – szepnęłam. Za nic w świecie nie chciałam, żeby przestał.

Czułam jego pocałunki na karku, a przez moje ciało przechodziły przyjemne dreszcze, kiedy poruszał we mnie palcami.

– Kocham cię.

Te dwa krótkie słowa były tak samo pewne jak za pierwszym razem, gdy je wypowiedział – i gdy powtarzał je kolejny raz. Wiedziałam doskonale, że to nigdy nie miało prawa się zmienić.

Obróciłam się przodem do niego i go pocałowałam, a on po chwili wysunął palce i zastąpił j penisem, mrucząc przy tym w moje usta. Czułam, że właśnie tego ode mnie chciał. Potrzebował mnie teraz, a ja potrzebowałam jego.

Kiedy doprowadził mnie do orgazmu i doszedł zaraz za mną, obejmując moje ciało w mocnym uścisku, zrozumiałam, że nie tylko ja kurczowo się go trzymałam, pragnąc, by za każdym razem mnie ratował, ale także on znajdował we mnie bezpieczeństwo i schronienie. Na swój sposób mu je dawałam.

Byłam pewna, że ofiarowałabym mu wszystko, czego tylko by ode mnie zechciał.

*

Kończyłam pić kawę w salonie i pisałam post na bloga, a Kamil był w łazience. W pewnym momencie bezwiednie przeniosłam wzrok w stronę telewizora. Włączony był akurat kanał informacyjny.

W jednej chwili zamarłam.

– Kamil! – krzyknęłam i sięgnęłam po pilota, by szybko pogłośnić dźwięk.

Przybiegł od razu, by sprawdzić, czy coś mi się nie stało.

– Co się dzieje?

Wskazałam palcem na telewizor.

Spis treści

OKŁADKA

STRONA TYTUŁOWA

PROLOG

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI