Wydawca: Karakter Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Rzeczy, których nie wyrzuciłem ebook + audiobook

Marcin Wicha  

4.30769230769231 (39)
Bestseller Promocja

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo
24,90 21,16
Do koszyka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 122 Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 3 godz. 26 min Lektor: Marcin Popczyński

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 3 godz. 26 min Lektor: Marcin Popczyński

Opis ebooka Rzeczy, których nie wyrzuciłem - Marcin Wicha

Co zostaje po śmierci bliskiej osoby? Przedmioty, wspomnienia, urywki zdań?  Narrator porządkuje książki i rzeczy pozostawione przez zmarłą matkę. Jednocześnie rekonstruuje jej obraz – mocnej kobiety, która w peerelowskiej, a potem kapitalistycznej rzeczywistości umiała żyć wedle własnych zasad.  Wyczulona na słowa, nie pozwalała sobą manipulować, w codziennej walce o szacunek – nie poddawała się. Była trudna. Była odważna.

W tej książce nie ma sentymentalizmu – matka go nie znosiła – są za to czułość, uśmiech i próba zrozumienia losu najbliższej osoby. Jest też opowieść o tym, jak zaczyna odchodzić pierwsze powojenne pokolenie, któremu obiecywano piękne życie.

Właśnie tak gorszyła zacne panie. Warczała na nauczycielki. Pacyfikowała sprzedawców. Kazała milczeć antysemickim taksówkarzom. Nie reagowała na nasze: „Po co to robisz?”.

[fragment książki]

Opinie o ebooku Rzeczy, których nie wyrzuciłem - Marcin Wicha

Fragment ebooka Rzeczy, których nie wyrzuciłem - Marcin Wicha

Wstęp

To jest hi­sto­ria o rze­czach. I jesz­cze o ga­da­niu. Czy­li – o sło­wach i przed­mio­tach. Jest to tak­że książ­ka o mo­jej mat­ce, i z tego po­wo­du nie bę­dzie zbyt we­so­ła.

Kie­dyś są­dzi­łem, że lu­dzi pa­mię­ta­my, do­pó­ki mo­że­my ich opi­sać. Te­raz my­ślę, że jest od­wrot­nie: są z nami, do­pó­ki nie umie­my tego zro­bić.

Do­pie­ro mar­twych lu­dzi mamy na wła­sność, zre­du­ko­wa­nych do ja­kie­goś ob­raz­ka czy kil­ku zdań. Po­sta­ci w tle. Te­raz już wia­do­mo – byli tacy albo śma­cy. Te­raz mo­że­my pod­su­mo­wać całą tę szar­pa­ni­nę. Roz­plą­tać nie­kon­se­kwen­cje. Po­sta­wić krop­kę. Wpi­sać wy­nik.

Ale jesz­cze nie wszyst­ko pa­mię­tam. Do­pó­ki nie mogę ich opi­sać, jesz­cze tro­chę żyją.

Czter­dzie­ści lat temu – nie ro­zu­miem, dla­cze­go aku­rat ta roz­mo­wa na­gra­ła się w mo­jej pa­mię­ci – na­rze­ka­łem na ja­kąś au­dy­cję edu­ka­cyj­ną w Pol­skim Ra­diu, a moja mat­ka po­wie­dzia­ła: „Nie wszyst­ko w ży­ciu da się za­mie­nić na śmiesz­ne hi­sto­ryj­ki”. Wie­dzia­łem, że to praw­da. Mimo to pró­bo­wa­łem.

W książ­ce o de­si­gnie wspo­mnia­łem, że w na­szych eg­zem­pla­rzach mie­sięcz­ni­ka „Ty i Ja” bra­ko­wa­ło stron z prze­pi­sa­mi ku­li­nar­ny­mi. Tym ra­zem na­pi­szę, jak je od­na­la­złem.

Trud­na sztu­ka ro­bie­nia awan­tur na po­czcie

– Chciał­bym od­wo­łać abo­na­ment ra­dio­wo-te­le­wi­zyj­ny mo­jej mat­ki, gdyż zmar­ła.

– O kur­czę.

– No tak.

– Nie o to cho­dzi, tyl­ko jak abo­na­ment, to le­piej w okien­ku C. Pan weź­mie nu­me­rek i ko­le­żan­ka panu po­wie. – W tym mo­men­cie w jej oczach po­ja­wia się błysk. Po­mysł na pso­tę. – Le­piej niech pan idzie do in­for­ma­cji.

Je­stem pu­łap­ką. Zgni­łym ja­jem. Moż­na mnie pod­rzu­cić ko­le­żan­ce z okien­ka C (ku­szą­ca myśl). Ale moż­na – myśl jesz­cze bar­dziej uro­cza – we­pchnąć tej cwa­nia­rze, któ­ra od rana sie­dzi na in­for­ma­cji i sprze­da­je ak­tu­al­ną ofer­tę: ko­per­ty, ko­sme­ty­ki eko­lo­gicz­ne oraz zbiór opo­wia­dań Ali­ce Mun­ro3.

– Chciał­bym od­wo­łać abo­na­ment ra­dio­wo-te­le­wi­zyj­ny mo­jej mat­ki – za­czy­nam.

Stuk, stuk, skrob – tip­sy dra­pią o kla­wia­tu­rę.

– Taka pani nie pła­ci­ła abo­na­men­tu.

– Jak to nie pła­ci­ła?

– Od 1996 roku nie pła­ci­ła.

– Mam hi­sto­rię ra­chun­ku – oświad­czam.

– Niech pan po­ka­że.

Ale moja prze­wa­ga na­tych­miast top­nie­je.

– Dla­cze­go tyl­ko sie­dem­na­ście zło­tych pła­ci­ła?

– Nie wiem.

– To kto ma wie­dzieć? – sy­czy. – Abo­na­ment tyle nie kosz­tu­je.

Książ­ka Ali­ce Mun­ro ma la­kie­ro­wa­ną okład­kę. Jest na niej czar­no-bia­łe zdję­cie ko­bie­ty bez gło­wy. Sło­necz­ne bli­ki tań­czą po la­kie­rze, a obok stoi roz­kła­da­na kart­ka ko­mu­nij­na i pa­pie­ro­wy kur­czak. By­ło­by za­baw­nie wró­cić do domu i po­wie­dzieć: „Po­patrz, ku­pi­łem na po­czcie tom ka­na­dyj­skiej no­blist­ki”.

– Co to za nu­mer kon­ta jest w ogó­le? I cze­mu w Byd­gosz­czy?

– Nie wiem, ale moja mat­ka pła­ci­ła pani fir­mie co mie­siąc sie­dem­na­ście zło­tych – mó­wię har­do.

– Może spła­ca­ła kre­dyt w ban­ku pocz­to­wym?

– Nie spła­ca­ła.

– A skąd pan wie?

Pró­bu­ję so­bie wy­obra­zić mat­kę, jak po­ta­jem­nie za­cią­ga, a po­tem spła­ca kre­dyt w ban­ku pocz­to­wym w Byd­gosz­czy.

Sły­szę szmer ko­lej­ki. Kil­ka osób chce ku­pić za­le­głe kart­ki wiel­ka­noc­ne lub opła­cić ra­chun­ki. Za­czy­na­ją się nie­cier­pli­wić.

Pod­no­szę wzrok na pra­cow­ni­cę Pocz­ty Pol­skiej.

– Pro­szę nie mó­wić do mnie tym to­nem – rzu­cam.

To klu­czo­wy mo­ment. Chwi­la, o któ­rej pi­sał po­eta Ka­wa­fis:

Dla nie­któ­rych lu­dzi przy­cho­dzi taka go­dzi­na,

Kie­dy mu­szą po­wie­dzieć wiel­kie Tak

albo wiel­kie Nie.

Urzęd­nicz­ka musi prze­my­śleć swo­ją stra­te­gię. Po­nie­waż do­tąd jej „Nie” to było tyl­ko małe „Nie”. Zwy­kłe, ru­ty­no­we „Nie”. Ta­kie „Nie”, któ­re li­czy, że a nuż się uda. Że się znie­chę­cę i znik­nę ra­zem z ak­tem zgo­nu i hi­sto­rią ra­chun­ku.

Pierw­sze „Nie” to pa­na­dol. Her­ba­ta z ma­li­na­mi. Na­dzie­ja, że samo ja­koś przej­dzie. Ro­zej­dzie się po ko­ściach. Samo się za­ła­twi. Po­chop­ne kiw­nię­cie gło­wą, apro­bu­ją­cy po­mruk, nie­znacz­ny ruch po­wiek mogą być po­trak­to­wa­ne jak po­twier­dze­nie, zgo­da, cy­ro­graf nie­bie­skim dłu­go­pi­sem. Pod­pis elek­tro­nicz­ny z okrąg­łą pie­czę­cią. A wte­dy już ko­niec.

– Pro­szę do mnie nie mó­wić tym to­nem. – Na­dy­mam pod­gar­dle i stro­szę pió­ra.

Jak w tań­cu, ryt­micz­nie i har­mo­nij­nie, zmie­rza­my do punk­tu, któ­ry nosi na­zwę: „Ja Na Pana Nie Krzy­czę”.

– Pro­szę na mnie nie krzy­czeć.

– Ja na pana nie krzy­czę.

– Wła­śnie że pani krzy­czy.

– Pan krzy­czy. Krzy­czeć to pan so­bie może w domu na żonę, a nie w urzę­dzie pocz­to­wym.

– On krzy­czy – po­twier­dza chór klien­tów. – A lu­dziom się spie­szy.

– Ona krzy­czy – rzu­ca chór klien­tów, któ­rzy mają nu­mer­ki do in­ne­go okien­ka.

Jesz­cze nic nie jest prze­są­dzo­ne. Sto­imy na roz­sta­ju. Jed­na dro­ga pro­wa­dzi do: chcę roz­ma­wiać z pani prze­ło­żo­nym – pro­szę bar­dzo – na­pi­szę skar­gę – niech pan pi­sze – ow­szem na­pi­szę – i roz­pacz­li­wych prób trza­śnię­cia drzwia­mi.

Ale jesz­cze mo­że­my pójść dro­gą de­eska­la­cji.

– Ja mó­wię nor­mal­nie, panu coś się prze­sły­sza­ło – stwier­dza urzęd­nicz­ka po­jed­naw­czo.

– Z pew­no­ścią – przy­zna­ję. – Więc jak z tym abo­na­men­tem?

Zgrzyt, stuk, szu­ru buru – tip­sy skro­bią nie­mal przy­jaź­nie.

– Może to za ra­dio?

Na­pię­cie spa­da. Okrę­ty zmie­nia­ją kurs. Sa­mo­lo­ty wra­ca­ją do bazy. Ko­lej­ka wzdy­cha.

Pań­stwa upa­da­ją. Świę­te pra­wa wła­sno­ści prze­cho­dzą z rąk do rąk. Na po­li­ty­ków cze­ka try­bu­nał sta­nu albo sąd w Ha­dze. Tyl­ko urzęd­nicz­ki są wiecz­ne. Po­tęż­niej­sze od pre­mie­rów, pre­zy­den­tów i se­kre­ta­rzy. Po­nie­waż ich su­per­mo­cą jest obo­jęt­ność.

Mogą za­pa­łać sym­pa­tią albo na­je­żyć się z nie­chę­ci. Ale to tyl­ko po­zór. One są ewo­lu­cją. My ga­tun­kiem ska­za­nym na wy­mar­cie. Tłu­stym nie­lo­tem. Ocię­ża­łym przed­sta­wi­cie­lem wiel­kiej fau­ny i la­sem pier­wot­nym.

Re­dak­cja: Mał­go­rza­ta Szczu­rek

Opie­ka re­dak­cyj­na: Ewa Ślu­sar­czyk

Ko­rek­ta: Ka­mil Bo­gu­sie­wicz

Pro­jekt gra­ficz­ny: Prze­mek Dę­bow­ski

Kon­wer­sja do for­ma­tów EPUB i MOBI: Mał­go­rza­ta Wi­dła

Co­py­ri­ght © by Mar­cin Wi­cha, 2016

ISBN 978-83-65271-44-0

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

ul. Gra­bow­skie­go 13/1, 31-126 Kra­ków

ka­rak­ter.pl

Za­pra­sza­my in­sty­tu­cje, or­ga­ni­za­cje oraz bi­blio­te­ki do skła­da­nia za­mó­wień hur­to­wych z atrak­cyj­ny­mi ra­ba­ta­mi.

Do­dat­ko­we in­for­ma­cje do­stęp­ne pod ad­re­sem sprze­daz@ka­rak­ter.pl oraz pod nu­me­rem te­le­fo­nu 511 630 317

3 Kil­ka mie­się­cy póź­niej miej­sce po­wie­ści Ali­ce Mun­ro za­ję­ły książ­ki o żoł­nier­zach wy­klę­tych.