Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
601 osób interesuje się tą książką
Bezpieczeństwo to tylko obietnica.
Coralie Colbern sądziła, że po tym, co wydarzyło się jesienią, nie wróci już do Golden Flame. Myliła się. Wraca – jako dziewczyna, o której mówi cała szkoła – i od pierwszego dnia musi układać sobie życie na nowo, a do tego zrozumieć, kto i dlaczego chciał się jej pozbyć.
Chłodne mury stanowiące kiedyś dla Cory schronienie oraz dom, dziś wydają się obce. Zwłaszcza gdy spotyka w nich tego, kto złamał jej serce. Jasper Parish twierdzi, że tym razem nie pozwoli nikomu jej skrzywdzić, ale obietnice składane w tej szkole zdają się mieć krótki termin ważności. Poza tym straconego zaufania nie da się tak łatwo odzyskać, tym bardziej w przypadku Coralie. Ona pragnie wyłącznie zemsty.
Bardzo szybko przypomina sobie jednak, że własne rany są najmniejszymi z jej zmartwień. Okoliczności śmierci jej współlokatorki wciąż nie zostały wyjaśnione, a Cora pozostaje jedyną osobą, która widziała za dużo. Tajemnice się piętrzą, przeciwników przybywa, więc żeby wyjść z tego cało, dziewczyna będzie musiała podjąć współpracę z wrogiem. To, co przy okazji odkryje, może rozbić na kawałki więcej niż jedno życie.
A ktoś zapłaci za to ogromną cenę.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 697
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Agata Polte
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Kamila Recław
Korekta: Karina Przybylik, Martyna Rolirad, Emilia Ziarnik
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
Projekt okładki: Katarzyna Pieczykolan
Ilustracja na wyklejce: Ida Chańko
ISBN 978-83-8470-061-7 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Mimo że akcja serii Golden Flame rozgrywa się w prywatnej fikcyjnej szkole średniej, a bohaterowie są nastolatkami, te historie zostały przeznaczone dla dojrzałych czytelników ze względu na poruszane tematy. W Keep Me Safe, czyli bezpośredniej kontynuacji Keep Me Close, pojawią się między innymi wątki związane z atakami paniki, przemocą psychiczną, manipulacją, śmiercią, prześladowaniem, gnębieniem, używkami, toksycznymi relacjami, cyberprzemocą, szantażem, nadużyciami. Zostaną tu również przedstawione nieodpowiednie zachowania zarówno osób dorosłych, jak i nastolatków. Historia jest w pełni fikcją literacką i jako taką należy ją traktować, a choć niektórzy bohaterowie się zmieniają, rozumieją swoje błędy i złe decyzje, to książka nie ma na celu zachęcania do brania przykładu z ich niewłaściwych wyborów. Dodatkowo należy pamiętać, że niektóre elementy dotyczące systemu szkolnictwa zostały zmodyfikowane na potrzeby historii i nie mają odniesienia w rzeczywistości.
Jasper
Wpatruję się tępo w ciemną ścianę, na przemian zaciskając i rozluźniając pięści. Panująca w pomieszczeniu atmosfera sprawia, że powoli zaczynam się dusić. Szepty i spojrzenia powodują u mnie większą irytację. Najchętniej wstałbym zza długiego stołu i po prostu wyszedł, tyle że nie mogę. Jako przewodniczący mam obowiązek uczestniczyć w tym spotkaniu. O ile nim nadal pozostaję, bo już niczego nie mogę być pewien.
Wiem jedynie, że muszę coś zrobić, cokolwiek, by pomóc mojej dziewczynie i… Tylko czy ona wciąż jest moją dziewczyną?
Nienawidzę cię. Trzymaj się ode mnie z daleka.
Mam ochotę coś rozjebać, kiedy przypominam sobie jej zapłakaną twarz i te słowa. Jak mogłem dopuścić, by wszystko się tak spierdoliło? Przecież wiedziałem, że wrogowie, których sobie narobiliśmy, szukają na nas haków. Powinienem przewidzieć, że prędzej czy później to wyjdzie na jaw. Dlatego miałem sam jej wyjaśnić, jakim czasami jestem idiotą. Jak strach o przyszłość i moją rodzinę sprawił, że byłem gotowy posunąć się do wszystkiego. Przecież gdybym jej powiedział, zrozumiałaby. Jest taka sama jak ja. W ciągu ostatnich lat wielokrotnie robiliśmy sobie różne świństwa, gdy rywalizowaliśmy. To miało być takie samo, tyle że…
Zakochałem się w niej.
Zrozumiałem, że chciałem zrobić coś okropnego.
Każdego dnia próbowałem to naprawić i ją wspierać, zamiast pogrążyć.
Wydaje się, że to za mało, skoro ktoś nas nagrał w intymnej sytuacji i razem z błędami przeszłości wykorzystał to przeciwko mnie. Tylko jak niby do tego doszło? Kto to zrobił? I skąd, kurwa, mógł wiedzieć, jakie debilizmy mówiłem parę miesięcy temu?
– Pani Montgomery, panie Graves, świetnie – odzywa się Pearce, wyrywając mnie w końcu z zamyślenia. – Jesteśmy w komplecie. Proszę usiąść.
Spoglądam na wchodzące do pomieszczenia osoby. Zaraz za wicedyrektor Shaford w środku pojawiają się Lucian Graves, jak zwykle elegancki i zdystansowany, oraz ubrana w ciemny kostium kobieta, która natychmiast koncentruje się na mnie z wrogą miną. Domyślam się, że to ta asystentka pani Colbern, o której wspominał dyrektor, kiedy kazał mi przyjść do pokoju konferencyjnego znajdującego się kawałek za jego gabinetem.
Pewnie mnie stąd za chwilę wykopią, jednak bardziej przejmuję się tym, że Montgomery jest tu po moją Corę. Zamierza zabrać ją ze szkoły, a jeśli to zrobi, nigdy nie dostanę szansy, żeby to naprawić. Wyjaśnić, że nie potrafiłbym jej skrzywdzić.
Tylko czy ona ze swoimi problemami z zaufaniem przez tak wiele okropieństw, które jej się przydarzały, w ogóle będzie chciała mnie słuchać, nawet gdy emocje nieco opadną? Tak trudno było mi sprawić, że uwierzy w moje szczere intencje, otworzy się przede mną i też coś do mnie poczuje…
A jeśli wszystko zostało bezpowrotnie zniszczone?
– Szanowni państwo, tak jak wspominałem przez telefon, kiedy zwoływałem tę pilną naradę, niestety nasza szkoła obecnie doświadcza kolejnego kryzysu – zaczyna ze smutkiem dyrektor. – Najpierw śmierć uczennicy, co wciąż nie jest zakończoną sprawą i policja otworzyła śledztwo na nowo, naganne i karygodne zachowanie szefa ochrony oraz pielęgniarki, a teraz do tego uczniów… W związku z tym poprosiłem państwa o przyjazd, żeby zaradzić temu kryzysowi i wspólnie podjąć decyzję o tym, co zrobić z ostatnimi faktami.
Najwidoczniej wszyscy członkowie rady rodziców są wtajemniczeni, podobnie jak Shaford i Donahue, zastępca Wilburna, który przejął jego obowiązki, ponieważ nikt nie wyrywa się z pytaniami. Zamiast tego dyrektor spokojnie kontynuuje:
– Biorąc pod uwagę, że film z naszą uczennicą zdążyło zobaczyć kilkanaście osób i nie możemy mieć pewności, że się on nie rozejdzie, uważam, że powinniśmy stanowczo zareagować.
– To znaczy jak? – odzywa się wtedy asystentka pani Colbern. – Coralie to wzorowa uczennica, z którą nie było nigdy problemów. Pojawiły się, kiedy pan, panie Pearce, przestał panować nad szkołą i uczniami. I kiedy ona zaczęła widywać się z innym uczniem.
Przy tych słowach jej spojrzenie znów pada na mnie, więc się prostuję.
– To nie ja byłem problemem dla Coralie, tylko pani pracodawczyni, o czym oboje wiemy – odpowiadam natychmiast. – Ja ją wspierałem przez cały czas. I uważam, że ta sytuacja jest kuriozalna. Zamiast zastanawiać się nad reakcją, powinniście szukać osoby, która opublikowała ten film. Jak do tego w ogóle doszło?
– To nie pana zmartwienie, panie Parish – oznajmia Pearce.
– Czyli to on był na tym nagraniu razem z dziewczyną? – wtrąca Irvine, unosząc brew. – Mówiłem wam, że będą przez niego kłopoty, gdy tylko stypendysta dostał ten stołek. I w ogóle pojawił się w tej szkole.
– Panie Irvine, chyba się pan zapomina – mówi ostro wicedyrektorka, zabierając pierwszy raz głos. – Pan Parish jest wspaniałym uczniem, który wyróżnia się zarówno w nauce, jak i sporcie, a jako przewodniczący radził sobie doskonale. On i panna Colbern świetnie przewodzili szkole.
– Ponoć to widać na tym nagraniu – kwituje Irvine.
Zamierzam się odezwać, ale wtedy Shaford oznajmia:
– Coralie zaprzeczyła, że to on się na nim pojawił.
Zaprzeczyła? Nie chciała mnie wydać? Ona… mnie chroniła?
– A jak wielu miała chłopaków, że to miałby nie być on? – wtrąca z rozbawieniem Foster.
Jemu też mam ochotę przypierdolić, jednak nim reaguję, Shaford gasi i jego:
– Panie Foster, nie wypada w ogóle robić tego typu uwag. Mówimy o naszej nieletniej uczennicy. To, że powstało takie nagranie i je upubliczniono, jest niewyobrażalne i nie powinno mieć miejsca, ale to nadal zwykła, młoda dziewczyna.
Gdyby Cora usłyszała, że ona jako jedyna jej właśnie broni, w życiu by nie uwierzyła.
– Tak czy siak nagranie istnieje. Na terenie szkoły podczas balu jesiennego doszło do tego niepoprawnego zachowania i złamania regulaminu – oświadcza Pearce. – To oznacza, że trzeba znaleźć osobę, która odpowiada za to nagranie i wrzuciła je na forum, a do tego musimy zdecydować, jak ukarać pannę Colbern oraz chłopaka, który jest na nim razem z nią. Panie Parish?
Nie zamierzam pozwalać Coralie mierzyć się z tym samotnie, dlatego już otwieram usta, jednak spojrzenie wicedyrektorki sprawia, że z mojego gardła nie wydobywa się żadne słowo. Shaford ostrzega mnie wzrokiem i kręci nieznacznie głową. Zaciskam znów pięści.
Jeśli się przyznam i mnie też ukarzą, nijak jej nie pomogę. A jeżeli się nie przyznam i oni zdecydują się ukarać wyłącznie ją, będzie musiała stawić temu czoła samotnie. Nie mogę na to pozwolić.
– Pan Parish jako przewodniczący nie jest w stanie być wszędzie i wiedzieć wszystkiego – zaczyna Shaford. – Zakładanie jego udziału, gdy Coralie temu zaprzeczyła, wydaje się bezcelowe. Powinniśmy skupić się na…
– Nagranie powstało w Złotym Domu – zauważa Donahue. – A tylko on ma do niego klucze.
– Nie do końca – stwierdza wicedyrektorka. – Zarówno ja, dyrektor Pearce, pan Benton, pan, jako nowy szef ochrony, a wcześniej Wilburn… Sporo osób posiada klucze. Mogło się też zdarzyć, że ktoś zapomniał zamknąć drzwi.
Pearce posyła jej pełne złości spojrzenie, a ja nadal milczę. Shaford na pewno wie o moim udziale, a mimo to pomaga. To dlatego, że nienawidzi dyrektora i chce, żebym doprowadził razem z nią do końca to, co zaczęliśmy, czy może sama wie, że coś takiego nie powinno pogrążyć mnie i Coralie?
– To niemożliwe. Ochrona patroluje nieustannie dziedziniec i gdyby ktoś inny wchodził tamtego wieczoru do Domu, to by o tym wiedzieli.
– Tak jak wiedzieli o romansie Mirandy i Wilburna? – pytam sucho.
Uwaga wszystkich znów koncentruje się na mnie. A ja już rozumiem, co dalej zrobić.
– Panie Parish…
– Nie wiem nic o tym nagraniu ani o tym, co miało się niby na nim dziać – oznajmiam. – Ale skoro jest pan pewny, że ochroniarze nie przegapiliby, jak ktoś inny wchodzi do Złotego Domu, proszę sprawdzić, czy ja i Coralie w ogóle wtedy się tam pojawiliśmy. Monitoring pewnie znów nie działał, ale pańscy wspaniali pracownicy muszą pamiętać takie rzeczy. Można też spytać osoby z naszego otoczenia, gdzie ja i Cora byliśmy. Potwierdzą, że cały czas znajdowaliśmy się na balu jesiennym.
Moi przyjaciele i jej przyjaciele nigdy nas nie wydadzą. Skłamią dla nas, jeśli będzie trzeba. A nikt nie mógł widzieć, jak idziemy z Coralie do Złotego Domu, skoro użyliśmy korytarzy. Jedynie Zeke dostał się tam wtedy zwykłą drogą, ale skoro był sam, jemu też nic nie zagrozi, nawet jeżeli ktokolwiek z ochrony to zapamiętał.
– Więc niby jak pan wyjaśni istnienie tego nagrania? – odzywa się Donahue.
Patrzę tym razem na niego.
– Cora i ja narobiliśmy sobie sporo wrogów, którzy chcieliby się nas stąd pozbyć. Założę się, że potrafiliby zmontować takie nagrania. Tamto na pewno było wygenerowane, bo Coralie to uczennica o nieposzlakowanej opinii. Zamiast ją karać, należy jej pomóc w kwestii tego, co się dzieje.
– W tym się właśnie zgadzamy – wtrąca asystentka pani Colbern. – Moja pracodawczyni zamierza wyznaczyć nagrodę dla osoby, która wskaże jej winowajcę lub sama przyzna się do zrobienia i wrzucenia tego filmu. Dodatkowo zapłaci za każdy inny film, zdjęcie lub nagranie głosowe, które można by wykorzystać przeciwko Coralie i jej rodzinie.
Kobieta spogląda przy tym na mnie, jakby spodziewała się, że w takim razie od razu się zgłoszę. I uświadamiam sobie, że tak jest. Ona i Patricia Colbern naprawdę myślą, że to byłem ja. Ja pierdolę. W dodatku to nagranie głosowe… Chodzi jej o tamtą rozmowę w gabinecie dyrektora. Co za suka.
– Nagrody nie będą potrzebne, pani Montgomery – rzuca Pearce. – Dowiemy się, kto to zrobił, i ta osoba poniesie konsekwencje. A każdą kolejną próbę ataku na rodzinę Colbern powstrzymamy…
– Tak jak powstrzymaliście teraz? – pyta gniewnie kobieta. – To nagranie w ogóle nie powinno przejść przez filtry strony i sieci. Moja pracodawczyni chce się także dowiedzieć, jak to było możliwe.
– Mieliśmy lukę, którą naprawimy – zapewnia Donahue. – Wiemy, co się stało, i nie dopuścimy do tego ponownie.
– Nie powinniście byli dopuścić już teraz. Pani Colbern będzie żądała wyciągnięcia konsekwencji – oświadcza jej asystentka.
– Konsekwencje zostały wyciągnięte. Pan Wilburn, poprzedni szef ochrony, który odpowiadał za awarie naszych systemów monitoringu oraz nadzorował stronę, najwidoczniej popełnił i ten błąd. Już tu nie pracuje, toczy się przeciwko niemu śledztwo.
Ale wygodnie. Zwalić wszystko na niego. Niemal podziwiam Pearce’a za to szybkie myślenie i bezwzględność, jaką wykazuje.
– To dość wygodne – mówi cierpko pani Montgomery. – I wątpię, że moją pracodawczynię to zadowoli, bo z pewnością nie tylko Wilburn odpowiadał za stronę.
– Firma, która się nią zajmowała i była z nim w kontakcie, dostanie wypowiedzenie umowy. Już szukamy nowej, która przejmie wszystko – oznajmia Shaford. – Tym nie musi się pani martwić.
Jestem przekonany, że właśnie to wymyśliła i zrobi to dopiero po spotkaniu, ale lepsze to niż nic.
– Oby – kwituje asystentka pani Colbern. – A kiedy dowiemy się, kto za tym stoi?
No właśnie. Moim pierwszym typem była matka Coralie, lecz… ona nie naraziłaby rodziny na taki skandal. W końcu dba o nazwisko. Zresztą nie miałaby jak tego zrobić. Komu by to zleciła, skoro Aubrey i Madeleine nie mają wstępu do Złotego Domu? Zatem… Dyrektor? Przecież groził mi podjęciem „radykalnych środków ostrożności”. Pozbycie się mnie lub Cory mogłoby jednak być zbyt hardcorowe, nawet jak na niego.
W takim razie zostaje ktoś inny. Ktoś, kto miał klucze do wszystkich zamków w Golden Flame. I chciał powstrzymać nas przed odkryciem prawdy, a ta sytuacja w tym bardzo pomogła.
Osoba stojąca za śmiercią Mirandy i prześladowca Cory. Sawyer Wilburn.
Sądziłem, że wszystko się uspokoi po tym, gdy odkryliśmy prawdę, i będziemy bezpieczni. Okazuje się jednak, że bezpieczeństwo to pojęcie bardzo umowne. Ten skurwiel wciąż nam zagraża, nawet z zakazem zbliżania się do Coralie i wstępu na teren szkoły. Z tego, co wiem, policja wciąż prowadzi śledztwo w jego sprawie, lecz jak widać niczego nowego nie odkryto, skoro zdołał się zemścić. Bo to musiał być on, prawda?
– Robimy, co możemy, żeby się tego dowiedzieć, ale jak wspominałem członkom rady, to bardzo skomplikowana sytuacja. Niemniej gdy tylko się dowiemy, konsekwencje zostaną wyciągnięte – obiecuje Pearce. – Na razie więc skupmy się na tym, co ustalono. Nagranie z naszą uczennicą trafiło na forum, a nie powinno w ogóle istnieć. W tej sytuacji to chyba jasne, że dla dobra Golden Flame oraz rodziny Colbern Coralie powinna zmienić szkołę…
– Co ty pierdolisz, Pearce? – wtrąca nagle chłodno Graves, a ja odwracam się w jego stronę. Napotykam spojrzenie lodowatoniebieskich oczu, w których widzę furię.
– Panie Graves… – zaczyna dyrektor.
– Uczennica twojej szkoły została ofiarą cyberprzemocy – wchodzi mu w słowo mężczyzna. – Chociaż cyberprzemoc to nawet zbyt delikatne określenie. Ktoś upublicznił bez jej zgody jej intymne nagranie, próbuje ją upokorzyć i zniszczyć jej przyszłość, a twoją odpowiedzią jest wyrzucenie jej ze szkoły i zasłanianie się rzekomym dobrem liceum i rodziny? Myślałem, że nie możesz zachować się śmieszniej, ale mnie zaskoczyłeś.
Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby Pearce zrobił się tak czerwony, jak w tej chwili.
– Chyba pozwalasz sobie na zbyt wiele – warczy, porzucając maskę uprzejmości.
– Ty pozwalasz sobie na zbyt wiele od lat – stwierdza Graves. – Ale już wystarczy. Coralie jest ofiarą w tej sytuacji. Należą jej się pomoc i wsparcie szkoły, stanięcie za nią murem i zadbanie, by winny został ukarany. Mam ci przypomnieć, że ona jest nieletnia? Zdajesz sobie sprawę, że opublikowanie tego nagrania to poważne przestępstwo, a zamiatanie sprawy pod dywan jedynie ci zaszkodzi? Bo nie wiem jak inni rodzice, ale ja nie zamierzam milczeć.
Pani Young siedząca po lewej przytakuje powoli.
– Graves ma rację. Jeśli ktokolwiek z uczniów by się wygadał na ten temat, za zatajenie takiej sprawy my też mielibyśmy problemy, a ja tego nie potrzebuję.
A sądziłem, że szkoda jej mojej Cory. Naiwny ja.
– Nikt się nie wygada – protestuje pan Holland, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
– To nastolatkowie. Na pewno przesyłali sobie wiadomości i screeny na ten temat, jeśli ktoś jakiś dostał – ucina Graves. – Dopóki nie wyłączyliśmy szkolnego Wi-Fi, bez którego na tym zadupiu nie mają dostępu do sieci, rozdmuchiwali sprawę bez żadnych wątpliwości i dlatego teraz zaczęły się już plotki.
– Wyłączyliście im szkolną sieć? – oburza się Foster.
– Pan Graves na to nalegał – przyznaje Pearce z miną, jakby właśnie próbował cytryny. – I to było rozsądne działanie, by zapobiec rozpowszechnianiu ewentualnych screenów czy kolejnych plotek.
– Ale i tak kiedyś musicie włączyć tę sieć…
– Na to też jest rozwiązanie – oznajmia Graves.
Mam ochotę go w tej chwili uściskać. On jej pomaga. Walczy o nią, jakby mu na niej zależało, mimo że zupełnie jej nie zna.
– Jakie? – dopytuje Irvine.
– Uczniowie odzyskają dostęp do sieci, kiedy szkoła zaostrzy filtrowanie treści we Flame.
Wypuszczam z trudem powietrze przez usta, a asystentka pani Colbern siedząca do tej pory cicho kiwa głową.
– To bardzo dobre posunięcie.
Każdy uczeń i tak przed przyjęciem do szkoły musiał instalować Flame – oprogramowanie do centralnego zarządzania urządzeniami na swoich prywatnych telefonach. Szkoła za jego pomocą narzucała, jakich apek nie wolno nam instalować, z jakich nie możemy korzystać w czasie godzin lekcyjnych, jakie strony internetowe są niedostępne. To miało zapobiegać używaniu chociażby sztucznej inteligencji do pisania za nas prac, dlatego tak wiele osób zgłasza się po to do mnie.
Ale jeśli mogą do tego włączyć filtrowanie, by blokowane były nagrania albo obrazy… Nie wiem, czy to tak dokładnie działa, czy będą na przykład sprawdzać, kto wysyłał lub otrzymał i pobrał jakiś plik, bez możliwości wglądu do niego, dopóki nie zaproszą danej osoby na rozmowę… Tak czy siak zapobiegną rozprzestrzenieniu się filmu lub zdjęć. To ogromna ulga.
– Tylko co z tego, że uczniowie nie będą mieć dostępu do takich treści? Ten film był na szkolnym forum i widziało go kilkanaście osób… – zaczyna Foster.
– Tym też się zajmiemy – oświadcza Graves. – Mamy przecież dane osób przeglądających konkretne wpisy na forum, bo każdy użytkownik musi być zalogowany. Upewnię się, że ten film nie wypłynie.
Wow. Jeśli do tej pory miałem jeszcze wątpliwości co do tego kolesia, właśnie znikają.
– To rozsądne – uznaje Holland. – Nasze dzieci mają ważne sprawy na głowie. Najpierw śmierć tamtej dziewczyny, teraz to… Takie rozpraszacze nie pomagają.
– Rozpraszacze? – powtarzam, nim gryzę się w język. Wszystkie spojrzenia członków rady kierują się na mnie. – Zabójstwo nastolatki i próba zniszczenia życia innej to dla pana rozpraszacze?
Słyszę westchnięcie.
– Gdybym był w twoim wieku i miał na głowie wyłącznie szkołę, drużynę i dziewczynę, to pewnie byłoby to dla mnie coś znaczącego. Teraz nie jest – stwierdza rzeczowo Holland. – Tak działa świat dorosłych, panie przewodniczący. Przyzwyczajaj się.
Chcę coś dodać, ale Graves posyła mi ostrzegawcze spojrzenie. Milczę więc do końca sesji rady. Członkowie wykłócają się jeszcze o różne szczegóły, narzekają na wiele spraw związanych z tym zaproponowanym rozwiązaniem, aż ostatecznie przyklepują pomysł, żeby nie musieć odsyłać go do wyższej instancji – rady powierniczej. To by zrodziło więcej problemów. Na razie Pearce ma poprosić Donahue, który teraz odpowiada za Flame, by wprowadził odpowiednią aktualizację. Gdy uczniowie odzyskają internet, nie będą mogli przesłać sobie zdjęć Coralie ani takowych otworzyć.
Przynajmniej do czasu.
– My musimy jeszcze porozmawiać – oświadcza asystentka pani Colbern.
Większość rodziców jest już w drodze do wyjścia. Podążają za wściekłym Pearce’em, który zniknął stąd jako pierwszy, a Shaford próbuje rozmawiać z paroma z nich.
– Na jaki temat?
Kobieta prycha.
– Nie zgrywaj idioty. Pani Colbern chce wiedzieć, ile kosztują twoje nagrania.
– Nie mam żadnych nagrań. To nie ja…
– Masz – naciska Montgomery. – Jedno z gabinetu… i inne z Corą.
– Już mówiłem, że nie obchodzi mnie, ile może zapłacić. Miała tylko dać spokój mojej dziewczynie. Jeśli dowiem się, że to ona nas nagrała…
– Nie bądź śmieszny. Pani Colbern…
– Jest jak zwykle nieobecna – wtrąca nagle gładko Graves. – Nawet w chwili, gdy jej córce wali się życie. Matka roku.
– Panie Graves – odzywa się z udawaną uprzejmością kobieta. – W imieniu pani Colbern…
– Gdzie ona jest? – przerywa jej mężczyzna.
– Pani Colbern ma teraz bardzo ważne…
– Pani Colbern ma zawsze bardzo dużo ważniejszych spraw, jak zauważyłem – ucina chłodno Graves, po czym podaje jej wizytówkę. – Przekaż jej to. I powiedz, że ma do mnie zadzwonić. Dziś. Jeśli nie chce, żeby spotkały ją poważne konsekwencje, zrobi to.
– Nie sądzę, żeby…
– Ale ja sądzę – oznajmia mężczyzna. – Trish będzie dokładnie wiedziała, o czym chcę z nią porozmawiać, więc lepiej nie testuj mojej cierpliwości, Justine.
Kobieta mruga.
– Skąd pan…
Na jego wargi wypływa chłodny uśmiech.
– Wiem bardzo dużo. Może nie było mnie długo w kraju, ale nadrobiłem wszystkie zaległości. Przekaż to Trish. Możesz odejść.
Odprawiona asystentka wygląda na wściekłą, lecz w końcu naprawdę rusza do drzwi. Graves spogląda wtedy na mnie.
– Jak ona się czuje?
Przypominam sobie zapłakaną twarz Coralie.
– Ona… jest załamana.
– Więc co tu jeszcze robisz? – pyta. – Idź do niej i ją wesprzyj.
Zaciskam zęby. Kurewsko mocno pragnę to zrobić. A nie mogę.
– Nie chce ze mną rozmawiać – przyznaję. – Myśli… myśli, że to ja nas nagrałem i wrzuciłem ten film na forum.
– Czemu miałbyś ją tak upokorzyć? Przecież się spotykacie.
Jego ton nabiera innej barwy, zupełnie jakby ostatnie słowa mu się nie podobały.
– Chyba ze mną zerwała – mamroczę, przeczesując włosy palcami. – Ona… myśli, że chciałem ją pokonać. I że zrobiłem to wszystko dla głupiego miejsca w rankingu. Ja pierdolę, jak mógłbym niby woleć cholerny ranking od niej?
Mężczyzna mruży oczy.
– Mam nadzieję, że się myli i jej nie wykorzystałeś.
Nie mam ochoty ani sił mu tego tłumaczyć.
– Kocham ją – szepczę.
– Domyśliłem się. – Krzywi się. – W takim razie jej pomóż.
Parskam bez humoru.
– Obawiam się, że to bardziej skomplikowane.
– Jak wszystko – kwituje mężczyzna.
– A pan… wierzy, że to nie byłem ja, prawda?
– Oczywiście. To nie mogłeś być ty – oznajmia, czym mnie zaskakuje.
– Skąd pan wie?
– Bo ten film został wrzucony na forum z konta Mirandy Paulsen.
