11,99 zł
Romantyczna archeolog Lily Rose pragnie miłości, rodziny i gromadki dzieci. Kolejne rozczarowanie mężczyzną, który ją oszukał, nie zniechęca jej. Jednak by wyleczyć zranione serce, potrzebuje przelotnego romansu. Najlepszym kandydatem wydaje się jej szef Nik Zervakis, grecki playboy i milioner, w którym na pewno nigdy się nie zakocha i za którego nigdy nie wyszłaby za mąż…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 152
Rok wydania: 2026
Sarah Morgan
Nie poślubię milionera
Tłumaczenie:
Jan Kabat
Tytuł oryginału: Playing by the Greek’s Rules
Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2015
Redaktor serii: Marzena Cieśla
Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla
© 2015 by Sarah Morgan
© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2016, 2026
Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.
Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.
Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.
HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.
Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.
Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
HarperCollins Polska sp. z o.o.
02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A
www.harpercollins.pl
ISBN: 978-83-291-3088-2
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
Lily naciągnęła kapelusz, by osłonić oczy przed gorącym greckim słońcem, i łyknęła wody z butelki. Usiadła na spieczonej ziemi, podczas gdy jej przyjaciółka oczyszczała z grudek ziemi starannie oznaczony fragment rowu.
‒ Jeśli kiedykolwiek wspomnę o miłości, możesz mnie tu zakopać.
‒ To komora grzebalna. Wrzucę cię tam, jeżeli chcesz.
‒ Wspaniały pomysł. „Tu spoczywa Lily, która strawiła życie na studiowaniu dziejów gatunku ludzkiego i nie potrafiła zrozumieć mężczyzn”.
Spojrzała ponad ruinami starożytnego miasta Aptery. Za ich plecami połyskiwało w upale piękno Gór Białych, a przed nimi rozciągał się migotliwy błękit Morza Kreteńskiego.
Brittany usiadła i otarła pot z czoła.
‒ Przestań się zadręczać. Ten facet to kłamliwy szczur. – Zerknęła ku grupie mężczyzn pogrążonych w rozmowie. – Na szczęście leci jutro do Londynu do swojej żony. Niech Bóg ma w opiece tę kobietę.
‒ Nie wypowiadaj słowa „żona”. Czuję się koszmarnie.
‒ Powiedział ci, że jest singlem. To on kłamał. Jutro już nie będziesz musiała na niego patrzeć, a ja nie będę miała ochoty go zabić.
‒ A jeśli ona się dowie i zechce się rozwieść?
‒ Będzie miała szansę życia z kimś lepszym. Zapomnij o nim.
Jak mogła zapomnieć, skoro wciąż o tym myślała?
Czy tak bardzo pragnęła znaleźć kogoś wyjątkowego, że zignorowała znaki widoczne gołym okiem?
‒ Planowałam naszą przyszłość. Mieliśmy w sierpniu objechać wyspy greckie. Zanim wyjął z portfela zdjęcie rodzinne zamiast karty kredytowej. Te tulące się do niego dzieciaki. Jak mogłam popełnić tak koszmarny błąd w ocenie? Rodzina jest dla mnie świętością. Mając do wyboru rodzinę albo pieniądze, za każdym razem wybrałabym rodzinę. – Przyszło jej do głowy, że brakuje jej jednego i drugiego. – Nie wiem co gorsze: że w ogóle mnie nie znał czy że porównałam go ze swoją listą i wydał mi się doskonały.
‒ Z listą?
‒ Próba zachowania obiektywności. – Pomyślała o emocjonalnym ugorze, jakim była jej przeszłość, i doznała poczucia porażki. Czy tak miała wyglądać jej przyszłość? – Kiedy bardzo się kogoś pragnie, może to zakłócić proces podejmowania decyzji. Znam podstawowe cechy, jakimi musi się odznaczać mężczyzna, żeby zapewnić mi szczęście. Nie umawiam się z nikim, kto nie spełnia trzech warunków.
‒ Duży portfel, duże ramiona i duży…
‒ Nie! Jesteś okropna. – Lily się jednak roześmiała. – Po pierwsze musi być czuły. Po drugie musi być uczciwy, choć nie wiem, jak to sprawdzić. Myślałam, że profesor Ashurst też taki jest. Nie mówię już o nim „David”. – Zerknęła na archeologa, który ją olśnił. – Masz rację. To kłamliwy drań.
‒ Nazwałam go kłamliwym szczu…
‒ Nigdy nie wypowiem tego słowa.
‒ Powinnaś. Ma moc terapeutyczną. Ale nie mówmy o nim. Profesor Dupek to już historia, jak wszystko, co wykopujemy. Co jestem numerem trzecim na twojej liście?
‒ Wiara w wartości rodzinne. Teraz wiem, dlaczego mnie zmylił. Bo już miał rodzinę. Moja lista ma wyraźną skazę.
‒ Nie. Potrzebny ci jest bardziej wiarygodny test na uczciwość. I może powinnaś dodać do tej swojej listy określenie „singiel”. Musisz się odprężyć. Przestań szukać trwałego związku i zabaw się.
‒ Mówisz o seksie? Nic z tego. Muszę być w facecie zakochana, żeby z nim sypiać. Jedno z drugim jest w moim przypadku nierozerwalnie związane. A w twoim?
‒ Seks to seks, miłość to miłość. Jedno jest przyjemnością, drugiego należy za wszelką cenę unikać.
‒ Ja tak nie myślę. Coś ze mną nie tak.
‒ Wręcz przeciwnie. To nie zbrodnia pragnąć związku. Oznacza po prostu, że często łamiesz sobie serce. – Brittany odsunęła włosy z czoła. – Co za upał, a jeszcze nie ma dziesiątej.
‒ To lato, w dodatku Kreta.
‒ Dałabym wszystko za kilka godzin spędzonych w domu. Nie jestem przyzwyczajona do takiej pogody.
‒ Całe lato kopiesz nad Morzem Śródziemnym.
‒ I jęczę każdego dnia.
Brittany wyciągnęła nogi, a Lily poczuła ukłucie zazdrości.
‒ Wyglądasz w tych szortach jak Lara Croft. Niesamowicie.
‒ Za dużo łażenia w poszukiwaniu pradawnych reliktów. Posłuchaj, nie myśl więcej o tym facecie. Wybierz się z nami wieczorem na oficjalne otwarcie nowego działu muzeum archeologicznego, a potem spenetrujemy bar na wybrzeżu. Profesora tam nie będzie, więc zapowiada się wspaniały wieczór.
‒ Nie mogę. Rano dzwonili z agencji zatrudnienia i zaproponowali mi sprzątanie.
‒ Jesteś magistrem archeologii. Po co ci te fuchy?
‒ Muszę spłacić studia. Zresztą uwielbiam sprzątać. To mnie odpręża.
‒ Uwielbiasz?!
‒ Nie ma to jak doprowadzić czyjś dom do porządku, choć szkoda, że wypadło akurat dzisiaj. Na pewno świetnie bym się z wami bawiła, ale skupię się na pieniądzach. Płacą ekstra. Sytuacja awaryjna.
‒ Sprzątanie to sytuacja awaryjna?
‒ Czasem. Właściciel postanowił nagle wrócić. Większość czasu spędza w Stanach. Wyobrażasz sobie? Ktoś jest tak bogaty, że nie potrafi się zdecydować, w której posiadłości chce nocować?
‒ Jak się nazywa?
‒ Nie wiem. Ochrona wpuści nas o wyznaczonej porze, a cztery godziny później moje konto powiększy się o znaczną sumę.
‒ Cztery godziny? Co to, pałac minojski?
‒ Willa. Mam dostać plan parteru. I nie wolno mi robić kopii.
‒ Plan parteru? – Brittany omal nie zachłysnęła się wodą. – Zaintrygowałaś mnie. Mogę iść z tobą?
‒ Jasne… sprzątanie czyjejś łazienki jest o wiele bardziej ekscytujące niż koktajl na tarasie muzeum, kiedy nad Morzem Egejskim zachodzi słońce.
‒ To Morze Kreteńskie.
‒ Geograficznie wciąż Egejskie, ale tak czy owak zamiast iść na przyjęcie, będę czyściła podłogę. Czuję się jak Kopciuszek. A ty? Zamierzasz kogoś poznać i rozbudzić uśpione życie miłosne?
‒ Nie mam życia miłosnego, tylko seksualne, które na szczęście nie jest uśpione.
‒ Może masz rację. Muszę wykorzystywać mężczyzn erotycznie zamiast traktować każdy związek poważnie. Byłaś jedynaczką? Nie chciałaś mieć rodzeństwa?
‒ Nie, ale dorastałam na małej wyspie. To tak, jakby się żyło w dużej rodzinie. Wszyscy o wszystkim wiedzieli.
‒ Miałaś szczęście. Ja byłam chorowitym dzieckiem i nikt nie mógł długo ze mną wytrzymać. Cierpiałam na koszmarną egzemę, zawsze chodziłam w bandażach. Nikt nie chciał dzieciaka, któremu coś dolega.
‒ Jezu, Lily, rozdzierasz mi serce, a nie jestem sentymentalna.
‒ Zapomnij o tym. Powiedz mi o swojej rodzinie.
Uwielbiała słuchać takich historii. Przypominały jej barwny sweter, którego sploty zapewniały ciepło i chroniły przed chłodnymi wichrami życia.
‒ Jesteśmy normalną amerykańską rodziną. Rodzice rozwiedli się, kiedy miałam dziesięć lat. Mama nienawidziła życia na wyspie. W końcu wyszła ponownie za mąż i przeniosła się na Florydę. Tata był inżynierem i całe życie pracował na platformach wiertniczych. Mieszkałam z babcią na Puffin Island.
‒ Była ci bliska?
‒ Bardzo. Umarła kilka lat temu, ale zostawiła mi chatę nad morzem, żebym miała dokąd wracać. – Wsunęła łopatkę w ziemię. – Babcia nazwała ten dom Domem Rozbitka. Mówiła, że jest dla ludzi zagubionych w życiu, nie na morzu. Wierzyła, że ma uzdrawiającą moc.
‒ Chętnie spędziłabym tam miesiąc. Muszę się uzdrowić.
‒ Czuj się zaproszona.
‒ Może skorzystam. Wciąż nie wiem, co robić z sierpniem.
‒ Wiesz, czego ci potrzeba? Seksu. Dla samej przyjemności, bez tych uczuciowych bzdur.
‒ Nie znam takiego. Zawsze się zakochiwałam.
‒ Więc znajdź sobie kogoś, w kim nie mogłabyś się nigdy zakochać. Kogoś, kto zna się na sprawach łóżkowych. Nie będziesz niczym ryzykować. – Urwała, kiedy zbliżył się do nich Spyros, archeolog z miejscowego uniwersytetu. – Odejdź, Spy, to rozmowa dziewczyn.
‒ Jak myślisz, dlaczego się do was przyłączam? To bardziej interesujące niż rozmowa, którą przed chwilą prowadziłem. – Podał Lily puszkę coli dietetycznej. – To nieudacznik.
‒ Wiem. Otrząsnę się z tego.
Kucnął obok niej.
‒ Mam ci pomóc? Słyszałem coś o seksie. Jestem do usług.
‒ Jesteś koszmarnym flirciarzem. Nie ufam ci.
‒ Nie musisz, chodzi przecież o seks. Potrzebujesz prawdziwego mężczyzny. Greka, który wie, jak sprawić, żebyś poczuła się kobietą.
Lily parsknęła śmiechem. Nie miała rodziny, ale miała przyjaciół.
‒ Zapominasz, że kiedy nie sprzątam willi bogaczy ani nie haruję tu za darmo, to pracuję dla najczystszego okazu greckiej męskości.
‒ No tak. – Spyros się uśmiechnął. – Nik Zervakis. Szef potężnego ZervaCo. Przedmiot fantazji każdej kobiety.
‒ Nie mojej. Nie ma dla niego miejsca na mojej liście.
Brittany pokręciła głową.
‒ Zdradź co nieco. Chcę wiedzieć o nim wszystko. Począwszy od stanu konta, a skończywszy na tym, skąd u niego tak wspaniałe mięśnie, które widziałam na jakimś zdjęciu.
‒ Niewiele o nim wiem. Jest genialny i onieśmiela wszystkich. Na szczęście spędza większość czasu w San Francisco albo w Nowym Jorku. Odbywam u niego staż od dwóch miesięcy i przez ten czas odeszły dwie jego asystentki.
‒ Dlaczego?
‒ Nie wytrzymały. Robota jest nieludzka, niełatwo też dla niego pracować. Patrzy na człowieka tak, że ma się ochotę zniknąć. Ale jest przystojny. Kobiety gadają o nim cały czas.
‒ Wciąż nie rozumiem, dlaczego tam siedzisz.
‒ Próbuję tego i owego. Mój grant badawczy kończy się w tym miesiącu. Nie wiem, czy będę mogła to ciągnąć. Muzeum nie płaci zbyt dobrze, nie chcę zresztą mieszkać w dużym mieście. Uczyć też nie mam zamiaru…
‒ Jesteś ekspertem w ceramice.
‒ To tylko hobby.
‒ Masz talent. Powinnaś się tym zająć.
‒ Nie wyżyje się z tego, a marzenia nie pokryją rachunków. Czasem żałuję, że nie studiowałam prawa, ale nie nadaję się do roboty biurowej. Nie radzę sobie z techniką. Popsułam ostatnio fotokopiarkę, ale warto mieć w CV wzmiankę o tym, że pracowało się dla ZervaCo. I zanim mi powiecie, że wykształcona kobieta nie powinna się dać zastraszać, to spotkajcie się z nim.
Spyros wstał.
‒ Wielu ludzi się go boi. Dla niektórych jest bogiem.
Brittany schowała do plecaka butelkę wody.
‒ Dla tych, którym płaci, albo dla kobiet, z którymi sypia.
Lily zaczęła się wachlować kapeluszem.
‒ Jego ochrona ma trzymać je od niego z dala. Nie wolno nam łączyć żadnych rozmów, które nie były wcześniej umówione.
‒ Więc jego ludzie chronią go przed kobietami? Niesamowite. – Brittany była wyraźnie zafascynowana.
‒ Podziwiam go. Podobno nigdy nie kieruje się uczuciami. Stanowi moje przeciwieństwo. Wie, co powiedzieć, i to w każdej sytuacji. Chcę być taka jak on.
Brittany wybuchnęła śmiechem.
‒ Żartujesz.
‒ Nie. Jest jak maszyna do lodu. Też zamierzam taka być. A wy? Czy kiedykolwiek się zakochaliście?
‒ Nie! – zaprzeczył zdecydowanie Spy, ale Brittany milczała.
‒ Brittany? Byłaś kiedykolwiek zakochana?
‒ Nie wiem. Może.
‒ Coś takiego. Twarda Brittany ulega sile miłości – zauważył Spy.
Lily zignorowała go.
‒ Dlaczego uważasz, że się zakochałaś? Jakieś konkretne powody?
‒ Wyszłam za niego.
Spyros parsknął śmiechem, a Lily gapiła się tylko.
‒ No, fakt, to dobry powód.
‒ To był błąd. Wielki, jak zawsze w moim przypadku. Możesz to nazwać miłosnym tornadem.
‒ Wygląda bardziej na huragan. Jak długo trwało?
Brittany wstała.
‒ Dziesięć dni. Przestań się uśmiechać, Spy, bo wylądujesz w tym rowie.
‒ Chciałaś powiedzieć: dziesięć lat – zauważyła Lily.
‒ Nie. Dziesięć dni. Przeżyliśmy miesiąc miodowy, nie mordując się nawzajem.
‒ Co się stało?
‒ Uczucia zaćmiły mi zdrowy rozsądek. Od tamtej pory nigdy się nie zakochałam.
‒ Bo się nauczyłaś, jak tego nie robić. Podrzuć kilka wskazówek.
‒ Nie mogę. Unikanie emocjonalnego zaangażowania stanowiło coś naturalnego po tej historii z Zachem.
‒ Seksowne imię.
‒ Seksowny szczur.
‒ Jeszcze jeden. Ale byłaś młoda, a to wiele tłumaczy. A ja nie mam tej wymówki, poza tym jestem niepoprawną recydywistką. Trzeba mnie zaprogramować na nowo.
‒ Niekoniecznie. – Brittany wsadziła łopatkę do plecaka. – Jesteś po prostu ciepła, przyjacielska i urocza. Facetom się to podoba.
‒ Poza tym wystarczy na ciebie spojrzeć, by wiedzieć, że wyglądałabyś wspaniale nago – wtrącił Spy.
‒ Ciepła, przyjacielska, urocza? Wspaniałe cechy, ale niekoniecznie u kobiety. Podobno można się zmienić. No cóż, zamierzam to zrobić. Nie zakocham się więcej. Pójdę za twoją radą i zafunduję sobie niezobowiązujący seks.
‒ Dobry plan. – Spy zerknął na zegarek. – Zdejmij ubranie, a ja załatwię nam pokój.
‒ Mało śmieszne. – Lily spojrzała na niego ze złością. – Zamierzam znaleźć sobie kogoś, kogo w ogóle nie znam i do kogo nic nie czuję.
Brittany nie była przekonana.
‒ W twoich ustach brzmi to jak przepis na klęskę.
‒ Będzie idealnie. Muszę tylko wyszukać odpowiedniego faceta, który nie ma nic wspólnego z moją listą, i uprawiać z nim seks. Musi się udać. Operacja Lodowa Dama.
Nik Zervakis stał obrócony plecami do swojego gabinetu, wpatrując się w błękitne morze i słuchając swego asystenta.
‒ Zadzwonił?
‒ Zgodnie z pańskimi przewidywaniami. Podziwiam pańską domyślność. Biorąc pod uwagę takie pieniądze, już dawno straciłbym nerwy.
Nik mógł mu powiedzieć, że chodzi głównie o władzę.
‒ Skontaktowałeś się z prawnikami?
‒ Spotykają się jutro rano z przedstawicielami Lexosa. Sprawa załatwiona. Gratulacje szefie. Amerykańskie media biją się o wywiad z panem.
‒ Najpierw trzeba podpisać umowę. Potem wydam oświadczenie, ale żadnych wywiadów. Załatwiłeś rezerwację w Athenie?
-- Tak, ale wcześniej jest oficjalne otwarcie nowego działu w muzeum.
‒ Zapomniałem. Masz harmonogram?
Asystent zbladł.
‒ Nie, szefie. Wiem tylko, że chodzi o zabytki minojskie.
‒ Mam wygłosić mowę?
‒ Liczą na kilka słów z pana strony.
‒ Owszem, ale bez związku z kulturą minojską. – Nik poluzował krawat. – Przedstaw plan.
‒ Vassilis podstawi samochód o szóstej piętnaście, zdąży pan pojechać do willi i się przebrać. Po drodze zabiera pan Christine. Stolik zarezerwowano na dziewiątą.
‒ Coś jeszcze?
‒ Dzwonił pański ojciec. Kilka razy. Poprosił mnie o przekazanie wiadomości.
‒ Czyli?
‒ Pragnie panu przypomnieć, że bierze ślub w przyszłym tygodniu. Sądzi, że pan zapomniał.
Nik wcale nie zapomniał.
‒ Jeszcze coś?
‒ Oczekuje pana na uroczystości. I mam panu przypomnieć, że rodzina jest najważniejsza.
Nik nie skomentował tego. Dlaczego czwarty ślub miałby stanowić powód do świętowania? Dowodził tylko, że ktoś nie pojął wcześniej trzykrotnej lekcji.
‒ Zadzwonię do niego z samochodu.
‒ Jeszcze jedno… powiedział, że jeśli się pan nie pojawi, to złamie mu pan serce.
Było to typowe ojca. Zbyt emocjonalne.
Niklaus podszedł do biurka.
‒ Możesz odejść.
Gdy drzwi się zamknęły za asystentem, znów odwrócił się w stronę morza. Nie był nawykły do introspekcji, a przeszłość miała znaczenie tylko o tyle, o ile wpływała na przyszłość. Oddawanie się od dawna ignorowanym wspomnieniom nie było przyjemnym doświadczeniem.
Dlaczego tak się przejmował kolejnym ślubem ojca?
Nie był już naiwnym dziewięciolatkiem, zdruzgotanym przez zdradę matki i stęsknionym za poczuciem ładu i bezpieczeństwa.
Nauczył się, jak samemu o nie zadbać. Emocjonalnie przypominał niezdobytą twierdzę. Nigdy by nie pozwolił, by jakiś związek zakłócił jego spokój. Nie wierzył w miłość, a małżeństwo było dla niego czymś kosztownym i bezsensownym.
Ojciec, skądinąd człowiek inteligentny, nie podzielał jego poglądów. Potrafił stworzyć imperium biznesowe, ale w życiu miłosnym nie kierował się intelektem. Nik pomyślał, że gdyby z podobną beztroską traktował interesy, już dawno by zbankrutował.
Ojciec każdy swój związek traktował z romantycznym optymizmem, całkowicie niewłaściwym dla człowieka żeniącego się po raz czwarty. Wszelkie prośby, by zachować rozwagę, były określane jako cyniczne.
Nik zastanawiał się, jakim cudem tak dobrze radzi sobie w biznesie, podczas gdy jego rodzina przypomina spaghetti, które rozbryznęło się na podłodze.
Tym razem nie poznał panny młodej i nie zamierzał tego robić. Śluby go przygnębiały. Dwoje ludzi płacących fortunę za kolejny błąd.
Lily postawiła torbę w marmurowym holu i niemal otworzyła usta ze zdumienia. Willa Harmonia stanowiła przykład najwyższego luksusu.
Wyszła na taras.
Ogród przecinały maleńkie ścieżki prowadzące ku pomostowi nad samym morzem.
Wyrwana z oszołomienia przez uporczywy sygnał komórki, wyjęła ją z kieszeni. Okazało się, że to właściciel firmy sprzątającej. Poinformował ją, że pozostali pracownicy ulegli wypadkowi i nie dotrą na miejsce.
‒ Och, czy są ranni?
Usłyszała, że nie, ale że wóz został skasowany. Zrozumiała, że cała robota spadnie na nią.
‒ Jak mam sobie sama poradzić?
‒ Posprzątaj część mieszkalną i główną sypialnię. Zwłaszcza łazienkę.
Nie mając wyjścia, włożyła słuchawki i nucąc w takt Czarodziejskiego fletu, który wybrała na tę okazję, zabrała się do pracy.
Ten, kto tu mieszkał, z pewnością nie miał dzieci. Wszystko było wyrafinowane i odznaczało się smakiem.
Podśpiewując, dotarła kręconymi schodami do głównej sypialni i stanęła jak wryta.
W małym i dusznym pokoiku, który dzieliła z Brittany, stało jedno łóżko, tak wąskie, że już dwa razy z niego spadła. To łoże natomiast mogłoby pomieścić sześcioosobową rodzinę. Ustawiono je tak, by można było podziwiać z niego nieprawdopodobny widok na zatokę. Lily próbowała sobie wyobrazić, jak by to było spać w czymś takim.
Upewniwszy się, że nie ma w pobliżu nikogo z ochrony, wzięła komórkę i zrobiła zdjęcie łóżka i krajobrazu za oknem. Potem przesłała Brittany esemesa.
„Pewnego dnia będę uprawiała seks w czymś takim”.
Brittany odpisała: „Mniejsza o łóżko, daj mi namiary na faceta, który jest jego właścicielem”.
Lily poszła do łazienki. Duża wanna stała tuż przy oszklonej ścianie z widokiem na ocean. Kiedy już uporała się z wanną i wielkim oknem, jej uwagę przyciągnęła kabina prysznicowa ze skomplikowanym panelem.
Wcisnęła z ciekawości jeden z guzików i sapnęła gwałtownie, gdy uderzył w nią potężny strumień zimnej wody. Wcisnęła czym prędzej inny guzik i znów naraziła się na kąpiel; nic nie widziała, ubranie kleiło jej się do ciała. Waliła na ślepo w guziki, oblewana na przemian gorącą i lodowatą wodą. W końcu udało jej się zatrzymać tę powódź. Osunęła się na podłogę, próbując złapać oddech.
‒ Nienawidzę techniki.
Zebrała włosy w gruby węzeł i wycisnęła. Potem wstała, ale jej uniform ociekał i przywierał do ciała. Pomyślała, że jeśli w tym stanie wyjdzie z łazienki, to wszystko zachlapie i znów będzie musiała sprzątać.
Zdjęła ubranie i stała w bieliźnie, wyżymając swoje rzeczy, kiedy usłyszała jakieś odgłosy dochodzące z sypialni.
Sądząc, że to ktoś z ochrony, pisnęła przerażona.
‒ Halo? Proszę przez chwilę nie wchodzić, bo jestem…
Znieruchomiała, gdy w drzwiach stanęła jakaś kobieta.
Prezentowała się nieskazitelnie: szczupłe ciało okrywała jedwabna sukienka o barwie koralu, usta były starannie umalowane.
‒ Nik? – rzuciła kobieta przez ramię. – Twój popęd seksualny jest legendarny, ale warto czasem pozbyć się dziewczyny, zanim sprowadzi się nową.
‒ O czym mówisz? – dobiegł z sypialni męski głos, który Lily natychmiast rozpoznała. Wiedziała już, kto jest właścicielem tej willi.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
