Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
33 osoby interesują się tą książką
Miała przywołać demona. Zamiast tego trafiła do jego sypialni.
Lyra szuka sposobu na zdjęcie klątwy. Azrael potrafi jej pomóc, lecz złoto i obietnica przysługi nie robią na nim wrażenia. Proponuje zakład, który zatrzyma ją w jego Domu na siedem nocy.
On jest cierpliwy, bezczelnie pewny siebie i przyzwyczajony do posłuszeństwa. Ona zbyt często odpowiada, zanim zdąży pomyśleć. W świecie, w którym obroża znaczy więcej, niż Lyra przypuszcza, każda kolejna próba wystawia na sprawdzian jej upór i coraz trudniejsze do ukrycia pragnienia.
„Siedem nocy” Nory Varell to krótka, intensywna powieść erotyczna fantasy dla czytelników 18+.
Książka otwiera serię „Grzeszne światy”, łączącą samodzielne erotyki fantasy. Każda powieść będzie przedstawiać odrębną, niepowiązaną fabularnie historię. „Siedem nocy” stanowi zamkniętą opowieść.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 246
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
NORA VARELL
GRZESZNE ŚWIATY
Copyright © OptiKsięgi Agata Konieczna, 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana, reprodukowana, przechowywana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, w tym elektronicznie, mechanicznie, poprzez fotokopiowanie, nagrywanie lub inne systemy przechowywania i udostępniania informacji, bez uprzedniej pisemnej zgody autorki, z wyjątkiem krótkich cytatów wykorzystywanych w recenzjach lub omówieniach.
Niniejsza książka jest utworem fikcyjnym. Imiona, postacie, miejsca, wydarzenia i dialogi zostały stworzone na potrzeby powieści. Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób, miejsc lub zdarzeń jest przypadkowe.
Autorka: Nora Varell
Siedem nocy
Z serii „Grzeszne światy”
Projekt okładki: OptiKsięgi Agata Konieczna
Skład i przygotowanie do publikacji: OptiKsięgi Agata Konieczna
Wydanie I
ISBN: 978-83-981627-4-6
OptiKsięgi Agata Konieczna
Dziekanów Nowy 2026
„Siedem nocy” jest powieścią przeznaczoną wyłącznie dla pełnoletnich czytelników (18+).
Książka zawiera intensywne i szczegółowe sceny erotyczne, a także motywy dominacji i uległości, kontroli, posłuszeństwa, ograniczania swobody oraz relacji o wyraźnej nierównowadze sił. Pojawiają się w niej elementy BDSM, obroża jako symbol podporządkowania, rytuały, presja psychiczna, manipulacja oraz sytuacje, w których granice zgody bywają niejednoznaczne, przesuwane lub wystawiane na próbę.
Relacja przedstawiona w powieści jest celowo intensywna, niebezpieczna i moralnie niejednoznaczna. Zachowania bohaterów są elementem fikcji i nie stanowią wzorca zdrowej relacji.
Jeśli wymienione motywy są dla Ciebie trudne, zadbaj o własny komfort przed rozpoczęciem lektury.
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Epilog
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Początek powieści
Lyra zrozumiała, że pomyliła znak, dopiero kiedy grunt usunął jej się spod kolan. Jeszcze przed chwilą klęczała pośrodku własnej pracowni, z kredą rytualną między palcami i krwią zbierającą się na opuszce palca lewej dłoni. Cztery świece paliły się równo, okna zabezpieczyła solą i żelazem, a każdą runę sprawdziła tyle razy, że mogłaby odtworzyć cały krąg z zamkniętymi oczami. Miesiąc pracy, trzy nieprzespane noce i księga, której poprzedni właściciel podobno stracił język za samo przepisywanie zawartych w niej imion. Wszystko po to, by sprowadzić jednego demona, zatrzymać go wewnątrz kręgu, wydobyć z niego odpowiedź i odesłać, zanim znajdzie sposób na przełamanie wiązania.
Osiem lat nauki u mistrza Edrana i nadal potrafiła zepsuć rzecz sprawdzoną kilkadziesiąt razy. Ta myśl przyszła pierwsza, szybsza od strachu. Miała dwadzieścia sześć lat, własną pracownię i wystarczająco dużo doświadczenia, żeby inni powierzali jej zabezpieczenie domów, lecz w podobnych chwilach wciąż słyszała jego spokojny głos: nie jesteś jeszcze gotowa na samodzielną zmianę konstrukcji. Zaufaj zapisowi, Lyro. Przeczucie nie zastępuje wiedzy. Przy ostatniej runie przeczucie kazało jej odwrócić hak. Przycisnęła wtedy księgę łokciem i po raz kolejny sprawdziła rysunek. Hak pozostał tam, gdzie umieścił go kopista.
Świat szarpnął nią w dół. Płomienie świec rozciągnęły się w złote smugi, żołądek podszedł do gardła, a pod zamkniętymi powiekami eksplodowała biel. Chwilę później uderzyła dłońmi o gładką powierzchnię. Kamień był ciepły. Ten szczegół sprawił, że znieruchomiała na kilka uderzeń serca; podłoga jej pracowni składała się ze starych, wypaczonych desek, które nawet latem ciągnęły chłodem przez dywan. Tymczasem pod jej palcami połyskiwał czarny kamień poprzecinany płytkimi rowkami, a w zagłębieniach pulsowało ciemnoczerwone światło.
– To doprawdy imponujące – odezwał się mężczyzna kilka kroków przed nią. Głos miał niski, lekko ochrypły i zdecydowanie zbyt spokojny jak na kogoś, komu obca kobieta właśnie spadła na podłogę. – Przez chwilę byłem przekonany, że próbujesz przywołać mnie. Okazuje się, że źle zrozumiałem skalę twoich ambicji.
Lyra podniosła głowę i najpierw zobaczyła bose stopy oraz długie nogi odziane jedynie w ciemne spodnie, luźno opadające na biodra. Wyżej znajdował się płaski brzuch przecięty cienką jasną blizną, szeroka klatka piersiowa i linia czarnych łusek ciągnąca się od lewego boku ku żebrom. Mężczyzna siedział w głębokim fotelu z jedną kostką opartą na przeciwległym kolanie i kielichem ciemnego trunku w dłoni. Nie miał na sobie koszuli i najwyraźniej nie zamierzał tego naprawiać. Na skórze pod obojczykami połyskiwały kolejne onyksowe łuski; część wspinała się na bark, inne znikały pod ramieniem. Nie wyglądał jak przesadnie umięśniony posąg. Wyglądał jak ktoś, kto naprawdę używa własnego ciała: szerokie ramiona, twardy brzuch, duże dłonie poznaczone starymi bliznami, kilka jaśniejszych śladów na żebrach.
Czarne włosy miał jeszcze wilgotne i zaczesane do tyłu, choć kilka pasm zdążyło opaść mu na czoło. Ze skroni wyrastały dwa rogi, grube u podstawy i zakrzywione ku tyłowi, jeden lekko wyszczerbiony przy końcu. Twarz była zbyt ostra, by nazwać ją po prostu piękną: mocna szczęka, szerokie usta, nos noszący ślad dawnego złamania. Dopiero jego oczy uniemożliwiały pomylenie go z człowiekiem. Złote tęczówki przecinały pionowe, czarne źrenice. Lyra znała tę twarz. Przez ostatni miesiąc zasypiała nad znacznie mniej atrakcyjną ryciną jej właściciela. Azrael. Jeden z najstarszych demonów wymienionych w księdze. Jeden z tych, których prawdziwe imię wypowiadało się wyłącznie wewnątrz zabezpieczonego kręgu.
Dopiero teraz dotarło do niej, że to ona znajduje się w kręgu.
Podniosła się z kolan. Biała koszula rytualna sięgała jej do połowy ud i przywarła do spoconej skóry. Podczas ceremonii nie wolno było mieć przy ciele skóry, metalu ani wełny, dlatego założyła pod nią tylko prostą bieliznę. Czerwony blask run sprawiał, że cienki len stawał się jeszcze bardziej przejrzysty, a Azrael zauważył to natychmiast. Jego spojrzenie przesunęło się od twarzy Lyry przez piersi, talię i pełne biodra aż do nagich nóg, po czym bez najmniejszego zażenowania wróciło do jej oczu. Nie próbował udawać, że nie patrzył. Przeciwnie, zachowywał się jak ktoś, kto uważa zainteresowanie atrakcyjną kobietą za rzecz równie naturalną jak oddychanie.
Lyra otrzepała dłonie z kredy i uniosła brew.
– Napatrzyłeś się?
Azrael podniósł kielich do ust, ale zamiast się napić, zatrzymał go przy dolnej wardze. Kącik jego ust drgnął, odsłaniając końcówkę jednego kła.
– Wyrobiłem sobie pierwszą opinię. Jeśli pytasz, czy skończyłem patrzeć, nie widzę powodu, żeby rozpoczynać naszą znajomość od kłamstwa.
– Zachowaj opinię dla siebie. – Lyra rozejrzała się po komnacie. Ogromne łóżko stało na niskim podwyższeniu przy jednej ze ścian, czarne prześcieradło było odsunięte, a przy nim stała misa pełna ciemnych kamieni, z których część wyglądała podejrzanie podobnie do surowych rubinów. Po przeciwnej stronie w palenisku bez drewna płonął ogień, natomiast przez szeroko otwarte drzwi balkonowe widziała niebo koloru starego wina i dwa księżyce. – I nie weszłam do twojej sypialni.
Azrael rozejrzał się po własnej komnacie, później spojrzał na nią. Niczego nie powiedział.
– Miałeś pojawić się w mojej pracowni – upierała się.
– To brzmi znacznie mniej interesująco. – Dopiero wtedy napił się trunku, wciąż nie spuszczając jej z oczu.
Lyra wyprostowała plecy.
– Azrael.
Kielich zatrzymał się w połowie drogi do stolika. Wyraz jego twarzy zmienił się nieznacznie; nadal był rozbawiony, ale przyglądał jej się uważniej.
– A więc przynajmniej dobrze wybrałaś demona. To pocieszające.
– Azraelu z Dziewiątego Domu, związany imieniem i krwią, która otworzyła przejście, nakazuję ci pozostać wewnątrz granicy wezwania do chwili, gdy… – Azrael uniósł dłoń.
Lyra zamilkła, zaskoczona własnym, odruchowym posłuszeństwem. Azrael popatrzył najpierw na własną rękę, później na nią, a złote oczy zwęziły się z zainteresowaniem.
– To było ciekawe.
– Co?
– Nic, czym musisz się teraz przejmować. – Wstał z fotela i odstawił kielich. – Możesz dokończyć formułę, jeśli bardzo chcesz. Chętnie posłucham. Obawiam się tylko, że puenta cię rozczaruje.
Lyra mimowolnie uniosła głowę. Na rycinie nie było skali i teraz odkryła, że demon miał prawie dwa metry wzrostu. Różnica wzrostu stała się wyraźniejsza, gdy ruszył w jej stronę. Lyra miała metr sześćdziesiąt osiem, ale nigdy nie uważała się za drobną. Miała mocne uda od wielogodzinnych wypraw po zioła, pełne biodra i piersi, których żadna z krawcowych matki nie potrafiła uczynić dostatecznie skromnymi. Przy Azraelu jednak po raz pierwszy od dawna poczuła się niewielka, choć bardziej zirytowała ją reakcja własnego ciała na to odkrycie niż sam fakt różnicy wzrostu.
Demon zatrzymał się przy czerwonej linii, opuścił wzrok na runy, a potem bez pośpiechu obejrzał się za siebie. Lyra spojrzała pod własne stopy. To ją otaczał krąg. Azrael znajdował się na zewnątrz.
Kiedy ponownie podniosła wzrok, demon zaciskał usta, próbując powstrzymać uśmiech.
– Ani słowa.
Jego język przesunął się po jednym z kłów.
– To wyjątkowo okrutne. Mam kilka naprawdę znakomitych.
– Rytuał był poprawny.
Azrael przykucnął przy czerwonej linii i wskazał jedną z run.
– Co oznacza?
– Przywołanie. Ten znak wskazuje osobę, do której kieruje się wezwanie. Sprawdziłam go w objaśnieniach.
Nie odpowiedział. Spojrzenie wystarczyło. Lyra skrzyżowała ramiona.
– Wiem, co narysowałam. Nie stawiałam kresek na chybił trafił, jeśli to próbujesz mi powiedzieć.
– Wierzę. Rysowanie najwyraźniej nie jest problemem.
– Czytałam tę księgę przez miesiąc. Porównywałam znaki z ryciną, mierzyłam odstępy. Gdybyś znalazł choć jedną kreskę, której w niej nie było, mogłabym przyznać ci rację.
– W takim razie zaczynam podejrzewać, że problem jest znacznie poważniejszy, niż sądziłem. – Powiódł palcem nad symbolem, nie dotykając czerwonego światła. – Hak powinien być skierowany w przeciwną stronę. Wtedy znak oznaczałby wezwanie nazwanego do świata wypowiadającego. W tej pozycji oddajesz wypowiadającego nazwanemu.
Lyra wpatrywała się w runę. Pamiętała ją dokładnie: pionową kreskę, hak, trzy krótsze nacięcia u podstawy, nawet plamę po wilgoci przy dolnej krawędzi strony.
– Księga pokazywała go dokładnie tak. – Wskazała trzy nacięcia u podstawy. – Te też są na swoim miejscu. Nie odwróciłam znaku podczas rysowania.
Azrael popatrzył na nią uważniej.
– Kopia?
Tym razem jej milczenie odpowiedziało za nią.
– Odbitka – stwierdził, prostując się. – Ktoś przycisnął pusty pergamin do świeżego oryginału zamiast przepisać znaki. Dość praktyczne rozwiązanie, jeśli kopiuje się listę zakupów. Trochę mniej praktyczne, kiedy jeden odwrócony symbol decyduje o tym, kto trafia do czyjej sypialni.
– Jeżeli jeszcze raz wspomnisz o swojej sypialni, sprawdzę, czy demoniczna skóra pali się równie dobrze jak ludzka.
Azrael uśmiechnął się szeroko.
– Wreszcie zaczynasz flirtować.
– Grożę ci.
– Miewałem gorsze początki.
Lyra już otwierała usta, żeby odpowiedzieć, kiedy ból pod lewym żebrem przeciął ją krótką, ostrą falą. Zacisnęła dłoń na koszuli i przeczekała kilka sekund. Uśmiech Azraela zniknął bez śladu. Jego wzrok zatrzymał się na miejscu, którego dotknęła.
– Co masz pod żebrami?
– To właśnie powód, dla którego cię szukałam. – Lyra nie widziała sensu w robieniu z tego tajemnicy. Chwyciła dół koszuli obiema rękami i podciągnęła ją wysoko, aż materiał zebrał się pod piersiami. Odsłoniła brzuch, biodra i czarną bieliznę; jeśli Azrael miał problem z widokiem kobiecego ciała, był to jego problem. Zwężenie jego źrenic było wystarczającą odpowiedzią.
– Klątwa pojawiła się sześć tygodni temu.
Czarna plama zaczynała się tuż nad lewym biodrem. Początkowo przypominała siniak wielkości monety, teraz cienkie ciemne żyłki wspinały się po brzuchu. Azrael podszedł do kręgu. Jego wzrok prześlizgnął się po czarnej bieliźnie i odsłoniętym brzuchu, ale zatrzymał się na znaku klątwy.
– Podejdź bliżej.
Lyra zrobiła dwa kroki, nie komentując polecenia. Tym razem zależało jej bardziej na odpowiedzi niż na udowadnianiu mu, że potrafi się sprzeciwiać dla samej zasady. Azrael pochylił się nad znakiem tak blisko, że poczuła na skórze jego ciepły oddech. Nie dotknął jej, choć z łatwością mógłby wyciągnąć rękę. Przyglądał się czarnym liniom, a potem przesunął wzrok niżej, ku miejscu, gdzie kończyły się tuż nad gumą bielizny.
– Interesująca lokalizacja.
Lyra spojrzała na niego z góry.
– Jeżeli rozwiązanie klątwy zależy od kroju moich majtek, uprzedź. Następnym razem dobiorę je staranniej.
Azrael roześmiał się i podniósł wzrok ku jej twarzy.
– Teraz zaczynasz flirtować.
– Nie przyzwyczajaj się.
– Szkoda. Szło ci zaskakująco dobrze.
Przyjrzał się klątwie jeszcze przez chwilę, po czym wyprostował się. Lyra opuściła koszulę bez pośpiechu. Nie widziała powodu, by urządzać z kilku centymetrów materiału wydarzenie, zwłaszcza po tym, jak spędziła ostatnie minuty prawie naga w czerwonym świetle jego kręgu.
– Rozpoznajesz ją? – zapytała.
Azrael potwierdził. Ulga przyszła gwałtownie.
– Jak ją zdjąć?
Demon podszedł do stolika, sięgnął po kielich i napił się spokojnie. Lyra poczekała chwilę.
– To miała być odpowiedź?
Przesunął kciukiem po krawędzi szkła.
– Wiesz, jak ją zdjąć.
Kolejne lekkie skinienie.
– I nie zamierzasz mi powiedzieć za darmo.
Tym razem uśmiechnął się. Lyra oparła dłonie na biodrach.
– Złoto?
Azrael zerknął na misę przy łóżku. Wypełniały ją surowe kamienie, z których kilka mogłoby utrzymać jej rodzinę przez całe pokolenie.
– Dobrze, złoto odpada. Mogę zdobyć artefakty z mojego świata, stare księgi, pieczęcie sprzed Upadku. Jeżeli nic z tego cię nie interesuje, wykonam przysługę magiczną. Rozsądną, ograniczoną i wcześniej określoną.
Słuchał bez przerywania. Przy artefaktach spojrzał na półkę stojącą pod przeciwległą ścianą. Leżało na niej kilka przedmiotów emanujących magią tak silną, że Lyra czuła metaliczny posmak na języku. Dopiero przy przysłudze zainteresował się bardziej.
– To wszystko?
– Jeśli oczekujesz pierworodnego, nie mam i nie planuję produkować go specjalnie na potrzeby transakcji.
Kącik jego ust drgnął.
– Proponujesz mi rzeczy, których sama nie cenisz wystarczająco wysoko.
– Za artefakt z grobowca Varos dwaj ludzie zapłacili utratą rąk.
– Żadna nie należała do ciebie. Złoto również niewiele cię kosztuje, skoro możesz je zdobyć ponownie, księga jest tylko przedmiotem, a przysługa obietnicą przyszłego wysiłku. Chcesz ode mnie informacji, która może ocalić ci życie, a oferujesz przedmioty, których utrata nie zmieniłaby cię w najmniejszym stopniu.
Lyra przyjrzała mu się dłużej.
– Więc czego chcesz?
Tym razem Azrael nie odpowiedział natychmiast. Jego wzrok przesunął się po niej od stóp po twarz, zatrzymał na udach wystających spod koszuli, później na piersiach. To nie było przypadkowe spojrzenie. Lustrował ją powoli, celowo, upewniając się, że czuje ciężar jego oceny.
– Nie.
Uniósł brew.
– Jeszcze niczego nie powiedziałeś, ale twój wzrok jest niezwykle rozmowny. Nie będę z tobą spać za informację.
Azrael spojrzał na nią przez kilka sekund, po czym na jego twarzy pojawił się wyraz niedowierzania i rozbawienia.
– To wyjątkowo obraźliwa propozycja.
– Dla którego z nas?
– Dla mnie. Naprawdę sądzisz, że gdybym chciał cię w swoim łóżku, interesowałoby mnie ciało kobiety, która przyszła tam dlatego, że wystawiłem rachunek?
Lyra poczuła niespodziewane ciepło pod skórą, ale nie spuściła wzroku.
– Mówisz jak ktoś bardzo pewny, że mogłabym przyjść z innego powodu.
– Nie jestem pewny. – Złote oczy zatrzymały się na jej ustach. – Dlatego to byłoby znacznie ciekawsze.
Serce uderzyło mocniej. Azrael przeniósł spojrzenie na pulsującą tętnicę na jej szyi i uśmiechnął się ledwie zauważalnie.
– Słyszysz to?
– Dużo rzeczy słyszę.
– Moje serce?
Nie odpowiedział. Nie musiał. Przegrawszy tę drobną potyczkę, Lyra zmieniła temat.
– Skoro nie interesują cię pieniądze, artefakty ani seks, zostały ci bardzo ograniczone możliwości.
– Przeciwnie. Ty ciągle myślisz o rzeczach, które możesz mi oddać. Mnie znacznie bardziej interesuje to, czego nie chcesz oddać.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, drzwi otworzyły się bez pukania. Azrael tylko odwrócił głowę, lecz jego cień rozlał się po podłodze i pomknął ku wejściu. Demon, który wszedł do komnaty, był nieco niższy od Azraela, choć nadal zdecydowanie wyższy od Lyry. Srebrzyste łuski pokrywały jedną stronę jego szyi i schodziły pod czarny płaszcz narzucony na nagą klatkę piersiową. Jasnoszare rogi wychodziły ze skroni niemal pionowo, dopiero później zakrzywiały się ku tyłowi. Zatrzymał się, gdy tylko ją zobaczył.
– A to co?
Lyra oparła dłonie o biodra.
– Wspaniałe maniery. Macie tu szkoły czy wszystkie zamknięto z braku zainteresowania?
Demon uniósł brew z rozbawieniem.
– Mówi.
– Niestety bardzo często – odezwał się Azrael.
Lyra posłała mu spojrzenie, które tylko bardziej go rozbawiło. Tymczasem nowo przybyły podszedł bliżej, oglądając ją bez choćby pozorów dyskrecji.
– Człowiek?
– Czarownica.
– Jeszcze lepiej.
Stanął zdecydowanie za blisko. Lyra wyczuła obcy zapach, chłodniejszy od zapachu Azraela, z metaliczną nutą. Nie cofnęła się, choć sposób, w jaki demon przesuwał wzrok po jej koszuli, różnił się od zainteresowania Azraela. Ten patrzył i prowokował, ale zostawiał między nimi przestrzeń. Obcy zachowywał się tak, jakby istnienie tej przestrzeni było jedynie kwestią jego decyzji.
– Varek – odezwał się Azrael. Ostrzeżenie w głosie było wyraźne, ale nie zawierało magii.
Varek zignorował je. Wyciągnął dłoń i przesunął palcami po odsłoniętym ramieniu Lyry, potem zahaczył o kosmyk włosów i odsunął go od szyi.
– Jaka mała ludzka zabaweczka.
Lyra odsunęła się o pół kroku.
– Jeszcze raz mnie dotkniesz, a sprawdzę, czy te rogi odrastają.
Varek roześmiał się, zamiast się cofnąć. Jego dłoń ruszyła ku jej podbródkowi. Azrael nawet nie podniósł głosu.
– Puść ją.
Moc rozlała się po komnacie jak nagła fala gorąca. Lyra poczuła ją, mimo że rozkaz nie był skierowany do niej; powietrze zgęstniało, skóra na karku ścierpła, mięśnie na moment napięły się bez udziału woli. Dłoń Vareka opadła natychmiast. To nie była decyzja; jego ciało po prostu wykonało polecenie. Lyra przeniosła wzrok na Azraela. To była różnica. Wcześniejsze „podejdź”, „pokaż” czy nawet gest dłoni nie zawierały żadnej magii. Teraz czuła moc w kościach.
Azrael opierał się o stolik, ale nic w jego twarzy nie przypominało wcześniejszego rozbawienia. Złote oczy pociemniały, pionowe źrenice zwęziły się do cienkich czarnych kresek, a jego cień wspiął się po kamieniu za Varekiem. Drugi demon obejrzał własną dłoń, potem spojrzał na gospodarza.
– Naprawdę?
Azrael tylko przechylił głowę. To wystarczyło. Varek cofnął się o krok.
– Myślałem, że nie przepadasz za ludźmi.
– Nie przepadam.
– A jednak reagujesz, jakbym dotknął czegoś twojego.
Lyra już otwierała usta, lecz Azrael odezwał się pierwszy.
– Jeszcze nie zdecydowałem, czyją będzie zabaweczką.
Powoli odwróciła ku niemu głowę. Jeśli chciał ją uspokoić, znalazł najgorszy z możliwych sposobów. Varek natomiast zrozumiał go bez żadnych dodatkowych wyjaśnień. Zainteresowanie nie zniknęło z jego twarzy, ale zrobiło się ostrożniejsze.
– Jeszcze?
– Nie przeceniaj tego słowa.
Między demonami zapadła cisza, której Lyra nie umiała odczytać. Azrael nie ruszył się z miejsca, Varek również, a jednak coś zostało ustalone bez dalszej rozmowy. Po kilku sekundach Varek pierwszy spuścił wzrok.
– Co ona zrobiła? – zapytał, wskazując runy.
Rozbawienie natychmiast wróciło na twarz Azraela.
– To długa historia.
– Mam czas.
– Ja natomiast zamierzam cieszyć się jej opowiadaniem przez kilka następnych stuleci. Nie odbieraj mi możliwości odpowiedniego stopniowania upokorzenia.
Lyra zmrużyła oczy.
– Kiedy skończę z klątwą, pierwszą rzeczą, którą zrobię, będzie napisanie księgi opisującej dokładnie, jak mało potrzeba, żeby demon z Dziewiątego Domu zaczął śmiać się z własnych żartów.
Varek parsknął. Azrael natomiast uśmiechnął się do niej szerzej, jakby groźba wyjątkowo mu się spodobała. Drugi demon powiedział jeszcze kilka słów w języku, którego Lyra nie rozumiała, a kiedy ruszył ku drzwiom, obejrzał się na nią.
– Jeśli się nią znudzisz… – Cień Azraela poruszył się po podłodze.
Varek urwał bez dalszego ostrzeżenia i roześmiał się pod nosem. Drzwi zamknęły się za nim. Lyra poczekała, aż kroki ucichną.
– „Czyją będzie zabaweczką”?
Azrael sięgnął po kielich.
– Zadziałało. Wyszedł i zabrał ręce ze sobą. Gdybym wiedział, że oceniasz również sposób, w jaki to osiągnę, poprosiłbym cię wcześniej o wskazówki.
– Nie jestem rzeczą.
– Nie powiedziałem, że jesteś.
– Właśnie dyskutowaliście o mnie tak, jakbym mogła przejść z ręki do ręki. Nie wystarczy, że on wyszedł. Ja nadal tu jestem i słyszałam każde słowo.
Azrael nie odpowiedział od razu. Upił łyk, odstawił szkło i dopiero wtedy spojrzał na nią poważniej.
– Varek nie jest człowiekiem. Gdybym zaczął tłumaczyć mu ludzkie pojęcia autonomii i granic osobistych oraz konieczność uzyskania zgody przed dotykiem, słuchałby może przez trzy uderzenia serca. Później zrobiłby dokładnie to samo. Powiedziałem mu coś, co rozumie.
– Mogłeś powiedzieć, że jestem pod twoją ochroną.
– Wtedy uznałby cię za słabą albo za gościa. Jedno i drugie uczyniłoby cię ciekawszym celem, kiedy nie będzie mnie obok. – Wskazał głową zamknięte drzwi.
– Teraz wie, że dotknięcie ciebie może oznaczać konflikt ze mną. To wystarczy.
Lyra popatrzyła w stronę wyjścia. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej traktowała świat poza tą komnatą jak problem podobny do każdego innego: zbadać zasady, znaleźć wyjście, wykorzystać wiedzę. Kilka ruchów dłoni Vareka wystarczyło, by brutalnie zawęzić jej świat. Nie miała ksiąg, broni, pieniędzy ani pewności, że pozostali mieszkańcy tego miejsca w ogóle uznają jej odmowę za coś ważnego. Azrael był arogancki, irytujący i zdecydowanie zbyt zainteresowany obserwowaniem jej reakcji. Jednocześnie za każdym razem, kiedy sama wyznaczała mu granicę, przyjmował ją bez próby obejścia. Varek dotknął jej raz i nie dostał drugiej szansy. Nie czyniło to Azraela dobrym.
To czyniło go w jej oczach znacznie lepszym wyborem niż jeszcze kwadrans temu. Demon obserwował ją ponad kielichem.
– Właśnie zmieniłaś sposób, w jaki na mnie patrzysz.
– Zastanawiam się, jak fatalna musi być moja sytuacja, skoro zaczynasz wyglądać rozsądnie.
Roześmiał się cicho.
– To najładniejsza rzecz, jaką dzisiaj usłyszałem.
Lyra podeszła bliżej linii kręgu.
– Chcę warunków.
Jego rozbawienie nie zniknęło, ale natychmiast skupił na niej całą uwagę.
– Nikt mnie nie dotyka bez mojej zgody. Nikt poza tobą nie używa wobec mnie Głosu, a ty nie używasz go, chyba że chodzi o bezpieczeństwo. Nie oddajesz mnie nikomu, nie pożyczasz, nie przegrywasz w karty i nie proponujesz kolegom jako małej ludzkiej zabaweczki. Chcę dostępu do biblioteki i możliwości samodzielnego znalezienia sposobu na zdjęcie klątwy.
Azrael wysłuchał jej bez przerywania.
– Skończyłaś?
– Na razie.
– Skromnie. – Obszedł krąg powoli, jakby naprawdę rozważał warunki.
– Chcesz mojej ochrony, dostępu do wiedzy, ograniczenia Głosu i gwarancji, że pozostali będą trzymali ręce przy sobie. Sporo żądań, zważywszy, że mniej niż godzinę temu próbowałaś zamknąć mnie w kredowym kółku.
– Właśnie dlatego nazywa się to targiem. Ty masz coś, czego potrzebuję. Ja mam coś, czego najwyraźniej jeszcze nie zidentyfikowałeś, skoro od pół godziny mnie oglądasz.
Azrael zatrzymał się. Powolny uśmiech wrócił na jego twarz.
– To znacznie lepsza propozycja.
– W takim razie podaj cenę.
Przez moment nie odpowiadał. Tym razem jednak nie oglądał jej ciała. Patrzył prosto w oczy.
– Siedem nocy.
Lyra zmarszczyła brwi.
– Już je masz.
– Mam twoją obecność. To nie to samo.
– Wyjaśnij.
Azrael podszedł do stolika, nalał sobie więcej trunku i obracał kielich między palcami.
– Przyszłaś tutaj sama, przekonana, że potrafisz przywołać demona, związać go i wymusić odpowiedź. Gdy rytuał wyrzucił cię do mojego świata, pierwszą rzeczą, którą zrobiłaś po odzyskaniu oddechu, było wydanie mi rozkazu. Varek dotknął cię bez pozwolenia, a ty zamiast schować się za mną, zagroziłaś, że urwiesz mu rogi. Masz albo wyjątkowo dużo odwagi, albo jeszcze większą potrzebę kontrolowania wszystkiego, co dzieje się wokół ciebie.
Lyra nie odpowiedziała. Trafił zbyt blisko, a po lekkim zwężeniu jego oczu od razu poznała, że zauważył.
– I właśnie to cię interesuje?
– Niezmiernie. – Odstawił kielich. – Chcę sprawdzić twoje granice.
– Jakie?
Jego spojrzenie przesunęło się po niej wolniej niż wcześniej.
– Wszystkie.
To jedno słowo zabrzmiało bardziej seksualnie niż większość jego wcześniejszych komentarzy.
Lyra nie odsunęła się od kręgu.
– Mów dalej.
Wyglądał na zadowolonego właśnie z takiej odpowiedzi.
– Nie interesuje mnie wyłącznie ból. Właściwie ból jest nudny, jeśli zadaje się go bez żadnego powodu. Chcę zobaczyć, gdzie kończy się twoja pewność siebie. Czego się boisz. Czego nie potrafisz oddać nawet na chwilę. Jak reagujesz, kiedy nie kontrolujesz następnego ruchu. O co nie potrafisz poprosić i czego nie jesteś w stanie nazwać, kiedy twoje ciało już wie, że tego chce.
Ciepło zgromadziło się nisko w brzuchu. Lyra zignorowała je.
– Chcesz mnie złamać.
Azrael przyglądał jej się chwilę, zanim odpowiedział.
– Chcę sprawdzić, czy potrafię.
– A jeśli ci się uda?
– Przegrywasz.
– Definiuj.
– Sama kończysz grę. Nie konkretną próbę, nie chwilę, w której czegoś odmawiasz. Mówisz mi, że nie pozwolisz mi dalej sprawdzać twoich granic. Wtedy przegrywasz i po siódmej nocy wracasz bez mojej odpowiedzi.
Lyra przesunęła językiem po wewnętrznej stronie policzka.
– A jeśli nie zrezygnuję?
– Dostaniesz wszystko, czego potrzebujesz, żeby zdjąć klątwę. Bez dodatkowej ceny.
– Brzmi podejrzanie korzystnie.
– Dla ciebie? – Azrael popatrzył na nią od stóp do głów. – Nie byłbym, aż tak pewny.
– A dla ciebie?
– Mam siedem nocy rozrywki i czarownicę, która właśnie zaprosiła mnie do sprawdzania wszystkich swoich granic. Uważam, że warunki są uczciwe.
Lyra prychnęła.
– Jeszcze cię nie zaprosiłam.
– Ale już negocjujesz szczegóły zamiast odejść. To wiele mówi.
Miał rację, co działało na nią bardziej irytująco niż jego bezczelność.
– Głosu nie używasz podczas testów.
Azrael od razu pokręcił głową.
– Nie zamierzałem.
– Dlaczego?
Jego brwi uniosły się odrobinę, jakby pytanie rzeczywiście go zdziwiło.
– Jeśli każę ci magią uklęknąć, dowiem się tylko, że moja moc nadal działa. Interesuje mnie, czy zrobisz to wtedy, kiedy możesz pozostać na nogach.
Tym razem Lyra nie zdążyła ukryć krótkiego zawahania.
Azrael oczywiście je zobaczył. Lyra zbliżyła się do czerwonej linii.
– Jeśli podczas któregoś testu powiem, żebyś przestał, kończysz natychmiast.
– Tak.
– I nie przegrywam przez to zakładu.
Na jego twarzy pojawiło się coś poważniejszego.
– Nie. Jeśli musiałabyś pozwolić mi zrobić ci krzywdę, żeby udowodnić swoją siłę, dowiedziałbym się jedynie, że jesteś głupia. To już podejrzewam po rytuale, więc nie musimy poświęcać na sprawdzanie tego kolejnych siedmiu dni.
Lyra mimowolnie się uśmiechnęła.
Azrael wychwycił to natychmiast.
– Wreszcie.
– Nie przyzwyczajaj się. Jeśli powiem „stop” pięć razy jednej nocy?
– Zatrzymam się pięć razy. Możesz wyznaczyć granicę, zmienić zdanie, wycofać zgodę albo uznać, że coś nie jest dla ciebie. Nic z tego nie oznacza przegranej. Zakład kończy dopiero twoja decyzja, że nie chcesz, żebym szukał dalej.
– Jeśli próba będzie seksualna, chcę wiedzieć o tym wcześniej.
Złote oczy pociemniały.
– Przyjęte.
– I nie używasz Głosu, żeby wymusić seksualne posłuszeństwo.
– Wyraziłem się jasno.
– Chcę usłyszeć to wyraźnie.
Azrael popatrzył na nią dłużej.
– Nie użyję Głosu ani żadnej innej magii, żeby wymusić na tobie seksualne posłuszeństwo. Jeśli każesz mi się zatrzymać, zatrzymam się.
Lyra zmrużyła oczy.
– Przysięgnij.
Pierwszy raz od chwili jej przybycia naprawdę znieruchomiał.
Zauważyła to natychmiast.
– Co?
– Kto powiedział ci, żebyś żądała przysięgi od demona?
– Nikt. Po prostu dobrze czytam umowy, nawet jeśli gorzej idzie mi z odbitkami rytualnych run.
Przez moment wyglądał, jakby miał się roześmiać. Nie zrobił tego. Uniósł prawą dłoń.
– Nie użyję Głosu ani żadnej innej magii, żeby wymusić na tobie seksualne posłuszeństwo. Jeśli powiesz mi, żebym się zatrzymał, zatrzymam się. Przysięgam.
Magia poruszyła powietrzem. Ogień w palenisku pochylił się ku niemu, a pod skórą jego przedramienia pojawiły się na moment cienkie złote linie.
Lyra przyjrzała się im z zainteresowaniem.
Jedna ze złotych linii nie biegła ku dłoni, jak pozostałe. Wracała pod łokieć i zamykała się wokół wcześniejszego znaku. Lyra odruchowo prześledziła ten powrót palcem, nie dotykając demona. Azrael opuścił rękę dopiero wtedy, gdy jej palec zatrzymał się przy właściwym połączeniu. Spojrzał na nią uważniej. Uznała, że nie spodobało mu się tak bezceremonialne oglądanie przysięgi.
– To nie była zwykła przysięga.
– Nie.
– Co się stanie, jeśli ją złamiesz?
Powolny uśmiech wrócił na jego twarz.
– Bardzo szybko uczysz się zadawać niewygodne pytania.
Zostawiła temat na później.
– Moje warunki też pozostają. Nikt mnie nie dotyka bez mojej zgody. Nikt poza tobą nie używa wobec mnie Głosu, a ty robisz to wyłącznie w razie bezpośredniego zagrożenia. Nie oddajesz mnie, nie pożyczasz i nie pozwalasz nikomu testować mnie za siebie. Próby są między nami.
Azrael skinął głową.
– Przyjęte.
– Biblioteka.
– Otwarta poza dolnym archiwum.
– Dlaczego dolne jest zamknięte?
– Ponieważ zawarłaś ze mną umowę pięć sekund temu i już próbujesz ją rozszerzyć.
Lyra wyciągnęła rękę ponad czerwonym światłem.
– Mamy umowę?
Azrael spojrzał na jej dłoń, potem na twarz.
– Ludzie nadal robią to w ten sposób?
– Masz ciekawszy pomysł?
– Kilka.
– Ręka, Azraelu.
Roześmiał się i ujął ją. Jego dłoń była większa od jej i wyraźnie gorętsza od ludzkiej. Palce zamknęły się wokół jej ręki, a kciuk przesunął po kostkach wolniej, niż wymagał zwykły uścisk.
Lyra spojrzała na niego.
– To nie jest część umowy.
– Test?
– Nie.
Jego uśmiech zrobił się leniwy.
– Flirt.
– Jeszcze nie zaczęliśmy gry.
Puścił ją i przykucnął przy runach. Gdy położył dłoń na jednym z symboli, czerwone światło zgasło pod jego palcami, a ciemność rozlała się po całym kręgu. Lyra przestąpiła wygaszoną linię bez wahania. Dopiero kiedy znalazła się po jego stronie, naprawdę poczuła różnicę. Nie było już nawet symbolicznej bariery. Azrael górował nad nią, ciepło jego ciała docierało przez cienki materiał koszuli, a z tak bliska wyraźniej wyczuwała zapach skóry, dymu i czegoś ciemnego, żywicznego.
Uniósł rękę ku jej twarzy. Lyra nie cofnęła się. Palce wsunęły się w kosmyk przy skroni, by wyciągnąć drobinę białej kredy, a knykieć musnął przy tym jej skórę.
– Zostało ci coś z rytuału.
– To było konieczne?
– Nie.
– A więc?
Azrael strzepnął kredę z palca.
– Chciałem cię dotknąć.
Bez żartu. Bez wymówki.
To zadziałało silniej niż wcześniejsze prowokacje.
Lyra przyjrzała mu się przez moment.
– Jeszcze nie zdecydowałam, czy ci na to pozwolę.
– Wiem. – Odsunął rękę. – Dlatego siedem nocy zapowiada się tak interesująco.
Odwróciła się ku drzwiom.
– Gdzie biblioteka?
Cień Azraela ruszył po podłodze i otworzył przed nimi czarne skrzydła drzwi.
– Dwa korytarze stąd. Zamierzasz od razu szukać rozwiązania?
– Zamierzam udowodnić, że zawarcie tego zakładu było największym błędem twojego bardzo długiego życia.
– Ambitnie.
Ruszyła w stronę biblioteki. Przy rozwidleniu zatrzymała się i spojrzała za siebie. Azrael nadal stał przy drzwiach swojej komnaty. Nic nie zmuszało jej do powrotu ani do czekania na niego. Wskazał lewy korytarz, więc skręciła bez podziękowania. Dogonił ją po chwili i dopasował krok bez komentarza. Przez chwilę słyszała tylko odgłos ich kroków na kamiennej posadzce i cichy szelest jego cienia przy ścianach.
– Pierwszy test już trwa? – zapytała.
– Nie.
Spojrzała na niego podejrzliwie. Azrael uśmiechnął się.
– Teraz próbuję ustalić, jak długo wytrzymasz, zanim zaczniesz podejrzewać, że każde moje słowo jest testem.
Lyra odwróciła twarz ku korytarzowi.
– W takim razie źle wybrałeś przeciwniczkę.
– Właśnie tego chcę się dowiedzieć.
Nie spieszył się. Nie musiał. Mieli przed sobą prawie całą pierwszą noc i sześć kolejnych, a Lyra zaczynała rozumieć, że największym problemem nie będzie przekonanie Azraela, by zdradził jej sposób zdjęcia klątwy. Największym problemem było to, że po raz pierwszy od bardzo dawna ktoś patrzył na jej zabezpieczenia i granice nie jak na przeszkodę do obejścia, lecz jak na mapę miejsc, które zamierzał poznać. I wyraźnie nie mógł się doczekać, żeby zacząć.
