Nagonka - Piotr Kościelny - ebook + audiobook + książka
BESTSELLER

Nagonka ebook i audiobook

Piotr Kościelny

4,6

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

41 osób interesuje się tą książką

Opis

Najnowszy thriller od autora takich bestsellerów jak "Łowca”, "Zwierz” czy "Dom”! We Wrocławiu napadnięto i zamordowano Jakuba - byłego partnera Bieleckiego. W tym samym czasie lekarze starają się uratować życie Moniki Warłacz i jej dziecka. Sikora z Bieleckim rozpoczynają poszukiwania zabójcy. Dokonują zatrzymania „Robsona”, z którym kiedyś związany był Jakub. W mieście dochodzi do kolejnego mordu. Tym razem ginie osoba narodowości romskiej. Sikora jest przekonany, że za tą zbrodnią stoi zabójca Kuby. Morderca umieszcza na murze cmentarza żydowskiego antysemickie napisy. W mieście wybuchają zamieszki wywołane fałszywą informacją, że za zabójstwami dzieci, które miały miejsce w ostatnim czasie, stoją przedstawiciele mniejszości żydowskiej. Wrocław kolejny raz mierzy się z seryjnym zabójcą. Śledczy muszą się spieszyć, zanim psychopata znów wyruszy na łowy… Piotr Kościelny nie zwalnia tempa, dając swoim czytelnikom to na co zawsze czekają: krwawe zbrodnie, nagłe zwroty akcji i bohaterów, których w prawdziwym życiu nie chcieliby spotkać na swojej drodze.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 583

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 13 godz. 47 min

Lektor: Kamil Pruban

Oceny
4,6 (1165 ocen)
825
230
70
32
8
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Iza_Tyrcz

Nie oderwiesz się od lektury

Mam nadzieję, Panie Piotrze, że kolejna część będzie szybko dostępna :) zostawia Pan czytelników w takim napięciu...
piwowarskaa

Nie oderwiesz się od lektury

Kończysz czytać i masz ochotę zacząć od początku……… Piotr Kościelny nie tylko funduje nam świetny kryminał ale w sposób dosadny, obrazowy i często prześmiewczy pokazuje, jak podatnym na manipulacje jesteśmy stadem. Nie brakuje ironii trafnie oceniającej obecne media, które karmią nas śmieciami oraz pokazują nienormalność jako temat godny zainteresowania i naśladowania. Po raz kolejny porusza tematy, które dla nas jako społeczeństwa są kontrowersyjne lecz dla mediów i polityki są tematami przynoszącymi dochód lub zainteresowanie w celu podbijania poparcia. I znów pozostaje mi tylko tęsknić za Sikorą…………..
50
washingtoniene

Nie oderwiesz się od lektury

Autor nie tylko tworzy głęboko psychologiczne postacie, ale też ukazuje ich wewnętrzne konflikty i dylematy. Czytelnik ma okazję zagłębić się w myśli i uczucia bohaterów, wczuć się w ich sytuacje i emocje. To niezwykle trudne zadanie, które autor wykonuje z mistrzowskim wyczuciem, pozwalając czytelnikowi pełniej zrozumieć motywacje i działania postaci. całość dostępna na instagramie: @mania.ksiazkowaniaa
20
Ohacisujep

Nie oderwiesz się od lektury

polecam
20
margaret12

Z braku laku…

Nic specjalnego
10

Popularność




Re­dak­cjaAnna Pła­skoń-So­ko­łow­ska
Ko­rektaMał­go­rzata Pod­lew­ska
Skład i ła­ma­nieMar­cin La­bus
Pro­jekt okładkiMa­riusz Ba­na­cho­wicz
Zdję­cie wy­ko­rzy­stane na okładce© Ol­lyy/Shut­ter­stock
© Co­py­ri­ght by Skarpa War­szaw­ska, War­szawa 2023 © Co­py­ri­ght by Piotr Ko­ścielny, War­szawa 2023
Ze­zwa­lamy na udo­stęp­nia­nie okładki książki w in­ter­ne­cie
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-83292-39-7
Wy­dawca Agen­cja Wy­daw­ni­czo-Re­kla­mowa Skarpa War­szaw­ska Sp. z o.o. ul. Bo­row­skiego 2 lok. 24 03-475 War­szawa tel. 22 416 15 81re­dak­cja@skar­pa­war­szaw­ska.plwww.skar­pa­war­szaw­ska.pl
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Wie­rzę, że je­dy­nym spo­so­bem na zre­for­mo­wa­nie lu­dzijest ich za­bi­cie

– Carl Pan­zram (se­ryjny mor­derca)

1.

Wro­cław, 29 lu­tego 2012 r.

Ja­siń­ski za­par­ko­wał służ­bową skodę przy kon­te­ne­rze na śmieci. Tuż przed nim stały dwa ra­dio­wozy z włą­czo­nymi sy­gna­łami bły­sko­wymi. Ka­wa­łek da­lej wi­dzieli pra­cu­ją­cych na miej­scu zbrodni tech­ni­ków. Po­ręba za­pi­sy­wał coś w no­tat­niku.

Wy­sie­dli z auta i po­de­szli bli­żej. Szef tech­ni­ków ski­nął głową na przy­wi­ta­nie.

– Co tu mamy? – spy­tał Ja­siń­ski.

– Fa­cet do­stał no­żem. Świad­ko­wie wi­dzieli sprawcę. Zdą­żył zwiać.

Ja­siń­ski spoj­rzał na pa­ra­wan, któ­rym oto­czone było ciało. Wy­jął z kie­szeni parę rę­ka­wi­czek la­tek­so­wych i za­czął je na­cią­gać na dło­nie. Jego part­ner zro­bił to samo.

– Sły­sza­łem o Mo­nice. Co z nią? – spy­tał Po­ręba.

– Jesz­cze nie mamy szcze­gó­łów – po­wie­dział Ja­siń­ski.

– Jak tu skoń­czymy, bę­dziemy je­chać do szpi­tala. Może ko­nieczna bę­dzie krew dla Moni – do­po­wie­dział Stan­kie­wicz.

– Po­wiem ci, że w szoku je­stem. – Po­ręba po­krę­cił z nie­do­wie­rza­niem głową.

– A kto nie jest. Zo­bacz, do po­rodu zo­stały ja­kieś dwa ty­go­dnie. Babka idzie na ba­da­nia i jeb. Ja­kiś na­pie­przony skur­wiel wjeż­dża w nią na pa­sach.

Szef tech­ni­ków za­mknął no­tat­nik i po­ło­żył go na sto­ją­cej przy swo­ich no­gach wa­lizce.

– A co z ty­pem? – spy­tał po chwili.

– Trzeź­wieje w pe­do­ze­cie. Rano się nim zajmą.

Po­ręba po­ki­wał głową.

– Grunt, że za­koń­czy­li­ście sprawę tego Kłu­sow­nika.

– Nie my. Oj­ciec jed­nej z ofiar. Łu­kasz z Anetą go za­wi­nęli i na dzwon­kach za­wieźli do fa­bryki. Mają za­raz go słu­chać.

– Po­wiem ci, jak się do­wie­dzia­łem, że to kle­cha, nogi się pode mną ugięły. Zwy­rol się nie­źle ma­sko­wał. Wie­cie, co było po­wo­dem ta­kiego be­stial­stwa? – za­py­tał szef tech­ni­ków.

– Nie. I pew­nie ni­gdy się nie do­wiemy. Sprawa po­szła do skrę­ce­nia, ale Ma­li­now­skim pro­rok się jed­nak zaj­mie. Może jako oko­licz­ność ła­go­dzącą po­trak­tują fakt, że skur­wiel ubił mu dzie­ciaka – po­wie­dział Stan­kie­wicz.

– Do­bra, my tu gadu-gadu, a de­nat sty­gnie. Im szyb­ciej się nim zaj­miemy, tym szyb­ciej po­je­dziemy na Bo­row­ską – po­wie­dział Ja­siń­ski i ru­szył w kie­runku pa­ra­wanu. Po­chy­lił się nad de­na­tem i ob­ró­cił jego głowę. Od razu go roz­po­znał. – O kurwa...

Stan­kie­wicz pod­szedł bli­żej i spy­tał:

– Co jest?

Po chwili on także już wie­dział. Był to ko­lega Bie­lec­kiego. Ta­jem­nicą po­li­szy­nela było, że Mi­chał był z nim kie­dyś w związku.

– No to grubo. Ktoś bę­dzie mu­siał o tym po­wie­dzieć Mi­cha­łowi – po­wie­dział Ja­siń­ski.

– Tylko kiedy? Te­raz, jak sie­dzi z Si­korą w szpi­talu? Prze­cież to go za­ła­mie.

Po­li­cjanci stali nad zwło­kami Bu­rzyń­skiego. Ża­den z nich się nie śpie­szył. Chcieli od­wlec mo­ment, kiedy będą mu­sieli po­wia­do­mić ko­legę z wy­działu o śmierci jego by­łego part­nera.

***

Si­kora pa­trzył na chi­rurga sto­ją­cego w wej­ściu na blok ope­ra­cyjny. Bał się tego, co za­raz po­wie le­karz.

– Pa­nie Si­kora, sły­szał pan, co po­wie­dzia­łem? – spy­tał me­dyk.

Bie­lecki pod­szedł bli­żej. Si­kora wy­czu­wał jego na­pię­cie. Sam też był usztyw­niony. Z za­cho­wa­nia le­ka­rza wnio­sko­wał, że stało się naj­gor­sze.

– Niech pan na­wet tego nie mówi... – po­wie­dział ci­cho.

– Nie­stety nie udało się ura­to­wać pani Mo­niki War­łacz. Zmarła pod­czas ope­ra­cji. Ob­ra­że­nia były zbyt roz­le­głe. Zro­bi­li­śmy wszystko, co w na­szej mocy. Przy­kro mi.

Chi­rurg spoj­rzał w stronę dy­żurki pie­lę­gnia­rek. Ski­nął głową, da­jąc znak jed­nej z nich, aby przy­go­to­wała śro­dek na uspo­ko­je­nie. Ko­bieta od­wró­ciła się i skie­ro­wała do są­sied­niego po­koju. Si­kora po­czuł, że w jed­nej chwili za­wa­lił mu się cały świat. Miał wra­że­nie, że za­raz upad­nie. Przy­trzy­mał się sto­ją­cego obok krze­sła. Do jego oczu za­częły na­pły­wać łzy. Stra­cił wszystko, co miał naj­cen­niej­sze. Stra­cił cząstkę sie­bie.

– A dziecko? – spy­tał Bie­lecki.

– Tu­taj wia­do­mo­ści są lep­sze. Chłop­czyk żyje, ale jest w cięż­kim sta­nie.

– Gdzie jest? – za­py­tał Si­kora, ocie­ra­jąc spły­wa­jącą po po­liczku łzę.

– Prze­wie­ziono go na po­ro­dówkę. Tam bę­dzie miał naj­lep­szą opiekę, do­póki nie bę­dziemy pewni, że nic mu nie za­graża.

– Chciał­bym go zo­ba­czyć.

– Nie­stety te­raz to nie jest moż­liwe. Taka wi­zyta bar­dziej by za­szko­dziła, niż po­mo­gła. Musi się pan uzbroić w cier­pli­wość.

Po­de­szła do nich pie­lę­gniarka z kub­kiem wody i pla­sti­ko­wym kie­lisz­kiem, w któ­rym znaj­do­wała się biała ta­bletka.

– Pa­nie Si­kora, chce pan coś na uspo­ko­je­nie? – spy­tał le­karz.

Si­kora za­prze­czył ru­chem głowy. Pie­lę­gniarka chwilę jesz­cze stała i pa­trzyła na chi­rurga, aż ten dał jej znak, aby ode­szła.

– Dok­to­rze, niech mi pan po­zwoli zo­ba­czyć moją part­nerkę – po­pro­sił Si­kora.

– Nie wiem, czy to naj­lep­szy po­mysł...

– Mu­szę się z nią po­że­gnać. Mu­szę, ro­zu­mie pan?! – Ko­mi­sarz za­ci­snął pięść, od­dy­cha­jąc ciężko. Wy­da­wało się, że za­raz ude­rzy le­ka­rza.

Bie­lecki pod­szedł do niego i przy­trzy­mał mu dłoń.

– Spo­koj­nie, Grze­chu. Pan dok­tor za­raz ci po­zwoli. Prawda, dok­to­rze?

Męż­czy­zna w bia­łym ki­tlu nie­chęt­nie ski­nął głową.

– Zgoda. Ale pro­sił­bym, aby nie trwało to zbyt długo – po­wie­dział.

Bie­lecki uśmiech­nął się do niego. Gest był sym­bo­liczny, bo tego wie­czoru ni­komu z nich nie było do śmie­chu.

***

Ja­siń­ski pod­szedł do sto­ją­cych przy ra­dio­wo­zie świad­ków. Było to dwóch męż­czyzn i ko­bieta. Obok nich mun­du­rowy spi­sy­wał ze­zna­nia.

– Do­bry wie­czór. Ja­siń­ski, ko­menda wo­je­wódzka. Pań­stwo wi­dzieli zda­rze­nie?

– Ja to na­wet się z tym za­bi­tym zde­rzy­łem. Dziw­nie się za­cho­wy­wał. Szedł i roz­glą­dał się do­okoła – po­wie­dział je­den z męż­czyzn.

– Roz­glą­dał?

– No tak. Wy­glą­dał, jakby się cze­goś oba­wiał. Zde­rzył się ze mną i prze­pro­sił. Ja ru­szy­łem da­lej, ale po chwili zer­k­ną­łem na niego. On wtedy roz­glą­dał się tak, jakby cze­goś się bał.

– Niech pan mówi, co było da­lej.

– No ja po­sze­dłem. A chwilę póź­niej usły­sza­łem krzyk. Ko­lega – świa­dek wska­zał dru­giego męż­czy­znę – po­wie­dział coś w stylu „ej, co jest?”. Po­bie­głem w tamtą stronę i wi­dzia­łem, jak ja­kiś fa­cet zwiewa. Po chwili po­ja­wiła się też ta pani.

Ja­siń­ski spoj­rzał na ko­bietę.

– Wra­ca­łam od ko­le­żanki – ode­zwała się. – I zo­ba­czy­łam, jak je­den fa­cet ude­rza dru­giego. My­śla­łam, że się biją, ale po chwili tam­ten bity upadł. A ten, co go ude­rzył, miał w dłoni nóż. Wtedy tych dwóch pa­nów się po­ja­wiło przy tym, który upadł. Zna­czy się naj­pierw je­den, a po­tem drugi pan. – Wska­zała na męż­czyzn.

– A po­tra­fią pań­stwo opi­sać tego na­past­nika? W co był ubrany? W którą stronę uciekł? – spy­tał Ja­siń­ski.

W tym sa­mym mo­men­cie pod­szedł do nich Stan­kie­wicz z no­tat­ni­kiem w dłoni.

– Ja nie wi­dzia­łam zbyt do­brze. Fa­cet jak fa­cet. Ubrany w kurtkę, na gło­wie miał czapkę.

– Sza­lik. Miał sza­lik Ślą­ska – do­po­wie­dział sto­jący obok męż­czy­zna. – Wi­dzia­łem do­kład­nie.

– A, fak­tycz­nie. Miał sza­lik – po­twier­dziła ko­bieta.

– A w którą stronę uciekł? – spy­tał Stan­kie­wicz.

– W stronę przy­stanku. – Je­den z męż­czyzn wska­zał kie­ru­nek.

Ja­siń­ski wie­dział, że sprawca praw­do­po­dob­nie jest już da­leko. Cze­kała ich masa ro­boty. Naj­waż­niej­sze te­raz jed­nak było coś in­nego. Ktoś mu­siał po­wia­do­mić Bie­lec­kiego o śmierci jego by­łego chło­paka.

***

Ży­czyń­ski otwo­rzył teczkę i przez chwilę pa­trzył na jej za­war­tość. Aneta ob­ser­wo­wała w tym cza­sie Ma­li­now­skiego.

– Do­brze, pa­nie Ma­li­now­ski. Nie ma co prze­dłu­żać. Czy przy­znaje się pan do po­zba­wie­nia ży­cia Krzysz­tofa Czar­noty? – spy­tał Łu­kasz.

– Tak.

– No to mamy pro­blem z głowy. Bę­dzie pan mu­siał zło­żyć pod­pis pod pro­to­ko­łem prze­słu­cha­nia. Oczy­wi­ście pro­ku­ra­tor jesz­cze z pa­nem po­roz­ma­wia, ale je­śli nie zmieni pan swo­ich ze­znań, to bę­dzie już czy­sta for­mal­ność.

– Za­bi­łem i nie mam za­miaru się tego wy­pie­rać.

– Ro­zu­miem.

Ży­czyń­ski za­czął pi­sać pro­to­kół. Aneta przez mo­ment przy­pa­try­wała się męż­czyź­nie. Za­trzy­many sie­dział na krze­śle ze wzro­kiem wbi­tym w blat stołu. Wy­glą­dał tak, jakby my­ślami był gdzie in­dziej.

– Jak się pan czuje? – spy­tała.

– W ja­kim sen­sie? Że cho­dzi o moje zdro­wie?

– Nie. Jak się pan czuje jako mor­derca?

Ma­li­now­ski się uśmiech­nął. Chwilę póź­niej po­wie­dział:

– Su­per. Mu­sia­łem to zro­bić. Nie mo­głem po­zwo­lić, aby ten zwy­rod­nia­lec unik­nął spra­wie­dli­wo­ści. Nie po­wi­nien taki gnój cho­dzić po ziemi i nie ma zna­cze­nia, kim jest z za­wodu.

Sęk po­ki­wała głową.

– A nie mar­twi się pan, co się sta­nie z pań­ską żoną? – za­py­tała po chwili.

– Byłą żoną – po­pra­wił ją za­trzy­many. – Je­ste­śmy po roz­wo­dzie. Ale od­po­wia­da­jąc na py­ta­nie: nie, nie mar­twię się. Magda w pełni mnie po­piera. Ona także uważa, że ten gnój za­słu­żył na śmierć.

– A czy była żona w ja­kiś spo­sób panu po­ma­gała? – za­py­tał Łu­kasz.

– To zna­czy?– Ma­li­now­ski spoj­rzał na po­li­cjanta.

– Czy miała wie­dzę na te­mat tego, co za­mie­rza pan zro­bić? Czy po­ma­gała panu wcią­gnąć Czar­notę w pu­łapkę?

Męż­czy­zna mil­czał. Wi­dać było, że za­sta­na­wia się nad od­po­wie­dzią. Aneta miała na­dzieję, że za­prze­czy i po­wie, że za­bój­stwo za­pla­no­wał sam, bez ni­czy­jego udziału i po­mocy. Nie chciała, aby matka za­mor­do­wa­nego chłopca także tra­fiła za kraty. Ta ro­dzina i tak sporo już wy­cier­piała z rąk du­chow­nego, który po­sta­no­wił za­ba­wić się w Boga.

– Nie. Magda nie miała po­ję­cia, co pla­nuję. Nie wta­jem­ni­cza­łem jej w swoje plany.

– Na pewno? – za­py­tał Ży­czyń­ski.

Ma­li­now­ski spoj­rzał na niego z uśmie­chem. Aneta była pewna, że za­trzy­many kła­mie. Nie za­mie­rzała jed­nak mu tego udo­wad­niać.

– Oczy­wi­ście. Po­pie­rała mnie, ale nie wie­działa, że za­mie­rzam za­je­bać tego pier­do­lo­nego ka­ta­basa – po­wie­dział za­bójca.

– Szkoda, że po­sta­no­wił pan wy­mie­rzyć spra­wie­dli­wość na wła­sną rękę – stwier­dziła po­li­cjantka.

– Mnie nie jest szkoda. Ktoś po­wi­nien wresz­cie za­jąć się skur­wie­lem. Ile jesz­cze miał mieć ofiar na swoim kon­cie? Chuja że­ście ro­bili, uda­wa­li­ście tylko, że chce­cie go zła­pać. Jak­by­ście po­de­szli do tego na po­waż­nie, nie mu­siał­bym brać sprawy w swoje ręce.

Aneta wie­działa, że fa­cet ma ra­cję. Za­bójca po­ja­wił się już de­kadę wcze­śniej i nie zo­stał zła­pany. Nie wie­działa, na ile na tę sy­tu­ację wpły­nęli ko­ścielni hie­rar­cho­wie. Może ja­kiś bi­skup wie­dział, co zro­bił Czar­nota, i to było po­wo­dem prze­nie­sie­nia go do Wro­cła­wia. A może śled­czy z Zie­lo­nej Góry wy­ty­po­wali sprawcę mor­derstw dzieci sprzed dzie­się­ciu lat i po­in­for­mo­wali prze­ło­żo­nych o swo­ich usta­le­niach. Może ja­kiś wyż­szy stop­niem gli­niarz zde­cy­do­wał, że za­miotą pod dy­wan sprawę księ­dza zwy­rod­nialca. Nie­stety nie będą już w sta­nie tego usta­lić. Śledz­two zo­stało za­mknięte z po­wodu śmierci po­dej­rza­nego.

***

Si­kora sie­dział na krze­śle i trzy­mał głowę na piersi swo­jej part­nerki. Jego ra­miona raz po raz drżały od pła­czu. Sto­jący w progu sali Bie­lecki czuł, że jemu też do oczu na­pły­wają łzy. Wi­dok ko­mi­sa­rza w to­tal­nej roz­sypce spra­wił, że zo­ba­czył w nim także czło­wieka. Niby silny i twardy, a szlo­chał jak dziecko. Mi­chał ro­zu­miał go, zresztą sam prze­ży­wał stratę Mo­niki. Była jego przy­ja­ciółką, kimś wię­cej niż tylko ko­le­żanką z pracy. Była kimś, przez kogo Si­kora zmie­nił się na lep­sze. Bie­lecki pa­trzył na łka­ją­cego ko­mi­sa­rza i za­sta­na­wiał się, jak ten so­bie po­ra­dzi. To, co go spo­tkało, z pew­no­ścią od­ci­śnie na nim piętno. Jed­nak nie tylko to było w tym mo­men­cie ważne. Był jesz­cze Pio­truś. Syn Si­kory i Mo­niki le­żał te­raz na po­ro­dówce. Bie­lecki zda­wał so­bie sprawę, że ten stan nie bę­dzie trwał wiecz­nie i za ja­kiś czas trzeba bę­dzie pod­jąć de­cy­zję, co da­lej. Si­kora sam nie da rady za­jąć się dziec­kiem. Nie bę­dzie po­tra­fił go prze­brać, na­kar­mić i w od­po­wiedni spo­sób o nie za­dbać.

Bie­lecki za­sta­na­wiał się, co po­wi­nien zro­bić jego part­ner. Mógł za­brać synka do domu i spró­bo­wać się nim za­jąć, na­uczyć się opieki nad ma­łym czło­wie­kiem. Py­ta­nie tylko, czy go to nie prze­ro­śnie. A może naj­roz­sąd­niej­szym roz­wią­za­niem by­łoby po­zo­sta­wie­nie chłopca w szpi­talu? Ja­kaś ro­dzina mo­głaby go prze­cież ad­op­to­wać, stwo­rzyć mu praw­dziwy dom. Dom, w któ­rym Pio­truś mógłby być szczę­śliwy. Po­sta­no­wił po­roz­ma­wiać o tym z Grześ­kiem. Naj­pierw jed­nak po­zwoli mu prze­żyć stratę uko­cha­nej.

Wy­szedł na ko­ry­tarz i otarł spły­wa­jącą po po­liczku łzę.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki