Miesiecznik W drodze 3/2022 (583) - Wydanie zbiorowe - ebook

Miesiecznik W drodze 3/2022 (583) ebook

Wydanie zbiorowe

4,6

Opis

Najnowszy miesięcznik „W drodze” – nie tylko na Wielki Post! Marcowy numer otwiera pierwszy obszerny wywiad z nowym prowincjałem dominikanów ojcem Łukaszem Wiśniewskim OP. A Tomasz Gałuszka OP odpowiada na pytania o jubileusz 800-lecie zakonu dominikanów w Polsce.

 

O czym jeszcze przeczytasz?

O kłopotach ze znalezieniem rodziców chrzestnych dla dziecka rozmawiają Dominik Jurczak OP i Arkadiusz Wojtas OP. Wojciech Surówka OP wyjaśnia różnice między jałmużną a pomocą charytatywną. O tym jak felietonista Paweł Krupa OP został gwiazdą TikToka, dorównując popularnością Robertowi Lewandowskiemu!

 

Bezwzględność, ciekawość, obojętność, niecierpliwość, marnotrawstwo, udawanie – czy to jest grzech? Z grzechami naszymi powszednimi mierzą się: Wacław Oszajca SJ, Małgorzata Terlikowska, Dominik Jarczewski OP, Cyprian Klahs OP, Dariusz Duma i Maria Rogaczewska.

 

SPIS TREŚCI

ROZMOWA W DRODZE

Full-time job / dlaczego zostałem prowincjałem

rozmawiają Łukasz Wiśniewski OP, Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP i Dominik Jarczewski OP

 

800-LECIE DOMINIKANÓW W POLSCE

Nie boimy się świata / zakon na każde czasy

rozmawiają Tomasz Gałuszka OP i Włodzimierz Bogaczyk

 

CZY TO JEST GRZECH?

Bezwzględność / gdy chamstwo staje się cnotą

Małgorzata Terlikowska

Ciekawość / pierwszy stopień do...

Wacław Oszajca SJ

Obojętność / sekret miłosiernego Samarytanina

Dominik Jarczewski OP

Niecierpliwość / sztuka czekania

Cyprian Klahs OP

Marnotrawstwo / nie tylko o jedzeniu

Dariusz Duma

Udawanie / życie bez filtra

Maria Rogaczewska

 

SIEDEM PIERWSZYCH

Daj wiarę! / po co nam rodzice chrzestni

rozmawiają Dominik Jurczak OP i Arkadiusz Wojtas OP

 

PYTANIA W DRODZE

Nie trąb, że dajesz / czym się różni jałmużna od pomocy charytatywnej

Wojciech Surówka OP

 

ORIENTACJE

Poczuj to / film w domu i w kinie

Magdalena Wojtaś

Nie lubię wielkich słów / „Nasz Tymczasowy” pod redakcją Szczepana Cofty i Darii Springer, Szpital Kliniczny Przemienienia Pańskiego, Wydawnictwo Miejskie Posnania

Katarzyna Kolska

 

DOMINIKANIE NA NIEDZIELĘ

Gra w chowanego / Paweł Możejko OP

Synowie Boga / Marcin Barański OP

Zatrzymać chwilę chwały / Tomasz Zamorski OP

Jestem z tobą / Błażej Matusiak OP

O kim jest Ewangelia? / Radosław Więcławek OP

 

FELIETONY

Niespodzianki smutnego miasta / Paweł Krupa OP

Ach, co to była za kanonizacja! / Wojciech Ziółek SJ

Znów odlatujemy / Paulina Wilk

Telefon z przeszłości / Stefan Szczepłek

Za jakim Kościołem tęskni Polska / ks. Mirosław Tykfer

Bysztek / ks. Grzegorz Strzelczyk

Bywa inaczej / Jarosław Mikołajewski

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 179

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (7 ocen)
5
1
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Nabrue

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam lekturę. Warto poczytać.
00

Popularność




Drodzy Czytelnicy,

mówienie o złu nie ma dobrej prasy. Pozwalam sobie jednak na przypomnienie myśli rosyjskiego filozofa Władimira Sołowjowa z Krótkiej opowieści oAntychryście, w której zawarł przenikliwą sugestię, że kiedy na świecie zjawi się wzmiankowany anty-Chrystus, to będzie nie tyle ludzi kusił, ile zwodził. Wyrządzając zło, powie, że to dobro. I wielu da się na to nabrać.

Prowadzi mnie to do mało pocieszających wniosków. Proszę pomyśleć, ile czasu marnujemy, przekonując się wzajemnie do swoich racji? Ile energii wkładamy w to, by agresję nazywać wyższą koniecznością, zachłanność zapobiegliwością, kłamstwo przejęzyczeniem, lenistwo odpoczynkiem, a zwykłe wścibstwo potrzebą informacji? Nie jestem naiwny i wystarczająco długo żyję na świecie, by wiedzieć, że każde, nawet największe draństwo da się przystroić w pozłotko. Jak często nam się zdarza używać kogoś jako narzędzia, manipulować informacjami, a potem wszystko zracjonalizować i tłumaczyć sobie i innym, że „nie dało się inaczej” i „było to konieczne”? Obserwując wiele problemów, z jakimi się zmagamy w Kościele i naszym społeczeństwie, myślę, że do perfekcji opanowaliśmy przecedzanie komara i połykanie wielbłąda tylko po to, by utrzymać status quo, nie przyznać się do popełnianego zła i żyć w przekonaniu o własnej doskonałości moralnej.

Ten numer miesięcznika poświęcamy zjawiskom społecznym, które niszczą nasze wspólne życie, bo są zwyczajnie grzeszne. Trafi on do rąk Czytelników w czasie Wielkiego Postu, którego głównym motywem jest nawrócenie, czyli nic innego, jak nazywanie rzeczy po imieniu, odkłamywanie usprawiedliwień o tym, „że to skomplikowane”. No właśnie, że nie. To nie jest skomplikowane. To znacznie prostsze, niż się wydaje. ¶

marzec 2022

Rozmowa w drodze

Full-time job / dlaczego zostałem prowincjałem

rozmowa zŁukaszem Wiśniewskim OP

800-lecie dominikanów w Polsce

Nie boimy się świata / zakon na każde czasy

rozmowa zTomaszem Gałuszką OP

Czy to jest grzech?

Bezwzględność / gdy chamstwo staje się cnotą

Małgorzata Terlikowska

Ciekawość / pierwszy stopień do...

Wacław Oszajca SJ

Obojętność / sekret miłosiernego Samarytanina

Dominik Jarczewski OP

Niecierpliwość / sztuka czekania

Cyprian Klahs OP

Marnotrawstwo / nie tylko ojedzeniu

Dariusz Duma

Udawanie / życie bez filtra

Maria Rogaczewska

Siedem pierwszych

Daj wiarę! / po co nam rodzice chrzestni

rozmowa zDominikiem Jurczakiem OP

Pytania w drodze

Nie trąb, że dajesz / czym się różni jałmużna od pomocy charytatywnej

Wojciech Surówka OP

Orientacje

Poczuj to / film wdomu iw kinie

Magdalena Wojtaś

Nie lubię wielkich słów / Nasz Tymczasowy pod redakcją Szczepana Cofty iDarii Springer

Katarzyna Kolska

Dominikanie na niedzielę

Gra w chowanego / Paweł Możejko OP

Synowie Boga / Marcin Barański OP

Zatrzymać chwilę chwały / Tomasz Zamorski OP

Jestem z tobą / Błażej Matusiak OP

O kim jest Ewangelia? / Radosław Więcławek OP

Felietony

Niespodzianki smutnego miasta / Paweł Krupa OP

Ach, co to była za kanonizacja! / Wojciech Ziółek SJ

Znów odlatujemy / Paulina Wilk

Telefon z przeszłości / Stefan Szczepłek

Za jakim Kościołem tęskni Polska / ks. Mirosław Tykfer

Bysztek / ks. Grzegorz Strzelczyk

Bywa inaczej / Jarosław Mikołajewski

Redakcja:

Roman Bielecki OP (redaktor naczelny)

Katarzyna Kolska (zastępca red. nacz.)

Arkadiusz Wojtas OP (sekretarz redakcji)

Dominik Jarczewski OP

Magdalena Wojtaś (współpraca)

Projekt graficzny i skład:

[email protected]

Koordynacja produktu:

Kornelia Winiszewska

Reklama i patronaty:

Ewelina Paluszyńska tel. 61 850 47 27 [email protected]

ISSN: 2543-4802

Wydawca:

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze Sp. z o.o. ul. Tadeusza Kościuszki 99 61-716 Poznań

Adres redakcji:

ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań tel. 61 850 47 22, faks 61 850 17 82 e-mail: [email protected]

www.miesiecznik.wdrodze.pl

Cum permissione auctoritatis ecclesiasticae.

Redakcja nie odsyła materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo adiustowania i skracania tekstów przyjętych do druku.

Zdjęcie na okładce: juan c. palacios / pexels

Śledź nas: Facebook: MiesiecznikWdrodze / Instagram: wdrodze_miesiecznik / Twitter: miesWdrodze / YouTube: WydawnictwoWdrodzePL

Full-time job

Kiedy myślę o przełożeństwie, o takim idealnym modelu, to wyobrażam je sobie jako bycie liderem, który nie stoi w pierwszym rzędzie, ale który, stojąc za braćmi, mobilizuje, inspiruje, popycha, wydobywa talenty, zapala do pracy.

Z Łukaszem Wiśniewskim op, nowo wybranym prowincjałem zakonu dominikanów

rozmawiająKatarzyna Kolska, Roman Bielecki OP i Dominik Jarczewski OP

Nie jest tajemnicą, że dominikanie mają ostatnio trudny czas. Jeden z tygodników kilka miesięcy temu napisał na pierwszej stronie: Upadek polskich dominikanów. Dlatego, gdy zbliżały się kapituła i wybory nowego prowincjała, niektórzy się zastanawiali: Kto się zdecyduje przyjąć ten urząd? Ty się na to zdecydowałeś. Co o tym przesądziło: odwaga, ambicja czy zakonne posłuszeństwo?

Jedynym motywem, który zdecydował, że przyjąłem wybór, jest wiara. Wierzę bowiem, że wybór, którego dokonali bracia, nie jest tylko ich wyborem, ale Bożym wezwaniem, Bożym głosem. Przez cały tydzień poprzedzający głosowanie towarzyszyły nam na mszy świętej czytania o królu Dawidzie. O królu, który – jak się wydawało – jest najmniej predestynowany do tego, żeby zostać wybranym przez Pana Boga. Ale to właśnie jego wybrał Bóg. Oczywiście nie mam odwagi, żeby się porównywać z królem Dawidem, natomiast staram się patrzeć na moje życie w zakonie dominikańskim i na moje powołanie z perspektywy wiary. Gdybym patrzył na ten wybór w perspektywie czysto ludzkiej, to wyzwania, przed którymi stoi prowincja, oraz złożoność i delikatność tematów, którymi trzeba się zająć, byłyby raczej powodem do ucieczki, a nie do przyjęcia decyzji braci. Odwaga do podjęcia tego zadania wypływa z wiary. Wiemy, że jeśli Pan Bóg do czegoś wzywa, to daje siły, łaskę, mądrość i roztropność, żeby to wypełnić.

Krytycy mówią: Za młody na prowincjała. Za młody?

Życzyłbym sobie tylko takiej krytyki przez cztery lata. A jeśli relatywnie młody wiek jest słabością, to z takiej słabości się dość szybko wyrasta. Skończę za tydzień trzydzieści osiem lat, w zakonie jestem już prawie dwadzieścia. Dla jednych to za mało, dla innych to wystarczająco dużo, natomiast nie sądzę, żeby wiek był najważniejszym kryterium, którym kierowali się bracia przy wyborze.

A czym się kierowali?

Trzeba zapytać braci. Trudno mi za nich odpowiadać.

Kim powinien być prowincjał w zakonie?

W naszych konstytucjach zakonnych jest zapisane, co należy do obowiązków prowincjała. Jest to mało medialne. Pierwsze jest dążenie ze wszystkich sił do rozwijania w swojej prowincji prawdziwego ducha i życia zakonu. Tłumaczę to sobie jako wspieranie dominikańskiego nawrócenia. To znaczy nawrócenia na życie dominikańskie w braciach. A jak to rozumiem? To stały powrót do tego, co jest fundamentem w naszym życiu i z czego nasze życie się składa. Czyli do modlitwy, do autentycznego życia braterskiego, do studium – i wszystko to ma prowadzić do kaznodziejstwa, czyli wiarygodnego i różnorodnego apostolstwa. Prowincjał ma się o to troszczyć „ze wszystkich sił”. Oznacza to, że ta troska ma być pierwszym motywem jego działań, jak również to, że praca prowincjała to full-time job, czyli praca na sto, a w przypadku naszej dużej prowincji, nawet na dwieście procent.

Nawrócenie zakłada powrót. To znaczy, że odeszliśmy od tego?

Ciągle odchodzimy i ciągle musimy wracać. Taka jest dynamika chrześcijańskiego i dominikańskiego życia. Stawanie się ciągle tym, kim jesteśmy: jako chrześcijanie głębiej chrześcijanami, jako dominikanie pełniej dominikanami. Natomiast odpowiadając jeszcze na pytanie, kim ma być prowincjał, dopowiem swoimi słowami, że ma być przede wszystkim człowiekiem ewangelicznym i wewnętrznie wolnym. Wewnętrznie wolnym w decyzjach, które ma podejmować, a które często są – albo mogą być – niepopularne. A ponadto myślę, że konieczną cechą prowincjała jest umiejętność słuchania. I to umiejętność słuchania wieloaspektowego: przede wszystkim słuchania braci – rozmowy z braćmi to jedno z najbardziej absorbujących czasowo zadań prowincjała – jak również słuchania tzw. znaków czasu, czyli stałego rozeznawania kontekstu, w którym dziś głoszona jest Ewangelia, by w adekwatny i zrozumiały sposób o niej opowiedzieć. Taki „nasłuch” to próba usłyszenia tego – cytując Pismo – co dzisiaj Duch mówi do Kościoła.

A przez inne osoby także mówi?

Absolutnie. I co ważne: mówi nie tylko przez tych, których głos jest donośny, ale również przez tych, których głos jest cichy, wręcz niesłyszalny. Ich również trzeba usłyszeć, by móc poznać, co Duch mówi do Kościoła i do prowincji.

Czasami można odnieść wrażenie, że tych głosów jest za dużo. Totalna kakofonia.

Ile osób, tyle głosów. Z kakofonii może czasami wyłonić się harmonia.

Czy jadąc na kapitułę, myślałeś o tym, jaki powinien być prowincjał dla dominikanów na 2022 rok?

Na szczęście na kapitułę nie jechałem zbyt daleko, bo poszedłem z pierwszego piętra na trzecie. Od dziewięciu miesięcy byłem przeorem w Krakowie, w klasztorze mieszka 80 braci w wieku od 21 do 86 lat. To wzbudzało moją refleksję na temat przełożeństwa…

I jakie to były refleksje?

Gdy myślę o przełożonym, to myślę o Świętym Dominiku i Świętym Jacku. Dlatego że nasi dwaj założyciele – i prowincji, i zakonu – mieli z jednej strony szeroką perspektywę spojrzenia na Kościół i jakieś intuicyjne rozeznawanie jego bolączek i potrzeb, a z drugiej strony niesamowitą zdolność jednania wokół siebie braci, a może nawet nie tyle wokół siebie, ile wokół ewangelicznego projektu, który prowadzili. Nie brakowało im odwagi, żeby ten projekt realizować bez gwarancji sukcesu, robiąc trochę – patrząc z naszej perspektywy – szalone rzeczy. Gdy sobie uświadomimy, że kilka lat po powstaniu zakonu bracia byli obecni (a mówimy tu o pierwszej połowie XIII wieku) w całym ówczesnym świecie – od Dublina po Kijów – to widać, że to był szalony zamysł. Ogromna wizja. Gdy myślimy o Świętym Jacku, jest podobnie – jego ewangelizacyjny projekt rozciągał się od Kijowa przez Polskę, Prusy, myślami sięgając Skandynawii. I taka szalona wizja mogła się zrealizować, bo Dominik i Jacek nie działali sami, ale inspirowali do niej braci. Ani jeden, ani drugi – w przeciwieństwie do współczesnego im Franciszka – nie zostawił po sobie jakichkolwiek pism, ale zostawili zakon – braci i strukturę. A to znaczy, że w jakimś sensie byli schowani za dziełem, za braćmi. Nie zależało im na osobistym splendorze, ale na motywowaniu do Bożego projektu. I kiedy myślę o przełożeństwie, o takim idealnym modelu, to wyobrażam je sobie jako bycie liderem, który nie stoi w pierwszym rzędzie, ale który, stojąc za braćmi, mobilizuje, inspiruje, popycha, wydobywa talenty, zapala do pracy. Bliskie jest mi zdanie, które Pan Jezus powiedział do Świętego Piotra: „A ty utwierdzaj braci”.

Pewnie każdy prowincjał podpisałby się pod tymi słowami. Ale rzeczywistość jest taka, że mamy w zakonie czterystu pięćdziesięciu braci, a wśród nich wielu indywidualistów, którzy mają ogromny problem ze wspólnotowością, grają na siebie, oczekują splendoru. Pewnie doskonale zdajesz sobie z tego sprawę.

Oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę, ale nie generalizujmy i nie roztaczajmy fatalistycznej wizji. Słuchając braci podczas kapituły, miałem wrażenie, że ich pragnienia czy oczekiwania są często przeciwstawne do tego, co przed chwilą opisałeś, jak również przeciwstawne do tego, jak bracia żyją i czym żyją. Gdy mówisz, że nasza prowincja to w jakiejś mierze samodzielne gwiazdy, to pewnie jest w tym trochę prawdy. Ale podczas obrad kapituły nieustannie pojawiał się postulat pracy zespołowej i refleksja, że kończą się czy skończyły się w naszej prowincji czasy samotnych jeźdźców, którzy własnymi siłami pociągną projekt głoszenia Ewangelii.

A czy ci jeźdźcy o tym słyszeli? Może na kapitułę przyjechały same zwierzęta stadne…

Jeden z braci żartobliwie powiedział na początku kapituły o „zespołowatości” i potem to żartobliwe pojęcie towarzyszyło nam podczas obrad. Wydaje się, że ta tak zwana zespołowatość to jest coś, co bardzo mocno wybrzmiewa w braciach.

Ale ta „zespołowatość” może być też ucieczką przed odpowiedzialnością. Schowam się za innymi i prowincjał nie będzie się do niczego przyczepiał.

Nie chodzi o ucieczkę, ale o wspólne podejmowanie zadań i odpowiedzialności. Specyfiką kapituły jest to, że mówimy o naszych pragnieniach, nawet jeśli dziś do tych pragnień nie dorastamy. To jest taki sygnał, że pragnę innego życia, bardziej ewangelicznego. Wypowiedzenie tego na głos w obecności kilkudziesięciu facetów już samo w sobie jest krokiem w stronę zmiany. To jeden z etapów dominikańskiego nawrócenia, o którym wspomniałem wcześniej.

Mówimy o pragnieniach braci. A co jest twoim priorytetem na te cztery lata? A może na najbliższy rok albo miesiąc?

Raczej wolałbym mówić o tym, jakie zadania jako priorytetowe postawiła przede mną kapituła prowincjalna. Dlatego że prowincjał nie jest jakimś supermanem, który przychodzi, żeby realizować swoją wizję życia, lecz realizuje zobowiązanie, które kapituła wyznacza, oczywiście angażując w to własną osobowość i osobiste charyzmaty. W czasie kapituły bardzo mocno wybrzmiewało właśnie braterskie współdziałanie, twórcze i wspólne wychodzenie naprzeciw obecnym wyzwaniom, czyli jak mądrze i efektywnie głosić Ewangelię w tym kontekście, w którym żyjemy – zarówno szybkich przemian społecznych, jak i zmieniającego się miejsca Kościoła w przestrzeni społecznej. Trzeba wyjść z klasztornych okopów i zobaczyć, jakimi problemami żyje dzisiaj człowiek, któremu głosimy czy chcemy głosić Ewangelię. Dlatego priorytetem powinna być dla nas współpraca ze świeckimi. Osoby świeckie są na szczęście coraz bardziej doceniane w polskim Kościele na bardzo wielu poziomach. Po pierwsze na poziomie ewangelizacyjnym, bo to właśnie dzięki nim głos Chrystusa ma niejednokrotnie możliwość dotarcia do człowieka, który o Chrystusie nie słyszał, również w Polsce. Konieczne jest także korzystanie z kompetencji świeckich na poziomie zarządzania Kościołem – w sprawach ekonomicznych, gospodarczych, medialnych.

A skoro mówimy o priorytetach, to niezwykle ważną sprawą jest troska o osoby najsłabsze, zranione, o takie, którym trudno jest dojść do głosu. Świadomość ta coraz bardziej wzrasta w polskim Kościele, również pośród dominikanów.

Priorytetem prowincjała jest też wydobywanie i uaktywnianie tkwiącego w braciach potencjału.

To może się okazać najtrudniejsze.

To jest bardzo wymagające, gdyż praca prowincjała ma coś z pracy HR-owca – rozpoznawanie talentów i charyzmatów braci oraz zapraszanie ich do zadań na miarę ich zdolności.

Doświadczyłeś przez kilka lat bycia w Kościele innym niż polski. Czy to sprawiło, że inaczej patrzysz na Kościół jako na instytucję, ale też na wspólnotę? Wyrosłeś w Kościele masowym, a spotkałeś się między innymi z Kościołem szwajcarskim, który jest mały. Czy nauczyło cię to pokory i dało do myślenia?

Kilkuletnie doświadczenie pracy i mieszkania za granicą na pewno bardzo poszerzyło moją głowę. To banalne powiedzenie, że podróże kształcą, jest bardzo prawdziwe. Po pierwsze, mieszkając w Irlandii i kilka lat w Szwajcarii, doświadczałem powszechności zakonu. Żyłem na co dzień w klasztorze z braćmi pochodzącymi z kilkunastu krajów, reprezentującymi pięć kontynentów. A było nas wszystkich ledwie dwudziestu. Możecie sobie wyobrazić, że był to prawdziwy tygiel – różne wrażliwości, historie, doświadczenie dominikańskiego życia, background kulturowy, a nawet preferencje i wychowanie kulinarne. Łączyło nas jednak wspólne wezwanie, by iść za Świętym Dominikiem. Może to szczegół, o którym nie zawsze pamiętamy, ale kiedy składamy śluby zakonne, to wymieniamy imię naszego generała, co pokazuje nam, że jesteśmy włączeni w zakon uniwersalny. Zrozumiałem też, że od Kościołów, które mogą się wydawać małe czy słabsze od Kościoła polskiego, możemy się bardzo wiele nauczyć.

Na przykład czego?

Na przykład bezinteresowności w głoszeniu Słowa. Codzienne homilie głosiłem w Szwajcarii do dwóch, trzech osób. Uświadamia to, że każdy człowiek jest cenny i ważny. Kiedy mówię kazanie, to nie głoszę do tłumu, do dziesiątek czy setek ludzi zgromadzonych w kościele, ale zawsze do konkretnego, pojedynczego człowieka. I czas poświęcony na rozmowę z jednym człowiekiem, czasami wiele godzin, ma wielką wartość.

Docierało do mnie, że za jakość życia wiary i za przekaz odpowiada każdy poszczególny członek wspólnoty Kościoła, która często jest małą grupką w pejzażu społecznym.

Mieszkając w Irlandii i Szwajcarii, doświadczyłem życia z braćmi prowadzącymi naprawdę święte i heroiczne życie w otoczeniu, które jest bardzo obojętne czy nawet bardzo wrogie Kościołowi.

Uczyłem się również kultury życia zakonnego: wagi kapituł, znaczenia studium, troski o zasady zakonne, szczerych poszukiwań, jak głosić Chrystusa w społeczeństwie, które praktycznie w ogóle Go nie zna.

Przygotowując się do tej rozmowy, sięgnąłem do wywiadu, którego osiem lat temu udzielił nam twój poprzednik ojciec Paweł Kozacki. Na pytanie, czy wie, z jakimi trudnościami będzie się musiał mierzyć jako prowincjał, odpowiedział jednym zdaniem: „Oczywiście, że wiem”. A co na to pytanie odpowie Łukasz Wiśniewski?

Też odpowiem jednym zdaniem: Oczywiście, że nie wiem.

A mówiąc trochę poważniej… Będąc przeorem, słuchając braci na kapitule, jestem świadomy części wyzwań, które stoją przede mną. Pewnie z czasem tych wyzwań odsłoni się jeszcze więcej. Mam nadzieję oraz głęboko wierzę w to, że razem z braćmi, których wybrano do grona moich najbliższych współpracowników i z którymi będę sprawował urząd prowincjała, stawimy im czoło.

Już na samą myśl o niektórych problemach może rozboleć głowa.

Oczywiście mam świadomość, że niektóre z nich są ogromnym wyzwaniem. Dlatego jednym z pierwszych zadań będzie dogłębne poznanie spraw, zwłaszcza kwestii spornych i wysłuchanie wszystkich stron. Są to rzecz jasna problemy o różnym ciężarze gatunkowym. Tam gdzie mamy do czynienia z czyjąś krzywdą, absolutnie podstawowa jest troska o osoby poszkodowane, a także zminimalizowanie ryzyka, by podobne sytuacje nie powtórzyły się w przyszłości.

Pamiętasz, jak zareagowałeś, gdy rok temu w marcu wybuchł skandal w związku z Pawłem M.?

Jasne, że pamiętam. Miałem wtedy covid i byłem na izolacji w mojej celi. To wtedy przeczytałem faktograficzny artykuł Pauliny Guzik na stronie „Więzi”. Tak mnie to poruszyło, że do rana nie mogłem zasnąć. To, o czym tam pisała, absolutnie przekraczało moją wyobraźnię. Gdyby ktoś dał mi teoretyczne zadanie, bym sobie wyobraził, do jakich nieprawidłowości może dojść w naszych duszpasterstwach, to nie wymyśliłbym pięciu procent z tego, co było tam opisane.

Byłem przybity ogromem krzywdy, której doznały osoby przychodzące do duszpasterstwa, by otrzymać wsparcie duchowe, a doświadczyły czegoś absolutnie przeciwnego.

Jakie mechanizmy i procedury powinniśmy wdrożyć, by mieć kontrolę nad tym, co się dzieje w duszpasterstwach, i zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy do nas przychodzą?

To był jeden z głównych tematów podczas kapituły. Pewne konkretne procedury już zostały wdrożone, by zapewnić bezpieczeństwo osobom znajdującym się pod naszą opieką duszpasterską. Ale uwrażliwianie braci na wszelkie niewłaściwe zachowania, nieprawidłowości czy zagrożenia, które w przestrzeni duszpasterskiej możemy spotkać, musi się rozpocząć już na poziomie formacji początkowej. Bo czasami pozornie niewinne gesty mogą prowadzić do ogromnej krzywdy konkretnych osób.

A co już na przykład zostało wdrożone?

W czasie kapituły jedna z komisji pracowała nad gruntowną aktualizacją dokumentu o ochronie osób małoletnich i osób w duszpasterstwie, który zawiera wiele systemowych rozwiązań prewencyjnych oraz aktualizuje procedury działania na wypadek ewentualnych sytuacji zagrożenia, mogących się pojawić w kontekście duszpasterskim.

Odnosząc się do mojej posługi jako przeora w Krakowie, mogę powiedzieć, że w ubiegłym roku po przeczytaniu raportu komisji Tomasza Terlikowskiego spotkałem się z duszpasterstwami działającymi przy naszym kościele w Krakowie, by powiedzieć, że jestem przeorem i że odpowiadam za to, co się w tym klasztorze dzieje. Dałem wszystkim swój mail i powiedziałem, że zawsze, w każdej sprawie można do mnie napisać. Zachęcałem również do wzajemnej odpowiedzialności, mówiłem też o tym z ambony podczas jednej niedzieli w trakcie ogłoszeń i prosiłem, by każdy, kto będzie świadkiem jakiegoś zachowania, które może prowadzić do krzywdy drugiej osoby, czy to w kontekście naszego klasztoru, czy to w kontekście eklezjalnym, kościelnym, pozadominikańskim, czy to w kontekście w ogóle pozakościelnym, odważnie reagował. Bo miarą naszej chrześcijańskiej odpowiedzialności jest chronienie przed krzywdą przede wszystkim tych, którzy są najbardziej bezbronni.

Ktoś się zgłosił?

Miałem kilka poważnych rozmów, dotyczących bardzo różnych spraw i kontekstów, nie tylko dominikańskich. Przyznam, że zarówno spotkania z tymi osobami, jak i doświadczenie spowiednika uświadomiły mi, jaką władzę nad drugim człowiekiem może mieć ksiądz i że nawet jakieś drobne, nieodpowiedzialne, może często nieświadome zachowanie księdza może wywrzeć negatywny wpływ na tę osobę. I nie mam tu na myśli spraw wielkiego kalibru, które są przestępstwami. Chodzi również o zwykły brak roztropności w relacji duszpasterz – osoba w duszpasterstwie.

W raporcie komisji Tomasza Terlikowskiego, która została powołana w związku ze sprawą Pawła M., sporą część stanowią rekomendacje. Czy to jest rzeczywiście materiał do naszej zakonnej pracy?

Rekomendacje musimy potraktować poważnie i jak najbardziej powinny być one przedmiotem naszego namysłu. W jakimś stopniu już się to dzieje. Do statutu prowincji, czyli do najważniejszego dokumentu, który jest naszym prowincjalnym prawem, jest dołączony tak zwany Dodatek A, który bardzo szczegółowo opisuje zasady pracy duszpasterskiej i reakcje na różnego typu nieprawidłowości, przestępstwa, zagrożenia, które w obrębie duszpasterstwa mogą się pojawić. Sporo czasu podczas kapituły poświęciliśmy właśnie na aktualizację tego dodatku. Duszpasterstwa przy klasztorach zostały zobowiązane, by przy pomocy władz prowincji przygotować kodeksy dobrych praktyk duszpasterskich regulujące szczegółowo sposoby działania w obrębie duszpasterstwa.

Raport komisji obnażył też pewną systemową niemoc. Ktoś czegoś nie powiedział, ktoś czegoś nie zrobił, ktoś nie zareagował, ktoś nie wyciągnął konsekwencji. Kto jest winien? Wszyscy. A wszyscy to znaczy nikt. Odpowiedzialność jest rozmyta. Czy raport Terlikowskiego oznacza, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności bracia, którzy mniej czy bardziej świadomie zawiedli?

To naturalnie jeden z tematów, który znalazł się w naszych rozmowach kapitulnych. Traktujemy go bardzo poważnie. Przeanalizowanie postawy poszczególnych braci w tej bolesnej historii to jedno z zadań, które czeka nas w najbliższym czasie.

Potrzebujemy dwutorowego działania. Najpierw trzeba zadbać o osoby poszkodowane. Mieć pewność, że otrzymały właściwą pomoc. Jednocześnie nie możemy zapominać o wyciąganiu konsekwencji wobec osób, które dopuściły się nagannych zachowań.

I czasami te konsekwencje będzie trzeba wyciągnąć wobec swoich braci. To niełatwe zadanie.

Oczywiście, że tak. Mam tego świadomość. Nazwanie prawdy szczerze i wprost – nawet prawdy bolesnej – jest w tej konkretnej sytuacji koniecznym warunkiem budowania między nami braterskiego życia. To nazwanie prawdy może prowadzić do wskazania zaniedbań, błędów i wyciągnięcia wobec braci konsekwencji. Może jednak prowadzić również do ewentualnego oczyszczenia tych, wobec których stawiane są niesłuszne zarzuty.

Mówiłeś o tym, jak ważną rolę w Kościele mają do odegrania osoby świeckie. Tymczasem w ostatnich tygodniach media rozpisują się o konflikcie między dominikanami a świeckimi związanymi z Lednicą, a konkretnie ze Stowarzyszeniem Lednica 2000. Ludzie niewiele rozumieją z tego, co się stało. Wiedzą tyle, ile przeczytali w gazetach: dominikanie wynieśli się z Lednicy, a prymas zabronił tam odprawiać msze święte. Konflikt na linii dominikanie – świeccy budzi ogromne zgorszenie…

Sprawę Lednicy znam na razie tylko z przekazów medialnych i kilku listów, które już do mnie dotarły. W moim przekonaniu kluczowe jest to, aby spór, który powstał, nie zniweczył tego wielkiego dobra, zapoczątkowanego przez naszego wybitnego współbrata Jana Górę. Po zakończeniu kapituły będę chciał spotkać się z osobami po różnych stronach konfliktu i poznać ich racje. Wstrzymałbym się z jaskrawym zakreślaniem linii sporu, jak to sugerujesz w pytaniu, bo sprawa wydaje mi się bardziej złożona. Mam świadomość, że Lednica jest wspólnym dziedzictwem dominikanów, środowiska lednickiego oraz, mówiąc najszerzej, Kościoła w Polsce. Dlatego wszyscy jesteśmy zobowiązani, by wziąć odpowiedzialność za Lednicę. Wydaje się, że wszystkie osoby, którym drogie jest to dzieło, powinny przede wszystkim stawiać sobie pytanie, jak dziś, czyli w latach dwudziestych XXI wieku, wykorzystać potencjał ewangelizacyjny tego miejsca. Natomiast zawsze, gdy powstają nieporozumienia, należy unikać uproszczeń i schematów, bo one utrudniają rozmowę i wspólną pracę. Mam głęboką nadzieję, że wszystkie osoby zaangażowane w dzieło Lednicy odniosą się do siebie z życzliwością i fundamentalnym chrześcijańskim zaufaniem.

Jedna z osób związanych od lat z dominikanami, wiedząc, że będę rozmawiać z nowym prowincjałem, powiedziała: Zapytaj, co zrobią, żebyśmy mogli im znowu zaufać i posyłać do nich swoje dzieci.

Nie powiem nic odkrywczego: zaufanie zostało nadszarpnięte i to nie podlega dyskusji. Natomiast zaufania nie odbuduje się z dnia na dzień jedną wypowiedzią czy jednym działaniem. Kluczowa jest rzetelna praca każdego z braci, bez względu na to, czym się zajmujemy. Nazywam to sam dla siebie rzetelną pracą u podstaw. To znaczy chodzi o to, że jeśli głoszę kazanie, to żebym się do tego kazania przygotował, jeśli spowiadam w konfesjonale, żebym był cierpliwy wobec osoby, która się spowiada, jeśli się spotykam z kimś w rozmównicy, żebym był wsłuchany w jego problem, jeśli mam wykład czy konferencję, abym poświęcił na to czas i przyłożył się do tego. I to w mojej ocenie jest jedyny sposób na odzyskanie zaufania. Bo ono jest pochodną rzetelnej, codziennej pracy.

Dominikanie są bardzo medialnym zakonem. Wielu braci publicznie zabiera głos, funkcjonuje w mediach społecznościowych. Wypowiadają się na wiele tematów, są krytyczni wobec polityków albo przeciwnie – wspierają ich, krytykują biskupów, zajmują stanowisko w ważnych kwestiach społecznych, etycznych. Czy jako prowincjał chciałbyś to jakoś uregulować? Można mówić wszystko i wszędzie, czy trzeba czasem nabrać wody w usta?