Muzyka i emocje - Malcolm Budd - ebook
Opis

Fundamentalną kwestią poruszaną przez teoretyków muzyki jest związek pomiędzy muzyką a emocjami. Wiele teorii dotyczących natury i znaczenia muzyki jako formy sztuki uznaje, że jedną z istotnych wartości muzyki jest jej zdolność do reprezentowania, wyrażania, przekazywania lub symbolizowania wielu pozamuzycznych emocji. Jednak teorie te zostały odrzucone przez tych, którzy uważają, że wartości każdego dzieła muzycznego są specyficznie muzyczne i w związku z tym muszą być wolne od jakiegokolwiek związku między muzyką a emocjami.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 402

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Malcolm Budd

Muzyka i emocje

Wybrane teorie filozoficzne

Przełożył Ryszard Kasperowicz

Wstęp

Traktat o harmonii Rameau otwiera definicja muzyki jako nauki o dźwiękach. Kiedy jednak muzykę rozpatrujemy jako jedną ze sztuk pięknych, stosowniej byłoby zdefiniować ją nie jako naukę o dźwiękach, lecz jako sztukę dźwięków. I jeśli znaczenie tej definicji pojmiemy zgodnie z jej intencją, to jej zakres znaczeniowy pokryje się dokładnie z problematyką, do której z założenia się odnosi. Muzyka bowiem ze swej natury pozostaje sztuką dźwięków niezinterpretowanych. Nie jest ona sztuką dźwięków rozumianych jako znaki uporządkowane według reguł syntaktyki, obdarzone znaczeniem wykraczającym poza to, co słyszymy w samych dźwiękach – nie należy do sztuk werbalnych. Ale nie jest także sztuką dźwięków zakomponowanych tak, by dostrzegać w nich coś, co nie składa się z dźwięków – nie jest słyszalnym analogonem sztuki przedstawiania obrazowego. Muzyka jest sztuką dźwięków, które nie podlegają interpretacji wychodzącej poza sferę słuchania.

Muzyka opiera się na ludzkiej zdolności do słyszenia sekwencji samych dźwięków jako dźwięków w rozmaity sposób: usłyszenia rytmu w serii dźwięków; usłyszenia dwóch jednoczesnych rytmów w serii dźwięków; usłyszenia następstwa dźwięków jako melodii; usłyszenia jednej melodii jako wariacji innej melodii; usłyszenia zespołu dźwięków jako akordów; usłyszenia, że dany późniejszy akord jest rozwiązaniem akordu poprzedniego, i tak dalej. Owe sposoby słuchania dźwięków nie zawierają treści mentalnych – usłyszeć rytm, melodię, akord, kadencję w każdym wypadku oznacza być świadomym formy złożonej z dźwięków bądź formy dźwiękowej, każdą formę zaś można ujmować bez czegoś, co uobecniałoby się, zostało uchwycone albo pomyślane przez umysł, a co byłoby różne od dźwięków doświadczanych w owej formie. Zgodnie z tym, zasadniczą formą oddziaływania dzieła muzycznego jako struktury dźwiękowej pozostaje fakt, że jest ona własnym raison d’être: doświadczenie, w którym uzmysławiamy sobie znaczenie dzieła muzycznego – doświadczenie urzeczywistniające wartość tego dzieła – nie ma ani charakteru orzekania o czymś, ani też przedstawiania czegoś. Toteż jeśli dzieło podlega ocenie i jest oceniane jako dzieło muzyczne, to tego, co się ocenia, nie można oderwać od kompozycji dźwiękowej jako takiej. Doświadczanie muzyki jest au fond wyłącznie słuchowe – składa się z wewnętrznie powiązanych możliwych sposobów odbioru dźwięków jako takich. I dlatego wartość muzyki tkwi wewnątrz samych form dźwiękowych, które ją tworzą; nie może ona być wyabstrahowana z dźwięków, w których jest zlokalizowana, i rozważana bez odniesienia do nich. Z tych właśnie powodów bezowocna byłaby próba uświadomienia sensu dzieła muzycznego osobie, która jest niemuzykalna. Znaczenie dzieła muzycznego może zostać ujawnione tylko wtajemniczonym.

Choć wartość muzyki jest niepowtarzalnie muzyczna w tym sensie, że może ją w pełni uchwycić jedynie ktoś, kto jest w stanie doświadczać muzyki ze zrozumieniem, i choć muzyka jest w sposób charakterystyczny, ze swej istoty, sztuką abstrakcyjną, gdyż jako sztuka nie opiera się na zdolności przedstawiania przedmiotów świata fizycznego albo odnoszenia się do nich, to jednak błędem byłoby wyciąganie z tego wniosku, że doświadczenie oraz wartość muzyki muszą bezwzględnie pozostawać bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością pozamuzyczną. Otóż pewne zjawiska muzyczne istnieją nie tylko w muzyce i nasza bliskość z ich pozamuzycznymi przejawami może odgrywać ważną rolę w nadaniu zarówno kształtu, jak i barwy naszemu doświadczeniu muzyki – dzieje się tak na przykład wtedy, gdy na nasz odbiór muzyki wpływa zbieżność zachodząca pomiędzy rytmem muzycznym a rytmami procesów cielesnych albo gdy muzyka sugeruje zjawisko pozamuzyczne poprzez naśladowanie jego rytmu. I jest rzeczą możliwą, że zjawiska charakterystyczne dla muzyki pozostają w jakiejś relacji, w muzycznie doniosły sposób, ze zjawiskami pozamuzycznymi – kiedy na przykład muzyka wyraża stan umysłu, postawę, uczucie albo emocję, melodia zaś jest nasycona znaczeniem tego właśnie stanu umysłu. A przynajmniej w taki właśnie sposób charakter muzyki prezentuje się potocznemu, powierzchownemu oglądowi; prawdziwość lub fałszywość takiego wyobrażenia można rozstrzygnąć jedynie na drodze głębiej sięgającej analizy przedmiotu.

To, co dotąd zostało powiedziane, wprowadza właściwie temat mojej książki. Zamierzam w niej zbadać relację zachodzącą pomiędzy muzyką i emocjami. Muszę jednak podkreślić, że wiele rodzajów powiązań istniejących między nimi nie ma większego znaczenia dla moich rozważań. Przedmiotem moich analiz jest istota oraz znaczenie muzyki jako formy artystycznej; w konsekwencji moim zadaniem będzie wyodrębnienie takich właśnie powiązań między muzyką i emocjami, które – jeśli moje przedsięwzięcie się powiedzie – włączone są w procesy rozumienia i przyswajania muzyki oraz adekwatnej oceny wartości muzycznych i wartości muzyki na tle innych wartości – wartości innych form artystycznych oraz różnych typów wartości pozaartystycznych. Książka ta została zamierzona jako etap przygotowawczy do osiągnięcia tak wyznaczonego celu.

Składa się ona z kilku studiów z filozofii muzyki: prezentuje i ocenia wybrane teorie skoncentrowane na relacji istniejącej pomiędzy muzyką i emocjami. Moim celem nie było jednak przedstawienie wyczerpującej historii zagadnienia. Interesuje mnie raczej filozofia, a nie historia. Zależy mi na zrozumieniu artystycznie znaczących powiązań między muzyką i emocjami, a nie na zwyczajnym skatalogowaniu i uporządkowaniu licznych koncepcji takich powiązań, które rozwinęli inni autorzy. Dlatego też potraktowałem całe zagadnienie w sposób wysoce selektywny: teorie przeze mnie wybrane jako przedmiot analizy są nadal aktualne; wniosły najwięcej, jak sądzę, do całej problematyki; swoim zakresem obejmują przeważający obszar tego, co należy przemyśleć; wreszcie, patrząc z ogólnej perspektywy, można się z nich dowiedzieć czegoś o doświadczeniu muzycznym i wartości. Tymczasem moja analiza ma charakter wyraźnie filozoficzny – w grę wchodzi bowiem adekwatność owych teorii wobec ich przedmiotu oraz jakość argumentacji, na jakiej się opierają – oceniam je z tego właśnie punktu widzenia. Jakkolwiek niniejsza książka jest pracą filozoficzną, starałem się ją napisać w sposób możliwie najbardziej przystępny dla czytelnika, który nie ma przygotowania filozoficznego. Zakładam jednak jego bliższą znajomość muzyki, ponieważ to na jej tle możemy sprawdzić abstrakcyjną naturę argumentacji, a także gotowość wyjaśnienia czyjegoś zaangażowania w muzykę – bez tego czas i wysiłek konieczne do przeczytania niniejszej rozprawy pójdą na marne.

Budowa książki jest prosta. Najpierw badam problematykę emocji i usiłuję uchwycić istotę tego, czym one są. Jasne jest, że model definicji emocji wymagałby znaczącego pogłębienia w wypadku kompleksowej analizy problemu; poza tym czyni użytek z dyskusyjnej idei przyjemności i przykrości jako doświadczalnych aspektów różnych mechanizmów myślenia. Dalej, eksplikacja istoty emocji nie wyczerpuje problematyki emocji – poważna część zagadnienia pozostaje do dalszego zbadania. Mimo to sądzę, że zaproponowany model odpowiada swemu celowi, pomaga bowiem usunąć niektóre błędne koncepcje dotyczące natury emocji, a także, mam nadzieję, służy skupieniu uwagi na tym, czym są emocje. Moim zamiarem nie było jednak to, by analiza kwestii wystąpienia artystycznie znaczącej relacji pomiędzy muzyką i emocjami broniła się (lub nie) zależnie od adekwatności zaproponowanego modelu definicji emocji. Z tego powodu dążyłem – na ile to możliwe – do tego, by nie uzależniać od tego modelu pojawiającej się w każdym z rozdziałów płaszczyzny argumentacji.

Ponieważ zależy mi na tym, by poszczególne rozdziały zachowały wobec siebie niezależność, poddaję w nich analizie jedynie pewną liczbę teorii relacji pomiędzy muzyką a emocjami. Jak się okazuje, można wyodrębnić dwa obozy w filozofii muzyki. Po jednej stronie sytuują się teorie, które utrzymują, że wartość muzyki jako formy artystycznej oraz rozmaite wartości muzyczne różnorodnych dzieł muzyki należy wyjaśniać przez odwołanie się do relacji występującej pomiędzy muzyką a czymś, co pozostaje poza muzyką i co stanowi przedmiot niezależnych dociekań. Jak dotąd, najpowszechniej wymienianym zjawiskiem pozamuzycznym, z którym, jak się uważa, wartość muzyki jest powiązana, pozostaje emocja. Jest ona czymś, co ma dla nas ogromną wagę pozamuzyczną; to fakt niezaprzeczalny, że muzyka ma moc wzbudzania w nas emocjonalnego poruszenia; wreszcie, w wypadku niektórych dzieł muzyki – tych, których doświadczamy jako wyrażających emocje – słyszymy jakości emocjonalne w samej muzyce. Dlatego też emocja jest naturalnym kandydatem do roli wyznaczonej przez teorie z tego obozu – roli czegoś, co istnieje poza muzyką, a co określa wartość muzyki zgodnie z relacją, w jakiej pozostaje w stosunku do muzyki. W przeciwnym obozie grupują się teorie utrzymujące, że zasadnicza wartość muzyki jako formy artystycznej jest czysto muzyczna: doniosłość muzyki jako formy artystycznej nie tkwi w żadnej spełnianej przez nią funkcji, która zakładałaby odniesienie do czegoś pozamuzycznego; muzyczna wartość każdego dzieła muzycznego pozostaje niezależna od jakichkolwiek związków pomiędzy dziełem a czymś zewnętrznym wobec muzyki; w konsekwencji zatem, ażeby zrozumieć dzieło i docenić jego wartość jako muzyki, jest rzeczą całkowicie zbędną słuchanie owego dzieła jako wchodzącego w relacje z czymkolwiek ze sfery pozamuzycznej. Dlatego też wartość muzyki pozostaje właściwie bez związku z emocjami.

Analizę wybranych teorii muzyki rozpoczynam od teorii wywodzących się z tego drugiego obozu; w każdej z tych teorii podejmuje się próbę, w taki czy inny sposób, oderwania muzyki jako formy artystycznej od emocji, a zaprezentowane linie argumentacji wzajemnie się uzupełniają. Oceną tych teorii zajmuję się w drugim, trzecim i czwartym rozdziale. Następnie zwracam się ku teoriom z pierwszego obozu: wedle nich istnieje zasadniczy związek pomiędzy sztuką muzyczną – albo przynajmniej niektórymi znaczącymi jej realizacjami – a emocjami. Ocena tych teorii wypełnia rozdziały piąty, szósty i siódmy. Na koniec przechodzę do teorii, która nawiązuje do tych obozów, nie należy jednak do żadnego z nich. Wyniki badań są takie, iż żadna z tych teorii – ani przedstawicieli pierwszego obozu, ani drugiego, ani też owa teoria pośrednia – nie wychodzi z tej konfrontacji obronną ręką: żadna z teorii nie ocenia obiektywnie fenomenu muzyki.

Mimo to niektóre teorie pozwalają wejrzeć weń głębiej niż pozostałe. W tej książce przedmiotem mojej troski było wyszczególnienie i określenie pewnych wymogów, które powinna spełniać każda wiarygodna teoria muzyki. To wszystko nie składa się jednak na jakąś ogólną teorię muzyki czy całościową analizę artystycznie znaczących relacji pomiędzy muzyką a emocjami. Co więcej, nie dysponuję ani teorią tego rodzaju, ani opisem. Dlatego moja książka nie oferuje rozwiązania wszystkich problemów, które porusza. Mam wszelako nadzieję, że dzięki zawartym w niej wyrazistym wskazówkom oraz uporządkowaniu wiedzy, stanie się zachętą do dalszych prac badawczych.

Wyrazy wdzięczności składam Jerroldowi Levinsonowi, Lolinowi McGinnowi i przede wszystkim Davidowi Landellsowi – za ich pożyteczne komentarze na temat wcześniejszych wersji niektórych rozdziałów, Jonathanowi Sinclair-Wilsonowi zaś – za słowa zachęty. Dziękuję Oxford University Press za zgodę na wykorzystanie materiałów z artykułów opublikowanych w tomie 20 i 23 „British Journal of Aesthetics” jako podstawy rozdziałów drugiego i trzeciego. Wdzięczny jestem Katherine Backhouse oraz Wendy Robins za przygotowanie ostatecznej wersji maszynopisu.

Rozdział pierwszy

Emocje

1. Emocje można rozpatrywać albo jako pojedynczy epizod, albo jako określone dyspozycje. Jako jednostkowe doświadczenie emocja jest zdarzeniem: czymś, co się odczuwa, przeżywa, czemu się ulega w danym momencie – jak wtedy, gdy ktoś na przykład rumieni się zakłopotany, kamienieje ze strachu, śmieje się z konkretnej sytuacji lub współczuje komuś z powodu jego niepowodzenia. Pojmowana jako dyspozycja, emocja pociąga za sobą tendencję do ulegania konkretnemu uczuciu wówczas, gdy towarzyszą jej określone myśli: kiedy ten warunek zostanie spełniony, zachodzi prawdopodobieństwo pojawienia się owej emocji jako jednostkowego przeżycia – gdy ktoś zazdrości komuś talentu i odniesionych sukcesów albo obawia się kogoś i odczuwa strach w jego towarzystwie. Prawdą jest, że koncepcja „emocji” w znaczeniu „dyspozycji” kryje w sobie więcej niż tylko ową tendencję do przeżywania konkretnego uczucia; mimo to owa tendencja ma znaczenie podstawowe. Dlatego też idea „emocji” jako pojedynczego wydarzenia – faktycznego doznania albo ulegania emocji – jest fundamentalna i tę właśnie ideę emocji musimy zrozumieć.

2. Zastanawiając się nad naturą emocji, możemy postawić co najmniej trzy pytania:

a) Czym jest emocja? (Jaki warunek jest konieczny, a jaki wystarczający, by jakieś doświadczenie było przykładem emocji? Co wyodrębnia doświadczenie emocji z innych form zdarzeń mentalnych?)

b) Jak jedne emocje odróżniamy od innych? (W jaki sposób zyskują one swą indywidualną postać?)

c) Jak należy definiować poszczególne emocje? (W jaki sposób emocje się konstytuują?)

Rozważmy następującą listę emocji: zakłopotanie, zazdrość, lęk, żal, duma, skrucha, wstyd. Chyba najlepszą metodą będzie odpowiedź najpierw na trzecie pytanie, postawione w odniesieniu do wyszczególnionych emocji. Jeżeli wyjaśnimy, czym jest każda z owych emocji, to będziemy też wiedzieć, co je różnicuje. W ten sposób możemy odpowiedzieć na drugie pytanie, a także odkryć, co emocje mają (jeśli mają) ze sobą wspólnego, a czego nie dzielą z tym, co nie jest emocjami. Tym samym odpowiemy na pierwsze pytanie, jeżeli bowiem coś jest cechą dystynktywną wyszczególnionych emocji, to jest również cechą wszystkich emocji oraz wszelkich stanów umysłowych, w jakich emocji się doświadcza. Jeżeli jednak – z drugiej strony – znajdziemy racje pozwalające sądzić, że emocje nie poddają się definicji, racje te prawdopodobnie ułatwią odpowiedź na jedno lub oba pozostałe pytania. Przyjmując wszelako taką metodę postępowania, musimy wziąć pod uwagę trzy zastrzeżenia. Po pierwsze, akceptacja tej metody nie opiera się na założeniu, że każda emocja ma swoją nazwę. Faktem jest, że niektóre emocje rzeczywiście mają nazwy, ale wyjście od nich wcale nie rozstrzyga kwestii. Po drugie, nasza metoda nie zakłada, że każda nazwa emocji (albo każda nazwa emocji z naszej listy) odnosi się do pojedynczej emocji. To, czy dana nazwa emocji reprezentuje jedną, czy też więcej niż jedną emocję, po części zależy od odpowiedzi na drugie pytanie – pytanie o zasadę jednostkowienia emocji – a w tym momencie nie możemy jeszcze odpowiedzieć na pytanie, co jest (albo co mogłoby być) właściwym kryterium odróżniania od siebie emocji. Po trzecie, nasza metoda nie zakłada, że to, co jest prawdą w odniesieniu do każdej z emocji na naszej liście, jest także prawdą w odniesieniu do każdej emocji w ogóle i zawiera w sobie istotę emocji. To, co rozważamy jako emocje, może wcale nie stanowić ujednoliconej klasy: pewne emocje na naszej liście nie muszą być charakterystyczne, inne zaś, których tam brakuje, mogą być anomaliami.

3. W tym miejscu pomocne może się okazać przedstawienie różnych stanowisk, jakie można przyjąć wobec istoty doświadczania każdej specyficznej emocji. Możemy wyróżnić co najmniej cztery stanowiska: trzy z nich zgadzają się co do tego, że emocji nie sposób zdefiniować, ale na dowód przytaczają odmienne racje; wedle czwartego definicja emocji jest możliwa.

a) Pierwsze stanowisko głosi, że przeżywanie danej emocji jest prostym doświadczeniem w takim samym sensie, w jakim jest nim widzenie konkretnej barwy: nie ma dających się wyróżnić komponentów czy aspektów, toteż nie poddaje się analizie. Nie jest zbudowane ze składników lub części, których połączenie czy stopienie by je konstytuowało. Rozmaite emocje można definiować w prostych terminach w nie większym stopniu niż rozmaite kolory. Odpowiednio emocje odróżnia się od siebie w taki sposób, w jaki odróżnia się kolory, a relacja poszczególnej emocji do emocji jako takiej jest podobna do relacji, jaka zachodzi między danym kolorem a kolorem jako takim.

b) Wedle drugiego stanowiska doznanie konkretnej emocji jest doświadczeniem złożonym, ale nie daje się całkowicie rozłożyć na pojedyncze składniki. Każda emocja w całej swej różnorodności zawiera cechę dystynktywną, która nie może zostać sprowadzona do cech jej elementów konstytutywnych. Emocja jest kompozytem, mieszanką, ale jej odrębny charakter nie jest sumą znamiennych cech jej składników; zawiera cechę, której nie ma żaden z jej składników – podobnie jak interwał sekundy w tonacji molowej zachowuje swój charakter, którego nie posiada żaden z tworzących go dźwięków, nie jest też zwyczajnie połączeniem ich oddzielnych cech. Emocja nie jest kombinacją swoich elementów składowych, ale ich stopieniem – w chwili gdy doznajemy jakiejś emocji, nie jest to po prostu połączenie tego, czego doświadczamy, kiedy pojedyncze komponenty lub aspekty emocji są doświadczane niezależnie. Emocji nie sposób rozłożyć bez reszty na relacje pomiędzy jej składnikami – nie jest ona konglomeratem zjawisk połączonych w jakiś szczególny sposób. Dlatego też trudno uświadomić sobie, czym jest emocja – co to znaczy doświadczać tej konkretnej emocji – znając jedynie każdy oddzielny element czy składnik tej emocji i wiedząc, że są one ze sobą połączone w tej emocji w taki a taki sposób. Wreszcie, emocje dlatego różnią się od siebie, że mają specjalną jakość, powstałą w wyniku stopienia ich elementów konstytutywnych, a także dlatego, że budują je odmienne elementy konstytutywne (o ile – jak prawdopodobnie głosi to stanowisko – emocje zawierające te same cechy konstytutywne nie mogą być emocjami różnego rodzaju).

c) Trzecie stanowisko głosi, że doświadczanie każdej emocji jest złożone i daje się całkowicie rozłożyć na poszczególne składniki oraz uchwycić to, jak są one wzajemnie powiązane. W rezultacie każdą emocję można zdefiniować i osoba jest w stanie rozpoznać, czym jest doświadczenie konkretnej emocji, jeśli rozumie definicję tej emocji: jeżeli zna jej części składowe i uświadamia sobie, w jaki sposób tworzą one konkretną emocję. W tym ujęciu emocje różnią się od siebie, gdyż zawierają rozmaite składniki konstytutywne (o ile dwie emocje nie mogą powiązać tych samych składników konstytutywnych w różny sposób).

d) Czwarte stanowisko odrzuca założenie zawarte implicite w trzech poprzednich. W odniesieniu do każdej emocji utrzymuje, że doświadczanie tej oto właśnie emocji nie ma żadnej szczególnej istoty: nie można wskazać wspólnej i charakterystycznej właściwości dla różnych przypadków doznawania tej samej konkretnej emocji (z wyjątkiem trywialnej właściwości bycia przykładem tej samej emocji). Dlatego też przykłady tej samej emocji zyskują jednorodność w jakiś inny sposób niż posiadanie pewnej właściwości dystynktywnej. Również doznania dwóch odmiennych emocji odróżniają się od siebie poprzez odmienne relacje, w jakich pozostają z innymi doznaniami tych dwóch rodzajów emocji.

4. W tym momencie te konkurujące ze sobą stanowiska, zaprezentowane w abstrakcyjnej formie, można wyostrzyć, jeśli przyjmiemy procedurę zaproponowaną wcześniej i pokusimy się o zdefiniowanie emocji znajdujących się na naszej liście. Możliwe, że najbardziej wiarygodne definicje emocji zawarte są w analizach zarysowanych w Retoryce Arystotelesa1. Rozważmy następujące definicje, z których każda jest przedłożona jako opis co najmniej jednej sytuacji, do których stosuje się dane pojęcie:

a) Zakłopotanie to niepokój na myśl o tym, że jakieś działanie lub okoliczność mogłoby sprawić, że ktoś będzie miał o kimś gorsze zdanie.

b) Zazdrość to ból wywołany myślą, że ktoś znajduje się w bardziej sprzyjającej sytuacji.

c) Lęk to niepokój na myśl o tym, że mnie samemu albo komuś lub czemuś, o co się troszczę, grozi niebezpieczeństwo.

d) Żal to dojmujący niepokój wywołany myślą o śmierci kogoś bliskiego.

e) Duma to satysfakcja na myśl o powodzeniu albo wyróżnianiu się pożądaną cechą – może to dotyczyć również kogoś lub czegoś, z czym gotów jestem się utożsamić.

f) Skrucha to niepokój odczuwany na myśl o tym, że postąpiło się niewłaściwie.

g) Wstyd to niezadowolenie na myśl o tym, że ja sam lub ktoś, z kim się identyfikuję, ma wadę, nie dorasta do ideału.

Jedną z cech owych definicji jest to, że każda z emocji została zdefiniowana w taki sposób, by zawierać jakiś szczególny rodzaj myśli – ta myśl stanowi jej element konstytutywny. W wypadku tych wszystkich emocji prawdą jest oczywiście to, że myśl tworzy ich element konstytutywny, a zgodnie z tym pierwsze stanowisko – teza utrzymująca, że doświadczenie danej emocji jest doświadczeniem prostym – okazuje się błędne. Idea obecności poszczególnej myśli stanowi część koncepcji każdej z tych emocji: ktoś doświadcza tych emocji tylko wtedy, gdy żywi jakieś przekonanie, postrzega rzeczy w jakiś sposób, sądzi, że jakieś stwierdzenie jest prawdą albo po prostu przyszła mu do głowy pewna myśl.

Inną cechą tych definicji jest to, że w wypadku danej emocji przypisana jej konkretna myśl różni się od myśli zawartej w jakiejkolwiek innej emocji. Emocje te różnią się od siebie ze względu na wplecione w nie myśli: każda emocja zawiera charakterystyczną dla niej myśl; charakterystyka owej myśli jest wystarczająca, by odróżnić tę emocję od wszystkich pozostałych. Jakkolwiek jest to prawdziwe w odniesieniu do emocji znajdujących się na tej liście, nie jest to prawda ogólna o wszystkich emocjach jako takich. Różne emocje mogą zawierać tę samą myśl – jak wtedy, gdy współczucie i Schadenfreude odsyłają do myśli o czyimś nieszczęściu czy niepowodzeniu.

Trzecią cechą przytoczonych definicji jest to, że każda z emocji została zdefiniowana w taki sposób, iż nie tylko zawiera konkretną myśl, lecz także negatywną bądź pozytywną reakcję na tę myśl: jakąś postać satysfakcji lub niezadowolenia, przyjemności lub przykrości, życzliwości lub niechęci, radości bądź niepokoju. I właśnie z tego względu, że współczucie i Schadenfreude mieszczą w sobie odmienne reakcje na tę samą myśl – jedną z reakcji jest niepokój, drugą natomiast przyjemność – są różnymi emocjami.

Definicje te nadają każdej emocji postać przykrości lub przyjemności, których doświadczamy w związku z jakąś konkretną myślą. Dlatego ogólny opis emocji oparty na tym schemacie określa je jako różne formy, w których uczucie przyjemności lub przykrości towarzyszy doświadczaniu pewnych myśli. Stosownie do tego dwa przypadki konkretnych emocji mogą różnić się pod względem myśli, która się z nimi wiąże, albo pod względem istoty reakcji sprawiającej przyjemność lub przykrość, albo wreszcie pod względem obydwu tych aspektów. Dwa przypadki emocji będą przykładami emocji tego samego rodzaju tylko wtedy, gdy będzie z nimi powiązana taka sama myśl i taka sama forma przyjemności albo przykrości. Wszelako granice emocji konkretnego rodzaju zostaną zakreślone szerzej bądź wężej zgodnie z oczekiwaniami co do tego, jak ściśle ustalona będzie myśl z tą emocją związana. Dlatego dany termin określający emocję zostanie uznany za termin reprezentujący tylko jeden jej rodzaj, gdy przyjmie się luźne kryterium odróżniania od siebie emocji przez powiązanie z daną myślą. Można zatem powiedzieć, że dany termin określający emocję stosuje się do pewnej liczby różnych albo do jednego rodzaju emocji: jeżeli „strach” jest standardowo odnoszony nie tylko do przypadków związanych z przekonaniem o możliwym zagrożeniu, lecz także do przypadków niezwiązanych z taką myślą, to istnieje jeden rodzaj emocji, zdefiniowany przez powiązanie z taką myślą, która jest wspólna tym różnym rodzajom emocji, jak również bardziej charakterystyczny rodzaj emocji, określony przez odniesienie do myśli o możliwym niebezpieczeństwie.

Pojawia się jednak pytanie, czy ten model definicji, zilustrowany powyższymi analizami – ujmujący emocję jako myśl, której towarzyszy przykrość lub przyjemność – może zostać zaakceptowany nie tylko w omawianych przypadkach, lecz także w ogólności. Rozważę dwie racje, na podstawie których model ten mógłby zostać odrzucony: warunki nałożone przez definicje utrzymane w tym duchu dla konkretnego zdarzenia będącego przykładem emocji pewnego rodzaju mogłyby zostać uznane za niewystarczające, bądź też za niekonieczne. Jeśli okazałyby się niekonieczne, to wyjątek można by złożyć na karb albo domniemanej konieczności konkretnej formy przyjemności czy przykrości, albo na karb domniemanej konieczności myśli dla tej emocji konstytutywnej. Zacznę od zastrzeżenia wobec rzekomej konieczności warunków, a na razie pozostawię bez omówienia to, że niektóre rodzaje emocji nie łączą się z konkretnymi rodzajami myśli.

5. Obiekcja wobec wprowadzenia aspektu przyjemności czy przykrości do każdej emocji bez wyjątku może przybrać dwie formy. Pierwsza utrzymuje, że przyjemne lub nieprzyjemne zabarwienie każdego rodzaju emocji nie ma charakteru stałego: to, czy danej emocji towarzyszy przyjemność lub przykrość, nie zależy wyłącznie od natury tej emocji, lecz od charakteru jej podmiotu i sytuacji, w jakiej się on znalazł. Wiarygodność zastrzeżenia wyrażonego w takiej formie opiera się na interferencji przyjemnego bądź nieprzyjemnego aspektu emocji z nastawieniem danej osoby do własnego doświadczenia emocji albo z oddziaływaniem na nią tej emocji. Fakt, że ktoś doświadcza pewnej myśli z przyjemnością, może w nim wzbudzić niepokój i na odwrót – doświadczając pewnej myśli z bólem, można odczuwać przyjemność: ktoś może być niezadowolony z tego powodu, że odczuwa dumę, bądź doznawać przyjemności wtedy, gdy jest smutny. To jednak nie oznacza, że jego odczucie dumy nie ma jakiegoś przyjemnego wydźwięku albo że jego smutek jest bez reszty przyjemny. I jakkolwiek emocje, które same w sobie są nieprzyjemne, mogą mieć przyjemny efekt (co podkreślał Freud2), nie tracą przez to swego przykrego charakteru.

W swej drugiej postaci obiekcja ta głosi, że w wypadku niektórych emocji myśli nierozłącznie z nimi powiązane wcale nie muszą pojawiać się wraz z jakąś szczególną formą przyjemności czy bólu, o ile mają być przykładami tych emocji. Znaczenie tej obiekcji nie zależy wyłącznie od tego, czy jest ona uzasadniona. Jeżeli bowiem istnieje choćby kilka rodzajów emocji, w których wypadku aspekt przyjemności czy przykrości nie mieści się w ich definicji, to doniosłość faktu, że istnieją takie emocje, zależy od tego, w jakim stopniu dzielą one pewne cechy z pozostałymi emocjami. Model definicji, który obecnie rozważamy, przyznaje emocjom dwa zasadnicze aspekty: aspekt myśli oraz aspekt przyjemności lub bólu. Dlatego też – wyjąwszy przypuszczenie, że definicje emocji są jedynie definicjami cząstkowymi – nie ma nic takiego, co jedna spośród owych emocji oraz emocja, która z zasady nie ma aspektu przyjemności czy bólu, dzieliłyby ze sobą jako element określający ich istotę z wyjątkiem przypisanej im myśli jako elementu konstytutywnego. I jeśli tak właśnie miałoby być, to emocje rozpadłyby się nam na dwa rodzaje stanów: myśli doświadczanych z towarzyszeniem przyjemności lub bólu oraz myśli, których nie doświadczamy w taki sposób, ale które mają jakąś inną cechę dystynktywną (a może nawet dysjunktywną). Wówczas rozpatrywany przez nas model definicji stosowałby się do tej o wiele większej z obu podklas. Jeżeli jednak ten model definicji jest zawsze niepełny – jeśli znajduje zastosowanie tylko w cząstkowej definicji emocji – to jest rzeczą możliwą, że emocje – zarówno te, które wiążą się z aspektem przyjemności czy bólu, jak i te, które zasadniczo nie są z nim powiązane – tworzyłyby wspólnotę dzięki innym, dalszym właściwościom. Jeżeli definicje w obrębie tego modelu są kompletne, to elementy, które o tym decydują, mogłyby jednoczyć emocje określane przez owe definicje z tymi emocjami, które nie są przejawami przyjemności czy bólu. Siłę zastrzeżeń tego drugiego rodzaju można więc ocenić tylko wtedy, gdy rozważy się pogląd, zgodnie z którym warunki przedstawione w tym modelu definicji, jakie powinny zostać spełnione dla danego przypadku, aby stał się przykładem konkretnej emocji, nie są wystarczające.

6. Jeśli emocja nie jest po prostu myślą doświadczaną z towarzyszeniem przyjemności lub przykrości, to musi mieć jeszcze jakiś inny aspekt. Ten kolejny aspekt albo daje się scharakteryzować niezależnie – to znaczy bez wykorzystania koncepcji emocji, którą teraz się zajmujemy – albo w ogóle nie ma takiej możliwości. Jeżeli nie poddaje się niezależnej charakterystyce, wówczas pewna postać drugiego stanowiska – wyróżnionego przeze mnie ze względu na istotę przeżywania emocji, wedle którego jakkolwiek doświadczenie emocji jest złożone, to nie daje się w pełni rozłożyć na części składowe – będzie poprawna. Z drugiej strony jednak, jeżeli ten kolejny aspekt będzie można określić niezależnie, a dołączenie go dopełni proponowaną definicję, to emocje wówczas będą podatne na zdefiniowanie, natomiast zarówno drugie, jak i czwarte stanowisko okaże się błędne. Czym zatem mógłby być ów kolejny aspekt, założywszy, że można go niezależnie opisać? Nasuwają się dwie oczywiste kandydatury: pierwszą z nich są pragnienia, drugą – jakiś zespół doznań cielesnych. Najpierw rozważę relację pomiędzy emocjami i pragnieniami, a następnie relację pomiędzy emocjami i doznaniami cielesnymi.

7. Pragnienia odnoszą się do przyjemności i bólu na różne sposoby. Powodem, z jakiego ktoś czegoś pragnie, bądź też sądzi, że jest to godne pożądania, często bywa to, iż sprawia mu przyjemność zrobienie czegoś, albo jest przekonany, że będzie to dlań przyjemne – przyjemne samo w sobie lub przyjemne zgodnie z określonymi warunkami podyktowanymi przez racje owego działania, niekoniecznie zaś przyjemne w ogóle. Ponadto nierzadko powodem tego, że ktoś nie chce czegoś zrobić, albo uważa, iż byłoby to niepożądane, jest fakt, że zrobienie tego byłoby dlań nieprzyjemne, bądź też jest przekonany, że byłoby to nieprzyjemne. Ściśle powiązaną kwestią jest to, że zadowolenie na myśl o wykonaniu działania pewnego rodzaju może pociągać za sobą pragnienie zrealizowania tego, a niepokój na myśl o zrobieniu czegoś może wywołać pragnienie, żeby tego uniknąć; wreszcie, niepokój na myśl, że coś jest przypadkiem tego rodzaju, może wzbudzić pragnienie lub chęć naprawienia danej sytuacji, bądź przynajmniej jej polepszenia. W dodatku nikt nie pragnie czegoś, jeżeli nie łączy tego z odczuciem przyjemności albo jeżeli nie przyjmuje za prawdopodobne, że ta rzecz się nie wydarzy i nie wywoła przykrości. Ponadto w wypadku bieżących pragnień, nieodległych w czasie – gdy tego, czego się pragnie, pragnie się właśnie teraz, nie zaś w jakiejś nieokreślonej przyszłości – istnienie takiego pragnienia, lub nawet sama świadomość, że jest ono niezaspokojone, zasadniczo łączy się z frustracją i rozczarowaniem – odczuwa się przykrość, kiedy nie zdobywa się tego, czego się pragnie, a jest ona tym większa, im silniejsze jest pragnienie3. Co więcej, jednym ze sposobów osiągania przyjemności jest właśnie zaspokojenie pragnienia; podobnie jak pewną formą nieprzyjemności jest niezadowolenie odczuwane z powodu niespełnionego pragnienia, tak też pewną formą przyjemności jest satysfakcja płynąca z uzyskania tego, czego się pragnęło. I na koniec, doświadczenie czegoś nieprzyjemnego jest czymś, czego nikt nie ma powodu pragnąć: fakt, że dane doświadczenie jest nieprzyjemne, wcale nie dostarcza podstaw ku temu, żeby chcieć je przeżyć. Dlatego też – chyba że pojawiłyby się racje świadczące przeciwko temu – jeżeli dane doświadczenie jest nieprzyjemne, to nikt nie będzie chciał go przeżywać; i na odwrót, jeśli ktoś doznaje czegoś przyjemnego, to przy braku innych racji nie będzie chciał nie przeżywać owego doświadczenia.

Doświadczanie przyjemności i bólu często łączy się zatem z obecnością określonego pragnienia czy konkretnej chęci. W rezultacie nie będzie zaskoczeniem stwierdzenie, że w wypadku niektórych emocji ich definicja zawiera odniesienie do czegoś, czego pragnie podmiot emocji: wstyd może w sobie zawierać chęć ukrycia przed innymi przedmiotu wstydu, zazdrość – pragnienie bycia równie dobrze sytuowanym, jak osoba, której się zazdrości (albo dlatego, że ma się zalety tej osoby, albo dlatego, że ta osoba pewnych zalet nie posiada), gniew – impuls do pokonania przeciwnika, czy też do wyrządzenia mu szkody przez udaremnienie jego planów, litość wreszcie – skłonność do udzielenia pomocy osobie czy stworzeniu, których nieszczęście nas porusza. Czasami myśl integralnie związana z pewną emocją bywa doświadczana z przyjemnością albo z bólem właśnie dlatego, że przejmuje treść uprzednio występującego pragnienia: ktoś stwierdza lub po prostu jest przekonany, że świat jest taki, jaki ów ktoś chciałby, żeby był, i dlatego odczuwa przyjemność albo przeciwnie – świat jest lub wydaje się taki, jaki ten ktoś nie chciałby, żeby był, i w związku z tym cierpi.

Tak czy inaczej, aspekt przyjemności i przykrości pozostaje kluczowy w różnych koncepcjach emocji (rozważanych jako zdarzenia). Gdy nie pojawia się doznanie przyjemności czy bólu, połączenie myśli z odnoszącym się do niej pragnieniem nie jest wystarczające na tyle, by sama wzbudziła w kimś emocje, jest jednak wystarczające do tego, by ktoś zareagował, odczuwając emocje na myśl, że powinien doświadczać jej z przyjemnością albo z przykrością, nawet jeśli zostanie to uznane za przeżywanie jakiejś emocji tylko wtedy, gdy towarzyszy mu (albo jest jego rezultatem) faktyczne lub pozorne zaspokojenie określonego pragnienia. I kiedy emocja zawiera zarówno pragnienie, jak i myśl jako swoje komponenty, a myśl i pragnienie mają tę samą treść, bądź też treści przeciwstawne, emocji doznaje się tylko wówczas, gdy zaspokojenie bądź niezaspokojenie pragnienia albo chęci skutkuje konkretnym afektem: doświadcza się danej myśli z przyjemnością albo z rozczarowaniem, z zadowoleniem lub z niepokojem. Co więcej, uwzględnienie pragnienia w zagadnieniu emocji nie zawsze bywa uzasadnione – niektóre emocje nie zawierają pragnień jako składników konstytutywnych.

8. Gdy ktoś przeżywa emocje, często mamy do czynienia z taką sytuacją, że w jego ciele zachodzą procesy, których doświadcza on jako doznań cielesnych: może czuć, jak włosy stają mu dęba na głowie, serce wali jak młot, skóra cierpnie. Ponadto im mocniej ktoś przeżywa emocje, tym bardziej jest prawdopodobne, że czuje zmiany w swoim organizmie, które są wywołane napięciem emocjonalnym. Ale doznania cielesne określonego typu nie są ani charakterystyczne, ani kluczowe dla danych rodzajów emocji. Nie jest tak, że doznań cielesnych, odczuwanych w momencie przeżywania pewnej emocji, doświadcza się tylko wówczas, gdy odczuwa się tę właśnie, a nie inną emocję. I do natury jakiejś emocji nie należy wcale to, że ktoś przeżywa ją tylko wtedy, gdy doświadcza szczególnego rodzaju doznań cielesnych. W rzeczy samej zmian zachodzących w ciele z powodu odczuwanej emocji wcale nie dyktuje koncepcja tej emocji. Swoisty sposób, w jaki odbiera się cieleśnie daną emocję, zależy od tego, jakiego rodzaju osobą jesteśmy. Doznania cielesne, typowe dla pewnej emocji, są zdeterminowane przez konstytucję cielesną kogoś, dla kogo stanowią one charakterystyczny element towarzyszący tej emocji. Z koncepcji emocji nie wynika, że dwie istoty przeżywające tę samą emocję i odczuwające zmiany w ciele muszą czuć, że zachodzą w nich identyczne procesy. Jakkolwiek pewne doznania cielesne są częstymi składnikami rozmaitych emocji, nie ma takiego wymogu, że jeśli ktoś doświadcza danej emocji, to powinny zarazem pojawić się szczególne doznania cielesne. Wcale nie jest oczywiste, że istnieją tego rodzaju emocje, iż doświadczanie ich właściwie zakłada odczuwanie doznań cielesnych; w wypadku przeważającej liczby, jeśli nie wszystkich emocji nie jest prawdą a priori, że pojawienie się takiej czy innej zmiany cielesnej stanowi część doświadczania emocji. A nawet gdyby tak było, słabsza hipoteza byłaby tutaj bardziej wiarygodna. Wynika stąd, że bez względu na to, jak bliskie byłyby w naszym życiu powiązania między emocjami i doznaniami cielesnymi, nie ma potrzeby wprowadzania do definicji emocji jakiegoś odniesienia do szczególnego typu doznań cielesnych, lecz w najlepszym razie, w wypadku niektórych emocji, tylko odniesienia do nieokreślonych doznań cielesnych.

9. Stwierdziłem przedtem, że nasuwają się dwie oczywiste kandydatury – pragnienia oraz doznania cielesne – do odegrania roli brakującego składnika w koncepcji emocji. Istnieje jednak jeszcze inna możliwość, ukryta, by tak rzec, w samych definicjach, a ujawniająca się wówczas, gdy na powrót przyjrzymy się zastrzeżeniu – które już wskazałem, ale go nie analizowałem – wobec poglądu, że każda emocja wiąże się z myślą szczególnego rodzaju. Wysuwający to zastrzeżenie utrzymują, że pewne rodzaje emocji nie zawierają myśli jako elementu konstytutywnego. Jako kontrprzykład podają stan pobudzenia, rozumiany nie w znaczeniu ogólnym, jak wówczas, gdy ktoś, kto nie jest spokojny, jest pobudzony, ale w znaczeniu bardziej szczegółowym, w którym pobudzenie jest swego rodzaju przyjemnością. Można być pobudzonym, odczuwając ból czy przyjemność, a przyjemne pobudzenie jest szczególnym rodzajem emocji. W ten sposób – argumentują dalej – w takim znaczeniu, w jakim stan pobudzenia jest szczególnym rodzajem przyjemności, mimo że ktoś może odczuwać pobudzenie na jakąś myśl lub myśląc o czymś – myśl nie stanowi konstytutywnego składnika stanu pobudzenia. Po pierwsze bowiem, nie istnieje taki szczególny rodzaj myśli, która musiałaby pojawić się w umyśle, aby można było odczuwać pobudzenie. I po wtóre, jest możliwe, że ktoś odczuwa pobudzenie z jakiegoś powodu, ale ów stan nie opiera się na żadnej myśli. Mimo to fakt, że nie istnieje taka myśl, która byłaby wspólna stanom pobudzenia wszelkiego rodzaju, być może nie jest destruktywny dla hipotezy, wedle której każdy rodzaj emocji zawiera ładunek przyjemności bądź przykrości związany z konkretną myślą. Różne rodzaje emocji można bowiem wyodrębnić i umieścić w ogólnej kategorii „pobudzenia”, odwołując się do różnego rodzaju myśli niosących w sobie ładunek ekscytującej przyjemności. Jednakże to, że ktoś może odczuwać pobudzenie wtedy, gdy nie pojawia się żadna myśl mieszcząca w sobie ładunek przyjemności, decyduje o tym – jak głosi owo zastrzeżenie – że istnieją takie rodzaje emocji, których nie konstytuuje jakaś myśl.

Bez wątpienia stany zawierające przyjemność czy ból można pogrupować w rodzaje według rozmaitych zasad. Jedno z kryteriów wymaga, by przypadki tego samego rodzaju były tworzone w taki sam sposób: jeśli każdy z nich zawiera jakąś myśl, to musi to być ten sam rodzaj myśli, doświadczany z taką samą formą przyjemności czy bólu. Takie właśnie kryterium stosuje się do większości pojęć związanych z emocjami. Można jednak utworzyć inną klasyfikację stanów zawierających emocje, odwołującą się do mniej sztywnych reguł: dwa przypadki doświadczania emocji są przypadkami tego samego rodzaju, jeśli każdy z nich odznacza się tą samą formą przyjemności lub bólu. Siła argumentacji obecnie rozważanego zastrzeżenia nie polega więc na tym, że istnieje jakiś kontrprzykład dla hipotezy, wedle której każdy rodzaj emocji powiązany jest ze szczególnego rodzaju myślą. Istnienie takiego kontrprzykładu zawsze można osłabić, uznając różnorodną naturę emocji – centralne miejsce, jakie przypada myśli w takim ujęciu zagadnienia emocji, nie będzie zagrożone. Siła owej argumentacji kryje się w fakcie występowania różnic w rodzajach przyjemności, które nie są różnicami pomiędzy rodzajami myśli związanych z owymi przyjemnościami; i nie chodzi tu jedynie o myśli, których możemy doświadczać łącznie z takim czy innym rodzajem przyjemności, lecz także o postrzeżenia i czynności, które nie zawierają żadnej myśli. Zgodnie z tym dany rodzaj przyjemności może być osadzony w jakiejś myśli albo w czymś, co nie łączy się z żadną myślą, czy wreszcie w czymś, co zawiera jakąś myśl, lecz nie z powodu owej myśli. Dlatego też emocja, która mieści w sobie myśl jako komponent, może być przykładem jakiegoś ogólnego rodzaju, który nie wymaga, by jego przejawy konstytuowały się za pomocą jakiejś konkretnej myśli, ale raczej przyporządkowuje sobie te przejawy wyłącznie na tej podstawie, że wiążą się one z jakąś przyjemnością. I nie jest istotne, czy ów rodzaj ogólny traktuje się jako odrębny rodzaj emocji, czy też odmówi mu się tego miana ze względu na brak myśli jako składnika konstytutywnego.

Tak więc utajonym kandydatem do objęcia funkcji brakującego elementu w koncepcji emocji, wyłaniającym się z obiekcji postawionej wobec hipotezy, że każdy rodzaj emocji zawiera myśl jako swój komponent, są właśnie tego typu różnice w rodzajach przyjemności lub bólu – różnice, które nie tkwią w rozmaitych myślach jako składnikach konstytutywnych, ani nawet w różnych przedmiotach przyjemności czy przykrości. Pojawia się tutaj zatem sugestia, że proponowane definicje wymagają dalszego uszczegółowienia co do rodzajów przyjemności lub bólu, łącznie z którymi doświadcza się owych myśli o konstytutywnym charakterze; te bliżej określone rodzaje przyjemności czy bólu nie są rozróżniane na podstawie tego, czego doznaje się jako jakiejś przyjemności czy bólu. Strach nie jest po prostu niepokojem na myśl o grożącym niebezpieczeństwie, ale swoistym rodzajem niepokoju na myśl o czymś, co zagraża; podobny wniosek można odnieść do każdej z pozostałych emocji, które usiłowaliśmy zdefiniować. Każdy rodzaj emocji zawiera nie tylko konkretną myśl, lecz także konkretną formę przyjemności lub bólu.

Powyższa sugestia może przybrać dwie postacie. Pierwsza z nich dopuszcza, by szczególne rodzaje przyjemności lub bólu, które emocje – jak się przyjmuje – mają zawierać, można było wyszczególnić niezależnie: swoisty rodzaj niezadowolenia, odczuwany w wypadku jakiegoś zakłopotania, można w pełni scharakteryzować, nie używając pojęcia „zakłopotania”; uogólniając, określony rodzaj przyjemności lub bólu, który zawiera każda emocja, można opisać, nie odwołując się do pojęcia tej emocji. Jeśli w istocie tak rzeczy by się miały, to proponowane definicje emocji można by dopełnić, wyliczając rodzaje przyjemności lub przykrości, które zawiera każda z emocji. Wedle drugiej postaci owej sugestii rodzaje przyjemności czy bólu, zawarte w każdej z emocji, są znamienne dla poszczególnych emocji i nie sposób ich scharakteryzować niezależnie. Jeżeli tak byłoby rzeczywiście, to emocji nie można by w pełni zdefiniować.

Czy owe postaci sugestii (lub choćby jedna z nich) są do przyjęcia? Czy istnieją różne rodzaje przyjemności lub bólu w przyjętym tu znaczeniu? A jeśli istnieją, to czy stanowią integralny składnik emocji? A jeśli tak, to czy można je scharakteryzować niezależnie w odniesieniu do każdej poszczególnej emocji?

Przedstawiona powyżej sugestia w całości opiera się na założeniu, że w rozmaitych rodzajach przyjemności występują różnice określonego typu. Przyjemność może towarzyszyć myślom, uczuciu, działaniom i wrażeniom percepcyjnym. Odpowiednio dwa przypadki odczuwania przyjemności mogą różnić się co do natury tego, z czego czerpie się ową przyjemność: obydwa zawierają jakieś myśli, ale myśli te są różne; jedna z owych przyjemności wiąże się z działaniem, druga z uczuciem i tak dalej. A jednak wedle analizowanej sugestii przypadki przyjemności różnią się od siebie w jeszcze inny sposób. Przyjemności czerpane z tego samego źródła – z tej samej myśli, uczucia, działania czy wrażenia percepcyjnego – mogą być różnego rodzaju i nie ma potrzeby koncentrowania się na różnicach wynikających z tego, czym są te przyjemności. Przyjmuje się, że został podany jeden przykład takiej właśnie charakterystycznej formy przyjemności, jaką jest stan pobudzenia. Ale czy pobudzenie rzeczywiście jest odrębną formą przyjemności we wskazanym tutaj znaczeniu?

Odpowiedź na tak postawione pytanie będzie możliwa, jeśli przeanalizujemy relację między różnymi sposobami użycia terminu „pobudzenie”. W ogólniejszym sensie – to znaczy w takim, w jakim ktoś może odczuwać pobudzenie, nie doznając przy tym przyjemności – gniew, oburzenie, groza i rozkosz są formami pobudzenia: w każdej z nich kryje się możliwość spotęgowanej aktywności umysłu lub ciała. Istnieją dwie drogi, jakimi przyjemność może przeniknąć do stanu pobudzenia: może być skierowana na coś, co wywołuje pobudzenie, albo może obrać za przedmiot sam stan pobudzenia. Stosownie do tego można być pobudzonym (w ogólnym sensie) przez coś, jak również czerpać przyjemność z tej rzeczy, bądź też czerpać przyjemność z samego faktu bycia pobudzonym (w sensie ogólnym). Kiedy termin „pobudzenie” związany jest z warunkiem, że stan, do którego się odnosi, jest przyjemny, zwykle oznacza to, iż mamy do czynienia z sytuacją, w której osoba doświadczająca pobudzenia czerpie przyjemność z czegoś, co ją pobudza, chociaż mogłoby to także oznaczać, że osoba ta czerpie przyjemność z samego faktu pobudzenia. Dlatego przykład pobudzenia nie może wykazać, że istnieją inne różnice w rodzajach przyjemności aniżeli różnice dotyczące tych rzeczy, z których czerpie się przyjemność. Supozycja, na której wspierała się omawiana sugestia, traci tym samym swój jedyny fundament.

Mimo że musimy porzucić tę sugestię, być może uda się z niej coś ocalić. Po pierwsze, zawiera ona słuszne twierdzenie, że emocja może się łączyć ze spotęgowaniem bądź z osłabieniem aktywności umysłowych i cielesnych – tak jak rozkosz wiąże się z przypływem energii, a smutek ze zmniejszeniem witalności. Po drugie, jakkolwiek cała sugestia opiera się na fałszywie uzasadnionej obiekcji wobec hipotezy, wedle której każda emocja powiązana jest z jakąś myślą, nacisk, jaki sugestia ta kładzie na to, że przyjemność może być osadzona w jakiejś myśli albo w czymś, co nie zawiera myśli, bądź wreszcie w czymś, co mieści w sobie myśl, lecz nie ze względu na tę myśl, okazuje się uzasadniony z dwóch różnych powodów. Wskazuje mianowicie na konieczność ukonkretnienia analizy emocji jako myśli, której towarzyszy przyjemność albo przykrość. W większości wypadków, gdy doświadczamy jakiejś emocji, dana myśl, na którą reagujemy odczuciem przyjemności lub bólu, nie funkcjonuje w postaci abstrakcyjnej, lecz jest zakomunikowana, czy też ucieleśniona w doświadczeniu – w procesach percepcji i pamięci, czy też w ćwiczeniu wyobraźni – i przebieg określonej emocji będzie zależał od sposobu, w jaki rozwija się samo doświadczenie. Zastrzeżenie będące przedmiotem tych rozważań uwydatnia słabość założenia, zgodnie z którym różne rodzaje emocji – zawierające myśl jako składnik konstytutywny – tworzą klasę obejmującą wszystkie stany umysłowe, w których doświadcza się emocji. Jeśli istota każdej emocji sprowadza się do myśli doświadczanej z przyjemnością albo z bólem, to można przyjąć, że jest nieskończenie wiele stanów umysłowych, różniących się od każdej z tych emocji tylko pod jednym względem: przyjemność czy ból, które zawierają, nie jest cechą jakościową myśli. Sam ten fakt nie wystarcza jednak, by zdyskwalifikować je jako przypadki stanów emocjonalnych4.

10. Oczywiste jest, jak sądzę, że nie będzie większego pożytku z dalszej analizy problemu, czy możliwe byłoby podtrzymanie wykładni emocji, definiującej je jako różnorodne stany, w których pewne rodzaje myśli mogą być doświadczane z przyjemnością lub z przykrością, czy też raczej takie wyjaśnienie trzeba by zastąpić bardziej adekwatnym ujęciem. Emocje bez wątpienia tworzą heterogeniczną klasę, i to taką, do której przynależność jest niepewna. W związku z tym lepiej zarzucić próby uchwycenia istoty emocji w definicji o kształcie: „Każda emocja jest…”, i w zamian przedstawić model, do którego pasuje wiele emocji, lecz niektóre z nich, jak również pewne stany umysłowe, z rozmaitych powodów nie mogą być do niego przypisane. Koncepcja emocji jako myśli doświadczanej z przyjemnością lub z bólem jest tego typu modelem: pasuje do niego wiele emocji, jeżeli nawet w pewnych wypadkach model ten wymaga uzupełnień. Co więcej, to, że łatwo można go użyć do wyjaśnienia wielu spośród najbardziej znaczących cech charakterystycznych emocji, czy też faktów związanych z emocjami, wskazuje na jego trafność:

a) Przyjemność lub ból, z jakimi doświadczana jest myśl, mogą odznaczać się różnym stopniem nasilenia i stosownie do tego, pominąwszy inne kwestie, ich wpływ na stan umysłowy, fizyczny i na zachowanie danej osoby może być mniej lub bardziej wyraźny. Dlatego też emocje mają wielkość intensywną.

b) Myśl doświadczana z przyjemnością lub z przykrością nie stanowi elementu homogenicznego z tymi elementami, które się na nie składają w ten sposób, że przylegają do siebie wspólnymi im granicami. Dlatego emocje nie mają wielkości ekstensywnej5. 

c) Przyjemności lub bólu, jakich ktoś doświadcza, reagując emocjonalnie na jakąś myśl, na ogół nie traktuje się jako czegoś, co ujawnia się w jakiejś części ciała danej osoby. I odpowiednio samej emocji nie przypisuje się jakiegoś umiejscowienia w ciele, lecz tylko łączy się ją z jakąś zmianą cielesną, odczuwaną podczas przeżywania określonej emocji.

d) Przyjemność i ból stanowią przeciwieństwo i czasem jest możliwe, że konkretna myśl będzie doświadczana albo z przyjemnością, albo z bólem. Emocje mogą zatem mieć swoje przeciwieństwa.

e) Myśli mogą być złożone albo wielorakie i każda z nich jako pojedynczy element może zawierać aspekt przyjemności lub bólu. Wynika z tego, że osoba może odczuwać mieszane emocje.

f) Przyjemność lub ból, których ktoś doświadcza, nie muszą koniecznie się przejawiać w jego wyglądzie zewnętrznym. Emocje nie muszą się więc ujawniać.

g) Podczas gdy myśl doświadczana z przyjemnością czy z przykrością skutkuje podjęciem działania, co nie jest przecież nieodzowne, nie istnieje takie działanie, korespondujące z naturą tej myśli i przyjemną lub bolesną reakcją, którym owa myśl musi skutkować. Związek pomiędzy myślą doświadczaną z przyjemnością czy przykrością a działaniem jest określony przez charakter podmiotu, jego pragnienia, przekonania, sytuację. Stosownie do tego można wskazać nieskończenie wiele sposobów, w jakich konkretny rodzaj emocji przejawia się w zachowaniu; to, jak emocja ujawnia się w jakiejś szczególnej sytuacji, zależy nie tylko od natury owej emocji, lecz także od różnorodnych czynników, zmieniających się w zależności od niej.

h) Myśl oraz przyjemna lub bolesna na nią reakcja poddają się ocenie na różne sposoby: dane przekonanie może być błędne, może nie mieć wystarczającego uzasadnienia, może być oparte na iluzji, a reakcja na nie może być bezpodstawna lub niewłaściwa, zbyt silna albo zbyt słaba. Dlatego też czyjeś emocje mogą być źle ukierunkowane, niestosowne, nierozsądne albo podatne na racjonalną argumentację, mogą też objawiać się z przesadną bądź niedostateczną siłą.

i) Jednym ze sposobów, za pomocą których jakiś rodzaj przyjemnej lub bolesnej reakcji na szczególny rodzaj myśli może zostać oceniony niekorzystnie, jest zwrócenie uwagi na wadę charakteru, ujawniającą się poprzez tę właśnie reakcję na taki rodzaj myśli. W związku z tym emocje można rozważać jako wewnętrznie niepożądane, zdradzające niedostatki osób, które je przeżywają.

j) Zostawiając na boku pozostałe kwestie, można powiedzieć, że im przyjemniejsze czy im mniej bolesne jest czyjeś życie, tym szczęśliwsza będzie ta osoba. Dlatego jej szczęście jest funkcją emocji wypełniających jej życie.

Rozdział drugi

Odrzucenie emocji

1. Muzykę można analizować z różnych punktów widzenia, na przykład z punktu widzenia kompozytora, wykonawcy (wykonawców) oraz słuchacza. Owych punktów widzenia nie można jednak w pełni rozgraniczyć. Mogą one nakładać się na siebie– jak wówczas, gdy muzyka jest improwizowana – i wiązać się ze sobą: z reguły intencją kompozytora jest to, żeby jego dzieło było wykonywane; wspólną intencją kompozytora i wykonawcy może być to, ażeby wykonanie utworu muzycznego miało swoich słuchaczy; wykonanie dzieła z zasady opiera się na zrozumieniu przez wykonawcę założeń kompozytora co do tego, jak powinno ono brzmieć; i wreszcie słuchacz jest świadom tego, że uczestniczy w wykonaniu kompozycji muzycznej, a sposób, w jaki nastawia się on na to, czego słucha, jest przesycony tą świadomością – odbiera to, co słyszy, z określonymi oczekiwaniami, których w innym wypadku by nie formułował.

Przez „punkt widzenia słuchacza” rozumiem punkt widzenia kogoś, kto słucha muzyki ze względu na jej walory wewnętrzne. Zgodnie z tym w grę wchodzą dwa aspekty obcowania słuchacza z muzyką. Po pierwsze, słucha muzyki, a jego uwaga skupia się na niej samej. Nie słyszy jej, gdy pochłania go jakieś inne zajęcie, absorbujące część albo całość jego uwagi, wtedy bowiem muzyka jest tylko dodatkiem albo bodźcem do owej czynności, zakłóca ją albo intensyfikuje – jak wtedy, kiedy się tańczy czy maszeruje w takt muzyki, gdy muzyka stanowi rytmiczny akompaniament do wykonywanej pracy, tworzy tło dla spotkania towarzyskiego, czy wreszcie ma służyć wywołaniu nastroju stosownego dla jakiejś ceremonii. Po drugie, słuchacz słucha muzyki ze świadomością bądź z nadzieją, że doświadczenie muzyki okaże się dla niego wartościowe ze względu na jej walory wewnętrzne, a nie ze względu na inny cel, który mógłby sobie wyznaczyć.

Teraz zamierzam zająć się muzyką z punktu widzenia słuchacza, nie twierdzę jednak, że ten punkt widzenia ma pierwszeństwo przed innymi. Równie dobrze może być prawdą, iż wielu kompozytorów nie myśli o swojej muzyce w pierwszym rzędzie jako czymś, czego się słucha, a nawet i to, że prawdopodobnie w większości kultur podejście słuchacza nie było szczególnie podkreślane. Bez wątpienia liczne utwory powstały z myślą o ich wykonaniu przy jakiejś okazji, kiedy uwaga obecnych nie koncentrowała się na muzyce jako takiej, a muzyka ta w zamierzeniu wcale nie miała statusu wyższego od okoliczności, na które została przeznaczona. Istnieje również muzyka – i jest jej całkiem sporo – którą skomponowano głównie albo niemal wyłącznie dla tych, którzy są w stanie wziąć aktywny udział w jej wykonaniu. Co więcej, okazjonalna funkcja muzyki lub aktywności związanych z jej wykonaniem może być równie wartościowa, a nawet bardziej wartościowa niż funkcja, jaką muzyka pełni wówczas, gdy staje się przedmiotem uwagi słuchacza. Nie wynika z tego jednak, by punkt widzenia słuchacza miał podrzędne znaczenie. Po pierwsze bowiem, perspektywa słuchacza może zostać uwzględniona w stosunku do każdego rodzaju muzyki, nawet takiej, której nie skomponowano z myślą o tym, że ów punkt widzenia będzie brany pod uwagę. Po drugie, ma on znaczenie szczególne: jeśli muzyka nie zasługuje na to, by słuchać jej dla niej samej, to jakkolwiek może mieć inne zalety, brakuje jej wartości istotnych. Na koniec przyjęcie punktu widzenia słuchacza pozwala nam zdobyć doświadczenie, które samo w sobie jest w najwyższym stopniu cenne. I podobnie jak w wypadku innych rodzajów doświadczenia o największej wewnętrznej wartości, gdy uprzywilejowujemy punkt widzenia słuchacza, naturalną rzeczą jest poszukiwanie wyjaśnienia faktu, że jego doświadczenie jest cenne samo przez się w tak uderzający sposób. Teorie zakładające istnienie estetycznie znaczącej relacji między muzyką i emocjami przypisują sobie prawo do przynajmniej częściowego wyjaśnienia tej relacji.