Pomiędzy kroplami łez - J. Harrow - ebook
NOWOŚĆ

Pomiędzy kroplami łez ebook

J. Harrow

0,0

Opis

Patchworkowe rodziny nie są już niczym szczególnym. Ludzie kiedyś się kochali, a dziś rozwodzą i wchodzą w nowe związki.

U piętnastoletniej Nadki było jednak inaczej. Jest owocem wpadki dwojga nastolatków, którzy nigdy nie zawarli małżeństwa, a jej tata wciąż jest singlem.

Zbuntowana dziewczyna ma słaby kontakt z ojcem, Sergiuszem. Mieszkają setki kilometrów od siebie. Konieczność spędzenia w tym roku u taty niemal całego lata złości Nadkę, a introwertycznego mężczyznę przeraża. Co ma niby robić z nastolatką? I jak z nią rozmawiać, skoro ta traktuje go jak wroga?

Sergiusz stara się odbudować więź z córką. Dostrzega w niej wrażliwość, którą ta skrzętnie ukryła pod skorupą opryskliwości.

Sprawy komplikują się, kiedy Nadka zaczyna przyjaźnić się z miejscowym chłopakiem, a w życiu mężczyzny pojawia się tajemnicza, piękna dziewczyna. Kiedy już wydaje się, że to lato nad Bałtykiem przyniesie same piękne wspomnienia, na jaw wychodzą rodzinne tajemnice.

Serce Nadki pęka, a Sergiusz stara się zbierać porozbijane kawałki…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 341

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Książki wydawane przez ImagineBooks oznakowane są na okładkach symbolami identyfikującymi gatunek i fabułę.

Na każdej okładce mogą się znaleźć następujące symbole:

sceny erotyczne

fantastyka i magia

romans

kryminał

horror

komedia

przemoc

thriller

zjawiska paranormalne

mafia

dramaturgia

Spis treści

Prolog

1. Nadzieja

2. Sergiusz

3. Sergiusz

4. Sergiusz

5. Gracja

6. Sergiusz

7. Sergiusz

8. Gracja

9. Sergiusz

10. Gracja

11. Nadzieja

12. Nadzieja

13. Nadzieja

14. Gracja

15. Gracja

16. Nadzieja

17. Sergiusz

18. Nadzieja

19. Nadzieja

20. Gracja

21. Sergiusz

22. Nadzieja

23. Sergiusz

24. Gracja

25. Gracja

26. Sergiusz

27. Nadzieja

28. Gracja

29. Sergiusz

30. Nadzieja

31. Sergiusz

32. Sergiusz

33. Sergiusz

34. Nadzieja

35. Nadzieja

36. Nadzieja

37. Nadzieja

38. Nadzieja

39. Sergiusz

Epilog

Od autorki

Nauczyłeś mnie miłości do książek, dając tysiąc żyć wmiejsce jednego.

Dziękuję ci, tato.

Dedykuję ci tę książkę, choć nigdy jej nie przeczytasz. Mam nadzieję, że jednak patrzysz na mnie zgóry ijesteś choć trochę dumny.

Do zobaczenia…

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej piętnastego roku życia.

Prolog

Spieprzyłem.

Miałem zaledwie szesnaście lat, nie byłem gotowy na zostanie ojcem. Tylko że później też marnie szła mi ta rola… Dziś nie znam własnej córki, nie umiem z nią rozmawiać. W ogóle nie umiem rozmawiać z ludźmi.

Kiedy zadzwoniła Sandra, właściwie o nic nie pytałem, jak zwykle jedynie przytakując. Tak, nie, okej… Mój zasób słownictwa w rozmowach z nią zawsze był ubogi. Nie wiem, czy dlatego, że była straszną gadułą i trudno się przez nią przebić, czy to raczej kwestia moich problemów. Pewnie jedno i drugie. Mam trzydzieści jeden lat, a nadal nie potrafię wyrażać werbalnie swoich myśli. Co innego na piśmie. Z tym sobie radzę i to całkiem nieźle.

Minęły dwa tygodnie od mojej rozmowy z matką Nadki, a wydaje mi się, jakby to było wczoraj. Nie mogę uwierzyć, że tym razem przyjeżdża na całe lato. No, prawie. Pod koniec sierpnia będę musiał odstawić ją na pociąg powrotny do Krakowa, ale na razie nie chcę o tym myśleć. Czuję ekscytację, moja córka jeszcze nigdy nie była ze mną tak długo. Cieszę się tym, ale jednocześnie jestem przerażony. Naszego ostatniego spotkania nie zaliczyłbym do udanych…

Nadka nie jest już małą, słodką dziewczynką.

Chwytam telefon i loguję się na Bonding21. Mam wrażenie, że jeśli z kimś o tym wszystkim nie pogadam, to rozsadzi mi łeb.

1Nazwa aplikacji towarzyskiej, wymyślona przez autorkę.

Ja: Muszę ci o czymś powiedzieć.

Z bijącym sercem czekam na jej odpowiedź, ale nie nadchodzi od razu. Nerwowo przeczesuję ręką włosy i popijam wystygłą dawno kawę, wydreptując ścieżkę między sypialnią a salonem.

Szulka: Cześć, hej, hejka, siema… Może tak w końcu nauczysz się zaczynać od przywitania? :-)

Uśmiecham się do ekranu.

Ja: Jak wymyślę takie, które do ciebie pasuje. Te są zbyt banalne.

Szulka: Och… Komplementy z samego rana czy ironia?

Ja: Jest już ósma, u mnie rano to piąta.

Specjalnie nie odpowiedziałem na jej pytanie. Wciąż boję się ją spłoszyć. Tak naprawdę nie mam pewności, czy to, co się mię-dzy nami dzieje, jest tym, czego bym chciał. Tak mi się wydaje, ale nie widząc jej twarzy i nie słysząc głosu, niczego nie jestem pewien. Może wcale nie jest mną zainteresowana w TAKI sposób? Co, jeśli po prostu lubi sobie ze mną popisać?

Szulka: Dobra, ranny ptaszku, co tam? Co musisz mi powiedzieć? Tylko nie za dużo informacji na raz, proszę, dopiero się obudziłam, a właściwie budzę. Mój mózg jeszcze nie działa na pełnych obrotach.

Wyobrażam sobie, że jest w samej koszulce, ma potargane włosy i półprzymknięte powieki… Potrząsam szybko głową, próbując wyrzucić z niej ten rozpraszający obraz. Męska natura bywa irytująca. Choć bardzo staram się nie myśleć prymitywnie, bo nie popieram uprzedmiotawiania kobiet, to czasami nic nie mogę poradzić na to, że moja wyobraźnia działa tak, a nie inaczej.

Ja: Przejdę od razu do rzeczy. Dotąd niewiele ci pisałem o mojej przeszłości czy rodzinie. Nie wiem, czy w ogóle masz ochotę poznać tę część mnie, ale chyba potrzebuję się wygadać.

Mija minuta i zaczynam się stresować. Może to jednak nie był dobry pomysł? Co, jeśli ona wolałaby nadal poruszać ze mną tylko lekkie, niezobowiązujące i niewymagające głębszych refleksji tematy? Nerwowo wystukuję palcami jakiś rytm na okładce książki, którą czytam.

Szulka: Dawaj. W międzyczasie robię sobie kawę.

Oddycham z ulgą i patrzę w swój niemal pusty już kubek. A więc oboje lubimy rano ten sam napój.

Ja: Mam córkę. Mieszka z matką w Krakowie. Widuję ją dwa, czasem trzy razy w roku. Głównie przez odległość, jaka nas dzieli.

Zastanawiam się, czy już teraz powinienem być z nią aż tak szczery. Wreszcie decyduję się na odkrycie wszystkich kart. Może Szulka nie zechce kontynuować naszej znajomości, ale przecież w końcu i tak bym jej o wszystkim powiedział. Jaki jest więc sens z tym zwlekać?

Ja: Rzecz w tym, że nie byłem najlepszym ojcem. W sumie nadal nie jestem. To długa historia, więc może opowiem Ci ją kiedy indziej. Chciałem Ci tylko powiedzieć, że do mnie niedługo przyjeżdża i cholernie mnie to przeraża. Masz może pomysł, jak spędzać czas z nastolatką?

Czekam zaledwie kilka sekund, ale mam wrażenie, że mija wieczność. Gdy w końcu odpisuje, wypuszczam głośno powietrze.

Szulka: Nie pomyślałabym, że jesteś rozwiedziony. Zaskoczyłeś mnie.

Ja: Nie jestem. Nigdy nie wziąłem ślubu z matką Nadki.

Ludzie często tak reagują – jakby dziecko miało być zawsze owocem z małżeństwa. Dla mnie, jak już, to ma być oznaką miłości, choć i z tym przecież różnie bywa.

Szulka: Nadka? Tak ma na imię twoja córka?

Ja: Ma na imię Nadzieja.

Szulka: Pięknie :) Czyj to był pomysł? Twój czy jej matki?

Szukam w pamięci tamtego dnia i mimowolnie się uśmiecham. Nasza sytuacja była wtedy tak beznadziejna, że dość szybko zdecydowaliśmy o imieniu. Wydawało nam się, że to odczaruje pecha i że wszystko się jakoś ułoży.

I ułożyło. JAKOŚ.

Ja: To była wspólna decyzja. Wracając do tematu – co ja niby mam robić z nastoletnią dziewczynką? Jesteś młodsza ode mnie, może jakaś podpowiedź?

Szulka: To mnie teraz rozbawiłeś, staruszku :))) Nie chciałbyś wiedzieć, co wyprawiałam jako nastolatka. Trust me, lepiej nie brać ode mnie rad w tej kwestii.

Zastanawiam się, jak bardzo była szalona jeszcze kilka lat temu. A może nadal jest? Ma dopiero dwadzieścia dwa lata, jeśli wierzyć w to, co wpisała w profilu.

Szulka: Wystraszyłam cię?

Ja: Raczej zaintrygowałaś.

Szulka: Punkt dla mnie. Chociaż… Ty też mnie zaintrygowałeś. Skoro Nadka jest nastolatką, to ile miałeś lat, kiedy zostałeś ojcem?

Przełykam z trudem ślinę. Za każdym razem, gdy ktoś o to pyta, czuję wstyd i strach. Zupełnie jak piętnaście lat temu. Jakby czas stanął w miejscu.

Ludzie uwielbiają oceniać innych. Za często miałem okazję tego doświadczać…

Ja: Szesnaście.

Odliczam kolejne sekundy. W siedemdziesiątej pierwszej w końcu mi odpisuje.

Szulka: A miałeś oszczędzić mi z rana nadmiaru informacji… Mózg mi teraz paruje. To ile Nadzieja ma lat? Piętnaście? Matematyka nie jest moją mocną stroną, ale chyba tu się nie pomyliłam, co?

Ja: Jako gość całkiem w tej dziedzinie dobry, śpieszę z informacją, że zdałaś na piątkę.

Znów każe mi czekać na odpowiedź. Choć może nie powinienem spodziewać się natychmiastowej reakcji, bo przecież o nic nie zapytałem… Po prostu stresuję się, że robi takie długie pauzy. Wystawia moją cierpliwość na próbę i choć zwykle nie mam z nią problemu, teraz czuję, jakby gdzieś wyparowała.

Szulka: Sergio, muszę kończyć. Przepraszam cię, ale musimy przełożyć naszą rozmowę na później.

Czyli jednak to było dla niej za dużo… Czuję bolesne ukłucie w klatce piersiowej. Od dawna z nikim nie udało mi się nawiązać takiej więzi i nie pamiętam, kiedy z kimkolwiek tak dobrze mi się rozmawiało. Chciałbym, żeby posiadanie przeze mnie dziecka nie miało dla niej większego znaczenia, ale to chyba pobożne życzenie. Jaka młoda kobieta rozważałaby wejście w relację z mężczyzną posiadającym taki bagaż? W dodatku przyznałem, że jestem beznadziejnym ojcem. Sam wykopałem pod sobą dołek.

Ja: Jasne, rozumiem. Do później. Odezwij się, jak będziesz miała czas.

Szulka: OK.

Wpatruję się jeszcze chwilę w ekran, z nadzieją, że może za moment ponownie napisze, ale nic takiego się nie dzieje. Wiem, że już nigdy się do mnie nie odezwie. Wiem też, że i ja nie będę więcej do niej pisał. Nie chcę jej do niczego zmuszać. Nie będę nachalny.

Dziwny chaos opanowuje moje myśli… Jest ich zdecydowanie za dużo. Wolałbym, żeby nie zaczęło zależeć mi na tej znajomości, wtedy wszystko byłoby prostsze. Nigdy dotąd nie przejmowałem się tak bardzo tym, co ktoś o mnie myśli, a teraz rozkładam wszystko na czynniki pierwsze.

Wstaję i podchodzę do okna. Na zewnątrz jest już bardzo ciepło i pewnie niedługo będę musiał włączyć klimatyzację. Nie lubię jej i mój kot też nie. Właśnie ociera się o moją nogę, więc wypuszczam go na balkon.

–  Wygrzej kości, staruszku – mówię. – I naładuj baterie, bo już jutro będziesz musiał znosić nie tylko mnie.

Czarodziej dostojnym krokiem pokonuje próg i po chwili układa się w pełnym słońcu. Czarne futro połyskuje, choć nie aż tak, jak jeszcze kilka lat temu. Wiem, że jego dni są policzone, ale nie chcę o tym teraz myśleć, więc szybko wracam do pracy. Odpalam laptop i znów siadam do tabelek. Chcę skończyć tę analizę do jutra, więc pewnie dziś zejdzie mi do północy. Może to i dobrze? Przynajmniej zajmę czymś myśli.

1

Nadzieja

Jestem ostatnią na świecie dziewczyną, która pisze pamiętnik. I pewnie jedyną, której nie cieszy perspektywa spędzenia niemal całych wakacji nad morzem. Nie sądziłam, że matka naprawdę mi to zrobi i do ostatniej chwili łudziłam się, że zmieni zdanie. Ja rozumiem jeden tydzień, ale siedem?! Niby jak mam wytrzymać z ojcem tyle czasu?

–  Można? – Ktoś wchodzi do mojego przedziału.

Patrzę niewidzącym wzrokiem na chłopaka i kiwam głową. Kładzie swój plecak pomiędzy nami i rozsiada się wygodnie, po czym wkłada w uszy słuchawki. Z kabelkiem. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz takie widziałam.

Wracam do pisania pamiętnika, bo zostało mi jeszcze dobre piętnaście minut jazdy.

To nie tak, że nie lubię odwiedzać Gdańska. Babcia idziadek są naprawdę spoko. Miasto też jest git. Problem wtym, że zawsze przyjeżdżałam na góra tydzień, więc czas szybko mi leciał. Drugi problem, nawet gorszy, stanowi mój ojciec. Musiał wyprowadzić się na takie zadupie?! Póki mieszkał zdziadkami wGdańsku, łatwiej było mi znim funkcjonować– właściwie rzadko byliśmy sami, ciągle ktoś kręcił się gdzieś obok. Babcia, dziadek, dzieciaki od cioci. No ipies. Lubiłam brać go na spacery, szczególnie na plażę.

Wyspa Sobieszewska to chyba koniec świata… Nie wiem, czym ludzie się tak zachwycają. Wolałabym być wmieście, bo wnim przynajmniej miałabym co robić.

Od wczoraj boli mnie brzuch. Denerwuję się tym wszystkim. Już wzeszłym roku nie bardzo wiedziałam, oczym rozmawiać ztatą, więc nie sądzę, że tym razem będzie inaczej. Zresztą on niczego nie ułatwia… Niewiele mówi, właściwie wcale się do mnie nie odzywa. Mam wrażenie, że jemu mój przyjazd również nie jest na rękę. Nie wiem, komu matka zrobiła bardziej na złość.

Rozumiem, że dla mnie to kara za fatalne oceny, ale uważam, że to przesada– przecież itak dostanę się do liceum. Co za różnica jakiego? Jej ciągłe gadanie ostudiach działa mi na nerwy! Po cholerę mi one?! Matka ich nie ma, ajakoś sobie wżyciu poradziła. Jak chce przeze mnie leczyć swoje kompleksy, to trafiła pod zły adres. Może sobie teraz iść na studia, jak tak bardzo przeszkadza jej średnie wykształcenie wpapierach. Dlaczego rodzice zawsze zmuszają swoje dzieci do realizacji ich niespełnionych marzeń?

Jeszcze to gadanie ociąży… Masakra. Dobrze, że nie ma pojęcia otym, że nie jestem już dziewicą, bo zesłałaby mnie do ojca na rok.

Po chwili zastanowienia dokładnie wykreślam ostatnie zdanie. Matka co prawda nie grzebie w moich rzeczach, ale jeśli jakimś cudem pamiętnik trafiłby w jej ręce, to totalnie bym się tym wyznaniem pogrążyła.

Przymykam powieki i wracam myślami do minionego piątku. Zaledwie cztery dni temu zostałam kobietą… To było dziwne doświadczenie i na pewno inaczej sobie to wszystko wyobrażałam. Chyba myślałam, że będzie jak w tych wszystkich romantycznych filmach, których oglądania się wypieram. Ludzie myślą, że gustuję tylko w horrorach i fantastyce i wolę, aby tak zostało. Słodkie historie kłóciły się z moim wizerunkiem, który wydaje mi się bezpieczną tarczą.

W każdym razie cieszę się, że zrobiłam to zdoświadczonym chłopakiem, inaczej stresowałabym się podwójnie. Kuba był delikatny iwyrozumiały, no ipomyślał ozabezpieczeniu. Miał już dziewiętnaście lat, był zdecydowanie bardziej odpowiedzialny niż chłopaki wmoim wieku. Zresztą, nigdy nie zrobiłabym tego zpiętnastolatkiem. Ci, których znam, to kompletni idioci isą tak dziecinni, że nie umiem sobie wyobrazić, żeby którykolwiek wiedział, jak zająć się dziewczyną. Sami sobą nie potrafią się zająć. Nieogarnięte dzieciaki.

Otwieram oczy i obserwuję widok za oknem. Pociąg zaraz wjedzie do Gdańska, czyli powinnam powoli szykować się do wyjścia. Wstaję ostrożnie i sięgam po torbę umieszczoną nad moją głową.

– Czekaj, pomogę ci – słyszę głos chłopaka od słuchawek z kabelkiem.

– Poradzę sobie.

– Nie wątpię – mówi, po czym delikatnie odpycha mnie i zdejmuje torbę. – Proszę.

– Dzięki – mruczę pod nosem, przejmując moją własność.

***

Rozglądam się za ojcem, ale nigdzie go nie widzę. Zaciągam walizkę do najbliższej ławki na peronie i wyjmuję z przewieszonej przez ramię torby komórkę.

– Nikt po ciebie nie przyszedł?

Podskakuję na dźwięk głosu za moimi plecami. Odwracam się i widzę chłopaka z mojego przedziału. Ma jedynie ten plecak i wsiadł kilka stacji wcześniej, więc pewnie jest z okolic. Mierzę go znudzonym wzrokiem i kręcę głową.

– Przyszedł. Pewnie pomylił perony czy coś.

– To lepiej wyjść na zewnątrz, tam się spotkacie. – Uśmiecha się przyjaźnie. – Pomogę ci z walizką. Albo lepiej wezmę od ciebie tę ciężką torbę.

Przypominam sobie oglądany ostatnio program, gdzie złodziej zaproponował właśnie taką przysługę jakiejś kobiecie, po czym zniknął z jej bagażem.

– Poradzę sobie. Zresztą, nie zamierzam nigdzie iść. Tata pewnie zaraz się tu zjawi.

Mówiąc to, zaciskam mocno palce na rączce walizki. W drugiej dłoni wciąż mam telefon. Wybieram numer ojca i przykładam komórkę do ucha.

Nie odbiera.

Chłopak wciąż stoi obok i mi się przygląda. Nie wiem, na co liczy. Wysyłam tacie głosówkę, informując go, na jakim peronie na niego czekam i wsuwam telefon do kieszeni.

– Wracasz z wakacji? – pyta chłopak.

– Jest dziewiąty lipca – zauważam. – Wakacje to się dopiero zaczynają.

– W sumie trwają dwa tygodnie, w tym czasie można było już coś porobić.

– Może ty – wzdycham. – Ja musiałam ogarnąć papiery do liceum.

Przekrzywia głowę i lekko mruży oczy. Są tak bardzo niebieskie, że niemal dorównują kolorowi nieba, które widzę ponad głową chłopaka.

– Wyglądasz na jakieś siedemnaście lat, więc nie sądziłem, że dopiero skończyłaś podstawówkę.

Uśmiecham się krzywo.

– Postarzanie nie jest dla mnie komplementem, więc jeśli chciałeś zapunktować, to ci się nie udało.

Odwracam się do niego plecami, licząc na to, że w końcu sobie pójdzie. Ale nie. Uparcie tkwi obok mnie, jakby nie miał nic lepszego do roboty. Mam ochotę zapalić, więc sięgam do torby po poda, ale gdy już mam go w ręku, przypominam sobie, że lada moment może nadejść tata.

– Fuck – klnę głośno i chowam go z powrotem do kieszeni torby.

Nagle staje przede mną mój współpasażer. Uśmiecha się głupkowato, co strasznie mnie drażni.

– Spoko, zapal sobie – mówi. – Jeśli będę stał jak teraz, to zobaczę, czy nadchodzi twój stary. Poza tym też sobie puszczę dymka i jakby co, zwalisz winę na mnie.

Robię wielkie oczy, nie dowierzając w to, co słyszę.

– Ma jakieś sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu i jasnobrązowe, krótkie włosy.

– Kto?

– Mój stary. – Przewracam oczami i wyjmuję poda.

– No to w takim razie to nie on właśnie nadchodzi.

Mimowolnie odwracam się w kierunku wejścia na peron i widzę tęgą kobietę około sześćdziesiątki, ciągnącą za sobą wściekle różową walizkę w kwiatki.

Parskam śmiechem.

Chłopak odpala klasycznego papierosa, nic sobie nie robiąc z zakazu palenia. Nie jestem przyzwyczajona do tego gryzącego smrodu, więc robię krok w tył i delektuję się swoją porcją nikotyny.

– Dorian. – Chłopak wyciąga do mnie wolną dłoń.

– Nada – przedstawiam się moją ulubioną wersją swojego imienia, ale nie podaję mu ręki.

– Po hiszpańsku to oznacza „nic”.

Wzruszam ramieniem.

– To skrót od czego? – Dorian kończy palić i przydeptuje peta trampkiem.

– Od Nadziei. Dorośli mówią na mnie Nadka, a znajomi Nada.

Patrzy na mnie z ukosa, jakby nie wierzył w ani jedno moje słowo. Wiem, to rzadkie imię, ale bez przesady.

– Nadka!

Dorian spogląda ponad moim ramieniem i błyskawicznie zabiera mi z ręki poda.

– Twój ojciec.

Kretyn! Miał mnie ostrzec wcześniej, a nie jak już będzie za późno. Patrzę, jak przekłada mojego e-papierosa między palcami. Cholera, muszę go jakoś odzyskać.

Odwracam się i od razu wpadam w ramiona taty. Przytula mnie mocno, ale na szczęście krótko, po czym zabiera z ramienia torbę.

– Przepraszam za spóźnienie, korki. Idziemy?

– Taaa… – mruczę, zerkając w stronę Doriana.

Ojciec podąża za moim wzrokiem, po czym wraca nim do mnie.

– To twój kolega? – pyta.

– A niby jakim cudem? – Przewracam oczami. – Nie mam tu znajomych.

Na szczęście nie drąży dalej tematu i ruszamy w stronę wyjścia z peronu.

– Cześć, Nada! – słyszę głos Doriana, ale się nie odwracam.

Ojciec patrzy na mnie pytająco, ale nie zamierzam mu niczego tłumaczyć. Niech sobie myśli, co chce. Szkoda mi tylko poda, dopiero co go sobie kupiłam.

2

Sergiusz

Pierwszy dzień z córką był dziwny. Nie umiem tego inaczej określić, a chyba nie chcę używać słowa „nieudany”. W drodze do domu nie odezwała się do mnie ani słowem, nie licząc odpowiedzi „spoko” na pytanie, jak minęła jej podróż. Potem nie było lepiej, bo zamknęła się w pokoju i ostentacyjnie wsunęła w uszy słuchawki.

Było w tym na pewno dużo mojej winy, bo jakby nie patrzeć sam nie jestem duszą towarzystwa. Próbowałem wprawdzie ją jakoś zagadywać, ale szło mi to marnie. Może lepiej by było, gdybym nie wiedział, że Nadka jest na mnie wkurzona? Uprzedzony o tym przez Sandrę chyba straciłem resztki odwagi. Usunąłem się w cień, zapewniając córce przestrzeń i licząc na to, że w końcu ochłonie i sama zechce nawiązać ze mną jakiś kontakt. Jakikolwiek.

Nakładam kotu karmę do miski i głaszczę go delikatnie po główce. Staruszek stał się bardzo wrażliwy i chyba już nie lubi zbyt intensywnych pieszczot.

– Ten kudłacz ma już ze sto lat.

Odwracam się, słysząc głos córki. Siada na wysokim stołku i puka palcami o blat.

– Kocich pewnie tak – odpowiadam. – Głodna? Co ci zrobić na śniadanie?

Nadka wzrusza ramionami, po czym wbija wzrok w ekran komórki.

– Słabo toleruję laktozę, poza tym jestem wszystkojedna.

– Chyba wszystkożerna.

– Wszystkojedna – powtarza, zerkając na mnie przelotnie. – Jest mi wszystko jedno.

Uśmiecham się pod nosem i zaglądam do lodówki. Sam jadłem już dawno. Zawsze burczy mi w brzuchu, jak tylko się budzę, ale wątpię, aby moja córka zechciała dostać na śniadanie to, co ja. Wyznaję zasadę tłustych poranków i chudych kolacji. Dlatego zwykle rano jadam jajka na bekonie albo kiełbaski. Do tego koniecznie pieczywo z grubą warstwą masła. Ostatecznie przecież i tak spalam nadmiar tłuszczu jeżdżąc na rowerze. Szczególnie teraz, gdy pogoda sprzyja porannym, długim przejażdżkom.

W końcu sięgam po mleko bez laktozy, maliny i banana. Robię szybką owsiankę, okraszając ją na koniec startą czekoladą.

– Voila! – Stawiam miseczkę na blacie przed Nadką.

Spogląda na posiłek, smakuje ostrożnie, po czym błyskawicznie pochłania. Oblizuje się i odstawia naczynie do zlewu. Chyba jej smakowało, co mnie bardzo cieszy. Odruchowo biorę miseczkę i łyżkę i wkładam je do zmywarki.

– Dobra, zrozumiałam. – Nadka przewraca oczami.

– Co?

– Że mam po sobie sprzątać.

Wychodzi z pokoju, mamrocząc coś jeszcze pod nosem.

– Ale ja tylko…

Usłyszałem głośne kliknięcie drzwi. Gdyby były starego typu, pewnie właśnie trzasnęłyby z impetem. Co ja takiego zrobiłem? Jedynie włożyłem naczynia do zmywarki, przecież zawsze tak robię. Nie zwróciłem jej uwagi, nie krzyknąłem. Nawet mi to przez myśl nie przeszło.

– Czy tylko ja nie rozumiem płci przeciwnej? – pytam Czarodzieja, ale kompletnie mnie olewa.

Najadł się, napił, po czym odszedł w stronę okna i położył się na stojącym najbliżej szyby fotelu. Nie wiem, kto kogo tu naśladuje – kot Nadkę czy Nadka kota. Tak czy owak zostałem sam.

Wzdycham zfrustracją, zastanawiając się, co dalej. Chyba potrzebuję kobiecej porady, tylko nie wiem, skąd ją wziąć. Nie mam siostry, tylko brata, który również nie radzi sobie najlepiej wtej kwestii, bo zdążył się już rozwieźć izerwać zdwoma kolejnymi kobietami. Awłaściwie to one go zostawiły, co świadczy onim chyba jeszcze gorzej. Czasami myślę, że przynajmniej–wodróżnieniu ode mnie–miał jakieś dłuższe związki, ale potem szybko dochodzę do wniosku, że wolę moje, dość ascetyczne wdamsko-męskich relacjach, życie.

Mama z kolei ma dość staroświeckie poglądy i podejście do życia, więc wątpię, aby była w stanie cokolwiek mądrego doradzić mi w kwestii kontaktów z córką. Mógłbym zapytać Szulki, ale… Ale już nie mogę. Przecież się do mnie nie odzywa.

Pchany niezdrową potrzebą samobiczowania, zaglądam na Bonding2 i wchodzę na jej profil. Ma niewyraźne zdjęcie, w dodatku z zasłoniętymi przez okulary przeciwsłoneczne oczami, ale i tak widzę, że jest piękna. Długie, jasne włosy, muśnięta słońcem skóra i pełne usta, wygięte w delikatnym uśmiechu. Taka dziewczyna w ogóle nie powinna szukać szczęścia na portalach randkowych. W prawdziwym życiu na pewno przyciąga spojrzenia, a jej sposób bycia musi intrygować. Ma poczucie humoru, lekko zabarwione sarkazmem, ale w ten sympatyczny, a nie niegrzeczny sposób. Jest pozytywnie nastawiona do życia, energiczna, ciekawa świata…

Kolejny raz łapię się na tym, że zaczynam wyobrażać ją sobie w realu. Niemal słyszę, jak brzmi jej głos, widzę jej oczy, które muszą być zielone, bo jakoś tylko takie mi do niej pasują. Cholera!

Odkładam telefon. Jestem zły na siebie, na nią i na całą sytuację.

Gracja

Minęły zaledwie trzy miesiące, więc może nie powinnam się dziwić, że ból wciąż jest tak intensywny? Problem w tym, że go nie chcę. Nie sądziłam, że to będzie takie trudne.

Niemal codziennie budzę się bliżej południa, a i tak ledwo potrafię podnieść się z łóżka i wykonać najprostsze czynności. Jak na automatycznym pilocie parzę kawę, rozczesuję włosy i myję zęby. Czasem ubierając się, zakładam ciuchy na lewą stronę i nie zawsze zauważam to, zanim wyjdę z domu. Jakaś kobieta w kolejce do piekarni zwróciła mi ostatnio uwagę, tak z dobroci serca, uśmiechając się przy tym szeroko. W ogóle mnie to nie obeszło. Po prostu nic mnie już nie rusza…

Ten telefon sprawił, że w końcu coś we mnie drgnęło. Poczułam, jakby w moim życiu na nowo pojawił się cel, jakby Marek przez to wrócił. Jakaś jego część, niewielka, ale znacząca.

– Czy jest pan pewien? – Wolałam nie robić sobie nadziei.

– Tak. To ten adres.

Miał dziwny głos, chyba jechał samochodem i włączył tryb głośnomówiący. Też tak robię, gdy prowadzę, jakoś nie mogę przekonać się do słuchawki wetkniętej w ucho.

– To dla mnie dość daleko, nie chciałabym przyjeżdżać na próżno.

– Zapewniam, że nie zmarnuje pani czasu.

– W porządku – mruknęłam. – W takim razie czekam na dalsze instrukcje i pakuję walizkę.

Od tej rozmowy minęły trzy dni i powoli zaczynałam się niecierpliwić. Zdążyłam się już spakować, czekałam tylko na sygnał, że mam wsiadać w samochód i ruszyć w drogę do Trójmiasta.

Przysuwam gorący kubek do ust, upijając niewielki łyk czarnej energii. Przez te cholerne tabletki ciągle jestem śpiąca i próbuję ratować się jakoś, czym popadnie. W ruch poszły nawet energetyki, choć przecież doskonale wiem, jaki to syf.

Przy Marku zmieniłam się, właściwie całe moje życie się zmieniło. Nauczył mnie tak wiele, a jednak wciąż za mało… Bardzo mi go brakuje.

Pamiętam, jak pierwszy raz zabrał mnie do prawdziwej restauracji. Nie do fast fooda czy naleśnikarni, tylko eleganckiej knajpki, gdzie zamówił dla mnie zdrowe i przepyszne jedzenie. Nigdy wcześniej nie jadłam przystawek, dlatego zdziwiłam się, że przyniesiono je nam za darmo. Potem dopiero zrozumiałam, że na porządny posiłek czeka się dłużej niż dwadzieścia minut, więc miało to po prostu sens. Tak niewiele wiedziałam o świecie istniejącym poza moją dzielnicą. I poza rynsztokiem, w którym tkwiłam. Marek wyciągnął mnie z tego gówna, pokazując życie, o którym wcześniej mogłam tylko pomarzyć, ponieważ dla takich jak ja istniało jedynie na ekranie telewizora.

A teraz go nie ma i nie wiem, co dalej. Tkwię w jakimś dziwnym zawieszeniu pomiędzy jawą a snem, co wieczór faszerując się tabletkami zabierającymi mnie do tego drugiego. Jestem pewna, że inaczej nie przespałabym w ostatnich tygodniach ani jednej godziny.

– Gracja?

Odwracam się od kuchennego okna, zwracając się w stronę młodszej siostry.

– Szybko dziś wstałaś – zauważa. – Jak na ciebie oczywiście.

– Za to ty późno. – Czochram jej włosy.

– Przecież są wakacje, daj żyć, kobieto.

– Daję, nie narzekaj, leniwcu. Uruchomię się ponownie od września.

Krzywi się i wytyka do mnie język. Uśmiecham się. Cieszę się, że dziś moja siostrzyczka nie musi przejmować się niczym innym. Mały stresik w postaci strofującej ją czasem starszej siostry jest niczym w porównaniu do tego, co przeszła. Co obie przeszłyśmy.

Obserwuję, jak Maja przygotowuje sobie kanapkę i przygryzam dolną wargę. Chce mi się płakać, gdy pomyślę, że nigdy nie miała matki, która by to robiła. Niemal od urodzenia musiała radzić sobie sama, bo nawet ja ją zawiodłam. Pewnie właśnie przez to w niczym nie pozwala się wyręczać. Jakby to była jakaś ujma, że ktoś mógłby coś za nią zrobić z czystej dobroci serca. Kiedy Marek pojawił się w moim życiu i zaczął nam pomagać, Maja była jeszcze bardziej nieufna niż ja. Długo trwało, zanim zgodziła się na przeprowadzkę, a teraz…

Teraz żyjemy wygodnie, w dużym, pięknym domu. Moja siostrzyczka może spokojnie się uczyć, chodzi nawet na zajęcia taneczne i ma „normalne” koleżanki. Pewnie dla kogoś urodzonego w takim świecie nie ma w tym nic niezwykłego, ale dla nas wszystko to jest absolutnie cudowne. Ja sama nie miałam normalnych przyjaciół. Właściwie moich znajomych nigdy nie powinnam nazywać przyjaciółmi, ale wtedy myślałam inaczej. Zastępowali mi niejako rodzinę, więc czułam, że jestem im winna lojalność i przymykałam oczy na wszystko, co powinno zapalać czerwoną lampkę w mojej głowie. Mój świat zaczynał i kończył się na naszym osiedlu, wśród przesiadujących na ławkach żuli i w norze, która mogłaby być całkiem przyzwoitym mieszkaniem, gdyby moi biologiczni rodzice choć odrobinę o nie dbali. A potem miało być lepiej, a wyszło jak zwykle… Z jednego szamba wpakowałam się w kolejne.

Odpędzam smutne wspomnienia i siadam do komputera. Przeglądam pocztę, a potem gram w jakąś odmóżdżającą grę. Robię wszystko, żeby zabić czas i nie zerkać na zegarek. Dawno na nic tak bardzo nie czekałam.

3

Sergiusz

Chyba powinienem przyzwyczaić się do sytuacji z Nadką i tak bardzo się nie przejmować. Skoro w domu też przesiaduje niemal cały czas zamknięta w swoim pokoju, to pewnie niepotrzebnie się tym stresuję.

– To nastolatka, Sergiusz, czego oczekiwałeś? – Sandra wzdycha, jakby rozmowa ze mną męczyła ją bardziej niż wspinaczka na ośmiotysięcznik.

– To co mi radzisz? Jest piękna pogoda, specjalnie nadrobiłem pracę, żeby mieć dla niej czas, a ona nigdzie nie chce wyjść.

– Nie wiem, zmuś ją. Zabierz na lody czy coś.

– Lubi lody?

– A kto nie lubi? – Niemal widzę, jak kręci głową i przewraca oczami. – Czekoladowe lub jabłkowe. Tyle wiem, ale możliwe, że mam już nieaktualne dane. Dawno razem nigdzie nie wychodziłyśmy.

Martwi mnie to, co słyszę, ale chyba boję się zapytać, co jest tego przyczyną. Możliwe, że nic i znów niepotrzebnie się przejmuję, a Sandra mnie wyśmieje. Pamiętam, że często powtarzała mi, że za bardzo wszystko analizuję, a życie to nie praca. Może ma rację.

– Muszę kończyć. Jakbyś miał z nią jakieś p r a w d z i w e problemy, to dzwoń.

Kończymy rozmowę i czuję, że nie przyniosła mi ona tego, na co liczyłem. Jeśli sam czegoś nie wymyślę, to nie ruszę się z miejsca o krok. Nie chcę, żeby tak to wyglądało – Nadka zamknięta w pokoju, ja przesiadujący w salonie. Nie mogę jednak ciągle naruszać jej prywatności i codziennie po kilka razy wtykać głowę przez drzwi, pytając, na co ma ochotę. Mam wrażenie, że niedługo mi odpowie „na święty spokój!”.

Dostaję wiadomość od Sandry. Przesłała mi namiar na psycholożkę, do której mam zawieźć Nadkę w poniedziałek. Upiera się, żeby nasza córka kontynuowała terapię, nawet u innej osoby. Zresztą, może i ma rację, w końcu psycholog Nadki z Krakowa i ta tutaj dobrze się znają, więc „przejęcie” powinno odbyć się dość płynnie. W tym momencie uświadamiam sobie, że mam konkretny powód, żeby porozmawiać z córką, więc natychmiast udaję się do jej pokoju.

Pukam i po cichym „proszę” wchodzę do środka.

– Mama przesłała mi adres do pani psycholog, która będzie się tobą zajmowała podczas twojego pobytu. Masz wizytę w poniedziałek.

– Okej.

Nawet na mnie nie spojrzała. Przesuwa palcem po ekranie telefonu, marszcząc mocno brwi.

– Czy terapia ci pomaga? – Przysiadam na obrotowym krześle stojącym przy biurku.

– Chyba tak.

– Co się polepszyło?

Córka przenosi wzrok na mnie, ale po chwili znów skupia go na telefonie. Ni to siedzi, ni to leży, nie przejmując się zupełnie niezaścielonym od rana łóżkiem. Zauważyłem, że dotąd ani razu nawet nie przykryła go narzutą. Drażni mnie to, ale nie zwróciłem jej jeszcze na to uwagi i póki co nie zamierzam tego robić.

– Chyba trochę rzadziej się wkurzam – mówi cicho.

Wiem, że celem terapii jest to, żeby Nadka lepiej radziła sobie z agresywnymi zachowaniami. Sandra trochę mi o tym opowiedziała, ale i tak trudno mi było wyobrazić sobie córkę wybuchającą z byle powodu. Pamiętam ją jako słodkie dziecko. Nieco rozpuszczone, ale jednak dość spokojne i zawsze uśmiechnięte. Rok temu zauważyłem oczywiście pewne zmiany, ale podczas pobytu u mnie ani razu nawet nie przeklęła w mojej obecności.

– To dobrze – mówię. – W niedzielę babcia z dziadkiem chcieliby spędzić z tobą cały dzień. Co ty na to?

– Jasne. O ile mnie odwieziesz. Z tego zadupia to wszędzie daleko.

Rozchylam ze zdziwienia usta.

– Bez przesady, Nadka. Mamy tu autobusy. Poza tym to nie zadupie, tylko najpiękniejsza część Gdańska. W sezonie mamy tu sporo turystów, co mogłabyś zauważyć, gdybyś tylko wyszła z domu.

– Aha. Czyli autobusy i turyści czynią z każdego miejsca zaczarowaną, cudowną krainę.

Nie odpowiadam, bo zwyczajnie nie wiem, co powiedzieć. Mam wrażenie, że Nadka szuka zaczepki albo po prostu próbuje sprawić, żebym wyszedł z jej pokoju. A właściwie mojego, po prostu tymczasowo z niego zrezygnowałem, przerabiając go na królestwo nastoletniej dziewczyny. Kupiłem różową narzutę na łóżko, jakiegoś dużego pluszaka i fikuśne lusterko z oświetleniem, które postawiłem na biurku. Sam przeniosłem się na kanapę w salonie, gdzie zamierzam spać przez kilka nadchodzących tygodni .

Wstaję z krzesła i postanawiam faktycznie wyjść, ale w ostatniej chwili się zatrzymuję.

– Wybieram się na spacer na plażę. Chciałbym, żebyś poszła ze mną.

– Okej – odpowiada bez namysłu.

– Zjemy obiad w jakiejś knajpce.

Wzrusza ramionami, niezmiennie patrząc w ekran komórki. Nie mogę uwierzyć, że tak łatwo poszło. Muszę kuć żelazo, póki gorące.

– Wychodzimy za piętnaście minut. Wyrobisz się?

– Tak.

Nadzieja

Plaża była całkiem spoko, jak na takie zadupie. Przyjemnie było znów czuć morską bryzę na twarzy i ciepłe powiewy wiatru we włosach. Delektowałam się tym wszystkim, niemal zapominając o obecności ojca. Niestety nie zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W dodatku wciąż próbował nawiązać ze mną rozmowę, co naprawdę drętwo mu wychodziło. Dlaczego nie mógł dać mi spokoju i zająć się sobą jak każdy normalny rodzic?

– A więc, co takiego się wydarzyło, że mama wysłała cię tutaj na tak długo?

– Nie będę ci przeszkadzać, nie przejmuj się – odpowiadam.

– Źle mnie zrozumiałaś, Nadka. Cieszę się, że spędzimy ze sobą aż tyle czasu.

A ja nie…

– Może chciała mnie ukarać.

Schylam się po kolejną muszelkę i chowam ją do kieszeni.

– Za oceny?

Kiwam głową. Po co się pyta? Przecież doskonale wie, z jakimi wynikami ukończyłam podstawówkę. Przypuszczam, że nie jest zadowolony, ale dotąd jakoś mi o to głowy nie suszył. Wiem doskonale, że sam był bardzo dobrym uczniem i w ogóle ma łeb do liczb i takie tam. Cóż, nie wdałam się w niego. Nienawidzę matmy. Zresztą polski też nie za dobrze mi idzie. Mam nadzieję, że pisanie pamiętnika trochę mi pomoże. Staram się w nim układać jakoś zgrabniej zdania, choć mam wrażenie, że kiepsko mi na razie idzie. Gdy to potem czytam, czasami wydaje mi się, jakby pisał to ktoś inny. I niekoniecznie uzdolniony językowo…

– Mam wrażenie, że chodzi nie tylko o oceny. – Tata zerka na mnie z ukosa, ale nie odpowiadam. – Cieszę się, że mimo wszystko pójdziesz do liceum.

– A mnie cieszą inne rzeczy – prycham. – Wkurza mnie, że nie mogę spędzić lata ze znajomymi.

– Ani z chłopakiem – zauważa, dziwnie marszcząc brwi.

– Czyli matka już ci o nim powiedziała? Świetnie!

Tata uśmiecha się i szturcha mnie ramieniem, chyba uważając ten gest za rodzaj pocieszenia. Niezbyt trafnie. Nic nie zrekompensuje mi rozłąki z Kubą, ale najbardziej wkurza mnie, że nie zdążyliśmy nawiązać trwałej relacji, zanim wyjechałam. Boję się, że w tym czasie o mnie zapomni i znajdzie sobie inną. A ja nie chcę, żeby mnie kimś zastąpił. Zależy mi na nim, poza tym jest pierwszym chłopakiem, któremu się oddałam. Nie żeby musiał być ostatnim, ale to jednak było COŚ. Przynajmniej dla mnie.

– Mama martwi się, że jest dużo starszy od ciebie. Wiesz… – Tata odchrząkuje wyraźnie zmieszany.

Patrzę na niego z niedowierzaniem.

– Ty i mama mieliście po piętnaście lat i jakoś mnie zrobiliście – mówię, nie kryjąc złośliwości. – Naprawdę sądzisz, że tylko starsi chłopcy zaciągają dziewczyny do łóżka?

Widzę, jak porusza nerwowo szczęką. On i mama nie cierpią, gdy wypominam im młodzieńczy błąd. Przenoszę wzrok na piasek i skupiam się na stawianiu kroków. Nie chcę dłużej kontynuować tej rozmowy. Tata jest ostatnią osobą, z którą chcę dzielić się swoim życiem uczuciowym. Zresztą, on też nigdy mi o sobie nie opowiada. Jakby nie miał nigdy dziewczyny czy przyjaciół.

– Sergiusz?

Oboje obracamy głowy wlewo. Jakaś kobieta zprzesadnie powiększonymi ustami macha ręką, po czym rusza wnaszą stronę.

– O nie… – tata jęczy cicho.

Nie mam szans zapytać kto to, bo kobieta w kilku krokach dociera do nas, uśmiechając się od ucha do ucha.

– Jednak mam jeszcze dobry wzrok! Wiedziałam, że to ty.

Jej nieco piskliwy głos drażni mnie nie mniej niż to, że kompletnie ignoruje moją obecność.

– Cześć, Marta. – Tata błyskawicznie chowa dłonie do kieszeni szortów. – Nie spodziewałem się spotkać na takim odludnym odcinku plaży nikogo znajomego.

– Przeznaczenie? – Kobieta uśmiecha się figlarnie i trzepocze rzęsami.

– Albo pech – wtrącam się.

Niemal natychmiast rzednie jej mina, za to ja mam ochotę szeroko się uśmiechnąć. Zachowuję jednak kamienną twarz i przenoszę spojrzenie na ojca. Jest wyraźnie zakłopotany, chyba nie lubi tej całej Marty.

– Słyszałam, że awansowałeś – ta jakby nigdy nic kontynuuje. – Zostałeś jakimś managerem czy dyrektorem?

Nawet gdyby chciał odpowiedzieć, nie miał szansy, ponieważ kobieta postawiła na monolog.

– Bo wiesz, gadałam z Agą, jej mąż pracuje w tej firmie, co ty. Idziesz jak burza! Zawsze wiedziałam, że jesteś zdolny, ale nie sądziłam, że ambitny. No, no, Sergiusz, zaskoczyłeś mnie, nie powiem – trajkotała w najlepsze. – Nadal mieszkasz w Gdańsku? Ja tylko wpadłam na krótkie wakacje, ale zostaję do niedzieli, może byśmy się spotkali na jakiejś kawce czy drinku?

Parskam, nie mogąc dłużej się powstrzymać. Tata zerka na mnie, ale chyba bez pretensji. Wygląda raczej jak ktoś, kto potrzebuje pomocy. Zrobię dobry uczynek, niech wie, że nie jestem bez serca.

– Na drinka to Sergiusz może wychodzić tylko ze swoją dziewczyną – mówię. – A tak się składa, że ja nią jestem.

Chwytam tatę pod ramię i wtulam się w jego bok. Kobieta rozchyla swoje napompowane usta i po chwili uśmiecha się krzywo.

– Oj, przepraszam. Nigdy bym nie zgadła. Taka młoda jesteś.

– Mężczyźni wolą młodsze – wzdycham. – A ja lubię starszych. Szczególnie managerów lub dyrektorów.

Widzę jak nerw na twarzy Marty drga i czuję ogromną satysfakcję. Niech ta lala poszuka innego frajera.

– Przepraszam… – Tata w końcu odzyskuje przytomność, ale zanim spali mój scenariusz, dźgam go palcem w bok.

– Właśnie, przepraszamy. – Uśmiecham się sztucznie. – Śpieszymy się. Cześć, Marta!

Ciągnę tatę za ramię. Ten ogląda się jeszcze i mruczy pod nosem „cześć”, na co jego znajoma uśmiecha się krzywo. Kiedy jesteśmy już kilka metrów dalej, zaczynam chichotać.

– Co to było? – tata pyta ściszonym głosem, jakby ta kobieta mogła go jeszcze usłyszeć.

– Koło ratunkowe. Nie dziękuj.

4

Sergiusz

Patrzę na ekran komórki i nie wierzę. Nie pamiętam już, kiedy tak bardzo coś mnie ucieszyło. Nawet ostatni awans w pracy, naturalnie wiążący się ze znaczną podwyżką, tego nie przebija.

Szulka: Wczoraj przyjechałam do Trójmiasta i zostanę pewnie z tydzień. Może masz chęć mnie oprowadzić?

Ja: Pewnie!

Serce bije mi jak oszalałe.

Szulka: Super! Ale nie chcę się narzucać czy zabierać dużo czasu – pamiętam, że masz teraz u siebie córkę, prawda?

Zerkam przelotnie w stronę zamkniętych – jak zwykle – drzwi od pokoju Nadki. Po powrocie z naszego spaceru właściwie przestała się do mnie odzywać. Może niepotrzebnie zbeształem ją za tę scenkę z Martą? W sumie to było nawet zabawne i w duchu byłem jej wdzięczny za interwencję.

Ja: Spędziliśmy dziś razem trochę czasu, a na jutro podobno ma jakieś plany, więc się nie narzucasz, a ja na pewno znajdę dla Ciebie czas.

Po chwili wysyłam jeszcze uśmiechniętą emotkę.

Szulka: Hmm… Tak sobie myślę, że może nawet dziś moglibyśmy gdzieś się wstępnie umówić? Jest już późno, więc na pewno nie na oprowadzanie po mieście, ale skoro to nasze pierwsze spotkanie face-to--face to może lepiej, aby było takie niezobowiązujące?

Jeśli do tej pory moje serce biło w przyspieszonym rytmie, to teraz dosłownie obijało mi się o żebra. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła dwudziesta. Piątek wieczór, gdzie mógłbym ją zabrać? Dawno nigdzie nie wychodziłem i choć to moje miasto, nie miałem pojęcia, jakie knajpki czy restauracje są aktualnie godne zaproszenia kobiety na pierwszą randkę. Poza tym, czy w ogóle znajdzie się w nich miejsce…

Szulka: Jesteś tam? Chyba Cię wystraszyłam… Jak nie chcesz, to oczywiście nie musimy się dziś spotykać.

Ja: Chcę. Zastanawiam się tylko, czy gdziekolwiek o tej porze będzie miejsce, aby usiąść, zamówić drinka czy coś zjeść.

Szulka: No co ty! Nie oczekuję wykwintnej restauracji. Możemy skoczyć na zapiekankę i przespacerować się po plaży.

Ja: Chciałem zrobić na Tobie dobre wrażenie. Przesadzam? Sorry, chyba wyszedłem z wprawy.

Szulka: Sergio, bez spiny ;) W sumie to ja Cię zapraszam, nie? Potraktuj nasze spotkanie jak nieplanowany wypad z kumplem na piwo, okej?

Zasadniczo nie wychodzę z kumplami na piwo. Chyba nawet ich nie mam. Od zawsze jestem samotnikiem, choć w czasach liceum i studiów miałem ze dwóch kolegów. A teraz spędzam weekendy w domu albo na samotnych wyprawach rowerowych. Odkąd pracuję głównie zdalnie, mam mocno ograniczone kontakty nawet z ludźmi z firmy. Czy mi z tym źle? Zwykle nie. Mam problem z nawiązywaniem i utrzymywaniem relacji osobistych, więc przebywanie wśród ludzi jest dla mnie trochę stresujące. Jednak czasem…

Ja: W takim razie masz ochotę na piwo, tak? To nie będzie problemem, jest sezon letni, co trzy metry można kupić gofry, lody i browara.

Szulka: Raczej unikam alkoholu, ale chętnie zjem gofra albo tę wspomnianą zapiekankę. To jak? Za godzinę w jakimś konkretnym miejscu?

Robię szybki przegląd w głowie, gdzie moglibyśmy się spotkać, po czym przesyłam jej pinezkę.

Szulka: Dobra, to jeszcze mi powiedz, jak wyglądasz i w co będziesz ubrany. Nie mam ochoty zaczepiać obcych facetów i pytać, czy to Ty. Jeszcze wezmą mnie za jakąś napaloną nimfomankę ;-)

Chwilę zastanawiam się, w co się przebrać, i podaję jej swój „rysopis”.

Szulka: Metr dziewięćdziesiąt? Naprawdę?! Chyba pierwszy raz w życiu będę zadzierać głowę, żeby spojrzeć komuś w oczy, ha ha ha. Mam metr siedemdziesiąt pięć i czuję się mentalnie zmuszona do rezygnacji z butów na obcasie..

Ja: Jak chcesz, możesz dziś założyć szpilki.

Szulka: Nie, dziękuję – zamierzam zaciągnąć cię na plażę na zachód słońca, a tam najlepiej sprawdzają się gołe stopy.

Ja: W takim razie przyjdź bez butów.

Szulka wysyła mi kilka roześmianych emotek. Chwilę później kończymy czat i zrywam się z kanapy, aby zdążyć na czas. Zrzucam koszulkę, wkładam świeżą i poprawiam przed lustrem włosy.

– Wychodzisz? – Słyszę głos córki.

– Taki mam zamiar – odpowiadam. – Ale mogę zostać, jeśli chcesz.

– A po co? – Nadka staje obok mnie, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze.

– Nie wiem, może żeby pobyć trochę z córką?

Uśmiecha się krzywo i przechodzi do salonu. Siada w fotelu i bierze do ręki pilota od telewizora.

– Mam do nadrobienia cztery odcinki serialu, który z pewnością cię nie zainteresuje, więc luz.

Chwilę się waham, ale ostatecznie odpuszczam. Jutro sobota, mamy cały dzień dla siebie i zamierzam spędzić go z córką, choćby nie wiem co. Jakoś nie wierzę w te jej plany. Po prostu próbuje mnie zbyć. Muszę w końcu przebić się przez ten mur, który powstał między nami w ostatnich latach.

Nadzieja

Zastanawiam się, czy tak świetnie gram, czy może to tata jest po prostu naiwniakiem. Ukradkiem zerkam przez okno i gdy tylko dostrzegam, jak wsiada do zamówionego Ubera, chwytam plecak.

Pakuję w niego wino, które wcześniej zauważyłam na górnej półce w lodówce, bluzę oraz małą paczkę chipsów. Wieczór jest ciepły, ale wiem, że tutaj pogoda potrafi zmienić się w ciągu kilku minut, a nie chcę zmarznąć. Nienawidzę zimna, najchętniej zamieszkałabym gdzieś w Hiszpanii.