Miesiecznik W drodze 4/2022 (584) - Wydanie zbiorowe - ebook

Miesiecznik W drodze 4/2022 (584) ebook

Wydanie zbiorowe

4,8

Opis

Kwietniowy miesięcznik „W drodze” m.in. o tym, jak się dobrze przygotować do spowiedzi, o gniewie i nienawiści, czy bez bierzmowania można iść do ślubu, o ekumenizmie w praktyce, a także o uzależnieniach.

Nie tak miał wyglądać ten numer, ale wojna, która wybuchła 24 lutego, kazała nam zmienić plany. Jak pisze w znakomitym tekście Martyna Bogaczyk, wojna nie wybuchła teraz – ona się zaczęła w 2014 roku, a my przez te osiem lat niewiele zrobiliśmy. To tekst o trudnych decyzjach, uchodźcach, wolontariuszach i o tym, jak mądrze pomagać, gdy czeka nas maraton, a nie bieg krótkodystansowy.

O wojnie i o lęku przed nią mówi prof. Bogdan de Barbaro i podpowiada, jak słuszny gniew i nienawiść zamienić w coś dobrego, i jak żyć, by strach nie zamienił naszego życia w koszmar.

O wojnie piszą też nasi felietoniści – ci, którzy są tam w Rosji, jak Paweł Krupa OP i Wojciech Ziółek SJ, ci, których wojna zastała na egzotycznych wakacjach, jak Paulinę Wilk, i ci, którzy są tu, w Polsce, jak Stefan Szczepłek, Jarosław Mikołajewski i ks. Mirosław Tykfer. Felietony o strachu, gniewie i zaufaniu. Przejmujące, wzruszające, poruszające.

 

SPIS TREŚCI

WOJNA NA UKRAINIE

Rozmowa z samym sobą / jak się nie bać, gdy jest strasznie

rozmawiają prof. Bogdan de Barbaro i Katarzyna Kolska

Aby jutro były z nas dumne / uchodźca w naszym domu

Martyna Bogaczyk

 

UZALEŻNIENIA

Na rauszu / moja historia trzeźwienia

Tomasz Maćkowiak

Narkotyk dla ubogich / gdzie się podziały dopalacze

Michalina Kaczmarkiewicz

 

WIELKANOC

Powrót / spowiedź po wielu latach

Jakub Kołacz SJ

Wiem, bo (się) spowiadam / jak zrobić rachunek sumienia

Roman Bielecki OP

Bez dydaktyzmu / sztuka pokazywania Boga

rozmawiają Grzegorz Hańderek, rektor Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, i Roman Bielecki OP

 

KOŚCIÓŁ MAŁYCH WSPÓLNOT

Korzenie i kotwice / ekumenizm w praktyce

rozmawiają Laurent Fabre, założyciel Wspólnoty Chemin Neuf, i Piotr Klimski

 

SIEDEM PIERWSZYCH

Na cały świat / po co nam bierzmowanie

rozmawiają Dominik Jurczak OP i Arkadiusz Wojtas OP

 

ORIENTACJE

Parę osób, mały czas… / film w domu i w kinie

Wiesław Kot

Damy polskiego przekładu / „Trzy tłumaczki” Krzysztofa Umińskiego

Marcin Cielecki

 

PYTANIA W DRODZE

Chrześcijanie wobec zła / czy wolno się bronić?

Wojciech Surówka OP

 

DOMINIKANIE NA NIEDZIELĘ

Opowieść o grzechu / Marcin Barański OP

Przeczytaj krzyż / Tomasz Zamorski OP

Na dobrej drodze / Błażej Matusiak OP

Świadkowie i antyświadkowie / Paweł Możejko OP

Cmentarny spokój / Radosław Więcławek OP

 

FELIETONY

Ja drugoj takoj strany nie znaju... / Wojciech Ziółek SJ

Przichlast / ks. Grzegorz Strzelczyk

Pocztówka znad krawędzi / Paulina Wilk

Szklany sufit / Paweł Krupa OP

OMO znaczy człowiek / Jarosław Mikołajewski

Franciszek wie co robi. Ja mu ufam! / ks. Mirosław Tykfer

Testy na przyzwoitość / Stefan Szczepłek

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 174

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,8 (9 ocen)
7
2
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Drodzy Czytelnicy,

kwietniowy numer miesięcznika poświęciliśmy różnym wymiarom naszej wolności. W kontekście toczącej się na Ukrainie wojny rozmawiamy z psychoterapeutą prof. Bogdanem de Barbaro, który mówi o tym, jak radzić sobie z lękiem i jak słuszny gniew i nienawiść przekuć w pomoc tym, którzy jej obecnie najbardziej potrzebują.

W części poświęconej uzależnieniom publikujemy poruszające świadectwo Tomasza Maćkowiaka. Jest to opowieść o alkoholizmie, trzeźwieniu i stawaniu się wolnym, szczęśliwym człowiekiem. „Przestać pić trzeba dla siebie. Trzeba siebie polubić i zaakceptować, siebie i swoje życie – po to, żeby mieć ochotę żyć dalej”.

W podobnej perspektywie można odczytać teksty dotyczące spowiedzi, która też jest konfrontowaniem się z prawdą o sobie, o tym, co w nas dobre i złe. Warto o tym wszystkim pamiętać w trwającym jeszcze Wielkim Poście i podczas zbliżających się świąt Wielkanocy. W końcu zmartwychwstały Chrystus dał się poznać uczniom, pokazując im swoje rany. Czy nie jest to wymowne wskazanie, że i my w taki sposób mamy Go rozpoznawać? A nasza pomoc potrzebującym, samotnym, cierpiącym, tym z daleka i tym z bliska, to nic innego jak spotkanie z Jezusem Żywym poprzez rany innych.

Dlatego życzę Państwu jak najpełniejszego doświadczania wolności, ku której, jak pisze autor Listu do Galatów, wyswobodził nas Chrystus przez swoje powstanie z martwych. ¶

kwiecień 2022

Wojna na Ukrainie

Rozmowa z samym sobą / jak się nie bać, gdy jest strasznie

rozmowa zprof. Bogdanem de Barbaro

Aby jutro były z nas dumne / uchodźca wnaszym domu

Martyna Bogaczyk

Uzależnienia

Na rauszu / moja historia trzeźwienia

Tomasz Maćkowiak

Narkotyk dla ubogich / gdzie się podziały dopalacze

Michalina Kaczmarkiewicz

Wielkanoc

Powrót / spowiedź po wielu latach

Jakub Kołacz SJ

Wiem, bo (się) spowiadam / jak zrobić rachunek sumienia

Roman Bielecki OP

Bez dydaktyzmu / sztuka pokazywania Boga

rozmowa zGrzegorzem Hańderkiem

Kościół małych wspólnot

Korzenie i kotwice / ekumenizm wpraktyce

rozmowa zLaurentem Fabre’EM

Siedem pierwszych

Na cały świat / po co nam bierzmowanie

rozmowa zDominikiem Jurczakiem OP

Orientacje

Parę osób, mały czas… / film wdomu iw kinie

Wiesław Kot

Damy polskiego przekładu / Trzy tłumaczki Krzysztofa Umińskiego

Marcin Cielecki

Pytania w drodze

Chrześcijanie wobec zła / czy wolno się bronić?

Wojciech Surówka OP

Dominikanie na niedzielę

Opowieść o grzechu / Marcin Barański OP

Przeczytaj krzyż / Tomasz Zamorski OP

Na dobrej drodze / Błażej Matusiak OP

Świadkowie i antyświadkowie / Paweł Możejko OP

Cmentarny spokój / Radosław Więcławek OP

Felietony

Ja drugoj takoj strany nie znaju... / Wojciech Ziółek SJ

Przichlast / ks. Grzegorz Strzelczyk

Pocztówka znad krawędzi / Paulina Wilk

Szklany sufit / Paweł Krupa OP

OMO znaczy człowiek / Jarosław Mikołajewski

Franciszek wie co robi. Ja mu ufam! / ks. Mirosław Tykfer

Testy na przyzwoitość / Stefan Szczepłek

Redakcja:

Roman Bielecki OP (redaktor naczelny)

Katarzyna Kolska (zastępca red. nacz.)

Arkadiusz Wojtas OP (sekretarz redakcji)

Dominik Jarczewski OP

Magdalena Wojtaś (współpraca)

Projekt graficzny i skład:

[email protected]

Koordynacja produktu:

Kornelia Winiszewska

Reklama i patronaty:

Ewelina Paluszyńska [email protected]

ISSN: 2543-4802

Wydawca:

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze Sp. z o.o. ul. Tadeusza Kościuszki 99 61-716 Poznań

Adres redakcji:

ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań tel. 61 850 47 22, faks 61 850 17 82 e-mail: [email protected]

www.miesiecznik.wdrodze.pl

Cum permissione auctoritatis ecclesiasticae.

Redakcja nie odsyła materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo adiustowania i skracania tekstów przyjętych do druku.

Zdjęcie na okładce: tim mossholder / unsplash

Śledź nas: Facebook: MiesiecznikWdrodze / Instagram: wdrodze_miesiecznik / Twitter: miesWdrodze / YouTube: WydawnictwoWdrodzePL

Rozmowa z samym sobą

Wojna Putina ze mną polega na tym, że on chce, żebym ja się bał. Moja odpowiedź na ten jego zamiar, żebym się bał, powinna być taka, żeby nie dać mu wygrać tą bronią.

Z psychiatrą i psychoterapeutą prof. Bogdanem de Barbaro

rozmawiaKatarzyna Kolska

Panie profesorze, od dwóch lat żyliśmy w lęku z powodu pandemii. I gdy się wydawało, że w końcu weźmiemy głęboki oddech, to nagle wybuchła wojna na Ukrainie. Ruszyliśmy na pomoc, ale jednocześnie na trwający w wielu z nas lęk nałożył się kolejny. Czym nam to grozi?

Zacząłbym naszą rozmowę od ważnego rozróżnienia. Mianowicie między lękiem a strachem jest pewna różnica. Lęk jest to stan wewnętrzny, który nie ma swojej precyzyjnej, jednoznacznej przyczyny. Natomiast strach jest odpowiedzią na dające się nazwać realne niebezpieczeństwo. To rozróżnienie jest potrzebne, dlatego że inaczej powinniśmy reagować, kierując się impulsem lękowym, a inaczej, kierując się strachem. W przypadku strachu przyczyna jest dość konkretna, lęk jest raczej nieokreślony. Jeśli mówimy o pandemii czy o wojnie, na której chcemy się w tej rozmowie skoncentrować, przyczyny są dość wyraźne: w przypadku pandemii pojawia się konkretny wirus, który może zabić, a podczas wojny mamy do czynienia z konkretnym złoczyńcą, który może zabić. Istnieje realny powód, żeby się bać. To jest sygnał ostrzegawczy.

Gdy wybuchła pandemia, zamknęliśmy się na jakiś czas w domach, nosiliśmy maseczki, zachowywaliśmy dystans, dezynfekowaliśmy ręce, mając poczucie, że to w jakimś stopniu może nas uchronić przed zachorowaniem. Wojna jest nieobliczalna…

Nie wiem, czy się całkiem z panią zgodzę, bo w wypadku koronawirusa też mieliśmy cały wachlarz reakcji – od paniki po lekceważenie. Załóżmy jednak, że większość Polaków, widząc niebezpieczeństwo, próbowała podjąć jakieś kroki ratunkowe, żeby je oddalić. Kłopot z wojną jest taki, że trudno się przed nią zabezpieczyć. Ale i w tym wypadku nasze reakcje mogą być bardzo rozmaite – od paniki przez całkowite lekceważenie.

Wojny toczą się na świecie cały czas. Czy tej przestraszyliśmy się bardziej, dlatego że jest tuż obok, za ścianą?

Przyczyn tego strachu jest pewnie kilka. Jedną z nich jest na pewno ta bliskość, mierzona w kilometrach. Druga przyczyna jest natury historycznej: sprawcą wojny jest przedstawiciel państwa, które napadało na Polskę. Trzecią przyczynę upatrywałbym w tym, że ten sprawca dysponuje bronią powszechnej zagłady. Ale od razu też dodam, że niekoniecznie wszyscy popadamy w lęk czy w panikę. Spektrum reakcji jest ogromne: jedni od rana do wieczora siedzą przed telewizorem czy przy radiu i śledzą na bieżąco wydarzenia na Ukrainie, ale są i tacy, których irytuje to, że nie będzie meczu Polska – Rosja, bo FIFA tak zdecydowała.

Co dla naszego zdrowia psychicznego jest lepsze?

Na pewno nie powinniśmy stać się niewolnikami nasłuchu. Wojna Putina ze mną polega na tym, że on chce, żebym ja się bał. Moja odpowiedź na ten jego zamiar, żebym się bał, powinna być taka, żeby nie dać mu wygrać tą bronią.

Jak to zrobić, panie profesorze?

Po pierwsze, nie być samemu, tylko funkcjonować w przestrzeni społecznej, w której mamy możliwość powiedzieć o swoich przeżyciach i wysłuchać przeżyć innych, a po drugie, nie rezygnować z jakiegoś kawałka własnej sprawczości. To, co się teraz dzieje, ten spontaniczny odruch Polaków pomagających w różny sposób uciekającym do nas Ukraińcom, daje nam poczucie sprawczości, a to chroni przed lękiem. Sprawczość, działanie, pomaganie zawsze dodają nam siły. I to jest nasza odpowiedź – nie damy się zgnieść lękowi.

A gdyby przyszedł do pana taki przeciętny człowiek i powiedział: Panie profesorze, boję się, nie jestem już w stanie udźwignąć tego lęku. Co mam zrobić, jak mam sobie pomóc? To co pan profesor by mu powiedział?

Nie ma powodu do stosowania trybu warunkowego. Tak rzeczywiście jest; przychodzą pacjenci i opowiadają mi o swoim lęku. Mówią na przykład o tym, jak odtwarza się ich trauma z dzieciństwa – czy to będzie trauma z przekazu od rodziców, czy nawet w przypadku osób starszych trauma własna, to będzie strach o siebie, o własne dzieci, o przyszłość planety. No i wtedy o tym rozmawiamy. Szybkie wkraczanie z jakimiś radami czy przykazaniami ma bardzo ograniczony sens. Lepiej jest wsłuchać się w ten niepokój, a potem przyjdzie czas na refleksję. Bo lęk i strach, ta reakcja na to, co się dzieje, wymaga pogłębionego spojrzenia. Więc rozmawiamy o tym, co tego człowieka najbardziej niepokoi, w czym albo w kim mógłby znaleźć jakieś własne źródła wsparcia, myśli dodające mu odwagi. Jedni będą sięgać po stoików, inni po Nowy Testament, jeszcze inni będą wspominać traumy, które pokonali. Dlatego nie ma jednej rady. Ważne jest, żeby sięgać po osobistą odpowiedź. To jest to, co nazywamy dotarciem do własnych zasobów.

Ale są też tacy, którzy mówią: Już nie mogę dłużej wytrzymać – i sięgają po tabletki.

Jeżeli to jest tabletka brana doraźnie, przez kilka dni albo co kilka dni, to może mieć sens, o ile tabletka będzie na usługach tej osoby, a nie stanie się jej panem. To jest reguła, która ma znaczenie w farmakoterapii. Czyli jeżeli ktoś sięga po relanium, to może robi to właśnie po to, żeby o siebie zadbać. Ale jeżeli się psychicznie uzależni, jeżeli to relanium stanie się nawykiem, to on traci sprawczość, staje się niewolnikiem tego małego, białego kawałka środka biochemicznego. A w dalszej kolejności grozi mu uzależnienie biologiczne. Kiedy boli mnie ząb, to też sięgam po środek przeciwbólowy, ale potem idę do dentysty.

Słyszałam już i takie rady, żeby mieć spakowaną na wszelki wypadek małą walizkę z najpotrzebniejszymi rzeczami, żeby w razie czego wziąć ją do ręki i jak najszybciej uciekać. Pojawiają się też w prasie informacje, takie na przykład widziałam w poznańskich gazetach, ile mamy schronów, w jakim są stanie i ile się tam może zmieścić osób…

Jeśli kogoś uspokoi myśl, że ma przygotowaną walizkę z jedną białą koszulą, z dwiema parami majtek, butami i skarpetkami, to niech taką magiczną czynność wykona. Ale taki nastrój przygotowywania się do ucieczki jest jednak bardziej stresujący niż uspokajający. Myśl o schronach i wyliczenia, kto się w nich zmieści, a kto nie, też wydaje mi się dość nonsensowna. Nie dlatego, że nie ma zagrożenia wojną. Jest takie zagrożenie. Tylko że nie potrafię znaleźć zalety takich obliczeń – to raczej takie wzniecające panikę gaworzenia. Oczywiście zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji. Tylko warto odróżnić, jakie kroki i jakie działania są częścią mojej higieny psychicznej, a co sprawia, że mi tego stresu i rozedrgania wewnętrznego przybywa.

Każdy z nas nosi w sobie jakieś strachy i lęki, takie osobiste. Martwimy się o dzieci, o zdrowie, o pracę, o starszych rodziców. Ale teraz na te nasze małe prywatne lęki od dwóch lat zaczęły się nakładać lęki globalne. I czy w tym strachu, który odczuwamy, dalej boimy się o siebie, czy też zaczęliśmy się bać o ludzkość, o świat?

Myślę, że koloryt strachu jest pochodną PESEL-u. Ja należę już do grupy siedemdziesiąt plus. W związku z tym niepokoję się o moje dzieci, o moich wnuków, bo ja, mówiąc brzydko, już się nażyłem. Natomiast gdybym miał teraz dwadzieścia lat, no to pewnie miałbym w sobie więcej ducha bojowego, ale też bym patrzył z większą obawą na przyszłość planety – z uwagi na zagrożenie nuklearne i zagrożenie klimatyczne.

Wiele też zależy od filozofii życia, jaką wyznajemy. Nie chciałbym, żeby to, co powiem, zabrzmiało wartościująco, ale wydaje mi się, że nasze strachy i lęki zależą w dużym stopniu od dojrzałości emocjonalnej, od tego, na co jesteśmy wrażliwi, jakie wartości nam przyświecają, co jest dla nas ważne. I czy swoimi wyobrażeniami ogarniamy tylko tu i teraz i siebie samego, czy ogarniamy także społeczeństwo i środowisko, w którym żyjemy. Czy myślę – ja, Polak, ja, Bogdan de Barbaro, czy myślę – ja, Europejczyk, a może ja, obywatel świata. Z moich obserwacji wynika, że ludzie mają w tym zakresie różny sposób budowania własnej tożsamości. Są osoby o globalnej wrażliwości, które myślą zarówno o innych, na przykład o dzieciach głodujących w Kongu czy Jemenie, jak i o tym, co będzie za pięćdziesiąt lat z planetą, ale są i tacy, którzy żyją zgodnie z powiedzeniem „moja chata z kraja” i ciekawi ich tylko to, żeby im było dobrze. Myślę, że to jest bardzo ważny parametr, chyba rzadko poddawany refleksji. Na ogół ci, którzy zajmują się czytaniem i pisaniem, są gotowi do myślenia w kategoriach bardziej globalnych, a ci, którzy ani nie piszą, ani nie czytają, to… ojej, prawie ześlizgnąłem się w politykę, więc nie pójdę dalej.

Kiedy zaczęła się pandemia, to z tygodnia na tydzień, a potem z miesiąca na miesiąc żyliśmy nadzieją – najpierw, że ona się szybko skończy, potem, że pojawi się jakieś skuteczne lekarstwo albo szczepionka. Na horyzoncie było jakieś światło. Wojna, zwłaszcza ta wojna, jest nieprzewidywalna. Trudno sobie wyobrazić, co się stanie jutro, za tydzień, za dwa. Czego się uchwycić, żeby strach i lęk nas nie paraliżowały?

Proszę zwrócić uwagę, że te dwa przykłady mają różny rytm. W przypadku pandemii to jest rytm mierzony miesiącami. W przypadku wojny obowiązuje natomiast rytm dzienny. Dlatego to będzie o tyle trudniejsze, że mamy mało czasu na oswojenie i na refleksję. Bo to, o czym dzisiaj rozmawiamy, być może w chwili ukazania się numeru będzie się nadawać już tylko do archiwum. Dlatego należałoby szukać jakichś ponadczasowych refleksji. I patrząc z tej perspektywy, powiedziałbym, że czymś bardzo ważnym jest rozmowa z samym sobą. A to oznacza przyglądanie się sobie, szukanie drogi dla siebie, sprawdzanie, czy to, co robię, jest zgodne z moim własnym scenariuszem, czy też ulegam czyimś podpowiedziom. I w związku z tym jedni jadą na granicę pomagać Ukraińcom, inni przyjmują ich do swoich domów, a jeszcze inni wolą od wszystkiego się odciąć i odetchnąć. Mam nadzieję, że to nie brzmi ocennie. Chodzi mi tylko o pokazanie, że ludzie mają różne sposoby radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Ale gdybym miał szukać jednej najważniejszej rzeczy, to powiedziałbym za Markiem Aureliuszem, który jest moim ulubionym podpowiadaczem, jak żyć: „Kiedy widzisz, że złe rzeczy dzieją się dookoła, to znajdź dla siebie jakąś dobrą cząstkę działania”. To jest bardzo spójne z zasadami higieny psychicznej.

I jeśli kogoś uspokoi walizeczka przy łóżku albo zapasy cukru, oleju i papieru toaletowego, to ma je po prostu zrobić?

Jeszcze sól będzie potrzebna…

Będzie się czuł spokojniejszy?

Szczerze mówiąc, nie bardzo wierzę, żeby z tego wynikało uspokojenie. Ale każdy powinien sobie znaleźć coś swojego. Jeśli kogoś uspokaja czytanie wierszy Leśmiana albo Lechonia, to niech czyta. Jeśli komuś pomaga słuchanie muzyki Mozarta, to niech słucha, a jeśli na kogoś działa uspokajająco oglądanie archiwalnych meczów piłki nożnej, to niech ogląda.

Nie chcę sobie robić żartów z ludzi, którzy się uspokajają kupowaniem cukru na zapas jak podczas kryzysu kubańskiego, ale mogę sobie wyobrazić, że tak jest. Nie dałbym sobie prawa do mówienia: Człowieku, co ci z tego cukru? Chyba bym raczej zwracał uwagę, że wbrew przedwojennemu hasłu cukier wcale nie krzepi.

Dla wielu ludzi problemem jest to, jak rozmawiać ze swoimi dziećmi o wojnie.

No tak…

Jak to robić?

Dzieckiem jest pięciolatek i dzieckiem – w świetle prawa – jest piętnastolatek. A nawet – już tylko w sensie psychologicznym – dzieckiem może być trzydziestopięciolatek. Więc rozmowy takie powinny być dostosowane do możliwości percepcyjnych rozmówcy. Z dzieckiem trzydziestopięcioletnim można rozmawiać jak partner z partnerem, a w przypadku dziecka trzyletniego chyba nie widzę sensu rozmawiania o wojnie ani o tym, co to jest wybuch jądrowy.

Ale jednak dzieci towarzyszą rodzicom w domu, telewizor jest włączony, słyszą, że jest wojna na Ukrainie, widzą czołgi, widzą rannych i zabitych ludzi i zadają pytania.

To jest tak jak z filmami, niektóre są dozwolone od iluś lat – są filmy dla dzieci i są filmy dla dorosłych. To, co się dzieje na Ukrainie, jest dla dorosłych. Więc jeżeli w telewizji leci film, w którym ludzie się zabijają, to rodzice nie pozwalają kilkuletniemu dziecku oglądać tego filmu. Także dlatego, że w lewym narożniku u góry widnienie cyferka jeden i cyferka sześć. I to nie jest żadna staroświeckość, tylko respektowanie możliwości uczuciowej percepcji i pojmowania przez dziecko niebezpieczeństwa. Naszym obowiązkiem jako rodziców czy opiekunów jest dbanie o to, by dziecko nie dostawało takiej traumy, której nie jest w stanie zasymilować. A pięciolatek widział już filmy o tym, jak niedźwiedzie ze sobą walczą albo jak wilk goni sarenkę. Różne metafory agresji czy nienawiści pod postacią zwierzątek kreskówki nieraz pokazują… Ale rozumiem, że do dzieci docierają różne napięcia i niepokoje okołowojenne. Więc też udawanie, że nie ma żadnego problemu, byłoby bezskuteczne.

Panie profesorze, niejeden pięciolatek grał już na komputerze w takie gry, w których zabija się ludzi.

I to nie jest dobre. Ale kiedy pani pyta, jak dorośli mają o tym rozmawiać z dziećmi, to powiem tak: Trzeba pomóc dziecku odróżniać dobro od zła. To ma fundamentalne znaczenie. Ale nie odróżniać dobrego człowieka od złego człowieka, tylko odróżniać dobre czyny od złych czynów. Objaśnianie, na czym polega szaleństwo Putina, zostawiłbym na później.

Co się dzieje z naszym ciałem, kiedy ono przez długi czas jest w strachu i lęku?

Ciało bywa zmęczone, ma mniej energii. W pani pytaniu jest pośrednio zawarte założenie, że psychika i ciało to byty odrębne, ale oboje wiemy, że jesteśmy całością psychofizyczną. I w zależności od tego, czy dana osoba tłumi wściekłość, czy ją rozładowuje w czasie joggingu albo gry w piłkę nożną, ciało będzie różnie reagowało. Jeżeli będę się uśmiechał, a wewnątrz będę kipiał wściekłością, to jest większe prawdopodobieństwo, że moje ciało szybciej będzie zmęczone, a w dodatku będę reagował lękowo. Związki między tłumioną agresją a depresją są dość oczywiste. Dlatego warto dbać o ciało ze świadomością, że jesteśmy psychofizyczni albo – szerzej ujmując problem: fizyczno-psychiczno-duchowi. O duchowości wspominam także dlatego, że gdzieś w tle jest nasz system wartości, nasza wrażliwość etyczna czy egzystencjalna. I jeśli to weźmiemy pod uwagę, to naszemu ciału będzie lepiej. Od razu dodam, że teraz pojawia się nowe niebezpieczeństwo: jesteśmy gotowi popadać w irytację, że nie możemy być stale zanurzeni w przyjemnościach. Moc hedonizmu w dwudziestym pierwszym wieku jest tak wielka, że niektórzy ludzie są zrozpaczeni, bo mają ograniczone możliwości podróżowania. Albo na przykład nie mogą tak często chodzić do kina, jak by chcieli. A wolność jest im zabrana przez to, że mają chodzić w maseczce. To jest pokłosie nieodróżniania wolności od swawoli. No i ci, dla których hedonizm jest fundamentem życia, bardzo boleśnie przeżywają wszelkie ograniczenia. Zdecydowanie lepiej znoszą je osoby świadome tego, że życie nie jest wyłącznie serią przyjemności.

Skoro o tych duchowych wartościach pan powiedział – nie wiem, czy mogę o to zapytać terapeutę, ale się ośmielę: Czy chrześcijanin, osoba wierząca, ma prawo się bać?

Rzeczywiście tu już pani mnie pyta nie jako terapeutę, tylko jako chrześcijanina. Ale jako chrześcijanin zaglądam do gabinetu terapeutycznego, pytam terapeutę, a terapeuta mi odpowie: Chłopie, jesteś człowiekiem, a częścią twojego człowieczeństwa jest to, że reagujesz emocjonalnie. Ważne jest dla ciebie jako chrześcijanina, żeby sprawdzić, jak się ten lęk ma do twojego życia. Czy ten lęk cię dewastuje w znaczeniu: wyrzuca cię z drogi, którą sobie wybrałeś, na przykład z drogi czynienia dobra albo dbania o innych? Czy pamiętasz o tym, co jest podobno fundamentem chrześcijaństwa, czyli o miłości i miłosierdziu? Czy lęk ci to zabrał, czy nie? Sprawdź sobie to. A jeśli ci to sprawdzanie kiepsko idzie, to skontaktuj się z duszpasterzem.

To prosiłabym, żeby jako chrześcijanin został pan jeszcze przez chwilę w gabinecie terapeuty i zapytał go, jak sobie radzić z poczuciem nienawiści do Putina, która w nas jest. Nienawiść nie jest dobrym uczuciem…

Tę nienawiść można różnie rozumieć. Jeżeli nienawiść potraktować jako impuls – wściekłość na to, co ten człowiek robi niewinnym ludziom, to ja rozumiem, że impuls jest trochę jak sen – nie odpowiadamy za to, co nam się śni. Natomiast jeżeli zaczniemy tę nienawiść obejmować jakąś refleksją, to pytanie staje się poważne. Czy to jest nienawiść, czy to jest słuszny gniew? I co ja z tą energią robię? Na przykład grozi mi przeadresowanie wściekłości na niewinnych przechodniów. Innymi słowy – my Putinowi nic złego nie możemy zrobić, nawet gdybyśmy chcieli, więc tę agresję przekierowujemy. I to jest niebezpieczeństwo. Albo – daj Boże – przeorganizujemy wściekłość, gniew czy nienawiść do Putina na pomaganie ofiarom Putina. To mi się wydaje najbardziej sensowne.

I wtedy powstaje szansa, że tę całą traumę będziemy w stanie przekuć na element własnej refleksji nad tym, kim jestem, co uważam za ważne we własnym życiu, co sprzyja mojemu rozwojowi.

Ostatnie tygodnie pokazują, że choć na co dzień skaczemy sobie do gardeł i wydajemy się społeczeństwem bardzo podzielonym, to w chwilach kryzysu potrafimy być bardzo empatyczni. Mam wrażenie, że wokół mnie są sami pomagacze. I to jest krzepiące, przynajmniej dla mnie. Nie wiem, co mówi o tym terapeuta.

Dla mnie też jest to krzepiące. Od wczoraj w moim gabinecie mieszka pani ze Lwowa z dwójką dzieci. Mnie to dodaje ducha i daje mi prawo myśleć, że zrobiłem właśnie coś na rzecz tych, którym jest gorzej. Podobnie byłem bardzo przejęty i wzruszony, kiedy widziałem, jaki tłum ludzi idzie z żywnością i z ubraniami na rzecz osób z Ukrainy. Niedawno słyszałem żart, że Polska to największa organizacja pozarządowa na świecie. Pierwsze odczucie to wzruszenie i poruszenie być w tłumie tych pomagaczy, ale nie mam pewności, jaki to jest procent ludzi. Podobnie jak pani chciałbym myśleć, że duży. Muszę powiedzieć, że pozostając w stanie wzruszenia, jak wielka jest fala aktywnej życzliwości Polaków wobec osób z Ukrainy, pozostaję także z różnych powodów sceptyczny. Wolałbym myśleć w sposób zróżnicowany: Mamy być z czego dumni, mamy się czego wstydzić.

No tak, w moim osiedlowym sklepie słyszałam już rozmowy, że niedługo Ukraińcy będą mieli się w Polsce lepiej niż Polacy.

A ja obawiam się, jak za kilka tygodni będzie przebiegać życie codzienne. Czy nie pojawią się nuty zawiści, agresji, ksenofobii. Głęboko wierzę, że to, co się teraz dzieje, jest swego rodzaju społecznym korektywnym doświadczeniem emocjonalnym: po wstydzie za to, co się działo i dzieje na granicy białoruskiej, mamy prawo myśleć, że jest w nas aktywna empatia. Ale prawdziwy egzamin to nie sprint, tylko maraton.

Czy pomaganie, które mimo wszystko na razie dobrze nam wychodzi, jest sposobem na oswojenie lęku przed wojną?

Tak. Jestem przekonany, że naszym emocjom może pomóc bycie po jasnej stronie mocy. Gdy zastygniemy, czy to ze strachu, czy z bierności, to staniemy się ofiarami. A o to przecież chodzi Putinowi, żebyśmy mu nie przeszkadzali. Jest takie piękne zdanie, które powiedział Martin Luther King, że przeraża go nie przemoc nielicznych, lecz cisza wielu. Więc w tym sensie, z punktu widzenia – nazwijmy to – rozwoju społeczno-politycznego, ale też rozwoju osobistego, bardzo ważne jest to, czy pozostaniemy bierni, czy znajdziemy dla siebie dobrą cząstkę działania. ¶

Bogdan de Barbaro – ur. 1949, psychiatra, psychoterapeuta, terapeuta rodzin i par, emerytowany profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Certyfikowany psychoterapeuta i superwizor Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Autor wielu książek i artykułów z dziedziny psychoterapii. Jest współautorem Między konfesjonałem akozetką.