Manuel. Królowie kartelu #2 - K.M KaroBella - ebook + audiobook + książka

Manuel. Królowie kartelu #2 ebook i audiobook

KaroBella K.M

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Kontynuacja bestsellera "Juan Luis. Królowie kartelu"!

Romans mafijny w świecie kolumbijskiego kartelu.

 

Manuel Cortes, młodszy brat, a zarazem prawa ręka Juana Luisa. Zawsze wychodził z założenia, że z życia trzeba czerpać pełną garścią i nie przejmować się konsekwencjami. Pewny siebie macho, zawsze dostawał to, czego chciał. Rodzina i kartel były dla niego najważniejsze, dla nich gotów był poświęcić życie. Dlatego też po zakończonej burzliwej relacji z Natalią Gallo pragnie odbudować dawne przymierze z meksykańskim kartelem Guerrero, aranżując ślub z siostrą jednego z bossów. 

 

Julieta Guzman, dziewiętnastolatka, której dotychczasowe życie było podporządkowane bezwzględnej oraz krwawej karierze brata, ma zagrać nową rolę. Pierwszoplanową. Jej niewinność i skromność stają się kartą przetargową. 

 

Czy aranżowane małżeństwo ma szansę na powodzenie? Czy można zapomnieć o przeszłości? Jak żyć, gdy z dnia na dzień tracisz zaufanie do najbliższych?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 461

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 12 godz. 59 min

Lektor: Mirella Rogoza-Biel

Oceny
4,5 (192 oceny)
145
22
11
9
5
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
jezabel

Nie oderwiesz się od lektury

Ciekawa kontynuacja, no i to zakończenie. Czekam na kolejną część, abym mogła dowiedzieć się co dalej. Polecam.
30
Palinaa95

Nie oderwiesz się od lektury

Zeby tak skończyć książkę no Maskara ale polecam mega !!!!
30
sylwiak801

Nie oderwiesz się od lektury

„... czułam, że gdzieś pod maską silnego samca skrywał łagodność i dobroć. Tylko musiałam przebić się przez to jego zimne serce i dotrzeć do wnętrza, by to odkryć.” Manuel Cortes czerpie z życia co tylko może, niczym się nie przejmuje. Przystojny i pewny siebie zawsze dostaje to co chce. Dla niego najważniejsza jest rodzina i kartel. Poświęca się i dla dobra sprawy zawiera przymierze z jednym z bossów meksykańskiego kartelu, jednym z warunków jest poślubienie jego siostry Juliety. Kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna się układać, przeszłość ponownie puka do drzwi. Natalia była dziewczyna Manuela, ponownie pojawia się w jego życiu. Czy dojdzie do przymierza? Komu można zaufać w świecie, gdzie mafia rządzi ich światem? Czy rodzina okaże się najważniejsza? "Utrata bliskiej osoby jest gorsza niż własna śmierć. To uczucie, jakbyś zwisł pomiędzy życiem a śmiercią i tkwił w bezsilności." Kontynuacja serii Królowie kartelu od KaroBella jest emocjonalną petardą. Tego się na pewno nie spodzie...
20
Agnieszka1234567

Nie oderwiesz się od lektury

Super książka 🙂 Polecam
20
gogo10

Nie oderwiesz się od lektury

polecam
20

Popularność




Copyright © by K.M KaroBella, 2021Copyright © Wydawnictwo WasPos, 2022All rights reservedWszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Barbara Mikulska

Korekta: Aneta Krajewska

Projekt okładki: Adam Buzek

Zdjęcie na okładce: © by Volles/Shutterstock

Skład i łamanie: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I

ISBN 978-83-8290-200-6

Wydawnictwo WasPosWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38

Rozdział 39

Rozdział 40

Rozdział 41

Rozdział 42

Rozdział 43

Rozdział 44

Rozdział 45

Rozdział 46

Rozdział 47

Rozdział 48

Rozdział 49

Rozdział 50

Rozdział 51

Rozdział 52

Rozdział 53

Rozdział 54

Rozdział 55

Rozdział 56

Rozdział 57

Rozdział 58

Rozdział 59

Rozdział 60

Rozdział 1

Manuel

Minął rok, od kiedy Feliciano Casella przyznał się do zabicia rodziców. Mój brat zachował zimną krew, ale ja nie potrafiłem tego zapomnieć. Całe dziesięć lat wierzyłem, że zginęli w wypadku samochodowym, a nie z ręki tego sukinsyna. Carolina, gdy tylko się o tym dowiedziała, zamknęła się w sobie, jej pewność siebie i radość życia zamieniły się w żal i rozpacz. Nie umiałem jej pomóc, bo sam borykałem się z bólem. Po powrocie do Kolumbii każdy wieczór spędzałem w barze, upijając się do nieprzytomności. Na domiar złego Natalia ciągle się o coś czepiała. Miałem dosyć ciągłego narzekania, że ją zaniedbuję, kłótnie narastały między nami do takiego stopnia, że pierwszy raz podniosłem rękę na kobietę. I ten czyn sprawił, że w końcu się rozstaliśmy. W sumie nawet nie wiem, czy to był związek, raczej prosty układ – seks bez zobowiązań. Tak odnosiłem się do niej na początku, jednak z czasem poczułem, że zależy mi na niej coraz bardziej. Natalia z hukiem wyprowadziła się z Medellin i wróciła na Sycylię. Sofia nie dawała mi żyć, dobrze wiedziała, co się wydarzyło, każdego dnia udowadniała mi, że jestem skończonym dupkiem. Miała rację. Jedyną osobą, która próbowała mnie zrozumieć, była Maria. Znała nas od małego, więc doskonale wiedziała, co przeżywałem. Rodzice byli dla mnie najważniejsi, a ten sukinsyn Casella odebrał mi ich bez mrugnięcia okiem. Cholernie bolało!

Wiadomość o śmierci ojca Sofii szybko dotarła do Meksyku. Zarówno jego sprzymierzeńcy, jak i wrogowie momentalnie próbowali ubić z nami interes. Nasza Familia zyskiwała znaczenie i siłę oraz rozrastała się na całą Amerykę Południową, żaden kartel, mniejszy czy większy, nie mógł działać bez naszej wiedzy. Był jednak ktoś, kto chciał takiej samej władzy jak my: Martin Guzman – baron narkotykowy i wysokiej rangi członek Guerrero, jednego z najpotężniejszych organizacji w Meksyku. Trudno było się z nim porozumieć, zarówno my, jak i oni chcieli większej części przychodów z dostaw broni oraz narkotyków. Musiałem coś wymyślić. Gdyby udało nam się odbudować dawne przymierze, cała Ameryka Południowa i Środkowa działałaby pod nasze dyktando. Właśnie siedziałem z Juanem w bibliotece, która pełniła również rolę naszego biura. Od kiedy urodził mu się syn, nie opuszczał Sofii i dziecka na krok. Mogłem zapomnieć o wyjściu z nim do baru, czy zabawieniu się z jakimś zdrajcą. Nie poznawałem brata – zmienił się dla tej kobiety o sto osiemdziesiąt stopni. Jedno było pewne – byli szczęśliwi.

– Juan, mam genialny pomysł, jak przycisnąć Martina – zacząłem pierwszy, przerywając drętwą ciszę.

– Już się boję. – Patrzył na mnie spod zmrużonych powiek, a jego mina mówiła sama za siebie – nie wierzył we mnie.

– Guzman ma coś, co może połączyć nasze Familie na zawsze – mówiłem powoli, sprawdzając reakcję brata, ale on nawet nie drgnął, słuchał dalej, nie przerywając mi: – Ożenię się z jego siostrą.

Zdecydowanie to ostatnie zdanie wybiło mojego brata z zamyślenia. Wstał gwałtownie z fotela i podszedł do barku, by nalać nam po szklance bursztynowego płynu. Podał mi whisky, a sam wypił swoją porcję naraz.

Patrzyłem ciągle na niego, czekałem, kiedy coś mi odpowie, ale cisza trwała zbyt długo, więc w końcu nie wytrzymałem i odezwałem się:

– Słyszałeś? Ożenię się z siostrą Guzmana. – Poprawiłem się na fotelu i dokończyłem zawartość szklanki.

– Wykluczone. Zanim sprzedaż mi więcej takich pomysłów, zastanów się dwa razy. – Usiadł naprzeciwko mnie.

– Juan, to dobry plan. A jego siostra nie jest najgorsza, patrz! – Wyciągnąłem z kieszeni telefon i pokazałem mu kilka zdjęć, które udało mi się znaleźć w Internecie.

– Ile ma lat? – zapytał, gromiąc mnie spojrzeniem.

– Dziewiętnaście. To chyba najwyższy czas, by wyszła za mąż, poza tym, stary, spójrz na mnie: inteligentny, zaradny, że o urodzie nie wspomnę – próbowałem go trochę rozbawić, ale nic ztego.

– Manuel, wiesz, że odwrotu już nie będzie. Jeśli Guzman zgodzi się i odda ci siostrę, będziesz musiał się z nią ożenić – mówił to tak poważnym tonem, jakby to była najgorsza rzecz, jaka mogłaby mi się przytrafić.

– Wiem – rzekłem i podszedłem do barku. Wziąłem butelkę whisky i nalałem nam po kolejnejszklance.

– Mam tylko nadzieję, że nie jest to twój kolejny kaprys. Wiesz, co mam na myśli? – Spojrzał na mnie wymownie, a po chwili upił spory łyk.

– Kaprys jest już dawno na Sycylii, teraz skupiam się na naszych interesach – odpowiedziałem mu oschle, ale na moment zalały mnie wspomnienia związane z Natalią. Szybko jednak się z tego otrząsnąłem i wstałem, mówiąc: – Dogadam się z Martinem i wyślę ci zaproszenia na wieczór kawalerski. – Puściłem mu oczko, śmiejąc się w głos.

Wyszedłem z naszego biura. W salonie siedziała Sofii z dzieckiem, zastanawiałem się, czy podejść, ale od tego cholernego momentu, kiedy naćpany uderzyłem Natalię, stałem się dla niej niewidzialny. Nawet nie pozwalała mi dotknąć małego Antonia, mogłem bawić się z nim tylko wtedy, kiedy był pod opieką mojego brata. Zapatrzyłem się na nią, ale jak tylko mnie zauważyła, odszedłem, nie mówiąc ani jednego słowa.

Kierowałem się do swojej sypialni, przechodząc obok drzwi pokoju Caro, usłyszałem jej płacz. Nie wahając się nawet sekundy, nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka, by sprawdzić, co się dzieje. Siostra siedziała na podłodze oparta plecami o łóżko, głowę schowała między kolanami i szlochała, nawet nie wiedziała, że wszedłem. Usiadłem obok niej i przytuliłem mocno do siebie, była dla mnie i Juana oczkiem w głowie. Chociaż miała dwadzieścia pięć lat, wciąż była dla nas dzieckiem – młodszą siostrą, która zawsze była najbardziej rozpieszczana przez rodziców.

– Caro, co się dzieje? Czemu siedzisz tutaj sama i płaczesz? – pytałem, głaszcząc jej długie włosy.

– Rodzice. Dzisiaj jest kolejna rocznica ich śmierci. Za każdym razem, jak o tym pomyślę, to tak boli. Manuel, chciałabym chociaż na chwilę móc ich zobaczyć.

– Chodź, zabiorę cię na cmentarz. – Wiedziałem, jakie było to trudne dla niej, sam ledwo potrafiłem pozbierać się po tych rewelacjach, jakimi nakarmił nas Feliciano. Wstałem i chwyciłem jej zimne dłonie. Spojrzałem głęboko w oczy, dodając: – Musisz być silna, siostrzyczko, nie możesz poddać się i wpaść w jakąś depresję. Wyjdź gdzieś z Sofii, wyrwij się na moment z tego popieprzonego życia. – Chyba trochę przesadziłem, ale chciałem, żeby się wreszcie obudziła, by wróciła dawna Carolina, pełna radości i szczęścia.

– Masz rację, braciszku, moje życie jest popieprzone. Od roku opłakuję mord na naszych rodzicach, nawet Mauricio odsunął się ode mnie. Jestem żałosna! – Wpadła w moje ramiona, szlochając

– Już spokojnie, najwidoczniej dupek nie był ciebie wart. Teraz skup się na sobie! I nie chcę już widzieć żadnych łez, zrozumiano? – Podniosłem jej brodę, by spojrzała w moje oczy. Pokiwała głową na znak, że to rozumie.

Objąłem ją ramieniem i razem pojechaliśmy na cmentarz. Spędziliśmy tam trochę czasu, Caro opowiadała rodzicom, co wydarzyło się przez ten rok u nas i o tym, że zostali dziadkami. Byłem z niej dumny, bo podczas całej wizyty na grobie rodziców nie uroniła ani jednej łzy. Miałem nadzieję, że ta zmiana zostanie już na zawsze i nigdy nie zobaczę jej w takim stanie jak dzisiaj, gdy znalazłem ją na podłodze. Wsiedliśmy z powrotem do auta, Caro puściła głośno muzykę i uśmiechając się do mnie, śpiewała coś pod nosem. Wtedy wypaliłem:

– Żenię się. – Zamurowało ją kompletnie, patrzyła na mnie, nie wydobywając z siebie żadnego słowa. Chyba nie tego sięspodziewała.

Rozdział 2

Julieta

Gdybym mogła cofnąć czas i mieć jakikolwiek wpływ, to chciałabym urodzić się chłopcem, życie byłoby znacznie łatwiejsze. Właśnie mój brat uświadomił mi, że za kilka miesięcy wychodzę za mąż. Czuję się, jakby ktoś uderzył mnie w twarz, przywołując tym samym doporządku.

Miałam dopiero dziewiętnaście lat, chciałam poznawać świat i chociaż przez chwilę sama o sobie decydować. Ale, niestety, nie nacieszyłam się młodością zbyt długo. Od małego wpajano mi, że kiedy tylko osiągnę dorosłość, zostanę wydana za mąż za jakiegoś wysoko postawionego członka kartelu. Pech chciał, że stało się to szybciej niż myślałam. Miałam tylko nadzieję, iż mój przyszły mąż będzie młodym mężczyzną, ale znając wspólników mojego brata, to było jak marzenie ściętej głowy. Sami faceci po pięćdziesiątce, obleśni, wulgarni i ohydni. Jak tylko przychodzili do naszego domu, zawsze ślinili się na mój widok, co doprowadzało mnie do szału, ale mój brat nic sobie z tego nie robił. Czasem miałam wrażenie, że traktował mnie jak powietrze. Nie obchodziłam go, był wobec mnie zimny, a kiedy tylko próbowałam się buntować, pokazywał, że to on jest tu najważniejszy i mam go słuchać. Niejednokrotnie przy tym podnosząc na mnie rękę. Kiedyś Martin nie był taki, przed śmiercią naszych rodziców zawsze mnie wspierał i okazywał miłość. Ale gdy nagle musiał zająć miejsce ojca, zmienił się nie do poznania.

Stałam przed lustrem, wpatrując się w swoje odbicie, w głowie miałam ostatnie słowa mojego brata: „zostaniesz żoną Manuela Cortesa”. Serce waliło mi jak oszalałe, bałam się tego okropnie. Czesałam długie, ciemne włosy, a z moich oczu spadały pojedyncze łzy. Nie jestem gotowa na bycie żoną jakiegoś podstarzałego zboczeńca. Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a do pokoju weszła moja najbliższa przyjaciółka – Ana.

– Co to za łzy? – zapytała zaskoczona

– Martin powiedział mi dzisiaj, że…, że mam poślubić jakiegoś starego mafioso! – Rozpłakałam się na dobre, a Ana od razu przytuliła mnie mocno, głaszcząc jednocześnie pogłowie.

– Spokojnie, kochana, opowiedz mi wszystko. Na pewno znajdziemy jakieś wyjście.

– Ana, nie ma żadnego wyjścia. Wiesz dobrze, jakie panują u nas zasady, ja nie mam nic do gadania. – Szlochałam, patrząc w jej oczy.

– Nie poddawaj się, jeśli chcesz, zorganizuję coś szybko i uciekniemy razem. – Jej słowa sprawiły, że przez chwilę mnie rozśmieszyła. Obie dobrze wiedziałyśmy, że to nic nie zmieni, ale liczył się każdy pomysł.

– Ana, obiecaj mi coś, proszę! – Złapałam ją mocno za dłoń i przełykając głośno ślinę, kontynuowałam: – W weekend odbędzie się przyjęcie, na którym pojawi się ten cały Manuel wraz z rodziną, chcę byś była wtedy ze mną. Dodasz mi otuchy, a także będziesz moim wsparciem, wtedy jakoś może to przeżyję.

– Oczywiście, kochana, nigdy bym cię z tym samej nie zostawiła. – Uśmiechając się do mnie, założyła kosmyk moich włosów za ucho. – Sprawdzałaś go w Internecie? – wypaliłaniespodziewanie.

– Kogo? – Nie za bardzo wiedziałam, o co jejchodzi.

– Ja pierdolę, Julieta, myśl. Od razu widać, że ta rewelacja od brata odebrała ci resztki rozumu. Pytam, czy sprawdzałaś swojego przyszłego męża w Intrenecie. Może nie jest takim starym capem, jak mówisz. – Śmiała się głośno. Wzięła mojego laptopa w ręce i wpisała w wyszukiwarkę: Manuel Cortes. – Ja pierdolę! – krzyknęła, wyrywając mnie tym samym z zamyślenia.

– Powtarzasz się, Ana.

– Widzisz to?! Mam pomysł! Jeśli dalej chcesz zostać singielką, chętnie zajmę twoje miejsce. – Śliniła się, patrząc na jego zdjęcia. Fakt, był bardzo przystojny: ciemne, lekko kręcone włosy i duże oczy, a do tego kilkudniowy zarost oraz na każdym możliwym zdjęciu nienaganna stylizacja. Widać, że zna się na modzie, bo jak na gangstera przystało, nie chodził wyłącznie w ciemnych i stonowanych kolorach, ale potrafił wyróżnić się i zaszaleć.

– Ana, zanim zaczniesz piszczeć z zachwytu, przypominam ci, że to tylko zdjęcia, a na nich nawet ty wyglądasz obłędnie. – Zaczęłam się śmiać, na co ona z obrażoną miną zamknęła ostentacyjnie laptopa.

– To nie było śmieszne. – Próbowała utrzymać powagę, ale wiedziałam, że dłużej już nie wytrzyma. Cieszyłam się, że mam u boku kogoś takiego, darzyłam ją wielkim zaufaniem i kochałam jak siostrę. Po chwili złapała mnie mocno za ramiona i z poważną miną zapytała:

– A noc poślubna? – Zamurowało mnie.

– Że co?! – wykrzyczałam.

– No ty już dobrze wiesz co. Masz mi wszystko opowiedzieć, ze szczegółami! – Puściła mi oczko, śmiejąc się pod nosem, a ja w tym momencie odjechałam myślami gdzieś bardzodaleko.

Boże! W ogóle tego do siebie nie dopuszczałam. Byłam jeszcze dziewicą i seks w dodatku z obcym mężczyzną przerażał mnie okropnie. Dłonie zaczęły mi się pocić, co od razu zauważyła Ana.

– Juli, co z tobą? Zbladłaś.

– Ja tego nigdy nie robiłam, Ana. Teraz boję się jeszcze bardziej. Nie dość że przeraża mnie sam fakt, iż wyjdę za mąż za obcego mi człowieka, to jeszcze mam oddać mu coś, co należy wyłącznie do mnie.

– Spokojnie, kochana, masz jeszcze trochę czasu. Może do waszej nocy poślubnej zakochacie się w sobie i oddasz mu się z największą przyjemnością – próbowała mnie pocieszać, ale wcale nie poprawiała mi tym humoru.

Kolejne dni wyglądały dokładnie tak samo, chociaż wydawało mi się, że czas biegnie corazszybciej.

Z bratem miałam sporadyczny kontakt, bo ciągle załatwiał jakieś interesy, więc każdą wolną chwilę spędzałam z Aną, szukając odpowiedniej kreacji na sobotnią imprezę. Odwiedzając kolejny sklep, w końcu wybrałam tę jedyną – srebrną w cekiny na cieniutkich ramiączkach. Będzie idealna! Wypiłyśmy jeszcze w kawiarni karmelowe latte i wróciłyśmy każda do swojego domu. Mój brat czekał już na mnie z posępną miną w salonie.

– Nareszcie jesteś! – Wstał i podszedł do mnie zdenerwowany.

– Byłam na zakupach z Aną. Coś się stało?

– Nie odbierasz telefonów! Nie lubię, jak jesteś nieposłuszna! – krzyczał na mnie, a ja nie miałam pojęcia, o co muchodzi.

– Rozładował się. Możesz mi powiedzieć, o co ci chodzi, Martin? – spytałam, krzyżując przedramiona na piersiach.

– Dogadałem się z Manuelem i po przyjęciu pojedziesz do niego na dwa tygodnie, chce się lepiej z tobą poznać. – W tej chwili poczułam, jak spada mi na głowę stukilogramowy blok betonu.

– Co? – wymamrotałam, wracając powoli do siebie.

– Nie będę się powtarzał. Idź na górę i spakuj się! – Złapał mnie za ramię i pchnął w stronę schodów.

W jednej chwili rzuciłam się w stronę sypialni i pobiegłam przez korytarz. Byłam załamana! Jutro po przyjęciu zostanę niewolnikiem jakiegoś chorego Kolumbijczyka. Wskoczyłam na łóżko i przykrywając się kołdrą, zaczęłam rozpaczliwie płakać.

Rozdział 3

Manuel

Wiadomość o moim ślubie nie spodobała się nikomu w rodzinie oprócz brata. On jako jedyny rozumiał słuszność tej decyzji: grunt to interesy. Może zrobiłem to pod wpływem emocji, generalnie uważałem się za człowieka, który jest w gorącej wodzie kąpany. Ale istniała szansa, by połączyć dwa najsilniejsze kartele, to czemu miałem z niej nie skorzystać, poza tym Julieta na zdjęciach wyglądała wyjątkowo pięknie. Drobna brunetka o ciepłym spojrzeniu i szczerym uśmiechu. Jedyne, co zarzucała mi rodzina, a raczej sama Carolina, to fakt, że dziewczyna była sporo młodsza ode mnie, bo o prawie dziesięć lat. Jednak wcale mnie to nie zniechęcało. Martin Guzman, gdy tylko usłyszał moją propozycję, nawet się nie zastanawiał, od razu zgodził się oddać mi siostrę, a tym samym połączyć nasze biznesy. Ustaliliśmy, że podczas uroczystego przyjęcia ogłosimy zaręczyny, a później Julieta przyjedzie ze mną do Medellin, byśmy mogli spędzić razem trochę czasu przed ślubem. Zabronił mi tylko zbliżać się do niej, miała pozostać czysta i niewinna do naszej nocy poślubnej. Zaakceptowałem to bez problemu. Co wieczór wychodziłem do klubu, gdzie miałem każdą dziewczynę, którą tylko chciałem. Relacja z Natalią może nie należała do prostych, ale to ona nauczyła mnie, że nie należy ufać kobietom, potrafią cię omamić. Zaczyna ci zależeć, a jak tylko się coś pierdoli, stają przeciwko tobie. Dlatego miałem prosty plan: ślub z Julietą, który będzie czysto formalny.

– Manuel, słyszysz co mówię? – Z zadumy wyrwał mnie głos Caroliny.

– Przepraszam, zamyśliłem się trochę. Comówiłaś?

– Zauważyliśmy. – Cała rodzina patrzyła na mnie, o dziwo, nawet Sofia spojrzała mi prosto w oczy, pierwszy raz od… Nie chcę o tym myśleć.

– Pytałam, czy dobrze to przemyślałeś? Wiesz, że odwrotu nie będzie. Manuel! Braciszku, znam cię i to, co teraz wyrabiasz, nie jest w twoim stylu. – Dotknęła mojejręki.

– Caro, już podjąłem decyzję. – Spojrzałem na Sofii, dodając: – I tego nie zmienię. W sobotę odbędzie się przyjęcie zaręczynowe, chciałbym, żebyście polecieli tam razem ze mną. – Wszyscy spojrzeli na mnie, ale tylko Juan się odezwał:

– Możesz na nas liczyć! – Podszedł i poklepał mnie po plecach, jedyna osoba, która rozumie moje postępowanie.

Wczesnym rankiem zadzwonił budzik. Zerwałem się z łóżka jak poparzony. Kurwa! Zdecydowanie nie jestem rannym ptaszkiem! Wszedłem pod prysznic i szybko się umyłem. Zawiązałem ręcznik na biodrach i szczotkując zęby, spojrzałem w swoje odbicie w lustrze. To dzisiaj! Dzisiaj Julieta Guzman zostanie moją narzeczoną. Opłukałem twarz zimną wodą, by przywrócić myśli na właściwe tory. Wysuszyłem włosy i ułożyłem je niedbale, a następnie wszedłem do garderoby, która zdecydowanie różniła się zawartością od szafy mojego brata. On miał ciuchy, które sprawiały, że wyglądał jakby przyszedł kogoś zamordować, natomiast moje ubrania to wszystkie kolory tęczy i każdy możliwy wzór. I właśnie o to Juan czasami miał pretensję. Mówił, że przypominam raczej modela z okładki jakiegoś magazynu, a nie prawą rękę szefa kolumbijskiego kartelu. Miał pecha, lubiłem swój styl i za każdym razem starałem się mu to pokazać. Założyłem białe dżinsy, ciemną koszulę w delikatne wzory i białą kurtkę, również dżinsową. Spojrzałem na siebie w lustrze. No! Teraz jestem gotowy! Wyszedłem z pokoju i skierowałem się prosto do kuchni; kawa powinna postawić mnie na nogi o tak wczesnej porze. Gdy tylko przekroczyłem próg, zobaczyłem siedzącą przy wyspie Sofii. Miałem zamiar natychmiast wyjść, by nie doprowadzać do niepotrzebnych spięć. Jednak nie zdążyłem się wycofać.

– Nie wychodź – poprosiła cicho.

– Jesteś pewna? Bo jeśli za pół minuty zaczniemy się kłócić, to nie ma sensu.

Sofia podeszła do mnie, a następnie ciągnąc za rękę, usadziła na miejscu, które wcześniej zajmowała. Nalała mi do kubka kawy i postawiła przede mną.

– Manuel, czas zakończyć ten chory konflikt. Przez cały rok nie odzywamy się do siebie, a jak już to zrobimy, wybucha awantura. Kiedyś dogadywaliśmy się bez słów.

– Dopóki nie zacząłem ćpać i nie uderzyłem Natalii – skwitowałem szybko.

– Nie przypominaj, ty już sam wiesz dobrze, jak się zachowałeś. Nie chcę wracać do tego. Zjebałeś totalnie, ale czas płynie, a ja nie chcę bronić ci dalej możliwości kontaktu z chrześniakiem, chociaż wiem, że i tak robisz to za moimi plecami.

– Przepraszam, Sofii. – Złapałem ją mocno za dłoń i przyciągnąłem do siebie, by móc przytulić. Wtedy dodałem: – Co uNatalii?

– Dobrze. Całe dnie spędza w pracy, a wieczorami kluby, czyli można powiedzieć, że wróciła do dawnego życia.

– Pytała o mnie?

– Nie. Manuel, prosiła mnie, bym o tobie nie wspominała, więc staram się tego nie robić.

Spojrzałem jej w oczy.

– Sofii, wybacz mi, gdybym mógł cofnąć czas… Ale dobrze też wiesz, że nasza relacja rozpadałaby się sama prędzej czy później.

– Wiem, dlatego nie chcę do tego wracać. Przemyślałeś to? – Zmieniła nagle temat.

– Tak, to dobry układ. – Wiedziałem, co miała na myśli.

– Chodzi mi o tę dziewczynę, jest bardzo młoda. Nie chcę… – Nie skończyła, ale nie musiała. Wiedziałem doskonale, co chciała powiedzieć.

– Żebym ją skrzywdził? – Pokiwała głową. – Sofia, mogę obiecać ci, że włos jej z głowy nie spadnie. – Uśmiechnęła się do mnie, po czym wychodząc z kuchni, rzekła:

– Cieszę się, szwagrze.

Zjadłem śniadanie i szybko spakowałem walizkę na ten jedendzień.

Maria przygotowała sypialnię dla mojego gościa, który miał zjawić się razem ze mną po przyjęciu zaręczynowym w domu Guzmana. Zszedłem na dół, w holu wszyscy już czekali. Wsiedliśmy w auta i pokonując kilka kilometrów, znaleźliśmy się na płycie lotniska, gdzie stał już podstawiony samolot. Lot do Chilpancingo trwał kilka godzin, ale nawet tego nie poczułem, bo byłem zajęty omawianiem interesów z Juanem. Ustawiliśmy kolejny transport kokainy na wschodnie wybrzeże. Po czym zajęliśmy się sprawdzaniem papierów naszych firm. Jak tylko wylądowaliśmy, wyszedłem z samolotu i zobaczyłem dwa podstawione czarne SUV-y. Jeden z ochroniarzy zbliżył się do mnie i rzekł:

– Martin prosił, bym zawiózł państwa do hotelu.

– Wspaniale! Możesz zabrać rzeczy. – Gestem przywołałem moich towarzyszy.

Drogę do hotelu pokonaliśmy bardzo szybko, był już wieczór i tak naprawdę zostało mało czasu do przyjęcia. Zjedliśmy późny obiad w restauracji i każdy poszedł odświeżyć się do swojego pokoju. Chciałem chociaż raz nie denerwować brata, więc na okazję zaręczyn założyłem białą koszulę i ciemny dwuczęściowy garnitur. Ułożyłem skrupulatnie włosy i wyciągnąłem małe pudełeczko, w którym znajdował się pierścionek. Otwierając je, zamyśliłem się na chwilę, po czym skołowany schowałem do kieszeni marynarki. Byłem gotów. Do rezydencji Guzmana dojechaliśmy bardzo szybko. Stanąłem przed drzwiami, spojrzałem w oczy Caro i biorąc dwa głębokie wdechy, weszliśmy do środka. Martin przywitał nas w progu i od razu zaserwował drinki. Rozejrzałem się po salonie, ale nigdzie nie widziałem Juliety. Dopiero po chwili Guzman zaczął wygłaszać jakąś rzewną przemowę, którą miałem totalnie w dupie, bo całą uwagę skupiłem na kimś, kto skrywał się nieśmiało za jego plecami.

Rozdział 4

Julieta

Siedziałam przed toaletką, patrząc na swoje smutne odbicie. Za chwilę zostanę oddana w ręce jakiegoś obcego mężczyzny. Jak mam udawać, że jestem chociaż trochę szczęśliwa? Spojrzałam na sukienkę oraz szpilki leżące na łóżku. Nie chciałam tego, gdyby ktoś znał jakieś cudowne zaklęcie, bym mogła w jednej chwili zniknąć, chętnie bym z niego skorzystała właśnie teraz. Usłyszałam pukanie do drzwi, zanim jednak zdążyłam cokolwiek z siebie wydusić, Ana weszła z wielkim uśmiechem na twarzy, już wystrojona na imprezę. Wyglądała przepięknie, krótka, czarna sukienka na ramiączkach, do tego umalowane na czerwono usta i dość mocno podkreślone oczy. Podeszła do mnie pewnym krokiem i chwyciła za rękę.

– Juli, musisz być silna! To tylko dwa tygodnie i wrócisz do domu. – Chyba sama nie wierzyła w to, co mówiła.

– Nie chcę w ogóle tam lecieć, nie znam tych ludzi, nie mówiąc już o moim przyszłym narzeczonym. Cały ten ślub przyprawia mnie o ból głowy i mdłości, Ana, zrozum! Nie jestem na to gotowa! – Denerwowałam się, bo nie potrafiła zrozumieć, co tak naprawdę przeżywałam. To nie ona wychodziła za mąż za nieznajomego, tylko ja! I to nie ona spędzi z nim najbliższe dwa tygodnie z dala od wszystkiego, co zna i kocha.

– Uspokój się, kochana, nerwy i tak nic nie pomogą. Jak twój brat coś postanowi, to tak musi być, wiesz o tym doskonale. Chcę tylko, żebyś dzisiaj chociaż na chwilę zapomniała o tym gównie. Pamiętaj, że ten cały Manuel Cortes nie był taki zły. Masz farta, że nie trafiłaś na jakiegoś starego dziada. Chciałabym mieć tyle szczęścia co ty, kiedy moi rodzice będą wybierać mi męża. – Posmutniała nagle, a ja musiałam w tym jednym przyznać jej rację.

Manuel był przystojnym, młodym mężczyzną, miałam to szczęście, że trafiłam akurat na niego. Ana prędzej czy później podzieli mój los, co nie oznacza, że zostanie żoną jakiegoś młodego faceta. Wzięłam dwa głębokie wdechy, próbując odgonić te smutne myśli. Musiałam zacząć wierzyć, że będzie dobrze, inaczej zwariowałabym. Odwróciłam się z powrotem do lustra i spojrzałam na kosmetyki przede mną, a później na swoje odbicie. Tak! Dzisiaj udowodnię wszystkim, że jestem pewną siebie dziewczyną i takie coś jak ślub z obcym człowiekiem nie złamią mnie. Wzięłam do ręki pędzel i zaczęłam robić delikatny makijaż. Wyprostowałam włosy, założyłam świecącą sukienkę, a stopy wsunęłam w cekinowe sandałki na szpilce. Byłam gotowa! Stanęłyśmy z Aną przed dużym lustrem.

– Wyglądamy jak milion dolarów! – krzyknęła uśmiechnięta przyjaciółka.

– Chodźmy, zaraz Martin będzie się złościł. – Złapałam ją za rękę i zeszłyśmy na dół do salonu.

Gości było już sporo, wzrokiem szukałam mojego przyszłego narzeczonego, jednak nigdzie nie widziałam mężczyzny, który chociaż w połowie wyglądałaby jak ten ze zdjęcia. Nagle usłyszałam głos za plecami.

– Siostrzyczko, pięknie wyglądasz. – Odwróciłam się dobrata.

– W końcu to ostatni dzień, kiedy widzę się z tobą i Aną, muszę wyglądać dobrze – powiedziałam to z wielką irytacją, co od razu zauważył. Podszedł do mnie blisko i złapał mocno zaramię.

– Nienawidzę, jak jesteś taka bezczelna! – wysyczał przez zaciśnięte zęby. Chciał dodać coś jeszcze, ale w tym momencie ktoś energicznie zastukał kołatką do drzwi. Martin zdecydowanym ruchem przesunął mnie za swoje plecy i gestem nakazał służącemu otworzyć. Z szerokim uśmiechem przywitał Manuela wraz z jego rodziną.

– Pozwól, że przedstawię ci moją siostrę, a zarazem twoją przyszłą żonę – Julietę Guzman. – Pociągnął mnie za rękę i zmusił, bym wyszła przed niego. Po czym po kolei przedstawił mi rodzinę Manuela Cortesa.

Czułam się strasznie zażenowana. Manuel wpatrywał się we mnie przez kilka minut, reszta jego rodziny również, świdrowali mnie wzrokiem jak osobliwe zwierzę w cyrku. Jeszcze chwila, a zaczną rzucać mi resztki jedzenia i robić sobie zdjęcia. Nie mogłam dłużej tego znieść.

– Zaraz zacznę pobierać opłaty za gapienie się na mnie. – Uśmiechnęłam się do stojącej obok Any i chciałam odejść, gdy nagle ktoś chwycił mnie za rękę.

– Miło mi cię poznać, Julieta. – Złożył pocałunek na mojej dłoni i za moment ją puścił. Popatrzyłam w jego ciemne oczy, które nie wyrażały kompletnie nic. Mój brat za to kipiał już z wściekłości, ale jego akurat miałam gdzieś.

Podeszłam do przyjaciółki i razem skierowałyśmy się do barku. Chciałam, zapamiętać tę noc jak najdłużej. Wzięłyśmy butelkę wina i wypiłyśmy ją w ogrodzie, nie chciałam dłużej znajdować się na radarze mojego brata i jego ostatnich gości. Procenty szybko zadziałały, a muzyka dobiegająca z salonu poniosła nas z Aną na parkiet. O dziwo, był straszny ścisk, nie miałam pojęcia, że ludzie związani z mafią potrafią się bawić. Tańczyłyśmy razem, stale ocierając się o siebie. Kochałam latynoskie klimaty, słysząc tę muzykę, biodra same kołysały się w takt. Podeszłyśmy do baru i wypiłyśmy po kilka kieliszków tequili. Ta noc na pewno będzie niezapomniana – nigdy tak bardzo się nie nawaliłam jak teraz! Pijąc kolejny kieliszek wódki z agawy, kątem oka widziałam, że rodzina Manuela mnie obserwowała. Nie byli zadowoleni z mojego zachowania, a najwyraźniej dostrzegłam potępienie w oczach brata Manuela. Zlekceważyłam to, wzięłam Anę za rękę i poszłyśmy dalej tańczyć. Byłam już tak pijana, że ledwo utrzymywałam pion, na dodatek miałam na stopach te cholernie wysokie szpilki. Nagle poczułam czyjąś dłoń w talii. Ktoś przycisnął mnie do siebie i w takim uścisku tańczył ze mną. Szarpnęłam się jak poparzona, nienawidziłam, gdy obcy ludzie mnie dotykali, zwłaszcza w ten sposób. Obróciłam się szybko i, niewiele myśląc, wymierzyłam, jak się okazało Manuelowi, siarczysty policzek.

– Nie dotykaj mnie! – krzyknęłam, ale on tylko zaczął się głośno śmiać, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.

– Kochanie, niedługo sama będziesz o to prosić – mówiąc to, nachylił się w moją stronę i puścił mi oczko.

Kipiałam z wściekłości i zaciskając zęby, wymamrotałam:

– Niedoczekanie twoje!

Chciałam odejść, ale on mi nie pozwalał. Napierał na mnie ciałem, skanując swoim wzrokiem. Przy nim czułam się taka malutka i bezbronna. Przełknęłam ślinę, czekając na jego następny ruch. Złapał mnie tylko za rękę i kiwnął głową do DJ-a, który natychmiast ściszył muzykę. Spojrzał na mnie ponownie i wyciągając z kieszeni marynarki małe pudełeczko, zaczął mówić:

– Jak wszyscy wiecie, dzisiejsze przyjęcie zorganizowane jest na cześć Juliety i moją. Postanowiliśmy się pobrać, a co za tym idzie, połączymy nasze rodziny na zawsze. Julieto, przyjmij ten pierścionek jako dowód mojego oddania tobie. – Nie potrafiłam z siebie nic wydusić, słowa stanęły mi w gardle, a dłonie zaczęły się pocić.

Spojrzałam na niego, a on założył mi na serdeczny palec piękny, złoty pierścionek. Wszyscy zgromadzeni zaczęli bić brawo i wołać, byśmy się pocałowali. Manuel na dźwięk tych słów uśmiechał się do mnie, jakby wyczekiwał, że to ja go pocałuję. Niestety, w mojej głowie zaczęło wirować i momentalnie zrobiło mi się niedobrze. Przystawiłam rękę do ust i wybiegłam do łazienki. Zwróciłam cały alkohol, który dzisiaj w siebie wlałam. Nie wiem, ile to trwało, ale nagle usłyszałam głos Any za swoimi plecami.

– Powiem ci, że odwaliłaś dobre show. – Chichotała, ale mnie w tym momencie wcale do śmiechu nie było. Podniosłam się w końcu znad toalety i wypłukałam usta zimną wodą. Lustro było bezlitosne: wyglądałam jakbym co najmniej od tygodnia chlała. Masakra!

– Wstyd mi – wyszeptałam cicho.

– Twój narzeczony miał niezły ubaw. Dobrze, że nie zwymiotowałaś na niego, to dopiero by było.

– Ana, przestań! Błagam cię. I tak już czuję się okropnie.

– Chodź do pokoju, musisz się ogarnąć, bo za niedługo lecisz do Kolumbii. – Te słowa sprawiły, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Spojrzałam na swoją dłoń, na której tkwił pierścionek zaręczynowy irzekłam:

– Nie wiem, jak ja to przeżyję.

Ana objęła mnie i wyszłyśmy z łazienki, kierując się w stronę sypialni. Moje spakowane walizki stały już obok łóżka, poszłam wziąć prysznic i umyć zęby. Związałam włosy w luźny kucyk i założyłam szary dres. Ana dała mi jeszcze tabletkę na ból głowy, którą popiłam dużą szklanką wody. Spojrzałam na swój pokój ostatni raz iwyszłam.

Rozdział 5

Manuel

Od kiedy zobaczyłem Julietę, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Na żywo była jeszcze piękniejsza; jej ciemne oczy wpatrywały się ciągle we mnie, ale nie zdołałem wydusić z siebie ani jednego słowa. Zbiła mnie z tropu pewnością siebie, zdecydowanie nie tak sobie wyobrażałem nasze pierwsze spotkanie. Z przyjaciółką wypiła chyba morze alkoholu, bo widziałem, że zataczała się w tańcu. Mój brat zauważył to natychmiast i nie pozostawił tego bez komentarza.

– Jak na twoją przyszłą żonę, to trochę przegina. Stary, zrób coś, zanim ośmieszy nie tylko siebie, ale i całą naszą rodzinę. – Jego zimny ton od razu zmobilizował mnie do działania. Przebiłem się przez tłum tańczących ludzi, podszedłem do niej od tyłu i złapałem wtalii.

Sam nawet nie wiem kiedy, zaczęliśmy oboje poruszać się w takt muzyki. Jej zapach drażnił moje nozdrza, a skóra była jak aksamit. Nagle obróciła się i jednym, szybki ruchem dłoni spoliczkowała mnie, żądając, bym jej nie dotykał. Trochę mnie to rozbawiło, bo dziewczyna ewidentnie lubiła pokazywać pazurki. Długo wpatrywałem się w jej kipiące złością oczy, ale nie przyjechałem tutaj użerać się z młodą, pijaną kobietą, poza tym nigdy nie pozwolę, by w ten sposób traktowała mnie przy innych. Miałem swój cel i chciałem go jak najszybciej zrealizować, by wrócić do Medellin. Kiwnąłem w stronę DJ-a i zacząłem mówić, jakiś łzawy tekst o naszych zaręczynach, zdecydowanie nie jestem w tym dobry. Może dlatego, że nie wypowiadałem tych słów z serca, nie czułem do tej dziewczyny kompletnie nic oprócz tego, że była korzystną inwestycją. Zanim cokolwiek zdążyła z siebie wydusić, założyłem jej pierścionek na palec. Ludzie zgromadzeni dookoła nas zaczęli bić brawa i wołać, byśmy się pocałowali. Tylko moja rodzina patrzyła na to z dystansem, chyba jeszcze nie do końca wierzyli w to, co chciałem zrobić. Uśmiechałem się znacząco do Juliety, a ona pobladła i zasłaniając ręką usta, wybiegła z salonu. Zacząłem się głośno śmiać, na co goście zareagowali podobnie. Julieta zdecydowanie nie potrafiła pić. I to będzie jej ostatni raz, kiedy doprowadziła się do takiego stanu w mojej obecności. Spojrzałem w stronę Juana, Sofii i Caro: ich miny były bezcenne. Zażenowanie to chyba najmilsze słowo, jakim można by opisywać wyraz ich twarzy. Podszedłem do nich, a Caro od razu zaczęła:

– Będziesz miał wesoło przez najbliższe dwa tygodnie. Zresztą my z Sofią również.

– Dopilnuję, by przez ten czas nie wypiła nic, co zawiera alkohol. – Chciałem jak najszybciej uciąć ten temat, ale one nie dawały za wygraną.

– Może prościej będzie, jak wylejemy wszystko, co mamy w domu? – Śmiała się Sofia.

– Sofi, nie przeginaj, bo zaraz przypomnę ci, jak ty się zachowywałaś w pierwszych dniach w Medellin. – Szturchnąłem ją w ramię i oboje parsknęliśmy śmiechem. Tego mi właśnie brakowało przez ten rok: rozumieliśmy swoje żarty, bawiąc się przy nich w najlepsze, ale teraz wiedziałem, że wszystko wróciło na swoje miejsce.

Przyjęcie powoli się kończyło, Juan z Martinem dobijali kolejnego interesu. Nie miałem ochoty słuchać o następnych transportach broni dla żołnierzy kartelu meksykańskiego. Dopijałem szklankę whisky i przyglądałem się ludziom tańczącym na parkiecie. Po chwili całą moją uwagę przykuła długonoga brunetka. Nie potrafiłem oderwać od niej wzroku, jej twarz… kurwa! Była tak podobna do Natalii. Wodziłem za nią wzrokiem, a kiedy tylko wyszła na taras, zerwałem się z krzesła i ruszyłem za nią. Opierała się o balustradę, wpatrując w fontannę, która stała przed domem.

– Martin postarał się, zorganizował dobrą imprezę – zacząłem, a dziewczyna, słysząc mój głos, odwróciła się, posyłając olśniewający uśmiech.

– W końcu oddaje ci siostrę.

Podszedłem bliżej, blokując jej przejście rękoma, które oparłem o poręcz. Nachyliłem się nad jej uchem i cichowyszeptałem:

– W tym momencie wolałbym kogoś innego.

Nie czekałem długo na jej reakcję: zarzuciła mi ramiona na kark i przyciągając do siebie, zaczęła namiętnie całować. Wpychała mi język głęboko w usta, ssała i całowała z taką zachłannością, że sam nie mogłem oderwać się od niej. Uniosłem ją za pośladki i posadziłem na balustradzie. Oboje byliśmy spragnieni i nienasyceni. Całowałem ją łapczywie po szyi i ustach, cicho mruczała mi do ucha, co wyzwalało we mnie pożądanie. Jej dłonie zsunęły się z mojej szyi wprost na wybrzuszenie w spodniach. Przygryzła moje ucho, po czym zaczęła rozpinać pasek. Zachłannie całowałem jej piersi, a kiedy tylko uwolniła mojego twardego kutasa, podciągnąłem jej sukienkę. Byłem miło zaskoczony, kiedy zorientowałem się, że nie miała na sobie bielizny. Wcisnąłem się między jej rozchylone uda i nie dając czasu na zastanowienie, nadziałem ją na mojego wojownika. Jęczała i wiła się przy każdym kolejnym ruchu. Napawając się tym widokiem, trzymałem ją mocno za biodra i wykonywałem coraz silniejsze pchnięcia. Widziałem, że zaczynała szczytować, bo zagryzała mocno dolną wargę, ale kiedy nadeszło spełnienie, nie dała rady się powstrzymać i wydała z siebie okrzyk. Postawiłem ją na ziemię i zapiąłem spodnie. Wychodząc, odwróciłem się w jej stronę i powiedziałem:

– Jeśli chcesz żyć, zapomnij o tym, co się tu przed chwilą wydarzyło.

Nie czekałem na jej odpowiedź, poprawiając marynarkę, wszedłem do salonu i wzrokiem poszukałem brata. Dalej siedział przy stole z Guzmanem, popijając whisky. Siostra wraz z Sofią tańczyły na środku parkietu, a dookoła nich ustawiło się stadko napalonych facetów. Wkurwiłem się, zwłaszcza że jeden z nich nie potrafił utrzymać łap przy sobie i za dużo sobie pozwalał, dotykając Carolinę po tyłku. Wyciągnąłem broń spod marynarki i błyskawicznie podszedłem do nich. Wyszarpnąłem Caro z jego uścisku i wycelowałem w faceta.

– Może ze mną zatańczysz? – Muzyka nagle ucichła, a mężczyzna momentalnie zbladł.

– Manu, proszę opuść broń. Nic się nie stało – prosiła mnie Caro, ale moja ręka nawet nie drgnęła.

Ludzie dookoła patrzyli w ciszy, ale mnie to w ogóle nie obchodziło. Nagle poczułem, że ktoś położył na moim ramieniu dłoń i rzekł:

– Bracie, uspokój się. To nie czas ani miejsce na takie zabawy. Zaraz wracamy do domu. – Posłuchałem Juana i schowałem pistolet.

Facet od razu uciekł, a Caro zaczęła na mnie wrzeszczeć, że popsułem jej zabawę. Nie obchodziło mnie to, ale nie pozwolę, by jakikolwiek facet zachowywał się w ten sposób w stosunku do mojej siostry. Po tym incydencie przyjęcie od razu się skończyło, a sam Martin nie był zachwycony tym, że zrujnowałem mu imprezę. Fakt, może mnie trochę poniosło, ale byłem nabuzowany po seksie na tarasie i widząc siostrę z jakimś gachem, od razu ogarnęła mnie złość. Ja pierdolę! Dopiero teraz do mnie doszło, że kolejny raz pomyślałem o Natalii. Przeleciałem tę laskę, ale tylko dlatego, że przypominała mi tę cholerną Włoszkę. Podszedłem do baru i wypijając dwa szybkie drinki, odetchnąłem. Na schodach zjawiła się Julieta z walizkami w rękach. Zmierzyłem ją wzrokiem, w tym dresie wyglądała jak nastolatka. Kurwa! Przecież nią jest! Martin pożegnał się z nią czule, ale wyglądało, że robi to na pokaz, dziewczyna nie patrząc nawet w moją stronę wyszła z domu i wsiadła do podstawionegosamochodu.

Rozdział 6

Julieta

Całą drogę gapiłam się przez szybę samochodu. Obok mnie siedziała Carolina, siostra Manuela, ale nie zamieniła ze mną ani jednego słowa. Chyba dałam plamę na tym przyjęciu. Czułam się koszmarnie, nawet nie potrafiłam spojrzeć w oczy Manuela, mało brakowało, a zwymiotowałabym na niego. Dojechaliśmy na lotnisko, wysiadłam z auta i ze spuszczoną głową zajęłam miejsce w samolocie. Reszta rodziny, w tym Manuel, doskonale się bawili, śmiali się i rozmawiali na różne tematy. Czułam się trochę jak piąte koło u wozu, może tak chcieli mnie ukarać za to, że nie zachowałam klasy na imprezie. Usiadłam wygodnie w fotelu i po starcie wyciągnęłam z torebki książkę. Całą swoją uwagę skupiłam na lekturze, nawet nie słyszałam, o czym rozmawiali, gdy nagle z zaczytania wyrwał mnie głos Manuela.

– Hm… Milczenie owiec… Julieta, zanim uznasz mnie za Hannibala Lectera, może najpierw uda nam się porozmawiać na spokojnie? – Wyjął mi książkę z ręki i spojrzał w oczy.

– Do niego jeszcze wiele ci brakuje, chociaż potrafisz zabijać ludzi z zimnąkrwią.

Usiadł obok mnie i delikatnie musnął mój policzek. Odsunęłam się szybko, nie chciałam, by mnie dotykał.

– Nie bój się, nic ci nie zrobię, mała.

– Nie zrobisz, bo nie możesz. Mój brat mi powiedział, że jeśli mnie tkniesz przed ślubem, zabije cię. – Byłam bardzo pewna siebie, choć może nie było tego po mnie widać. Manuel zaśmiał się w głos, słysząc mojesłowa.

– Martin Guzman! – Złapał mnie za ramię i przyciągnął, był wkurwiony. – Nikt nie będzie mi mówił, co mogę, a czego nie, jeśli będę chciał cię dotknąć, zrobię to. – Puścił moje ramię iodszedł.

Pierwszy raz wystraszyłam się tego człowieka. Jego oczy przepełnione były wściekłością, a przecież nic złego mu nie zrobiłam. Wróciłam do czytania, ale nie mogłam się skupić, czułam, że do moich oczu napływają łzy. Starałam się nie uronić ani jednej, ale to nie było takie proste, zwłaszcza że na domiar złego przypomniałam sobie o mojej przyjaciółce, którą zostawiłam w Meksyku. Wycierałam dłonią mokre policzki, odłożyłam książkę i patrząc przez okno, zaczęłam myśleć o swoim losie. Nie będę szczęśliwa, wiem o tym! Ten człowiek tego mi nie da, moje wszystkie plany i marzenia runęły. Stałam się niewolnicą.

Kiedy wylądowaliśmy, od razu wstałam i wyszłam z samolotu. Był wczesny ranek, a słońce w Kolumbii świeciło już bardzo mocno. Założyłam okulary przeciwsłoneczne, przynajmniej nikt nie zobaczy moich podkrążonych od płaczu oczu. Cała szczęśliwa rodzinka wysiadła zaraz za mną, dalej traktowali mnie jak powietrze. Nie wiem, czy powinnam się z tego cieszyć czy nie, wiem jedno: będę tutaj przez dwa tygodnie, czternaście pieprzonych dni.

Wsiedliśmy do podstawionych samochodów i po krótkim czasie znaleźliśmy się na podjeździe przedwillą.

Wysiadłam, po czym od razu zaczęłam się rozglądać. Dom był ogromny, dwa razy większy od mojego. Wokół rosły palmy i krzewy. Drzwi otworzyły się, a w nich stanęła jakaś kobieta z dzieckiem naręku.

Żona Juana podbiegła od razu do niej i wzięła chłopca w ramiona. Domyślam się, że to ich dziecko. Manuel oraz Carolina także przywitali się z nim i weszli do środka, nie patrząc nawet na mnie. Wzięłam walizki, a następnie ruszyłam przedsiebie.

– Zostaw to, dziecko, tym zajmie się służba. Chodź, pokażę ci twój pokój, musisz być bardzo zmęczona po podróży. – Kobieta objęła mnie, po czym dodała: – Jestem Maria, mów mi po imieniu.

– Julieta, bardzo mi miło. Jesteś jedyną osobą, która odezwała się dzisiaj do mnie.

– Naprawdę? Dziewczyny też z tobą nie rozmawiały? Dziwne. To bardzo otwarte i towarzyskie osoby. – Pokręciłam głowąprzecząco.

– Może na to zasłużyłam, na przyjęciu się nie popisałam. – Posmutniałam, na co Maria szybkozareagowała.

– Nie wiem, co się wydarzyło, ale porozmawiam z nimi. Jesteś naszym gościem i nie powinni cię tak traktować.

Weszłyśmy po schodach do pokoju, a kiedy otworzyłam drzwi, normalnie zaniemówiłam. Był piękny, dominujące kolory to biel i złoto. Na środku stało wielkie łóżko, za nim było wyjście na taras. To będzie moje ulubione miejsce do czytania. Dostrzegłam jeszcze dwoje drzwi, za pierwszymi odkryłam łazienkę, dużą i przestronną, z kabiną prysznicową oraz wanną. Natomiast za drugimi drzwiami znajdowała się garderoba. Na jednej ze ścian wisiało ogromne lustro, a całość wypełniona była pustymi półkami i wieszakami. Wróciłam do pokoju, na środku stały już moje bagaże. Maria zostawiła mnie samą, wyszła, zamykając za sobą drzwi. Wyciągnęłam z walizki ulubioną piżamę i weszłam pod prysznic. Zimna woda studziła moje emocje. Czułam się obco i chciałam wyć wniebogłosy. Wytarłam się, a następnie założyłam satynowe spodenki oraz koszulkę. Nie miałam siły na rozpakowywanie, byłam zmęczona i znużona. Położyłam się na łóżku i w ciągu kilku sekund zasnęłam.

Obudziłam się zaspana i od razu spojrzałam na telefon. Była 18:15 i aż dziesięć nieodebranych połączeń od Any. Szybko poprawiłam się na łóżku i wybrałam numer do przyjaciółki.

– Halo, Ana!

– Boże, Juli, w końcu! Myślałam już, że coś ci się stało. Nie odbierałaś. – Panikowała jak zwykle.

– Spałam, jestem już w Medellin. Nie wiem, Ana, jak to przeżyję, od wczorajszego wieczora wszyscy traktują mnie jak powietrze, tylko gosposia, Maria, jest dla mnie uprzejma. Jeśli to tak dalej będzie wyglądać, nie dam rady, przysięgam.

– Spokojnie, kochana, to dopiero początek. Może są źli, że upiłyśmy się, a później ta akcja z twoim pawiem. Trochę wstyd. Daj im czas na przetrawienie tego naszego popisu. – Śmiała się, ale mnie wcale do śmiechu nie było.

– Proszę, nawet mi tego nie przypominaj. Chcę to wymazać z pamięci. – Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. – Ana, muszę kończyć, ktoś się dobija do mnie, zadzwonię albo napiszę maila.

Odłożyłam telefon na szafkę nocną i poprawiłam kołdrę. – Proszę – powiedziałam głośno. Do pokoju weszła Carolina wraz z Sofią, która trzymała na rękach dziecko. Byłam bardzo zaskoczona ich wizytą.

– Przyszłyśmy porozmawiać – zaczęła młoda matka. Obie kobiety usiadły w nogach łóżka.

– Dziewczyny, chciałam was przeprosić za tę całą akcję, nie powinnam była się upić na własnym przyjęciu zaręczynowym. Jest mi strasznie głupio, zwłaszcza że dopiero się poznałyśmy. – Opuściłam głowę i wpatrywałam się w swoje dłonie.

– Nie masz za co przepraszać. To my nie powinnyśmy się tak zachowywać. Nie będziemy owijać w bawełnę, Juli, ten cały wasz ślub nie do końca nam się spodobał. Manuel jest jeszcze młody i jego nagła decyzja zaskoczyła nas całkowicie. On chyba sam nie wie, czego tak naprawdę chce. W dodatku jesteś taka młodziutka… – Carolina dotknęła mojej dłoni.

– Niestety, ja o tym nie decydowałam, ktoś zrobił to za mnie. Gdybym miała jakikolwiek wybór, nigdy bym się na to nie porwała – odpowiedziałam smutnym głosem i poczułam, jak jedna samotna łza spływa po moim policzku.

– Doskonale cię rozumiem. Sama przez to przeszłam ponad rok temu. Juan porwał mnie, po czym oznajmił, że zostanę jego żoną. To brzmi jak pieprzona bajka, ale taka była prawda. Dzisiaj mogę powiedzieć z ręką na sercu, że jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Mam nie tylko miłość męża, ale też syna, który każdego dnia daje mi coraz więcej powodów do radości. – Spojrzałam na jej dziecko, potem znowu na nią – była szczęśliwa, widać to gołym okiem. Chciałabym chociaż w połowie być tak samo radosna jak ona.

– Zazdroszczę ci, zawsze marzyłam o prawdziwej miłości. Spotkać księcia z bajki i oddać mu całe serce. Piękne, lecz w moim przypadku to mrzonka.

– Manuel to dobry chłopak, może trochę jeszcze niedojrzały, ale dobry. Nic złego z jego strony na pewno cię nie spotka. Za to możemy ci ręczyć, a gdyby coś przeskrobał, wiesz, gdzie nas szukać. Chcemy, żebyś poczuła się jak w domu, zwłaszcza że po ślubie na pewno tutaj zamieszkasz. – Uśmiechnęła się Carolina.

– Dziękuję wam, postaram się jakoś przetrawić tę całą sytuację. I tak nie mam innego wyjścia, więc albo zaakceptuję taki stan rzeczy, albo będę wiecznie nieszczęśliwa, co z pewnością szybko wpędzi mnie w jakąś depresję.

– Pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć. Poza tym kto, jak nie my, urządzi ci wieczór panieński. – Śmiały się, a na mojej twarzy pierwszy raz w tym domu pojawił się uśmiech.

Carolina z Sofią przytuliły mnie i wyszły, zostawiając samą z przemyśleniami. Miały rację, nic złego nie spotka mnie z jego strony, a przynajmniej do nocy poślubnej. Przez te dwa tygodnie dam mu szansę, chcę poznać go lepiej. Może wtedy myśl o naszym małżeństwie nie będzie mnie tak przerażać. Wstałam, założyłam z powrotem szary dres, rozpakowałam walizki i czując głód, zeszłam na dół w poszukiwaniu kuchni. W salonie siedzieli wszyscy razem, bawiąc się z bratankiem Manuela. Mój narzeczony podrzucał go i kręcił, bawił się lepiej niż dziecko. Ten widok trochę zmienił jego wizerunek. Z zimnego i aroganckiego drania w faceta, który dobrze się czuje w rodzinnej i pełnej ciepła atmosferze. Szybko spostrzegł, że go obserwuję i oddał dziecko Juanowi.

– Przejdziemy się, Julieta? – spytałgłośno.

Rozdział 7

Manuel

Złapałem ją za rękę i pociągnąłem do ogrodu. O dziwo, nie opierała się na początku, jednak w pewnym momencie zatrzymała się, wyszarpnęła dłoń.

– Daleko chcesz mnie jeszcze ciągnąć? – rzuciławkurzona.

– Musimy ustalić pewne zasady. – Podszedłem do niej i założyłem ręce na torsie. Spojrzała mi w oczy, próbując odgadnąć, o co może michodzić.

– Zasady? Nie wiedziałam, że związek bądź też małżeństwo wymaga spisania dziesięciu stron zasad.

– Posłuchaj mnie uważnie. Nie lubię nieposłuszeństwa…

Przerwała mi szybko, nie dając dokończyć.

– O, to już gdzieś słyszałam! No tak, mam brata, cholernego gangstera. Ciągle mi to powtarzał, ale wiesz co, w jego przypadku te słowa brzmiały jakoś bardziej przekonująco. – Zdziwiła mnie tym tekstem. Nie wiedziałem, że jest tak pewna siebie. Podszedłem bliżej, a następnie złapałem ją zaramię.

– Masz niewyparzoną buzię! Niedługo zostaniesz moją żoną i masz zachowywać się, jak na nią przystało! Od dzisiaj żadnego alkoholu, żadnych imprez, chyba że w moim towarzystwie. Najwyższy czas dorosnąć, panno Guzman.

– Może jeszcze mnie zamkniesz w klatce? Jeśli chcesz mnie ubezwłasnowolnić, radzę ci się pospieszyć, nim ci ucieknę, dupku! – Nie spodziewałem się tego, co zrobiła. Popchnęła mnie i zaczęła uciekać.

Na szczęście szybko ją dogoniłem i szarpnąłem za rękę, aż przewróciliśmy się na trawę. Leżałem na niej, wpatrując się w jej ciemne oczy, przez moment połączyła nas kompletna cisza, byłem tak blisko jej ust. Chyba wiedziała, co chciałem zrobić, bo szybko zepchnęła mnie z siebie, mówiąc:

– Lekki nie jesteś! – Usiadła i patrzyła na mnie, jakby oczekiwała kolejnych zasad.

– Julieta, powiedz mi, czego ty oczekujesz ode mnie? – zacząłem, patrząc na nią. Spięła się lekko, kiedy ująłem jej delikatną dłoń.

– Chcę cię lepiej poznać. Mam spędzić z tobą resztę życia, więc chyba byłoby dobrze coś o sobie wiedzieć. Ten ślub nie jest dla mnie łatwy, jeszcze tydzień temu marzyłam o tym, by pojechać do Europy, zwiedzać, poznawać kulturę innych krajów, a przede wszystkim żyć. Teraz perspektywa staje się zupełnie inna. Mam przed sobą człowieka, który wkrótce zostanie moim mężem. Nie chcę, by nasze małżeństwo opierało się tylko na biznesie z moim bratem. Spróbujmy się zaprzyjaźnić.

– To tak nie działa. Nie mogę dać ci niczego, prócz zwykłego układu. Nie przyjaźnię się z kobietami ani nie darzę ich żadnym innym uczuciem. Nie musisz się też mnie obawiać, obiecałem twojemu bratu, że cię nie dotknę i słowa dotrzymam. Jednak chcę, byś była mi posłuszna, masz godnie reprezentować tę rodzinę i stać się moją ozdobą na przyjęciach. Tyle od ciebie wymagam.

Spojrzała na mnie i pokiwała lekko głową. Chyba zrozumiała wszystko, co jej powiedziałem, nagle podniosła się izapytała:

– Czy mogę już wrócić do środka? – Trochę zdziwiła mnie tym pytaniem, była zupełnie inna niż parę minut temu, jej pewność siebie znikła, a oczy zaczęły błyszczeć, jakby pojawiły się w nich łzy.

– Możesz – odpowiedziałem, a ona pobiegła w stronę domu.

Podniosłem się i wolno wróciłem do salonu. Mały Antonio spał w ramionach Juana, a Sofi z Caro i Julietą jadły kolację. Moja narzeczona nawet nie spojrzała na mnie, udawała, że mnie nie widzi, nawet kiedy podszedłem do nich i podebrałem szparaga z talerza siostry. Nie wiem, co ją ugryzło. Byłem z nią szczery, obiecałem, że nie wyrządzę jej krzywdy, miała tylko udawać szczęśliwą żonę. Tylko tego od niej oczekiwałem. Poszedłem do swojego pokoju, wziąłem prysznic i przebrałem się w czarną koszulę i spodnie w tym samym kolorze. Miałem ochotę się zabawić. Zszedłem na dół, wszyscy siedzieli na kanapie i oglądali jakiś film na Netflixie. Mój brat miał chyba przeszczep mózgu w międzyczasie, bo nigdy nie oglądał takiego badziewia, dopiero po narodzinach Antonia i ślubie z Sofią ostro mu się cośpoprzestawiało.

Każdą wolną chwilę poświęcał tylko im, a interesy starał się załatwiać z domu. Był szczęśliwy, to na pewno, ale w tym momencie straciłem jedynego kompana, z którym mogłem wyjść do baru czy imprezę.

– Juan, idziesz się napić? – zapytałem, mając marną nadzieję, że może się zgodzi. Wzrok wszystkich skierował się na mnie, jakbym powiedział coś idiotycznego. – A ty się gdzieś wybierasz? Przecież masz gościa – rzekła Caro, nie dając dojść do słowabratu.

– Siostrzyczko, czasem strasznie denerwuje mnie to, że o wszystkim musisz wiedzieć. – Nachyliłem się i złożyłem pocałunek na jej czole, uśmiechnęła się do mnie szeroko i nic już nie marudziła.

– Pójdę z tobą – powiedział Juan, wstał i wziął kluczyki od samochodu z szafki.

Po chwili dojechaliśmy do Alta Gracia, był to jeden z naszych klubów. Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsce przy stoliku. Juan od razu zawołał kelnerkę, u której zamówiliśmy butelkę tequili.

– Jak za starych, dobrych czasów. Bracia Cortes i tequila. – Śmiałem się, klepiąc Juana po plecach.

– Przyszedłem tutaj z tobą tylko z jednego powodu – zaczął poważnie, a ja za bardzo nie wiedziałem, o co mu chodzi.

– Z jakiego? – zapytałem.

– Jeśli chcesz rżnąć dziwki, to nie żeń się z Julietą. Rozmawiałem z Sofią, ta dziewczyna na to nie zasługuje, a ty nie potrafisz się pohamować nawet na przyjęciu zaręczynowym. Myślisz, że jestem ślepy? Masz szczęście, że Martin cię nie widział. Ćpasz, pijesz i pierdolisz się z byle jaką dziwką. Ogarnij się wreszcie, Manuel! – Zatkało mnie, pierwszy raz nie wiedziałem, co mam muodpowiedzieć.

– Juan, to nie jest twoja sprawa. Ja nie wtrącałem się, jak ty traktowałeś Sofi… no dobra, może trochę, ale was łączyło uczucie. A mnie i Julietę nie łączy nic oprócz związku interesów. A co do ćpania… – wyciągnąłem z kieszeni woreczek i pomachałem nim przed oczami Juana – nie mogłem sobie odmówić. – Wysypałem proszek na stół i wydzieliłem dwie równe kreski, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, wciągnąłem je szybko, pocierając dłonią nasadę nosa.

– Jesteś pojebany! – krzyknął na mnie. – Widzę, że historia z Natalią chuja cię nauczyła.

– Nie wspominaj mi o niej. – Wypiłem szybko kieliszek.

– Jeśli będziesz brał to gówno dalej, Julieta ucieknie od ciebie tak samo jak ona. Nie potrafisz uczyć się na błędach. – Podniosłem rękę, by w końcu się przymknął, czułem, jak kokaina zaczynała działać w moim organizmie, do tego jeszcze dochodził alkohol.

– Natalia to przeszłość. – Westchnąłem, próbując wyrzucić z głowy jejwspomnienie.

– Tak, z pewnością i dlatego ruchasz same brunetki, które właśnie ją przypominają. Ogarnij się i zajmij Julietą. Będzie twoją żoną!

– Nigdy więcej nie mów nic na temat Natalii. – Zacisnąłem dłoń w pięść i dopijając kieliszek, rzekłem: – Kochałem ją i wiem, że spierdoliłem sprawę.

Spojrzał na mnie, był totalnie zaskoczony moim wyznaniem. Podniosłem się z krzesła i wkurwiony wyszedłem z baru. Wybrałem numer do Alejandry – przyjaciółki od szybkich numerków. Złapałem taksówkę i nie zastanawiając się, pojechałem do niej. Gdy tylko otworzyła mi drzwi, rzuciłem się na nią. Całowaliśmy się namiętnie, nie odrywając od siebie. Odwróciłem ją plecami i pchnąłem lekko na kanapę tak, by jej tyłek pozostał idealnie wypięty. Podciągnąłem sukienkę, a następnie zerwałem z niej czerwone majtki.

– Myślałam, że już nie przyjdziesz – wyszeptała, a ja rozpiąłem spodnie i wszedłem w niągwałtownie.

Rżnąłem ją mocno, tak by poczuła, jak jej cipka rozszerza się pod naciskiem mojego kutasa. Trzymałem ją mocno za szyję, dociskając do kanapy. Krzyczała i jęczała, wijąc się przy tym. Złapałem ją za włosy i wbijając się w nią ostatni raz, krzyknąłem:

– Klęknij i weź go!

Posłuchała natychmiast i patrząc mi prosto w oczy, wsunęła mojego kutasa do ust. Ssała i wciągała go całego do buzi. Wiedziała dokładnie, co lubiłem najbardziej i była w tym świetna. Docisnąłem jej głowę tak mocno, aż się zakrztusiła. Dłużej już nie wytrzymałem i napełniłem jej usta spermą. Oblizywała się, uśmiechając do mnie, po czym rzekła:

– Manuel, jak zwykle wiesz, jak mnie zaspokoić.

– Żenię się. To ostatni raz, kiedy tu przyszedłem. – Podciągnąłem spodnie i zapiąłemje.

– Żartujesz! Przecież od tej nieszczęsnej Włoszki mówiłeś, że już koniec ze związkami, więc…

– Więc najwidoczniej coś się zmieniło. – Usiadłem na fotelu i patrzyłem na nią.

– Gdyby żonka nie dawała rady cię zaspokoić, to wiesz, gdzie mnie szukać. – Puściła mi oczko, a do mnie w tym momencie dotarło, co odpierdalam.

Zerwałem się natychmiast, a następnie taksówką wróciłem do domu. W salonie już nikogo nie było. Poszedłem na górę i zatrzymałem się przed drzwiami do sypialni Juliety. Przez moment wahałem się, czy powinienem tam wejść. W końcu nacisnąłem klamkę i wsunąłem się do środka. W pokoju było już ciemno, a Julieta spała. Podszedłem bliżej, usiadłem na krawędzi łóżka i dotknąłem ręką jej czoła. Kurwa! Juan miał rację. Jestem popierdolony! Przez prochy i alkohol straciłem kobietę, którą kocham. Teraz, mając przy sobie tę niewinną istotę, robię dokładnie to samo. Muszę dla niej zapomnieć o Natalii, a przede wszystkim przestać brać to gówno i zachowywać się jakskurwiel.

Rozdział 8

Manuel

Obudziłem się z koszmarnym bólem głowy. Dopadł mnie kac, nie tyle fizyczny, co psychiczny. Zjebałem sprawę, wczoraj myślałem wyłącznie o sobie i swoich uciechach. Zrobiłem dokładnie to samo co z Natalią, tyle że dla odmiany Juliety nie uderzyłem. Jeszcze. Muszę postarać się zmienić dla niej i rodziny, bo jak tak dalej pójdzie, stracę wszystkich, na których mi zależy. A przede wszystkim muszę wreszcie zamknąć rozdział z Natalią izapomnieć o niej raz na zawsze. Spierdoliłem sprawę idealnie, ale dobrze wiem, że oboje nie potrafilibyśmy tegoposkładać.

Wstałem z łóżka i wziąłem zimny prysznic, po którym zdecydowanie lepiej się poczułem. Założyłem wzorzystą koszulę, podwijając rękawy do łokcia, do tego wybrałem czarne spodnie. Musiałem wziąć jakąś tabletkę, bo czułem, że głowa zaraz mi eksploduje. Schodząc do kuchni, słyszałem, że Sofia rozmawia z kimś przez telefon. Kiedy tylko mnie zobaczyła, zmieszana rozłączyła się szybko, odkładając smartfon na stół.

– Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem? – zapytałem niepewnie, ale po wyrazie jej twarzy było widać, że ją coś niepokoiło. – Sofi, coś sięstało?

– Nic. Wszystko dobrze – odpowiadała półsłówkami, teraz już byłem pewny, że coś nie gra.

– Znam cię, powiedz mi, co się dzieje? – Podszedłem do niej i złapałem mocno zaramiona.

– Rozmawiałam z Natalią. Może na tym zakończymy. – Chciała odejść, ale nie pozwoliłemjej.

– Powiedz mi, co u niej? – Nie dawałem za wygraną, widziałem, że była czymśzmartwiona.

– Manuel, proszę – mówiła cicho, patrząc mi prosto w oczy. W tym samym czasie do kuchni wszedł Juan, trzymając na rękachdziecko.

– Co tu się dzieje? – zapytał zaskoczony.

– Juan, daj nam chwilę, chcę porozmawiać z Sofią w cztery oczy. – Spojrzał pytająco na swoją żonę, na co Sofi pokiwała głową, zgadzając się na krótką rozmowę. Złapałem ją mocno za dłoń i wyszliśmy razem na taras.

– Mów! – Usiadłem na fotelu i patrzyłem, jak nerwowo zaciskaładłonie.

– Całkowicie jej odbiło, poznała jakiegoś sześćdziesięciolatka i oświadczyła mi, że to jej wielka miłość. Znam ją od tylu lat, a tu nagle love story. Ja pierdolę, on by mógł być jej ojcem! To nie mieści się w głowie, w dodatku po dwóch tygodniach tej rzekomej wielkiej miłości wyleciała z nim do Stanów. Pokłóciłam się z nią i dlatego jestem taka zdenerwowana. – Spuściła głowę, a mnie kompletnie zatkało. W głowie dudniły mi tylko jej słowa. Czułem się, jakbym dostał pięścią w twarz.

– Jest szczęśliwa? – zapytałem, wstając zmiejsca.

– Tak mówiła. Manuel, ty też powinieneś w końcu się ogarnąć, Juli to wartościowa dziewczyna. Dajcie sobie szansę, nie mówię, że od razu na miłość, ale na początek wystarczy przyjaźń i wzajemny szacunek. To wiele ułatwi, zaufaj mi. – Mrugnęła do mnie, po czym dodała: – A, i najważniejsze. Przestań brać kokainę! Inaczej koniec zabaw z Antoniem. – Chciała wyjść, ale zatrzymałem ją jeszcze na chwilę.

– Dziękuję ci za wszystko. Zawsze wiedziałem, że masz wielkie serce. – Podszedłem do niej i przytuliłemmocno.

– Gdybyś nie był moim bratem, odstrzeliłbym ci te ręce. – Głos Juana zakończył tę łzawą scenę.

– Gdybyś nie był moim bratem, chętnie wziąłbym Sofi dla siebie! – Wybuchnąłem śmiechem, rozkoszując się jego zszokowanym spojrzeniem.

Poklepałem go po plecach i poszedłem do kuchni, by wziąć tę cholerną tabletkę i zjeść jakieś porządne śniadanie. W środku zauważyłem Julietę siedzącą przy wyspie. Jadła płatki z mlekiem, czytając książkę. Była tak pochłonięta lekturą, że nawet nie zauważyła, kiedy usiadłem obok niej.

– Zaczniemy od początku? – zapytałem, na co ona przestraszona podskoczyła na krześle.

– Ale mnie wystraszyłeś! Co chcesz zaczynać od początku?

– Naszą relację. Wiem, że schrzaniłem to trochę. Nie powinienem być taki oschły i wiem, że moje wczorajsze słowa mogły cię zranić. Chcę zacząć jeszcze raz, bez żadnych zasad, bez układów i interesów. Spróbujmy się zaprzyjaźnić, może wtedy myśl o naszym małżeństwie nie będzie taka straszna.

Zamknęła książkę i wpatrywała się w moje oczy. Słuchała uważnie każdego słowa.

– Zgadzam się. – Obdarowała mnie ciepłym uśmiechem, pierwszy raz zwróciłem na niego uwagę, wyglądała przepięknie.

– Mogę więc zaprosić cię na randkę? – zapytałem.

– Możesz zaprosić mnie na randkę. – Zaczęła się śmiać z moich słów, po czym dodała: – Przepraszam, ale to brzmiało, jakbyś miał dziesięć lat i pierwszy raz zapraszał gdzieśdziewczynę.

– Chyba coś w tym jest, bo nigdy nie zapraszałem dziewczyn na randki. – Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę.

– Wow! To jeszcze wiele przed tobą. A gdzie mnie zabierasz?

– Niespodzianka. Bądź gotowa na osiemnastą. – Dotknąłem jej ramienia, spojrzała na moją rękę, później na mnie, ale nie odtrąciła jej. Po chwili rzekła:

– Jeśli wczorajszy wypad z Juanem tak cię zmienił, to chyba musisz częściej z nim wychodzić. – Zeszła z hokera i już miała wychodzić, ale wróciła do mnie, nachyliła się i patrząc mi głęboko w oczy, dodała: – Będę gotowa. – Pocałowała mnie w policzek, wzięła książkę i wyszła tak szybko, że nawet nie zdążyłem zareagować.

Po śniadaniu pojechałem z Juanem „załatwić interesy”. Od kilku tygodni mieliśmy problem z przywódcą kartelu z Cali. Facet wziął od nas cały kontener prochów i zapomniał zapłacić. Nienawidziłem takiego cwaniactwa, zwłaszcza że dobrze wiedział, z kim ma do czynienia. Zebrałem naszych żołnierzy i pojechaliśmy do jego domu. Javier zadzwonił do drzwi, ale oczywiście odpowiedziała nam cisza. Zacząłem się już denerwować, a dopiero miała zacząć się zabawa. Wyciągnąłem pistolet i strzeliłem w zamek, tym samym bez problemu weszliśmy. W całym domu panował bezruch, nie było słychać nawet szmeru.

– Javier, mówiłeś, że zastaniemy go dzisiaj w domu. – Spojrzałem na niego wymownie.

– Szefie, śledziliśmy go. Od rana nie opuszczał chaty.

Pokręciłem głową i razem z bratem skierowaliśmy się w stronę jego biura. Juan otworzył drzwi, a naszym oczom ukazał się makabryczny widok. Całe biuro wymazane krwią, zwłoki dwóch osób leżały na podłodze. Nawet nie byłem w stanie rozpoznać, kto to był. Twarze zmiażdżone, odcięte kończyny i liczne rany kłute. Za to pod sufitem wisiał Franco Navarro z przestrzeloną głową i przybitą nożem do serca kartką z informacją: „La Familia nie zabija niewinnych – tylko tych, którzy zasługują na śmierć. To jest boskasprawiedliwość.”.

– Chyba dorobiliśmy się jakichś naszych fanatyków – rzekłem, patrząc na wściekłego Juana.

– Ktoś musiał wiedzieć, że Navarro wisiał nam kasę. Te kutasy podszyli się pod nas i zamordowali jego całą rodzinę.

– Ewidentnie mamy tu do czynienia z jakimś psychopatą. Patrz na to! – Wskazałem bratu za biurkiem zwłoki malutkiego dziecka, które miało odciętą głowę.

– Wychodzę! – krzyknął wkurwiony, uderzając pięścią w ścianę.

Domyśliłem się, o co mu chodziło. Wybiegłem zaraz za nim i zdążyłem go dogonić, zanim odjechał.

– Wiem, o czym pomyślałeś, ale tak się nigdy nie stanie. Słyszysz?! – Złapałem go mocno za ramię i obróciłem w swoją stronę.

– Manuel, chcę wrócić do Sofii i dziecka. Teraz.

– Dobrze, ale to ja poprowadzę. – Wsiedliśmy do auta i w krótkim czasie znaleźliśmy się pod domem.

Kiedy tylko przekroczyliśmy próg, mój brat rzucił się w stronę żony, przytulając ją mocno. Siedząca na kanapie Julieta przyglądała się im przez chwilę, a potem spojrzała nagle w moją stronę. Jej oczy mówiły więcej niż słowa. Zahipnotyzowany tym wzrokiem, podszedłem szybko i siadając obok, objąłem ją ramieniem. Nie odtrąciła mnie kolejny raz dzisiaj, wręcz przeciwnie, przysunęła się bliżej i zamykając oczy wyszeptała:

– Dobrze, że jużjesteś.