Sekret bodyguarda - Marta Maciejewska - ebook + audiobook

Sekret bodyguarda ebook i audiobook

Marta Maciejewska

3,9

Opis

Romans erotyczny w świecie wielkich pieniędzy, niebezpiecznych tajemnic i pięknych ludzi.

Młoda, atrakcyjna, niezależna. Wydawałoby się, że Mikaela Brown ma wszystko: zawód, który jest również jej pasją, dobrze prosperującą firmę i pieniądze umożliwiające spełnianie wszelkich marzeń. Ale jej serce pragnie miłości, a ciało domaga się erotycznej rozkoszy. I wtedy pojawia się on, Theo. Seksowny, nieokiełznany i niepokorny kochanek budzi w Mikaeli dzikie pożądanie. Namiętny romans zakłócają jednak niepokojące wydarzenia.
Czy Mikaela ocali firmę, majątek i… życie? Kim naprawdę jest Theo – aniołem stróżem, a może demonem z najgorszych koszmarów?
Wielkie pieniądze, romantyczna miłość i pikantny seks, a także nuta sensacji – to wszystko znajdziesz w debiutanckiej powieści Marty Maciejewskiej Sekret bodyguarda.Odkryj nieznany świat namiętności kobiety i mężczyzny, których połączyła tajemnica.
Nie czytaj przed nocą. Pożądanie nie da ci zasnąć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 374

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 30 min

Lektor: Mirella Rogoza-Biel

Oceny
3,9 (454 oceny)
198
97
93
49
17

Popularność




Wszystkie prawa zastrzeżone. Zarówno cała książka, jak i jej części nie mogą być przedrukowywane ani w żaden inny sposób reprodukowane lub odczytywane w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Wydawnictwa Szara Godzina s.c.

Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Damasiewicz

Zdjęcia na okładce

© ASjack | stock.adobe.com

Redakcja

Aleksandra Marczuk

Redakcja techniczna, skład, łamanie oraz przygotowanie wersji elektronicznej

Grzegorz Bociek

Korekta

Calibra/Sylwia Mosińska

Niniejsza powieść to fikcja literacka. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń rzeczywistych jest zupełnie niezamierzone i przypadkowe.

Wydanie I, Katowice 2020

Wydawnictwo Szara Godzina s.c.

[email protected]

www.szaragodzina.pl

Dystrybucja wersji drukowanej: LIBER SA

ul. Kabaretowa 21, 01-942 Warszawa

tel. 22-663-98-13, fax 22-663-98-12

[email protected]

© Copyright by Wydawnictwo Szara Godzina, 2020

ISBN 978-83-66573-41-3

Książkę dedykuję wszystkim kobietom, których życie straciło sens i które wpadły w sidła rutyny. Nigdy nie przestawajcie wierzyć i marzyć, bo życie potrafi nas zaskoczyć w momencie, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Pamiętajcie, że macie siłę, by przenosić góry!

Rozdział I

Lato już dawno nie rozpieszczało tak jak w tym roku. Właściwie każdego dnia temperatura sięgała trzydziestu stopni Celsjusza. Niebo było bezchmurne i nie dawało najmniejszej szansy na najdrobniejszy deszcz.

Kiedyś to był dla niej najlepszy czas. Kojarzył się z beztroską, radością i szczęściem. Tak bardzo zazdrościła tym wszystkim dzieciakom, które jeździły nad wodę, by opalać swoje roznegliżowane ciała, spać na plaży pod gołym niebem i beztrosko popijać piwo. No i to wszystko w towarzystwie najlepszych przyjaciół! Wtedy czujesz, że świat należy do ciebie, że wszystko możesz. Nie masz żadnych problemów. Ale te lata minęły bezpowrotnie. Od czasu do czasu zdarzały jej się tylko pojedyncze dni beztroski. Już zapomniała, kiedy ostatni raz wyjechała na odpoczynek.

Dzisiejszy dzień będzie taki sam jak wszystkie dotychczasowe. Nie wyróżni się niczym szczególnym. Mikaela pójdzie do pracy, spędzi tam cały dzień, zapewne zasiedzi się do późnego wieczora. Ewentualnie spotka się z kimś na kawę albo szybką kolację. A potem wróci do pustego domu. Nic specjalnego.

Właściwie mogłaby robić coś innego, coś spontanicznego, na co tylko ma ochotę. Dopiero skończyła dwadzieścia sześć lat, a na koncie już miała miliony. W zasadzie nie musiałaby pracować, ale trudno byłoby jej zrezygnować z pracy, bo… była od niej uzależniona. Praca zapewniała jej poczucie bezpieczeństwa. Mikaela nie miała pomysłu, co innego mogłaby robić. W pracy się realizowała i spełniała swoje ambicje.

Tego dnia obudziła się jak zawsze o ósmej trzydzieści. Przez kolejne pół godziny leżała w łóżku otulona satynową pościelą, przeglądając portale społecznościowe. Dzięki temu na bieżąco wiedziała, co się dzieje u znajomych, z którymi nie miała czasu się spotkać. Wstała bez pośpiechu i zjadła śniadanie. Wypiła gorzką herbatę z cytryną. Rozpoczęła kolejny dzień.

Gdy szła do garderoby, aby się ubrać, zauważyła, że okno w holu jest otwarte. Zdziwiła się. Klimatyzacja była przecież włączona, więc wszystkie okna powinny być zamknięte. Przez chwilę stała, zastanawiając się, czy rzeczywiście mogła zapomnieć je zamknąć. To mało prawdopodobne. Przecież takie rzeczy nigdy jej się nie zdarzały, była zbyt dobrze zorganizowana, by o czymś zapomnieć, a poza tym w ostatnim czasie nie odwiedził jej nikt, kto mógłby je otworzyć… Nie przyjmowała żadnych gości. Nawet siostra przestała spontanicznie do niej przychodzić. Kiedy Mikaela spojrzała na zegarek i uświadomiła sobie, że jest już bardzo późno, porzuciła rozmyślania i popędziła się ubrać.

Przeglądając w szafie chyba z tuzin sukienek, zdecydowała się na złotą z jednym odkrytym ramieniem i drugim na grubej szelce. Sukienka była zwiewna i dobrze dopasowana, z rozcięciem aż do biodra z jednej strony. Mikaela wyglądała w niej olśniewająco. Niejedna dziewczyna mogła pozazdrościć jej figury i dobrego gustu. Przed wyjściem zabrała jeszcze teczkę z dokumentami i windą zjechała do garażu.

Kiedy wyszła na parking strzeżony, ogarnęło ją dziwne uczucie. Miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Próbowała się uspokoić, wiedząc, że nie ma takiej możliwości, aby obcy człowiek przedostał się przez ochronę i wszedł na teren apartamentowca. Budynek był bardzo dobrze strzeżony. Mieszkali w nim zamożni ludzie, w tym wiele gwiazd show-biznesu, i wszyscy cenili sobie prywatność.

Mimo to Mikaela czuła się nieswojo. Założyła okulary przeciwsłoneczne i przyspieszając kroku, zaczęła się dyskretnie rozglądać. Poczuła ulgę, gdy bezpiecznie wsiadła do samochodu. Uruchomiła silnik i najszybciej, jak mogła, opuściła parking. Kiedy znalazła się na drodze i muzyka zagłuszała jej myśli, zapomniała o całej sytuacji.

Do pracy pojechała nowym białym maserati gran turismo, którego dzień wcześniej odebrała z salonu. Wygodę i luksus ceniła sobie najbardziej. Przed biurem podjechała na swoje miejsce parkingowe, otworzyła drzwi i wystawiła długą zgrabną nogę, na której lśnił seksowny czarny sandał na wysokiej szpilce.

– Cholera! – zaklęła pod nosem, gdy wysiadając, złamała obcas.

To były jej ulubione buty! Z torebki pospiesznie wyciągnęła telefon komórkowy i wybrała numer. Już po pierwszym sygnale z drugiej strony odebrał mężczyzna.

– Cześć, Greg. Błagam, wyświadcz mi przysługę – prosiła dziewczyna. – Złamałam obcas i stoję przed biurem. Nie mogę się tak pokazać.

Mikaela bardzo dbała o swój wygląd i uchodziła za profesjonalistkę, ale co jakiś czas zdarzały jej się takie nieszczęsne wypadki. Można by pomyśleć, że miała szczególny dar do wpadania w tarapaty. Pewnego dnia na przykład, kiedy samochodem wracała do domu, zatrzymała się na światłach na wysokości przystanku autobusowego. Nim się obejrzała, jakaś kobieta po prostu wpakowała jej się do auta, prosząc, aby podwiozła ją po dziecko do przedszkola, bo malec się rozchorował, a autobus jak na złość nie przyjeżdżał. Mikaela nie potrafiła odmówić, tym bardziej że placówka leżała przy trasie, którą zwykle jeździła do domu. Innym razem podczas spotkania firmowego z ważnymi gośćmi pechowo usiadła w miejscu, gdzie wystawał ostry przedmiot. Oczywiście rozdarła sobie spodnie i musiała robić dobrą minę do złej gry, udając, że nic się nie stało i nieporadnie zakrywając dziurę. Tak było często. Jeśli coś komuś musiało się przytrafić, to było niemal pewne, że przytrafi się właśnie jej.

– Mam zapasowe buty w biurze. Są w szafce po lewej stronie. Bądź tak kochany i przynieś mi je. Przecież nie wejdę boso do biura – błagała Grega.

Po około dziesięciu minutach przed jej samochodem zjawił się młody przystojny mężczyzna. Był elegancko i modnie ubrany.

– Moja droga, to grzech złamać takie piękne szpilki. – Greg przewrócił oczami i wręczył jej zapasowe buty.

– Co ja bym bez ciebie zrobiła? – przyznała szczerzeMikaela i wzięła obuwie od mężczyzny.

– Uciekam do pracowni, bo nigdy nie skończę mojego projektu. Co chwilę ktoś mi przeszkadza – poskarżył się chłopak.

– Dziękuję, Greg – powiedziała za odchodzącym mężczyzną.

Chłopak był jej prawdziwym przyjacielem. Zawsze mogła na niego liczyć. Szybko zmieniła buty. Podziękowała sobie w myślach, że jakiś czas temu zostawiła w biurze te czarne szpilki. Dziś idealnie pasowały do jej zwiewnej sukienki. Spojrzała z dumą na gmach firmy, którą sama zbudowała, i po chwili weszła pewnym krokiem do środka. Wnętrze oddawało gust Mikaeli. Lubiła przestronne pomieszczenia w jasnych barwach, najlepiej w białych, beżowych lub szarych. Po drodze minęła portiera.

– Witaj, Clay – przywitała się uprzejmie jak zawsze.

– Dzień dobry – odpowiedział mężczyzna.

Był po pięćdziesiątce, ale wyglądał na nieco młodszego. Widać było, że dba o siebie.

Mikaela minęła go, nie wdając się w żadną konwersację. Nie oznaczało to, że była wyniosła czy niegrzeczna. Po prostu taki miała charakter. Lubiła dystans i stresowała ją niemal każda prywatna rozmowa. Nauczyła się ograniczać kontakt z obcymi do minimum. Jedni przyzwyczaili się, że taka jest, podczas gdy inni uważali, że traktuje ich z góry. Mikaela przeszła przez długi korytarz i windą wjechała na ostatnie piętro, prosto do swojego gabinetu.

Po drodze natknęła się na sekretarkę, Jelenę. Ta młoda kobieta jak nikt sprawdzała się na tym stanowisku. Skrupulatna, zorganizowana i dokładna. Nigdy nie zadawała zbędnych pytań, nie dopytywała o prywatne sprawy. Gdyby się jednak uprzeć i zarzucić coś Jelenie, to może tylko to, że była ładna… Zbyt ładna. Ważne było jednak to, że wykonywała perfekcyjnie swoją pracę. Miła dla klientów, szybko potrafiła zjednać sobie ich sympatię.

– Cześć, Jelena. Jak minął weekend? – przywitała się Mikaela, obdarowując dziewczynę nieśmiałym uśmiechem.

– Dobrze, dziękuję. Spędziłam go z przyjaciółmi za miastem. Przyszły listy do ciebie, położyłam je na twoim biurku – odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech.

– Dzięki, kochana. Zaraz zabieram się do pracy. Wiesz, trzeba zabić smoka i uratować świat. – Mikaela przewróciła oczami. To było jej ulubione powiedzenie, kiedy miała przed sobą trudne zadanie. Mocno wierzyła w to, co robi, w głębszy sens swojej pracy. Odchodząc, dodała jeszcze: – Zawołaj do mnie, proszę, Jacka, będę u siebie. – Wzięła szklankę wody z cytryną, którą wcześniej przygotowała jej sekretarka, i poszła do swojego biura.

Otworzyła drzwi gabinetu. W środku było jasno i przestronnie. Przez ogromne okna wlewały się czerwcowe promienie słońca. Takie dni w pracy Mikaela lubiła najbardziej. Usiadła przy biurku i zabrała się za przeglądanie poczty, gdy nagle usłyszała pukanie do drzwi.

– Proszę – powiedziała, podnosząc wzrok znad stosu nieprzeczytanych listów.

– Cześć. Chciałaś się ze mną widzieć.

W drzwiach stanął Jack. Dobrze zbudowany mężczyzna o niezbyt przyjemnym wyrazie twarzy. Miał około czterdziestu lat. Kiedyś był porucznikiem w wojsku, a teraz – ochroniarzem Mikaeli.

– Witaj, Jack. – Mikaela posłała mu jeden ze swoich czarujących uśmiechów. – Co u ciebie? Wszystko w porządku? – dopytywała ze szczerą ciekawością.

– Wszystko dobrze. Dziękuję, że pytasz. Janet pod koniec lata rodzi, więc szykujemy się do nowej roli – odrzekł uradowany.

– Cieszę się, pozdrów ją ode mnie – kontynuowała. – Chciałam się z tobą spotkać, bo jak wiesz, przed nami ważny event. W związku z tym będziemy musieli zwiększyć naszą ochronę. Potrzebujemy dużo więcej ludzi do pracy. Mógłbyś się tym zająć?

– Oczywiście. Cieszę się, że wszystko tak dobrze się rozwija. Jeszcze niedawno byłem tutaj tylko ja i kilka osób z produkcji, no i oczywiście Greg. – Mężczyzna się zaśmiał.

– W takim razie przeprowadź rekrutację i zaprezentuj mi swoich kandydatów. Ufam ci. – Spojrzała na niego uprzejmie, ale nieco surowo spod swoich długich czarnych rzęs.

Mikaela była rzeczowa. Nawet za bardzo. Jack przyzwyczaił się już do jej charakteru, ale na początku było to dla niego bardzo trudne. Uważał ją za… Tak, za zimną sukę, której nikt nie obchodzi. Jednak przy bliższym poznaniu zmienił zdanie. Wiedział, że Mikaela po prostu nie odnajduje się w relacjach z ludźmi, i czasem nawet luźna rozmowa sprawia jej problem. Nie drążąc dłużej tematu, odpowiedział:

– Jasna sprawa. Od razu się tym zajmę. Gdybyś jeszcze czegoś potrzebowała, wiesz, gdzie mnie szukać. Do zobaczenia.

Uśmiechnęli się do siebie przyjaźnie i wrócili do swoich zadań.

Mikaela zatrzymała znudzony wzrok na stosie listów, które musiała przejrzeć. Robota, której najbardziej nie lubiła, to właśnie tony papierów wymagające jej podpisu. Uwielbiała z kolei, kiedy zaczynał się sezon pokazów, wywiadów i medialnego szumu. Wtedy była w swoim żywiole, czuła się jak ryba w wodzie. Lubiła mieć wszystko pod kontrolą, planować i organizować. Świetnie sprawdzała się w podbramkowych sytuacjach. Kiedy inni zaczynali panikować, ona zachowywała zimną krew. Zdawać by się mogło, że wtedy pomysły i rozwiązania same wpadały jej do głowy.

Mikaela otworzyła swój kalendarz i sprawdziła, co jeszcze ma zaplanowane na nadchodzący dzień. Zauważyła tylko dwa spotkania, które, jak przypuszczała, przebiegną raczej po jej myśli. Włączyła komputer. Trochę się zdziwiła, gdy dostrzegła otwartą zakładkę ze stroną jej banku. Była pewna, że dzień wcześniej wszystko zamknęła. Tak, na pewno to zrobiła. Nie wzbudziło to w niej jednak większych podejrzeń. Pomyślała, że być może Jelena czegoś potrzebowała i skorzystała z jej komputera. Przezornie zalogowała się do banku i sprawdziła, czy wszystko jest w porządku. Gdy się upewniła, że nie wydarzyło się nic niepokojącego, zaczęła przeglądać skrzynkę pocztową i odpisywać na maile. To zajęło jej sporą część dnia. Nawet się nie zorientowała, kiedy minęła szesnasta i poczuła ucisk w żołądku. No tak – przecież nic poza śniadaniem dzisiaj nie jadła!

Po chwili od pracy oderwał ją dźwięk telefonu. Spojrzała na wyświetlacz. To jedna z jej najlepszych przyjaciółek, jeszcze z czasów szkolnych. Mikaela się ucieszyła. Nie zastanawiając się, odebrała połączenie.

– Cześć, Jennifer. Co u ciebie? Wieki się nie widziałyśmy – przywitała przyjaciółkę.

– Cześć. – Rozmówczyni miała radosny głos. – Dzwonię, bo wybieramy się z Ivett na drinka i… Może na jakąś imprezę. Chciałybyśmy, żebyś poszła z nami. Od razu jednak uprzedzam, że nie przyjmujemy odmowy. Zbyt długo się nie widziałyśmy. Musisz opowiedzieć, co słychać w twoim wielkim świecie.

Mikaela, słysząc słowa przyjaciółki, wiedziała, że nie ma wielkiego wyboru. Gdy Jennifer na coś się uprze – nie odpuści. Świat się przecież nie zawali. A poza tym takie spotkanie dobrze jej zrobi. Czasami zapomina, ile ma lat, i żyje jak stara matrona, a przecież nadal jest młoda. Ludzie w jej wieku ciągle imprezują.

– Pasuje ci dwudziesta pierwsza w Amarone, naszej ulubionej knajpce? – dopytywała koleżanka.

– Jasne, będę – powiedziała Mikaela i uśmiechnęła się szeroko do słuchawki. – Dobrze, to skoro w końcu jestem spontaniczna i przekładam wszystkie swoje spotkania, dziś imprezujemy do białego rana. Nie wiadomo, kiedy znowu nadarzy się taka okazja – dodała.

– I to mi się podoba. Zakładaj sexy kieckę i ruszamy na podbój miasta. Do zobaczenia w Amarone – odpowiedziała entuzjastycznie Jennifer i się rozłączyła.

Mikaela przeniosła wzrok na ekran komputera. W kalendarzu, przy dacie i terminie spotkań na ten dzień wpisała wielkimi literami: ODWOŁAĆ.

Nie minęło pięć minut, gdy rozległo się pukanie do drzwi. To była Jelena. Dziewczyna, nie czekając na zaproszenie, śmiało weszła do środka.

– Mikaela, przepraszam, że przeszkadzam, ale otrzymałam powiadomienie z twojego kalendarza, że mam odwołać zaplanowane na dziś spotkania. To jakiś błąd? Zawołać informatyka? A może coś się stało? – zapytała z troską w głosie.

– Spokojnie, wszystko w porządku. Nic się nie stało. Poprosiłam o przełożenie tych spotkań, bo umówiłam się na drinka z dziewczynami ze szkoły. Dawno nigdzie nie byłam, więc pomyślałam, że choć raz będę spontaniczna. Proszę cię, przełóż te spotkania na jutro, ale dopiero na późne popołudnie, bo rano czeka mnie narada z designerami. I pewnie na żadne inne spotkanie nie będę miała już siły. Nie planuję dziś szybko wrócić do domu. – Mikaela uśmiechnęła się na myśl o czekającej ją zabawie, wyłączyła komputer i ułożyła papiery na biurku w jeden stos.

– Cieszę się, że wychodzisz. Bałam się, że poza pracą nie masz życia. Idź i baw się dobrze. Niczym się nie przejmuj. Zajmę się wszystkim. – Jelena podeszła do biurka i zabrała segregatory z dokumentami.

– Dobrze. W takim razie uciekam do domu. Zamówię jeszcze jedzenie, bo nic dzisiaj nie jadłam, przebiorę się i idę w miasto. Jutro opowiem ci, jak było. Do zobaczenia. – Mikaela upewniła się jeszcze, czy w torebce ma kluczyki od samochodu, i udała się na parking.

– Baw się dobrze! – krzyknęła na pożegnanie Jelena.

Humor Mikaeli poprawił się tak znacząco, że zmęczenie i otępienie zniknęły niemal natychmiast. Poczuła ekscytację i podniecenie. Potrzebowała tych emocji. Szybkim krokiem przemknęła przez długie korytarze firmy, żegnając każdego radosnym „do widzenia”.

Większość pracowników była zdziwiona. Po pierwsze, Mikaela Brown niemal nigdy nie opuszczała biura przed dziewiętnastą. A po drugie, jej rozanielony głos i szeroki uśmiech dostrzegli wszyscy. Nie uważali jej rzecz jasna za zgorzkniałą kobietę, ale wiedzieli, że jest samotnikiem. Zwykle spędzała czas albo w biurze, albo w pracowni, tworząc projekty nowych kolekcji. Każdy ją lubił, choć wyczuwał od niej chłód i dystans. Ale Mikaela po prostu taka była. Najlepiej czuła się w gronie swoich przyjaciół, a tych nie miała zbyt wielu. Nie dlatego, że nie ufała ludziom. Zależało jej, aby mieć w swoim otoczeniu kilka życzliwych jej osób, na które zawsze mogłaby liczyć, a nie tuziny koleżanek, dla których i tak nie miałaby czasu.

Mikaela popędziła do swojego samochodu. Otworzyła drzwi i usiadła wygodnie na mięciutkim skórzanym fotelu kierowcy. Gdy usłyszała ryk silnika, poczuła adrenalinę. Nie była zwyczajną kobietą. W przeciwieństwie do wielu innych dziewczyn lubiła sportowe auta i szybką jazdę. Pospieszenie wyjechała z parkingu i pomknęła prosto do swojego apartamentu.

Kiedy dojechała, czekał już na nią dostawca jedzenia. Szybko odebrała zamówienie i popędziła na górę. Usiadła na stołku barowym przy wyspie kuchennej w swojej eleganckiej kuchni i otworzyła pudełko. W środku był jej ulubiony makaron funghi z krewetkami. Już wstawała od stołu, by wziąć sobie lampkę wina do obiadu, gdy w ostatniej chwili zrezygnowała z tego pomysłu. Dobrze wiedziała, że ma słabą głowę. Będzie lepiej, jeśli alkohol wypije dopiero z dziewczynami. W ich towarzystwie na pewno sprawi jej to większą przyjemność.

Po skończonym obiedzie wyrzuciła pudełko do kosza i poszła do łazienki. Po drodze spojrzała na zegarek i uznała, że zdąży jeszcze wziąć gorącą relaksującą kąpiel. Napełniła wannę wodą, dodała kilka kropel swojego ulubionego olejku zapachowego i zdjęła ubranie. Zamoczyła powoli nogę. Woda była zbyt gorąca, wzdrygnęła się więc lekko, ale po chwili zanurzyła już całe ciało i wygodnie się ułożyła. Z głośników zamontowanych w łazience leniwie sączyły się dźwięki odprężającej muzyki.

Mikaela poczuła, jak ciepła woda zmywa z niej stres minionego dnia, a olejek zapachowy delikatnie koi jej zmysły. Cóż za błogie odprężenie. Tak, właśnie tego potrzebowała. Zamknęła oczy i wsłuchiwała się w spokojną melodię. Po jakimś czasie woda zaczęła robić się nieprzyjemnie zimna, więc szybko się w niej zanurzyła, aby umyć głowę, i wyszła z wanny. Otuliła się jasnym kaszmirowym ręcznikiem i stanęła przed ogromnym lustrem. Wysuszyła i uczesała sięgające do pasa ciemne włosy, zrobiła wieczorowy makijaż i założyła zmysłowy czarny komplet koronkowej bielizny.

Następnie udała się do garderoby, aby wybrać strój na wieczór. Przechodząc przez korytarz, zauważyła, że firanka, którą wcześniej zaciągnęła, jest odsłonięta do połowy. Pomyślała, że to zapewne sprawka Grety – gosposi, która przychodzi do niej zwykle trzy razy w tygodniu. Sprząta mieszkanie i czasem przyrządza coś do jedzenia. Mikaela postanowiła, że przy najbliższej okazji zapyta ją o firankę, a teraz, nie zawracając sobie dłużej tym głowy, poszła wybrać kreację na wieczór.

Długo nie mogła się zdecydować. W końcu postanowiła założyć czarną obcisłą sukienkę z seksownym rozcięciem na plecach sięgającym bioder. Dzięki temu odsłoni kawałek ciała. Doskonale wiedziała, jak działać na zmysły mężczyzn. Kusiła, ale dawała do zrozumienia, że można ją tylko podziwiać. Sama zaprojektowała i uszyła tę sukienkę. Najlepiej czuła się w kreacjach stworzonych przez siebie. Założyła zgrabne sandałki z paskiem na wysokiej szpilce. Do butów dopasowała czarną połyskującą kopertówkę. Była gotowa. Wyglądała olśniewająco, drapieżnie, zmysłowo, ale nie wulgarnie. Wiedziała, jak połączyć poszczególne części garderoby i dodatki, aby nie stracić umiaru.

O godzinie dwudziestej pierwszej pod apartament Mikaeli podjechała taksówka. Dziewczyna jak zawsze była spóźniona. Chyba jeszcze nigdy nigdzie nie dotarła na czas. Na szczęście po kwadransie była już na miejscu, w ścisłym centrum.

Mikaela weszła do pubu i rozejrzała się w poszukiwaniu koleżanek. Dostrzegła je na końcu sali – siedziały przy stoliku, popijając alkohol i rozmawiając. Przeszła przez cały lokal, mając świadomość, że wiele osób na nią spogląda. Lubiła wywoływać zamieszanie wokół siebie. Zmierzając do dziewczyn, uśmiechnęła się do siebie, ale żadnego z mężczyzn nie zaszczyciła nawet jednym spojrzeniem. Oni natomiast pochłaniali ją wzrokiem. Podeszła do koleżanek i przywitała się radośnie.

– Aaa! – Ivett i Jennifer zapiszczały na widok przyjaciółki i od razu wstały, aby ją uściskać.

– Cześć, dziewczyny! Tak się cieszę, że was widzę. Cudnie wyglądacie. Co spotkanie, to jesteście piękniejsze – schlebiała im Mikaela.

– Dobra, dobra, już tak nam nie słodź – odpowiedziała dziewczyna w czerwonej obcisłej sukience. To była Ivett, przyjaciółka, z którą Mikaela siedziała w jednej ławce w szkole. – Ty to dopiero zajebiście wyglądasz! Nie było chyba żadnego faceta w tym lokalu, który nie zwróciłby na ciebie uwagi. Właściwie nadal się na ciebie gapią – zauważyła, śmiejąc się w głos.

– Jak zawsze masz mocne wejście – dokończyła Jennifer, siadając. – Mów lepiej, skąd masz taką kieckę! – dopytywała.

– Pewnie sama sobie uszyła – odpowiedziała za nią Ivett.

– Ty to masz dobrze, idealne życie – skwitowała Jennifer z nutką zazdrości w głosie.

– Nie przesadzajcie. Jak będziecie chciały, też wam coś uszyję, a teraz pijmy, bo jestem bardzo spragniona. – Mikaela zakończyła temat.

Kiedy przyjaciółki wspominały dawne czasy i wspólnie przeżyte imprezy, rozmowę przerwał im kelner, przynosząc kolejne drinki. Jego pojawienie się wywołało ich zdumienie. Nie zamawiały przecież alkoholu – nie dopiły nawet poprzednich porcji.

– To chyba pomyłka, niczego nie zamawiałyśmy – zaprotestowała Ivett.

– To od pana w czarnym swetrze, który siedzi przy barze. – Kelner wskazał na mężczyznę.

– Ooo… Super… Dziękujemy! – Ivett ucieszyła się i natychmiast odebrała drinki od kelnera.

Mikaela odwróciła się w stronę mężczyzny, posłała mu jeden ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów i wyszeptała „dziękuję”, patrząc uważnie na nieznajomego. Kiedy mężczyzna wstał, aby podejść do dziewczyn, gestem dała mu znać, aby tego nie robił. Umiała owinąć sobie mężczyzn wokół palca. Robili, co tylko chciała. I tylko nieliczni przykuwali jej uwagę na tyle, by bardziej ją sobą zainteresować.

– Dlaczego to zrobiłaś? Czemu nie chciałaś, żeby się do nas przysiadł? – zdziwiła się Jennifer. – Przecież jest przystojny i wygląda na całkiem fajnego.

– I najwyraźniej jest tobą zainteresowany – dodała Ivett, upijając kolejny łyk alkoholu.

– Zobacz, jaki jest smutny. Patrzy zawiedziony w twoim kierunku i ma jeszcze nadzieję… Teraz jest mi go szkoda. – Jennifer zrobiła smutną minę w kierunku Mikaeli i zaczęła się śmiać.

– Gdybym była wolna, wzięłabym się za niego – stwierdziła Ivett.

– Jest świetny. – Jennifer jeszcze raz zmierzyła mężczyznę wzrokiem i odwróciła się do koleżanek.

– Dajcie już spokój, nie jest w moim typie i tyle. – Mikaela przeczesała włosy palcami i upiła duży łyk alkoholu.

– A ciekawe, kto jest. – Ivett nie odpuszczała.

– A może już jesteś zajęta? – maglowała ją Jennifer. – Opowiadaj ze szczegółami. To coś poważnego czy tylko seks?

– Dziewczyny, nie ma nikogo. Powiedziałabym wam, gdybym kogoś poznała. Teraz szykuję ogromny pokaz mody i tylko tym żyję. Projektuję i szyję nową kolekcję ubrań. Wiecie, dużo pracy i w ogóle…

Wiedziała, że znalazła się w ogniu pytań i nie ma innego wyjścia, jak tylko wyspowiadać się dziewczynom, bo i tak nie odpuszczą. Ale prawda była taka, że nie miała o czym opowiadać.

– Ty to masz naprawdę nudne życie – powiedziała żartobliwie Ivett, załamując ręce i udając znużenie.

– W takim razie od dziś zmieniamy tę sytuację. Szukamy faceta dla Mikaeli – zaproponowała entuzjastycznie Jennifer. – Za przyszłego faceta Mikaeli – dokończyła, wznosząc toast.

– Albo chociaż za dobry seks – dodała Ivett.

Przyjaciółki zaczęły się śmiać i po raz kolejny skosztowały alkoholu. Rozmawiały, piły i żartowały. O północy były już trochę nietrzeźwe, ale humory im dopisywały. Zdecydowały, że pójdą do klubu potańczyć. Klub mieścił się niedaleko Amarone i był najbardziej prestiżowy w całym mieście. Ze względu na to, że Mikaela miała duże udziały w tym lokalu, do środka dostały się wejściem dla VIP-ów. Otrzymały też specjalny VIP-room, zarezerwowany i przygotowany tylko dla nich. Mikaela lubiła, kiedy dzięki jej pozycji i nazwisku wszystkie drzwi stały przed nimi otworem, ale nie podobało jej się, gdy ktoś namolnie skakał obok niej. Stawała się wtedy zimna i oschła.

Wnętrze było bardzo eleganckie. Panował w nim półmrok. Z uwagi na późną porę w klubie było bardzo tłoczno, ale przyjaciółkom to nie przeszkadzało. By dojść do baru, musiały przecisnąć się przez całą salę. Co prawda w prywatnym pokoju miały do dyspozycji własnego barmana i pod dostatkiem alkoholu, ale dziś nie chciały się izolować od ludzi. Miały ochotę zabawić się tak, jak za dawnych dobrych czasów, kiedy nazwisko „Brown” nikomu nic jeszcze nie mówiło.

Również teraz, tak jak i w Amarone, niemal wszyscy zwrócili uwagę na Mikaelę. Dziewczyny patrzyły na nią z zazdrością, a mężczyźni wręcz pożerali ją wzrokiem. Zdawało się, że każdy jej pragnął. Trudno się zresztą dziwić – była wyjątkowo piękną kobietą o delikatnych rysach twarzy i zdecydowanych, wyraźnych kształtach. Ciężko zapracowała sobie na taką sylwetkę, pocąc się cztery razy w tygodniu na siłowni i uprawiając fitness. Uwagę przykuwała także ciemną opaloną skórą, a długie czarne rzęsy podkreślały jej wielkie oczy. Tak – była idealna. Mikaela świetnie zdawała sobie sprawę z tego, jakie poruszenie wywołuje, gdy tylko się pojawia. Musiała przyznać, że to uwielbiała. Lubiła być podziwiana, najlepsza, doskonała.

Kiedy dziewczynom w końcu udało się dotrzeć do baru, zamówiły kamikadze, po cztery kieliszki na głowę. Przez moment Mikaela zawahała się, uznając, że to trochę za dużo. Pomyślała jednak, że to jej ostatnie wyjście w tym czasie – przed ważnym pokazem mody – więc może się zabawić bez wyrzutów sumienia. Chciała się odprężyć i nabrać sił na trudny czas, jaki ją czekał.

Dziewczyny stuknęły się kieliszkami i w wyśmienitych humorach wypiły cały zamówiony alkohol. Nagle Ivett zauważyła, że w tłumie ktoś im się przygląda.

– Hej, laski. – Szturchnęła koleżanki dość mocno. – Ten facet z Amarone, który postawił nam drinki, jest tutaj i gapi się na nas. – Dziewczyna dyskretnym ruchem głowy wskazała na mężczyznę.

– Idzie do nas – zauważyła nieco wstawiona Jennifer, która nie mogła powstrzymać śmiechu.

– Szybko, idziemy tańczyć, nie znajdzie nas w tłumie – zdecydowała Mikaela, pociągając za sobą koleżanki.

Pomknęły przed siebie prosto na zatłoczony parkiet. Z głośników wydobywała się sensualna muzyka. Zaczęły tańczyć w swoim gronie, nie dopuszczając do siebie mężczyzn. Uwielbiały to. Były w swoim żywiole. Mikaela zmysłowo poruszała biodrami, a kiedy podnosiła ręce, unosiła też swoje piękne włosy, które po chwili kusząco opadały kaskadą na plecy. Zamknęła oczy i seksownie poruszała się w rytm muzyki. Lubiła tańczyć, ale z powodu nadmiaru alkoholu, który zdążył uderzyć jej do głowy, znalazła się w nieco innym wymiarze. Wielu mężczyzn próbowało do niej podejść, wielu próbowało się przyłączyć lub porwać ją do wspólnego tańca, lecz ona na nikogo nie zwracała uwagi. Każdemu śmiałkowi wyraźnie dawała do zrozumienia, że nie jest nim zainteresowana. Była niedostępna i nikt nie mógł do niej dotrzeć.

Kontynuując swój ponętny taniec, odwróciła się, delikatnie zarzucając włosy na jedną stronę, i otworzyła oczy. Od niechcenia spojrzała na ludzi siedzących przy barze.

Nagle jej wzrok zatrzymał się na dłużej. Zobaczyła mężczyznę o ciemnooliwkowej skórze. Był dobrze zbudowany, umięśniony, bardzo przystojny. Sprawiał wrażenie tajemniczego. Dyskretnie ją obserwował. Ich spojrzenia się spotkały. Mikaela patrzyła na niego zmysłowo spod swoich długich gęstych rzęs, bezwiednie rozchylając usta. On z kolei spoglądał na nią z taką intensywnością, że poczuła zawroty głowy. Mężczyzna, nie spuszczając z niej wzroku, ujął w dłoń szklankę z rudozłotym alkoholem i pociągnął łyk trunku. Mikaela zauważyła, że ma silne ramiona i jest gustownie ubrany. Wyglądał inaczej niż mężczyźni, z którymi się dotąd spotykała. Spodobał jej się ten styl. Nieznajomy miał na sobie czarne dopasowane spodnie i białe sportowe buty. Beżową koszulę z jednej strony wypuścił, a z drugiej – nieco niedbale włożył w spodnie.

Mikaela, nie przestając tańczyć i wciąż na niego spoglądając, przygryzła wargę. Intrygował ją tajemniczy nieznajomy. Mężczyzna trzymał alkohol w jednej dłoni, a drugą rozpiął najwyższy guzik lnianej koszuli. To go zdradziło. Dziewczyna już wiedziała, jak na niego podziałała. Odniosła nawet wrażenie, że się do niej uśmiechnął, ale nie była o tym do końca przekonana. Za to przez cały czas świdrował ją wzrokiem. Był pewny siebie, a to spodobało jej się najbardziej. Zdziwiła się jednak, gdy w pewnym momencie, zamiast podejść do niej, nagle przestał na nią spoglądać, odwrócił się do kolegi i zaczął z nim rozmawiać.

Mikaela jeszcze nie przeżyła podobnej sytuacji. Żaden facet nigdy się jej nie oparł i nie zlekceważył jej w taki sposób. Oszołomiona nie chciała przyznać przed sobą, że nieznajomy ją onieśmiela. Był inny niż wszyscy, a to doprowadzało ją do szaleństwa. Nie zastanawiając się jednak dłużej nad jego zachowaniem, wróciła do swojego zmysłowego tańca. Poczuła dziwną ekscytację, której dawno nie doznała. Nie zdając sobie z tego sprawy, tańczyła jeszcze seksowniej i ponętniej. Tak bardzo chciała przykuć uwagę nieznajomego. Nie znała uczucia, gdy mężczyzna się jej opiera, a ona nie może dostać tego, czego pragnie. Przecież to ona przebierała w facetach, nie na odwrót. Przyłapała się na tym, że co jakiś czas zerka na nieznajomego, ale on nie spojrzał na nią już ani razu. Poczuła złość.

– Idziemy na drugą salę? – Ivett wyrwała ją z zamyślenia. – Mam dosyć tych smętnych rytmów.

– Ja też. Chodźmy, chodźmy… – zgodziła się Mikaela i zeszła z parkietu.

Pomyślała, że to dobry pomysł. Była zła na siebie, że nieznajomy tak zawrócił jej w głowie. To wydawało się najlepszym rozwiązaniem – zgubić go i o nim zapomnieć.

Po drodze dziewczyny poszły do toalety. Poprawiły makijaże i fryzury.

– Mikaela, czy jest ktoś, kto ci się spodobał? – zapytała Jennifer.

– Nie, nikt nie przykuł mojej uwagi. Wszyscy wyglądają tak samo – skłamała.

Nigdy by nie przyznała, że mężczyzna, który jej zaimponował, najwyraźniej nie był nią zainteresowany. Nawet jej samej trudno było w to uwierzyć.

Dziewczyny przeszły na drugą stronę lokalu. Tam rozbrzmiewała dynamiczna muzyka i podobnie jak poprzednio, było tłoczno.

– Podobają mi się te rytmy – zaszczebiotała Jennifer.

Ruszyły na parkiet i świetnie się bawiły. Mikaela przyłapała się na tym, że kilka razy przeczesała wzrokiem tłum w poszukiwaniu nieznajomego. Skarciła się za to w myślach. Na co liczyła? Że zostawi kumpla i przyjdzie tutaj? Zacznie z nią tańczyć? Przecież dał jej do zrozumienia, że nie jest nią zainteresowany, ale, jak widać, ona najwyraźniej nie potrafiła się z tym pogodzić. Aby wyrzucić z głowy te przykre myśli, poszła do baru na kolejnego drinka. Tym razem poprosiła o mocnego, z dużą ilością alkoholu. Wróciła na parkiet i zatraciła się w muzyce. Alkohol skutecznie pomógł jej zapomnieć o nieznajomym. Bawiła się w najlepsze. Co jakiś czas do niej i jej przyjaciółek podchodzili nowi śmiałkowie, próbując porwać je do wspólnej zabawy. Ivett i Jennifer zgodziły się na kilka tańców, ale Mikaela odprawiała wszystkich z kwitkiem.

Szalała w najlepsze, gdy nagle w tłumie znów zobaczyła jego. Serce zabiło jej mocniej, a oddech przyspieszył. Nieznajomy przyglądał jej się uważnie. Palił papierosa i wręcz pochłaniał ją wzrokiem. Mikaelę podniecały jego rozchylone usta, gdy wypuszczał z nich dym. Bezwiednie przygryzła wargę i spojrzała na niego seksownie, mrużąc oczy. Przez moment stali tak i spoglądali na siebie. Dziewczynie przemknęło nawet przez myśl, że może jej szukał i przyszedł na tę salę specjalnie dla niej. Mężczyzna usiadł na brzegu białej kanapy, co uświadomiło Mikaeli, że nie zamierza do niej podejść. Wiedziała, że ona też nie zrobi pierwszego kroku.

Wróciła do tańca, ale zdawało się, że zapomniała o wszystkich na parkiecie i tańczy tylko dla niego. On uważnie ją obserwował. Gdy przypadkiem dyskretnie oblizał usta, Mikaeli zaparło dech w piersi. Natychmiast zapragnęła posmakować jego warg, jego języka. Poczuła suchość w gardle. Z wrażenia ponownie przygryzła wargę, nabierając więcej powietrza w płuca i delikatnie unosząc swój kształtny biust. Nie uszło to uwadze mężczyzny, który, nie przestając na nią patrzeć, wciąż popijał alkohol. Siedział jak zahipnotyzowany. Nie spuszczając z niej wzroku, delikatnie przejechał palcami po swoich ustach. Na ten widok Mikaela oblizała swoje. Mimo że stali daleko od siebie, czuli wzajemne podniecenie.

– Mikaela, chodź do baru. Ivett ma mdłości i musi napić się wody. – Jennifer w brutalny sposób przerwała ich kontakt wzrokowy.

Mikaela, nieco oszołomiona, podążyła za koleżanką.

Zamówiły wodę dla Ivett. Gdy ta opróżniła szklankę, odezwała się:

– Dziewczyny, muszę wyjść na dwór. Nadal jest mi niedobrze. Chyba w ogóle muszę jechać do domu.

– W takim razie my też się zbieramy. Zamówię taksówkę – zdecydowała Jennifer, wyjmując z torebki telefon komórkowy.

– Jenn, zostań z nią tutaj, a ja pójdę po nasze rzeczy – odezwała się Mikaela, nieco już otrzeźwiona.

Kiedy były na schodach prowadzących do wyjścia, Mikaela tęsknym wzrokiem spojrzała ostatni raz w stronę parkietu. Znowu poczuła mocne uderzenia serca. Nieznajomy nadal tam stał, oparty o barierkę. Odprowadził ją wzrokiem do samego wyjścia. Mikaela zatrzymała się na moment i dyskretnie rozchyliła usta. Bardzo chciała zostać i dowiedzieć się o nim czegoś więcej, ale wiedziała, że nie zostawi przyjaciółki, gdy ta źle się czuje. Spojrzała na nieznajomego po raz ostatni i posyłając mu uśmiech, wyszła z lokalu.

Rozdział II

Mikaela wróciła do apartamentu około czwartej nad ranem. Gdy otworzyła drzwi, usłyszała dziwny trzask, a później szum. Wystraszona przez chwilę stała w przedpokoju, nie wiedząc, co zrobić. Nie zapaliła światła, bała się poruszyć. Po ciuchu ściągnęła szpilki i odstawiła je na bok. Chwyciła mosiężną figurkę stojącą na komodzie i najciszej, jak tylko potrafiła, ruszyła w stronę, skąd dobiegał hałas. Po kilku krokach była już pewna, że odgłosy dochodzą z korytarza na półpiętrze. Z bijącym sercem, rozglądając się dookoła, weszła po marmurowych schodach. Bała się tego, co zastanie, ale wiedziała, że musi sprawdzić, co jest źródłem hałasu. Zacisnęła dłonie mocniej na figurce. Tajemnicze dźwięki stawały się coraz głośniejsze. Poczuła, jak robi jej się gorąco, jak przyspiesza jej oddech i paraliżuje ją strach. Gdy podeszła bliżej, schowała się za ścianą, ściskając w ręku swój cenny posążek do samoobrony, i dyskretnie wyjrzała zza filara. Uff, to niedomknięte okno uderzało o futrynę. Mikaela odetchnęła z ulgą. Oparła głowę o ścianę i wzięła głęboki wdech. Gdy się uspokoiła, poszła je zamknąć. Była na siebie zła, bo nie pamiętała, czy przed wyjściem zostawiła je otwarte. Wszystko wydawało jej się coraz dziwniejsze. Postanowiła, że na drugi dzień zainstaluje w domu alarm.

Nieco spokojniejsza poszła do łazienki. Zmyła makijaż i wzięła szybki prysznic, by pozbyć się zapachu dyskoteki. Miała zamiar od razu zasnąć, bo już o dziesiątej rano musiała być w firmie. Położyła się do łóżka, ale jak na złość sen nie nadchodził. Przekręcała się bezradnie z boku na bok. No tak, przecież wypiła za dużo alkoholu, który nadal szumiał jej w głowie, a do tego prześladował ją obraz czarnych oczu wpatrzonych tylko w nią. Przyłapała się na tym, że próbuje sobie przypomnieć każdy szczegół wyglądu nieznajomego. Opiętą koszulę na jego torsie, silne ramiona, seksowne usta, kiedy wypuszczał dym z papierosa. Sama nie mogła się nadziwić, dlaczego tak ją to podniecało. Była zła za te myśli. Teraz, gdy ma tyle pracy, nie może zapuszczać się w krainę fantazji. Nie teraz. A poza tym wiedziała, że zauroczenie szybko minie. Jak zawsze. Nigdy nie potrafiła utrzymać bliższej relacji z ludźmi, wszystkich trzymała na dystans. Nie mogła jednak oprzeć się myśli, że nieznajomy był niezwykle męski, niezwykle tajemniczy. Odniosła wrażenie, że jest inny niż mężczyźni, których spotykała do tej pory.

W końcu odpłynęła w błogi sen. Obudziła się radosna i zrelaksowana. Nawet kac jej nie męczył, co było dość dziwne po wypiciu takiej ilości alkoholu. Czuła, że jest naprawdę wypoczęta. Przypomniała sobie poprzedni wieczór i jeszcze leżąc w łóżku, myślała o nieznajomym. O tym, że bardzo chciałaby ponownie go spotkać. Jego intensywny wzrok nie dawał jej spokoju. Na samą myśl o nim serce biło jej szybciej. Czuła podniecenie.

Pogrążając się w myślach o nieznajomym, straciła rachubę czasu, i gdy spojrzała na zegarek, natychmiast wróciła na ziemię. Był kwadrans po dziesiątej! Już dawno powinna być w pracy. Zwykle w te dni cała firma, oprócz działu produkcji, była zamknięta. Teraz jednak, gdy pracowali nad nową kolekcją ubrań, a pokaz mody, który zbliżał się coraz większymi krokami, miał być największym wydarzeniem tego sezonu w całym kraju – a może nawet na świecie – musieli pracować także w weekendy. Chęć przyjęcia zaproszenia na pokaz potwierdzili najważniejsi projektanci i krytycy ze świata mody. Mikaela i jej zespół musieli dać z siebie wszystko.

Szybko wybiegła z łóżka i wzięła prysznic, w pięć minut doprowadzając się do porządku. Ubrała się pospiesznie i zaklęła pod nosem, gdy nie mogła znaleźć portfela. Miała w nim tylko drobną gotówkę, na to mogła machnąć ręką, ale poza nią były tam wszystkie karty kredytowe i bankomatowe. Jeśli portfel się nie znajdzie, będzie musiała je zastrzec, co tylko przysporzy jej kłopotów.

Czuła, że sama jeszcze nie może prowadzić samochodu, więc wezwała taksówkę. Najwyższy czas zatrudnić osobistego kierowcę, który będzie czekał na nią codziennie rano. Tak, to postanowione!

Z jednej strony, była zła na siebie, że dała się wyciągnąć na tę imprezę właśnie w momencie, gdy miała nadmiar obowiązków zawodowych. Ale z drugiej, od dawna nie czuła się tak beztrosko. Na chwilę zapomniała o kłopotach. Obiecała sobie, że gdy wszystko już się trochę uspokoi, będzie częściej spotykać się z przyjaciółkami. Kiedy zeszła na parking, czekała już na nią taksówka. Zanim jednak Mikaela do niej wsiadła, podbiegł do niej ochroniarz.

– Dzień dobry – odezwał się mężczyzna.

– Witam – odpowiedziała.

Była zaintrygowana. Mieszkała na tym osiedlu jakiś czas, ale jeszcze nigdy nie zamieniła ani jednego zdania z pracownikami.

– Pani Mikaela Brown, prawda? – zapytał mężczyzna, uśmiechając się przyjaźnie.

– Tak. Czy coś się stało? – Była spóźniona. Zaczęła się irytować.

– To chyba pani zguba. – Mężczyzna wręczył jej portfel.

Mikaela spojrzała ze zdziwieniem. A więc jednak go zgubiła.

– Dziękuję. Pamięta pan, kto go przyniósł?

– Jakiś mężczyzna. Nie przyjrzałem mu się. Była noc. Mówił, że przechodził obok budynku, gdy wysiadała pani z taksówki i upuściła portfel. Pobiegł za panią, ale nie zdążył, bo szybko zniknęła pani za drzwiami budynku, i portfel zostawił u mnie.

Tłumaczenie wydawało się sensowne, ale mimo to Mikaela odczuwała dziwny niepokój. Najpierw to okno, a teraz portfel. Zajrzała do środka. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu: karty bankomatowe i kredytowe, nawet gotówka była nietknięta. Pomyślała, że to czysty przypadek. Dlaczego ktoś miałby kraść jej portfel tylko po to, by następnie zwrócić go z całą zawartością? Dziwne uczucie niepokoju nadal ją prześladowało. Spojrzała na zegarek i widząc, że jest już bardzo spóźniona, schowała zgubę do torebki i pożegnała się z ochroniarzem.

– Jeszcze raz dziękuję i życzę miłego dnia. – Posłała mężczyźnie uroczy uśmiech i wsiadła do taksówki.

– Wzajemnie. – Usłyszała za sobą.

Przed firmą była pięć minut przed jedenastą. Szybko wbiegła do budynku. Po drodze spotkała Claya. Portier jak zawsze był uśmiechnięty.

– Witam panią. Czy coś się stało z samochodem, że przyjechała pani dzisiaj taksówką? – zapytał z troską mężczyzna, który przez oszklone drzwi widział szefową podjeżdżającą pod gmach firmy.

– Nie, nic się nie stało. Wszystko w porządku, dziękuję, że się martwisz. Wybacz, Clay, ale teraz nie porozmawiamy. Od godziny trwa spotkanie z projektantami, a ja jestem spóźniona! Biegnę od razu do biura. – I nie czekając na odpowiedź, popędziła do windy.

Gdy drzwi się otwierały, usłyszała jeszcze za sobą:

– Szefowo, spokojnie. W końcu to pani firma. Pracownicy cierpliwie zaczekają. Proszę pamiętać, że szef nigdy nie jest spóźniony, to cała reszta przychodzi za wcześnie – zażartował.

Mikaela pomyślała, że portier ma rację. W końcu to ona była szefem, a  zachowuje się, jakby za to spóźnienie miała wylecieć z pracy. Tylko jak tu sobie odpuścić, gdy czeka ich tak duże wyzwanie i życiowa szansa? Poza tym gdyby nie jej upór, nie byłaby teraz tu, gdzie jest. Nie zaszłaby tak daleko.

W drodze do sali konferencyjnej natknęła się na Jelenę siedzącą w recepcji. Dziewczyna, jak zawsze schludnie ubrana, przeglądała stos papierów.

– Witaj, Mikaela. Jak się udała impreza? Po twoim pośpiechu widzę, że chyba nieźle i długo się bawiłaś… – Uśmiechnęła się, podnosząc głowę znad biurka.

– Kochana, było super, naprawdę cudownie, ale pogadamy później. Jestem już bardzo spóźniona. Błagam, zrób mi gorzką herbatę, po tych wszystkich drinkach świetnie mi zrobi. I zamów, proszę, coś do jedzenia, nie zdążyłam przygotować sobie śniadania, a trochę dziś tu posiedzę. Będę bardzo wdzięczna – poprosiła błagalnym tonem, zawzięcie szukając czegoś w torebce.

– Spokojnie, wszystko jest pod kontrolą. Są już twoi pracownicy, a gości zajęłam prezentacją multimedialną. Przed chwilą skończyli oglądać główną koncepcję przebiegu imprezy. Przyszłaś w odpowiednim momencie. – Sekretarka ją uspokoiła.

– Dziękuję, jesteś nieoceniona, nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła – pochwaliła ją szefowa i nie przedłużając już rozmowy, weszła do sali konferencyjnej.

Był to ogromny pokój z przeszkloną wschodnią ścianą, dzięki czemu wydawał się jeszcze większy. Dzień był piękny i słoneczny. Mikaela zastała projektantów przy pracy. Właśnie prowadzili ożywioną rozmowę na temat eventu. Dla każdego z nich miało to być jedno z ważniejszych wydarzeń w życiu zawodowym i wielka szansa na karierę.

Mikaela, patrząc, w jaki sposób pracują, jak zależy im na sukcesie firmy, była dumna z tak wspaniałego zespołu, z tego, że otacza się tak niezwykłymi ludźmi – ambitnymi, kreatywnymi i pracowitymi.

– Witam wszystkich – powiedziała radośnie, przerywając im na chwilę pracę.

Cała ekipa zwróciła się w jej stronę. Część skinęła tylko głowami, część odwzajemniła uśmiech. To byli chyba jedyni ludzie, z którymi spędzała tak dużo czasu i którym ufała. Wiedziała, że na każdą osobę może liczyć, że wszyscy są wobec niej lojalni. Przywitała się również z gośćmi i przeprosiła za spóźnienie.

– Jak wiecie, do pokazu zostało bardzo mało czasu, więc musimy trochę przyspieszyć. Potrzebuję raportu z każdego działu. Chcę wiedzieć, jak idą prace, na jakim jesteście etapie i z czym macie problem. – Szefowa zaczęła spotkanie, siadając u szczytu ogromnego stołu.

Kiedy omawiali wszystkie ważne sprawy, zadzwonił telefon Mikaeli. Spojrzała przelotnie na wyświetlacz. To Jennifer. Zapewne chciała wiedzieć, jak minęła jej noc – a właściwie ranek – i jak się czuje. Mikaela miała wyrzuty sumienia, że nie zainteresowała się zdrowiem Ivett, ale naprawdę nie miała kiedy. A poza tym wiedziała, że przyjaciółka jest w dobrych rękach – w końcu zajęła się nią Jennifer. Nie teraz – pomyślała i odrzuciła połączenie.

Po omówieniu raportu z każdego działu zaczęły się luźne rozmowy. Mikaela lubiła burzę mózgów, kiedy pracownicy prześcigali się w rzucaniu coraz to lepszych pomysłów. Korzystając z ogólnego zamieszania, wyszła na korytarz. Zobaczyła, że Jack zawzięcie omawia coś z Jeleną.

– Cześć, Jack – przerwała im. – Czy są już jakieś postępy w naszej sprawie?

– Cześć. Właśnie nad tym pracuję. Ogłosiłem już, że poszukujemy pracowników na stanowisko ochroniarza. Zbieramy CV i już w przyszłym tygodniu mam spotkanie z kandydatami. Dam znać, gdy pojawią się odpowiedni ludzie – poinformował mężczyzna.

– Dziękuję ci. Widzę, że masz wszystko pod kontrolą, więc czekam na rezultaty. Przyjmijmy kogoś szybko, bo trzeba zrobić szkolenie i przedstawić nowym pracownikom plany wrześniowego projektu.

– Za kilka dni wszystko będzie gotowe – zapewnił ją Jack.

Mikaela złapała go za ramię i delikatnie pociągnęła na bok.

– Jack, miałabym do ciebie jeszcze jedną prośbę – ściszyła głos do szeptu.

Ochroniarz przeczuwał, że to coś ważnego.

– Jak mogę ci pomóc? – zapytał, gotowy do działania.

– Proszę, znajdź dla mnie solidną firmę, która zajmuje się systemami alarmowymi. Chciałabym zamontować taki w  apartamencie. – Próbowała odgadnąć reakcję z jego twarzy.

– Coś się stało? – Mężczyzna był zaniepokojony.

– Nie… Ale tak na wszelki wypadek.

– Jasne. Zajmę się tym. Jeszcze dziś wyślę ci namiary mailem – obiecał.

– Dziękuję. Wracam na spotkanie, mamy sporo pracy. – Mikaela pożegnała się i skierowała kroki ku sali konferencyjnej.

– Do zobaczenia. Miłego dnia. – Usłyszała za sobą.

Spotkanie trwało jeszcze dwie godziny. Wszyscy byli usatysfakcjonowani, bo prace zgodnie z planem, szybko się posuwały. W tym czasie Mikaela zatwierdziła tkaniny do kolekcji letnich sukienek, wybrała rodzaj szampana na bankiet, zaakceptowała menu przekąsek i omówiła ogólną koncepcję z dekoratorką wnętrz. Była zadowolona z prac i postanowień tego dnia.

– Dziękuję wam bardzo serdecznie za owocne spotkanie. Wracajcie do pracy w swoich zespołach. Gdyby ktoś miał jeszcze jakieś pytania, będę cały dzień w swoim gabinecie. Jestem do waszej dyspozycji. Na kolejne spotkanie zapraszam w przyszły piątek, na godzinę dziesiątą. Miłego dnia. – Mikaela pożegnała się i wyszła, zabierając swoje rzeczy i segregatory z projektami.

Minęła recepcję, ale ponieważ nie było tam Jeleny, poszła prosto do swojego gabinetu. Na stoliku zobaczyła kubek herbaty, sok wyciśnięty ze świeżych pomarańczy i swój ulubiony makaron tagliatelle w sosie śmietanowym z kurczakiem, suszonymi pomidorkami, bazylią i białym winem. Do pudełka była dołączona kartka:

Smacznego (zjedz, zanim wystygnie). Miłego dnia! Jelena.

Mikaela uśmiechnęła się na ten widok. Prace się przedłużyły, więc i tak obiad musiała odgrzać, ale była niezmiernie wdzięczna Jelenie, bo żołądek już od godziny dawał o sobie znać. Powoli zjadła posiłek, delektując się każdym kęsem i popijając zimny sok. Kiedy była już nasycona, wróciła do pracy. Jej kalendarz z zadaniami wypełniony był po brzegi. Nie mogła jednak skupić się na obowiązkach. Spojrzała w okno i przypomniała sobie miniony wieczór. Nadal, gdy myślała o nieznajomym, dostawała dreszczy. Skarciła się za te myśli i wróciła do pracy. Pomyślała, że nadmiar obowiązków zawodowych jest teraz dla niej prawdziwym błogosławieństwem – dzięki temu nie będzie zawracać sobie głowy innymi sprawami. Nie może być rozkojarzona, bo musi dobrze przygotować event.

Usiadła wygodnie w dużym fotelu i jeszcze raz przejrzała listę gości zaproszonych na pokaz. Bała się, że o kimś zapomniała. Co prawda Jelena zrobiła to już trzy razy, a trzeba przyznać, że była rzetelną osobą. Zapewniała, że wszystko jest w porządku, ale Mikaela i tak na koniec wszystko sprawdzała sama. Nieważne, jak niezawodna byłaby jej sekretarka – ona i tak musiała się upewnić, że wszystko jest zgodne z planem i ustaleniami.

Mikaela przejrzała także listę z zadaniami, już wykonanymi, oraz tymi, którymi dopiero należało się zająć. Męczył ją fakt, że w firmie nadal brakowało około dziesięciu ochroniarzy. Wiedziała, że Jack wykona swoje zadanie najlepiej, jak potrafi, i wszystko będzie dopięte na ostatni guzik, ale nie lubiła, kiedy na dwa miesiące przed tak ważnym wydarzeniem zostało tyle pracy. Otrzymała mail od Jacka. Tak jak obiecał, wysłał jej dane firmy montującej alarmy. Nie musiała jej sprawdzać – wiedziała, że Jack zrobił to skrupulatnie. Zadzwoniła pod wskazany numer i umówiła się na wieczór. Nie chciała dłużej z tym czekać. Wolała spać spokojnie. Bezpieczeństwo ceniła sobie przede wszystkim.

O godzinie dziewiętnastej miała już zrobione wszystko, co zaplanowała na ten dzień, więc postanowiła zakończyć pracę i wrócić do swojego ulubionego apartamentu.

W mieszkaniu zdążyła się tylko przebrać w wygodne ubranie i zjawili się monterzy. Dwóch młodych mężczyzn w krótkim czasie uwinęło się z robotą i zapewniło Mikaelę, że nie ma ryzyka, aby bez ich wiedzy do mieszkania wszedł ktoś niepożądany.

Niecałą godzinę później dziewczyna siedziała już w hamaku na tarasie. To miejsce lubiła szczególnie. Urządziła go razem ze znaną i cenioną dekoratorką wnętrz, według własnego projektu. Wszystko było w jej ulubionych jasnych kolorach. Podłogę pokryto białymi deskami, a w lewym narożniku stał ogromny, bardzo wygodny komplet wypoczynkowy, na którym leżało mnóstwo białych i szarych puchatych poduszek. Obok stały dwa identyczne szklane stoliki różniące się tylko wielkością. Uroku i przytulności dodawały białe lampiony. Biały był ulubionym kolorem Mikaeli. W mieszkaniu panowała też niepisana zasada, by pić tylko jasne napoje.

Mikaela nalała sobie lampkę białego wina, otworzyła segregator z pustymi kartkami i leżąc wygodnie, zaczęła szkicować. Ostatnio wpadła na pomysł, aby zaprojektować kolekcję bielizny – seksownej, zmysłowej i bardzo kobiecej. Gdyby wzięła się od razu do pracy, zdążyłaby wszystko uszyć i przedstawić na wrześniowym pokazie.

Kiedy praca szła w najlepsze i puste kartki wypełniały się szkicami, zadzwonił telefon. Odłożyła wino i sięgnęła po aparat. To Jennifer. W tym momencie Mikaela przypomniała sobie, że przyjaciółka już raz dzwoniła, a ona zapomniała się z nią skontaktować. Odebrała od razu.

– Cześć, Jenn. Zapomniałam oddzwonić, przepraszam, ale miałam dziś dużo pracy. – Od razu zaczęła się usprawiedliwiać.

– No właśnie – zgodziła się przyjaciółka. – Pół dnia zastanawiałyśmy się z Ivett, co się z tobą dzieje. Miałyśmy nawet plan, by przyjechać do ciebie i sprawdzić, czy wszystko w porządku.

– Przepraszam, naprawdę mam teraz dużo pracy. Niedługo pokaz mody, a tu prawie nic nie jest gotowe. Zaczynam się denerwować. Nawet nie wiem, kiedy uciekł mi dzisiaj cały dzień – tłumaczyła się.

– Nie masz czym się stresować, wiesz, że jesteś najlepsza. A poza tym będziemy siedzieć z Ivett w pierwszym rzędzie i cię wspierać – zapewniła Jennifer.

– Zapomniałam zapytać! Jak się czuje Ivett? Tak mi głupio, ale naprawdę wyleciało mi to z głowy. – Mikaela się zawstydziła.

– Już dobrze, nic jej nie jest. Zapomniała, że w ogóle coś jej dolegało, i dziś znowu chce iść do tego klubu, żeby potańczyć. Spodobało jej się.

Mikaela dałaby sobie uciąć rękę, że Jennifer, mówiąc to, przewróciła oczami.

– Jak ona to robi, że ma tyle siły na ciągłe imprezowanie? – dziwiła się Mikaela.

– Ogólnie to my obie mamy dużo siły, bo idziemy tam razem, a dzwonię cię uprzedzić, że idziesz z nami! – zakończyła triumfalnie Jennifer.

– Nie ma mowy. Mam mnóstwo pracy. Właśnie zaczęłam tworzyć nowy projekt – protestowała Mikaela.

– Nie przyjmuję odmowy. Ty wiecznie pracujesz, a trzeba zacząć żyć. Mam dobrą informację dla ciebie: praca nie ucieknie.

Mikaela pomyślała, że przyjaciółka ma rację i nic się nie stanie, jeśli zrobi sobie przerwę. Miała też cichą nadzieję, że w klubie spotka przystojnego nieznajomego.

– Dobrze, ale pójdę tylko na dwie godziny, bo jutro od rana muszę pracować. – Mikaela zgodziła się w końcu na propozycję Jennifer.

– Dobrze, dobrze. Dwie godziny i grzecznie wracasz do domu. – Jennifer się ucieszyła, że nie musiała długo namawiać Mikaeli na wspólną zabawę.

– Podjadę po was taksówką około dwudziestej trzeciej. Może być? – zaproponowała Mikaela.

– Doskonale. W takim razie będziemy czekać pod domem Ivett. Do zobaczenia. – Jennifer pożegnała się i zakończyła rozmowę.

Mikaela już zaczęła w myślach przeczesywać swoją garderobę w poszukiwaniu idealnej kreacji. Przez moment pomyślała, że może znów spotka tajemniczego nieznajomego. Bardzo ją intrygował, był dla niej wyzwaniem. Szybko jednak odrzuciła tę myśl – nie mogła się przecież rozpraszać. Pobiegła pod prysznic. Tego wieczoru wybrała żel od Versace, który dodaje świeżości i pozostawia skórę miękką oraz nawilżoną.

Umyła głowę, ogoliła nogi i wytarła ciało delikatnym ręcznikiem. Rozczesała dokładnie włosy i wysuszyła je. Tym razem ich nie prostowała. Wyciągnęła lokówkę i zrobiła delikatne, naturalnie wyglądające fale. Sama przyłapała się na tym, że w przygotowania wkłada więcej zaangażowania niż zwykle. Codziennie dbała o siebie, ale teraz robiła się wręcz na bóstwo. Jakby na coś czekała. Odczuwała podniecenie i zniecierpliwienie.

Bardzo starannie wykonała również makijaż. Ciemniejszym cieniem podkreśliła oczy, a usta pomalowała błyszczykiem o jasnej barwie. Kiedy skończyła, pobiegła do garderoby. Wyjęła z szafy najlepszy komplet koronkowej bielizny i założyła cieliste pończochy. Przez chwilę nawet przestraszyła się tymi przygotowaniami. Kolejny raz przyłapała się na tym, że szykuje się dla nieznajomego z klubu. Nie dopuszczała do siebie myśli, że może go już więcej nie spotkać. Nie chciała przyznać tego przed sobą, ale poczułaby ogromne rozczarowanie i zawód, gdyby tak się stało.

Mikaela przymierzyła chyba z tuzin sukienek, zanim zdecydowała się na białą, obcisłą, z dwoma seksownymi rozcięciami po bokach. Dziś chciała wyglądać zniewalająco i zmysłowo. Była opalona, więc kreacja prezentowała się na niej zjawiskowo. Dopasowała do niej jasne szpilki, użyła swoich najlepszych perfum i przejrzała się w lustrze. Była gotowa. Chyba po raz pierwszy o czasie. Oczywiście nie uszło to uwadze koleżanek.

– Nie wierzę. Mikaela Brown jest punktualna… Jenn, zapisz to w kalendarzu, bo więcej nie doświadczymy tego cudu – zażartowała Ivett. Była naprawdę zdziwiona.

– Nie marudź, wsiadaj, bo mam tylko dwie godziny. – Mikaela przewróciła oczami na znak zniecierpliwienia.

– To się jeszcze okaże – burknęła pod nosem Jennifer.

Przyjaciółki wsiadły do taksówki i ruszyły w stronę klubu.

Po dwudziestu minutach były na miejscu. Drzwi otworzył im ochroniarz i poprowadził je osobnym wejściem do prywatnego VIP-roomu. Mikaela była jedną z najbogatszych kobiet w kraju i miała spore udziały w tym lokalu. Właściciel bardzo się starał, aby czuła się w nim komfortowo, dbał, by miała zapewnione wszystkie wygody. Przydzielił jej też prywatną ochronę. Nie mógł pozwolić sobie na to, by na ich dotąd nieskazitelnej reputacji pojawiła się choćby najmniejsza rysa. Poza tym nazwisko Brown przyciągało tłumy. Niektórzy chcieli bliżej poznać Mikaelę, inni po prostu mieli nadzieję na ogrzanie się w jej blasku. To ostatnie było jednak trudne, gdyż tylko nieliczni z jej kręgu mogli się do niej zbliżyć.