Nieskończona Przestrzeń Snu - Jan Drożdż - ebook
Opis

Nina Skowrońska, wyróżniająca się studentka piątego roku dreamologii na Uniwersytecie Marzeń Sennych, nie potrafi zinterpretować na gruncie naukowym konwencji ani natury snu, który ją nawiedził. Sprawa okazuje się tak poważna, że jej opiekun naukowy decyduje się zorganizować w przestrzeni Świata Realnego spotkanie międzynarodowego grona największych autorytetów UMS. Ich wnioski są alarmujące: Nieskończonej Przestrzeni Snu grozi zagłada. Czy uczeni dreamolodzy zdołają jej zapobiec? Wróg nie przebiera w środkach, Siły Wiecznej Pustki działają nie tylko w przestrzeni snu, przenikają też do Świata Realnego. Od tej chwili żadna ze znanych przestrzeni nie gwarantuje Ninie bezpieczeństwa. W tej sytuacji koniecznością jawi się kreacja nowej i niezależnej przestrzeni tymczasowego trwania – Pałacu Luster.

Zmysłowa i erudycyjna zarazem proza Jana Drożdża zaskakująco dowodzi, że technika oniryczna może stanowić niezwykle sprawne narzędzie diagnozy współczesnej kultury.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 408

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

 

 

Otchłani nicości wyrywam Cię

 

Otchłani nicości wyrywam Cię

Najpierw oczy potem usta

Ręce piersi stopy

I oto jesteś

 

Stoisz zastygła w przestrzeni czasu

Zamknięta w pułapce moich słów

Nie wiem czy tego właśnie chciałaś

Dla mnie to za mało

 

Otacza Cię półcień

Zatrzymałaś się na granicy światów

Pomiędzy tym co uchwytne

A tym czego pochwycić nie zdołam

 

Pragnę by twoje nieme usta

Wydały z siebie jakiś dźwięk

Chcę słyszeć twój płacz

Chcę widzieć twoje łzy

 

Dlaczego nie odpowiesz mi

Śmiechem albo krzykiem

I nie zarzucisz

Braku gustu w wyborze sukni

 

Czemu te dłonie

Które pieściłem w akcie stwarzania

Nie potrafią dotknąć

Moich zmęczonych rąk

 

W blasku dnia powoli

Rozmazuje się twoja postać

Nikniesz we mgle niepamięci

Kłamstwem są moje słowa

 

 

 

 

CZĘŚĆ I

Pałac Luster (PL)

 

 

 

 

 

Teraz widzimy jakby w zwierciadle,

niejasno;

(1 Kor 13, 12a)

ROZDZIAŁ I

Gwałtownie zerwała się z łóżka. Jej usta wykrzywiał grymas bólu, z czoła spływały krople rzęsistego potu. Drżącą ręką sięgnęła po komórkę, a nim wybrała pożądany numer, zdołała dwukrotnie ją upuścić. Wiedziała, że postępuje wbrew regulaminowi uczelni, tym konsekwentniej postanowiła go naruszyć. Po upływie kilku sekund usłyszała znajomy głos.

– Andrzej Tomaszewski, słucham.

– Dzień dobry, profesorze! Z tej strony Nina Skowrońska, pańska seminarzystka.

– A tak, pani Nina… Czemuż zawdzięczam, że niepokoi mnie pani o tak wczesnej porze? Przykro mi to stwierdzić, lecz dzwoniąc przed dziesiątą, złamała pani artykuł czternasty paragraf drugi regulaminu.

– Proszę wybaczyć, nie mogłam zwlekać.

– No dobrze, i tak już nie zasnę. Zatem z czym pani dzwoni?

– Miałam sen…

– Cóż, zmartwiłbym się, gdyby studentce piątego roku dreamologii zdarzyła się bezpłodna noc pozbawiona snów. Natomiast fakt, że coś się pani przyśniło, szczególnie mnie nie martwi. Mam nadzieję, że treść snu uzasadnia przerwanie moich, o ileż bardziej istotnych, marzeń sennych.

– Nie podważam wagi snów profesora, ale mój ostatni sen… Ten sen był dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem, także w ujęciu teoretycznym.

– Jak to teoretycznym? Chce pani powiedzieć, że w trakcie czterech lat studiów na Uniwersytecie Marzeń Sennych (UMS) nie słyszała pani o konwencji, względnie naturze snu, który dzisiaj panią nawiedził?

– Właśnie tak, profesorze.

– Niech więc pani nie zwleka i mówi, co też to za sen!

– Na początku pragnę zaznaczyć, że przed zaśnięciem nie brałam żadnych tabletek rozbudzających wyobraźnię, po które tak często, zwłaszcza w okresie sesji, sięga część studentów naszego uniwersytetu.

– Te tabletki to nasza istna zmora… – westchnął profesor Tomaszewski.

– Nie pamiętam momentu, w którym zaczęłam śnić, chociaż jako studentka piątego roku nie powinnam go przeoczyć. Mój sen był krótki, widziałam…

– Krótki w jakim znaczeniu?

– Oczywiście zajmowanej pamięci, na którą składają się natężenie dźwięków i barw oraz ekspresja obrazów sennych. Widziałam olbrzyma zamkniętego w lochu, przykutego łańcuchami do podłogi i ścian. Posługując się kryteriami wielkości rzeczywistych, mógł mierzyć jakieś trzy albo cztery metry.

– A podług kryteriów wielkości sennych?

– Nie potrafię ustalić. W lochu nie było innej postaci, z którą mogłabym go porównać.

– Czyli w pani podświadomości zapisała się informacja, że był olbrzymem?

– Tak sądzę.

– Mimo to istnieją inne punkty odniesienia prócz postaci towarzyszących.

– Proszę wybaczyć, jak mogłam zapomnieć o pozostałych kryteriach! Postać, którą ujrzałam, pozostawała olbrzymem w stosunku do ścian i sufitu pomieszczenia.

– Czyli ów obiekt wypełniał znaczną objętość architektury snu. Pani spostrzeżenie nie dowodzi jeszcze, że postać ta faktycznie jest czy była olbrzymem.

– Za moją hipotezą przemawia określona budowa ciała.

– Chce pani powiedzieć, że obiekt prezentował umięśnione ciało, miał nieproporcjonalnie dużą głowę i spłaszczone stopy?

– Tak, zwłaszcza barki robiły wrażenie. Olbrzym straszliwie cierpiał; jak wspomniałam, przebywał w kajdanach. Ujrzałam go leżącego na ziemi i budzącego się ze snu.

– Doprawdy, to bardzo rzadkie zjawisko senne… Doświadczyła pani spotkania ze świadomością i podświadomością śnionego obiektu. Olbrzym obudził się z własnego i osobnego snu w pani śnie. Nadal śnił, ale już nie we własnej przestrzeni, tylko wykorzystując cudzą przestrzeń marzenia sennego. Przez moment istniał w pani śnie i tylko w nim. Pani Nino, czy zdaje sobie pani sprawę, że przekroczenie pierwszego progu sennego i wejście z kimś w tak ścisły kontakt obarczone jest ogromnym ryzykiem dla śniącego, zwłaszcza tak niedoświadczonego jak pani?

– Nie miałam kontroli nad tą sferą marzenia sennego. Po przebudzeniu olbrzym z trudem podniósł się z podłogi. Sprawiał wrażenie odurzonego, był pijany snem. Jego jedyne pragnienie stanowiła ponowna ucieczka w świat snu. Śniąc, uwalniał się od przytłaczającego cierpienia, jakiejś zadawnionej goryczy i obecnego odrzucenia. Niestety nie udało mu się ponownie zasnąć, drzwi Nieskończonej Przestrzeni Snu (NPS) zatrzasnęły się przed nim.

– Czy pamięta pani jeszcze jakiś szczegół?

– Pamiętam jego straszliwe cierpienie, tępy, narastający ból. Pamiętam to milczenie i jakiś dziwny, przygnębiający spokój, z jakim znosił katusze wywołane koniecznością przebywania poza NPS. Nie krzyczał, nie próbował zerwać łańcuchów krępujących ciało. Całą udrękę istnienia zamknął w odurzonym snem sercu.

– Dlaczego stwierdza pani, że jego cierpienie osiągnęło poziom tak wysoki, przekraczający przeciętne granice udręki doświadczanej przez obiekty senne? Czy tylko na podstawie jego wyglądu, zachowania?

– Czułam jego ból.

– … Może pani powtórzyć?

– Czułam jego ból.

– Pani Nino, poranek to nie pora na żarty!

– Proszę mi wierzyć, czułam, choć myślę, że doświadczyłam niewielkiej cząstki przynależnego stanu.

– Hm, to mi wygląda na symptomy drugiej płaszczyzny interakcji… na szczęście we wstępnej, ledwie szczątkowej formie. Na poziomie podświadomości doświadczyła pani spotkania ze świadomością i podświadomością śnionego obiektu. Nie tylko przekroczyła pani pierwszy próg senny, częściowo odczuła pani stan śnionej postaci. Ta konwencja snu dostępna jest wybranym i niesie z sobą wiele niebezpieczeństw. Bardzo dobrze, że pani zadzwoniła. Czy pamięta pani jeszcze jakiś szczegół?

– Miałam uczucie, że cały ból świata został zamknięty w tym olbrzymim ciele. Sen stał się jego nałogiem, morfiną, bez której nie mógł istnieć. Czułam obecność wrogich wobec olbrzyma, ale i wobec mnie sił, które postrzegałam jako odpowiedzialne za jego uwięzienie. A przecież nikogo poza nim nie widziałam. To wszystko, co udało mi się zapamiętać.

– Od tej pory będzie pani śniła wyłącznie pod moją kontrolą. Nie muszę chyba uzasadniać pani bezzwłocznego stawiennictwa.

– Rozumiem, profesorze.

 

–– Profesor Andrzej Tomaszewski ––

Profesor Andrzej Tomaszewski należał do najwybitniejszych wykładowców Uniwersytetu Marzeń Sennych (UMS), organizacji znanej stosunkowo wąskiej części ludzkiej populacji. Specjalizował się w dziedzinie nauki zwanej dreamologią stosowaną, aczkolwiek także w zakresie teorii dreamologii uchodził za uznany autorytet. Wszelako sprowadzenie dreamologii do rangi jednej z równorzędnych nauk, jak na przykład psychologia czy medycyna, obarczone byłoby poważnym błędem i w konsekwencji spotkałoby się z zarzutem statecznej ignorancji. Wyjaśnienie znaczenia dreamologii dla losów świata i pojedynczego człowieka wymaga odrębnych studiów i w tym zakresie pozostaje odesłać czytelnika do literatury przedmiotu. Wracając zaś do profesora Tomaszewskiego, podkreślić należy, że był to człowiek całkowicie oddany uniwersyteckiej pracy, samotny i trochę zgorzkniały, przy tym życzliwy studentom. Co ciekawe, w oczach większości ludzi, niewiedzących o istnieniu UMS, uchodził za właściciela podrzędnego kiosku na warszawskim Bemowie – osobę leniwą, pracującą cztery godziny dziennie i nieznającą ambicji. Przykład profesora Tomaszewskiego pokazuje, jak płytkie i niesprawiedliwe bywają sądy o bliźnich. Profesor przebywał w kiosku nie więcej niż cztery godziny dziennie, gdyż tyle to czasu potrzebował, by zarobić na skromne utrzymanie. Resztę energii życiowej przeznaczał na swoją właściwą pracę, którą wykonywał podczas snu. Oczywiście profesor Tomaszewski kontaktował się ze studentami oraz innymi profesorami nie tylko w NPS, lecz spotkania w Świecie Realnym (ŚR) należały do rzadkości.

 

–– Uniwersytet Marzeń Sennych ––

Istnieje tylko jeden Uniwersytet Marzeń Sennych i za czynność zbędną uchodzi podawanie jego nazwy w różnych językach, skoro w NPS nie obowiązują ograniczenia lingwistyczne znane realnej wersji świata. UMS zrzesza studentów i pracowników naukowych ze wszystkich zakątków kuli ziemskiej. Żaden uniwersytet Świata Realnego nie dorównuje UMS liczbą studentów, potencjałem kadry naukowej, rozmachem i skalą realizowanych projektów. Działalność UMS nie ogranicza się wyłącznie do NPS, członkowie uczelni spotykają się również poza przestrzenią snu. Raz na pięć lat organizowane są oficjalne Zjazdy UMS w przestrzeni Świata Realnego. Pomimo że UMS nie ma określonej siedziby w postaci uformowanego na sposób stały budynku, uczelnia znacznie przewyższa pod względem funkcjonalnym najlepiej zorganizowane i wyposażone uniwersytety tak zwanej realnej wersji świata. Budowle powstające w NPS nie podlegają prawom fizyki, stanowiąc zachwycające i kunsztowne konstrukcje wyzwolonej kreacji. Gmach UMS, jeśli już decydujemy się użyć tego określenia, w każdej minucie jest remontowany albo wznoszony od podstaw, przy czym członkowie uczelni mają zupełną swobodę w doborze oraz realizacji rozwiązań architektonicznych. Właściwe będzie zatem stwierdzić, że UMS ma wiele budynków o najrozmaitszych kształtach i formach, począwszy od standardowych stożków, trapezoidów i spiral po tak zwane formy nienazwane.

Jako że wspólna nauka wymaga pewnego ujednolicenia, współśniący zmuszeni są do wzajemnych ustępstw. W zależności od uzgodnień czynionych w ramach poszczególnych grup zajęciowych budynek UMS stanowi wypadkową rozbieżnych pomysłów bądź owoc wysoce zindywidualizowanych wizji. W drugim przypadku studenci według listy prezentują własne koncepcje architektoniczne. W snach Niny Skowrońskiej budynek UMS z reguły przybiera kształt flakonu ulubionych perfum. A że perfumowe upodobania studentki profesora Tomaszewskiego zmieniają się zależnie od nastroju, w podobnym tempie ewoluują jej architektoniczne zamysły wobec budynku uczelni. Kolega Niny Richard jako miejsce wykładów preferuje włoską pizzerię. Z kolei ich wspólna znajoma Dominika częstokroć konstruuje budynek UMS na wzór damskiej torebki, dodajmy, koloru różowego. Czasami podział obowiązków architektonicznych pomiędzy studentami następuje nie według dni, lecz rozkładu pięter. Stąd powstają tak osobliwe konstrukcje, jak trzypiętrowy gmach mający za podstawę nieco unowocześniony stadion Realu Madryt, którego pierwsze piętro stanowi drugie piętro warszawskiej Galerii Mokotów, środkowa kondygnacja odwzorowuje jedną z rzadziej uczęszczanych paryskich ulic (rue Pavée Saint-André), całość z kolei wieńczy rozłożyste łoże zdobne w urodzajny baldachim. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można mniemać, że ostatnie piętro rzeczonej konstrukcji zostało zaprojektowane przez wyjątkowo leniwie bądź romantycznie usposobionego studenta/studentkę.

Inne zasady obowiązują na organizowanych kilka do kilkunastu razy w roku tak zwanych sennych konferencjach, w których biorą udział – a przynajmniej winni brać – wszyscy członkowie i sympatycy UMS. W tym przypadku kreatywność studentów zostaje podporządkowana inwencji kadry profesorskiej. Zaszczyt zorganizowania ostatniej konferencji przypadł w udziale profesorowi Andrzejowi Tomaszewskiemu. Dla studentów i bliskich współpracowników polskiego profesora nie było zaskoczeniem, że konferencja odbyła się w monumentalnym kiosku, usytuowanym na równie imponującym przystanku autobusowym. Oczywiście także coroczne Zjazdy UMS przygotowywane są przez profesorów uczelni.

ROZDZIAŁ II

Telefon Niny zmartwił profesora Tomaszewskiego. Od paru miesięcy docierały do niego różne sprzeczne i niepokojące sygnały o zaburzeniach występujących w NPS. Jego własne sny potwierdzały ogólne spostrzeżenia, podczas gdy osobiste problemy z wyobraźnią i obfitością senną podlegały wykluczeniu z grona potencjalnych przyczyn. Profesorowi obce były wszelkie schorzenia senne, najczęściej występujące po pięćdziesiątym roku życia i objawiające się utratą podświadomych natchnień, zmniejszoną retrospektywnością snów oraz znieczuleniem na progresywne bodźce, a w szczególnie ostrych przypadkach przybierające formę zespołu bezpłodności sennej. Jako choroba przewlekła, bezpłodność senna sieje istny postrach wśród profesorów i studentów UMS, gdyż częstokroć powoduje chroniczną i nieuleczalną bezsenność – rozumianą nie jako deficyt snu, lecz całkowity brak obrazów sennych.

Zakłócenia w NPS, w tym lawinowo rosnąca liczba zachorowań na zespół bezpłodności sennej, stanowiły główny temat na ostatnim tajnym spotkaniu Rady Profesorów UMS. Pomimo usilnych starań przybyłym nie udało się ustalić konkretnej przyczyny występujących zjawisk. Sformułowano kilkadziesiąt sprzecznych hipotez, co miast przyczynić się do rozwiązania problemu, jeszcze bardziej skomplikowało i tak trudną sytuację.

Teraz, w obliczu intrygującego snu Niny Skowrońskiej, pewne rozbieżności zaczęły się wyjaśniać. Profesor Tomaszewski nie miał wątpliwości co do wiarygodności słów dziewczyny. Nina nie tylko w jego oczach uchodziła za nad wyraz pilną i godną zaufania studentkę. Odznaczała się ponadto wszechstronnie rozwiniętą wyobraźnią i wysoką inteligencją emocjonalną. Okoliczność, że to właśnie ona została wybrana na łączniczkę ze światem snów, nie stanowiła dla profesora Tomaszewskiego większego zaskoczenia. Tylko kim jest hermetyczna postać z jej snu, ów rzekomy olbrzym, i jaką rolę ma do odegrania ona sama? Rozważania profesora przerwał dźwięk domofonu.

– Bardzo dziękuję, że znalazł pan dla mnie czas – oświadczyła Nina w progu profesorskiego mieszkania. Jej głos brzmiał nienaturalnie, zdradzając oznaki zdenerwowania.

– Proszę się rozgościć – Andrzej Tomaszewski poprowadził Ninę w głąb niedużego mieszkania. – Tak… to ja dziękuję za przybycie i zaufanie. Pani sen jest bardzo ważny nie tylko z punktu widzenia szeroko pojętej nauki. Śmiem przypuszczać, że wyraża znaczenie dla losów całej NPS.

– Proszę mnie nie przerażać. Profesor chyba nie sugeruje, że ode mnie miałoby zależeć istnienie świata snów?

– Owszem, powziąłem takie przypuszczenie. Proszę pamiętać, że istnienie NPS nie pozostaje bez wpływu na sytuację w ŚR, gdyż przestrzenie te są powiązane i wzajemnie na siebie oddziałują.

– Rozumiem, że profesor jest dzisiaj w wyjątkowo dobrym nastroju. Niestety nie dotrzymam kroku. Nie czuję się odpowiedzialna ani za NPS, ani za ŚR, a co dopiero za obie przestrzenie jednocześnie. Pamiętam z zajęć, że ŚR może istnieć bez NPS, więc proszę już poskąpić tych żartów.

– Pani Nino, ja nie żartuję. Zresztą nie powiedziałem, że ŚR nie może istnieć bez NPS. Owszem, może. Wszelako rzeczywistość, którą przyjęliśmy określać jako naszą – choć akurat ja bym jej tak nie dzierżawił – z pewnością się zmieni, i nie będzie to zmiana na lepsze. Sny mają duży wpływ na funkcjonowanie Świata Realnego. Doprawdy, nie chcę snuć domysłów, jak zdeprawuje się ludzka natura, gdy zostanie odarta ze zdolności śnienia.

– Nadal nie rozumiem, jaka w tym wszystkim moja rola, kim jest olbrzym z mojego snu i czego oczekuje…

– Niektóre z pytań, które pani sformułowała, sam sobie zadaję. Zanim postaramy się znaleźć odpowiedź, zaparzę mocnej kawy. Jak wspomniałem, tymczasowo sen pani nie sprzyja. Czy jakieś specjalne życzenia co do gatunku ziaren?

– Całkowicie zdaję się na kawowy gust profesora.

– Wedle życzenia.

Profesor Tomaszewski słynął z osobliwego zamiłowania do picia kawy, co w jego profesji przynosić mogło ujmę. W środowisku UMS nałóg picia kawy uchodzi za przypadłość gorszą niż alkoholizm, skoro alkohol nieraz pozytywnie wpływa na jakość snów. A oto kawowe upodobanie nie utrudniało profesorowi Tomaszewskiemu wypełniania sennych obowiązków. Profesor do perfekcji opanował zdolność zasypiania i śnienia w każdych możliwych warunkach i okolicznościach, niezależnie od poziomu kofeiny w organizmie. Wśród studentów oraz profesorów UMS umiejętność ta była jedną z najbardziej pożądanych i jako taka stanowiła źródło niekłamanego podziwu.

Po upływie kwadransa profesor pojawił się w salonie z dwiema filiżankami aromatycznej kawy. Swoim zwyczajem wygodnie rozłożył się w fotelu, a zamierzał długo delektować się najpierw zapachem, wreszcie smakiem preferowanego napoju, lecz nim zdążył przyłożyć filiżankę do ust, Nina poprosiła o następną porcję. Dziewczyna w zaskakującym tempie opróżniła pięć kolejnych filiżanek. Jako studentka UMS musiała stale kontrolować spożycie napojów zawierających kofeinę, teraz miała oto niepowtarzalną okazję, by nadrobić zaległości.

– Muszę przyznać, że opinie o profesorze jako wytrawnym smakoszu kawy są w pełni zasłużone. Skąd pochodzi kawa, którą właśnie mnie pan uraczył? – Nina nie kryła podziwu wobec kunsztu profesora.

– Napój ten sporządziłem z ziaren rzadkiego podgatunku kawy kubańskiej, uzupełnionego domieszką kawy indyjskiej i włoskiej lavazzy. Mieszanie ziaren różnych gatunków wymaga wyjątkowej precyzji i wyczucia, za to uzyskany produkt pod wieloma względami przewyższa smak każdej z pojedynczych, poddawanych procedurze mieszania kaw.

– W życiu nie piłam tak dobrej małej czarnej… – westchnęła zrezygnowana Nina, która uświadomiła sobie, że przez resztę życia kawa pozostanie dla niej napojem szkodliwym i generalnie zakazanym.

– Dziękuję za uznanie. Przejdźmy teraz do zasadniczego celu pani wizyty. Zatem… – Profesor Tomaszewski zawiesił głos, jakby obawiał się własnych słów. – Mam uzasadnione powody, by twierdzić, że właśnie pani została wybrana na pośrednika pomiędzy NPS a ŚR. Stoi przed panią zadanie, którego natury i treści nie jestem jeszcze w stanie przekonująco ustalić.

– Pośrednika… zadanie?? Nie chciałabym podważać pańskiego autorytetu, ale profesor nie zna wszystkich, także osobistych okoliczności i stąd mylna diagnoza. Zapewne to zwykły chory sen, efekt zaburzeń podświadomości.

– Cierpi pani na tę przypadłość?

– Od urodzenia.

– Cóż, fakt ten tylko utwierdza mnie w powziętych przypuszczeniach. Ludzie doświadczający zaburzeń podświadomości wielokrotnie odgrywali znaczącą rolę w historii NPS i ŚR.

– Ale…

– Żadne „ale”, pani Nino. Sprawa jest naprawdę poważna.

– Proszę więc, by zapoznał mnie pan ze swoją hipotezą. Skoro sytuacja dotyka bezpośrednio mojej osoby, moje żądanie nie nabiera charakteru impertynencji. – Nina przestała ukrywać zdenerwowanie.

– Spokojnie, pani Nino. Najważniejsze to zachować spokój i nie tracić równowagi. Zanim zadośćuczynię pani żądaniu, pragnę skonsultować zasadność powziętej diagnozy. W tym celu telefonowałem już do kilku kolegów, znanych uniwersyteckich osobistości. Jeszcze dzisiaj powinienem gościć tak wybitnych profesorów UMS jak Anatolij Kuzniecow, Alessandro Fiorelli i Sergio Silva. Jutro spodziewam się odwiedzin Davida Morgana oraz samego José Louisa.

– Rozumiem, że do wieczora nie wolno mi zasnąć?

– Hm, najlepiej będzie, jeśli nie zaśnie pani w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin.

– Szczerze mówiąc, jestem wyczerpana i mam ochotę znaleźć się od razu w NPS… Oczywiście uczynię wszystko, co w mojej mocy, by nie zmrużyć oka. Będzie mi dużo łatwiej, jeśli profesor uraczy mnie następną porcją kawy.

– Miałem proponować.

 

Profesor Tomaszewski doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, dlatego nie omieszkał powiadomić najwybitniejszych profesorów UMS o niecodziennym śnie swojej podopiecznej.

Profesor Anatolij Kuzniecow pochodził z Rosji, profesor Sergio Silva z Hiszpanii, z kolei profesor Alessandro Fiorelli był z urodzenia Włochem, który cenił sobie klimat i dobrodziejstwa Szwajcarii. Profesorowie José Louis i David Morgan musieli przebyć Atlantyk, jako że pierwszy bawił w Buenos Aires, drugi w Kalifornii. Rozmieszczenie oraz narodowe zróżnicowanie kadry profesorów UMS stroniło od naturalnej przypadkowości. Władzom uczelni zależało na ułatwieniu kontaktu z profesorami także w przestrzeni Świata Realnego. Dzięki tej z gruntu racjonalnej polityce adepci UMS z poszczególnych krajów i narodów nie musieli przekraczać granic ojczystego państwa, by odbyć konsultacje poza NPS. Spotkania w Świecie Realnym należały wprawdzie do rzadkości, za to bywały konieczne. Casus Niny Skowrońskiej stanowił dobitny przykład. Zasady narodowościowego zróżnicowania kadry profesorów UMS nie stosowano bezwzględnie. Jeśli w jakimś kraju brakowało wybitnych śniących, nie kreowano na siłę rodzimego profesora – przysyłano wówczas naukowy autorytet z ościennego kraju dysponującego większym potencjałem śniących.

ROZDZIAŁ III

Nina czuła, że w jej życiu zaczyna się coś szczególnego. Rozmowa z profesorem Tomaszewskim oraz zapowiedź przybycia wybitnych osobistości UMS utwierdziły ją w tych przypuszczeniach. Starała się opanować narastające zdenerwowanie wywołane sprzecznymi emocjami i brakiem pewnych informacji. Próbowała skierować myśli na inne tory, wciąż bez powodzenia. W zachowaniu spokoju z pewnością nie pomagały kolejne filiżanki kawy, które pochłaniała w iście ekspresowym tempie. Kiedy profesor Tomaszewski uznał, że niebezpieczeństwo zaśnięcia zostało chwilowo skutecznie zażegnane, w trosce o zdrowie podopiecznej odmówił przygotowania kolejnej partii aromatycznego napoju.

Najszybciej na prośbę Tomaszewskiego odpowiedział jego włoski kolega, profesor Fiorelli, który późnym popołudniem stanął w drzwiach jego mieszkania. W ciągu następnej godziny dołączyli profesorowie Sergio Silva i Anatolij Kuzniecow. Nie czekając na przybycie pozostałych zaproszonych gości, zebrani rozpoczęli ożywioną dyskusję. Pierwszy głos zabrał Alessandro Fiorelli:

– W obliczu zaistniałych faktów, zakłócenia w NPS, które z takim niepokojem obserwujemy od kilku miesięcy, nie mogą zostać uznane za formę okresowej przypadłości. Na ostatnim spotkaniu Rady (Profesorów UMS) każdy z nas formułował w tej kwestii własne przypuszczenia. Sen naszej wybitnej studentki… – profesor Fiorelli przerwał, widząc wymowne spojrzenie profesora Tomaszewskiego. – Oczywiście sen twojej, drogi Andrzeju, wybitnej studentki pozwala odrzucić niektóre z przedstawionych naówczas hipotez. Muszę przyznać, że w świetle ostatnich wydarzeń również moja diagnoza okazała się błędna. Jak wiecie, sądziłem, że występujące anomalie mają charakter okresowy. Na podstawie statystyk sporządzonych przez Laboratorium UMS błędnie przyjąłem, że średnio co sto do stu pięćdziesięciu lat Nieskończona Przestrzeń Snu wkracza w nowy cykl, co wiąże się z powstawaniem zakłóceń w przestrzeni jej granic.

– Alessandro, nie bądź taki samokrytyczny. Moje badania również potwierdzają teorię cyklicznego, okresowego charakteru zakłóceń występujących w NPS. Oczywiście teoria ta nie tłumaczy obecnych problemów – stwierdził z przekonaniem profesor Silva.

– Wydaje się, że najbliższa prawdy jest hipoteza gospodarza dzisiejszego spotkania. Andrzeju, czy mógłbyś ją szerzej przedstawić? Znamy tylko ogólne założenia – zaproponował profesor Kuzniecow.

– Otóż wyjaśniam. W mojej ocenie negatywne zjawiska występujące aktualnie w NPS – takie jak znaczne zwiększenie częstotliwości sennych koszmarów, zbierająca coraz większe żniwo epidemia bezpłodności sennej czy równie częste przypadki sennej nadwrażliwości – mają związek z sytuacją na granicy NPS i Wiecznej Pustki (WP). Dysponujemy bardzo skromnymi i ograniczonymi informacjami na temat tego, co dzieje się na owianej złą sławą granicy; skądinąd wzbronione nam wyprawiać się w tamte rejony. Wiemy zaś tyle, ile Strażnicy NPS uznają za stosowne przekazać. Sen mojej studentki dowodzi, że Strażnicy podjęli pierwszą próbę nawiązania kontaktu. Teraz, jeśli pozwolicie, podzielę się paroma istotnymi informacjami na temat samych Strażników oraz strzeżonej przez nich granicy. Wam ta wiedza jest dostępna, za to pani Ninie… – profesor Tomaszewski nie dokończył rozpoczętej myśli, gdyż w tym momencie jego uniwersyteccy koledzy wybuchnęli gromkim śmiechem.

– Andrzeju, czy ty musisz być tak optymistycznie staroświecki? – zapytał ze sztucznym wyrzutem Fiorelli. – Zwracać się do swojej studentki per „pani”… Błagam, tylko nie mów, że każesz tej oto młodej damie tytułować się „panem profesorem”. Przecież to w stylu profesorów Świata Realnego, niegodnością wielką zniżać się do ich poziomu. Ach, dobrze, że z nami normalnie rozmawiasz, choć pewnie niedługo usłyszę z twoich ust uwłaczające „moje uszanowanie, wielce zasłużony profesorze Fiorelli”. – W salonie rozbrzmiała kolejna salwa śmiechu.

– No w sumie, wiecie… – Profesor Tomaszewski próbował wybrnąć z lekko kompromitującej sytuacji.

– Wyluzuj, Andriej! – Profesor Kuzniecow postanowił pomóc polskiemu koledze. – Po prostu zaproponuj swojej studentce internacjonalistyczne „ty”. Jeśli oczywiście sama Nina nie ma nic przeciwko.

– Nie mam – odpowiedziała wyraźnie rozbawiona studentka.

– Na czym to ja skończyłem? A tak – kontynuował nieco wyprowadzony z kontekstu Tomaszewski – pani… to znaczy Nina nie dysponuje choćby ograniczoną wiedzą na temat Strażników oraz granicy dzielącej NPS i WP. Informacji tych zwykliśmy oszczędzać naszym studentom. Czy zgadzacie się, abym uczynił wyjątek i zapoznał Ninę z niebezpieczną wiedzą w podmiocie aniołów i demonów świata snu?

– Myślę, że to nieuniknione – zauważył profesor Silva; Kuzniecow i Fiorelli aprobująco przytaknęli.

– Stwarzając NPS, Bóg ustanowił dla jej ochrony siedmiu Strażników – rozpoczął swój wywód profesor Tomaszewski – a wybrał ich spośród wiernych aniołów. O samych Strażnikach wiemy bardzo niewiele. W całej historii ludzkości, zarazem historii NPS, Strażnicy kontaktowali się z nami kilkakrotnie, i to w ostatecznej konieczności. Za każdym razem ktoś z członków UMS otrzymywał jakąś ważną misję, od której powodzenia zależało istnienie NPS, acz już nie trwanie Świata Realnego. Ludzie mogą bowiem istnieć bez snów, lecz ich życie staje się wówczas bezbarwne i pozbawione natchnienia. To dzięki snom potrafimy się wznosić na wyżyny swoich możliwości, prawdziwie tworzyć i kochać. Ludzie dotknięci zespołem bezpłodności sennej są niezdolni do tworzenia i poznawania sztuki, zarazem ślepną wobec prawdy, skoro prawda w sztuce zwykła się ukrywać. Wszelako największa groźba dla ludzkości – w obliczu zniszczenia NPS – przejawia się w zaniku zdolności odczuwania i przekazywania miłości. Z ŚR niemal całkowicie usunęłaby się dziwna, bo straceńcza miłość absolutna. Co prawda kochać tym rodzajem miłości potrafią nieliczni, lecz to miłość straceńcza niejednokrotnie decydowała o losach świata w jego możliwych wymiarach. Na nas, członkach UMS, spoczywa szczególny obowiązek troski o przestrzeń snu, gdyż pozostali śmiertelnicy nie uświadamiają sobie tych oczywistych prawd. Ostatni raz Strażnicy skontaktowali się z nami w 1943 roku. Czwórka naszych ówczesnych studentów otrzymała zadanie zniszczenia tabletek Wiecznej Pustki, powodujących całkowitą i nieodwracalną bezpłodność senną. Tabletki produkowano w tajnym hitlerowskim laboratorium na terytorium Wielkiej Brytanii.

– Wielkiej Brytanii? – zapytała zaskoczona Nina.

– Wspomniana misja, jak i wszystkie poprzedzające, została przeprowadzona w NPS. Świat Realny i Nieskończona Przestrzeń Snu wykazują pewną zbieżność historyczną, aczkolwiek…

– Przepraszam, że przerywam, niemniej bliższe prawdy pozostanie stwierdzenie, że zbieżność takową mogą wykazywać – sprecyzował Silva wypowiedź polskiego profesora.

– Trafna uwaga, Sergio, masz zupełną rację. Dziejową korelację NPS i ŚR należy określić jako potencjalną, co znaczy, że historyczne powiązanie tych dwóch przestrzeni może, acz nie musi występować, lecz jeśli już występuje, stopień owego powiązania uchodzi za zróżnicowany. Nino, zwróć uwagę, że mówię wyłącznie o historycznej korelacji NPS i ŚR, skoro istnieją inne rodzaje powiązań między nimi, które wykazują stały, nie zaś zmienny i potencjalny charakter. W roku 1943 wystąpiło historyczne skorelowanie NPS i ŚR, ponieważ ówczesne zakłócenia przestrzeni snu znajdowały swoje źródło w przestrzeni Świata Realnego. Jak wspomniałem, owo powiązanie przejawiało połowiczny charakter. Zasadne będzie użycie porównania do zwierciadła deformującego obraz przedmiotu poddanego jego działaniu. W NPS Wielka Brytania stanowiła protektorat hitlerowskich Niemiec, stąd istnienie na jej terytorium tajnych laboratoriów Trzeciej Rzeszy. Czy to wystarczająco jasne? – zwrócił się do swojej studentki profesor Tomaszewski.

– Do tej pory tak.

– W 1943 roku udało się zniszczyć śmiercionośne tabletki WP – kontynuował Tomaszewski. – Teraz stoi przed nami zgoła odmienne zadanie. Uważam, że aktualne zakłócenia NPS nie wynikają z sytuacji w ŚR, przeciwnie, to sytuacja w NPS może negatywnie oddziaływać na ŚR. Mam podstawy, aby przypuszczać, że jeden ze Strażników doświadcza poważnych przeciwności i potrzebuje naszej, a przede wszystkim twojej, Nino, pomocy.

– Myślałam, że pomocy potrzebuje olbrzym, którego ujrzałam we śnie.

– Według Andrieja ów olbrzym jest jednym z siedmiu Strażników – wyjaśnił profesor Kuzniecow.

– Ale jak to możliwe, przecież Strażnicy są aniołami? – zapytała zaskoczona Nina.

– O tym, czy dana istota jest aniołem, po pierwsze decyduje jej duchowa natura, po drugie obecny w niej pierwiastek dobra, czyli boskiego absolutu – wyjaśnił profesor Tomaszewski. – Ludzie zwykli wyobrażać sobie aniołów jako istoty piękne, przybrane w lśniąco białe szaty, no i oczywiście zachwycające długimi, jasnymi lokami, podczas gdy postaci demonów w zbiorowej świadomości występują jako szkaradne i odrażające kreatury. Jest to rozumowanie błędne, zwłaszcza w odniesieniu do demonów, które częstokroć przybierają formy fizycznie nieskazitelne, aby omamić przyszłe ofiary. Aniołowie w większości nie przywiązują zbytniej wagi do formy, w jakiej się uzewnętrzniają, czym wystawiają nas na próbę. W ten sposób chcą nas skłonić do przedefiniowania zmysłowego sposobu postrzegania.

– Jakże anioł może oczekiwać pomocy? – zwróciła się Nina z kolejnym pytaniem do zebranych. – Przecież aniołowie są istotami daleko od nas doskonalszymi.

– Sama już sobie odpowiedziałaś. Są to istoty doskonalsze, ale nie doskonałe. Doskonały jest sam Bóg – wyjaśnił profesor Fiorelli. – Powinnaś również pamiętać, że mówimy o Strażnikach, szczególnej kategorii aniołów. Ze względu na rodzaj wykonywanej pracy są bardziej związani z ludźmi niż aniołowie innych grup. Strażnicy wykazują wysoce rozwinięte zdolności empatyczne, przez co stają się bardziej podatni na zranienia i ataki ze strony Sił Wiecznej Pustki, zwłaszcza Emisariuszy. Uprzedzając następne pytanie, tłumaczę, kim są Emisariusze. Swoją drogą, nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego ukrywamy przed studentami tak istotne i przydatne informacje. Emisariusze egzystują jako wrogie nam i Strażnikom demony zamieszkujące Wieczną Pustkę. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że w świecie demonów Emisariusze zajmują podobną pozycję, co Strażnicy pośród istot anielskich. Ich zadaniem jest doprowadzenie do zniszczenia Nieskończonej Przestrzeni Snu. Cel ten mogą osiągnąć albo poprzez zatrucie ludzkich umysłów, co prowadzi do zniszczenia NPS w indywidualnej perspektywie zarażonego śniącego, albo poprzez zabicie któregoś ze Strażników. W ostatnim przypadku doszłoby do definitywnego zniszczenia NPS, w konsekwencji rodzaj ludzki utraciłby genetycznie przynależną zdolność śnienia.

– Zabicie jednego ze Strażników miałoby skutkować zniszczeniem NPS? – zapytała coraz bardziej zaniepokojona Nina.

– Istotnie. Granic NPS strzeże siedmiu Strażników i jest to liczba doskonała – kontynuował profesor Fiorelli. – Liczba siedem wyraża pełnię i harmonię więzi łączącej braci, którymi są Strażnicy. Śmierć choćby jednego spowoduje zerwanie tej więzi. Braterska siła przejawia się w jedności i osobowej obecności, której pozbawieni, staną się bezradni wobec ataków Emisariuszy.

– Czy Emisariuszy również jest siedmiu?

– Nie znamy ich liczby. Siła zła przejawia się w rozproszeniu i niezgodzie. Demony z reguły działają indywidualnie, pozostają skłócone. – Tym razem na pytanie Niny odpowiedział profesor Kuzniecow.

– Mam wrażenie, że obecnie nastąpiło odejście od wspomnianej zasady rozproszenia Sił WP – zauważył milczący do tej pory Silva.

– Sugerujesz, że mamy do czynienia z zaplanowanym i uzgodnionym działaniem Emisariuszy? – zapytał wyraźnie zaskoczony Kuzniecow.

– W istocie. Jest to zjawisko nader rzadko spotykane, niektórzy profesorowie UMS negują samą zdolność Emisariuszy do wzajemnego koordynowania działań, niemniej skala występujących zakłóceń przeczy tym pochopnym założeniom.

– Zgadzam się z Sergio – zabrał głos profesor Fiorelli. – Rodzaj i częstotliwość zakłóceń NPS zdają się potwierdzać niepokojącą hipotezę.

– Możecie mieć rację, przy tym źle rozkładacie akcenty. W mojej ocenie przyczyna obserwowanych zjawisk leży po stronie któregoś ze Strażników. Wzrost aktywności Emisariuszy jest tego następstwem, nie źródłem. Biorąc pod uwagę… – Tomaszewski urwał w pół zdania i z przerażeniem spojrzał na pogrążoną we śnie Ninę.

Pochłonięci rozmową profesorowie nie zauważyli momentu, w którym nazbyt wyczerpana studentka zasnęła, narażając się na ogromne niebezpieczeństwo. Nikt nie próbował jej wybudzić – profesorowie UMS byli zbyt doświadczeni, by popełnić taką nieostrożność. Następcza próba przerwania snu przy obecnym poziomie zakłóceń NPS wiązałaby się ze zbyt wielkim ryzykiem i mogła spowodować wiele szkód w umyśle śniącej.

Członkowie elity UMS z niepokojem oczekiwali na powrót Niny z podlegającej zakłóceniom przestrzeni snu. W pokoju zapadła martwa cisza, nikt nie podjął uprzednio przerwanej rozmowy. Mijały kolejne minuty, minuty przechodziły w godziny, Nina nadal śniła. Każdy z czuwających przy śniącej miał do czynienia z trudnymi, nierzadko krytycznymi przypadkami studentów zagubionych w NPS, lecz obecna sytuacja przerosła ich wszystkich. Oto teraz nie chodziło li tylko o jednostkę, a o dobro całej NPS. I chociaż pozostało wiele wątpliwości, wiele pytań wciąż nie zostało zadanych, profesorowie UMS mieli pewność co do jednego: Nina Skowrońska została wybrana, aby wypełnić posłannictwo ocalenia przestrzeni snu.

Co zrozumiałe, największe zdenerwowanie ogarnęło profesora Tomaszewskiego. Nina była jego studentką i to on winien ją otoczyć szczególną troską, tymczasem dopuścił do poczęcia przez nią niekontrolowanego snu. Spośród zebranych polski profesor mógł się pochwalić największym doświadczeniem w pracy na rzecz UMS, zatem to na nim spoczęła największa odpowiedzialność. Ciężar tej odpowiedzialności z każdą minutą bardziej go przygniatał. Andrzej Tomaszewski, mimo coraz gorszych przeczuć i zaniepokojonych spojrzeń pozostałych profesorów, ograniczył się do czuwania przy śniącej. Liczył na rychłe przybycie Davida Morgana i José Louisa, których wsparcie mogło się okazać zbawienne. Profesor Morgan specjalizował się w niezwykle skomplikowanej dziedzinie interakcji sennych, profesor Louis zaś już za życia został zaliczony do grona najwybitniejszych profesorów UMS w całej jego długiej i bogatej historii.

ROZDZIAŁ IV

Ostatnim zdaniem, które usłyszała Nina przed wzbronionym zaśnięciem, była uwaga profesora Silvy w aspekcie zdolności Emisariuszy do podjęcia świadomej formy wzajemnej współpracy. Dziewczyna wiedziała, że nie może zasnąć, lecz z nagła i bezładnie poczęła się osuwać w przepaść snu. Na nic zdały się rozpaczliwe próby uchwycenia ostatniego skrawka rzeczywistości – coś ciągnęło ją w dół, doznała zupełnej bezsilności.

Znalazła się w ciemnym, imitującym salę kinową pomieszczeniu. Prócz niej w miejscu tym przebywali inni ludzie, a wszyscy bezgłośnie kryli się za rzędami krzeseł. Także Nina prędko się schroniła, zostając w ostatnim rzędzie. Nie uczyniła tak, kierując się przykładem pozostałych. Dziewczyna czuła obecność jakiejś wrogiej, potężnej i nienawistnej istoty. Opanowało ją przy tym paraliżujące uczucie lęku. Lęk z każdą chwilą narastał, zniewalając myśli i wolę. Po chwili z pierwszego rzędu wyłoniła się wysoka, szczupła postać odziana w czarną, sięgającą ziemi suknię. Głowę i ramiona nieznajomej skrywała przypominająca chustę tkanina, barwiona powtarzalną esencją nocy. Postać z wolna ruszyła, dążąc w kierunku końca sali. Szła na sposób przemyślany, tak by każdy jej krok czynił zamierzoną torturę. Nina nie ważyła się na próbę ucieczki. Wroga istota zdominowała ją samą obecnością, jeszcze nie bezpośrednio objawioną, a już tak przykrą i bolesną. Obarczyła ją ciężarem istnienia własnego, przekraczającego i władnego wobec śmiertelnej nicości – sprowadzonej podówczas do zawstydzającej bezsiły, niezdolnej wyrazić przejawów autonomicznego trwania i oporu. Kiedy tajemnicza postać zbliżyła się na odległość kilku zaledwie metrów, z rozmysłem przystanęła i spojrzała w stronę dostrzeżonej kryjówki. Postać długo wpatrywała się w nią, jakby szacowała przeszłość i liczyła przyszłość przez pryzmat aktualnej chwili. Studentka UMS nie odpowiedziała na palące, przeszywające do środka spojrzenia. Bała się, a przecież czuła, że wroga istota nie tyle pozwala na siebie patrzeć, ile nakłania ją do tego. Po chwili rozczarowującego oczekiwania postać panującej czerni podjęła zaprzestany marsz. Tym razem zmierzała już wprost w miejsce pożądanego spotkania.

Nina przebudziła się, nim wroga istota sięgnęła jej ramion. Studentka UMS początkowo nie bardzo wiedziała, gdzie się znajduje i skąd zdołała powrócić. Stało nad nią sześć osób – dwóch nie potrafiła rozpoznać. Kiedy śniła, w mieszkaniu Andrzeja Tomaszewskiego pojawili się długo oczekiwani profesorowie David Morgan i José Louis. Przybycie tego ostatniego okazało się dla Niny zbawienne, skoro to właśnie Louis zdecydował o przedwczesnym przerwaniu niewłaściwego snu. Postąpił wbrew powszechnie aprobowanym zasadom, lecz jako żywa legenda UMS miał takowe prawo. Na podstawie obserwacji zewnętrznych objawów snu dziewczyny trafnie rozpoznał, że zachodzi konieczność niezwłocznego wybudzenia. Pozostali profesorowie nie protestowali, żaden nie ośmieliłby się przeczyć uznanemu Argentyńczykowi.

Tuż po wybudzeniu Nina była tak wyczerpana, że nie reagowała na zadawane pytania. Tomaszewski podał jej szklankę wody i ujął ją za rękę. W tym momencie Nina się rozpłakała i niczym kilkuletnie dziecko wtuliła się w ramiona profesora. Lęk powoli zaczął ustępować, a ona zrozumiała, że nie jest sama i może są wokół niej ludzie, którzy chcą jej pomóc. Po upływie następnego kwadransa uspokoiła się już na tyle, że była w stanie opowiedzieć swój ostatni sen.

– Jak myślicie, kim mogła być postać w czerni? – zabrał głos Kuzniecow. – Ja nie mam w tej kwestii przesadnych wątpliwości.

– Domyślam się, kogo sugerujesz. I owszem, chciałbym się nie zgodzić – odpowiedział profesor Silva.

– Cóż, to imię musi w końcu paść… – W głosie profesora Tomaszewskiego pobrzmiewał tłumiony ciężar. – Nino, w trakcie swojego ostatniego pobytu w NPS spotkałaś Królową Wiecznej Pustki, zwaną także Czarną Królową. Czy imię to jest ci wiadome? Ja na pewno o niej nie wspominałem, no ale studenci wiedzą czasami więcej, niż powinni…

– Nie, raczej o niej nie słyszałam, ale wydaje mi się, że już kiedyś… W dzieciństwie miałam bardzo podobne sny do tego, który właśnie mnie nawiedził. Oczywiście nie pamiętam szczegółów tamtych snów, zbyt dużo czasu minęło, abym mogła je przywołać. Pamiętam za to uczucie zniewolenia oraz obecność kogoś wrogiego i znaczącego zarazem. Kogoś, kto szukał mnie w tłumie przerażonych ludzi. Myślę, że była to ta sama postać, którą ujrzałam w ostatnim śnie. Czy Królowa WP to Śmierć? W dzieciństwie myślałam, że to Śmierć po mnie przychodzi…

– W ludzkiej kulturze śmierć ma wiele znaczeń. Może oznaczać przejście do innego życia i wtedy jest stanem chwilowym, pozbawionym zdolności trwania. Może też występować jako synonim zagłady, całkowitego unicestwienia. Zgodnie z doktryną UMS śmierć ciała stanowi przejściowy etap, przykry i nierzadko bolesny, konieczny wszakże jako znajdujący swoje źródło w ludzkiej naturze – dowodził wszechwiedzący profesor Louis. – Kto choć pobieżnie poznał NPS, nie wątpi w nieśmiertelność ludzkiej duszy. A zatem o ile ciało zawsze umiera, dusza nie zawsze wyzwala się z kajdan śmierci. Dusza wprawdzie nigdy nie przestaje istnieć, śmierć nie czyni jej śmiertelną, ale ma moc ją zniewolić i uczynić nieszczęśliwą. Dusze zarażone śmiercią trafiają do przestrzeni Wiecznej Pustki i po wsze czasy stają się więźniami Czarnej Królowej. Nie zostają unicestwione, choć bez przerwy podlegają unicestwieniu. Istnieją rzeczy o wiele gorsze niż śmierć postrzegana jako zakończenie istnienia i przejście w niebyt. Dlatego określenie Królowej WP jako istoty uosabiającej śmierć może uchodzić za uprawnione, jeżeli właściwie zdefiniujemy samo pojęcie śmierci. Śmierć, podobnie jak życie, może nie mieć granic, i w tym ujęciu Królowa WP jest również Królową Śmierci.

– Czy Czarna Królowa chciała mnie uwięzić w przestrzeni Wiecznej Pustki?

– Ona na pewno szczerze cię nienawidzi i pragnie twojej śmierci, ale czy już teraz zamierzała cię uwięzić? Wcale nie byłbym tego taki pewien… – stwierdził enigmatycznie profesor Louis. – Zło stanowi tępą i brutalną siłę, przy tym potrafi działać w sposób niezwykle wyrafinowany. W osobie Królowej WP najpełniej objawia się metafizyka zła, godzącego w sobie obłędne dążenie do wyznaczonego celu i subtelność form działania. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jaki plan powzięła w swoim umyśle. Myślę jednak, a nawet jestem tego pewien, że ona się ciebie obawia. W przeciwnym razie nie poświęcałaby ci tyle uwagi; raczej wysłałaby któregoś z Emisariuszy, miast osobiście gościć w NPS.

– Obawia się? Mnie? Z twojej wypowiedzi wynika raczej, że ona się mną bawi.

– Nie to miałem na myśli. Nie chcę również, byś uległa wrażeniu jej wszechmocy, mimo że wobec nas ona jest wszechwładna. Kiedy śniłaś, Strażnicy z pewnością otoczyli cię ochroną i utrudnili Królowej WP kontakt z tobą, co jednak nie oznacza, że są w stanie skutecznie przeciwdziałać. Ona przejawia teraz wyjątkową aktywność, podczas gdy moc Strażników… zdaje się, że słabnie z każdą chwilą.

– Nie wierzę, że Strażnicy udzielili mi jakiejkolwiek pomocy – odpowiedziała rozgoryczona Nina. – W swoim śnie czułam jej dominującą obecność, ona była naprawdę blisko. Nadal nie rozumiem, czemu zwlekała, dając mi szansę powrotu…

– Może czuła się zbyt niepewnie w NPS, by zadać ostateczny cios. W końcu NPS, nawet przy obecnym poziomie zakłóceń, stanowi przestrzeń jej niesprzyjającą – zasugerował Silva.

– Pozostają domysły. Myślę, że na obecnym etapie Królowa WP chciała cię tylko ostrzec – ponownie zwrócił się do Niny profesor Louis. – Z pewnością pragnęła zasiać w twoim sercu ziarno zwątpienia i zamętu, by zebrać oczekiwaną bierność. Nie możesz pozwolić, żeby to ziarno wzrosło i zatruło ci myśli.

– Wybaczcie, ale… W ciągu ostatniej doby wiele się wydarzyło, nie wiem już, co mam o tym myśleć. Potrzebuję przez jakiś czas pobyć sama. – Nina dosyć oficjalnie poinformowała zebranych o zamiarze opuszczenia mieszkania, po czym skierowała się w stronę drzwi.

– Skoro musi pani… skoro musisz wyjść – internacjonalistyczne „ty” nadal sprawiało profesorowi Tomaszewskiemu pewną trudność – pozwól, że dotrzymam ci towarzystwa.

– Dziękuję, ale jestem skłonna odmówić. W Świecie Realnym nic mi nie zagraża, a po ostatnich doświadczeniach prędko nie zasnę.

– Niestety również poza NPS grozi ci niebezpieczeństwo. Przyznaję, skala zagrożeń jest mniejsza, lecz czujność pozostaje wymogiem chwili i twoim obowiązkiem. W warunkach szczególnie intensywnych zakłóceń w przestrzeni snu Emisariusze uzyskują większy wpływ na Świat Realny. Mogą podświadomie kierować działaniami wybranych ludzi, posługując się nimi dla własnych celów. W przestrzeni ŚR nie jesteśmy całkowicie bezpieczni i musimy się liczyć z możliwością wystąpienia nieprzewidzianych komplikacji. Dlatego uważam, że Andriej powinien ci towarzyszyć – stwierdził przekonująco profesor Kuzniecow.

 

Nina udała się do pobliskiego parku w nieodzownym towarzystwie Andrzeja Tomaszewskiego. Profesor starał się uspokoić studentkę, kierując rozmowę na niezwiązane z NPS i UMS sprawy, co w pewnym stopniu zdołał osiągnąć. Okazało się, że profesor zna się nie tylko na snach i parzeniu kawy, a podobnie jak Nina pasjonuje się historią Świata Realnego.

W parku, przynajmniej jak na tę porę dnia (wczesne przedpołudnie), kręciło się sporo ludzi. Dzieci ustalonym zwyczajem bawiły się przy fontannie, najlepsze ławki zajęli zapobiegliwi z natury emeryci. W tym miejscu, pośród zwyczajnych, przewidywalnych w swoich zachowaniach i nawykach ludzi, Nina czuła się swobodnie. Bezpieczniej niż w towarzystwie zwariowanych profesorów UMS, jawiących się jako zdeklarowani szarlatani albo co najmniej oderwani od życia naukowcy. Nie to, żeby podważała kompetencje profesorów: Kuzniecowa, Fiorellego, Silvy, Louisa i Morgana. Nie miała powodów, by wątpić w ich wiedzę i zdolności, ale im nie ufała. Istotnym zaufaniem darzyła natomiast profesora Tomaszewskiego, z którym prowadziła właśnie ożywioną konwersację w temacie wymordowania przez Stalina własnych oficerów w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej. Profesor zwrócił jej uwagę na wiodącą rolę niemieckiego wywiadu, który wyświadczył Josifowi Wissarionowiczowi niedźwiedzią przysługę, fabrykując i dostarczając dowody rzekomej zdrady najwyższych rangą dowódców Krasnej Armii.

Tomaszewski nie zdążył rozwinąć ledwie poruszonego wątku. Pochłonięty rozmową, nie zauważył biegnących w jego kierunku zamaskowanych mężczyzn. Jego wzrok przykuł za to widok małej, promieniejącej odległą radością dziewczynki. Zdawała się go poznawać, choć on nijak nie potrafił i nie mógł jej sobie przypomnieć. Najpierw uśmiechała się porozumiewawczo, potem machała uniesionymi w górę i nieco umorusanymi rączętami, wreszcie, jakby zaniepokojona, wyraźnie przynaglała zdezorientowanego profesora. Na próżno. Nagłe uderzenie, upadek, zawłaszczony, bo wygasły w piersi krzyk bezradnego sprzeciwu. I to spojrzenie nieobecne, uległe wobec przemocy, nieświadome nadziei przyszłego życia. A jakże pewne śmierci stwierdzonej, objawionej celnością zleconych myśli, nieuchronnością metalu, siermiężną siłą prowadzących rąk. Chcąc mieć pewność, że zadanie dostąpiło spełnienia, mężczyźni z iście zwierzęcą brutalnością skopali leżące na ziemi ciało. Napastnikom nie zależało na pieniądzach, Andrzej Tomaszewski uniknął możliwej przypadkowości.

Nina, podobnie jak pozostali świadkowie, początkowo biernie obserwowała rozgrywający się dramat. Po chwili zaczęła krzyczeć, wzywając pomocy i błagając napastników, by odeszli. W końcu ktoś wezwał policję. Nim funkcjonariusze – jak zwykle o czasie – pojawili się na miejscu zdarzenia, napastnicy bez zbytniego pośpiechu opuścili park. Późniejsza sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną śmierci polskiego profesora było pęknięcie podstawy czaszki.

ROZDZIAŁ V

Dopiero śmierć profesora Tomaszewskiego uświadomiła Ninie skalę grożącego niebezpieczeństwa. Ostatni sen objawił się aż nazbyt przekonująco, lecz jej zachowanie wskazywało na niezrozumienie powagi sytuacji. Teraz na jej oczach, w tłumie podzielnych ludzi, zamordowano niepodzielnego człowieka. Tomaszewski uchodził w jej oczach za autorytet najwyższej klasy śniących. To on odkrył jej talent, to dzięki niemu podjęła studia na UMS. Profesor osobiście wprowadził ją w tajniki niezgłębionego świata snu, ukazał nieznane rejony NPS, nauczył efektywniej i efektowniej śnić. Wraz z jego śmiercią straciła nauczyciela, przewodnika i opiekuna w jednej osobie. Wprawdzie w mieszkaniu profesora Tomaszewskiego oczekiwało jej kilku innych profesorów UMS – równie, a może i bardziej uznanych – lecz zaufanie pozostaje kwestią osoby, nie autorytetu.

Po opuszczeniu komisariatu, co poprzedziło złożenie przepisowych zeznań, Nina wróciła do mieszkania zmarłego. Nie musiała wiele mówić – wystarczyło na nią spojrzeć, by zrozumieć prawdę ostatnich wydarzeń. Zresztą zebrani w salonie profesorowie przeczuwali, że ogólnie lubiany i ceniony w środowisku UMS polski profesor znajdzie niebawem zakończenie swoich snów. Wiedzieli, że nie są w stanie temu zapobiec. Prawa rządzące UMS są niezmienne, a niektóre spośród nich są również okrutne. Jedna z niepisanych zasad głosi prawo poświęcenia. W pewnych przypadkach uczeń – aby dojrzeć i spełnić swoją misję – musi doświadczyć śmierci swojego mistrza. Śmierć profesora Tomaszewskiego nie była wszakże mordem rytualnym zorganizowanym czy zleconym przez członków UMS. Jego odejście stanowiło ogromny cios dla całego uniwersytetu. Profesora zamordowało dwóch kryminalistów, których podświadomość została zatruta przez Emisariuszy.

– On musiał zginąć. Pogódź się z tym. – Profesor Silva pierwszy przemówił do Niny.

– Musiał… To znaczy, że wiedzieliście, a mimo to nie raczyliście go ostrzec! – Nina nie kryła emocji. – Może i jesteście profesorami UMS, ale ja nie zamierzam dłużej korzystać z waszych rad. Może to wy nasłaliście tych bandytów? Profesor Tomaszewski wam przeszkadzał, bo nie zgodził się, bym służyła za przedmiot chorych doświadczeń…

– Proszę, uspokój się. Andrzej był naszym przyjacielem i na zawsze pozostanie w naszych sercach, a twoje oskarżenia są bardzo krzywdzące – zabrał głos profesor Morgan. – Zapewniam cię w imieniu nas wszystkich, że nie mogliśmy zapobiec tej śmierci. Mimo że posiadamy znaczną wiedzę i przewidujemy następstwo niektórych zdarzeń, jedynie wyjątkowo potrafimy odwrócić bieg wypadków. Proszę, nie miej nam za złe, że nie siedzimy teraz zapłakani i zrezygnowani. Mamy do wykonania niezwykle trudne i ważne zadanie, emocje gubią wysiłek woli.

– Sama nie wiem, co mam o tym sądzić… Potrzebuję czasu. Jeśli uznam za wskazane, skontaktuję się z panami w ciągu najbliższych dni.

– To wykluczone. Śmierć Andrzeja nie była przypadkowa. To drugie ostrzeżenie ze strony Sił WP, następnego może już nie być. Mam nadzieję, że wiesz, co chcę przez to powiedzieć. Nie myśl też, że postawa dobrowolnej rezygnacji uchroni cię przed niebezpieczeństwem. Samo twoje istnienie stanowi zagrożenie dla planów Królowej WP. Nie możesz działać na własną rękę, skoro twoi przeciwnicy są silni, jest ich zbyt wielu. Oni zachłannie cię nienawidzą i nie spoczną, dopóki w pełni nie urzeczywistnią się zamiary Królowej WP względem ciebie. Musisz pozostać z nami – stanowczo zawyrokował profesor José Louis.

– Jeśli prawdą jest to, co powiedziałeś, dlaczego jeszcze żyję? Tam, w parku, byłam zupełnie bezbronna i osłupiała z powodu śmierci profesora Tomaszewskiego. Mordercy profesora mogli i mnie z łatwością pozbawić życia. Dlaczego tego nie zrobili? Widocznie wcale nie cieszę się zainteresowaniem Czarnej Królowej.

– Podejrzewam, że Strażnicy otoczyli cię niewidzialnym murem, który uniemożliwił Emisariuszom dotarcie do ciebie poprzez tych dwóch nieszczęsnych, zniewolonych ludzi – wyjaśnił profesor Louis. – Mimo to nie powinnaś czuć się bezpieczna. Ochrona ze strony Strażników słabnie z każdą chwilą, inaczej Siły WP nie działałyby tak blisko ciebie.

– Cóż mogę uczynić? Skoro już niedługo nie będę mogła liczyć na Strażników, to czy wy będziecie w stanie mnie ochronić? – zapytała sceptycznie Nina.

– Znam jedno miejsce, w którym możemy się schronić… ale koniecznością byłoby je stworzyć – powiedział nieco poruszonym głosem profesor Louis.

– Zapewne myślisz o Pałacu Luster (PL)… – zwrócił się do Louisa profesor Kuzniecow. – Z tego, co mi wiadomo, ten pałac istnieje tylko w świecie idei. Potrafiłbyś go zbudować??

– Nie zapominaj, Aleksy, że są w naszym gronie jedni z najwybitniejszych specjalistów w dziedzinie architektury snu, jakich kiedykolwiek wydał uniwersytet. – Mówiąc te słowa, José Louis nie omieszkał spojrzeć na profesorów Silvę i Fiorellego.

– Nie wątpię, że Alessandro i Sergio to wyjątkowo zdolni architekci – zaznaczył Kuzniecow. – Wiem również, drogi José, że twoja wiara w możliwości ludzkiego umysłu zdolna jest góry przenosić, ale Pałac Luster (PL)… Nie, to nieosiągalne. Sam nie specjalizuję się wprawdzie w architekturze snu, czytałem za to sporo o tej niezwykłej dziedzinie nauki stosowanej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że architektura snu w wydaniu najlepszych nie ogranicza się do znanej studentom kreacji, obejmując szereg zawiłych aspektów struktury i dynamiki snu. Wszelako w tym przypadku potrzeba czegoś więcej. Czegoś, co przekraczając architekturę snu, wykroczy poza NPS.

– Chodzi ci o tak zwane przeniesienie? – zapytał nieco lekceważąco profesor Silva.

– Owszem. Przeniesienie obiektu z NPS do ŚR graniczy z niemożliwością, nie wspominając już o Pałacu Luster, przestrzeni, której doktryna UMS do tej pory nie potrafiła jednoznacznie określić i zdefiniować.

– Wybacz, ale jako praktyk mam inne spojrzenie na omawianą kwestię. – Profesor Fiorelli nie zamierzał biernie przysłuchiwać się toczonej dyskusji. – Po pierwsze chciałbym zdementować pogłoskę, jakoby przeniesienie przedmiotu z NPS do ŚR graniczyło z niemożliwością. Lamborghini Reventón i Ford Mustang GT/CS California Special, które idealnie wpasowują się w wystrój mojego garażu, pochodzą właśnie z NPS. – Alessandro Fiorelli przerwał na moment, napawając się zastygłym podziwem uniwersyteckich kolegów. – Myślę, że również Sergio – podkreślam, jako praktyk – ma się czym pochwalić. Może i nie ma na swoim koncie, a ściślej w garażu, aż tak zdumiewających osiągnięć…

– Zapewne, przyjacielu – przytaknął pokornie wywołany Silva. – Jak do tej pory udało mi się przenieść tylko pewną skromną barokową willę, niezgorszy jacht i kolejkę górską, ale gdzież im do Lamborghini Reventón i Forda Mustanga GT/CS California Special.

– Jak to! – wykrzyknął pobladły z wrażenia Alessandro Fiorelli. – Przeniosłeś tak duże obiekty i nic mi o tym nie powiedziałeś?!

– Myślałem, że i ty – podkreślam, jako praktyk – „masz się czym pochwalić”.

– I takich osiągnięć raczycie wzbraniać kadrze naukowej UMS?! – wykrzyknął zbulwersowany profesor Morgan. – Chyba nie sądziliście, że i my to potrafimy i „mamy się czym pochwalić”…

– Chcieliśmy, a przynajmniej ja chciałem, przenieść coś naprawdę zdumiewającego. Wówczas z pewnością bym was poinformował – tłumaczył się nieco speszony Sergio Silva.

– Teraz masz po temu świetną okazję – odparł profesor Louis.

– Pałac Luster… wyznaję, nie bardzo rozumiem, czym w istocie jest – przyznał otwarcie profesor Silva. – Domyślam się, że w tym przypadku nie chodzi o zwykłe przeniesienie przedmiotu, nawet bardzo dużego, z NPS do ŚR.

– Właściwie to od omówienia istoty PL powinniśmy zacząć naszą dyskusję, lecz wrodzona skromność Alessandra skierowała nas na poboczne tory – zauważył profesor Louis. – Masz rację, Sergio, nie chodzi tu o zwykłe przeniesienie przedmiotu z NPS. Zauważcie, że celowo nie dodałem: z NPS do ŚR. Istnieje wprawdzie teoria, zgodnie z którą Pałac Luster po wykreowaniu w NPS i przeniesieniu z tej przestrzeni staje się częścią Świata Realnego. Koncepcja ta nosi nazwę teorii pokazu iluzjonisty. Jej zwolennicy porównują proces przeniesienia PL i podtrzymywania jego istnienia poza NPS do występu magika, w którego trakcie pewne przedmioty znikają na jakiś czas, a precyzyjniej rzec ujmując, stają się niewidoczne dla widzów, fizycznie egzystując na scenie. Za takim wyjaśnieniem istoty Pałacu Luster przemawiać ma argument, iż – jako obiekt pochodzący z NPS – także w ŚR zachowuje on wiele cech śnionego obiektu. Określone „senne” właściwości pałacu sprawiają, że świadomość widzów ulega stępieniu, przez co osoby znajdujące się poza PL nie dostrzegają go, a te, które umieszczone są w jego środku, reagują bardziej instynktownie, wspierając się na podświadomości, zwłaszcza w perspektywie wyższych pięter pałacu. Dla mnie teoria pokazu iluzjonisty… – José Louis przerwał i z niepokojem spojrzał w stronę milczącej Niny. Obawiał się, że ta po raz kolejny zasnęła w trakcie intrygującej, przynajmniej dla profesorów UMS, dyskusji. Na szczęście jego obawy się nie potwierdziły, Nina z wypiekami na twarzy przysłuchiwała się rozmowie. – W mojej ocenie teoria ta jest dosyć absurdalna, jeśli nie wydumana, a zdaje się dominować. Swego czasu większym uznaniem cieszył się pogląd nieżyjącego już profesora Simonsa. Zakładał on, że Pałac Luster po wyśnieniu w NPS i przeniesieniu z tej przestrzeni – profesor Simons używał wręcz określenia „po wyrwaniu PL z NPS” – staje się odrębną przestrzenią fizykalno-duchową. W tym ujęciu wyśnienie i przeniesienie PL z NPS to proces wykreowania odrębnej przestrzeni. Przestrzeń ta wykazuje zdolność samoistnego trwania jedynie w wariancie czasowym, gdyż aby istnieć, musi być podtrzymywana przez architektów, którzy uprzednio wyśnili pałac w przestrzeni snu. Niemniej samo stwierdzenie, iż to architekci śnią PL, dalekie jest od precyzji. Należałoby wnioskować, że pałac sam się śni, wykorzystując podświadomość architektów. Za poglądem Simonsa przemawiają doniosłe racje. Zwróćcie uwagę, że do przeniesienia ogromnego pałacu nie będziemy potrzebowali zwyczajowej działki w przestrzeni ŚR. Nie wyjedziemy w tym celu za miasto ani nawet nie opuścimy tego pokoju.

– Chcecie zbudować pałac dla lalek? – zapytała zaskoczona Nina.