Wydawca: Impuls Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 955 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Przemoc stosowana przez kobiety - Marian Cabalski

W opinii społecznej i licznych publikacjach funkcjonuje głęboko zakorzeniony stereotyp, że zjawisko przemocy ma charakter jednostronny: sprawcą przemocy jest mężczyzna, natomiast kobieta jawi się jako jej ofiara. Ten stereotyp jest tak głęboko osadzony w świadomości społecznej, że nie dostrzega się procesów i zdarzeń społecznych, które coraz dobitniej temu przeczą. Każdy publicznie nagłośniony akt przemocy ze strony kobiety w stosunku do dziecka czy dorosłej ofiary traktuje się ciągle jako odosobniony incydent, a nie utrwalającą się tendencję i wynik postępujących na naszych oczach zmian cywilizacyjnych. Taki coraz bardziej skrzywiony obraz życia społecznego, obejmujący wzajemne relacje między kobietami i mężczyznami w domu i w pracy, przynosi poważne konsekwencje dla życia zbiorowego: rozpad rodziny, wzrost liczby rozwodów, spadek liczby satysfakcjonujących związków, szerzenie się kultury singli, zmiany w sferze preferowanych systemów wartosci, narastanie zjawiska maskulinizacji kobiet i zniewieścienia mężczyzn, niepokojące zmiany demograficzne.

 

Kobiety przejmują męskie wzorce zachowania, w tym również te, które polegają na agresywności i stosowaniu przemocy. W polecanej monografii autor przytacza argumenty na poparcie tezy, że współcześnie obie płcie sytuują się zarówno po stronie sprawców, jak i ofiar przemocy. Liczy, że właściwe zrozumienie charakteru przemocy w relacjach damsko-męskich będzie korzystne dla obu stron, w tym zdecydowanie dla kobiet, którym pomoże spojrzeć na przemoc także z innej perspektywy. Autor ma także nadzieję, iż sporządzone opracowanie pobudzi inicjatywy naukowe, służące wypracowaniu strategii i technik zapobiegania i przeciwdziałania opisanym postaciom i formom przemocy stosowanej przez kobiety, w tym domowej.

Do kogo może być kierowana ta publikacja?

Opracowanie jest adresowane do przedstawicieli nauk społecznych zajmujących się badaniem społecznych ról płci, interakcjami kobiet i mężczyzn oraz szybkim rozwojem tzw. kultury „unisex”. Jego odbiorcami staną się również reprezentanci licznych zawodów zajmujących się prawnymi, psychosocjologicznymi i kryminologicznymi aspektami życia rodzin oraz bliskich związków mężczyzn i kobiet.

Opinie o ebooku Przemoc stosowana przez kobiety - Marian Cabalski

Fragment ebooka Przemoc stosowana przez kobiety - Marian Cabalski

Marian Cabalski

Przemoc stosowana przez kobiety

Studium kryminologiczne

Oficyna Wydawnicza Impuls

Kraków 2014

Katarzyna Korpolewska

Słowo wstępne

 

Nie tylko kobiety są ofiarami przemocy. Choć schematy społeczne jednoznacznie opisują kobietę jako stronę słabszą, a mężczyznę jako napastnika, czasem to właśnie kobiety są inicjatorkami, a niekiedy również sprawczyniami przemocy. Kobiety bywają agresywne podobnie jak mężczyźni.

Dyskusje na temat równouprawnienia spowodowały, że zaczyna się mówić o zjawiskach, które przełamują schematyczne spojrzenie na rzeczywistość relacji damsko-męskich. Kobiety potrafią ranić, poniżać, upokarzać. Napastowani mężczyźni zachowują się podobnie jak kobiety będące ofiarami przemocy. Próbują odnajdować w sobie winę, mają poczucie odpowiedzialności za agresywne zachowanie partnerki. W napięciu oczekują kolejnego wybuchu, po którym następuje szok, a potem łagodzenie sytuacji i składanie obietnic szczęśliwych chwil.

Mężczyzna doświadczający cyklu przemocy traci poczucie własnej wartości, wiarę w możliwości dokonania zmiany, czuje się bezradny i uwikłany w trudny do zrozumienia układ relacji. Często traci autorytet w oczach dzieci. Przestaje być dla nich ostoją bezpieczeństwa, skoro nie potrafi wywalczyć dla siebie odpowiedniej pozycji w rodzinie. Jest postrzegany jako życiowy nieudacznik, z którego matka jest niezadowolona i przez którego dochodzi do konfliktów. Dzieci nie zawsze rozumieją, co się w domu dzieje. Widzą ojca wycofującego się, słyszą oskarżenia matki i często relacje między rodzicami oceniają w kategoriach „wygrany – przegrany”.

Pewien mężczyzna przez wiele lat po rozwodzie rodziców nie utrzymywał kontaktów z ojcem. Dopiero z powodu sytuacji osobistej, w której się znalazł, postanowił spotkać się z nim. Partnerka zawiadomiła go, że jest w ciąży, a on panicznie bał się zawarcia małżeństwa. Chciał mieć dziecko, własny dom, ale nie był gotów, aby zostać mężem. Okazało się, że głębokim źródłem niepokoju były relacje między jego matką i ojcem. Dzieciństwo wypełniały mu konflikty i głośne awantury. Osobą inicjującą przemoc była matka. Ojciec starał się wycofywać, ale im bardziej unikał konfrontacji, tym bardziej napastliwa stawała się matka. Syn zapamiętał, jak bardzo ojciec był upokarzany. Pogardzał nim, bo pamiętał, że przez całe lata biernie znosił poniżenie. Bał się małżeństwa, gdyż nie chciał stać się ofiarą agresji ze strony kobiety. Dopiero spotkanie z ojcem pozwoliło mu zrozumieć jego postawę. Ojciec chciał uniknąć eskalacji przemocy. Ze względu na syna nie podnosił głosu, nie odpowiadał na zaczepki. Nie chciał stać się w oczach własnego dziecka awanturnikiem, agresorem. O rozwód wystąpił dopiero wtedy, gdy syn stał się pełnoletni. Z perspektywy lat okazało się, że obaj byli ofiarami przemocy w rodzinie.

Podczas szkoleń na temat przemocy domowej, które prowadzę dla sędziów i prokuratorów, jestem często pytana, dlaczego w przytaczanych wynikach badań mowa jest wyłącznie o kobietach jako ofiarach przemocy. Odpowiadam niezmiennie: bo o tym wiemy. Mężczyźni na ogół nie przyznają się do tego, że są lub byli ofiarami przemocy ze strony żony. Nie chcą występować w pozycji ofiary. Ten temat wydaje się im wstydliwy, odbierający im godność i siłę. Można wręcz powiedzieć, że mężczyźni jako ofiary przemocy często znajdują się w gorszej pozycji niż kobiety. Żona maltretowana przez męża zasługuje na współczucie. A na co może liczyć mąż pobity przez kobietę? Zdarza się, że bywa wyśmiewany, wyszydzany i uważany za niewiarygodnego.

Czterdziestoletni mężczyzna przyjechał na ostry dyżur szpitalny z głęboką raną ciętą. Lekarz, który usłyszał, że to żona dźgnęła go nożem, wybuchnął śmiechem. „Taki rosły mężczyzna i nie radzi sobie z kobietą?! Trzeba było ją palnąć w łeb” – skomentował. Pacjent tłumaczył, że próbował się bronić, ale nie byłby w stanie uderzyć kobiety. Lekarz i pielęgniarki tylko kręcili głowami. Nie chcieli uwierzyć i nie skąpili zranionemu mężczyźnie jadowitej ironii. Ten sam mężczyzna kilka miesięcy później wystąpił o rozwód bez orzekania o winie. Nie chciał zostać potraktowany w sądzie w podobny sposób.

Zdarza się też, że mężczyzna będący ofiarą przemocy zostaje oskarżony o to, iż jest jej sprawcą. Na zakończenie awantury, którą słyszeli wszyscy sąsiedzi, żona wzywa policję i ze łzami w oczach przekonuje, że mąż chciał ją zabić. Policjanci nie dają wiary, że to żona zniszczyła wiele domowych sprzętów. Bardziej prawdopodobne wydaje się im, że zrobił to mąż w napadzie szału. Założona Niebieska Karta stała się kolejnym pretekstem do gróźb i szantaży ze strony małżonki.

Czasem, kiedy dochodzi do rozwodu, żony oskarżają mężów o przemoc. To daje im możliwość uzyskania orzeczenia o winie męża i status osoby pokrzywdzonej, nad którą użalają się bliscy i znajomi. Jest to też swoisty akt zemsty wobec mężczyzny, który nie spełnił oczekiwań lub nie wytrzymał napiętej atmosfery związku. Znam przypadki małżeństw, w których doszło do oskarżenia męża o przemoc, ku zdziwieniu rodziny, znajomych i samego zainteresowanego. Jedna z kobiet po złożeniu pozwu rozwodowego udała się natychmiast po pomoc do psychologa, a także zaczęła uczestniczyć w grupie wsparcia dla ofiar przemocy domowej. Rodzina była zaskoczona, ale przyjęła, że szczęśliwe pożycie małżeńskie było pozorem, pod którym kryła się prawdziwa kobieca tragedia. W innej znanej mi sytuacji kobieta po rozwodzie przez wiele lat karmiła dzieci opowieściami o okrucieństwie ojca. Doprowadziło to oczywiście do wypaczenia relacji z ojcem, a później także do poważnych problemów w funkcjonowaniu psychicznym dzieci.

Często w walce o prawa do sprawowania funkcji rodzicielskich mężczyźni stają się po raz kolejny ofiarami kobiet. Poradnie diagnostyczne, do których kierowani są przez sąd rodzice, zatrudniają przede wszystkim kobiety. Panie psycholog i pedagog w wielu przypadkach próbują za wszelką cenę udowodnić, że ojciec jest gorszym rodzicem. Zwykle rozmowa z matką zajmuje dwie godziny, a na rozmowę z ojcem pozostaje kwadrans. Matka wypełnia testy psychologiczne w skupieniu, bez ograniczenia czasowego. Ojciec jest poganiany i musi w bardzo krótkim czasie odpowiedzieć na pytania wymagające zastanowienia. Język sporządzonej diagnozy także nie pozostawia wątpliwości, kto jest osobą faworyzowaną (na przykład „Matka nie pije alkoholu. Ojciec nie przyznaje się do picia alkoholu”; „Matka ma dobry kontakt z córką. Ojciec twierdzi, że ma dobry kontakt z córką”).

Drobne sformułowania tworzą aurę korzystnej opinii wokół matki i wielu wątpliwości wokół ojca. Sam przebieg badania może być traumatyczny dla mężczyzny. Złośliwe komentarze i uwagi wygłaszane w trakcie badania są trudne do zniesienia. Oto przykłady: „Tak panu zależy na dzieciach? To może trzeba było bardziej dbać o swoje małżeństwo”; „Zabierze pan sobie dzieci w niedzielę na spacer i starczy”. Niestety takie zachowania są w dalszym ciągu bezkarne.

Nierzadko kobiety mszczą się na swoich partnerach, utrudniając im kontakty z dziećmi lub kształtując negatywne nastawienie wobec ojca. Tymczasem dzieci potrzebują obojga rodziców, nawet jeśli ci nie prowadzą wspólnego życia. Zemsta na eksmałżonku trwa czasem długo po rozwodzie. Nocne telefony, przesadzone informacje o stanie zdrowia dziecka, obwinianie partnera o niepowodzenia szkolne dziecka, brak kolegów lub zainteresowań – to tylko niektóre przykłady działań, które nie pozwalają zapomnieć o zakończonym związku.

Przemoc ze strony kobiet ma czasem bardzo wyrafinowaną formę. Najłatwiej rozpoznawalna jest przemoc fizyczna. Uderzanie, rzucanie przedmiotami, popychanie czy zranienie to zachowania ewidentnie wskazujące na agresję. Również obrzucanie wyzwiskami to widoczny jej objaw. Nie mniej bolesne bywają działania, które trudno jednoznacznie nazwać przemocą, choć wyrządzają krzywdę osobie, wobec której są kierowane. Do tej grupy należy wyśmiewanie, publiczne kompromitowanie, okazywanie pogardy, obwinianie. Z tymi zachowaniami trudno walczyć, bo ich ładunek emocjonalny jest ukryty, a siła ranienia zależy od kontekstu, w jakim są przejawiane.

Ofiara, protestując, może usłyszeć w odpowiedzi: „Nie przesadzaj”, „Jesteś przewrażliwiony” czy „Nie znasz się na żartach”. Niestety kobiety bardzo często używają właśnie przemocy psychicznej. Można wręcz powiedzieć, że mają do tego lepsze predyspozycje, gdyż na ogół dysponują lepszymi niż mężczyźni kompetencjami społecznymi, co związane jest z ich ścieżką rozwoju roli płciowej. Dzięki tym kompetencjom potrafią zranić, nie narażając się na zarzut jawnej agresji.

Przemoc w zachowaniach kobiet wiąże się też z potrzebą sprawowania kontroli. Kobieta, która czuje się odpowiedzialna za swoją rodzinę, próbuje kontrolować poszczególne osoby, a gdy czuje, że mogłaby stracić władzę, odwołuje się do przemocy psychicznej. Być może często naśladuje swoją matkę lub babkę, która stała się dla niej wzorem kobiety dbającej o rodzinę. Może być też tak, że buduje poczucie własnej wartości poprzez zdobywanie władzy w rodzinie. Mechanizm ten widać też wtedy, gdy obserwujemy funkcjonowanie kobiet w miejscu pracy. Zdarza się, że jedna kobieta jest w stanie przejąć kontrolę nad zespołem tylko dlatego, że jego członkowie obawiają się aktów przemocy psychicznej z jej strony.

Kobiety stosują też przemoc wobec siebie nawzajem. W miejscu pracy bywają dla siebie nie tylko niewyrozumiałe, ale wręcz okrutne. Matki próbują kontrolować i podporządkować sobie córki. Dojrzałe kobiety budują relacje oparte na przemocy ze starszymi członkami rodziny – matkami, babkami, ciotkami.

MonografiaPrzemoc stosowana przez kobiety to rzetelnie napisana, wnikliwa analiza zjawiska, o którym jeszcze nie mówi się zbyt często. Marian Cabalski podjął odważną próbę przeciwstawienia się społecznemu stereotypowi, zgodnie z którym to mężczyzna jest sprawcą, a kobieta ofiarą agresji. Szczególnie interesujące są badania własne autora, pokazujące, że przemoc w rodzinie może pochodzić od kobiety.

Zjawisko przemocy domowej jest niebezpieczne, bo może być źródłem dysfunkcji społecznych daleko wychodzących poza grono najbliższych. Wiadomo, że akty przemocy, nawet jeśli nie są kierowane bezpośrednio wobec dzieci, mają duży wpływ na ich psychikę. Jeśli chcemy mieć zdrowe społeczeństwo, musimy troszczyć się o higienę psychiczną poszczególnych osób, a w szczególności dzieci, które nie mają możliwości radzenia sobie z sytuacjami trudnymi, wywołującymi obciążenia emocjonalne. Nie ma znaczenia, kto jest sprawcą przemocy – cierpią wszystkie osoby. Im więcej będziemy wiedzieli na ten temat, tym łatwiej będzie nam zapobiegać przejawom i skutkom przemocy. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni będący ofiarami przemocy potrzebują wsparcia i nierzadko pomocy specjalistycznej. Dzieci – bez względu na to, czy sprawcą przemocy jest ojciec, czy matka – są w najtrudniejszej sytuacji. Tracą poczucie bezpieczeństwa, czują się bezradne, często gorsze od swoich rówieśników.

Wokół nas jest coraz więcej przemocy. Media donoszą o okrutnych czynach przestępczych, słyszymy o narastaniu agresji wśród dzieci i młodzieży. Budowanie relacji opartych na wzajemnym szacunku należy rozpocząć od podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina. Najpierw jednak trzeba zrozumieć, skąd się bierze przemoc i dlaczego zarówno mężczyźni, jak i kobiety stają się jej sprawcami.

Książka, którą otrzymuje czytelnik, jest znaczącym krokiem w kierunku zrozumienia relacji damsko-męskich, współczesnych wzorców funkcjonowania w rolach płciowych, a przede wszystkim skomplikowanych mechanizmów przemocy występującej w związkach małżeńskich i partnerskich. A przecież żeby leczyć, trzeba dobrze rozpoznać chorobę.

Katarzyna Korpolewska jest doktorem nauk humanistycznych, wieloletnim pracownikiem Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych. Wykłada także na Akademii Teatralnej, w Szkole Głównej Handlowej oraz Akademii Przedsiębiorczości. Prowadzi szkolenia, warsztaty metodyczne i coaching dla przedstawicieli kadry kierowniczej instytucji państwowych i przedsiębiorstw. Jako ekspert o wszechstronnym i wieloletnim doświadczeniu w dziedzinie psychologii społecznej współpracuje z mediami: I i III Programem Polskiego Radia, Polsatem, TVN, TVP, a także licznymi tytułami prasowymi i portalami internetowymi. Właścicielka i prezeska firmy doradczej „Profesja Consulting” w Warszawie. Liderka programu dla nauczycieli i młodzieży: „Myślę: Nie, Mówię: NIE”. Autorka powieści Tamten poranek i współautorka cieszącej się dużą popularnością książki Matka z córką. Rozmowy intymne.

Podziękowania

 

Jakkolwiek studium jest dziełem par excellence autorskim, nigdy by jednak nie powstało, gdyby nie przychylność i współpraca niemałej grupy osób, które wspierały mnie na wszystkich etapach jego przygotowania.

Największe podziękowania należą się mojej żonie za intelektualne i emocjonalne, a przy tym niezawodne, wsparcie udzielane w trakcie wieloletniej pracy nad monografią. Dziękuję Ci, Basiu, za miłość, wyrozumiałość i cierpliwość oraz umacnianie w przekonaniu, że podążam we właściwym kierunku.

Wyrazy głębokiej wdzięczności składam profesorowi Brunonowi Hołystowi, filozofowi prawa i nauk penalnych, promotorowi mojej rozprawy doktorskiej, za cenne uwagi i wskazówki. Pozwoliły mi one spojrzeć na zjawisko przemocy przez pryzmat natury ludzkiej i ewolucyjnego rozwoju gatunku homo sapiens. Dziękuję profesorowi również za pomoc w przeprowadzeniu badań terenowych. Słowa wdzięczności kieruję też do recenzentów – profesorów Bogusława Sygita i Stanisława Pikulskiego. Ich wnikliwe analizy i spostrzeżenia pomogły mi w ukształtowaniu multidyscyplinarnej, a jednocześnie logicznej i przejrzystej struktury książki.

Wiele zawdzięczam zespołowi ankieterów. Jego rzetelna i wytrwała praca pozwoliła na rozpoznanie skomplikowanych, zarówno w aspekcie społecznym, jak i warsztatowym, zagadnień. Dziękuję magistrowi Cezaremu Gawłowi za fachową i efektywną pomoc przy obliczaniu wyników badań.

Poczytuję sobie za zaszczyt i wyróżnienie, że wybitny psycholog Katarzyna Korpolewska zadała sobie trud zapoznania się z moim studium. Z życzliwym zainteresowaniem odniosła się do przedstawionych w nim wywodów oraz zgodziła się poprzedzić je – jak sądzę – niezwykle celnym słowem wstępnym.

Składam podziękowania również osobom, z którymi wielokrotnie rozmawiałem na temat zjawiska przemocy. Zawdzięczam im inspiracje do przemyśleń i badań. Do tej grupy należą przede wszystkim doktor Stanisław Dyrda i jego żona Agnieszka – filolog angielski, sędzia Bronisław Szydło oraz radca prawny Tomasz Gatlik. Wśród przyjaznych mi osób pragnę też wymienić niezawodną Danutę Kasprzak, Elżbietę Krasowską, która przywiozła mi ze Stanów Zjednoczonych książkę stanowiącą cenny materiał źródłowy, oraz jej męża doktora Henryka Krasowskiego. Wszyscy dzielili się ze mną osobistymi doświadczeniami i obserwacjami, a nade wszystko wykazywali godną podziwu cierpliwość wysłuchiwania tego, co miałem im do powiedzenia.

Czuję się też głęboko zobowiązany wobec Dyrektora krakowskiej Oficyny Wydawniczej „Impuls” – Wojciecha Śliwerskiego. Już przy pierwszym zetknięciu się z tekstem dostrzegł jego walory i bez wahania podjął ryzyko publikacji. Wiele zawdzięczam redaktorce Beacie Bednarz. Jej talent i profesjonalizm zapewniły książce wysoką jakość edytorską. Dziękuję pozostałym członkom zespołu redakcyjnego za rzetelne i sprawne współdziałanie, w pełni potwierdzające wyjątkową klasę i dobrą sławę oficyny.

 

Marian Cabalski

Warszawa, 25 lutego 2014 roku

Część pierwsza

Przemoc stosowana przez kobiety jako zjawisko społeczne

 

Rozdział 1

Wprowadzenie

 

1.1. Ekspozycja problemu

Pogląd, że przemoc jest wyłączną domeną mężczyzn, należy do sfery mitów i uprzedzeń. Biologiczną podstawą przemocy jest bowiem agresywność, czyli instynktowne zachowanie charakterystyczne dla gatunku homo sapiens, w tym również jego przedstawicieli płci żeńskiej. W ciągu milionów lat ewolucji popęd do agresji – charakterystyczny dla całego świata zwierzęcego – spełniał funkcję czynnika, który zapewniał możliwość przetrwania. Stanowił fundament zdobywania pożywienia oraz rękojmię bezpieczeństwa zbiorowości i poszczególnych osobników. Od początku istnienia ludzie są drapieżnikami mięsożernymi. Stosują przemoc, aby zabijać (innych ludzi i zwierzęta), wymuszać posłuszeństwo, zagarniać terytoria.

W rozwoju gatunku ludzkiego żywiołowo okazywana agresywność coraz częściej wchodziła w kolizję z wartościami społecznymi, normami życia społecznego i indywidualnego, wytwarzanymi w toku zbiorowego doświadczenia. Z biegiem czasu włączyliśmy do kanonu człowieczeństwa panowanie nad instynktem agresji i samokontrolę jego przejawów. Nie zmienia to jednak faktu, że z popędem do agresji rodzimy się, żyjemy i umieramy. Pojawia się on wszędzie tam, gdzie egzystuje człowiek i funkcjonuje społeczeństwo. Przemoc ludzi wobec siebie i innych istot, z którymi współzamieszkujemy trzecią planetę naszego układu gwiezdnego, niemal bezustannie towarzyszy ludzkości, stanowiąc – również dzisiaj – immanentną właściwość cywilizacji i jeden z głównych czynników determinujących potencjał państw i narodów. W ujęciu globalnym sprawia wrażenie siły napędowej naszej historii, ponieważ na jej mechanizmie opierają się wojny i podboje, narzucanie władzy i sięganie po wpływy, zniewolenie obcych i sprawowanie kontroli nad zbiorowością, rewolucje i kontrrewolucje. W nieskończenie wielu przejawach funkcjonowania współczesnego świata odnajdujemy wyraźne piętno przemocy. Jest ona stara jak świat, istniała i trwa nadal. Trudno sobie wyobrazić, że kiedykolwiek mogłaby zniknąć w dającej się określić perspektywie rozwoju gatunku.

Każdy i każda z nas ma w sobie pierwiastki agresywne, ale o tym, czy i w jakim stopniu je ujawnia, decyduje podatność genetyczna, modelowanie społeczne i indywidualny stopień socjalizacji, dojrzałość osobowości oraz uwarunkowania środowiskowe. Od zarania dziejów ludzkości płeć męska jest uznawana za zdecydowanie bardziej agresywną, a mężczyźni bardziej podatni na stosowanie przemocy niż kobiety. Jednakże znakiem naszych czasów staje się coraz bardziej przejawianie agresji i dokonywanie aktów przemocy również przez kobiety. „Płeć słabsza” nie chce już występować w roli drugoplanowego partnera, wybiera styl życia i atrybuty zachowań, które pradawna tradycja kojarzyła jedynie z „płcią silniejszą”.

Konsekwencją wejścia setek milionów kobiet na rynek pracy i w sferę gospodarki stała się ich rywalizacja z mężczyznami, w której w wielu sytuacjach potrafiły one wykazać, że mogą być lepsze i skuteczniejsze (według szacunków z 2009 roku liczba kobiet zawodowo pracujących osiągnęła już miliard).

Narastające współzawodnictwo ma jednak swoją drugą, niekorzystną, stronę. Polega ona na tym, że konkurowanie w pracy zawodowej wymaga od kobiet przyswojenia sobie tak zwanych męskich cech, w tym między innymi: pewności siebie, zdolności do podejmowania ryzyka, nieuzewnętrzniania emocji, umiejętności działania w warunkach stresu, narzucania dominacji i dążenia do przywództwa, a także łatwości podejmowania zachowań agresywnych. W kryminologii wymienione właściwości od zawsze uznawane były za czynniki sprzyjające zachowaniom przestępczym.

Już w drugiej połowie ubiegłego wieku został opisany związek przyczynowy między nowym, dopiero rodzącym się w USA, statusem społecznym kobiet a wzrostem ich aktywności przestępczej1. Zmiany dotyczące sytuacji przedstawicielek płci żeńskiej w takich dziedzinach, jak: rodzina, małżeństwo, zatrudnienie czy pozycja społeczna, a przede wszystkim odrzucenie definicji kobiecości wyznaczonej przez poglądy konserwatywne, otworzyły przed kobietami możliwości adaptacji męskich wzorów zachowań, w tym również o charakterze kryminogennym. Tym samym popełniania tak zwanych męskich przestępstw, czyli czynów z użyciem przemocy.

Przykład Stanów Zjednoczonych Ameryki, które w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego stulecia szeroko otworzyły rynek pracy dla kobiet, spowodował, że ich nowy styl życia i wyzwolony sposób postępowania przeniósł się do innych krajów, w tym do państw Europy Zachodniej, a po 1989 roku – również do Polski.

Opisane przez Fredę Adler i Ritę James Simon zmiany społeczne, które dokonały się w Ameryce, można również odnieść do życia społecznego w naszym kraju. Kobiety bardziej niż mężczyźni zdeterminowane są w zdobywaniu wykształcenia, szczególnie na poziomie wyższym. Osiągają wysokie i prestiżowe pozycje zawodowe, zawdzięczając je swojemu uporowi i wytrwałości, a przede wszystkim zaangażowanej i efektywnej pracy. W porównaniu z mężczyznami wyróżniają się umiejętnościami współdziałania i na ogół większą sumiennością w wykonywaniu obowiązków. Ich przedsiębiorczość sprawiła, że w oficjalnym dyskursie społecznym całkowicie zanikł temat, że kobieta, jako przełożony, traci na atrakcyjności i wdzięku. Wejście w role zastrzeżone dotychczas dla mężczyzn pozwoliło kobietom na zwiększenie niezależności społecznej i domaganie się równych praw. Jednocześnie jednak odchodzi w przeszłość dotychczasowe wyobrażenie kobiecości. Wypełnianie czasochłonnych obowiązków poza domem sprawiło, że wiele kobiet nie ma czasu i energii na spełnianie tradycyjnych ról narzeczonych, żon i matek. Jak się wydaje, jest to jedna z głównych przyczyn kryzysu rodziny, której – jeszcze do niedawna – centralną postacią była niepracująca zawodowo kobieta. Kobiety walczące o miejsce na rynku zatrudnienia przejęły od mężczyzn styl i sposoby konkurowania, nierzadko upodobniając się do nich również w sferze ich nagannych moralnie i sprzecznych z prawem wzorców postępowania.

Już w ciągu siedmiu lat od wprowadzenia nowego ustroju politycznego w Polsce, w przestępczości kobiet pojawiły się istotne zmiany. Jak wynika ze statystyki policyjnej2, w latach 1989–1995 nasiliły się przejawy przestępczości agresywnej kobiet. Na początku tego okresu liczba kobiet, którym przedstawiono zarzuty uszkodzenia ciała i rozstroju zdrowia lub choroby zazwyczaj zagrażającej życiu (odpowiedniki czynów określonych w art. 156 i 157 kk z 1997 roku, to jest spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub naruszenia czynności narządu ciała albo rozstroju zdrowia), wynosiła tylko 387 osób. W końcowym roku wskazanego okresu było ich już 837. Dynamika wzrostu osiągnęła więc poziom 216%. Jeszcze bardziej zwiększyła się liczba sprawczyń bójek i pobić: odpowiednio 409 i 1201 podejrzanych (dynamika wzrostu: 294%). Liczba kobiet podejrzanych o kradzież rozbójniczą, rozbój i wymuszenie wyniosła w 1989 roku 123 osoby, podczas gdy siedem lat później, przy dynamice wzrostu 510%, osiągnęła poziom 627 osób. W następnych latach, to jest do 2009 roku, liczba kobiet podejrzanych o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu wykazywała zmienną dynamikę (w latach 1996–1998 oscylowała wokół poziomu 900, a w latach 1999–2009 ustabilizowały się w przedziale 717–807 osób). Natomiast zbiorowości sprawczyń bójek i pobić oraz kradzieży rozbójniczych, rozbojów i wymuszeń miały stałą dynamikę wzrostu (w latach 1989–2009 odpowiednio: 463 i 665%).

1.2. Przesłanki wyboru tematu

Zainteresowanie zjawiskiem przestępczości kobiet, zwłaszcza tą jej odmianą, którą określa się jako przestępczość agresywną, wywołała u mnie monografia na temat współczesnego sprawcy przestępstwa. Na początku drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych opracował ją znany polski kryminolog i kryminalistyk – Karol Sławik3. Odnosząc się do lat 1989–1995, obliczył, że „udział kobiet w całej przestępczości oscylował średnio wokół 15% wskaźnika”. Oznaczało to, że co siódme przestępstwo w Polsce było popełnione przez kobietę. W tamtym okresie – jak zauważył badacz – plasowało to nasz kraj już na poziomie USA (15%) i Japonii (13%), ale znacznie poniżej rozmiarów przestępczości kobiet na przykład w Wielkiej Brytanii (35%) czy Belgii (20%). Kryminolog zauważył również, że częstszy udział Polek występuje w niektórych rodzajach przestępstw: w kradzieżach zwykłych, zwłaszcza kieszonkowych, oszustwach i zagarnięciach mienia. Wysunął przy tym następujące zastrzeżenie:

W niektórych przestępstwach możemy również mieć do czynienia z wysoką „ciemną liczbą”, głównie w dzieciobójstwie, nielegalnym przerywaniu ciąży, narażeniu na chorobę weneryczną, stręczycielstwie i sutenerstwie, kazirodztwie, gorszeniu czynem nierządnym, znęcaniu się nad rodziną i rozpijaniu nieletnich, porzuceniu małoletniego lub nieporadnego4.

Przywołany autor doszedł do wniosku, że poziom przestępczości kobiet w Polsce należy wiązać z jednej strony z presją konserwatywnych struktur rodzinnych, w których one w zdecydowanej większości żyją, z drugiej zaś z kamuflażowym charakterem popełnianych przez nie czynów. Od Polek oczekuje się, bowiem, że

[...] pozostaną w rolach, jakie wyznaczyła im płeć, zachowywać się będą „pokojowo” i będą pełne uległości, a tym samym nie wykroczą poza narzuconą im pozycję i normy zwyczajowe5.

W opinii K. Sławika kobiety będące sprawczyniami przestępstw lepiej niż mężczyźni potrafią maskować swoją sprzeczną z prawem działalność. Wiele bowiem przestępstw przez nie popełnianych obejmuje ich najbliższe otoczenie (m.in. przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu członków rodziny, w tym zabójstwa i akty przemocy wobec męża i dzieci), dlatego ich wykrycie jest utrudnione lub wręcz niemożliwe. Natomiast podczas popełniania innych przestępstw, np. rozbojów, kradzieży z włamaniem, mężczyźni – współsprawcy – z reguły starają się ochraniać kobietę, a gdy przestępstwo zostaje ujawnione, nie obciążają jej w postępowaniu karnym6.

Kolejne spostrzeżenia autora cytowanej wyżej monografii, tym razem dotyczące wzrostowych tendencji agresywnych czynów karalnych dokonywanych przez dorastające dziewczęta, okazały się równie interesujące. Oto wspomniana część wywodów K. Sławika:

W ostatnich latach na świecie zaobserwowano, iż choć udział kobiet w przestępczości jest niższy niż u mężczyzn, to wśród dziewcząt wykazuje jednak większe tendencje wzrostowe – ponieważ wiele z nich ucieka z domów rodzinnych i utrzymuje się z czynów przestępczych dokonywanych na ulicy. Taka tendencja odczuwana jest również w Polsce (aczkolwiek nie ma w tym względzie dogłębniejszych badań).

Nie można jednak lekceważyć tego, co się ujawniło szczególnie w ostatnich latach. W Zakładzie Poprawczym w Zawierciu przebywało osiem małoletnich (po 15 lat) zabójczyń, które zabiły matkę, ojca, brata bądź współuczestniczyły w zabójstwach innych osób. Młodociana Ewa B. udusiła ojca paskiem, a dziesięć miesięcy później swą matkę. W wyniku przeprowadzonych badań psycholodzy zauważyli, że sprawczynie szybko zapominają o tym, co zrobiły, nie mają uszkodzeń organicznych, ale dziewczęta są socjopatkami; cechuje je bezwzględność, cynizm i brak samokrytyki. Niektóre z nich popełniały zabójstwa w sposób okrutny – skalpowały swe ofiary oraz wbijały widelce i noże w ich ciała. W rozmowach nie ukrywały, że mogłyby zabić jeszcze raz7.

Innymi publikacjami naukowymi, które zainspirowały mnie do zajęcia się problematyką przemocy stosowanej przez kobiety, były dwa artykuły opublikowane na łamach „Postępów Psychiatrii i Neurologii”. Autorki – ówcześnie pracownice naukowe Katedry i Kliniki Psychiatrii Akademii Medycznej w Lublinie – dokonały charakterystyki tego zjawiska ze szczególnym uwzględnieniem kobiecych postaci stosowania przemocy8. W podsumowaniu obu opracowań Marta Makara-Studzińska, Anna Grzywa i Renata Turek wyraziły jednoznaczną opinię, że w świetle międzynarodowych i krajowych danych „przemoc jest instrumentem używanym przez obie płcie” [wyr. moje]. I nieco dalej stwierdziły, że

[...] akty przemocy w bliskich kontaktach (literaturze anglosaskiej – intimate partner violence) występują w każdej warstwie społecznej, szerokości geograficznej i wszystkich kręgach kulturowych.

Autorki doszły również do wniosku, że wprawdzie mężczyźni stosują przemoc częściej, ale „coraz bardziej nasila się zjawisko przemocy stosowanej przez kobiety”9. W ich ocenie preferowaną postacią przemocy stosowanej przez kobiety wobec mężczyzn jest przemoc psychiczna. Z badań wynika, że kobiety używają agresji psychicznej częściej niż mężczyźni i kierują ją wobec dzieci ze względu na łatwiejszą dostępność i mniejszy opór ofiar. Stereotypowe przekonanie, że mężczyźni są agresywni, a kobiety bezradne – według autorek – nie odpowiada rzeczywistości. W ich opinii zagadnienia związane ze zjawiskiem stosowania przemocy przez kobiety nie są w literaturze tak dobrze opisane, jak przemoc używana przez mężczyzn wobec kobiet. Jego wszechstronne rozpoznanie – ich zdaniem – wymaga kontynuacji badań.

Opracowaniem, które zachęciło mnie do zajęcia się problemem agresji fizycznej i psychicznej używanej przez kobiety, był również artykuł zamieszczony w kwartalniku naukowym „Szkice Humanistyczne”, wydawanym przez Olsztyńską Szkołę Wyższą imienia Józefa Rusieckiego10. Małgorzata Przybysz-Zaremba – ówczesna pracownica naukowa Wyższej Szkoły Pedagogicznej TWP w Warszawie – zręcznie ujęła przesłanie swojego opracowania już w tytule: (Prze)moc kobiet – (nie)moc mężczyzn. Publikacja zawiera opis zjawiska przemocy stosowanej przez kobiety oraz bezradności mężczyzn doświadczających jej ze strony partnerek małżeńskich i pozamałżeńskich. Z przywołanych przez nią rezultatów badań międzynarodowych wynika, że „przemoc stosowana przez kobiety wobec mężczyzn występuje niemal na równi z przemocą stosowaną przez mężczyzn”11.

W części odnoszącej się do skali zjawiska autorka stwierdziła, że w niedawnych badaniach przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii ustalono, iż mężczyźni są ofiarami przemocy domowej o 30% częściej niż kobiety, a w Nowej Zelandii o 50% częściej. W Stanach Zjednoczonych podobne badania wykazały, że na 100 przypadków przemocy w rodzinie w 40 przypadkach ofiarami są mężczyźni. W Polsce wśród małżeństw, w których występują akty przemocy, około 1/4 z nich ma dotyczyć sytuacji, kiedy mężczyzna doświadcza różnych form agresji fizycznej ze strony żony. Z tych samych ogólnokrajowych ustaleń wynika, że do przemocy fizycznej wobec męża przyznało się 22% respondentek.

Z innych badań przywołanych przez M. Przybysz-Zarembę wynika, że w 2004 roku 8% mieszkanek i 5% mieszkańców Warszawy ujawniło, iż ze strony małżeńskiego partnera lub partnerki doznało policzkowania, 16% mężczyzn i tyle samo kobiet było „popychanych i szarpanych”. Bicia ze strony współmałżonka doświadczyło 8% kobiet i 4% mężczyzn. Autorka przytacza również dane Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) z 2005 roku, przeprowadzone na populacji reprezentatywnej dla ogółu mieszkańców naszego kraju. Wynika z nich, że kobiety równie często jak mężczyźni stosują przemoc psychiczną w postaci wyzwania i obrażania swoich partnerów.

Wśród przyczyn stosowania przemocy przez kobiety autorka wymieniła:

doznawanie przemocy przez kobietę w rodzinie jej pochodzenia,

przenoszenie postaw agresywnych wobec ojców lub braci na osobę partnera,

niższy niż u mężczyzn poziom kontroli nad impulsami agresywnymi,

nadużywanie alkoholu przez kobiety,

emocjonalne reakcje na zachowania agresywne męża,

brak satysfakcji seksualnej oraz przypadki impotencji mężczyzny.

Małgorzata Przybysz-Zaremba stwierdziła:

Kobiety znacznie częściej używają przemocy werbalnej, tj. znęcania się moralnego, polegającego na używaniu w stosunku do ofiary słów wulgarnych. Według szacunków WHO około 45% kobiet przyznało się do stosowania wobec męża wyzwisk, oskarżeń czy wrzasków. Kobiety uciekają się do tego typu przemocy, ponieważ niesie ona ze sobą mniejsze ryzyko odwetu. Ponadto psychiczne krzywdzenie jednostki jest najbardziej nieuchwytną formą maltretowania. Nikt nie jest w stanie zmierzyć prawdziwych rozmiarów psychicznego krzywdzenia ani określić wszystkich tego typu zachowań. Organizacja Amnesty International do psychicznego znęcania się zalicza następujące postacie zachowania: izolacja, ograniczenie snu, narzucanie własnych sądów, degradacja werbalna (wyzywanie, poniżanie, upokarzanie), narkotyzowanie oraz groźba zabójstwa. Należy przypuszczać, że takie formy znęcania się psychicznego kobiety stosują wobec swoich partnerów, jednak trudno udowodnić to w badaniach12.

Uznałem zatem, że problem przemocy stosowanej przez kobiety nie tylko występuje, ale wymaga szerszych i interdyscyplinarnych studiów. Wysoce prawdopodobna wydała mi się prognoza sformułowana przez M. Przybysz-Zarembę, iż „w najbliższym czasie należy się spodziewać, że zjawisko zacznie przyjmować rozmiary problemu społecznego [wyr. moje]”13.

Wszystkie przywołane wcześniej publikacje przekonały mnie, że w stosunku do ciężaru gatunkowego i znaczenia omawianego problemu krajowe piśmiennictwo naukowe zbyt mało poświęca mu uwagi. Dotychczasowe obserwacje mają charakter cząstkowy i rozproszony. Brakuje całościowego spojrzenia na zjawisko przemocy stosowanej przez kobiety, które stanowiłoby próbę wypełnienia istniejącej w tym zakresie luki poznawczej. Ta konstatacja przesądziła o wyborze tematu studium badawczego.

1.3. Proces zacierania się społecznych różnic między płciami

Jednym z zauważalnych problemów współczesnego świata Zachodu jest postępujący zanik opartego na wielowiekowej tradycji podziału ról społecznych kobiet i mężczyzn. Przez tysiące lat sytuacja była jednoznacznie prosta: mężczyzna pracował i utrzymywał rodzinę, kobieta prowadziła gospodarstwo domowe i zajmowała się dziećmi. Pracę zawodową podejmowała tylko wtedy, gdy nie miała z czego utrzymać siebie i potomstwa lub gdy w rezultacie działań wojennych powstawała konieczność okresowego zastąpienia mężczyzn w ich miejscach zatrudnienia. Jednak w ciągu życia dwóch ostatnich pokoleń dokonało się głębokie przeobrażenie, wpływające na kształt i charakter cywilizacji euroamerykańskiej. Obecnie zbliżamy się do apogeum trwającej od kilku dekad zmiany, którą na gruncie anglosaskim nazwano empowerment of women, co w swobodnym tłumaczeniu na język polski oznacza systematycznie rosnące znaczenie kobiet. W warstwie etiologicznej tego fenomenu wyraźnie widać postępy procesu emancypacji, polegającego na wyjściu kobiet ze sfery życia prywatnego i wejściu do sfery publicznej. Przejawami tego zjawiska są między innymi masowe zatrudnianie kobiet, ich szybkie i efektowne kariery zawodowe oraz wysoka aktywność w życiu społecznym.

W dzisiejszym świecie kobiety dążą do tego, aby zajmować taką samą pozycję społeczną jak mężczyźni i w pełni uniezależnić się od nich. Pracują w zawodach, które jeszcze do niedawna uznawano za wyłącznie męskie oraz przeciwstawiają się wszelkim przejawom dyskryminacji ze względu na płeć. Zmieniają swój dotychczasowy styl życia, aspiracje i pragnienia, a przede wszystkim społeczne relacje z płcią przeciwną14.

W cywilizacji Zachodu, a pod jej wpływem również w innych współczesnych formacjach cywilizacyjnych, upowszechnia się przekonanie o potrzebie partnerstwa kobiet i mężczyzn oraz konieczności przezwyciężania nierówności społecznych między nimi. Społeczeństwa, które próbują oprzeć się tej tendencji, np. krajów arabskich, Japonii czy państw południowej Europy, straszone są zapowiedziami zapłacenia wysokiej ceny w postaci zmarnowanej energii i talentów milionów kobiet.

W wysoko rozwiniętych krajach mężczyźni pogodzili się z inwazją kobiet na rynek pracy, chociaż stan ten jest dla nich bardzo niekorzystny: według danych międzynarodowych w 2009 roku na jedno miejsce zajęte przez mężczyznę dwa następne otrzymywały kobiety. W Unii Europejskiej na 8 mln nowych miejsc pracy powstałych od początku stulecia aż 6 mln zostało obsadzonych przez kobiety15.

Istnieje też drugi, jeszcze bardziej niebezpieczny dla „pierwszej płci”, aspekt tego zjawiska. W Ameryce i Europie coraz powszechniej dostrzega się narastającą degradację mężczyzn w sferze intelektualnej, emocjonalnej i fizycznej16. Pomimo to na porządku dziennym są próby obrony tradycyjnych męskich pozycji (blokowanie uczestnictwa kobiet w zarządach przedsiębiorstw i korporacji oraz w sektorze bankowym). Zwraca się uwagę na schyłek patriarchalnego modelu rodziny i słabnięcie kultury „macho”17. Odziedziczone po poprzednich generacjach modele życia społecznego stają się przedmiotem wszechstronnej krytyki, i to nie tylko ze strony organizacji kobiecych. Starania mężczyzn zmierzające do utrzymania status quo ante przedstawiane są jako utrudniające życie relikty historii lub wręcz irracjonalne atawizmy społeczne. Ambicjonalne upieranie się przy zachowaniu męskiej dominacji uważane jest za oczywisty błąd i naruszanie politycznej poprawności.

Jednocześnie w wielu krajach cywilizacji euroamerykańskiej wciąż aktywne są znaczące siły (m.in. wyznawcy „starych religii”, partie konserwatywne i tradycjonalistyczne ugrupowania społeczne) nawołujące do utrzymania hierarchicznego charakteru stosunków między płciami. Żądają one od rządów i systemów prawnych umocnienia rozgraniczeń między kobietami i mężczyznami. Chcą, aby w sferach mentalnej i obyczajowej utrzymać rozróżnienie, co jest uznawane za męskie, a co za kobiece, co przystoi kobiecie, a co mężczyźnie. Zwolennicy zdyscyplinowanej tożsamości płci każde odchylenie od tego wzorca uznają za aberrację, zaś ludzi, którzy wykraczają poza tolerowany przez nich krąg zachowań, określają jako dewiantów18.

W ramach gloryfikacji wielowiekowej tradycji głoszone są tezy, że tak zwane wyzwolenie kobiet jest szkodliwe dla nich samych i ogółu społeczeństwa. Prowadzi bowiem do zaniku rodziny lub jej głębokich dysfunkcji, osłabia procesy wychowania i socjalizacji dzieci, utrudnia naturalne relacje między płciami. Postępy feminizacji życia społecznego mają się obracać przeciwko ich pozornym beneficjentkom, gdyż w rzeczywistości pogarszają sytuację kobiet w wymiarach osobistym, społecznym i ekonomicznym.

Przełom tysiącleci przyniósł ożywienie ideologii ultrakonserwatywnej, która ambicje kobiet związane ze zdobywaniem wykształcenia i karierą zawodową określa jako sprzeczne z ich naturalnym powołaniem, a także uznaje za główną przyczynę kobiecego braku zadowolenia z życia19. Międzynarodowa organizacja chrześcijańska, znana pod nazwą Centrum Howarda na rzecz Rodzin, Religii i Społeczeństwa w Rockford (Howard Center for Family, Religion and Society), po zorganizowanym w 2007 roku Światowym Kongresie Rodzin wydała dokument zatytułowany Naturalna rodzina: manifest. Głosi on między innymi:

Kobieta i mężczyzna są równi pod względem godności i praw człowieka. Różnią się natomiast w swoich funkcjach. Pomijając sytuacje wyjątkowe (np. wybór religijnej drogi życia), powołaniem każdego młodego chłopca jest zostać mężem i ojcem, zaś powołaniem każdej młodej dziewczyny jest zostać żoną i matką. Wszystko, co czyni mężczyzna, wynika bezpośrednio z jego powołania do ojcostwa. Podobnie wszystko, co czyni kobieta, wypływa z wpisanego w jej naturę macierzyństwa. Zarówno kultura, prawo, jak i polityka powinny to rozróżnienie uwzględniać20.

Jednak w głównym nurcie wydarzeń kształtujących współczesne formy relacji kobiet i mężczyzn znajdują się idee i działania feministyczne, konstruktywistyczne i egalitarystyczne. Wspólne jest dla nich przekonanie, że tożsamość męska i kobieca nie są zdeterminowane biologicznie, lecz stanowią podatny na wpływy i elastyczny konstrukt społeczny21. W rezultacie rewolucji seksualnej, która dokonała się w XX wieku, została podważona zasada heteroseksualności jako jedyny i obowiązujący wszystkich ludzi sposób interakcji między mężczyzną i kobietą. Z dekady na dekadę w zbiorowej świadomości – również Polaków – postępuje swoista „naturalizacja” zachowań homoseksualnych i biseksualnych.

Jeszcze dwa, trzy pokolenia temu wzorcem dla swojej płci był mężczyzna wysoki, muskularny, z szerokimi ramionami i wąskimi biodrami, typowo „po męsku” ostrzyżony lub brodaty, sprawiający wrażenie stanowczego w poglądach, wypowiedziach i zachowaniach. W charakterze ideału płci przeciwnej występowała zazwyczaj zgrabna kobieta, o regularnych rysach twarzy, pełna osobistego wdzięku i emanującej łagodności, najlepiej długowłosa, z wąską talią i wyraźnie zaznaczoną linią bioder. Jednak od dłuższego już czasu telewizyjne i prasowe reklamy, a także pisma kolorowe i portale internetowe przyzwyczajają odbiorców do innych wyobrażeń płci. Często widzimy zdjęcia, na których trudno ustalić tożsamość płciową osoby sfotografowanej. Mężczyźni pozbawieni są muskulatury, niekiedy włosy mają dłuższe niż kobiety. Ich rysy twarzy nacechowane są łagodnością, a oni sami epatują wdziękiem zniewieściałych mężczyzn „metroseksualnych”. W tym stylu mężczyźnie wypada nosić biżuterię i inne ozdoby podkreślające urodę ciała. A kobiety mają krótkie włosy i wąskie biodra, wkładają męski strój, zwłaszcza garnitury, noszą dodatki podkreślające stanowczość, zdecydowanie i wyzywającą odwagę obyczajową. Można odnieść wrażenie, że nastąpiło pomieszanie cech, które od niepamiętnych czasów rozgraniczały mężczyzn i kobiety jako różniące się od siebie istoty odmienno-płciowe.

Nie inaczej sytuacja wygląda w dziedzinie życia codziennego. Zawody niegdyś zwyczajowo właściwe mężczyznom (np. żołnierza, policjanta, marynarza, lotnika, sędziego, lekarza, kuratora sądowego, strażnika więziennego) zostały znacznie „oswojone przez kobiety” lub ulegają procesowi feminizowania. Mężczyzna nie wstydzi się już przewijać i karmić niemowlęta, a kobieta chodzić na siłownię i do pubu na piwo. Nikogo nie dziwi korzystanie przez mężczyzn z „salonów piękności” i usług kosmetycznych czy używanie zapachów made for men, podobnie jak nie wywołuje zastrzeżeń uprawianie przez kobiety boksu, kick boxingu, rzutu młotem, rugby czy skoków spadochronowych.

W naszym kraju jeszcze pół wieku temu występowanie o rozwód było domeną zdradzonych lub zdradzających mężów, teraz każdego roku 2/3 pozwów rozwodowych wnoszą rozczarowane małżeństwem kobiety. Kiedyś samotny tryb życia dorosłego człowieka nosił pejoratywną nazwę staropanieństwa lub starokawalerstwa, obecnie jest modnym i popularnym stylem życia. Bycie singlem to powód do tego, aby szczycić się samowystarczalnością i szczególnymi predyspozycjami do robienia kariery. Singiel to człowiek, który skupia się na życiu dla siebie. W celu urzeczywistnienia ambicji zawodowych rezygnuje z posiadania rodziny, tym samym unikając podjęcia odpowiedzialności za jej członków.

Jak zauważa John MacInnes,

[...] we współczesnym społeczeństwie cechy, które kiedyś uznawane były za typowo męskie i stanowiły punkt wyjścia opieki mężczyzny nad kobietą, obecnie są punktem wyjścia do ataku na mężczyznę. Siła, odwaga, niezależność, heroizm w walce, hart ducha, inicjatywa seksualna uznawane są za przejawy agresji, konkurencyjności, znieważania kobiet, emocjonalnej nieadekwatności, obsesji seksualnej, infantylizmu [...] Kryzys męskości. Synowie atakują ojców, że są nieobecni w ich życiu. Partnerki potępiają niezdolność mężczyzn do wyrażania uczuć. Pracodawcy zaczynają preferować komunikatywność, ekspresywność i empatię kobiet ponad męską energię i muskuły. Nie istnieją żadne pozytywne modele ról męskich22.

Inni autorzy przekonują, że w rozwiniętych społeczeństwach mężczyźni coraz częściej „czują się jak koloniści, których imperium się rozpada”, ponieważ „kończy się czas męskiej władzy, dominacji i kontroli”23.

W społeczeństwach cywilizacji zachodniej upowszechnia się model „niezależnej kobiety” i „opiekuńczego mężczyzny”. Najbardziej pożądane jednak okazuje się posiadanie osobowości androgynicznej, to jest takiej, którą charakteryzuje jednakowy stopień nasilenia cech kobiecych i męskich niezależnie do płci biologicznej24. Uzasadnieniem takiego podejścia jest orientacja liberalna, która ze względu na wielostronne wymagania dzisiejszego biznesu zachęca zarówno kobiety, jak i mężczyzn do pielęgnowania w takim samym stopniu tego, co w nich stereotypowo i kobiece, i męskie. W ten sposób powstaje nowy typ mężczyzny, który w walce o sukces zawodowy „po kobiecemu” troszczy się o swoją atrakcyjność fizyczną i koncentruje się na sobie, oraz nowy typ przedsiębiorczej kobiety, która z powodzeniem wypełnia obowiązki zarówno zawodowe, jak i rodzinne.

W panoramicznym obrazie cywilizacji Zachodu, w której już od ponad dwudziestu lat politycznie, ekonomicznie oraz społecznie uczestniczy Polska, coraz wyraźniej uwidoczniają się przekształcenia w pojmowaniu i przejawianiu płciowości. W dość szybkim tempie wielu mężczyzn w młodym i w średnim wieku staje się zniewieściałych, a coraz większa liczba kobiet ulega zmaskulinizowaniu. Oni stają się emocjonalni, ulegli i wyrozumiali, one pewne siebie, pragmatycznie usposobione i zdecydowane w działaniach.

Jeśli spojrzeć na omawiane kwestie z punktu widzenia codzienności każdego (każdej) z nas, androgynia psychiczna wydaje się postulatem dość abstrakcyjnym. Utrzymanie bowiem w jednej osobie równowagi czynników męskich i żeńskich jest trudne, a nawet niemożliwe. W licznych przypadkach skutek może być łatwy do przewidzenia: „przesunięcie” w stronę cech innej płci niż biologiczna. I tak – nie tylko w moim przekonaniu – dzieje się na skalę masową. Nie jest już dziś czymś niezwykłym spotkanie hybrydy: po stronie męskiej wyraźnie sfeminizowanej, a po kobiecej – wręcz ultramęskiej.

Zarysowane zjawisko wywołuje daleko idące konsekwencje społeczne. Przejawiają się one choćby w „udomowieniu” wielu mężczyzn, którzy – co staje się coraz częstsze – chętniej opiekują się dziećmi, niż podejmują ryzyko rywalizacji zawodowej. W dużych miastach rośnie populacja mężczyzn, którzy z prawdziwym zaangażowaniem poświęcają się zajęciom domowym i programowo rezygnują z prób dominacji nad małżonką. Ci mężczyźni są empatyczni, starają się wczuć w położenie i wymagania osoby najbliższej, przejmując jej liczne obowiązki rodzinne (wcale nierzadka kategoria mężczyzn zarabiających tyle samo lub mniej niż żona, a także pozostający bez pracy i nie tylko oni). Z drugiej strony obserwuje się proces brutalizacji postaw niektórych kobiet, które nabierając właściwości charakterystycznych dla płci przeciwnej, stają się zdecydowanie mniej łagodne i opiekuńcze, a ponadto stanowczo dążą do samorealizacji poprzez karierę zawodową oraz – mniej lub bardziej otwarcie – do kontroli zachowań mężów i pozostałych członków rodzin.

Bez ogródek, ale za to poglądowo, omawianą kwestię przedstawił toruński socjolog, Tomasz Szlendak, zajmujący się problematyką relacji między mężczyznami a kobietami25. Już we wstępie swojej pracy jednoznacznie zdefiniował sytuację:

Mężczyźni w kulturze konsumenckiej, kiedy nie ma już w ich rozumieniu czego zdobywać (prócz półkowych towarów z promocji), gnuśnieją, popadają w apatię i lenistwo. A połączenie konsumpcyjnego rozleniwienia z naturalną dla mężczyzn ambicją rodzić może jedynie depresję. Jednym słowem, społeczeństwo zmasowanej konsumpcji, widzianej przez różowe okulary, jest nie dla nich. Natomiast ten bezpieczny, spokojny, estetyczny, higieniczny, zredukowany do oswojonej przestrzeni, ograniczony do konsumpcyjnych wyborów świat jest cudownym miejscem dla kobiet i dzieci. Nie ma tu widocznego wyzysku, agresji i wojny. To nie jest świat pusty, w którym konsument pozostaje jedynie biernym odbiorcą feerii towarów i usług, chodzącą kartą kredytową na usługach koncernów. Przeciwnie – to on za sprawą swoich wyborów, zainteresowań i potrzeb ów świat kształtuje, czyniąc go jeszcze przyjemniejszym. Z wyedukowanym i entuzjastycznie nastawionym konsumentem liczyć się muszą wszyscy. W rewii konsumeryzmu to konsument gra główną rolę.

I ta właśnie rola coraz częściej przypada kobietom, ponieważ mężczyźni z różnych przyczyn odpadają lub nie chcą uczestniczyć w festiwalu konsumentów26.

Naukowiec stawia pytanie: dlaczego w świecie powszechnej komercjalizacji mężczyźni przekształcają się w „leniwe maskotki”, a kobiety w „rekiny”, spętane jedynie reliktami obyczajowej tradycji? I udziela – jak się wydaje – bardzo celnej odpowiedzi:

Ano dlatego, że mężczyźni zamieniają się w stworzenia bierne – nowa rzeczywistość ich rozleniwia, wolniej też reagują na zmiany. Coraz chętniej występują w roli hołubionych przez kobiety (matki, siostry, babcie, żony) maskotek, częstokroć są – o zgrozo – całkowicie na damskim utrzymaniu. Natomiast kobiety poddają się konsumpcyjnej transformacji z mniejszym oporem, czasem z nieskrywaną przyjemnością...27

Zdaniem T. Szlendaka kobiety są znacznie skuteczniejsze od mężczyzn „na konsumpcyjnych polach walki”, gdyż „świat konsumpcji jest dla nich tym, czym dla rekina ocean wypełniony potencjalną zdobyczą”28.

Amerykanki dojrzały do roli zachłannych konsumentek już w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Obecnie, po ponad czterdziestu latach intensywnej ofensywy na rynkach pracy, stanowią większość zatrudnionych w Stanach Zjednoczonych. W związku z tym decydują o rozmiarach i charakterze zakupów dokonywanych przez mieszkańców tego kraju. Dotyczy to ok. 85% wszystkich wydatków konsumenckich, w tym 94% przypadków kupna mebli, 92% wakacji, 91% domów, a nawet – co może zaskakiwać – w 60% nowych samochodów. Kobiety nie tylko wybierają towary i usługi, ale również za nie płacą z nadzorowanych przez siebie budżetów rodzin. Nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także w Australii, Niemczech, Francji, Szwecji, Norwegii, Finlandii i wielu innych zamożnych krajach, kontrolują 70% wydatków rodzin (gdzie indziej, np. w Indiach czy Egipcie o budżecie rodzinnym w podobnej skali decydują mężczyźni). Powyższe dane pochodzą z badań ankietowych 12 tysięcy kobiet z 40 krajów świata przeprowadzonych w latach 2008–2009 i ogłoszonych w książce Women want more Kate Sayer i Michaela Silversteine’a29.

W końcu lat dziewięćdziesiątych XX wieku podobne procesy przekształceń rynkowych zaobserwowano również w Polsce. Przebiegały one równie spontanicznie i żywiołowo, jak w Ameryce Północnej. W wyniku narodowego spisu powszechnego w 2002 roku ujawniono, że Polki są jedną z głównych sił transformacji ekonomicznej kraju. To przede wszystkim one migrują z małych miast i wsi do dużych aglomeracji, zakładają firmy (stanowią 37% właścicieli małych firm, co jest najwyższym wskaźnikiem w Europie; średnia dla Unii Europejskiej wynosi 25%), a przede wszystkim wytrwale podbijają wskaźniki konsumpcji. Już w 1997 roku badania CBOS pokazały, że mieszkanki naszego kraju coraz powszechniej modyfikują swoje życie rodzinne, biorąc pod uwagę wymagania pracy zawodowej. Te same badania potwierdziły również, że aktywność zarobkowa daje im zwiększone poczucie bezpieczeństwa w życiu rodzinnym i osobistym. Według respondentek aktywność zawodowa przynosiła im więcej satysfakcji i społecznego uznania niż prowadzenie domu i wychowywanie dzieci30.

W społeczeństwach postindustrialnych coraz wyżej ceni się kobiety jako sprawnych i wydajnych pracowników. Do ich walorów zalicza się charakterystyczną dla płci żeńskiej umiejętność pracy w zespole, nastawienie na odczytywanie emocji innych ludzi, kontekstowe postrzeganie zagadnień oraz zdolność do nierywalizacyjnego postrzegania relacji z innymi osobami zatrudnionymi w firmie (kobiety wykazują skłonność do pojmowania wykonywanych zadań i obowiązków w kategoriach gry o sumie niezerowej, a więc takiej, w której zwyciężyć mogą wszyscy i nie ma pokonanych).

W wielu prognozach ekonomicznych zakłada się, że w przyszłości, kiedy to jeszcze wyraźniej niż dzisiaj będą dominować usługi niematerialne, a międzynarodowe korporacje i wielkie przedsiębiorstwa zamienią się w struktury sieciowe, pozbawione sztywnej hierarchii służbowej, właściwe kobietom zdolności mogą pomóc im zwiększyć przewagę nad mężczyznami na polu zatrudnienia, a potem uzyskaniu równych, a nawet lepszych szans w polityce i sprawowaniu władzy publicznej. Dzisiaj jeszcze nie widać przewagi kobiet w strukturach władzy publicznej, ale wszystko wskazuje na to, że to nieuchronne. Emancypacja ekonomiczna kobiet łamie bowiem utrwaloną przez tysiące lat konstrukcję społeczeństw, w których główne linie porządku społecznego wyznaczała płeć. Kobiety zmieniają obraz świata w takich dziedzinach, jak biznes, seks i rodzina, edukacja i opieka społeczna, służba zdrowia, prawo i badania naukowe. W tym znaczeniu mówi i pisze się o XXI wieku jako „stuleciu, które może okazać się stuleciem kobiet”31.

W literaturze feministycznej zwraca się jednak uwagę na zjawisko backlash, czyli reakcji32. Owa kontrofensywa polega na staraniach mężczyzn o powstrzymanie tempa procesu zacierania się tradycyjnych ról kulturowych i społecznych obu płci. Owe działania prowadzą mężczyźni zaniepokojeni postępami emancypacji kobiet, ale również kobiety dostrzegające paradoksy zachowań przedstawicielek swojej płci w sferze publicznej. W sposób mniej lub bardziej zakamuflowany wiele osób odnosi się krytycznie do feminizmu jako działalności i postaw kobiet, które nie zawsze sprawiedliwie postrzegają płeć męską w kategoriach rywalizacyjnych, jakby zapominając, do czego obie płcie zostały stworzone.

W celu osłabienia tempa feminizacji życia społecznego wygłaszane są poglądy, że w porównaniu z mężczyznami kobiety są mniej racjonalne i obiektywne, gdyż podejmując decyzje, kierują się emocjami i uprzedzeniami. Jako szefowie mają być despotyczne, nadmiernie wymagające i nieprzewidywalne. Powielane są stereotypy, że kobiety charakteryzują się słabszą konstrukcją psychiczną, są bardziej zaborcze, konfliktowe i mściwe niż mężczyźni. Wyrazem kulturowego zagrożenia, które coraz powszechniej daje się zauważyć wśród mężczyzn, jest kwestionowanie postulatów równości płci, które – w mniemaniu „brzydszej” części społeczeństwa – powodują w życiu społecznym chaos i zamęt, osłabiając morale mężczyzn oraz krzywdząc również inne kobiety. Typowym przykładem tego rodzaju powściągliwości były trudności legislacyjne dotyczące projektu ustawy o parytetach, wobec której główne siły polityczne kraju zachowały daleko posuniętą ostrożność i rezerwę.

AutorKryzysu męskości we współczesnym świecie, Zbyszko Melosik, w jednym z wywiadów obrazowo przedstawił narastający problem feminizacji życia społeczno-gospodarczego:

Współcześni mężczyźni, w porównaniu ze swoimi ojcami, i tak są już bardzo mocno sfeminizowani. Jeśli dodatkowo w czasach załamania gospodarki przejmą więcej cech kobiecych, w niedługim czasie możemy mieć do czynienia z ich końcem33.

Tę kasandryczną wypowiedź znanego socjologa odczytuję jako zapowiedź względnie rychłego – w kategoriach ogólnocywilizacyjnych – schyłku kultury patriarchalnej oraz sukcesywnego rezygnowania przez mężczyzn z dotychczasowych pozycji w życiu publicznym, zwłaszcza w kierowniczych strukturach przedsiębiorstw i w organach władzy przedstawicielskiej.

W ostatnich latach na rynkach europejskich i amerykańskim mężczyźni tracą pracę dwukrotnie częściej niż kobiety. Dzieje się tak choćby dlatego, że zarabiają więcej niż one, a nie są od nich wydajniejsi34. „Kryzys gnie kobiety, a mężczyzn łamie”, gdyż po zwolnieniu to właśnie mężczyźni mają większe trudności ze znalezieniem nowej pracy35.

1.4. Stereotyp mężczyzny jako sprawcy przemocy

Współczesność bywa rozpatrywana jako arena zmagań między starym i nowym porządkiem społecznym. Pomimo narastającej w społeczeństwach Zachodu feminizacji życia zbiorowego, maskulinizacji kobiet i zniewieścienia mężczyzn nadal utrzymują się tak zwane pryzmaty płci, przez które mieszkańcy Ameryki i Europy patrzą na świat społeczny. Trudno się dziwić, gdyż zjawisko to opiera się na silnie zakorzenionych w psychice ludzi mechanizmach, które odwołują się do uznanych modeli z przeszłości, zarówno najbliższej, jak i czasów odległych, a nawet prehistorycznych. Zgodnie z tymi archetypami świat męski opiera się na władzy, dominacji, sile i niezależności, a kobiecy – na uległości, bezsilności i pasywności. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, mimo postępujących zmian w relacjach między płciami, nadal znaczne grupy osób żyjących w kulturze zachodniej posługują się wyobrażeniem, w myśl którego mężczyźni od urodzenia są istotami agresywnymi i władczymi, obsesyjnie dążącymi do przewagi nad innymi i powiększania swego stanu posiadania. Kobiety zaś – według tych samych opinii – charakteryzuje wrodzona zdolność do empatii, współpracy i partnerstwa. W ramach tego uproszczonego spojrzenia na świat mężczyznom przypisuje się winy za wszelkie zło, jakie kiedykolwiek dotykało ludzi: wojny, niewolnictwo, wyzysk, niesprawiedliwy podział dóbr, a przede wszystkim szafowanie przemocą w stosunkach międzypersonalnych. W skrajnych przypadkach można się spotkać z przejawami mizoandrii (niechęci do mężczyzn), która domaga się uznania, że przemoc jako zjawisko społeczne jest właściwa tylko mężczyznom.

Tendencyjny i z gruntu nieprawdziwy obraz przyjął się w niektórych kręgach społecznych, zwłaszcza w tych środowiskach, które a priori nadają kobietom rolę ofiar, a mężczyzn zaliczają do zbiorowej kategorii oprawców. W myśl tego stereotypu kobiety nie mają wpływu i nie ponoszą moralnej odpowiedzialności za nic, mężczyźni zaś winni są każdemu przejawowi patologii społecznej, a ich odpowiedzialność jest wyłączna i całkowita. Na poparcie tego sposobu rozumowania przytacza się liczne przekazy historyczne, z których wynika, że przez tysiące lat rozwoju społeczności kobiety były obiektem przedmiotowego i bezwzględnego traktowania przez mężczyzn. Nawet ich bliscy (ojcowie, mężowie i inni męscy krewni) traktowali je jako własność, którą mogli bez ograniczeń rozporządzać. Były więc sprzedawane i kupowane jako żony i niewolnice, zależały od dobrej woli i nastrojów swoich panów, zawsze musiały być bezwarunkowo posłuszne i lojalne. Jako istoty słabsze i bezbronne, a także w znacznie mniejszym stopniu niż mężczyźni chronione przez prawo, były łatwiejszym niż mężczyźni celem zabójstw, gwałtów, porwań i innych przestępstw. W starożytnych i średniowiecznych społeczeństwach codziennością było zmuszanie ich do zachowań niezgodnych z ich własną wolą. Ten sposób traktowania kobiet sankcjonowały wierzenia religijne i przekazywane z pokolenia na pokolenie obyczaje, patriarchalny model rodziny i powszechne wykluczenie przedstawicielek płci słabej z życia publicznego. Przez tysiąclecia miały status „drugiej płci” – zależnej od „tej pierwszej”, której powinny okazywać szacunek i pełną dyspozycyjność, z góry godząc się na niesprawiedliwe i krzywdzące zachowania. Z chwilą poślubienia przechodziły spod władzy ojcowskiej pod władzę męża, stając się służebną stroną jego rodziny. Nieposiadające praw osobistych i publicznych, zdane były na łaskę i niełaskę mężczyzn sprawujących nad nimi kontrolę36.

W czasach nowożytnych sytuacja kobiet poprawiła się. Do systemów prawnych wprowadzono bowiem normy, których celem było ograniczenie arbitralności zachowań mężczyzn wobec kobiet. Z olbrzymimi oporami i niechęcią męskiej części społeczeństwa powstawały jednak unormowania penalizujące akty przemocy stosowanej przez mężczyzn wobec kobiet.

Pierwsze przepisy zabraniające bicia kobiet wprowadzono w Massachusetts Bay Colony w 1641 roku37. Jednak o powszechnym utrzymywaniu się brutalnych zachowań wobec kobiet świadczy fragment listu niejakiej Abigail Adams napisany w 1776 roku: „wszyscy mężczyźni byliby tyranami, gdyby mogli, używając siły i omijając prawo, traktować nas z okrucieństwem, zniewagą i bezkarnością”38. O tym, że mimo wprowadzenia zakazów prawnych położenie kobiet nie ulegało zasadniczej zmianie, przekonuje wyrok wydany w 1871 roku przez amerykańskiego sędziego w sprawie Fulgham przeciwko państwu. Można w nim przeczytać, że:

[...] przywilej, który był od dawna, bić ją kijem, ciągnąć za włosy, dusić, pluć jej w twarz, powalić i kopać ją na podłodze, znieważać, jest obecnie zabroniony prawem39.

Na przeszkodzie do odpowiedniej ingerencji państwa w sprawy tego rodzaju niemal do końca lat sześćdziesiątych XX wieku stała „święta zasada” ochrony prywatności, nakazująca urzędnikom niewtrącanie się w sprawy rodzinne i osobiste obywateli.

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w rezultacie działalności organizacji feministycznych w Stanach Zjednoczonych, kwestii przemocy stosowanej przez mężczyzn wobec kobiet nadano rangę problemu społecznego. Jego rozwiązywanie miało następować przy aktywnym udziale agend państwowych. Po raz pierwszy w dziejach – w ramach przeciwdziałania zjawiskom dyskryminacji z uwagi na płeć – przemoc stosowana wobec kobiet wyszła z ukrycia. Przestała być jednym z tych zagadnień, o których nie mówiło się w dyskursie publicznym z uwagi na dobre obyczaje.

Feministyczną analizę problemu przemocy w rodzinie zapoczątkowała książka Erin Pizzey Scream quietly or neighbors will hear (Krzycz po cichu, bo sąsiedzi usłyszą) wydana w 1974 roku40. Rok później powstała Krajowa Organizacja Pomocy Maltretowanym Kobietom i Kobietom Będącym Ofiarami Przemocy Domowej (National Organization for Womens Task Force on Battered Women/Household Violence)41.

W powszechnej debacie publicznej racje feministek uznano – zgodzono się, aby amerykańskie społeczeństwo, wspomagane przez właściwe struktury państwowe, położyło kres cierpieniom bitych i maltretowanych kobiet42. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, na podstawie badań nad okresowym nasileniem się przemocy wobec kobiet, zwrócono uwagę, że w centrum tego zjawiska nadal znajduje się doświadczanie przemocy przez kobiety w rodzinach. Ustalenia badawcze potwierdziły, że mężowie i inni męscy członkowie rodzin znacznie częściej byli sprawcami aktów przemocy wobec kobiet niż obcy mężczyźni43.

Na gruncie psychologii, pedagogiki, prawa karnego i kryminologii wypracowano wiele definicji zjawiska przemocy, zwłaszcza przemocy wobec kobiet dokonywanej zarówno w obrębie rodziny, jak i poza nią (więcej na ten temat w rozdziałach drugim, trzecim i czwartym). Jedna z najbardziej znanych i najczęściej przywoływanych znajduje się w Deklaracji o Eliminacji Przemocy wobec Kobiet. Artykuł 1 stanowi:

Przemoc wobec kobiet to każdy akt związany z przynależnością do tej płci, w wyniku którego doszło lub mogło dojść do fizycznego, seksualnego lub psychicznego zranienia lub cierpienia kobiety, włączając w to groźby popełnienia takiego czynu, a także pozbawienie wolności, do czego może dojść zarówno w życiu publicznym, jak i prywatnym [wyr. moje]44.

W Polsce, zarówno przed 1989 rokiem, jak i w latach następnych, przemoc w rodzinie kojarzyła się wyłącznie z jednym schematem funkcjonalnym: kobieta to ofiara krzywdzona przez sprawcę przemocy – mężczyznę. W rodzimej opinii społecznej utrzymuje się przekonanie, że w relacjach mężczyzn i kobiet występuje asymetria: zdecydowanie przeważa przemoc oparta na większej agresywności mężczyzn, podczas gdy przemoc stosowana przez kobiety jest zjawiskiem marginalnym, stanowiąc zaledwie nikły procent przypadków przemocy w rodzinie. „Prawie nigdy nie słyszymy o przemocy doświadczanej przez mężczyzn ze strony kobiet”, chociaż „tak naprawdę nie da się określić realnej skali przemocy w rodzinie w ogóle oraz tej doświadczanej przez mężczyzn”45.

W naszym kraju kobieta, która została pobita przez męża, budzi powszechną litość i niemal natychmiast otrzymuje status ofiary. W sytuacji odwrotnej maltretowany mężczyzna wzbudza politowanie, podszyte mniej lub bardziej ostentacyjnie wyrażoną ironią. Problem przemocy domowej ze strony kobiet wobec partnerów jest pomijany, uznawany za społecznie znacznie mniej szkodliwy.

W wielu publikacjach poruszających problem przemocy domowej mężczyzna przedstawiany jest jako ten silniejszy, bardziej agresywny, a tym samym mniej narażony na przemoc ze strony partnerki. W obrębie kultury Zachodu wciąż powszechny jest stereotyp silnego mężczyzny i słabej kobiety, wiele osób wątpi w realność zjawiska przemocy wobec mężczyzn, a wielu mężczyzn nie przyznaje się, że doznaje przemocy ze strony swoich żon, bojąc się ośmieszenia. O przemocy wobec mężczyzn najczęściej mówi się w kontekście różnych scen komicznych i dowcipów46.

Pogląd, że rzeczywistym zjawiskiem jest jedynie przemoc mężczyzn wobec kobiet, wydaje się mocno zakorzeniony w Polsce. Sprzyjają temu, realizowane co jakiś czas, kampanie społeczne ukazujące mężczyznę jako sprawcę znęcania się nad żoną i dziećmi, kobietę zaś jako ofiarę. Przykładem takiego podejścia była zorganizowana kilka lat temu akcja billboardowa „Bo zupa była za słona”. Na wielkich planszach można było zobaczyć sugestywne zdjęcie posiniaczonej kobiecej twarzy oraz zdanie „Przemoc wobec kobiet jest przestępstwem” i słowo „STOP”. Na innych billboardach, obok identycznych komunikatów, widniał wizerunek mężczyzny za więziennymi kratami. Cel tych działań był nader oczywisty: wzbudzenie współczucia wobec ofiar i potępienie ich rzeczywistych i potencjalnych napastników. Wydźwięk całości tych działań miał jednak charakter bardzo jednostronnego spojrzenia na skomplikowany i wcale niejednoznaczny problem społeczny. Wszystko to działo się wbrew niektórym krajowym i zagranicznym badaniom oraz opiniom, że przemoc w relacjach kobiet i mężczyzn może mieć charakter symetryczny, czyli że mężczyźni bywają również ofiarami przemocy fizycznej i psychicznej w równym stopniu, co kobiety47. Pomimo to wielu Polakom znacznie bliższe jest przekonanie, że w stosunkach rodzinnych stroną pokrzywdzoną są kobiety.

Dowodem na słuszność powyższej tezy może być treść listu otwartego 60 sygnatariuszy do posłów i posłanek z 15 marca 2010 roku. Warto zwrócić uwagę, że niektóre wyrażenia i zwroty frazeologiczne w nim zawarte świadczą o wysokim zaangażowaniu emocjonalnym podpisanych osób. Główne bowiem tezy tego dokumentu wydają się dla nich oczywiste i tym samym bezdyskusyjne.

A oto zasadnicze przesłania przywołanego dokumentu:

My, niżej podpisani, przedstawicielki i przedstawiciele organizacji i grup działających na rzecz praw kobiet oraz osoby, którym leżą na sercu prawa kobiet, apelujemy do posłów i posłanek, by w dyskutowanej obecnie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu rodzinie, w jej preambule, znalazł się zapis podkreślający, że przemoc dotyka najczęściej kobiet i dzieci.

W nowelizacji ustawy znajdują się już zapisy dotyczące praw dzieci. Uważamy jednak, że bez podkreślenia również faktu, że to kobiety najczęściej stają się ofiarami każdego rodzaju przemocy, trudno przygotować skuteczne programy i trudno temu zjawisku przeciwdziałać. Chyba nie ma bardziej jaskrawego przykładu na to, że płeć ma olbrzymie znaczenie – to właśnie 800 tysięcy kobiet rocznie doświadcza przemocy, a 150 ginie w wyniku tzw. nieporozumień domowych, 95% osób stosujących przemoc to mężczyźni [wyr. moje].

Polemizując z tezą, że przemoc domowa była zjawiskiem neutralnym płciowo, sygnatariusze apelu dają do zrozumienia, że tego rodzaju przemoc ma płeć. Jest to – ich zdaniem – płeć męska. Zarzucają rządowi, że jest „głuchy” na zalecenia Komitetu ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet przy ONZ, aby prowadzić kampanie mające na celu zwiększenie świadomości obywatelskiej w zakresie potrzeby zwalczania przemocy wobec kobiet (ostatnia tego typu ogólnopolska akcja firmowana przez agendy rządowe została przeprowadzona w 2002 roku). Według autorów listu mężczyźni stosujący przemoc w rodzinie odpowiedzialni są nie tylko za przemoc wobec swoich życiowych partnerek, ale również za to, że te kobiety jako matki są sprawczyniami aktów przemocy wobec dzieci. W przywołanym tekście wywód ten ma następujące brzmienie:

Zajmując się jedynie problematyką przemocy wobec dzieci, a lekceważąc problem przemocy wobec kobiet – nie uda się przeciwdziałać temu zjawisku, bowiem to kobiety najczęściej zajmują sie dziećmi, także w rodzinach, w których występuje przemoc. Jeśli nie pomożemy matce – najbliższej naszej sojuszniczce w walce z przemocą – nie pomożemy także dziecku. Kobieta, która doświadcza przemocy, najczęściej odreagowuje swój stres i bezsilność na słabszym. W przypadku rodziny jest to dziecko właśnie. To jedno ze źródeł przemocy kobiet nad dziećmi – stosują ją m.in. kobiety, które same doświadczają lub doświadczały przemocy. Przemoc wobec dzieci to najczęściej skutek, a nie przyczyna zjawiska przemocy w rodzinie.

Dokument kończy wezwanie parlamentarzystów do uchwalenia preambuły ustawy w następującym kształcie:

Uznając, że przemoc w rodzinie narusza podstawowe prawa człowieka, w tym prawo do życia i zdrowia oraz poszanowania godności osobistej, dotyka zwłaszcza kobiet i dzieci, a władze publiczne mają obowiązek zapewnić wszystkim obywatelom i obywatelkom równe traktowanie i poszanowanie ich praw i wolności, a także w celu zwiększenia skuteczności przeciwdziałania przemocy w rodzinie stanowi się... [wyr. moje]

Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny nie przychyliła się do przedstawionej propozycji. Uznała, że ustawa, w tym również jej preambuła, nie może ograniczać kręgu ofiar przemocy w rodzinie jedynie do kobiet i dzieci. Takie sformułowanie byłoby sprzeczne z rzeczywistym obrazem zjawiska, a ponadto mogłoby stanowić przejaw dyskryminacji mężczyzn, którzy również bywają ofiarami tej odmiany przemocy.

6 sierpnia 2008 roku Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) skierował na ręce Sekretarza Stanu – Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania pismo w sprawie psychicznego i fizycznego znęcania się nad mężczyznami przez kobiety48. We wstępie do tego dokumentu ocenił, że jakkolwiek problem ten nie jest przedmiotem dużej liczby wniosków wpływających do jego biura ani spraw karnych, w których pokrzywdzonymi są mężczyźni, to jednak, jak stwierdził, „nie jest dogłębnie zdiagnozowany i udokumentowany”. Tego rodzaju sytuacja może wywoływać wątpliwości wskazujące na „selektywność zainteresowania przemocą domową ze strony właściwych organów i instytucji”. Potwierdzeniem tej obserwacji mają być wnioski organizacji pozarządowych kierowane do RPO, a także jego trudności w uzyskaniu danych o ilości spraw w omawianej kategorii w statystyce prowadzonej przez resort sprawiedliwości.

W dalszej części wystąpienia Rzecznik podkreślił:

We wnioskach pochodzących od nielicznych organizacji pozarządowych zajmujących się problematyką znęcania się nad mężczyznami podnoszony jest też problem pomijania w kampaniach społecznych, również tych organizowanych przez instytucje państwowe, problemu znęcania się kobiet nad mężczyznami i utrwalania, w ocenie skarżących, nieprawdziwego i jednoznacznie negatywnego stereotypu, że to właśnie mężczyzna jest sprawcą przemocy.

Warto w tym miejscu również podnieść, że z dostępnej literatury naukowej wynika, że częstość stosowania przemocy wobec partnera jest u obu płci zbliżona, ale różne są wzorce tych zachowań. Kobiety częściej stosują przemoc psychiczną wobec mężczyzn, jako noszącą mniejsze ryzyko odwetu i skuteczniejszą. W przypadku agresji fizycznej jej skutki nie są zazwyczaj łatwo dostrzegalne. Stąd, w mojej ocenie, trudność leżąca po stronie organów ścigania, wciąż nastawionych na zbieranie dowodów świadczących jedynie o aktach fizycznej agresji w przypadku znęcania się w ujawnianiu tego typu spraw. Poza kwestią wadliwej praktyki procesowej, jaka dotyka postępowania w sprawach o znęcanie w ogóle, a może mieć szczególny wpływ na efekt tych postępowań karnych, w których dochodzi wyłącznie do znęcania się psychicznego, a pokrzywdzonymi są mężczyźni, warto podnieść, że docierają do mnie również sygnały o braku stosownej reakcji ze strony organów ścigania.

W dalszej części pisma RPO argumentuje, że w większości krajów kwestie dotyczące przemocy w rodzinie poruszane są w kontekście szeroko pojętej problematyki przemocy lub też przedsięwzięć na rzecz zrównania statusu kobiet i mężczyzn. Odwołuje się do przykładu kampanii Rady Europy z grudnia 2007 roku, poświęconej przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i domowej oraz działań podejmowanych w ramach akcji „16 dni przeciwdziałania przemocy ze względu na płeć”. W przedsięwzięciach tych uczestniczyło ze strony polskiej między innymi Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Dodatkowym powodem zainteresowania się administracji omawianym zagadnieniem jest okoliczność wskazująca na to, że w naszym kraju „generalnie przestępczość kobiet w coraz młodszych grupach wiekowych wzrasta w szybkim tempie”. W zakończeniu wystąpienia RPO stwierdził:

W mojej ocenie należy zatem poszukiwać uniwersalnego podejścia, nie stawiając znaku równości między przemocą w rodzinie i przemocą wobec kobiet czy dzieci. Płeć sprawcy czy ofiary ma istotne znaczenie np. dla poszukiwania czynników powodujących agresję danej płci w celu identyfikacji i skutecznej resocjalizacji sprawców czy też stosowania programów prewencyjnych. To nie płeć sprawcy czy ofiary jednak, w mojej ocenie, ma tu szczególne znaczenie, ale fakt, że do znęcania dochodzi w rodzinie.

Spostrzeżenia, oceny i konkluzje RPO pozostają w ścisłym związku z tematyką niniejszego studium i stanowią źródło inspiracji. W najbardziej syntetycznym ujęciu sprowadzają się one do następujących postulatów:

istnieje społeczna potrzeba opracowania diagnozy problemu przemocy stosowanej przez kobiety, gdyż takie zjawisko występuje i ma negatywne następstwa;

przedmiotem kompleksowego rozpoznania powinny być nie tylko przypadki stosowania przemocy wobec mężczyzn, ale również sytuacje agresji fizycznej i psychicznej używanej przez kobiety wobec innych członków rodziny (dzieci, innych krewnych, w tym szczególnie osób w wieku podeszłym i niepełnosprawnych);

należy zebrać wszelkie dostępne dane, które pozwolą określić przyczyny, rozmiary, symptomy i społeczne konsekwencje przemocy stosowanej przez kobiety w rodzinie;

uzasadnione i celowe jest przyjrzenie się procedurom postępowania właściwych organów i instytucji pod kątem obiektywizmu i skuteczności ich działania w dziedzinie ujawniania przemocy domowej, zwłaszcza w odmianie stosowanej przez kobiety;

niezbędna jest ewaluacja problemu używania przemocy przez kobiety nie tylko w zakresie psychicznego i fizycznego znęcania się nad mężczyznami, ale również w dziedzinie agresywnej przestępczości kobiet, zwłaszcza sprawczyń z młodszych grup wiekowych;

do analizy i oceny przemocy stosowanej przez kobiety w rodzinie należy wykorzystać ustalenia i obserwacje pozarządowych organizacji działających na rzecz poszanowania prawa i równego statusu płci, w tym przede wszystkim ruchu obrony praw ojców.

Podczas posiedzenia senatu, które odbyło się 2 kwietnia 2009 roku, senator Piotr Kaleta złożył oświadczenie skierowane do ministra sprawiedliwości. W swoim wystąpieniu wskazał na dysfunkcjonalność państwowego systemu walki z przemocą w rodzinie i nieprawidłowości pojawiające się w działaniach służb państwowych, skutkujące praktykami dyskryminującymi mężczyzn. Oto treść tego oświadczenia według dokumentacji 30. sesji izby wyższej naszego parlamentu49:

Panie Ministrze!

Z głębokim niepokojem obserwuję sytuację dotyczącą dyskryminacji mężczyzn w sprawach z zakresu przemocy w rodzinie przez organy ścigania i wymiar sprawiedliwości. Obecnie lawinowo wzrasta liczba fałszywych oskarżeń mężczyzn o stosowanie przemocy wobec bliskich.

Uważam, że wynika to z wadliwego działania całego systemu przeciwdziałania przemocy, począwszy od działań prokuratury, a skończywszy na sądach. W instytucjach tych mamy do czynienia ze stereotypowym podejściem do zjawiska przemocy w rodzinie, zgodnie z którym mężczyzna najczęściej utożsamiany jest ze sprawcą. Organy ścigania i, niestety, wymiar sprawiedliwości często za prawdziwe przyjmują słowa strony oskarżającej, najczęściej kobiety, że jest ofiarą i nie badają sytuacji rodziny, sprowadzając swoje działania do ukarania rzekomego sprawcy, a nie rzetelnego zbadania sprawy.

Zastanawiające i niepokojące jest to, że ofiarami takich działań są głównie mężczyźni. Sprzyja temu atmosfera, jaką wytworzono wokół problemu przemocy domowej. Nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy daje nieograniczone możliwości represjonowania osoby wskazanej jako sprawca, nie zabezpieczając jej w żaden sposób przed możliwością pomówienia. Daje nieograniczone możliwości ingerencji w życie rodziny służb społecznych, manipulowania policją i prokuraturą przez osoby fałszywie oskarżające swych partnerów. Daje możliwość bezkarnego i bezprawnego oddzielenia rodzica od dziecka bez rzetelnego zbadania problemu.

W związku z tym proponowałbym, aby wprowadzić poprawki do nowelizacji, wymuszające bardziej rzetelne zapoznanie się ze sprawą, zaprzestanie stereotypowego traktowania mężczyzn jako oprawców oraz obiektywne zaznajomienie się z zeznaniami obu stron przed ostatecznym wydaniem wyroku.

Problemami sformułowanymi w wystąpieniu senatora zajęła się Senacka Komisja ds. Rodziny i Polityki Społecznej, której posiedzenie temu poświęcone odbyło się 6 maja 2009 roku. W trakcie dyskusji uznano, że omawiane zagadnienia powinny stać się przedmiotem zainteresowania odpowiednich agend rządowych w celu wypracowania właściwych rozwiązań zaradczych. W ramach kontynuacji tej debaty sześć dni później w siedzibie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów doszło do spotkania, w czasie którego poruszono problem niewydolności systemu przeciwdziałania przemocy w rodzinie i przypadków wskazujących na niewłaściwe praktyki stosowane wobec mężczyzn w toku działalności niektórych organów i służb państwowych. Gospodarzem spotkania była minister Elżbieta Radziszewska – Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania. Stronę rządową reprezentowali również przedstawiciele ministrów sprawiedliwości oraz pracy i polityki społecznej. W spotkaniu uczestniczyli reprezentanci rzeczników: praw obywatelskich oraz praw dziecka, a ze strony organizacji społecznych – działacze stowarzyszeń wchodzących w skład Forum na rzecz Odpowiedzialnego Ojcostwa.

W czasie dyskusji zwrócono uwagę na narastający fenomen społeczny, jakim jest „swoista moda” na fałszywe oskarżenia mężczyzn o przemoc lub molestowanie seksualne, w tym również własnych dzieci, szczególnie w trakcie toczących się spraw rozwodowych. Przedstawiciele stowarzyszeń ojcowskich podkreślili notoryjność tego rodzaju praktyk oraz bezkarność bezpodstawnie pomawiających kobiet. W ich opinii sprzyjają temu brak zainteresowania prokuratorów i sędziów tymi zdarzeniami oraz ich bezczynność w pociąganiu do odpowiedzialności sprawczyń tego rodzaju przestępstw. Wskazane zaniechania mogą przyczyniać się do eskalacji tego zjawiska. Z powodu pomówień ojcowie aż do wyjaśnienia sprawy, czyli w praktyce na wiele miesięcy, a nawet lat, tracą kontakt z dziećmi. Kiedy po długotrwałym postępowaniu zostają oczyszczeni z zarzutów, sprawczynie fałszywych oskarżeń pozostają bezkarne.

Reprezentanci strony społecznej domagali się od rządu inicjatyw legislacyjnych i podjęcia działań przeciwko dyskryminowaniu mężczyzn, zwłaszcza w sprawowaniu opieki nad dziećmi w trakcie rozwodu i po nim. Przedmiotem krytyki była również aktywność ośrodków psychologiczno-pedagogicznych, które w wielu przypadkach dostarczają sądom rodzinnym opinii opartych na ideologii dyskryminującej mężczyzn, a nie na rzetelnych badaniach naukowych. W następstwie tego rodzaju praktyk upowszechnia się swoista forma przemocy stosowanej przez kobiety wobec mężów i dzieci, polegająca na manipulowaniu uczuciami dziecka w taki sposób, aby było nieufnie lub wrogo nastawione do ojca. Wzorem innych krajów europejskich postulowano wprowadzenie tak zwanej opieki naprzemiennej nad dziećmi z rozwiązanych przez sąd małżeństw zamiast – często krzywdzącej ojców – polityki ograniczonych kontaktów.

W nielicznych polskich opracowaniach poruszających problematykę dyskryminacji mężczyzn nie ukrywa się, że większość zarejestrowanych przez jednostki terenowe policji zdarzeń dotyczących przemocy w rodzinie to przestępstwa popełniane przez mężczyzn na kobietach. Stąd nasze społeczeństwo, chociaż świadome istnienia zjawiska, à rebours traktuje je bez należytej powagi, często jako komiczną sytuację lub ciekawostkę obyczajową. Tymczasem z obserwacji niektórych autorów wynika, że mężczyzna będący ofiarą przemocy w rodzinie jest człowiekiem z silnym poczuciem alienacji społecznej, naznaczonym stygmatem słabości i podporządkowania. Z upływem czasu w takim mężczyźnie ugruntowuje się świadomość, że odbiega od stereotypowego wizerunku płci męskiej, a to sprzyja pozostawaniu w długotrwałym stresie i poczuciu poniżenia. To wszystko może skutkować wyuczoną bezradnością sytuacyjną i mniej lub bardziej poważnymi zaburzeniami zdrowia.

Dlaczego tak się dzieje? Oto kilka odpowiedzi na to pytanie sformułowanych przez Stanisława Mielnika – przedstawiciela ruchu ojcowskiego:

Pod względem prawnym mężczyzna staje się wobec dwóch zasadniczych przeszkód: po pierwsze – niezwykle trudno jest mu udowodnić, że jest ofiarą, a po drugie – nikt mu nie zapewni, że on i jego dzieci będą we właściwy sposób chronione. [...] Mężczyźni bardzo często pozostają świadomie w roli ofiar ze względu na dzieci. [...]

Większość mężczyzn nie reaguje na przypadki przemocy wobec nich. Często ta cisza jest spowodowana lękiem przed ośmieszeniem oraz przekonaniem, że jego partnerka nie będzie ukarana, a jemu samemu nie będzie udzielona pomoc. Nawet kiedy mężczyzna udowodnił, że jest ofiarą, to i tak musi postąpić według niepisanej zasady, że to on ma opuścić dom. Jest więc oddzielony od dzieci i często ma trudności w utrzymywaniu z nimi regularnego kontaktu. Faktycznie to on jest traktowany jako sprawca, a nie jako ofiara50.

W