My dwie, my trzy, my cztery wyd.2 - Sarah Crossan - ebook

My dwie, my trzy, my cztery wyd.2 ebook

Sarah Crossan

0,0
14,99 zł

lub

0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego


Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym+.

Dowiedz się więcej o KMK i KK+
Opis

Nowe wydanie bestsellerowej powieści Sary Crossan! Poruszająca opowieść o tęsknocie i stracie, o miłości i przebaczeniu – i o tym, jak poezja może nas zmienić.

Apple ma 13 lat. Mieszka z babcią w niewielkim angielskim mieście. 11 lat wcześniej jej mama odeszła bez słowa i od tamtej pory nie dawała znaku życia. Apple kocha babcię, ale czasem ma dość jej ciągłego strofowania, gadania o śmierci i obciachu przy codziennym odbieraniu ze szkoły. I tak bardzo tęskni za mamą…

Pewnego dnia mama niespodziewanie wraca. Apple jest taka szczęśliwa. Z nią może porozmawiać o wszystkim, urwać się ze szkoły, pójść na zakupy, wyskoczyć do restauracji… Ale wkrótce okazuje się, że babcia miała rację, mówiąc „Apple, uważaj, czego sobie życzysz”.

Przejmująca książka o dorastaniu do miłości i odpowiedzialności – i o tym, że poezja może mówić prawdę.

„Sunday Times Book of the Week”

Piękna opowieść o sile miłości i wybaczenia. Śmieszy i wyciska łzy.

„The Bookbag”

Czy potrafilibyście na nowo pokochać matkę, która was opuściła i przez 11 lat się nie odzywała?

„My dwie, my trzy, my cztery” to powieść inna niż większość książek dla młodzieży. Nie ma w niej seksu ani przemocy, wątek miłosny pojawia się dopiero pod koniec – a jednak wzrusza i trzyma w napięciu.

„The Guardian”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 222

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dla moich dwóch babć, Olive Fox i Mamie Crossan, i oczywiście dla Andreasa i Aoife

Część pierwszaSamotność

1

Nie wiem, czy to, co pamiętam, naprawdę się zdarzyło, czy tak sobie wyobrażam teraz, kiedy jestem starsza i umiem opowiadać historie. Czytałam kiedyś o amnezji dziecięcej. To znaczy o tym, że nie mamy wspomnień z czasu, gdy byliśmy mali, bo wtedy, zanim skończyliśmy trzy lata, nasz mózg jeszcze nie umiał zapamiętywać. Tak mówią naukowcy, ale nie wiem, czy mają rację. Ja mam z tamtego czasu jedno wspomnienie. Nigdy się nie zmieniło, a zresztą jeżeli miałabym je sama wymyślić, to chyba zmyśliłabym coś miłego, prawda? Jakąś fajną rzecz ze szczęśliwym zakończeniem.

Obudziłam się zapłakana w pokoju na piętrze. Słyszałam rozgniewane głosy na dole, a za oknem burzę. Wstałam i wyszłam na podest. Na schodach zamontowana była bramka, żebym nie spadła. Nie umiałam jej otworzyć, choćbym nie wiem jak długo kombinowała. Byłam boso, marzły mi nogi. W garści ściskałam biały kocyk, który ciągnął się za mną po podłodze.

Przy drzwiach wyjściowych, pod gałązką jemioły zawieszoną na lampie, stały dwie postacie. Twarze miały w cieniu. Zaczęłam popłakiwać. Baba spojrzała do góry.

– Wracaj do łóżka, kotku – powiedziała. – No już.

– Nie mogę spać – odparłam.

Baba pokiwała głową.

– Wiem. Ja też nigdy nie mogłam zasnąć przed Bożym Narodzeniem.

Pokręciłam głową. Nie chodziło o Boże Narodzenie. Po prostu nie chciałam wracać do łóżka. Burza huczała, jakby próbowała rozwalić dom. I dlaczego one krzyczały?

Znowu zaczęłam płakać. Chciałam, żeby odwróciła się ta druga postać, koło Baby, ubrana w zielony płaszcz. Po długich włosach i szczupłej talii można było rozpoznać, że to kobieta, ale nie widziałam jej twarzy.

Jednak ona nie spojrzała w moją stronę. Wpatrywała się w dywan, a w dłoni ściskała uchwyt walizki.

– Zadzwonię za kilka dni – wyszeptała i wiedziałam już, że to mama.

– Mama – powiedziałam.

Ona otworzyła drzwi. Baba próbowała ją zatrzymać, nie pozwolić jej wyjść w ciemną noc za progiem, ale mama krzyknęła i odepchnęła Babę na lustro wiszące w przedpokoju.

– Przestań rozwalać mi życie! – zawołała. Wiatr szarpnął drzwi i otworzył je na oścież. Deszcz wdarł się do środka. Powietrze pachniało wyjątkowo słono.

Wtedy Mama odwróciła się i spojrzała na mnie, ale nie uśmiechnęła się, nie pomachała ani nie posłała mi całuska. Patrzyła, jakbym była czymś obcym, dziwnym i smutnym, czego nie potrafiła zrozumieć.

Potem odwróciła się i wyszła, trzaskając drzwiami.

I znowu zapadła cisza.

Już nikt nie krzyczał.

Burza też umilkła.

– Mama – szepnęłam.

– Mama wyjechała, kochanie – powiedziała Baba. Weszła na schody, otworzyła bramkę i wzięła mnie na ręce. Cała się trzęsła. Miała mokre oczy. – Teraz zostałyśmy ty i ja. Ja i ty, dobrze?

– Mama – powtórzyłam.

– Chodźmy do łóżeczka – mówiła Baba. – A rano zobaczymy, jakie prezenty przyniósł ci Mikołaj.

Ale nie obchodziły mnie prezenty. Myślałam tylko o tym, co straciłam.

2

Wiele razy pytałam Babę o tamtą Wigilię, kiedy Mama wyjechała. Chciałabym zrozumieć, dlaczego nas zostawiła. Ale Baba zawsze obwinia Mamę. Mama pojechała sobie do Nowego Jorku, żeby występować na Broadwayu, i wcale nie myślała o dziecku, które porzuciła. I to wspomnienie – Mama w zielonym płaszczu, burza za oknami – wraca do mnie w każde święta.

– Nie czekam ani chwili dłużej! – woła Baba.

– Trzydzieści sekund – krzyczę z góry. Wciągam kaptur fioletowej bluzy na głowę.

– Liczę do dziesięciu.

Zbiegam po schodach. Baba stoi przed lustrem i czyści swój czarny płaszcz, do którego poprzyczepiały się włosy Reksa. Owijam się szalikiem.

Od rana obierała ziemniaki i marchewki na obiad. Brukselka piecze się w piekarniku razem z indykiem. W całym domu pachnie pomarańczowo-żurawinowym nadzieniem.

W przeciwieństwie do mnie Baba wciąż lubi święta. Co roku puszcza swoje ulubione kolędy i ustawia odtwarzacz naprawdę głośno, kiedy leci Cicha noc. Śpiewa na cały dom, aż razem z Reksem, naszym labradorem, chowamy się u mnie w pokoju. Śpiewanie niespecjalnie jej wychodzi, ale nadrabia entuzjazmem.

Teraz odkłada szczotkę do ubrań na stolik pod lustrem i wkłada granatowe pantofle na płaskim obcasie.

– Gdzie się wybierasz w tych butach? – pyta, pokazując na moje trampki. Nic nie mówię, bo to pytanie retoryczne. Zawsze tak pyta, jak coś ją zirytuje. – Idziemy do kościoła i jest Boże Narodzenie.

– Ale te trampki są wygodne. Tylko trochę się pobrudziły.

Reks zaczyna obwąchiwać mi nogi, zdradzając tym samym, że trampki pewnie śmierdzą. Odpycham go nogą.

– Nie wtrącam się w to, jak się ubierasz, jeśli twoje rzeczy są czyste, ale te stare trampki nie są czyste. Proszę włożyć porządne buty – mówi Baba ze swoim irlandzkim zaśpiewem, który sprawia, że jej głos brzmi łagodnie, a jednocześnie stanowczo.

Jedyne porządne buty, jakie mam, są ciężkie i obcierają mi nogi. Właśnie chcę to oznajmić, kiedy wzrok Baby pada na plamę na mojej bluzie.

– No naprawdę, Apple, co ty wyprawiasz? Nie masz żadnej czystej bluzki?

Pocieram miejsce, gdzie kapnęło mi żółtko przy śniadaniu. Zupełnie o tym zapomniałam. Sądząc po minie Baby, można by pomyśleć, że oblałam się śmiertelną trucizną.

– To moja ulubiona bluza – odpowiadam. I nie chcę jej zmieniać. Ani trampek.

– Moja panno, proszę natychmiast iść na górę i się przebrać – mówi Baba i zaciska usta, aż wyglądają jak suszona śliwka. Kiedy tak robi, nie ma sensu się kłócić. I żałuję, że nie ma Mamy.

Na górze przebieram się w sukienkę i te za ciasne sznurowane buty. Ostatni raz ubrałam się tak pół roku temu, na pogrzeb przyjaciółki Baby. Od tamtej pory Baba ciągle wspomina o śmierci. Mówi na przykład: „Jeszcze za mną zatęsknisz, gdy będę leżeć pod ziemią jak biedna Marjorie” albo „Nie chcę, żeby na mój pogrzeb wszyscy przyszli na czarno. Trochę różowego nie zaszkodzi”. Dla trzynastolatki to średnia przyjemność mieszkać z kimś, kto uważa, że w każdej chwili może paść trupem. Powiedziałam to Babie, a ona strasznie się śmiała. Odrzuciła głowę do tyłu, aż było jej widać stare srebrne plomby i miejsca po brakujących zębach. W ogóle nie rozumiałam, co ją tak rozbawiło.

Kiedy schodzę na dół, Baba usiłuje zapędzić Reksa do kuchni. Na płaszczu znowu ma sierść.

– Od razu lepiej – mówi na mój widok. Podchodzę do Reksa i całuję jego jedwabiste uszy, a on odwraca pysk i oblizuje mi twarz. Baba się krzywi.

– Ojej, Apple, psisko najpierw liże się pod ogonem, a potem pozwalasz, żeby obśliniało ci buzię. To obrzydliwe.

Baba zamyka drzwi na dwa zamki i idziemy do samochodu. Na niebie krzyczą mewy. Od morza nadciąga mgła.

Wsuwam się na tylne siedzenie, bo Baba nie pozwala mi jeździć z przodu. Zapinam pas. Już zaczynają mnie boleć nogi od tych butów, a w sukience trudno mi oddychać.

– Myślisz, że może dzisiaj wrócić do domu? – pytam.

– Kto? – Baba podnosi na mnie wzrok. Nic nie mówię. Patrzy na mnie w lusterku. – Nie sądzę, Apple. A ty?

Kręcę głową. Wiem, że Mama nie zjawi się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – ani dzisiaj, ani innego dnia. To, że odeszła w wigilię Bożego Narodzenia, nie znaczy przecież, że wróci też w święta.

Zresztą może w ogóle nie wróci.

W książce wykorzystano fragmenty następujących utworów:

s. 29–30: Alexander Pope, Oda o samotności, w: Wybór poezyi Alexandra Popa, przeł. Ludwik Kamiński, Warszawa: Zawadzki i Węcki, uprzywiliowani Księgarze i Drukarze Królestwa Polskiego, 1822, s. 194.

s. 123: Rupert Brooke, Żołnierz, przeł. Aleksander Messing, „Kamena” 1937, nr 2, s. 31.

s. 199–200: Emily Dickinson, Mów całą prawdę, w: Przeczucie, przeł. Ludmiła Marjańska, Biblioteka Telgte, 2005, s. 64.

s. 215–216: Lewis Carroll, Dżabbersmok, w: O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra, przeł. Maciej Słomczyński, Warszawa: Czytelnik, 1975.

Fragmenty wierszy Those Who Love Sary Teasdale (s. 160) i The Great Lover Ruperta Brooke’a (s. 296–297) w przekładzie tłumaczki.

Tytuł oryginału: Apple and Rain

© Copyright by Sarah Crossan, 2014

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2021

© Copyright for the Polish translation by Małgorzata Glasenapp, 2018

Wydanie tej książki zostało dofinansowane przez Literature Ireland.

wydanie III

ISBN 978-83-8150-455-3

wydawnictwodwiesiostry.pl

redakcja: Marcin Wołk

korekta: Małgorzata Kuśnierz, Karolina Iwaszkiewicz

projekt okładki: Zosia Frankowska

opracowanie wersji elektronicznej:

Ta książka jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy o przestrzeganie praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty. Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Wydawnictwo Dwie Siostry sp. z o.o.

ul. Stefana Jaracza 2

00-378 Warszawa

Biblioteki, szkoły, przedszkola, księgarnie i inne instytucje zainteresowane ofertą specjalną zachęcamy do kontaktu z działem handlowym ([email protected], +48 577 888 278).