Od takich ludzi trzymaj się z daleka - David J. Lieberman - ebook

Od takich ludzi trzymaj się z daleka ebook

David J. Lieberman

0,0
29,90 zł

lub
Opis

Martwi cię zachowanie twojego współpracownika, opiekunki do dziecka, sąsiada lub partnera?

Jeśli niepokoi cię ktoś z twojego otoczenia, nie musisz polegać tylko na instynkcie czy przeczuciach. Doktor David J. Lieberman, legendarny ekspert w dziedzinie ludzkiego zachowania, pokazuje, jak bronić siebie i tych, których kochamy, przed emocjonalnym, finansowym i fizycznym wykorzystywaniem przez niezrównoważone osoby pojawiające się w naszym życiu. Dzięki jego książce w kilka minut będziesz w stanie ocenić ogólną kondycję emocjonalną danej osoby i dowiesz się m.in., czy

  • jest uczciwa i szczera?
  • stanowi zagrożenie dla siebie lub innych?
  • jest zdolna do przemocy lub innych agresywnych zachowań?
  • jest na tyle godna zaufania, by zaopiekować się dziećmi?
  • jest niestabilna emocjonalnie czy tylko odrobinę ekscentryczna?

To nie jest kolejna książka na temat mowy ciała. To zbiór konkretnych, praktycznych technik psychologicznych, które można wykorzystać w każdej życiowej sytuacji, żeby dowiedzieć się, co ktoś naprawdę myśli. - "Jak rozszyfrować każdego", D. J. Lieberman.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 168

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



List do czy­tel­ni­ków

Ta książka nie ma być narzę­dziem dia­gno­stycz­nym ani sub­sty­tu­tem psy­cho­te­ra­pii czy też innego rodzaju lecze­nia. Służy raczej jako prze­wod­nik poma­ga­jący oce­nić ogólny stan emo­cjo­nalny roz­mówcy. Jeśli oba­wiasz się, że możesz skrzyw­dzić sie­bie lub innego czło­wieka, albo wiesz, że ktoś, kogo znasz, może być do tego zdolny, poszu­kaj natych­mia­sto­wej pomocy u psy­cho­loga lub innego spe­cja­li­sty zaj­mu­ją­cego się zdro­wiem psy­chicz­nym.

Wstęp

Wszy­scy pew­nie mie­li­śmy kie­dyś do czy­nie­nia ze względ­nie nie­szko­dli­wym sąsia­dem, który trak­to­wał swój traw­nik jak pole bitwy i bro­nił gra­nic ogrodu przed hała­śli­wymi dziećmi z sąsiedz­twa, usta­wia­jąc wszę­dzie – niczym miny lądowe – znaki „Nie dep­tać traw­ników” i „Wstęp wzbro­niony”. Czy taka osoba może kogoś skrzyw­dzić? Wąt­pliwe. Ale czy zapro­si­li­by­śmy takiego sąsiada na obiad? Na pewno nie­zbyt szybko. I praw­do­po­dob­nie nie zaofe­ro­wa­li­by­śmy pracy w ochro­nie nie­chluj­nie ubra­nemu czło­wie­kowi, który codzien­nie stoi na rogu ulicy z trans­pa­ren­tem „Jutro będzie koniec świata”.

A co z hydrau­li­kiem, który po trzy­dzie­stu minu­tach pracy otwiera twoją lodówkę i czę­stuje się piwem? Albo na przy­kład sprze­dawca z lokal­nego sklepu, któ­rego pra­wie nie znasz, ma tupet, by wkła­dać zakupy wprost do two­jej otwar­tej torebki? Spo­gląda na cie­bie wyzy­wa­jąco i komen­tuje… czy jest nie­bez­pieczny? A jeśli tak, to w jakim stop­niu? Prze­strzeń zwią­zana z emo­cjami to czę­sto szara i dość mętna strefa. Nie­które zacho­wa­nia na pierw­szy rzut oka wydają się nie­winne lub nawet uprzejme, ale tak naprawdę sygna­li­zują coś nie­do­brego.

Ludzie przez cały czas przy­glą­dają się z ukry­cia naszemu życiu, a nawet się­gają w jego głąb, a ich sta­bil­ność emo­cjo­nalna może wpły­wać – i czę­sto wpływa – także na nas. Wpraw­dzie nie poja­wiają się w szkole z bro­nią i pasem amu­ni­cji, ale to nie zna­czy, że chcemy, by opie­ko­wali się naszymi dziećmi, uma­wiali się z naszymi cór­kami lub zarzą­dzali naszymi pie­niędzmi.

Świat, w któ­rym żyjemy, różni się znacz­nie od świata naszych dziad­ków; powoli, lecz kon­se­kwent­nie staje się świa­tem bez gra­nic. Roz­wój tech­no­lo­giczny wpływa na zmianę spo­so­bów komu­ni­ka­cji mię­dzy ludźmi, na nowo defi­niu­jąc lub nawet likwi­du­jąc dawne gra­nice. Nie­ustan­nie pozna­jemy nowych ludzi – czy to wir­tu­al­nie, czy bez­po­śred­nio. W obec­nych cza­sach możemy tak spraw­nie pro­wa­dzić z nimi inte­resy po dru­giej stro­nie pla­nety, jakby sie­dzieli z nami w jed­nym pokoju.

Czę­sto nie mamy czasu – albo wręcz go nie znaj­du­jemy – by dowie­dzieć się cze­goś o ludziach, z któ­rymi prze­by­wamy. Nie­mniej ocena zdro­wia psy­chicz­nego osób, które poja­wiają się w naszym życiu (choćby na chwilę), ni­gdy nie była tak ważna. Wiele naszych rela­cji ma prze­lotny i nie­zo­bo­wią­zu­jący cha­rak­ter – na przy­kład spo­tka­nie z kel­ne­rem lub dostawcą – ale są też takie, które prze­ra­dzają się w dłu­go­trwałe przy­jaź­nie lub nawet rela­cje trwa­jące całe życie.

I nie każdy jest tak zdrowy psy­chicz­nie i sta­bilny emo­cjo­nal­nie, jak nam się wydaje. Nie możemy igno­ro­wać tej smut­nej rze­czy­wi­sto­ści. Z pew­no­ścią nawią­za­łeś kie­dyś zna­jo­mość z kimś, kto szybko oka­zał się nie­zrów­no­wa­żony. To, co na początku wyda­wało się nie­szko­dli­wym dzi­wac­twem, w rze­czy­wi­sto­ści oka­zuje się o wiele bar­dziej nie­po­ko­jące. Towa­rzy­szy ci wów­czas prze­czu­cie, że gdy­byś od samego początku dostrzegł znaki ostrze­gaw­cze, ni­gdy nie zaan­ga­żo­wał­byś się w zna­jo­mość z tak zabu­rzoną osobą.

Gdy pozwa­lamy komuś zago­ścić w naszym życiu – pry­wat­nie bądź zawo­dowo – auto­ma­tycz­nie obda­rzamy tę osobę zaufa­niem, co poten­cjal­nie ma dogłębne i dale­ko­siężne kon­se­kwen­cje.

Jeśli nie­po­koi cię nowa zna­jo­mość, a może nawet i dawna, nie musisz już pole­gać na prze­czu­ciach, instynk­cie czy horo­sko­pach. Dzięki tej książce zdo­bę­dziesz narzę­dzia, które pomogą ci wyko­nać por­tret psy­cho­lo­giczny nie­mal każ­dego czło­wieka, począw­szy od pierw­szego dnia zna­jo­mo­ści.

Nasz porad­nik pomoże ci uchro­nić sie­bie i bli­skich – emo­cjo­nal­nie, finan­sowo i psy­chicz­nie – przed nie­sta­bil­nymi oso­bami, które z pew­no­ścią i nie­uchron­nie poja­wią się w twoim życiu. Jed­no­cze­śnie miej na uwa­dze rów­nież to, że obser­wo­wany może być w isto­cie bar­dziej zrów­no­wa­żony niż obser­wa­tor.

UWAGA

W książce uży­wam naprze­mien­nie zaim­ków „on” i „ona”, co oczy­wi­ście nie ozna­cza, że jedna czy druga płeć jest bar­dziej nara­żona na pewne zabu­rze­nia lub wpływy.

Część I

Ludzka natura

ROZ­DZIAŁ 1

Uwol­nij swoją psy­chikę

Jeśli ktoś jesz­cze nie zdaje sobie z tego sprawy, koniecz­nie musi się dowie­dzieć i odkryć dzięki doświad­cze­niu, że spo­kojne sumie­nie czyni nas sil­nymi. Anna Frank

Aby być szczę­śli­wym, mieć dobre sto­sunki z ludźmi i osią­gnąć stan emo­cjo­nal­nej sta­bil­no­ści, musisz naj­pierw czuć się dobrze ze sobą (Cheng i Furn­ham, 2004). Dosłow­nie ozna­cza to, że musimy poko­chać samych sie­bie; miłość do sie­bie nazy­wamy poczu­ciem wła­snej war­to­ści.

Skąd się bie­rze poczu­cie wła­snej war­to­ści?

W każ­dym z nas drze­mią trzy siły: ciało, ego i dusza, które czę­sto pozo­stają ze sobą w sprzecz­no­ści. Krótko mówiąc, ciało chce robić wszystko, żeby czuć się dobrze, ego chce wyglą­dać dobrze, a dusza robi to, co po pro­stu jest dobre.

Wysiłki ciała są skie­ro­wane ku temu, co łatwe i wygodne. Nasze ciało lubi sobie doga­dzać, speł­niać różne zachcianki i zaspo­ka­jać swoje pra­gnie­nia (na przy­kład się obja­dać lub wysy­piać ponad miarę). Pozwa­lamy sobie na zaspo­ka­ja­nie swo­ich cie­le­snych żądz, mimo że dobrze znamy ryzyko z tym zwią­zane.

Z kolei ego obej­muje cały wachlarz zacho­wań, począw­szy od stro­je­nia sobie żar­tów z osoby, która kupiła eks­klu­zywny samo­chód, na jaki my nie możemy sobie pozwo­lić. Gdy kie­ru­jemy się ego, robimy rze­czy, które w naszym mnie­ma­niu odzwier­cie­dlają pożą­dany obraz nas samych. Takie wybory nie są oparte na tym, co jest dobre, lecz na tym, co nam się takie wydaje. Gdy w grę wcho­dzi ego, zwo­dzą nas cztery pod­sta­wowe zasady: 1) ego wybiera to, na czym się kon­cen­tru­jemy; 2) decy­duje o tym, jak się postrze­gamy; 3) dopro­wa­dza nas do wnio­sku, że wszel­kie nega­tywne doświad­cze­nia są zwią­zane z naszymi uchy­bie­niami – acz­kol­wiek czę­sto nie­świa­do­mymi; 4) umac­nia w nas prze­ko­na­nie, że nie potra­fimy spra­wo­wać kon­troli nad wła­snym życiem.

Jeśli nie potra­fimy kon­tro­lo­wać wła­snych zacho­wań, poszu­ki­wa­nie natych­mia­sto­wej gra­ty­fi­ka­cji lub dąże­nie do utrzy­ma­nia wize­runku dopro­wa­dza nas do zło­ści, a w kon­se­kwen­cji do poczu­cia wewnętrz­nej pustki. Nasza samo­ocena i god­ność ule­gają znisz­cze­niu. By zre­kom­pen­so­wać poczu­cie winy i nie­do­war­to­ścio­wa­nie, wkra­cza do akcji nasze ego – sku­piamy się na sobie, a nawet sta­jemy się ego­cen­try­kami.

Poczu­cie wła­snej war­to­ści zdo­by­wamy wtedy, gdy jeste­śmy w sta­nie doko­ny­wać odpo­wie­dzial­nych wybo­rów i postę­po­wać wła­ści­wie, bez względu na to, na co mamy ochotę lub co inni uwa­żają za słuszne. To wybór naszej duszy (podyk­to­wany moral­no­ścią lub sumie­niem), który wznosi nas na wyż­szy poziom zdro­wego postrze­ga­nia rze­czy­wi­sto­ści. Poczu­cie wła­snej war­to­ści i ego są odwrot­nie pro­por­cjo­nalne; można je przy­rów­nać do ruchu huś­tawki – gdy jedno idzie w górę, dru­gie opada.

W każ­dej sytu­acji wyko­rzy­stu­jemy zarówno swój stan emo­cjo­nalny, jak i inte­lek­tu­alny. Gdy postrze­gamy świat z per­spek­tywy emo­cji, prze­ina­czamy nasze myśle­nie i znaj­du­jemy uza­sad­nie­nie, by uspra­wie­dli­wić nasze emo­cjo­nalne prze­ko­na­nia i dzia­ła­nia. W rezul­ta­cie sta­wiamy w dzia­ła­niach na prze­świad­cze­nie, które jest oparte na nie­lo­gicz­nych wnio­skach. Im mniej­sze mamy poczu­cie wła­snej war­to­ści, tym mniej jeste­śmy obiek­tywni. Postrze­gamy świat z ogra­ni­czo­nej per­spek­tywy dziecka, co w rezul­ta­cie skut­kuje nad­mierną kon­cen­tra­cją na teraź­niej­szo­ści, a nie na szer­szej per­spek­ty­wie.

Wyobraź sobie małą dziew­czynkę bawiącą się lalką oraz jej brata, który nagle zabiera jej ulu­bioną zabawkę; dziew­czynka czuje się, jakby cały jej świat sta­nął na gło­wie. W taki sam spo­sób mani­fe­stuje się niskie poczu­cie wła­snej war­to­ści u doro­słych – tra­cimy z oczu szer­szą per­spek­tywę.

Jeśli jed­nak podej­dziemy do kon­kret­nej sytu­acji obiek­tyw­nie i bez uprze­dzeń, możemy wyko­rzy­stać nasze emo­cje, ale nie pozwo­lić, by nami zawład­nęły. Wpraw­dzie ogar­nie nas pasja, ale możemy prze­nieść ją na racjo­nalne myśle­nie i pro­duk­tywny entu­zjazm.

Co jest źró­dłem kon­fliktu?

Jeste­śmy skon­stru­owani w taki spo­sób, by lubić sie­bie, ale gdy nie potra­fimy pie­lę­gno­wać swo­jego dobrego samo­po­czu­cia za pomocą wła­ści­wych wybo­rów ani obda­rzać się sza­cun­kiem, żądamy od świata, by zaspo­ka­jał nasze potrzeby.

Poczu­cie wła­snej war­to­ści i ego zależą od tego, czy czu­jemy się sza­no­wani. Musimy gdzieś zdo­być ten sza­cu­nek, a jeśli nie znaj­du­jemy go u sie­bie, żądamy go od innych. Sta­jemy się emo­cjo­nal­nymi ter­ro­ry­stami, mani­pu­lan­tami i oso­bami żąd­nymi cią­głej uwagi. Nie­któ­rzy z nas dostają to, czego pra­gną, dzięki pochleb­stwom, a inni dzięki rosz­cze­niom. Bez względu na metodę w grun­cie rze­czy trak­tu­jemy ludzi jak zakład­ni­ków, dopóki nie dadzą nam emo­cjo­nal­nej strawy, któ­rej od nich żądamy. (W tym momen­cie trzeba jed­no­znacz­nie stwier­dzić, że rzadko zacho­wu­jemy się w ten spo­sób z pre­me­dy­ta­cją i świa­do­mie. W końcu nie­wiele osób budzi się rano z myślą, jak mogłoby uprzy­krzyć komuś życie. Jeste­śmy prze­cież odpo­wie­dzialni za swoje postę­po­wa­nie i nie chcemy z góry żywić wro­gich zamia­rów. Gdy cier­pimy z powodu niskiej samo­oceny, po pro­stu kie­ruje nami potrzeba miło­ści i akcep­ta­cji).

Osoby z niskim poczu­ciem wła­snej war­to­ści są prze­ko­nane, że gdyby tylko innym wystar­cza­jąco na nich zale­żało, zdo­ła­łyby zmie­nić ich uwiel­bie­nie i pochwały w miłość dla samych sie­bie. Ale w prze­ci­wień­stwie do ener­gii, którą nasze ciało otrzy­muje dzięki poży­wie­niu, ten wer­balny prze­kaz jest tylko emo­cjo­nal­nym „śmie­cio­wym jedze­niem”. Ta pusta, bezwar­to­ściowa i nie­za­do­wa­la­jąca „strawa” nie dostar­cza nam „war­to­ści odżyw­czych”, któ­rych tak pra­gniemy.

Ni­gdy nie jeste­śmy więc naprawdę zado­wo­leni ani usa­tys­fak­cjo­no­wani, nawet gdy otrzy­mu­jemy wspar­cie; jeśli nie kochamy samych sie­bie, nie możemy praw­dzi­wie kochać innych. W kon­se­kwen­cji sabo­tu­jemy rela­cje z innymi ludźmi.

By zilu­stro­wać sobie ten punkt widze­nia, pomyśl, że wle­wasz wodę do szklanki, która nie ma dna. Gdy nie­ustan­nie wle­wamy wodę do takiej szklanki, wydaje się ona cały czas pełna. A dopóki jest pełna, czu­jemy się usa­tys­fak­cjo­no­wani. Ale gdy w pew­nej chwili prze­sta­niemy ją napeł­niać (nie­po­dzielną uwagą, sza­cun­kiem czy podzi­wem), szklanka szybko się opróż­nia, a my jeste­śmy spra­gnieni jak ni­gdy wcze­śniej. Tak jak naczy­nie bez dna ni­gdy nie będzie pełne, tak nasze pra­gnie­nie ni­gdy nie zosta­nie zaspo­ko­jone – bez względu na to, ile otrzy­mamy. Doświad­czymy wpraw­dzie ulot­nego zado­wo­le­nia, ale będzie nam bra­ko­wało solid­nego naczy­nia, by zatrzy­mać tę przy­jem­ność na stałe. Nasze zado­wo­le­nie znik­nie tak szybko, jak się poja­wiło. I osta­tecz­nie pozosta­niemy z wewnętrzną pustką.

Sły­nący z wiel­kiej mądro­ści król Salo­mon powie­dział, że wewnętrz­nej pustki nie da się zapeł­nić niczym, co pocho­dzi z zewnątrz. Ludzie, któ­rzy poszu­kują poczu­cia wła­snej war­to­ści w zewnętrz­nych źró­dłach, ni­gdy nie będą praw­dzi­wie zado­wo­leni. Są typo­wym przy­kła­dem „szklanki bez dna”.

Kiedy bra­kuje nam poczu­cia wła­snej war­to­ści, zaczy­namy szu­kać uzna­nia u innych ludzi i czu­jemy się od nich gorsi, cho­ciaż nie wiemy, czy są wia­ry­godni. Szu­kamy wspar­cia nawet u cał­ko­wi­cie obcych osób. Co cie­kawe, cho­ciaż poten­cjal­nie może nas obra­zić każdy czło­wiek, naj­bar­dziej ranią nas ci, któ­rzy są mądrzy, zamożni bądź atrak­cyjni. Nie­świa­do­mie wyżej oce­niamy ludzi z tymi wła­śnie atry­bu­tami, a ich słowa i uczynki mają szcze­gól­nie destruk­cyjny wpływ na nasze deli­katne i kru­che poczu­cie wła­snej war­to­ści.

Gdy jeste­śmy na łasce ludzi, któ­rzy – według naszego prze­ko­na­nia – są w sta­nie udo­wod­nić, że jeste­śmy coś warci, sta­jemy się ner­wowi, nie­spo­kojni, bez­bronni i nie­pewni sie­bie. Mamy skłon­no­ści do prze­sad­nego ana­li­zo­wa­nia każ­dego prze­lot­nego spoj­rze­nia czy nie­istot­nego zda­rze­nia i reagu­jemy zbyt impul­syw­nie.

Gdy zaś cie­szymy się wysoką samo­oceną, nie roz­kła­damy na czyn­niki pierw­sze nie­wiele zna­czą­cych komen­ta­rzy, które padają w trak­cie swo­bod­nej roz­mowy; co wię­cej, nawet nie przy­cho­dzi nam do głowy, żeby się z ich powodu obra­żać. Dzięki doj­rza­łej, doro­słej oce­nie sytu­acji potra­fimy okre­ślić, czy osoba, która nam uchy­bia, cierpi z powodu kom­plek­sów i poczu­cia niskiej war­to­ści. Nie zakła­damy auto­ma­tycz­nie, że jej słowa czy dzia­ła­nia ozna­czają brak sza­cunku. A nawet jeśli osta­tecz­nie doj­dziemy do wnio­sku, że roz­mówca nas nie sza­nuje, nie wpa­damy z tego powodu w gniew. Wysoka samo­ocena ozna­cza, że nie potrze­bu­jemy czy­je­goś sza­cunku, aby sza­no­wać samych sie­bie.

Prze­stra­szeni ludzie mają skłon­no­ści do nie­od­po­wied­nich zacho­wań

Kiedy wpa­damy w złość, w pew­nym stop­niu winę za to ponosi strach. Jeste­śmy prze­ra­żeni, ponie­waż tra­cimy kon­trolę nad pew­nymi aspek­tami naszego życia – nie panu­jemy nad nie­któ­rymi oko­licz­no­ściami, prze­sta­jemy rozu­mieć świat lub pozna­wać samych sie­bie. Reak­cją na strach – próbą ego, by zre­kom­pen­so­wać tę dostrze­galną utratę kon­troli – jest gniew. Strach sta­nowi przy­czynę wszyst­kich nega­tyw­nych emo­cji – zawi­ści, pożą­dli­wo­ści, zazdro­ści, a zwłasz­cza gniewu. Kiedy coś nam zagraża, przyj­mu­jemy postawę obronną. Gniew wzmac­nia ego i pozwala nam zacho­wać fał­szywe prze­ko­na­nie, że kon­tro­lu­jemy sytu­ację.

Z kolei pod­ło­żem stra­chu jest niskie poczu­cie wła­snej war­to­ści. Wyja­śnia to, dla­czego ludzie wpa­da­jący czę­sto w gniew mają niską samo­ocenę, są kłó­tliwi, uparci, szybko wybu­chają i nie są sko­rzy, by puścić kon­flikt w nie­pa­mięć. Takie zacho­wa­nia to po pro­stu obrona przed stra­chem.

Niska samo­ocena spra­wia, że stale kwe­stio­nu­jemy swoją war­tość i sta­jemy się bar­dzo wraż­liwi na to, jak trak­tują nas inni. Zda­nie, które mamy o sobie, czę­sto ulega zmia­nie, ponie­waż zależy przede wszyst­kim od tego, czy potra­fimy zro­bić wra­że­nie na innych ludziach. A więc jeśli ktoś jest w sto­sunku do nas nie­grzeczny lub nie oka­zuje nam sza­cunku, możemy szybko wpaść w gniew.

Oczy­wi­ście nie każdy pozwala, by gniew przej­mo­wał kon­trolę nad jego życiem albo nim rzą­dził. Ludzie reagują na kon­flikty w jeden z czte­rech nastę­pu­ją­cych spo­so­bów:

akcep­tują je,

wyco­fują się,

pod­dają się,

wal­czą.

Akcep­ta­cja to naj­zdrow­sza reak­cja. Czło­wiek akcep­tu­jący sytu­ację, w któ­rej się zna­lazł, nie wpada w gniew ani nie pozwala, by emo­cje rzą­dziły jego zacho­wa­niem.

Wyco­fy­wa­nie się to reak­cja pasywno-agre­sywna cha­rak­te­ry­styczna dla osób uni­ka­ją­cych kon­fron­ta­cji. Ludziom prze­ja­wia­ją­cym taki typ zacho­wań bra­kuje poczu­cia wła­snej war­to­ści, więc są zbyt słabi, by bez­po­śred­nio zmie­rzyć się z sytu­acją. Wyco­fują się zatem w danej chwili, ale odgry­wają się na swoim prze­ciw­niku w inny spo­sób i w innym cza­sie. Taki odwet (czy nawet zemsta) może przy­brać na przy­kład formę celo­wego spóź­nie­nia się na spo­tka­nie, „zapo­mnie­nia” o zro­bie­niu cze­goś waż­nego dla tej osoby lub po pro­stu doku­cze­nia jej w jakiś inny spo­sób.

Czło­wiek, który się pod­daje, zwy­czaj­nie rezy­gnuje i nie pró­buje wal­czyć z uczu­ciem gniewu – ta reak­cja spra­wia, że sta­jemy się zależni od innych, ule­gli i nie­za­radni. Taki czło­wiek nie czuje się na tyle war­to­ściowy, by bro­nić swo­ich racji, i/lub czuje, że nie jest zdolny reali­zo­wać swo­ich potrzeb i celów oraz zaspo­ka­jać wła­snych pra­gnień.

Czwarty rodzaj reak­cji – walka – jest źró­dłem bez­po­śred­niego i nie­zdro­wego kon­fliktu. Emo­cjo­nal­nie roze­dr­gany i dopro­wa­dzony do wście­kło­ści czło­wiek staje do walki i mie­rzy się z kon­flik­tową sytu­acją.

A więc niskie poczu­cie wła­snej war­to­ści może pocią­gać za sobą potężne, acz­kol­wiek nie­świa­dome pra­gnie­nie, by źle trak­to­wać ludzi, któ­rym na nas zależy. Im bar­dziej tra­cimy kon­trolę, tym bar­dziej despe­racko pró­bu­jemy mani­pu­lo­wać zda­rze­niami i oso­bami, które nas ota­czają, zwłasz­cza tymi naj­bliż­szymi. Ponie­waż samo­kon­trola roz­wija w nas samo­ocenę, musimy mieć poczu­cie, że kon­tro­lu­jemy kogo­kol­wiek bądź cokol­wiek.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Tytuł ory­gi­nału: Find Out Who’s Nor­mal and Who’s Not

Lan­gu­age trans­la­tion copy­ri­ght © 2020 by licen­see by DOM WYDAW­NI­CZY REBIS SP. Z O.O., Find Out Who’s Nor­mal and Who’s Not.

Copy­ri­ght © 2010. All Rights Rese­rved. Publi­shed by arran­ge­ment with the author, David Jay Lie­ber­man

Copy­ri­ght © for the Polish e-book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2020

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Redak­tor: Agnieszka Horzow­ska

Pro­jekt i opra­co­wa­nie gra­ficzne okładki: Piotr Majew­ski

Ilu­stra­cje na okładce

© Den­nis Cox/Shut­ter­stock.com

Wyda­nie I e-book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Od takich ludzi trzy­maj się z daleka, wyd. I, Poznań 2020)

ISBN 978-83-8188-793-9

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel. 61 867 81 40, 61 867 47 08

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer