Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Na warszawską komendę zgłasza się tajemniczy mężczyzna twierdzący, że posiada informacje mogące pomóc w rozwiązaniu popełnionego przed laty porwania i zabójstwa. Sprawę komplikuje jednak fakt, iż człowiek ten uważa, że jest opętany. Zuzanna Solecka, psycholog, która zasłynęła przed rokiem rozwiązaniem sprawy porwania małej Justyny, siostrzenicy wiceministra sprawiedliwości, nie do końca z własnej woli zostaje wciągnięta w psychologiczną grę z rzekomo opętanym człowiekiem. Jej zadaniem będzie obalenie twierdzenia o opętaniu i wyciągnięcie potrzebnych informacji. Problem w tym, iż wszystko zaczyna wskazywać na działanie złych sił, które poczynają kumulować się wokół Zuzanny.
Sebastian Konowoł od wielu lat interesuje się historią, głównie dziejami starożytnego Rzymu i I Rzeczypospolitej, a także starożytnej Grecji, Egiptu i dawnych cywilizacji Bliskiego Wschodu. Zwiedził wiele krajów, w których można było odnaleźć ślady rzymskiej cywilizacji, między innymi Turcję, Tunezję, Egipt, Włochy i Macedonię. Odwiedził także wiele miejsc i zamków w Polsce, w których miał sposobność na własne oczy ujrzeć ślady historii dawnej Rzeczypospolitej. Od najmłodszych lat kocha kino i filmy historyczne, które sprawiły, że zapragnął pisać powieści i tworzyć własnych bohaterów osadzonych w dawnych, niezwykłych czasach.
Profil na Instagramie: historia_literacko
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 173
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Minął rok od głośnej w całej Polsce sprawy porwania ośmioletniej Justyny Strzępień przez człowieka, który kazał nazywać się Janusem. Bohaterką tamtych wydarzeń została Zuzanna Solecka, młoda psycholog, wybrana przez porywacza do rozwiązania tajemniczej zagadki, którą przygotował. Sama łamigłówka i jej rozwiązanie odbiło się szerokim echem nie tylko w Polsce, lecz także za granicą. Prasa rozpisywała się o tym w Niemczech, w Anglii, we Francji, a nawet w Stanach Zjednoczonych, choć tam potraktowano sprawę jako ciekawostkę z Europy. Psycholog rozwiązała powierzone jej wyzwanie i dzięki temu otrzymała od porywacza informacje o miejscu przetrzymywania dziewczynki. Została okrzyknięta wybawczynią porwanej, a informacje o niej, prawdziwe lub nie, przez kilka dni regularnie pojawiały się we wszystkich serwisach internetowych. Do jej gabinetu zaczęły napływać tłumy osób zainteresowanych terapią, każdy bowiem chciał konsultować się z najsłynniejszą psycholog w kraju. Wkrótce do drugiej z bohaterek tamtych wydarzeń, śledczej Aldony Ściubiak – która dzielnie wspierała Zuzannę w rozwiązywaniu zagadki – miał trafić kolejny przypadek, w którym będzie musiała poprosić o pomoc swoją przyjaciółkę.
Młody, przystojny mężczyzna o ciemnych włosach i krótkim ciemnym zaroście wszedł na komendę, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Mógłby zostać uznany za prawnika, lekarza albo innego dobrze wykształconego człowieka. Był zadbany i schludnie ubrany: elegancko, w stonowanych kolorach, ale bez przesady. Stanął przed dyżurnym i oznajmił niespiesznie:
– Dzień dobry. Przyszedłem zgłosić.
– Słucham pana – odpowiedział leniwie policjant, niespecjalnie mu się przyglądając.
– Chciałbym zgłosić morderstwo.
Dyżurny podniósł wzrok i wbił spojrzenie w delikwenta.
– Czyje? – zapytał po chwili milczenia.
– Haliny Drzymalczyk. To ja ją zabiłem – powiedział bez wahania.
– Proszę poczekać chwilę – odpowiedział dyżurny i podniósł słuchawkę. Wyjaśnił, o co chodzi, i po chwili po tajemniczego mężczyznę zgłosili się śledcza Aldona Ściubiak i śledczy Tomasz Somocha. Zmierzyli go wzrokiem.
– Pan chce zgłosić zabójstwo Haliny Drzymalczyk? – zapytała Aldona.
– Owszem. Zabiłem ją i przyznaję się do czynu.
Ściubiak popatrzyła zaskoczonym wzrokiem na drugiego śledczego i odpowiedziała:
– W takim razie zapraszam za mną do pokoju. Przesłuchamy pana. – W jej głosie nie było przekonania. Nie wierzyła w winę mężczyzny, lecz przepisy zmuszały ją do podjęcia odpowiednich kroków.
Niedługo później cała trójka siedziała już w pomieszczeniu.
– Może zaczniemy od tego, jak ma pan na imię? – zapytała Aldona, tuż po tym, gdy dokładnie zlustrowała mężczyznę.
– Mam wiele imion, ale możecie mnie tytułować Dariusz – odezwał się nieznajomy, lekko się przy tym uśmiechając.
– A jakie jest pańskie nazwisko? – dodała śledcza.
– Mam wiele imion, ale możecie mnie nazywać Dariusz – powtórzył z wyraźną niechęcią.
– Dobrze, niech w takim razie będzie Dariusz. Nie ma pan przy sobie żadnych dokumentów. Nie możemy potwierdzić tożsamości.
– To aż takie ważne?
– Wiesz, procedury, Dariuszu – wtrącił Somocha.
– Chciałbyś więc zgłosić morderstwo – stwierdziła Aldona, choć ton jej głosu brzmiał pytająco.
– Owszem, pani śledcza. Chcę.
– Haliny Drzymalczyk? – upewniła się policjantka.
– Tak, tej samej.
– To dziwne – powiedziała Ściubiak, wciąż nie do końca przekonana.
– Co jest w tym dziwnego?
– Ile masz lat, Dariuszu? – zapytała wprost Aldona.
– A ile by mi pani dała? – odparł z uśmiechem.
– Nie więcej niż trzydzieści. Może nawet mniej, około dwudziestu ośmiu, dwudziestu siedmiu.
– To widocznie tyle mam.
– To dziwne – powtórzyła Aldona.
– Co jest dziwnego w tym, że przyznaję się do czynu zabronionego?
– Ponieważ to morderstwo wydarzyło się przeszło dwadzieścia lat temu, a ty masz około trzydziestu, Dariuszu. Musiałbyś zabić ją, mając około dziesięciu lat. A może i mniej.
Dariusz spoważniał, jego twarz stężała, a oczy stały się gniewne.
– Nie znacie potęgi zła. Nie wiecie, do czego jest zdolne.
– Znamy potęgę zła, Darku. Mamy z nim do czynienia na co dzień – rzucił pogardliwie Somocha.
Gniewny wzrok Dariusza spoczął na śledczym.
– Nie z takim. I nie nazywaj mnie Darkiem. Powiedziałem, że jestem Dariusz.
– A to nie przypadkiem zdrobnienie od tego imienia? – zaśmiał się Tomasz.
Wzrok Dariusza stał się jeszcze bardziej złowrogi.
– Dariusz to imię perskich królów. Nie Darków. Jeśli wam przeszkadza, możecie mnie nazywać Samael.
Aldona postanowiła wtrącić się do rozmowy.
– Skoro twierdzisz, że zabiłeś Halinę Drzymalczyk, której ciało odnaleziono dwadzieścia lat temu, podaj miejsce znalezienia ciała albo jakieś szczegóły.
Dariusz uśmiechnął się pod nosem.
– Ciało odnaleziono w podwarszawskim lesie, zakopane na głębokości około półtora metra.
– To mogłeś wyczytać w internecie – rzucił Somocha.
– Miała powyrywane paznokcie, wykłute oczy, połamane dłonie, liczne ślady ran zadanych batem na plecach, wyrwany język. I wycięte serce.
Ściubiak i Somocha spojrzeli po sobie.
– Skąd znasz te wszystkie szczegóły? – zapytała po chwili zadumy Aldona.
– Tak jak mówiłem, zabiłem Halinę Drzymalczyk.
– Pierdolisz! Jako dzieciak nie zdołałbyś zadać jej takich ran! Nie dałbyś rady zaciągnąć ciała do lasu i go zakopać. Nie dałbyś rady wyciąć jej serca, wykłuć oczu ani połamać rąk! Skończ pierdolić i powiedz, kto cię przysłał! Kto to zrobił? Widocznie bierzesz jego winę na siebie. Twój stary to zrobił? Brat? Kto? Gadaj! – Somocha zaatakował słownie mężczyznę.
Dariusz tylko się uśmiechał.
– Przestań się szczerzyć, tylko gadaj!
– Somocha! – upomniała kolegę Ściubiak. – Przepraszam za niego. Mówisz więc, że zrobiłeś te wszystkie rzeczy. Owszem, znasz szczegóły, ale jak już wyjaśnił mój subtelny kolega, nie zdołałbyś uczynić tego wszystkiego, mając osiem albo dziesięć lat.
– Jest pani inteligentna, pani śledcza – powiedział Dariusz, a uśmiech nie znikał z jego twarzy.
– Dziękuję. Więc może to nie ty zrobiłeś te wszystkie rzeczy, tylko ktoś, kogo znasz. Może to widziałeś, a może ktoś ci o tym opowiedział.
– Czemu w takim razie brałbym to na siebie?
– Może chcesz odpokutować za czyjeś grzechy – odpowiedziała Aldona.
Dariusz na moment się zdziwił, lecz szybko odparł:
– Ciekawie pani to ujęła. Naprawdę. Nie, nie biorę cudzej winy na siebie.
– Może widziałeś to jako dziecko i trauma, którą wówczas przeżyłeś, sprawiła, że po latach uwierzyłeś, że to ty zrobiłeś? – ciągnęła policjantka.
– Czemu tak uparcie chce mnie pani uniewinnić? Przecież zazwyczaj to morderca musi się bronić, a tutaj policja broni mordercy.
– Bo nie wierzę, że jesteś mordercą – odparła Ściubiak.
– Po prostu popierdoliło ci się w głowie i myślisz, że to ty jesteś zabójcą. Uwierz mi, nie chcesz trafić do pierdla. Wiesz, co tam robią z takimi przystojniakami jak ty?
– Somocha! – Aldona ponownie upomniała śledczego. – Mój mało delikatny kolega ma rację. Może być tak, że pod wpływem silnego stresu uwierzyłeś w coś, czego nie zrobiłeś. A może chcesz chwilowej sławy. Uwierz mi, że gdy ona minie, a minie szybko, zostanie ci już tylko więzienie.
– Mówiła pani, że gdy robiłem to, co rzekomo robiłem, byłem dzieckiem, a przecież dzieci nie wolno sądzić jak dorosłych – odrzekł Dariusz, wciąż uśmiechając się pewnie.
– W takim razie nie rozumiem, co chcesz osiągnąć.
– Chcę sprawiedliwości. Chcę się przyznać.
– Czemu dopiero teraz? Po dwudziestu latach?
– Niech pani to nazywa, jak chce: wyrzuty sumienia, chęć odpokutowania, żal za grzechy.
Aldona przez chwilę wpatrywała się w twarz młodego mężczyzny. Była z pozoru łagodna, lecz coś w niej tkwiło, jakieś zło ukryte pod powierzchnią przystojnego nieznajomego.
– Pozwolisz, że ktoś jeszcze z tobą porozmawia? – zapytała.
– Oczywiście. Wszak teraz wiele osób będzie chciało ze mną rozmawiać, czyż nie? – odpowiedział pewnym tonem Dariusz.
Aldona wstała z miejsca i skierowała się do drzwi.
– Co robisz? – rzucił Somocha.
– Chodź za mną – odpowiedziała krótko.
Na zewnątrz zaczęli intensywnie dyskutować.
– Chcesz tutaj sprowadzić Solecką? – zapytał Tomasz, wyraźnie niezadowolony z obrotu sytuacji.
– Owszem. Z tym facetem jest coś nie tak. Nie widzisz tego? Chcę, żeby go zobaczyła psycholog. Niech oceni, czy nie jest obłąkany.
– Przecież widać, że jest. Gada od rzeczy, jakiś psychol. Co więcej powie nam Solecka?
– Od kiedy jesteś takim specjalistą od ludzkiej psychologii? Nie gada od rzeczy. Zna szczegóły zbrodni, których nie podawaliśmy mediom.
– Wierzysz, że on to zrobił?
– Nie wierzę! Dlatego chcę tutaj sprowadzić Zuzannę. Niech go zobaczy, porozmawia z nim, oceni, czy mógł to zrobić, czy nie. Wtedy podejmiemy dalsze kroki. Przecież i tak musiałby zbadać go specjalista. Nie wygląda na poczytalnego.
Somocha machnął ręką.
– Dobrze. Rób, jak chcesz. Powiadom tylko szefa. Żeby nie było.
– Zrobię to, zrobię – odrzekła spokojnie Aldona.
