Od Valinoru do Mordoru - Andrzej Szyjewski - ebook
BESTSELLER

Od Valinoru do Mordoru ebook

Andrzej Szyjewski

3,5

Opis

Cyfrowe wznowienie rewelacyjnej, niedostępnej od lat, kultowej książki Andrzeja Szyjewskiego.

Niniejszy tom ukazuje fantastyczny, precyzyjnie wykreowany mitologiczny świat twórcy "Władcy pierścieni". Jednak szczególny nacisk został tu położony na zbadanie prawdziwego dzieła życia Tolkiena, jakim był "Silmarillion" i powiązane z nim legendarium.

Tolkienowi zależało na tym, by wartości dawnych legend przekazać ludziom, którzy nigdy się z nimi nie zetknęli. "Kallevala", "Eddy", legendy skandynawskie, celtyckie, staroangielskie... Wszystkie te przekazy - ich bohaterowie i najsłynniejsze symbole - niosą ze sobą istotne wartości i idee, które od dawna przestały interesować współczesnych twórców zachodniej kultury, zauroczonych postępem i zmianą. Autor próbuje wykazać, że zamierzeniem Tolkiena było przypomnienie tych wartości i odwoływanie się do nich jako pewnej skarbnicy prowadzącej do samych podstaw człowieczeństwa i relacji z sacrum.

Wydanie cyfrowe zawiera pełne przypisy oraz kompletną bibliografię, co pozwala wykorzystać tą pozycję również do pracy naukowej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 796

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Andrzej Szyjewski

OD VALINORU DO MORDORU

Wydawnictwo M

Kraków 2004

Redakcja techniczna:

Ewa Czyżowska

Łamanie:

Joanna Łazarów

Korekta:

Monika Gruszka, Kinga Chojnacka, Tomasz Dekert

© Copyright by Wydawnictwo M, Kraków 2003

ISBN 83-7221-866-8

Wydawnictwo M

ul. Łukasiewicza 1, 31-429 Kraków

tel. (012) 61-77-590

dz. handlowy (012) 61-77-591, 61-77-592

www.wydawnictwom.pl

e-mail: [email protected]

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

„Ostatniej nocy w Quadrangle Club próbowałem, bez powodzenia,

czytać Władcę Pierścieni Tolkiena. Ani w ząb nie rozumiem przyczyn

sukcesu tej książki, której sprzedano już kilka milionów egzemplarzy

w wydaniu kieszonkowym, jej „fantastyczny” świat to jedynie

nagromadzenie mozolnie strawestowanych legend średniowiecznych”.

Mircea Eliade, Moje życie; fragmenty dziennika 1941–1985

WSTĘP

Gdzieś w okolicach 1969 r., kiedy jako sześciolatek buszowałem w stertach zalegających w całym mieszkaniu książek, wygrzebałem pozbawioną okładki, rozpadającą się i zaczytaną przez moje starsze rodzeństwo powieść, zaczynającą się od słów: „Aragorn spiesznie wspinał się na wzgórze...”. Zaciekawiony nagle zarysowaną sytuacją pochłonąłem ją bardzo szybko (czytać bowiem nauczyłem się wcześnie i miałem już sporą liczbę książek na swoim koncie). Oczarowany tajemniczym światem elfów, krasnoludów i orków, dokopałem się następnego tomu zatytułowanego Powrót króla. Ślepy los, w postaci niezauważenia i niezakupienia przez moich rodziców pierwszego tomu Władcy Pierścieni, wydawanego przez Czytelnika w latach 1961–63, (noszącego wówczas tytuł Wyprawa) sprawił, że wielu rzeczy musiałem się domyślać i rekonstruować ze skąpych wzmianek na kartach drugiej i trzeciej części trylogii. Nauczyłem się tym samym zwracać uwagę nie tylko na akcję, ale i na tło zdarzeń w dziele Tolkiena. Moją pasją i największym marzeniem stało się odkrycie tego, co się działo przedtem; chodziło tu zarówno o początek całej historii z Pierścieniem, jak i mitologię Pierwszej Ery, kryjącą się w tle Władcy Pierścieni. Marzenie mego życia miało się spełniać stopniowo. Najpierw w lokalnej bibliotece odnalazłem ku swemu zaskoczeniu Hobbita, o którym wcześniej nic nie słyszałem, i dowiedziałem się, jak znaleziono Pierścień i kim naprawdę był Bilbo. Potem, kiedy już mogłem zapisać się do działu dla dorosłych, wypożyczyłem tam Wyprawę. Z jakim wzruszeniem, trzęsącymi się rękami wertowałem karty historii hobbitów i całej Drużyny Pierścienia! Niestety, szybko odkryłem, że choć Władca Pierścieni jest dziełem wspaniałym i porywającym, w dalszym ciągu niewiele wiadomo o losach Złotego Drzewa, Valarach, Wielkim Nieprzyjacielu czy pochodzeniu Saurona i Ungolianta (w pierwszym wydaniu trylogii tłumaczka obdarzyła Ungoliantę płcią męską).

I znów zatęskniłem gorąco do tego, by poznać cały tajemniczy świat elfów i ludzi zmagających się z Morgothem, by odsłonić z wydarzeń Pierwszego Wieku zarzuconą przez autora kurtynę. Jakże żałowałem, że Kroniki Królestw Zachodnich nic nie mówią o czasie początku, czyli Pierwszej Erze! Moje oczekiwanie wzmogło się, gdy doszły mnie słuchy o ukazaniu się w 1977 r. historii Pierwszego Wieku. Tym razem na spełnienie moich marzeń czekałem długo, bo aż do czasów studenckich, kiedy to w 1985 r. wydano polskie tłumaczenie Silmarillionu. W międzyczasie zaś, próbując odnaleźć ów świat zaginiony, tknięty odnalezioną na kartach Dodatków myślą, pożyczyłem książkę o mitologii skandynawskiej1 i ze zdumieniem stwierdziłem, że mowa tam także o krasnoludach (karłach), których władcą był Durin! Czy więc tajemnica Pierwszej Ery nie kryje się w kartachEddy, przygodach bogów i ludzi? Zacząłem pochłaniać wszelkie dzieła i prace poświęcone mitom i religii, zwłaszcza religiom o bogatej mitologii. Odkryłem, podobnie jak Tolkien, Sygurda i smoka Fafnira, Kalevalę, ale też Gilgamesza, mity andamańskie, polinezyjskie, japońskie i setki innych, aż w końcu to mit i jego symbole stały się dla mnie najciekawszym przejawem życia duchowego człowieka. I to właśnie przekonanie skierowało mnie na studia religioznawcze, a potem do pracy naukowej w Instytucie Religioznawstwa UJ, gdzie poświęciłem się etnologii religii z jednej, a badaniom mitów i symboli religijnych z drugiej strony. Swoje dawne zainteresowania światem Tolkienowskim odstawiłem do lamusa.

Ostatni etap oświecenia Tolkienem dokonał się dziesięć lat temu, kiedy w jednym z krakowskich antykwariatów odnalazłem I tom The Book of Lost Tales. Kiedy zagłębiłem się w odrestaurowany przez Christophera Tolkiena świat pierwotnej, młodzieńczej mitologii jego ojca, odniosłem niepokojące i jeżące włosy na głowie wrażenie, że zaglądam pisarzowi przez ramię na kartkę papieru, a nawet i do umysłu, chwytam jego ideę w momencie powstawania i rozwijania się, i było to doświadczenie wstrząsające. Obecnie, wraz z opublikowaniem w 1996 r. ostatniego, dwunastego tomu Historii Śródziemia, The Peoples of Middle-Earth, dokumentacja została uzupełniona i wszyscy miłośnicy Tolkiena zdobyli kompletne niemal wyposażenie niezbędne do poruszania się w jego świecie. Jest to sytuacja luksusowa dla badacza literatury, kiedy zamiast żmudnych badań w archiwach i ślęczenia nad rękopisami otrzymuje, jak na tacy, całokształt dorobku pisarza.

Zapragnąłem wykorzystać okazję stworzoną udostępnieniem szerokim kręgom czytelników Historii Śródziemia i rojące mi się w głowie myśli przybrały postać kursu zatytułowanego Tolkien, mit, religia, który zyskawszy aprobatę władz macierzystego instytutu, został wprowadzony do katalogu kursów i jest regularnie prowadzony dla studentów religioznawstwa, a także chętnych spoza kierunku i wydziału. Tym samym po raz kolejny mogłem połączyć dawne i nowe pasje, oddając hołd zarówno autorytetom, na których wyrosła moja naukowa „kariera”, jak i profesorowi z Oksfordu, który skierował mnie w stronę innego, mitycznego wymiaru rzeczywistości. Niniejszy tom jest więc echem prowadzonych zajęć; nie roszcząc sobie prawa do wyczerpania całości zarysowanego w tytule zagadnienia, czyli wzajemnych relacji wykreowanego systemu mitycznego z poglądami i wyznawanymi przez Tolkiena prawdami wiary, dąży do pokazania spójnego i dobrze przemyślanego świata myśli twórcy Silmarillionu.

Rzeszom zwolenników trylogii, czy to w formie pisanej, czy w wersji kinowej (z konieczności znacznie spłyconej), trzeba jednak od razu powiedzieć, że nacisk w analizach został położony na „mitopoeiczną” stronę twórczości Tolkiena, czyli na zbadanie prawdziwego dzieła jego życia, jakim był Silmarillion i powiązane z nim legendarium, nie zaś na Władcę Pierścieni, stanowiącego jedynie wtręt w zasadniczej konstrukcji Tolkienowskiego świata mitycznego. Tak przynajmniej widział to sam autor, którego chaotyczna, a zarazem drobiazgowa natura perfekcjonisty2 pozbawiła przyjemności inkarnacji własnego Logosu, czyli obejrzenia wydrukowanego dzieła jeszcze za życia. Tym samym autor miał świętą rację obruszając się na gadaninę krytyków twierdzących, że w jego książce „nie ma religii” czy „treści dla dorosłych”. Problem w tym, że WP stanowi jedynie fragment konstrukcji – jeśli nie pojedynczy liść, to najwyżej jedną gałąź ogromnego i starego Drzewa o wielu konarach. Całość jego twórczości zawsze jest głęboko religijna, a przynajmniej taką była w zamierzeniu, skierowana też była do dorosłych jako przesłanie, które powinien odczytać każdy, komu nieobca była Tolkienowska wrażliwość na to, co cudowne.

W pracy starałem się korzystać przede wszystkim z dzieł samego Tolkiena, świadomie tylko w niewielkim stopniu odwołując się do literatury „tolkienologicznej”, pełnej Freuda, lub antyfreudowskiej orientacji feministycznej (bardzo pouczający jest fragment krytyki autorstwa Brendy Patridge cytowany w pracy Pearce’a3) czy indywiduacji jungowskiej, jako że lwia część tych dzieł ukazała się przed opublikowaniem nawet Silmarillionu, nie mówiąc o Niedokończonych Opowieściach czy dwunastu tomach Historii Śródziemia. Jeśli zaś mamy prace późniejsze, wówczas regułę stanowi koncentracja założeń i wniosków na WP. Przykładem może być książka Patricka Curry, Defending Middle-Earth, we wstępie której autor stwierdza: „Nie wziąłem tu pod uwagę Silmarillionu. Powód jest prosty: koncentruję się na rozumieniu współczesnego świata przez Tolkiena i jego wpływie nań, a bez wątpienia wyrastają one prawie wyłącznie z Władcy Pierścieni i z Hobbita, jako swoistego wprowadzenia doń”4. Trudno o bardziej ostentacyjne nieliczenie się z intencjami autora Hobbitapoprzez pomijanie podstawowych założeń konstrukcji mitycznego świata, z których wyrasta WP jako exemplum i memento dla współczesności.

Z reguły też większa część autorów piszących o dziełach Tolkiena, nie mając pojęcia o innych niż psychoanalityczne teoriach mitu czy metodologii religioznawstwa, ma większe bądź mniejsze trudności w poruszaniu się w świecie Tolkienowskim na tyle zręcznie, by odnaleźć ślady idei. Nie twierdzę, że jestem jedynym, który rozumie Tolkiena, pragnę jedynie pokazać możliwości wyjścia poza zaklęty krąg wewnętrznych analiz literackich jako przyczynek do dyskusji nad dziełem Tolkiena. Chciałbym przy tym od razu usprawiedliwić się, jako że pracę zacząłem zanim w Polsce ukazały się książki poświęcone Tolkienowi (z wyjątkiem nie najlepszej jakości dziełka Błażejewskiego), zanim też pojawiły się tłumaczenia Księgi Zaginionych Opowieści, Listów, Potworów i krytyków, dlatego uważałem za ważne pokazanie wielu szczegółów i cytatów, z których teraz zapewne bym zrezygnował. Większość rozdziałów pracy powstało zrazu jako notatki do wykładów, kiedy niezbędne było wykazywanie pewnych tez na tekstach źródłowych. Czytelnicy mogą także się przekonać, że wiele zawdzięczam wnioskom T. A. Shippeya, moim zdaniem najlepszego z tolkienistów, korzystałem jednak z pierwszego angielskiego wydania nieświadomy wprowadzonych przez niego rozszerzeń tekstu związanych z publikowaniem Historii Śródziemia. Ku swemu zaskoczeniu odnalazłem je w świeżo wydanym polskim tłumaczeniu i wiele z jego nowych stwierdzeń znakomicie pasowało do wyprowadzanych przeze mnie idei. Postanowiłem jednak nie naruszać struktury swej pracy (z wyjątkiem aktualizacji przypisów), dowodzą one bowiem konwergencji myśli, potwierdzając zasadniczą słuszność wniosków dotyczących całokształtu dzieła Tolkiena. Moje rozważania są natomiast zdecydowanie odległe od tendencji przyświecających autorowi książki Tolkien, mit i łaska, Paolowi Gulisano. Stanowi ona znamienny dowód zauważenia Tolkiena przez środowiska katolickie po latach milczenia, z zupełnie niepotrzebnym przerysowaniem jego poglądów. Jeśli jednak miałbym polecać dzieło ujawniające rzeczywistego ducha religijnego Tolkiena, to zgrabny tomik Tolkien. Księga pamiątkowa, pod redakcją Josepha Pearce’a, mówi znacznie więcej i ciekawiej o tych ważnych sprawach.

Mottem tej pracy jest uwaga Mircea Eliadego o dziele Tolkiena5, na pozór niepochlebna, wiele jednak tłumacząca, jeśli chodzi o naturę pracy oksfordzkiego profesora. Jeden z największych religioznawców XX wieku dziwi się popularności książki, składającej się z fragmentów średniowiecznych legend, ponieważ zna dobrze te legendy i mają one dla niego istotną wartość jako oryginalne dzieła. Tolkienowi jednak zależało na tym, by wartości tych legend przekazać ludziom, którzy nigdy się z nimi nie zetknęli. Każdy czytelnik wzruszający się przy opisie śmierci Boromira dmącego w róg, przyzywającego pomocy, która nie nadchodzi, i osuwającego się na ziemię z pękniętym mieczem w dłoni, powtarza wzruszenia średniowiecznych słuchaczy Pieśni o Rolandzie, poruszonych walką dzielnego rycerza z nawałą Saracenów, z rozpaczą przemawiającego do strzaskanego Durendala i na próżno dmącego w swój róg. Czarodziejskie tchnienie Lothlórien jest echem tajemniczego królestwa Morgan Le Fay w lesie Broceliande. Straszliwe działanie Pierścienia Władzy, który wyniszcza swego nosiciela i zmusza go do posłuszeństwa swojej woli, budzi grozę podobną do przeklętego pierścienia Andwariego z Eddy. Jego zdolność zaślepiania powtarza opowieść o pierścieniu węża, który zauroczył Karola Wielkiego6. Groza Upiorów Pierścienia i mieszkańców Kurhanów powraca wraz z opowieścią o wikingu Soté, który opętany czarem pierścienia Wölunda żywcem pogrzebał się w kurhanie, czekając z mieczem w dłoni, aż ktoś spróbuje mu wydrzeć ukochany skarb. Złamany miecz Narsil powraca w tradycji symboliki arturiańskiego cyklu Graala i jest przekuty na nowo, jak Gram Sygurda Wölsunga. Wszystkie te przekazy niosą ze sobą istotne wartości i idee, które od dawna przestały interesować współczesnych przedstawicieli zachodniej kultury, zauroczonych postępem i zmianą. Jak próbuję wykazać, zamierzeniem Tolkiena było przypominanie tych wartości i odwoływanie się do nich jako do tych, ktore prowadzą do samych podstaw człowieczeństwa i relacji z sacrum. Warto dodać, że dokładnie taki sam program przyświecał religioznawczym badaniom Eliadego i że obaj wymienieni naukowcy mieli ze sobą znacznie więcej wspólnego niż wynikałoby z przytoczonego cytatu. Większość zamieszczonych w następnych rozdziałach wywodów próbuje pogodzić ze sobą ich pola aktywności tak, jak powiązały się one w moim życiu i w mojej praktyce badawczej.

Rozdział IHISTORIA ŚRÓDZIEMIA

Czy autorska kreacja świata fantastycznego może mieć swoją historię? Pytanie, czy ma ją autor jako „twórca pośledni”, jest zarazem pytaniem, czy ma ją Bóg jako Twórca Ostateczny. Książki próbujące umieścić Boga w perspektywie czasowej, w rodzaju Historii Boga Karen Armstrong czy nawet Jego biografii autorstwa J. Milesa, są w istocie zapisem zmian ludzkich sądów na temat Boga (i to tylko w odniesieniu do judeochrześcijańskiego kręgu kulturowego) i postaw wobec założenia o Jego istnieniu. Niczym innym nie jest również każda biografia pisarza: wyobrażeniem obcych o tym, jakie procesy zachodziły w umyśle twórcy. Sam Tolkien wyraził krańcowy sceptyzm co do możliwości stosowania biograficznego klucza do odczytywania tworzonych dzieł. Jak stwierdził, twórca tworzy bowiem w błysku geniuszu danym od Boga i to, jak powstaje jego dzieło, jest sprawą tylko między nim a Bogiem7.

Tym niemniej w świecie mitów istnieją procesy dyfuzji, zapożyczania i rozbudowywania wątków. Mitologia Tolkienowska kształtowała się latami, nabierając wyrazu i zaskakujących zwrotów, a co ważniejsze, świadomie czerpiąc ze światowej skarbnicy mitów w procesie kreowania atmosfery cudowności. Warto zatem, mimo dezaprobaty autora, przyjrzeć się nie tylko historii, ale i prehistorii Śródziemia, jako tworu rozłożonego w czasie i nigdy ostatecznie niezakończonego. Nie chodzi przy tym o kolejne powtórzenie pełnego życiorysu jego twórcy, ukazała się bowiem pokaźna ilość biografii J. R. R. Tolkiena, w tym „oficjalna”, „nieoficjalna”, „pełna”, „opisowa” itp.; niektóre z nich są nawet dostępne w języku polskim8. Proponuję jedynie na wstępie, aby móc podążać śladem dyskursu, pewne uporządkowanie etapów twórczości, do których będziemy się w toku pracy odwoływać. Etapy te nie tyle orientują w chronologii (w tym celu najlepiej zajrzeć do Dodatku pokazującego powstawanie kolejnych dzieł, pomniejszych utworów i koncepcji), co mówią o pewnych trendach myślenia samego autora. Wreszcie zgadzam się z synem profesora, Christopherem Tolkienem, że historia Śródziemia, w sensie historii tworzenia tej koncepcji, stanowi lepszą próbę ogarnięcia życia jego ojca niż standardowa biografia9.

1. Prywatne języki

Słynna zasada 5.6 Traktatu logiczno-filozoficznego mówi, że granice świata wykreślone są przez granice języka. Gdyby przyznać rację Wittgensteinowi, oznaczałoby to, że poznając język, poznajemy świat, który on opisuje. A co dzieje się, jeśli taki język tworzymy? Za podstawowy dla formacji świata Tolkienowskiego można niewątpliwie uznać pierwotny etap kreacji językowej. Choć praca nad nim trwała rzecz jasna do końca życia i stanowiła właściwą, nigdy niewygasłą miłość Tolkiena, tu trzeba przede wszystkim ustalić rudymenty powstania języków elfich, co stanowi rzeczywistą prehistorię Śródziemia. Jak zgodnie mówią biografowie, a potwierdza sam Tolkien, zaczęło się to niemal w dzieciństwie dwoma wydarzeniami. Pierwszym jest opowiadanie o „zielonym wielkim smoku”, którego obecności rozpaczliwie pragnął, drugim zaś – zabawy z kuzynkami w tworzenie słowników wymyślonego „własnego języka”, zapoczątkowane jeszcze w szkole średniej. Jak zwierza się sam Tolkien10, języki te, powstałe z dziecięcej potrzeby tajności, to: „zwierzęcy” [animalic], złożony z nazw gatunków zwierzęcych, i bardziej rozwinięty nevbosh („nowe duby” lub „nowy nonsens”). Dały one podstawy inwencji językowej, która przyczyniła się do powstania ok. 1907 r. poważniejszej próby w postaci języka naffaryjskiego [naffarin], w którym staroangielskie konstrukcje gramatyczne i znaczeniowe czerpią melodię dźwięków zwłaszcza z hiszpańskiego. Pomysł ten zostaje porzucony na rzecz rekonstrukcji języka „pragermańskiego” na bazie gockiej (1908–1911). Nie sposób zaś badać germańskich rdzeni, nie liznąwszy mitologii, mrocznej atmosfery Eddy czy potężnych tomów Deutsche Mythologie Jakuba Grimma. W latach 1911–1912 w zasięgu badawczym Tolkiena pojawiają się języki fiński, walijski i staronordycki, które wówczas z zapałem studiuje. W jego prywatnym języku ujawnia się wpływ języka walijskiego (1911–1912) oraz następuje finizacja słownictwa i składni (1912–1915).

W efekcie od 1912 r. powstają dwa spokrewnione języki o wspólnym pochodzeniu: Qenya i Goldogrin; Qenya (później Quenya) jest mocno sfinizowany, a Goldogrin („gnomijski” – późniejszy Sindarin) oparty o wymowę walijską, zwłaszcza przy przegłosach. Ponieważ twórca założył pokrewieństwo między nimi, jego rola jako językoznawcy polegała na odnajdywaniu ich wspólnych źródeł i rekonstruowaniu dawnego „prajęzyka” w postaci rdzeni i ich znaczeń. Podobnie jak w przypadku rzeczywistych języków, poza gramatyką musiały one mieć też swoje teksty, a doświadczenie wskazuje, że najwcześniejsze znane teksty są zawsze mitologiczne11. Ostatnim krokiem było zatem znalezienie ludu, tworzącego odrębną mitologię, który posługuje się tymi językami. Jak się wydaje, w 1914 r. „prywatne języki” Tolkiena zostają przezeń uznane za języki elfów, których ogląda podczas swych podróży Eärendel, wobec czego konieczne stało się odkrycie nośnika dla ich przekazywania – nowego alfabetu. Czym były wówczas elfy dla autora, możemy się dowiedzieć badając pozostałe korzenie mitycznego świata.

2. Elfy dla dzieci

Elfy okazały się więc twórcami i głównymi bohaterami legend Śródziemia. Jednak wbrew pozorom i gwałtownym zaprzeczeniom samego autora koncepcja ich postaci i charakterystyka wyewoluowała z bardziej tradycyjnego ich postrzegania niż to, które widoczne jest na kartach Silmarillionu. Tolkien przyznał się do inspiracji Piotrusiem Panem, bohaterem dwóch bardzo dobrych książek J. M. Barriego12. Echa tej fascynacji widoczne są zwłaszcza we wczesnych wierszach Tolkiena i gdzieniegdzie w Księdze Zaginionych Opowieści. Elfy są tu wróżkami [fairies] na motylich skrzydłach, posypanych magicznym proszkiem, kryjącymi się wśród kwiatów na trawnikach. Barrie ściśle wiąże je z dziećmi: dzieci potrafią je zobaczyć, wiara w nie podtrzymuje ich życie (za każdym razem, kiedy jakieś dziecko przestaje wierzyć we wróżki, jedna z nich umiera). Z Piotrusiem Panem związana jest też idea, że „zagubione” dzieci znajdują się pod opieką elfów, a zatem „poza czasem”, jak długo chcą przebywać w Czarodziejskiej Krainie i nie tęsknią za domem, nie zmieniają się. W londyńskim ogrodzie królewskim Kensington na jeziorze Serpentine jest cała wyspa, na której, póki nie zatęsknią za rodzicami, mieszkają zaginione dzieci, prowadząc życie ptaków, którymi były przed urodzeniem. W jednym z wczesnych wierszy Tolkiena z 1915 r. pojawia się więc Dworek Utraconej Zabawy, zasiedlony przez dzieci wizytujące we śnie czarowne ogrody i wśród wesołych zabaw przebiegające ich ścieżki. Wiedzie do niego Ścieżka Snów (Olórë Mallë), o której dorośli rychło zapominają i mimo poszukiwań, nie zdołają jej powtórnie odkryć13. Jest ona jedynym łącznikiem z czarodziejskim światem elfów. W KZO dzieci zamieszkują Mar Vanwa Tyaliéva – czyli Dworek Utraconych Zabaw na Samotnej Wyspie14. Związany z nim infantylny obraz elfów jako maleńkich duszków (jeszcze w KZO dom jest maleńki i aby do niego wejść, Eriol musi sobie zażyczyć redukcji wzrostu) rodzi się ze zmieszania celtyckiej i germańskiej demonologii, do czego jeszcze wrócimy w rozdziale VII.

Odpryskiem młodzieńczej fascynacji jest wiersz Stópki goblinów [Goblin Feet] z 1914 r., pierwszy wydrukowany utwór Tolkiena15, oraz poprzedzające go wiersze w rodzaju Wood Sunshine16 czy Tinfang Trelek [Tinfang Warble]17. Opisują one krajobraz magiczny, leśne polanki, na których spotkać można leśne duszki i elfy. Zawierają bardzo jeszcze klasyczny obraz tych istot zaczerpnięty z ludowej mitologii germańskiego obszaru językowego. Elfy są w nich maleńkimi mieszkańcami łąk i leśnych polan, dmącymi w różki i flety, świecącymi magicznymi lampkami, skocznie tańczącymi w korowodach do wtóru śpiewanych czarownych pieśni. Innymi słowy są wróżkami (Fairies, „Czarodziejskim Ludem”), z którymi zetknięcie zsyła ludziom piękne wizje, oczarowuje, ale powoduje też zniechęcenie wobec ludzkiego świata. Wczesne rysunki Tolkiena wyobrażające elfy nadają im, pogardzane później, infantylne cechy: niewielki wzrost, spiczaste czapki i „orientalne” buciki z wywiniętymi noskami. Jedynie ostro zakończone uszy, standardowo przydawane elfom, nie znalazły w jego oczach uznania (dlatego dziwi pokazanie ich w filmie Jacksona; czyżby w celu zdystansowania popularności uszu Spocka, gwiazdy Star Trek?).

Łatwo zauważyć, że późniejszy świat Tolkienowski dziedziczy z tej pierwszej fascynacji elfami także układ relacji między obu światami, Czarodziejską Krainą (Faery) i domeną ludzi. Później napisze Tolkien: „Jeśli bowiem elfy istnieją naprawdę i niezależnie od naszych opowieści, to prawdą jest także i to, że ani elfom nic do nas, ani nam do elfów. Nasze losy się rozdzieliły, nasze ścieżki rzadko się spotykają. Nawet na granicy Królestwa Czarów spotkać je można tylko wówczas, kiedy przypadkiem wejdą nam w drogę”18. Podstawowym punktem zetknięcia tych światów jest marzenie senne (Olós19), pełne czarodziejskiej atmosfery. W snach ludzkie dusze wizytują Krainę Czarów, bądź śniących nawiedza pochodzące spoza codzienności tchnienie czarodziejskiej rzeczywistości.

3. Wpływy i pierwsze konstrukcje literackie

Edukacja w angielskiej szkole wymagała niegdyś zapoznania się z bogactwem wczesnośredniowiecznej literatury. Młodemu Tolkienowi spodobały się te lektury, w rodzaju Beowulfa, Perły czy Sir Gaweina i Zielonego Rycerza. Najpiękniejsze jednak zdawały mu się skandynawskie przekazy zaczerpnięte z Eddy, znane mu wcześniej z adaptacji czołowego „bajarza” tamtych lat, Andrew Langa (w szczególności historia o Sygurdzie i Fafnirze). W 1911 r. Tolkien odkrywa z kolei (za pośrednictwem przekładu) świat Kalevali, a w następnym roku – rozkosze języka fińskiego. Być może nie wywarłoby to znaczącego wpływu na jego życie, gdyby nie istniejące oczarowanie światem elfów, prowadzące do postrzegania atmosfery cudowności. Dokonana przez Hammonda i Scull analiza wczesnych rysunków Tolkiena z tego okresu20 pokazuje, jak powoli nasiąkały one atmosferą inności, stawały się wypełnione archetypowymi formami megalitycznych wrót prowadzących poza horyzont bądź ginących we mgle dróg, postaci Starego Mędrca (np. szkic Myśl albo Niesamowitość), powstającymi ewidentnie pod wpływem modernistycznego symbolizmu. Jednym z ówczesnych przewodników ideowych Tolkiena był katolicki poeta mistyczny Francis Thompson. To właśnie pod wyraźnym wpływem wiersza Thompsona Sister Songs pisze wiersz Wood Sunshine, oparty o elfią charakterystykę z Piotrusia Pana. Shippey wskazuje także na twórczość Lorda Macaulaya, autora przetransponowanych na pieśni historii starożytnego Rzymu (The Lays of Ancient Rome) z 1842 r., jako na źródło pragnień ujęcia dziejów świata w formie poetyckiej21.

Jednakże najpoważniejszym żródłem, bezpośrednio inspirującym do pisania, było zauroczenie Williamem Morrisem i jego interpretacją dawnych legend i mitów. Morris to znana postać romantyzmu angielskiego, spadkobierca prerafaelitów, podobnie jak Wyspiański rozwijający zaskakująco różnorodne zainteresowania artystyczne, zwłaszcza jako poeta, stolarz i drukarz. Zauroczony romantycznym podejściem do mitologii tłumaczy wierszem i prozą stare sagi, Beowulfa, Eddę i klasyczne greckie mity heroiczne. Spośród wielu jego dzieł warto wskazać poemat Earthly Paradise (Ziemski Raj), oparty na cyklu opowieści od średniowiecznych po klasyczne, opowiadanych przez grupę wędrowców, którzy (trochę na wzór Dekameronu) uciekli z nawiedzonej zarazą Norwegii. Żeglując na zachód, natrafili na wyspę na Atlantyku, której ludność stanowiła zdumiewające połączenie starożytnych Greków z później przybyłymi barbarzyńskimi Germanami. Tworzą oni patetyczną kulturę, wspartą na wspaniałych przekazach mitycznych czerpanych z obu tradycji. Co dwa tygodnie główny kapłan urządza ucztę, na której przy kielichu przypominane są dawne legendy i tradycje, zarówno ojczyste, jak i te zebrane przez wędrówców po drodze. Cały poemat pisany jest w duchu Opowieści Kanterberyjskich Chaucera, zgodnie z zasadami średniowiecznej metryki i z pozycji pisarza średniowiecznego, wierzącego w przekazywane treści. We wszystkim przeważa ciężka gotycka atmosfera pełna mgieł i snów, mieszających się z mitami, zwłaszcza germańskimi. Jak piszą o Morrisie krytycy: „Wrodzone poczucie mistycyzmu przeniósł na obszar piękna, które było dlań czymś idealnym i tajemniczym, wcielającym się we wszystko, co istnieje”.

W Ziemskim Raju motyw wędrowców-uciekinierów został wprowadzony, by połączyć ze sobą poszczególne opowieści mityczne. Historie te mają zapewnić ucieczkę z niepewnej, pełnej zarazy i śmierci teraźniejszości, do bezpiecznej, powoli zmieniającej się przeszłości, która w ten sposób nabiera cech wyzwalających ze śmiertelnych więzów. Oczywiście, na modłę swoich czasów, Morris przerobił znane sobie mity, wyprał je z rzeczywistego cierpienia, brutalnych scen i emocji, a także z seksu. Dokładniejsza lektura dzieł Morrisa ujawnia wiele z motywów występujących u Tolkiena, np. w Roots of the Mountains pojawia się pierwowzór Golluma i Easterlinga Broddy, a w The Well at the World’s End – zapowiedź lasu Fangorn.

W pieśniach Morrisa pojawia się też poprzednik cyklu Eärendela, poemat The Land East of the Sun, West of the Moon (tytuł West of the Moon, East of the Sun nada Tolkien jednemu ze swych pierwszych wierszy o Eärendelu), zdradzający wpływy Shelleya. Znajdujemy w nim historię norweskiego żeglarza Thorolfa, który poślubił piękną królową Thorgerdę, utracił ją na długie lata, by na koniec ją odzyskać. Poszukując jej, przemierza morza i lądy, wreszcie kieruje statek ku „płomiennemu zachodowi”. „Na skrzydłach burzy uniesiony, w końcu dobija do cudownej plaży i wędruje głęboką doliną. Ma Słońce za plecami, a Księżyc przed sobą” (The Earthly Paradise). Odnajduje mieszkańców, pięknych, odzianych na biało, ale zdają się go nie zauważać ani nie słyszeć. Na uczcie w pałacu miejsce króla jest puste. Thorolf zajmuje je, najada się i idzie dalej, by na plaży odnaleźć swą miłość „ze smutkiem lat na twarzy”. Morrisowa wizja samotnego żeglarza, docierającego do pustej czarodziejskiej krainy, zostanie później wielokrotnie przez Tolkiena wykorzystana. Jego Eärendil Żeglarz, Eriol bądź Ćlfwin z Anglii korzeniami tkwią więc w koncepcjach Morrisa. Ziemski Raj staje się także podstawą narodzin jego koncepcji wprowadzenia Zaginionych Opowieści do dorobku ludzkiej kultury, jako relacji z podróży „syna Eärendela”, czyli marynarza Eriola na Tol Eressëa, wysłuchującego szeregu przekazów składających się na mitologię dla Anglii.

Warto przy tym zauważyć, jak wielką rolę w twórczości Tolkiena odgrywa motyw jednoczesnego ukazania się Słońca i Księżyca. Oryginalna okładka do Hobbita jest tylko jednym z wielu obrazów, w których motyw ten powraca. Do wizji Morrisa jasno odnosi się rysunek z 1914 r. End of the World22, podobnie jak wiersz z WP, śpiewany najpierw przez wędrującą trójkę hobbitów w Leśnym Zakątku, potem powtórzony z charakterystyczną zmianą w drodze do Szarej Przystani23. Przypomnieć tu warto, że Słońce i Księżyc świata Tolkienowskiego pierwotnie wędrowały po niebie r a z e m, dopiero „z powodu próśb Irma i Estë, którzy skarżyli się, że sen i odpoczynek wygnano z Ziemi i że nie widać nad nią teraz gwiazd, Varda zmieniła plan, tak by dać światu porę cienia i półmroku”24. Światło Słońca i Księżyca daje razem odpowiednik pory „zmieszania świateł”, odtwarzając pierwszą godzinę świata, kiedy to zakwitły Drzewa Valinoru; w świecie Tolkiena jest niezmiernie istotny moment kreacji. Intuicja nie zawiodła Tolkiena z uporem wracającego do tej wizji: w folklorze moment, kiedy jednocześnie ukazują się Słońce i Księżyc, jest momentem szczególnym, groźnym i niezwykłym, wpływającym na wykonywane wówczas czynności, zwłaszcza dotyczące prac polowych. Jest to bowiem zawieszony czas stworzenia.

Z nałożenia dwóch miłości – do mitycznego świata Kalevali i do literackiej obróbki mitów dokonanej przez Morrisa – rodzi się w 1914 r. pragnienie przełożenia run (pieśni) o Kullervo. Tolkien pracuje wówczas nad Historią Kullervo, która łączyłaby w sobie poezję z prozą epicką, tak jak u Morrisa. W końcu staje się ona, po całkowitej przeróbce i dodaniu motywów zaczerpniętych z Eddy (historia Sygurda, zabójcy smoka), podstawą opowieści o Túrinie Turambarze [The Lay of the Children of Húrin], powstałej prawdopodobnie w czasie pobytu w szpitalu w 1917 roku. Jednak najistotniejsze jest czerpane z tego źródła poczucie tajemnicy i piękna, ukryte w dawnych mitach, z którymi starożytni obcowali na co dzień.

4. Wykształcenie mitu (1914–1915)

W roku wybuchu I wojny światowej świeżo zaręczony Tolkien spędza wakacje w domu swego brata Hilarego. W czasie tego odpoczynku słowo Éarendel, pochodzące z Chrystusa Cynewulfa, rodzi jego głębokie zainteresowanie. Próbując odkryć jego znaczenie, uznaje w nim Gwiazdę Wieczorną. Jak już wspomniano, drugim źródłem jego inspiracji jest cykl poematów Ziemski Raj Williama Morrisa o żeglarzu, który przybywa do nieznanego kraju i wysłuchuje szeregu mitów. Ponieważ zaczyna wtedy przelewać na papier swoje pierwsze próby poetyckie i nie bardzo potrafi nastawić się na wiążący temat, traktuje motyw wędrówki Éarendela na firmament jako przewodni łącznik czterech wierszy z przełomu 1914 i 1915 roku. Poemat o gwiezdnym żeglarzu Eärendelu natychmiast nasycony zostaje słownictwem i kryjącą się w nim mitologią, które pochodzą z wypracowanego języka.

Najwcześniejszy z cyklu (październik 1914 r.) jest wiersz Podróż Éarendela Gwiazdy Wieczornej, którego tytuł związany jest z pochodzącym z Cynewulfa wersem: Éalá Éarendel Engla Beorhtast [„Chwała Éarendelowi z aniołów najjaśniejszemu”], rozumianym jako stang. wersja tytułu. Oznacza to, że prawda poetycka, wydedukowane z niej „naukowo” ślady koncepcji Éarendela u ludów germańskich i własna inwencja Tolkiena splatają się tu w jedną całość. Zimą 1914 r. powstaje Pieśń o Eärendelu, zmieniona później w Zaproszenie Minstrela (czyli prośbę, by zaśpiewał o nim więcej). Kolejne poematy cyklu: Wybrzeża Faëry lub West of the Moon, East of the Sun oraz Szczęśliwi Żeglarze [Happy Mariners] pochodzą z następnych wakacji (lipiec 1915 r.). Problem Éarendela/Eärendila zostanie szerzej omówiony w następnym rozdziale.

5. Faza Zaginionych Opowieści (1916–1926)

Z pragnienia uzupełnienia życiorysu Eärendela i odreagowania koszmarnych przeżyć wojennych (1916) rodzi się pierwsza z Zaginionych Opowieści: Upadek Gondolinu (1917), przejmująca historia o zdradzie, pożodze wojennej, heroicznych zmaganiach i bohaterskiej śmierci. Następną z Zaginionych Opowieści była liryczna Opowieść o Tinúviel (później przekształcona w Pieśń o Berenie i Lúthien). Jej praźródłem są własne doświadczenia Tolkiena, który w latach 1917–18 leczył się z gorączki okopowej i spędzał długi czas z żoną Edith, spacerując po lasach Warwickshire. Tam śpiewała i tańczyła dla niego, stając się pierwowzorem jego Lúthien, unieśmiertelnionym w Silmarillionie25. Niewątpliwy wpływ wywarła na ten tekst przejmująca bajka Na skrzydłach Północnej Wichury26 ulubionego autora dzieciństwa, George’a Macdonalda.

W kolejnych latach powstaje cała Księga Zaginionych Opowieści [The Book of Lost Tales], motywowana ideą „mitologii dla Anglii”, którą przedstawię bliżej w rozdziale VI. KZO zawiera pierwotną, ukształtowaną już wizję świata poprzedzającego w autorskim zamyśle nasz; świata, w którym działają Bogowie (Valarowie), z woli Ilúvatara kształtujący jego płaską powierzchnię i opiekujący się żyjącymi na niej istotami: roślinami, zwierzętami, elfami i ludźmi. Głównymi bohaterami KZO są elfy, powoli nabierające monumentalnych cech znanych z późniejszych dzieł, takich jak: mistrzowskie władanie bronią i kunsztami rzemieślniczymi, tragiczne odseparowanie od świata Valarów i tytaniczne zmagania z Melkiem. Świat ten różni się w wielu szczegółach od późniejszego jego rozwinięcia, tak jak ciężki, archaizowany na wzór biblijny język Zaginionych Opowieści różni się od zmiennego, mistrzowsko opanowanego stylu Władcy Pierścieni. Tym niemniej jednak trzon koncepcji narracyjnej zostaje ustanowiony w postaci wielkich zdarzeń mitycznej przeszłości, geograficznie rozdzielonych na Valinor i Beleriand (wówczas Broseliand27), spojonych wędrującą między nimi tajemniczą wyspą Tol Eressëa. Tak jak WP miał swych pośredników między światami w postaci hobbitów, tak w KZO rolę łącznika odgrywa Eriol-Ælfwin – błąkający się po Tol Eressëa przybysz z angielskiego średniowiecza, zauroczony elfimi czarami i opowieściami z Dawnych Dni.

Zaginione Opowieści nie zostały nigdy zakończone, choć w 1920 r. podległy częściowej przeróbce. Ani Opowieść o Eärendelu, ani stanowiąca zwornik całej księgi Historia Eriola nie zostały nigdy spisane w formie narracji, zachowały się jedynie jako seria luźnych szkiców. Przyczyniła się do tego zapewne zmiana pracy i podjęcie obowiązków wykładowcy w Leeds, ale przede wszystkim postanowienie Tolkiena, by uprawdopodobnić przekaz poprzez napisanie „oryginałów” Zaginionych Opowieści, tzn. epickich wierszy zawierających przynajmniej echo elfiego piękna poezji. Chodziło tu o wiersze, które można by uznać za dokonane przez Ćlfwina (w czasie jego pobytu na Tol Eressëa) przekłady z języka elfów. W efekcie powstają dwa ogromne, także niedokończone, poematy: aliteracyjny28Children of Húrin [Dzieci Húrina] (1920–1925) i rymowany Lay of Leithian [Pieśń o Leithian] (1925–1931). Stanowią one pomost między pierwszą, infantylną jeszcze fazą mitologii, a dojrzewającym światem Silmarillionu. Tolkien rozwinął i uwznioślił zarysowaną w KZO rzeczywistość, nadając jej cechy straszne i groźne, a jego opisy przyrody przybliżyły jego świat oczom wyobraźni.

6. Faza pierwszego Silmarillionu (1926–1937)

Choć Pieśń o dzieciach Húrina pozostała nieukończona, Tolkien zdecydował się ją zaprezentować znajomym z klubu „Zjadaczy Węgla”, czyli Coalbiterów. Części słuchaczy poemat bardzo się spodobał, nikt jednak nie miał pojęcia, z jakiej mitologii pochodzą opisane w nim zdarzenia. Nieświadomi (i nieuczeni) krytycy i czytelnicy często podejrzewali świat Tolkienowski o przynależność do kręgu celtyckiego. W efekcie, aby „niewtajemniczeni” mogli zrozumieć o co chodzi, Tolkien postanowił napisać Szkic mitologii ze szczególnym uwzględnieniem ’Dzieci Húrina’ (Sketch of the Mythology z 192629), „skomponowany ok. 1926–1930 dla R. W. Reynoldsa, by wyjaśnić mu podłoże aliteracyjnej wersji Túrina & smoka”30. Ważny dla rozwoju jego koncepcji okazał się fakt, że pisząc go, nie miał przed sobą rękopisów KZO i nie tylko mógł swobodnie wycofać się z pewnych niefortunnych pomysłów okresu młodzieńczego, ale i kształtować nowy styl dzieła. Początkowo Szkic... miał postać krótkiego, kilkunastostronicowego streszczenia znanej z Zaginionych Opowieści wizji świata Valarów i elfów. Niebawem jednak zaczął rozrastać się narracyjnie i faktograficznie i przyjmować powoli formę poźniejszego Silmarillionu. Ok. 1930 r. na bazie Szkicu powstaje The Quenta, a właściwie Quenta Noldorinwa31, Historia Noldolian zaczerpnięta z Księgi Zaginionych Opowieści, pomyślana jako skrót wielkiej Parma Kuluinen – Złotej Księgi, dokonany przez Eriola na Tol Eressëa. Dlatego też tekstowi Quenta towarzyszył przypisany Eriolowi-Ælfwinowi „przekład” na staroangielski. W latach 1930–1937 Quenta zostaje rozszerzona i nazwana Quenta Silmarillion32 (Historia Silmarilów oraz – chwilowo – I Eldanyárë, Historia Elfów), spisana w postaci pięknego manuskryptu, którego autorstwo, jak wielu innych tekstów „elfich”, zostaje przypisane mędrcowi-językoznawcy, Pengolodowi z Gondolina. Istotny dla dalszego rozwoju dzieła był rychły podział materiałów narracyjnych na dwa odrębne w poetyce i faktografii dzieła: narracyjny Quenta Silmarillion i oparte na idei latopisu Kroniki, czy też Roczniki [Annals].

Quenta Silmarillion był to coraz bardziej rozbudowywany Szkic mitologii, stanowiący, jak stwierdziliśmy, pierwotnie skrót Zaginionych Opowieści. W tym samym czasie Tolkien pracuje nad krótkim ujęciem chronologicznym swej mitologii, które także szybko się rozrasta. Dzieli ją na dwie części: Roczniki Valinoru (AV – Annals of Valinor) i Roczniki Beleriandu (AB – Annals of Beleriand)33. Autorstwo obu także zostaje przypisane Pengolodowi, a udostępnienie elfiego tekstu ludziom – Eriolowi-Ælfwinowi (także i tu powstają tłumaczenia staroangielskie). W pierwotnej wersji dzieje Pierwszej Ery liczyły sobie od stworzenia do odejścia Noldorów 3000 lat Valarów, czyli 30 000 solarnych (AV), a zmagania Noldorów z Morgothem w Beleriandzie – 250 do 300 lat (AB). W późniejszej wersji okres 3 000 lat rozpoczyna inkarnacja Valarów, nie stworzenie świata, a czas pobytu Noldorów w Beleriandzie wydłuża się do 400 lat. W ostatecznej redakcji Roczników od inkarnacji Valarów do zapalenia Drzew Valinoru upływa 3500 lat, a od zapalenia drzew do wzejścia Słońca i Księżyca – 1500 lat (w sumie 5000 lat Valarów). Natomiast w Beleriandzie walki z Morgothem wydłużyły się prawdopodobnie do 596 lat. Tak więc przekaz Parma Kuluinen stanowił podstawę dla tych późniejszych dzieł wewnątrz świata Tolkienowskiego. Można powiedzieć, że nastąpiła zmiana perspektywy. Silmarillion z dzieła ludzkiego (KZO), próbującego przybliżyć czytelnikom „średniowiecznym” zapomniane dawno przekazy ustne, przeistacza się w uczone elfie zapiski. Tekst zostaje zapisany z perspektywy mędrców, jak Rúmil czy Pengolod, narracja z wartkiego i soczystego opisu, wynikającego z ustnego charakteru przekazywania Zaginionych Opowieści Ælfwinowi, próbuje stać się lakonicznym opisem wydarzeń, spisanym przez bezpośrednich świadków i ich komentatorów.

Tym dwóm zasadniczym częściom legendarium towarzyszą szybko narastające dzieła uzupełniające, takie jak kosmologiczny traktat Ambarkanta [Kształt Świata]34 czy opis języków Lhammas35, oraz – jako wprowadzenie – Ainulindalë [Pieśń Ainurów], jedyne dzieło, którego tok narracyjny powstał poprzez stopniowe rozwijanie tekstu z KZO36. W drugiej połowie lat trzydziestych Tolkien zarzuca dalsze kształtowanie swej mitologii na wiele lat, gdyż pojawiła się możliwość wydania Hobbita, a potem Władcy Pierścieni. Zanim jednak do tego doszło, nastąpiło pierwsze poważne rozszerzenie jego dawnych idei.

7. Druga Era i katastrofa Atlantydy (1937–1950)

W latach trzydziestych po raz pierwszy zarysowuje się problem dalszych losów świata Tolkiena, czyli Druga Era. Zniecierpliwieni ubóstwem współczesnej im literatury fantastyczno-naukowej Tolkien i C. S. Lewis wpadli na pomysł napisania dwóch „podróży”: Tolkien – podróży w czasie, Lewis – podróży w przestrzeni. W efekcie w 1937 r. powstaje Trylogia międzyplanetarna C. S. Lewisa, a właściwie jej pierwszy tom, Z milczącej planety. Tolkien zaś rozpoczyna powieść, punktem wyjścia której jest prześladujący go od wczesnej młodości sen o wielkiej fali zatapiającej wspaniały ląd (kompleks Atlantydy) i o towarzyszącym temu okrzyku: „Orły Władców Zachodu nadlatują!”. W ten sposób kształtuje się The Lost Road37 [Zaginiona Droga], oparta na pomyśle katastrofy kosmicznej, w wyniku której ginie Atlantyda świata Tolkienowskiego, czyli Númenor, a Valinor i Tol Eressëa zostają przesunięte „do dziedziny rzeczy ukrytych”. Płaski dotąd świat średniowiecznych kosmologii ulega zakrzywieniu, a Arda staje się kulą, co przez chwilę skłania Tolkiena do rewolucyjnej rewizji dotychczasowych idei kosmologicznych, na szczęście niebawem zarzuconej. Pomysł podróży w czasie zostanie jeszcze raz wykorzystany przez Tolkiena w The Notion Club Papers38 [Zapiski Klubu Pojęć] (1945–1946), dziele będącym w zamierzeniu parodią spotkań Inklingów, wkrótce przekształconym w opis duchowej podróży w czasie. W obu przypadkach mamy do czynienia z analogicznym schematem fabularnym, opartym na doświadczeniach serii postaci o analogicznych imionach znaczących: „Przyjaciel (lub Miłośnik) Elfów”, „Przyjaciel Valarów (Bogów lub Mocy)” i „Przyjaciel Szczęścia (Szczęśliwiec)”. Wspólnota imion stwarza też jakąś mistyczną więź między ich nosicielami, do których należą postacie historyczne (król Longobardów, Alboin, syn Auduina; Ælfwine, wnuk króla Alfreda; Ælfwine z bitwy pod Maeldon), postacie z mitologii Tolkienowskiej (Elendil i Valandil, Herendil, Ælfwin) oraz postacie ze współczesności, jak Alboin Errol z The Lost Road (jego imię można przetłumaczyć na quen. jako Elendil Eriol), Alwin Arundel Lowdham, syn Edwina z The Notion Club Papers. W losach tych postaci można odnaleźć wątki autobiograficzne samego Tolkiena.

Alboin Errol jest w narracji przedstawiony jako syn historyka Oswina Errola39 (quen. Valandila Eriola), współczesny miłośnik starożytności. Jako dziecko miewał sny, widzenia i słyszał słowa nieznanego języka. Później został językoznawcą i wykładał na uniwersytecie w południowej Anglii. Miał 28 lat, kiedy umarła jego żona, osierocając syna Audoina (Herendila), urodzonego w 1918 roku. Po jakimś czasie okazało się, że był on połączony mistyczną linią z innymi nosicielami imienia Przyjaciela Elfów, m.in. z Elendilem. Dzięki temu mógł odbyć podróż w czasie i po kolejnych wcieleniach w nosicieli tego miana, dostać się do Númenoru. „Wyzwalaczem” podróży w czasie był powtarzający się sen Alboina o Atlantydzie: potężna fala zatapiająca wspaniały, bogaty kraj, białe miasta i wysokie wieże. Z kolei Notion Club Papers to manuskrypt „odnaleziony po letnich egzaminach z 2012 r. na szczycie sterty papierów do wyrzucenia, w piwnicy jednej ze szkół oksfordzkich”40, a dotyczący dziwnych odkryć grupki przyjaciół klubowych z lat 1980–1990. Dwaj członkowie klubu: Michael George Ramer, „profesor filologii ugrofińskiej” i autor powieści, oraz Alwin Arundel Lowdham, filolog angielski wyrastający z kręgu anglosaskiego, islandzkich sag i krytycznych wierszy, w swoich snach słyszą słowa wypowiadane w dziwnych językach, mają wizje momentów czasu związanych z Przyjaciółmi Elfów i wędrują po Númenorze. W końcu, w czasie wielkiej burzy tracą swą współczesną tożsamość i w łódce wyruszają na poszukiwanie Najdalszego Zachodu.

Idei Númenoru towarzyszą próby włączenia tego kraju i jego dziejów do ukształtowanego korpusu mitologii. I tak sprawcą zagłady Númenoru okazuje się być Thû (Sauron), a opis tych dramatycznych zdarzeń zawiera kolejny człon legendarium The Fall of Númenor [Upadek Númenoru]. Nowemu dziełu towarzyszy też nowy język zapisu, adûnajski [Adûnaic], odczytany dzięki swoistemu Kamieniowi z Rosetty, czyli bilingwie quenejsko-adûnajskiej, narzucającej się umysłowi jednego z bohaterów powieści. Tekst ów nosi nazwę Akallabêth – Atalantë, a jego ostateczna wersja pojawia się w opublikowanym Silmarillionie. Odpryski tych pomysłów Tolkiena łatwo znaleźć w Dodatku A Władcy Pierścieni.

8. Twórczość dla dzieci (1920–1937)

Choć życie zawodowe oksfordzkiego profesora filologii angielskiej wyraźnie skłoniło go do ujęcia tworów swojej imaginacji w karby rzeczowej naukowości, to jednak nie ograniczyło twórczości. Tolkien, uwielbiający życie rodzinne (którego w dzieciństwie został pozbawiony), z upodobaniem uprzystępniał swój świat czwórce własnych dzieci. Wykorzystując moc wyobraźni do tworzenia dziecięcych opowieści, w żadnym razie nie spłycał ich do infantylnego poziomu umoralniających bajek. Z łatwością kreował atmosferę cudowności i tajemniczości, odwołując się zarówno do tych zjawisk, które zaludniały dziecięcą wyobraźnię, w rodzaju ich ulubionych zabawek, strachów nocnych, świętego Mikołaja, jak i do tworów czerpanych z własnego profesorskiego doświadczenia. Od 1920 r. (kiedy trzyletni John zapytał, jak wygląda święty Mikołaj) w każde Boże Narodzenie przysyłał dzieciom List od św. Mikołaja (a raczej Ojca Boże Narodzenie [Father Christmas]), opisując historię corocznej batalii świętego usiłującego dostarczyć wszystkim dzieciom prezenty ze wspaniałej siedziby na Biegunie Północnym. W zmaganiach tych brał udział jako główny bohater negatywny, komiczny i pechowy trickster, Niedźwiedź Polarny. Jednak rychło Listy świętego Mikołaja, pokazując dalszych mieszkańców Bieguna, zboczyły w stronę wewnętrznej, „prywatnej” mitologii, stając się areną zmagań elfów prowadzonych przez Ilberetha (!), sekretarza św. Mikołaja, z zamieszkującymi podziemia złymi goblinami. Podobnie ewoluują inne opowieści dla dzieci. Łazikanty [Roverandom] opisuje przygody zgubionej przez Michaela zabawki – małego pieska. Jednak ów Łazikanty, poza wieloma bajkowymi przygodami, odbywa cudowną podróż na Księżyc, gdzie odwiedza Księżycowego Człowieka, czyli Uolë Kuviona z KZO41, oraz jest mu dane zobaczyć błysk Valinoru42. Nielubiana przez Johna lalka w ludowym stroju holenderskim, omal przezeń nie utopiona w sedesie, staje się w opowieściach jego ojca Tomem Bombadilem, szacowną osobistością, nie tylko panem Starego Lasu, ale i duchem opiekuńczym krajobrazu, przeżywającym wspaniałe przygody z leśnymi istotami43. Nawet w nonsensownym opowiadaniu Mr Bliss, pełnym zabawnych przygód wynikłych z kupna samochodu, pojawia się nie tylko „stary Dziadunio Gamgee”, Boffin (policjant) i Grubas (Fattie Dorkins), ale także strachy i gobliny.

Z pragnienia przekazania cudowności dzieciom rodzi się ok. 1930 r. Hobbit, początkowo istniejący w formie ustnej – bajki opowiadanej synom przed zaśnięciem. Jak głosi znana opowieść, kiedyś nudząc się przy sprawdzaniu papierów egzaminacyjnych (co było zmorą jego życia podejmowaną dla pieniędzy), profesor zapisał „na litościwie niezapisanej reszcie karty egzaminacyjnej” dziwne słowa: „Pewnego razu w norce na wzgórzu żył sobie pewien hobbit”. Zachodząc potem w głowę, kim jest ów „hobbit”, Tolkien zaczął opowiadać synom jego, stopniowo wymyślane, przygody. Jak łatwo zauważyć, rychło wśród zabawnych perypetii z krasnoludami, trollami i czarodziejami pojawia się nazwa Gondolinu, podziały wśród elfów, zadawniony antagonizm elfów z krasnoludami (czyli wojna Nogrodu z Doriathem), wreszcie ciemne interesy Czarnoksiężnika z Mrocznej Puszczy. Nikt jednak, a najmniej sam Tolkien, nie przypuszczał, że to niewinne zaplątanie Hobbita w opowieści z Dawnych Dni stanie się początkiem koncepcji Trzeciej Ery i końca mitycznego świata.

9. Trzecia Era (1937–1955)

Po wielkim sukcesie Hobbita, naciskany przez wydawców niemogących sie doczekać dalszego ciągu, Tolkien początkowo proponuje im Silmarillion w jego ówczesnej postaci. Zostaje on jednak odrzucony jako zbyt mroczny i „celtycki” – czytelnicy pragnęli więcej hobbitów. Profesor pisze więc rzeczywisty dalszy ciąg, ale przewrotnie odwracając schemat Hobbita, który zaczynał się rozdziałem Zabawa całkiem nieoczekiwana [An Unexpected Party]44 i dotyczył odnalezienia skarbu. Nowy Hobbit zaczyna się rozdziałem Zabawa z dawna oczekiwana [A Long-Expected Party], a jego treścią jest gubienie skarbu. Łamanie konwencji stało się regułą powstającego dzieła, które zaraz po starcie zanurza się w głębi wykreowanej przez Silmarillion mitologii, wykraczając poza stereotypy gatunkowe powieści dla dzieci. I tak powstaje Władca Pierścieni, zawierający wątki uznane przez Tolkiena za podstawowe dla myślenia mitycznego. Od razu trzeba dodać, że nie należy go uważać za trylogię, lecz za nadmiernie rozrośnięte pojedyncze dzieło; podział na trzy tomy był sztucznie dokonany przez wydawcę, a tytuły części: Drużyna Pierścienia, Dwie Wieże i Powrót Króla wymuszone na autorze.

Co stanowić miało główną treść WP? Pierwotnie Tolkien myślał o przygodach syna Bilba, Binga, który ogarnięty dziedziczoną po ojcu żądzą smoczych skarbów [Dragon Lust] podróżuje jego śladami w towarzystwie kilku innych hobbitów, tocząc niewinne pogawędki o niczym w hobbickim stylu. Jednak niemal natychmiast w hobbicką idyllę wplątują się Czarni Jeźdźcy, a z nimi groza Mordoru. Wówczas, jak wyjaśnia rozdział Cień Przeszłości, miejsce żądzy smoczej zajmuje żądza pierścienia, a w centrum zainteresowania staje dawny czarodziejski pierścień Bilba, który awansuje z roli magicznego artefaktu do Jedynego Rządzącego Pierścienia, z dawien dawna pożądanego przez Saurona. Tak więc rozgrywka o Pierścień staje się ze sprawy grupki hobbitów sprawą całego Zachodu, jak dowodzi narada u Elronda, gromadząca przedstawicieli wszystkich wrogów Saurona. Tu też zawiązuje się kolejny ważny wątek mitologii Tolkienowskiej: dotychczasowy tajemniczy hobbit Trotter (Kłusak, Kulas itp.), z którym sam autor nie wiedział, co począć, awansuje do roli króla Zachodu, Aragorna, zbawiciela z mieczem gniewu w dłoni. W końcu za przygodami Drużyny Pierścienia kryje się, podobnie jak w Panu Tadeuszu, wielka epopeja dotycząca przemijania, końca świata, którego dziejami Tolkien całe życie był zainteresowany. „Trzecia Era Świata skończyła się, nowa era się zaczyna. Twoim zadaniem jest pokierować tym początkiem i zachować to, co na trwanie zasługuje. Wiele bowiem ocaliliśmy, lecz wiele również musi teraz zniknąć. Władza Trzech Pierścieni także się skończyła. Wszystkie kraje, które stąd oglądasz, i inne, dalsze jeszcze, będą siedzibami ludzi. Nadchodzi teraz czas panowania człowieka, Najstarsze Plemię zwiędnie lub odejdzie” – mówi Gandalf Aragornowi. Koniec opowieści o Aragornie wyraża to explicité: „Odejściem Gwiazdy Wieczornej zamyka się w księdze rozdział Dawnych Dni [...], wtedy bowiem zaczęło się panowanie ludzi i zmierzch wszelkich innych istot obdarzonych mową i żyjących dotąd w Śródziemiu”45.

10. Teologia Śródziemia (1950–1973)

Przez jakiś czas Tolkien myślał o uczynieniu z Silmarillionu czwartego tomu Władcy Pierścieni. Jednak znowu, po długich pertraktacjach z wydawcami, musiał z tego pomysłu zrezygnować. Dalsze lata życia zajmuje mu więc stopniowe dopracowywanie szczegółów Silmarillionu, przerywane drobiazgowym przeglądem poprzednich dzieł, by doprowadzić swój świat do perfekcji i rozwijaniem ukrytych w nim zalążkowych idei. Z tych materiałów pochodzi większość zebranych w Niedokończonych Opowieściach scen. Ponieważ nie chciał wypuścić niedopracowanego dzieła, Silmarillion nie ujrzał światła dziennego za jego życia. Kiedy jego syn, Christopher Tolkien, próbował doprowadzić do końca owo opus magnum, zastał je w kilku fazach przeredagowywania.

Jedna z nich omal nie doprowadziła do upadku całej wypracowanej mitopoei. Tolkien, którego drobiazgowość i koherencja przedstawionego w WP świata powoli przekonała do ciągłego pogłębiania i rozbudowywania znaczeń i idei prezentowanych w dziejach Pierwszej Ery, w końcu doszedł do nowej wizji. Jego świat stał się bowiem już światem na serio, pełnym głębokiej wiedzy i mądrości oraz naturalnej religii. Nie pasowały do niego już koncepcje średniowiecznej kosmologii, płaskiej Ziemi, Słońca i Księżyca jako owoców z Drzew krążących wokół Ardy. Usiłując dokonać przewrotu kopernikańskiego w Śródziemiu, zaczął przepisywać początkowe rozdziały Silmarillionu w heliocentrycznej „Wersji Kulistego Świata”, zgodnie ze współczesnymi standardami nauki. I poniósł klęskę. Nigdy też nie wyszedł poza nową wersję Ainulindalë i kilka szkiców z lat czterdziestych. Zorientowawszy się rychło, że zniszczyłoby to całkowicie mityczny efekt jego konstrukcji, zrezygnował z rozbudowania dalszych sekwencji.

X i XI tom Historii Śródziemia zawierają najbardziej rozwinięte wersje opracowywanych utworów, przez lata traktowanych przez Tolkiena jako odrębne dzieła, mających inną poetykę. Widać w nich jednak znaczącą zmianę perspektywy. Roczniki przyjmują nowe nazwy: Roczniki Amanu (AAm – Annals of Aman) i Szare Roczniki (GA – Grey Annals). AAm stają się dziełem Rúmila z Tirionu, poprawionym następnie i glossowanym przez Pengoloda, autora GA. Jedne i drugie Roczniki stają się rozbudowanymi, bogatymi literacko opowieściami, niestety GA pozostają niedokończone, nie obejmując czasu od śmierci Túrina do Wojny Gniewu. Z kolei pisząc kolejną wersję Quenta Silmarillion, Tolkien czerpał pełnymi garściami z kronik, co w końcu wymieszało oba dzieła. Ten fakt i niedokończenie Roczników prawdopodobnie przyczyniło się do tego, że redaktor Silmarillionu zdecydował się na zmianę ich w jedno wspólne dzieło.

Na lata pięćdziesiąte przypada też silna teologizacja dzieła. Tolkien, dorabiając sensy do już napisanych elementów, nasyca historie epickie filozofią, koncepcjami stworzenia, Boga, Jego opieki nad światem oraz pochodzenia zła. Kluczowe dla zrozumienia całości myśli autora okazują się: Historia Finwëgo i Míriel w obrębie Laws and Customs among the Eldar, Dysputa Manwëgo z Eru, Valaquenta, Dangweth Pengolod (Odpowiedź Pengoloda), Glorfindel oraz Athrabeth Finrod ah Andreth (Dysputa Finroda z Andreth). Pierwszy z tych tekstów mówi o wpływie Melkora-Morgotha na materię Ardy, ostatni zaś podejmuje trudny problem śmierci, grzechu i nagrody w kontekście obu pokoleń Dzieci Ilúvatara. Finrod toczy dyskurs z mędrczynią Edainów, Andreth, który okazuje się być zarazem próbą osobistej odpowiedzi na niespełnioną miłość Andreth do Aegnora, brata Finroda. Do tej samej fazy można zaliczyć wydane w NO Słowa Húrina i Morgotha, również zawierające spory ładunek teologiczny dotyczący istoty i działania zła.

Z ostatniego okresu życia Tolkiena pochodzi także wiele niedokończonych prób poszerzenia historii ze wszystkich trzech er w rodzaju: O Tuorze i Upadku Gondolinu, Narn i Chîn Húrin, Anaxartamel (O entach i orłach), Opis wyspy Númenor, Aldarion i Erendis, Palantíri, Amroth i Nimrodel, Klęska na Polach Gladden, Problem Ros oraz Tal-Elmar i Nowy Cień. Większość z nich opublikowano w tomie Niedokończone Opowieści.

Te podstawowe informacje ukazują nam stopniową ewolucję świata Tolkienowskiego, od języka i bajki, poprzez mitologię, ku traktatom teologicznym. Dalsze rozważania nie będą jednak wyznaczone taką linią chronologiczną, choć do tych faz będą się odwoływać. Przeciwnie, wydaje się, że rozpoczynając dzieło tworzenia mitologii dla Anglii, podobnie jak opowiadając bajki swym dzieciom, Tolkien musiał nasycić je treściami teologicznymi, zwłaszcza głębokimi przemyśleniami dotyczącymi pojmowania chrześcijaństwa. Katolicyzm, stanowiąc serce jego światopoglądu, nie oderwał go od umiłowania „pogańskiej” mitologii, lecz wzbogacił i skomplikował tworzony świat. Myślę, że uzyskana w ten sposób głębia jest jedną z głównych przyczyn sukcesu komercyjnego WP. Spróbujmy w kolejnych rozdziałach odszyfrować zapożyczane przez niego idee i w oparciu o nie poszukać kluczy do tych głębin.

Rozdział IIEÄRENDIL – KLUCZ DO MITOLOGII

Éarendel to niejasnego pochodzenia germańskie słowo znane z drugiej części poematu Chrystus,czyli Wniebowstąpienie (zachowanego w tzw. Księdze z Exeter), przypisywanego Cynewulfowi, mistycznemu poecie angielskiemu z przełomu VII i VIII wieku. Cynewulf jest jednym z niewielu znanych z imienia twórców wczesnośredniowiecznych, gdyż zwykł w ostatnie wersy swoich wierszy wplatać własny runiczny „podpis”. Chrystus jest mistycznym poematem sławiącym Jezusa jako Zbawcę, herosa ofiarowującego całej ludzkości uwolnienie z cielesnych więzów. Zainspirowany teologicznymi rozważaniami Grzegorza Wielkiego i hymnem Bedy o Wniebowstąpieniu poeta zastanawia się, dlaczego w czasie zwiastowania i przy Bożym narodzeniu anioł nie jaśniał takim blaskiem, jaki przypisuje się aniołom towarzyszącym zstąpieniu do piekieł i wniebowstąpieniu. W tym celu Cynewulf rozważa kolejne szczeble zbawienia w postaci Bożych „kroków” łączących niebo i ziemię. Są to: zwiastowanie i wcielenie, narodziny, śmierć i złożenie do grobu, zstąpienie do piekieł, zmartwychwstanie oraz wyzwalające z niewoli ziemskości, zepsucia i grzechu wniebowstąpienie. Wniebowstąpienie jest drugą stroną wcielenia. Cynewulf przypomina, że tak jak Szatana pycha skłoniła do wniebowstąpienia (za co został strącony do piekieł), tak Chrystusa miłosierdzie skłoniło do wcielenia, czego rozwiązaniem musiało być wniebowstąpienie w chwale46. Człowiek ma odtąd wolny wybór, może podążać śladem Szatana lub drogą Chrystusa. Jasność aniołów symbolizowana przez biel ich szat była znakiem radości oczekiwanego ostatniego „kroku”, czyli Dnia Sądu, i symbolem przemiany ludzkości w momencie pokazania i otwarcia drogi przez Chrystusa. Przyćmiona na początku drogi, stopniowo jaśniała coraz bardziej, przebóstwiając świat.

W czasie tego rozważania problemów jasności pada zdanie (w. 104-108), które w języku staroangielskim (anglosaskim) brzmi:

Éalá éarendel, engla beorhtast,

Chwała ci, Éarendelowi, z aniołów najjaśniejszemu,

ofer middangeard monnum sended

Ponad Śródziemiem do ludzi posłanemu47

ond sóðfjsta sunnam léoma,

i prawdziwa światłości słońca,

torht ofer tunglas – þú tída gehwane

jaśniejąca nad gwiazdami – ty co własnym swym blaskiem

of sylfumþé symle inlíthes.

na zawsze każdą porę oświecasz.

Słowa te wypowiadają prorocy i patriarchowie, cierpiący dotąd w piekle z przyczyny grzechu pierworodnego, kierując je do anioła, który jest Ambasadorem Chrystusa i zapowiada jego przybycie do piekieł, rozbicie bram piekielnych i wyzwolenie z deorc déþa es sceadu, „mrocznego cienia śmierci”. Shippey twierdzi, że ta część poematu wzorowana jest na łacińskiej antyfonie O Oriens („O Światło Wschodzące, blasku wiecznego światła i słońce sprawiedliwości: przyjdź i zaświeć dla tych, którzy pogrążeni są w ciemnościach i w cieniu śmierci”), analogiczne treści pojawiają się także w wielu innych tekstach łacińskich48.

Dotychczas słowo éarendel słowniki tłumaczyły po prostu jako „blask”, „światło” lub „jasność”, ewidentnie jednak kryło się za nim głębsze znaczenie. Tolkien początkowo, za tzw. Homiliami z Blicking [Blicking Homilies] – zbiorem kazań staroangielskich z Blicking Hall, odnosił to określenie do Jana Chrzciciela zapowiadającego przyjście Mesjasza49. Wierzył jednak gorąco, że Éarendel jest jeszcze przedchrześcijańskim określeniem gwiazdy zapowiadającej świt, czyli Wenus jako Gwiazdy Zarannej. W imieniu tym tkwiło piękno wykraczające poza codzienność brzmienia języka anglosaskiego i Tolkien, poruszony dogłębnie lekturą Cynewulfa w 1913 r., postanowił odcyfrować ów zaginiony sens. Później zwierza się: „z tych słów Cynewulfa wyrosła ostatecznie cała moja mitologia”50.

W The Notion Club Papers, kiedy członkowie klubu rozważają tajemnice języka, dyskutują problem Éarendela dokładnie tak, jak rozumie go Tolkien.

– (...) Niewiele można znaleźć [o Éarendelu] w anglosaskim, chociaż imię to brzmi tam całkiem dobrze. Niektórzy zgadują, że był to istotnie astronim, nazwa Oriona lub Rigela51. Promień, jasność, światło poranka: tak mówią glossy.

I zaśpiewał:

– „Chwała ci, Éarendelowi, z aniołów najjaśniejszemu, ponad Śródziemiem do ludzi posłanemu!”. Kiedy znalazłem w słowniku ten cytat, poczułem dziwne drżenie, jakby coś się we mnie poruszyło, na wpół obudzone ze snu. Za tymi słowami tkwiło coś bardzo odległego i dziwnego, i pięknego, na ile mogłem ogarnąć – daleko poza staroangielskim.

Wiem teraz, rzecz jasna, więcej. Cytat ten pochodzi z Chrystusa; co tak naprawdę autor ma na myśli, nie jest jasne. Ale w tym miejscu jest to wystarczająco piękne. Nie wydaje mi się, żeby całkowicie niewłaściwe było stwierdzenie, że może zapożyczyło swoją własność zdumiewającego poruszania z jakiegoś dawniejszego świata.

– Dlaczego niewłaściwe? – spytał Markison. – Nawet jeśli te słowa odnoszą się do Chrystusa, to oczywiście zostały zapożyczone z przedchrześcijańskiego, dawnego świata, podobnie jak cała reszta języka.

– Tak jest – powiedział Lowdham – ale Éarendel wydaje mi się szczególnym słowem. Nie anglosaskim; albo raczej nie tylko anglosaskim, ale także innym, znacznie starszym. Myślę, że to znaczący przykład językowej koincydencji albo zbieżności. Takie rzeczy, rzecz jasna, się zdarzają. To znaczy, w dwóch różnych językach, zupełnie ze sobą niepowiązanych, gdzie niemożliwe są wzajemne zapożyczenia, można znaleźć bardzo podobne w brzmieniu i znaczeniu słowa. Zwykle umniejsza się ich wagę jako przypadkową; i twierdzę, że niektóre z nich nie są znaczące. Ale zabawne jak czasem mogą być efektem ukrytego procesu symbolotwórczego, różnymi drogami prowadzącego do tego samego rezultatu. Zwłaszcza jeśli ten rezultat jest piękny, a znaczenie pełne poezji, jak w przypadku Éarendela52.

Słowo to występuje w wielu językach germańskich w postaci imion własnych jak: Orendel, północnogermański Aurvandill (także w formie Orvendil/Örvandil) czy latynizowany Horwendillus z Saxa Gramatyka53, oraz longobardzki Auriwandalo (właściwie: Auriunanadalus). Warto przytoczyć główne konteksty ich pojawienia się. W Młodszej Eddzie (Prozaicznej)54 Aurvandill jest niezwykłym człowiekiem, mężem czarownicy Groi, tropicielem i zabójcą olbrzymów (jotunów). Z tej racji towarzyszy w wyprawie do Jotunheimu bogu Thorowi, a kiedy wracają, lodowy podmuch zamarzającej rzeki kosmicznej Elivagar zmusza go do schronienia się w koszu na barkach boga. Ratuje go to od śmierci, jednak wystający z kosza wielki palec stopy Aurvandilla ulega odmrożeniu. Thor odłamuje go i ciska w niebo, by stał się najjaśniejszą gwiazdą, określaną jako Aurvandilstá – „palec Aurvandilla”, uznawany bądź za Gwiazdę Zaranną, bądź Rigel – „lewą stopę” Oriona. Orendel pojawia się w germańskim poemacie Orendel z XIII w., streszczonym przez J. Grimma w Deutsche Mythologie. Jest synem króla, który rozbił się w pobliżu Ziemi Świętej i nagi zostaje ocalony przez rybaka. Z jego pomocą łapie wieloryba, ze zdjętej z niego skóry wykrawa szarą szatę (grâwe roc) i w niej powraca do swej ziemi nawracać pogan. Szata ta jest płaszczem, w jaki przystrojono Chrystusa przed ukrzyżowaniem. Orendel dostaje odtąd przydomek der Graurock – Szary Płaszcz55.

Historia Orendela kieruje nas ku idei ofiary Chrystusa i jej znaku w postaci przygód Jonasza56. Połknięty przez Wielką Rybę, został niejako w nią „ubrany”, brzuch Ryby jest jednocześnie Szeolem, a wyplucie – ponownymi narodzinami. Całość ma więc oczywisty kontekst soteriologiczny. W Silmarillionie Tolkien wykorzystał z niej jedynie Szary Płaszcz jako przydomek Elu Thingola, czyli quen. Elwë Sindakollo, ale na etapie KZO odwołał się do przedstawionych w Orendelu idei bezpośrednio. Otóż w jednym ze szkiców do KZO Eärendel otrzymał od Oarni (syren) „wspaniale lśniący, srebrny płaszcz”57, który staje się prototypem obsypanego pyłem diamentowym ubrania, w którym wznosi się na niebo, i odpowiednikiem „szaty światłości”, o której będzie mowa w rozdziale X. Rozumiemy więc znaczenie płaszcza Orendela, ale co się tak naprawdę kryje za historią palca Aurvandilla? Po pierwsze sama soteriologiczna rola Oriona, którą omówimy w rozdziale III poświęconym Túrinowi. Z drugiej strony warto przypomnieć znaną niewątpliwie Tolkienowi opowieść Pauzaniasza o Orestesie. Kiedy ścigany przez erynie dotarł on do Megalopolis, aby pozbyć się tych wcieleń zemsty rodowej, odgryzł jeden ze swoich palców. Wówczas czarne erynie zmieniły barwę na białą i stały się Eumenidami „Łaskawymi”, Orestes został uzdrowiony z szaleństwa i odprawił nabożeństwo ku ich czci w miejscu określanym jako Ake (Uzdrowienie), gdzie później zbudowano świątynię boga uzdrowień Asklepiosa i Pomnik Palca (Daktylou Mnema). W świątyni Asklepiosa także ci, którym wywróżono śmierć, mogli uratować się, odcinając sobie palec, a nawet w zastępstwie zostawiając jedynie pierścień z palca. Jeśli to jeszcze nie ustawia sprawy palca we właściwym wymiarze, wskazującym na zbawczą ofiarę Froda, to można przypomnieć średniowieczną legendę o Dolofacie, który jak Odyseusz, oślepiwszy więżącego go potwora, połaszczył się na jego złoty pierścień. Na nieszczęście pierścień raz założony nie dał się zdjąć i co chwilę krzyczał: „Tu jestem! Tu jestem!” (jak sakiewka trolli w Hobbicie). W końcu, by ocalić życie, Dolofat obcina sobie palec wraz z pierścieniem58. I wreszcie za znakomite podsumowanie powyższych rozważań może posłużyć podany w Złotej Gałęzi zwyczaj Czarnych Stóp: „w chwilach wielkiej, publicznej lub prywatnej potrzeby, wojownik odcina palec lewej ręki i ofiarowuje go Gwieździe Zarannej, kiedy ta wschodzi”59. Zawsze palec zostaje poświęcony w ofierze, by uratować zdrowie i życie, oraz skojarzony z odradzającym się ciałem niebieskim, określanym jako gwiazda nadziei.

Aiya Eärendil elenion ancalima! [„Chwała Eärendilowi, najjaśniejszej z gwiazd!”] – tak później brzmiały słowa hymnu Cynewulfa w wynalezionym przez Tolkiena języku, w którym Eärendel nabrał ogromnego znaczenia: stał się Gwiezdnym Żeglarzem, rdzeniem (re)konstruowanej mitologii. Te właśnie słowa wypowiadają Frodo i Sam w otchłani rozpaczy, w ciemnościach Mordoru, kiedy uciekają z wieży na Cirith Ungol i posłużywszy się flakonikiem, w którym Galadriela zamknęła światło gwiazdy Eärendil, wymykają się wrogiej mocy Milczących Wartowników. W mitologii Tolkiena słowa te jednak tkwią daleko głębiej, u samych początków tego świata.

Nie tylko w tekstach germańskich Tolkien znajdzie związek Gwiazdy Zarannej z nadzieją. W zawartej w Kalevali opowieści o porwaniu i wyzwoleniu niebieskich świateł [zob. rozdział X, s. 257–258] powrót Słońca na niebo sprawia, że Väinämöinen śpiewa pieśń dziękczynną:

Witaj Gwiazdo Zaranna!

Witaj, Księżycu złoty!

Dziś wargi nasze zaczną

Chwalić swojego pana,

Którego stworzyliśmy

Na swoim starym szlaku;

Wschodzisz teraz jak gołąb

I jak kukułka złota

Pogoda twoja szczera.

My ci składamy rachunek

Ze zdrowia wszystkich ludzi,

W borach i na polanach.

Jęczmiennym urodzajem

I siecią na jeziorach,

Deszczem ulewnym i śniegiem

Ty śmierć do życia budzisz60.

Symbolika Wenus jako gwiazdy zbawienia należy do uniwersaliów w religiach świata. Takie postaci jak aztecki Quetzalcoatl, egipski Ozyrys, babilońska Isztar, zachodniosemicki Aszthar, irańska Anahita i wreszcie wedyjska Uszas i jej indoeuropejskie odpowiedniki (bałt. Ausztra, gr. Eos, rzym. Aurora itd.) mają różnorodne odniesienia do Wenus, a zarazem są nosicielami zbawienia. Przyczyna tego faktu tkwi przede wszystkim w astronomicznej charakterystyce ruchu Wenus. Jak pisze A. Wierciński: „(...) w przeciwieństwie do Księżyca, który ma tylko jeden okres niewidoczności (nów), Wenus ma ich dwa (koniunkcja górna i dolna ze Słońcem), po których zjawia się jako Gwiazda Zaranna lub Wieczorna, a więc nadaje się znakomicie do symbolizacji dwóch śmierci i podwójnych narodzin (...)”61. Dlatego Mesjasz został zrodzony „z łona Jutrzenki” [Ps 110,3], a Jego przyjście jest tak pewne jak pojawienie się Jutrzenki o poranku [Oz 6,3].

Jak pisze Shippey: „Tolkien zapewne zauważył, że podczas gdy staroangielskie i staroskandynawskie źródła utożsamiają »Éarendela« z gwiazdą, to według źródeł staroangielskich i staroniemieckich jest on posłańcem nadziei dla pogan. Być może skojarzenie z nadzieją było równie stare, co związek z gwiazdą; być może »Éarendel« zawierał przeczucie zbawienia nawet dla dawnych bohaterów (jak Beowulf), którzy żyli, zanim przyniesiono w ich strony chrześcijaństwo”62. W chrześcijaństwie termin ten i związany z nim sens przypisywano Chrystusowi, ale jeszcze w kontekście pogańskim zapowiadał jakiegoś „poprzednika” Chrystusa, Zbawcę-Uzdrowiciela [stang. Hœland, niem. Heliand], którego natury Tolkien jak dotąd nie znał. Nic bardziej nie mogło podniecić ciekawości człowieka, który większość dotychczasowego życia poświęcił na analizowanie słów i odkrywanie kryjących się za nimi znaczeń; którego przepełniało pragnienie odnalezienia przedchrześcijańskiej mitologii Anglików i odszukania w niej śladów Bożej Prawdy. Spróbował więc opisać ową germańską Gwiazdę Nadziei posługując się własnym, „prywatnym językiem”.

Imię Eärendel przejęte do „prywatnej” mitologii Tolkiena pierwotnie (w formie Éarendel) związane było z ea i earen, elfimi słowami oznaczającymi „orła” i „orle gniazdo” (prawdopodobnie w związku ze stang. earnhama „orli przystrój”), co nie dziwi w kontekście roli przyznanej orłom w dziejach Tolkienowskiego świata. „Sama opowieść podaje, że imię to było rozmaicie interpretowane tak wśród ludzi, jak i elfów, i sugeruje, iż wywodziło się z jakiegoś »sekretnego« języka używanego przez lud Gondolinu. W SG [Słowniku Gnomijskim] pojawia się hasło Ioringli jako prawdziwe imię Eärendela w języku Gnomów, chociaż przyswoili oni także jego formę z języka Eldarów w pośredniej postaci Iarendel, Iorendel”63. Ponieważ „orzeł” w gnomijskim to ior, ioroth, a gîl oznacza gwiazdę, można przypuszczać, że imię Eärendela mogło znaczyć „Gwiazda Orła”. W późniejszych pismach Tolkien zmienia znaczenie na eaarre-ndil „Miłośnik Morza”, by staroangielski i sindariński zbiegły się znaczeniami: nieprzypadkowo ear- w anglosaskim znaczy właśnie „morze”64. Słownik Qenyi (SQ) wspomina, że marynarzy zwano „Synami Eärendela” – Eärendilyon. Mówi się, że jeśli promień gwiazdy Eärendel padnie na twarz nowo narodzonego dziecka, wówczas zostaje ono „Dzieckiem Eärendela”, gdyż w jego sercu zamieszkuje tęsknota za wędrówką. Nazywano tak Eriola-Ælfwina. Pomysł ten zapewne pochodzi ze staroangielskiego poematu Żeglarz [The Seafarer], opisującego dojmującą tęsknotę za nieznanym, która zmusza autora do ciągłych poszukiwań. Tolkien w Lost Road i Notion Club Papers odnosi się bezpośrednio do Żeglarza, podając wersy 33–48 w następującej postaci:

To pragnienie ducha poprzez prądy morskie

każe mi podążać na poszukiwania w dali

poprzez potworne fal górskie grzbiety

Przyjaciół Elfów wyspy, gdzieś w Zewnętrznym Świecie.

Nie w głowie mi harfa ni złoto rozdane,

ni rozkosz z kobietą w świecie bez nadziei;

jedyne życzenie – pruć ruchome fale65.

Jak zwykle u Tolkiena jest to cytat niezupełnie wierny, został bowiem uzupełniony o wers o wyspie Przyjaciół Elfów (w oryginale mowa jest tylko o „ziemiach innych ludów w zamorskich stronach”), co zagarnia Żeglarza w obręb prywatnej mitologii Tolkiena. Motyw uporczywego poszukiwania na morzu tego, co niedostępne lub zaginione wielokrotnie powraca w jego pismach, zwłaszcza w historii Tuora i Opowieści o Aldarionie i Erendis. Kropkę nad „i” stawia kolejny powtarzany przez niego tekst staroangielski, którego strofy wsadza w usta Ælfwina Wídlásta:

Wiele jest spraw w zachodnich ziemiach ludziom nieznanych,

cudownych i dziwacznych istot, kraina piękna i cudowna

ojczyzna elfów i chwała Bogów.

Mało kto wie, jaka jest tęsknota tego,

kogo starość od powrotu tam odcięła66.

Jak już wspomniano, drugim źródłem inspiracji, precyzującym postać Eärendila, jest wspomniany już poemat Ziemski Raj Williama Morrisa o żeglarzu, który przybywa do nieznanego kraju i wysłuchuje szeregu mitów greckich i germańskich. Ziemski Raj staje się także wzorem narracyjnym sposobu wprowadzenia Zaginionych Opowieści do dorobku ludzkiej kultury, jako relacja z podróży „syna Eärendela” (czyli marynarza), Eriola na Tol Eressëa i wysłuchania przekazów składających się na mitologię dla Anglii. Kiedy proces „objawienia” mitologii był po raz pierwszy przenoszony na papier, pragnieniem Tolkiena było zostać poetą, aby (znowu na wzór Morrisa), połączyć ze sobą piękno mowy wiązanej i czar mitu. Dlatego Eärendel pojawia się jako postać łącząca w całość cykl czterech wierszy. Ich wspólnym tematem jest wędrówka gwiezdnego żeglarza Eärendela poza granice świata. Nasycone zostają słownictwem i kryjącą się za nim mitologią, pochodzącymi z wypracowanego już języka. W jedno łączą się więc jego językoznawcze wynalazki, fascynacja językiem fińskim, walijskim, postacie elfów (wróżek – fairies) i pragnienie odtworzenia mitologii dla Anglii.

Najwcześniejszy poemat nosił tytuł Podróż Éarendela Gwiazdy Wieczornej [The Voyage of Éarendel the Evening Star], zmieniony później na Ostatnią Podróż Eärendela [The Last Voyage of Eärendel], któremu Tolkien przydaje ów pochodzący z Cynewulfa wers: Éalá Éarendel Engla Beorhtast


Beowulfa , Perły czy Sir Gaweina i Zielonego Rycerza . Najpiękniejsze jednak zdawały mu się skandynawskie przekazy zaczerpnięte z Eddy , znane mu wcześniej z adaptacji czołowego „bajarza” tamtych lat, Andrew Langa (w szczególności historia o Sygurdzie i Fafnirze).