32,90 zł
Samantha Wishaw patrzy, jak mężczyzna jej życia żeni się z inną, i zaczyna tracić wiarę, że kiedykolwiek odnajdzie swoje „długo i szczęśliwie”.
Wszystko zmienia przypadkowe spotkanie z Thomasem, samotnym, zrzędliwym wdowcem mieszkającym w podupadłej posiadłości Hedgehog Hollow. Między tą dwójką rodzi się niespodziewana przyjaźń, która daje Sam potrzebne wytchnienie od rodzinnych konfliktów i niechcianych prób swatania.
Z czasem Sam postanawia spełnić marzenie Thomasa i jego zmarłej żony Gwendoline: przywrócić Hedgehog Hollow dawną świetność i stworzyć tam ośrodek ratowania jeży.
Angażując się w to całym sercem, Sam nie spodziewa się, że właśnie tam – w niepozornym miejscu, do którego miała tylko uciec – może odnaleźć także miłość i szczęście, i to wtedy, gdy najmniej się tego spodziewa.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 390
Tytuł oryginału: Finding love at Hedgehog Hollow
Korekta: zespół
Copyright © by Jessica Redland, 2020 All rights reserved Copyright © for the Polish translation by Ima Samson, 2026 Prawa do przekładu zostały pozyskane za pośrednictwem Vicki Satlow Literary Agency oraz Book/Lab Literary Agency Copyright © for this edition by Dressler Dublin Sp. z o.o., 2026
Producent Dressler Dublin Sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: sekretariat@dressler.com.pl tel. +48 22 733 50 00 www.dressler.com.pl
Dane do kontaktu Wydawnictwo Świat Książki 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2 e-mail: biuro@swiatksiazki.pl tel. + 48 22 45 70 402 www.wydawnictwoswiatksiazki.pl
Warszawa 2026
Księgarnie internetowe: swiatksiazki.pl, ksiazki.pl, czytam.pl
Dystrybucja Dressler Dublin Sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl tel. +48 22 733 50 31/32 www.dressler.com.pl
ISBN 978-83-68872-05-7
Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer
Dla mojej cioci Gwen, prawdziwej „jeżowej pani”Z wielką miłością xxx
– Czy mam rację, sądząc, że nie było to dla ciebie łatwe? – szepnął mi tata tuż po tym, jak wyszliśmy z kościoła za nowożeńcami.
Żołądek podskoczył mi do gardła. Czy domyślił się prawdy?
– To było naprawdę proste – odpowiedziałam cicho, mając nadzieję, że odwrócę jego uwagę. – Wystarczyło tylko uśmiechać się, trzymać bukiet, poprawiać tren i znowu się uśmiechać. Aż bolą mnie policzki.
– I założę się, że serce też. Mnie by bolało, gdyby moja kuzynka właśnie poślubiła miłość mojego życia.
– Tato! Ciii! – Mimo że mówił cicho, czułam potrzebę, by chwycić go za ramię i zaprowadzić w dół kościelnej alejki, z dala od wścibskich uszu, takich jak uszy ciotecznej babki Agnes. Ciotka mamy już mnie nienawidziła z jakiegoś niezrozumiałego powodu, więc najlepiej było nie dostarczać jej kolejnych powodów do niechęci.
– James nie jest miłością mojego życia – zaprotestowałam, aż nazbyt świadoma drżenia w moim głosie. – My po prostu… cóż, on… to było… – Spoglądając w ciepłe brązowe oczy taty, załamałam się. Nie było sensu temu zaprzeczać. – Nie, to nie było łatwe. Gdybym miała sporządzić listę najgorszych dni w moim życiu, utrata dziadka znalazłaby się na pierwszym miejscu, ale dzisiejszy dzień byłby tuż za nim – drżał mi głos, gdy wypowiadałam te słowa.
Tata przytulił mnie, natychmiast otulając mnie swoim ciepłem i siłą. Mierzył sto dziewięćdziesiąt trzy centymetry wzrostu, więc było do czego się przytulić i nie sądziłam, że kiedykolwiek wyrosnę z potrzeby jego uścisku, zwłaszcza w dni takie jak ten.
– Dzięki, tato – powiedziałam, gdy się rozdzieliliśmy. – Potrzebowałam tego.
– Czy wszyscy oprócz państwa młodych mogą się odsunąć od wejścia do kościoła? – zawołał fotograf ślubny.
Uniosłam spódnicę sukni druhny, gdy razem z tatą przeszliśmy dalej ścieżką wzdłuż kościoła. Z ciężkim sercem odwróciłam się i patrzyłam, jak Chloe i James pod łukiem z różowych i kremowych róż patrzą na siebie z uwielbieniem, podczas gdy fotograf robił zdjęcia i próbował przepędzić „paparazzich”, czyli przyjaciół i krewnych, którzy wciskali mu w kadr swoje telefony komórkowe. Słońce połowy sierpnia ogrzewało moje nagie ramiona, więc zamknęłam na chwilę oczy, odchylając głowę, a delikatny powiew wiatru muskał moją twarz, przynosząc mi ukojenie i relaks.
Przez kilka minut staliśmy z tatą w milczeniu, obserwując jak fotograf wydaje Chloe i Jamesowi polecenia, aby stali obok siebie, trzymali się za ręce, patrzyli na siebie i całowali się. Nie mogłam powstrzymać fantazji, że to ja, a nie moja kuzynka, stoję w sukni z kości słoniowej, rozpoczynając swoje szczęśliwe życie z mężczyzną, w którym byłam beznadziejnie zakochana od prawie dwóch lat.
Nie mogąc dłużej na nich patrzeć, odwróciłam wzrok, ale moim oczom ukazał się równie niepokojący widok mamy uśmiechającej się dumnie i obejmującej ciocię Louise, matkę panny młodej. Ogarnęła mnie znajoma fala smutku. Doskonale rozumiałam, że ich siostrzana bliskość, zwielokrotniona jeszcze przez fakt, że były bliźniaczkami jednojajowymi, jest czymś wyjątkowym, ale nigdy nie rozumiałam, dlaczego nie mogła dzielić się tym ciepłem i uczuciem z tatą i mną. Właściwie nie pamiętałam, kiedy ostatni raz mnie przytuliła. Niektórzy ludzie nie są wylewni w okazywaniu czułości, ale ona do nich nie należała – często przytulała ciocię Louise i Chloe. Zawsze miałam z nią trudne relacje i często zastanawiałam się, czy częściowo wynikało to z jej zazdrości o moją relację z tatą. Jednak była tak zżyta ze swoją bliźniaczką, że z pewnością nie mogło być zaskoczeniem, że tata i ja, pozostawieni na uboczu, nawiązaliśmy tak silną więź. Przestań, Sam. Nie dzisiaj. Dzisiaj jest wystarczająco trudno, żeby jeszcze podążać tą drogą.
– Mama ładnie wygląda – powiedziałam. Zgodnie z kolorystyką uroczystości miała na sobie jasnoróżową zwiewną sukienkę, dopasowaną różową kurtkę i ozdobę we włosach.
– Twoja mama wygląda pięknie – odezwał się tata z nutką tęsknoty w głosie. – Dobrze jest zobaczyć ją w czymś innym niż czerń.
Nie pamiętałam, żeby mama nosiła kiedyś coś innego niż ciemne, ponure kolory. Ciotka Louise natomiast zazwyczaj nosiła jasne kolory, chociaż dzisiaj zdecydowała się na stonowaną paletę barw. Jej strój matki panny młodej był naprawdę elegancki – dopasowana sukienka w kolorze zgaszonego różu z koronkowym, kremowym gorsetem, różowy żakiet i pasujący kapelusz z szerokim rondem.
– A ty wyglądasz bardzo elegancko – dodałam. Tata był weterynarzem, więc byłam przyzwyczajona do jego widoku w koszuli i spodniach, ale na ślub sprawił sobie trzyczęściowy garnitur w kolorze grafitowym oraz nowe buty i wyglądał bardzo dystyngowanie.
Spojrzałam ponownie na państwa młodych i westchnęłam. Byli naprawdę uderzająco piękną parą. Dzięki muskularnej sylwetce, ciemnym blond włosom, idealnie ułożonej brodzie i przenikliwym niebieskim oczom James mógłby być modelem – podobnie jak Chloe. Gorset z odkrytymi ramionami i dół jej sukni w kolorze kości słoniowej pokrywały misterne hafty w odcieniach różu i kremu. Jej długie do pasa blond włosy były upięte z tyłu głowy w luźne loki, przypięte lśniącymi kwiatami, a dwa delikatne warkocze krzyżowały się na czubku głowy niczym opaska. Zjawiskowa. Zresztą Chloe mogłaby włożyć nawet worek na śmieci i nadal wyglądałaby olśniewająco. Jej tata, wujek Simon, miał duńskie korzenie i te geny obdarzyły Chloe prostymi, jasnoblond włosami, lodowoniebieskimi oczami oraz wyraźnie zarysowanymi kośćmi policzkowymi.
Chloe przyciągała uwagę mężczyzn, gdziekolwiek się nie pojawiła, a kiedy weszłyśmy w wiek nastoletni, zawsze miała jakiegoś chłopaka. W miarę, jak dorastałyśmy, stała się magnesem dla mężczyzn, którzy traktowali ją jak piękne trofeum. Żaden z nich jej nie doceniał. Kilka razy była zdradzana, poniżana lub sprawiano, że czuła się głupia. Pamiętam jednego z jej byłych, który wyśmiewał ją za pracę asystentki w przedszkolu, mówiąc: „Bawisz się cały dzień z dziećmi, bo jesteś zbyt tępa, żeby je uczyć”. Nie dawała sobą pomiatać, więc prędzej czy później kończyła taki związek i ruszała dalej. A mimo to wciąż popełniała ten sam błąd – za każdym razem wiązała się z tym samym typem: dominującym, zbuntowanym facetem.
Miała również problemy w przyjaźni z kobietami, bo ciągle słyszała zazdrosne oskarżenia o flirt z ich chłopakami albo próby przyćmienia ich, więc przywiązała się do mnie – jedynej osoby, która zawsze była przy niej.
Smuciło mnie, że w wyniku tak wielu negatywnych doświadczeń Chloe była niepewna swojego wyglądu, choć nie miała ku temu żadnego powodu, podczas gdy ja – osoba wtapiająca się w tłum – przez większość czasu czułam się naprawdę dobrze w swojej skórze. Miałam metr siedemdziesiąt wzrostu i byłam szczupła, tak samo jak Chloe, ale miałam zupełnie inny kolor włosów. Moje włosy były gęste i brązowe, tak jak u mamy i cioci Louise. Przez lata Chloe próbowała mnie przekonać, żebym je cieniowała lub rozjaśniła, żeby przyciągać mężczyzn, ale się opierałam. Jeśli potrzebowałam drogiej fryzury, żeby mężczyzna mnie zauważył, to nie byli oni warci mojego czasu, a żadne tonowanie czy cieniowanie i tak nie uczyniłoby ze mnie kobiety, za którą ktoś obejrzy się drugi raz, gdy obok stoi Chloe. Choć w gruncie rzeczy niekoniecznie było to coś złego.
Najbardziej lubiłam swoje oczy – piwne z bursztynowymi i zielonymi plamkami oraz ciemną obwódką. Kiedy nie byłam z Chloe, a więc nie byłam niewidzialna, były one pierwszą rzeczą, którą wszyscy zauważali.
– Chloe wygląda oszałamiająco, prawda? – powiedziałam.
– Zdecydowanie – zgodził się tata – tak samo jak ty. Miło cię w końcu zobaczyć w sukience.
Wykrzywiłam usta.
– Nawet w różowej? – Podobał mi się jej fason, długa spódnica z tiulu o kroju litery A, marszczony gorset z odkrytymi ramionami, satynowa wstążka w talii i z tyłu detale typowe dla gorsetu. Ale kolor?
Tata się roześmiał.
– Pasuje ci. Chociaż, będąc jedyną druhną, Chloe mogła dać ci prawo głosu w sprawie koloru.
– Dała mi kilka innych opcji, bardzo niechętnie, a wiesz, jak to jest. Czego Chloe chce…
– …Chloe dostaje – powiedzieliśmy chórem, uśmiechając się do siebie.
– Kiedy byłyście dziećmi i chodziło o jedną z twoich lalek Barbie albo sukienkę, to jedno – kontynuował tata. – Ale wiesz, że możesz odmówić, prawda?
– Wiem, ale było oczywiste, jak bardzo chciała różowy, a to jej wielki dzień, nie mój. – Głos mi się załamał, gdy to powiedziałam. Nie, zdecydowanie nie mój. Gdyby tylko… Odchrząknęłam i kontynuowałam.
– Jej podekscytowanie znacznie przeważyło nad moim sprzeciwem, więc z radością poddałam się biegowi wydarzeń.
Tata spojrzał na mnie z powagą.
– Cieszę się, że zawsze byłaś taka miła i troskliwa, Sammie, ale martwię się o to. Nie jesteście już dziećmi. Nie musisz jej dawać tego, co należy do ciebie.
– Wiem, ale James nigdy nie był mój, żeby móc go zatrzymać. – Ścisk w gardle sprawił, że musiałam powstrzymać łzy.
Pokręcił głową, marszcząc brwi.
– Wiem, że widziałem was razem tylko kilka razy, ale myślałem, że jesteście szczęśliwi. A tu nagle on jest z Chloe, a ty jesteś druhną na ich ślubie.
– To okropne, prawda? Gdyby to zależało ode mnie, wyszłabym za Jamesa, urodziłabym mu dzieci i razem byśmy się zestarzeli. Ale on nie czuł miłości. Aż pewnego dnia w końcu ją poczuł. Tylko, że nie do mnie.
– Och, Sammie – powiedział łagodnie, z oczami pełnymi współczucia i opadającymi ramionami. – Tak mi przykro.
– Proszę, nie bądź dla mnie miły. Znowu się rozkleję. – Wzięłam głęboki oddech. – Wiem, że to nie jest idealna sytuacja, że wybrał kogoś z mojej rodziny, ale gdyby to nie była Chloe, straciłabym go na rzecz kogoś innego. To nigdy nie trwałoby dłużej, bez względu na to, jak bardzo bym tego chciała. Ale to w Chloe się zakochał i tak właśnie jest. Spójrz, jaka jest szczęśliwa. Zasłużyła na to, by znaleźć dobrego faceta po wszystkich tych złych doświadczeniach.
Jak mogłam zazdrościć jej szczęścia z kimś, kogo znałam jako naprawdę uroczą osobę, której jedyną wadą, z tego, co widziałam, było to, że nie zakochał się we mnie tak bezgranicznie, jak ja w nim?
– Czy mogę prosić druhnę i drużbę? – zawołał fotograf. – A, i niech najbliższa rodzina się przygotuje.
– Nasza kolej – powiedział tata, ściskając moją dłoń, gdy ruszaliśmy naprzód. – Wiesz, że jestem z tobą, jeśli kiedykolwiek zechcesz o tym porozmawiać.
– Dzięki, tato. Wiem o tym i kocham cię za to.
Kiedy pozowaliśmy do setek zdjęć, odsunęłam na bok swój smutek i skupiłam się na szczęściu Chloe. Była nie tylko moją kuzynką, ale także od zawsze moją najlepszą przyjaciółką. Różnica wieku między nami wynosiła zaledwie sześć miesięcy, chodziłyśmy do tej samej klasy w szkole i uczęszczałyśmy na wiele tych samych kółek zainteresowań. Mieszkałyśmy kilka ulic od siebie, a nasze rodziny spędzały razem wakacje, więc każdy aspekt naszego życia był ze sobą nierozerwalnie powiązany. Teraz łączył nas James i musiałam nauczyć się z tym żyć, bo inaczej ryzykowałam utratę Chloe.
Dwa lata wcześniej
Kiedy przejeżdżałam przez malowniczą wioskę North Emmerby w hrabstwie North Yorkshire w kierunku domku Hannah i Toby’ego, w żołądku poczułam motyle. Tej nocy miałam w końcu poznać najlepszego przyjaciela Toby’ego, Jamesa Turnera – mężczyznę, który według nich był dla mnie idealny.
Od ośmiu lat byłam najlepszą przyjaciółką Hannah. Poznałyśmy się na Uniwersytecie w Liverpoolu, gdzie studiowałyśmy pielęgniarstwo dorosłych. Hannah poznała swojego narzeczonego, Toby’ego, kilka lat po ukończeniu studiów, a ja spędziłam wiele wieczorów i weekendów w ich towarzystwie przez te wszystkie lata. Temat tego, że James i ja moglibyśmy się ze sobą związać, pojawiał się często, ale nigdy nie byliśmy jednocześnie wolni, więc nie było mowy o możliwości spotkania… aż do teraz.
Motyle w brzuchu nasiliły się, gdy mijałam pub The Fox and Badger, gdzie tego wieczoru miała odbyć się impreza z okazji trzydziestych urodzin Toby’ego. Głęboki oddech. Uspokój się. Nie możesz spędzić następnych czterech godzin w stresie.
James i Toby grali w golfa, a James miał ścisłe instrukcje, aby wrócić do pubu o 18:00, gdzie Toby miał spotkać się z Hannah i mną na urodzinowym posiłku. Nie spodziewał się jednak pięćdziesięciu przyjaciół i członków rodziny, którzy czekali, aby zrobić mu niespodziankę.
Zaparkowałam na podjeździe przed ich domem, Fuchsia Cottage.
– Dzięki, że przyszłaś wcześniej.
– Nie mogłam zostawić cię samej z tymi wszystkimi dekoracjami – powiedziałam, ściskając ją mocno. – Myślisz, że on już coś podejrzewa?
– Absolutnie nie. A jeśli nawet, to świetnie udaje, że nic nie wie.
* * *
Dwadzieścia minut później przeniosłyśmy wszystko do sali bankietowej The Fox and Badger i przyczepiałyśmy do ścian banery z okazji trzydziestych urodzin.
– Cieszysz się na dzisiejszy wieczór? – zapytała Hannah. Figlarny błysk w jej oczach i zalotne mrugnięcie nie pozostawiały wątpliwości, co miała na myśli, sprawiając, że motyle znów zaczęły mi trzepotać w brzuchu.
– Jestem trochę podekscytowana i bardzo zdenerwowana. Czuję, że spoczywa na nas ogromne oczekiwanie, że spotkanie będzie spektakularne, że będą fajerwerki. A co, jeśli on mnie nie polubi?
Położyła ręce na biodrach i uniosła brwi.
– A co ma mu się nie spodobać? Poza tym ty też możesz go nie polubić, chociaż nie sądzę, żeby tak było. Nadal uważam, że idealnie do siebie pasujecie.
Kiedy kontynuowałyśmy dekorowanie sali, Hannah entuzjastycznie opowiadała o tym, jak wiele James i ja mamy wspólnego – ten sam gust muzyczny, filmowy, literacki, poczucie humoru, podejście do życia. Jeśli – a raczej kiedy – Hannah i Toby nas zostawią sam na sam, przynajmniej będziemy mieli o czym rozmawiać.
– Czy on wie, że próbujesz nas ze sobą umówić? – zapytałam, ustawiając bukiet balonów w jednym rogu pokoju, podczas gdy Hannah umieszczała drugi w sąsiednim rogu.
Owinęła pasmo rozjaśnionych włosów wokół środkowego palca i spojrzała na mnie zalotnie.
– Dałam mu kilka subtelnych, dyskretnych wskazówek.
Zaśmiałam się.
– Czyli innymi słowy, niesubtelnych i przesadzonych.
Hannah spojrzała na mnie, udając oburzenie.
– Co sprawia, że mówisz coś takiego?
Pokręciłam głową, uśmiechając się.
– Och, może przez to niesubtelne podejście, które zastosowałaś wobec mnie. Co to było, co powiedziałaś? Ach tak: „Najlepszy kumpel Toby’ego, James, jest przystojniakiem i idealnym sposobem na zapomnienie o Harrym byłoby zaliczenie Jamesa”. Myślę, że to były twoje dokładne słowa.
Miała na tyle przyzwoitości, żeby wyglądać na zawstydzoną.
– To dobry pomysł. Minęły ponad dwa lata, odkąd skończyło się to, co cię łączyło z Harrym, a ile randek miałaś w tym czasie?
Westchnęłam.
– Żadnej.
– Dokładnie. Czas znów zacząć się umawiać.
Wiedziałam, że ma rację, ale moje doświadczenie z Harrym poważnie podkopało moją pewność siebie. Był moim pierwszym długotrwałym chłopakiem i myślałam, że wszystko idzie dobrze. Myślałam, że jesteśmy zakochani i razem będziemy się starzeć. Najwyraźniej tak nie było.
Harry był młodszym lekarzem w przychodni, w której pracowałam po ukończeniu studiów. Byliśmy przyjaciółmi przez kilka lat, ale z czasem nasze relacje przerodziły się w coś więcej. Związki w pracy były źle widziane, więc przeniosłam się do zespołu pielęgniarek środowiskowych w Whitsborough Bay. W naszą rocznicę Harry poprosił mnie, żebym się do niego wprowadziła, ale dwa lata później, podczas sobotniego śniadania, powiedział mi mimochodem, że to nie działa i muszę się wyprowadzić. Natychmiast. Wydawało się to zupełnie nieoczekiwane. Twierdził, że nasz związek nie ma przyszłości, że była to tylko zabawa i że lepiej zakończyć go teraz, mając miłe wspomnienia, niż pozwolić, aby się pogorszył, aż w końcu zaczniemy się nienawidzić. Spakowałam swoje rzeczy, zbyt zszokowana, by płakać, i zbyt zdezorientowana, by dalej o tym dyskutować. Jeśli nie chciał ze mną być, nie zamierzałam się poniżać, błagając go.
Właśnie wynosiłam ostatnie torby do samochodu, kiedy pojawiła się kobieta z samochodem pełnym walizek i pudeł. Okazało się, że spotykali się od czterech lat, ale ona była mężatką i nie chciała opuścić męża. Prawdopodobnie związek Harry’ego ze mną był próbą wzbudzenia w niej zazdrości i skłonienia jej do działania, co w końcu się udało. Nie zostałam, żeby się o tym przekonać.
Od tamtej pory nie czułam się gotowa, aby ponownie zaufać, więc unikałam mężczyzn, ale pomysł bycia z kimś, za kogo ręczyło dwoje moich najbliższych przyjaciół, był kuszący. Nie ma mowy, żeby namawiali nas do bycia razem, gdyby był kobieciarzem.
– Ustaliliśmy datę ślubu – powiedziała Hannah, przywracając moją uwagę. – trzeciego marca przyszłego roku.
– O rany! To wspaniała wiadomość.
– Będziesz główną druhną, a James drużbą, co będzie fantastyczne, jeśli będziecie parą.
– A może trochę niezręcznie, jeśli nie będziemy.
Mrugnęła do mnie.
– Będziecie. Jestem tego pewna.
* * *
– Niespodzianka!
Kiedy Toby wszedł tego wieczoru do sali bankietowej, wystrzeliły serpentyny i posypały się konfetti. Z zaskoczonej miny Toby’ego wynikało, że Hannah miała rację i naprawdę niczego nie podejrzewał.
Toby uściskał i pocałował Hannah. Ja pozostałam w tłumie i poświęciłam chwilę, aby przyjrzeć się Jamesowi, który witał się z rodzicami Toby’ego. Opis Hannah jako przystojniaka był trafny. Miałam nadzieję, że jego osobowość dorównuje jego urodzie, ponieważ pierwsze wrażenie wywołało prawdziwe fajerwerki.
Byłam tak zdenerwowana, że trzęsłam się, gdy Hannah z Jamesem pojawili się obok mnie.
– Słynna najlepsza przyjaciółka! W końcu się spotykamy. – Uśmiechnął się do mnie szeroko. – Tak wiele o tobie słyszałem, że czuję się, jakbym znał cię od lat.
Rozluźniłam ramiona i roześmiałam się.
– Ja też. Uszy pewnie paliły cię na polu golfowym, bo ktoś nie przestawał cię chwalić przez całe popołudnie.
– To zabawne, bo Toby robił to samo w stosunku do ciebie. – James delikatnie szturchnął Hannah w żebra. – Oboje jesteście tak subtelni jak młot kowalski.
Podniosła ręce w geście poddania się i starała się wyglądać niewinnie.
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Toby i ja chcieliśmy tylko, żeby nasz drużba i główna druhna się poznali. A teraz zostawię was samych, żebyście mogli to zrobić.
Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się i przeszła przez pokój, bez wątpienia uśmiechając się do siebie.
– Napijesz się czegoś? – zapytał James.
– Bardzo chętnie, dziękuję. – Poszłam za nim do baru.
– Nie powiedziałbym tego przy nich, ale bardzo chciałem cię poznać. Nie mogłem się doczekać godziny osiemnastej.
Żołądek podskoczył mi do gardła.
Wpatrywał się we mnie swoimi intensywnie niebieskimi oczami i uśmiechał się.
– Czego się napijesz?
Kiedy zamawiał nasze drinki, motyle w moim brzuchu zaczęły fruwać. Nadal fruwały, kiedy zaprowadził mnie do ciemnego kąta, żebyśmy mogli porozmawiać. Podrygiwały, kiedy objął mnie ramionami i przytulił do siebie na parkiecie później tego wieczoru, a potem oszalały, kiedy wziął mnie za rękę, kiedy wracaliśmy do Fuchsia Cottage po zakończeniu imprezy.
– Wiedziałam, że jesteście dla siebie stworzeni – bełkotała Hannah, trzymając się Toby’ego, gdy zataczali się obok nas. – Nie miałam racji?
– W stu procentach tak było, Hannah – powiedział James. Przewrócił oczami w moją stronę, i oboje wybuchliśmy śmiechem, patrząc na stan tej pary, która odbijała się od siebie.
Wszyscy zebraliśmy się w kuchni, żeby zaparzyć kawę, ale Hannah zdążyła tylko napełnić czajnik, po czym ogłosiła, że nie ma już miejsca na więcej płynów i musi iść spać. Toby poszedł za nią na górę, zostawiając Jamesa i mnie samych.
– Mówiłeś poważnie, mówiąc, że Hannah to przewidziała? – zapytałam, czując się odważna po kilku kieliszkach wina wypitych tego wieczoru.
James wziął moje dłonie i przyciągnął mnie do siebie, a następnie delikatnie mnie pocałował. Jego usta były ciepłe, a broda miękka, gdy przesuwał pocałunki z mojego policzka do ucha, a potem z powrotem do ust.
– Mam nadzieję, że to odpowiada na twoje pytanie – powiedział.
– Tak.
– Czy mogę zaprosić cię na kolację w tym tygodniu? – szepnął. – Masz czas we wtorek?
– Tak, chętnie, jestem wolna.
* * *
Godzinę później leżałam w łóżku z uśmiechem na twarzy, wciąż czując na ustach delikatne pocałunki Jamesa. Hannah i Toby naprawdę mieli rację. On mnie rozśmieszał, ja rozśmieszałam jego, mieliśmy tak wiele wspólnego, a kiedy się całowaliśmy, czuliśmy się, jakbyśmy byli dla siebie stworzeni. Świadomość, że jest w pokoju obok, sprawiała, że zasypianie nie było łatwe, ale w końcu zapadłam w szczęśliwy sen.
W niedzielę rano obudziłam się nieco po siódmej, słysząc odgłos zamykanych drzwi wejściowych. Zerkając przez żaluzje, zobaczyłam Jamesa zmierzającego w kierunku swojego samochodu z torbą podróżną w ręku i serce mi zamarło. Wyraźnie obudził się pełen wątpliwości i szybko się wymknął, by uniknąć jakiegokolwiek skrępowania. Może jednak nie byliśmy tak idealnie dopasowani.
* * *
Pół godziny później otworzyłam drzwi wejściowe, aby wyjść.
– Wychodzisz bez pożegnania?
Podskoczyłam i odwróciłam się w stronę Jamesa, który opierał się o framugę drzwi kuchennych, wyglądając na nieco niepewnego siebie.
– Myślałam, że już wyszedłeś – powiedziałam.
– Jeszcze nie. Chciałem się najpierw z tobą zobaczyć. Upewnić się, że po wczorajszej nocy wszystko między nami jest w porządku.
Po raz drugi tego ranka poczułam ucisk w żołądku. Czy to oznaczało, że żałował ostatniej nocy i chciał się upewnić, że nie będzie niezręcznej atmosfery podczas przyszłorocznego ślubu?
– Wszystko w porządku. Wczorajszego wieczoru było świetnie, ale nie martw się, nie będę cię trzymać za słowo w kwestii kolacji w tym tygodniu – próbowałam brzmieć swobodnie, choć głos miałam spięty.
– Nie chcesz się ze mną umówić? – Wyglądał na zranionego.
– Eee… tak, chcę, ale daję ci wolną rękę.
– A co, jeśli nie chcę wolnej ręki? – zapytał, uśmiechając się i zbliżając do mnie.
Uśmiechnęłam się nieśmiało i położyłam torbę na podłodze.
– W takim razie wygląda na to, że we wtorek idziemy na kolację.
– A co, jeśli nie będę mógł czekać tak długo? – Zrobił kolejny krok, tak że nasze ciała niemal się stykały.
– Jutro wieczorem też jestem wolna.
– A co, jeśli nie mogę czekać tak długo?
– Nie muszę się teraz spieszyć – szepnęłam, patrząc mu w oczy.
– W takim razie, czy chciałabyś spędzić ze mną ten dzień?
– Bardzo chętnie.
Objął mnie ramionami i delikatnie pocałował.
– Bałem się, że się z tym prześpisz i zmienisz zdanie – powiedział, kiedy się od siebie odsunęliśmy.
Zauważyłam jego niepewność i poczułam jego wrażliwość – taką samą jak moja – i w tym momencie trochę się zakochałam w Jamesie Turnerze.
Sześć miesięcy później Hannah i Toby powiedzieli – tak. Poczułam się rozczulona, gdy uśmiechnęli się do siebie czule i po raz pierwszy pocałowali się jako mąż i żona. Spojrzałam ukradkiem na Jamesa, który jako drużba wyglądał olśniewająco w jasnoszarym trzyczęściowym garniturze z koralowym krawatem i poszetką, ale on patrzył przed siebie i nie zauważył mojego spojrzenia. Wygładziłam swoją koralową suknię druhny, uśmiechając się do siebie. Czy za rok lub dwa tak będzie wyglądało życie Jamesa i moje? Miałam taką nadzieję.
Państwo młodzi odwrócili się do swoich przyjaciół i rodziny z szerokimi uśmiechami na twarzach, a następnie przeszli alejką wśród burzliwych oklasków. James dołączył do mnie, gdy szliśmy za nimi, a za nami podążały dwie młode siostrzenice Hannah. Ścisnął moją dłoń i obdarzył mnie jednym ze swoich najcieplejszych uśmiechów, wywołując motyle w brzuchu. Czy ślub wprawił go w odpowiedni romantyczny nastrój, aby wyznać mi swoje prawdziwe uczucia? James nie powiedział mi jeszcze, że mnie kocha, ale wiedziałam, że jest ostrożny i chce podchodzić do sprawy powoli po tym, jak jego poprzedni długotrwały związek zakończył się niepowodzeniem. Byłam zdecydowana nie być pierwszą, która to powie, po tym, jak zdałam sobie sprawę, że Harry za każdym razem, gdy mu to mówiłam, odpowiadał tylko wymijającym – ja też.
James mieszkał i pracował w Yorku, a ja mieszkałam godzinę drogi stąd, w Whitsborough Bay, więc nie mieliśmy zbyt wielu okazji do spontanicznych spotkań, ale udało nam się to zorganizować. Spędzaliśmy razem większość weekendów i staraliśmy się spotykać jeden wieczór w tygodniu.
Na początku James kilka razy przyjeżdżał do Whitsborough Bay i spotkał się z moimi rodzicami, ale mama nie zrobiła nic, aby poczuł się mile widziany. Dlatego bardziej sensowne dla mnie było jeżdżenie do Yorku, zwłaszcza że James miał własne mieszkanie.
Mieszkanie w domu rodziców nie było idealnym rozwiązaniem, ale miało sens z finansowego punktu widzenia. Po katastrofie z Harrym tata nalegał, żebym wróciła do swojego pokoju z dzieciństwa, dopóki nie uzbieram pieniędzy na własne lokum, co bardzo nie spodobało się mamie.
James i ja spędzaliśmy dużo czasu z Hannah i Toby’m i uwielbiałam tę bliskość, jaką mieliśmy we czwórkę. Wyobrażałam sobie lata przed nami, wspólne wakacje, a w przyszłości być może wspólne rodzinne wakacje.
Nasze wspólne chwile zawsze wypełniały rozmowy i śmiech, co uświadomiło mi, jak powierzchowny był mój związek z Harrym. Nie był dla mnie odpowiedni, a ja byłam zbyt niedoświadczona, żeby to dostrzec, ale James był partnerem idealnym.
* * *
– Czy wyobrażasz sobie siebie w tej roli? – zapytałam Jamesa, gdy siedzieliśmy przy pustym stole, obserwując nowożeńców tańczących swój pierwszy taniec tego wieczoru. Pięć, może sześć kieliszków szampana dodało mi odwagi, ale nie na tyle, by dodać – ze mną.
– Kiedyś – odpowiedział James. – Kiedy spotkam…
Żołądek podszedł mi do gardła, gdy zawahał się, zagryzając wargę, wiercąc się na krześle i unikając kontaktu wzrokowego ze mną. I to było to. To była chwila absolutnej, szokującej jasności. Powodem, dla którego nie powiedział, że mnie kocha, nie było to, że wcześniej został zraniony lub, że nie chciał niczego przyspieszać. Po prostu nie czuł tego. Jak mogłam być tak ślepa? Czy moje doświadczenie z Harrym niczego mnie nie nauczyło?
– Kiedy spotkasz właściwą osobę? – dokończyłam za niego, mając nadzieję, że muzyka nie pozwoli mu usłyszeć drżenia w moim głosie. Starając się nie płakać i przełykając łzy cisnące mi się do gardła, dodałam: – Ale tą osobą nie jestem ja, prawda?
James powoli potrząsnął głową, a potem odwrócił się do mnie.
– Tak mi przykro, Sam. Kocham cię… – ponownie potrząsnął głową – ale nie w ten sposób. Chciałbym, żeby tak było, ale nie można kontrolować, w kim się zakochujesz. Uwielbiam być z tobą, ale między nami czegoś brakuje.
– Czego na przykład?
– Jakiejś iskry. Poczułem ją, kiedy się poznaliśmy, ale myślę, że to była ekscytacja czymś nowym i… tak mi przykro… ale ona wygasła. – Jego głos był pełen żalu i wiedziałam, że mówi prawdę. Próbował, ale dla niego miłość nie rozkwitła.
Bawiąc się kosmykiem włosów, wykrztusiłam z siebie:
– Czy jest ktoś inny?
– Nie! Nigdy bym ci tego nie zrobił.
– Więc co chcesz powiedzieć? – zapytałam. – Chcesz, żebyśmy się rozstali?
Wziął moją dłoń w swoją.
– Nie. O to właśnie chodzi. Bardzo mi na tobie zależy, dobrze się razem bawimy i nie ma nikogo, z kim wolałbym być. – Drugą ręką pogłaskał mnie po policzku. Przytuliłam się do jego miękkiej dłoni, a serce zaczęło mi mocniej bić. Nie wszystko było stracone. Wtedy dodał to fatalne słowo.
– Jeszcze. – Jedno małe słowo, składające się tylko z kilku liter, ale tak potężne. Jeszcze. Nie spotkał jeszcze nikogo, z kim wolałby być. Czekał na lepszą okazję.
– W porządku – powiedziałam, bo co innego mogłam powiedzieć? To było dalekie od bycia w porządku. Nigdy nie będzie w porządku.
– Po prostu nie widzę nas razem w dłuższej perspektywie – kontynuował James. – Naprawdę chciałbym to widzieć, ale nie widzę. A jak jest z tobą, co ty czujesz?
Co czuję? Kocham cię i chcę za ciebie wyjść! Ale oczywiście tego nie powiedziałam. Nie wiem, co mnie naszło – prawdopodobnie połączenie instynktu samozachowawczego, chęci uniknięcia upokorzenia i pragnienia zatrzymania go przy sobie tak długo, jak to możliwe – ale otworzyłam usta i słowa same mi się wyrwały.
– Czuję dokładnie to samo, chociaż zdałam sobie z tego sprawę dopiero, gdy zobaczyłam Hannah i Toby’ego składających przysięgę małżeńską. Zaczęłam wyobrażać sobie dzień mojego ślubu, ale nie mogłam sobie wyobrazić ciebie jako pana młodego. Nie chcę cię jednak stracić. Cieszę się, że możemy kontynuować to, cokolwiek to jest.
Spodziewałam się, że się roześmieje i wytknie mi kłamstwo. Z pewnością moje jąkanie się i nerwowe poprawianie obrusu zdradzały wszystko. Zamiast tego jego oczy zabłysły.
– Naprawdę? Martwiłem się, że cię zranię.
Uśmiechnęłam się.
– Gdybym była w tobie szaleńczo zakochana, zbieralibyśmy teraz z podłogi kawałki mojego złamanego serca, ale skoro tak nie jest…
James mnie przytulił.
– Jesteś genialna, Sam.
Uwierzył mi. Jak mógł uwierzyć w takie bzdury?
– Ty też – powiedziałam, ściskając go w odpowiedzi. – Obiecasz mi coś? Jeśli spotkasz kogoś, kto wywoła w tobie tę iskrę, której szukasz, powiesz mi o tym? Mam na myśli natychmiast. Nie pozwól mi dowiedzieć się o tym później lub usłyszeć o tym od kogoś innego. Nie zniosłabym tego ponownie po tym, co stało się z Harrym.
James odsunął się ode mnie i skinął głową z powagą.
– A ty też mi to obiecasz?
Skinęłam głową i skrzyżowałam palce pod siedzeniem. Już znalazłam tę jedyną osobę i mogłam tylko mieć nadzieję, że iskra, którą początkowo poczuł do mnie, zapali się ponownie, ponieważ ta, którą ja czułam do niego, nigdy nie zgasła.
Przez następne trzy miesiące między Jamesem, a mną nic się nie zmieniło. A raczej nic się nie zmieniło na zewnątrz. Nadal widywaliśmy się tak samo regularnie. Nadal rozmawialiśmy bez przerwy. Nadal dużo się śmialiśmy. Ale w moim wnętrzu zmieniło się wszystko. Rozpadałam się, moje serce pękało każdego dnia, wiedząc, że mężczyzna, którego kochałam, nie odwzajemnia moich uczuć i nigdy nie będzie. Wiedziałam, że oszukuję samą siebie, wierząc, że pewnego dnia obudzi się i nagle zda sobie sprawę, że czuje coś więcej niż tylko przyjaźń.
Nie mogłam się zmusić, żeby zwierzyć się Hannah lub Chloe – dwóm osobom, do których zwykle zwracałam się, gdy coś mnie trapiło. Nienawidziłam tego, że ukrywam przed nimi coś tak ważnego, ale wiedziałam dlaczego. Powiedziałyby mi, żebym to zakończyła, ponieważ taka byłaby moja rada, gdyby któraś z nich znalazła się w takiej samej sytuacji. Po co tracić czas na coś całkowicie jednostronnego? Nie byłam jednak gotowa stawić temu czoła, więc kłamałam. Powtórzyłam im słowa Jamesa – dobrze się bawiliśmy, ale żadne z nas nie wierzyło, że to potrwa długo, ponieważ nie było między nami tej iskry.
Hannah skonfrontowała mnie z tym po powrocie z podróży poślubnej.
– Jesteście razem już prawie siedem miesięcy – powiedziała, marszcząc brwi. – To długo, jeśli związek nie ma przyszłości. Jaki sens ma pozostawanie razem?
– Jak twierdzisz, jaki jest najlepszy sposób, aby zapomnieć o Harrym? Korzystam z twojej rady i bardzo mi się to podoba, dziękuję. Czy każdy związek musi zmierzać do czegoś konkretnego?
Wzruszyła ramionami.
– Nie, ale bądź ostrożna, dobrze? Nie chciałabym, żebyś znowu została zraniona.
– Mogłabym cierpieć tylko wtedy, gdybym była w nim beznadziejnie zakochana, a tak nie jest. Prędzej czy później jedno z nas spotka kogoś innego i to się skończy. Na razie jesteśmy świetnymi przyjaciółmi…
– Z dodatkowymi korzyściami – dokończyła.
– Nie! Nie mów tak. To brzmi tandetnie.
– Jak inaczej byś to nazwała? Słuchaj, jeśli to wam obojgu odpowiada, to działajcie i bawcie się dobrze. Ale jeśli czujesz coś więcej niż przyjaźń…
– Nie czuję. – Zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie powiedziałam to zbyt szybko i ostro, więc uśmiechnęłam się i miałam nadzieję, że uda mi się przekonać ją do mojego kłamstwa. – Przyznaję, że na początku byłam nim dość zauroczona i myślałam, że James może być tym jedynym, ale czegoś mi brakuje. On nie jest moim partnerem na całe życie.
– Jesteś pewna?
– Jestem pewna. Nie możesz się doczekać powrotu do pracy?
Znów zmrużyła oczy, ale obdarzyłam ją moim najbardziej olśniewającym uśmiechem, który musiał ją przekonać, ponieważ usiadła wygodnie w fotelu i zaczęła rozmawiać o powrocie do pracy.
Chloe bardziej akceptowała swobodny charakter naszego związku. Nie spotkała go jeszcze, a James nie korzystał z mediów społecznościowych, ale zamieściłam kilka jego zdjęć na Facebooku i Instagramie.
– Brawo – powiedziała, gdy spacerowałyśmy ramię w ramię promenadą w North Bay w spokojny wieczór pod koniec marca. – Gdybym miała przyjaciela, który wyglądałby jak twój James, z przyjemnością pozwoliłabym sobie na trochę seksu bez zobowiązań.
– To nie jest do końca bez zobowiązań – powiedziałam. – Nie wolno nam spotykać się z innymi osobami, a jeśli jedno z nas kogoś pozna, musi o tym powiedzieć drugiemu.
– Brzmi jak idealne rozwiązanie. Gdzie mogę znaleźć takiego Jamesa?
– Nie mam pojęcia. W dziesiątej alejce w supermarkecie?
Roześmiała się.
– Gdyby to było takie proste. Kiedy go poznam? Jesteście razem od zawsze.
– Nie od zawsze i wiesz, że nie było to zamierzone. Mama nie pozwala mu zostać na noc, więc łatwiej mi jeździć do Yorku.
Ścisnęła mocniej moje ramię.
– Postaraj się nie dać się jej zdenerwować – powiedziała łagodnie. Nie mogła powiedzieć nic więcej. Moja mama uwielbiała Chloe, a mnie nienawidziła. Chloe twierdziła, że kiedy byłyśmy młodsze, to sobie to wyobrażałam, ale kiedy wkroczyłyśmy w drugą dekadę naszego życia, musiała przyznać, że naprawdę dostrzega, jak inaczej mama traktuje nas obie.
– Znasz mnie – stwierdziłam. – Zawsze staram się zachować spokój i płynąć z prądem.
– Chciałabym, żebyś nie musiała przez to przechodzić.
– Ja też. – Westchnęłam. – W każdym razie wróćmy do bardziej radosnych tematów. Wstępnie zapisałam Jamesa na siedemdziesiąte piąte urodziny dziadka w czerwcu, więc poznasz go wtedy, jeśli nie wcześniej.
– Najwyższy czas.
* * *
Nie byłam blisko związana z mamą, ale za to bardzo blisko z jej ojcem – moim dziadkiem. Czasami zastanawiałam się, czy nie obdarzał mnie tak wielką miłością, aby zrekompensować mi obojętność swojej córki, ale niezależnie od powodu, absolutnie go uwielbiałam i ceniłam tę wyjątkową więź, która nas łączyła.
W dzieciństwie często odwiedzałam babcię i dziadka w Meadowcroft, dużym bungalowie położonym na działce o powierzchni dwóch akrów w wiosce Little Tilbury, około czterdziestu minut na południe od Whitsborough Bay. Często zostawałam tam podczas wakacji szkolnych, piekąc z babcią lub pomagając dziadkowi w ogrodzie. Dziadek był zapalonym ornitologiem, a jego rozległy ogród za domem – w którym znajdował się zagajnik – był rajem dla ptaków. Nauczył mnie wszystkich ich nazw, preferencji żywieniowych i wyborów dotyczących gniazd. Ogród graniczył z otwartymi polami i przyciągał mnóstwo innych dzikich zwierząt, zwłaszcza w nocy. Jeże, króliki, lisy, a nawet borsuki były stałymi gośćmi, eksplorując żywopłoty, zagajnik i szukając smakołyków, które dziadek dla nich zostawiał. Dziadkowie pozwalali mi zostawać do późna i wszyscy chowaliśmy się w oranżerii przy zgaszonych światłach, obserwując nocne aktywności zwierząt. Czasami Chloe też zostawała, ale natura wydawała się ją nudzić, więc zazwyczaj byłam sama i uwielbiałam tę całą niepodzielną uwagę tylko dla siebie.
Babunia i dziadek byli uroczą parą, zawsze śmiali się razem i trzymali się za ręce, kiedy wychodzili. Było oczywiste, że ich miłość była głęboka i trwała, ale babcia odeszła od nas zbyt wcześnie. Pięć lat temu, kiedy miała zaledwie sześćdziesiąt dziewięć lat, potrzebowała rutynowej operacji. Nikt się tym nie martwił i wszyscy nie mogliśmy się doczekać trzech wielkich uroczystości po jej wyzdrowieniu: siedemdziesiątych urodzin dziadka, ich złotej rocznicy ślubu, a następnie siedemdziesiątych urodzin babci. Jednak złapała infekcję, która przerodziła się w sepsę. Nikt z nas nie mógł uwierzyć, że odeszła, zwłaszcza dziadek. Wyglądało to tak, jakby ktoś zgasił światło w jego oczach i obawiałam się, że już nigdy nie zobaczę jego uśmiechu.
Po śmierci babuni spędzałam z dziadkiem tyle czasu, ile tylko mogłam. Większość wieczorów po pracy jeździłam do Meadowcroft i byłam tam co najmniej jeden dzień w każdy weekend. Bez babci był zagubiony, szukając sensu życia. Serce mi pękało, gdy go takim widziałam. Stracił nawet zainteresowanie ptakami i dziką przyrodą, ale powoli namawiałam go, by znów wychodził na zewnątrz, przypominając mu, jak wiele żywych istot na nim polega, i próbując pokazać mu powód, by dalej żyć. Stopniowo jego policzki zaczęły nabierać koloru i znów zaczął się uśmiechać. Nadal czułam jego zmęczenie, samotność i zrozumiałą obojętność wobec życia bez babci, ale melancholia stawała się coraz rzadsza. Zaczął spędzać czas z innym wdowcem z wioski i powoli, lecz pewnie, budował życie bez babci.
Zaczęliśmy razem chodzić na spacery i za każdym razem dzielił się ze mną czymś nowym o babci. Myślę, że był to jego sposób na utrzymanie jej przy życiu, dzielenie się ze mną cennymi wspomnieniami, ale dzięki temu czułam się o wiele bliżej nich obojga.
Na początku nowego roku spacerowaliśmy po wiosce i zaproponowałam zorganizowanie przyjęcia z okazji jego siedemdziesiątych piątych urodzin.
Dziadek zatrzymał się, a potem uśmiechnął.
– Myślę, że twoja babcia chciałaby tego. Nie świętowaliśmy tych trzech wyjątkowych okazji w roku, w którym ją straciliśmy. Myślę, że chciałaby, żebyśmy celebrowali kolejny ważny moment.
– Więc zgadzasz się?
– Tak. Pod warunkiem, że pomożesz mi to zorganizować.
Uściskałam go.
– Z przyjemnością.
– Jestem z ciebie dumny, Sammie – powiedział dziadek, gdy weszliśmy do sali bankietowej w Hotelu Sanderslea House, kilka kilometrów od Meadowcroft. – Jest cudownie.
Rozglądał się po sali, oglądając różne zdjęcia, które powiększyłam, przedstawiające go od niemowlęcia do chwili obecnej. Łzy napłynęły mi do oczu, gdy delikatnie pogłaskał zdjęcie, które zrobiłam jemu i babci w ogrodzie kilka dni przed jej operacją, na którym wyglądali na szczęśliwych i zdrowych. Nie mogliśmy przewidzieć, że będzie to ostatnie zdjęcie, jakie jej zrobiono. Wzięłam głęboki oddech i zajęłam się przestawianiem kwiatów na jednym ze stołów.
– Dziękuję – oznajmił, wracając do mnie.
– Nie ma za co, dziadku. – Obserwowałam, jak ponownie spogląda na zdjęcie. – Założę się, że babcia jest tu z nami duchem.
Odwrócił się i uśmiechnął się do mnie łagodnie.
– Gwarantuję ci to. Byłaby z ciebie bardzo dumna, wiesz o tym. Ja na pewno jestem.
– Tęsknię za nią.
– Wiem. Była najlepsza – powiedział łamiącym się głosem.
Staliśmy obok siebie przez chwilę, pogrążeni w myślach.
– Może zrobimy sobie selfie, zanim przyjdą inni? – zaproponował dziadek, a jego głos brzmiał już pewniej.
Dziadek uwielbiał selfie, a ja miałam wspaniałą kolekcję naszych wspólnych zdjęć, na których uśmiechaliśmy się lub robiliśmy głupie miny. Podeszliśmy do balonów i zrobiłam nam kilka zdjęć na ich tle, czując ciepło w sercu, gdy dziadek przeglądał je z uśmiechem. – Wydrukujesz mi kilka z nich do naszego kolażu?
– Oczywiście.
Stworzyliśmy wspaniały kolaż selfie na jednej ze ścian wolnej sypialni w Meadowcroft. Kiedy odczuwał nieobecność babci zbyt mocno, uwielbiał siedzieć na łóżku i na niego patrzeć. Mówił, że natychmiast poprawia mu to humor i przypomina, jak wiele jeszcze ma przed sobą.
– O której spodziewasz się twojego młodzieńca? – zapytał.
– Dopiero około ósmej, ale nie może się doczekać, żeby cię znowu zobaczyć.
– Świetnie. Dawno się nie widzieliśmy. Muszę się upewnić, że nadal jest wystarczająco dobry dla mojej ulubionej wnuczki. – Mrugnął do mnie, a ja delikatnie go szturchnęłam.
– Cicho! Nie możesz mnie faworyzować w ten sposób.
– Dlaczego nie? Ty, Sammie, jesteś naprawdę wyjątkowa. Zawsze o tym wiedziałem i gdyby nie twoja troska i opieka po śmierci babci, nie sądzę, żebym był tu dzisiaj, świętując swoje siedemdziesiąte piąte urodziny. Mam nadzieję, że wiesz, jak bardzo cię kocham, mój aniołku, i żałuję tylko, że niektórzy ludzie w twoim życiu nie postrzegają cię tak, jak ja.
– Och, dziadku. Ja też cię kocham. – Uściskałam go mocno, ponownie powstrzymując łzy. Wiedziałam, że sposób, w jaki mama mnie traktowała, łamał mu serce, ale nie miał pojęcia, że jego słowa odnoszą się również do moich relacji z Jamesem.
– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
Głośne powitanie przerwało naszą chwilę i odwróciliśmy się, aby zobaczyć ciocię Louise, wujka Simona i Chloe zbliżających się do nas z torbami pełnymi prezentów. Kilka minut później pojawili się mama i tata, a wkrótce pokój zapełnił się przyjaciółmi i rodziną, którzy rozdawali uściski i prezenty, rozmawiali i śmiali się.
Serce mi rosło, kiedy widziałam dziadka tak szczęśliwego. Spojrzałam na zdjęcie babci na ścianie i uśmiechnęłam się do niej. Z pewnością świętowała razem z nami.
Zastanawiałam się, czy dziadek przejrzy Jamesa i mnie tego wieczoru. Szukałam wymówek, żeby nie zabierać Jamesa do Meadowcroft, ponieważ dziadek zauważał wszystko, co mnie dotyczyło, a gdybyśmy byli tylko we trójkę, na pewno wzbudziłoby to jego podejrzenia. Nie spocząłby, dopóki nie dotarłby do sedna sprawy i nie udzielił mi rady, której nie chciałam słuchać. Doszłam do wniosku, że impreza zapewni nam bezpieczeństwo dzięki liczebności gości i wystarczająco dużej ilości rozrywek dla dziadka. Myliłam się.
* * *
Tuż przed dwudziestą wślizgnęłam się do damskiej toalety w tylnym rogu sali bankietowej, aby się odświeżyć przed przybyciem Jamesa. Kiedy wyszłam, dziadek czekał w pobliżu z dużym kieliszkiem różowego wina dla mnie.
– Chciałem przynieść ci je wcześniej, ale ciągle pojawiali się nowi goście.
– Dziękuję, dziadku. – Wyciągnęłam rękę i z wdzięcznością wypiłam kilka łyków. Byłam zbyt zajęta pełnieniem roli gospodyni, żeby napić się drinka. – Dobrze się bawisz?
– Bawię się świetnie, mój aniołku. Jamesa jeszcze nie ma?
– Powinien pojawić się wkrótce. – Skinęłam głową w stronę drugiej strony pokoju, gdzie Chloe rozmawiała z jednym z sąsiadów dziadka. – Chloe wygląda dziś niesamowicie. – Miała na sobie delikatną brzoskwiniową sukienkę z odkrytymi ramionami, a jej włosy były ułożone w luźne loki.
– Ty też – podkreślił dziadek.
– Dziękuję.
Chloe odwróciła się w stronę drzwi i przez chwilę się im przyglądała, po czym potrząsnęła włosami.
– O, kto teraz przykuł jej uwagę? – mruknął dziadek.
Oboje skierowaliśmy wzrok w stronę drzwi i poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła. James przybył, ale nie szukał mnie wzrokiem. Ktoś inny już zwrócił jego uwagę. Otworzył usta i przesunął palcami po twarzy, jakby był całkowicie oczarowany. Prawie nie odważyłam się podążać za jego spojrzeniem, ale musiałam się upewnić.
Chloe i James, patrząc sobie w oczy, przeszli przez salę, przyciągani do siebie jak magnesy. W tym momencie zrozumiałam, że go straciłam. Fizyczna atrakcja była oczywista, a gdy tylko zaczęli rozmawiać, stało się jasne, że nie ma szans, nie było wątpliwości, że między nimi zaiskrzy.
– Czy to twój James? – zapytał dziadek, poprawiając okulary, gdy zaczęli rozmawiać.
Skinęłam powoli głową.
– W takim razie muszę pełnić rolę gospodarza i powitać go – powiedział, a w jego głosie dało się wyczuć defensywną nutę. Wiedziałam, że zauważył to samo, co ja.
Chwycił mnie za rękę i wyciągnął z cienia na drugą stronę pokoju.
– Toż to chłopak Sammie – ogłosił głośno dziadek. – Cieszę się, że mogłeś przyjść.
Moja kuzynka i chłopak wyrwali się z transu i zdali sobie sprawę, że nie są już sami.
– Eee, tak… Przepraszam za spóźnienie, William. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! – Uścisnął dłoń dziadka, a potem odwrócił się do mnie i niezręcznie pocałował mnie w policzek, prawie jakbyśmy byli obcymi ludźmi.
– Widzę, że poznałeś moją kuzynkę, Chloe – powiedziałam, starając się nie zdradzić napięcia w głosie.
– Tak, właśnie przed chwilą. Ja… eee… właśnie pytałem ją, gdzie jesteś, a tu nagle się pojawiłaś.
– Jestem.
Zapadła cisza. Było to potworne. Czułam, że dziadek chce, żebym coś powiedziała, żeby zaznaczyć swoją obecność, ale co mogłam powiedzieć? Jedyne, co przyszło mi do głowy, to: Czy dziadek i ja powinniśmy zostawić was samych?
– Jak było w pracy? – zapytałam.
– Czym się zajmujesz? – wtrąciła się Chloe, zanim zdążył odpowiedzieć.
– Jestem dyrektorem marketingu w firmie Denleigh Insurance w Yorku.
– Dyrektor? Wow! Musisz być świetny w swojej pracy – zauważyła Chloe, dotykając jego ramienia. Serce zaczęło mi szybciej bić, gdy patrzyłam, jak flirtuje na moich oczach. Czy ona w ogóle zdawała sobie z tego sprawę?
– Jest mi dość gorąco, Sammie. – Dziadek wsunął swoją dłoń w moją. – Czy mogłabyś wyjść ze mną na zewnątrz, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza?
– Oczywiście. Wybaczcie nam na chwilę.
Przysięgam, że nie zauważyli naszego wyjścia. Wypiłam resztę wina i zostawiłam pusty kieliszek na pobliskim stoliku, a następnie wyszłam za dziadkiem bocznymi drzwiami.
Delikatny wiatr ochłodził moje rozpalone policzki, gdy usiadłam obok niego na drewnianej ławce za rogiem, poza zasięgiem wzroku z okien sali bankietowej.
– To było pierwsze spotkanie Chloe i Jamesa? – zapytał dziadek.
– Tak.
– I celowo ich rozdzielałaś?
Wzruszyłam ramionami.
– Nie. A przynajmniej tak mi się wydaje. Może zrobiłam to podświadomie.
Dziadek objął mnie ramieniem, a ja oparłam głowę na jego ramieniu.
– Powiedz mi, że to tylko moja wyobraźnia sprawiła, że widziałam te fajerwerki.
– Chciałbym móc to zrobić.
Ścisnął moje ramię i siedzieliśmy w milczeniu przez kilka minut, aż chłód wieczoru stał się zbyt dotkliwy i zadrżałam, a na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka.
– Jest tu za zimno – zauważył dziadek, wstając i podając mi rękę. – Masz jakieś plany na jutro?
– James jedzie dziś wieczorem do Yorku na wieczór kawalerski, więc planowałam pojechać do Whitsborough Bay i pospacerować po sklepach. Ale nie muszę tego robić.
– Spędźmy ten dzień razem. Przyjedź do Meadowcroft, porozmawiamy.
* * *
W środku Chloe i James nadal prowadzili ożywioną rozmowę, śmiejąc się i pochylając się ku sobie.
– Pójdę tylko do toalety – zwróciłam się do dziadka.
– Wszystko w porządku? – Jego miękkie, szare oczy były pełne troski.
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się uspokajająco, ale nie ufałam sobie na tyle, by coś powiedzieć, bo bałam się, że wszystko wyjdzie na jaw. Porozmawiamy jutro. On to widział. Ja to widziałam. Prawdopodobnie wszyscy w pokoju to widzieli.
Ku mojej uldze w toalecie nie było nikogo. Przeszłam kilka razy wzdłuż pomieszczenia, oddychając głęboko i starając się nie płakać. Kiedy poczułam, że znów panuję nad sobą, pochyliłam się nad jedną z umywalek i spryskałam twarz zimną wodą. Osuszając się papierowym ręcznikiem, potrząsnęłam głową, patrząc na kobietę, która spoglądała na mnie z lustra. Dlaczego nie postarałam się bardziej? Stałam tam w dżinsach, luźnej białej bluzce i klapkach, z delikatnym makijażem, z włosami związanymi w niski kucyk, niewiele różniącym się od tego, jaki noszę do pracy. A tam była Chloe… po prostu Chloe. Wystarczyło jedno spojrzenie przez zatłoczoną salę i iskry posypały się z nieba. To, czego brakowało Jamesowi we mnie, znalazł właśnie u mojej kuzynki. Ze wszystkich kobiet na całym świecie…
Pchnęłam drzwi i weszłam z powrotem do sali bankietowej. Otoczyło mnie ciepło i śmiech, więc wyprostowałam ramiona. Wmieszaj się w tłum. Baw się dobrze. On wkrótce do ciebie podejdzie, a ty będziesz mogła zachowywać się, jakby wszystko było w porządku. Jesteś do tego przyzwyczajona.
* * *
Następnego ranka odebrałam dziadka i pojechałam do Great Tilbury. Udało nam się przejść całą długość wsi i wrócić, wliczając w to przerwę na karmienie kaczek, nie wspominając ani słowem o Chloe i Jamesie, ale gdy tylko zaproponował, żebyśmy wstąpili na herbatę do April’s Tea Parlour, wiedziałam, że nie możemy tego dłużej odkładać.
– Ty i James – odezwał się, gdy tylko podano nam napoje. – Porozmawiaj ze mną.
– Nie ma o czym rozmawiać. Kocham Jamesa, a on mnie nie kocha. To proste.
– Czy on ci to powiedział?
– Trzy miesiące temu, na ślubie Hannah i Toby’ego.
– Czy on wie, co do niego czujesz?
Bawiłam się kucykiem.
– Nie. Jesteśmy razem tylko do momentu, gdy znajdzie brakującą iskrę z kimś innym.
Dziadek wypuścił powoli powietrze i pokręcił głową, nalewając mleko do filiżanki.
– Pamiętasz to powiedzenie, które mawiała twoja babcia? Jeśli coś kochasz, musisz to uwolnić.
Opuściłam ramiona.
– Tak. Problem w tym, że znam dalszą część tego powiedzenia i wiem, że on nie wróci.
– Więc nigdy nie był twój, prawda?
Łza spłynęła mi po policzku i szybko ją otarłam.
– Zawsze o tym wiedziałam.
– Twoja babcia mówiła też, że zapach zawsze pozostaje w dłoni, która podarowała różę.
Spojrzałam na niego z brakiem zrozumienia.
– Nigdy w życiu nie słyszałam tego powiedzenia. Co ono oznacza?
– Oznacza to, że akt dobroci, taki, jaki zamierzasz wykonać, przyniesie korzyść również dawcy. – Położył dłoń na mojej. – Może minąć trochę czasu, zanim poczujesz korzyść, ale wszystko…
– …dzieje się z jakiegoś powodu – dokończyłam. – Wiem. I dziękuję, że zauważyłeś, co się wydarzyło wczoraj wieczorem.
– Zawsze zwracałem uwagę na wszystko, co cię dotyczy. Zawsze schodzisz w cień i pozwalasz zabłysnąć swojej kuzynce. Zauważyłem, jak bardzo ranią cię ostre słowa lub spojrzenia twojej mamy, a mimo to nie reagujesz na nie. Zauważyłem, jak umniejszasz swoje osiągnięcia i wyolbrzymiasz dokonania innych, jakby nic, co robisz, nie miało znaczenia. Ale chcę, żebyś wiedziała, że błyszczysz jak diament, mój aniołku. Nie pozwól nikomu wmówić ci, że tak nie jest.
– Dziękuję. To bardzo miłe z twojej strony, dziadku. – Nalałam herbatę do naszych filiżanek i westchnęłam. – Nie wiem, czy zniosę widok Jamesa i Chloe razem.
– Nie wiesz, czy tak się stanie. Tak, coś się wydarzyło wczoraj wieczorem, ale udany związek to coś więcej niż tylko fizyczne przyciąganie. Być może nie będą razem, a jeśli nawet, to może to nie potrwać długo. Wtedy zniknie z waszego życia i będziecie mogły ruszyć dalej.
– Wiem. Nie powinnam zakładać najgorszego.
Dziadek dodał pół łyżeczki cukru do herbaty i powoli ją zamieszał.
– Kiedy to zakończysz?
Wypuściłam powoli, równomiernie powietrze.
– Spotykamy się we wtorek na kolacji. Wtedy to zrobię.
– Będzie ci ciężko, ale wiesz, że to słuszna decyzja, prawda?
– Wiem, dziadku. Rozum podpowiadał mi, że powinnam była to zrobić już kilka miesięcy temu, ale serce wciąż chciało się kurczowo trzymać.
– Obiecaj mi, że pozwolisz mu odejść. – Spojrzał na mnie swoimi łagodnymi, szarymi oczami i ścisnął moją dłoń. – Znajdź zamiast tego swoją miłość na całe życie.
– Tak zrobię, dziadku. Obiecuję.
* * *
Kiedy wróciłam do domu, wysłałam Jamesowi krótką wiadomość, że spędziłam cudowny dzień z dziadkiem, mam nadzieję, że wieczór kawalerski przebiega pomyślnie i nie mogę się doczekać, żeby go zobaczyć we wtorek. Odpowiedział emotikonkiem z kciukiem w górę, kuflem piwa i zabawną miną. Położyłam się na łóżku, telefon leżał na mojej piersi, a uczucie straty ogarnęło mnie całkowicie. Następnym razem, gdy zobaczę Jamesa, zakończę to. Czy to będzie pożegnanie, czy zobaczę go znów… jako chłopaka Chloe? Mimowolnie zadrżałam na samą myśl o tym.
Następnego ranka obudziłam się z uczuciem pustki, wiedząc, że jestem o jeden dzień bliżej pożegnania z Jamesem.
Od chwili, gdy zeszłam na dół, aby zaparzyć herbatę, moja obecność wydawała się irytować mamę.
– Dzięki za wstawienie wczoraj prania – powiedziała sarkastycznym tonem, przeglądając kosz z brudną bielizną.
– Kazałaś mi to zostawić, bo chciałaś wyprać spodnie, które miałaś na sobie.
– Mogłaś zrobić pranie jasnych rzeczy.
Nie było sensu odpowiadać. Była to klasyczna sytuacja bez wyjścia, którą znałam aż za dobrze. Gdybym włączyła pralkę, dostałabym burę za zignorowanie jej polecenia, żeby nie wstawiać prania.
– Chcesz filiżankę herbaty? – zapytałam.
– Czy wyglądam, jakbym miała czas na herbatę?
Zachowaj spokój. Policz do trzech…
– Czy jest coś, co chciałabyś, żebym zrobiła?
– Chciałabym, żebyś wyszła z mojej kuchni, żebym mogła zająć się praniem.
– Czy mogę jeszcze w czymś pomóc? Zakupy? Sprzątanie?
– Jeśli muszę cię o to prosić, to nie jest to zbyt pomocne, prawda?
Nienawidziłam tego bezsensownego zwrotu. Za każdym razem, gdy wykazywałam inicjatywę i robiłam coś bez proszenia, wkurzała się na mnie za to, że nie zrobiłam tego zgodnie z jej rygorystycznymi standardami. Jeśli poszłam na zakupy, zawsze zarzucała mi, że kupiłam niewłaściwą markę lub rozmiar. Jeśli sprzątałam, rzekomo coś przeoczyłam, więc musiała wszystko robić od nowa.
Nie chciałam, żeby mama widziała, że mnie zdenerwowała, więc wzięłam prysznic, ubrałam się i pojechałam do Whitsborough Bay, żeby wydrukować zdjęcia z przyjęcia dziadka.
Siedząc w samochodzie, przeglądałam zdjęcia, a moje serce zabiło szybciej na widok Chloe i Jamesa razem. Delikatnie pogłaskałam twarz Jamesa i westchnęłam, czując już ból po stracie, a następnie delikatnie włożyłam zdjęcia z powrotem do torby i ruszyłam w kierunku Meadowcroft.
* * *
Nikt nie odpowiedział, gdy zadzwoniłam dzwonkiem, więc otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Dziadek dał mi klucz po śmierci babci, mówiąc, że spędza więcej czasu w ogrodzie niż w domu i nigdy mnie nie zobaczy, jeśli będę polegać na tym, że usłyszy dzwonek.
Weszłam do holu i zawołałam jego imię. Było niezwykle ciemno, a kiedy otworzyłam drzwi do salonu, ogarnęło mnie niepokojące uczucie. Dlaczego zasłony nie były odsłonięte?
– Dziadku? – zawołałam.
Nie było odpowiedzi.
– Dziadku? Jest już po jedenastej. Nadal leżysz w łóżku?
Ostrożnie otworzyłam drzwi jego sypialni, ale nie było go tam. Zasłony były odsłonięte, a łóżko posłane. Wzięłam kilka głębokich oddechów, aby uspokoić bicie serca.
– Dziadku? Gdzie jesteś? – Wyszłam z powrotem do przedpokoju. Być może skorzystał z błękitnego nieba i słońca i wyszedł prosto do ogrodu.
Otworzyłam drzwi tylnej sypialni, zamierzając wyjrzeć przez okno, i krzyknęłam.
Dziadek, ubrany w te same ubrania co wczoraj, leżał oparty o wezgłowie łóżka, naprzeciwko kolażu selfie. Na kolanach miał zaproszenie na swoje siedemdziesiąte piąte urodziny, a na stoliku nocnym leżał talerz z niedojedzonym kawałkiem tortu urodzinowego.
– Och, dziadku. – Moje usta zadrżały, a łzy napłynęły mi do oczu.
Powoli podeszłam do niego i delikatnie zamknęłam mu oczy. Nie było potrzeby sprawdzania jego pulsu. Widziałam śmierć wiele razy i było oczywiste, że wczoraj w nocy dołączył do babci.
– Przekaż babci moje pozdrowienia – szepnęłam, całując jego chłodny policzek i zdejmując mu okulary. – Uściskaj ją ode mnie i podziękuj jej za to, że pozwoliła mi zatrzymać cię przy sobie przez kolejne pięć lat.
Spazmatyczny szloch wstrząsnął moim ciałem, a łzy spływały mi po policzkach. Drżącymi rękami wyjęłam telefon z kieszeni. Chciałam zadzwonić do taty, ale wiedziałam, że najpierw muszę spróbować z mamą. W końcu dziadek był jej ojcem. Mama prawie nigdy nie odbierała moich telefonów i dzisiaj nie było inaczej. Zadzwoniłam do taty.
– Cześć, Sammie.
– Tato? Dziadek nie żyje. Jestem w Meadowcroft, a on nie żyje. Możesz powiedzieć mamie i cioci Louise? – Słowa wypadały mi z ust między szlochami.
– Nie! Och, Sammie. Wszystko w porządku?
– Nie bardzo. Możesz tu przyjechać?
* * *
Utrata dziadka była nie do zniesienia. Nigdy nie doświadczyłam takiego bólu. Zamiast zjednoczyć nas w żałobie, spowodowało to dalsze rozdźwięki między mamą a mną. Była – co zrozumiałe – zdruzgotana śmiercią swojego drugiego rodzica, ale oskarżyła mnie, że nie próbowałam go uratować. Dlaczego wcześniej nie zadzwoniłam po karetkę? Dlaczego nie podjęłam resuscytacji? Jak śmiałam nazywać siebie pielęgniarką? Nawet gdy koroner potwierdził, że poprzedniego wieczoru doznał rozległego zawału serca, nie dało się z nią rozmawiać.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
