Nie uczono mnie szczęścia - Irmina Maria - ebook + książka

Nie uczono mnie szczęścia ebook

Irmina Maria

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Kiedy masz szesnaście lat, jedną z ostatnich rzeczy, na które masz ochotę, jest zrywanie się o świcie i praca w piekarni rodziców. Świat i tak jest wystarczająco przeciwko tobie. Do tego jesteś z tym zupełnie sama.

W rodzinie Hal More liczyło się „co ludzie powiedzą” i „czy wypada” (a zwykle nie wypadało). Musiała odłożyć na bok marzenia o śpiewaniu i wiecznie grać rolę grzecznej dziewczynki. 

Edmundo Soler – to on staje się przyczyną zmian w życiu Hal. Uczucie, które wybucha między nimi daje jej szczęście, pewność siebie i budzi w sercu głos, który mówi „To jest twój czas, twoje marzenia! Walcz o to!”.

 

"Nie uczono mnie szczęścia" opowiada o dorastaniu w małym miasteczku, pierwszej miłości i odnajdowaniu siebie.

To także historia o szukaniu własnego głosu, o odwadze i wychodzeniu do świata ze skorupy wstydu. Poruszająca opowieść Hal, która zbyt długo żyła pod dyktando innych, zapominając o sobie.

To totalny MUST READ!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 364

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Playlista

1. Hallelujah – Jennifer Hudson & Tori Kelly – Sing

2. Take Me To Church – Hozier

3. Recess – Melanie Martinez

4. Never Grow Up (Taylor’s Version)

5. California – Lana Del Rey

6. Human – Christina Perri

7. Say Yes To Heaven – Lana Del Rey

8. You’re Beautiful – James Blunt

9. Fool – Beth Keeping

10. Cinnamon Girl – Lana Del Rey

11. Born to Die – Lana Del Rey

12. Summertime Sadness – Lana Del Rey

13. Radio – Lana Del Rey

14. Venice Bitch – Lana Del Rey

15. Lolita – Lana Del Rey

16. Let’s Go Crazy – Tori Kelly, Taron Egerton, Reese Witerspoon & Nick Kroll – Sing 2

17. A Thousand Years – Christina Perri

18. Dengerous Woman – Ariana Grande

19. 24 Hours – Sky Ferreira

20. Iris – The Goo Goo Dolls

Gdzie leży Telen? Serio, nie wiesz? Nie słyszałeś – nie słyszałaś o małym, uroczym Telen, położonym nad zalewem, z dala od dużego miasta, z którego docierają tu tylko chińskie ciuchy i smog niesiony wiatrem? Nie rozpoznajesz po nazwie, po krążących lokalnych plotkach i zapachu bułek z „Bakery & More”?

Nie? Nic?!

A hasła: „Najlepszy rodzinny biznes”, „Niebiańskie cynamonki” oraz „Uśmiechnij się, bo sąsiadka patrzy!” nie brzmią ci znajomo? Nic w pamięci nie dzwoni?

Jeśli wciąż nie, to sorry. Nie pomogę. Bo to oznacza, że nie jesteś z Telen, a my tutaj cenimy sobie kameralność, intymność i dyskrecję. Wysil się i sam spróbuj zgadnąć. Zostawię ci kilka wskazówek, ale nie myśl, że będzie łatwo.

Wskazówka numer jeden: Stars Hollow.

Reszta jest w mojej opowieści.

Pozdrawiam

Hal

Rozdział 2

Edmundo, Ed. Ciekawe, jak na niego wołają rodzice? „Edmundo” brzmi tak poważnie i oficjalnie, ale Ed zbyt luzacko. Może Edi?

– Bóg zapłać… – Staruszka przede mną zbliżyła usta do wiszącej na drewnianym konfesjonale stuły. Schyliła się mocno przyklękając na prawe kolano, a potem wciąż zgarbiona przesunęła się w stronę rzędu ławek kościelnych. Zapach wilgoci i stęchlizny mieszał się z zapachem kadzidła, które nie opuszczały starych murów kościółka. Rzeźby, obrazy i witraże spoglądały na wiernych z góry. Obok mnie wisiał obraz przedstawiający Świętego Antoniego Padewskiego. Spojrzałam na jego uśmiechniętą twarz:

– Może mi znajdziesz męża, a może już mi znalazłeś? – szepnęłam i zrobiłam dwa kroki w stronę welurowej spłaszczonej poduszki, leżącej na klęczniku. Od drugiej strony kolejna kobieta wyznawała swoje grzechy, tak głośno, że nie dało się nie słuchać.

Do kościoła chodziłam z przymusu, „bo trzeba, bo wypada, bo co ludzie powiedzą”. Nie protestowałam, bo nie umiałam. Siadałam po prostu w ławce i myślałam… Myślałam, o czym tylko chciałam. Analizowałam dzień, ludzi wokół i moje nudne życie.

– Kobieta jest stworzona do miłości i tej miłości szuka. Trzeba mądrze rozdzielać, co jest miłością, a co pociągiem fizycznym. Módl się do Matki Bożej codziennie, powierzaj jej swoją kobiecość, byś w przyszłości stała się wspaniałą żoną i matką. I pamiętaj, że intymność jest zarezerwowana tylko dla męża – produkował się wikary w konfesjonale.

Ilekroć słyszałam podobne zdania, zastanawiałam się, w jakiej epoce żyjemy i dlaczego wszystkich mierzymy jedną miarą? A co, jeśli ja nie zechcę być matką czy wspaniałą żoną? Czy o to też mam się modlić?

Wracałam z głową pełną przemyśleń i rozkmin. Szkoda tylko, że ani ksiądz, ani rodzice by ich nie pochwalili. Dlatego uśmiechałam się, przytakiwałam, a w głowie miałam swoje. Nie mówię, że kościelne nauki są złe. Nie, nic z tych rzeczy. Może komuś one pasują, a nawet kogoś zachwycają.

Po prostu dla mnie są… trochę niewygodne. A jak coś uwiera, to trzeba to dopasować. Jakoś. Rozciągnąć, jak skarpetkę w ręku.

* * *

– Melisa, o której wróci twoja mama? – Weszłyśmy do mieszkania Mel. Dwupokojowe, wynajmowane, z balkonem z widokiem na zalew – lub bardziej romantycznie: na lagunę. Jeden pokój zajmowała matka Melisy, a drugi ona. Pokój mamy był zawsze zamknięty. Raz jeden do niego zajrzałam, gdy Mel wślizgnęła się pożyczyć jej bluzkę.

– Wróci jak zwykle w nocy, gdy skończy drugą zmianę. – Otworzyła drzwi swojego królestwa i wpuściła mnie do środka. Sama wyszła do przedpokoju i włączyła odświeżacz powietrza do kontaktu. Po mieszkaniu szybko rozpłynęły się konwalie. Na osiedlu Mel był problem z kanalizacją i często zawiewało szambem.

– Widziałyście się rano? – Podeszłam do okna i wyjrzałam. Dawno niemyta szyba nie umniejszała boskiej panoramy, która była najlepszą częścią tego mieszkania. Przestrzeń, woda, trochę zieleni i żaglówki. Wiosną i latem całe mnóstwo.

– Nope. W tygodniu się mijamy. Gdy ja wstaję, ona śpi niedźwiedzim snem. Gdy wracam ze szkoły, ona już zdąża wyjść do roboty.

– Dobrze, że macie weekendy dla siebie – dodałam niepewna, czy rzeczywiście spędzają je razem.

– Powiedzmy – prychnęła. – Matka w weekendy też często łapie dodatkowe zmiany, a ja mam swoje sprawy. – Stanęła w progu pokoju i pokazała mi nową sukienkę, wyglądającą na drogą. Przyłożyła do siebie i zapytała:

– Jak ci się podoba? To prezent od Samuela. Uważa, że wyglądam w niej bardzo hot.

Nie dało się zaprzeczyć. Wąski kawałek materiału na pewno dokładnie opinał każdy fragment jej ciała.

Powiodłam wzrokiem po pokoju. Proste meble w stylu skandynawskim. Trochę książek, szkatułka na biżuterię, kilka flakonów markowych perfum, Coco Mademoiselle Chanel i innych zabawnie kontrastowało ze zwisającą z sufitu żarówką bez abażura i polarowym kocem udającym narzutę na łóżko.

– Ty we wszystkim wyglądasz szałowo. Wiesz o tym. – Podniosłam kciuk w górę. Nawet nie próbowałam sobie wyobrażać Mel w tej kiecce. Moja pruderyjność mi na to nie pozwalała. Wiedziałam jedno: mnie nie kręciły tak seksowne ubrania ani starsi faceci. To wykraczało poza moją strefę komfortu. Nie chciałam wnikać, jakie mieli układy i układziki. Kto i co na tym ugrywał i zyskiwał. Kto jaką płacił cenę…

Wiedziałam tylko, że moja babcia powtarzała, że dziewczynka wychowywana bez ojca w przyszłości może chcieć sobie zapełnić pustkę szukając starszego faceta, takiego „tatusia-partnera”. Czy studenci Mel to już ta kategoria? W końcu byli tylko kilka lat starsi. Czy może zwyczajnie ich wykorzystywała, zyskując drogie prezenty? Raczej to drugie, ale nie wtrącałam się. To były jej sprawy. Wyglądała na szczęśliwą, a to było dla mnie najważniejsze.

– Okej! Sytuacja jest taka, że lodówka jest kompletnie pusta – krzyknęła z kuchni, trzaskając drzwiczkami. – Mamy dwa wyjścia: idziemy do marketu po zakupy, tylko mam mało kasy na karcie, albo wracamy do ciebie, ratując paczkę u twojej mamy. – Wycelowała we mnie telefon z aplikacją, w której właśnie złapała paczkę składającą się z chleba, trzech cynamonek i z trzech makaroników. – Uśmiechnęła się, jakby decyzja była z góry podjęta. – Lecimy ratować paczkę!

Weszłyśmy i wyszłyśmy.

Ratowanie paczek to był ulubiony sposób na kolację Melisy. Śledziła trzy podobne aplikacje i wyłapywała okazje. Potrafiła upolować wielką porcję sushi pięć razy taniej. A od kiedy nasza piekarnia dołączyła do programu, Mel korzystała i z niej. Nam przestało się marnować jedzenie, a ludzie płacili kilka razy mniej. Każdy był zadowolony.

Rozdział 3

Drugi lutego 2024

– Hal!!! Zaspałaś!!!! – pisnęła Emma, której od jakiegoś czasu co rano robiłam śniadanie. Tak już się w naszym domu utarło, że na starszej siostrze spoczywają obowiązki opiekowania się młodszą. Co z tego, że jest tylko dwa lata młodsza i również ma dwie ręce…

Otworzyłam oczy. Powolnie i niechętnie. Światło poranka wpadło przez skośne okna i osiadło na białej meblościance. Spojrzałam na sufit. Pierzaste obłoki przesuwały się żwawo. Znacznie żwawiej niż ja w tym momencie. Nie zważając na wołania siostry, naciągnęłam na siebie kołdrę, a uszy wcisnęłam w poduszkę. Zmrużyłam ponownie powieki. Jeszcze minutkę… Wyobraziłam sobie, jak do mnie podchodzi… i staje naprzeciwko. Pachnie wspaniale. Męsko. Przechyla głowę i zbliża się niebezpiecznie. Nachyla coraz bliżej i bliżej. Dzieli nas tylko odległość tabliczki czekolady. Uśmiecha się szeroko. Ja zadziornie wsuwam do ust kosmyk włosów, a wtedy on wyciąga rękę, by złapać mnie za nadgarstek i przyciągnąć do siebie. Ręka sunie w moim kierunku, oczy nie odrywają się od moich i…

– WSTAAAAAAWAJ! – Emma uderzyła mnie z całej siły drugą poduszką w twarz. Pierze rozsypało się po całym pokoju, mieszając się z drobinami kurzu, widocznego pod światło.

– GŁUPIA! – Zerwałam się gwałtownie, wściekła. Aż mi żyła na skroni pulsowała. Wydarłam się tak, że natychmiast złapałam się za bolące gardło. Pieczenie przypomniało mi o niedawno porzuconych lekcjach śpiewu. – Powaliło cię!? – Czułam, jak krew pulsuje nerwowo i napływa do mózgu.

– Spóźnię się przez ciebie! – Siostra nie spuszczała z tonu. Krzyczała z zaplecionymi na piersiach rękami. Zdążyła już umalować oczy i nałożyć błyszczyk. Z domu wychodziła tylko „zrobiona”. Babcia mawiała, że nic dobrego z niej nie wyrośnie i że całą nadzieję pokładała we mnie. Miło. Tylko czemu to ja robiłam jej śniadanie?!

– Nie dramatyzuj! – Zsunęłam kołdrę na bok łóżka i wyskoczyłam, przepychając Emmę. Prychnęła, przewróciła oczami i zdmuchnęła piórko unoszące się przy jej nosie. Bosymi stopami przemaszerowała po dywanie, jęcząc i stękając.

– Co na śniadanie? – zapytała potulniejszym tonem, a ja próbując to zignorować, wślizgnęłam się do łazienki i zatrzasnęłam przed nią drzwi. Odkręciłam kran lodowatej wody, zwilżyłam twarz. Emma dobijała się nerwowo. Nabrałam głęboko powietrza i policzyłam w myślach do dziesięciu. Siostra napierała coraz mocniej:

– Hal! Będziesz się smażyć w piekle!!!

Przewróciłam oczami, a potem wpatrzyłam się w swoją twarz ociekającą wodą. Blade, ale okrągłe policzki przypominały skórkę brzoskwini. „Przynajmniej nie mam pryszczy” – stwierdziłam i ciasno przycisnęłam górę od piżamy do ciała. Krągłości się ledwie zarysowały. „Ani piersi…” – Westchnęłam i sięgnęłam po ręcznik o zapachu lawendy. Mrużąc oczy, wtuliłam twarz w miękką tkaninę. Liliowy odcień ręcznika perfekcyjnie komponował się z białymi płytkami o nieregularnych, złotawych żłobieniach, stylizowanych na wiekowe. Lustro zajmujące szerokość blatu i ceramicznej umywalki odbijało leniwe słońce, wpadające z okna znajdującego się z prawej strony od wejścia. Na parapecie leżały tony kosmetyków, pojemnik na waciki i kolejne dwa lusterka. Mniejsze, na metalowej nóżce i większe, powiększające. Cienie, pudry i szminki tłoczyły się w kącie, starannie pokryte puchatą warstwą pudru.

– Dobrze, już wychodzę… – Odwiesiłam ręcznik na podłużny wieszak, umyłam zęby i po chwili schodziłam do kuchni.

– Hal! – Emma wprost kipiała gniewem. Gdyby dorwał ją teraz satyryk, zrobiłby z jej twarzy czajnik z buchającą parą albo pitbula w natarciu. Jednak przyzwyczajona do temperamentu młodszej siostry, nie dałam się wyprowadzić z równowagi. Znałam swoje obowiązki i zdawałam sobie sprawę, że zrobienie śniadania mnie nie ominie. To, co mogłam zignorować, to fochy, dąsy i narzekania.

Kuchnia zapraszała otwartą przestrzenią, połączoną z salonem. Gigantyczna drewniana wyspa dzieliła te dwa pomieszczenia, udając jednocześnie stół. Emma zrzuciła skórzaną torbę z ramienia i postawiła ją na blacie. Czarna, sztywna, zapinana od góry na suwak. Dokładnie taka, jaką noszą panie do biura. Emma mimo czternastu lat preferowała w ubiorach elegancki styl. Wąskie spódniczki, dopasowane koszule, okulary zerówki – obowiązkowo złote, duże i markowe. Na stopach najchętniej widziałaby szpilki, ale póki co musiała zadowolić się balerinami.

– W przyszłości będę bizneswoman albo stewardessą! – rzuciła, gdy akurat stawiałam patelnię na indukcji. Grzmotnęłam ciut za silnie, oczywiście z poirytowania.

– Ożesz… – Na szczęście nie pękła.

Emma znowu posmarowała usta błyszczykiem z mocnym pigmentem śliwkowym i wyciągnęła komórkę, by zrobić sobie selfie. Bielutkim zębom niewiele brakowało do tak zwanego Hollywood smile. To znaczy moim zdaniem nie brakowało niczego, ale Emma czepiała się zbyt dużej przerwy między jedynkami. Rodzice nie zgodzili się na aparat. Siostra przez tydzień się do mnie nie odzywała, wydziwiając, że mnie faworyzują. Osobiście uważałam, że po prostu bali się jej rosnącej próżności. A może nie mieli kasy, tylko nie chcieli się do tego przyznać?

– Dobrze się ucz, to pogadamy – przygadałam siostrzyczce.

Tłuszcz zaskwierczał. Po pomieszczeniu rozszedł się zapach smażonego bekonu. Przykręciłam kurek na kuchni.

– Sama się dobrze ucz, ja nie muszę. – Uśmiechnęła się szeroko i oparła brodę o dłonie. Zamrugała ciężkimi od tuszu rzęsami. – Mogę robić, co chcę. I nikt mi tych moich planów nie popsuje.

Zacisnęłam zęby, nie chcąc powiedzieć kilku słów za dużo. Kłótnie nie wychodziły nam najlepiej. Jak Emma się na coś uprze, to zdania nie zmieni. Liczyłam, że kiedyś los utrze jej nosa.

– Proszę… – Przed Emmą stanął talerz przystrojony w jajecznicę, boczek, z dwiema kromkami przesmarowanego masłem chrupiącego chleba. Czego jak czego, ale pieczywa nigdy u nas nie brakowało. Logo „Bakery & More” panoszyło się po całym domu. „Bakery & More” na torbach papierowych, na torbach lnianych na ramię, na kubkach, na zdjęciach na ścianie w salonie, na dyplomach na klatce schodowej, na koszulkach, bluzach i fartuchach. „Bakery & More” na opakowaniach bułki tartej, torbach z mąką, a ostatnio nawet na akcesoriach kawowych. Firmowe kubki na wynos lubiłam najbardziej: błękitne z białą obwódką i pomarańczowym napisem. Obsługując klientów, czasem dorysowywałam markerem serduszka, kwiatki albo emotki. Jak nie było kolejki, zdarzało mi się dopisać jakieś słowo albo zdanie, na przykład: „Miłego dnia”, „Uśmiech!” albo „Świetna fryzura”.

Spojrzałam z zadowoleniem na danie, które ułożyłam artystycznie, wzorując się na fotkach z Instagrama. Choć gotowanie dla rodziny zajmowało mi sporo czasu, lubiłam to. Odczuwałam satysfakcję, widząc zadowolonych smakoszy. Te rozszerzające się powieki, skapujące ślinki i najedzone brzuchy.

Kiedyś będę mieć własną rodzinę, męża, dzieci, najlepiej trójkę, i będę im gotować jak Jamie Olivier albo spece od MasterChefa. Chwyciłam widelec z resztką ściętego jajka i wsunęłam do ust. Wyobraziłam sobie synka o ciemnej cerze, który stoi przy mnie i wpatruje się takimi wielkimi brązowymi oczami. Za nim idzie Ed z bliźniaczkami na rękach. Podchodzi i całuje mnie w usta, czule i delikatnie. Potem odstawia dziewczynki na ziemię, przybliża się na krok i palcem przesuwa po szyi, dekolcie i w dół. Zastygam, odczuwając pragnienie schowania się z mężem w sypialni.

– A co ty tak liżesz ten widelec? – Emma zaczęła się śmiać, trzymając w ręku telefon wycelowany prosto we mnie. – Seks oralny z widelcem! Tego jeszcze nie grali!

Z oburzeniem rzuciłam widelcem w stronę siostry, która prawie płakała, zanosząc się chichotem:

– Wrzucę to na Tik-toka! Będziesz gwiazdą!

– Nie waż się! Wykasuj to! Słyszysz! Wykasuj to!

– Nie pękaj! Trzeba się trochę wyluzować!

Emma wybiegła do przedpokoju, zgarniając w locie płaszcz, torbę i buty Emu. Zostawiła za sobą trzask drzwi i głośny rechot.

Cisnęłam nerwowo naczynia do zlewu. Miałam ochotę ukręcić jej głowę! Głównie dlatego, że przerwała takie piękne marzenie… i dlatego, że obawiałam się oczernienia w internetach. Gdyby to się wydało, rodzice zabraliby jej telefon, ale czy to ją powstrzyma?

Nasza relacja nie należała do wrogich, toksycznych czy zimnych. Po prostu totalnie się różniłyśmy. Żyłyśmy jakby na osobnych planetach. Ona od urodzenia wiedziała, czego chce. Była silna i władcza. Nawet rodzice szybko przestali prosić ją o jakąkolwiek pomoc w piekarni, bo zawsze COŚ WAŻNEGO akurat robiła: zgłębiała nowe hobby, na przykład wzorki do manicure, szlifowała dodatkowy język obcy, a ostatnio doszły zaburzenia snu: problemy z zasypianiem i ze wstawaniem, które, między nami mówiąc, pojawiły się od kiedy niejaki @Jacob15 zaczął przysyłać jej czekoladki i ręcznie robione świeczki. Za to te zaburzenia zrzuciły na mnie przygotowywanie jej śniadań. Jak to rodzice ujęli:

– Hal, twoja siostra przechodzi trudne chwile, ma problemy związane ze snem. Długo nie może zasnąć, próbuje, próbuje i nic, a potem jest bardzo zmęczona rano. To na pewno ma związek ze zmianami hormonalnymi nastolatków i ustabilizuje się za kilka miesięcy. Czy możemy cię poprosić o pomoc w robieniu jej śniadań do tego momentu?

Jeśli gałki oczne byłyby w stanie wyskoczyć, moje podjęłyby próbę właśnie wtedy.

Otworzyłam usta, żeby zareagować, uwypuklić im absurd tych słów i zapytać: a co z moim snem?! I moimi zmianami hormonalnymi?! Też jestem nastolatką!

Zamiast tego mama użyła magicznego:

– Proszę cię, córciu, bardzo nam pomożesz. Wiesz, że mamy ostatnio sporo dodatkowych zleceń… – Mama złapała się za skronie, rozmasowując je. – Wiesz, jaka jest Em, jak się czegoś czepi, to nie ma zmiłuj. Będzie robić dramy i strzelać fochy. A przecież ty i tak robisz sobie śniadanie, więc… po prostu zrobisz dwa.

– A przecież robisz najlepsze śniadania! – dorzucił tata, który wyskoczył jak Filip z konopi, wyłaniając się z zaplecza piekarni, jak zawsze umorusany mąką.

Nie odmówiłam im. Nie umiałam tego robić. A nawet gdybym potrafiła, chyba i tak bym się zgodziła. Co prawda Em totalnie przegięła z bajeczką o zaburzeniu snu. Gdyby wyszło na jaw, że po prostu zarywa nocki na randkowaniu z kolesiem z zagranicy, którego poznała niedawno na wymianie we Francji, rodzice dostaliby zawału! Dla ich dobra i dla dobra rodziny zgodziłam się im pomóc. Im. Nie Emmie. Ona była tutaj pasożytem, grzybem, hubą.

– Wierzę, że dobro wraca i że nawet Emma to kiedyś doceni i mi się odwdzięczy. (Naiwna ja? Hm…).

Rozdział 4

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Opracowanie graficzne okładki oraz ilustracja na okładce

Jakub Mathia

Redaktor prowadząca

Alicja Oczko

Opieka redakcyjna

Elżbieta Derelkowska

© 2026 by Irmina Szadkowska-Filipowicz

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2026

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

HarperCollins jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC.

Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

ul. Domaniewska 34a

02-672 Warszawa

HarperYA jest imprintem młodzieżowym HarperCollins Polska

www.harperya.pl

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-291-2454-6

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek