Klątwa Kreatorów - Trudi Canavan - ebook
BESTSELLER

Klątwa Kreatorów ebook

Trudi Canavan

4,4

43 osoby interesują się tą książką

Opis

Trudi Canavan, autorka światowych bestsellerów, powraca z ostatnią częścią cyklu „Prawo Milenium”, będącego jej najbardziej przejmującą i ekscytującą przygodą.

Rielle jest teraz Kreatorem i przywraca światom magię. Straciła już rachubę światów, które polecono jej ocalić.

Tyen porzucił dawną tożsamość. Nie jest już szpiegiem, lecz szkoli nowych magów i stara się znaleźć sposób na zwalczenie problemu urządzeń bojowych rozprzestrzeniających się w kolejnych światach.

Kiedy jednak dawny wróg przynosi wieści o czymś znacznie gorszym niż martwe światy i groźni magowie – o zagrożeniu, jakiemu żaden ze światów nie musiał jeszcze stawić czoła – Rielle i Tyen muszą połączyć siły, jeżeli chcą mieć jakąkolwiek szansę na ocalenie ludzkości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 663

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




TRUDI CANAVAN

KLĄTWA KREATORÓW

PRAWO MILENIUM – KSIĘGA CZWARTA

Przełożyła Izabella Mazurek

Wydawnictwo Galeria Książki

Kraków 2020

Tytuł oryginału

Maker’s Course: Book Four of The Millennium’s Rule

Copyright © 2020 by Trudi Canavan. All rights reserved.

Cover © Little, Brown Book Group Limited

Design & illustration by Duncan Spilling – LBBG

Images © Shutterstock

Author photograph © Paul Ewin

Copyright © for the Polish translation by Izabella Mazurek, 2020

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Galeria Książki, 2020

Opracowanie redakcyjne i DTP

Pracownia Edytorska Od A do Z (oda-doz.pl)

Redakcja

Katarzyna Kierejsza

Korekta

Teresa Zielińska

Opracowanie okładki i DTP

Stefan Łaskawiec

Opracowanie wersji elektronicznej

Wydanie I, Kraków 2020

ISBN 978-83-66173-52-1 (EPUB)

ISBN 978-83-66173-53-8 (MOBI)

Wydawnictwo Galeria Książki

www.galeriaksiazki.pl

[email protected]

CZĘŚĆ PIERWSZARIELLE

ROZDZIAŁ 1

Portal miał postać kręgu otoczonego trzema niskimi murkami, z których każdy był nieco wyższy od poprzedniego, zupełnie jak miejsca dla widowni wokół sceny. W centrum dominowała duża skalna płyta. Kiedy Rielle przesuwała się w bok między światami, by jej stopy po wylądowaniu nie zespoliły się ze skałą, nie spuszczała oczu z ciemnej plamy pokrywającej powierzchnię płyty, starając się odepchnąć od siebie myśl, że to krew. Gdy poczuła wokół siebie powietrze, zrobiła wdech, a serce zamarło jej w piersi, bo wyczuła znajomy zapach.

Jednak krew.

Zadrżała i rozejrzała się. Teren wokół niej był płaski i podzielony na pola. Drogą prowadzącą do portalu – a może był to teraz ołtarz ofiarny? – nikt nie podróżował i z obu stron zaczynały wdzierać się na nią chwasty. Jednak na polach pracowali ludzie. Na razie żaden z nich nie zauważył Rielle. Nie rozpoznawała rodzaju zbóż, a w chłodnym powietrzu nie unosiła się woń roślin, które pomagała zbierać podczas ostatniego pobytu w tym świecie. Zmysły podpowiadały jej, że wokół jest bardzo mało magii. Nie zmartwiła się tym. Przyniosła jej ze sobą mnóstwo, więc prawdopodobieństwo, że zostanie uwięziona w świecie, było nikłe.

Nie odwiedzała tego miejsca od pięciu cykli – cykl stanowił miarę czasu trwającą w większości światów około roku. Kiedy stąd odchodziła, wytyczyła nowy szlak, było jednak mało prawdopodobne, by po tak długim czasie został po nim jakiś ślad. Najpewniejszym sposobem, by trafić tu z powrotem, było skorzystanie z często używanej niegdyś ścieżki, a potem, po przybyciu, odnalezienie okolicy, w której kiedyś mieszkała.

Sądząc po gatunkach roślin, znalazła się w zupełnie innej części świata niż ta, którą pamiętała.

Nauczyła się już, że nagłe pozbawienie świata mocy może przynieść nieprzewidziane skutki dla cywilizacji i często pociąga za sobą przemoc i chaos. Nie dysponując magią, tutejsi magowie nie mog­li stanowić dla Rielle zagrożenia. Zwykli ludzie również. A jednak nie była pewna, czy powinna tu wracać, gdyż obawiała się, że jej krótki pobyt w tym świecie zmienił go na gorsze i że mieszkańcy będą ją obwiniali za te zmiany.

Bo właśnie ona była ich winna.

Ścigała wtedy Qalla, młodego człowieka, w którego ciele miał zamieszkać umysł Raena, byłego władcy wszystkich światów. Najwierniejszy sługa władcy, Dahli, chciał podjąć kolejną próbę wskrzeszenia swojego pana, wysłał więc popleczników, by odnaleźli i porwali chłopaka. Kiedy jednemu z nich się udało, Qall postanowił współpracować z wrogiem, w nadziei że znajdzie jakieś wyjście z sytuacji. Aby przeszkodzić Rielle w podążaniu swoim śladem i nie dopuścić, żeby wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało, usunął całą magię z jednego ze światów i ją w nim uwięził.

Lecz mieszkańcy świata nie mieli o tym pojęcia. Wiedzieli tylko, że Rielle pojawiła się tu mniej więcej w tamtym momencie. Ci bardziej wrażliwi być może wyczuli falę mocy, jaką wygenerowała kilka dni później, gdy poświęciła swą wieczną młodość, by znów zostać kreatorem i wytworzyć magię umożliwiającą jej ucieczkę. Zauważyli, że ktoś pobiera moc, a chwilę później Rielle znikła pracownikom i nadzorcom wytwórni odzieży z oczu. Miejscowi magowie z pewnością bez trudu zorientowaliby się, że miała z tym coś wspólnego.

Chwyciła noszony na łańcuszku wisiorek w kształcie rombu i zaczęła obracać nim w palcach. Od kiedy rozpoczęła przywracanie światom magii, musiała już trzykrotnie wymienić szczecinę ukrytego w środku pędzelka, zużywała się bowiem, gdy malowała, by generować moc. Westchnęła na wspomnienie obrazu, który narysowała w brudzie nagromadzonym w komórce w wytwórni. Przedstawiał wolnych i szczęśliwych robotników, niezmuszanych do wręcz niewolniczej pracy przez magów. Do stworzenia dzieła skłoniły ją współczucie i gniew, lecz od tamtej chwili codziennie tego żałowała. Jeżeli pracownicy się zbuntowali, prawdopodobnie nie obyło się bez aktów przemocy. Choć magowie nie dysponowali tu swoją mocą, stosowali fizyczne metody przymusu i kary. Spojrzała w dół na poplamioną skałę. Zapewne nie oddali władzy bez rozlewu krwi.

Mieszanie się w sprawy światów było niebezpieczne. Rielle i ­Tyen nauczyli się tego, gdy usiłowali wynegocjować pokój między światami Murai i Doum. Okazało się, że zadanie to otrzymali tylko dla odwrócenia uwagi, gdy tymczasem przywódcy Doum planowali atak na Murai. Oboje postanowili, że już nigdy nie będą się wtrącać w sprawy żadnych światów.

A jednak Rielle zrobiła to raz jeszcze, tutaj, w świecie, który, jak się później dowiedziała, zwano Infae.

Czyjś krzyk wyrwał ją z zamyślenia. Jeden z rolników zauważył ją i właśnie wskazywał palcem. Próbowała spojrzeć w jego myśli, ale bez powodzenia. Aby móc zaglądać w ludzkie umysły, potrzebna była pewna ilość magii w okolicy. Rielle mogłaby uwolnić jej tyle, by zyskać tę możliwość, ale im bliżej była danej osoby, tym mniej mocy potrzebowała. Podeszła więc do krawędzi kręgu, przeszła przez kamienne murki i podążyła w stronę robotników.

Zaczęli zbierać się w jednym miejscu. Unieśli narzędzia, którymi pracowali, w sposób wyrażający determinację i gotowość do obrony. Na sygnał jednego z nich wszyscy ruszyli ku Rielle, rozsuwając się, by ją otoczyć. Nie musiała widzieć ich twarzy, by wiedzieć, że zamierzają ją skrzywdzić.

Zatrzymała się, uwolniła moc i zajrzała w ich myśli.

Oddech uwiązł jej w gardle. Uznali ją za maga z powodu osobliwego stroju i pojawienia się w kamiennym kręgu. A magów należało zabić – poświęcić w ofierze bogini Rel, która pozbawiła Infae magii.

Bogini Rel?

Ci ludzie byli równie wystraszeni, co zdeterminowani. Wiedzieli, że Rielle mogła przybyć z zasobami magii. Magowie nie poddawali się bez walki, gdy chciano ich złożyć w ofierze. Mimo wszystko była pełna podziwu dla odwagi rolników, choć przerażały ją zmiany, jakie zaszły w tym świecie. Wiedzieli, że jeśli im się nie uda, rozprawią się z nią kapłanki i kapłani z pobliskiego miasta. A jeśli się uda… otrzymają sowitą zapłatę za przyniesienie im głowy nieznajomej.

Rielle poczuła, jak przewraca się jej w żołądku. Wzięła głęboki wdech, odepchnęła się od świata i poszybowała, gdy pierwsza ze śmiercionośnych kos cięła powietrze w miejscu, w którym przed chwilą stała.

Z myśli napastników odczytała kierunek, w jakim powinna się udać, by trafić do miasta. Ruszyła w tę stronę, unosząc się, by lepiej widzieć okolicę. Wszędzie wokół teren był płaski, tylko gdzieniegdzie spod ziemi wystrzeliwały pojedyncze skały. Nie przypominało to zbytnio krajobrazu, na jaki trafiła, kiedy pojawiła się w Infae pięć cykli wcześniej. A tutejsze miasto zdecydowanie nie było tym, które znała, bo tamto rozciągało się w delcie rzeki. Tu nad równiną dominował wyjątkowo rozległy fragment skalistego podłoża usianego budynkami i drogami.

Rielle przyśpieszyła, zdecydowała bowiem, że nie zejdzie do świata, by zaczerpnąć oddechu, nim nie dotrze do miasta. Obniżyła się nad dachy i umiejscowiła nad szczytem okrągłej pustej wieży wzniesionej z cegieł tak ciemnych, że niemal czarnych.

Powietrze, które ją otoczyło, było wilgotne i pachniało dymem. Kiedy dotknęła stopami dachu, fala mdłości uzmysłowiła jej, że spędziła poza światem więcej czasu, niż jej się wydawało. W pozbawionej powietrza przestrzeni nie doznawało się żadnych fizycznych wrażeń, nie mogła więc stwierdzić, jak bliska była uduszenia się. Zrezygnowała ze zdolności przekształcania wzorców – a zatem uzdrawiania się za pomocą magii – by na powrót zostać kreatorem, mogła więc przetrwać tam tylko tak długo, na jak długo potrafiła wstrzymać oddech.

Jej uwagę przykuł stłumiony krzyk dobiegający z ulicy. Dym i płomienie buchały z na wpół zawalonego dachu pobliskiego dużego budynku. Na widocznych odcinkach ulic zauważyła ludzi wnoszących pod górę wiadra wody w najwyraźniej daremnej próbie ugaszenia pożaru. Wzrok Rielle powędrował ku jaskrawopomarańczowym światłom – dostrzegła grupę około dwudziestu osób z pochodniami mijających wlot alejki; na ich twarzach malowały się satysfakcja i groźba. Po plecach przebiegł jej dreszcz i uwolniła zmysły, by odszukać źródło tych emocji.

Oczywiście niczego nie znalazła. Wyczuwała odrobinę magii, ale moc była bardzo rozproszona. Rielle dostrzegła jednak kilka jej skupisk, które umożliwiłyby czytanie w myślach.

Posłużenie się mocą w wieży przyciągnęłoby uwagę, odepchnęła się więc odrobinę od świata i poszybowała w dół ku uliczce, którą minęli ludzie z pochodniami. Alejka znajdowała się w obszarze, gdzie magii było nieco więcej. Maruderzy wciąż jeszcze tamtędy przechodzili. Rielle zajrzała w ich umysły i wychwyciła fragmenty myśli.

…dobrze wiedzieć, że nie należy ukrywać magów w swoich…

Nigdy więcej magów! Nigdy więcej magów!

…mówiła, że w środku nikogo nie ma, ale na pewno słyszałem…

…wiedzieli, kto będzie następny, więc okradli ich zeszłej nocy i to wystarczyło, żeby tamci domyślili się, co ich czeka, i uciekli…

…oby nigdy się nie zorientowali, że potrafię posługiwać się magią, bo inaczej i ja, i moja rodzina będziemy martwi…

Kiedy wszyscy przeszli dalej, Rielle wyjrzała za róg. W miejscu, w którym kiedyś stały trzy domy, znajdowały się już tylko poczerniałe zgliszcza. Na ulicy było dziwnie cicho. Dostrzegła kilka osób zerkających zza zasłon w oknach i zajrzała w myśli mieszkańców najbliższych budynków, pełne strachu i ulgi, że wyznawcy Rel tym razem nie obrali ich za swój cel.

Skryła się w głębszym cieniu alejki.

Zrobili ze mnie boginię, która nienawidzi magów. Ironia tej sytuacji byłaby nawet zabawna, gdyby nie jej śmiertelne konsekwencje. Co mogłabym zrobić? Czy zdołałabym ich przekonać, że nie jestem boginią? A gdyby mi się nie udało, to chociaż żeby nie zabijali w moje imię?

Musiała dowiedzieć się więcej. Odepchnęła się jak najdalej od świata, lecz na tyle, by wciąż móc odnaleźć drogę w mieście, i poszybowała nad dachami, licząc, że nikt nie podniesie wzroku i nie zauważy przelatującej widmowej postaci. Chciała znaleźć spokojne miejsce w pobliżu jednego z większych skupisk mocy, by zajrzeć w kolejne umysły. Przyjrzała się śmieciom w jednej z uliczek i uznała ją za obiecującą lokalizację. Było tam mnóstwo ścinków tkanin, drutów i innych materiałów. Tam, gdzie coś wytwarzano, generowano magię, która wypełniała otoczenie.

Zeszła na alejkę i nie zdziwiła się, gdy wśród okolicznych budynków rozpoznała warsztaty stolarzy, krawców i kapeluszników. Okolica była ruchliwa, ktoś mógł tędy przechodzić i zauważyć Rielle. Dostrzegła, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety nosili wzorzyste kopertowe spódnice do kolan oraz luźne bluzki bez rękawów. Zdjęła owijający głowę szal i zawiązała go sobie w pasie, zasłaniając dolną część swojego stroju.

Wyczuwała tu moc, lecz nie było jej tyle, ile potrzebowała. Ostrożnie uwolniła część własnych zasobów. Jej magia powoli wzmocniła tutejsze skupisko, wkrótce więc Rielle zdołała wychwycić myśli przebywających w pobliżu ludzi.

Co to było? – pomyślała pewna kobieta, przerywając swoje zajęcie. Magia napłynęła z bliska, ale spoza budynku. Kobieta rozejrzała się po pomieszczeniu i zauważyła, że żadna z wytwarzających kapelusze osób nie podniosła wzroku znad swojej pracy. Jej syn jednak wyprostował się nieco, a gdy spojrzała mu w oczy, ogarnęła ją fala czułości. Toyr jest wyjątkowo wrażliwy – przypomniała sobie. Może nie jest kreatorem, ale wyczuwa ich lepiej niż wszystkie kapłanki Rel. Jeżeli znajdzie nowego, którego nikt nie zgłosi, za nagrodę moglibyśmy kupić sobie lepszy warsztat.

– Idź – zwróciła się do chłopaka. – Ale najwyżej dwa budynki dalej.

Toyr poderwał się i wybiegł z pomieszczenia, podekscytowany możliwością zdobycia pieniędzy dla rodziny.

Kobieta nie sądziła, by podczas takich poszukiwań mogło mu grozić niebezpieczeństwo. Kreatorów nie nienawidzono tak jak magów. Uważano, że posiadają boski talent, bo sama Rel również wytworzyła magię, zanim ogołociła z niej Infae. Rielle przestała uwalniać moc, by chłopak jej nie wykrył, ale jego uwagę mógł przykuć także jej niecodzienny wygląd. Ruszyła uliczką, wciąż czytając jego myśli, szła jednak w przeciwnym do niego kierunku.

To pewnie ktoś, o kim kapłanki już wiedzą – myślał Toyr. Kilka dni wcześniej otwarto nowy warsztat tkacki, który właśnie szukał pracowników. Ale to trzy ulice dalej. Matka nie pozwoliła mi iść tak daleko. Mimo wszystko postanowił pójść. Ale nie będzie miała nic przeciwko, jeśli znajdę kreatora i dostaniemy nagrodę.

Na tę myśl poczuł ukłucie zazdrości. Wspaniale byłoby być jednym z nielicznych magów, którzy podczas tworzenia generują ogromne ilości mocy. Dostawali oni wszystko, czego zapragnęli, pod warunkiem że całymi dniami zajmowali się wytwarzaniem. Wolno im było tworzyć, co tylko przyszło im do głowy. Matka nieustannie powtarzała, że powinien być wdzięczny kapłankom za zniesienie niewolnictwa wszystkich miejskich rzemieślników, i zapewniała, że dobrze im płacono, ale wyrabianie kapeluszy nudziło Toyra. Gdyby był kreatorem, nie musiałby zrobić ani jednego kapelusza więcej. Nie miał pojęcia, jakie rzeczy tworzyłby zamiast nich, ale był pewien, że znalazłby coś, co sprawiałoby mu przyjemność.

Myśli chłopaka zaczęły zanikać, gdy wyszedł z obszaru magicznie wzmocnionego przez Rielle. Dotarła na koniec uliczki. Przy kolejnej znajdowały się sklepy oferujące najróżniejsze stroje, buty i kapelusze. W krzyżującej się z nią alejce Rielle wyczuła kolejne skupisko silniejszej mocy, więc wyślizgnęła się ze świata i szybko poszybowała na drugą stronę ulicy. Wylądowała i dotarła piechotą na koniec alejki, skąd wyjrzała na otwartą przestrzeń otoczoną sklepami z żywnością. Wzmocniła tutejsze skupisko magii włas­ną mocą i zajrzała w myśli trzech młodych mężczyzn rozmawiających w pobliżu.

…dobrze, że niewolnictwo zostało zniesione, ale to już zbyt wiele – myślał jeden.

– Sądzicie, że tu przyjdą? – zapytał przyjaciół. – A jeśli sklepy też postanowią spalić?

– Nie spalą – odparł najwyższy. – Prowadzimy je od pokoleń. Dobrze płaciliśmy ludziom.

– Słyszałem, że w mieście Defka spalono rodzinne warsztaty – zauważył trzeci.

– Dlaczego? – spytał pierwszy.

– Podobno za zmuszanie dzieci do pracy.

– Jak w takim razie masz się nauczyć fachu, zanim dorośniesz, jeśli nie zaczniesz odpowiednio wcześnie?

– Nauczanie to nic złego – powiedział wysoki. – Chodziło o zmuszanie do pracy bez zapłaty…

– Kim jesteś?

Głos rozległ się za jej plecami, wybijając się ponad pogawędkę chłopców. Odwróciła się i kilka kroków od siebie zobaczyła młodego mężczyznę; był spięty, jakby w każdej chwili gotów do ucieczki. Z jego myśli dowiedziała się, że rzeczywiście tak było. Zgodnie z poleceniem Wyznawców Rel udało mu się właśnie odnaleźć źródło nagłego przypływu magii w tej okolicy. Był magiem, a Wyznawcy pozwolili mu żyć tylko dlatego, że przyjaźnił się blisko z jednym z kapłanów, który zwrócił uwagę, iż Annad jest spokojnym uczonym i uzdrowicielem i nigdy nie miał choćby służącego, a co dopiero by wykorzystywał magię, aby rządzić innymi ludźmi.

Teraz, gdy odnalazł źródło mocy, obawiał się, że będzie musiał wydać Rielle Wyznawcom. Zdecydowanie nie była tutejsza – nawet jeśli pochodziła z tego świata, to na pewno nie z tego regionu. A jednak jako kreator może będzie bezpieczna…

Celowo o tym myślał, posługując się w dodatku językiem Podróżników, którego nauczył go mentor, gdyż magowie przenoszący się między światami znali tę mowę – Annad liczył na to, że Rielle zorientuje się, iż jest w niebezpieczeństwie, i zdąży uciec.

– Nie jestem w niebezpieczeństwie – zapewniła go. – Ale nie chcę sprawiać kłopotów. Czy moglibyśmy gdzieś porozmawiać?

Zastanawiał się chwilę. To było ryzykowne. Prawdopodobnie zbyt ryzykowne. Ale zasługiwała na wyjaśnienia. Gdyby zdołała niezauważona dostać się do kwater jego zmarłego mentora…

Podeszła bliżej i wyciągnęła rękę. Spojrzał podejrzliwie na jej dłoń. Kiedy jednak zaczęła ją cofać, ciekawość zwyciężyła i chwycił Rielle za palce.

Odepchnęła się w przestrzeń między światami tak daleko, że miasto niemal zniknęło. Widać je było jednak na tyle, by szybując w górze, mogła się zorientować w swoim położeniu. Annad otworzył szeroko oczy, lecz jego zaskoczenie szybko ustąpiło fascynacji. Domyśliła się, że wiedział o podróżowaniu między światami, choć pewnie nie potrafił tego robić.

Zbliżyła się z powrotem ku miastu, by wyraźniej widzieć ulice i budynki.

Gdzie jest kwatera twojego mentora? – spytała.

Wskazał na coś.

Najwyżej położone pomieszczenie w wieży z pięciospadowym dachem.

Do tego opisu pasował tylko jeden dach. Poszybowała w dół i przeniknęła przezeń do okrągłej izby. Ulżyło jej, gdy okazało się, że nikogo tam nie ma. Nie chciała komplikować sytuacji i narażać Annada na jeszcze większe niebezpieczeństwo.

Kiedy zeszli, puściła jego dłoń.

– Jestem Rielle – przedstawiła się.

– A ja jestem Annad – odparł.

– Co się stało w tym świecie?

Opowiedział jej o zaniku magii. Obwiniono o to magów przybyłych spoza świata i wielu z nich zabito. Po ich śmierci lub ucieczce pojawili się Wyznawcy Rel i zaczęli rozgłaszać opowieści o bogini, która pozbawiła Infae mocy, oburzona tym, że magowie niewolili i wykorzystywali ludzi bez magicznych umiejętności. Teraz z kolei zabijano tutejszych magów i choć Annadowi na razie udawało się przeżyć, nie chciał nawet myśleć o swoich szansach na przetrwanie kolejnego roku, jeśli jego przyjaciel straci wpływy wśród Wyznawców.

– Ale kreatorów nie zabijają – zapewnił. – Jesteś potężnym kreatorem?

– Tak. Ale jestem też magiem.

– Kiedy tu przybyłaś? – spytał.

– Dopiero dzisiaj.

Uniósł brwi ze zdziwienia. Jednocześnie ogarnęła go fala ekscytacji, gdy zdał sobie sprawę, że moc Rielle zapewne pozwala jej podróżować do innych światów.

– Wiedziałaś, że to martwy świat?

– Wiedziałam.

– To dlaczego do niego zeszłaś?

– Żeby zobaczyć, co się tu wydarzyło od chwili odebrania mu magii.

Annad zmarszczył brwi.

– Skąd wiesz, że została stąd zabrana?

Westchnęła.

– Bo byłam tu, kiedy to się stało.

Utkwił w niej wzrok, przypominając sobie, w co wierzyły kapłanki. To ona? Rel? Wyznawcy twierdzą, że wróci. Kiedy się poprawimy, kiedy wszyscy będą wolni, przywróci światu magię.

Rielle pokręciła głową.

– Nie jestem boginią. Nie chciałam, żeby doszło do tego wszystkiego, ale to moja wina. Powinnam była wcześniej tu wrócić. Byłam… – Westchnęła. – Niepotrzebnie się wtrącałam.

Annad patrzył na nią w milczeniu. Nie widział w niej bogini, o której mówili Wyznawcy. Widział potężnego maga i wyraźnie przygnębionego kreatora. Wspomniał swojego mentora Sentaha, którego moc umożliwiała nie tylko podróżowanie między światami, ale też zyskanie wiecznej młodości. Po zniknięciu zasobów magii Sentah nie był w stanie się wyleczyć, gdy w mieście wybuchła epidemia żółtej gruźlicy. Śmierć przyjął jednak ze spokojem, twierdząc, że i tak żył znacznie za długo. Żałował tylko, że nie zdołał przekazać Annadowi całej swojej wiedzy.

– Przykro mi – powiedziała Rielle.

Annad pokręcił głową.

– To nie twoja wina, że zachorował.

Podobnie jak nie tylko ona była winna temu, że starzec nie zdołał się uleczyć. Magia, którą wygenerowała, a potem pobrała przed opuszczeniem Infae, i tak nie rozpłynęłaby się tak daleko.

– No to… co teraz zrobisz? – zapytał.

Wzięła głęboki wdech i wyprostowała się.

– Muszę zdecydować, czy odnowić ten świat. Myślę, że przedtem będę musiała dowiedzieć się czegoś więcej o Wyznawcach. Gdzie znajduje się ich siedziba?

– W Vohenn.

Miasto u ujścia rzeki. Skinęła głową.

– W takim razie właśnie tam się udam.

Annad skrzyżował ramiona.

– Odnowić, czyli wypełnić Infae magią?

– Tak. Jestem kreatorem. Wyjątkowo potężnym.

Kiwnął głową.

– Tak właśnie uważał Sentah. Mówił, że kreatorzy nie mogą być bogami, bo nie mogą zyskać wiecznej młodości. Doszłoby wtedy do rozdarcia światów. To cena, jaką płacą za swój talent.

Zamrugała oczami z zaskoczenia.

– Wiesz o Klątwie Kreatorów?

Annad wyprostował się, pękając z dumy, że jego wiedza na temat magii zrobiła na Rielle wrażenie.

– Sentah mi o niej opowiadał.

– Skąd wiedział?

– Należał do członków tajnej biblioteki, więc pewnie to tam o tym przeczytał.

W Rielle zapłonęła iskierka nadziei.

– Gdzie jest ta biblioteka?

Przez twarz Annada przebiegł grymas.

– Zaginęła. Członkostwo Sentaha zostało cofnięte wiele cykli temu, a wszyscy, którzy należeli do tej grupy razem z nim, już nie żyją. Na łożu śmierci zdradził mi wskazówki, które miałyby mnie zaprowadzić do biblioteki, i powiedział, że jeśli zdołam je rozszyfrować, będę wart zgromadzonych tam skarbów, ale że nie znajdę jej w ojczystym świecie. – Młodzieniec wzruszył ramionami. – Poza tym nawet gdyby ten świat został odnowiony, nie potrafię przenosić się do innych.

Rielle przyjrzała mu się. Mogłabym go nauczyć. Jeżeli postanowię nie przywracać magii w Infae, najpierw będę musiała go stąd zabrać. A potem pomóc mu w poszukiwaniach?A co z odnawianiem kolejnych światów?

Postanowiła podjąć decyzję później, kiedy zorientuje się w sytuacji.

– Gdzie leży Vohenn? – zapytała.

Przez umysł Annada przemknęła nikła myśl związana z położeniem miasta; jego wiedza opierała się na mapach Sentaha.

– Mogę spojrzeć na te mapy?

Skinął głową i pośpiesznie podszedł do szafy, drżącymi rękami otworzył ją i zaczął przetrząsać liczne zwoje, pliki kart i pojedyncze arkusze. Wyjął duży zwój, podszedł do stołu i odsunął brudne przyrządy i zastawę po kilku posiłkach, by zrobić miejsce na rozwinięcie mapy.

Gdy omawiał szczegóły, Rielle śledziła jego myśli. Vohenn leżało w zasadzie po przeciwnej stronie świata. W zaledwie pięć cykli – lub niemal siedem lat według tutejszej miary czasu – kult Rel dotarł aż tutaj.

Rielle dotknęła mapy.

– Mogę ją wziąć?

– Tylko jeśli zabierzesz mnie ze sobą – odparł Annad.

Rielle podniosła ku niemu wzrok.

– Jeżeli nagle będę musiała opuścić ten świat, zostaniesz uwięziony w jego drugim końcu.

Annad wzruszył ramionami.

– Jestem gotów podjąć takie ryzyko. Nie tylko dla zaszczytu bycia jej przewodnikiem – powiedział sobie – bo jeśli przybyła tu, żeby zdecydować, czy przywrócić moc, muszę przemówić w imieniu tutejszych magów. W tej chwili nic mnie tu nie trzyma.

– W takim razie spakuj się. Nawet jeśli przywrócę magię, nie przeżyjesz, jeśli nie będziesz miał nic do zaoferowania.

Wzięła mapę do rąk i studiowała ją, podczas gdy Annad się pakował. Nie zabrało mu to wiele czasu; zrobił sobie przerwę jedynie na napisanie dwóch krótkich wiadomości: jednej do właściciela budynku, drugiej do przyjaciela. Kiedy skończył, wyciągnęła rękę. Chwycił ją ostrożnie.

– Weź głęboki wdech.

Wykonał polecenie, więc i ona nabrała powietrza do płuc, a potem odepchnęła się od świata i zaczęła szybować w górę. Krajobraz w dole skurczył się i wkrótce Rielle była w stanie rozpoznać odwzorowane na mapie oznaczenia. Kiedy zorientowała się w swoim położeniu, wystrzelili ku najbliższemu wybrzeżu. Podróż do Vohenn wzdłuż linii brzegowej potrwa dłużej niż w linii prostej, ale między nimi a miastem leżał duży ocean, nad którym nie sposób byłoby się odnaleźć.

Kilka razy zatrzymała się, by nabrać oddechu; Annad wyjątkowo dobrze radził sobie z utrzymaniem równowagi na niewidzialnej platformie wysoko nad światem. Zdarzyło mu się podróżować w ten sposób ze swoim mentorem, choć nigdy nie był ani tak wysoko nad ziemią, ani tak daleko od domu. W końcu ich oczom ukazało się miasto w ujściu rzeki. Wody lśniły jasnym blaskiem, a odbijające się w nich niebo wczesnego poranka sprawiało, że nie przypominały paskudnych ścieków, jakie Rielle zapamiętała z poprzedniej wizyty – wydawały się czyste. Poszybowała w dół i zdała sobie sprawę, że nie do końca było to złudzenie. Woda rzeczywiście była teraz znacznie mniej zanieczyszczona, a rozciągająca się po horyzont plama ścieków znikła.

W mieście wciąż panował chaos, ale w samym centrum wznoszono właśnie lśniący budynek. Rielle widziała już całe mnóstwo świątyń i to zdecydowanie była jedna z nich. Zatrzymała się wysoko nad miastem i zeszła do świata, by zastanowić się nad kolejnym ruchem.

Ku jej zaskoczeniu wokół było mnóstwo magii. Moc emanowała z miasta niczym kojąca mgła i częściowo rozprzestrzeniała się także po okolicy. Pochodziła z licznych źródeł, lecz jedno było wyraźnie silniejsze; Rielle odnalazła je w jednym z budynków tworzących kompleks świątynny. Zajrzała w umysły.

Mężczyzna akurat wracał do rzeźbienia, postanowił bowiem wykorzystać panujący wczesnym rankiem spokój i popracować nieco przed zjawieniem się towarzyszy. To właśnie tu mieszkali kreatorzy, których kult Rel przyciągnął obietnicą życia w dobrych warunkach. Wielu zajmowało się dekorowaniem świątyni, a ich rzemiosła obejmowały szeroką gamę: od rzeźbienia przez malarstwo po tkactwo. Nadzorowała ich kapłanka o imieniu Bel.

Rielle rozpoznała jej twarz w umyśle rzeźbiarza. Była to najmłodsza i najbardziej nieśmiała z trzech młodych kobiet, które kiedyś jej pomogły. Teraz od Bel biły pewność siebie i determinacja. Lubiła pracę z rzemieślnikami, ci zaś szanowali ją jako jedną z trzech, które bogini uznała niegdyś za godne swej łaski i których podobizny odwzorowała w Obietnicy.

Rielle skrzywiła się. Tak jak się obawiała, obrazy narysowane przez nią na ścianie wytwórni potraktowano jako przepowiednie i nakazy. Wierzono, że aby wróciła, w świecie muszą zapanować dobrobyt i równość.

Jakim cudem sprowadzono to do zabijania magów? Rozejrzała się po mieście, lecz nigdzie nie zauważyła spalonych domów. Przeglądając kolejne umysły, trafiła na maga cieszącego się porannym posiłkiem z rodziną. Nie bał się, że może zostać zgładzony. Szukała dalej, ale nie natknęła się na informacje o atakach na magów. Wielu nie było tak zamożnych jak kiedyś, lecz tylko nieliczni mieli problemy materialne. Magii było tu wystarczająco, by mogli odpłatnie świadczyć drobne usługi. Kilkoro trafiło do świątyni, gdzie zaczęło pełnić funkcje kapłanów i kapłanek.

Rielle zwróciła się z powrotem w stronę budynku i zajrzała w umysły przebywających tam osób. Odnalazła młodych duchownych zbierających się na poranne zajęcia.

– Tu nie zabija się magów – stwierdziła.

– I mówi się o kulcie Rel, nie o Wyznawcach – dodał Annad.

Rielle spojrzała w myśli ludzi w centralnej części świątyni. Wychwyciła znajome imię. Podała mapę Annadowi, odepchnęła się od świata i razem z nim poszybowała w dół.

– Pora się dowiedzieć, co tu się dzieje.

Przez dach zeszli do dużego pomieszczenia. Przed lustrem stała młoda kobieta, poprawiając swoje proste, białe szaty arcykapłanki. Rielle puściła dłoń Annada i podeszła do kobiety.

– Kłaniam się uniżenie, arcykapłanko Bel – odezwała się.

Kobieta podniosła wzrok i zamrugała na widok odbicia Rielle w lustrze, a potem obróciła się szybko. Rielle uśmiechnęła się, gdy w jej umyśle dostrzegła niedowierzanie, które przegrało walkę ze zrozumieniem.

– To ty! – wykrzyknęła Bel. – To naprawdę ty! – Ze zdumienia zasłoniła usta dłonią, ukrywając szeroki uśmiech. Uznała, że najwłaściwiej byłoby w tej sytuacji paść Rielle do stóp.

– Nie – rzuciła pośpiesznie Rielle, chwytając Bel za ręce. – Nie poniżaj się przede mną. Nie jestem… Jesteśmy przyjaciółkami. I mamy sporo do omówienia. – Puściła dłonie kobiety. – Czy Mai i Vil też tu są?

Bel przytaknęła.

– Poślę po nie. – Podeszła do drzwi i uchyliwszy je odrobinę, odezwała się do stojącej za nimi osoby: – Znajdź arcykapłanki Mai i Vil i przekaż, że niezwłocznie chcę się tu z nimi spotkać. – Zamknęła drzwi i zerknęła na towarzysza Rielle.

– To jest Annad – przedstawiła go Rielle. – Zeszłam do waszego świata po przeciwnej stronie, a on zaproponował, że zostanie moim przewodnikiem.

Bel uśmiechnęła się do niego.

– Witaj w świątyni Rel, Annadzie. Przebyłeś długą drogę.

Wzruszył ramionami.

– Tak. Dziękuję – odparł niepewnie, bo nie znał języka, którym się posługiwała; jednak dzięki możliwości czytania w jej myślach rozumiał go i zdołał odpowiedzieć.

Bel przez chwilę zastanawiała się, czy nie wysłać kogoś po posiłek, rozmyślania przerwało jej jednak przybycie Mai.

– Rel! Wróciłaś! – Młoda kobieta rozpromieniła się i podbiegła do Rielle, lecz zatrzymała się gwałtownie w pół drogi. – Chciałam powiedzieć… witaj, bogini Rel. – Jej kolana już zaczęły się uginać.

– Dziękuję – odpowiedziała Rielle. – Nie rób tego, proszę.

Mai zastygła, potem wyprostowała się i podeszła do Rielle spokojnym krokiem, panując nad wyrazem twarzy mimo kłębiących się w niej emocji. Były to strach, zachwyt, a nawet odrobina poczucia winy. Dając początek temu kultowi, ona, Vil i Bel pozwoliły sobie na bardzo wiele – nie dlatego że uważały Rielle za boginię, lecz ponieważ wiedziały, iż nią nie jest.

– To dlaczego powiedziałyście ludziom, że jestem boginią? – spytała Rielle.

Mai pobladła.

– Hm…

– Nie sądziłyśmy, że wrócisz – odparła Bel. – Cała ta idea związana z powrotem nie była nasza. Chciałyśmy, żeby ludzie sami rozwiązali swoje problemy, nie żeby czekali na ciebie. Właśnie dlatego wyszukujemy kreatorów i dobrze im płacimy za tworzenie. Wierzymy, że sami jesteśmy w stanie odbudować zasoby magii.

– Ale ludzi ogromnie ekscytuje myśl o odwiedzinach naszego świata przez boginię. Chcą się z tobą spotkać – wyjaśniła Mai. – Pragną tego tak bardzo, że kiedy zasugerowaliśmy, że mogłabyś nie wrócić, stracili zainteresowanie walką o wolność.

Bel uśmiechnęła się.

– A od ciebie biła taka moc, że równie dobrze mogłabyś być boginią.

Rielle pokręciła głową.

– Bogowie nie popełniają błędów. Ja tak.

– Wszyscy bogowie je popełniają – sprzeciwiła się Mai, marszcząc brwi. – Jak ktokolwiek mógłby wierzyć, że są nieomylni, widząc niedoskonałości świata?

Na to pytanie Rielle nie znalazła odpowiedzi.

– Po co zostawiłaś ten rysunek? – spytała Bel.

Nim Rielle zdążyła odpowiedzieć, drzwi otworzyły się ponownie. Do pomieszczenia weszła Vil; na widok Rielle zatrzymała się i utkwiła w niej wzrok.

– Tak – odezwała się Rielle. – Wróciłam. Wróciłabym wcześ­niej, ale… – Cóż mogła powiedzieć? Że unikała powrotu ze strachu, do czego mogła doprowadzić jej ingerencja?

– Nie potrzebujesz wymówek – stwierdziła Mai. – Dlaczego wróciłaś?

Rielle westchnęła i odwróciła się do Bel.

– Ten obraz… Chciałam, żeby wasze życie stało się lepsze. Chciałam wam pokazać, że zasługujecie na to, by traktowano was sprawiedliwie i godnie. Chciałam wam w ten sposób podziękować za pomoc, jakiej mi udzieliłyście. – Zamilkła na chwilę. – Ale… szczerze mówiąc, liczyłam na to, że i wy, i pozostali pracownicy potraktujecie to jako inspirację do zmian, choć obawiałam się, że moja ingerencja doprowadzi do konfliktów. I doprowadziła. – Zerk­nęła na Annada. – Pojawiłam się po przeciwnej stronie waszego świata i okazało się, że Wyznawcy Rel zabijają magów w moje imię.

– Och – rzekła Vil, pochmurniejąc. – Wyznawcy.

– Nie doszli z nami do porozumienia – wyjaśniła Bel. – I stworzyli własny kult.

– Z początku nie było łatwo. – Vil podeszła do nich, otrząsnąwszy się z szoku na widok Rielle. Z tej trójki to właśnie ona była najbardziej pewna siebie i pragmatyczna. – Ludzie nie wiedzieli, czy to, co narysowałaś, było obietnicą, czy poleceniem. Czy w ogóle cokolwiek to znaczyło. Jednak my i pozostali pracownicy uznaliśmy, że coś musimy zrobić. Nie chcieliśmy pozwolić, by pozostało to bez znaczenia, więc odmówiliśmy pracy.

– Tak, nie było łatwo. – Mai zadrżała. – Zarządcy wytwórni nie dysponowali mocą, dysponowali jednak inną bronią. Bili. Wstrzymywali zapłatę. Wyrzucali z zabudowań dzieci, a rodziców więzili w środku. Ale właściciele wytwórni nic by nie zarobili, gdybyśmy przestali pracować, więc ostatecznie musieli się poddać.

– Nadzorcy, którzy widzieli, jak znikasz, opowiedzieli o tym ludziom, zanim zarządcy nakazali im milczeć – dodała Bel. – Kiedy rozniosła się wieść, że odwiedziła nas bogini, wielu nadzorców odmówiło stosowania kar cielesnych albo dołączyło do nas. Jeden skopiował nawet twoje dzieło, przyciskając do ściany tkaninę, żeby inni mogli je zobaczyć i powielić.

– Kiedy właściciele dojrzeli do negocjacji, było już za późno – dokończyła Vil. – Wydarzenia wymknęły się im spod kontroli. Wymknęły się wszystkim. Ludzie zwracali się do nas z pytaniami. Byli rozczarowani, gdy nie potrafiłyśmy udzielić odpowiedzi, więc musiałyśmy zacząć zmyślać. Tworzyć zasady i wydawać polecenia. Udało się powstrzymać wybuch kompletnego szaleństwa.

– Ale nurtu rzeki nie da się zatrzymać, więc wciąż sterujemy tą łodzią – dorzuciła Bel tonem sugerującym, że już nieraz wykorzystywała to powiedzenie.

– Mam wrażenie, że to wszystko wydarzyło się dawno temu – powiedziała Mai. – Sprawujemy tutaj kontrolę już od kilku lat. W innych miejscach… niestety nie mamy wpływu na to, co się dzieje na drugim krańcu świata; to dla nas za daleko. Pewnego dnia będziemy na tyle silne, by poradzić sobie z Wyznawcami, ale jeszcze nie teraz.

– Czy ty… jesteś niezadowolona z tego, co próbujemy osiągnąć? – zapytała Bel.

Rielle popatrzyła po kolei na kobiety, które wstrzymały oddech. Zdała sobie sprawę, że marszczy brwi, złagodziła więc wyraz twarzy.

– Nie. Jestem zdumiona, że udało się wam osiągnąć aż tyle. A jednak… – Zawahała się, próbując ubrać w słowa niedające jej spokoju wątpliwości.

– O co chodzi? – zapytała Vil.

Rielle rozłożyła ręce.

– Niepokoi mnie, że to wszystko jest zbudowane na kłamstwie. Nie jestem boginią.

Pochyliły głowy.

– Według ciebie należy wszystko odkręcić? – spytała Mai.

Rielle westchnęła.

– Nie. Prawda może być równie niebezpieczna, co kłamstwo. – Skrzywiła się. – Choć mogłaby powstrzymać Wyznawców.

– Mogłabyś udawać, że jesteś boginią, żeby ich powstrzymać?

Przez twarz Rielle przebiegł grymas.

– Pewnie bym mogła, gdyby to było konieczne. – Popatrzyła na młodego maga. – Co o tym sądzisz, Annadzie?

Pokręcił głową.

– Myślę, że walczyliby o utrzymanie władzy. Rozgłaszaliby, że jesteś oszustką, magiem udającym Rel.

– Nawet gdybym odbudowała zasoby magii w tym świecie?

Wzruszył ramionami.

– Może wtedy nie musiałabyś ich do niczego przekonywać, bo magowie znów mogliby się bronić.

Rielle odwróciła się do przyjaciółek.

– Ludzie są tu wam posłuszni i dokonali trudnych zmian, bo pozwoliłyście im uwierzyć, że znów się pojawię i przywrócę światu magię. To było ryzykowne. Mogłam nigdy nie wrócić. A jednak tutaj jestem, a to stawia was przed kolejnym dylematem: jeżeli rzeczywiście przywrócę magię, oddam też moc w ręce tych, którzy was gnębili.

Mai pokręciła głową.

– Jeżeli wrócą do dawnych zwyczajów, nie znajdą chętnych do spełniania ich żądań.

– Czyli nie zamierzasz odnawiać zasobów? – spytała Bel, odwracając się ponownie do Rielle. – Czy też chcesz mieć najpierw całkowitą pewność, że nie stanie się z tego powodu nic złego?

Rielle pokręciła głową.

– Wątpię, czy kiedykolwiek będę tego całkowicie pewna. Może gdybym była boginią, byłabym w stanie przewidzieć przyszłość, ale nie jestem. A skoro nie jestem i nie pochodzę z tego świata, nie do mnie należy decyzja.

Annad zrobił krok w jej stronę i już chciał wyrecytować całą listę powodów, dla których powinna przywrócić magię, lecz trzy kobiety spojrzały na niego, marszcząc ostrzegawczo brwi, żeby nie przerywał. Powstrzymał się więc, z szacunkiem pochylając głowę.

– Kto w takim razie miałby o tym zdecydować? – spytała Vil.

– Mieszkańcy Infae. – Rielle uśmiechnęła się. – Ale zapytanie wszystkich po kolei zajęłoby zbyt wiele czasu, więc… ich przedstawiciele.

– A czy my wystarczymy, by odegrać rolę przedstawicieli? – spytała Bel. – Razem z twoim przewodnikiem.

– W swoich działaniach kierujecie się dobrem wszystkich ludzi. Nie ma według mnie lepszych kandydatek. – Rielle spojrzała na Annada. – A mój przewodnik występuje w imieniu magów z drugiego krańca Infae. Myślę, że wiemy, czego by chciał. – Odwróciła się. – Co mam w takim razie zrobić?

Trzy przyjaciółki wymieniły spojrzenia. Rielle z ich myśli i malującego się na twarzach powątpiewania wyczytała, że wielokrotnie dyskutowały o tym, co się stanie, gdy do Infae powróci magia, choć doszły do wniosku, że będzie to proces trwający wiele stuleci. Rozważały najróżniejsze konsekwencje, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Konsultowały się z mężczyznami i kobietami, których mądrość wzbudziła ich szacunek, i zastanawiały się nad poradami tych osób.

Bel z namysłem przyjrzała się Rielle.

– Przywracałaś już magię światom, prawda?

– Tak. Wielokrotnie. Zawsze na czyjąś prośbę. – Po raz pierwszy brzemię takiej decyzji musiałaby udźwignąć sama, tymczasem starała się właśnie zrzucić je na barki tych trzech młodych kobiet. A jednak uważała, że tak powinno być. – Zobaczyłam już dość i wiem, że nie jestem w stanie przewidzieć, co się wydarzy. Pewna jestem jedynie tego, że nastąpią wielkie zmiany.

– W takim razie… – Mai zerknęła na pozostałe przyjaciółki – uważam, że powinnyśmy to zrobić. Stawiłyśmy czoło jednej zmianie. Przetrwamy kolejną. Magia niesie ze sobą wiele dobra. Może nam być potrzebna, kiedy trzeba będzie poradzić sobie z Wyznawcami. I poradzimy sobie z nimi. Pojawili się w wyniku naszych działań i to my musimy ich powstrzymać.

Vil skinęła głową.

– Zgadzam się. Zbudowałyśmy fundamenty bardziej sprawiedliwego świata. Sceptycznie podchodziłam do myśli, że – z magią czy bez – mogłoby tak pozostać. Ludzie zawsze będą próbowali wykorzystywać innych. Więc równie dobrze możemy żyć z magią.

– W takim razie jesteśmy jednomyślne – rzekła Bel. Nie powiedziała nic więcej, uśmiechnęła się tylko i odwróciła do Rielle. – Pokornie proszę, byś przywróciła temu światu magię.

Rielle pochyliła głowę.

– Oczywiście.

Annad wydał z siebie radosny okrzyk, czym przyciągnął rozbawione spojrzenia kobiet.

– Czy… będziesz w tym celu czegoś od nas potrzebowała? – spytała Bel.

– Nie. Jestem przygotowana. – Rielle przeszła na środek pokoju, zdjęła plecak i wyjęła z niego tabliczkę, wiązkę papieru i rysik. Te przedmioty zawsze wydawały jej się zbyt skromne w obliczu zadania, jakie miała do wykonania, ale ujęła je z czcią, ciesząc się, że ma okazję poćwiczyć swoje umiejętności.

– Myślę, że kolejny portret wystarczy – powiedziała. – Na tamtych krzesłach, tam jest dobre światło.

Wzięła głęboki wdech, w myślach stworzyła kompozycję i zaczęła przelewać podobizny na papier.

ROZDZIAŁ 2

To wszystko, czego mogę cię nauczyć – Rielle poinformowała Annada pod koniec następnego dnia. – Pamiętaj o moich przestrogach i zachowaj wszystkie środki ostrożności. I, co najważniejsze, znajdź kogoś doświadczonego, kto podróżuje między światami i udzieli ci dodatkowych wskazówek, po których poznasz, że za chwilę wkroczysz do świata martwego lub nienadającego się do zamieszkania.

Annad położył dłoń na sercu w geście wdzięczności.

– Dziękuję, Rielle. Będę ostrożny. Jestem twoim dłużnikiem. Jeżeli odnajdę bibliotekę, przekażę ci wiadomość przez Odnowicieli.

Uśmiechnęła się.

– A jeżeli ja ją odnajdę, odszukam cię i tam zabiorę. Wątpię jednak, żebym w najbliższym czasie zdołała zająć się poszukiwaniami. Jest jeszcze wiele światów, które trzeba odnowić.

Annad skinął głową.

– Będę odwiedzał świątynię najczęściej jak to możliwe i sprawdzał, czy nie zostawiłaś dla mnie wiadomości.

– Żegnaj, Annadzie. – Zrobiła krok w tył, wzięła głęboki wdech, wypuściła powietrze z płuc, a potem znów go nabrała i tym razem zatrzymała. Odepchnęła się od świata i poszybowała w górę, odnalazła dach wieży w mieście Annada i popędziła ku niej. Kiedy dotarła na miejsce, natychmiast znów odepchnęła się od świata i ścieżką, którą sama wytyczyła, podążyła do portalu z zakrwawionym ołtarzem, a stamtąd prosto w biel przestrzeni między światami.

Przed jej oczami zaczął majaczyć portal, z którego wcześniej wyruszyła do Infae. Umiejscowiła się nad jego środkiem, a potem zeszła do świata nieco ponad ziemią, gdzie rośliny, które wcześniej zdeptała, zaczęły już odrastać i piąć się z powrotem w górę. Przystanęła na chwilę, by napełnić płuca, po czym odepchnęła się ku następnemu światu.

Nie sądziła, że będzie jej brakować umiejętności przekształcania wzorców, jednak odczuwała jej brak podczas każdej takiej podróży. Dzięki niej mogłaby przebywać między światami, jak długo by zechciała, bez groźby uduszenia się. A jednak nie do końca tak jest. Przecież gdyby skończyły mi się zasoby mocy, i tak bym umarła.

Brakowało jej tej zdolności także wtedy, kiedy dopadał ją zwyczajny kaszel albo się skaleczyła. Jak dotąd nie doskwierały jej poważniejsze rany czy choroby, bo dzięki magii była w stanie uchronić się przed większością niebezpieczeństw, wielokrotnie jednak żałowała, że nie może leczyć innych osób.

Świadomość, że nie zachowa wiecznej młodości, niezbyt jej przeszkadzała. Wiedziała, że zestarzeje się i umrze, jak większość ludzi. W miarę pojawiania się kolejnych oznak upływającego czasu zapewne dotkliwiej odczuje tę stratę, teraz jednak nie warto było nad tym rozmyślać. Zwłaszcza że w każdej chwili mogła poświęcić zdolności kreatora i na powrót zyskać nieśmiertelność.

Ale jeszcze nie teraz. Jej talent był unikatowy i, jak powiedziała Annadowi, wiele światów czekało na przywrócenie magii. Wybór kolejnego zawsze pozostawiała Baluce, bo to on był przywódcą Odnowicieli; Infae było pierwszym światem, który postanowiła odnowić na własną rękę.

Dało jej to poczucie pewnego dopełnienia, którego od dawna pragnęła. Nie tylko z uwagi na sposób, w jaki odeszła z tego świata pięć cykli wcześniej, ale też dlaczego była w stanie z niego odejść.

Kiedy po raz pierwszy trafiła do Infae, była nieśmiertelna i właśnie straciła swój naturalny talent kreatora, bo poznała tajniki przekształcania wzorców. Utknąwszy w tym świecie, zużyła ostatki magii, którą ze sobą przyniosła, nie tylko po to, by pozbawić się umiejętności przekształcania wzorców i na powrót uzyskać dar generowania magii, ale też by wzmocnić ten dar daleko poza jego pierwotny wymiar, umożliwiając sobie łatwe i szybkie przywracanie mocy całym światom. Czuła się więc dłużniczką Infae, bo gdyby nie spędzony tam czas, nie byłaby w stanie odnawiać zasobów magii w innych miejscach. Była winna temu światu tę samą pomoc.

Pewnego dnia nie będzie już światów potrzebujących jej wsparcia i właśnie wtedy zamierzała zastąpić dar kreatora umiejętnością przekształcania wzorców, na powrót zyskując wieczną młodość. Światy pozbawione magii w wyniku bitew podczas ostatnich dziesięciu cykli miały zostać odnowione: od tych, które ucierpiały na skutek chaosu, jaki zapanował po śmierci Raena, władcy wszystkich światów, po te, na które wpłynęła konfrontacja Dahlego z Odnowicielami. Te drugie leżały blisko miejsca konfliktu, ale pozostałe martwe światy – opróżnione z magii po tym, jak magowie, nieograniczani już prawami Raena, próbowali nauczyć się przekształcania wzorców – były bardzo rozproszone.

Uciekinierzy z takich światów w ciągu kolejnych cykli docierali do Baluki i błagali go o pomoc w przywróceniu mocy swoim ojczyznom. Niektórzy czekali na tę pomoc długi czas. Na myśl o tym postanowiła się pośpieszyć. Jej wizyta w Infae była spontaniczna – Rielle rozpoznała świat leżący w pobliżu i zdała sobie sprawę, że właśnie nadarzyła się okazja, by się tam wybrać. Nie żałowała, że skorzystała z tej możliwości – ani że poświęciła czas na nauczanie Annada – przez to jednak jej powrót do Baluki i odnowienie kolejnego świata opóźniły się. Starania Odnowicieli zmierzające do utrzymania pokoju często zależały od wyczucia chwili, a zniknięcie najcenniejszego narzędzia Baluki na kilka dni mogło zrujnować wiele planów. Mimo wszystko gdyby efektywnie zaplanowała podróż, mogłaby skrócić spóźnienie do jednego dnia.

Portal w kolejnym świecie znajdował się na podwyższeniu miejskiego placu, obserwowanym przez ulicznych łobuzów liczących na zarobek w postaci klejnotu czy kawałka metalu szlachetnego w zamian za informacje o kraju lub o ludziach, którzy tędy podróżowali. Tak wyglądał typowy portal w ruchliwym mieście – był duży i otwarty, aby swobodnie mogły z niego korzystać większe grupy lub wiele osób jednocześnie.

Portal w następnym świecie ulokowano na leśnej polanie. Często zdarzały się portale, wokół których nie było widać oznak ludzkich siedlisk. Były one zazwyczaj powiązane z portalami w miastach. Istniała nikła szansa, że szlak wychodzący bezpośrednio z miasta w jednym świecie będzie wiódł w miejsce idealnie nadające się do zamieszkania w drugim. Czasami tam, dokąd prowadził dany szlak, wyrastało miasto funkcjonujące wyłącznie dzięki podróżom, zawsze jednak było ono bardziej narażone na wyludnienie lub zniszczenie.

Kolejny portal leżał w ruinach. Ruiny były zdecydowanie najczęściej spotykaną lokalizacją portali. Cywilizacje rozkwitały i upadały, ale łączące je szlaki były w ciągłym użytku, jeżeli stanowiły dogodne i bezpieczne połączenia między poszczególnymi światami.

Rzadziej portale lokowano w świątyniach, a właśnie w takie miejsce Rielle trafiła w następnym świecie. Nikogo nie dziwiło, że pojawianie się i znikanie osób o różnym, czasami nietypowym wyglądzie przydawało portalom aury tajemniczości i mistycyzmu. Ludzie mieszkający w pobliżu portali, których sami nie stworzyli, niekiedy uznawali przybyszów za bóstwa. Ostatecznie jednak uzupełniali swoją wiedzę na temat magów i światów, choć prawda była znacznie mniej spektakularna i trudno było przełamać nawyk przypisywania boskości takim nadprzyrodzonym wydarzeniom.

Rielle pogodziła się z myślą, że Aniołowie w jej świecie zapewne byli magami i dawno temu ustanowili zasady religii, w której się wychowała, licząc, że jej świat odbuduje się po wielkich wojnach, które pozbawiły go magii. I choć wierzyła, że tak właśnie było, wciąż ogarniał ją zabobonny lęk i zastanawiała się, czy nie zostanie surowo ukarana przez rozgniewanych Aniołów, jeśli kiedykolwiek wróci do domu.

Może właśnie z tego powodu nie była zadowolona, kiedy ludzie uznawali ją za boginię.

Odsunęła od siebie tę myśl i podróżowała dalej, póki wyczerpanie nie zaczęło przyćmiewać jej koncentracji. Odczuwała już wówczas intensywny głód, powracający po zejściu do każdego kolejnego świata. Zatrzymała się w świecie, którego mieszkańcy przywykli już do oferowania magom żywności i zakwaterowania; przybyła tam w środku nocy, a podróż wznowiła o świcie, choć jej ciało wciąż było obolałe ze zmęczenia. Dziesiątki światów dalej znów zwolniła, bo zawroty głowy zmusiły ją do zaczerpnięcia oddechu i krótkiego odpoczynku.

W końcu dotarła do bazy Odnowicieli w świecie zwanym Affen. Jej pojawienie się w pobliżu portalu jak zawsze zostało zauważone, a do Baluki wysłano gońców z informacją. Czekał na nią w dużej sali głównej w siedzibie Odnowicieli.

– Rielle – odezwał się, oddalając się od niewielkiej grupy magów, którzy najwyraźniej właśnie rozmawiali ze swoim przywódcą. – Spóźniłaś się.

Przytaknęła.

– W drodze powrotnej miałam do załatwienia pewną sprawę osobistą.

Zmarszczył brwi, a bruzdy między nimi pogłębiły się. Ale to jeszcze nie pora – pomyślał. Raz na cykl znikała na kilka dni i nigdy się z tego nie tłumaczyła. Czyżby tym razem zrobiła to wcześniej? Kiedy spojrzała mu w oczy i nie odezwała się, postanowił zaczekać z pytaniami. Odczuwał frustrację, ale szanował jej prawo do włas­nego życia. Miał nadzieję, że skoro milczała, nie oznaczało to, że czytała właśnie w jego myślach.

Prawie się zarumieniła. Obiecała mu, że nie będzie tego robiła, ale pewne nawyki trudno było zwalczyć. Wycofała zmysły i spojrzała na magów, z którymi wcześniej rozmawiał.

– Mam przyjść później?

Baluka pokręcił głową.

– Nie, zmieniłem rozkład dnia. Chodźmy do sali strategii.

– Kolejny świat do odnowienia? – spytała.

– Nie. Chciałbym, żebyś zrobiła coś innego.

Rielle powściągnęła ciekawość i ruszyła u jego boku, gdy skierował się ku schodom prowadzącym na liczne podziemne poziomy budynku. Baluka zerknął na nią i przystanął przed stopniami.

– Wyglądasz na zmęczoną.

– Przez kilka ostatnich dni niewiele spałam – odparła.

Pojęcie dni nie do końca było jednoznaczne, bo długość cyklu w każdym świecie była inna. Okres między jednym a drugim wschodem słońca mógł trwać zarówno kilka godzin – według miar w jej świecie – jak również rok. W jaki sposób mierzono długość dni tam, gdzie istniały dwa lub więcej słońc? A w wielu światach były także księżyce – z tym zjawiskiem nigdy się nie spotkała, dopóki nie odeszła ze swojego świata.

Podróżujący magowie dzielili dłuższe okresy na cykle, czyli odstępy czasu potrzebnego Podróżnikom, pradawnemu ludowi magów będących kupcami, na przemierzenie wszystkich światów, w których prowadzili interesy. Język Podróżników, wspólny dla nich wszystkich, był także językiem powszechnym wśród magów. Baluka był kiedyś Podróżnikiem. Zerknęła na niego, przypominając sobie młodego człowieka, który ją odnalazł, gdy utknęła w pustynnym świecie. Linie, które Podróżnicy tatuowali sobie na skórze, wyblakły, a wokół jego ust i oczu pojawiły się nowe zmarszczki. Wyglądał na starszego, niż powinien. Nieustanna ciężka praca i wymagania związane z przewodzeniem oddziałom utrzymującym pokój wśród światów postarzyły go. Wyglądem coraz bardziej przypominał swojego ojca Lejikha, choć charakter miał zupełnie inny.

– Obawiam się, że nie będę mógł dać ci czasu na odpoczynek – powiedział ze skruchą.

– Czyli zadanie jest pilne?

– W pewnym sensie.

Zeszli pięć pięter w dół. Baluka wprowadził ją do znajomej sali spotkań i zamknął za sobą drzwi. Opadła na jedno z dużych, wyściełanych krzeseł i westchnęła, mogąc dać odrobinę komfortu zmęczonemu ciału. Baluka przysiadł na krawędzi krzesła stojącego naprzeciwko.

– Pamiętasz, jak przywróciłaś moc światu zwanemu Prama? – zapytał.

Pokręciła głową.

– To było ponad dwa cykle temu. Pramę ogołocił mag, który chciał zyskać nieśmiertelność. Nie udało mu się, dwukrotnie.

– Ach, rzeczywiście. Podczas pierwszej próby zebrał całą moc z jednej strony świata, a potem przeniósł się na drugą i spróbował raz jeszcze, choć oczywiste było, że za drugim razem pobierze mniejszą ilość magii, bo podczas jego podróży rozprzestrzeniła się po całym świecie.

– Umiejętności magiczne nie są gwarancją inteligencji. – Baluka uśmiechnął się krzywo.

– Przyprowadziłam go do ciebie na prośbę przywódców Pramy – przypomniała sobie. – Wiedzieli, że spróbuje raz jeszcze, kiedy odnowię ich świat, a nie chcieli stracić go w egzekucji.

Baluka przytaknął.

– Umieściliśmy go w Dearn.

Wraz z setkami innych magów, którzy pozbawili światy magii dla własnego zysku. Rielle często zastanawiała się, co się dzieje w tym świecie zamieszkanym przez głupich, chciwych magów pozbawionych dostępu do mocy.

– Prama sprawia nam pewne problemy, od kiedy odnowiliśmy tamtejsze zasoby – powiedział Baluka. – Od setek lat uważa sąsiedni świat, Whun, za wrogi. Od trzech ćwierćcykli groziła mu atakiem z powodu drobnostek. Zapewniliśmy każdą ze stron, że nie pozwolimy drugiej jej skrzywdzić. Tymczasem Pramańczycy spełnili pogróżki, twierdząc, że gdyby nie zaatakowali Whun, Whunianie uderzyliby pierwsi. – Potrząsnął głową. – My musimy dotrzymać swojej obietnicy: chronić i karać.

Rielle zmarszczyła brwi.

– Chcesz, żebym chroniła Whun? Przecież mogliby się tym zająć twoi generałowie.

– Armie Odnowicieli jak zawsze nie są zbyt liczne. – Baluka pokręcił głową. – Istnieje prostsze rozwiązanie. Chciałbym, żebyś z powrotem pozbawiła Pramę magii.

– Pozbawiła… – Rielle utkwiła w nim wzrok. – Chyba nie mówisz poważnie.

Spojrzenie miał twarde, lecz w jego oczach malował się żal.

– Mówię. Wiem, że nie taką pomoc nam zaoferowałaś, ale i dla nas, i dla Pramańczyków to lepsza opcja niż wysyłanie tam wojska. Nikomu nie stanie się krzywda i nikt nie zginie.

– Poza tymi, których źródła utrzymania są uzależnione od magii, których chorobami i ranami zajmują się magowie lub których obrona opiera się na magii.

– Chorych, rannych i oblężonych będzie znacznie więcej, jeśli zareagujemy siłą albo dopuścimy, żeby oba światy wkroczyły na wojenną ścieżkę.

Rielle podniosła się z krzesła. Jej nogi zaprotestowały, lecz znużenie nie miało znaczenia w świetle tego, o co poprosił ją Baluka. Jego słowa brzmiały niezwykle racjonalnie, ale…

– Nie tym się zajmuję, Baluko. Robię coś zupełnie przeciwnego. Odnawiam światy. Nie rujnuję ich.

– Tego nie zrujnujesz; jedynie go obezwładnisz.

Gdyby zgodziła się na to raz, poprosiłby po raz kolejny. A potem raz jeszcze. Może ostateczny rezultat byłby pozytywny. Może gdyby Prama dostała nauczkę, Rielle mogłaby z powrotem przywrócić jej zasoby. Nie musiała zaglądać w umysł Baluki, by wiedzieć, że na to właśnie liczył i takie były jego zamiary. Odbierać magię, by kontrolować niepokorne światy. A przywracać ją tym, które współpracują.

Jestem tylko narzędziem – powiedziała sobie. W takim razie jeżeli sama nie mogę decydować o tym, co robię, nie muszę brać na swoje barki odpowiedzialności za życie tych, na których odbiją się moje działania. Będzie za to odpowiadał Baluka.

Ta myśl jej jednak nie przekonała. Rielle była czymś więcej niż narzędziem. Była człowiekiem, miała sumienie i reputację, z którymi musiała żyć. Pasywne dopuszczenie do tego, by stać się bronią w czyichś rękach, było tym samym co aktywne działanie. Pokręciła głową.

– Nie. Nie wejdę na tę ścieżkę. Nie mogę.

Od Baluki biły rozczarowanie i niechętna akceptacja. Wychwyciła strzępek jego myśli: Są inne sposoby. Uznał, że wyśle do Pramy kilku magów i to oni pozbawią świat zasobów mocy. Z Rielle byłoby szybciej, bez ryzyka…

Odwróciła się i fizycznie, i mentalnie, by ukryć niezadowolenie. Bez ryzyka? Zapomniał, że nie była już w stanie przekształcać wzorców? Mogła zginąć od ran. Zawsze groziło jej uduszenie się między światami, a gdyby na skutek nieprzewidzianego zagrożenia musiała zużyć całą zgromadzoną moc w martwym świecie przed wygenerowaniem większych zasobów, byłaby równie bezbronna, co osoba niebędąca magiem.

– Chciałbym też, żebyś wzmocniła kolejny świat – powiedział. – Jeśli oczywiście zechcesz.

Skinęła głową, po czym z powrotem zajęła krzesło i wyjęła notatnik.

– Który?

Baluka zaczął opisywać miejsce i prowadzący do niego szlak, a Rielle wszystko notowała. Z ulgą przyjęła fakt, że zadanie jest proste – nie musiała wplątywać się w lokalne sprawy polityczne. Ponadto droga przebiegała w pobliżu świata, w którym mieszkał jej dawny mentor Tarren. Mogłaby go odwiedzić.

– Potrzebuję kilku nocy, by odespać – poinformowała Balukę.

– Nie ma pośpiechu. Niech to będzie ostatni świat, jaki odnowisz przed zrobieniem sobie przerwy. W takiej sytuacji też będzie ci potrzebnych kilka dni?

Uśmiechnęła się.

– Owszem.

– W takim razie do zobaczenia po wszystkim.

– Nie chcesz, żebym złożyła raport?

– Wyślij wiadomość, kiedy skończysz, żebym mógł odhaczyć ten świat na liście.

– Dobrze. Mam nadzieję, że Prama się opamięta i ten problem też będziesz mógł odhaczyć.

– Ja też mam taką nadzieję.

ROZDZIAŁ 3

W kilka chwil po wyłonieniu się z przestrzeni między światami Rielle zorientowała się, że jej obecność została zauważona. Uczniowie patrzyli na nią przez szybę oddzielającą portal od otaczających go sal lekcyjnych. Zajrzała pobieżnie w umysły wokół i natychmiast wychwyciła ucznia, który pobiegł poinformować Tarrena o przybyciu gościa.

Nowy dom jej dawnego mentora znajdował się w opuszczonym mieście. Wykuto je w powierzchni skalistej równiny i połączono z naturalnymi, głównie okresowymi rzekami podziemnymi. Kompleks tuneli, korytarzy i przejść – oraz pozostałości kopalń, dzięki którym miasto niegdyś istniało – stanowił przeogromny labirynt. Tarren osiedlił się w najbardziej komfortowej okolicy. Ku powierzchni biegły szyby, przez które wpadało powietrze, a umieszczone w nich lustra odbijały światło w dół. Rury doprowadzały czystą wodę i odprowadzały nieczystości. Niektóre pomieszczenia znajdowały się pod gołym niebem, wyrzeźbione tak w sposób naturalny lub wykute przez poprzednich mieszkańców – to właśnie w takich miejscach uczniowie uprawiali jadalne rośliny.

Portal ulokowano w jednym z ogrodów. Otoczony był szklanymi ścianami, dzięki czemu uczniowie Tarrena mogli mieć na oku zarówno mile, jak i niemile widzianych gości. Była już noc, lecz niezbyt późna, więc w salach wciąż przebywali ludzie. Większość uczniów uśmiechnęła się, gdy Rielle do nich pomachała. Wiedzieli, kim jest, a raczej jakie ma zdolności – była kreatorem i jedną z potężnych przyjaciółek Tarrena.

Gdyby nie dotarły do nich plotki i opowieści tak skutecznie rozsiewane po światach przez podróżujących magów, dowiedzieliby się o niej wszystkiego od Tarrena. A nawet gdyby Tarren nie był takim okropnym plotkarzem, niektórzy z jego uczniów, potężniejsi od niego, mogliby wyczytać to w jego myślach.

Rielle przez główne drzwi wkroczyła z mroźnego powietrza do ciepłego pomieszczenia. Podeszły do niej dwie młode kobiety. Obie pochodziły z jednego świata i reprezentowały tę samą rasę – ich włosy i oczy miały bladoróżową barwę, a skóra była biała. We wszechświecie nieczęsto spotykano taką karnację. Tarren miał czasem problem, by rozróżnić kobiety, ale Rielle zauważyła już, że młodsza, Dilleh, ma pośrodku lekko obniżoną linię włosów i nawyk przygryzania wargi, gdy kogoś słucha. Jednak kiedy wychodziły na zewnątrz, wyglądały identycznie, bo obie nosiły obszerne, przezroczyste woalki chroniące oczy i skórę przed jaskrawym światłem.

– Rielle – odezwała się starsza z nich o imieniu Mwei.

– Dobrze się czujesz? – spytała Dilleh.

Rielle kiwnęła głową.

– Dobrze. Jestem odrobinę zmęczona. Co u Tarrena?

– Jak zwykle. – Mwei wzruszyła ramionami.

– Martwi się – dodała Dilleh – od kiedy… sama wiesz.

– Ja też się martwię – przyznała Rielle. Kilka cykli wcześniej dom Tarrena został splądrowany. Starzec i jego uczniowie uciekli i nikomu nic się nie stało. Napastnicy nie koncentrowali się na mieszkańcach, lecz rabowali i niszczyli. – Ktoś wie, kim są i dlaczego to zrobili?

Twarz Mwei wykrzywił grymas.

– My jesteśmy pewni, że są z Liftre, ale Tarren się z tym nie zgadza. Krąży plotka, że próbują powstrzymać innych magów od prowadzenia szkół.

– Ale nie mamy na to żadnych dowodów – dokończyła Dilleh.

– Och! Rielle! To naprawdę ty.

– Tak, to naprawdę ja. – Rielle zwróciła się ku nadchodzącemu Tarrenowi. – Masz powody, by wątpić w słowa posłańca?

Wydął wargi w wyrazie udawanego oburzenia.

– Cóż, minęło sporo czasu. Niektórzy z nas mogli zapomnieć, jak wyglądasz.

Pokręciła głową.

– Nie minęło aż tyle czasu.

– Ale takie mam wrażenie. – Starzec uśmiechnął się i skinął na nią. – Nie zawracaj głowy moim podopiecznym i zjedz ze mną kolację.

Rielle uśmiechnęła się do kobiet na pożegnanie i ruszyła za Tarrenem korytarzem wijącym się wśród sal lekcyjnych.

– Jak się miewają twoi uczniowie?

– Przeważnie całkiem dobrze. Ale nikt nie dorównuje Minowi i Goggendan. – Westchnął na wspomnienie dwojga najbardziej obiecujących podopiecznych, którzy odeszli po ataku, nie ukończywszy nauki. – Min wziął ślub i dorobił się bliźniąt, więc raczej nie wróci, ale wciąż liczę na to, że Goggendan przezwycięży strach i znów do nas dołączy. – Zerknął przez okno na salę lekcyjną. – Mam dwoje nowych młodzików. Oboje wyjątkowo potężni, ale jedno jest zepsute, leniwe i ma zły wpływ na drugie.

Tarren trajkotał dalej, wiodąc Rielle do swojej prywatnej kwatery przez obszerne, połączone ze sobą okrągłe pomieszczenia. Ściany były tu obłożone błotnistą zaprawą; gdzieniegdzie wciąż widniały odciski dłoni. Dach wykonano z plecionej trawy, także zlepionej błotem. Wszystko to sprawiało wrażenie bardziej dekoracyjne niż funkcjonalne, tak by kojarzyło się Tarrenowi z domem, w którym dorastał. I wyglądało zupełnie inaczej niż budynki uczepione szczytu skalistej iglicy, w której mieszkał, gdy Rielle go poznała.

– Jesteśmy na miejscu – rzekł Tarren, przestępując próg i prowadząc ją do jednego z kilku okrągłych stolików ustawionych między łukowatymi ławkami wbudowanymi w ścianę. Na jednym z nich służący układał właśnie drugi komplet sztućców i zastawy. – Usiądź – zaprosił. Usadowił się na poduszce przy niedojedzonej porcji posiłku.

Rielle skorzystała z propozycji, odłożyła plecak i poczęstowała się zawartością dymiącego naczynia stojącego pośrodku stołu. Przygotowawszy się na ostre przyprawy, w których lubował się Tarren, zaczęła zachłannie jeść.

– To ile światów już odnowiłaś od czasu naszego ostatniego spotkania? – zapytał.

– Nie jestem pewna. Setki. Baluka wie dokładnie. – Zamilkła na chwilę. – Choć w zasadzie nie wie o wszystkich. Ostatni był świat, w którym wiele cykli temu uwięził mnie Qall. Nie zamierzam mówić o tym Baluce.

Tarren skinął głową, przypominając sobie opowieść o robotnicach, które jej pomogły, i o jej transformacji z wiecznie młodego maga z powrotem w kreatora.

– Zmieniło się tam na gorsze czy na lepsze?

– To zależy, czy uważasz, że uznanie mnie za boginię jest dobre, czy złe.

Zachichotał.

– Jedna z zalet posiadania boskich mocy.

– Z których nigdy nie skorzystali.

– Poza tym, że zyskali wzór do naśladowania i inspirację do zmian, prawda?

– Rzeczywiście. Na szczęście zmieniło się na lepsze. Przynajmniej w większości. W drugim końcu świata magów składa się w ofierze bogini Rel, ale mam nadzieję, że przywrócenie mocy położy temu kres.

– Ojej. – Jego uśmiech przerodził się w wyraz współczucia. – Zakłopotanie wywołane posiadaniem władzy nad innymi, nawet jeśli jest ona mimowolna, to jedna z twoich najbardziej godnych podziwu cech, Rielle. Nie powinnaś jednak dopuścić, by przeszkodziło ci to w niesieniu pomocy innym.

Rielle westchnęła.

– Wiem. Tylko… obawiam się, że to, co robię, przynosi więcej złego niż dobrego. Tak jak z Murai i Doum. – Zmarszczyła brwi, przypomniawszy sobie, jak wraz z Tyenem starali się zapobiec wojnie między tymi światami. – Bezpieczniej jest, gdy to Baluka zdecyduje, które światy mam odnawiać. – Zasępiła się na wspomnienie jego ostatniej prośby. – Chociaż teraz się zastanawiam, czy rzeczywiście powinnam mu pozwalać na podejmowanie wszystkich decyzji.

– Dlaczego?

Opowiedziała o pomyśle Baluki na ogołocenie świata, który wcześniej odnowiła. Tarren ściągnął brwi, słuchając jej słów, a na koniec pokiwał głową.

– Niepokoi mnie, że posuwa się do takich środków – przyznała.

– Dlaczego?

– Bo to dość bezwzględne. – Pokręciła głową. – Ale może tylko mi się tak wydaje, bo zaproponował to właśnie on.

Tarren rozłożył ręce.

– Otrzymał zadanie utrzymania pokoju między światami. Dlaczego miałby nie wykorzystać wszelkich dostępnych środków, jeśli dzięki temu może ograniczyć rozlew krwi lub go uniknąć?

Żołądek podszedł jej do gardła.

– Czyli uważasz, że powinnam była się zgodzić?

Wyraz jego twarzy złagodniał.

– Nie. Dobrze, że odmówiłaś. Możliwe, że choć, jak twierdzisz, ma szlachetne intencje, rzeczywiście stałabyś się bronią w jego rękach. Nie możesz być kreatorem, jeżeli jednocześnie będziesz niszczyć światy.

Rielle skrzywiła się, bo jego słowa przypomniały jej o Klątwie Kreatorów.

– Chyba że odzyskam nieśmiertelność i zachowam zdolności kreatora. Wtedy zniszczę wszystkie światy.

– Nie wiesz, czy rzeczywiście tak by się stało – skomentował Tarren. – Na razie wiesz tylko tyle, że klątwa może dotyczyć ogołocenia świata z magii podczas nauki przekształcania wzorców. Ta koncepcja jest już stara. Może pochodzić z czasów, gdy nieśmiertelność była wśród magów rzadkością, a jej konsekwencje szokowały bardziej niż teraz.

– Możliwe, że gdzieś istnieje odpowiedź na to pytanie – oświadczyła, a potem opowiedziała mu o mentorze Annada i wskazówkach co do położenia ukrytej biblioteki.

Tarren przewrócił oczami.

– Jakie to bezcelowe i okrutne ze strony mentora! Dlaczego mu po prostu nie powiedział, gdzie jest ta biblioteka?

Przez twarz Rielle przebiegł grymas.

– Może na łożu śmierci pomieszało mu się w głowie. Może uznał, że skoro Annad nigdy nie opuszczał swojego świata, nie rozpoznałby punktów orientacyjnych, które wykorzystałby ktoś, kto już podróżował, więc postanowił zwrócić jego uwagę na takie, jakie Annad mógłby rozpracować. Może nie chciał, by inni wyczytali wskazówki z umysłu ucznia, więc podał mu te, które potrafił zinterpretować tylko on.

– Może, może, może. – Tarren zacisnął usta. – Może my rozszyfrowalibyśmy te wskazówki lepiej niż Annad. Zapamiętałaś je?

– Spisałam je w notatniku. Chcesz zobaczyć?

– Chcę… ale nie pokazuj mi ich. Jeżeli magowie, którzy splądrowali mój poprzedni dom, rzeczywiście pragną gromadzić wiedzę, mogą znów mnie odszukać. A jeśli mnie znajdą, przeczytają moje myśli. Dopóki wskazówki będziecie znali tylko ty i Annad, istnieje szansa, że odnajdziecie bibliotekę jako pierwsi.

Rielle już sięgała po plecak, ale wyprostowała się i zaklęła pod nosem.

– Nie powinnam była ci o tym mówić.

– Pewnie nie.

– Liczyłam na twoją pomoc.

Tarren pokręcił głową.

– Tym razem musisz radzić sobie sama. Chyba że… chyba że poprosisz o pomoc swojego przyjaciela Tyena.

Rielle zamyśliła się nad sugestią starca, zastanawiając się, dlaczego nazwał Tyena jej przyjacielem. Tarren nigdy nie stracił nadziei, że ich dwoje znów połączą romantyczne relacje, choć uważał, że to mało prawdopodobne. Rielle nie odrzucała całkowicie takiej możliwości, lecz jakaś jej cząstka wciąż się temu opierała. Nie ufała Tyenowi w przekonaniu, że z egoistycznych pobudek próbował wskrzesić Valhana, a przecież wiedział, że wówczas Raen by ją zabił. Później dowiedziała się, że Tyen odgrywał niebezpieczną rolę podwójnego szpiega. Współdziałał z Dahlim, by w rzeczywistości uniemożliwić mu znalezienie innego człowieka, którego mógłby wykorzystać do wskrzeszenia Valhana, a jednocześnie chciał dać jej i Qallowi czas na znalezienie bezpiecznego domu gdzieś daleko. Mimo to obawiała się pozwolić sobie na ciepłe uczucia wobec ­Tyena. A w zasadzie wobec kogokolwiek innego. Zwłaszcza że miała ratować światy. Wcześniej nie potrafiła nikomu oddać swojego serca ze względu na obietnicę chronienia Qalla. Teraz miała jeszcze więcej ograniczeń.

Mimo wszystko to właśnie Tyen mógłby najbardziej jej pomóc w odnalezieniu biblioteki. Tylko Qall potrafił czytać mu w myślach. Choć Tyen nie miał już Velli, żywej książki zawierającej w sobie stulecia wiedzy, i nie mógł się z nią konsultować, był inteligentny i dobrze sobie radził z przeszukiwaniem zbiorów bibliotecznych. Nawet prowadził coś w rodzaju szkoły, choć nie miała ona oficjalnej siedziby.

– Tyen ma zbyt wiele na głowie, żeby szukać informacji na temat jakiegoś pradawnego mitu – zauważyła.

Tarren się skrzywił.

– Tak, w tej kwestii masz rację.

Według Tarrena nowa dyrekcja Liftre jasno wyraziła swoje niezadowolenie z tego, że Tyen prowadzi szkołę. Nie do końca było wiadomo, czy dlatego że był szpiegiem w trakcie dwóch największych konfliktów we wszechświecie, czy po prostu że chciał powstrzymać produkcję urządzeń bojowych, na których Liftre zarabiało. Za każdym razem gdy w Liftre dowiadywano się, że Tyen i jego podopieczni gdzieś się osiedlili, manipulowano ludnością świata, by zaczęła domagać się ich odejścia. Grożono uczniom i szantażowano ich, by porzucili szkolenie, a przedstawiciele Liftre jasno dawali do zrozumienia, że nie chcą mieć nic wspólnego z nikim, kto chce się uczyć od Tyena. Miał nieliczną grupę uczniów, którzy byli wobec niego bezwzględnie lojalni.

Rielle zmarszczyła czoło.

– Wciąż uważasz, że za atakiem na twój poprzedni dom nie stoi Liftre?

Tarren niedbale machnął ręką.

– Gdyby tak było, napastnikom chodziłoby tylko o dokumenty, które ze sobą zabrałem, odchodząc stamtąd, i o wszystko, co mogłem od tego czasu zgromadzić. Nigdy nie żądali, żebym przestał uczyć.

– Jeszcze.

– A gdyby zażądali, zignorowałbym to. – Postukał się w czoło. – Moim największym skarbem jest wiedza i smykałka do nauczania. Tego nie mogą mi odebrać.

Rielle uśmiechnęła się.

– Czego więcej trzeba? – Zabębniła palcami o brzeg stołu i zastanowiła się nad jego poprzednią sugestią. Gdyby rzeczywiście miała się spotkać z Tyenem, musiałaby najpierw przywrócić magię kolejnemu światu i odwiedzić Qalla. Jeśliby jednak Qall uznał, że przyszła pora na opuszczenie jej rodzinnego świata, nie miała pojęcia, co powinna zrobić później.

Wątpiła jednak, że chciałby stamtąd odejść. Ostatnim razem kiedy się z nim widziała, był przekonany, że musi pozostać na miejscu jeszcze przez kilka cykli. Nie dostrzegła w nim żadnych niepokojących zmian, jedynie te typowe dla dorastania, dojrzewania młodego człowieka nabierającego mądrości życiowej. Lecz jeśli Qall stwierdzi, że wspomnienia Raena wciąż mogą zapanować nad jego umysłem, będzie musiała pogodzić się z taką możliwością. Skoro nie potrafiła czytać w jego myślach, tylko on wiedział, co się dzieje w jego głowie.

– Nie ma żadnych dowodów, że to Liftre stoi za napaścią – dodał Tarren.

– A kto inny? – spytała, otrząsając się z zamyślenia.

– Dawni zwolennicy Dahlego?

Wzruszyła ramionami.

– Być może.

I ona, i Tyen pozwolili ludziom sądzić, że zabili Dahlego po bitwie, którą obecnie nazywano Bitwą o Wskrzeszenie. Nie mogła powiedzieć Tarrenowi, że darowali Najwierniejszemu Raena życie, by mógł odnaleźć Zeke’a – swoją nową miłość i utalentowanego konstruktora maszyn – i razem z nim poświęcić się wyeliminowaniu problemu urządzeń bojowych. Gdyby inni wyczytali to z myśli Tarrena, wieść szybko rozniosłaby się po światach i wywołała chaos.

Za każdym razem gdy Rielle myślała o Dahlim, ogarniała ją mieszanina smutku, troski i gniewu. Była wściekła, że doprowadził do śmierci tylu ludzi – między innymi jej przyjaciółki Ulmy – pamiętała jednak, że działał pod wpływem szalonej, wypaczonej miłości do Raena i żałoby po nim. Miała nadzieję, że odnalazł Zeke’a i zlikwidował dzielącą ich przepaść.

To niełatwe – pomyślała. Gdy Dahli wybił połowę armii Odnowicieli, Zeke dostrzegł w nim potwora. Mój brak zaufania do Tyena to pewnie drobiazg w porównaniu z tym, co musiałby przezwyciężyć Zeke, by znów zaufać Dahlemu i go zapragnąć.

Martwiła się też, że ona i Tyen podjęli złą decyzję i że Dahli znów zacznie siać spustoszenie wśród światów.

– Tyen z ogromną przyjemnością by się z tobą spotkał – rzekł Tarren.

Rielle podniosła wzrok; przyglądał się jej uważnie z szelmowskim błyskiem w oku. Pogroziła mu palcem.

– Mówiłam ci już: żadnego swatania.

Uśmiechnął się szeroko.

– Masz mi to za złe? Niczego bardziej nie pragnę przed śmiercią, niż znów zobaczyć was razem.

– Przed śmiercią? – spytała tonem pełnym niedowierzania. – Wątpię, czy którykolwiek z twoich dawnych wiecznie młodych uczniów pozwoli, żeby stan twojego ciała pogorszył się na tyle, by poddało się działaniu wieku, a twoi obecni uczniowie potrafią cię świetnie ochronić.

Zachichotał.

– Rzeczywiście. Bardziej obawiam się tego, że nie pozwolą mi odejść, gdy będę na to gotowy.

Wyciągnęła rękę i ścisnęła go za ramię.

– Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz gotowy.

Poklepał ją po dłoni.

– Ja też.

ROZDZIAŁ 4

R