Jak się pisze niezapomniany ślub - Kinga Tatkowska - ebook
NOWOŚĆ

Jak się pisze niezapomniany ślub ebook

Kinga Tatkowska

4,7

218 osób interesuje się tą książką

Opis

Zakończenie wakacji będziemy świętować z przytupem! Bestsellerowa autorka romansów i nagradzany reżyser biorą ślub!

 


Laura Morawska wydała właśnie swoją najnowszą powieść, więc teraz w spokoju może zabrać się za ostatnie przygotowania do ślubu. A ostatnim punktem na długiej liście rzeczy do zrobienia jest… zapoznanie ze sobą najważniejszych gości weselnych.


Gdy podczas przedślubnej kolacji rodziny państwa młodych w końcu się poznają, Laura i Adam myślą, że to, co najgorsze, właśnie za nimi. Ale nikt nie spodziewa się, że nazajutrz, w dniu ceremonii, panna młoda nieoczekiwanie zniknie… A pan młody zrobi wszystko, by ją odnaleźć.


Jedno jest pewne… Ślub Laury i Gniewka będzie niezapomniany!

 

*kolejność czytania: "Jak się pisze miłość", "Jak się pisze święta pod palmami", "Jak się pisze niezapomniany ślub"

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 54

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (10 ocen)
7
3
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Magda692

Nie oderwiesz się od lektury

Super
20
martaglazer

Dobrze spędzony czas

Fajny krotki powror do naszych kochanych bohaterow🥹
20
klaudiaurlik

Nie oderwiesz się od lektury

Minęła godzinka odkąd zobaczyłam info o dostępności na legimi. Szybko poszło. Miło się wracało do ulubionych bohaterów. Kinga zgrabnie łączy wątki. Mowa Laury do matki genialna. Dzięki niej jest dodatkowe przesłanie. Kingo! Powdzenia. A teraz .... i żyli długo i szczęśliwie :)
20



ROZDZIAŁ PIERWSZY

Laura

Podobno najlepszy moment w życiu pisarza to ten, w którym po raz pierwszy trzyma w dłoniach swoją najnowszą książkę, przybyłą właśnie prosto z drukarni, z zachwytem ogląda piękną okładkę i wącha strony, które pachną niczym eliksir miłości.

Właśnie obcuję w tymże momencie.

Ale muszę zdradzić wam pewien sekret… Jeśli kiedykolwiek będziecie tworzyć kryminał, to najlepszym momentem, takim topem topów, będzie chwila, w której wymyślicie, w jaki sposób zabić swojego bohatera. A potem to zrobicie. To znaczy… napiszecie.

– Przepięknie to wyszło. – Westchnęłam, trzymając w dłoniach egzemplarz Najczystszego mroku.

– Jeśli przepięknym jest psychopatyczny oblech, skradający się w ciemności za swoją ofiarą, z przerażającym grymasem na twarzy i z nożem w ręce, to… tak. Jest to przepiękna okładka – rzuciła Anetka.

Roześmiałam się w głos, słysząc słowa mojej wydawczyni.

Siedziałyśmy właśnie razem w pomieszczeniu, które można by uznać za salkę konferencyjną w siedzibie wydawnictwa.

Powiodłam wzrokiem po setkach egzemplarzy, które piętrzyły się przede mną na stole i które zaraz miałam zacząć podpisywać.

Tak… To kolejny cudowny moment bycia pisarką.

– Mówisz tak, jakby nie cieszyło cię to mroczne dzieło sztuki – wytknęłam. – A doskonale wiem, że już w czasie przedsprzedaży przebierałaś nogami niczym Super Mario.

Anetka z początku nie była przekonana do tego, bym stworzyła coś innego niż romanse, z których byłam znana. Ale ja się nie ugięłam. Czułam, że w mojej głowie buzuje mroczna i gęsta historia, która aż się prosi, by przelać ją na kartki papieru. Albo raczej na edytor tekstu w laptopie. A nasze ostatnie święta z Gniewkiem, kiedy to wylądowaliśmy w ciemnym lesie i zostaliśmy wystraszeni na śmierć przez przerażającego lokalnego watażkę, utwierdziły mnie w przekonaniu, że powinnam napisać swój pierwszy kryminał.

I proszę bardzo! Kilka miesięcy później, w sierpniowy ciepły dzień… oglądam swoje nowe książkowe dziecko.

Przeniosłam spojrzenie na Anetę.

Gdy tylko wydawnictwo ogłosiło zapowiedź Najczystszego mroku, moi czytelnicy nie zawiedli i zaczęli zamawiać książkę w przedsprzedaży. Anetka o mało co nie popuściła, kiedy ostatnio w topce zapowiedzi przegoniłam nawet Syriusza Upalnego, i zasugerowała, bym przemyślała ewentualną kontynuację (czytaj: miałam napisać kolejną powieść na cito. Witaj, dedlajnie, mój stary druchu). Z tego co wiedziałam, trafiłam też do nowej grupy docelowej. Do środowiska mężczyzn. I ze zniecierpliwieniem oczekiwałam ich recenzji.

Choć opinię najważniejszego dla mnie mężczyzny już znałam.

Adam po przeczytaniu książki oznajmił, że „zaimponowałam mu w formie wykreowania niezwykle psychicznego i mrocznego antagonisty”, co wywarło na mnie tak błogi wpływ, że przez kilka następnych godzin nie wyszliśmy z łóżka. Mnie akurat bardzo imponowała jego sprawność fizyczna. To z całą pewnością musiało mieć coś wspólnego ze spożywaną przez niego dawką bromelainy.

– Oczywiście, że się cieszę – powiedziała Aneta. – A wiesz, co takiego ucieszyłoby mnie jeszcze bardziej? – Wyszczerzyła się upiornie i, nie czekając na moją odpowiedź, rzuciła: – Gdyby twój przyszły mąż wyreżyserował to cudo.

Przewróciłam oczami.

Anetka i jej żądza pieniądza.

– Adam jest teraz zarobiony – przyznałam. – Ma zakontraktowane trzy filmy do przodu, więc jest wyjęty na bardzo długi czas.

– Nie mówię, że ma się za to zabrać od razu. Ale przedyskutować o tym przecież możecie.

– Tak, tak… – Machnęłam ręką, nie chcąc się teraz nad tym zastanawiać. – Na razie muszę się nacieszyć swoimi dziećmi na papierze. Później będę myśleć, czy przyda im się wielki ekran.

Sięgnęłam po długopis i zabrałam się za podpisywanie pierwszego egzemplarza. To zawsze była szczególna chwila. Pierwszy egzemplarz to nie byle co. Musiałam się skupić i przemyśleć, komu chciałabym go zadedykować.

Po kilku sekundach już wiedziałam, nie miałam co do tego żadnych wątpliwości.

Zaczęłam więc pisać…

Drogi Januszu! Z całego serca dziękuję Ci za poświęcony czas i nasze fascynujące rozmowy. Poznanie Twoich losów oraz słuchanie wprost nieprawdopodobnych i niebezpiecznych opowieści dodało mi wiatru w te czarne, mroczne żagle. Moja kreatywność poszybowała tak daleko, że teraz, dzięki Tobie, świat pozna wreszcie „Najczystszy mrok”. Mam nadzieję, że lektura Ci się spodoba. Pamiętaj, że jesteś częścią tej historii.

PS Trzymaj się w tym więzieniu!

Z serdecznymi pozdrowieniami

Nika Wichura

Uśmiechnęłam się szeroko i podałam egzemplarz Anecie.

– Zapakuj to, proszę, i wyślij Januszowi do więzienia – powiedziałam.

Uniosła brew.

– Jesteś pewna? Ten typ jest dziwny.

Słysząc to, westchnęłam głęboko.

Anetka widziała go jedynie na zdjęciu z kartoteki policyjnej. Na takich fotkach każdy wyglądał dziwnie. Ja wyglądałam na kryminalistkę nawet na zdjęciu w dowodzie. Już nie wspomnę o zdjęciach z dzieciństwa, kiedy byłam obcięta od garnka i spaliłam sobie rzęsy, bo mój cholerny kuzyn zamaszyście zdmuchnął świeczki na swoim urodzinowym torcie z odrzutem ognia prosto na mnie. Do dziś jestem przekonana, że ciul zrobił to specjalnie. Dobrze, że nie doznałam wtedy urazu gałek ocznych, bo mogłabym robić za prawdziwego psychola na balu przebierańców. I to bez wypożyczania stroju.

– Nonsens – obruszyłam się. – To poczciwy, serdeczny facet, który bardzo mi pomógł.

Moja wydawczyni nie miała niestety aż takich dojść, by załatwić mi widzenia u jakiegokolwiek osadzonego, ale na całe szczęście moim narzeczonym był Adam Gniewosz, reżyser krwistych i nasączonych rebelią filmów. Tak mu wierciłam dziurę w brzuchu, aż w końcu zgodził się „coś załatwić”. Tym czymś okazały się cotygodniowe spotkania z dobrodusznym Januszem Ozińskim, które ostatecznie pomogły mi wykreować chorego pojeba w książce. Coś fantastycznego!

Aneta przejęła pierwszy egzemplarz i poszła go wysłać, zostawiając mnie samą z całą masą książek do podpisu.

Kilka godzin później byłam już wolna. Mogłam śmiało przyznać, że rozpoczął się okres ostatnich przygotowań do ślubu! Miałam na to jeszcze całe dwa tygodnie.

Żegnaj, praco! Witaj, Marszu Mendelsona!

Spis treści

OKŁADKA

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Cover

Table of Contents