Mi się podoba. Misja Księżyc - Rafał Kosik - ebook + książka

Mi się podoba. Misja Księżyc ebook

Rafał Kosik

0,0
39,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Odłóż smartfon, kosmos czeka!

Zadziorna sześcioletnia Mi jedzie na wycieczkę szkolną ze starszym bratem i przyjaciółmi. W tajemniczym Instytucie okazuje się, że ich przewodnikiem będzie nieco zakręcony robot. Zderzenie logiki maszyny i dziecięcej fantazji szybko doprowadza zwiedzanie na skraj katastrofy.

Czy jedenastoletni Amelia i Kuba, rok młodszy Albert w spektrum autyzmu i najmłodsza Mi mogą dokonać przełomowego odkrycia w astronomii? Tylko jeśli starczy im wyobraźni, pomysłowości i wiedzy o kosmosie! Ale uwaga, rzeczywistość może się okazać zupełnie inna od wyobrażeń…

Zaskakująca, dowcipna i bardzo pouczająca opowieść o wyzwaniach, jakie przed dziećmi stawiają realia cyfrowego świata, i o tym, jak z nimi mądrze i dobrze żyć. A księżycowe ciekawostki zostaną z dziećmi na zawsze!

***

Każdą książkę można czytać niezależnie od innych tomów serii.

Jeśli chcesz, aby Twoje dziecko zaczęło czytać – kup mu książkę Rafała Kosika!*

* Ponad dwa miliony sprzedanych książek.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Rafał Kosik Mi się podoba. Misja Księżyc ISBN: 978-83-68599-41-1 Wydawca: Powergraph ul. Cegłowska 16/2 01-803 Warszawa tel. 22 834 18 25 e-mail: [email protected] Copyright © 2026 by Rafał Kosik Copyright © 2026 by Powergraph Copyright © 2026 for the cover by Kasia Kołodziej Copyright © 2026 for the cover illustration by Kasia Kołodziej Copyright © 2026 for the illustrations by Kasia Kołodziej. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. PROJEKT GRAFICZNY: Kasia Kołodziej ZDJĘCIE NA OKŁADCE: Kasia Kołodziej REDAKTOR PROWADZĄCY: Kasia Sienkiewicz-Kosik REDAKCJA: Kasia Sienkiewicz-Kosik KOREKTA: Maria AleksandrowWyłączna dystrybucja: Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. 22 733 50 31/32 e-mail: [email protected] www.dressler.com.pl
Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

Dotych­czas w serii „Mi się podoba” uka­zały się:

1. Mi się podoba. Cyber­baba i hop­chatka

2. Mi się podoba. Zły Mete­oro­log

3. Mi się podoba. Wam­pir z Ciem­nego Lasu

4. Mi się podoba. Misja Księ­życ

INSTYTUT BADAŃ NADZWYCZAJNYCH

Auto­kar jechał wąską drogą przez las. Słońce prze­świe­cało przez liście i mru­gało do pasa­że­rów.

— Ale będzie rol­ler­co­aster1? — upew­niła się Mi.

— Już pyta­łaś — odparł Kuba.

— A ty nie odpo­wie­dzia­łeś.

— Bo nie wie­dzia­łem. I na­dal nie wiem.

Mi miała sześć lat i trak­to­wała świat jak wielki plac zabaw. Kuba, jej star­szy o pięć lat brat, pod­cho­dził do wszyst­kiego nieco bar­dziej roz­sąd­nie.

— Nie będzie rol­ler­co­astera — ode­zwał się z tyl­nego rzędu Albert, ich przy­ja­ciel. — Jedziemy na wycieczkę do Insty­tutu Badań Nad­zwy­czaj­nych. To nie wesołe mia­steczko.

— No ale… badań NAD­ZWY­CZAJ­NYCH! — Mi unio­sła dło­nie. — To chyba coś zna­czy.

— Zna­czy, że tam jest mnó­stwo mądrych naukow­ców, któ­rzy robią mnó­stwo mądrych badań.

Dziew­czynka spo­chmur­niała.

— Za to mają tam wiel­kie roboty — dodał Kuba. — I wła­śnie je chcę obej­rzeć.

Ame­lia, kole­żanka z klasy Kuby i star­sza sio­stra Alberta, wyglą­dała przez okno. Zachwy­cała się pięk­nymi sta­rymi drze­wami. Miała być teraz na zaję­ciach z rysunku, ale zamiast tego poje­chała na tę wycieczkę. Zro­biła to ze względu na przy­ja­ciół. A tro­chę też dla­tego, że ocze­ki­wała cze­goś nie­zwy­kłego – w końcu mieli spę­dzić czas w Insty­tu­cie Badań Nad­zwy­czaj­nych!

Cała czwórka sie­działa z tyłu auto­karu, bli­sko sie­bie. To była wycieczka dla chęt­nych z całej szkoły. Czyli uczniów z róż­nych klas.

Więk­szość i tak była zain­te­re­so­wana głów­nie tele­fo­nami. Albert też sie­dział pochy­lony nad table­tem. On jed­nak nie grał, tylko coś spraw­dzał i coś zapi­sy­wał.

Pani Nauczy­cielka wstała z miej­sca w pierw­szym rzę­dzie i odwró­ciła się do dzieci.

— Dojeż­dżamy — powie­działa. — Na tej wycieczce wyjąt­kowo może­cie uży­wać tele­fo­nów. W Insty­tu­cie Badań Nad­zwy­czaj­nych będzie dużo cie­ka­wych rze­czy do foto­gra­fo­wa­nia. Ale to oczy­wi­ście nie zna­czy, że cały czas macie się gapić w ekrany. Pamię­taj­cie, żeby się nie odłą­czać od grupy i chło­nąć wie­dzę.

— Pro­szę pani — Syl­wek z dru­giego rzędu uniósł rękę — a ja przy­go­to­wa­łem wypra­co­wa­nie o Insty­tu­cie Badań Nad­zwy­czaj­nych. Zebra­łem dużo waż­nych infor­ma­cji.

— Dzię­kuję, Syl­we­strze, to wspa­niale, ale nie teraz. — Nauczy­cielka ski­nęła głową. — Zacho­wuj­cie się grzecz­nie i niczego nie doty­kaj­cie.

— Niczego? — upew­nił się Albert.

— Tak — przy­tak­nęła Pani Nauczy­cielka. — Niczego.

— A jeśli to będzie klamka w drzwiach toa­lety?

Pani Nauczy­cielka wes­tchnęła ciężko.

— Prze­cież wiesz, co mam na myśli — powie­działa.

— Domy­ślam się — przy­znał Albert. — Ale nie mam pew­no­ści.

— Tak, klamkę możesz doty­kać.

— A kubek w kawiarni?

— Alber­cie… — Nauczy­cielka zasta­na­wiała się, co powie­dzieć2.

Ta roz­mowa być może trwa­łaby dłu­żej, ale auto­kar zatrzy­mał się przed bramą.

Drzwi obok kie­rowcy otwo­rzyły się z sykiem. Jed­nak nie wszedł przez nie straż­nik. Wsu­nęła się przez nie meta­lowa kula, wiel­ko­ści piłki teni­so­wej. Z przodu miała zain­sta­lo­wane obiek­tywy kamer, które wyglą­dały jak szklane oczy. Z tyłu cią­gnął się za nią meta­liczny wąż. To on pod­trzy­my­wał kulę.

Zapa­dła cisza. Sły­chać było tylko, jak sie­dzący w ostat­nim rzę­dzie Bolo chru­pie chipsy.

— Dzień dobry pań­stwu — ode­zwała się kula. — Pro­szę się nie oba­wiać, to tylko kon­trola bez­pie­czeń­stwa.

Ucznio­wie zamarli. Ni­gdy wcze­śniej nie widzieli cze­goś takiego.

— Oho. — Kula rozej­rzała się. — Widzę tu samych nie­let­nich. Mają pań­stwo doro­słego opie­kuna?

Kilka rąk z wycią­gnię­tymi pal­cami wska­zało Panią Nauczy­cielkę. Kula odwró­ciła się, a pobla­dła nagle kobieta cof­nęła się i ledwo zła­pała rów­no­wagę.

— Taaak…, to ja — powie­działa nieco ner­wowo Pani Nauczy­cielka. — Ja… ja jestem opie­kunką.

Zaczęła grze­bać w torebce w poszu­ki­wa­niu doku­mentu.

— Nie trzeba — powie­działa kula. — Zeska­no­wa­łam panią.

— Co pro­szę…?

— Zeska­no­wa­łam panią. Mam wszyst­kie dane. — Kula na chwilę zamil­kła. — Wczo­raj powinna była pani zapła­cić rachu­nek za gaz. A wizyta u den­ty­sty jest prze­ło­żona na przy­szły ponie­dzia­łek.

Pani Nauczy­cielka otwo­rzyła sze­rzej oczy.

Kula z wężem wsu­nęła się dalej do auto­busu i przyj­rzała się wszyst­kim pasa­że­rom.

— Dzię­kuję, już mam wszyst­kie dane — powie­działa. — Witamy w Insty­tu­cie Badań Nad­zwy­czaj­nych. Pod­czas zwie­dza­nia pro­szę się nie odłą­czać od grupy i niczego nie doty­kać.

— A jeśli to będzie klam… — Albert nie dokoń­czył pyta­nia, bo Ame­lia zasło­niła mu usta. Uwa­żała, że ma do tego pełne prawo, była prze­cież jego star­szą sio­strą. Tylko o rok, ale jed­nak star­szą.

Kle­men­tyna popra­wiła blond włosy i wyszcze­rzyła zęby w prze­sad­nie sze­ro­kim uśmie­chu.

— Wow! Jaki sło­dziak. — Unio­sła tele­fon i zro­biła sobie sel­fie z kulą.

Sie­dzący obok Cyprian nie zwró­cił na to wszystko uwagi. Był cał­ko­wi­cie zajęty grą na tele­fo­nie.

Bolo spró­bo­wał zało­żyć na kulę torebkę po chip­sach. Kula zro­biła zgrabny unik i wężo­wym ruchem zaczęła się wyco­fy­wać.

— Pro­szę podą­żać za lata­czem-bły­ska­czem — rzu­ciła jesz­cze do kie­rowcy.

Wszy­scy byli pod wra­że­niem. Po chwili kie­rowca wzdry­gnął się i zamknął drzwi. Brama już się roz­su­wała.

— Latacz-bły­skacz? — zain­te­re­so­wał się Kuba.

Odpo­wiedź… nad­le­ciała. Przed przed­nią szybą poja­wił się dron, który… latał, jak to dron. I bły­skał napi­sem „Fol­low me”, czyli „Jedź za mną”. Nie spo­sób było go prze­oczyć. Miało to sens, ponie­waż na kolej­nych skrzy­żo­wa­niach wąskich leśnych dróg można się było zgu­bić.

Wresz­cie drzewa się prze­rze­dziły, a auto­kar zatrzy­mał na spo­rym par­kingu. Latacz-bły­skacz mru­gnął moc­niej kilka razy i odle­ciał.

Drzwi znów otwo­rzyły się z sykiem.

— Jeste­śmy. — Kie­rowca wyłą­czył sil­nik. — Wysiadka.

* * *

Wycieczka prze­szła na wielki tra­wia­sty dzie­dzi­niec, oto­czony nowo­cze­snymi budyn­kami z betonu i szkła. Były niskie, na ich dachach rosła trawa, a nawet krzewy i mniej­sze drzewa. Wśród nich zamon­to­wano skom­pli­ko­waną apa­ra­turę i kilka dużych anten sate­li­tar­nych.

Pani Nauczy­cielka roz­glą­dała się i spraw­dzała coś w tele­fo­nie.

Część dzieci od razu wycią­gnęła tele­fony.

— Mam cię…! — wykrzyk­nął z entu­zja­zmem Cyprian, ale nie powie­dział tego do kole­żanki czy kolegi, tylko do ekranu. Kli­kał w niego inten­syw­nie i nie zwra­cał uwagi na oto­cze­nie.

— Brzydko tu — zauwa­żyła Kle­men­tyna. — Zanie­dbane tak, że aż krzaki wyro­sły na dachu.

— Ależ to tak spe­cjal­nie — zaopo­no­wała Ame­lia. — To na pewno zapro­jek­to­wał dobry archi­tekt.

— Wygląda jak tajna baza — zauwa­żył Kuba. — Ide­alne miej­sce do kon­stru­owa­nia robo­tów.

Więk­szość uczniów roz­sia­dła się na tra­wie, ale każdy sie­dział osobno, z tele­fo­nem. Chyba nie byli zain­te­re­so­wani tema­tem wycieczki.

Mi, Albert, Ame­lia i Kuba usie­dli razem, nieco dalej od reszty.

Ame­lia wyjęła z torby szki­cow­nik i zaczęła ryso­wać budy­nek z drze­wami na dachu. Miała nie­ja­sne prze­czu­cie, że to nie będzie taka nor­malna wycieczka. Czuła, że wyda­rzy się coś nie­zwy­kłego.

Albert uniósł tablet i zro­bił zdję­cie budynku.

— To może będzie ten rol­ler­co­aster? — zapy­tała z nadzieją Mi.

— Nie wiem — odparł znu­dzo­nym gło­sem Kuba. — Ale wiem co innego. Jeśli nie prze­sta­niesz zada­wać głu­pich pytań, to naukowcy zamkną cię w labo­ra­to­rium. I będą robić na tobie eks­pe­ry­menty.

— Aku­rat ci wie­rzę! — prych­nęła Mi. Zasta­no­wiła się. — Chcia­łam rol­ler­co­aster, ale jeśli go nie ma, to co tu jest cie­ka­wego?

— Wiel­kie roboty. Takie jak na fil­mach.

— W Insty­tu­cie Badań Nad­zwy­czaj­nych jest wiele cie­ka­wych rze­czy — wtrą­cił Albert. — Tu pra­cują genialni naukowcy. Wymy­ślają nowe wyna­lazki. Dla­tego przy­go­tuję prze­wod­nik po Insty­tu­cie.

— Pro­szę pani — ode­zwał się Syl­wek. — Skoro i tak nic nie robimy, to ja mogę odczy­tać teraz moje wypra­co­wa­nie.

— Może jed­nak potem — odparła Nauczy­cielka. — Pan prze­wod­nik zaraz tu będzie.

— Co to…? — zapy­tała z lek­kim nie­po­ko­jem Ame­lia.

Wszy­scy zer­k­nęli tam, gdzie patrzyła. Zbli­żał się do nich spory nie­bie­ski robot na gąsie­ni­cach. Wyglą­dał tro­chę jak czołg, a tro­chę jak wielki owad, jakiś rodzaj żuka. Z przodu miał mani­pu­la­tory3, a z tyłu – dziwną kon­struk­cję z drąż­ków, szczo­tek i ela­stycz­nych rur.

— Dzień dobry pań­stwu. — Robot zatrzy­mał się i popa­trzył na uczniów. — Nazy­wam się Kon­po­poz4 i nie­stety będę dziś pań­stwa prze­wod­ni­kiem.

— Dla­czego nie­stety? — zapy­tała Mi.

— Dzień dobry — odparła zasko­czona Pani Nauczy­cielka. — Jest pan… robo­tem?

Pyta­nie było nie­po­trzebne, ale nic lep­szego nie przy­szło jej do głowy.

— Ow­szem, jestem robo­tem — ** powie­dział Kon­po­poz. — Dosko­nale wiem, że pań­stwo, jako biał­kowcy5, czu­je­cie się lepsi. Jeśli nie speł­niam pań­stwa wygó­ro­wa­nych wyma­gań, to nic na to nie pora­dzę.

Zaplótł sta­lowe palce sta­lo­wych dłoni i prze­krzy­wił głowę. Cze­kał na odpo­wiedź.

— Ale zło­śli­wiec — mruk­nęła Mi.

— Nie, nie, nie! — Pani Nauczy­cielka zama­chała dłońmi. — Speł­nia pan wszyst­kie nasze wyma­ga­nia. Jest dosko­nale. Pro­szę nas opro­wa­dzić.

Bolo wycią­gnął z kie­szeni cukie­rek i wsu­nął go do ust. Papie­rek zgniótł i rzu­cił na traw­nik.

Kon­po­poz zauwa­żył to. Pod­je­chał bli­żej i się­gnął sta­lo­wym mani­pu­la­to­rem za głowę, ruchem, jakim Wiedź­min sięga po miecz. Zamiast mie­cza wycią­gnął… ela­styczną rurę od odku­rza­cza. Z cichym szu­mem wessał papie­rek i wpraw­nie scho­wał rurę.

Bolo obser­wo­wał to ze zdzi­wie­niem. Po namy­śle wło­żył do ust drugi cukie­rek i ze zło­śli­wym uśmie­chem znów wyrzu­cił papie­rek.

Robot ponow­nie wycią­gnął rurę i wessał śmieć.

— Nic nie szko­dzi — powie­dział. — Wcale nie mam pre­ten­sji. Wręcz prze­ciw­nie. Przy­zwy­cza­iłem się, że ludzie zacho­wują się jak pro­się­cia6. Dzięki temu mam pracę.

Bolo prze­stał się uśmie­chać.

— Pro­się­cie. — Kuba spoj­rzał na Bola i poki­wał głową. — Pasuje na ksywkę.

Bolo groź­nie zmarsz­czył brwi. Nic wię­cej nie zro­bił, w końcu obok stała Pani Nauczy­cielka.

— Pro­szę za mną. — Kon­po­poz zakle­ko­tał gąsie­ni­cami i ruszył w stronę naj­bliż­szego budynku. — Przyj­rza­łem się pań­stwu i posta­no­wi­łem wybrać mniej wyma­ga­jącą trasę.

— Kon­dy­cję mamy dobrą — zauwa­żył Kuba. — Jeź­dzimy na rowe­rach.

Kon­po­poz nie zatrzy­mu­jąc się, odwró­cił głowę w jego stronę.

— Nie zro­zu­miał pan — popa­trzył na chłopca dwoma obiek­ty­wami — i ani tro­chę mnie to nie dziwi. Mia­łem na myśli trasę wyma­ga­jącą mniej myśle­nia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Rol­ler­co­aster [czyt. roler­ko­ster] to kolejka gór­ska w weso­łym mia­steczku. [wróć]

Albert ma zespół Asper­gera (spek­trum auty­zmu). To spra­wia, że trud­niej mu zro­zu­mieć, co czują i myślą inni. Osoby z Asper­ge­rem trak­tują wszystko bar­dzo dosłow­nie, mogą mieć spe­cjalne zain­te­re­so­wa­nia, które kochają i znają bar­dzo dobrze, ale cza­sem nie rozu­mieją żar­tów albo nie wie­dzą, jak się zacho­wać. Nie­któ­rzy uwa­żają, że to jest cho­roba, ale to nie­prawda. To jest bar­dziej cecha cha­rak­teru i czę­sto mają ją ludzie bar­dzo inte­li­gentni. [wróć]

Ręce robota. [wróć]

Kon­po­poz poja­wił się też np. w książce Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów. [wróć]

Biał­kowcy – tak Kon­po­poz nazywa ludzi. [wróć]

Pro­się­cia, pro­sięta, czyli małe świnki. [wróć]