Opis

 

 

Katlyn Chase to piąta książka autorki ukrywającej sie pod pseudonimem Dragona Rock. Podobnie jak pozostałe książki porusza kwestie relacji damsko męskich, potrzeby miłości, partnerskich relacji. Lecz ta książka jest bardziej odważna ze względu na rozwinięcie wątku potrzeb erotycznych tytułowej bohaterki.

Samotność to ciężka sprawa. I miałam już jej dość. Moja siostra żyła ze znamieniem światła w sobie, podczas gdy ja byłam mrokiem. Zawsze sądziłam, że to dlatego nie mogę znaleźć dla siebie nikogo. Tymczasem dzisiejszy bankiet zmienił wszystko. Jak się okazuje, nawet ucieleśnienie mroku może znaleźć kogoś dla siebie. Choć nie spodziewałam się, że znajdę więcej niż jedną osobę… Nie wiem jednak, co może przynieść nam los. Czy pożądanie, jakie nas połączyło, wystarczy, by wytrwać wieczność?

Katlyn Chase

Dragona Rock – autorka i copywriterka, bibliofilka i zarazem, uwielbiająca swój nowy czytnik książek, marzycielka, która całe dnie zajmowałaby się pisaniem. Od niedawna kolekcjonerka zagranicznych figurek z Anime i pasjonatka kultury japońskiej. Choć ostatnio wiedzie spokojne życie, to ma nadzieję na jakieś konkretne zmiany w niedalekiej przyszłości. Może czas się naprawdę zakochać?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 82

lub

Dragona Rock

Katlyn Chase

Copyright © by Karolina Janik 2017 Copyright © by Wydawnictwo Witanet 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone

Zdjęcie na okładce: Fxquadro – Fotolia.com

Skład tekstu, projekt okładki: Ryszard Maksym

ISBN: 978-83-65482-53-2

Wydawca:

Wydawnictwo WITANET

tel.: #48 601 35 66 [email protected]

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Książka ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w jakikolwiek inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

Skład wersji elektronicznej:

Prolog

Aż trudno uwierzyć, że to się działo. Niedawno byłam wyrzutkiem, outsiderką. Nikt z rodziny nie chciał mieć ze mną nic do czynienia. A tu nagle puf – wszystko się zmieniło.

Długo by opowiadać. Jednego dnia stałam gdzieś z tyłu – niezauważona. Teraz byłam w centrum uwagi i nie wiem, czy to dobrze. Wiedziałam tylko, że moje życie się zmieniło. Bardzo, bardzo zmieniło.

Wiecie jak to jest – brzydkie kaczątko zmienia się w piękność. Gdyby ktoś mi to zasugerował jeszcze parę tygodni temu, wyśmiałabym go. Wezwałabym policję i kazała tego kogoś zamknąć.

Teraz nikt się nie śmiał – nawet ja.

Spojrzałam przez ogromne wrota, czekając na chwilę, która właściwie nie miała być moim udziałem, tylko kogoś innego – kogoś, kogo z jednej strony kochałam, a z drugiej nie potrafiłam zrozumieć.

Nie pojawiła się na uroczystości, co wypełniło mnie smutkiem, mimo że wiedziałam, iż tak będzie. Może to i lepiej. Wiedziałam, że nie potrafiła tego zaakceptować.

Wzięłam głęboki oddech, lecz nim wykonałam krok, poczułam, że już nie stoję sama. Czułam ich obecność dookoła mnie, co sprawiło, że poczułam ciepło na sercu.

Nie byłam już sama.

Dwóch wzięło mnie za ręce, dwóch szło za mną, a pozostałych dwóch przede mną. Chronili mnie, ale i dodawali otuchy. Czułam ich miłość do mnie.

Spojrzałam na każdego z nich, a oni odwzajemnili spojrzenia. Gdy kiwnęłam głową, ruszyliśmy w stronę zgromadzenia…

Rozdział 1

– Kochanie, czy masz wszystko, czego potrzebujesz?

– Och, moja słodka, jesteś taka piękna…

– Czy coś możemy dla ciebie zrobić?

– Tak – powiedziała nadętym głosem. – Wyjdźcie i dajcie mi się przygotować. – Mam was po dziurki w nosie.

Wydałam nieartykułowany dźwięk, słysząc tę uwagę. Moja siostra spojrzała na mnie ostro.

– Katlyn, na co ty jeszcze czekasz? Masz mi się pomóc ubrać!

– A co, ty kopciuszek, a ja twoja dobra wróżka? – zadrwiłam. – Sama się przygotuj.

– Argh – wkurzyła się. W zasadzie wkurzenie jej nie było trudne. – Skoro nie chcesz mi pomóc, to spadaj sama się w coś ubrać.

Spojrzałam po sobie.

– Co ci się nie podoba w moim ubiorze?

Spojrzała na mnie z politowaniem i sarknęła. Od razu poczułam się jak niechluj.

– Nic dziwnego, że jeszcze nie masz żadnego męża. Heh, nawet strażnika.

Skrzywiłam się i skuliłam, słysząc te słowa. Nienawidziłam, gdy siostra mi o tym przypominała, a ona doskonale o tym wiedziała. Po prostu uwielbiała zaznaczać, że to ona jest tą piękniejszą, seksowniejszą, bardziej uzdolnioną siostrą.

Mimo, że byłyśmy bliźniaczkami.

– Spójrz na siebie – wskazała na mnie, tak jak nie raz w naszym życiu. – Jesteśmy bliźniaczkami, a wyglądasz jak obdartus. Gdybyś chociaż ubierała się jak na osobę z rodziny Chase… ale nie, ty musisz pokazywać, jaka to jesteś niezależna. Nic dziwnego, że na żadnym bankiecie mężczyźni nie zwracają na ciebie uwagi.

Jak zwykle nie wiedziałam, czy chciała mnie zdołować, czy zmotywować?

– Z kolei ja… – znowu się zaczyna. Czyli chce mnie zdołować. – Spójrz na mnie – odrzuciła swoje piękne platynowo–blond włosy na plecy. – Jestem lepiej ubrana niż ty, dbam o siebie. Jestem godną reprezentantką rodziny, a moi mężowie są tylko świadectwem mojej niepospolitości.

– Tak – zadrwiłam. Nie czas użalać się nad sobą. – Są równie piękni i puści jak ty.

Wstałam i podeszłam do drzwi, podczas gdy Rebecca zaczerwieniła się z gniewu.

– I właśnie dlatego jesteś wyrzutkiem! – rzuciła za mną, gdy zamykałam za sobą drzwi.

Minęłam jej trzech mężów, którzy kręcili się koło drzwi, gotowi na każde jej skinienie. Nie potrafiłam zrozumieć, jak mogła wyjść za nich za mąż. Byli jak sztachety w płocie – nawet wszyscy byli blondynami. I mieli tyle samo do powiedzenia co płot.

Udałam się do swojego pokoju, jak zwykle przez nikogo niezauważona. Byłam do tego przyzwyczajona. Czasami czułam się, jakbym była powietrzem. Tylko Rebecca zwracała na mnie uwagę, i to tylko po to, by mi dopiec.

Mimo wszystko czułam się czasami, jakbym miałam tylko ją.

Weszłam do pokoju i sięgnęłam do szafy. Były w niej suknie godne kopciuszka, których nienawidziłam. Ale musiałam którąś ubrać, żeby siostra znowu nie zaczęła jęczeć.

Ubrałam się w jedną koloru ciemnej nocy. W porównaniu do siostry tym byłam – Ciemnością. A ona świeciła jak latarnia.

Chociaż byłyśmy bliźniaczkami, moje włosy były ciemnoblond. Ciąć, też cięłam je krócej od siostry. Jej sięgały do pasa – moje ledwo do ramion. Moje oczy też były ciemniejsze niż jej, a przynajmniej ich oprawa. Ona przypominała albinoskę, ja byłam bardziej opalona.

Wzrost miałyśmy ten sam – równe metr siedemdziesiąt. Jednak ku mojemu rozgoryczeniu ona miała lepsze kształty. Jedyne, czego mi zazdrościła, to usta – moje były pełne, a jej wąskie.

Na domiar złego musiałam nosić okulary, podczas gdy ona – nie.

Westchnęłam i wróciłam myślami do dzisiejszej kolacji. Czekał nas kolejny bankiet, w którym Rebecca będzie brylować, a ja będę się chować po kątach. Nie zdziwiłabym się, gdyby upatrzyła sobie kolejnego pustogłowego blond-małżonka.

Obejrzałam się w lustrze. Wyglądałam jak Pani Nocy, ale co tam. Uczesałam się jeszcze i poszłam do sali bankietowej…

Siedziałam w kącie i sączyłam drinka, obserwując zabawę. Oczywiście Rebecca stanowiła jej centrum – było jej wszędzie pełno, zachowywała się jakby była Panią Domu, a naszej matce to odpowiadało. Nigdy nie lubiła organizować imprez.

Jak zwykle byłam niewidoczna, podczas gdy moją siostrę otaczał tłum wielbicieli. I to nie tylko ludzkiej rasy. Rozpoznawałam tam także kilka wróżek i elfów.

Takie grupy do niej ciągnęły – urocze, słodkie, niewinne, świetliste. Jakby moja siostra była słońcem, do którego ciągną istoty dobre. Aż dziw brał, zważywszy na jej charakter złośnicy.

Odstawiłam pustą szklankę i wstałam. Idąc na balkon miałam wrażenie, że ktoś na mnie patrzy. Niemal czułam czyjeś spojrzenie na swoich plecach – jakby ktoś dotykał mnie ciepłą ręką w czułej pieszczocie.

Ale co ja mogłam o tym wiedzieć? Choć miałam dwadzieścia osiem lat, a moja siostra miała trzech mężów, ja sama nigdy nie dzieliłam z nikim bliskości. I był to kolejny powód do drwin.

Stanęłam, oparta o balustradę i patrzyłam na morze – widziałam doskonale, jak błyska na nim księżyc w pełni. Nie ma co – odpowiednia sceneria dla córki Cienia.

Którą, tak szczerze mówiąc, byłam.

– Przepraszam.

Podskoczyłam gwałtownie, zła, że nie usłyszałam, jak ktoś podchodzi. Odwróciłam się rozdrażniona i zapomniałam języka w gębie.

Przede mną stał wysoki, mocno zbudowany, opalony mężczyzna, z długimi czarnymi włosami sięgającymi do łopatek. Jego trójkolorowe oczy – szaro–błękitno–ametystowe – jasno dały mi do zrozumienia, że mam do czynienia z istotą Fearie. Tym różniły się od wróżek, że nie były słodkimi, delikatnymi istotami.

Były ich zupełnym przeciwieństwem. Wokół mężczyzny unosiła się aura ciemności. Przeleciało mi przez głowę pytanie, po co on ze mną rozmawia. I czy w ogóle do mnie to mówił?

Rozejrzałam się, ale nikogo nie ujrzałam. Znów na niego spojrzałam i zobaczyłam na jego wargach lekki uśmiech.

– Tak? – zaczęłam ostrożnie.

Odezwał się głosem jak gorzka czekolada – a gdy podszedł i stanął obok mnie, zauważyłam, że jak mówi tak pachnie.

– Dlaczego siedzi pani w kącie? Tak piękne kobiety nie powinny się chować.

Zaskoczył mnie i nie wiedziałam, co powiedzieć.

Oparł się obok mnie o balustradę, odwrócony w stronę sali.

Dech mi zaparło, gdy zorientowałam się, że musiał mieć ponad dwa metry.

Wskazał głową na salę.

– W niczym nie przypomina pani siostry, mimo oczywistego podobieństwa. – Spojrzał mi w oczy. – Jesteś niczym mrok – jego głos obniżył się, pieścił moje uszy. – Podczas gdy ona jest światłem. Widzę to w tobie – sunął spojrzeniem po mojej twarzy. – Twoja aura jest piękna niczym otaczająca nas noc – czarna na zewnątrz, a w środku srebrna niczym księżyc.

Nim zdążyłam mrugnąć dotknął moich ust palcem i przejechał po nich delikatnie.

W sali oznajmiono, że czas na kolację. Mężczyzna odsunął się powoli nieskrępowany i delikatnie popchnął mnie do sali.

– Panie pierwsze – czułam w jego głosie rozbawienie. Nic dziwnego, gdybym była na jego miejscu, też bym się z siebie śmiała.

W sali, zanim odszedł, szepnął mi do ucha:

– Znajdę cię później, mała Ciemności.

Odprowadziłam go wzrokiem. To było najdziwniejsze spotkanie w moim życiu.

Kiedy zjedliśmy kolację, siostra od razu wzięła mnie na stronę.

– Kim był tamten facet?

Wzruszyłam ramionami.

– Jakiś Fearie – tyle wiem.

– Fearie? – zdumiała. – Trzymaj się od niego z daleka – powiedziała, a w moim sercu pojawiła się czułość. Martwiła się.

Jednak to co dodała zdusiło ją całą w moim sercu.

– Jest mój.

Już otwierałam usta, żeby powiedzieć: „Bierz go sobie, nic mnie to nie obchodzi”, ale z mojego gardła nie dobył się żaden dźwięk. Znów poczułam ten ciepły dotyk na plecach, ten sam co przed kolacją. Obróciłam głowę i go zobaczyłam.

Mężczyzna z rodu Fearie, który zagadał mnie na balkonie. Stał oparty o ścianę po drugiej stronie pomieszczenia. Trzymał przy ustach szklaneczkę z jakimś drinkiem, a jego oczy były wlepione we mnie. Nie mogłam się mylić. Po raz pierwszy, stojąc obok siostry, patrzono na mnie, a nie na nią.

Odwróciłam się z powrotem do siostry. Nawet nie zwróciła uwagi na nasze nieme spojrzenie, bo gdy zobaczyłam jej twarz, ona gapiła się na mnie z rosnącą irytacją.

– Więc? – warknęła.

Zamrugałam. Nie wiedziałam, o co chodzi, z powodu kontaktu wzrokowego z tym… pachnącym gorzką czekoladą Fearie.

– Co? – zapytałam.

Sapnęła zirytowana.

– Czy ty mnie słuchasz? Mówię, że ten gość będzie mój. Już go widzę ubranego w…

Wydałam nieartykułowany dźwięk...

I roześmiałam się jak nigdy w życiu.

– Co cię tak rozbawiło? – zapytała zdumiona.

– Tylko to… – zdołałam powiedzieć. – Że…

– No?

– On jest z rodu „Fearie” – powiedziałam w końcu, akcentując ostatnie słowo. – On nie jest potulnym elfikiem, jak twoi dwaj mężowie.

Jak zwykle uśmiechnęła się szyderczo. Nic nie rozumiała.

– No i? Zakład, że go uwiodę?

Nie wiedziałam dlaczego, ale po raz pierwszy w życiu miałam ochotę się z nią założyć. Było coś w tym Fearie… Coś, co kazało mi… Nie. To głupie.

– Dobrze – powiedziałam w końcu. – Jeżeli uwiedziesz go do północy – wpadłam na pomysł – to będę ci usługiwać przez tydzień. Ale jeśli ja wygram…

– To się nie stanie, ale gadaj co chcesz – powiedziała.

– Obiecasz mi, – zaczęłam – że jeśli to się raz nie uda, już nie będziesz próbować.

Ups. Po co ujęłam to w ten sposób? Teraz zacznie…

– Aaa… – uśmiechnęła się wrednie. – On ci się podoba. No proszę, mojej małej siostrzyczce ktoś się podoba.

– Jestem starsza od ciebie – warknęłam.

– Ta, ale nie mądrzejsza. Patrz i ucz się – odwróciła się i walnęła specjalnie długimi włosami po mojej twarzy, przybierając swoją „popisową” pozę, która przyciągała istoty nadnaturalne.

Była to